Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki #1
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-04-19, 20:09   
  

   2 Lata Giftedów!


Dokładnie wczoraj Bradley i ja zostaliśmy oficjalnie przydzieleni do Rebelii, do grupy Żniwiarzy i nawet otrzymaliśmy swój własny pokój, a ja… czułam się dobrze, ale… dziwnie. Pierwszy raz od bardzo dawna miałam przy sobie osobę, której ufałam i na której cholernie mi zależało. Miałam też dach nad głową i łóżko, w którym mogłam względnie się wyspać nie martwiąc się o to, że zaraz ktoś mnie zaatakuje i spróbuje znów zabrać do D.O.G.Sów. Póki co… czułam się bezpiecznie, ale musiałam przywyknąć do nowego miejsca. Musiałam nauczyć się tego, że, kurwa, w jakimś sensie zdradziłam Bractwo, na którego straży miałam stać, które miałam prowadzić, które założyła moja własna matka i… chyba właśnie dlatego nie miałam wcale tak dobrego humoru, jaki teoretycznie powinnam mieć, bo wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak miało się potoczyć, prawda?
Był już wieczór, bar na dole został oficjalnie zamknięty dla gości, a ja czułam ogromną wręcz potrzebę napicia się czegokolwiek. Zbyt długo byłam trzeźwa w tym pojebanym świecie i może alkohol sprawi, że wyluzuję chociaż na chwilę, ogarnę się i zrozumiem, że wcale nie robiłam nic aż tak złego, a matka wcale nie jest zawiedziona moją postawą? Bradley nie chciał mnie puścić samej i poszedł za mną, a ja nie protestowałam, bo cholera, przez zajebiście długi czas byłam sama… Dale mnie zostawił i… naprawdę dobrze było mieć Bradley’a przy sobie.
- Piwo czy drink? – spytałam, uśmiechając się do niego nieznacznie, gdy już stanęliśmy za barem. Sobie nalałam do szklanki wódki i coli, wrzucając kilka kostek lodu, a Brad’owi zrobiłam dokładnie to, na co się zdecydował i… wtedy zauważyłam grupkę mutantów siedzących przy stołach i, no… może to był odpowiedni moment, by oderwać się od rzeczywistości? Spojrzałam na Grey’a pytająco i już po chwili z drinkiem w dłoni ruszyłam w stronę mutantów, bez słowa siadając na krześle gdzieś w ich pobliżu.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2020-04-20, 03:23   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Jokera nie trzeba było specjalnie namawiać do udziału w zabawie. Zresztą ciekawe czemu. Poszedł po prostu gdy padła informacja, że coś takiego będzie miało miejsce i że ma w tym uczestniczyć. Mało było w tym chęci socjalizowania się. Nawet powiedział “Tak jest” jak w przypadku każdego innego polecenia. Był ciekaw co to, ale zgodnie ze swoim wychowaniem nie okazywał tego zainteresowania. Został też poinstruowany jak działa ta gra i jakie zasady podczas niej obowiązują.
Zajęli miejsca przy jakiś stolikach i po krótkim czasie dołączyło się jeszcze kilka osób. Zaczął Vincent wskazując na Joanne. Dziewczyna wybrała wyzwanie i po chwili postawiono przed nią miskę orzeszków, które miała zjeść nie używając dłoni. Polecenie proste. Wykonanie też. Zatem tak będzie wyglądać większość wyzwań? Nie są jakoś szczególnie rozwijające. Oczywiście kobieta podołała, a jako następnego uczestnika wskazała właśnie jego. Gdy wybrał wyzwanie pokazała mu jakiś filmik, na którym człowiek próbował zjeść łyżkę cynamonu.
-Mam odtworzyć scenę czy zrobić to czego on nie był w stanie?- spytał, bo oczywiście osoba na filmiku poległa w wykonaniu zadania. Joe wskazała, że druga opcja więc chłopak kiwnął głową i poszedł do kuchni po łyżkę i cynamon.
-Proszę o pozwolenie na przygotowanie szklanki z wodą.- odezwał się jeszcze nauczony analogicznym doświadczeniem z pieprzem cayenne. Zapewne dostał pozwolenie. To nie jest na poważnie, a oni nie są sadystami. Nie do końca rozumiał w jaki sposób jest to zabawa, ale nie protestował. Nałożył cynamon na łyżkę z lekkim czubkiem tak jak człowiek na filmiku i bez większego namysłu wpakował sobie do ust. Było to mniej ostre niż pieprz, ale dużo bardziej osuszało usta. Chwilę chłopak próbował wytworzyć dostateczną ilość śliny by namoczyć chociaż część tego pyłu, ale poganiany spojrzeniami zaczął partiami połykać. Pierwsza reakcja organizmu była oczywista: kaszel. Zatrzymał go na tyle, na ile mógł, ale wciąż wypuścił nosem chmurkę cynamonu. Walczył jednak zamierzając wykonać rozkaz. Ponawiał próby połknięcia i powstrzymywał grymas, odruch kaszlu oraz wyplucia brunatnego proszku, a po krótkiej przerwie powtarzał proces. Momentami wyglądało to jakby miał się udusić i może faktycznie byłby gotów doprowadzić to wyzwanie do takiego poziomu gdyby w końcu nie udało mu się przełknąć. Gdy skończył popił wodą, ale jeszcze dużo czasu minie zanim pozbędzie się tej suchości w ustach, gardle i nosie.
-Zrobione.- zakomunikował lekko zachrypniętym głosem. Rozejrzał się po twarzach przy stole. Nie znał części z nich, ale to właśnie ci nieznajomi wydawali się najbardziej neutralni. Nie mógł wybrać Vincenta, bo był jego opiekunem i nie zamierzał mu wydawać poleceń nawet pod płaszczykiem niegroźnego wyzwania w jakiejś grze, a Joe dopiero co wybrała jego. Chyba nie można było cofać wyzwań do nadawcy. Długo się nad tym zastanawiał. Dłużej niż należało. Nie był dobry w dokonywaniu wyborów, które uzależnione były w zasadzie wyłącznie od jego widzimisie. W końcu wybrał jakiegoś mężczyznę, który się do nich przed chwilą dosiadł.
-Może Pan.- wskazał na Phila siedzącego prawie naprzeciwko obiektu 54 -Prawda czy wyzwanie?
Dobrze, że w odpowiedzi usłyszał “wyzwanie”, bo nie miałby pojęcia o co pytać. Wszystkie pytania jakie przychodziły mu do głowy były banałem w stylu czy lubisz ser w kanapce. Wyzwanie, które miał przygotowane również było bezsensowne, ale chociaż jakkolwiek trzymające się idei niegroźnych rzeczy, które nikogo nie skrzywdzą ani nie obrażą. No i może nie wypadnie tak źle.
-Stań na rękach.- niezbyt to kreatywne, ale jak na Jokera to bardzo dużo.
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-20, 20:43   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| 17 maja 2019 roku

Ach, co za ubaw! Zacnie, że trafiłem w tak znakomitym momencie, kiedy dzieciaki postanowiły grać w prawda czy wyzwanie. Dla człowieka – czy też mutanta – który kochał wyzwania i etatowo się wygłupiał, to była zabawa znakomita, więc od zaraz dołączyłem, kiedy na dołączenie zgodę otrzymałem. Fajnie, że przygarnęli starego pryka… Haha, ale kiedy Joker zaczął kichać cynamonem, to aż zapragnąłem ich wszystkich adoptować. Nie zdziwiłbym się, gdybym właśnie tak postąpił. CODZIENNIE INNE WYZWANIA, INNE GRY I CAŁE SALWY ŚMIECHU, OH YEAH!
Pewnie przez ten mój chichot – ku mej oczywiście uciesze – zostałem mianowany jako następny. Chwila oczekiwania na wyzwanie, po czym hardo wstałem, wciskając w dłonie Joe swoje okulary, bo je miałem na nosie z zamiarem sprawdzania dokumentów… Ech, ale dokumenty nie zające! Nie uciekną!
Przemknąłem po kanapach, by zeskoczyć z nich na środek pomieszczenia, gdzie zamierzałem robić swoje wygibasy, a jako że w pomieszczeniu znajdowała się również Imarka, to nie zapomniałem na nią spojrzeć z uśmiechem godnym prawdziwego, rasowego pajacusia.
I zrobiłem to! Stanąłem na rękach, co poszło mi całkiem gładko…, ale to nie wszystko, gdyż musiałem się przed moją Imarką trochę popisać. Złapałem większą równowagę i powoli przeniosłem ciężar na tylko prawą rękę, by w końcu lewą oderwać od ziemi. Hihi. Zaliczyłem stanie na dwóch rękach i na jednej!
Ale krew zaczęła mnie zalewać, więc zaraz wróciłem do normalnego pionu! Postąpiłem kilka kroków ku publice i wskazałem palcem na Imarkę.
- Teraz ty, młoda damo. Prawda czy wyzwanie? – zapytałem rozbawiony, podpuszczając ją nieco, by… w sumie nie wiem, co bardziej pragnąłem, by wybrała, więc zapewne bardziej ona mogła się obawiać, co mi chodzi po głowie. Kiedy wybrała, udałem, że się zastanawiam, po czym wypaliłem:
- Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? – zapytałem zaciekawiony, oczywiście zamierzając w przyszłości wykorzystać jej odpowiedź, o ile miało to być możliwe.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2020-04-21, 12:32   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Mężczyzna zdjął okulary, oddał komuś i wykonał zadanie. Nawet się popisał stając na jednej. Oznaczało to całkiem niezłe wyćwiczenie. Można później dać mu jakieś bardziej wymagające wyzwania fizyczne. Oczywiście o ile go jeszcze kiedyś wybierze i znów będzie chciał wyzwanie.
W tym samym czasie podeszli do stolika właścicielka telekinezy i Brad. Ta pierwsza niezbyt interesowała obiekt 54, ale na widok opiekuna zaraz mózg zadziałał sam. Zgodnie z wyuczonym odruchem Joker wstał z krzesła patrząc wprost na niego jakby oczekując polecenia. Vincent dopiero niedawno przyszedł do Jokera z nim porozmawiać, ale zdążył już poznać to zachowanie. Wiedział, że młody siądzie dopiero gdy dostanie taki rozkaz. Oduczenie go tego zajmie pewnie dużo czasu. Zresztą jak cała resocjalizacja byłego szczura laboratoryjnego i goryla.
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-04-21, 12:58   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


17.05.2019

Oczywiście, że się popisywał, jak mogło by być inaczej? Miał ponad 30stkę, a zachowywał się jak trzynastolatek. Nie było to dla niej specjalnie zadziwiające, że postanowił stanąć na jednej ręce. Siedziała między ludźmi, zapewne wcześniej koło Phila, zanim nie wstał. Cieszyła ją ta chwila normalności i musiała przyznać, że kosmicznie brakowało jej takich.. pierdół. I swobodnego śmiechu naokoło.
- Prawda - odpowiedziała od razu, bo raczej wyzwania były w dużej mierze skazane na porażkę. A pytanie, które zadał Neumann.. cóż, raczej odpowiedź na nie nie pasowała do obecnej atmosfery rozluźnienia i zabawy. Wybrała więc inną, coś co też jej chodziło po głowie.
- Karton lodów o smaku cookie dough i wielkie brownie całe dla mnie - parsknęła, bo faktycznie to jej chodziło po głowie, ale takie zachcianki nigdy nie były dla niej na tyle priorytetowe, by je realizować szybko. A czasem w ogóle.
- Brad - obróciła się do znajomego - Prawda czy wyzwanie? - zapytała zainteresowana, bo w sumie nie wiedziała co może wybrać
Zmarszczyła nos na moment i zastanawiała się przez kilka chwil.
- Pięć pompek z Collen na plecach! - zawyrokowała.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-04-22, 00:54   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Przyjęcie do Rebelii mieli z Colleen w końcu za sobą. Mężczyzna odetchnął z ulgą, bo naprawdę parę dobrych miesięcy starał się o tę zmianę. W bractwie było mu dobrze, ale jednak jego poglądy zdecydowanie za bardzo odbiegały od ideologii bractwa i nie byłby uczciwy w stosunku do nich, a nawet w stosunku do samego siebie, gdyby nic z tym nie zrobił.
Cieszył się, że Colleen jest tutaj z nim i mogą wspólnie przeżywać to wszystko. Dzięki niej nie czuł się tutaj osamotniony. Wręcz przeciwnie, bo spędzali ze sobą niemal każdą chwilę. Gdy dzisiejszego wieczoru chciała się napić po zamknięciu baru, od razu powiedział, że idzie z nią. Też miał ochotę się napić, poza tym mogła to być jakaś forma uczczenia ich zmiany statusu na "rebel".
- To samo co ty - odpowiedział kobiecie, gdy zobaczył jakiego drinka sobie robi. Jemu też to pasowało, nie był zbyt wybredny jeśli chodzi o alkohol. Na piwo jakoś dziś nie miał ochoty.
Wtedy okazało się, że nie tylko oni mieli ochotę na picie i grupka rebeliantów zebrała się przy stoliku. Czemu by więc do nich nie dołączyć? Kiwnął głową do Colleen i razem do nich podeszli. Wtedy z miejsca zerwał się Joker. Jego zachowanie było dziwne i nienaturalne dla Bradleya. Denerwowało go to chore oddanie względem niego. Nie chciał tego, nie chciał żadnego dodatkowego obowiązku, a bycie czyimś "opiekunem" z tym się właśnie wiązało. Takich sytuacji było już kilka, gdzie Joker reagował na Brada zupełnie inaczej niż na resztę. Mężczyzna nie wiedział jak to jest z Vincentem, bo póki co aż tak dużo czasu razem nie spędzali. I kiedy znów zobaczył dziwne zachowanie, jego mina wyrażała... rozdrażnienie.
- Przestań błaznować i siadaj na dupie - powiedział chłodno i dość cicho, ale na tyle, by Joker go usłyszał. Brad często był gruboskórny i nietaktowny w kontaktach z ludźmi, dlatego dla dobra ich wieczornej atmosfery lepiej, żeby wiele osób nie komentowało tej sytuacji. Wszak to Brad i Joker sami muszą sobie wypracować jakiś system komunikacji.
Ale po chwili siedzenia, Imari wyznaczyła go jako kolejnego w ich zabawie. Nie za bardzo miał ochotę mówić o sobie i udzielać im prawdziwych informacji, dlatego bez wahania wybrał wyzwanie.
- Łatwizna - uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał swoje zadanie. Co prawda Colleen musiała mu asystować, ale chyba nie było większego problemu, żeby się na to zgodziła.
Odszedł kawałek od stolika, by mieć odpowiednio dużo miejsca i przybrał pozycję do pompki. Gdy tylko czarnowłosa usiadła na jego plecach, zaczął robić pompki. Dokładnie pięć, tyle ile wymagało zadanie. Mógłby zrobić i 10, bo krótko mówiąc był w formie. Domyślał się jednak, że to dopiero rozgrzewka, więc nie pajacował i po pięciu pompkach wrócili na miejsce. Brad rozejrzał się po zgromadzonych i skierował się do Vincenta z pytaniem, co wybiera. Gdy usłyszał jego decyzję, sam postanowił iść w nieco bardziej intymne tematy. W końcu chyba o to chodzi w tego typu grach?
- Okej. Ile miałeś lat, gdy straciłeś dziewictwo? - zapytał z rozbawionym uśmieszkiem. Nie miał żadnych typów, bo Vinc był dla niego póki co zagadką. Właściwie większość ludzi tutaj. Ale może ta gra pozwoli mu na lepsze poznanie niektórych.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-22, 03:36   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Taaaak, zaczęło się robić zabawnie. Joe jedząca orzeszki sprawiła, że kąciki ust zadrżały mu nieznacznie. Na niego to naprawdę było dużo. Ogólnie w Rebelii było wiadomo, że dzieciaki z AlterGen były mocno dziwaczne i w zasadzie pozbawione umiejętności okazywania emocji. Vincent, jako, że był tu najdłużej, wydawał się najnormalniejszy...chociaż patrząc po spontanicznych reakcjach milczącej Joe, nie było aż tak źle.
No...w sumie z Jokerem było. Proces jedzenia przez niego cynamonu, był jednocześnie zabawny i przerażający. Pewnie dlatego, że Vincent naczytał się jego akt i wiedział,że ta przyprawa to małe piwo, w porównaniu z pieprzem cayene, który musiał kiedyś zjeść Edamsa ucieszyło to, że Joker zrozumiał zasady i nie musiał interweniować.
Popisy Phila skwitował milczeniem ( No nie mógł spaść na tego uśmiechniętego ryjoka? Głupi, wysportowany Phil, oby go ta ręka zabolała ) zaś wyznanie Imari...zaskoczyło go. Ciekawe o czym tak naprawdę marzyła? Bo chyba nie NAPRAWDĘ o lodach i cieście? Jeżeli tak...to w sumie to było urocze.
Brad był chyba jakiś spięty i coś tam syknąl do Jokera. Chłopak zmrużył niebezpiecznie oczy. Potem musi sobie uciąć pogawędkę z Greyem. Tak jakby mieli wspólne dziecko - Michaela. Vinc musiał mu wyjaśnić, co się dzieje w głowie Shugarta.
- Nie musisz wstawać, gdy widzisz któregoś z nas. Potem ci wyjaśnię dlaczego - wyjaśnił cicho podopiecznemu. Joker potrzebował jasnych komunikatów.
Nie mógł jednak powstrzymać delikatnego uśmiechu, gdy Brad zaczął robić pompki, z Colleen na plecach. Nawet sekundował z resztą, w ogólnym rozbawieniu ! Robiło się coraz ciekawiej. Nadeszła jego kolej!
- Prawda ! - przecież nie zapyta o coś dziwnego, co nie?
O. A jednak.
Nie dał po sobie nic poznać. W zasadzie tylko Imari znała ponurą prawdę, stojąca za tym niewinnym pytaniem. Chłopak zachował jednak pełen profesjonalizm. Odchrząknął, upił łyk drinka, unikał spojrzenia Blanc.
- Piętnaście. Prawie szesnaście. - odpowiedział i wymusił krzywy uśmiech - Esther, prawda czy wyzwanie?
Kojarzył ją ze świąt, była siostrą Nicka a prezent od niej, załatwił mu kaca stulecia. No, ale przecież nikt nie kazał mu próbować wszystkiego NARAZ.
Esther wybrała też prawdę. Vinc zastanowił się. W sumie w opisie zabawy było, że im bardziej żenujące i intymne pytania tym lepiej. Hmmm...
- Okej - zaczął - Gdybyś musiała wybrać...z którą z osób w tym pokoju byś się przespała. - oczywiście mogła też wybrać kobietę, wszyscy byli tu postępowi ! Hehe.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Edams



OHANA means family. Family means nobody gest left behind or forgotten.

Niewidzialność

60%

Brak





name:

Vanessa Edams

alias:
Ness

age:
18

height / weight:
163/55

Wysłany: 2020-04-22, 07:35   
   Multikonta: Anna


Ostatni czas był dość stresujący dla Nessy. Choroba postępowała. Ona sama czuła się coraz gorzej. Niemal codziennie miała podłączone kroplówki. W ten sposób miała podawane nie tylko leki, ale też wszystkie niezbędne witaminy i minerał, bo odkąd dowiedziała się, jak zły jest jest stan, nie mogła nic przełknąć. Jakby coś w psychice nie pozwałało jej nic jeść. Każda próba zjedzenia choćby kawałka bułki, kończyła się wymiotami. Nic dziwnego też, że w zaledwie kilka dni, znacznie schudła.
Dziś jednak po namowach Vincenta, postanowiła zejść na dół, choć na chwilę. Nie koniecznie po to by grać, ale chociaż posiedzieć z kimś, a nie stale sama zamknięta w swoim pokoju. Ubrana ciepło i otulona kocem pojawiła się w barze w między czasie rozglądając się po pomieszczeniu. Grali w prawdę czy wyzwanie. Nigdy nie przepadałą za tą grą. Zwłaszcza w takich sytuacjach jak teraz, że połowy ludzi nie znała. O ile nie więcej jak połowy. Podchodząc do brata czuła na sobie spojrzenia niektórych osób. Cóż. Zdawała sobie spawę, że jej wygląd nie był zachwycający. Chuda, blada, opatulona jakby było conajmniej -8'... Czasem gdy spoglądała w lustro, miała wrażenie, że już widzi martwą wersję siebie. Usiadła nieco za Vincentem jakby chcąc schować się przed ludźmi i być tylko obserwatorem. Żałowała, że choroba zabiera jej tyle energii podobnie jak moc. Przez to wszystko gdyby tylko użyła mocy, mogło by to tylko pogorszyć sprawę.
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2020-04-22, 20:08   
   Multikonta: Esmeralda, Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Czy znali te grę, czy też nie. Chyba wszystkim była potrzebna taka chwila normalność oraz wyluzowania się. Esther nie była wyjątkiem, bo nawet ostatnio marudziła, że brakuje jej takich zwykłych rzeczy. Jakie robiła za nimi to wszystko się zaczęło. Sama nie wiedziała co ją skłoniło do zejścia do baru. Może to rozmowy, a może śmiech. Emma spała, a ona nie miała jakoś na to ochoty. Chyba nie zanosiło się na to, by zasnęła przy najbliższych minutach, czy też godziny. Zeszła na dół i od razu zauważyła, że grają prawda czy wyzwanie. Chwilę powstała i popatrzyła, jak Phil wyprawia akrobacje na jednej ręce. Oczywiste było, że się popisuje przed Imarii. Którą też dostrzegła po tym jak mężczyzna ją wyznaczył. Kiedy padło jej imię spojrzała na Vincenta.
- Prawda - powiedziała automatycznie, jeszcze nie miała ochoty się popisywać czy robić jakieś inne głupie rzeczy. Zdecydowanie wolała odpowiadać na głupie bądź zboczone pytania. Nawet się uśmiechnęła słysząc pytanie od Vincenta. Bo to przywoływało wiele gier, jakie wcześniej grała z przyjaciółmi. Jeśli istniał jakiś spis pytań do tej gry to na pewno to się znajdowała, by się na niej. Przejrzała wzrokiem po zebranych... Jeśli musiałaby wybierać kogoś z gromadzonych... Cóż niektórych by nigdy nie wybrała. Jednak cóż wiedziała co odpowie. Spodziewała się, jak nie którzy mogą zareagować.
- Joe - powiedziała krótko, bo nie było, by wyjaśniła swój wybór. Ani też... czemu akurat ta osoba, a nie inna. Sama do końca nie wiedziała czemu, ale Halo to gra i rzeczywiście jeśli musiała by wybrać wybrała by dziewczynę. Poza tym na swój dziwny sposób była atrakcyjna... Tylko ślepy, by tego nie zauważył.
- Colleen. Prawda czy wyzwanie - powiedziała od razu. Po udzieleniu swojej odpowiedzi. Cóż imię dziewczyny znała od Imarii, która Bradowi zleciła wyzwanie z nią.
Słysząc wybór dziewczyny w jej głowie pojawiała się myśl. Co jaj jej zadam? Przecież w ogóle nie znała jej... Ale przecież między ot tego jest ta gra. By zmusić ludzi do robienia głupich rzeczy i wyciągnięciu z nich ich mrocznej części... W głowie pojawiło się kilkanaście pytań w tym erotycznych. Jednak postanowiła zadań pytanie typu konfliktu moralnego.
- Gdyby ktoś ci zaproponował, że zwróci życie jednej zmarłej osobie, a zamiast niej zabierze życie dwóch osób bliskim tobie. Zdecydowałabyś się na to i kogoś chciałabyś przywrócić do życia ? - zapytała dziewczyny zastanawiając się samej... Jak ona by odpowiedziała na to pytanie.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-04-23, 21:06   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie odzywałam się, ani słowem. Nie przywitałam się z nikim, nie uśmiechałam się idiotycznie do nikogo i generalnie nie robiłam nic, oprócz popijania drinka, i to trochę szybciej, niż wymagały tego odgórnie narzucone zasady rozsądnego picia. Jedynie drgnęłam nieznacznie, gdy ten cały Joker zerwał się do pionu na widok Grey’a, nie znając zupełnie jego zamiarów, ale… no… chyba nie miał zamiaru nikogo skrzywdzić, nie? Brad warknął na chłopaka i usiadł tuż obok mnie, a ja przykryłam jego dłoń swoją dłonią, patrząc na niego krótko, chcąc upewnić się, czy wszystko z nim okej, ale no… nie wyglądał wcale na jakoś bardzo spiętego, więc postanowiłam wcale się nie odzywać, a poza tym… blondynka właśnie wyzwała Brada do zrobienia pięciu pompek ze mną na plecach, a ja aż uniosłam jedną brew do góry w geście zdziwienia, no bo… serio mieliśmy to zrobić? Ja… no… wcale nie byłam nastawiona na robienie jakichś wyznań i odpowiadanie na pytania w stylu „jaki kolor majtek masz na sobie?”, bo hej, czy to nie było tak, że żyliśmy w czasie wojny, mutanci umierali i generalnie było chujowo? Już, już, nawet chciałam odmówić wzięcia udziału w tym całym cyrku, ale… Bradley był chętny i gotowy, więc choć ja wcale nie byłam jakoś bardzo na to wszystko podekscytowana, to wiadomo, że pomogłam mu w wykonaniu zadania, które wcale nie zajęło mu dużo czasu.
Wróciłam na swoje miejsce, zerując drinka i wstając, by zrobić sobie kolejnego, gdy padały nowe pytania, nowe odpowiedzi, nowi mutanci do nas dołączali i… usłyszałam swoje imię. Powoli wróciłam na miejsce obok Brada, słuchając tego, co ruda dziewczyna miała mi do powiedzenia i… kurwa… skłamałabym, gdybym powiedziała, że to pytanie mi się podobało. Miałam ochotę wstać i wyjść, teraz, w tym momencie, ale…
- Ja… mam w życiu tylko jedną bliską mi osobę. – rzuciłam, bardzo starając się, by nie zabrzmieć oschle, by nie odpychać od siebie obecnego towarzystwa i całej reszty świata, co i tak robiłam mimowolnie od momentu śmierci mamy. Dłoń zacisnęłam mocniej na dłoni Bradley’a, który był przecież właśnie tą osobą, o której mówiłam i… - Więc chyba nie do końca mogę odpowiedzieć na to pytanie. – dodałam, bo w końcu miałam wybrać dwie bliskie mi osoby, prawda? A w moim życiu został tylko Brad, więc, no… nie mogłam udzielić odpowiedzi i miałam nadzieję, że nikt się na mnie za to nie pogniewa, czy coś, bo na co komu awantury? – Vincent… pytanie, czy wyzwanie? – szybko przeniosłam grę na jednego z nielicznych mutantów w tym gronie, którego imię znałam – Wymień się jakąkolwiek częścią ubrania z dowolną osobą w pomieszczeniu. – rzuciłam, nie zastanawiając się długo, bo… to nie o zastanawianie się chodziło, prawda? To miała być zabawa, chciałam wyluzować, naprawdę się starałam, więc… Na raz wypiłam już swojego drugiego drinka tego wieczoru, czując, jak powoli zaczyna kręcić mi się w głowie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-24, 08:19   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Uuuuuu, Joe miała branie! Nie miał absolutnie nic do tego, że wybrała kobietę, nie żyli przecież w średniowieczu. Zresztą umówmy się, Ross była naprawdę ładna, kiedy tylko nie nosiła białego fartuszka a w jej oczach nie było obłędu.
Pojawiła się Van. Ucieszyło go, że postanowiła jednak dołączyć do zabawy. Powiedzenie, że była w kiepskiej formie, to było bardzo delikatne określenie. Gasła powoli na jego oczach. On robił co mógł, by znaleźć sposoby na sfinansowanie jej leczenia, nawet poczynił pewne kroki, ale to nie temat na ten wątek.
- Czego się napijesz? - zapytał cicho i wstał, by przynieść, co tam sobie życzyła. Nawet jak nic nie chciała, to i tak jej przyniósł soku z granata. Miał dużo antyoksydantów, każdy sprzymierzeniec w walce , chorobą był dobry
- Dla nowych, bo jest tu dziś ich sporo...- przerwał zabawę na moment - To moja młodsza siostra, Vanessa. - przedstawił Edamsowne - Van, iść po kolei, z tych co nie znasz - Brad i Colleen, przeszli z Bractwa, brali udział w szturmie na Alter Genetics....Esther kojarzysz, Imari też ( choć ją, pod starym imieniem) To jest Phil... Ich też kojarzysz z AG, naprawdę nazywają się Joe i Michael.
Van mogła się czuć skołowana, bo Michael aka Joker, robił tam za ochroniarza, potem jej wszystko wyjaśni.
I padło na niego, więc tym razem wybrał wyzwanie. Po pytaniu od Brada, wciąż czuł się nieco nieswojo.
Coleen rozkazała mu zamianę z kimś, na cześć ubioru. Cóż, mógł pójść na łatwiznę i zrobić to z Michaelem, albo z innym panem... ale bawimy się! Przesunął spojrzeniem dalej, po Imari ( nawet o tym nie myśl) aż wpadł na iście szatański pomysł.
- Uważaj, czego sobie życzysz... Dawaj top! - niech się cieszy, że nie wybrał spodni. Męskie gacie tak nie szokują, jak babskie.
Ściągnął koszulkę, ukazując zgromadzonym siatkę starych, jak i nowych blizn, oraz wytatuowany numer seryjny na piersi - mała, wieczna pamiątka z AlterGen. Joe i Michael też takie posiadali, ten drugi nawet dwa - z poprzedniej placówki.
Kiedyś w życiu by się nie obnażył publicznie, ale Nick go oswoił z tematem. Zresztą...tu chyba każdy miał jakieś blizny, inni mniej, drudzy więcej.
Wymienili się z Coll koszulkami, o ile Brad nie eksplodował sam z siebie ( w końcu Człowiek -Demolka) Chłopak był szeroki w barach, więc Marie wyglądała jakby nosiła wór pokutny, a on, jakby założył koszulkę trzynastoletniej siostry. Jak pęknie na plecach, to nie jego wina!
- Michael, prawda czy wyzwanie? - zagadnął
Po ostatniej próbie, Vinc się nie zdziwił, że ten wybrał prawdę. W powietrzu wciąż było czuć cynamon, hehe.
- Dobra... Wiem, że myślisz trochę innymi kategoriami, ale czysto hipotetycznie. Według ciebie, która z Pań czy tam Panów (nie ocenia) ci się podoba i poszedłbyś z nią/nim na randkę?
Czuł, że wywoła tym error w mózgu Jokera. Starał się nie patrzeć na Joe, żeby oboje nie parskneli śmiechem.
[Profil]
  [0+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2020-04-24, 17:39   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Joker zbesztany przez Brada natychmiast usiadł nie okazując po sobie, że zabolało. Przynajmniej na tyle, na ile jego może coś zaboleć. W końcu wciąż był robotem stworzonym przez Doktora Shugarta- emocji miał tylko tyle ile nie dało się z niego wykorzenić. Vincent również zareagował choć mniej gwałtownie i zamiast warknąć na obiekt 54 po prostu wyjaśnił, że nie musi wstawać za każdym razem gdy któreś z nich wchodzi do pomieszczenia i obiecał wytłumaczyć dlaczego później. Pewnie teraz, w trakcie zabawy nie zamierzał robić wokół tego wielkiego halo.
Gra potoczyła się więc dalej kolejnymi pytaniami i wyzwaniami. W końcu Edams wytypował Jokera. Młody uznał, że nie chce na razie jeść kolejnej łyżki cynamonu więc wybrał pytanie… i zaraz pożałował. Było tyle możliwych pytań, a Vincent wybrał akurat takie, na które nia ma żadnej odpowiedzi. Tak, obiekt RS12 zawiesił się. Przez chwilę gapił się na swojego opiekuna i rozważając czy to może być jakiś dziwny test oraz jakiej odpowiedzi w takim razie oczekuje. W końcu zamrugał i spojrzał po każdej osobie w pomieszczeniu jakby oceniając. W pewnym sensie chciałby spędzić czas z Bradem, ale nie w charakterze randki. Zresztą gdyby wymienił właśnie jego to prawdopodobnie dodatkowo by go zdenerwował, a tego nie chciał. Gdy cisza się przedłużała powiedział w końcu.
-Z nikim. Nie czuję potrzeby chodzenia na randki.- wyjaśnił wracając spojrzeniem do Vincenta. Nigdy na żadnej nie był, a nawet gdy odczuwał taką potrzebę (w czasie wczesnego dojrzewania zdarzyło się raz czy drugi) to nie potrafił jej sam przed sobą nazwać. Zobaczył zawiedzenie na twarzach pozostałych osób przy stole, również u Edamsa. Jednak powiedział prawdę. Takie były zasady tej gry. Odwrócił się w stronę drugiego ze swoich opiekunów.
-Brad… prawda czy wyzwanie?- dlaczego wybrał akurat jego? Bo liczył, że wybierze pytanie, a chciał coś wiedzieć. Poszczęściło mu się.
-Dlaczego mnie nie akceptujesz?- spytał nie spodziewając się jak bardzo wpłynie to na atmosferę przy stole.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-04-25, 01:01   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nieco zdziwiła go odpowiedź Vincenta na jego pytanie. Bardziej by się spodziewał odpowiedzi, że nadal jest prawiczkiem. Ale jak widać, pozory mylą, o ile chłopak nie skłamał. Brad mierzył trochę wszystkich własną miarą, a skoro on nie zamierzał mówić tu całej prawdy i tylko prawdy, to zakładał, że inni również nie mieli problemu, by minąć się z rzeczywistością. Ale mniejsza z tym, tak naprawdę aż tak go to nie interesowało.
Na pytanie zadane Colleen, nieco zesztywniał, choć na zewnątrz nie było tego po nim widać. Wiedział, że nie jest to dla niej łatwe pytanie, a Esther uderzyła w czuły punkt. Czy zrobiła to specjalnie? A może nie była świadoma obecnej sytuacji panny Marie? Niczego nie zakładał, po prostu obserwował dalsze wydarzenia. Uśmiechnął się delikatnie do Colleen, ściskając mocno jej dłoń, by wiedziała, że ma jego pełne wsparcie.
Na przedstawienie młodszej siostry Vincenta, Brad kiwnął głową i machnął ręką na powitanie. Dziewczyna wyglądała trochę jak pół nieszczęścia. Jakaś taka zmarnowana i blada. Opatulona była jakby był mróz. Chorowita? Może, Brad nie zamierzał dociekać, co jest z nią nie tak.
Nie skomentował tej małej zamiany ubioru z Colleen. Wyglądało to zabawnie, a Brad po pierwsze nie był w jakimś związku z dziewczyną, po drugie nie był zazdrosnym typem, a po trzecie to tylko gra. Co nie zmienia faktu, że będzie miał okazję się w jakimś stopniu zemścić na nim.
A potem padło na Jokera i jego dobry humor legł w gruzach, gdy ten wybrał Brada. I nie wiadomo, co go podkusiło, ale wziął pytanie. Czego w tym momencie bardzo żałował, bo jakoś nie miał ochoty mówić o złożonych powodach, dlaczego traktuje chłopaka tak, a nie inaczej. W oczach Brada pojawiła się ciemność i widać było po nim, że jest niezadowolony. Oczywiście to nie był ten stan, że chciałby coś rozwalić. Nie używał przemocy w kontaktach towarzyskich. Zostawiał swoje pokłady energii na wrogów. Także tym razem nie będzie pierdolnięcia granatem.
- Mylisz się. Gdybym cię nie akceptował, to nie usiadłbym z tobą przy jednym stole. Nie znam cię i nie rozumiem twojego zachowania, ani twoich oczekiwań względem mnie - odpowiedział dość chłodno, bo uważał, że jeśli ta kwestia naprawdę go gryzła, to powinni porozmawiać na osobności, a nie wywlekać brudy na forum wszystkich tutaj. Chwilę milczał i wyzerował swojego drinka. Starał się z całych sił, by trzymać fason i nie dać się wyprowadzić z równowagi.
- Imari, twoja kolej. - wcześniej ona wyznaczała mu zadanie, więc był ciekawy, co kobieta wybierze. Jednak prawda. Kiwnął głową i chwilę myślał nad właściwym pytaniem, ale odkąd zobaczył ją w szpitalu w rebelii, przy łóżku Vincenta, nurtowało to jedno takie. - Co czujesz do Vincenta? Czy to coś więcej niż przyjaźń?
Oczywiście nie pytał dlatego, że chciał zająć jakieś ważne miejsce w sercu Imari. Lubili się chyba, on ją cenił, że mu pomogła. To wystarczyło. Niemniej był tak po ludzku ciekawy, jak wyglada ich relacja. Na zwykłą przyjaźń to to nie wyglądało.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Joe Ross



Come out and play 'cause i need a friend

Przejmowanie obrażeń

69 %

niezrzeszony





name:

Joanne Ross-Fowler

alias:
Joe // Obiekt 077

age:
19 lat

height / weight:
178 / 55

Wysłany: 2020-04-26, 17:41   
   Multikonta: Sami / Carolcia


Miło było poczuć się... Po prostu normalnie. Z jednej strony miałam wrażenie, jakby wydarzenia z ostatnich lat nigdy nie miały miejsca, jakby to wszystko było tylko koszmarnym snem, ale wystarczyło spojrzeć po tych wymęczonych twarzach, na których malowała się długa historia by zrozumieć... Że koszmar wcale się nie skończył.
Nie zamierzałam jednak rezygnować z odrobiny rozrywki. Potrzebowałam tego. Byłam zdecydowanie zbyt infantylna jak na swój wiek, jarały mnie za duże głupoty (no kurcze, serio, w 2019 jarać się candycrushem, i śmiać się z przestarzałych memów - bo tylko te rozumiałam?).
Byłam dumna z tego zadania, które wybrałam dla Jokera, choć było mi poniekąd smutno, że nie plunął pyłem na wprost, tak, jak facet na filmiku. No ale, to i tak było najgenialniejsze wyzwanie, prawda? Przynajmniej w mojej mocno opóźnionej pod względem challengy głowie.
Na krótką chwilę zawiesiłam swój wzrok na Bradzie i Colleen. Ich kojarzyłam. Miałam wrażenie, że poniekąd z tą kobietą byłabym w stanie znaleźć wspólny język - o ile w końcu dam radę jakiekolwiek słowo z siebie wycisnąć... Nie umknęło mi też przybycie Vanessy - siostry Obiektu 36 (o rany, dalej nie mogłam się odzwyczaić, od nazywania go w myślach tym numerem!) i jakoś... Zrobiło mi się jej strasznie żal, nawet, jeśli nie było to widoczne po mojej minie. Wydawało mi się, że cierpi. Czy... Byłabym w stanie jej pomóc? Mimowolnie pogładziłam się po ramieniu, na którym goiła się już rana przejęta od Edamsa i już wiedziałam, o co będę musiała go spytać, gdy ta zabawa się skończy.
W tej chwili wzięłam też przygotowany wcześniej napój, i zaczęłam go pić niczym małe dziecko - trzymając szklankę obiema dłońmi - by już po chwili się zakrztusić, gdy padła odpowiedź ze strony rudowłosej. Zakasłałam chwilę, próbując pozbyć się płynu z miejsca, gdzie nie powinien trafić, a całość próbowałam ukryć za istnie... Sztucznym uśmiechem. Tym samym, którym odpowiadałam Dolores na każdą jej pochwałę, gdy powtarzała, jaka to nie jestem ważna dla jej badań...
Cały czas wędrowałam swoim spojrzeniem między kolejnymi grającymi, starając się wyłapać ich odpowiedzi i poczynania. W końcu to najlepszy sposób na poznanie... Czy mogłam tych ludzi nazwać swoją nową rodziną? Nie byłam jeszcze pewna, ale... Nie chciałam być więcej sama. A to chyba jedyni, którzy mogliby być dla mnie bliscy w nadchodzącym czasie...
_________________

Oh, I hope some day I'll make it out of here.
Even if it takes all night or a hundred years.
Need a place to hide, but I can't find one near.
Wanna feel alive, outside I can fight my fear...
[Profil]
  [B+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-04-28, 10:21   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Oops. Tego pytania się nie spodziewała i na pewno nie chciała go usłyszeć. A już w ogóle nie w obecności Phila, bo ciężka rozmowa pewnie kiedyś ich czekała, ale bojąc się jego reakcji Imari odkładała ją dalej i dalej.
No cóż.
Poker face Vincenta był dość wymowny. Z nim też będzie musiała pogadać, ale jakoś miala dziwne wrażenie, że to będzie łatwiejsza rozmowa niż ta z Philem.
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, znamy się od dziecka - odpowiedziała. To w sumie nie było kłamstwo, chociaż na pewno tak w jej oczach wyglądało.
Z drugiej strony Brad znał Imari na tyle, że wiedział, że sama często szuka kontaktu fizycznego i nie ma problemu z byciem blisko ludzi, a szczególnie tych dla niej ważnych, jak Vinc. Dlatego w sumie nie było nic dziwnego w tym, że trzymali się za ręce gdy Vinc leżał w szpitalnym łóżku.
- Colleen - spojrzała na kobietę. - Prawda czy wyzwanie? - wybór Marie nie był zbyt oczywisty, w końcu praktycznie się nie znały. A do tego "prawda" utrudniała sprawę, bo ciężko zapytać o coś kogoś, kogo w ogóle się nie zna. Ims zagryzła więc wargę, wpatrując się w swojego drinka.
- Um.. co cię najbardziej wkurza w Bradzie?
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8