Poprzedni temat «» Następny temat
Altana #1
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-04-08, 00:48   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam czemu przeszło mi przez głowę że nie połączy faktów. Przecież nie był na tyle głupi. Teraz przynajmniej wiedziałam, że mnie słuchał. Ale czemu akurat musiał wyłapać coś czego nie chciałam żeby wyłapywał? No nic musiałam jakoś z tego wybrnąć. Spojrzałam na niego lekko speszona i skrzywiłam się, gdy zdałam sobie sprawę z tego że mi się przygląda.
- No bo.. Nie wiem czemu. - oznajmiłam plącząc się. Taaaak Ricky mistrzyni kłamstwa. Zaśmiałam się z własnej głupoty i po chwili westchnęłam.
- Możliwe że chodzi o tą samą osobę. - powiedziałam cichutko, tak że mógł połowy nie usłyszeć. Wyprostowałam się i wstałam z ławeczki. Podeszłam do ścianki i oparłam się o nią. Czekając na to co zrobi mój przyjaciel. Po chwili jednak odwróciłam się do Niego przodem.
- Szkoda, że to nie ona Ci musi to tłumaczyć. Głupio mi, bo miałyśmy powiedzieć Ci to razem, gdy już... No wiesz... Dogadamy się. - mówiłam zamyślona modląc się żeby nie był na mnie zły. Zawsze opowiadałam mu o dziewczynie którą kochałam i kocham, ale nigdy nie powiedziałam jej imienia. Nie jestem pewna czy dobrze robiłam. Może trzeba było powiedzieć na samym początku, żeby złość mieć już za sobą? Może. A może jednak nie i teraz było lepiej bo on miał możliwość porozmawiania z nią. Wiedziałam że to na pewno znowu uszczupli ich kontakt, a gdyby Aaron sięwygadał Sam że o nas wie.. Sami będzie zła na mnie.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-04-12, 23:12   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Hehehe. Znacie ten moment, kiedy myślicie, że po prostu zaraz wszyscy zaczną się śmiać, ale wcale tak się nie dzieje? I, bo to nie wszystko, na domiar złego wpatrują się w ciebie przerażonym wzrokiem, nie wiedzą, co powiedzieć, albo mamroczą tak, że nic nie słyszysz, a później nagle robi się taka zjeżdżalnia i po równej prostej oświadczają ci coś istotnego… istotnego dla tych wszystkich poważnych rozmów, które stoczyliście i które zapewne mieliście stoczyć?
No, właśnie. Gruba sprawa.
Z początku wpatrywałem się w Ricky, jak gdyby nie ogarniając. Jej zachowanie, oczywiście, było dziwne, bardzo dziwne i za bardzo nie mogłem tego przyswoić, mimo że to ja sam osobiście swoimi wargami powiedziałem tę cała prawdę na głos. Tylko tak trochę innym tonem, jakby żartem, ale prawdę, nie? Więc tak siedziałem, wpatrywałem się w nią i dalej siedziałem, i dalej wpatrywałem, a kiedy zrobiła zwrot pod ściankę, to ja tak odetchnąłem głęboko, bo straciłem kontakt z jej twarzą, a ona z moją… i położyłem się też tak na tym stole, na którym siedziałem, wypuszczając z siebie resztę powietrza. Żałowałem, że nie mam nad sobą otwartego nieba, bo pewnie nadałoby mi ono złudzenia większej swobodności, a tak widziałem dach, pewnie jakieś pajęczyny albo ptasie gniazda.
- Ty zdajesz sobie sprawę, że to jakby kłamstwo? Tyle ci mówiłem… Dobra, głównie ty mówiłaś o mojej siostrze… Rany, o mojej siostrze!!! I NIC MI O TYM NIE POWIEDZIAŁAŚ! A ja nie wiedziałem, co u niej… Nie chciałem o niej za bardzo wspominać, ale Sam… Och – zacząłem, mówiłem, ale też szybko zamilkłem. W sumie nie miałem pojęcia, jak powinienem to ugryźć. Oboje byliśmy, jak się okazało, na tyle posrani, że chyba aż powinno nam ujść na sucho. Ja w sumie byłem gorszy, bo, kurwa, zdradzałem, paliłem ludzi żywcem i robiłem dziwne rzeczy po pijaku, pod co również podchodził ten pierwszy punkt.
- Ty i moja siostra… Ty wiesz, że ona jest w Olympii? Wiesz, że była… Wiesz – stwierdziłem, nie podnosząc się nawet, mimo że tak na leżąco jakoś dziwnie się mówiło. I ogólnie miejsce to nie należało do najwygodniejszych. Ale chyba mogłem za to spokojnie przyznać, że jebnąłem, słysząc tę radosną nowinę.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-04-12, 23:29   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Było mi strasznie głupio, a słysząc jego słowa spuściłam wzrok. Zdecydowanie powinnam powiedzieć mu od razu, ale nie miałam na tyle odwagi. Odwagi? Raczej byłam po protu głupia. Stchórzyłam kilkukrotnie gdy miałam mu o niej powiedzieć, a teraz. Teraz wszystko się posypało. Wszystko mu mówiłam, a teraz bałam się że to już nigdy się nie powtórzy że mi nie zaufa. Jaka ja byłam naiwna.. Westchnęłam patrząc na niego. Znowu miałam poczucie winy. Tak jak wtedy w sklepie. Wzięłam głęboki wdech chcąc zaprzeczyć, że go nie okłamywałam, ale szybko ugryzłam się w język.
- Aaron.. Ja ... Przepraszam. Opowiadałeś mi o niej w samych złych perspektywach. Nienawidziłeś jej a przynajmniej ja tak to odebrałam. Nie chciałam stracić twojej przyjaźni.. - powiedziałam próbując się jakoś wytłumaczyć. - Powinnam Ci powiedzieć wieki temu, ale jestem pieprzonym tchórzem, który boi się samotności. - dodałam po chwili i z powrotem spojrzałam w stronę lasu. Miałam ochotę wykończyć swój organizm biegiem, ale nie miałam takiej możliwości, nie w tym momencie. Wiedziałam że mogło go to zranić, chociaż on by mi tego nie pokazał. Głupia ja..
Po prostu Ricky jesteś głupią egoistką. Wzięłam głęboki wdech i potwierdziłam jego słowa, chociaż byłam świadoma, że to nie było pytanie. Z resztą sam sobie odpowiedział.
- Aaron, przepraszam i będę przepraszać wieki, ale byłyśmy szczęśliwe i w sumie to mam nadzieję, że dalej tak będzie. Wierzę że to zaakceptujesz. - oznajmiłam zbliżając się do ławeczki i siadając obok niego. Chciałam wierzyć, że nie będzie miał nic przeciwko z resztą dobrze wiedziałam że na moją orientację nie marudził, więc no cóż chyba nie będzie próbował Sami naprostować z resztą nie miał prawa tego robić. Wiem że to rodzeństwo, ale on nie ma prawa zmieniać siostry jeśli ona jest sobą niech tak zostanie. I oby on miał takie samo podejście. Siedziałam w ciszy patrząc na moje nogi i nie mając odwagi na niego spojrzeć. Czułam się jak malutki dzieciak który coś przeskrobał. Może właśnie tak było. Sama nie wiem.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-04-15, 12:14   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


To jeden z tych momentów, w których ma się pustkę w głowie. Dosłownie. Choć próbowałem jakoś ugryźć ten temat, to nie potrafiłem, bo wydawał mi się być tak bardzo niewiarygodny… a Sam jakoś nie raczyła mi się pochwalić, że spotyka się z mutantką. Nie wspominała nawet, że chodzi z jakimkolwiek mutantem, a co dopiero, że ktokolwiek z nią wytrzymuje.
Ale tak, przechodząc już na kolejne etapy oswojenia się z tą sytuacją, to nie było chyba tragedii. Owszem, czułem zaskoczenie, bo jak mógłbym nie czuć? Ale poza tym? Ale właśnie nic! Brak ale, jak gdybym stał się istotą pozbawioną uczuć. Leżałem, widziałem ten sufit, brakowało mi dalej otwartego nieba, ale zaczynający padać deszcz jakoś mi to rekompensował. Czyż to nie było relaksujące? Poza tym? Zero złości czy zawodu na Ricky, na Sam, na kogokolwiek w związku z tą sytuacją, bo inne to już odrębna kwestia. Nadal nie wpierdoliłem Ronniemu za polanę ani nie zmierzyłem się z Colleen.
Przeprosin Ricky słuchałem tylko dlatego, bo nie wiedziałem, jak mógłbym to przerwać, co powiedzieć. Chyba najlepiej było rzucić coś w stylu młoda, luz, ale wydawało mi się to równie na miejscu jak nie na miejscu. Skomplikowane. Tak to już chyba było… Cóż, trochę jednak głupio, kiedy tak cię przepraszają, co nie?
- Jeśli nie zataiłaś jeszcze innych istotnych faktów ze swojego życia, które mogę okazać się jeszcze bardziej istotne, od związków z moją siostrą – Boże, jak to brzmiał! – to chyba nic takiego się nie stało, co? – stwierdziłem z początku pewnie, by ostatecznie nieco pęknąć i zapytać, bo ja to w sumie nie wiedziałem w te relacje. A może jednak powinienem się gniewać? Tylko, co mnie to, czy Sam rucha się z sąsiadem, księdzem czy z Ricky? Ważne, by była szczęśliwa, nie? Obie były, bo przecież Ricky to moja przyjaciółka. Przyjaźń to dziwne słowo. Zdradzieckie. Co, jeśli Ricky ostatecznie zrobi coś Sam i spierdoli? Bo tak na dobrą sprawę, teraz tylko do straty miałem Albę, Sam i własne życie… Jeden przyjaciel lata temu odebrał mi spadek.
Usiadłem dosyć gwałtownie i spojrzałem na Ricky.
- Ukrywasz coś jeszcze?! – zapytałem znienacka z nerwową nuta w głosie. Świdrowałem ją wzrokiem, starając się nawet nie mrugać, by jakakolwiek zmiana na jej twarzy mi nie umknęła.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-05-04, 23:04   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Miałam ochotę całować go po dłoniach. Akceptował to. W sumie co go to z kim kocha się jego żona, ale miałam potrzebę by wiedział. Byśmy dostały.... hhmm... BŁOGOSŁAWIEŃSTWO? No dobra może nie przeginajmy, ale ucieszyłam się z wieści że jednak to akceptuje. Takie dziecinne zachowanie i myśli mnie nachodziły, że coraz bardziej miałam siebie dosyć, a teraz gdy wiem na czym stoję mogę działać i to dawało mi siłę.
Kocham Sami, a Aaron jest dla mnie jak brat. Dobra dziwnie to brzmi ale chciałabym byśmy kiedyś stali się rodziną.
Wybiegam za bardzo w przyszłość, ale dziwnie było myśleć mi o miłości nie obrazując jej sobie jako Samanthy. teraz mogłam to robić bez przeszkód, ale czy na pewno? Od kilku dni się do niej nie odzywałam bojąc się co powie, czy na mnie nawrzeszczy za ten liścik i kolejną maleńką ucieczkę, czy znowu się spotkamy i wszystko potoczy się za szybko? Tego nie wiedziałam. Wiedziałam jedynie że muszę poukładać sobie w głowie parę rzeczy. Uśmiechnęłam się do Aarona gdy ten gwałtownie usiadł. Przestraszyłam się że coś nie tak zrobiłam lub powiedziałam, ale po chwili chyba zrozumiałam. Spoważniałam słysząc jego pytanie. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Niczego nie ukrywam Aaron. - oznajmiłam i skupiłam się na nim. Słyszałam jego ton głosu i zmianę na twarzy. - nie zrobię ani jej ani Tobie krzywdy, za wiele już przeszliśmy by dokładać sobie nawzajem zmartwień. - dodałam i dotknęłam jego ramienia wstając. Spojrzałam na zegarek przy telefonie i lekko się uśmiechnęłam.
- Muszę już lecieć. Miłego dnia Aaron i... - przerwałam na chwilę. - Dziękuję. - uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę domu. Nie obchodził mnie teraz deszcz. Jeśli to się przeziębię z cukru nie jestem, a miałam plany na dzisiaj i nie mogłam się zasiedzieć z moim przyjacielem.

/zt
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8