Poprzedni temat «» Następny temat
Olympia Coffee
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:11   Olympia Coffee



[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-14, 21:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/dzień po leczeniu W(oody’ego) H(allena)

Cholernie bolała ją głowa. Matilde miała wręcz wrażenie, jakby od tego dudnienia jej czaszka miała zaraz po prostu pęknąć. Choć doskonale sobie zdawała sprawę, że był to jedynie skutek uboczny używania mocy, i że minie to w przeciągu zaledwie kilku godzin – nie potrafiła się nie wzdrygać na każdy wyższy dźwięk, czy promień słoneczny. Jeśli w ten sposób czuł się Hopper – chyba coraz bardziej zaczynała rozumieć jego zachowanie. Ale nie mylić zrozumienia z akceptacją, czy przyzwoleniem. Broń Boże.
Wallace wysiadła z autobusu, niemal od razu kierując swoje kroki do kawiarni. Chociaż wciąż miała na sobie wczorajsze ubrania i zdecydowanie równie wczorajszą twarz, nie przejmowała się tym zbytnio. Zresztą – nigdy się tym nie przejmowała. W tym momencie najważniejsze było wypicie tej zbawiennej kawy, którą swoją drogą zdecydowanie bardziej wolałaby zamienić na puszkę dietetycznej coli, a potem szczęśliwy i w miarę niezauważalny powrót do domu. Sęk w tym, że miała do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Więc pod wpływem chwili chwyciła jeszcze z lady czekoladowego rogalika, po czym z tym jakże wysokowartościowym posiłkiem zajęła miejsce gdzieś w samym kącie kawiarni, jednocześnie starając się nie podnosić za bardzo wzroku i unikać drażniącego światła, a także równie irytujących głośnych rozmów ludzi. Miała wrażenie, że to było gorsze niż kac, ale nie była pewna. Nie piła od 15 miesięcy, a pamięć zdecydowanie mogła ją zwodzić. Sącząc gorącą kawę i biorąc sporawy gryz rogala, po prostu cierpliwie czekała na Ricky, jednocześnie stukając mocno palcami w blat stołu i starając się nie myśleć. Nie myśleć o Hopperze, nie myśleć o wczorajszej nocy, ani najlepiej - nie myśleć o niczym.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-15, 10:39   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/23 luty

Czy miałam mętlik w głowie? Może i tak, ale z drugiej strony nie skłamałam siostry, bo na prawdę wybrałam już osobę z którą chcę spędzić resztę życia. Wiem, że się zmieniłyśmy, ale wiedziałam też, że nadal się kochamy i rozumiemy. To się dla mnie liczyło, a nie problemy. W tym przypadku mam inaczej niż zawsze i zamiast negatywów widzę pozytywy. Może to przez Sami, a może przez to, że obudziły się we mnie na nowo stare uczucia. Tego nie wiedziałam, ale wiedziałam że byłam umówiona dzisiaj z moją przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką, która wiedziała o mnie praktycznie wszystko i mnie akceptowała. Nie miałam nigdy problemów z tym, że jako lesbijka przyjaźnię się z inną kobietą. Przecież jestem normalną osobą, a że pociągają mnie inne kształty to jest co innego. Nie znaczy to jednak, że mam inne prawa czy obowiązki.
Może jednak nie będę się nad tym zastanawiać, bo to nic nie da. I tak będę postrzegana jako inna, dziwna lub co gorsza chora.
Dojechałam na umówione miejsce punktualnie. Wchodząc do środka rozejrzałam się. Praktycznie od razu rozpoznałam Tildę. Siedziała na szarym końcu przy ścianie. Tak zdecydowanie była to ona. Podeszłam do lady i zamówiłam sobie sok pomarańczowy i kawałek szarlotki. Bo czemu nie. Zapłaciłam i podeszłam do stolika, gdzie siedziała tak dobrze mi znana kobieta. Uśmiechnęłam się lekko.
- Cześć. Widzę, że chyba miałaś styczność z chorą osobą. - powiedziałam trochę ciszej niż zawsze, ale tak by mnie usłyszała. Było widać, że bolała ją głowa, a u niej to normalne zawsze po leczeniu kogoś. Wyciągnęłam z kieszeni bluzy tabletki i położyłam je przed moją koleżanką dosiadając się do niej. Dobrze, że ostatnio zaczęłam nosić ze sobą trochę lekarstw, które zwinęłam z apteki.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-15, 20:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby Matilde czuła się odrobinę lepiej, pewnie dostrzegłaby zbliżającą się w jej kierunku Ricky. Być może nawet zdecydowałaby się podnieść na koleżankę spojrzenie i posłać jej coś na kształt niezwykle krzywego, typowego dla siebie uśmiechu. Ale zamiast tego niespodziewany głos Roseberry – spowodował u Matilde powstanie gęsiej skórki. Dziewczyna automatycznie drgnęła, co tylko wywołało kolejną falę bólu.
– Ciężka noc – odparła krótko, wzruszając jednocześnie ramionami. W gruncie rzeczy, Ricky nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo trafiła z użyciem słowa styczność. Wallace wręcz przełknęła ślinę, powracając wspomnieniami do tego, co wydarzyło się ostatniej nocy. Dość szybko jednak oprzytomniała. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy na stole pojawiło się opakowanie tabletek przeciwbólowych. I choć wyciągnęła dłoń w kierunku drażetek, nie dało się ukryć tego zawahania. Czy powinna? Choć to z pewnością nie były opioidy, przez ponad rok Matilde wzbraniała się przed cholerną witaminą C. A teraz.. miała to na wyciągnięcie ręki i powoli wpadała w paranoje. Nie. Nic złego się nie miało stać. To tylko zwykłe tabletki. Tabletki, które miały sprawić, że poczuje się lepiej. To nie miało nic wspólnego z heroiną. I właśnie z tą ostatnią myślą, po prostu wzięła pudełeczko do ręki, by po chwili wysypać do ręki nie jedną, nie dwie, a trzy pigułki i zaraz potem zapić je kawą.
– Więc.. – zaczęła, odkładając opakowanie na stół i posyłając Ricky wdzięczny uśmiech, po czym ponownie napiła się kawy. – …wszystko u ciebie w porządku?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-16, 13:31   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wiedziałam jak Tilde przeżywa bóle głowy i było mi jej szkoda. Dobra wiem pomogła komuś, ale to jest duże poświęcenie. Wiedziałam również, że ja będę ją prosiła o przysługę, ale to dopiero później jak już porozmawiam z Sami. Teraz najważniejsze było to, by po prostu odciągnąć swoje myśli od kłótni z Rocky i od moich stanów depresyjnych, które coraz częściej u siebie widziałam. Musiałam odetchnąć, a rozmowa z przyjaciółką miała mi w tym pomóc.
Kącik moich ust drgnął, gdy usłyszałam że miała "ciężką noc". Nie chciałam jej wyśmiać ani nic z takich rzeczy chodziło mi raczej o to, że wyglądała jakby w ogóle nie spała. Rozumiałam brak snu jak nikt inny.
Wzięłam resztę tabletek i schowałam je do kurtki. Patrząc jak Matilde popiła trzy tabletki. Nie chciałam tego komentować chociaż przeszły mnie ciarki. Ja osobiście wolałam nie brać tabletek. Żadnych i jej też zawsze radziłam nie brać, ale teraz widziałam jak ból głowy ją niszczy, dlatego zrobiłam tak, a nie inaczej.
- W sumie. Nie jest źle, ale wiesz jak to bywa. - powiedziałam i westchnęłam ciężko. Nie chciałam zagłębiać się w moje problemy, gdy ona źle się czuła.
- Opowiadałam Ci kiedyś o kobiecie którą kocham, a od której uciekłam? Ostatnio się widziałyśmy i mam malutki mętlik w głowie. - powiedziałam na jednym wydechu.
- Ale widzę że ty masz ciężej więc opowiadaj. - oznajmiłam i lekko się uśmiechnęłam pijąc mój sok.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-16, 19:11   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Chyba nie muszę mówić, że słowa wypowiedziane przed „ale” nie mają żadnego znaczenia, huh? - zauważyła z tym typowym dla siebie cynicznym uśmiechem, jednocześnie wznosząc nieco nieporadnie brwi ku górze. Zupełnie jakby w ten sposób chciała zachęcić Ricky do jakiegoś zwierzania się. Prawdopodobnie Roseberry była jedyną osobą życiu Matilde, która nie doprowadzała Wallace do sztucznej, wymuszonej empatii. Najwidoczniej każdy w swoim życiu potrzebował kogoś takiego, jak Ricky. Czy był to swego rodzaju przejaw egoizmu u Matilde? A być może.. zupełnie niespodziewana oznaka, że jednak wciąż jej na czymś zależało?
– Mały mętlik oznacza to, że wciąż ją kochasz? – spytała bez ogródek, chyba doskonale rozumiejąc do czego zmierza Ricky. W pewnym sensie Matilde może nawet po części zazdrościła koleżance tego uczucia. Już nawet nie pamiętała jak to było nie potrafić oderwać się od czyichś ust, próbować przedłużyć każdą jedną sekundę obecności z tym kimś. Chociaż… czyżby nie pamiętała? Mimowolnie spuściła spojrzenie na swoje dłonie, a raczej zdrapany lakier paznokci – pamiątkę po spotkaniu z Hopperem i coś mimowolnie ścisnęło ją w żołądku. By zahamować to dziwne uczucie, po raz kolejny napiła się kawy.
– Ja? Ja już zamieniłam się w słuch, nie mogę nic mówić – odparowała wymijająco. Nie miała przecież o czym mówić, bo nic się nie stało, prawda? To było zwykłe leczenie. Zwykła noc.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-16, 23:12   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Taaaaak, przyjaźń z Matildą to było coś cudownego. Nawet gdy chciałam coś ukryć to ta od razu to wyłapywała, no i dodatkowo brak owijania w bawełnę. Rozśmieszało mnie jej podejście. Wiem przez co przeszła i uwielbiam spędzać z nią czas, ale na prawdę czasem zastanawiam się czy jesteśmy normalne, ale wtedy dochodzę do wniosku że my jesteśmy ale cały pieprzony świat już nie.
Może jednak wróćmy do rzeczywistości. Uśmiechnęłam się na słowa Tilde. Tak dokładnie wiedziała o co mi chodzi. Ojjj i jak tu nie kochać takiej przyjaciółki.
- Nadal kocham to mało powiedziane. Nigdy mi to nie przeszło i jej chyba też. - powiedziałam i napiłam się soku spoglądając na śliczną buźkę kobiety, by zobaczyć jej reakcję. Nie chciałam jakoś wciągać się w szczegóły tego co się działo w mojej głowie, ale chyba nie miałam innej możliwości, gdy ta uciekała od mówienia o sobie. Parsknęłam cicho i wzięłam głęboki wdech. Wbiłam łyżeczkę w zamówione ciasto i zaczęłam się bawić oddzielonym kawałkiem układając sobie wszystko w głowie, tak by powiedzieć najważniejsze informacje.
- Tak więc spotkałam się z Sami. Poniosło nas i wyszłam od niej dopiero następnego dnia. Jej bratu wygadałam się przez przypadek, że ona woli kobiety i że to ją kochałam, a Rocky się to wszystko nie podoba i spotkała się z Sami za moimi plecami karząc się odwalić ode mnie. Tak sumując, to nie wiem co myśleć, mam wszystkiego dosyć i najchętniej bym znowu uciekła lub się zamknęła na paręnaście lat. - mówiłam z lekkim uśmiechem wspominając to wszystko. - Sama widzisz, że nie jest za kolorowo. - spojrzałam na dziewczynę odkładając łyżeczkę i siadając wygodniej zakładając ręce na klatce piersiowej i wzdychając. Zamknęłam na chwilę oczy i podniosłam głowę. Chciałam by to wszystko się skończyło i było tak jak kilka lat temu, ale niestety te czasy nie mogły już wrócić.
- Jutro jest marsz. Jadę na niego i chcę porozmawiać z Sami, wiele się zmieniło. - mówiłam nie zmieniając pozycji. - teraz czekam aż ty mi tego odradzisz. - powiedziałam sarkastycznie nie wiedząc czego mogę się spodziewać. Z jednej strony zakładałam, że będzie tak samo jak z resztą osób na których mi zależy, ale z drugiej strony Matilde potrafiła mnie zaskoczyć.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-17, 09:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde słuchała uważnie słów Ricky, co jakiś czas zdobywając się na wzniesienie wzroku z blatu stołu i wbicie go w twarz koleżanki. Wallace właściwie nie wiedziała co myśleć o całej tej sytuacji. Być może, gdyby chociaż sama była w cokolwiek zaangażowana to udzielanie jakichkolwiek porad przychodziłby jej zdecydowanie łatwiej. Jednak w tym momencie po prostu widziała to wzrokiem zgorzkniałej, niezależnej i niezwykle samotnej kobiety.
– Bez obrazy, ale co mają do gadania Rocky i ten cały braciszek? – to jej się w ogóle nie trzymało kupy. Chyba najważniejsze w tym wszystkim były uczucia zarówno Ricky jak i jej miłostki. A skoro obie nadal coś do siebie czuły, to zdania innych ludzi nie grały tutaj żadnej roli. Matilde wzruszyła niby obojętnie ramionami, by po chwili przesunąć koniuszkiem języka po swojej dolnej wardze i westchnąć.
– Chyba nie pozwolisz, by ktoś wam stanął na drodze – zauważyła, mrużąc brwi, by po chwili dorzucić nieco wyzywającym, a może nawet bezczelnym tonem głosu: – rzekomo się kochacie.
Jeśli jej pamięć nie myliła to przeżywała to z Aaronem. Jej ojciec nigdy nie był zachwycony, ale czy Wallace pozostawiła mu inny wybór? Być może, gdyby go posłuchała nic nie skończyłoby się w ten sposób. Może wciąż byłaby w Nowym Meksyku. Bez uzależnień, bez przejść, bez złamanego serca, bez widma byłego na karku, bez magicznego dotyku i bez Hoppera w jej życiu.
– Ucieczka to jakiś poroniony pomysł – skwitowała, znowu upijając łyka kawy, bo jakoś zajmowało jej to myśli od tego cholernego złamasa. A potem wreszcie udało jej się popatrzeć na Ricky dłużej. Być może było to spowodowane jej słowami, a być może po prostu tabletki zaczęły działać. W każdym razie z ust Matilde wydobyło się: – a niby czemu miałabym to robić? Jeśli już zdecydowałaś – to zrób to.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-17, 11:02   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może Matilde miała rację. Może i to, że nasze rodziny się wpierdzielały nie powinno nas obchodzić, ale....
No właśnie jest to głupie "ALE", którego nikt nie chce. Nigdy i nigdzie. Westchnęłam i spojrzałam na przyjaciółkę. Widziałam, że nadal źle się czuła, ale widziałam te drobne gesty których nie widuje zazwyczaj. Skrzywiłam się lekko na jej ton głosu, ale nie chciałam się z nią sprzeczać. Uśmiechnęłam się i rozejrzałam się. Było sporo osób, ale nikt nie zwraca na nas uwagi. Uwielbiałam właśnie takie sytuacje. Gdy byłam nikim dla dużej ilości ludzi. Po prostu nie istniałam.
- Rzekomo? Rozumiem czemu tak mówisz, ale czemu wątpisz w moje uczucia? - zapytałam patrząc zaciekawiona na Tilde. Ufałam jej i jej podejściu do życia. Jej pesymizm jest często słodki. Przez co jeszcze bardziej się do niej przywiązuję, bo sama jestem pesymistyczna.
- Nie wiem jestem przekonana, że wszyscy są przeciwko nam. Chciałabym mieć w kimś wsparcie, a jak na razie to zaczynam coraz bardziej zamykać się w sobie. - oznajmiłam wzruszając ramionami i patrząc na kobietę. Chciałam odetchnąć, a jej towarzystwo działało na mnie kojąco.
- Po za tym chciałabym, żebyś ją poznała. - mówiłam patrząc na jej reakcję. - i miałabym prośbę. Podejrzewam, że wiesz o co mi chodzi. - dodałam pokazując głową na jej dłonie.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-17, 12:28   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde posłała Ricky spojrzenie, które niemal krzyczało been there, done that. Czy naprawdę było konieczne wyjaśnianie jej swoich wątpliwości? Przecież Ricky doskonale znała stosunek Matilde do jakichkolwiek głębszych uczuć.
– Wątpię, dlatego że to ty masz wątpliwości – odpowiedziała w końcu, wzdychając ciężko i krzyżując ręce na blacie. Z jednej strony Roseberry zapewniała ją o wielkiej, odwzajemnionej miłości, a z drugiej strony sprawiała wrażenie, jakby wciąż nie była przekonana. Zdawała się być niezwykle zagubiona, a przecież mając to szczęście – posiadania drugiej połówki, nie powinno się tak czuć. Nie powinna, prawda?
– Co ja tam wiem o miłości… – zaczęła, by zaraz potem samym wyrazy twarzy rzucić to ironiczne „ale”, o które jeszcze chwilę czepiała się koleżanki. Być może jednak Wallace, rzeczywiście wiedziała coś o miłości? Chociaż w tym momencie nie była niczego pewna. Nie była nawet pewna tego, czy rzeczywiście kiedykolwiek kogoś kochała. Nie była pewna czy kochała Aarona.
–…ale o to w tym chodzi, nie? By być przeciwko całemu światu. Razem. – dokończyła, wzruszając ramionami. Być może powinna ją przekonywać, że była przy niej, że to były tylko jakieś bzdurne wyobrażenia, ale po co było wyprowadzać Ricky z błędu? Tak, miała zamiar być przy niej jako przyjaciółka, ale w gruncie rzeczy – każdy toczył własną bitwę samotnie. Ricky natomiast miała to szczęście, że mogła ja toczyć ze swoją miłością.
– Oh – wyrzuciła z siebie, gdy Ricky przeszła do sedna sprawy. Matilde nawet nie była w stanie ukryć jakiegoś.. zawodu? Mimowolnie czuła, jak jakiś mur buduje się między nią a koleżanką. Wyczuwała ten cholerny dystans. Mimo wszystko przełknęła cicho ślinę, by wymusić na sobie uśmiech i unieść wysoko prawą brew ku górze.
– Co jej dolega? – nie potrafiła się zgodzić, a jednocześnie nie mogła się nie zgodzić. Leczenie ludzi męczyło Wallace. Nie tylko fizycznie, ale w głównej mierze psychicznie. A ludzie.. chcieli tylko więcej i więcej. Dla nich liczyła się jedynie moc Matilde, nic więcej. A brunetka.. już dłużej tego nie wytrzymywała. Gdyby miała większe jaja, prawdopodobnie odcięłaby sobie te cholerne dłonie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-17, 13:15   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Czy miałam wątpliwości? Nie wiedziałam. Byłam świadoma tego że obydwie się zmieniłyśmy. Że będziemy musiały poznać się na nowo, a to mnie przerażało. Po prostu się bałam. Bałam się kolejnych zmian, a związek z kimkolwiek byłby zmianą, a związek z Sami będzie ogromnym krokiem. Tylko w którą stronę? Do tyłu czy do przodu? Właśnie tego nie wiedziałam. Nie wiedziałam czy tego chcę, ale wiedziałam dobrze co do niej czuję. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam w oczy mojej przyjaciółce.
- Nie jestem pewna tego czy chcę zmian, a uczuć jestem pewna od wielu lat. - oznajmiłam i wpatrywałam się chwilę w dziewczynę, a następnie wypiłam swój sok. Uśmiechnęłam się na kolejne słowa przyjaciółki i postanowiłam być wredna.
- Jak to stwierdziłaś słowa wypowiedziane przed „ale” nie mają żadnego znaczenia? - zapytałam retorycznie z ogromnym uśmiechem. Uwielbiałam łapać ją za słówka. Puściłam jej oczko i odstawiłam troszkę dalej naczynia, żebym mogła oprzeć się o stół zbliżając się do mojej przyjaciółki.
- Prośba, więc możesz odmówić. Nie obrażę się. - oznajmiłam widząc jej reakcję. Nie chce jej wykorzystywać. Jest moją jedyną tak zajebistą przyjaciółką i to właśnie z nią mogę pogadać o wszystkim. Nie chcę tego psuć.
- A co jej jest? Może nie w tym momencie i nie w tym miejscu. - powiedziałam i przewróciłam oczami. Zaśmiałam się i oparłam brodę o moją dłoń.
- Nie będę Cię przecież wykorzystywała. - dodałam dwuznacznie i spróbowałam złapać spojrzenie Matildy. Nie nie podrywałam jej. Po prostu od tak niewinne komentarze i intonacja głosu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-17, 15:43   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Minęło trochę czasu, zmiany są nieuniknione – obie prawdopodobnie nie były już tymi samymi osobami, co tych kilka lat temu. Nieważne, jakby się tego wypierały.. każdego dnia się zmieniały. I choć Matilde sama tego nienawidziła, nie miała na to wpływu. Tak samo jak Ricky i jej dziewczyna.
– Pytanie tylko, czy te zmiany są rzeczywiście takie złe – upiła prawdopodobnie ostatni łyk kawy, by ponownie wzruszyć ramionami. A kiedy Ricky wytknęła Wallace jej własne słowa, Matilde początkowo wywróciła oczami, by zaraz potem parsknąć cichym śmiechem. Najwidoczniej musiała bardziej uważać na to co mówi i kiedy mówi. Ale bynajmniej w tym przypadku jej to aż tak bardzo nie przeszkadzało. Nie puszczając spojrzenia z twarzy Roseberry, obserwowała jak brunetka się do niej zbliża i Matilde mimowolnie uniosła prawą brew ku górze.
– Nie mogę podjąć decyzji jeśli nie wiem o co chodzi – odparowała, przełykając cicho ślinę. W gruncie rzeczy, w ogóle nie chciała wiedzieć, nie chciała się do tego mieszać. Tak samo jak do zdrowia Dale’a, Hoppera i innych ludzi, których leczyła. Ale nie miała za bardzo wyboru. Kiedy wstąpiła do Bractwa.. sprawy znacznie się pokomplikowały. Leczyła wszystkich, ratowała ich zasrane tyłki, a kto miał uratować jej tyłek, huh?
– Mówisz, jakbyś nigdy wcześniej tego nie robiła – rzuciła nieco cichszym tonem głosu, jednocześnie mrużąc oczy i posyłając jej coś na kształt gorzkiego uśmiechu. Chociaż jeśli miała być szczera nie do końca wiedziała, o czym mówiła Ricky. Wyłapała w jej głosie coś.. czego nie do końca rozumiała.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-17, 23:27   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Nieuniknione. - powtórzyłam po niej chwilę się zamyślając. Może faktycznie powinnam iść w to w zaparte. Może już to robię. - A czy bycie całe 4 lata w depresji to dobre czy złe zmiany? - powiedziałam a po chwili przełknęłam ślinę. - i czy szukanie pocieszenia u innych to dobre czy złe zmiany? - dodałam ciszej z łamiącym mi się głosem. Tak nadal pamiętała to co powiedziała mi Sami. Było mi przykro, ale nie mogłam na to nic poradzić. Przecież nie cofnę czasu nawet gdybym chciała tego bardzo mocno. Nie wiem po co poruszałam ten temat, bo dobrze wiedziałam jak na mnie on wpłynie. Momentalnie posmutniałam i spuściłam wzrok. Było to dla mnie bolesne, ale to było oczywiste.
- A ja nie chcę być podejmowała decyzję teraz nie znając Sami. Poznasz ją to wtedy powiesz mi czy pomożesz czy nie, a teraz powinnaś odpoczywać. - powiedziałam pokazując na jej głowę. Martwiłam się o nią. Za często używała swojej mocy. Dobra rozumiem, pomaga innym, ale niech czasem pomyśli o sobie, albo ja będę to robiła i będę nad nią latała żeby się położyła i odpoczęła. Może właśnie takie rozwiązanie byłoby najlepsze.
Prychnęłam i uśmiechnęłam się do siebie. Odsunęłam się od stołu spoglądając na Matilde. Nie miałam na celu tego by źle się przy mnie czuła, a jej mina mnie rozwaliła.
- Jeśli to robiłam to nie pamiętam. - powiedziałam oschle. Może trochę zbyt oschle jak na siebie. - najchętniej to teraz bym cię położyła do łóżka żebyś odpoczęła, a nie jak inni tylko żebyś pomagała. Jesteś człowiekiem Tilde. I do tego moją przyjaciółką. - oznajmiłam już łagodnie zastanawiając się nadal nad tym co powiedziała. To prawda chciałam iść w związek w zaparte, ale czy było warto nie znając się? Może powinnyśmy trochę przystopować i poznać się, a nie od razu lądować w łóżku tak jak wydarzyło się ostatnio. Nie miałam wyrzutów sumienia ani nic z takich rzeczy, ale długo zastanawiałam się nad tym czy było warto burzyć mur i wpuszczać uczucia.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-18, 21:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Wyjście z czteroletniej depresji już jest dobrą zmianą – zaczęła, ale zaraz potem pożałowała tego, bo usłyszała kolejne zdanie Ricky. Matilde westchnęła ciężko, przełykając cicho ślinę. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Przecież sama to robiła, prawda? Sama szukała czegoś, nawet nie potrafiła powiedzieć czego. Pocieszenia? Towarzystwa? Rozumiała więc sprawę lepiej niż ktokolwiek inny.
– Nie wiem do czego zmierzasz, Ricks, ale nie powinniśmy oceniać ludzi za to co robią, gdy ich świat się wali.
Matilde przecież kradła, żebrała, szantażowała.. Robiła to wszystko. W pewnym momencie życia zniżyła się do takiego poziomu, że teraz nawet wstyd jej było o tym myśleć. A mimo wszystko – tego właśnie jej uczyli na odwyku. Dramaty jakie przeżywamy nie definiują nas. Wallace nie skomentowała kolejnych słów Roseberry, po prostu wzruszyła na odczepnego ramionami. Okej, rzeczywiście – mogła poczekać z decyzją do poznania tej całej Sam. Zresztą.. chyba było jej już wszystko jedno.
– Hej, każdy to robi, nic wielkiego – ludzie się wykorzystywali. Taka była ich natura. Nie chciała, by Ricky poczuła się w ten sposób. Matilde po prostu stwierdzała fakt. Więc gdy usłyszała ten oschły ton głosu u koleżanki, Matilde – pomimo bolącej głowy – autentycznie się uśmiechnęła.
– Ludzie tacy jak ja nie odpoczywają, Ricky – powiedziała może nieco zbyt cichym tonem głosu, ale w gruncie rzeczy.. cierpiała na bezsenność. A leżenie w pustym łóżku, wpatrywanie się w ten cholernie nierówny sufit skłaniał tylko do refleksji. A Matilde nie powinna pozostawać sama ze swoimi myślami. Nocami miała jeszcze większe skłonności do autodestrukcji niż zazwyczaj. Tylko ta poprzednia noc była jakimś cholernym wyjątkiem. Pierdolony Hopper.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-19, 09:08   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Nie powinnyśmy, ale jest to bolesne dla nas nawet gdy wiesz że nie powinnaś się tym martwić. - powiedziałam i westchnęłam. Nie wiedziałam co myśleć o tych skokach Sami do innych. Może Tilde miała rację i nie powinnam nawet nad tym myśleć. I tak w sumie było nie myślałam o żadnych innych. Najbardziej jednak zabolała mnie prawda o Alison. O dziewczynie której nie lubiłam, a ona... Ona ukradła mi Sami. Westchnęłam ciężko zamykając oczy. Nie chciałam teraz przez to przechodzić. Już postanowione. Sami będzie moja. Na nowo jak za dawnych czasów. Nie ważne ile dziewczyn będę musiała od niej przepędzić. Będę tą jedyną. Jeśli Samantha nadal tego będzie chciała. Spojrzałam na moją przyjaciółkę i prychnęłam na jej kolejny komentarz. To prawda każdy się wykorzystywał, zwłaszcza w bractwie, ale ja miałam inne podejście i najważniejsza dla mnie była znajomość z bliską mi osobą, aniżeli to co potrafi. Właśnie dlatego nie chciałam by Matilde wybierała teraz. Chciałam by poznała moją "dziewczynę?" i może się polubiły. Wtedy dopiero będę myślała co zrobić, bo wiem że Sami dokucza ta noga i przez to czuje się gorzej.
- Tacy ludzie jak ty. - powtórzyłam po niej patrząc jej w oczy. - możesz zgłosić się do Rocky może da ci coś na sen. - powiedziałam po chwili zamyślenia. Dobrze wiedziałam czemu Matilde tak mówi, ale wiedziałam też że Ro dałaby rade coś na to zaradzić, nawet teraz gdy się pokłóciłyśmy. Ma dobre serduszko, jak większość osób z którymi się przyjaźnię. Nawet taki Aaron, który jest niewyobrażalnym dupkiem, a jednak mi pomógł. Czemu? No właśnie dlatego, że ma dobre serducho. Kurcze zaczynam patrzeć na ludzi inaczej. Widzę w nich dobre cechy i zachowania, a na te złe przymykam oko. Zawsze tak miałam, ale teraz sama zaczynałam to zauważać. Uśmiechnęłam się do Matilde.
- No to co? U mnie można powiedzieć że nic nowego. Teraz zajmijmy się Tobą. - oznajmiłam i skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej. Uśmiechnęłam się wyzywająco. Wiedziałam że wyciąganie informacji będzie ciężkie, ale nie chciałam być już celem rozmowy.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5