Poprzedni temat «» Następny temat
Altana #1
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:45   Altana #1



[Profil]
 
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-22, 00:10   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// dwa dni po spotkaniu z Sami => 18/02


Miałam ogromny bajzel w swoich myślach od momentu, gdy spotkałam Samanthę. Od tamtej chwili próbuję dojść do siebie i mojego trzeźwego myślenia, bo przecież nie jestem nastolatką, żeby przechodzić fazę rozkojarzenia, prawda? Chciałam złapać świeżego powietrza, więc wpadłam na jakże świetny pomysł joggingu. Wcześniej bardzo często stosowałam ten sposób na zapominanie o całym świecie. Słuchawki w uszy, muzyka i cały świat nie istniał. Teraz nie miało być inaczej. Ubrałam się w mój ulubiony dres, na to założyłam bezrękawnik, bo nadal bywało chłodno. Włożyłam telefon do kieszeni wcześniej włączając moją ulubioną playlistę. Napisałam na karteczce, że wyszłam pobiegać, żeby siostra się nie martwiła bo było jeszcze dość wcześnie. Zerknęłam czy wszystko mam i pobiegłam przed siebie. Nie myślałam nad tym gdzie poniosą mnie nogi, bo miałam ustalone trasy od tak dawna, że moje bieganie było już mechaniczne i nie musiałam o tym myśleć.
Gdy byłam już w Priest Point Parku skierowałam się w stronę mojej ulubionej altany gdzie byłam umówiona z Aaronem na jogging. Zawsze właśnie tutaj się spotykaliśmy. Usiadłam na ławeczce przodem do stołu. Wyciągnęłam moją buteleczkę wody z kieszeni od bezrękawnika i napiłam się łyk. Gdy poczułam wibrację telefonu zerknęłam na ekran. No tak dopiero dzwoni moje przypomnienie o treningu. Była 6.20, więc miałam jeszcze dobre 10 minut do przyjścia mojego przyjaciela. Odłożyłam moje rzeczy na drewno i wstałam. Postanowiłam się trochę porozciągać i rozgrzać, bo zawsze dawało to odrobinę ciepła, a siedząc i nic nie robiąc wracałam wspomnieniami do ostatnich zakupów.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-02-28, 17:04   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 18.02.

Przeważnie również biegałem z ulubioną playlistą skierowaną prosto do mych uszu. Odcięcie się od świata, wyzbycie agresji i coś dla zdrowia, co nie? Szczególnie kiedy biegało się wśród darów natury: lasów, jezior i tak dalej. Super. Świetna sprawa. Fajnie było się odciąć od małomiasteczkowego zgiełku. Nie wiem, co to by było, gdybym mieszkał w Seattle, a nie w Olympii? Pewnie milion razy mocniej odczuwałbym stres, choć, o zgrozo, mieszkałem w Bractwie, zaś wizja odkrycia… – to dopiero były emocje!
Dziś jednak nie zamierzałem się wyciszać. Dziś miałem dawać wycisk… powiedzmy. Ricky nie była jakąś tam początkującą lalą. Biegała już ze mną sporo i właściwie mogłaby to robić już sama, szczególnie że raczej należała do ogarniętych osób. Potrzebowała najwyraźniej tego towarzystwa. Kwestia przyzwyczajenia? A może po prostu taka potrzeba? Niektórych samotność dobijała. Słuchałem wielu historii jako trener personalny.
- Ricky, co ty nie śpisz? – zapytałem, przybywając na miejsce zbiórki. Było jeszcze ciemno pewnie, wiec zapewne będziemy mieli okazję patrzenia na wschód słońca, a nie było nic lepszego od powoli budzącego się do życia świata. Dawało to niejakie orzeźwienie, power na resztę dnia. Może ten dzisiejszy zakończy się bardziej pomyślnie? Przydałoby się po w tym wszystkim, przydałoby się w opór dobrych dni.
- Biegniemy dziś przez las czy chcesz w stronę cywilizacji? – zapytałem. Wyjąłem smartfon, by sprawdzić godzinę, po czym wcisnąłem go do etui. Zaraz też sam zacząłem krótką rozgrzewkę. Chłodno, chłodno, ale rześko.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-28, 22:51   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak to prawda. Bardzo przyjemnie było wyciszyć się i zostać z własnymi myślami. No dobra czasem właśnie to powodowało mojego dołka, ale tym razem po prostu chciałam się wygadać, a Aaron był najlepszą osobą do tego. Wiedziałam, że Sami nie chciała, żeby dowiedział się o nas i nie mam zamiaru mu mówić imienia, ale dobrze wie że ktoś taki był i że kochałam tą dziewczynę całym sercem. To mu wystarczy. Nie musi znać jej danych i tego się trzymajmy. Po co miałabym i sobie i jej robić problemy? Podejrzewałam, że jego reakcja byłaby gorsza niż Samanthy na to, że moim trenerem i przyjacielem jest jej brat. Troszkę mnie to przerażało, ale czemu nie spróbować? To właśnie dzięki niemu i jego treningom zapomniałam o bożym świecie i zebrałam swoje myśli. Miałam nadzieję, że teraz też to podziała, bo nie mogłam spać. Uśmiechnęłam się słysząc kroki, a po chwili głos mojego przyjaciela spojrzałam na niego i od razu poprawił mi się humor.
- Cześć. No jak widać nie mogę spać, przynajmniej ostatnio.- odpowiedziałam na jego pytanie nie kłamiąc. Na serio ostatnio ledwo co zmrużyłam oczy. Mój mózg nie potrafi się wyłączyć, i to mnie najbardziej boli.
- Oddam się w twoje ręce. Wybieraj, ja ostatnio nie myślę. - odpowiedziałam z uśmieszkiem i spojrzałam jak się rozgrzewa, ja sama schowałam swoje rzeczy i spojrzałam na wschód. Faktycznie słońce dopiero zaczynało wychodzić, ale nie w głowie miałam o tym myśli. Myślałam nadal o tym co naskrobałam i o tym jak ubrać w to słowa. Wróciłam spojrzeniem na mojego przyjaciela i odchrząknęłam.
- Pamiętasz jak mówiłam Ci o tej dziewczynie od której uciekłam kilka lat temu?- zapytałam trochę przybita, ale szybko jednak wróciłam do neutralnego tonu głosu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-01, 23:26   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Bieganie miało to do siebie, że nie dość, że można było przemyśleć naprawdę wiele spraw, oddając się swobodnemu takiemu myśleniu, nie zaś wymuszonemu, to na dodatek wyładowywało się te wszystkie piętrzące w ciele negatywne emocje. Nie zawsze czuło się ich ciężar na swoich barkach, ale po takim bieganiu, szczególnie z rana, było zdecydowanie lżej.
Hahah. Chyba brzmiałem jak jakiś szarlatan od pozytywnych i negatywnych energii czy coś, ale ja tu sobie tylko byłem i jak zwykle myślałem o tym, ile dobrego w moim życiu jest przez sport. Jezu, ale, serio, gdyby nie sport: ćwiczenia na siłce, pływanie czy bieganie, to ja chyba już dawno bym wybuchł. Bum! Wariat ze mnie i tyle przez tę cała naturę łobuza i wczuwanie się w ogień… Ciekawe, co bym czuł podczas wybuchu atomowego, wkręcając się emocjonalnie w jego potęgę?
- Las. Będzie spokojnie – stwierdziłem. Nie będziemy musieli się obawiać, że każdy przejeżdżający samochód to jacyś ludzie-spiskowcy albo agenci, albo co. Może to trochę głupie, by biednych biegaczy posądzać o bycie złymi mutantami, ale wyobraźni ludzkiej nie oszukasz i sama będzie ci podsyłała różne opcje. Już mi podsuwała.
- Coś tam… Kochałaś ją w chuj, nie? – zapytałem tak dla upewnienia się, ale też, sam nie wiem, by Ricky poczuła się lepiej z tym, że faktycznie ją słucham? A na serio coś tam pamiętałem, bo to mi się kojarzyło zaraz z moją fatalnym związkiem, w którym to mnie pozostawiono i to w dosyć wybuchowy sposób… Zapytałbym, czemu miłość musiała tak ssać, ale miałem aktualnie Albę i było raczej między nami w porządku, jeśli nie liczyć tych momentów, w trakcie których wyczuwała coś w moim emocjach nie tak, zaś ja pewnie musiałem się jej tłumaczyć z tych wszystkich swoich depresji.
- Powiedz, gdybyś chciała nieco zwolnić tempo – rzuciłem, kiedy już ruszyliśmy w naszą drogę. Mówiłem to raczej za każdym razem, więc typowo… Dzień jak co dzień? Oczywiście, wtedy kiedy biegałem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-02, 13:03   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Trening odpoczynek, książka, muzyka, film. Są różne metody odpoczywania od emocji i myśli. Tylko dlaczego akurat mi żaden z nich nie pomaga? To jest bolesne i prawdziwe. Wiem, że mogłabym porozmawiać z Rocky, ale dobrze wiedziałam co może o mnie pomyśleć i ona dobrze znała całą historię i wiedziałaby o kim mówię, a z Aaronem miałam pewność, że zachowa obiektywizm. Miałam przynajmniej taką nadzieję.
Przecież nie powiem mu "ej no bo wiesz tą dziewczyną jest twoja siostra z którą ostatnio się widziałam". To byłoby zabójstwo i dla niego i dla mnie a zwłaszcza dla naszej przyjaźni. No dobra wiem, że często za nim łaziłam, ale był jedyną osobą, która po pierwsze do mnie nie zarywała, a po drugie wyciągnął mnie ze stanu, którego przez własną głupotę się nabawiłam.
Uśmiechnęłam się do niego leciutko, gdy wybrał las. Spoko mi nie przeszkadza żadna ze stron, a drzewa mnie trochę uspokoją. No bo ja taki malutki człowieczek mam maleńkie problemy, a takie ogromne drzewa pokazują mi kontrast.
- Taaa... Kochałam. Stwierdzę raczej, że nadal kocham. - powiedziałam trochę przybita. - Ostatnio wpadłyśmy na siebie. - dodałam szybko nie patrząc na niego. Nie byłam pewna tego jak zareaguje. I po prostu nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Po chwili zaczęliśmy biec w wybranym kierunku.
- Chyba ty powiedz mi kiedy nie będziesz miał sił. - zaśmiałam się i go lekko wyprzedziłam. Tak dla podroczenia się. Uwielbiałam to robić.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-03, 16:44   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze powiedziawszy, to miłość miała w sobie coś zwodniczego, miała w sobie coś mrocznego. Gdyby tak nie było, Ricky nie byłaby w swoim stanie, ja zaś w swoim. Nie bilibyśmy się z myślami, szukając odpowiedzi na przeróżne pytania. Jedno z nich? Choćby to, czy zasługiwałem na miłość Alby, będąc mordercą. Morderco-sadystą, właściwie. Kto, jak nie ja, tak doskonale i lekko zadał ból innym, niszczył ich ludzkie powłoki, byleby ocalić własny tyłek? Cóż, miałem usprawiedliwienie? Tylko że jakoś go nie kupowałem. Dla mnie było żałosnymi słówkami, które istniały sobie gdzieś obok jako taki zapalnik, taka motywacja do tego wszystkiego, a przecież nie potrzebowałem ich. Niejednokrotnie czułem już złość na Genetically czy D.O.G.S. Chciałem, pragnąłem ich niszczyć, palić, wysadzać. Pragnąłem, by stali się czystym popiołem, pozbawionym niedopalonych resztek.
I teraz zestawcie tę brutalność, tę nienawiść, ten niszczycielski żywioł z łagodnością mojej drogiej Alby… Bałem się, że to zniszczę, że obrócę niechcący w pył i pozostanie z niej ktoś, kogo najchętniej nie chciałbym znać. Może taką Colleen? Czy to ja zniszczyłem Colleen? Coś robiłem nie tak przez te ostatnie lata?
- I co? Nie kocha cię już? Czy po prostu udawała, że nie było relacji? – zapytałem, bo mogło być i tak. Udawanie. Sztuczne gry. Maska. Choć też było chyba jakieś takie faktyczne, psychologiczne wyparcie… Ale nie znałem się na tym. Nie wyobrażałem też sobie tego… To tak, jak gdybym nie pamiętał matki, nie pamiętał ojca, eksprzyjaciela, dziewczyny, Sam… Może nawet Yvonny? Wydawało mi się być niejaką abstrakcją, ale czy też nie łatwiej by było, gdyby to najgorsze po prostu wyparowało?
Oj, Aaron. Straszne myśli momentami miewałeś pod tą tępą kopułą… Shit happens?
Uśmiechnąłem się nieznacznie, kręcąc głową.
- Biegnij, biegnij. Jeszcze się taka nie znalazła, żeby mnie total wykończyła – stwierdziłem rozbawiony. Może by się i takie agentki znalazły, ale cicho! Nikt nie musiał o tym wiedzieć.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-03, 19:54   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy miłość jest dobrym uczuciem czy złym. Na pewno to wszystko mieszało w głowach. Tego byłam pewno. Bo przecież nic nie mogłam robić normalnie przez to, że zastanawiałam się jak ogarnąć to co działo się pomiędzy nami. Było miło i na wspomnienie tego uśmiechałam się, ale..
No właśnie to jebane ALE.
Miałam obawy co do tego, a rodzina to pierwsza rzecz jaką powinnyśmy przemyśleć. Jak Rocky przyjmie to w miarę okej, tak Aarona nie byłam pewna. W tym momencie nie byłam pewna niczego i nikogo. Nawet samej siebie.
- Nieeee. Znaczy kochała i kocha, ale.. No wiesz tyle lat się nie widziałyśmy, a ona próbuje żyć tak jakby nic się nie stało. Nie wiem czy ja tak potrafię, a nie chcę jej po raz drugi zranić.- oznajmiłam patrząc na niego. Nie chciałam dzisiaj zawodów tylko zebrania myśli i wygadania się.
- A jak tam u ciebie? Ptaszki mi śpiewały, że siostra Cię znalazła, Alba wie? - zapytałam zagadując trochę o nie obie, wiem że nie powinnam wpychać nosa w nie swoje sprawy, ale no cóż. Był moim przyjacielem, chociaż wiedziałam, że nie lubił się zwierzać. Uśmiechnęłam się do niego dorównując jego tempie by biec ramie w ramię. Nie miałam ochoty dzisiaj na wydurnianie, albo inaczej teraz nie miałam ochoty. W sumie nie miałam na nic. Wiedziałam, że robię to wbrew Sami, ale musiałam z kimś pogadać, a moja przyjaciółka dzisiaj nie mogła, więc został mi mój trener.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-05, 18:43   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Ostatecznie chyba i tak, niezależnie od przemyśleń, musieliśmy po prostu iść dalej, bo cóż nam innego pozostało? Oczywiście, nie zamierzałem brać pod uwagę samobójstw, bo to to już w ogóle było nieźle popieprzone i zdecydowanie odpadało. Były kwestie, o których nawet dyskutować nie zamierzałem. Jak wtedy z tą Vreer o tym gwałcie… Aż miałem ciarki, kiedy o tym pomyślałem. Chciałem typa zajebać, ale ona nie zdradziła kto to był. Uparcie.
Spojrzałem na Ricky. Jej słowa również nie brzmiały zbyt stokrotkowo. W sumie ssały, tak szczerze powiedziawszy. Te wszystkie miłosne dylematy były do dupy… a jednocześnie ciekawiło mnie, co Alba by na to powiedziała. Miała ciekawe spojrzenie na to wszystko, inne przez odczuwanie emocji.
- Jej? Ty nie chcesz jej zranić? Chyba to ty jesteś na gorszej pozycji i, moim zdaniem, powinna to zrozumieć, jeśli cię kocha – stwierdziłem, bo tak też było. Tępili nas jak jakieś robactwo i śmiać mi się w sumie chciało, kiedy usłyszałem o istnieniu F.P.T.P., bo to takie wiotkie i żałosne było, bardziej chyba chwyt marketingowy, próba zabłyśnięcia niż… ale, cholera, niektórzy potem faktycznie pomagali, niektórzy zostawali ranni. – Nasze życie nie należy do najprostszych. Jakiekolwiek nie należy, ale nasze to już w ogóle – dodałem po czym pokręciłem głową, bo te ptaszki w Bractwie potrafiły ćwierkać zbyt głośno. I często.
- Alba wie… Nie mam oporów przed mówieniem o swojej siostrze, szczególnie że taki pojeb z niej – stwierdziłem aby, po czym zamilkłem.
Czy znowu taki pojeb? Oberwała w tę nogę, najebała mnie, wcześniej mocno przepraszała. Powinienem jej już odpuścić, ale jakoś nie potrafiłem się przemóc, no bo jak to tak? Odpuścić Samancie Bartowski? Nigdy. Szczególnie że czułem się tak paskudnie po tej popijawie u niej. Nie znosiłem alkoholu.
- Po prostu wszystkim nam się czasami ostro pierdoli w tych głowach… Aby się dziwię, że Colleen jeszcze mnie nie zabiła – dodałem jakże filozoficznie. Powinienem zostać obozowym mędrcem. Może nawet zapuszczę brodę?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-05, 22:17   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jego słowa były jak uderzenie. Może miał trochę racji, ale właśnie tego potrzebowałam. Innego podejścia do sprawy. Każdy stwierdziłby, że Aaron jest typowym gburem, ale tak na prawdę mówił to co myślał i za to go szanowałam. Nie bał się powiedzieć mi prosto z mostu tego co uważał, a ja nigdy się o to nie pogniewałam. No dobra czasem miałam go dosyć, ale szybko mi mijało. Z resztą każdy dobrze wiedział, że nie potrafię chować urazy do osób, na których mi zależy.
Może i jestem naiwna, ale gdyby nie to nie byłabym sobą. Wolałam w sobie chować uczucia, aniżeli przelewać je na kogoś. To było o wiele lepsze. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- To prawda, ale uczucia czasem pomagają, a czasem przeszkadzają. Z resztą wiesz coś na ten temat. Dlatego chciałam usłyszeć twoje zdanie co powinnam zrobić. - oznajmiłam krzywiąc się trochę. Tak to prawda miał dziwne podejście do świata, i bardzo różniło się od mojego, ale no cóż różnice się przyciągają. Jak to leci w jakiejś piosence. Ja jestem solą, a on pieprzem. Różnimy się i nie chcemy się nawzajem zmieniać, bo się dopełniamy i występujemy razem. Tak to chyba jakoś tak leciało. Już dawno nie słuchałam moich ulubionych utworów ze studiów.
- No ja tam nie wiem czy Sa... znaczy twoja siostra jest jak to pięknie nazwałeś pojebem. - powiedziałam gryząc się język, bo przecież nigdy nie mówił imienia swojej siostry. Szybko się poprawiłam i miałam nadzieję, że nie usłyszy mojego potknięcia. Oby, bo inaczej będę musiała się tłumaczyć. Spojrzałam na niego, gdy wspomniał o Colleen.
- Ty panie profesorze brakuje panu okularków i garnituru z muchą. - zaśmiałam się i lekko go szturchnęłam łokciem nie zmieniając tempa biegania.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-10, 19:12   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Spokojnie, Ricky, bo jak dalej będziesz myślała o solach i pieprzach, to w końcu żadne z nas nie wylądowałoby w mrowisko, jeno razem byśmy odkrywali z bliska uroki jakiegoś mięciutkiego mchu… A tak się nie mogło zdarzyć, bo nie dość, że Alba, to jeszcze Sam, a raczej żadnej nie chciałbym podpadać. Dobrze w ogóle, że nie miewałem podobnych myśli, bo wtedy byłoby niebezpiecznie, a tak dalej sobie biegłem, oddany jakimś takim melancholijno-filozoficznym rozmyślaniom.
No, i przez moment nawet czułem swego rodzaju zawstydzenie. Nie miałem zaczerwienionych policzków od tego, ewentualnie od mrozu czy tam chłodnego powietrza. Po prostu poczułem się tak… skromnie?
- O rany, Ricks! Co tam moje zdanie! – zaśmiałem się tępo, machając na to ręką. Dajmy może tutaj prawdzie spojrzeć nam w oczy, tej prawdzie, która prawiła, że żaden ze mnie specjalista od miłości. Po prostu raz spierdolono mi miłość zdradą, potem po prostu uczepiłem się Colleen, którą ruchałem, a do której dopiero po kilku latach poczułem coś więcej… a potem też to wyparcie, ale jeszcze była Alba i to uczucie, które wywróciło moje życie do góry nogami, a którego tak na dobrą sprawę nie do końca ogarniałem. Po prostu sobie było. Lubiłem je. Super.
- I nie musisz unikać jej imienia. Nie syczę Samantha czy tam Sam – stwierdziłem, uznając najwyraźniej, że do Ricky doszły bardziej szczegółowe informacje niż te okrojone, które do niej docierały ode mnie. Bo bywało tak… Za wiele o sobie nie mówiłem, nieczęsto się otwierałem, a jak już, to mówiłem ogólnikami. Imię mojej siostry faktycznie mogło wcześniej nie paść, ale plotkujące Bractwo mogło je już rozsiać po całym obozie. – I może faktycznie nie jest, ale jesteśmy rodzeństwem, a kto, jak nie ty, zna tę sprawę lepiej? O rany! Dosłownie! Wspominałem ci, że to moja bliźniaczka, nie? Na pewno wspominałem, skoro sama masz bliźniaczkę – dodałem rozbawiony, nieco zwalniając przez te śmieszki. Nagle ta cała sprawa z bliźniakami wydała mi się zabawna, mimo że czasami kopała ostro. A u mnie to nawet częściej niż rzadziej, bo ile ja jej nie widziałem? Tej Sam okrutnej?
- Chyba po prostu ty musisz dać tę szansę swojej lasce, a ja siostrze, bo ciągle jej wytykam. Takie tam sprawy przeszłości – kontynuowałem dalej. [Uwaga! Aaron tak bardzo rozgadany! To trzeba było nagrać!!! XD] Znowu mi się załączał ten mój wewnętrzny mędrzec. Czy w sumie to już zewnętrzny, skoro dzieliłem się tymi rozkminami z innymi? – A przecież to tylko od nas, ludzi, kobiet i mutantów [Uwaga! Aaron żartuje! Tym bardziej trzeba uwieczniać!] zależy, czy będzie dobrze, czy będzie do bani. Będziemy skłonni się dogadać, to się dogadamy, a jak nie to nie. Musimy je poustawiać jak należy. Potem będzie tylko lepiej, o ile nas nie złapią i nie zabiją – zakończyłem jakby tą czarnowidzką wizją. Ugh! Aż poczułem taki dreszczyk gdzieś tam… Pewnie miałem gęsią skórkę, ale taka była prawda. NASZA RZECZYWISTOŚĆ. Chyba po prostu musieliśmy oddać się miłości, zamiast rozmyślać.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-12, 15:46   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dać szanse. Tyle mówienia i tyle poparcia do powiedzenia, żeby dać szansę. On swojej siostrze, a ja mojej dziewczynie. Zaśmiałam się w duchu. Dobrze, że nie wie że to jest dokładnie ta sama jedna osoba. Nie chciałam psuć tego co jest pomiędzy nimi, a wiedziałam, że Aaron nie wie o orientacji Sami. Mogłaby mi ułatwić zadanie uświadamiając go, ale nie bo to ja muszę grać tą złą, która miała wszystkim mówić plus dodatkowo dostane opieprz od Sami jeśli się wyda, że coś im wspominałam, a tego nie chciałam.
- Wiesz że dla mnie twoje zdanie się liczy. Przez twoje popieprzone podejście do świata mam jaśniejszy umysł. - zaśmiałam się głośno, ale po chwili zamilkłam i słuchałam go dalej. Na szczęście nie zapytał skąd znam jej imię i nie musiałam się tłumaczyć. Na szczęście, lub nie szczęście, bo z drugiej strony łatwiej byłoby mi się przyznać do romansu z jego siostrą. Przełknęłam gulę, która tworzyła mi się w gardle i odetchnęłam. Chciałam w tym momencie zapaść się pod ziemię, ale to nie było możliwe.
- Może i tak, ale opowiadałam Ci czemu uciekłam. Miała okropne podejście do mutantów, z resztą jak większość ludzi, a teraz.. Sama nie wiem... Ufam jej, ale... - sama nie wiedziałam co chciałam teraz powiedzieć. Ufam jej ale co? Boję się, że znowu się zmieni? Że ją znowu zranię, że popadnę znowu w depresję? Wszystko na raz wbijało mi się do głowy i nie potrafiłam ubrać tego w słowa, więc po prostu przyśpieszyłam bieg i skupiłam się na oddychaniu. To była ucieczka od myśli, ale wiedziałam, że Aaron znał moje sposoby i wiedziałam, że zaraz mnie dogoni. Miałam tylko kilka sekund na przemyślenie tego co chciałam teraz zrobić.
Nie byłam pewna, czy na pewno powinnam wchodzić na temat Samanthy. Nie w momencie kiedy oni ze sobą rozmawiają i próbują ustabilizować swoje więzy.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-23, 17:37   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Łatwo było mówić, ciężej zrobić, gdyż sam osobiście miałem okazję właśnie mierzyć się z podobnymi sprawami. Tylko, no, miałem łatwiej, bo łączyły mnie z moim problemem więzy krwi, takie jeszcze bliższe więzy krwi, więc samo przez się, szczególnie że kiedyś-kiedyś wcale nie było między nami aż tak źle. Było nawet dobrze jak na rodzeństwo, póki wszystko nie zaczęło się chrzanić przez śmierć matki, ojca, moją mutację…
A jako że moja sytuacja była podobna do sytuacji Ricky, miałem niejako pogląd na tę sprawę, lepiej było mi się postawić na jej miejscu, szczególnie że byłem nękany dłużej przez Sam i dłużej jej nie widziałem niż Ricky tej swojej dziuni. Dzicz w ogóle, że wolała dziewczyny… Nie przeszkadzało mi to, ale zapewne by mnie nieźle speszyło, gdybym widział ją całującą się z inną laską. Gorzej, jeśli jednak zareagowałbym inaczej, rozbłysłyby mi oczy czy coś… Ugh. Ricky była zdecydowanie tylko koleżanką z obozu i tyle.
- Wiesz… – zacząłem, ale już jej nie było. Słowa mojego wsparcia pozostały we mnie, nie docierając chwilowo do tej konkretnej Roseberry. Najwyraźniej chciała być sama…
Pewnie dlatego przyspieszyłem kroku dopiero po chwili, by się z nią zrównać. Sam osobiście wolałem topić wkurwy i dylematy, biegając samemu. Tak było lepiej. Nie wystawiałem swojego wewnętrznego ja na światło dzienne, a przy okazji chroniłem innych przed swoją gburowatością, jak gdyby mnie to w ogóle obchodziło. Zaleta poboczna.
- Może zluzuj nieco… z treningami i więcej szamaj. Jeszcze trochę, a będziesz tak cienka, że cię nie będzie widać – stwierdziłem, kiedy w końcu się z nią zrównałem, a nawet wyprzedziłem o dwa kroki. Poskakałem w miejscu i zacząłem biec równo z nią.
- Sprawa wygląda tak, że jeśli ja mam wybaczyć siostrze, to ty tym bardziej tej swojej lasce. Ja z nią nie rozmawiałem chyba całą dekadę, zwaliła na mnie winy, za które nie odpowiadałem, no i też hejciła mutanty… Tylko że teraz jest w F.P.T.P. i serio aktywnie działa, co daje mi takie jakby potwierdzenie, że nie ma już hejta na mutanty – zauważyłem i westchnąłem, bo to nie takie proste, mimo że na takie wyglądało. – Ogólnie wiem, że powinienem jej wybaczyć, ale bardziej mam ochotę ją pomęczyć za te wszystkie lata. Cholera! To było naprawdę ciężkie… być skreślonym przez tak bliską osobę. Szczególnie na początku – odparłem, prawdopodobnie otwierając się przed Ricky najbardziej od tych wszystkich lat. Może właśnie dlatego unikałem jej spojrzenia? Czułem się nieco zażenowany faktem, że ktoś coś o mnie wie. Nie dziwić się w sumie, skoro mój najlepszy przyjaciel ever postanowił pewnego dnia wysadzić mnie w powietrze za namową mojej dziewczyny.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-25, 19:26   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, ale po tych paru sekundach które dał mi mój przyjaciel odsapnęłam. Po prostu mnie rozumiał, a ja głupia od niego również uciekałam. Zaśmiałam się w duchu po jego komentarzu i spojrzałam na niego z uśmiechem i kpiną.
- Jem dużo, ale gdybym była niewidzialna lub po prostu zniknęła to wątpię by ktoś zapłakał. Nie licząc Rocky. - powiedziałam, ale po chwili cmoknęłam słysząc grzmot, stanęłam zatrzymując ręką również Aarona. Rozejrzałam się i po chwili pokazałam głową żebyśmy wracali.
- Kto pierwszy? - zapytałam wyzywając go na wyścig i olewając jego dalszy wywód, który znałam nawet za bardzo. Ja wiedziałam o tym wszystkim, więc po co miałabym reagować skoro nie potrafiłam kłamać? Rozpędziłam się nie czekając na jego zgodę i zdobywając przewagę. Przynajmniej na razie bo byłam pewna tego że on i tak mnie wyprzedzi i wygra.
Biegliśmy tak, a ja oczywiście próbowałam oszukiwać popychając go lub łapiąc za przegubę. Wiedziałam że nie przejdzie bez uwag, ale miałam to gdzieś bo nie chciałam zmoknąć gdyby miało zamiar się rozpadać.
Gdy dobiegliśmy do Altany usiadłam na ławeczce i napiłam się wody. Spróbowałam uspokoić swój oddech. Popatrzyłam na Aarona.
- Powinieneś wybaczyć Sami, a nie się z nią drażnić skoro chce to naprawić. - powiedziałam i po głębszym wdechu dodałam - ja też spróbuję jej przebaczyć i dać nam szanse. - ugryzłam się w język i spuściłam wzrok. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało. Nie kłamałam chciałam dać nam szanse, ale przez przypadek chyba wygadałam się że to jedna i ta sama osoba, miałam nadzieję, że Aaron nie odbierze tego tak jak to zabrzmiało, ale wiedziałam że to złudna nadzieja. Przełknęłam głośno ślinę i opuściłam wzrok na moje dłonie w których trzymałam butelkę. Nie chciałam psuć ich relacji jeszcze bardziej. Czekałam w ciszy na reakcję mojego przyjaciela.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-04-08, 00:22   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Ech, kolejna. Miałem właśnie niemałe wrażenie, że ciąży na mnie jakaś klątwa. Kiedy tylko otwierałem się przed jakąś panną, czy to Collen, czy taką Ricky, to niezależnie od charakteru, orientacji czy stylu, te odwracały się do mnie plecami i zwiewały niczym łanie daleko ode mnie. Jak nic klątwa, jebane przekleństwo!
Pokręciłem aby głową i ruszyłem do biegu, bo przecież nie mogłem pozwolić jej wygrać, pomimo jakichś utrudnień i zostania w tyle na samym starcie. Cóż, ten epizod z kolei mogłem swobodnie przyrównać do szczeniąt bawiących się na podwórku, gryzących sobie uszy i warczących, ale siebie kochających. Nie tak, jak ja Albę kochałem, ale tak jak rodzinę, nie? [Hehe. Gdyby wiedział, jak bardzo rodzinę…]
Nasza meta była altanka. Prosta, bez udziwnień, mogąca nas ocalić faktyczne przed deszczem. Postałem chwilę, by zaraz dupnąć sobie na jeden ze stolików, nogi stawiając na podniszczonej ławce.
- Huh. Masz tempo… – stwierdziłem, po czym się zaśmiałem, bo mi taka jedna rzecz przyszła do głowy, tylko że przecież moja siostra to nie była lesbijką, więc to odrzuciłem na starcie. Ale! Postanowiłem się tą myślą podzielić z Roseberry o ładnym tyłku.
- I zabrzmiało to tak, jak gdybyś też miała zamiar dawać szansę mojej siostrze… W sensie Samancie – zauważyłem jakże inteligentnie, po czym spojrzałem na Ricky szeroko uśmiechnięty. Żartowałem sobie aby, ale jej mina pewnie mówiła co innego.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5