Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczony magazyn
Autor Wiadomość
Sally Halloway



I find it kinda funny, I find it kinda sad The dreams in which I'm dying are the best I've ever had

wizje astralne

50%

powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie





name:

Sally Halloway

alias:
vision

age:
25

Wysłany: 2018-02-15, 23:49   
  

   Wygrała, bo Ronnie nie patrzył


/ z 1 na 2


Kładła się do łóżka z myślą, że gdy się obudzi zobaczy wszystkich, którzy wyruszyli na misję w jednym kawałku. Levi obdarzy ją swoim uroczym uśmiechem, a Danny znowu powie coś odnośnie jej szopy na głowie. Po prostu wszystko miało być w porządku. Nie spodziewała się, że w środku nocy wpadnie do niej spanikowana Colleen. Chociaż obudzenie się stanowiło problem to gdy jej zaspany mózg zakodował o czym mówiła brunetka, na pół ślepa zaczęła się ubierać, a potem biegiem przemierzyła odległość między jej pokojem, a szpitalikiem. Ostatnio pokonywała ten dystans sprintem dosyć często i to wcale jej się nie podobało. Zapakowała do apteczki wszystko co mogłoby być jej potrzebne. A może miałą już taką jedną przygotowaną, na wszelki wypadek, który miała nadzieję nigdy nie nadejdzie.
I z tą wielką apteczką wpakowała się do samochodu Leen. Nie wiedziała gdzie jadą i nie pytała. Bała się pytać co się stało. Przez cały czas tylko trzymała się rączki i miała wrażenie, że jej żołądek zaraz zrobi jej psikusa. W końcu jednak znalazły się na miejscu. W biegu zdążyła jeszcze związać włosy w jakiegoś misternego koka. Nie chciała, żeby przeszkadzały jej w pracy. - Odsuńcie się proszę - delikatna barwa głosu Sally jej drobna postura i rozkazujący ton nie pasowały do siebie. Podeszła do poszkodowanej. Jak na osobę bardzo wrażliwą, teraz zachowywała się dosyć profesjonalnie. Pokręciła głową, otworzyła apteczkę i wyjęła wszystko co potrzebne do opatrzenia rany postrzałowej. - Nazywam się Sally, proszę może ci się przydać po wszystkim - powiedziała, wyciągając alkohol. Nie mogła zabrać jej do obozu, chociaż tam byłoby zdecydowanie łatwiej. - Czy któreś z was mieszka niedaleko? - zagadnęła, naciągając rękawiczki na dłonie. - Mogę pomóc tutaj, ale nie możecie tu zostać zbyt długo - odparła. Nie wiedziała kim była kobieta. Najchętniej zabrałaby ją do obozu, gdzie mogłaby udzielić jej pomocy profesjonalnej. Zmieniła szybko sznurek na opaskę uciskową. - Macie latarki? Potrzebuję więcej światła.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-16, 13:36   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cała ta kłótnia poważnie mnie wymęczyła. Z jednej strony, potrzebowałam wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje, z drugiej jednak - czy nie kosztowało mnie to nieco zbyt wiele? Miałam już ochotę odpowiedzieć Młodemu, że przecież i tak nie miał siostry od 11 lat, więc co za różnica? Równie dobrze mogłam zdechnąć gdzieś indziej i pewnie by się nawet o tym nie dowiedział. W głębi serca jednak wiedziałam jednak, że przecież nam na sobie zależy. Mimo wszystko... Ale przecież żadne z nas się do tego nie przyzna, prawda?
Słowa Cheolmina też mnie nieco ocknęły. Przeginaliśmy, wiedziałam o tym. Ale co mogłam poradzić? Przełknęłam tylko głośniej ślinę, gdy ci zaczęli spekulować na temat wyciągania kuli nożem... Jakby ta wielka dziura w moim udzie nie była wystarczająco duża. Co to kuźwa jest, dzień zabawy w rzeźnika na Sam?
Całe szczęście, nie minęło wiele czasu, gdy do magazynu wbiegły dwie, nieznane mi kobiety. Na pierwszą z nich tylko podniosłam wzrok, druga natomiast... Przyciągnęła moją uwagę na dłużej, a przynajmniej tak mi się wydawało, w tej wydłużonej chwili. Ta kochana istotka dokładnie wiedziała, czego było mi trzeba!
- To ja już umarłam i anioły mnie obsługują? - Wysiliłam się na żart, przejmując w rękę ten cudowny, procentowy podarek od Sally. Już chyba miałam wywalone na to, co będzie się ze mną działo. Tylko czemu ten alkohol wydawał się taki ciężki?
Nie dałam rady słuchać tego, co mówiły usta tego zesłańca bogów. Wzięłam głębszy oddech, zgarniając włosy z twarzy. Nie wiem jednak, co się dalej działo, bo w momencie, gdy zamieniono ten pieprzony sznurek na opaskę, przed moimi oczami pojawiły się wręcz mroczki. Nadmiar emocji? Ból? Zbyt duża utrata krwi? Nie miałam pojęcia, przez co moje oczy się zamknęły, a świadomość odpłynęła do zdecydowanie przyjemniejszego miejsca...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-02-19, 01:09   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Colleen… Dzięki Bogu. Chciałem się z nią przywitać, ucałować ją, wielbić, ale jakoś nie potrafiłem się na to zdobyć, biorąc poprawkę na to, co działo się wewnątrz mnie, oraz to, że jeszcze nie tak dawno zdradziłem ją z jej najlepszą przyjaciółką, o czym jeszcze nie wiedziała. To byłoby złe, gdybym składał właśnie na jej wargach pocałunek. Dla niej i dla Alby, która czekała – chyba – na mnie w Bractwie.
Wskazałem na sam, co w sumie było zbędne. Z daleka można było stwierdzić, kto tu jest najbardziej ranny i niemalże umierający. Nie, nie niemalże umierający. Trzymała się i miała się trzymać tego jebanego życia, co nie?
Musiałem się koniecznie zebrać w sobie. Dla siebie, dla Sam, dla całej reszty. Dlatego kiedy Sally poprosiła o światło, bez słowa ruszyłem w kierunku samochodu, biorąc z niego ze dwie sztuki, po czym wróciłem z powrotem. Od razu zaświeciłem jedną i skierowałem na nogę Samanthy. Wyglądała, cóż, jeszcze gorzej w świetle.
- Colleen, kula została w jej nodze – rzuciłem jedynie, starając się brzmieć na typowego, rzeczowego Aarona. – Dasz radę ją wyciągnąć? – zapytałem, choć wiedziałem, że tak. Wiedziałem i wierzyłem w nią, pomimo to wszystko, co jej zrobiłem, pomimo tego, że się od niej odwróciłem, idąc w ramiona innej. Jezu, kim ja byłem?!
- Zabiorę ją do jakiegoś motelu… może. Albo znajomej z siłowni – powiedziałem po chwili, bo mi się przypomniało, że Sally mówiła coś o tym, że Sam nie może tu długo zostać. I miała rację, tylko nie miałem pojęcia, gdzie ta mieszka, a moja znajoma z siłowni… nie miała pojęcia, że jestem mutantem i w ogóle. Nie wiedziałem, jak na to zareaguje, ale raczej nie powinno być źle? Szczególnie że Sam nie była mutem i nie miała z nimi nic wspólnego… powiedzmy.
Była ranna, nieco majaczyła – tyle. Mogłem nie zdradzać się z mocą, mogłem jedynie powiedzieć, że coś jej się stało, że ktoś nas napadł, prawda? To już nie brzmiało tak…
- Ej, Sam? Sam?! Samantha! SAM! – zacząłem chyba panikować. Jak mogłem nie, skoro głowa mojej siostry się osunęła. Wypuściłem latarki z dłoni i pochyliłem się nad nią, łapiąc ją za ramiona. Potrząsałem nią. – Sam, obudź się! Hej, musisz się obudzić!
Musiała się ocknąć, musiała. Halo! Tyle czasu jej nie widziałem. Nie mogłem jej znowu stracić. Ten świat nie mógł być aż tak bardzo popieprzony.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-20, 20:34   
  

   2 Lata Giftedów!


Przyglądałam się panującej sytuacji. W pomieszczeniu obok nas znajdował się Aaron, bardzo podoba do niego dziewczyna, która została zraniona (czyżby to byla jego siostra?) i zupełnie nieznany mi Azjata, ale domyślałam się, że jest z F.P.T.P., no bo gdyby nie był, to co by tu robił? Fakt, że akcja na polanie poszła tak beznadziejnie naprawdę mnie dobijał. To przecież miała być prosta misja. Odebranie pożywienia, kocy, leków i innych przydatnych rzeczy, a tymczasem mieliśmy duży problem, bo jak widać mieliśmy ofiary, a poza tym... gdzie była reszta naszych ludzi? Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się nad tym i przyglądając się, jak Sally podchodzi do kobiety, by zacząć ratować jej życie. Domyślałam się, po co Aaron mnie wezwał. To wcale nie dlatego, że bardzo mnie kochał i chciał, żebyśmy się pogodzili. Nie. Zraniona kobieta została postrzelona, a kto lepiej wyjmował metalowe kule ode mnie? To z resztą mój były chłopak potwierdził. Spojrzałam na niego, a w moich oczach nie było żadnych emocji. Nie chciałam ich okazywać. Tęskniłam za nim, brakowało mi go, ale on... no cóż, on ewidentnie nie był mną już więcej zainteresowany, a ja nie mogłam pozwolić sobie na skupianie się na jakichś śmiesznych, nastolatkowyh problemach i przelotnych miłostkach. Te trzy lata związku... to ewidentnie był błąd, patrząc na to, jak bardzo "przejmował" się tym, że nie jesteśmy razem.
- Oczywiście, że dam radę. - powiedziałam, może trochę zbyt nerwowo, ale nie mogłam na niego patrzeć. Nie chciałam. Pękało mi serce i byłam wściekła na siebie na to, że tak reagowałam. Powinnam mieć wyjebane. Wzięłam głęboki wdech i wtedy... Samantha straciła przytomność. Co mogłam zrobić? Mogłam się rzucić na ratunek.
W dwóch krokach przemierzyłam odległość dzielącą mnie od kobiety i uklęknęłam przy niej. Machnęłam ręką, żeby ktoś mi poświecił na ranę i uniosłam nad nią dłoń. Kobieta była nieprzytomna, więc i tak ją nie zaboli, dlatego w sumie to nawet jej nie ostrzegałam, że może czuć lekki dyskomfort. Nie minęły dwie sekundy, a zakrwawiona kula wyskoczyła z rany, a ja skierowałam ją gdzieś w bok, by nie przeszkadzała. Rana mocno krwawiła i choć nie lubiłam korzystać z tych możliwości mojej mocy, bo masakrycznie mnie wymęczały... no cóż, nie zostawię dziewczyny na śmierć.
- Sally, opatruj ranę, ja zatrzymam krwawienie. - powiedziałam, bo przecież umiałam manipulować polem magnetycznym, dzięki któremu byłam w stanie zatrzymać krawawienie.
- Aaron, odsuń się na chwilę. - poradziłam mu, bo ciężko było mi skupić się na polu magnetycznym jedynie zranionej dziewczyny, a i tak już Sally była obok nas. Zamknęłam oczy, starając się skupić jak najbardziej mogłam, choć już czułam zbliżający się ból głowy. Rana jednak krwawiła co raz mniej...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Sally Halloway



I find it kinda funny, I find it kinda sad The dreams in which I'm dying are the best I've ever had

wizje astralne

50%

powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie





name:

Sally Halloway

alias:
vision

age:
25

Wysłany: 2018-03-04, 22:38   
  

   Wygrała, bo Ronnie nie patrzył


Słysząc słowa poszkodowanej, jedynie posłała jej delikatny uśmiech. W każdym razie nie uważała się za anioła, ale chciała zrobić wszystko aby mieć na nią równie zbawienny wpływ co owe skrzydlate istoty. Nie bardzo interesowało ją to co działo się dookoła i miała nadzieję, że Colleen i Aaron zachowają się tak jak należy i nie będą sobie skakać do gardeł. Bo nawet Sally, aniołek miała swoje jakieś tam granice cierpliwości. - Cholera - mruknęła, kiedy ta straciła przytomność. Jednakże póki oddychała nie mogła na razie przestać. Liczyło się zaszycie rany czym też zajęła się niemalże od razu, gdy tylko Colleen dała jej zielone światło do tego, że może zacząć zszywać paskudną ranę. Samą Halloway przerażała sprawność, z jaką poradziła sobie z raną postrzałową. Postarała się ją jak najprecyzyjniej zaszyć, a potem nałożyła na to jeszcze jałowy opatrunek. Miała tylko nadzieję, że wyciągnięcie ten kuli przez Colleen nie uszkodziło za bardzo mięśnia w nodze dziewczyny. Był tylko jeden problem. A mianowicie pęknięta kość. Serio? I jak niby miała to tutaj usztywnić? Pewnie puściła niezłą wiązankę pod nosem, co w ogóle nie było do niej podobne. No, ale pewnie miała jakieś tam sposoby na ogarnięcie i tego, bo w końcu to była super Sally! Trochę byłby przypał, jakby nie umiała nic na to poradzić. Niestety, moja wiedza z pierwszej pomocy tego nie obejmuje xD - Ktoś wie, jaką ma grupę krwi? - spytała, pochylając się nad Samanthą, chcąc się upewnić czy Sam w ogóle oddychała. Rzuciła wściekłe spojrzenie Aaronowi, tak, Sally Halloway i wściekłe spojrzenie - Na litość boską, ogarnij się i nie panikuj bo teraz jej tym w niczym nie pomożesz - pisnęła, co niby miało wyjść groźnie, a wyszło jak zawsze. Wzięła głębszy wdech, sama musiała się uspokoić bo chyba niepotrzebnie naskoczyła na Aarona, ale naprawdę. Krzyczenie nic tu nie pomoże. - Musimy ją stąd zabrać do tego motelu, gdziekolwiek, tu jest za zimno.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-05, 01:30   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ulga...
To czułam z pewnością, pochłonięta w ciemności. W sumie... To całkiem zabawne uczucie. Nic nie widzisz, masz przytłumione czucie, a głosy dochodzą do Ciebie z oddali, jakbyś ich słuchał pod wodą... To wszystko było tak odległe... Tak nierealne... Tak... Kuszące...
Teraz powinnam być chyba jeszcze bardziej wdzięczna swojemu umysłowi, za to chwilowe wyłączenie się - dzięki temu ominęły mnie chyba najbardziej bolesne atrakcje (no, poza samym postrzałem), w postaci wyciągania kuli i zszywania skóry. Jutro na pewno będę przeklinać tę cholerną ranę...
Przynajmniej nie sprawiałam też problemów, gdy ma anielica - Sally - próbowała jakoś usztywnić tę przeklętą kończynę - zapewne przez złączenie obu mych nóg i przewiązanie ich (jakby kogoś interesowało, jak usztywnia się złamaną nogę w ekstremalnych sytuacjach).
A ja wciąż trwałam z dala od tego wszystkiego, jakbym była w zupełnie innym świecie, gdzie nawet czas płynie inaczej... A oddech, choć płytki, wciąż był zachowany.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-06, 00:43   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Przepędziły mnie, kazały się odsunąć, bo byłem zbędny. Nic nie mogłem poradzić na to, że Sam dostała w nogę, pękły jej kości i w ogóle krwawiła cholernie. Mogłem jedynie patrzeć i panikować, a panikowałem.
Zachowanie raczej nietypowe dla mnie, bo kiedy byłem wściekły, to sobie szedłem pobiegać albo popływać. Teraz nie mogłem tego zrobić, dlatego też wysunąłem się, odszedłem od tego mini zgromadzenia, ale nie jakoś daleko. Przeklinałem pod nosem, przeklinałem w głowie. Jebaną Samanthę za to, że śmiała dostać i teraz tracić przytomność, popieprzoną Colleen wraz z całym tym jej stoickim spokojem, a przede wszystkim Sally, która wydarła się na mnie jak głupia i chyba najwięcej tu zdziałała tym spojrzeniem, bo zaraz zostawiłem siostrę w spokoju i odszedłem na bok kopać sobie ściany.
Co mogłem innego zrobić? Jedynie czekać. Czekać, czekać, czekać… A czekanie samo w sobie było nieznośne, bo przez to miałem wrażenie, że wszystko jeszcze bardziej rozciągało się w czasie. Ile to już trwało? Nie za długo?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-03-08, 23:23   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie myślałam o niczym. Nie chciałam już. Uważałam, że zbędne zaprzątanie sobie myśli Aaronem, naszym rozstaniem... To nie miało sensu, absolutnie. Dlatego byłam skupiona w stu procentach na tym, by nasza pacjentka się tu nie wykrwawiła, bo trochę słabo, jakby umarła na naszych oczach. Nie byłoby to fajne, zdecydowanie nie.
Dziewczyna jednak nie krwawiła już prawie w ogóle, a Sally opatrywała jej ranę, więc nie mogło być tak źle, prawda? Bądź co bądź czułam się tu źle. Chciałam jak najszybciej wrócić do Bractwa. Nie było mi dobrze, gdy znajdowałam się poza jego granicami... Lubiłam wychodzić poza Bractwo tylko w towarzystwie jakiejś zgranej ekipy mutantów, co potrafią walczyć, a tutaj to miałam tylko Aarona ze sobą, który... no cóż, podczas misji na polanie nie do końca sobie poradził, skoro mieliśmy tutaj krwawiącą kobietę.
- Aaron, zabierz ją do auta. Sally ma rację, trzeba ją stąd zabrać. - potwierdziłam słowa Sanitariuszki i podniosłam się, otrzepując piasek z kolan. Westchnęłam cicho i spojrzałam na swojego byłego.
- Co z resztą? - spytałam, bo... no cóż, ewidentnie nie wszyscy tutaj byli, a ja zaczynałam się martwić.

Gdy mi odpowiedzieli, to się załamałam, wydarłam się i zapakowałam wszystkich do auta, bo to niebezpiecznie było tu siedzieć i pojechaliśmy.

/ zt wszyscy
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 7