Poprzedni temat «» Następny temat
Zielone kanapy
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-03, 21:56   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Ciekawe jakie ptaszki i co mu ćwierkają. Bo jeżeli na ten przykład taki Phil.... jeżeli wspomniał o brawurowej akcji z oddziałem szwadronowców i wysadzeniu kamienicy, to spoko. Gorzej jak napomknął, od czego się zaczęło -bo to było kurwa tak głupie....tak bezmyślne, że aż go bolał od samej myśli mózg.
Na pytanie o Rebelię, pokiwał głową. Założenia znał, przynajmniej tak mu się wydawało.
Obserwował, jak Papa wiruje kosztowny płyn w szklance. Pytań w związku z tym tematem nie miał. Były za to inne, nurtujące go kwestie.
- Te halucynacje, które mnie nawiedziły...Na czym konkretnie polega ta moc? - zapytał ciekawy - Czułem, że jeżeli nie posłucham, to się stanie coś bardzo, bardzo złego. I te myśli przyjęły formę wizji. To jakaś forma perswazji?
Papa nie musiał odpowiadać, jeżeli nie chciał. Imari była przyzwyczajona do jego ciągłych pytań, Delgado nie musiał.
Troche śmieszne. Niecały kwadrans temu rzucił typem, teraz siedział obok i słuchał zaciekawiony jak wnuczek przy dziadku, opowiadającym o stanie wojennym.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-03, 22:17   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Co dochodziło do moich uszu, wiedziałem tylko ja. I wolałem, żeby tak pozostało... Przynajmniej w niektórych aspektach. W końcu nie ma nic piękniejszego, niż wyłożenie wszystkich kart na stół przy sprzyjającej okazji, prawda?
- Polega dokładnie na tym, czego doświadczyłeś. - Odpowiedziałem dość wymijająco, dokańczając trunek w swojej szklance i z lekkim hukiem odstawiłem ją na stół. - Można to nazwać perswazją, chłopcze, choć... Ja nie odbieram Wam wolnej woli. A chyba na tym polega nadludzka siła przekonywania? - Zapytałem po chwili, prychając pod nosem. - Ja... Ja tylko sugeruję, to osoby słuchające sugestii decydują, czy chcą ją spełnić... I jak szybko chcą to zrobić... Powiem Ci, dobrze, że tego nie przeciągałeś. - Dodałem w końcu, opierając swoją dłoń na ramieniu chłopca. Nie miałem zamiaru wyjawiać mu moich wszystkich tajemnic, ale... Nie mogłem go pozostawić całkowicie głodnego na odpowiedzi. To się nigdy dobrze nie kończyło.
- Jak będziesz chciał, mogę Ci to kiedyś... Zaprezentować w nieco bardziej sprzyjających warunkach. Nie lubię z tego korzystać na własnych ludziach, tak długo, jak nie zmusza mnie sytuacja. - Wyznałem w końcu, już mając w głowie piękny plan, jak uprowadzamy kogoś z byłego GC, może jakiegoś aktualnego pracownika DOGS. Chciałem widzieć, jak te szumowiny cierpią za wszystko, co robią naszym pobratymcom. Chciałem widzieć, jak sami zaczynają nam wyjawiać swoje plany. Chciałem widzieć, jak zdradzają to, w co najbardziej wierzą... - Wierzę Vincencie... Że mamy wiele wspólnego. Chyba zgodzisz się ze mną, że niektórzy... Zasługują na karę?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-03, 22:43   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent przetrawiał nieco mętne wyjaśnienie Papy w milczeniu. Jak widać, nie lubił niepotrzebnie strzępić języka. I tak mówił teraz zadziwiająco dużo jak na siebie.
Czyli tak naprawdę, to była tylko sugestia...ale podana w taki sposób, że przedłużanie tego, tylko by mu sprawiało co raz większy dyskomfort...tak samo, jak dotknięcie dłoni Papy i jeżeli sam jej w porę nie zabrał, Vinc się musiał jej pozbyć, odsuwając się. Niezbyt uprzejme, ale nie potrafił jeszcze nad tym zapanować.
- To dla mnie... nieprzyjemne - blizny na ciele mogły co nieco podpowiedzieć czemu
Dość entuzjastycznie przyjął propozycję prezentacji mocy. Och, miał całą listę osób, które dorwałby swoimi wektorami, więc doskonale rozumiałby myśli Papy, gdyby miał do nich dostęp.
Jego wyraz twarzy zmienił się. Z dość niewinnej ciekawości, po mieszankę powagi i zawziętości. Był całkiem na świeżo po Alter Genetics więc to wszystko było jeszcze takie... żywe.
- Tak - odpowiedział cicho - Zapewne wiesz, Papo, że przeprowadziliśmy szturm na laboratorium, w którym trzymano mnie, Joe i Michaela.....Wymierzenie kary tym, którzy na nią zasługiwali...nigdy nie czułem się lepiej.
W jego oczach było coś, co nie powinno było się pojawić u przeciętnego rówieśnika. Czyżby chłopak czerpał z tego aż taką satysfakcję? Czy cierpienie jakie zadał Dolores Crow dało mu tyle radości?
- A to dopiero początek. - powiedział cicho. - Jest ich więcej. Dużo więcej.
Był psychopatą? Może troszeczkę?
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-10, 19:27   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Całe szczęście mój przyjacielski gest nie był zbyt długi - ot, poklepanie po ramieniu, niczym ojciec nagradzający swego syna (hehe).
- Rozumiem, chico. - Odparłem dość luźno, z lekkim uśmiechem na ustach. Wszyscy nosiliśmy pewne brzemię na swoich barkach, a mimo wszystko... Ten chłopiec doświadczył tego świata w jeden z najgorszych możliwych sposobów. Ale czyż nie czyniło to z niego idealnego członka do mej świty? Widziałem w nim potencjał - ten sam, który przed laty dostrzegłem w Philu, Jamiem, czy PJ'u.
Zdecydowanie - miałem oko do młodych talentów.
- Możemy wymierzyć sprawiedliwość dużo grubszym rybom, niż Alter Genetics. Możemy stać się głosem tych, którzy nie mogą się odzywać. Możemy dać wolność tym, którzy ją utracili... Pomyśl, Vincencie. Czujesz tę satysfakcję, tam gdzieś w środku, po uwolnieniu swych pobratymców? Po tej prywatnej zemście? Wyobraź sobie, że możesz stać się bohaterem dla dziesiątek... Nie, setek, może nawet tysięcy innych mutantów. Masz do tego dryg, chłopcze. - Stwierdziłem dość pewnie, choć mój głos mógł brzmieć na nieco rozmarzony. Miałem misję i wiedziałem, że przede mną znajduje się odpowiednia osoba do jej wypełnienia. Jego słowa... Tylko mnie w tym utwierdzały. - To początek. Ale jakże piękny początek. Początek nowej historii, początek nowego życia dla obdarzonych. A ja... Ja czuję, że możesz w tym odegrać główną rolę... - Spojrzałem dość sugestywnie na bruneta, podpierając się łokciami o blat stołu.
To naprawdę... Mógł być początek czegoś... Tak pięknego...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-10, 20:16   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Szczęśliwie Delgado nie miał problemów z zaakceptowaniem jego strefy komfortu. Być może sam miał to tego typu doświadczenia?
Słowa Papy były tym, co chciał usłyszeć od dawna. Jakby teraz uzyskał nowy stopień wtajemniczenia, jakby dopiero teraz trafił do tej właściwej Rebelii. Tego właśnie pragnął. Zemsty. Wolności.
Nowego Początku.
Patrzył na Papę Delgado, czując jak serce bije mu bardzo mocno. Pierwszy raz, od bardzo dawna czuł, że zmierza we właściwym kierunku.
- Co miałbym zrobić? - zapytał, jak zwykle rzeczowo. Bez zbędnych "och, ja? Główną rolę? No nie wiem, chyba się nie nadaje...." Wiedział, że się nadaje. Został stworzony by się nadawać. Dolores, gdyby żyła, przeklęła by dzień, w którym dała mu uciec. Stworzyła broń obosieczną.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-16, 22:51   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Wiedziałem, że moja intuicja mnie nie oszukuje.
Na moich ustach gościł delikatny uśmiech, który za żadne skarby nie mógł oddać satysfakcji, której czułem w swojej duszy. Krótko, rzeczowo i na temat.
Jak nie cieszyć się z takich podwładnych.
- Na ten moment, chico, to zachować cierpliwość. - Odparłem dość luźno, opierając się wygodniej o kanapę. - Dojdź do pełni sił, sam wspominałeś, że przeholowałeś podczas ostatniego ataku. Ja będę za to miał Cię w pamięci, podczas planowania kolejnych akcji. A możesz mi uwierzyć... Jedna szykuje się całkiem niedługo. - Dodałem po chwili, wyciągając swoje ramiona na oparciu. Po mojej postawie bez problemu można było dostrzec, że czuję się... Po prostu pewnie i swobodnie.
- To oznacza, żadnych głupot i eksperymentowania z mutazyną, Entendido? - Stwierdziłam, przeszywając bruneta swoim wzrokiem. Ptaszki zdążyły mi już wyćwierkać, skąd zraniona dłoń Neumanna i głośny huk kilka przecznic stąd. Nie do końca pochwalałem aż tak nagłe akcje, ale... Jakoś im to wyszło, skoro wrócili niemal cali i zdrowi, no nie?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-17, 09:58   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent czuł się trochę, jak dziecko, które pierwszy raz miało jechać do szkoły. Mieszanka niepewności i lęku, ale przede wszystkim ekscytacji.
Pokiwał gorliwie głową, na znak, że będzie cierpliwy. Czymże była odrobina czekania, po tylu latach niewoli, skoro nagrodą miała być zemsta?
Nieco zmalał w sobie, gdy Papa wspomniał o jego małej przygodzie z Neumannem. Przeklęty Phil! To wszystko, to była jego wina. Gdyby nie chciał się bawić w ninja i obsikiwanie terenu, do niczego by nie doszło.
- Tak - odpowiedział cicho, mając ochotę iść do Neumanna i trzepnąć go w potylicę. Krzesłem.
Vincent obserwował Papę z podziwem, choć tylko wewnętrznym, bo na zewnątrz jak zwykle nie pokazywał po sobie nic. Ten człowiek wręcz emanował spokojem i pewnością siebie. Wytwarzał wokół siebie jakąś aurę, która Edamsa wręcz fascynowała. Musi się tego nauczyć.
Vinc nie zamierzał na Delgado naciskać, by mu zdradził szczegóły planu. I tak by tego nie zrobił, tego chłopak był pewien. Rozmowa zapewne by zamierzała ku końcowi, gdy Trzydzieści Sześć zdał sobie sprawę... że być może siedzi przed nim rozwiązanie jego największego problemu.
- Ja...ja wiem, że to wybitnie niestosowne teraz o coś prosić.... zwłaszcza, że na dzień dobry powalilem Papę na ziemię i ubrudziłem koszulę...- o nawarczeniu na niego nawet nie wspominajmy - Moja młodsza siostra, Vanessa, też tu jest. - przeszedł do rzeczy - Jest bardzo chora, umiera na białaczkę. Przestała używać mocy, bo ta przyspieszała postęp choroby. Odkładam z pensji każdy grosz, by uzbierać dla niej na odpowiednie leki...- to by tłumaczyło, czemu jego spodnie mają co najmniej trzy dziury i nie był to wybór modowy - ... ale kończy się jej czas. Gdyby....gdyby była jakąś robota, dobrze płatna, nieważne jaka, podejmę się wszystkiego... - a skoro ptaszki mu poćwierkały co nieco o akcji z Philem, to wiedział, do czego chłopak jest zdolny, by osiągnąć swój cel.
Był zdeterminowany. Nie potrafił podarować swojej siostrze braterskich uczuć, bo go ich pozbawiono. Mógł za to dać jej szansę na dalsze życie, w zdrowiu. Choćby miał zaprzedać duszę samemu diabłu
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-24, 15:20   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Zdawałem sobie sprawę z tego, jacy ludzie dołączają do takich organizacji. Nikt nie dołącza do takich ugrupowań z własnego, nieprzymuszonego wyboru. Nikt nie staje się takim popaprańcem na własne życzenie. Mogą nas pchać pieniądze, ale częściej... Jest to brak bezpieczeństwa, próba walki przeciwko silniejszemu wrogowi. A w grupie zawsze raźniej, niż samodzielnie...
- Dobrze. - Odparłem spokojnie, opierając się wygodniej w kanapie. Sięgnąłem do kieszeni swoich spodni (które na szczęście ostały się suche) i wyciągnąłem z nich paczkę... Kawowych papierosów. Wyciągnąłem jednego z nich, umieszczając między swoimi wargami, po chwili wyciągając paczkę w kierunku chłopaka, a następnie podpalając tego tytoniowego cudaka.
W międzyczasie słuchałem z uwagą prośby ze strony młodzieńca.
- Doceniam więc za odwagę. - Skomentowałem krótko jego wątpliwości, co do stosowności tej prośby.
Jak to okrutnie mogło nie zabrzmieć... Zdesperowani członkowie byli zarówno dla mafii jak i samej rebelii na wagę złota. To oni stanowili trzon, będąc gotowym na wszystko, byle osiągnąć swój cel. A widać było, że mój drogi chico bardzo wiele stawia na tej szali.
- Współczuję Ci, chłopcze. Wiem co oznacza choroba nowotworowa w rodzinie. - Odparłem dość ciężko, wspominając przez krótką chwilę moją drogą nanę. - Zdajesz sobie sprawę, że prosisz o bardzo wiele? W obliczu wojny leki i terapie są jeszcze ciężej dostępne, niż kilka lat temu. Nawet kwestie finansowe nie są w stanie tego przeskoczyć. - Zaciągnąłem się dymem papierosowym, po chwili wolno wypuszczając powietrze ze swoich płuc.Z uwagą obserwowałem mojego towarzysza w tym czasie, nim mlasnąłem dość głośno ustami, po chwili przeciągając wolną dłonią po swoim podbródku. - Ale skoro mówisz, że zrobisz wszystko... - Westchnąłem po raz kolejny, dość głośno, po chwili odbijając nadmiar popiołu z mojego papierosa. - W Europie mamy naszych ludzi. Zdobywają mutazynę i szmuglują ją do Stanów. Wcześniej zdobywali też leki. W kolejnym miesiącu ma mieć miejsce zrzut. Do tego czasu z całą pewnością zdołam znaleźć odpowiednie do tej przysługi... Zadanie. - Brunet nie mógł się oszukiwać. Wbrew wszelkim pozorom, pieniądze nie były w stanie zapewnić wszystkiego. Gdyby tak było, nie walczylibyśmy dzisiaj o wolność, nie tak drastycznymi metodami. Na wojnie nie było też miejsca na współczucie i leczenie szaraczków na tym świecie. Jeśli jednak dzięki temu mogłem zyskać nowych, lojalnych kompanów... Chyba byłem gotowy zaryzykować podczas kolejnego przekazywania zapasów.
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-25, 22:02   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Czekał w napięciu. Wiedział, że prośba ta ociera się o bezczelność i z łatwością może zostać odrzucona...ale był zdesperowany. Choć osoby postronne mogły uznawać Vincenta za zimnego i pozbawionego uczuć ( co w sumie było prawdą), to jednak zależało mu na życiu siostry. Był gotów na wszystko.
- Wiem. - wiedział, że prosi o wiele. Może o zbyt wiele. Co mu jednak zostało? Czekać i patrzeć jak Vanessa umiera?
Kiedy więc pojawił się cień nadziei,chłopak pokiwał jedynie głową. Wiedział, że to nie będzie łatwe. Skoro obiecał,że zrobi, co tylko Papa zechcę, tak będzie. Edams nigdy nie rzucał słów na wiatr. Obiecał, że Dolores zapłaci za wszystko i to on ją wykończy.... i tak się stało. Nie mogło być inaczej.
- Jestem gotowy. - powiedział zdecydowanym głosem.
Czy on właśnie się zaciągał w szeregi mafii ?
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-25, 22:53   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Niektórzy mogliby to nazwać ciosem poniżej pasa - wykorzystywanie młodych, zdesperowanych ludzi dla własnych celów było dalekie od szlachetności, ale z drugiej strony... Jakoś do wszystkiego trzeba było dotrzeć, prawda?
Miałem pieniądze, koneksje, ludzi na odpowiednich stanowiskach. Ale czasem... Czasem potrzeba było też nowego narybku, by móc poszerzyć swoje horyzonty. A skoro ten sam przychodził do wyciągniętej ręki, jeszcze zanim zdążyłem rzucić karmę...
- Doskonale. - Skomentowałem krótko jego deklarację, dopalając swojego papierosa i gasząc go w popielniczce. Ostatnia chmura tytoniowego dymu uniosła się w powietrzu, zostawiając zapach lekko palonej kawy. - Ale dalej jestem zdania, że potrzebujesz odpoczynku, chłopcze. - Dodałem po chwili, być może zbyt surowo, jakbym właśnie chciał skarcić dziecko, które zbyt długo nie chce iść spać. - Zrzut będzie miał miejsce w przyszłym miesiącu. Oczekuję, że również weźmiesz w nim udział. A do tego czasu możesz spodziewać się kilku mniejszych zadań spod mojej ręki. - Stwierdziłem, wstając ze swojego miejsca, po czym ruszyłem w kierunku baru, gdzie pozostały moje przemoczone ubrania. - Tymczasem, Buenas noches, chico. - Dodałem w końcu, przerzucając marynarkę i koszulę przez swoje ramię, kierując się gdzieś w głąb baru, gdzie znajdowała się klatka schodowa prowadząca ku górze. Chyba... I ja potrzebowałem odespać ostatnie kilka dni.


[z/t]
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-06-08, 22:41   
  

   2 Lata Giftedów!


| 26 maja

Dzisiaj miałam wolne i czułam się z tym co najmniej dziwnie, bo… po pierwsze, to chyba nigdy nie miałam takiej normalnej pracy, którą Nicholas kazał mi wykonywać w Rebelii w zamian za mieszkanie w Lagunie i przynależność do grupy, a po drugie to nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam taki dzień, że mogłam robić nic, i to tak zupełnie nic. Ostatnie miesiące… były dla mnie absolutnym koszmarem. W Bractwie po śmierci mamy nie było łatwo, a ja miałam pełne ręce roboty, potem… potem zostałam aresztowana przez D.O.G.S. i pobyt w ich siedzibie to zdecydowanie nie były wakacje, a ja chyba nawet cieszyłam się z faktu, że nie pamiętałam większości z tego, co tam się działo, bo wystarczyło mi, że pamiętałam ten cholerny ból, obezwładniającą mnie bezsilność… Potem… potem uciekłam i każdego dnia walczyłam o przetrwanie, by odnaleźć się z Bradley’em, udać się z nim na misję, robić drinki w barze i… o to byłam ja – siedziałam w samym kącie pomieszczenia, udając, że nie istnieję, z typową dla mnie czujnością obserwując jednak wszystko i wszystkich, tak gdyby coś miało się wydarzyć, gdyby ktoś postanowił mnie zaatakować… W jednej z dłoni trzymałam szklankę z wódką i colą, bo ostatnio tylko alkohol był w stanie jakoś oswoić mnie z sytuacją, w której się znalazłam, bo choć czułam się dobrze, wracałam do sił, przybierałam na wadze, a moje rany powoli się goiły… Zaczynałam czuć się jak w klatce i z jednej strony doskonale wiedziałam dlaczego, a z drugiej… no… byłam wściekła na samą siebie za to, jak się czuję, serio. Powinnam być wdzięczna za dach nad głową, jedzenie na talerzu i leki, dzięki którym nie czułam bólu, ale za to odzyskiwałam kontrolę nad własnymi myślami, ale… ale chyba póki co nie potrafiłam jeszcze poczuć, że Rebelia to mój dom, a poza tym… czułam, że marnuję czas. Powinnam walczyć, a nie robić drinki. Frustrowały mnie decyzje Nicholasa, sam fakt, że ryzykowałam codziennie byciem rozpoznaną i nalewałam alkohol do szklanek podstarzałym gburom i… i nie chciałam się tak czuć, nie chciałam spieprzyć tego wszystkiego i znów być zmuszoną do uciekania, chowania się, walki o przetrwanie… Dlatego upiłam spory łyk ze szklanki, starając się zagłuszyć niechciane myśli i przymknęłam oczy, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-06-09, 00:45   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


26.05

Bradley nadal przyzwyczajał się do sytuacji i nowego otoczenia. W rebelii było inaczej niż w bractwie, ale póki co nie oceniał. Tutaj musieli pracować w barze, a oboje byli poszukiwani, więc było jakieś ryzyko. Co prawda razem z Colleen trochę inaczej stylizowali się na pracę w barze, a poza tym to też nie tak, że każda osoba była w stanie ich poznać. Niemniej musieli uważać i oboje byli tego świadomi.
Byli tutaj jakieś 2 tygodnie. Praca w barze nie sprawiała mu problemów, choć rozumiał podejście dziewczyny, że nic nie robili - nie walczyli. Mimo że nie zawsze można walczyć i generalnie miło było przez jakiś czas poczuć się "normalnie".
Dzisiaj miał wolne i zamierzał z tego skorzystać. Zszedł do baru i zrobił sobie drinka. Wiedział, że Colleen gdzieś tu jest, dlatego zaczął się rozglądać. Znalazł ją na zielonej kanapie i uśmiechnął się pod nosem. Lubił spędzać z nią czas, a ostatnio spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Może to dziwne, ale Bradowi to odpowiadała. Była tu jedyną osobą, której naprawdę ufał i mógł o wszystkim porozmawiać.
- Cześć ślicznotko, czy to miejsce jest wolne? Gdybyś była kanapką, nazwałbym cię McBeauty - mrugnął do niej porozumiewawczo, bo właśnie zastosował na niej jeden z najbardziej żałosnych podrywów. Niezależnie od jej odpowiedzi, usiadł obok niej i pocałował ją w skroń, po czym podniósł drinka, by mogli wznieść mały toast za ich wolny, wspólny wieczór.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-06-09, 09:45   
  

   2 Lata Giftedów!


A może to było tak, że ja już po prostu nie umiałam żyć normalnie? Może po tym wszystkim, co przeżyłam, to stabilna praca, czyste ubrania, wolny wieczór i brak świeżych ran były dla mnie tak oderwane od rzeczywistości, że nie umiałam się w nich na nowo odnaleźć? Ostatni raz przecież w moim życiu było tak dobrze, jak jeszcze żyła moja mama, a i wtedy przynajmniej raz w tygodniu miałam misję – walczyłam, pomagałam, ratowałam mutantów i czułam się po prostu… potrzebna. Teraz natomiast siedziałam na kanapie w barze, w blond peruce i niebieskich soczewkach, popijając drinka i starając się nie zwariować, bo było tak dobrze, że aż dosłownie mi odbijało i kompletnie nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić.
Chyba na nowo oszalałam, co? Miałam wszystko, czego człowiek potrzebował do życia, a jednak… a jednak narzekałam, marudziłam, kręciłam nosem i irytowałam się na zasady, które miały mnie obowiązywać, bo chciałam więcej. Tęskniłam za adrenaliną i byciem kimś więcej, niż tylko barmanką w obskurnym barze w Seattle.
Drgnęłam nieznacznie, wyrwana z własnych myśli przez Bradley’a i jego słowa, które ułożyły się w tak idiotyczny tekst na podryw, że aż zaśmiałam się cicho, szczerze rozbawiona. Grey mnie ratował, dosłownie. Wyciągał mnie ze wszystkich dołków, rozpraszał mnie na tyle, że jeszcze nie traciłam rozumu…
- Straszny z ciebie pajac. – stwierdziłam jedynie, uśmiechając się do niego z rozbawieniem i przesuwając się nieznacznie, by mógł usiąść tuż obok mnie i pocałować mnie w skroń. Stuknęłam się z nim szklankami, upijając kolejny łyk drinka i już zaraz opierając głowę na ramieniu mężczyzny, wtulając się w niego tak instynktownie, jakby to była absolutnie najbardziej naturalna rzecz na świecie. – Dziwnie jest, prawda? – mruknęłam, ze wzrokiem wlepionych w tych kilku gości baru, którzy popijali sobie piwa lub drinki, których ja im dzisiaj wcale nie podałam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-06-13, 21:54   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nic dziwnego, że nie umieli normalnie żyć po tym wszystkim co przeszli. Brad może radził sobie z tymi zmianami nie najgorzej, a chwila normalności była dla niego ulgą w tym całym szaleństwie. Miło było poczuć się jak zwykły człowiek chociaż w jakimś stopniu. Brad był też po części zmęczony walką. Robił to niemal całe swoje życie. Wiedział, że Colleen miała problem z przystosowaniem i wcale jej się dziwił. On dążył do dołączenia do rebelii i wiedział na co się pisze. Colleen chyba była tu głównie ze względu na Brada. Nie miała, gdzie pójść, a towarzystwo bliskiej osoby i zbliżona ideologia była jedyną opcją, którą w danym momencie miała.
Brad rozumiał jej wątpliwości i wspierał ją jak tylko mógł. Mimo czasem własnego kiepskiego humoru, starał się poprawiać jej nastrój. Dla niego była kimś więcej, niż tylko barmanką w obskurnym barze. Dla rebelii też była kimś więcej, ale przecież nie mogli walczyć codziennie. Potrzebowali dobrych planów, strategii i środków, by działać przeciwko DOGS.
Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył, że udało mu się ją rozbawić. Gdy się uśmiechała była jak zupełnie inny człowiek, nabierała blasku.
- Ale i tak mnie kochasz - wzruszył lekko ramionami. To że się kochali było oczywiste, choć raczej po przyjacielsku. Ciężko mu było zdefiniować dokładnie swoje uczucia, bo nigdy nie próbował ich analizować. Po wypitym toaście, oparł się wygodnie, zakładając rękę na oparcie siedzenia za plecami dziewczyny, żeby było jej łatwiej się wtulić.
- Zadziwiająco dobrze ci w blondzie - zaśmiał się, biorąc w palce kosmyk włosów z peruki. Niemniej wiedział co miała na myśli i po chwili kiwnął z powagą głową.
- Ale tak, jest... inaczej. Muszę porozmawiać z Nicholasem o jego planach, jaki jest następny krok - on również myślał głównie o swoich celach, atakach i innych akcjach. - Nie wiem czy słyszałaś, ale zyskałem nową rolę... opiekuna.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-06-15, 23:27   
  

   2 Lata Giftedów!


No to nie było tak, że żałowałam dołączenia do Rebelii, czy coś. Ja… nie żałowałam, bo przecież po raz pierwszy od bardzo dawna nie byłam sama, a u swojego boku miałam osobę, na której zależało mi cholernie mocno i bez której totalnie nie wyobrażałam sobie dalszego życia. Nie chciałam znów rozstawać się z Bradley’em, który obecnie był jedyną bliską mi osobą, która została mi na tym świecie, bo reszta była albo martwa, albo… była Dalem, który postanowił z dnia na dzień odwrócić się na pięcie i odejść, jakbym nigdy nic dla niego nie znaczyła. Cieszyłam się więc z tego, że mogłam wtulić się w Brada, rozmawiać z nim, spędzać z nim czas i… po prostu potrzebowałam przywyknąć do naszej nowej normalności, która była zdecydowanie zbyt normalna jak na mój gust, jakkolwiek idiotycznie to brzmiało.
- Chyba nie mam wyjścia. – odparłam od razu, śmiejąc się cicho i no… trochę nie było to prawdą, bo przecież miałam wyjście, a i tak kochałam Bradley’a Grey’a, czasami nie wiedząc, czy to na pewno zwykła, przyjacielska miłość, czy może coś więcej, no bo… mieliśmy wspólną przeszłość, teraźniejszość i przyszłość raczej też. Miałam na głowie jednak milion innych rzeczy, które nie pozwalały mi zastanawiać się nad miłością, bo jak miałam to robić? Byłam poszukiwaną mutantką, która ledwo co uciekła z D.O.G.S., a mężczyzna, którego uważałam za swoją bratnią duszę, po prostu ulotnił się z mojego życia i… i co, jeżeli miłość w ogóle nie istniała?
- Taki jesteś dla mnie miły, że zaraz sobie pomyślę, że coś ode mnie chcesz. – mruknęłam, patrząc na Grey’a podejrzliwie, ale zaraz potem obdarzyłam go pięknym uśmiechem, bo czułam się przy nim tak dobrze, że totalnie chciałam z tego swojego dobrego humoru skorzystać, szczególnie, że moje życie raczej nie dawało mi wielu powodów do radości – Jak się czegoś dowiesz, to mi powiedz.bo mam dość siedzenia w jednym miejscu i nalewania wódy do szklanek chciałam nawet dodać, ale stwierdziłam, że może czas najwyższy powstrzymać się od narzekania, szczególnie, że Bradley coś gadał o byciu opiekunem, a ja zmarszczyłam nieznacznie czoło, nie do końca rozumiejąc, co to w ogóle znaczy – Jak to? – spytałam więc, czekając na wyjaśnienia.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5