Poprzedni temat «» Następny temat
Dach kamienicy
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-12-12, 11:37   Dach kamienicy



[Profil]
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-12, 14:36   
   Multikonta: Evan Reid


#2

Randka. To było dziwne pojęcie w rozumowaniu Christiana. Dla niego niemalże każde umówienie się z chłopakiem kończyło się na piciu wina a następnie na namiętnym seksie, niekoniecznie w łóżku i niekoniecznie we własnym domu. Tym razem nie miało być wcale inaczej. Udało mu się zwinąć ze sklepu dwa najdroższe wina. Jedno było czerwone słodkie a drugie białe wytrawne. W końcu obiecał Michaelowi taki zestaw, więc musiał dotrzymać słowa. Chociaż zwykle był wierutnym kłamcą to jednak tym razem chciał podejść szczerze do tego chłopaka. Zresztą, czego się nie robiło żeby zaciągnąć kolejnego przystojniaka do łóżka?
Kiedy załatwił te dwa wina, postanowił wybrać idealne miejsce na ich wspólną randkę, która miała odbyć się tego wieczora. Dach jednej z kamienic w South Westside wydawał się być idealnym miejscem na to. Nie trudno było się wkraść tam z tymi wszystkimi rzeczami, czyli wiklinowym koszykiem z owocami i kanapkami, kocem no i oczywiście butelkami alkoholu. Na wszelki wypadek wziął ze sobą też... nawilżacz. O prezerwatywy się nie martwił, w końcu cały czas nosił ze dwie w portfelu. Szkoda tylko, że jego portfel częściej widywał te gumki niż pieniądze.
Kiedy było wszystko gotowe postanowił wychylić się poza krawędź dachu budynku aby widzieć czy obiekt jego westchnień przyjdzie. Miał nadzieję, że jednak randka wypali, bo sam by nie przejadł tego wszystkiego, z piciem akurat nie miałby tyle problemu. Zawsze mógł też iść do ciotki i zaplusować u niej darmowym żarciem i alkoholem. Niestety z rodziny miał już tylko ją no i dziadków. Rodzice Chrisa zginęli pół roku temu z rąk gangu, do którego należał Acosta. To był ostatni raz kiedy Christian włożył ogromny wysiłek w swoją moc i doszczętnie zniszczył dom zabijając każdego kto się akurat wtedy tam znajdował. Nie wiedział też, że istniał świadek tego zdarzenia, który dodatkowo należał do FBI. Na szczęście chłopakowi udało się wtedy uciec ale kto wie ile czasu uda mu się unikać rządu.
Westchnął starając się pozbyć te ponure myśli. Musiał pozytywnie nastawić się do życia, tym bardziej, że nie chciał zrazić do siebie swojego ulubionego księcia, jak to polubił tytułować Michaela.
[Profil]
 
 
Michael Wintour



Be my Robin, please

Semichemokineza

80

Miłuje wyłącznie siebie samego i kotka swojego





name:

Michael Wintour

alias:
Mówią mu Micz, ale go to wkurwia

age:
23

Wysłany: 2017-12-12, 21:28   

Michael również nie bawił się w randki. Jasne, randkowanie wydawało mu się fajne, ale nie było dla niego. Był osobą, która nie chciała się z nikim wiązać. Związek oznaczał ograniczenie, a on nie miał zamiaru być ograniczony. Nie wiedział, czy wytrwałby z kimś zbyt długo. Lubił trzymać się z innymi ludźmi, uwielbiał towarzystwo, ale związek oznaczał że trzeba było ograniczyć się do jednej osoby i z nią spędzać najwięcej czasu. Michael miał wielu przyjaciół, z wieloma z nich się przespał. I takie relacje mu odpowiadały najbardziej. Niezobowiązująca przyjaźń, była najlepsza.
Niemniej jednak zgodził się na spotkanie z Chrisem, bo polubił go i chciał poznać nieco bliżej. Poza tym chłopak obiecał mu wino, więc nie sposób byłoby to przegapić. Zresztą chłopak mu się bardzo podobał, więc nie mógł odpuścić sobie takiej okazji.
Na miejscu zjawił się nieco spóźniony. Z doświadczenia wiedział, że przychodząc nieco później może dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, o osobie z którą miał się spotkać. Korzystał z tej rady i uniknął dzięki temu wielu idiotycznych znajomości. Z resztą obstawiał, że Chris nie będzie na niego bardzo zły, bo i tak nie spóźnił się zbyt dużo. Uśmiechnął się lekko, gdy zjawił się pod odpowiednim budynkiem, a jego uśmiech stał się nieco bardziej zawadiacki, gdy tylko zauważył sylwetkę chłopaka.
Wybacz, że czekałeś, coś mi wyskoczyło – skłamał. A co, niech chłopak myśli, że Michael robił coś jeszcze po drodze, jakby nie miał się szykować do tego spotkania. Nie ma co dawać żadnych znaków na nic. Podniósł rękę w górę, pokazując siatkę, w której znajdywała się butelka wina i jakieś przekąski, ale widział, że Chris nie przyszedł jedynie z winem, a rzeczywiście zorganizował piknik.
[Profil]
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-13, 09:44   
   Multikonta: Evan Reid


Kiedy zobaczył jak Michael się zbliża, na jego ustach pojawił się uśmiech. Ucieszył się, że jednak chłopak przyszedł i liczył na to, że ta randka skończy się naprawdę przyjemnie. Po trochu miał też ogromną nadzieję na to, że będzie ona trwała wiecznie ale jednak chyba nie mógł na to za bardzo liczyć. Mimo wszystko wolał być optymistą niż realistą, świat wydawał się wtedy być piękniejszy.
- Czekałbym nawet całą noc na ciebie mój książę - odpowiedział kiedy już Michael znalazł się w zasięgu słuchu. Chris lubił łechtać ego mężczyzn, nie wiedząc czemu sprawiało mu to przyjemność no i miał w tym swój interes. Jeśli facet był komplementowany to chętnie mu się oddawał, podobną taktykę zastosował siedem miesięcy temu aby uniknąć kary ze strony właściciela domu, do którego się włamał. Faceci zwykle mieli rozbuchane ego, Acosta doskonale o tym wiedział, bo sam takowe posiadał. Aby zaimponować Michaelowi powiedział mu aby chwilkę zaczekał. Następnie wziął rozbieg i skoczył z budynku. Wezwał dość silny wiatr, który skupił wokół swojej osoby i w miarę bezpiecznie opuścił się na dół. Niestety nie wylądował na nogach a na tyłku ale zawsze coś. Przynajmniej nic sobie nie połamał chociaż faktycznie lądowanie nie należało do przyjemnych. Następnym razem postanowił, że skorzysta ze schodów.
- Hej przystojniaku - wymruczał, po tym jak już wstał i otrzepał tyłek. Następnie chwycił chłopaka za boki, przyciągnął go do siebie i złożył krótki pocałunek na jego ustach na powitanie. Uśmiechnął się zawadiacko po tym po czym chwycił za rękę Michaela i poprowadził go w stronę klatki schodowej. Mieli trochę schodów do pokonania ale w końcu się udało dojść na dach niezauważonymi. Kiedy byli już na miejscu, Michael mógł zobaczyć, że Acosta całkiem się postarał z okazji ich randki.
- Więc, jesteśmy w końcu na randce, mamy dużo wina, trochę przekąsek więc co teraz powinniśmy robić? - spytał chociaż to pytanie było raczej retoryczne. Chris objął znowu chłopaka i złożył delikatny pocałunek na jego szyi. Cóż... nie oszukujmy się, oboje byli typem chłopaków, którzy nie wstydzili się tej fizycznej bliskości.
[Profil]
 
 
Michael Wintour



Be my Robin, please

Semichemokineza

80

Miłuje wyłącznie siebie samego i kotka swojego





name:

Michael Wintour

alias:
Mówią mu Micz, ale go to wkurwia

age:
23

Wysłany: 2017-12-14, 19:19   

Uśmiechnął się do niego. Miał coś takiego, co sprawiało, że miał w sobie coś pociągającego, co przykuwało jego spojrzenie. Lubił patrzeć na przystojnych ludzi, a Christ był jednym z tych osób, na jakie Michael mógł patrzeć godzinami. Niemniej jednak nie chciał dać tego po sobie poznać, dlatego zamiast patrzeć na chłopaka dalej, to zerknął na budynek, na którego dachu mieli jeść. Był dość wysoki, więc nie wiedział, jak to wytrzyma, bo wiedział, że próba niepatrzenia w dół często się nie sprawdzały. Dał jednak sobie szansę, bo w końcu nie powinno się pozwalać, by strach kierował życiem.
Następnym razem przyjdę jeszcze później – zażartował, skoro chłopak mógł na niego czekać. Uśmiechnął się lekko. Owszem lubił, gdy łechtano jego ego. Uwielbiał, gdy prawiono mu komplementy i kupowano prezenty. Uważał się jednak za osobę, która nie była łatwa. Nie oddawał się byle komu i byle gdzie. Śmieszne to było, chociaż czasem nachodziła go ochota na niezobowiązujące oddawanie się przyjemnościom.
Mogłeś zejść po schodach, co mi po kimś, kto chce umrzeć – powiedział, gdy Chris postanowił zeskoczyć z dachu budynku. Było to trochę nieodpowiedzialne, ale zrobiło na nim wrażenie. Przygryzł wargę, gdy zobaczył, jak chłopak się do niego zbliża. Pocałunek, mimo że krótki, to jednak był bardzo przyjemny. Jęknął cicho, gdy ich usta się rozdzieliły. Poszedł za chłopakiem, by znaleźć się po kilku minutach na miejscu pikniku.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo chłopak od razu zabrał się z całowanie go po szyi. Pozwolił mu na co, wodząc swoimi dłońmi po jego ciele. Było mu przyjemnie i chciał, by Chris również się tak czuł.
Możemy coś zjeść – uśmiechnął się.
[Profil]
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-15, 13:47   
   Multikonta: Evan Reid


Czy Christian mógł się uważać za osobę, która nie była łatwa? Trudno powiedzieć tak właściwie. Problem polegał na tym, że on zwyczajnie lubił zbliżenia z facetami, więc starał się doprowadzać do nich względnie często, przynajmniej na tyle na ile mógł i na ile pozwalał mu jego wolny czas. Z drugiej strony nie robił tego tez z absolutnie każdym. Chris był w końcu uwrażliwiony na męskie piękno i raczej spotykał się głównie z tymi, którzy trafiali w jego estetyczne gusta. Tak jak na przykład Michael. Był on cholernie przystojnym chłopakiem, którego można całować nie tylko w usta czy po szyi. Chris jednak stwierdził, że woli powoli dojść do pewnych spraw z tym chłopakiem.
- Co tobie po kimś kto jest zwykłym tchórzem? - odbił w końcu pytanie Michaela odrywając usta od jego szyi. Podobało mu się jak ten podziwiał dotykiem rąk jego ciało i nawet mruczał cicho, trochę podświadomie, bo nie chciał mruczeć ale kiedy czuł się swobodnie to sam wydawał ten dźwięk.
Kiedy Michael stwierdził, że mogliby coś w końcu zjeść, Christian poprowadził go do rozłożonego koca niemalże jak księcia. Przygotował oczywiście tez poduszki na których mogli usiąść.
- Którego wina chcesz się napić najpierw? Czerwonego czy białego? - Spytał w końcu po czym wyjął dwie butelki z przygotowanego koszyka. Również z niego wyjął dwa kieliszki aby nalać trunku i razem wznieść toast za randkę.
Spojrzenie Christiana co jakiś czas schodziło na usta chłopaka i musiał wytężyć swoją siłę woli aby nie zaatakować jego ust kolejnym z pocałunków.
[Profil]
 
 
Michael Wintour



Be my Robin, please

Semichemokineza

80

Miłuje wyłącznie siebie samego i kotka swojego





name:

Michael Wintour

alias:
Mówią mu Micz, ale go to wkurwia

age:
23

Wysłany: 2017-12-16, 02:48   

U niego również był problem z tym, że zbyt mocno lubił mężczyzn. Nie miał nawet szansy by się opierać. Niemniej jednak miał do siebie szacunek i starannie wybierał partnerów. A przynajmniej wtedy, gdy nie był zbyt pijany, gdyż pod wpływem już nie mógł za siebie i za swoje zachowanie ręczyć. Uśmiechnął się do chłopaka. Polubił go, niemniej jednak nadal uważał, że było za wcześnie by cokolwiek na ten temat mówić. Chris powinien jednak odebrać jako znak to, że Michael napisał tego SMSa przez którego się tutaj spotkali.
Co mi po kimś, kto zginie, skacząc z budynku – powiedział, drażniąc się. Nie było niczego przyjemniejszego niż słowne przepychanki na pierwszej randce. Uśmiechnął się zawadiacko, czekając na odpowiedź chłopaka. Nie chciał go urazić w żaden sposób. Uważał, że odrobina brawury nie była zła, ale nie należało z tym przesadzać. – Ale lubię odważnych facetów – przyznał w końcu. Niech straci tym razem. Spojrzał na niego i pozwolił prowadzić się do miejsca, gdzie był przygotowany piknik. Usiadł na jednej z poduszek i rozgościł się, by było mu wygodnie. Przysunął się również nieco bliżej do chłopaka. W końcu mieli być na randce, nie powinni więc siedzieć zbyt daleko od siebie.
Zaskocz mnie – przygryzł wargę. Nie było dla niego różnicy, które wino wypije pierwsze. Był miłośnikiem tego trunku, więc mógł pić wszystkie możliwe kombinacje w dowolnej kolejności.
[Profil]
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-18, 16:32   
   Multikonta: Evan Reid


Kiedy chłopak przysunął się bliżej, Christian bez skrępowania objął go jedną ręką i przyciągnął jeszcze bliżej. W końcu byli na randce a nie spotkaniu biznesowym, dystans nie był w tym przypadku czymś pożądanym. Uśmiechnął się kiedy Michael powiedział, że ma go zaskoczyć. Acosta potrafił zaskakiwać innych chociaż w tym przypadku było to trochę trudne, w końcu Michael wiedział czego może nalać mu do kieliszka Christian. Jednakże Chris wybrał wino czerwone jako pozytywny znak rozwoju ich znajomości. Poza tym czerwień była kolorem romansu, seksu, miłości. To chyba jasno mówiło czego mógłby oczekiwać Acosta od swojego kandydata na randkę.
Nalał więc czerwonego wina do kieliszków i jeden z nich podał Michaelowi.
- Podobno zwykle przy alkoholu, szczególnie tak szlachetnym, wypada wznieść toast. Może więc za udane spotkanie? - Zaproponował po czym znowu objął Michaela jedną ręką i przyciągnął go nieco do siebie. Ponownie na jego ustach złożył szybki i dość mocny pocałunek. Zamruczał odsuwając się od niego po czym zbliżył swój kieliszek do kieliszka chłopaka aby się nimi stuknęli i potwierdzili tym samym wzniesiony toast.
[Profil]
 
 
Michael Wintour



Be my Robin, please

Semichemokineza

80

Miłuje wyłącznie siebie samego i kotka swojego





name:

Michael Wintour

alias:
Mówią mu Micz, ale go to wkurwia

age:
23

Wysłany: 2017-12-23, 01:28   

Uśmiechnął się szeroko na sam widok wina. Nie był alkoholikiem, ale wino mógł pić zawsze. Niemniej jednak nie chciał upijać się tutaj i na pierwszym spotkaniu z Chrisem. Wiedział, że jeśli pofolguje sobie nieco mocniej i upije więcej niż kilka kieliszków Co jak co ale podobało mu się takie traktowanie, dlatego też pozwolił się tak traktować.
Wydaje mi się, że to spotkanie będzie wyjątkowo udane – uśmiechnął się, przylegając do Chrisa całym ciałem i pocałował go. Za bardzo go polubił, więc musiał się nieco pilnować, chociaż z każdą chwila, coraz bardziej chciał czegoś więcej i więcej. Nie mógł wystawiać sobie jednak złej opinii w oczach chłopaka, chociaż nie sądził, by należał on do tych szczególnie porządnych, a już na pewno nie do takich, których matki widzą na zięciów dla swoich pociech. Cóż on mógł jednak zrobić, skoro ciągnęło go do typów spod ciemnej gwiazdy?
A w ogóle czym się zajmujesz? – zapytał, gdy ich usta się rozłączyły po pewnym czasie. Lubił się całować, nie miał zamiaru tego ukrywać i chciał z tego korzystać jeszcze parę razy w ciągu tego spotkania.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-11-10, 23:38   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// dwa dni po grze z Anną i Miriam

Bradley z plecakiem założonym na plecy szedł sobie wesoło ścieżką. Jak zwykle ubrany w ciemną kurtkę z kapturem i czapką z daszkiem. W plecaku miał zapaliczkę, dwa jabłka, dwa tanie wina i dwa sztylety. Odkąd wrócił w jakimś stopniu do formy, zawsze musiał mieć przy sobie broń. Jego moc nie była wystarczająca, zwłaszcza że ostatnio różnie z nią było. Czasem trochę świrowała, więc nadal poświęcał mnóstwo czasu na treningi. Minęło tyle czasu a on nadal nie był w pełni sił. Te kilka miesięcy w GC bardzo go wyniszczyły, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę psychiczną. Stał się bezwzględnym przeciwnikiem ludzi i najchętniej wyniszczyłby ich wszystkich. A z pewnością doszczętnie zniszczyłby GC i DOGS.
Ale nie mógł działać lekkomyślnie, bo powrót do tych organizacji byłby pewnie już ostateczny. Nie pozwolą, żeby po raz kolejny uciekł, więc najpewniej od razu go zabiją. I w sumie wolał takie rozwiązanie niż ich tortury.
Wszedł na dach kamienicy, skąd widok był całkiem przyjemny. Lubił patrzeć z góry, widzieć te światła i poszczególnych ludzi wracających do domu. Było już ciemno, ale nie przeszkadzało mu to w żadnym stopniu. Usiadł na skraju budynku, wystawiając nogi by swobodnie sobie wisiały i położył plecak obok siebie. Wyciągnął jabłko i zaczął je jeść. Trzymał się wytycznych Mariana, który bardzo pomógł mu wrócić do formy fizycznej. Czekał dziś na znajomą. Ostatnio nadrabiał nieco stracony czas i jego nieobecność. Odwiedzał tych, których mógł i nieco lgnął do ludzi. Dość czasu był sam.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nora Parrish



Black bandana, sweet Louisiana Robbin' on a bank in the state of Indiana

Krystalizacja

65%

Żniwiarz





name:

Eleanor Parrish

alias:
fałszywe : Cecilia Robles

age:
20

height / weight:
163 / 57

Wysłany: 2018-11-11, 13:12   
   Multikonta: -


// wydarzenia mają miejsce X dni po patrolu z Nicholasem Grenville //
OUTFIT /<-ubranko Nory/

Umówienie się z Bradleyem na dachu było dla Nory miłą odskocznią od szarej codzienności. Dziewczyna bardzo lubiła klimat tego typu miejsc. Co tu dużo mówić, czasami zapuszczała się z najbliższymi do opustoszałych domów czy fabryk, na teren których postronni nie mieli prawa wstępu. Ona nie liczyła się jednak z zasadami. Działała według własnych wytycznych. Ale odkąd dołączyła do Rebelii która pozwalała na dużą swobodę działań, nauczyła się nieco pokory, aby nie wylecieć z szeregów godziła się na „kontrolowany chaos” jak to zwykła nazywać. Musiała poprawić plecak spadający z ramienia kiedy przemierzała następne piętra , aby dostać się na dach. W plecaku Nory nie raz walało się wiele nieprzydatnych rzeczy, ale tym razem poza nimi znalazła się nadgryziona zębem czasu zapaliczka, opakowanie sześciu klasycznych, białych podgrzewaczy, niewielkich rozmiarów butelka cytrynowej wódki z której zdążyła już pociągnąć dwa łyki na odwagę i klasyczna, plastikowa butelka wypełniona roztworem z soli. Moc Nory nie należała do szczególnie niebezpiecznych, przynajmniej ona sama nie uważała się za niezwyciężoną. Gdziekolwiek by nie poszła musiała dbać o to, aby mieć taki roztwór lub przynajmniej namiastkę czegoś co mogłaby rozpuścić w wodzie, nie w alkoholu który nie działał. Zakradła się na dach cicho, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu znajomego. Zauważyła jego sylwetkę, siedzącą na skraju dachu. Im ciemniej było tym gorzej widziała, ale tę kurtkę rozpoznałaby wszędzie. Uśmiechając się szeroko, podeszła do niego na palcach i gdy patrzył przed siebie taki zamyślony, spróbowała przestraszyć go udając, że spycha go z dachu lekkim pchnięciem dłoni.
- Cześć. Mam nadzieję, że nie czekałeś na mnie długo? - Pytała z wyraźnym rozbawieniem, nim nie przycupnęła obok niego od razu zajmując się wykładaniem niezbędnych przedmiotów z plecaka. Podrzuciła mu w dłonie małą butelkę z wódką. Od czegoś trzeba było zacząć, a jak wiadomo mocniejszy alkohol zawsze szybko rozwiązywał język. Przyciągnęła do siebie nogi do tak zwanego „siadu tureckiego” kiedy zaczęła wydobywać z papierowego opakowania podgrzewacze.
- Masz może papierosa? A właśnie. Opowiadaj! Co dzieje się teraz ciekawego w Bractwie? Nie nudzisz się tam? Daleko Ci do obrońcy moralności. - Charakterystycznie potrząsnęła zapalniczką która nie chciała z początku odpalić. Postukała nią o kolano, nim nie spróbowała jeszcze raz. Odpaliła jedną ze świeczek, a później drugą odkładając je niedaleko.
- Słyszałam, że to nie jest złe miejsce. Ktoś kiedyś zachęcał mnie do dołączenia ale to nie moje klimaty. Zasady jakimi się kierujecie, są po postu śmieszne. - Mruknęła w kierunku Bradleya, nieco uszczypliwie. Bractwo tak jak Rebelia zapewniało ochronę, ale im więcej słyszała o sytuacjach w jakich pierwsi pozwalali wejść sobie na głowę, tym bardziej nie miała ochoty znaleźć się pod ich skrzydłami. Dostawali po uszach. I jeszcze się z tego cieszyli.
- Wiesz, że tak naprawdę, powinniśmy stać po przeciwnej stronie barykady. Nie boisz się, że członkowie Bractwa Cię skrzywdzą? Za konszachty z wrogiem. - Zaśmiała się, palcami przeczesując swoje farbowane włosy.
- Dawno nie mieliśmy okazji po prostu spokojnie usiąść, żeby porozmawiać. O wszystkim, o niczym. O wspólnym napiciu się czegoś, nie wspomnę.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-11-12, 00:53   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


W oczekiwaniu na Norę, Brad rozmyślał trochę nad swoim życiem i swoimi planami. Choć życie nigdy go nie rozpieszczało to tęsknił za czasem, gdy był w Bractwie sprzed porwania. Czuł się wtedy chyba najbardziej "beztrosko". Oczywiście miał swoje obowiązki, ale wykonywał je z ochotą. Miał z kim imprezować i generalnie to był dla niego najlepszy czas. Potem wszystko po kolei zaczęło się psuć.
I z tych rozmyślań wyrwał go ruch. Domyślał się, że to Nora, ale jednak ostrożności nigdy za wiele. Gdy poczuł delikatne popchnięcie, odwrócił gwałtownie głowę, a ręce zaczęły niebezpiecznie świecić purpurą. Po jego ostatnich przeżyciach niebezpiecznie było go podchodzić. Mimo wszystko nie zaatakował jej tylko pokręcił głową z dezaprobatą. Mogła się cieszyć, że się nie przestraszył i w samoobronie nie zrzucił jej z dachu. Ostatnio miał skłonności do przesadnych reakcji.
- Cześć. Nie, niedawno przyszedłem - uśmiechnął się delikatnie i obserwował co wykłada ze swojego plecaka. Z kieszeni kurtki wyciągnął paczkę papierosów i podał jej zgodnie z życzeniem. Wcześniej w ogóle nie palił, ale czasy się zmieniają, a ze stresem trzeba sobie radzić na różne sposoby.
- Mm, nie wiedziałem, że to randka - zaśmiał się, widząc jak rozkłada obok podgrzewacze. Zawsze jakiś klimat, nie? W każdym razie ten tekst był już bardziej w stylu "starego Brada".
- Chyba nic się nie dzieje, sam nie wiem. Jestem tam z czysto egoistycznych pobudek - wzruszył ramionami, bo miała rację odnośnie tego obrońcy moralności. Od dawna nim nie był, ale też nawet nie udawał, że jest. Sam nawet nie uważał się za członka bractwa tylko za osobę, która aktualnie tam pomieszkuje i korzysta z jego zasobów.
- Uwierz, mnie również nie odpowiadają te zasady. Byłem tam, ponieważ Bractwo odbiło mnie podczas transportu z GC do DOGS. Przez pół roku doprowadzali mnie do porządku. To naprawdę dobrzy ludzie - powiedział szczerze. Po co miał to ukrywać? Mimo tego, że w Bractwie były wartościowe osoby to on nie potrafił dłużej tam wytrzymać. Chciał działać i to w znaczny sposób, a nie jedynie ratować poszkodowane mutanty.
- Nie skrzywdzą mnie. Ewentualnie wywalą, ale i tak planowałem odejść - mrugnął do niej z rozbawieniem. Wiedziała, że nie mówi tak, bo się o niego martwi, a po prostu nabijała się.
- No właśnie. Przyznam, że to spotkanie nie jest do końca bezinteresowne z mojej strony - przyznał i spojrzał na nią. Powinien walić z grubej rury? Co prawda po jego wcześniejszych słowach mogła się zacząć domyślać o co mu chodzi.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nora Parrish



Black bandana, sweet Louisiana Robbin' on a bank in the state of Indiana

Krystalizacja

65%

Żniwiarz





name:

Eleanor Parrish

alias:
fałszywe : Cecilia Robles

age:
20

height / weight:
163 / 57

Wysłany: 2018-11-12, 16:18   
   Multikonta: -


Moce Bradleya dla Nory nadal pozostawały zagadkowe. Przyjemy dla oka kolor purpury nie kojarzył się jej z niebezpieczeństwem, dlatego też nie traktowała mężczyzny jako kogoś kto mógłby ją skrzywdzić. Miała o nim jako takie pojęcie ale nie mówili sobie wszystkiego, jeśli Bradleyowi coś ciążyło na sercu dziewczyna musiała domyśleć się sama. O ile nie zamierzał powiedzieć o tym wprost. Z uśmiechem wyciągnęła z opakowania papierosów jedną sztukę, wkładając ją do ust zaciągnęła się przy odpalaniu jej, aby szybciej wzniecić na krańcu bletki żar. Dmuchnęła dymem na bok, szczędząc rozmówcy gryzących oparów.
- Umówiliśmy się, że przyniesiesz wino. Nie wiesz, że właśnie to się robi na randkach? W szczególności czerwone się do takich chwil nadaje. - W zaczepnym geście pokazała mu czubek swojego języka. Schowała go jednak szybko, aby przyłożyć do lekko spękanych ust papierosa.
- Chcesz mi się oświadczyć? Dlatego tu jesteśmy? To wyskakuj z tego pierścionka. Szybciutko! A tak na poważnie... Powiedz. Co Ci chodzi po głowie? - Nora dobrze podejrzewała co mógł mieć na myśli Bradley, ale wolała zgrywać niewiniątko. Przychylając się w jego kierunku, zastukała paznokciami o butelkę, którą mu wcześniej podała na znak tego, że powinien się napić. Miała zamiar odrobinę upić go tym pysznym, wypalającym trzewia specyfikiem. Dodała do niego coś specjalnego przed wejściem na dach. Ciekawa tego, czy Bradley cokolwiek wyczuje oparła dłoń o jego ramię. Ale on nadal pozostawał czujny, na co Nora zmarszczyła tylko nos w niezadowoleniu. Bradley nie mógł być przecież takim świętoszkiem, na jakiego kreował się w Bractwie. Nie obraziłby się na Norę, która chciała dla niego jak najlepiej... Prawda? Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszczał się na dach. Nie mieli się czego obawiać. Dziewczyna była pewna, że nic im tu nie grozi. Wszystko było pod kontrolą. Obrócona w jego kierunku, zaczęła uważnie nasłuchiwać co miał do powiedzenia. Wzrokiem jednak z czasem zaczęła błądzić po jego plecaku, w którym owe wina, na które się umówili mogły się skrywać. Na nie miała przyjść pora później. Dziewczyna nie mogła się jednak doczekać tej szalonej nocy, ze swoim przyjacielem.
- Czyżbyś w końcu podjął właściwą decyzję? Nie wstydź się. Chcę to usłyszeć. - Zawiesiła na nim dłuższe spojrzenie, nim nie przyciągnęła jego plecaka do siebie uśmiechając się przy tym rozbrajająco. Bradley mógł pomyśleć, że niezła z niej była alkoholiczka. Ale z Nory dało wykrzesać się coś więcej niż tylko zalotne spojrzenie.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-11-25, 19:47   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// wybacz, że tak długo czekałaś </3

Niebezpieczeństwo nie zawsze można poznać na pierwszy rzut oka. Brad nigdy specjalnie nie chwalił się w swoimi umiejętnościami ani też nawet o nich nie wspominał większości. Ktoś musiał być jego dobrym przyjacielem, żeby faktycznie o tym opowiadał.
- Na randkach robi się też inne rzeczy - mrugnął do niej, rozbawiony. Skoro już się spotkali to dobrze było pożartować. Lubił taką luźną atmosferę, a dziewczyna była zabawna i czuł się przy niej dość swobodnie.
- Pierścionki zaręczynowe są przereklamowane - machnął ręką, ale nie kontynuował żartów i nie klękał na jedno kolano.
Wziął od niej butelkę i choć zastanawiał się, czy czegoś nie kombinuje, to ostatecznie i tak pociągnął łyka z butelki. Co tam było? Narkotyki, tabletka gwałtu, witamina c? Nie wiedział, a i nic specjalnego tam nie wyczuł. Chyba będzie musiał czekać na efekty specyfiku jak zacznie działać. Oby tylko to nie była żadna trucizna, ale o to by jej nie podejrzewał.
- Chcę wszystko pozamykać w bractwie, a potem chciałbym dołączyć do Rebelii. Wprowadzisz mnie? - zapytał, uśmiechając się delikatnie.
Nie miał nic przeciwko, że zaczęła się rządzić i grzebać w jego plecaku. Nie miał tam nic do ukrycia, więc mogła wywalić wszystko na zewnątrz.
Czy byli tu bezpieczni? Nie był pewien, ale widać dziewczyna czuła się tu swobodnie. Alkohol pomagał mu zapomnieć o problemach, więc nie miał nic przeciwko delikatnemu upiciu. Ale z drugiej strony nie chciał się wplątać w jakieś problemy. Ostatnie czego mu trzeba to ponowne pojmanie. Po raz kolejny chyba nie wytrzymałby tego horroru.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nora Parrish



Black bandana, sweet Louisiana Robbin' on a bank in the state of Indiana

Krystalizacja

65%

Żniwiarz





name:

Eleanor Parrish

alias:
fałszywe : Cecilia Robles

age:
20

height / weight:
163 / 57

Wysłany: 2018-12-02, 19:01   
   Multikonta: -


Dziewczyna starała się zachować granice przyzwoitości kiedy spostrzegła, że Bradley ufając jej pociągnął łyczek mocnego trunku, doprawionego osłabiającą mutazyną. Mężczyzna na pewno musiałby wypić więcej, żeby ścięło go na kolana w trybie natychmiastowym. Nora mimo wszystko ucieszyła się, że wszystko zaczyna powoli iść według ustalonego wcześniej planu. Chciała mu napomknąć o tym, aby współpracował. Nie stawiał się zbytnio, bo skończy się to dla niego bardzo źle. Ale musiała zaciskać usta w przyjacielskim uśmiechu, myślami przywodząc sobie obrazy tego co zamierzała robić z nim w ciągu następnych dni. Wyprostowała się, gdy natknęła się nie tylko na butelki z alkoholem które ostrożnie wyjęła z plecaka ale również jeden ze sztyletów.
- Chyba nie zamierzasz mnie pociąć? Nie umawialiśmy się, na rozlew krwi. - Zażartowała. Nie był to jednak żart najwyższych lotów. Zainteresowana znaleziskiem, przesunęła opuszkiem palca wzdłuż ostrza nim nie wskazała na niego ostrym czubkiem, jak gdyby sztylet był jej małym mieczem.
- Co mi oferujesz, w zamian za wprowadzenie? Spłacisz u mnie ten dług w naturze? W jabłkach, w pomarańczach? - Pokręciła z rozbawieniem głową nim nie przyciągnęła do siebie butelki z winem, odkładając sztylet na murowany dach upewniła się, jak otworzyć butelkę. Miała szczęście, przynajmniej jedno z tanich win miało zakrętkę zamiast korka.
- Droczę się z Tobą. Wiesz aż za dobrze, że gdybym mogła zabrałabym Cię z bractwa natychmiast. Brakuje mi tam kogoś, kto nie miałby kija w dupie. - Zapewniła go. Im większa była Rebelia tym Nora czuła się bezpieczniejsza, dodatkowy młody mężczyzna w gronie na pewno porządnie zasiliłby osłabione starcami szeregi.
- Co powiesz na układ? Jak wypijesz tę wódkę duszkiem, to obiecuję – wprowadzę Cię w trybie przyspieszonym. Pokaż mi, że nie jesteś cykor. - Tym dziecinnym sposobem starała się go podjudzić. Butelka nie miała w sobie dużej ilości alkoholu, ona sama spokojnie mogłaby wziąć ją na... może cztery łyki. Musiała zadbać o to, by osłabł. Momentami czuła wyrzuty sumienia – one miały zjeść ją później, późnym wieczorem. Nie był to jednak odpowiedni moment na opowieści o swoich obawach. Nie miała zbyt dużo czasu na rozmyślanie o tym, czy dobrze zrobiła. W porównaniu do Bradleya ona czuła na sobie spojrzenia osób postronnych. Upiła trochę wina, na rozluźnienie.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8