Poprzedni temat «» Następny temat
Zielone kanapy
Autor Wiadomość
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-28, 17:44   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Zmarszczyło mi się na chwilę czoło, bo mi tu ani si, ani sajonara Imarka nie mówiła. Za to patrzyła na mnie jakimś rozczulonym spojrzeniem. Niby to mówiło, że cała ta sytuacja ją mocno poruszyła i zapewne cisnęło jej się na wargi takie fajne TAK, CHCĘ MOJEGO AGENTKA LUCASKA!, ale nic takiego nie usłyszałem. Jedynie uciszanie! Cicho, cicho, Phil! Ty pijany jesteś! JAK BELA! Ale się zbliżyła i ją przytuliłem, więc buntownik ze mnie wyparował w mgnieniu oka. Zostałem ja, ona i nasze fiołkowe uczucia. Piękne w sensie. Musiały piękne wyglądać, smakować i pachnieć. Nie wiem, czy fiołki dobrze smakowały… Cóż, było mi dobrze w tej chwili, mimo że mi wirowało, kiedy tylko zamykałem oczy.
Szekspir, zapuść nam jeno romantyczną muzę!
- Imarka kocha Phila – stwierdziłem pod nosem, słyszalnie dla nas obojga, kiedy poczułem jej dłoń w swoich włosach. Wtedy chyba wyszedł ze mnie taki kot, który prosił o uwagę i ją właśnie dostał, i był gotowy mruczeć zadowolony. Tak, to był ten moment, kiedy powinienem gardłowo mruczeć z uwielbienia. Niestety, fizycznie kotem nie byłem.
Przynajmniej do czasu, póki się ponownie nie odezwała. Zaraz uniosłem pyszczek, gotów robić dobrze Mojej Pani.
- Gdzie tylko chcesz pokój, ja załatwię. Gdzie cię zanieść? Jest kilka niesamowitych hoteli w Seattle – stwierdziłem, zastanawiając się, który byłby najlepszy dla mojej Imarki. Mayflower? Hyatt? Może coś bardziej w stylu Palihotel? A może mój domek? Miałaby tam najlepiej, lepiej niż w pięciogwiazdkowych hotelach. Ja już bym o to zadbał! – Gdzieś tu mam klucze – dodałem, gotowy wsiadać za kierownicę. Prawie gotowy. Musiałem znaleźć klucze po kieszeniach i je z nich wyciągnąć.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-03-17, 09:11   

Gdy Phil szukał kluczy po swoich kieszeniach, nie mógł się spodziewać, że w jego torbie niedbale rzuconej gdzieś na korytarzach baru spał sobie smacznie niewielki, nieproszony gość. Może i dla niego Neumann powinien w końcu znaleźć jakiś dobry hotel?
Ciche szemranie i podgryzanie, niepokojące drapanie, aż huknęło niewielkim ciałkiem o zimne deski na podłodze pomieszczenia. To z całą pewnością musiało zwrócić waszą uwagę - tym bardziej, gdy tuptanie niewielkich stópek zbliżało się do was - z każdą sekundą, coraz bliżej...

Czy pamiętałeś, że odkąd biedny Lucas walczy o przetrwanie zamknięty przez D.O.G.S., Ty miałeś zająć się jego małym, iglastym przyjacielem?
[Profil]
 
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-04-07, 21:55   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Gdyby tylko Neymann nie był pijany jak bela, to cała sytuacja mogłaby być bardzo romantyczna. Ale tak.. cóż. Ona umierała z bólu głowy, ten był spity, a do tego dokąd nocą tupta jeż.
- Zapomnij... - uniosła lekko głos. Zapomnij, bo nigdzie z nim nie pojdzie teraz.
- Tutaj pokoj. Jakikolwiek.. Poszukuja mnie, Phil.. ja sie w hotelach nie pokazuje.. - a przynajmniej wydawało jej sie, ze ja poszukuja. Chyba nie wiedziala tego na pewno.
Potrzebowała chwili. Godziny. Dwunastu.. Nie, nie miala tyle czasu.
- Posiedź ze mną dopóki nie będę wracać, hm? - zaproponowała, chcąc go mieć kolo siebie, choc nie wiedziała po co i czy to w ogole dobra opcja. Przynajmniej nie bedzie pił dalej, bez sensu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-04-18, 16:40   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Obawy Imarki były dla mnie bezpodstawne… Może inaczej. Były dla mnie do ominięcia, szczególnie że miałem kasę, miałem wpływy, no, i nie zapominajmy, że miałem szczęście w zanadrzu. Uśmiechnąłem się niczym zwycięzca, gdzieś pomiędzy pijackim otumanieniem i poklepałem delikatnie Imarkę po – prawie – perfekcyjnie gładziutkim policzku.
- Spokojna głowa. Zapłacę im za milczenie, kochanie. Aby powiedz, który wolisz – stwierdziłem beztrosko. I też beztrosko patrzyłem na tuptającego jeża, zastanawiając się też, skąd ten się tu wziął skubany. Las był spory kawałek stąd, a on sobie tak tuptał i to tuptał w moim kierunku, jakby chciał mi opierdolić nogę. Piękne rzeczy. Tak piękne jak…
- LUCAS! To Lucas… Znaczy Lucas jeż… Znaczy jeża Lucas… Wróć! Jeż Lucasa! Miałem wziąć wyciągnąć Lucasa z więzienia. Muszę iść… Ale to pójdę zaraz, bo muszę położyć moją narzeczoną spanko – odparłem wielce zadowolony z siebie, mimo że ostatnimi czasy bardziej ssałem niż cokolwiek konkretnego robiłem.
Przestałem walczyć z kieszenią już dawno, więc wyciągnąłem dłoń w kierunku mojej księżniczki. Pomocną dłoń!
- Madame… – rzuciłem, czekając aż ten jeż do mnie dotrepta. Go też zamierzałem zabrać ze sobą, bo jakby nie było przyjaciele Lucasa byli moimi przyjaciółmi.
[Profil]
  [AB+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-12, 21:58   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


// 13 maja 2019, późny wieczór

Ten dzień był zdecydowanie zbyt nerwowy. Nie wiem, może powinienem był po przyjeździe chociaż chwilę odpocząć, zanim wziąłem się do pracy? Może wtedy emocje by tak bardzo nie wzięły nade mną góry? Może wszyscy bylibyśmy wtedy nieco spokojniejsi?
Nie byłem pewien. Wiedziałem za to, że potrzebuję się porządnie zresetować po tym dniu - dla własnego spokoju ducha. Ostatnie, czego teraz potrzebowałem, to głosy w mojej głowie.
Miałem na sobie elegancki i drogi garnitur. Spod mojego rękawa błyszczała tarcza markowego zegarka. Buty miałem idealnie wypastowane, a włosy - mimo ciężkiego dnia - wciąż były świetnie ułożone. Całe szczęście, w tym panującym półmroku ni było widać worków pod moimi oczami, a dym unoszący się z mojego kawowego papierosa, dodatkowo przykrywał nieco moją twarz.
Sięgałem właśnie do barku, nucąc sobie hiszpańskie dziewczyny pod nosem. Moim celem była ta stara, dobra whisky, którą pewnie sprzedawaliśmy po takiej cenie, że nie było zbyt wielu chętnych na jej kupno. Ale co, że ja nie miałem sobie na to pozwolić? Wystarczyło jeszcze tylko sięgnąć po kilka kostek lodu, żeby móc się rozerwać przy tych kanapach, skupiając wzrok gdzieś w mroku tej nocy kryjącej się za oknem...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-13, 11:28   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent szykował się powoli do snu. Dzięki pomocy Joe, mógł się normalnie poruszać i w zasadzie ślady po walce były już tylko wspomnieniem. Niestety Siedemdziesiąt Siedem, nie mogła pozbawić go nieprzyjemnych skutków nadużycia mocy. Były one już mało dokuczliwe, w końcu minęły już trzy dni...ale jednak. Dlatego bardziej niż zwykle, był czujny, jakby z każdej strony oczekiwał ataku.
Nie spodziewał się jednak, gdy schodził cicho po schodach, by wziąć sobie na noc szklankę zimnego soku, że w barze.. ktoś będzie! Chłopak przywarł do ściany i wstrzymał oddech na moment. Co do cholery?! Kto to jest?! Wyjrzał ostrożnie, obserwując nieznajomego, który najwyraźniej czuł się jak u siebie. Nie był to byle oprych, koleś wyglądał jak prezes jakiegoś wielkiego korpo. Nalewał sobie chyba najdroższy trunek w barze. HALO TO NIE JEST BYLE SZATO DE JABOL !!!
Schował się z powrotem. To nie był członek Rebelii, przez rok poznał tu każdego, nawet tego błazna Neumanna. Nie był to byle dziad, próbujący ich okraść, bo przecież od razu by pakował drogie trunki do torby i zaraz poleciał forsować sejf. Zresztą... biorąc pod uwagę, ile musiał kosztować sam garnitur tego typa...nie, rabunek odpada. Obwody w mózgu mu się w moment przegrzały, myślenie w okresie rekonwalescencji nie było jego mocną stroną. Zlasowany przez lata niewoli mózg, wielkimi czerwony literami krzyczał DANGER! DANGER!!!!
Chłopak wyciągnął telefon, by napisać do Nicka...i w połowie drogi przestał. Wsunął smartfona z powrotem do kieszeni spodni. Pamiętał sytuację z Jaszczurem i Rudzinką, plus wciąż miał focha za pendrive'a. Poradzi sobie sam. Latami go szkolono na idealnego zabójcę, poradzi sobie z jednym dziadem.
Cichutko wrócił do pokoju po broń. Zrobił to bezszelestnie, używając wektorów, przez co niemal popłynął w powietrzu. Po chwili, uzbrojony i gotowy na wszystko, wyjrzał znowu. Dziad wciąż tam był i sięgał po lód z....ZOSTAW ZAMRAŻARKĘ, TAM SA MOJE LODY OREO!!
No to lu go.
Papa Delgado nagle... poleciał jak długi, gdy coś chwyciło go za kostkę i szarpnęło z absurdalną siłą. Mężczyzna gruchnął na plecy, wylał na siebie absurdalnie drogie whisky i po chwili ujrzał nad sobą chłopaka, wyglądającego jak nastolatka, mierzącego mu w twarz bronią. Co więcej, nadgarstki przytrzymywało mu coś, czego...nie widział i to z siłą godną sporego niedźwiedzia.
-. Masz dziesięć sekund by wyjaśnić kim jesteś, co tu robisz i czemu mam ci nie odstrzelić łba - warknął, trzymając palec na spuście.
W zasadzie to by mu go ukręcił. Mniej hałasu.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-19, 22:23   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- I smak Waszych ust, hiszpańskie dziewczyny w noc ciemną i złą nam będzie się śnił... - Nuciłem dalej, choć nieco głośniej niż przed kilkoma chwilami, bujając się nieco z nogi na nogę, gdy właśnie wrzucałem zimniutkie kostki lodu prosto do brunatnego trunku w mojej szklance. Już miałem dzioba umoczyć, już miało mi pysk wykrzywić, gdy zamiast palenia w przełyku... Poczułem coś na swojej kostce.
- Co do... - Nie zdążyłem się nawet zastanowić, gdy poczułem szarpnięcie a po chwili alkohol rozlał się na moją do tej pory ŚNIEŻNOBIAŁĄ koszulę i drogą marynarkę. - Ouch! - Jęknąłem żałośnie, czując uderzenie nie tylko na plecach, ale i głowie. Szklanka na szczęście była porządniejsza, niż wyglądała, więc nie potłukła się w drobny mak. Dzięki temu, nawet mimo tego przyszpilenia do drewnianej podłogi, moja skóra nie uległa zniszczeniu.
Dopiero teraz otworzyłem oczy, lekko otumanione od zbyt intensywnego zapachu alkoholu zbierającego się pod moimi nozdrzami, by dostrzec... Tego młodzieńca.
- jesus maria sagrada familia... - Westchnąłem, wywracając niemal teatralnie oczami. No pięknie. Jakiś gówniarz powalił mnie w moim własnym barze i jeszcze śmie mi grozić bronią?! Czu tu kompletnie wszyscy powariowali pod moją nieobecność?!
- Złaź i oddaj broń. - Rzuciłem tylko krótko, skupiając swoje przenikliwe spojrzenie na oczach chłopca, przekazując mu tylko krótką myśl - "będziesz miał przejebane, jak tego nie zrobisz".
Nie miałem pewności, jak to na niego zadziała. Ale powinno wystarczyć, żeby nikt sobie nie zrobił tu krzywdy - no, przynajmniej na razie...

________________
Ukryj: 
» zaaplikowana myśl przybiera charakter epizodu schizofrenicznego, objawiająca się głosem, który tę myśl powtarza, halucynacjami przedstawiającymi daną myśl, może się układać w wizje spełnienia danej myśli, bądź mogą tworzyć “nową osobę”, która do jej spełnienia namawia. Ofiara nie jest świadoma, że ta osoba jest tworem jej wyobraźni - może ona przybrać postać osoby, na której tej osobie zależy, bliskiego zmarłego czy nawet celebryty, którą postać podziwia.
» dana sugestia lub pomysł jest bardzo przejrzysta i natrętna. Siedzi w głowie ofiary nawet do kilku dni, powodując często niepokój, dysonans poznawczy i zwątpienie u ofiary. Spełnienie danej sugestii przynosi za to ulgę, poczucie szczęścia, a nie raz i satysfakcję ze spełnienia prośby (jeśli doszło do halucynacji osobowych)
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-20, 13:37   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Chłopak zmrużył oczy. Też mi coś. Gdyby jeden,głupi rozkaz, wystarczył, by go powstrzymać....Vincent zamrugał nerwowo. Zaczęło dziać się coś dziwnego. Natrętny głosik w jego głowie, podpowiadał mu, że będzie mieć bardzo...ale to bardzo przejebane. Niby dlaczego?
Dłoń, w której dzierżył broń zadrżała.
- Dość. Oddaj broń, Vincent - usłyszał nagle głos Nicholasa, którego ujrzał za barem. - Nie nabroiłeś już dość ostatnio ? - uniósł brew mężczyzna
Co?
- ...ale on... - powiedział cicho do swojego nieistniejącego opiekuna.
- Tak Vincent...oddaj broń. - nagle usłyszał głos Imari przy uchu, wręcz poczuł ciepło jej ust przy policzku. - Będziesz mieć z tego problemy...
Co ona tu robiła o tej porze?
Poczuł się skołowany. Chyba zrobił co głupiego. Opuścił broń.
- No już. Oddaj broń i złaź z niego! - rzucił Nick ostro.
VIncent się nadął. Nie był dzieciakiem!
- No już, no już! Ktoś mi powie,kto to jest?!- syknął zły i podał broń Marcosowi.

Mężczyzna poczuł, że nie jest już dociskany za nadgarstki. Co więcej, te same niewidzialne łapska, uniosły mężczyznę i postawiły na nogi.
Poczuł...niewysłowioną ulgę...i nagle zamarł. Nie było tu ani Nicka ani Imari. Był za to nieznajomy, dzierżący jego broń. Miał do wyboru - albo użyć wektorów do ataku, albo do obrony.
Wybrał to drugie. Niewidzialna tarcza otoczyła go. Wolał w razie czego wyhamować kulę, a przecież i bez wektorów, umiał spuścić komuś łomot.
- Kim jesteś?! - warknął znowu, mocno zbity z tropu.
Na pewno nie był człowiekiem, to już wiedział
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-26, 11:29   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Już po jego minie byłem w stanie dostrzec, że wszystko poszło zgodnie z moim planem. Dobrze dziecko, dobrze. Daj się omotać tej myśli i porwać temu uczuciu niepokoju, aż do chwili, gdy w końcu mnie posłuchasz...
To była chwila. Majaki. Kolejne słowa rzucane gdzieś w przestrzeń. Musiało uderzyć go mocno, skoro wystarczyła chwila, gdy nie tylko przestałem czuć ucisk, ale i chłopak pomógł mi wstać, nim przekazał mi swoją broń.
Otrzepałem swoje spodnie, nim jeszcze gnat trafił w moje ręce, by już po chwili wycelować lufą w głowę młodzieniaszka, drugą ręką starając się poluźnić swój mokry krawat.
- Nie tak się wita z gospodarzem domu, chico - Rzuciłem dość sucho, kciukiem zabezpieczając pistolet, by po chwili obrócić go między swoimi palcami, tak, by chwyt znalazł się po stronie bruneta, a sama lufa celowała w podłogę. Miałem już podejrzenie, kim może być ten młody jegomość... Czy to nie o nim opowiadał mi Neumann?
- Złość piękności szkodzi. A zwą mnie Papą. Nie wiem, może obiło Ci się o uszy, młody Edamsie? - Zapytałem, unosząc dość sugestywnie jedną ze swoich brwi. A gdy chłopak tylko odebrał ode mnie tę swoją zabaweczkę, wziąłem się za ściąganie marynarki i przemoczonej koszuli, rzucając je na blat baru. - Wisisz mi za pralnię. - Westchnąłem po chwili, podnosząc szklankę z ziemi i wkładając ją do wyparzarki.
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-26, 13:06   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Ouu...o cholera. Chyba napytał sobie biedy. To był słynny Papa - Marcos Delgado? Mafijny boss, przywódcą Rebelii, właściciel Laguny? I do tego znał jego nazwisko.
O cholera.
Teraz jak o tym pomyślał, to było... dość oczywiste. Gdyby miał trzeźwy umysł, wziąłby taką opcję pod uwagę!
- O. - tak, bardzo elokwentne. Póki co, jednak na tyle było go stać.
- O siet - no. Już lepiej. - Znaczy...- wyglądał jak dziecko, przyłapane na złym uczynku. Sztywny, nieruchomy, zastanawiający się jak tu wybrnąć. Trudno było uwierzyć, że ten dzieciak, w rzeczywistości jest dość zabójczy w akcji.
- Przepraszam. Nie wiedziałem jak Pan wygląda - w istocie było to ich pierwsze spotkanie. Zwerbował go Colton, potem... jakoś tak wyszło, że został no i wziął go pod swoje skrzydła Nicholas. Inicjacji nie było.
- Oczywiście - bąknął co do pralni. No i dniówka poszła się jebać. Odebrał swoją broń i odłożył ją na bar.
To on... może mu jednak naleje? Paręnaście ( parędziesiąt?) dolarów w szklaneczce. Dobrze, że Papa jeszcze nie wpadł na to, by kazać mu oddać za wylany trunek, bo parę dni by robił za darmo.
Zastanawiając się, czy nie wyleci za to na zbity pysk, albo nie skończy z workiem cementu przy kostkach ( znaczy, mogą próbować, żywcem go nie wezmą) podał Papie whisky
- Nie, że się tłumaczę... ale zwykle tak się nie zachowuję. To jeden z efektów ubocznych nadużycia mocy. Jestem wtedy...eeee... nieco zbyt ostrożny.
Nie chciał nazywać tego paranoją. Mimo, że to była paranoja.
Także, no....
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-26, 19:23   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Nie mogłem powiedzieć, że reakcja z jego strony poniekąd mnie nie bawiła - w końcu ledwie kilka chwil wcześniej był tak pewien swego postępowania i był gotów strzelić mi między oczy, a teraz... Stał się potulnym barankiem, który bez przewodnika wydawał się całkiem bezbronny.
Ale ja... Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, z kim mam do czynienia i jak bardzo pierwsze wrażenie może być błędne.
- Spokojnie, chłopcze. Słyszałem już o Tobie, można powiedzieć, że nawet mi zaimponowałeś. Ale mogłeś podarować mojej koszuli, naprawdę ją lubię. - Zaśmiałem się, odklejając przemoczoną koszulkę od swojego torsu. No jak nic, powinienem pójść się przebrać, bo zaraz będę się cały lepił. Skupiłem swoje spojrzenie na brunecie. Nie musiał nic mówić. Czy sam czasem nie popadałem w stany paranoiczne? Może nawet zrobiłoby mi się go szkoda, gdyby nie fakt, że zrobił sobie ze mnie zabawkę do rzucania. - Daruj sobie tego "pana". Czuję się wtedy starszy, niż jestem. - Dodałem po chwili, przejmując od niego szklankę z nowym alkoholem. Huh. Ten chłopaczek musiał być młodszy od mojej małej księżniczki, mojej ukochanej Albeczki, która teraz gdzieś tuła się po tym mrocznym świecie... Uśmiechnąłem się mimowolnie, choć moje serce się krajało.
- Powiedz mi, chico, jak się do Ciebie zwracać? Różni popaprańcy się tutaj przewinęli, każdy miał inne preferencje... - Stwierdziłem dość luźno, próbując odwrócić myśli od mej ukochanej córeczki, nim się tu rozkleję.
W końcu... Wystarczyło, że dałem się położyć temu małolatowi. Nie musiałem jeszcze ryczeć, no nie?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-26, 21:21   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent czuł się nieco zbity z tropu. Wlazł tu na pełnej piździe, przewrócił Marcosa, wylał na niego alkohol i jeszcze na niego nawarczał, a ten zamiast albo go wywalić na zbity pysk, albo przynajmniej dać mu w pysk, robił za dobrego wujka Delgado. Do tego twierdził, że Vincent mu zaimponował. Whaaaat?
Tak, poczuł się przez to dziwnie. Może to kolejny podstęp?!
Nie. Dość paranoi na dzisiaj.
- To...jak mam się do Pana zwracać? - nie przecież nie po imieniu, koleś jak nic był po czterdziestce.
Don Delgado? Za dużo Ojca Chrzestnego. Aż usłyszał w głowie tą melodie.
Na pytanie o nazewnictwo, nieco się zdziwił. Niby jakby miał być nazywany inaczej? Chyba, że chodziło mu o numer...ale wątpił, że Delgado go zna..i nie chciał by ktokolwiek go używał. Może powinien sobie coś wymyślić ? Zawsze podobało mu się "Sparrow"...ale nie brzmiało chyba zbyt mrocznie.
- Jestem...po prostu Vincent - powiedział, już spokojnie. Dość szybko wracał do równowagi, przynajmniej tak to wyglądało.
- Czy... mógłby Pan nie wspominać o tym Nicolasowi? - zapytał, raczej bez specjalnej nadziei...ale a nóż widelec? - Wolałbym nie słychać kolejnego wykładu o samokontroli....
Nie chciał...po prostu. Nie wiedział jak rozwiązać sprawę z Grenvillem. Nie umiał rozwiązywać konfliktów, łudzą rozwiązaniami siłowymi. Ledwo nauczył się uśmiechać, gdzie tam negocjacje?
Było mu z tego powodu jakoś... dziwnie. Chciał to rozwiązać, ale nie wiedział jak..
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-03, 13:28   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- Już się przedstawiałem. Mów mi Papa, chico. - Upiłem łyk nowo przygotowanego trunku, już pod nosem klnąc na lepiącą się podłogę pod moimi butami. Westchnąłem ciężko, odchodząc od baru i kierując się w stronę kanap. Plamami nie chciało mi się teraz przejmować - albo poranna zmiana je ogarnie, albo młody Edams zaraz poszura z mopem po całym barze, no upsik.
- Miło mi więc Cię poznać, po prostu Vincent. - Pozwoliłem sobie na żarcik, z krótkim skinieniem głowy, niczym na przywitanie, gdy usadawiałem się na zielonym siedzisku. Moje powieki lekko się przymrużyły na wspomnienie o Nicku - czyżby małe spięcia z dzieciarnią w rebelii?
- Jeśli sobie tego życzysz... - Odparłem bezemocjonalnie, nie odrywając wzroku od chłopca. Nie był pierwszym młodym członkiem ani w mafii, ani w rebelii. A takie osoby... Tak łatwo było nakierować, były najbardziej oddane. Trzeba było z tego wyciągnąć to, co najlepsze. A czy może być na to lepszy sposób, niż stając się rodziną dla tych biednych, zbłąkanych duszyczek?
- Wydajesz się spięty, Vincencie. Może nalej też sobie, noc jeszcze młoda. Jak chcesz zrzucić coś ze swoich barków, z chęcią wysłucham. - Stwierdziłem, już znacznie cieplej, przywołując nawet ojcowski uśmiech na swoje wargi.
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-03, 18:03   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Zapewne Vincent sam posprząta, by zatrzeć (czy raczej zetrzeć, hehe) ślady zbrodni. Tymczasem chłopak przetrawiał informację, jak miał tytułować Pana Delgado. Papa? Serio ? To brzmiało tak...DZIWNIE. Może jednak Don Delgado? To byłoby takie kozackie ! Jak w Ojcu Chrzestnym!
Edams czuł się nieco skołowany. Takie cieplutkie uczucia były mu zupełnie obce. Z Imari to było zupełnie co innego, z Nickiem też. Z własnym ojcem nie miał kontaktu od...14 lat. I ostatnie co od niego usłyszał, nie było zbyt uczuciowe.
Tak. Zdecydowanie czuł się skołowany.
- Emm...nie dziękuję. - mruknął, ale nie dlatego, by się zbuntować przeciwko takiemu traktowaniu, czy coś - Póki nie miną efekty uboczne, lepiej bym nie pił alkoholu. - przyznał.
AlterGen mocno nadwyrężyło jego możliwości. Drażniło go to.Przecież to nie była jakaś ogromna placówka. Co jak się wezmą za Freuman Farmaceutics? Musiał wrócić do treningów, bez dwóch zdań.
By nie siedzieć o suchym pysku, wziął sobie butelkę wody z lodówki. Klapnął sobie na kanapę, wciąż nieco sztywno.
- Nie mam chyba nic do wyrzucenia z siebie. Zakładam, że moje akta Pan widział - nie będzie przecież chłopa zanudzał swoją raczej nieprzyjemną historią. - Przepraszam, ale trochę się gubie. Dwa tygodnie temu, myślałem, że szefem Rebelii jest Nick. Tydzień temu, że Phil. A skoro on jest niżej od P... - prawie wypalił "Pana" -PAPY - JEZU JAK DZIWNIE. NOOOPE - Czyli...Papa jest...szefem szefów?
Jak Krzysztof Jeżyna ze Szczecina !
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-03, 21:23   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- Jak uważasz, Chico. - Wzruszyłem ramionami, no bo... Chyba byłem żywym przykładem na to, że i mi alkohol w chwilach nadużyć nie służył. Bo przecież czy inaczej mogłem wyjaśnić te kilka dni, w których byłem pewien, że Beth wróciła? Te kilka dni raju, które do dziś odbijały się w mojej głowie, będąc już tylko wspomnieniem... Ale jej telefon był głuchy, a nagrobek wciąż stał w tym samym miejscu, na tym samym cmentarzu...
Cholerne skutki uboczne mocy...
Nie dawałem po sobie poznać, że coś mogło mnie poruszyć. Ot, mogłem się po prostu wydawać zmęczony.
- Nie wczytywałem się w Twoje akta, Vincencie. Ale ptaszki ćwierkają o Tobie... - Stwierdziłem dość luźno, modulując swoim głosem. Nie mógł być pewien, od kogo mogłem słyszeć o jego poczynaniach - Phil, może Nick? A może jeszcze ktoś inny?
Zaśmiałem się szczerze słysząc te jego wątpliwości. Niemal od razu odstawiłem szklankę na stół, skupiając swoje spojrzenie na chłopcu. - Powiedz mi, czy Ty wiesz, czym w ogóle jest Rebelia? - zapytałem, niby tajemniczo, by jednak po chwili mu wszystko wyklarować. - To mafia, chłopcze. Mafia. Mamy swoje struktury, działamy w całym kraju. Rebelia to tylko kropla w naszych działaniach. Kropla, ale jakże wartościowa... - Dodałem po chwili, na nowo unosząc szkło z trunkiem ku górze, by po chwili powirować przez chwilę płynem w jego wnętrzu, by móc wypić kilka głębszych łyków. - Nick od jakiegoś czasu przewodzi rebeliantom, Phil zajmuje się kwestiami mafii w Waszyngtonie. Ale w kraju... - Przerwałem, by pozwolić mu dodać dwa do dwóch. Tylko tak złożona struktura pozwalała na sprawne działanie tak - mimo wszystko - dużej organizacji. Liczyłem, że brunet dość łatwo zdoła to zrozumieć.
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7