Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki #2
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-24, 15:35   Stoliki #2

Stoliki #2




Osobne miejsca na spotkania w gronie znajomych lub na potrzeby biznesowe. Wygodne fotele, kanapy oraz okrągłe stoliki. Wykorzystywane także przez studentów, udających że piszą prace na obronę. Gdzie tak na prawdę, pewnie hakują jakieś strony rządowe.
[Profil]
 
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-05, 15:48   
   Multikonta: Lidia Foney


Jestem tutaj.
Tutaj, znów na tej uliczce. Ta sama dziewczynka. Trochę większa, a jednak bardziej przestraszona. Mimo to jej obecność pośród znajomych kamienic staje się największym aktem odwagi, bo przecież cały koszmar rozpoczął się w domu. Gdzie jest mój dom? Czy jest w obejmującej moje palce wyrysowanej dłoni? Czy jest w tym mglistym wspomnieniu o bólu, papierosowym dymie i jazzowej nucie? Mogła szukać domu w osobach, ale coś zawsze będzie przyciągało do miejsc. Bractwo, które miało zastąpić ramiona papy, już dla nich nie istniało. Teraz jej jedynym bezpieczeństwem i spokojnym snem był Aaron. Nie miała nikogo poza nim, rozdarci po świecie przyjaciele, tonący we krwi i odgrodzeni od bliskich. Potrzebowali stworzyć coś nowego. Dla siebie i dla nich, nim ta nadzieja zostanie bezpowrotnie zduszona.
Jestem tutaj.
A każdy krok boli, bo to miejsca drogie, święte i zniszczone, a jednak trwające. Ta ulica. Te znajome szyldy, a pod nimi martwe, nieznane twarze. Chłodny wiosenny wieczór, uroczy płaszczyk i potargane na wietrze blond włosy. Drżenie dłoni zdradzało jej emocje, nad którymi nie mogła zapanować. Jedyne takie emocje na całym świecie. Na zewnątrz spokojna, gotowa, czujna. W środku prawdziwy bałagan, zmęczenie wieczną tułaczką, walką, cierpieniem, które nigdy nie było jej, a jednak mimowolnie do niej przynależało. On wiedział. Ona nie. Bo skąd taki pomysł? Dlaczego teraz? Rozgrzebywanie mętnej, piekącej nieznośnie przeszłości nie mogło być dobre.
Laguna Negra. Zabite deskami drzwi i okna, ślady kleju od taśmy i brak kartki. Podeszła do klamki. Dotknęła jej ostrożnie i nacisnęła. Drzwi nawet nie drgnęły. Popatrzyła na Aarona i wzięła głęboki wdech. Pociągnęła go zaraz gdzieś z boku, w ciemną uliczkę przy kamienicy. Wciąż myślała o tym, jak blisko jest domu. Miejsca kilkunastu lat wspomnień. Ciasny, boczny przesmyk skrywał sterty nieznanych gratów, kontenery ze śmieciami i boczne wejście. Alba zaczęła macać wszystkie cegły wokół drzwi.
- To któraś z nich… - szepnęła, sunąć dłońmi po brudnej ścianie. W końcu jedna z cegieł ustąpiła. Wyjęła ją zupełnie ze ściany i wsadziła dłoń do środka. Wymacała klucze i wyjęła je. - Tak! - pisnęła, zaraz wsuwając właściwy klucz. Wszystkie trzy zamki zamknięte, nie pamiętała, który klucz pasuje do którego. Musiała próbować. Drzwi wkrótce ustąpiły i zaskrzypiały donośnie, kiedy pociągnęła za klamkę. Czuła moc swojego serca. W środku spotkała ich ciemność. Przeszli przez korytarz i weszli do baru. Kurz, kompletna duchota i mrok. A gdzieś tam pośród przewróconych krzeseł i zbitego szkła krew. Krew ludzi, których skrzywdziła trzy lata temu, w tym miejscu.
- Mój dom – szepnęła, przesuwając ręką po jakimś stole. To był dopiero bar. Miejsce, które ujawniło jej moc. Miejsce, w którym ostatni raz widziała rodziców, nim uciekła. Czuła wilgoć na policzku i momentalnie przypomniała sobie, co wtedy czuła – kiedy to się stało.
Gdzie jesteś, Tatusiu?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-08-05, 17:27   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 5 kwietnia, późny wieczór

Naciągnąłem bardziej kaptur bluzy na głowę. Pragnąłem zniknąć, roztopić się w mroku i przestać istnieć dla świata. Odczuwałem dyskomfort związany z przebywaniem w obcym mieście. Nie tak znowu bardzo obcym, bo przecież miałem tu ciotkę, pewnie kiedyś jeszcze inną rodzinę… Pewnie za dzieciaka często tu bywałem, może nawet byłem w tym barze, kiedy kroki ojca, zamiast ze mną do lodziarni, kierowały się w zupełnie innym kierunku. Bleh. Przeszłość, która nie miała znaczenia i która miała go zbyt wiele, bo…
Odczuwałem również inne dyskomforty, przy tym tę paniczną potrzebę i świadomość możliwości jej nieosiągnięcia – dobre życie dla Alby. Ba!, pragnąłem jej dać wszystko, co najlepsze. Zamiast tego straciła dom, niemalże mnie, ta akcja z Sam, wieczna niepewność, brak własnego kąta i spokoju… Wszędzie czuła coś, czego nie powinna czuć, a sam jakoś jej nie pomagałem, bo ostatnimi czasy znowu za dużo myślałem, wciąż niezbyt dobrze spałem i obawiałem się, że to, co mogę jej dać, to wieczne cierpienie. Ave rebelia! Ave śmierć!
Ale nie mógłbym jej zostawić. I tak byłoby źle, a tak mogłem się karmić nadzieją, że jednak w końcu to ruszy w tym lepszym kierunku i że będę mógł ją obronić przed tymi wszystkimi troskami, którymi nie powinna być obarczona taka niesamowita dziewczyna w tak młodym wieku.
Objąłem ją ramieniem, przytuliłem do siebie, kiedy znaleźliśmy się w środku pomieszczenia. To wszystko wiele ją kosztowało. Mnie osobiście kurwica brała, kiedy stawałem przed dawnym domem, więc Alba naprawdę dobrze sobie radziła. Cmoknąłem ją w czubek głowy. Ponownie się zawahałem. Bo, czy to aby na pewno był dobry pomysł, byśmy przerzucili się z Olimpii na Seattle? I to jeszcze do okolic tego baru, gdzie działy się jej najgorsze koszmary? Niepotrzebnie pozwoliłem jej tu przychodzić.
- Jak się czujesz? – zapytałem szeptem. Nie chciałem zanadto zakłócać panującej ciszy, wtargnąć tu na całego i przerwać coś, co miało większe prawa do tego miejsca niż ja. – Spory ten bar – zauważyłem, dalej szepcząc. Dużo przestrzeni i klimat niezgorszy, jeśli nie liczyć warstw kurzu i tego zapachu… By trzeba było nieźle się natrudzić, by przywrócić mu dawną świetność.
- Na pewno chcesz zamieszkać gdzieś w Seattle? – zapytałem niepewnie, najdelikatniej, jak tylko potrafiłem. Wciąż nie miałem pojęcia, co się kryje w odmętach tego serca bijącego w jej piersi.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-06, 20:59   
   Multikonta: Lidia Foney


- Aaronie – Odwróciła się w jego stronę i lekko pokręciła głową. Wciąż panował półmrok, a panująca duchota nie sprzyjała długim, trudnym rozmową. Targała nią niepewność i lęk, bo znalazła się w sercu swojej tożsamości. W sercu, do którego chyba utraciła prawa. A jednak to miejsce było tam, trwało, czekając na odnalezienie. Oznaczało to, że ojciec gdzieś tam jest i je opłaca. W innym wypadku ktoś inny by tutaj zamieszkał, albo stałoby się domem okolicznych włóczęgów. Musiała się wszystkiego dowiedzieć. Czy rodzice gdzieś tam są? I co tu się stało trzy lata temu w czerwcu? Wieczór, w którym ujawniła się moc Alby był też chwilą, kiedy ucierpiało wiele ludzkich istnień. Uciekła jak tchórz, nie rozumiejąc, co się dzieje w jej głowie, dlaczego tak czuje, dlaczego tak mocno działa na obcych ludzi. Oni padali na jej oczach, a ona upadła, zadając rany poza swoją kontrolą. I nigdy więcej nie widziała tamtych mężczyzn. Tyle razy zastanawiała się, czy u nich wszystko w porządku, czy pamiętali o krzywdzie, jaką im zadała, czy rozumieli niezwykłość i dramat tamtych połamanych sekund. Wystarczył ten krótki skrawek w czasie, aby upadło całe dotychczasowe życie.
- Nie chcę mieszkać gdzieś. Chcę mieszkać tutaj. Chce przestać tułać się i… poczuć choćby przez chwilę dom – powiedziała, zbliżając się do niego. Stanęła przed nim i ujęła jego obie dłonie w swoje. Pogłaskała kciukiem ich wnętrze i zerknęła na niego czule. - Dom z Tobą – wyszeptała trochę zawstydzona. Wciąż wydawał jej się tak wyjątkowy, wciąż myślała o tym, że nie jest go godna.- Jeśli byś chciał – dodała szybko, nie będąc pewną, co właściwie sobie mógł pomyśleć. Mieli za sobą trudne chwile, czasy bólu i rozłąki. Dodatkowo trwali zanurzeni w chłodzie wojny. Przymknęła oczy i ścisnęła mocno jego dłonie. Tak by się chciała schować gdzieś, odgrodzić i poczuć przez chwilę, że nie muszą się bać. Czy to byłoby możliwe? - Tutaj jest dużo miejsca. Moglibyśmy trochę posprzątać, zaprosić przyjaciół. Poudawać, że jest normalnie… Chciałabym wiedzieć też, co się działo z tym miejscem…
Puściła go i wymacała łapka włącznik światła na ścianie. Nic. Ciemność. - Chyba nie ma prądu. Albo wyłączyli – stwierdziła, rozglądając się po całym barze. - To miejsce kiedyś było takie magiczne. Ojciec stworzył wyjątkowy lokal – powiedziała, sunąc wzrokiem po ścianach. - Można prosić trochę światła? - spytała, uśmiechając się zaczepnie i robiąc znów krok w jego stronę. Miał kominek, zapewne jakieś świeczki przy stolikach...To trochę mroczne, ale jakże romantyczne. O ile oni w ogóle mogli sobie pozwolić na namiastkę romantyczności.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-08-12, 15:49   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy usłyszałem, że chce mieszkać nie tylko w Seattle, ale też w tym konkretnym barze, dokładnie tu, gdzie staliśmy, gdzie przebywaliśmy, w tym miejscu, poczułem niepokój. I to niemały niepokój. Nie chciałem pozwolić jej tu przychodzić. Niezbyt byłem przekonany do tego pomysłu, ale przybyliśmy tu, przekroczyliśmy próg zapuszczonego baru i trwaliśmy dotąd niemalże w nieprzerywanej ciszy. Staliśmy tu serio. Ciekaw byłem jej uczuć. Bywały rany, których lepiej było nie rozdrapywać. A teraz?
Teraz ona mi oświadczała, że chce tu zamieszkać, zamiast chcieć opuścić to miejsce czym prędzej. Może nie byłem zanadto bogaty, ale mogłem jej zapewnić coś dogodniejszego… Nie byłem jednak w stanie teraz z nią o tym dyskutować, nie chciałem przerywać jej marzeń, z którymi się ze mną dzieliła.
- Z tobą zawsze, głuptasie – wyrzuciłem jedynie z siebie w odpowiedzi na jej słowa. To, że chciałem dzielić z nią przyszłość, było oczywistą oczywistością. To, czy ona powinna i czy będzie chciała… Nie powinna mieszkać, nie powinna chcieć. Byłem chodzącym nieszczęściem. Chyba właśnie to mnie wzbraniało przed dłuższym przebywaniem w tym miejscu – wyczuwałem nadchodzące kłopoty z tym związane. Przecież jeszcze nie tak dawno temu… Z pewnością to miejsce znało dużo osób, bardzo dużo osób.
I choć poczułem ulgę, kiedy znajoma iskra nie pstryknęła w przełączniku światła, to postanowiłem spełnić prośbę Alby. Ba!, zrobiłem to z radością, bo wiedziałem, że ona kochała, kiedy używałem swojej mocy. Chyba czuła się bezpieczniej, kiedy puchata kulka ciepłego światełka towarzyszyła jej gdzieś nieopodal.
Zapalniczka pstryknęła w mojej dłoni, a wraz z pojawieniem się tego drobnego płomyka zadziałał mój dodatkowy zmysł, ściśle współpracujący z moimi emocjami. Może między innymi dlatego, wątpliwości na moment gdzieś odpłynęły, zaś mój umysł skupił się na płomyku nietarganym przez żadne podmuchy i inne wiatry. Po prostu wybuchł z zapalniczki i się zatrzymał, jak gdyby oczekiwał, co dalej, co z nim będzie… A może po prostu pragnął mnie uspokoić własnym stoickim spokojem? Może właśnie takie było jego przeznaczenie?
Cóż, niezależnie od pobudek i tak nim wzburzyłem, robiąc w powietrzu średniej wielkości kulę ognia gdzieś przed sobą, gdzieś pomiędzy mną i Albą. Podpaliłem przy okazji kilka świec, które rzuciły mi się w oczy. Stały zakurzone na stolikach, więc wpierw spalał się kurz. Krótko, ale bardzo chaotycznie. Było w tym coś pięknego.
- Jest tu jakiś kominek? – zapytałem Alby z ciekawością, posyłając w jej stronę ognistą kulę. Pewnie jeśli wskazała dłonią w kierunku kominka, to kula poleciała w jego kierunku, jak gdyby ta mała blond istota nią władała i wcale nie miała w swoim panowaniu ludzkich emocji. I właściwie sam również ruszyłem w jej kierunku, bo uwielbiałem być przy niej. Trwanie z dala od niej czyniło mnie pustym, niepełnym i właściwie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, stojąc tak w półmroku i patrząc na jej przepiękną twarz oświetlaną unoszącym się w powietrzu płomieniem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-14, 16:34   
   Multikonta: Lidia Foney


Alba przygasła, gdy Aaron rozpalał świeczki, niszcząc mrok i wprowadzając jasność do starego pubu. Choć odpowiedział twierdząco na jej wylewający się zewsząd entuzjazm dotyczący tego miejsca, to jednak czuła, że coś jest nie tak. Nie grzebała mu w głowie. Był taki cichy i skupiony na swoich wszechmocnych płomykach. Owszem, wiodła wzrokiem za iskierkami, wpatrywała się w obrazy i tabliczki zawieszone na ścianach, dopiero teraz odsłonięte. Były liniami i kształtami, które budziły wspomnienia. Pamiętała, jak bała się wejść na tamtą wysoką drabinę, by odkurzyć obrazki. Pamiętała, jak ojciec przyniósł obraz starej karczmy sprzed kilkuset lat. Wieszał go wtedy, pękając z dumy. Skąd Alba mogła wiedzieć, że zdobył go nielegalnie? Zawsze czuła w ojcu ten mroczny cień, ale nigdy nie przestała w niego wierzyć. Czy gdzieś tam był? Tak wiele do niego miała pytań. Negry z ziemią, jeśli nie postawiono tutaj hotelu… to wciąż było to miejsce we władaniu jej rodziny. A skoro tak, to przecież było bezpieczne, prawda? Miała w sobie krew Delgado. Nikt nie miał prawa jej stąd wyrzucać. Wiedziała, że zbyt wiele patosu i naiwności gnieździło się w jej myślach, ale nie umiała ich wypędzić. Najwyraźniej jednak Aaron nieco inaczej widział ich ewentualne zamieszkanie tutaj.
- Po prawej, jest taki przedsionek i… - Urwała, widząc, jak kula ognia wędruje w kierunku wskazanym przez jej dłoń. - Od kiedy to ogień jest mi posłuszny? Przecież nie nazywam się Bartowski [musiałam xD] - zapytała, uśmiechając się nieco. Czuła się dobrze, choć chyba powinni porozmawiać nieco poważniej. Tak się potulnie i gładko zgodził, o nic nie pytał, nie objawił przed nią żadnych emocji. Martwiło ją to.
Wkrótce więc podeszła do niego i ułożyła łapki na jego bokach. Blond kosmyk opadł jej na twarz, ale zignorowała to. Przez chwilę patrzyła na niego, chłonąc bliskość, której od tak dawna nie mieli. Wojna, bunty, rozstania i ciągły strach o ukochanego. Tęskniła za swoim Bartowskim. - Nie musimy, wiesz o tym, prawda? Jeśli nie chcesz, to znajdziemy coś innego… Po prostu, chociaż na chwilę. Pomyślałam, że to nie takie głupie. A Ty… ja wiem, że jesteś zaniepokojony. I wcale nie muszę grzebać Ci w głowie, aby to wiedzieć. - Ułożyła główkę na jego piersi i wtuliła się mocno, ufnie. Tak jej ładnie pachniał. Ogniskiem. No dobra, może nie ogniskiem, ale na pewno ładnie. - Tak się o Ciebie bałam… - Westchnęła w jego pierś i mocniej zacisnęła na nim łapki. - Mam taką potrzebę, aby się gdzieś schować, z Tobą. I poczuć, że jest dobrze, że nie musimy się bać. Mów mi, o tym, co czujesz i myślisz, o wszystkim.
Chciała wiedzieć o tym od niego, za jego pozwoleniem, ze świadomością faktów i myśli, które jej przedstawiał. Ze świadomością emocji, które Alba mogła poznać. Słuchajac o nich i obserwując go - bez używania mocy.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-08-14, 19:24   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


- Powinnaś chyba powiedzieć, że jeszcze nie nazywam się Bartowski? – zapytałem całkiem zuchwale, bo ten teges, lepszy humor i te sprawy. Tak bardzo pragnąłem nie myśleć o tym, co było niepewne, a jednak się tak nie dawało. Nawet kiedy mogłem utrzymywać się w ułudzie spokoju za pomocą ognika palącego się stabilnie, można by rzec, że nudnie się palącego, jednostajnie spalającego powietrze i tak dalej… Nawet w takiej chwili, nie mogłem.
I uświadomiłem też sobie, że mimo wszystko nie chciałem się z nią dzielić swoimi obawami. Na pewno nie teraz. Pragnąłem umieścić ją w tym własnym wymarzonym sterylnym środowisku, pozbawionym trosk, a, o zgrozo, sam zanieczyszczałem powietrze wokół niej. Do tego stopnia, że nie potrzebowała używać mocy, by to wyczuwać. Z jednej strony super, bo tak bardzo mnie znała, że aż potrafiła czytać całkiem trafnie. Z drugiej… Niech cię diabli, Aaronie Bartowski. Pojeb z ciebie i tyle. Tak, serio chętnie bym sobie spuścił wpierdol, gdybym tylko mógł. Może jakieś nielegalne walki? Jeszcze bym hajsu może zdobył… A jako mutant niewiele miałem opcji zarobkowych, a tych legalnych jeszcze mniej, kiedy nie byłem poddany leczeniu.
Albo rozpierdolić coś. Może by tak w końcu D.O.G.S. raz, ale porządnie? Ostatnio niezbyt dobrze to wyszło…
- Heeej, za dużo myślisz. Jest dobrze, aby zmęczony jestem… i jakby schowany z tobą – zauważyłem, zaczynając też szeptać, by zwrócić jej uwagę na panującą wokół ciszę i pustkę. Byliśmy sami. Ja, ona i… i niestety strach, ale jeszcze chwila, jeszcze sekundka i może na chwilę odpuści, schowa się gdzieś, znajdzie inne ofiary? – I cię kocham – stwierdziłem w ramach dalszej wyliczanki, której ciągiem dalszym było oczyszczenie jej twarzy z włosów i złożenie buziaków kolejno: na jej lewym policzku, na prawym policzku, na czole, a raczej czubku głowy, i ustach. Choć ten na jej ustach był już bardziej zaawansowanym buziakiem, który właściwie przerodził się w głęboki pocałunek mający na celu uniemożliwienie Albie drążenia tematu moich wątpliwości. I by jej one umknęły z głowy pod wpływem motylków. Hehe. Robiła się ze mnie przebiegła baba. Co ta Alba ze mną robiła?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-21, 20:02   
   Multikonta: Lidia Foney


- Aaron – odezwała się natychmiast, kręcąc lekko głową. To wyznanie o pani Bartowski przyjemnie ogrzało zatroskane serce Alby. Oj, zawstydziła się, ale może dało się to ukryć w tym nikłym blasku świec? Wolałaby nie słyszeć takich sugestii. To wcześnie, byli ze sobą dopiero kilka miesięcy, świat im się walił pod stopami. Tracili przyjaciół, rozpadały się domu, a cała ludzkość zaczynała ich nienawidzić, ponieważ byli inni. Czasami Alba miała takie głupie myśli w głowie, które sugerowały, by nie pozwalała sobie na przeżywanie szczęścia, skoro cierpiało tak wiele ważnych dla niej osób. Czy wolno jej było? A z drugiej strony powoli roztaczała się nad nimi chmura wojny. Za chwilę mogli się znów rozdzielić.
Aaron umykał jej. Coś go męczyło i nie chciał o tym mówić. Wiedziała to i nie spodobała jej się ta ucieczka. Byli razem, czy nie powinni się dzielić ze sobą wątpliwościami i pomysłami? Przecież była gotowa wysłuchać, co tam się skrywało pod tymi wymalowanymi wzorami na skórze. Pozwalała na te słodkie czułości, delektując się bliskością. Wreszcie razem, objęci, zdolni do czułych pocałunków w chwili błogiego spokoju. Miejsce może dość mroczne i niepewne, ale świece… Zupełnie poza kontrolą dłoń Alby wsunęła się pod jego koszulkę i pogładziła nagie plecy. Drobny, niezbyt napastliwy dotyk. A potem porwał ją w mocnym pocałunku, nie pozwalając nic mówić, ani roztrząsać w kółko drążenie tego tematu. Pozwoliła mu na chwilę gorącego ścierania się tęskniących ust, na przesuwające się dłonie i rozanielone spojrzenia. Pozwoliła. Ale nie wypędziła z niej namiętność tamtych myśli. Mogłaby go zaraz rozebrać i rozłożyć na barze i tulić czule do rana, ale nijak nie umiała się skupić. Krótka chwila…
- Poczekaj – Odsunęła się go od siebie. - Chcę wiedzieć, co się dzieje. Mów do mnie, hm? - Przejechała łapkami po całym jego przedramieniu i popatrzyła w oczy. - Kocham Cię – powiedziała, ściskając mocno jego dłoń. - Boisz się czegoś? Czy Ty… Ty mi nie ufasz? Dlaczego czuję, że to wcale nie jest zmęczenie? - Och, a może była przewrażliwiona? Ona wiecznie czuła. Różne rzeczy obcych i mniej obcych ludzi Przy nim nie chciała czuć. Przy nim chciała słyszeć o tym, co się działo, bo jej niektóre interpretacje mogły być nieprawidłowe. Jeśli mieli, przekraczając próg pubu Laguna Negra, rozpoczynać nowy, lepszy etap życiu, to powinni jednak być wobec siebie szczerzy. Aaron nie mógł się obchodzić z Albą jak z delikatną kulką ze szkła. A niestety często miała takie wrażenie.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-08-30, 19:54   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


I cóż mogłem jej rzec? Nie było słów prawdy, które mogłyby ją ukoić, powstrzymać przed dalszym drążeniem i zadawaniem pytań. Mogłem jej powiedzieć wszystko, z wyjątkiem prawdy. Świadomość tego sprawiała, że czułem się podle. No, w sumie mogłem jej ponownie powiedzieć jak bardzo ją kocham, ale jak długo mogłem odciągać nasze myśli miłości? Kiedy w końcu miałem eksplodować ze złości?
Patrzyliśmy sobie w oczy. Mierzyliśmy się. Mogłem pęknąć, mogłem nie. Myśl, że tak bardzo niszczyłem jej życie… Tyle niepewności, tyle strachu… Może nawet to ja podpisałem wyrok śmierci na Bractwo! Nie pamiętałem, co się tam wydarzyło.
Uśmiechnąłem się, ale miałem wrażenie, że był to najbardziej z niedoskonałych uśmiechów rasowego kłamcy. Skupiłem się po prostu na jej kojącym dotyku. Uśmiechnąłem się nawet szczerze na myśl, że tu była ze mną i chciała ze mną być pomimo tego wszystkiego. Była niesamowita. Taka delikatna, inna. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, by robić mi sceny w stylu przemądrej Colleen Marie.
- Kocie, spokojnie. Nic się nie dzieje. Ufam, kocham. To zmęczenie. Dużo się dzieje – odparłem w końcu. Nieco za szybko. Nie mogłem jednakże zbyt długo stać w milczeniu… To jedynie potwierdziłoby jej wątpliwości.
Rany, zaledwie na chwilę się zapomniałem, straciłem przy Albie kontrolę nad własnymi emocjami i się działo. Mogłem iść pobiegać przed naszą małą wyprawą, ale nie chciałem jej zostawiać samej. Jeszcze przyszłaby tu beze mnie.
- A u ciebie? Na pewno wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – zapytałem z troską, niejako odbijając piłeczkę, niejako mówiąc pośrednio, co się ze mną działo. Poniekąd. Jednakże moje rozważania, jeśli się nie myliłem, zaczęły się od troski o Albę, o to, jak wizyta tu na nią wpłynie… Najważniejsze i tak było to, że się kochaliśmy i byliśmy razem, prawda? Moglibyśmy tego nie mieć, nie być razem, nie czuć tak, jak się czuliśmy. Byłoby gorzej, najgorzej.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-30, 21:09   
   Multikonta: Lidia Foney


- Bartowski – mruknęła prosto w jego usta, a w tych ślicznych oczkach coś błysnęło rozkosznie. - Przestań się bać. Poradzimy sobie ze wszystkim – odpowiedziała, jakby i bez jego słów to czuła. No dobra, może trochę czuła, bo to milczenie było tak ciężkie, że na chwilę go wpuściła do swojej głowy, ale… Ale nie mogła inaczej. Niech w końcu pojmie, że nie jest jej złem – jego obecność przy niej niesie dobro i bezpieczeństwo. Umykały lęki i, cóż, budziły się dość intensywne uczucia, o których mógł się dowiedzieć, jeśli tylko usłyszał, jak szybko zabiło jej serce. To efekt wszystkiego – od jego bliskości, przez natłok emocji powiązany z ostatnimi nieprzyjemnymi wydarzeniami i, wreszcie ta długa tęsknota i niemożność dotknięcia go, zasmakowania i wyrysowania czerwonych śladów na wytatuowanych plecach. W ich relacji panował chaos, wiele spraw wciąż pozostawało niewyjaśnionych, mnóstwo było ciszy i uników, ale… ale uczucia nie gasły, po prostu potrzebowali spędzić ze sobą wreszcie trochę czasu. Zacząć normalnie żyć, nim znowu w ich codzienność wbije się nieznośnie wojna, mutacja i śmierć.
- Ja… - Zerknęła na niego, po czym zagryzła wargę i spuściła nieco główkę. O tak, Alba bawi się w nieśmiałą. A może faktycznie tak się teraz czuła? - Jestem głodna – wypaliła, dziwnie dość odpowiadając na jego pytanie. Rozpięła jego bluzę i zsunęła z jego ramion. Lekko pogłaskała jego szyję. Cofnęła się o kilka kroków do tyłu, ciągnąć go za sobą. W końcu jej plecy dotknęły baru. Tumany kurzu wzniosły się w powietrze, ale to nic. Nie myślała o tym teraz. Dobrze jej tak było w tym potrzasku. Stanęła lekko na palcach. - Muszę… - Zaczęła, zbliżając swe usta do jego szyi. Przejechała lekko nimi po pachnącej rozkosznie skórze. - Ciebie… - kontynuowała swoją mowę. Zaczęła składać na jego szyi pocałunku. Trochę delikatne, choć coraz mocniejsze. Jednocześnie jej dłoń majstrowała przy jego rozporku. Dość sprawnie wsunęła się pod spodnie. - Aaronie – szepnęła, wolną łapką przysuwając go bardziej do siebie.
Tak bardzo tęskniła. Czuła, że zaczyna jej się kręcić w głowie, a jej wargi pulsowały mocno urzeczone dotykiem jego ciała.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
Ostatnio zmieniony przez Alba Delgado 2018-09-02, 18:23, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-09-02, 17:34   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Łatwo zawsze było powiedzieć, gorzej było zrobić… Tylko jakoś nie miałem z tym nigdy problemu. Czemu teraz? Czemu z tym? Kiedy wiedziałem, że powinienem wznowić treningi, zmienić je, zacząć biegać, pływać czy cokolwiek… Nawet zdrowiej się odżywiać! …wtedy jakoś nie miałem problemów, oporów, nie przeciągałem. Niestety, najwyraźniej wszelkie sprawy związane z Albą czyniły ze mnie wariata. Dziko. Nieprzewidywalnie. Ale też boleśnie. Ja serio się bałem. Sam? Mogłem robić wszystko. Rozjebać sobie totalnie życie, zabijać, bardziej tracić duszę, może nawet zwyzywać Sam od kretynek i że nienawidzę jej za bycie mutantem w tej chwili… Ale kiedy widziałem Albę w swojej przyszłości, nie chciałem więcej porażek. Pragnąłem wszystko robić jak należy, z sukcesem, z powodzeniem właśnie, co mi ostatnio raczej nie wychodziło.
Nic mi nie szło, z wyjątkiem miłości do niej. Wciąż kochałem, wciąż pragnąłem. Na tym samym poziomie, a może nawet coraz bardziej? Jeszcze to rozstanie… Ona również mnie kochała.
Nie znałem słów, które mogłyby trafnie określić tę ulgę, jaką poczułem przy jej dotyku. W jednej chwili tak się wzruszyłem, że niemalże uroniłem łzy. Na szczęście, tak się nie stało. Podobnie świat się nie zwalił nam na głowy i mogliśmy dalej wciąż być razem, bliżej, intymniej.
Mimowolnie objąłem ją w talii, przyciskając bardziej do siebie, dociskając bardziej do baru, przy którym się znaleźliśmy. Jakieś zagrywki Alby, które szybko i sprawnie pozbyły się z mojego umysłu zbędnych myśli. Nawet zamarłem na chwilę, kiedy dłoń mojej jakże niewinnej dziewczyny znalazła się w moich spodniach. Czy to ja złapałem ją w tę miłosną pułapkę, czy raczej ona mnie? Kto komu odciągał myśli? Mamił zmysły? Bo ja już tylko czułem wspomnienie jej języka na swojej szyi i jego smak w swoich ustach, bo teraz to ja całowałem ją. Równie zuchwale. A może bardziej?
Nie wiem, co Alba ze mną robiła, ale robiła to dobrze… Zapragnąłem ją wziąć jeszcze bardziej tu, na tym zakurzonym barze, mimo że ją szanowałem nad własne życie. Zacząłem ją rozbierać. Żałosne, że zdejmowanie bluzki przerywało na moment namiętny pocałunek.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-09-02, 18:20   
   Multikonta: Lidia Foney


To było coś. Przerwane spojrzenia, niecne zaproszenie do gry. Miłość, która wyleczyć miała ze smutku i strachu. Dotyk, który miał wzbić w powietrze pewność, rozpalić, przyjemnie ogrzać. Ostatnio wciąż wracało do nich zło, napędzało historię w snach, atakowało przyjaciół, raniło nich samych. Teraz nie miało żadnych szans. Chciała, by zapomniał, by umarł w upojeniu erotycznym, a wkrótce urodził się czysty, pozbawiony negatywnej energii, by zdusił wizję porażki i uwierzył tak po prostu w nich. W nią i to, jak mocno go kochała. Z milionem urojeń, z tym jego okrutnym przeświadczeniem, jak bardzo jest zły, jak bardzo do niej pasował. Tego już mieli dość.
Pozwoliła na splątane, ruchliwe dłonie, pozwoliła, by zaatakował tak tęsknie jej usta, chociaż..
- Nie – szepnęła cichutko, odsuwając nieco swoją głowę. Na jego wargach ułożyła palec i podarowała mu jedno z tych spojrzeń, które miało nakazywać bycie grzecznym. Opuściła dłoń i pozostawiła ślad lekkiego pocałunku na jego policzku. Nie miała już bluzeczki, zaczepiała go ostrożnie pod bielizną, ale zaraz tamtą łapkę wysunęła, nie odrywając jej od jego ciała. Przesuwała ją w górę, podciągając i jego koszulkę. Zaraz materiał wylądował na brudnej podłodze. Opadły i jego spodnie, a blade policzki zrobiły się tak rozkosznie czerwone, widząc go takiego pięknego w tym półmroku. Ojoj. Wzięła głęboki wdech, unosząc swoje tęskniące za jego pieszczotom, zniewolone wciąż w tych koronkach piersi i… i wsunęła łapkę pod jego bokserki, by móc ścisnąć te twarde, silne pośladki. Tak bardzo je uwielbiała! Przesunęła ustami po jego klatce, obdarowując go czułością i czerpiąc jednocześnie niesamowitą radość. Jeśli tylko mogła go jakoś uszczęśliwić, to pragnęła to zrobić. Zresztą… okrywanie jego ciała delikatnymi, spragnionymi pocałunkami nakręcało ją tak mocno! Zacisnęła łapki, nie zmieniając ich położenia. Była mniejsza, więc idealnie mogła kąsać jego skórę, łaskotać nosem pierś, zaczepiać sutki i… I drapać plecki, co właśnie robiła.
Chciała mu się oddać, ale jeszcze nie. Najpierw to on musi poddać się jej. Stanęła na palcach i obcałowała ładnie jego ramię, po czym znów wróciła do jego ust. Czuła takie podniecenie, przyjemnie mrowienie w cieple skrytym między udami. Tak, chciała, tutaj, na tym drewnie – z nim. W tym półmroku, w bliskości swych ciał mogli tak łatwo zapomnieć o całym świecie. Dlaczego mieliby katować się wizjami wojny przez cały czas? Wojna odebrałam im ostatnie tygodnie. Alba nie mogła znów go wypuścić. Tak tęskniła, tak, bardzo chciała być blisko. Piekł ją każdy skrawek ciała, który tylko dotknął, na który tylko zerknął… Och, aż się nieco nawet zawstydziła i popatrzyła na niego niepewnie. Czy mógł widzieć, jak mocno go potrzebowała w tym momencie?
Jej dłonie ułożyły się na jego bokach i powoli sunęły w dół, zdzierając z ciała bieliznę. Cała Alba sunęła w dół, dzielnie przy tym na niego patrząc. Czy wiedział, co chciała zrobić?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-09-13, 15:20   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Przelotne i mniej przelotne pocałunki, przyspieszające oddechy słyszalne coraz bardziej i dotyk… dużo ciepłego, właściwie gorącego dotyku Alby na moim ciele. Oddech również gdzieś tam się zaplątał i ogrzewał mą wytatuowaną skórę, przez którą jeszcze coś czułem, pomimo licznych blizn. Może dzięki temu odczuwałem wszystko jeszcze bardziej? Piękne wzory zakrywały niemalże wszystko, zaś przytłumione, ciepłe światło nadawało całości specjalnej magii.
Alba, cóż, w takim półmroku prezentowała się jeszcze lepiej. Jej skóra była ciemniejsza, rysy ostrzejsze, nieco mroczne, co mogłoby przerażać, ale roztaczała wokół siebie, we mnie taką atmosferę… Kompletnie szalałem na jej punkcie i nawet stałem grzecznie, skoro chciała, mimo że mnie – tak, właśnie mnie – krępowało takie bezczynne stanie, kiedy ona wirowała mi tu, to w dół, to w górę. Byłem zdania, że to ja powinienem dawać jej tu rozkosze, a nie ona mi… I robiła to tak wdzięcznie, z taką gracją… Miała taką mięciutką skórę.
Nie mogłem nie wiedzieć – chyba – co miało nadejść, kiedy Alba zsuwała się coraz niżej i niżej. Jakaś cząstka mnie – ta większa – pragnęła pociągnąć ją w górę albo w dół na posadzkę, bądź, co bądź zaprzestać temu szaleństwu i przejąć kontrolę. Wolałem mieć kontrolę. Ta mniejsza cząstka zaś, chwilowo dająca sobie radę z tą większą, dawała Delgado igrać sobie wedle jej scenariusza i ani jej się śniło przerywać jej te miłosne podboje. Najwyraźniej dostrzegała w tym wszystkim zbyt wielką nutkę radości i miłości w oczach Alby, by ją niechcący zgasić albo co… Sam się już gubiłem w sumie w tym wszystkim. Zbyt wiele uczuć, emocji. Stałem po prostu jak ten debil, odruchowo wplatając palce w jej włosy i niemalże drżałem z podniecenia.
Gdzieś tam pomiędzy tą chmarą myśli, która przebiegła przez moje myśli, wyrwało mi się szeptane:
- Kocie… Albeczko… Kocham cię…
Wyrwane słowa, a tak ważne.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-09-16, 12:48   
   Multikonta: Lidia Foney


UWAGA. Bardzo nie dla dzieci.


Uśmiechnęła się, obejmując mocno jego pośladki. Te słowa… wyrwane w drżeniu podniecenia i oczekiwania, którego nawet nie ukrywał. Tak pragnęła podarować mu rozkosz, pragnęła, aby zapomniał o złości i bólu, o niesprawiedliwości tego świata, ale przede wszystkim musiał uwierzyć w to, że był dla niej ważny. Że nic się nie liczyło tak jak on. W potrzasku tej chwili mieli siebie i nikt nie mógł im teraz przeszkodzić. Czuła, jak dreszcze wędrują po jej ciele, schodząc oczywiście w jedno rozpalone miejsce. Nic takiego nie zrobił, ale sama myśl o tym, co zaraz będzie mogła uczynić dla niego… Zakręciło jej się w głowie. Te wiśniowe poliki, te falujące rzęsy próbujące skryć swoje oczy przed jego kochającym spojrzeniem. Tak, znów to powtarzał – kochał ją. Za każdym razem przeżywała to mocniej. Zupełnie jakby karmił ją, potwierdzając na głos swą miłość. Wiedziała o niej, a mimo to naprawdę lubiła, kiedy pozwalał tym pięknym słowom rozbrzmiewać wokół nich, kiedy pieścił ją właśnie tak.
Wtuliła swój policzek w cudowną linię mięśni, która pod jego brzuchem układała się w kuszącą literę V. Przymknęła na moment oczy, trochę męcząc jego cierpliwość, a trochę też napawając się tą intymnym skrawkiem, tym poczęstunkiem dla zmysłów. Na skórze czuła jego silne ciało, pod uchem słuchała wariacji, które się w nim zadziały. No i ten nos. Tak jej pachniał, tak męsko, tak surowo i pięknie zarazem. O rany, tak ją kręcił. Na moment jeszcze podniosła głowę i ostatni raz na niego spojrzała. Nie mógł już wytrzymać, drżał w oczekiwaniu, prawda? A przecież jeszcze go nawet nie dotknęła…
Do teraz. Pod palcami poczuła, jaki jest przyjemnie twardy, jak bardzo tęsknił za ich wspólną namiętnością. Delikatnie po nim przesuwała opuszkami, aż wreszcie ujęła mocniej i przysunęła swe usta. Naznaczyła wilgocią główkę, sunąć zaledwie wargami, przemykając nimi po całej długości. Nawilżała powolutku swymi czułymi pocałunkami. Wypatrywała jego reakcji, westchnień i zaciskających się palców w jej włosach. Niech przeżywa mocno, niech czuje jak najwięcej. Chciała go wyzwolić z tych lęków i z tej niepewności. Musiał wiedzieć, że to jego chciała. Że tylko jego potrzebowała, że nikt inny nie potrafił jej tak dopełnić, że nikogo innego już nie umiała kochać.
Przesunęła go sobie bliżej, mocniej. Wilgotne, łakome wargi rozchyliły się i niemal niespodziewanie zamknęły go w sobie, pieszcząc najpiękniej. To było tak dobre. Klęczała przed nim, tak uległa tak chętna, aby nieść mu nieopisane udręki, a to wszystko w ciemnym, starym barze jej ojca. Serce rozszalałe wydzierało się z jej piersi. To on był tym, który wszystko jej objawił, on wskazał jej te bezwstydne ścieżki. I tylko dla niego mogła być tak bezwstydna.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Nicholas Grenville



Nie ma wolności dla człowieka, jak długo nie pokonał on strachu przed śmiercią.

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Oliver Mayes / Nicky / Blondie (wg Mary)

age:
32

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-03-09, 01:07   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba, Ricky, Raven
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


/ 26 stycznia 2019

Awans Jamiego na szefa Rebelii dla wielu był zapewne zaskoczeniem, choćby też dla Nicholasa. Pamiętając jednak, że ten kiedyś wspominał jak długo jest w Rebelii i jak bardo blisko samego Papy, nic dziwnego że został przez niego wybrany. A skoro tak teraz wyglądała sytuacja, Grenville zaczął poważniej myśleć o tej organizacji i badając jej mocne i słabe punkty od środka, jak i od zewnątrz. Nie chciał, by skończyło się tutaj tak samo jak parę lat temu w Bractwie, w którym przebywał. Po przemyśleniu kilku kwestii i spraw, a także analizie możliwego uratowania swojego brata, postanowił porozmawiać z Jamie na temat przyszłości organizacji. Warto byłoby cokolwiek więcej zrobić w kierunku jej rozwoju, bowiem miał wrażenie, że gdzieś jej rozwój stanął w miejscu i za bardzo polegają na przywilejach samej mafii. Coś trzeba tu zmienić.
Na stoliku leżał otwarty laptop na ustawionej stronie z ostatnimi wiadomościami w mieście jak i kraju. Nicholas obecnie stał sobie przy oknie i obserwował okolicę. Ubrany ciemne jeansy, czarną koszulkę bez rękawów i czarna bluzą na zamek, rozpiętą pod szyją. Ręce miał schowane w kieszeni spodni. Czekał na Duncana, z którym wcześniej umówił się na rozmowę.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7