Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki #1
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-04-28, 21:39   
  

   2 Lata Giftedów!


Starałam się nie analizować zbytnio pytania od rudej dziewczyny i nie pozwolić na to, by zepsuło mi ono humor, który poprawiałam sobie wódką z colą. Nie po to przysiadłam się z Bradley’em do tej grupy, by jakoś się spinać nadmiernie i nadinterpretować rzeczy, które działy się dookoła nas, co nie? To wszystko była zabawa, a ja musiałam to sobie w końcu uświadomić, bo hej…kiedyś kochałam takie zabawy i nie było dla mnie tematów taboo. Obecność Grey’a działała na mnie kojąco i póki był przy mnie, trzymał mnie za rękę i uśmiechał się do mnie nieznacznie… wiedziałam, że wszystko jest okej, a ja mogę wyluzować, odpuścić i nie przejmować się wszystkim aż tak mocno, odbierając od razu słowa innych jako personalny atak na mnie.
Vincent przedstawił nam swoją siostrę, której kiwnęłam krótko głową, a potem… podjął moje wyzwanie, oznajmiając mi, że to ze mną ma zamiar zamienić się ubraniem. No… takiego obrotu spraw to się w ogóle nie spodziewałam, więc przez chwilę to tylko patrzyłam na chłopaka absolutnie zdziwiona, ale no… nie mogłam się teraz wycofać, co nie? Puściłam więc dłoń Brada, wstając z miejsca i bez skrępowania ściągając z siebie koszulkę. Zebranym w pomieszczeniu mutantom ukazały się więc wszystkie moje blizny i wystające żebra, skóra, która wciąż pokryta była siniakami, które wcale nie chciały z niej zejść i no… ewidentnie było widać, że dużo przeszłam. Edams z resztą nie wyglądał wcale lepiej, a ja, owszem, zauważyłam tatuaż na jego piersi i nie czułam się z tym dobrze… Krzywda mutantów była czymś, na co zawsze było mi cholernie ciężko patrzeć, bo przecież w Bractwie brałam udział w każdej misji, która wiązała się z odbijaniem więźniów i widziałam wielu na skraju życia i śmierci, i… przecież sama też na tej linii już kiedyś balansowałam…
- Świetnie, niech ci się dobrze nosi. – rzuciłam, nawet unosząc oba kąciki ust ku górze i biorąc od niego koszulkę, którą założyłam na siebie, i która była zdecydowanie zbyt duża. Zaraz potem wróciłam na miejsce obok Brada, kładąc głowę na jego ramieniu i obserwując dalszą część gry, czyli pytanie dla tego dziwnego chłopaczka, a potem jego odpowiedź i kolejne pytanie, tym razem skierowane do Brada i, no… dziwnie. Obserwowałam go tak, jak on obserwował mnie przy pytaniu rudej. Widziałam, jak zaciska szczękę, jak jego oczy zrobiły się ciemniejsze niż normalnie i no… nie był to wcale dobry znak, choć chłopak już po odpowiedzi trochę się uspokoił, a ja zupełnie nie wiedziałam co o tym myśleć. No bo co ten cały Joker chciał od Brada? Jakby, no serio, co takiego?
No a skoro o Bradzie mowa, to Imari zadała mi pytanie, na które znów się uśmiechnęłam i to nawet trochę bardziej naturalnie i szczerze niż zawsze, jakbym faktycznie była rozbawiona jej słowami.
- Chyba to, że jest moim lustrzanym odbiciem, a podobno to tak już jest, że jak ktoś jest do ciebie tak strasznie podobny, to doprowadza cię do szału. – odpowiadając na to pytanie patrzyłam na Brada, a nieznaczny uśmiech nie znikał mi z twarzy. No… to prawda, Grey i ja byliśmy zupełnie identyczni, o czym oboje przecież wiedzieliśmy. Dopełnialiśmy się, umieliśmy współpracować, stawaliśmy za sobą murem i zgadzaliśmy się prawie we wszystkim, co było dość zaskakujące.
- Eeehmmm… – zaczęłam, rozglądając się po ludziach i ostatecznie zatrzymując się wzrokiem na Phillu, który tym razem wybrał pytanie – Jeśli mógłbyś zmienić w sobie cokolwiek, to… co by to było? – spytałam spokojnie, patrząc na mężczyznę i czekając na jego odpowiedź.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Vanessa Edams



OHANA means family. Family means nobody gest left behind or forgotten.

Niewidzialność

60%

Brak





name:

Vanessa Edams

alias:
Ness

age:
18

height / weight:
163/55

Wysłany: 2020-04-30, 18:29   
   Multikonta: Anna


Gdy przyszła, Vinc niemal od razu spytał czy czegoś się napije. Mimo, że nic nie chciała, to ten i tak podał jej soku. Nie bardzo miała ochoty na jakikolwiek napój, jednak nie miała zamiaru się z nim kłócić. Później przedstawił ją poszczególnym osobom. Głównie uśmiechała się tylko na przywitanie z każdą po kolei. Zdziwił ją jednak widok Jokera... Przez chwilę, miała wrażenie jakby miała nóż na gardle, jednak po chwili uspokoiła się nieco. Przecież Alter Genetics już nie ma... Nie ma się co martwić, prawda? Choć z drugiej strony, był pieprzonym robotem w ludzkiej skórze. Czy był ktoś w stanie go kontrolować?
Biła się przez chwilę z myślami. Aż do czasu gdy z ust Esther padło pytanie. Co prawda było ono do Coleen, jednak temat śmierci nie miał jej ominąć nawet tu. Przez chwilę, miała ochotę po prostu wstać i wyjść. Ale przecież to byłą tylko gra a Esther nie koniecznie musiała wiedzieć o jej chorobie, pomimo, że była siostrą Nicka. Więc starała się nie brać tego zytnio do siebie, mimo, że tochę ją to przybiło.
Wszyscy na zmianę rzucali sobie pytania, wyzwania, a Ness milczała, obserwując tylko wszystkich po kolei.
[Profil]
    [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-30, 20:22   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Gra przybrała nieco na pikanterii i dramatyzmie. Nie obyło się również bez pokazu młodych piersi. Obserwowałem z ciekawością kolejne wyzwania, nie zapominając oczywiście o komentowaniu niektórych rzeczy, bo przecież nie mogłem siedzieć grzecznie i cicho na jednym miejscu.
Trochę zaskoczyło mnie jedynie pytanie Bradley’a odnośnie tego, co łączy Imari z Vincentem, ale Imarka dosyć szybko przypomniała mi o naszej rozmowie odnośnie swoich dawnych lat młodości, hihi. Ewidentnie wszyscy byliśmy jedną wielką rodzinką! Świat był mały i takie tam… A skoro tak, pomyślałem sobie, że w sumie ta siostra Vincenta, Van, tak siedzi sobie cicho, przymiera i ogólnie zachowuje się, jakby już nie żyła, więc postanowiłem to zmienić, bo why not? I na szczęście miałem ku temu sposobność, bo ponownie mnie wybrano. Tym razem pytanie padło z ust znanej Ameryce mutanckiej bojowniczki.
- Hehehe. Musiałbym zmienić wszystko. Myślę, że ponad połowa mieszkańców Seattle przyznałaby mi rację – zaśmiałem się, po czym nagle, gwałtownie spoważniałem i udałem, że jestem śmiertelnie siriusly. – Ale tak naprawdę, myślałem o operacji plastycznej nosa i o zapuszczeniu brody – podsumowałem i takim o oto słowem, zakończyłem swe wyznanie prawdy, by następnie wskazać na upolowaną wcześniej wzrokiem zdobycz.
- Van-Van, prawda czy wyzwanie? – zapytałem, po czym zamierzałem nalegać, jeśli panienka Edams miała się wypierać, że ona z nami nie gra i takie tam. Wpadło się między wrony, to trzeba było krakać tak jak one.
- Jakie jest twoje ulubione jedzenie? – wypaliłem, po czym uniosłem paluszek wskazujący w górę, by zaczekała z odpowiedzią! Nie tak szybko, Młoda! – Tylko przemyśl to dobrze! Niekiedy miewam fazę na gotowanie, a kucharzem jestem niezgorszym, wybitnym bym rzekł – zaśmiałem się wraz ze swoim brakiem skromności. Ale kto wie? Może tym pytaniem zjednam sobie kilka osób? Może zrobię w rebelii jakiegoś Master Chefa czy cuś. A może po prostu zadowolę wymęczoną chorobą dziewczynę? Bo jakby nie patrzeć, to trochę byłem takim Księciem z Bajki, hihi.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Edams



OHANA means family. Family means nobody gest left behind or forgotten.

Niewidzialność

60%

Brak





name:

Vanessa Edams

alias:
Ness

age:
18

height / weight:
163/55

Wysłany: 2020-05-02, 23:07   
   Multikonta: Anna


Już miała chwilę, że chciała wstać i pójść do siebie, gdy z ust Phila padło pytanie do niej... Rany...
-Pytanie
Odpowiedziała po czym wysłuchała pytania. Nie musiał nawet mówić, że ma dobrze to przemyśleć. Sama nie wiedziała, czy ma jakieś ulubione jedzenie... Raczej nie była wybredna. Choć ostatnimi czasy, jedzenie niezbyt przechodziło jej przez przełyk.
-Raczej nie mam nic takiego... Ale jeśli już miałabym wybierać to pizza...
Cóż, nic innego nie przychodziło jej do głowy więc rzuciła trochę na odczepnego. Nawet gdyby komuś przyszło do głowy robić bądź zamówić dla niej pizzę, to i tak by raczej nie była w stanie jej zjeść.
Rozejrzała się krótko po towarzystwie, po czym jej wzrok padł na Vincenta.
-Vinc, prawda czy wyzwanie?
Spytała spoglądając na brata. Gdy ten wybrał wyzwanie, przez chwilę zastanowiła się co by tu mu zadać.
-Siłuj się z kimś na ręce...
Była kiepska w wymyślaniu zadań czy też pytań. Między innymi dlatego nie przepadała za tą grą. Nigdy nie wiedziała co wymyśleć.
[Profil]
    [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-03, 17:41   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Colleen przyjęła jego koszulkę, on zaś w jej ledwie mógł dychać. Może jej już odda? W końcu tona chwilę ! Joker jak zwykle w formie. Kompletnie nie zaczaił pytania i odpowiedział w swoim robotycznym stylu. Pytanie skierowane do Brada wprowadziło lekki kwasik, ale też mocno zdziwiło Edamsa. W sensie...Jokerowi na czymś ZALEŻAŁO? Czyżby aprobata opiekuna była jedynym, co mu dawało spokój?
Chłopak miał dużo szczęścia, że zdążył przełknąć łyk drinka, bo inaczej na bank by się zakrztusił. Grey wywalił z pytaniem, jak Filip z Konopii i to w obecności oficjalnego partnera życiowego Imari. Najwidoczniej jednak Phil wiedział o ich przyjaźni z lat młodzieńczych, no i Imari o pewnym epizodzie nie wspomniała. Inaczej atmosfera nieco by zgęstniała. Blanc zresztą dobitnie określiła ich relację. Nie wiedział co w tym momencie czuje. Mieli jasną umowę i jasne warunki. Dlaczego więc miał ochotę pacnąć ze złości wektorem Brada, prosto w głupi łeb? Przecież koleś tylko zadał niewinne pytanie.
Wyzerował drinka i by przeanalizować swoje humorki na boku, poszedł po dolewkę dla siebie i reszty. Kiedy wrócił, już był spokojny. Rozdał drinki Joe i Jokerowi.
Odpowiedź Colleen - ziew. Odpowiedź Phila - pejsy se zapuść ! Odpowiedź Van - oczywiście, że pizza. Za młodu zamęczali matkę, by im zamówiła pizzę, przy każdej możliwej okazji.
Przyszła znów na niego pora, więc tym razem wybrał wyzwanie. Zastanawiał się, czy nie wybrać Brada...ale ostatecznie wybrał Phila. Mieli w końcu nierozegrany pojedynek!
- Phil. Bez mocy - brzmiało znajomo, co ? Tylko teraz zrobią to dobrowolnie, bez użycia mutazyny,
Usiedli przy wolnym stoliku, przyłożyli dłonie do siebie i zapewne ktoś im zasekundował. Cóż to był za pojedynek ! Testosteron buzował,powietrze elektryzowało , mięśnie się napinały do granic możliwości (Col pożegnaj się z koszulką) brakowało tylko walk w kisielu na boku. Phil aprobowałby, c nie?
Początkowo Vinc objął szybko prowadzenie (całość rozegrana kostkowo w 10 turach), potem zaczął tracić przewagę (wcale nic z tym nie miało wspólnego, że skrzyżował spojrzenia z Imari) i niemal, niemal był na przegranej pozycji....nie ! Mowy nie ma, by przegrał z Philem i to na oczach całej grupy. Chyba z automatu, załączył mu się berserk, szybko wrócił do pionu i szanse były wyrównane (serio! było 98 na 98! ) aż w ostatniej chwili Vinc zaatakował i położył dłoń Phila na blacie. Yassss!
- Dobry pojedynek - sapnął, klepnął go w ramię i wrócił na swoje miejsce, by ugasić pragnienie. - Joe, prawda czy wyzwanie ?
Oczywiście wybrała wyzwanie. Doskonale! Pokaza łpalcem by poczekała i w kilku skokach znalazł się za barem, by wrócić...z czarnym długopisem.
- Wybierz osobę, która narysuje ci wąsy - oznajmił z kołtuńskim błyskiem w oku. Joe i Vincent mieli między sobą jakąś gówniarską chemię. Jak para przyjaciół z licbazy.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-05-03, 18:17   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Nie ruszał mnie widok blizn, chyba tym bardziej dlatego, że wiele z nich dzieliłam już z Vincentem. Wychudzone i posiniaczone ciała też nie były dla mnie nowością, tak samo jak brak okazywania uczuć czy narastające spięcia. To były rzeczy, do których jako obiekty byliśmy przyzwyczajeni. Czy dlatego sama nic sobie z tego nie robiłam?
popijałam nieco ostry napój przede mną, przy niektórych wyzwaniach nawet unosząc kąciki moich ust. Te głupoty... Po protu mnie bawiły i pozwoliły zapomnieć o tej ponurej rzeczywistości, do której zdążyłam przywyknąć. Chyba nawet... Na wspomnienie o pizzy nie zdołałam się powstrzymać przed krótkim wytrzeszczem i oblizaniem własnych warg. Ile to lat minęło, odkąd ostatni raz miałam szansę spróbować to włoskie arcydzieło kulinarne?
Gdy padło moje imię mimowolnie się wyprostowałam, kiwając głową, a po chwili - podnosząc dwa palce, by wskazać na wybór wyzwania.
Wędrowałam wzrokiem za Vincentem, gdy ten wybiegł po długopis. Na krótką chwilę zmarszczyłam swoje brwi, a moje spojrzenie musiało przekazywać coś w rodzaju "no chyba jaja sobie robisz", by po chwili jednak nie dać się pokonać temu zadaniu. Zdecydowanie zbyt energicznym ruchem wyrwałam długopis z rąk chłopaka, by po chwili wyciągnąć go w kierunku osoby siedzącej stosunkowo blisko mnie, czyli Imari.
Nastawiłam swoją buźkę, co by ułatwić rysowanie wąsa nad moją górną wargą, by po chwili zwycięsko spojrzeć w kierunku Obiektu 36. Taka byłam fajna, nie dam się pokonać!
Po chwili w milczeniu obserwowałam osoby przy stoliku, by wskazać dłonią na rudowłosą, która wcześniej tak... Nieintencjonalnie wprowadziła mnie w zakłopotanie. Przyszła pora na zemstę (czy naprawdę to mnie będzie prowadzić przez resztę gry?).
Podrapał się przez chwilę po brodzie, po chwili energetycznie łapiąc za telefon Edamsa, by w polu wiadomości wklikać proste wyzwanie:
Cytat:
Wybekaj swoje imię.
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2020-05-05, 21:18   
   Multikonta: Esmeralda, Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Gra coraz bardziej się rozkręcała padały kolejne pytania oraz wyzwania, a co najważniejsze większość coraz bardziej zalewała się alkoholem. Może to grają zwykle dzieciaki, ale Esther właśnie czegoś takiego było potrzeba. Trochę normalność oraz zwykłych wygłupów. Przyjemnie było w tym wszystkim wziąć udział. Nawet jeśli wcześniej Colleen pytanie takie, a nie inne. Cóż nie o to pytała, ale to też była odpowiedź. Zwłaszcza że wiedziała jak dziewczyna zareagowała i zrobiło się jej trochę głupio, że zadała takie pytanie. Jednak każdy z nich kogoś stracił oraz miał kogoś bliskiego. Była ciekawa czy poświęcili kogoś żyjącego by odzyskać jedną zmarłą osobę. Ona po namyśle nie byłaby w stanie. Prawda jest taka, że tych, których już straciła zdążyła opłakać ich śmierć i chociaż zawsze bd ich nosić w sercu. To nie chciała ich przywracać do życia, a już zwłaszcza nie wtedy gdy zamiast nich miała kogoś innego stracić.
Słuchała innych prawd oraz oglądała wyzwanie. Miedzy czasie nalała sobie alkoholu rzucając za nie pieniądze do kasetki. Nie będzie okradać baru, a też nie chciała nikogo opijać. Mogła sama sobie kupić... Kiedy dostrzegła, że Joe wskazała na nią. Automatycznie powiedziała, że wyzwanie. Skoro wcześniej miała prawdę. To niech teraz będzie jakieś wyzwanie.
Przeczytają wiadomość oraz treść wyzwania spojrzała na dziewczynę i ponownie na treść. SERIO... Miała wrażenie, jakby dziewczyna zaraz powiedziała, że żartuje rzuci jej inne. Jednak nie widziała tego w jego spojrzeniu.
- Wybekaj swoje imię... Zobaczymy czy mi się uda - powiedziała też czytając wyzwanie na głos. Nie wiedziała, czy zrobi to Vincent skoro to jego telefon. Jednak skoro powiedziała a to należy i b.... Nawet jeśli tego nigdy nie próbowała. Zawsze musi być ten pierwszy raz.
- E-S-T-H-E-R - wypekała tylko robiąc sobie krótką przerwę między ,,T", ,,H". Nawet brzmiało to jak poszczególne litery, więc dla niej było wykonane.
- Phil. Prawda czy wyzwanie - wiedziała, że mężczyzna nie dawno był jakieś cztery osoby przed nią. Jednak co jej szkodziło zapytać. Jak wcześniej Vincent był prawie koło siebie. Nie chciała ponownie wybierać Colleen nawet jeśli ona była dawno, bo to może różnie wyglądać. Więc wybrała osobie, która była po niej, czyli Phila. Wybrał ponownie prawdę więc chwile się zastanowiła. -Gdybyś był warzywem to jakim?- zapytała cóż... Często psycholodzy zadają to pytanie, bo to pokazuje jak człowiek siebie widzi.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-06, 21:27   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Ach ten Vincent taki… hardy. Nie wziąłem go za poważnie, bo to dzieciak jeszcze, w dodatku paradujący w damskiej koszulce, hihi. I wygrywałem! Dumnie wygrywałem, obnosząc się z tym przed Imarką, klata wypięta i te sprawy, a tu, o!, Vincent wpierw wyrównał nasze szanse, a potem zaraz mnie położył! Jak. Kiedy. Jakim cudem. Machnąłem ręką i burknąłem coś o tym, że dałem Młodemu fory… Po prostu miał szczęście, a ja jego brak! Ten jeden raz… Ale i tak byłem silniejszy! I mądrzejszy! I ogólnie boski!
Tak też wróciłem na swoje miejsce i siedziałem sobie grzecznie, powiedzmy, że cicho. Gra pomknęła dalej. Te wąsy to był świetny pomysł, a Esther to taka niewychowana laska… Bekała tu nam, hehe. I może nie powinienem był się tak z niej śmiać, bo zaraz padło na mnie, a ja wybrałem pytanie i…
- Nie wiem czemu, ale pierwsza na myśl nasuwa mi się kalarepa… – stwierdziłem nieco zakłopotany, nieco rozbawiony. Hmm. Może powinienem to przemyśleć? Ewidentnie coś w tym było. Najdziwniejsze, gdyż nie miałem okazji dodawać kalarepy do swoich potraw, więc nawet nie miałem z nią za bardzo do czynienia, wiedząc jedynie, że coś takiego istnieje.
Przestałem jednakże nad tym rozmyślać, gdyż teraz czas na… Wskazałem – nazbyt choro podniecony – na Imarkę.
- Prawda czy wyzwanie??? – zapytałem, kręcąc głową to na lewo, to na prawo. Nie miałem pojęcia, jakie jej zadam pytanie, ani też nie miałem pomysłu na wyzwanie, ale i tak czułem się zafascynowany całą sprawą, więc ekstra, super.
Wybrała wyzwanie, więc zagryzłem na moment wargę. Coś takiego… Hm…
- Zaśpiewaj swoją ulubioną piosenkę z dzieciństwa! Nie zapomnij o choreografii! – odparłem z uśmiechem, czekając na występ Imarki.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-05-06, 21:49   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


No tak, mogła się spodziewać jakiejś głupoty, ale miała w siebie wlaną już jakąś tam ilość alkoholu, humor miała całkiem dobry w sumie.. A piosenka przyszła jej do głowy sama!
Odstawiła szklankę, siegnęła po telefon, włączyła utwór na YT, bo przecież nie można tak bez podkładu..
https://www.youtube.com/watch?v=V0PisGe66mY
Szło jej.. koślawo. Na pewno za to wydawała się rozbawiona, z szerokim uśmiechem, tańcząc koślawo, bo nie pamiętała za dobrze układu.
Aż dech straciła jak skończyła!
Klapnęła obok Phila, śmiejąc się wciąż.
- Kto dalej..? - rozejrzała się po ludziach naokoło.
Wyzwanie? No tak, jak z Jokerem można bylo się spodziewać
Zastanowiła się przez chwilę.
- Weź na barana Vincenta i zrób z nim dwa kółka naokoło pokoju.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2020-05-13, 18:46   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Joker przyjął do wiadomości taką odpowiedź Bradleya. Na podstawie ogólnej postawy opiekuna zrozumiał, że nie chce o tym rozmawiać więc nie rozwlekał tematu. Nie powinien był go w ogóle poruszać. Jeszcze miesiąc temu do głowy by mu nie przyszło pytać o powody opiekuna.
Gra potoczyła się dalej. Większość obecnych się śmiała lub przynajmniej uśmiechała. Najwyraźniej dobrze się bawili. Dla Jokera nie było to takie całkiem nowe. Niejednokrotnie towarzyszył Doktorowi Shugartowi w grze w pokera, brydża czy cokolwiek innego. Prawda czy wyzwanie miało inny charakter, ale obiekt 54 nie czuł się jakoś specjalnie inaczej poza momentem krótkiej wstawki muzycznej, podczas której po krótkim upewnieniu się czy opiekunowie mają coś przeciwko wbił wzrok w telefon. No i tymi momentami gdy był wywoływany. Jak teraz.
Spojrzał na Vincenta oceniając co sądził o tym wyzwaniu. Skoro opiekun nie miał nic przeciwko wstał i stanął tyłem zniżając się na nogach by ułatwić wskoczenie sobie na plecy. Przebiegnięcie dwóch kółek z ciężarem podobnym do własnego na plecach nie było zbyt dużym problemem dla wytrenowanego obiektu RS12. Ewentualną przeszkodę mogłyby stanowić rany, ale to też było już zagojone w znacznym stopniu. Wystarczającym, by taka przebieżka nie była problemem. Odstawił Vincenta ostrożnie upewniając się, że stoi stabilnie na własnych nogach nim poszedł usiąść. Przejechał wzrokiem po obecnych zastanawiając się kogo wybrać. W końcu wskazał najbezpieczniejszą opcję.
-Vincent, pytanie czy wyzwanie?- zwrócił się do Edamsa. Opiekun wybrał tą pierwszą opcję co było o tyle problematyczne, że miał problem z oceną jakie pytania przejdą i zostaną docenione. W końcu przekręcił pytanie o ulubione jedzenie żeby nie było powtórzeń.
-Jakie jest najgorsze jedzenie jakie jadłeś?
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-14, 14:45   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vinc był zrelaksowany i nawet, co jakiś czas warga mu drgnęła, jakby chciał się uśmiechnąć. Z trudem zachował powagę przy bekającej Esther i wyobrażeniu Phila jako kalarepa.
Przebieżka na ramionach Jokera była co najmniej dziwna. Trochę się czuł niezręcznie, bo jednak ich relacja była....dziwna. On go traktował jako Jedynego Słusznego ( poza Bradem) Lidera , a Vinc starał się go nauczyć samodzielnego myślenia i że nie jest czyjąś własnością. No ale w końcu to była zabawa, a Vinc po pytaniach Brada, wypił drinka na hejnał.
- Brawo ty- popatał Jokera po główce (!) w dowód uznania jego tężyzny fizycznej.
Boże, jak wytrzeźwieje, to chyba umrze z zażenowania.
Wtedy padło na niego. Co jadł najgorszego?
- Klopsy mojej matki- i Van mogła to potwierdzić. O tak. Nie było nic gorszego. Gumowate, żyłowate i bez smaku.
PRZYSZŁA PORA ZAPŁATY, BRADZIK.
- Brad - powiedział niewinnie, choć taka Imari, która go znała, wiedziała, że to wcale nie jest niewinne. - Prawda czy wyzwanie?
Wybrał wyzwanie. Doskonale! To jak Dzień Dziecka!
Vincent zdjął buty....i skarpety.
- Załóż je sobie na uszy i udawaj królika. Skarpety zostają przez trzy kolejki- oznajmił.
A był po robocie na zmywaku, HAHAHA. Nie były super pachnące!
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-05-19, 00:24   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dalsza gra przebiegała dość wesoło. Brad w tym czasie siedział cicho i pił swój alkohol. Co jakiś czas uśmiechnął się w odpowiedzi na jakieś zadanie lub odpowiedź.
W końcu przyszła kolej na niego, a do tego czasu alkohol zdążył zadziałać na tyle, że po przedstawieniu zadania przez Vincenta, wcale nie miał odruchu, żeby go zabić. W normalnych okolicznościach pewnie by to odebrał jako próbę upokorzenia, ale taka gra rządziła się swoimi prawami i musiał trać według zasad. Poza tym to zadanie nie było właściwie takie złe. Już dawno nie zrobił z siebie głupka podczas takiej zabawy, więc teraz miał doskonałą okazję.
Założył skarpety mężczyzny na uszy i starał się nimi za bardzo nie machać, żeby brzydki zapach się nie roznosił. Wystawił zęby, poruszał kilka razy charakterystycznie noskiem i mruknął parę razy „kic kic” i to na tyle z udawania królika. Nie zamierzał wstawać z miejsca i kicać, po pierwsze mu się nie chciało, a po drugie wystarcza już, że miał te śmierdzące skarpety. Miały zostać na trzy kolejki, więc Brad przeszedł do kolejnej osoby i tym razem padło na Colleen. Uśmiechnął się, gdy wybrała pytanie. Dużo o niej wiedział, ale skoro już był w klimacie głupich pytań, to nie zamierzał na tym poprzestawać.
- Ilu miałaś partnerów seksualnych? - zapytał rozbawiony, choć wątpił, żeby wprowadził ją tym w zakłopotanie. Była raczej na to odporna, podobnie jak on. Chociaż może nowe towarzystwo odkryje jakąś dozę nieśmiałości? I chyba nie musiał doprecyzowywać pytania, że chodziło zarówno o mężczyzn jak i o kobiet.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-05-21, 22:42   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie odzywałam się wcale. Siedziałam obok Bradley’a, co jakiś czas dorabiając nam drinki i czując, jak alkohol powoli na mnie działa, szczególnie, że przecież ostatnie kilka miesięcy nie było dla mnie wcale łatwych, byłam więziona, prawie nic nie jadłam, schudłam cholernie, a o piciu wódki z colą mogłam tylko marzyć, więc no… teraz wszystko działało na mnie znacznie mocniej i to na tyle mocniej, że nawet zadanie Brada nie uznałam za aż takie żałosne, choć w normalnym stanie to z pewnością właśnie tak bym o tym myślała. Teraz jednak śmiałam się cicho po nosem, widząc, jak Grey robi z siebie głupka w skarpetkach na uszach, ale no… nagle mi się zupełnie nie do śmiechu zrobiło, gdy okazało się, że teraz czas na mnie! Wybrałam pytanie, nie mając wcale ochoty na udawanie królików, psów i krów, czy jedzenie cynamonu, i no… pytanie wcale trudnie nie było, a ja to nawet byłam pewna, że Bradley znał na nie odpowiedź, ale no… okazywało się, że nie, a ja wcale prawdy zatajać nie zamierzałam! Nie czułam się też skrępowana, no bo nie miałam dwunastu lat, by zawstydzać się pytaniem o seks.
- Trzech. – powiedziałam od razu, uśmiechając się idiotycznie, bo Brad to znał przecież całą trójkę… Aaron, Dale i… Bradley Grey we własnej osobie.Joe… teraz ty. – powiedziałam do cichej dziewczyny, której imię wyłapałam już wcześniej i dopiłam swojego drinka, gdy ona wybrała wyzwanie – Zatańcz do dowolnej wybranej przez Vincenta piosenki! – zadecydowałam, rozkładając się wygodniej na krześle i nogi wyciągając przed siebie, kładąc je na kolanach Brada, którego obdarzyłam uśmiechem nie do końca trzeźwej osoby. Ale no, przynajmniej dobrze się bawiłam!
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-05-24, 14:13   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Procenty z całą pewnością uderzały i mi do mojej małej główki, skoro w pewnym momencie... Zaczęłam szczerze świetnie się bawić! Każdy kolejny wygłup tylko pobudzał moją infantylną wyobraźnię, próbując wymyślać sposoby na jeszcze większe ogłupienie każdego kolejnego uczestnika. Zresztą. Sama po trochu zaczynałam się włączać w każde kolejne rzucane wyzwanie (chyba nawet próbowałam nucić piosenkę śpiewaną przez Imari, była taka skoczna!), a samo zadanie skierowane do Brada rozbawiło mnie na tyle, że wybuchnęłam śmiechem - nawet głośnym, jak na moje standardowe trzymanie się na "uboczu".
Przestało mi być do śmiechu dopiero, gdy do moich uszu dotarło moje własne imię, wypowiedziane przez Collen, na której skupiłam swój wzrok, nabierając powietrze w policzki. To... To chyba nie mogło być takie złe, prawda? Mój wzrok mimowolnie powędrował do Vincenta, który po chwili zastanowienia zarzucił mi na telefonie melodię, którą w ostatnich dniach zdążyłam zbyt dobrze poznać.
Już czułam, jak robię się ciepła na twarzy i chyba tylko moja lekko ciemna karnacja tak szybko nie zdradziła rumieńców zawstydzenia, które próbowały się wybić nawet ponad moje jakże "górnolotne" umiejętności taneczne. Do rytmu trolololo, próbowałam wykonywać ruchy znane mi z dzieciństwa - zraszacze, nurkowanie i inne jazzy hands. Nie trwało to zbyt długo, bo ostatecznie zaczęłam się śmiać sama z siebie, zakrywając twarz w swoich dłoniach, gdy podparłam się o jakiś taborecik czy inny blacik stojący za "parkietem".
Potrzebowałam chwili, by się uspokoić, gdy zaczęłam szukać kolejnej ofiary wśród zebranych. Już miałam chochliki w oczach, już widziałam, w swojej wyobraźni, jak ktoś przebija wszelkie granice absurdu, gdy jednak... Mój wzrok utknął na tej biednej dziewczynie siedzącej koło Vincenta.
Wskazałam na Vanessę dłonią, próbując przywołać lekki uśmiech na swoje usta. Wydawało mi się, że cierpi, a ja... Może umiałabym na to zaradzić? O ile tylko wybierze wyzwanie...

Jeśli panna Edams odważyła się na wyzwanie, było ono proste. Sugestywnie wyciągnęłam przed siebie swoje dłonie, co z całą pewnością mógł poznać jej brat. Przekaz był tylko jeden - "daj się dotknąć". Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że brunetka cierpi z powodu choroby, ale... Jeśli fizycznie odczuwała jakikolwiek ból, z całą pewnością byłam w stanie jej pomóc - choć na dzisiaj, by mogła cieszyć się tą zabawą.

Jeśli jednak wybrała pytanie, westchnęłam ciężko sięgając po telefon, z którego przed chwilą leciała zabawna muzyka, wpisując kilka słów w notatniku:
Cytat:
Co jest Twoją największą zaletą?
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Vanessa Edams



OHANA means family. Family means nobody gest left behind or forgotten.

Niewidzialność

60%

Brak





name:

Vanessa Edams

alias:
Ness

age:
18

height / weight:
163/55

Wysłany: 2020-05-25, 23:45   
   Multikonta: Anna


Wciąż nie odzywając się spoglądała na wygłupy wszystkich dookoła, mając wrażenie, że jest jedyną którą ta gra niezbyt bawi. Zwłaszcza, że coraz większe zmęczenie odczuwała. Podonie jak ból stawów. Ostatnio zdarzało jej się coraz częściej. Już była bliska by powiedzieć Vincentowi, że już idzie, gdy nagle Joe wskazała na nią. Postanowiła wybrać wyzwanie. Nawet jeśli było by to głupie bądź niemożliwe dla niej do wykonania, po prostu powiedziała by "pas" i odeszła.
Widząc, że dziewczyna chce by Ness pozwoliła się dotknąć, spojrzała niepewnie na Vinca, po czym znów na nią. Ostatecznie pochyliła się lekko i podała jej rękę jednocześnie ją odsłaniając.
To co miało miejsce zdziwiło ją nieco. Jednak na jej twarzy pojawiła się swego rodzaju ulga. Miała wrażenie jakby otrzymała dawkę morfiny. Ból stawów zelżał. Niemniej jednak, zmęczenie zostało. Podobnie jak uczucie zimna. Widziała jednak, że teraz to ból przeszedł na nią. Współczuła jej, że teraz dla odmiany to Ona się z tym musiała borykać. Miała tylko nadzieję, że u niej ból nie będzie się utrzymywał.
Spojrzała na Joe po czym powiedziała jedynie "dziękuję". Już wiedziała na czym polegała jej moc. Dziewczyna zapewne nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jej pomogła.
Dopiero po chwili wyprostowała się jakby wciąż nie wierzyła w to, że aż tak nie czuje bólu. Po czym rozejrzała się po zebranych.
-Esther. Pytanie czy wyzwanie?
Spytała zastanawiając się w między czasie, jakie pytanie jej zadać. Jeśli takowe wybierze. Jeśli wyzwanie, to miała nie mały problem z wymyśleniem tego.

Jeśli wybrała zadanie, pierwsze co przyszło jej do głowy to to by pocałowała Phila. Może i głupie ale tak jej się palnęło. Jeśli pytanie, spytała o wymarzone miejsce do którego chciała kiedyś pojechać.
[Profil]
    [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7