Poprzedni temat «» Następny temat
Tawerna Westside
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:08   Tawerna Westside



[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-02, 21:42   
  

   2 Lata Giftedów!


/ wieczór dzień po treningu.

Nie mogłam tego spieprzyć. Axon był nam bardzo, bardzo potrzebny. Pomógł nam nie raz, a teraz... jego pomoc mogła okazać się nieoceniona. Żyliśmy w czasach zbliżającej się wojny. Jeśli Nancy żyła - a cóż, miałam przeczucie, że tak właśnie było - w ciągu każdej sekundy ktoś mógł nas zaatakować. Nikt nie zdążył jej przerobić pamięci, wymazać lokalizacji Bractwa z głowy... Nikt nie spodziewał się, że ona nas zdradzi i to był właśnie ten problem. Nie wiedzieliśmy co nas czeka, potrzebowaliśmy każdej dodatkowej pary rąk do pomocy, a szczególnie tak pomocnej i przydatnej pary rąk.
Denerwowałam się. Ta misja była moją pierwszą tak ważną misją, dużo od niej zależało. Udało mi się umówić z Axonem, nie protestowałam przed radami mojego Doradcy, dzięki którym on i Alba towarzyszyli mi w tej wędrówce. Zarządziłam, że ruszę pierwsza. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by Axon przestraszył się mojej obstawy, nie mógł myśleć, że mu nie ufam. Dlatego też wymyśliłam, że wejdę do Tawerny pierwsza, a po piętnastu minutach do środka wejdzie James i Alba, siadając dwa stoliki ode mnie. Wszystko po to, by Axon w miarę możliwości nie domyślił się, że wcale nie przyszłam tu sama.
Westchnęłam ciężko, gdy stanęłam przed drzwiami do tawerny. Ubrana cała na czarno, włączając w to kaptur kurtki przykrywający moje włosy, a także komicznie wyglądające w zimową pogodę okulary, weszłam do środka.
Tak naprawdę nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Dołączy do mnie? Usiądzie naprzeciwko mnie z gorącą czekoladą? Byłam pięć minut przed czasem i ruszyłam do stolika, który znajdował się na samym końcu tego jakże uroczego miejsca. To bylo moje pierwsze wyjście poza teren obozu od śmierci matki. Trochę bałam się, że ktoś mnie rozpozna, ale... to była moja jedyna szansa na pozyskanie tak cennego mutanta w swoje kręgi. Uciekać umiałam, ale w proszeniu o pomoc najlepsza nie byłam.
Zdjęłam z głowy kaptur, okulary położyłam na stoliku. Nie chciałam wyglądać zbyt podejrzanie. Wiedziałam, że jeżeli coś się będzie dziać, albo James, albo Alba ostrzegą mnie w porę. Liczyłam na nich, a teraz pozostało mi tylko czekać.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
Ostatnio zmieniony przez Colleen Marie 2018-01-07, 20:54, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-02, 22:27   
   Multikonta: Lidia Foney


Choć byli tacy, którzy uważali, że obecność Alby dzisiaj przy Colleen i Jamesie nie jest dobrym pomysłem, to jednak stała się elementem tego zadania i chciała jak najlepiej wypełnić swoją rolę. Faktycznie nie miała takiej ekstra mocy do niebezpiecznych zadań, ale umiejętność mącenia w ludzkich emocjach też była przydatna. Pragnęła robić coś więcej niż tylko siedzenie w Bractwie i pocieszanie zrozpaczonych mutantów. Postrzegano ją jako dobrą, kochaną Albę i wyobrażenie sobie jej w jakiejś ważniejszej misji było najwyraźniej trudne.
Jednak była tutaj, szła razem z Jamesem w stronę Tawerny i mocno wierzyła, że dzisiejsze zadanie zakończy się pomyślnie. Colleen i reszta też jej ufali, skoro zabrali ją ze sobą. Choć była bardzo przejęta całą sytuacją, próbowała zachować spokój i wcale nie myśleć o tym, że właściwie to mogli się spodziewać wszystkiego.
Zerknęła przelotnie na Colleen, kiedy drzwi lokalu zamknęły się za nimi. Prosty, konkretny plan. Ruszyli w stronę stolika usytuowanego nieopodal Przywódczyni i usiedli, zachowując się zupełnie naturalnie. Ona była tą słodką blondynką od szejka, a on zupełnie naturalnym kolesiem, który jej towarzyszył. O tak, wszystko wyglądało całkiem zwyczajnie. Zdjęła grubaśne rękawiczki z jednym palcem i rozpięła kurtkę.
Jak wyczuć, że coś jest nie tak? Nie była przecież telepatką. Nie wyczuje, że Axon myśli sobie: haha, ale naiwniaki! Jednak przez ostatnie kilka lat przekonała się, że jej moc trochę przypomina czytanie w myślach. Zaszyfrowane, zawiłe, ale jednak kilka lat zmagania się z tymi zagadkami rozświetla ciemne zakamarki ludzkich umysłów. Co dzisiaj odczuwa Axon? Lęk i ekscytację? A może zupełny spokój i wielką pewność?
Za chwilę wszystko będzie jasne, a przynajmniej właśnie w to chciała wierzyć.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-02, 23:18   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/po wszystkim

Will nie miał zamiaru się śpieszyć, ba, nawet planował się spóźnić. Odrobina czekania nikomu nie zaszkodziła, prawda? Wzmaga desperację, zniecierpliwienie, łatwiej jest się ponieść emocjom albo w jakoś zdradzić swoje zamiary. W życiu nauczył się, że musi być ostrożny, a to że miał do czynienia z grupą złożoną z samych mutantów wcale nie sprawiało, że czuł się swobodniej. Ludzie uważali, że to dzięki nazwisku łatwo jest kogoś znaleźć, ale to był idiotyczny pogląd. Zmiana czy ukrycie swojej tożsamości było banalnie proste. Coś, co było niewiarygodnie powszechne w sieci i stosunkowo trudne do zmienienia, to była twarz. Chociaż Willowi przez te dziesięć lat przybyły dwie blizny na policzku, to jakikolwiek program do rozpoznawania twarzy odpalony na wystarczająco dobrym komputerze bez problemu powiązałby go z szesnastolatkiem oskarżonym o zabójstwo czy młodym chłopakiem pojawiającym się na drugim, trzecim planie na zdjęciach z całego kraju. Jeśli mieliby coś lepszego to najpewniej znaleźliby i genialnego dziesięciolatka za Seattle, który wygrał olimpiadę matematyczną, chociaż był jej najmłodszym uczestnikiem. A teraz zastanówmy się, ile by to zajęło technopacie z Bractwa, który nie musiałby się przejmować takimi błahostkami jak moc obliczeniowa. Pokazywanie twarzy ludziom, którzy mają motyw i sposobność, żeby dowiedzieć się kim jesteś było zabójczo niebezpieczne, pomijając już takie drobny szczegół że mogliby go zwyczajnie zabić na miejscu spotkania, jeśli by im się nie spodobało, ile wie. I cóż, może i kilka razy w życiu musiał ratować się z takich sytuacji, to zawsze miał wtedy do dyspozycji broń palną. Strzelanie przy Colleen to był fantastyczny pomysł.
Ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości dlaczego nie chciał przyjść?
Cóż, poczekał do tej 21:20 i upewnił się w swoim przekonaniu, że dobrze zrobił czekając. Piętnaście minut po Colleen do knajpy weszła dwójka ludzi. Pozornie nie mieli z nią nic wspólnego, ale czy ktokolwiek uważał że Will był takim amatorem, żeby nie znać twarzy wszystkich osób na istotnych stanowiskach w Bractwie? Umawiał się z Colleen na coś innego... ale właściwie się tego spodziewał. Szczerze powiedziawszy, nie myślał, że przywódczyni Bractwa osobiście się do niego pofatyguje, zwłaszcza że była pilnie poszukiwana. Nieodpowiedzialne? Skrajnie. Chyba była naprawdę zdesperowana.
Nadszedł czas żeby działać. Nie spodziewał się, że przyjdzie po niego aż tyle ludzi, ale nie miał zamiaru zmieniać planu.
Telefon w knajpie zadzwonił. Starsza kelnerka, nieszczególnie zadowolona z faktu że musi siedzieć w pracy do późna, podniosła słuchawkę. Jej mina była nieco dziwna, najwyraźniej rzadko kiedy ktoś dzwonił na ten numer w takich sprawach. Spojrzała na Colleen.
- Jakiś facet cię opisał, mówi że to do Ciebie.
Pytanie za sto punktów: skąd dzwonił? Musiał ją widzieć. Jakiś budynek naprzeciwko? Zaparkowany samochód? Dach?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-12, 21:41   
  

   2 Lata Giftedów!


Stres, nerwy, zdecydowanie. Oddechałam ciężko, płytko, ale wiedziałam, że muszę nad tym zapanować. Nie mogłam zachowywać się jak rozchisteryzowana nastolatka. Byłam Przywódczynią Bractwa Mutantów i właśnie w taki sposób musiałam się zachowywać, nie inaczej. Axon był dla mnie bardzo ważnym "celem" (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i naprawdę zależało mi na tym, żeby go zwerbować. Jak go jednak do tego przekonać?...
Zamówiłam szejka, nie mogłam przecież siedzieć z niczym. Dostałam go chyba po minucie, ale zamiast go pić, zaczęłam bawić się słomką. Miałam zaciśnięty żołądek, nie miałam ochoty ani na żadne picie, ani na żadne jedzenie.
Mijały kolejne minuty, a jego nadal nie było. Nie przyjdzie? Czy tylko się zgrywa? Minęło tak dużo czasu, że do tawerny zdążyła nawet wejść już Alba z Jamesem. Nie zareagowałam na ich widok w żaden sposób, w sumie to nawet na nich porządnie nie spojrzałam, widziałam ich tylko kątem oka, ale to mi wystarczyło, by poczuć się choć troszeczkę pewniej. Byli tu, nie byłam sama, miałam wsparcie, musiałam dać radę.
I wtedy właśnie zaczęły dziać się rzeczy.
Telefon zadzwonił. Podniosłam wzrok akurat w momencie, gdy starsza kelnerka z tym telefonem podeszła do mnie. Okej, w porządku, więc Axon nie miał zamiaru rozmawiać ze mną twarzą w twarz, a już na pewno nie na samym początku. Jasne, mogłam się tego spodziewać. Uśmiechnęłam się uprzejmie do kelnerki i z wdzięcznością przyjęłam telefon. Okej, jeden głęboki oddech. Nie rozglądałam się, nie zamierzałam go szukać wzrokiem. Jeśli będzie chciał, to tu przyjdzie, a ja nie będę rozglądać się nadmiernie, by nie zwracać na siebie uwagi.
- Axon. - powiedziałam. Musiałam się najpierw upewnić, że to on, nie będę przecież zdradzać swoich planów i próśb komukolwiek. Czekałam na to, by się odezwał.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-15, 00:38   
   Multikonta: Lidia Foney


Czekali. Alba była zestresowana i nie miała pojęcia, jak udawało jej się snuć pogawędkę z Jamesem. Nawet nie do końca go słuchała. Coś tam odpowiadała, ale czuła jakiś taki niepokój. Albo po prostu każdy z nich miał podobne emocje i ona, odczytując je nawet już poza kontrolą, współdzieliła je. Chociaż akurat Shepard nie wyglądał na jakoś specjalnie zestresowanego. No tak, pewnie nie była to jego pierwsza taka akcja. Był doświadczonym członkiem Bractwa. Był Doradcą, więc najlepiej wiedział co i jak.
Nagle jednak spojrzał na nią jakoś tak znacząco, po czym szepnął, że musi iść. Podniósł się i wstał, nie wyjaśniając zbyt wiele. Przez chwilę nawet pomyślała, że coś się stało. Coś przed budynkiem? Powędrowała za nim spojrzeniem, aż wreszcie zerknęła za Colleen, kiedy drzwi zaskrzypiały, a mężczyzna opuścił tawernę.
W tym samym czasie kelnerka podała dziewczynie telefon. O nie. Pod stołem Alba zacisnęła dłonie, zastanawiając się, co tu się właściwie wyprawia. Czy to był Axon? Dlaczego nie przyszedł? Najwyraźniej zorientował się, że jest ich więcej. To mogło oznaczać, że plan się nie udał. Nie chciała za bardzo wychodzić ze swojej roli, ale jednak trochę zerkała w jej stronę, obawiając się kolejnych kroków Axona. Nie był głupi. Jeśli jednak wiedział, że przyszli we trojkę, to musiał ich obserwować, prawda?
Były więc same. Colleen i Alba. I jeszcze głos w telefonie. Zaczęła się bawić serwetką. Dyskretnie odbierała Colleen jej stres, wypędzała lęki. Choć trochę. To był też dla przywódczyni znak, że Delgado czuwa. Nie mogła w tej sytuacji pomóc zbyt wiele, ale może chociaż przyjaciółka poczuje się lepiej. Sytuacja i tak już była skomplikowana.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-15, 22:53   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cholernie mu się nie podobało, że Shepard wyszedł z knajpy. Najwygodniej i najbezpieczniej dla Willa było wtedy, kiedy wszyscy - bo miał nadzieję że ta trójka to byli wszyscy - siedzieli w jednym miejscu, na widoku. Po co on w ogóle się od nich odłączył? To była jakaś pułapka, kolejny etap planu Bractwa, miał zajść Axona od tyłu? Cholera. Przełożył telefon do lewej ręki, żeby móc w razie czego strzelać prawą - było już za późno, żeby się rozłączał, przynajmniej jeśli chciał panować nad sytuacją.
Możliwe, że to było zupełnie niepowiązane, że James musiał zająć się jakąś pilną sprawą niezwiązaną z Willem, może nawet niezwiązaną z Bractwem. Cóż, gdyby Hopper zakładał że ten najwygodniejszy dla niego scenariusz to ten najbardziej prawdopodobny, to od dziesięciu lat byłby martwy. Na razie nie zamierzał pochopnie działać, wolał zobaczyć jak zacznie rozwijać się sytuacja.
- Cześć Colleen - powiedział luźno, jakby to była zwykła pogawędka. Szczerze powiedziawszy, podczas nich niewiele mniej analizował i oceniał swoich przeciwników. - Nie uważasz, że powinnaś mnie przedstawić swojej blond koleżance? - spytał. Nie miał zamiaru wdawać się za bardzo w szczegóły, skoro obydwoje wiedzieli o co chodzi. Wystarczyło tylko dać Marie do zrozumienia że nie blefuje, tylko że użył swojej magicznej mocy bycia wszechwiedzącym.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 13:54   
  

   2 Lata Giftedów!


Czekałam na to, by Axon się odezwał, jednocześnie starając się uspokoić przyspieszony oddech. Kątem oka zauważyłam, jak James wychodzi z tawerny, co już w ogóle zupełnie mnie zaskoczyło. Czemu wychodził? Co było tak pilne, że postanowił nas opuścić? Do jasnej cholery, przecież to był jego pieprzony plan, bym nie przychodziła tu sama, a teraz tak po prostu, o, wychodził sobie, zostawiając mnie i Albę? Miałam zamiar sobie poważnie z nim porozmawiać po akcji, ale najpierw musiałam się skupić na tym, co działo się tu i teraz. Zamknęłam oczy i wtedy właśnie poczułam to, co robiła Alba. Uspokajałam się, odbierała mi stres, a ja z wdzięcznością przyjęłam to, co robiła. Westchnęłam ciężko, z ulgą, jakby kamień spadł mi z serca. Spokojna mogłam zdziałać więcej, więc cieszyłam się z obrotu sytuacji i z pomocy przyjaciółki. I wtedy właśnie odezwał się Axon.
Wiedział. Wiedział, że nie przyszłam sama. Mogłam się domyślić, naprawdę przecież ja nie chciałam zwerbować byle kogo. Z resztą... chyba nasz plan był oczywisty, prawda?
- Nazywa się Alba, ale pozwól, że nie o tym teraz. - odpowiedziałam mu na pytanie, ale od razu urwałam temat - Axon, potrzebujemy cię jak nigdy przedtem. Bractwo cię potrzebuję, bez ciebie to tylko kwestia czasu, jak D.O.G.S. nas zaatakuje. Zostaliśmy zdradzeni, Nancy Flanagan wydała mnie i moją matkę, przez co Yvonne nie żyje. Nie widziałam ciała Nancy, obstawiam, że żyje, a skoro żyje, to my wkrótce nie bedziemy. Chcę, żebyś do nas dołączył. Potrzebujemy cię jak nigdy wcześniej, nie wiem, czy poradzimy sobie bez ciebie. Musimy wiedzieć, czy ona żyje, poznać dalsze plany rządu, wymyślić, jak chcemy na nie zareagować, jak uratować tych wszystkich mutantów, którzy należą do Bractwa. Tu nie chodzi o ciebie, czy o mnie, tu chodzi o setki mieszkańców Bractwa, którzy będą wkrótce martwi, jeśli Nancy żyje i nas wydała. - powiedziałam, śmierdząc desperacją na kilometr. W sumie, cholera, nie przygotowałam się tak naprawdę w żaden sposób do tego, by odpowiednio go namówić, by dołączył do Bractwa. Nie wiedziałam, jak mam go namówić... Mogłam liczyć tylko na to, że zlituje się nad nami i zechce nam pomóc.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-16, 17:10   
   Multikonta: Lidia Foney


Serwetka niemal rozpuściła się w jej dłoniach, kiedy Colleen wypowiedziała jej imię. Kontrolnie, już nie bawiąc się w ostrożność, rozejrzała się po tawernie. Powinna pozostać na miejscu, czy może usiąść przy Colleen i czuwać? James chyba nie zamierzał wracać, a Axona też najpewniej dzisiaj już nie zobaczą. Poczuła ten cholerny zapach porażki, ale Colleen najwyraźniej nie zamierzała się poddawać. Nieco wyciszona, bardziej pewna, choć wciąż mocno zdesperowana, opowiadała chłopakowi o sytuacji w Bractwie, zdradzając, jak bardzo ciemna i mroczna może okazać się przyszłość bez niego. Alba nie słyszała każdego słowa dokładnie, ale nawet nie musiała. Wiedziała dobrze, co przyjaciółka chciała Axonowi przekazać. Nie była jednak pewna, czy wypowiedziane do telefonu lęki i nadzieje jakkolwiek tego mutanta poruszą. Co takiego mógł zyskać? Przyjaciół? Rodzinę? Dach nad głową? Na pewno ciągłe ryzyko, nieustanną walkę o życie, ale też i nieco wyraźniejszy cień szansy na to, że faktycznie coś im się uda. Że idea Bractwa, prowadzone przez nie akcje rzeczywiście mają sens. Pośród nich, w Black Lake byli głównie dość młodzi, niekoniecznie oswojeni ze swoją mocą mutanci, którzy chowali się pod skrzydłami Colleen, licząc, że są bezpieczni. Co jednak, jeśli było wprost przeciwnie? Nie znali planów organizacji, które tylko czekały na jeden nierozważny krok, aby raz na zawsze zniszczyć Bractwo, a jego członków pokroić w genetycznych laboratoriach Haywella. Świat na nich polował, świat nich nienawidził. Byli przekąską. Odbierano im godność i prawo do życia. Nie mogli się poddać.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-16, 19:24   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Och, nie ma to jak przyznawać się do bycia córką ostatniej znanej szefowej organizacji terrorystycznej w pełnej restauracji, a przy okazji na niezabezpieczonej linii. Załatwić ci megafon, jakiś stream online z podaną dokładnie lokalizacją? - rzucił sarkastycznym tonem.
Cholernie mu się to nie podobało. O ile nikt jeszcze nie zadzwonił, to mieli może piętnaście minut, zanim DOGS zbierze wystarczająco dużo ludzi i ich tutaj wyśle. Pal licho, że zaraz mógł się tu zjawić oddział, który nie będzie się cackał mając szansę na złapanie najpilniej poszukiwanej terrorystki w Stanach Zjednoczony; gorzej, że przed chwilą do restauracji nagle zadzwonił jakiś dziwny człowiek, który prosił, żeby podać jej telefon. Wyśledzenie kogoś po numerze telefonu czy ustalenie dokładnej pozycji dzwoniącego było kilkadziesiąt razy prostsze i szybsze niż pokazywały to filmy. Czy tego chciał, czy nie, musiał się streszczać i zaraz się stąd zabierać.
Teoretycznie mógłby odmówić Colleen i odejść w swoją stronę, tak jak to zawsze robił. Problem w tym, że kończył mu się czas i nie był pewien, czy w ogóle może sobie jeszcze na to pozwolić. Musiał znaleźć rodzinę, musiał znaleźć sposób by przeżyć bez zgłaszania się do DOGS, musiał zdobyć dobrą mutazynę, a z każdym kolejnym dniem to będzie coraz cięższe. Nienawidził tego przyznawać, ale coraz częściej bywał bezradny. Kiedy miał jedne z tych gorszych migren a leki nie pomagały, nie był w stanie myśleć, pracować czy nawet walczyć albo uciekać, nie mówiąc już o jego coraz większych szansach na wylew. Nie będzie lepiej, z każdym kolejnym dniem mogło być tylko gorzej. Czy mu się to podobało, czy nie, będzie potrzebował przyczółka, jeśli nie już teraz, to za miesiąc, kilka tygodni albo może nie. Cholera, miał dwadzieścia sześć lat, a już zaczynał myśleć jak zniedołężniały starzec.
- Jeśli Shepard ma zamiar coś odpierdolić, to jutro rano gazety będą pisać o nieszczęśliwym wypadku na przedmieściach Olimpii - powiedział po chwili ciszy. - Widzimy się na miejscu - dodał zanim obrócił telefon i wyciągnął z niego kartę SIM. Miał tylko nadzieję, że od czasu kiedy ostatnio sprawdzał gdzie ich sprzęty logują się najczęściej nie zmienili siedziby. Szkoda byłoby zepsuć tak efektowne pożegnanie jadąc w zupełnie przeciwnym kierunku.

/ztx3
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-05, 22:54   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// najnowszy

Cóż było lepszego w taką pogodę niż koktajl w miłym towarzystwie? Brad miał dziś wolne od swoich obowiązków, więc postanowił jakoś ten dzień spożytkować. Nie tylko na treningu i doskonaleniu samego siebie, bo ile można walić w worek czy lewitować przedmiotami? Musiał się zrelaksować, bo ostatnio nie miał lekko. Jakby jakieś potworne fatum go prześladowało. Pewnie to jego wina, bo sam pakował się w takie sytuacje, ale niestety póki co miał dość dramatów i problemów.
Myślał, że sam spędzi ten czas, ewentualnie spotka kogoś na miejscu. Ale na szczęście okazało się, że jego współlokatorka Kira nie miała żadnych planów. I nawet zgodziła się spędzić z nim ten czas, więc Brad postanowił zabrać ją na koktajl do Tawerny Westside. Nie była to pięciogwiazdkowa restauracja, ale całkiem przyzwoite miejsce, gdzie można było dobrze zjeść, a koktajle były przepyszne. W końcu nie samym alkoholem człowiek żyje, nie?
Przepuścił dziewczynę w drzwiach i odsunął jej krzesło przy stoliku. Robił to bardziej automatycznie niż na pokaz, co zresztą mogła już zauważyć mieszkając z nim pod jednym dachem.
- Dzięki, że się zgodziłaś ze mną przyjść. Samemu byłoby nudno. Jak ci się tu nie spodoba to zmienimy lokal - zastrzegł od razu, żeby nie myślała, że jakoś się uparł na to miejsce albo pobierał prowizję za każdego klienta, którego przyprowadził. Uśmiechnął się do dziewczyny, podając jej kartę. Sam już wiedział co chce wziąć.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Kira Kovacs



A weapon is a tool, A tool for killing and destroying. I am the killer and destroyer

Dziecko Matrycy

78%

Informatyk





name:

Kira Kovacs

alias:
Otaku

age:
25

height / weight:
160 | 49

Wysłany: 2018-06-03, 11:49   
   Multikonta: Nancy Flanagan
  

   Talon na Aarona i balon


Kira od rana leżała w domku do góry brzuchem. Niby miała coś do zrobienia, ale ogólna aura raczej ją do tego zniechęcała, więc została tego dnia w łóżku. Nie miała innych planów, ale też nie wyjawiała żadnych chęci wychodzenia gdziekolwiek.
Jakimś jednak cudem Bradley'owi udało się przekonać informatyczkę, żeby wyszła z nim z domku, co więcej wyszła z nim poza teren bractwa.

Brad otworzył jej drzwi, potem odsunął krzesło. Na Kirze zrobiło to dość duże wrażenie, mimo że dla jej towarzysza wydawało się to normalnością. Jednak Azjatka nie była przyzwyczajona do bycia traktowaną, jak człowiek. Oderwała się od poprzedniego życia, ale dalej nie przyzwyczaiła się do nowego. Co prawda musiała się ukrywać, ale dalej było to lepsze, od bycia niewolnikiem.
- Nie, tutaj jest nawet przyjemnie. - Kira uśmiechnęła się do Brada, którzy powinien czuć się zaszczycony, bo zwykle dziewczyna chodziła ze strutą miną. Wiecznie śmiertelnie poważna, nie pozwalająca sobie na wyciągnięcie kija z tyłka. Czego innego można się spodziewać po kimś z taką przeszłością?
- Hmmm... Co zamawiasz? - Przeleciała wzrokiem kartę, którą dostała od Brada. Było kilka interesujących pozycji, ale liczyła na to, że mężczyzna coś jej poleci. Wyglądał, jakby nie raz tutaj bywał.
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6