Poprzedni temat «» Następny temat
Przestrzeń wspólna
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-02-19, 23:04   Przestrzeń wspólna







Ostatnio zmieniony przez The Gifted 2018-04-12, 21:00, w całości zmieniany 2 razy  
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-25, 23:18   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#2

Choć teoretycznie nieustannie mieszkała przecież z Matildą, prawdę mówiąc, znacznie częściej widywała naprawdę upierdliwe rybiki ganiające po łazience - a warto dodać, że te pojawiały się przecież tylko nocami; to chyba dostatecznie dobrze mówiło samo za siebie - niżeli swoją niedobrą przyjaciółkę. Momentami zastanawiała się nawet, czy ta przypadkiem nie znalazła sobie kogoś na stałe, u którego postanowiła pomieszkiwać przez większość czasu, ale obawiała się do tego przyznać... W końcu zaangażowanie emocjonalne i Tilly Wallace od pewnego momentu nie szły razem w parze, a nawet cholernie się unikały.
Fakt był jednak faktem, ostatnio to na Cassandrę spadała większa część obowiązków gospodarczych, ponieważ zdecydowanie najczęściej przesiadywała w ich zagraconym, niezbyt czystym i bez dwóch zdań, cóż, powalonym domku. Reszta osób, w tym właśnie wspomniana Wiecznie Nieobecna Numer Jeden, jakimś cudem się od tego wymigiwała i to na tyle dyskretnie, że Gardner nawet nie miała pojęcia, kiedy zostawała całkowicie sama z miotłą, mopem, wiadrem i grzybem Brianem rozrastającym się za prysznicem w łazience.
Owszem, samotność niespecjalnie jej przeszkadzała... Prawdę mówiąc, Cass zazwyczaj wolała być sama, jednak ostatnio stawało się to coraz bardziej upierdliwe. Prawie tak upierdliwe jak dziwaczne, kompletnie bezsensowne smsy wysyłane jej przez Wallace. Cassandra coraz mocniej zastanawiała się nad tym, czy faktycznie nie powinna znaleźć sobie życia, zamiast przesiadywać w miejscu pracy czy w swoim pokoju albo w zdecydowanie najlepszej lokalizacji do załamywania się psychicznie - łazience pełnej kurewsko szybko przemieszczających się robaczków, których jakimś cudem jeszcze nie nazwała. Być może przez to, że zapierdzielały tak szybko...
Być może przez to, że była zbyt zajęta odczytywaniem wiadomości od Tildy... Najwyraźniej aspirującej do stania się największą dziwaczką w Firwood. Cassie nie zamierzała tak łatwo oddać jej prowadzenia, oj, nie. O dziwo, postanowiła jednak posłuchać się koleżanki, przenosząc się na kanapę w salonie i... Czekając na powrót córy marnotrawnej, której najwyraźniej - wbrew pozorom - wcale aż tak się nie spieszyło.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-26, 14:33   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


#2

Właściwie w tym samym momencie, w którym wysłała Cass ostatnią wiadomość o niebywale inteligentnej treści, Matilde nacisnęła również dłonią na klamkę, tym samym otwierając drzwi do swojego niezwykle uroczego domku. Choć teoretycznie jak na każdego domownika przystało – powinna przywitać się tuż po przekroczeniu progu, krzycząc przy tym energiczne i głośne „cześć”, czy cokolwiek innego, nie zrobiła tego. Być może mogła o to winić tego przeklętego Hoppera, który tak skutecznie wyprowadził ją z równowagi, że dziewczyna do tej pory nie odzyskała swojego dawnego kolorku, a być może – co było równie prawdopodobne – tego typu mrukliwe zachowania najzwyczajniej w świecie leżały w naturze Matilde. Dlatego też, gdy tylko dostrzegła wzrokiem swoją przyjaciółkę, bez żadnego ostrzeżenia rzuciła w jej kierunku wagonik papierosów, by po chwili ospale opaść na kanapie, kładąc głowę na kolana koleżanki.
– Mówiłam byś przy mnie nie piła – rzuciła niezwykle zamyślonym tonem głosu, tępo wpatrując się w szklaneczkę z resztkami bursztynowego trunku. Tego dnia, gdy tak bardzo pragnęła wziąć heroinę, alkohol stawał się niezwykle atrakcyjny. Owszem, miała słabą głowę, ale to nie dlatego postanowiła pozostać abstynentką. Wręcz przeciwnie. To właśnie alkohol pchał ją w ramiona narkotyków do tego stopnia, że jedyną drogą do czystości był brak jakichkolwiek używek, które obecnie skutecznie zastępowała dietetyczną colą.
– Ale nie chcesz o tym słuchać, co? Pewnie zżera cię ciekawość – wciąż jakby bardziej mówiła do siebie niż do Gardner, ale jednak tym razem zdecydowała się przenieść wzrok ze szklaneczki postawionej na stole i wbić go w twarz Cassandry. Nawet nie wiedziała jak zacząć! Było jej tak głupio, tak okropnie… Matilde pokręciła z niedowierzaniem głową, by po chwili wyrzucić z siebie niezwykle obojętnym tonem głosu.
– Okej, więc.. powiedzmy.. jest ktośpieprzony Hopper – dodała w myślach, ale wiedziała, że bezpieczniej będzie mówić bardziej ogólnikowo. – Kto bardzo chce bym mu pomogła, ale znasz mnie, nie? Nie pomagam. W każdym razie.. – wzięła głęboki oddech, by po chwili wypuścić powietrze z ust ze świstem, jednocześnie dodając z gorzkim uśmiechem – On wie co zrobiłam.
Nie musiała mówić nic więcej, bo doskonale wiedziała, że Cassandra ją natychmiastowo pojmie. Jedyne czego tak naprawdę się wstydziła, co chciała za wszelką cenę ukryć była jej przeszłość, a dokładniej - martwy chłopak po drugiej stronie łóżka..
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-26, 15:29   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Rozłożywszy się na kanapie ze szklanką zimnego, pełnego kostek lodu napoju - składającego się pół na pół z niekoniecznie apetycznego soku jabłkowego i rumu - miała lekki problem z tym, by utrzymać oczy otwarte. Nie, nie była pijana, nic z tych rzeczy. Nie miała słabej głowy i potrzeba było naprawdę wiele, aby zwalić ją z nóg, jednak wieczorowa pora i dosyć wczesne wstanie robiły swoje. Przytłumione, nieco mdłe światło o barwie ciepłego bursztynu także działało na nią dosyć usypiająco, a wpatrywanie się w zapaloną świeczkę zapachową - zupełnie tak, jakby cokolwiek mogło zabić chemiczne zapachy środków odgrzybiających - stojącą na stole... Cóż, to wszystko cholernie skutecznie usypiało Cassandrę.
Nie mogła jednak tak po prostu zebrać się z miniaturowego saloniku, będącego jednocześnie przedpokojem i jadalnią, nie. Obiecała przecież Matildzie, że zaczeka na nią do jej powrotu, choć tak naprawdę wcale nie była zainteresowana nowymi wieściami, jakiekolwiek by one nie były. Owszem, martwiła się o Tildę, zwłaszcza że ta zachowywała się obecnie jeszcze dziwniej niż zazwyczaj, ale nigdy nie była typową plotkarą. Lubiła tylko posiadać odpowiednio dużo informacji nadających się do wykorzystania ich w odpowiednich momentach. Te zaś mogła równie dobrze zdobywać rano - wyspana i znacznie bardziej promienna.
Prawdę mówiąc, coraz bardziej zastanawiając się nad sensem siedzenia w pomieszczeniu, z minuty na minutę miała coraz większą ochotę pójść spać. Nachyliła się już nawet nad świeczką, przysłaniając ją szklaną pokrywką służącą do gaszenia płomyków z dwóch osobnych knotów zatopionych w pachnącym wosku. Zaciągając się wonią leśnego mchu, bergamotki i czegoś jeszcze, czego od dłuższego czasu nie potrafiła określić, usłyszała jednak dosyć charakterystyczny dźwięk świadczący o tym, że ktoś właśnie wchodził na ganek. Momentalnie wyprostowała się więc, wbijając wzrok w drzwi, w których dosyć szybko pojawiła się Tilda.
Nie, Cass również ochoczo się z nią nie przywitała. Nie ze względu na to, że była zła, obrażona czy coś z tych rzeczy. Nie była zwyczajnie w humorze na takie rzeczy, nadal nie mając okazji przekazać przyjaciółce własnych wieści, którymi zresztą wcale nie chciała się zbyt ochoczo dzielić. Zamiast otwierać usta, złapała po prostu rzucony w nią wagon papierosów, krzywiąc się mimowolnie, gdy gwałtownie poruszyła posiniaczonym przedramieniem. Tego także jednak nie skomentowała, przesuwając się na kanapie na tyle, aby Wallace mogła się do niej wygodnie dosiąść i machinalnie odgarniając jej zbyt długie kosmyki włosów z czoła.
- Nie było cię. - Odpowiedziała bez zająknięcia, nawet nie unosząc przy tym brwi. Tilly nie była przecież wszechobecnym Duchem Świętym, Latającym Potworem Spaghetti, Cthulhu czy kimś w tym rodzaju. Gdy jej nie było, Cassandra mogła robić dokładnie to, co chciała. Bez wyrzutów sumienia, że sprowadzała przyjaciółkę na złą drogę. Tym razem zwyczajnie zapomniała o szklaneczce, którą uniosła i opróżniła dokładnie w tej samej chwili, w której Matilde postanowiła ponownie się odezwać. Zamiast jej odpowiedzieć, po prostu kiwnęła głową, połykając lekko piekący ją w gardło napój.
- Mam się tym zająć? - Zadając z pozoru proste, dosyć nieszkodliwe pytanie, miała na myśli zdecydowanie szkodliwe załatwienie całej sprawy. I nie chodziło już tutaj o jej wątpliwie moralne decyzje podejmowane od czasu do czasu. Cass mogła, ale nie musiała, zrobić to sama. Zdecydowanie nie zamierzała jednak pozwolić na to, aby ktokolwiek szantażował bliskie jej osoby. I choć była spokojna... Wyraz jej twarzy wskazywał na to, iż mówiła całkowicie na serio.
- Nikt nie może cię zmuszać, żebyś mu pomagała. Najpierw poprosi o jedną przysługę, ale na pewno na niej nie skończy. Jeśli tylko pokażesz mu, że to na ciebie działa, nie zawaha się tego wykorzystywać. Bo tacy są ludzie. - Zakończyła z gorzkim przekąsem, nieznacznie kręcąc przy tym głową.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-26, 15:53   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie, nie było jej. Właściwie to jeśli miała być całkowicie szczera to w pewnym sensie wykorzystywała każdą możliwą okazję, by spędzać jak najmniej czasu w domu. Nie miała przecież zamiaru ukrywać tego, że nie lubiła tego całego nadnaturalnego bagna. Zdecydowanie bardziej wolałaby wciąż być normalnym człowiekiem i mieć to wszystko gdzieś. Unikała też Cassandry, która coraz bardziej przypominała jej o martwym Aaronie.
– Nie – odparła całkiem automatycznie, kręcąc przy tym głową. Ostatnie czego by chciała, to by ktoś załatwiał jej sprawy za nią. Być może Hopper groził Matildzie, używając do tego Cass, ale Wallace doskonale wiedziała, że to była tylko prosta droga, by pogrążyć również i ją. Nie chroniła więc tyłka Gardner, tylko swój. Bo była cholerną egoistką.
– Muszę, przynajmniej na razie. Jestem pod ścianą – nie lubiła się do tego przyznawać, ale w tym momencie to ona była na przegranej pozycji. Choć do tej pory tak umiejętnie manipulowała innymi ludźmi, teraz sama była w kropce. – Mówię ci to po to, byś uważała z kim gadasz. Jest jeszcze mniej bezpiecznie niż ci się wydawało. Po prostu.. nie ufaj nikomu. Jeszcze bardziej niż nie ufasz teraz. – i w tym momencie podniosła się do siadu, zakładając nogi na rozpadający się stolik przed sobą.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-26, 20:43   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Być może Cassandra zazwyczaj aż tak bardzo nie dawała tego po sobie poznać - no, przynajmniej przez ostatnie miesiące, z dnia na dzień jakby coraz bardziej się od wszystkich oddalając - jednak naprawdę mocno zależało jej na najbliższych. Czy to tych, z którymi łączyły ją więzy krwi, czy to z tymi, którzy byli z nią blisko z całkowicie innych, choć zdecydowanie nie mniej istotnych, względów. Czy chodziło o ich samopoczucie, stan zdrowia, czy może o bezpieczeństwo - wewnątrz przejmowała się dosłownie wszystkim. Zewnętrzna powłoka była tylko czymś, co w teorii miało ochronić ją samą. W środku nadal była Cassie - czasem słabą i przerażoną, momentami tęskniącą za czymś, co jednocześnie niszczyło ją od środka i co było dla niej zwyczajnie złe.
Chociaż starała się to ukrywać, zachowując się niczym ktoś nieczuły, a przez to także wprost niemożliwie silny... Nie była taka. A świadomość, że ktoś najprawdopodobniej właśnie usiłował grozić jej najlepszej przyjaciółce, powodowała u Gardner jednoczesną chęć przyciśnięcia Tilly jak najmocniej do siebie i nie wypuszczania z domu, nim wszystko się nie ustabilizuje, jak i również siłowego załatwienia całej sprawy. W końcu potrafiła być bardzo przekonująca, gdy chodziło o zastraszanie wszelkiej maści bandziorów i szumowin. Nie tylko chodziła do szkoły, w której po prostu nie można było być słabą mimozą, lecz także praktycznie od wczesnej młodości obracała się w gronie różnego rodzaju opryszków i przestępców. Ona wałęsała się z nimi po ulicach, gdy jej ojciec załatwiał swoje ciemne sprawki z ich ojcami i wujami.
Nie mówiąc już nic o tym, ile nauczyły ją lata spędzone na pracy dla DEA czy FBI. Jeśli chciała - a teraz bardzo chciała - mogła być naprawdę upiorna i to nie tylko w snach danego ohydnego manipulanta czy żałosnej kombinatorki, lecz także zdecydowanie na żywo. I niezależnie od tego, co Matilde miała na to powiedzieć... Jeśli tylko Gardner poznałaby imię tej kanalii, niechybnie zgotowałaby temu komuś prawdziwe piekło na ziemi. Problem w tym, że Tilda najwyraźniej wcale nie chciała wyjaśnić jej, kim była ta osoba. Co, o ironio!, brzmiało zupełnie tak, jakby Tilly chciała chronić, samotnie zajmując się tą okropną sprawą. Ją - Cassandrę. A przecież Aaron był też rodziną Cass. To było... Dziwne uczucie, w pewnym sensie nie na miejscu, bo to zazwyczaj działało zupełnie na odwrót.
- Til... - Zaczęła spokojnym, ale dosyć poważnym tonem głosu, wpatrując się w stopy dziewczyny położone na stoliku, aby dopiero po chwili przenieść spojrzenie na Wallace. - Nie da się już chyba, cholera, ufać ludziom w mniejszym stopniu niż to obecnie robię. I dlatego nie mydl mi oczu i powiedz... Kto ci grozi? Co zamierza zrobić, jeśli nie zgodzisz się mu pomóc? - Komu trzeba spuścić łomot?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-26, 21:17   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– To nie ma znaczenia, Cass – odparowała odrobinę za ostro. Ale w gruncie rzeczy Matilde wcale nie chciała od niej pomocy. Doskonale przecież wiedziała, że gdyby tylko w tej rozmowie padło nazwisko Hoppera, Cassandra jak ta cholerna miłosierna siostra – zajęłaby się tą sprawą sama, wyciągając na stół największy i najgorszy z możliwych pistoletów. Nie, Matilde nie chciała do tego dopuścić. To była rozgrywka między Wallace, a tym nieszczęsnym fiutem. Nikim innym. I choć wszelkiego rodzaju konsekwencje i nieczyste zamiary Williama zdecydowanie miały znaczenie, to brunetka jedynie wzruszyła ramionami. Jakby.. jakby to było nic wielkiego. Jakby nie miała zamiaru narażać swojego życia i zdrowia dla tego cholernego gnojka, do którego czuła nic prócz odrazy i niechęci… Jakby nie miała zamiaru ukrywać, że cała ta sytuacja wreszcie ją ożywiła. Być może z wyglądu wciąż przypominała zombie, jednak wewnętrznie.. coś w niej drgnęło. Bo kto powiedział, że tylko pozytywne emocje były w stanie rozpalić tak długo uśpiony ogień?
– Mam plan, wyjątkowo głupi plan – odezwała się w końcu, sięgając na stół po wagonik papierosów, by po chwili rozpakować go i wyciągnąć jedną paczkę, a zaraz potem – jednego papierosa. Matilde wsadziła sobie cienką fajkę do ust, by już kilka sekund wypuścić z ust chmurę tytoniowego dymu i poruszyć wyzywająco brwiami. – On ma pewne dokumenty, no wiesz. Zamierzam.. cóż.. zamierzam być zajebiście uroczą osobą. Zamierzam sprawić, że oszaleje. Rozumiesz? Zmuszę go, by sam to usunął, nawet nie brudząc sobie przy tym rąk – i tak po prostu nonszalancko puściła przyjaciółce oczko, odchylając głowę na oparciu kanapy, by po chwili wbić wzrok w sufit, a następnie po prostu obserwować wznoszący się obłok dymu. Sama do końca nie wiedziała ile tkwiła w takim totalnym bezruchu, ale gdy ponownie się odezwała, jej głos był jakby.. nieobecny. Zupełnie, jakby Matilde w tym momencie znajdowała się setki kilometrów, lub dziesiątki żyć stąd…
– Tobie też minął tak fantastycznie dzień? Niech zgadnę.. nazwałaś rybika Teodorem?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-26, 22:33   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie chciała i teoretycznie nawet nie miała zamiaru się z nią kłócić, jednakże Tilda z minuty na minutę coraz bardziej ją do tego zachęcała. Czy to słowami, czy to postawą i zachowaniem, Wallace zaczynała sobie grabić. Przy tym zaś nieistotne było to, że Cassandra chciała jej dobra. Jeśli miała z niej wpierw wydusić, co - a raczej, kto - zaburzał ten właściwy stan, zdecydowanie zamierzała to zrobić. W taki czy inny sposób, byle jak najskuteczniej.
- To ma ogromne znaczenie. - Odmruknęła dosyć wyraźnie, podkreślając to, jak traktowała całą sytuację. Doskonale wiedziała przecież, jak autodestrukcyjne skłonności potrafiła mieć Matilde, dosyć dobrze zdając sobie także sprawę z tego, iż dodatkowe stresy nie miały tego poprawić. A plany? Plany Tilly praktycznie nigdy nie działały, dlatego były wyjątkowo głupie.
- Ja też mam plan. - Praktycznie weszła przyjaciółce w słowo, unosząc wysoko brwi, kląskając językiem o podniebienie i kontynuując bez zbytniego zawahania. - Dlaczego po prostu nie doprowadzimy go do szaleństwa w ten stary, dobry sposób? Wejdę mu w nocy do głowy, zmuszę go do zmierzenia się z najgorszymi koszmarami, doprowadzę go do załamania nerwowego... A wtedy nikt mu w nic nie uwierzy. - Zakończyła wzruszeniem ramion, ponownie uderzając językiem o wnętrze ust. Cóż, przynajmniej wiedziała już, że chodziło o mężczyznę. Nie była jednak skłonna przyklasnąć pomysłom Wallace. Wykorzystywanie własnego uroku i ciała nigdy nie odbijało się dobrze na psychice.
- Cóóóż... Trochę piłam, trochę paliłam, trochę rozczulałam się nad sobą i nad tym, że mój były narzeczony najwyraźniej nadal jest pieprzonym gnojkiem na usługach rządu... Stare śmieci, wiesz. - Odpowiedziała pokrótce, jakby w niczym z tych rzeczy nie leżał jakikolwiek problem. Tak było łatwiej. - A Teodor to pająk nad twoim łóżkiem...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-26, 23:02   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Z całym szacunkiem, Cass.. ale to moja sprawa, nie twoja i bynajmniej nie mam zamiaru tego robić po twojemu – odparła nieco podirytowanym tonem głosu. A właściwie to była wyjątkowo rozzłoszczona samą propozycją Gardner. Samo wyrażenie z całym szacunkiem również nie zabrzmiało tak jakby na to wskazywały użyte słowa. Rozwiązanie Cass wydawało się Matilde tak głupie, tak bardzo tchórzowskie i jednocześnie nie w jej stylu. W tym momencie Matilde nawet zaczęła się zastanawiać, czy aby jej przyjaciółka nie miała jakiejś chorej ambicji tworzenia sobie jak największej ilości wrogów i jednoczesnym podkradaniu tych cudzych. Ale nie. Ta bitwa należała tylko i wyłącznie do Wallace.
– Doprowadzę go do załamania nerwowego sama – dodała jeszcze na pozór spokojnym tonem głosu. Być może i propozycja Cassandry nie była nawet taka zła, ale wchodzenie komuś do głowy wydawało się Matildzie takie.. pozbawione klasy. Takie.. niemoralne. U licha być może nie powinno ją to w ogóle interesować, biorąc pod uwagę obiekt tych tortur, ale jednak… mimo wkurwiającej natury Hoppera, wolała to zrobić po ludzku.
– Twój narzeczony brzmi jak zabawny facet – mruknęła z ogromną dozą sarkazmu i czarnego humoru. Wciąż nie odrywając wzroku z białego dymu, który unosił się pod sufitem, Matilde parsknęła czymś na kształt krótkiego śmiechu. Ale mimo tego- wcześniejsza różnica zdań sprawiła, że we wszystkim co mówiła Wallace dało się wyczuć nutę chłodu, a właściwie cała jej postura wskazywała na wyraźne zdystansowanie. Mimo wszystko na słowa o pająku brunetka drgnęła, zupełnie jakby ośmionożna istota była najbardziej interesującym stworzeniem w całym tym cholernym świecie. I choć brwi Matilde były zmarszczone to nie wróciła do narzuconego przez siebie tematu. Zamiast tego wyrzuciła z siebie:
– Wyrzuciłaś te kwiatki? – i dopiero wtedy nachyliła się nad stołem, by strzepać do popielniczki nagromadzony na końcu papierosa popiół. Zazwyczaj zmienianie tematu zawsze było taktyką obronną Wallace, jednak w tym wypadku… rzeczywiście ją to ciekawiło.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-27, 02:06   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Mogłabyś chociaż z raz spróbować zrobić cokolwiek po mojemu. Nie zabiłoby cię to, naprawdę. A może nawet oszczędziłoby kłopotów. - Cholera, nie zamierzała przecież rzucać tym facetem - bo niewątpliwie chodziło o jakiegoś gościa; już to wiedziała - o ścianę czy sufit, tylko wejść mu do głowy podczas snu, zobaczyć, czy rzeczywiście był jakimś realnym zagrożeniem, a potem ewentualnie zrobić swoje, zsyłając na niego dawkę koszmarów odpowiednią do jego własnej podłości.
Nie miała zamiaru do niego strzelać. No, przynajmniej nie teraz i nie po to, by go zabić, skoro doszły już do wniosku, że lepiej było nie załatwiać go w zbyt fizycznie inwazyjny sposób. Choć spuszczenie łomotu naprawdę, ale to naprawdę mocno ją kusiło. Nie wiedziała, czemu Tilda wręcz broniła tego człowieka. Skoro chciał wyrządzić jej tyle złego, groził i powodował u niej stany lękowe... Matilde nie powinna próbować go ochraniać. To było nadzwyczaj popaprane. Aż... Cóż, znajomo porypane, bo gdzieś to już słyszała.
- Spotykaliście... Spotykacie się? - Ten całkowity brak logiki, obronę kogoś, mimo że wyraźnie nie miał dobrych zamiarów, kojarzyła raczej z jednego, prostego, choć jednocześnie także skomplikowanego - o dobry losie - schematu. I jeśli faktycznie było tak, jak to sobie aktualnie pomyślała... Cass mogła śmiało powiedzieć, że Tilly się wkopała, jednak jednocześnie nie była w stanie dać jej jakiejkolwiek reprymendy. Za dobrze znała w końcu ten stan.
- Cholernie rozrywkowy. - Prawie że wywróciła przy tym oczami, jeszcze raz uderzając językiem o podniebienie i sięgając po otwartą paczkę papierosów. - Jego nowym hobby jest najwyraźniej czajenie się na ludzi przy kominach opuszczonych fabryk. Brzmi zabawnie, nie? Pozarządowy Święty Mikołaj odwiedzający ludzi dwa miesiące po świętach i strzelający w nich mutazynowymi prezentami. Zabawa na całego. - Być może nie powinna drwić ani z takich sytuacji, ani z samej siebie, ani tym bardziej z przeklętego Sandersa i jego akcji, ale usilnie próbowała to robić. Tak było łatwiej, choć jeszcze prościej było zwyczajnie zejść z drażliwego tematu, co uczyniła z niemałą ulgą.
- Są przy koszu w kuchni. - Jakbyś je jednak chciała.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-27, 16:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Mogłabym – kiwnęła z przekonaniem głową, jednocześnie wypowiadając te słowa w tak oczywisty i przekonujący sposób, jakby po prostu oznajmiała Cassandrze, że woda jest mokra, a śnieg zimny. I to wszystko tylko po to, by już po kilku sekundach dorzucić nieprzyjemne: – ale tego nie zrobię.
Co ostatnio było z tymi ludźmi? Czemu nagle wszyscy chcieli decydować o jej losie? Najpierw Hopper, stwierdzający, że dziewczyna poczuje się fantastycznie ratując jego życie, a potem Cassandra, która najwidoczniej jak zwykle wiedziała lepiej, co należy zrobić. Walić ich wszystkich. To było jej życie. Jeszcze trochę i ekspedientka zacznie wybierać za nią odpowiednie papierosy, a Colleen narzuci, że powinna ubierać się na różowo, a nie czarno. Natomiast kolejne pytanie Cassandry było po prostu.. przegięciem struny. Matilde wręcz zmroziła przyjaciółkę wzrokiem, będąc totalnie zdegustowana samym pomysłem. Ona się nie spotykała, nie umawiała, ani nic z tych rzeczy, a Gardner powinna wiedzieć o tym lepiej niż ktokolwiek inny.
– Nie jestem tak głupia – wysyczała, nawet nie panując nad poziomem chłodu w swoim głosie. Jednocześnie dość perfidnie nawiązując do swojego stosunku względem tego co zrobiła sama Cassandra jeszcze kilka miesięcy temu. Wallace nawet nie wiedziała, kiedy ta rozmowa nabrała tak negatywnego charakteru, dlatego by nieco rozluźnić atmosferę – odchrząknęła i dodała:
– Niektórzy ludzie mają gigantyczne problemy w okazywaniu uczuć – w końcu kto wie? Być może przemoc, strzelanie do siebie miało stać się nowym trendem w wyznawaniu komuś miłości. Im bardziej kogoś skrzywdzisz, tym bardziej kochasz. I cóż, Matilde nawet przez chwilę stwierdziła, że to zdecydowanie mogłoby tyczyć się jej. Gdyby tylko jeszcze potrafiła coś poczuć. Od śmierci Aarona minęło zarówno tylko 14 miesięcy, jak i aż 14 miesięcy – a ona z każdym kolejnym dniem stawała się coraz większym emocjonalnym zombie. Zaczynała się nawet obawiać, że od tego po prostu nie ma odwrotu. Czasami nawet zastanawiała się, czy kiedykolwiek jeszcze przyjdzie jej poczuć euforię, satysfakcję z relacji damsko-męskich lub tak zwane motylki w brzuchu. Nie robiła jednak nic w tym kierunku, bo strach o stracie kolejnej osoby śmiertelnie ją przerażał.
– Powinny być w koszu – zauważyła z cichym westchnięciem, by po chwili dodać pozbawione jakichkolwiek emocji: – ale równie dobrze możemy przeznaczyć je do recykligu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-27, 18:17   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Skąd ona mogła się tego spodziewać, co? Tilda nie była wyłącznie upierdliwa, Tilda była także wręcz upierdliwie uparta i najwidoczniej niewiele dało się z tym zrobić. W tym momencie Cassandra naprawdę zastanawiała się, jakim cudem nawiązały nić kontaktu - ba!, przyjaźniły się już od dłuższego czasu - skoro wystarczył byle bardziej uciążliwy i trudny temat, by je poróżnić. Postanowiła jednak nie kłócić się z Wallace, teoretycznie odpuszczając, choć w rzeczywistości miała zgoła inne plany.
Nikt nie mówił przecież, że nie mogła częściowo wykorzystać swojego pomysłu na samej głównej zainteresowanej, nie? Chociaż zdecydowanie nie zamierzała dręczyć Tilly zsyłaniem na nią koszmarów, bez dwóch zdań mogła przecież prześwietlić głowę młodszej towarzyszki. Na dodatek bez najmniejszego zawahania usprawiedliwiając się jak najlepszymi chęciami. Bądź co bądź, to była przecież realna sytuacja zagrożenia. Cass miała prawo interweniować, zwłaszcza po tym wszystkim, co miało miejsce jakiś czas temu.
Nie chciała stracić kolejnej bliskiej osoby, nawet jeśli ta miałaby się na nią potem złościć. No, gdyby się dowiedziała. Słowo-klucz - gdyby, nie? Gardner potrafiła przecież skupić się na tyle, aby pozostać względnie niezauważalną, niedostrzegalną czy wtopić się w tło snu. Tym razem zdecydowanie mogło jej się to przydać, nawet jeśli miałaby nie iść tej nocy spać. Wredna czy nie, Matilde była jedną z ostatnich osób, którym Cassandra naprawdę ufała. To zaś równało się z zaangażowaniem w ich relację i wsparciem. Czy Tilly teraz tego chciała, czy nie.
- Aż dziwne, jakie emocjonalne pustaki mogą chodzić po świecie. - Mruknęła w odpowiedzi na słowa koleżanki, uśmiechając się przy tym nawet półgębkiem, po czym odpaliła wreszcie trzymanego w zębach papierosa, głęboko zaciągając się dymem. Cóż, ostatnio sama stawała się kimś takim, ale... Chyba nie było z nią aż tak źle, nie? Skoro wciąż jeszcze interesowała się losem innych ludzi, nawet tych, którzy powinni być jej nie tyle obojętni, co już zdecydowanie wrodzy. Nie, ona nie była pustakiem. Ona była sieczką z tysiącami drobniutkich kawałków emocji rozsianych po całym mózgu i mieszających się ze sobą.
- Nie wiem, co masz przeciwko kwiatkom. Petunie są spoko, piwonie też niczego sobie, tak samo jak tulipany, ale goździki nie są przecież aż takie złe. - Skoro już Tilda wykorzystywała facetów niczym seksualne zabawki - nie to, żeby Cassandra ją teraz oceniała, nie, nie, ten aspekt życia przyjaciółki pozostawał poza zasięgiem opinii Gardner; wolała się w to zwyczajnie zbytnio nie zagłębiać - mogła chociaż nacieszyć oczy pierwszymi i ostatnimi kwiatkami od nich. Inaczej to było typowe marnotrawstwo.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-27, 18:50   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Wiesz coś o tym, nie? – zauważyła, wykrzywiając usta w nieco szerokim i jednocześnie odrobinę złośliwym uśmiechu. Ale mimo całej tej wypowiedzi, słowa te nie zostały pozbawione tej typowej dla Matilde czułości. Wbrew pozorom, Wallace nawet zdobyła się na taki gest jak oparcie swojej głowy na ramieniu przyjaciółki. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo już po kilku sekundach ponownie podniosła się do siadu, by po raz ostatni przed zgaszeniem papierosa, zaciągnąć się i wypuścić z ust chmurę dymu. A potem po prostu wbiła wzrok w popielniczkę, a dokładniej w niedopałek papierosa, na którym wciąż widniał bordowy ślad jej szminki.
– Więdną – odparła odruchowo na jej pytanie. Jaki w ogóle był sens w kupowaniu komuś kwiatów? Czy ten ktoś po prostu chciał przypomnieć jej o przemijaniu? Nie musiał, doskonale wiedziała, że koniec jest bliski od cholernych 14 miesięcy. Nie potrzebowała chwastów, by pogodzić się ze śmiercią. Już dawno to zrobiła. Po krótkiej ciszy, Matilde podniosła się z kanapy i odeszła w kierunku swojego pokoju. Po części chciała przypomnieć Cassandrze o zachowaniu czujności, czy bezpieczeństwa ale ostatecznie dała sobie z tym spokój. Zamiast tego po prostu wzięła głęboki oddech, by mruknąć:
– Idę popracować – a potem weszła do mikroskopijnego pokoju i usiadła na środku łóżku, pogrążając się w coraz czarniejszych myślach. By jednak uśpić czujność przyjaciółki, zdecydowała się puścić głośno swoją ulubioną muzykę, która zawsze towarzyszyła jej w malowaniu…

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-27, 19:15   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- W końcu mieszkam z emocjonalnie niedorozwiniętą czarnulą. - Nieco leniwie i zdecydowanie bez większej energii wyciągając rękę ku Matilde, potarmosiła Wallace po włosach na czubku głowy. Podobne słowa, przynajmniej ze strony wspomnianej dziewczyny, już od dawien dawna nie były dla Cassandry specjalnymi złośliwościami, a nawet wręcz przeciwnie. Dzień bez dogryzania był w końcu dniem straconym dla nich obu, czyż nie? A im dłużej się kogoś znało, tym na więcej można sobie było pozwolić. I to właśnie między innymi dlatego Cass tak bardzo lubiła ich popapraną relację.
- Ludzie też... - Mruknęła w odpowiedzi na słowa koleżanki, strzepując odrobinę popiołu z papierosa wprost do popielniczki, do której Tilda chwilę wcześniej wrzuciła swój niedopałek. Spoglądając tak przez chwilę na dym unoszący się w powietrzu, Gardner bez słowa wzruszyła ramionami, jakby odpowiadając tym samym na jakieś niezadane pytanie. Nawet jeśli ludzie więdli, a życie było - ogólnie rzecz biorąc - dosyć mocno do dupy, na coś trzeba było umrzeć. Fajki były chyba względnie łagodną opcją... I przynajmniej należały do człowieka, nie łamały mu serca na drobne kawałki.
- W porządku. - Śledząc wzrokiem ruchy Matilde, moment później dodała jeszcze cichym, być może brzmiącym nieco przymulenie czy zaspanie, głosem. - Przyniosę ci potem coś do jedzenia. - Cóż, i tak wątpiła w to, że zaśnie, więc równie dobrze mogła postarać się o jakąś kolację. Teraz zamierzała jednak w spokoju wypalić papierosa, gapiąc się w sufit nawet po tym, gdy drzwi do sypialni Wallace ostatecznie się zamknęły.

[z/t]
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-03-23, 15:28   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/w nocy, kilka godzin przed eventem/ dzień po grze Ricky

Była 1 w nocy, gdy tępo wpatrująca się w wyjątkowo jasny księżyc Matilde sięgnęła po ten cholerny telefon, by wysłać tak jednoznaczną wiadomość do Bradley’a. W całym domku panowała ta tak bardzo przerażająca, ogłuszająca ją cisza. Wallace nawet nie musiała się upewniać, by wiedzieć, że zarówno Fay, jak i Cassandra już dawno spały. A ona? Ona siedziała na tym zimnym parapecie, obserwując rażącą, białą kulę na granatowym niebie i jednocześnie podążając wzrokiem za sunącą po szybie okna kroplą deszczu…
W pewnym sensie przerażało ją to, jak bardzo straciła kontrolę nad swoimi myślami. Cokolwiek, by nie robiła, jakkolwiek byłaby zajęta – to jedno irytujące nazwisko jakimś cudem cały czas do niej powracało. Początkowo – zagłuszała to wyjątkowo głośną i szybką muzyką, starając się nie zważać na nasilający się ból głowy. Nie spodziewała się jednak, że to cierpienie, które przejęła od tego właśnie człowieka – będzie jej o nim najbardziej przypominać. Początkowo uznawała to za jakiegoś moralnego kaca. W końcu – jak ona mogła pozwolić, by tego typu człowiek w ogóle ją.. dotykał. Dość szybko jednak przyłapała się na tym, jak jej dłoń mimowolnie powędrowała gdzieś na żebra, przez szyję, a potem aż do policzka. I choć minęło przecież tyle godzin, ona mogłaby przysiąc, że na wspomnienie o tamtym dotyku wciąż paliła ją skóra. Tej nocy – bezsenność nasiliła się jeszcze bardziej. Właściwie nawet już przestała ze sobą walczyć. Po prostu leżąc w łóżku, wpatrywała się w ten cholernie nierówny, zadrapany sufit, pogrążając się w najciemniejszych zakamarkach swojej wyobraźni.
Wallace była jednak przekonana, że potrwa to tylko ten jeden dzień. Więc kiedy następnego ranka, to dziwne uczucie euforii, przeplecionej z niespotykaną do tej pory melancholią nie ustąpiło.. poczuła się źle. Autentycznie źle. Gdzieś w jej brzuchu.. to wszystko było takie.. takie… dziwne. Było jej niedobrze. Ale bynajmniej nie w ten sposób, że miała ochotę spędzić cały dzień w łazience, nie. Czuła, jakby ktoś postanowił zawiązać jej węzeł na żołądku i w efekcie – co było cholernie absurdalne – nie mogła nawet oddychać. Tego dnia wypaliła naprawdę dużo papierosów, ale i one nie pomagały. By odciągnąć myśli od tego całego syfu, w który się wpakowała – po prostu kreśliła kolejne kreski na białej kartce papieru. Sądziła, że chociaż to pomoże jej zająć czymś głowę, ale dość szybko zorientowała się, że na papierze pojawił się tak dziwnie znajomy, pełen blizn tors…

(…)


Wysyłając smsa do Bradley’a chciała sobie coś udowodnić. Chciała dowieść tego, że nie postradała jeszcze do końca zmysłów. Brunetka odłożyła telefon na brzeg stołu, jedynie kątem oka powracając do otwartej strony internetowej o poszukiwanym młodocianym przestępcy, łudząco podobnym do Hoppera, po czym przełknęła cicho ślinę. Miała mętlik w głowie i bynajmniej nie wiedziała co o tym wszystkim sądzić. Dlatego też to nagłe pukanie do drzwi wydawało jej się tak zbawienne! Wreszcie nie miała być samotna, wreszcie ktoś miał wyrwać ją od tych paskudnych myśli, wreszcie miała położyć kres temu całemu szaleństwu. Zamykając klapę laptopa, ruszyła do drzwi, tylko po to by obdarzyć Bradley’a porozumiewawczym spojrzeniem i gestem głowy wskazać na drzwi do swojego pokoju. Po części nie odezwała się ze względu na śpiące koleżanki, a po części – nie było nic co mogłaby w tej sytuacji powiedzieć. Podążała za mężczyzną, czując coraz większe łomotanie w klatce piersiowej, a gdy tylko przekroczyli próg jej pokoju.. dziewczyna po prostu rzuciła się na Grey’a.
Jednym pchnięciem ręki przyparła go do gołej ściany, jednocześnie niemal od razu sięgając rękoma do krańca jego bluzy, by zaraz potem niecierpliwie, dość mechanicznie i zdecydowanie desperacko zacząć ją z niego ściągać. Nie kierowała się ukrytymi żądzami, czy namiętnościami. Bynajmniej nie – chociaż bez wątpienia Grey był najprzystojniejszym mężczyzną z jakim kiedykolwiek miała do czynienia. Ale Matilde tym razem jedynie chciała się wyrwać od swoich myśli. A on wydawał jej się idealną ucieczką…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 7