Poprzedni temat «» Następny temat
Phil Neumann
Autor Wiadomość
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-06-11, 00:44   Phil Neumann
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Phil Ashley Neumann
aka Agent Lucasa
urodzony w Albuquerque 26 grudnia 1986 roku urwał się z choinki, mieszka w Seattle od jakiegoś czasu, ale to trochę bullshitowanie, bo tak naprawdę hotelowe pokoje i samochody jego domem, przynależy do niezrzeszonych, piastuje stanowisko agenta Lucasa, wizerunku użycza Ryan Reynolds
historia
Urodziłem się w Albuquerque, ale jakoś nigdy nie byłem silnie emocjonalnie związany z tą wioską. Nie wiem, czy to wynikało z mojej natury, genów i tak dalej, czy to kwestia szaleństwa moich rodziców. Urodziłem się, warto napomknąć, w bardzo specyficznej rodzinie. Moja kuzynka Wallace choćby napieprzała w ludzi puszkami, co raczej nie było normalne, a inna krewna, cioteczka pani taka chyba, prawdopodobnie do dziś dzień para się torturami. Myślę, że miałaby siostrę bliźniaczkę, ale jedna z moich teorii głosi, że ją zjadła w łonie matki. Samym wzrokiem! Słodka sadystka jedna!
Najważniejsze chyba jednak jest to, że każdy znajduje w mojej rodzinie coś dla siebie. Moi rodzice kochali nad życie podróżowanie i poznawanie całej masy kultur, a ja chyba kłopoty, bo odkąd pamiętam, lubię robić milion skrajnych rzeczy na raz, niekoniecznie moralnych.
Ale nim to nastąpiło, to dorastałem sobie trochę tu, trochę tam. Niemożność rodziców w usiedzeniu na jednym miejscu zmuszała mnie do odnajdywania się w nowych rzeczywistościach, bo jak nie uczyłem się chodzić bardziej po australijskich lasach deszczowych, to do przedszkola pomykałem w mundurku w jakimś Szanghaju, a następnie uczyłem się życia ninja w Japonii. Chwała, bo te życie tak wciągnęło rodziców, że nie musiałem przerywać nauki japońskiego na rzecz innego suahili. Rzekłbym, że bym najprawdopodobniej umarł z przegrzania mózgu, aczkolwiek liczne treningi nie były wcale takie leciutkie… Kolejna z obsesji rodziców – techniki do działań w ukryciu oraz techniki do działań jawnych, czyli niejakie innin i yōnin.
Tak też pozostaliśmy na jakiś czas w Japonii, odwiedzając w wolniejsze nieco dni inne zakątki wysp, póki nie zacząłem dorastać, hehe. W Japonii z pewnością dorasta się ciekawiej niż w Ameryce, więc niechętnie wracałem na pojedyncze semestry z rodzicami do rodzinnego miasta.
Nieco się biłem, nieco uczyłem, nieco odrabiałem prace domowe, ale nic tak nie napawało mnie radością jak załatwianie szkolnych biznesów. Sam? Łebski może nie byłem z jakichś tam literatur czy nakurwiania całkami, ale... Znałem ludzi, a oni znali mnie, zaś ja znałem innych ludzi, na których ci pierwsi ludzie mogli zarobić, zaś ci ostatni przejść jakoś mniej boleśnie przez całą edukację. Nie tylko załatwiałem ludziom prace domowe, inne towary też obracały się przez moją osobę i biznes się kręcił. Może dlatego nie przepadałem pozostawiać swojego rynku, by ten nie zauważył, że bez mojego pośrednictwa również może działać.
Niestety, skapnęli się, ale też babcia zachorowała, więc rodzice postanowili wrócić by się nią zaopiekować... Albo bym ja się nią zaopiekował, bo oni już tydzień później polecieli sobie do Rio. Super. Wystarczyło, że dostrzegli okazję w ofercie last minute.
Zostałem w Albuquerque z babcią i resztą rodziny..., której codzienna obecność uzmysłowiła mi, że tak naprawdę rodzice nie postanowili zaopiekować się babcią, tylko pozbyć się balastu, jakim byłem ja. Cóż, przyjąłem to na klatę dosyć gładko, bo zaraz sobie uświadomiłem, że bez rodziców nad głową będę mógł więcej. Babcia babcią... Dobra kobieta gotowała dobre obiadki, a ja jej robiłem zakupy. Właściwie, mój asystent robił za mnie zakupy dla niej, bo ja to robiłem biznesy w średniej i na ulicy po lekcjach. Zacząłem się w ogóle bardziej przykładać do nauki, bo zacząłem dostrzegać zalety w możliwości przebywania zarówno w sferze wykształconej ąę, jak i tej ulicznej, prostej i ziomalskiej. Steve to był asystent-przyjaciel na ulicy, Rebekah - przyjaciółka od kontaktów na Uniwerku i moja dziewczyna jakiś czas... No, i Roger, ale to taki człowiek-incognito. Nie wspomina się o jego obecności, bo jest człowiekiem Sieci.
O, bo studia... Ukończyłem położnictwo, farmację oraz europeistykę, tę ostatnią z wyróżnieniem nawet. Próbowałem jeszcze później ciągnąć ginekologię i prawo, ale jakoś tak trochę mi się pokomplikowało życie i musiałem przerwać studia, by oswoić się z nową rzeczywistością i też pomóc kilku znajomym.
Największą komplikacją była chyba mutacja. W sumie tak z początku to jakoś nie czułem, że ją mam, bo posiadam bardzo specyficzną moc. W końcu jednak musiałem dostrzec obecność, a miało to miejsce, kiedy fart zaczął mi towarzyszyć częściej niż powinien, zaś D.O.G.S.’owy pajączek postanowił zacząć mnie gonić i ogólnie zrobiłem sobie badania na aktywny gen. Ale, no, tamtego dnia, kiedy najpewniej to wszystko się zaczęło, stałem na linii strzałów zbyt wielu spluw, bo nie z mojej winy - warto napomknąć - przepadł towar jednej z niebezpiecznych grup w okolicy... Gangiem zwanej chyba swobodnie, ale jakimś cudem wszystkie kule mnie ominęły, mimo że spierdalałem w jednej chwili przed siebie, byleby być jak najdalej od tej tępej zgrai, która nie słuchała moich argumentów. Było to jakieś sześć lat temu?
Od tamtego czasu omijam Filadelfię szerokim łukiem. Rebekah też unikam, bo stwierdziła, że dupek ze mnie, bo chwilami nie miałem czasu na cokolwiek, i ogólnie uznała, że nie pamiętam jej ulubionych kwiatów. Rany, frezje! Aby dostawcy się mylili. Zresztą, ona również nie słuchała argumentów.
Cóż, warto zauważyć, że niekiedy miewam pecha, ale to raczej pech, który pcha mnie w bardziej szczęśliwe łapy, bo tak też poznałem najlepszego faceta pod słońcem – Lucasa, na którym to chyba najbardziej się wzbogaciłem, osławiłem oraz chyba poczułem lepszym człowiekiem, bo Lucas mnie doceniał, a nie jak jakieś Rebeki czy Matyldy, czy chociażby rodzice... Nie, starzy, nie mam do was żalu... Dobra, może trochę, troszeczkę.
Co porabiam aktualnie? Trochę gorąco tak w tym świecie, gdzie mutanty są złe, ale daję radę. Mam znajomości to tu, to tam. Pracowałem trochę dla D.O.G.S. Od GC staram się raczej trzymać z daleka, ale musiałem raz udawać zwykłego ludzia, by im ogarnąć jedną dostawę. Operuję raczej pseudonimem Agent Lucasa, więc Phil to raczej nieczęsto słyszę, zaś Ashley to mi tak mówią na złość tylko w rodzinie takie jedne panny, a ogólnie to spoko jest. Bractwo gdzieś wyjebało. Muszę się dowiedzieć gdzie, ale pewnie dosyć szybko ich namierzę. Nie, nie zdradzę ich D.O.G.S.’om raczej, bo ja będę miał z tego profity, ale co nieco może im sprzedam, tak jak Bractwu o D.O.G.S. i o innych szczurkach lądowych. Bądź co bądź jestem biznesmanem, a Lucas znowu wpadł w tarapaty...
charakter
Trochę za dużo biorę na siebie i przeważnie udaje mi się to wszystko ogarnąć, ale nie zawsze, jednak się nie przejmuję zanadto porażką, tylko staram się to wszystko doprowadzić do końca. Kiedy jestem w mega poważnych tarapatach, nie uznaję spierdalania za hańbę, ale staram się, by taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła, bo to zawsze lekki dyskomfort, poza tym lubię mieć wszystko pod kontrolą. Rodzina jest najważniejsza, zaś rodziną mogą być nawet w moim świecie bliżsi znajomi oraz ważniejsi klienci, którzy w sumie są też bliższymi znajomymi. Liczy się dla mnie pokój na świecie, więc mam nadzieję, że to mącenie moje na świecie jakoś do niego doprowadzi, bo mam świadomość tego, że nieco mącę. Ogólnie tyle się dzieje w moim życiu, że mam nadzieję, iż nie miałem okazji przelecieć matki Lucasa.
opis mocy
Szczęście - krótko mówiąc, mam farta, szczęście mi sprzyja i takie tam.

Poziomy:
  1. Nieświadome używanie mocy w sytuacjach stresowych na własną korzyść, czyli generując szczęście dla siebie, yay. Niezbyt stabilne i świadome. [0-17%]
  2. Bardziej świadome, ale niekontrolowane przypływy szczęścia. Mało stabilne. [18-34%]
  3. Kontrolowanie szczęścia w świadomych sytuacjach. [4 posty używania mocy/2 posty odpoczynku] [35-51%]
  4. Możliwość generowania pecha w świadomych sytuacjach. [52-68%] [4/2]
  5. Umiejętność rozszerzania swojego szczęścia/pecha na inne jednostki. [69-85%] [3/3]
  6. Zrzucanie szczęścia/pecha na inne jednostki, z wyłączeniem siebie. [86-100%] [3/4]
Skutki uboczne: nadmierna pewność siebie, niekiedy więcej szczęścia niż rozumu, podwyższony współczynnik przebywania w sytuacjach niebezpiecznych (chyba one jakoś przyciągają dla równowagi fartownego Phila).
Przedawkowanie: szaleństwo – osoba, która przedawkowała szczęście myśli, że może wszystko, stąd skakanie z piętrowego budynku, bo się uda na tle dziennym. Pozdro.
ciekawostki
Ukończyłem studia położnicze, farmację oraz europeistykę. Los nie pozwolił mi ukończyć ginekologii i prawa.
Posiadam wiele ukończonych kursów, dzięki czemu mogę m.in. opiekować się dziećmi, być trenerem personalnym czy chociażby przygotować zwłoki po śmierci.
Umiem mówić w angielski, francuski, hiszpański, japoński oraz trochu chińskiego, trochu włoskiego i trochu suahili.
Zapłaciłem osiedlowemu nekromancie, by moja kuzynka zmartwychwstała. Chyba spierdolił z hajsem, bo wciąż jest martwa.
Nie przepadam za rybami, dlatego staram się przebywać w portach i podobnych miejscach jak najrzadziej.
Kiedy się nudzę, brzdąkam sobie na ukulele albo banjo, albo robię perkusję na kierownicy samochodu.
Lubię słuchać pozytywnej muzyki. Albo romantycznej. Romantyczna jest zawsze pozytywną? Chcę zaprosić Cassandrę Gardner na bal sylwestrowy, ale nie wiem, czy ją już znam.
Mayeczka to moja gwiazdeczka! Znaczy w przyszłości nią będzie! Idealna buzia na gwiazdę muzyki pop! Też nie wiem, czy ją znam, ale jeśli nie znam, to poznam.
Muszę polecieć do Rio, bo mnie rodzice nie zabrali i nie wiem, jak tam jest.
Marian, bądź człowiekiem i zostań moim Master Cookiem!!! Otworzymy restaurację w Seattle!


[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-27, 21:26   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ukryj: 


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 69%
Witamy na pokładzie Aszli! Pędź szybko na fabułę bo ten Lucas odwala jakieś niestworzone rzeczy i trzeba go przypilnować. Nie wspomnę o Verce, którą ktoś musi ogarnąć bo inaczej wywoła trzecią wojnę :roll:
Leć i nie grzesz! <3
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8