Poprzedni temat «» Następny temat
Zielone kanapy
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-24, 15:32   Zielone kanapy

Zielone kanapy




Niedaleko miejsca przeznaczonego dla rzutników Dart, znajduje się kącik VIPowski, jakim są zielone kanapy. Oddalona i bardziej prywatna część baru. Najczęściej wykorzystywana przez zarządzającego lokalem. Nie bez powodu otoczony jest ściankami, dla bezpieczeństwa i zwiększenia poczucia prywatności. Pilnujący wejścia kamienni strażniki udają że niczego nie widzą.
[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-07, 21:55   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


//13.04.2018

Gdy już myśli się, że znalazło się rozwiązanie jednego problemu, nagle na horyzoncie pojawia się dziesięć kolejnych, z którymi trzeba było się zmierzyć. Jak to przełożyć na obecną sytuację? Cóż, wiedzieli w jaki sposób można spróbować pomóc Penny, co było naprawdę sporym osiągnięciem. Wiedzieli mniej więcej co zrobić, do kogo się udać, wszystko było już ustalone i właśnie byli w drodze do baru Laguna Negra, by rozwiać ostatnie wątpliwości i podjąć ostateczną decyzję, czy skorzystają z pomocy Alby czy nie.
Fay wciąż nie była stu procentowo pewna, czy to dobry pomysł, jednak przez ostatnie dni jakoś nie potrafiła skupić się dłużej na tym temacie. Ilekroć starała się myśleć o czymś innym, wszystko i tak wracało do tematu Sophie i ich spotkania na placu zabaw, które wciąż było dla dziewczyny jedną wielką zagadką. Postawa siostry, jej zachowanie, jej słowa... nie potrafiła zrozumieć tej chowanej urazy, chęci odtrącenia Fay. Nie czuła się bezkarna, bo może rzeczywiście mogła zrobić wiele rzeczy inaczej, mogła szukać Soph,mogła kwestionować informację o jej śmierci, jednak to były wnioski snute teraz, z perspektywy czasu, mając pewną wiedzę i doświadczenie. Dwanaście lat temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
Spotkanie siostry to jedno, ale komplikacje z tym związane to już inna bajka. Była w głowie Penny, cholera wie ile rzeczy zdążyła w niej zobaczyć. Ile informacji o niej, o Ronnim, o miejscu ich pobytu, może także planach... bo przecież z Ronnim nie zawsze wychodzili do sąsiedniego pokoju, gdy rozmowa schodziła na poważniejsze tematy. Nie mieli pojęcia ile z tego mała słyszała i zdążyła zapamiętać. Byli zgodni co do tego, że muszą zostawić za sobą chatkę w lesie i zamieszkać gdzie indziej, w miejscu którego Sophie nie znała. Bo mimo tego, że były siostrami, Fay wciąż miała co do niej mocno ograniczone zaufanie.
Obecnie za bardzo nie mieli się gdzie podziać, jednak zamierzenia zostały te same. Ronnie skontaktował się z Albą i tak oto byli w drodze do baru, którego adres podała dziewczyna. Gdy dotarli na miejsce i dziewczyna wprowadziła ich do środka, Fay raczej zostawiła mówienie Hendersonowi, sama zajmując się Penny. Zanim mieli cokolwiek zrobić musieli porozmawiać, tak? A żeby mogli to zrobić w spokoju, mała musiała mieć jakieś zajęcie przy sąsiednim stoliku. Padło na kolorowankę i zestaw kredek.
- Mamy jakiś kwadrans, zanim zacznie się nudzić - powiedziała, dołączając do Ronniego na kanapie przy jednym z sąsiednich stolików - Więc... wiesz jaka jest sytuacja? Ile zdążyłeś powiedzieć? - spytała jedno zdanie kierując do Alby, drugie do Hendersona bo jednak mieli tą minutkę czy dwie na zamienienie kilku słów w czasie kiedy ona znajdowała zajęcie dla małej.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-08-13, 14:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


Tak jak podejrzewał nie mogli zatrzymać się w chatce na długo, chociaż nie zdawał sobie sprawy, że będą tam tak krótko. Wszystko się skomplikowało i chociaż nie zawsze mieli takie same opinie, co do tego byli zgodni - musieli przenieść się w zupełnie inne miejsce. Fay nie ufała swojej siostrze, a Ronnie tym bardziej. Największym problemem było jednak to, że moc Penny ograniczała im możliwości wyboru nowego miejsca, dlatego musieli śpieszyć się z podjęciem pewnych decyzji. On również nie był do końca przekonany do tego czy powinni mieszać małej w głowie, jednak nie mieli też zbyt wielkiego wyboru. Musieli zrobić cokolwiek. Penny będzie musiała im to wybaczyć.
Ronniemu udało skontaktować się z Albą i dzięki temu dowiedział się gdzie ona i Aaron obecnie przebywają. Penny wydawała się być dzisiaj spokojna, chyba już od jakiegoś czasu zaczęła się czuć bezpiecznie w towarzystwie tej dwójki. Przetransportowanie jej z lasu do baru, w którym obecnie urzędowali Aaron z Albą, nie stanowiło większego problemu, chociaż wciąż musieli sprawdzać czy nikt ich nie śledzi albo czy po prostu nie wzbudzają podejrzeń. Ronnie bywał trochę szalony na tym punkcie. Ale przecież nie można mu się dziwić. Był przyzwyczajony, że od kilkunastu lat ktoś ciągle czyhał na jego życie.
W końcu trafili do umówionego miejsca, gdzie spotkali się z Albą. Gdy Fay zajęła się małą Ronnie usiadł na przeciwko Alby przy jednym ze stolików., gdzie mniej więcej streścił jej historię małej Penny. To, że odnaleźli ją w lesie, że jej rodzice zginęli i opowiedział jej o tym, że potrafi tworzyć koszmary na jawie co wymykało im się spod kontroli. Zdążył to zrobić zanim Fay zajęła miejsca obok niego, ale zanim to zrobiła zdążył zapytać - Jak się trzymacie? - wykrzywił usta w grymasie, który z pewnością miał być uśmiechem, ale jakoś mu nie wyszło. Miał ostatnio zbyt wiele na głowie.
- Mam nadzieję, że wystarczająco. - spojrzał na Fay. - Nie wiem czy jesteś w stanie coś wyczarować, ale myślimy że to, że nad sobą nie panuje ma związek z jej emocjami. Najczęściej robi to w nocy, gdy sama się boi. Myślisz, że mogłabyś jakoś na nią wpłynąć? Sprawić, że poczuje się bezpieczna, spokojna? Cokolwiek. Nie wiem. - zwrócił się do Alby i wzruszył ramionami, bo niestety nie był specjalistą od ludzkich uczuć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-14, 15:46   
   Multikonta: Lidia Foney


Ten ponury bar nie był miejscem, w którym mogli czuć się zupełnie bezpiecznie, ale zdecydowali się tutaj pozostać. Od kilku dni przetrzepywali metr po metrze, szukając śladów, zdjęć i zapisków, które mogłyby opowiedzieć Albie, co się tutaj wydarzyło po jej zniknięciu. Zmyli z podłogi krew, wytarli kurze, umyli okna i wpuścili powietrze do zamkniętych od lat przestrzeni. Alba czuła radość, będąc znów w miejscu, w którym się wychowała. Mieszkanie nad barem zaczynało tętnić życiem, choć wiedzieli, że muszą być ostrożni. Wciąż nie mieli prądy i polegali na ogniu. Coraz częściej myślała o tym, by uczynić z tego miejsca jakiś azyl, bezpieczne miejsce dla przyjaciół. Nim jednak wdroży takie plany, będzie musiała przekonać samego Aarona, że zostanie tutaj było dobrym pomysłem. I ogarnąć formalności, bo przecież żyła tu, nie mając pojęcia, jak wygląda sytuacja prawna tego miejsca. A jeśli ojciec je sprzedał? Tylko w to nie chciała wierzyć, widząc pełne wciąż wyposażenie i tonę rodzinnych pamiątek. Byli tu, teraz, w tej krótkiej chwili. Mieli co jeść i gdzie spać. Czy nie tego właśnie pragnęła od dawna?
Gdy Ronnie napisał z prośbą o pomoc, zgodziła się natychmiast, ciesząc się, że mogła jakoś pomóc? Tylko czy faktycznie będzie przydatna? Gdy siedzieli na zielonych kanapach, przy starym stole, na którym kiedyś Marcos Gonzales kładł najlepsze karty, gdy zerkała kątem oka na malutką dziewczynkę i gdy słuchała przyjaciela – nie była pewna, czy może pomóc. I obawiała się, że jedna wizyt niewiele załatwi. Póki co jednak nie chciała nikomu grzebać w głowie. Potrzebowała poznać jak najwięcej szczegółów. Cała sprawa nie należała do łatwych i przyjemnych. Światło świec rozświetlało twarz mężczyzny, pełną troski i nadziei. Nie chciała go zawieść.
Gdy zapytał, jak się trzymają, mogła tylko niezbyt wylewnie zdradzić, że jakoś leci. Bo w zasadzie tknęli. Jeszcze niedawno wiedli całkiem normalne życie, a kim byli dziś? Spróbowała o tym nie myśleć i skupić się jednak na małej Penny.
- To może nie być łatwe. Emocje są skutkami. Najlepiej by było złagodzić przyczynę. Mogę uczynić ją spokojną, ale za jakiś czas to zapewne wróci – wyjaśniła dzieląc się z nimi swoimi podejrzeniami. - To tylko niewinna dziewczynka, nie wiem, czy silniejsze działanie nie wpłynie na nią szkodliwie, czy… czy jej to nie wyłączy. Rozumiecie? Może Penny potrzebuje po prostu Was? Opieki, obecności, poczucia więzi. I wtedy zniknie ten strach.
Nie chciała jej krzywdzić. Chociaż po akcji z Sam odkryła, że jest silniejsza niż jej się wydawało, to jednak tu chodziło o dziecko. Psychika dziecka była inna. Tak silne działanie mogło się skończyć niespodziewanie – źle. Chyba że połączą siły i ustalają jakiś plan działania.
Westchnęła cicho i spojrzała na malutką. Teraz była taka spokojna. Alba obawiała się tego, co może odnaleźć w jej duszy. - Może… może najpierw do niej zajrzę. Nie wiemy, co tak naprawdę w niej siedzi. Czy ona.. czy ona wie, co potrafi zrobić? Co jest w tych obrazach?
Zwykle takie widoki były odzwierciedleniem kłębowiska napastliwych emocji. I zwykle też Alba miała do czynienia z dorosłymi. Uczucia dziecka zapewne były zupełnie inną sprawą.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-15, 00:36   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay wysłuchała Ronniego, a na słowa Alby, szczególnie na określenie Penny jako "niewinną" uśmiechnęła się lekko pod nosem. Cóż, nie kontrolowała swoich mocy, ale jeśli przypomnieć sobie, że używając jej skłoniła do zabicia siebie nawzajem cały oddział dogs, albo chociażby o jakie koszmary potrafiła w nocy przyprawić ją i Ronniego... można było się nieźle przejechać na tej "niewinnej dziewczynce".
Dalej Delgado miała rację we wszystkim, o czym mówiła. Ona i Henderson zgodzili się co do tego już dawno, tylko problem polegał na to, że do budowy więzi i zaufania, do opieki, do wszystkiego tego potrzeba było czasu. I odpowiednich osób, a oni, chociażby nie wiadomo jak lubili Penny, do takich nie należeli.
- Doszliśmy do tych samych wniosków, tylko... Penny nie może z nami zostać na zawsze. Chcemy jej pomóc, ale potrzebuje prawdziwej rodziny i prawdziwego domu, a nie dwójki zbiegów, którzy nawet jeszcze dobrze nie zdecydowali, gdzie spędzą kolejną noc - powiedziała, przygryzając lekko wargę - Wiesz jak ma się sytuacja na ulicach. Częstsze patrole, godzina policyjna, a jej moc jest... może sprawić naprawdę dużo problemów. A jak na razie nie zanosi się, żeby miało być bezpieczniej. Kończy nam się czas i możliwości i... naprawdę nie chcemy w żaden sposób jej zmieniać, ale to pomoże jej nauczyć się kontroli, a co za tym idzie lepiej ukryć i pomóc wrócić do rodziny... - pokręciła głową - Nie wiem, Albo, ty najlepiej znasz swoją moc, możesz coś doradzić.
Gdy dziewczyna wspomniała o szkodliwych skutkach, Fay była coraz mniej pewna w kwestii tego, jak postąpić. Naprawdę zależało jej na małej i chciała, żeby była bezpieczna, jednak jeśli ryzyko skutków ubocznych miało być zbyt duże... nie chciała robić niczego, co mogłoby jej zaszkodzić, nawet minimalnie. Tym bardziej, że sama najlepiej wiedziała, jak to jest gdy chce się komuś na siłę pomóc, kogoś wyleczyć. Teraz może Penny nie dostrzeże zmiany, ale co jeśli wyjdzie za kilka lat? Co, jeśli będzie miała do nich żal o to, że w jakiś sposób ją zmienili?
- Tak, chyba najlepiej będzie, jeśli sama spróbujesz do niej dotrzeć, bo my możemy tylko się domyślać z czym związane są jej problemy. Sama raczej niewiele mówi na ten temat - odparła, także zerkając w stronę Penny - Wie, czasem nawet świadomie udaje jej się korzystać z mocy, tylko problem polega na tym, żeby potem przestać - odparła, jednak przy ostatniej kwestii miała problem. Czy Penny wiedziała, co pokazuje innym? Może to tak ją przerażało? Fay nigdy się nad tym nie zastanawiała, dlatego jej wzrok powędrował ku Ronniemu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-08-20, 11:01   
  

   1 Rok na Giftedach!


Miał nadzieję, że Alba im pomoże. Ostatnimi czasy dość trudno było o jakiekolwiek wsparcie. Po bezsensownym ataku na DOGS wszystko cholernie się skomplikowało. Wcześniej znajomość z nim mogła być przydatna, ale teraz nawet nie miał tyle zaufania do tych szumowin, z którymi utrzymywał kontakty do tej pory. Nie miał kogo poprosić o pomoc, więc odczuł ulgę, gdy Delgado zgodziła się na pomoc. Jednak nie wszystko było już tak do końca zepsute. Zabawne, że kiedyś to on przejmował się jej bezpieczeństwem, gdy jej ojciec poprosił go o doglądanie córki, a z czasem ze zwykłego przywiązania do kogoś kto w dużym mierze przypominał mu własną siostrę, teraz to on musiał zwrócić się z pomocą do niej. Życie bywało przewrotne.
Poczuł ukłucie poczucia winny, słysząc słowa Alby. Wiedział to. Wiedział, że on i Fay powinni to zrobić, ale nie mogli. Nie ważne z jaką łatwością udało się przebić Penny przez jego mury i sprawić, że zaczął przejmować się nią bardziej niż kolejnym ze swoich ‘podopiecznych’. To nie mogli być oni, bo tak jak to powiedziała Fay byli tylko parą zbiegów, którzy wciąż musieli uciekać. Nie mogli zapewnić jej tych wszystkich rzeczy, o których mówiła Alba. - Nie może mieć tylko nas, bo… popatrz na nas Alba. - rozłożył ręce. - Nie mamy gdzie się ukryć, nie mamy pieniędzy, a nasze nazwiska są na listach DOGS. Ona nie może tak żyć. Powinna mieć normalną rodzinę, a my… tacy nie jesteśmy. I nigdy nie będziemy. Im dłużej jest z nami, tym bardziej ją w to wciągamy, a to tylko dziecko, które nawet nie może o sobie decydować. Z nami zawsze będzie się bać, bo to sposób w jaki żyjemy. Przywiążę się do nas, a kwestią czasu może być to, że pewnego dnia znikniemy i to wbrew naszej woli.
Ronnie pokiwał głową. Nie mógł pouczać Alby jak ma używać własnej mocy, bo ta była mu kompletnie obca. U niego to było w pewien sposób prostsze. Mniej skomplikowane. Nie wiedział jak to jest zagłębić się w czyjeś emocje, poczuć je, móc je kontrolować. - Wie czego się boisz i potrafi to z ciebie wyciągnąć i ci to pokazać, a czasami… pokazuje ci rzeczy, których ona się boi. Szczególnie w nocy. - powiedział, zerkając na Fay. - Chodzi o to, że jej moc ma naprawdę duży zasięg. Gdy ją znaleźliśmy była kilkadziesiąt metrów od nas. Nie zamkniemy tego w jednym pokoju.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-25, 21:42   
   Multikonta: Lidia Foney


Więc zdawali sobie sprawę z tego, że być może Alba w żaden sposób nie będzie mogła im pomóc, a jednak byli tutaj. Jednak ją przygarnęli i otoczyli opieką, choć wiedzieli, jakie to niebezpieczne zarówno dla nich jak i dla malutkiej. Nie można było tego tak rozegrać, nie tak szybko, nie w jeden głupi wieczór, który przy umęczonych, skudlonych w niej traumach i emocjach był niczym. Słuchała ich, ale z każdą nową informacją była coraz mocniej niepewna wobec efektu jej działań. Mogła, jak nawet powiedziała przed chwilą, zgasić jej strach, uśpić przerażenie, ale nie tak powinni się za to zabrać. Malutka dziewczyna przy stoliku obok zdawała się być tak lekka i niewinna – otulający Fay i Ronniego urok. Element tak bardzo niepasujący do tej dwójki, że to aż raziło. Mimo to siedzieli i zastanawiali się, jak jej pomóc.
Wyprostowała plecy i zerknęła na małą. To nie była kolorowa sceneria. To nie była głowa dziecka. Mały anioł zbyt mocno nasączony mrokiem.
- Moglibyście tutaj zostać. Choćby na trochę. Miałabym ją na oku i mogłabym lepiej obserwować, co się dzieje. Jeśli lęki wywołują te obrazy, to zniszczenie strachu spowoduje ich zniknięcie. Jeśli naprawdę chcecie jej pomóc, to nie może być tylko ten jeden raz i koniec. Znaleźliście rodzinę? Ona już czuje przy Was bezpieczeństwo. Widzicie to inaczej, ale to dziecko, które, być może, jest zupełnie samo na tym świecie – powiedziała, ostatnie słowa wymawiając już nieco ciszej. - Tylko my rozumiemy, co się z nią dzieje… Potrzebne jej będzie prawdziwe schronienie i ludzie, którzy nie zlękną się tych koszmarów.
W Bractwie widziała wiele zmarnowanych obrazów ludzi wyklętych. Bo byli inni i mogli stanowić zagrożenie. Bo mutacja objęła ich wygląd zewnętrzny i stali się dziwadłami. Bo sami sobie nie radzili z tym, co potrafili zrobić swą mocą. Ronnie, Fay i Alba też przeżywali kiedyś pierwszy raz. Faktycznie dziecko u boku w tak niepewnych momentach życia z DOGSami na ogonie nie było najlepszym rozwiązaniem. Tylko czy otumanienie jej mocą i podrzucenie innym ludziom, którzy nie zmagali się z małą wcześniej lub nie zdawali sobie sprawy z jej talentów, stanowiło dobrą opcję?
- Jest potężna – stwierdziła, gdy Ronnie skończył. - Może krzywdzić, choć nie zdaje sobie z tego sprawy.. Jeśli ktoś z nich się o niej dowie… - Urwała i zamknęła oczy na moment. Tak wiele zła było na tym świecie. Dziewczynce trzeba było pomóc, póki cokolwiek mogli zrobić. Nie wiadomo jak dalej potoczą się jej losy.
Wstała i podeszła do Penny. Usiadła obok i przyjrzała się jej rysunkom. Kolorowała w takim skupieniu. Zupełnie jakby głęboko w niej nie istniała żadna tragedia. Zapytała Penny, czy może jej pomóc kolorować i zaraz obie malowały. Dłoń Alby wsunęła się w jej włosy.
Dopóki Delgado tylko czytała, dziewczynka nic nadzwyczajnego nie odczuwała. Gorzej z Albą. Te emocje były tak nieoczywiste i dziwne. Mrok i wrogość w uśpieniu. Dziecko czuło – nigdy nie nazywało tego. I nie segregowało odczuć tak, jak robili to dorośli. Interpretacje nie były tak łatwe. Wiedziała jednak, że te strach jest pieklenie silny, splątany z innymi niegroźnymi emocjami, działający na nie źle. Biedna Penny. Aż się Albie kredka złamała. Małe oczy popatrzyły na nią zaniepokojone.
Co takiego ta mała przeżyła?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-26, 15:54   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No cóż, musieli coś zrobić, prawda? Gdy znaleźli Penny... po prostu nie dało się przejść obok tego obojętnie, zostawić ją w bractwie, czy u innych obcych ludzi. To znaczy... Fay i Ronnie co prawda też byli obcy, ale ich intencje naprawdę były dobre. Komu innemu mogli zaufać w tej kwestii? Naprawdę chcieli doprowadzić tą sprawę do końca, znaleźć małej rodzinę i zapewnić jej bezpieczeństwo. Byli jej to winni, bo... cóż, ich misja też nie przebiegła wtedy tak, jak chcieli. Troszkę nawalili i chcieli chociaż odrobinę to naprawić.
- Naprawdę? To znaczy... byłoby świetnie, ale... tak jak powiedział Ronnie, tego nie da się zamknąć w jednym pokoju. To miejsce wygląda na dobrą kryjówkę, a jeśli jej moc wyjdzie za nie... może wzbudzić zainteresowanie - powiedziała, chociaż wizja zostania tutaj była naprawdę kusząca. Nie tylko ze względu na bezpieczne schronienie, ale przede wszystkim pomoc Alby przy Penny. Jeśli to by się udało... byłoby wspaniale.
- Nie, jeszcze nie znaleźliśmy. Pracujemy nad tym - odparła. Największy problem polegał na tym, że mała niewiele mówiła o sobie. Albo może nie znała większości faktów, skoro rodzice w pewnym sensie izolowali ją od ludzi. Zrozumiałe, że było to dla jej bezpieczeństwa, ale teraz ciężko było dowiedzieć się o niej czegoś, co mogłoby pomóc w poszukiwaniach.
- Uwierz, zdajemy sobie z tego sprawę - dodała na słowa Alby. Ich pierwsza myśl, gdy ją znaleźli była taka, że gdyby wpadła w złe ręce, mogłaby zostać wykorzystana do naprawdę złych rzeczy. Penny w rękach dogs... ciężko nawet powiedzieć, jak bardzo zły był to scenariusz.
Przez chwilę obserwowała, jak Delgado podchodzi do małej, ale ostatecznie nie chciała jej przeszkadzać, nawet, jeśli miałaby jedynie patrzeć. Dała jej wolną rękę, sama na moment odwracając się do Ronniego.
- To chyba dobry pomysł, co? Żebyście tu zostali. Ty i Penny. Alba będzie mogła jej lepiej pomóc - zwróciła się cicho do Ronniego, odwracając głowę w jego stronę. Pewnie od razu zorientował się, że nie uwzględniła w tym planie siebie - Ja... chyba lepiej będzie, jak odłączę się na tydzień, czy dwa. Mówiłam ci, co potrafi moja siostra, nie chciałabym dostarczyć jej zbyt wielu znaczących informacji, jeśli jednak zdecydowałaby się użyć jej na mnie. W tym momencie im mniej wiem, tym lepiej - stracili w ten sposób domek, nie mogli pozwolić na odkrycie tego miejsca. Co prawda Fay się już w nim znajdowała, ale mimo to nie znała jego dokładnej lokalizacji. Ronnie prowadził samochód, a ona zajmowała się Penny, albo patrzyła za okno, pogrążona w myślach. Znała tylko okolicę tego miejsca.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-02-01, 20:57   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


10/12/2018

Padała na twarz. I to dosłownie. Zabokowała trochę mocy Vincenta i było to dla niej dużo za dużo. Dobrze, że miała przy sobie tabletki od Williama, bo inaczej byłoby o wiele gorzej. Zeszła na parter i usiadła na kanapach. opierajac się na stole i kładąc czoło na ręce, mając nadzieję, że chociaż trochę odpocznie, choć zdecydowanie bardziej wolałaby się zwinąć w kulkę na swoim łóżku, w Bractwie i tam odchorować kolejne przeforsowanie mocy, na które sobie pozwoliła, choć miała tego nie robić. Dla własnego dobra głównie. Ale jak miałaby odmówić, jeśli chodzilo o czyjeś dobro? To zawsze było dla niej najważniejsze i nawet jeśli później cierpiala, to raczej nie żałowała swoich decyzji.
Siedziała więc, z głową opartą o rękę, rozłożona na blacie i starała się odpocząć i zebrać w sobie, bo obecnie w samochodzie chyba by wymiotowała w kółko. Oddychała ciężko przy tym, starajac się skupić na tym zamiast na bólu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-02, 23:11   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| 10/12

Jakie to zabawne, że udawałem wyluzowanego, choć takim nie byłem. Dreptałem pośród ludzi, którzy w większości mnie znali i kojarzyli, ja osobiście chyba byłem jednak sobie obcym i, o!, jak gdyby nigdy nic stawiałem przed nieznajomą, obcą szklankę alkoholu. Łap, młoda. Napij się. Kiedy tak naprawdę miałem sieczkę w piersi, zamiast serca i innych organów.
Imarka – i wszystko jasne. Moje przekleństwo, a zarazem moja miłość. Jak to się stało? Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu się stało, zaś ona… Cóż, była najbardziej głupiutką osobą, jaką tylko mógłbym znać. Bezkres. Najwyraźniej zawsze musiała się pakować w coś, co ją przerastało, zaś potem wyglądać niczym żywe zombie dreptające po świecie i szukające mózgów. Tak, wyglądała, jakby brakowało jej mózgu. Ba!, brakowało jej życia. Myślę, że skromna szklanka Burbona jednak nie miała załatwić sprawy.
- Co ja mam z tobą zrobić? – zapytałem na powitanie. Raczej fundamentalne pytanie. Bez niego to nic, zaś z nim może jakaś nadzieja? Gorzej, bo bez tej grubej puchowej kurtki… Miałem ochotę otoczyć ją ramieniem i zniknąć przed otaczającym ją światem. Zamiast tego jednak, usiadłem naprzeciwko i zająłem się własną szklanką. Nie mogłem przecież zapomnieć o napojeniu samego siebie.. Chyba nawet było mi lepiej, kiedy znieczulał mnie alkohol w momentach, kiedy chodziło o pannę Imari Blanc.
- Masz aż tak bardzo w głębokim poważaniu to, co myślę? – zapytałem jej wprost. Kiedy myślałem o tym, co czułem, kiedy nie wiedziałem, co się z nią dzieje… Cóż, w takiej chwili to pytanie wydawało się być jak najbardziej trafnym. – Nie rozumiem. Chyba się po prostu napiję. To wszystko… Nawet moje szczęście nie pomaga. Nie mam pojęcia, co mógłbym jeszcze zrobić – stwierdziłem i to była prawda, bo nie miałem pojęcia. Bezkresna przepaść między tym, co mógłbym zrobić a moimi pomysłami. Właściwie, tak naprawdę, to one nie istniały. Puff. Się rozpłynęły wzięły.
- Chyba potrzebuję więcej Burobona – dodałem ostatecznie, stwierdzając, że tej nocy urżnę się jak świnia. A co! Nie należało mi się? Życie z kobietami było totalnie skomplikowane. Nie wiedziałem, czy mnie aby to nie przerastało. Oby nie. Po wszystkim przecież musiałem wrócić do żywych.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-02-03, 23:26   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Co zmieniło by się w jej podejściu, gdyby wiedziała co dzieje się w głowie Phila? I czy cokolwiek by się zmieniło? Może próbowałaby ograniczyć z nim kontakt, dla ich wspólnego bezpieczeństwa? Ciężko powiedzieć. Sama mogła jedynie stwierdzić, ze w ten jego pokręcony sposób Neumannowi najprawdopodobniej na niej zależy. A może widzi w niej po prostu dobrą inwestycję? Ciężko powiedzieć czasem.. Mogła mieć tylko nadzieję, że chodzi o to pierwsze. Bała się wykorzystania, jasne. Ale nigdy nie stopowało jej to przed angażowaniem się w jakieś relacje, znajomości czy pomoc innym ludziom.
I cóż, przez to skończyła w gipsie, ale najwidoczniej była tak głupia.. albo niereformowalna.. albo oba na raz.. że nie zamierzała uczyć się na błędach. Nie tak do końca. Choć to tez nie tak - sprawdziła przecież Rebelię o ile mogła, pomógł jej w tym pewnie Liam albo Alex. I pytała też Phila.
Phila, który właśnie siadał naprzeciwko niej ze szklanką w dłoni. Ona nie miała nic do picia, miała wrażenie, że zwróci cokolwiek przełknie, o ile wcześniej mózg jej od tego nie eksploduje.
Cóż. Widać było po niej, że pada na twarz, że ledwo kontaktuje z powodu migreny. Że schudła znów trochę, zmarniała pod tymi ciuchami, choć było już o wiele lepiej. Gips nadal miała na ręce, utrudniał jej życie koszmarnie.
- Hmm? - podniosła na niego wzrok, gdy się odezwał. Obserwowała mężczyznę i.. mimo wszystko, zrobiło jej się jakoś lepiej, że ten pojawił się tutaj, być może przypadkiem, może nie. Ale jednak - był. Marnował na nią swój czas.
- To, co mówisz nie ma sensu czy nie słysze połowy? - zapytała, marszcząc brwi i prostując się bardzo, bardzo powoli, czego i tak pożałowała. Ścisnęła skronie dłońmi na moment, ale niewiele to dalo.
- Proszę.. mów dokładniej. Bo obecnie to połowy i tak nie rozumiem - jęknęła, znów kładąc czoło na przedramieniu i zamykając oczy. Czemu tu było tak jasno? I głośno? I w ogóle? I musiała się skupiać nad tym, co mówił Phil...
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-05, 17:55   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Chyba przemknął mi gdzieś niepostrzeżenie moment, kiedy wypiłem przed przybyciem tu kilka innych szklanek, równie, mniej lub bardziej oprocentowanych. Tak musiało być, bo inaczej nie można było wytłumaczyć mojej otwartości, tej wylewności oraz faktu, że bełkotałem. Tak bełkotałem, że Imarka miała problem z rozgryzieniem tego, co mówię, a ja… Co ja takiego właściwie mówiłem do niej?
Chwila ciszy, przerwana jedynie moim przełknięciem. Podsunąłem drugą szklankę bliżej Imarki. Bo przyniosłem dwie. Nie jestem takim samolubem. Względem niej przynajmniej.
I może powinna się mnie serio bać. Przypomniało mi się, że wariowałem na jej punkcie. Miałem być najlepszym przyjacielem ever z benefitami, a wychodził ze mnie zazdrośnik i wariat, Bóg jeden wie, do czego zdolny. Kiedy zaczynałem myśleć o tym, co ona robi, Z KIM ROBI i dlaczego robi… Włączał mi się tryb furiata albo jakiegoś nienormalnego romantyka. Kompletnie nie przypominałem sobie siebie normalnego. Ktoś mnie wziął i podmienił – nie było innego wytłumaczenia.
- Nie wiem – stwierdziłem ostatecznie. Uśmiechnąłem się głupkowato, jak gdyby to miało wszystko naprawić. Chyba po prostu awansowałem na wariata serio. – Kocham cię. Tylko nawet moja moc-w-którą-wciąż-nie-wierzysz aka szczęście nie pomaga mi w zatrzymaniu cię przy sobie. Life is brutal – wyznałem wprost i wzruszyłem ramionami. Może tak miało być? Może powinienem zapomnieć o niej i żyć dalej? Tak jak wcześniej. Oderwałem się, odetchnąłem i jakoś leciało. Całkiem dobrze leciało. Nie mogłem narzekać na brak spokoju wtedy. Teraz miałem dosłowną sieczkę w piersi, co było tak bardzo irracjonalne, a zarazem prawdziwe… Śmiać mi się chciało. I płakać też. Jednocześnie.
Dopiłem tego raka i machnąłem ręką.
- TASIEMIEC! WEŹ MI PODAJ CAŁĄ BUTELKĘ. FAJRANT MAM, A CO – krzyknąłem do jakiegoś młodego chłopaka. Chyba sam nie wiedział, co tu robi, więc mógł mi po prostu donosić alkohol. Potem, jeśli będzie dostatecznie szybki i bystry, to go wezmę i awansuję na asystenta gangstera, a co! Szczególnie, kiedy będę zalany w trzy dupy.
- I dzięki, że pomogłaś… Vincentowi, tak? – dodałem, odwróciwszy się do Imarki. Na poważnie, choć gdzieś za tą powagą było sztuczne rozbawienie, którym chciałem zamalować główny dramat rozgrywający się na tej scenie. SZEKSPIR, ŚWIATŁA! Właśnie, musiałem mieć parobka o pseudonimie Szekspir. Byłoby zabawnie.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-02-10, 15:18   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Na sam widok alkoholu ją odrzuciło. Skrzywiła się, marszcząc nos na myśl, jak to musi śmierdzieć.. pewnie gdyby nie migrena, to by wypiła, ale obecnie.. Prędzej by się porzygała. Ciekawe kto by to sprzątał? Ona nie miała na to siły... Zresztą jak się tak przypatrzyć, to Neumann tez nie wyglądał jakby miał. Raczej jakby jednak po nim też ktoś musiał sprzątać zaraz. Odsunęła szklankę powoli, starajac się nie narobić hałasu, chociaz każdy dźwięk wbijał jej się w mózg boleśnie. Powinna wrócić do Bractwa, ale jazda samochodem teraz to było morderstwo. Nie wiedziała gdzie miałaby przeczekać.
Nie miała pojęcia, że Phil jest tak zazdrosny - w sumie też nie opowiadała mu specjalnie o tym kto tam się dokładnie w jej życiu pojawił, bo nie widziała takiej potrzeby. Pewnie jednak wiedział, że ktoś jest - bo Imari nadal nei rozwiązała tak właściwie tej sytuacji.. a może powinna? Nie chciała.. zrobić Alexowi krzywdy, a bała się, że tak to się prędze czy póxniej skończy. On się martwi i zastanawia nad wszystkim, mimo, że nie ma w teorii nad czym, bo przecież rozmawiała z nim i tłumaczyła.. Dopowie sobie coś więcej kiedyś albo.. no. W każdym razie to nie było dla nich dobre rozwiazanie. Alex się męczył, stresował.. Westchnęła lekko, odpływając na chwile myślamim. Zaraz jednak skoncentrowała wzrok na Philu. I całkiem dobrze, bo by pewnie nie dosłyszała tego, co właśnie powiedział. Zmarszczyła brwi. Co? Musiał wypić o wiele więcej, niż jej się wydawało początkowo, prawda? Zdecydowanie więcej.
Obserwowała go w zaskoczeniu przez dłuższą chwilę bez słowa, jakby układajac sobie to w głowie. Bo hej, trochę było do ułożenia, tak?
- Mam szczerą nadzieję, że dla własnego spokoju jutro niczego nie będziesz pamiętał.. - westchnęła lekko, pocierając bolące powieki - Bo ja ciebie też. I wierzę w twoją moc, wiem, że ją masz - zakryła jedno zdanie drugim, z nadzieją, że.. co? Nie zauważy? Możliwe. Był pijany.
Pewnie byłoby łatwiej udawać, że te kilka miesięcy od czasu jak wpadł na nią na ulicy nie minęło i zapomnieć.. bo ta sytuacja niczego by nie ułatwiała. Odwróciła wzrok, a chwilę później Phil wydarł się tak, że myślała, że głowa jej eksploduje. Zakryła uszy dłońmi, w oczach pojawiły się łzy. Powinna się stąd zwijać, znaleźć sobie miejsce na kilka godzin spokoju, dać czas tabletkom, o ile coś dadzą.. bo powinny już zadziałać.
- Phil.. - syknęła, chociaż szybko uświadomiła sobie, że może tego nawet nie usłyszeć a już na pewno go to nie uciszy. Zacisnęła powieki.
- Mhmmm.. - mruknęła - Tak - dodała po chwili, jak pierwsza fala bólu przeszła. Zrobiło jej się niedobrze. Siedziała w ciszy, zamykając oczy i zastanawiajac się czy można samemu sobie urwać głowę..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-16, 20:21   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Nie rozumiałem, co takiego zrobiłem, że Imarka też chciała mnie zapomnieć, mnie i to wszystko, co ja tu jej miłość wyznawałem. Życzyła mi tego samego. Wymazania z kart naszego życiorysu, spopielenia moją krwią pisanej autobiografii, że ją kocham i że mówię jej o tym. Potrzebowałem więcej alkoholu, więc się wziąłem wydarłem jak ten głupek. Tasiemiec chyba i tak mnie zlał, a ja za to zadałem bólu Imarce. Chyba. Nie wiedziałem tak do końca, czy to aby moja wina, bo źle wyglądała już jak tu przyszedłem. I właściwie zająłem się od razu własnymi bolączkami, a nie nią, biedaczyną moją… Naprawdę bardzo, ale to bardzo-bardzo na nią zasługiwałem. Tak bardzo, że wcale.
Poderwałem się, niemalże przewracając krzesło. Złapałem je w ostatniej chwili i nakazałem gestem, by było cicho. Jeszcze burdlu mi tu brakowało.
Spojrzałem na Imarkę, takim bardziej błagalnym spojrzeniem i zapytałem:
- Jak się czujesz?
Ale wiedziałem, że paskudnie i że najchętniej by stąd zniknęła, ulotniła się i zwiała ode mnie dalekooo, jak najdalej. Może dlatego nie było jej w Kanadzie, kiedy w końcu tam wróciłem? Może uciekła przede mną? Co, jeśli znowu miałaby to zrobić?
- Imarka, ja cię zabiorę, gdzie tylko zechcesz… Zabiorę teraz, zaraz… Kiedy tylko chcesz, bo ja zrobię dla ciebie wszystko – mówiłem, zostawiając to krzesło w końcu w spokoju, a za to zbliżając się powoli do Imarki. Bliżej i bliżej, aż padłem na kolana przed nią. Patrzyła na mnie tymi zmęczonymi oczami, ale nie mogłem nie męczyć i dręczyć jej dalej, bo też miałem zmęczone, ale nie oczy, tylko serce od oczekiwania, aż w końcu Imarka moja mnie zechce i weźmie.
- Wariuję. Ocal mnie, kocie. Tylko ty możesz mnie ocalić. Kocham cię. Nie odrzucaj tego, tylko zostań ze mną na zawsze. Ja proszę ładnie i grzecznie, pijany, ale muszę, bo nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Oszalałem, ale dużo o tym myślałem… Imari, proszę cię, zostaniesz moją żoną? – wyrzuciłem z siebie, ujmując jej dłoń w swoje dłonie. W międzyczasie też gdzieś uświadomiłem sobie, że nie mam pierścionka i że jestem pijany… Trochę słaby moment na zaręczyny, ale byłem ja i była ona, o było też moje umęczone serce. Pomyślcie, co by czuło, kiedy wiedziałoby, że już na zawsze będzie miało Imarkę przy sobie? Och, cóż za radość by w nim zagościła!
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-02-23, 23:07   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może i czasem chciała, ale najwyrazniej nie mogła! Phil, jakby to się nie działo, czy z pomocą jego mocy c zy też bez, stawał na jej drodze dość skutecznie. I dość znacząco, co m usiała przyznać. Dlaczego się z tego idioty nie wyleczyła za pierwszym razem, skutecznie? Nie rozumiała zupełnie. Uciekł, zostawił i słowa nie powiedział, a ona daje się obkręcać wokół palca drugi raz?
Nie miała pojęcia, miała nadzieję, że to nie to, nie tym razem. Że Phil jest szczery, a przynajmniej bardziej szczery niż był, a to juz jakieś osiągniecie. Dla niego samego chyba dość duże. Swoją drogą nie wiedziala czy faktycznie się przed nią otwiera i jest kimś specjalnym czy nie? Czy może po prostu zabawa w gonienei myszki? Gonić jest fajnie, ale jak złapiesz to już meh?
Gdyby nie czuła się tak tragicznie pewnie rozbawilo by ją cichanie na krzesło, ale teraz po prostu obserwowała go, zanim nie zadał pytania.
- Źle - przyznała wprost, zakladajac że i tak nie ogarnie w swoim stanie i nie będzie za bardzo się przejmował. I zwiała by teraz najchętniej od wszystkich, jak najdalej, gdzieś, gdzie jest cicho i spokojnie i mogłaby w tej ciszy i spokoju odpocząć. Więc od niego też. Pewnie by się załamał, jakby się dowiedział.
Co najgorsze, a może najlepsze, ale.. nie sądziła, bo patrząc na niego.. wyglądał strasznie.. Co się stało, czy naprawdę tak mocno wstrząśnęła nim ta sytuacja z porwaniem? Jasne. Nią też, ale.. chyba się nie spodziewała. Nie wierzyla tak do końca, że Phil się jakkolwiek przejmuje. Sądziła, że mu po prostu po drodze.. na te chwilę.
Spojrzała zdziwiona na niego, gdy upadł przed jej krzesłem na kolana.
- Hej, shhhhh... jesteś pijany jak bela - wyciągnęła rękę z jego uścisku, bo drugą miała zapakowaną nadal w gips i oparła ją na policzku Phila, delikatnie przyciągając go do siebie. Ciężko jej się mówilo, ciężko jej się patrzyło, więc jeśli wtulił się w nią to zamknęła oczy, opierajac się powoli. Każdy jej ruch byl zresztą powolny i dokładnie wymierzony.
Przesunęła palcami przez jego włosy. Co ma mu niby powiedzieć? I czemu serce jej tak idiotycznie wali w piersi i glowa tylko bardziej od tego boli? Nie chciała otwierać oczu. Chciała umrzeć.
- Porozmawiamy.. jak wytrzeźwiejesz - odezwała się cicho - Ale możesz mi teraz pomóc.. potrzebuję pokoju na kilka godzin. I ty chyba też - w końcu mogl to zalatwić. Chyba, ze juz jej chrapał na kolanach, co było mozliwe.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8