Poprzedni temat «» Następny temat
ronnie henderson
Autor Wiadomość
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2017-12-08, 22:23   ronnie henderson
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronald "Ronnie" Henderson
urodzony w Nowym Jorku 13 lutego 1985 roku, mieszka w Olympii od czterech lat, przynależy do Bractwa Mutanów, piastuje stanowisko Łowcy, wizerunku użycza Sebastian Stan
historia

przed
Mój ojciec zbudował nasz dom na fundamencie z kłamstw, sztucznych uśmiechów, gry pozorów. Mieliśmy być idealni. Moje rodzeństwo, ja i moja matka. Mieliśmy być uzupełnieniem pięknego obrazka, kontynuować tradycję rodzinną tych Hendersonów. Mój ojciec nigdy jednak nie sądził, że jego pierworodny stanie się mu przeszkodą w osiągnięciu jego celów. Nie byłem idealny. Nigdy nie chciałem, a prawda była taka... że tak naprawdę nigdy tam nie pasowałem. Mój ojciec był ambitnym pracownikiem biura prokuratora, który marzył o tym, aby pewnego dnia zająć ten stołek. Moja matka była piękną ozdobą przy jego ramieniu. Miała w sobie coś z pięknego ptaka uwięzionego z klatce. Moje rodzeństwo zadowalało ojca, ale nie ja... Prywatna szkoła nie nauczyła mnie manier, podobnie jak wściekłe wielogodzinne wykłady ojca. Nie wiem, w którym momencie zacząłem go nienawidzić. Odczuwałem przyjemność z tego, że on jest tak bardzo mną zawiedziony. Dlatego też nie poszedłem na prawo tak bardzo jak on, by tego chciał. Zamiast tego wybrałem służbę dla ojczyzny. Chciałem w coś wierzyć. Poszedłem do Akademii Wojskowej, później zostałem marine.
Byłem w wojsku, gdy to zdarzyło się po raz pierwszy. Mało kto wtedy wiedział o mutantach, a ja byłem na froncie. Tu cały czas coś wybuchało, być może dlatego udało mi się ukryć przemianę jaka się we mnie dokonała. Pamiętam te dzień jak dziś, gdy mój najlepszy przyjaciel został postrzelony. Byliśmy w trakcie nalotu na kryjówkę wroga. Krzyczałem jak opętany. Otaczały nas oddziały wroga, adrenalina buzowała w moich żyłach i gen się uaktywnił. Nie pamiętam dokładnie jak sprawiłem, że samochód wybuchł, ale wiedziałem że to byłem ja. I to się po prostu stało. Przez kilka następnych miesięcy byłem przerażony. Nie wiedziałem jak to opanować. Nie mam zielonego pojęcia czy moi towarzysze wiedzieli, byliśmy braćmi, każdy z nas oddałby za drugiego życie. Więc może milczeli, gdy widzieli, że dzieje się ze mną coś nie tak. Ale uczyłem się kontroli, uczyłem się tego jak zniknąć w tłumie.

W 2011 po mnie przyszli
Po prostu pojawili się w miejscu gdzie obozowaliśmy. Do dzisiaj nie wiem kto ich powiadomił o tym, że w szeregach amerykańskiej armii znajduje się dziwoląg. Cudem udało mi się zbiec. Zniszczyłem bazę, być może zabiłem wielu swoich, ale przetrwanie było najważniejsze. Znowu zniknąłem w tłumie przez dwa lata podróżowałem po Azji, Afryce, Europie i Ameryce Południowej skrywając się przed tymi, którzy mnie ścigali. Pracowałem na zlecenie. Byłem najemnikiem. Robiłem złe rzeczy, by przeżyć do następnego dnia Aż dwa lata zajął mi powrót do domu. Dostanie się na terytorium Stanów Zjednoczonych nie było takie łatwo. Byłem zmęczony ciągłą ucieczką, liczyłem na pomoc rodziny. Udało mi się przedrzeć przez granicę meksykańsko-amerykańską wraz z innymi imigrantami. Te dwa lata nauczyły mnie jak przetrwać. Gdy dotarłem do Nowego Jorku skontaktowałem się z siostrą. To z nią miałem zawsze najlepszy kontakt, liczyłem że przekona ojca by mi pomógł. Niestety, oni już wiedzieli o spotkaniu. Chcieli zabić mnie, ale zabili ją. Moją niewinną, niezmutowaną siostrzyczkę. Do dziś nie potrafię zmyć jej krwi z moich rąk i zapomnieć jej pustych oczu. Nie chcieli się przyznać do tego błędu, więc zostałem oskarżony o jej morderstwo. Moja ucieczka nie kończyła się.
Ukrywałem się w różnych ohydnych miejscach. Starałem się wtopić w tłum, odnaleźć innych podobnych do mnie. Ścierałem w proch każdego, kto mnie ścigał. Byli tylko lalkami w moich rękach, ale nie mogłem zabić ich wszystkich. Więc uciekałem, aż ucieczka weszła mi w krew.
Na swojej drodze trafiłem na Sally i Alex. Były siostrami, obie były mutantkami. Nie wiem dlaczego z nimi zostałem. Może dlatego, że nie byłem jeszcze tak bardzo zepsuty jak sądziłem. Chyba potrzebowałem obecności kogoś takiego jak ja. Zakochałem się w Alex. Nie panowałem nad tym. Po prostu wywiesiłem białą flagę i pozwoliłem sobie ją kochać. Błąd. Bo zabrali mi ją kilka miesięcy później. Obiecałem, że zaopiekuję się Sally. Tak też zrobiłem. I tak właśnie trafiliśmy na Nancy. Przez rok mieszkaliśmy razem w 'nawiedzonej' elektrowni, zanim nie zwerbowała nas Yvonne Marie. Początkowo nie chciałem, ale zarówno Nancy, jak i Sally dołączyły do Bractwa. Jakoś nie czułem z nimi żadnego związku, ale z czasem zrozumiałem że to są moi bracia. Stałem się członkiem Bractwa. Nancy i Sally były bezpieczne. Wylizałem rany, zacząłem coś znaczyć i egzystować nie tylko dla samego siebie. Związałem się z Nancy, odnalazłem się, chociaż nigdy nie mogłem znieść naszej bierności. Tego, że chociaż powinniśmy rządzić, kryliśmy się w cieniu.
Sprawuje funkcję łowcy. Poszukuje innych mutantów, wychodzę na powierzchnie, by uzupełnić zapasy. Dlaczego? Ze względu na moje umiejętności oczywiście. Potrafię nie ściągać na siebie uwagi, jestem dobry w ukrywaniu się. Radzę sobie bez moich mocy. Wystarczy mi glock 19 i z mutanta po prostu zmieniam się w szemranego typa. Potrafię przeżyć, a Yvvonne nigdy nie lubiła wysyłać ludzi na śmierć. Wysyłała mnie od samego początku, bo wiedziała że przeżyje. Że potrafię przeżyć. Poza tym mam typowo ofensywną moc. W razie zagrożenia mogę się obronić i mutanta, po którego przyszedłem. To nie zbyt bezpieczna praca, ale lubię to że mogę się wyrwać z tej klatki i przez chwilę pożyć, nawet jeśli za każdym razem sram po gaciach na myśl, że mnie złapią i zabiją albo co gorsze nafaszerują mutazyną. Lubię jednak tą adrenalinę. To sprawia, że żyję.
Wkrótce Nancy nas zdradziła. Bractwo bez Yvonne to nie to samo. Nie wiem czy w to dalej wierzę. Wierzę w nas, mutantów. Ale potrzebujemy silnego lidera, który wyciągnie nas z cienia i sprawi, że to oni będą uciekali przed nami.
charakter
monster don't sleep under your bed they sleep inside your head

Jestem chaosem. Byłem furiatą pozbawionym zdrowego rozsądku. Za największą wartość w moim życiu uważałem siebie. Byłem zgubiony i szukałem celu. Czasami nawet na siłę. Kiedyś kochałem życie, dzisiaj już tylko egzystuje. Gubiłem siebie i odnajdywałem na nowo. Każde doświadczenie tworzyło mnie od nowa. Czasami już nie poznaję samego siebie. Nie wiem kim jestem, chociaż momentami wiem kim chciałbym być.

Zawsze miałem problemy z autorytetami. W szkole, w domu. Ojciec nie zajął należnego miejsca w moim życiu, nigdy nie marzyłem o pójściu jego śladem. Większą przyjemność sprawiało mi zawodzenie go, niżeliby spełnianie jego zachcianek. Chyba po prostu jestem tym typem. Lubię się buntować. Nienawidzę nikomu podlegać. Nie współpracuję. Nie słucham się nikogo. Jestem samotnikiem, który sam sobie jest królem. Więc co ja do cholery tutaj robię? Jak mogę tworzyć część czegoś co nazywamy Bractwem Mutantów? Wojsko nieco przytemperowało mój charakter. Nauczyło mnie pewnych rzeczy i chociaż żałuje zmarnowanych lat na służenie tym, których teraz nienawidzę, to nie mogę zaprzeczyć, że wyniosłem stamtąd wiele ważnych lekcji. Nauczyli mnie opanowania, próbowali włożyć do głowy dyscyplinę i szacunek do wyższych rangą. Nie dali rady mnie zmienić, ale ich misja nie poszła na marne. Chociaż jestem sceptyczny jeśli chodzi o prawie wszystko wciąż tutaj jestem. Bo momentami chcę być dobry. Chcę, żeby moje życie coś znaczyło.
Udaję bezuczuciowego dupka, ale prawda jest taka, że zawsze mi zależy. To jest mój problem. Dlatego poszedłem do wojska, dlatego w momencie gdy mogłem uciekać dalej zostałem z Sally i Alex, a po śmierci Alex nie zostawiłem Sally. Bo obiecałem, że będę o nią dbać. Gdy spędziłem rok w nawiedzonym magazynie z Nancy czułem się odpowiedzialny również za nią, a potem zacząłem wierzyć w Yvonne Marie. Mimo, że nie chcę przywiązywać się do ludzi, czasami to robię. A wtedy oni odchodzą albo mnie zawodzą. Nie chcę dopuszczać ich wystarczająco blisko by mi zależało, ale czasami to jest poza moją kontrolą. Po prostu. Czasami dławię się własną dumą, ale to materiał na kilkusetstronicową rozprawę.
Źródłem mojej mocy jest mój gniew. Przynajmniej ja zawsze tak sądziłem, a ja zawsze jestem wściekły. Im bardziej wściekły tym bardziej potężny się staję. Czuję to. Duszę to w sobie, a gdy wybucha.. mógłbym spalić całe armię, narody. Tylko, że nie wiem czy potrafię, bo bez przypadek mógłbym się zetrzeć proch razem z nimi.
Jestem pesymistą, sceptykiem. Nie wierzę w wielkie ideę. Wyznaję przemoc i chłodną logikę - albo my, albo oni. Chociaż mój temperament kłóci się z rozsądnym myśleniem,
potrafię w ten sposób myśleć. Ciężko mi nie kierować się emocji, ale pracuję nad tym Szukam wyciszenia, czasami je odnajduję. Czasami potrafię być rozsądny. Potrafię myśleć strategicznie, jestem dobrym taktykiem. Jeśli tylko wygram walkę z samym sobą.
W gruncie rzeczy nie jestem taki zły. Pomijając to, że jestem dumnym, bezczelnym gnojkiem przekonanym o własnej wyższości, który ma problemy z kontrolowaniem gniewu. Zdarza mi się być zabawnym. Może nawet potrafię być oddanym komuś innemu niż samemu sobie.

Moc
Czubek, który potrafia wysadzać rzeczy. Tak, mnie określali, gdy podsłuchiwałem ich przez radio. Jeszcze wtedy nie potrafili tego nawet nazwać. Byłem po prostu podpalaczem, terrorystą, który nie używa bomb, chociaż ta banda ograniczonych fanatyków, nawet nie wiedziała o czym mówi. Dopiero później określili to jako przyśpieszenie molekularne.
× Jestem w stanie naładować energią molekuły, przyśpieszyć ich ruch do momentu ich rozerwania co powoduję efekt eksplozji. Więc nie potrafię stworzyć ognia. To czysta fizyka. Jestem w stanie kontrolować ich prędkość, chociaż nigdy nie doszedłem do tego jak je zwolnić, potrafię je tylko przyśpieszyć i naładować do tego stopnia, że wybuchają. Jestem w stanie wyczuć ich drgania, przyśpieszyć je i stworzyć falę uderzeniowe.
× Opanowanie mojej mocy jest dla mnie trudne. Zawsze wierzyłem (być może gdyby ktoś miał możliwość przebadania mnie, stwierdziłby inaczej), że źródłem mojej mocy jest gniew. Jakby te wibracje, ta energie, którą mogę z siebie wyzwolić była zależna od bicia mojego serca albo poziomu adrenaliny w krwi. Nigdy nikt nie zbadał tego na poziomie naukowym. To tylko zbiór moich przemyśleń, więc dalej jestem po prostu czubkiem, który potrafi sprawić, że rzeczy wybuchają.
× Pierwszym krokiem nauki kontroli nad moją mocą, było ograniczenie jej. Byłem w obozie wroga. Wiedziałem, że muszę ukrywać się ze swoimi umiejętnościami,
a co gorsza one uaktywniały się, gdy traciłem nad sobą panowanie, a patrząc na mój charakter... nie okłamujmy się, to zdarzało się zbyt często. Więc poniekąd poświęciłem pierwsza lata na naukę panowania nad tym, ograniczenia połączenia mojej mocy z moimi emocjami. Pierwsze sukcesy polegały na wkurzeniu się bez wysadzenia wszystkich szyb w pomieszczeniu.
× Pierwszy raz odkryłem destrukcyjność moich mocy, gdy GC po mnie przyszli. Narobiłem wtedy prawdziwego bałaganu, ale wtedy też zrozumiałem, że to jest właśnie to czym jestem i to jest moja najlepsza broń. Zacząłem ćwiczyć. Każdego dnia. Już nie to, aby opanować moją moc, ale jak skierować ją na konkretny obiekt, z czasem potrafiłem niszczyć coraz to większe i bardziej skomplikowane konstrukcję. Chociaż...
Dość ciężko było mi znaleźć dobry obiekt ćwiczeń, którego wybuch nie przykułby uwagi,
tych którzy mnie ścigali. Więc nigdy nie miałem szansy zbadać moich tymczasowych ograniczeń, nigdy nie wiedziałem co jest w stanie rozwijać. Wiem tylko, że ćwiczenia sprawiają, że jestem potężniejszy, a ja lubię to uczucie. Nie wiem czy potrafię sprawić,
że wybuchnie cały budynek, na pewno chciałbym spróbować. Najłatwiej jest znaleźć coś łatwopalnego jak na przykład benzyna w samochodzie. To mnie wiele nie kosztuje,
butla gazowa w pomieszczeniu, instalacja tlenowa w szpitalu... Czasami nie muszę się wysilać, wystarczy że jestem sprytny. Nigdy nie zbadałem jednak jak wiele molekuł jestem w stanie napełnić energią, by wybuchły samoistnie. Mogę zniszczyć garaż, ale nie będę w stanie zniszczyć całego domu. Im bardziej skomplikowana konstrukcja, tym więcej problemów.
× Po mutacji moje ciało zmieniło się. Jestem w stanie wytrzymać to co robię, ale to nie zmienia faktu że tu też mam swoje ograniczenia. Gdy nadmiernie nadwyrężam swoje ciało mogę spowodować obrażenia wewnętrzne, pękanie żył, a nawet kości. Nigdy nie popchnąłem się do tej granicy, ale wiem że to możliwe. Bo chociaż moja moc jest nie ludzka, to mam ciało człowieka, podrasowane, bardziej wytrzymałe, ale wciąż nie wystarczająco by wytrzymać natężenie mojej mocy.
× W czasie snu nie kontroluję moich mocy, dlatego mogę być niebezpieczny dla otoczenia. Chociaż opanowałem moc do tego stopnia, że jestem w stanie wściec się i nie wysadzić w powietrze pomieszczenia, w którym jestem to wciąż powoduje mniejsze wibrację, przyśpieszam molekuły do małych wybuchów, co objawia się drobnymi wybuchami, drganiami pomieszczenia. W czasie snu to działa tak samo, gdy mam koszmary, potrafię się przebudzić w kompletnie zdewastowanym pomieszczeniu i nie mam na to wpływu.
× Głównym instrumentem mojej mocy są ręce. To dzięki nim jestem w stanie celować,
niszczyć, powodować wybuchy, przyśpieszać określone przez mnie rejony. Nie wiem dlaczego tak jest. Po prostu one mi pomagają, a gdy są związane mam celność dziewięćdziesięciolatka chorego na zaćmę. Wciąż mam swoją moc, wciąż rzeczy wybuchają, ale nie mam nad tym kontroli. Nie wiem czy zniszczę mojego przeciwnika, czy doprowadzę do wybuchu granatu, który może zniszczyć także i mnie.
× Kocham moją moc. Jestem dumny z tego, że ją posiadam. Ćwiczę ją każdego dnia,
chcę ją jak najbardziej poznać. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to jest jej nie posiadać.
Odkryłem, że mogę za pomocą niewielkich eksplozji odrzucać od siebie przeciwników. Aktualnie staram się ćwiczyć kontrolę nad prędkością cząsteczek, do tego stopnia by przestały być one tylko krótkotrwałymi eksplozjami, żeby nawet nie były wybuchami. Dzięki czemu mógłbym popychać przedmioty, niestety, ale aktualnie zatrzymuje się w to granicach mojej wyobraźni. Czegoś co myślę, że pewnego dnia zrobię. Nie jestem jeszcze w stanie mieć takiej kontroli, by nadać molekułom taką szybkość by nie doszło do ich rozpadu, by były tylko siłą. Być może nigdy tego nie dokonam. Nie przeszkadza mu to jednak w ćwiczeniach, w końcu im większa kontrolę mam, tym silniejszy jestem.
ciekawostki
→ Pali dość sporo, właściwie to pewnie jego płuca wyglądają jak przypalony w piekarniku brokuł. Dostaje szału, gdy kończą mu się zapasy. Szanuję każdą paczkę i każdego papierosa. Traktuje to jako swoją jedyną przyjemność, bo alkoholu stara się unikać. Przy jego umiejętnościach bycie pijanym mogłoby się źle skończyć dla innych mutantów... albo dla niego.
→ Jest poszukiwany za zabójstwo swojej siostry, chociaż tak naprawdę zrobili to ci z Genneticaly Clean i po wszystkim obarczyli winą właśnie Ronalda.
→ Jego ojciec jest aktualnie prokuratorem stanu Nowy Jork i jest otwartym przeciwnikiem mutantów.
→ Od dziecka uczył się hiszpańskiego, podczas misji w Afganistanie poznał paszto i dari,
ale jest to znajomość tylko ze słuchu, ale potrafi się komunikować w tych dwóch językach, chociaż nie rozumie ich pisma, ani tak naprawdę nie zna zasad gramatyki.
→ Jest bardzo sprawny fizycznie i silny. Był profesjonalnym żołnierzem. Chociaż od kilku lat jego najlepszą bronią jest jego dar, stara się nie zapominać o swoich starych umiejętnościach, które są bardzo przydatne na jego stanowisku. W końcu byle głupek potrafi machać rękami i powodować wybuchy. Potrafi walczyć w ręcz i posługiwać się bronią. Podczas uciekania nauczył się też gdzie można załatwić sobie fałszywe papiery, jak się ukryć, a także poznał sporo nieprzyjemnych ludzi, podczas swojego pobytu w Meksyku wykorzystywał swoje moce w dość niecnym celu.
→ Nocami nie sypia zbyt dobrze, a spanie z nim w jednym pomieszczeniu nie jest zbyt bezpieczne. W końcu podczas snu nie do końca kontroluje swoje moce. Koszmary zawsze powodują, że budzi się z krzykiem. Czasami boi się, że mógłby wysadzić kogoś bliskiego.
→ Nie mów do niego Ronald. Po prostu nie. Wszyscy nazywają go Ronnie.
[Profil]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2017-12-09, 16:38   
  

   2 Lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 84%
Bardzo ciekawa postać, nie mogę się doczekać, by zobaczyć, jak odnajdzie się w Bractwie pod przywództwem nowej szefowej. Nadal będzie chciał do niego należeć, czy może zdecyduje się odejść? Co zrobi, jak dowie się, że Nancy żyje? Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi!
Bądź co bądź, już dłużej nie marudzę i przechodzę do ograniczeń mocy.
Ze względu na złożoność mocy, Ronnie może używać jej przez 5 postów, w 6 poście jest już zdecydowanie osłabiony, a moc nie funkcjonuje tak, jakby chciał. Musi odpocząć przez 3 pełne posty fabularne, by znów móc korzystać ze swojej mutacji.
Życzę miłej gry i do zobaczenia na fabule!
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-12-02, 19:45   

aktualizacja

Po opuszczeniu Bractwa Ronnie i Fay Murphy postanowili wspólnie zaopiekować się małą mutantką, którą uratowali na kilka dni przed kłótnią z Colleen. Po rozstaniu ze swoimi kompanami, z którymi dopuścili się ataku na siedzibę DOGS, zamieszkali w lasie, starając się odnaleźć rodzinę Penny i nauczyć ją panować nad swoimi mocami.
Niestety, po jakimś czasie byli zmuszeni opuścić te miejsce, a pomoc zwrócili się do Alby Delgado i Aarona Bartowskiego, którzy przyjęli ich na jakiś czas. Właśnie tam Ronnie zainteresował się działalnością Marcusa Delgado i jego współpracowników. Dołączył do Rebelii.
W między czasie wraz Fay odnaleźli rodzinę Penny zamieszkującą okolice Dallas. Jeszcze wtedy nie wiedzieli, że mała nie mogła trafić do gorszego miejsca.
Gdy w końcu nadeszła wojna Ronnie postanowił opuścić Seattle oraz walczył po stronie mutantów, gdziekolwiek go potrzebywano robiąc to co właściwie wychodzi mu najlepiej. Próbował także zabrać Penny z Teksasu, jednak dziewczynka zaginęła. Przez kilka następnych miesięcy próbował ją odnaleźć. Ostatecznie dowiedział się, że dziewczynka zmarła z ręki wojsk armii Stanów Zjednoczonych.


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5