Poprzedni temat «» Następny temat
Park antyczny
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-06, 14:46   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Błąd...
Czy błędem była próba ponownego ułożenia sobie życia? Czy błędem była chęć poprawy? Czy błędem można nazwać to, co łączyło mnie z Ricky?
Gdyby nie ogarniające mnie emocje, pewnie sama zaczęłabym się nad tym zastanawiać. Teraz jednak... Nie potrafiłam. Nie byłam w stanie dostrzec nic poza tym, że starsza z sióstr Roseberry z każdym kolejnym słowem coraz bardziej szarpała moje nerwy.
- A co? Może zazdrościsz, bo Ciebie nikt od dawna porządnie nie wyruchał? - Rzuciłam, zdecydowanie bez przemyślenia na jej uwagę. Jasne, przecież sama dobrze wiedziałam, że to wszystko ruszyło za szybko. W końcu... Gdy zapraszałam moją kochankę do siebie, w głowie miałam tylko spokojną rozmowę, wyjaśnienie sobie tego, co się stało... Ale... To wszystko samo wyszło. I nie żałowałam tego aż do teraz. Nie mogłam jednak przyznać się przed brunetką, że się z nią zgadzam. Nie w tym momencie...
Nie wiedziałam też, jak bardzo działam na swoją niekorzyść, dając się ponieść swoim emocjom. Kurwa, przecież one mieszkały razem. Nawet, jeśli to spotkanie odbywało się w tajemnicy przed moją kruszyną, po wszystkim, co się stało, jej bliźniaczka na pewno jej wszystko wygada...
Nie puszczałam jej nadgarstka, a choć mój uścisk był mocny - nie było możliwości, by pozostał po nim choćby najmniejszy ślad. Patrzyłam Roseberry prosto w oczy, tym nienawistnym spojrzeniem, które miałam nadzieję zostawić w swojej przeszłości. To właśnie przez nie straciłam brata i przez nie później pakowałam się w kłopoty. A jednak... Stara Samantha przejmowała nade mną kontrolę.
Było chłodno, ale dopiero teraz zaczynałam odczuwać niezwykły chłód na swoich palcach. Mimowolnie na nie przerzuciłam swój wzrok i co by nie mówić - ogarnęła mnie lekka panika, choć starałam się to ukryć. W końcu kto by się nie zdziwił, widząc, jak jego opuszki bledną z każdą sekundą? Nie minęła też chwila, gdy pojawiło się drętwienie. Ona nie żartowała...
Puściłam ją. Nie miałam wyjścia. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mam do czynienia z kolejnym mutantem. Kiedy ich się aż tyle namnożyło w moim życiu?
- Ta, tak bardzo kurwa nie oceniasz. - Stwierdziłam dość chłodno, z wciąż wyczuwalną agresją w głosie, potrząsając swoją ręką. Miałam ochotę stąd spieprzyć jak najszybciej, jednak wpierw musiałam mieć pewność, że z moją dłonią jest już wszystko w porządku.
Złapałam jedną z kul, tą ręką, która nie doznała na sobie mocy dziewczyny, by móc wstać.
- Lepiej to Ty się odpierdol od naszego życia. Lepsza niezrównoważona alkoholiczka, niż kontrolująca wszystko i wszystkich dyktatorka. - Wycedziłam przez zęby, gdy tylko udało mi się stanąć na - w miarę - równe nogi.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-06, 19:42   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie, tak bardzo nie oceniała. Jedynie stwierdzała to co widziała, a miała przed sobą kobietę, która nie umie sobie poradzić własnymi emocjami. Kogoś podobnego do jej siostry... Tylko, że ta zamiast zamykać sobie i tworzyć skorupę ochroną. Popadała w nałogi nikotynę oraz oraz alkoholowy. Bardziej Rocky była żal Sam niż by ją zdenerwowała swoimi słowami.
Ona jedynie chciała chronić swoją siostrę, nawet jeśli ta tego nie chciała. Czy tak trudno zrozumieć... Nim dziewczyny zaczną budować swój związek na nowo. Powinny pokonać własne demony. Innym wypadku wzajemnie pociągną siebie na dno.
- Pf... Czego mam zazdrość, że nie umiecie zapanować na sobą i rzucacie się na siebie - odpowiedziała jej nie była zazdrosna, bo nie widziała o co ma być. Po prostu uważała, że błędem jest do siebie wracać i to takim szybkim tempem. Zamiast zatrzymać się na chwilę i przemyśleć kilka spraw. Ricky nadal nie wyszła ze swojej depresji i według Rocky zbyt często używa swojej mocy. Natomiast Sam widać na załączonym obrazku szkoda jej alkoholu oraz wpada w szał gdy ktoś jej go wyleje. Na serio czy one nie widzą tego, że nie powinny być teraz razem... Czy są aż tak ślepe? Nie błędem nie była próba ułożenia sobie życia, ani chęć jego poprawy. Jednak trzeba do tego podejść głową, anie żyć tym co tutaj. Zatrzymać się i zastanowić jak rozstawić pionki na szachownicy. Czy aby na pewno nie pociągnę ukochanej osoby na dno? Czy jestem wstanie teraz żyć? Bo Rocky wątpi w to z każdą kolejną minutą spędzono z Sam.
Kiedy tylko Bartowska puściła nadgarstek dziewczyny moc przestała działać, a na palcach powoli powracał naturalny kolor.
- Przepraszam, możesz przez chwilę odczuwasz ból. Z twoją dłonią będzie porządku. Nie skrzywdziłabym cię - powiedziała widząc jak kobieta patrzy na swoją dłoń. Chciała ją zapewnić, że będzie z nią wszystko w porządku. Po za tym to tylko wyglądało groźnie. Gdyby Sama ta jej nie puściła Sama by zatrzymała to. Chociaż nie chciała by ona była z jej siostrą to nie zamierzała jej krzywdzić.
- Naprawdę nie widzisz, że masz problem. Pomyśl przez chwilę co by powiedziała Ricky widząc cie takim stanie. Czy była by zadowolona? - mogła mówić co tylko chciała nie wprowadzi jej z równowagi. Ona znała odpowiedź gdyby jej siostra teraz je widziała. Nie była by zadowolona. Nie tylko zachowania Sam ale też również z tego, że Rocky użyła moc przeciwko kobiecie.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-06, 20:34   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Rzeczywiście. Nie panowałyśmy wtedy nad sobą. Ale czy to w sumie było takie złe?
Pragnęłyśmy się. Byłyśmy za sobą stęsknione mimo czasu, jaki upłynął od naszego ostatniego spotkania. Zdecydowałyśmy się na to mimo tego, że obie czułyśmy się zranione. No i... To była jedna z najszczęśliwszych nocy od czterech lat, jak podejrzewałam - nie tylko dla mnie, ale też dla tej mojej kruszyny.
Jeżeli Rocky nie była w stanie tego dostrzec - nie mogłam nic na to poradzić.
Wierzyłam, że właśnie Ricky będzie w stanie wyprowadzić mnie na prostą, a ja zdołam pomóc jej w pozbyciu się własnych czarnych myśli. Chciałam wierzyć w to, że jak przed laty, wyciągniemy z siebie nawzajem to, co najlepsze.
Jak jednak mogłam to czynić, gdy ta mała brunetka przede mną z każdą kolejną chwilą coraz bardziej prowokowała mnie do złego?
Każde jej słowo mnie raniło. A ten jej spokój chyba wprawiał mnie w jeszcze większą złość. W ciągu zaledwie kilku minut rozgryzła to, czego nie zauważył nikt inny. Albo czego nikt nie chciał zauważyć...
Ponownie potrząsnęłam dłonią, by po chwili zacząć zginać palce, by szybciej przywrócić prawidłowe krążenie w tej kończynie. - Daruj sobie. - Rzuciłam beznamiętnie, próbując się jednak uspokoić i biorąc głębszy wdech. Chciałam już złapać swoją drugą kulę i odejść stąd, nim przekroczę granice. Czułam, że jeśli ta rozmowa się nie zakończy, stanie się coś złego.
I się nie myliłam. Kolejne zdanie wypowiedziane przez Roseberry zadziałało na mnie jak zapalnik. Złość ogarnęła me ciało, wolna dłoń zacisnęła się w pięść a moje powieki przymknęły się na moment, gdy wypuszczałam powietrze z płuc nosem. Kurwa, szantaż. Jebany emocjonalny szantaż.
Oczywistym było, że nie chciałam, by moja ukochana dowiedziała się o moich problemach. Ale słysząc słowa jej siostry... Wiedziałam, że wykorzysta to przeciwko mnie. Powie jej o wszystkim. To będzie argument, którego użyje, by przekonać Ricky że nie jestem dla niej. A ja... Nie mogłam na to pozwolić.
Nie minął ułamek sekundy, gdy pociągnęłam otwartą dłonią przez twarz mej rozmówczyni. Nie wytrzymałam. W ostatniej chwili tylko zrezygnowałam z uderzenia jej pięścią. W końcu... Nie chciałam rozpoczynać bójki, nie w moim stanie. Chciałam tylko dać jej nauczkę.
- Nie będziesz mi tu kurwa wyjeżdżać z takimi tekstami. - Wycedziłam przez zęby, wyraźnie poddenerwowana, ponownie patrząc w jej oczy. - A spróbuj tylko jej powiedzieć o moim rzekomym problemie, to mogę Cię zapewnić, że również wspomnę o tym spotkaniu. Zobaczymy, komu uwierzy. - Dodałam po chwili, wciąż nie odrywając od niej wzroku. Wzięłam po raz ostatni głębszy oddech. po czym w końcu złapałam w drugą dłoń pozostawioną przy ławce kulę. Nie zamierzałam przeciągać tej chwili, bo wiedziałam, że kolejnych obelg już nie zniosę.
Nie mogłam sobie jednak odpuścić, by - przed ostatecznym odejściem - "wpaść" na bliźniaczkę mej ukochanej, ciągnąc ją z bara. Prychnęłam jeszcze na nią, oddalając się z miejsca tego nieprzyjemnego spotkania, po drodze zgarniając oczywiście moją już pustą piersiówkę...

[z/t]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-07, 18:02   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


// avatar mega <3

Patrząc na to jak dziewczyna stoczyła się przez te cztery lata, było jej żal. Nawet żałowała, że zdecydowała się z nią spotkać. Ponieważ nie tak zapamiętała kobietą. Tym bardziej uważała, że Ricky przydał by się lekarz, a Sam odwyk. Skoro aż tak bardzo ją irytuje rozlany alkohol i kilka prawdziwych słów. Może Rocky przesadziła. Jednak wyznaje zasadę zrań mnie prawdą nie pocieszaj kłamstwem. Liczyła, że może da chociaż do myślenia. W końcu nie ma nic złego w tym, że się kochają. Powinny trochę zachować trzeźwe umysły. Zastanowić się nad związkiem, a nie skakać z wieżowca. Nawet nie sprawdzając czy ma się linii bezpieczeństwa. Jak owy skok grozi śmiercią tak ich związek grozi tym, że się rozpadnie. Po czym one jeszcze bardziej się rozsypią. Może wyciągały z siebie co najlepsze, ale nie były w takich stanach jak obecnie. Jedna nie miała depresji, a druga nie była uzależniona. Powinny się zastanowić... W sumie Rocky zastanawiała się czy jej siostra wie o słabość kobiety.
Można być rzec, że powinna się tego spodziewać. Wiedziała, że przekracza granice, że powinna już jakiś czas temu przerwać te rozmowę. Zwłaszcza, nie powinna używać mocy na niej. Jednak to się stało później szczerze zaskoczyło ją, bo nie spodziewała się, że Sam ją uderzy. Nie wykazała żadnej agresywnej postawy wobec nie tylko. Na chwilę dotknęła policzka i spojrzała na kobietę.
- A mów sobie, co ci się podoba, ale nie zamierzam ukrywać tego przed nią. Powinna wiedzieć... Zwłaszcza, że planuje z tobą przyszłość - powiedziała do niej nie było bata, żeby wystraszyła się je groźby. Wiedziała, że Ricky bardziej uwierzy Sam niż jej. Zwłaszcza po ich dzisiejszej rozmowie. Jednak nie zamierzała ukrywać przed siostrą, że jej ukochana ma problem, ani tego, że użyła mocy przeciw niej. Nie była Ricki by cokolwiek ukrywać. Nawet jeśli wiedziała, że po tym jej siostra jeszcze bardziej ją znienawidzi.
Zignorowała pociągnięcie z bara jakie zafundowała jej Sam. Jedynie pozwoliła jej odejść, bo tak będzie lepiej.

[z/t]
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6