Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój w hotelu | 8 osób
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:01   Pokój w hotelu | 8 osób







Ostatnio zmieniony przez The Gifted 2018-06-04, 22:13, w całości zmieniany 10 razy  
[Profil]
 
 
Armo Romanov



Władza jest niczym sama w sobie, jeśli nie potrafisz nad nią panować.

Buff

87%

Brak





name:

Armo Romanov

alias:
Buff

age:
40

Wysłany: 2018-01-16, 14:00   
   Multikonta: Brak


Długa podróż z zamkniętymi oczami chyba podobała się Marie, bo czasami gdy potykali się o coś, albo droga była niepewna to wydawała z siebie coś na rodzaj chichotu. Armo miał nadzieję że dziewczyna nie podglądala gdzie szli, bo miała być to super niespodzianka.
- Już prawie jesteśmy, wytrzymaj jeszcze chwilę..
Powiedział tajemniczo i prowadzil ją dalej, aż w końcu się zatrzymali. Otworzył drzwi od pokoju, a że pokój był pusty i nikt z nim jeszcze nie mieszkał, postanowił wkroczyc razem z nią, więc wprowadził dziewczynę do środka i posadzil na jednym z łóżek.
- Zaczekaj tu chwilkę.
Oznajmił dziewczynie, budując jeszcze większe napięcie. Poleciał wtedy do jednego pomieszczenia i zaraz wrócił. W razie gdyby przywodczyni, chciała coś zobaczyć to było ciemno jak w dupie. Parę stukotow, szuran o podłogę, potkniec i w końcu wszystko było gotowe. Facet zapalił światło i usiadł obok.
- No to już.
Na stoliku przed dziewczyna stała duża karafka z winem, a na desce do krojenia ser camebert i w kieliszkach od wódki miód i żurawina.
- Przed ważnymi bitwami lub potyczkami, przywódcy musieli spożyć dobry posiłek, by być bardziej efektywnymi podczas następnych dni. Jak to mówią, dobra strawa to podstawa, generale.
Tak, Romanov włączył swój tryb Makłowicza i żartował sobie z dziewczyny. Miał jednak parę niespodzianek w zanadrzu.
- Lecz nie lekaj się, to nie koniec wrażeń. To ukoi Twój duchowy stan, jak z nim skończymy to naprawimy Cię i fizycznie.
Mezczynie bardzo zależało, by ważna dla niego kobieta wróciła w końcu do normy. Miał idealny plan jak tego dokonać i zamierzał dzisiaj to wykonać. (jaki rym xD)
- Czeka nas długi dzień, a jutro obudzisz się tak naładowana, że będziesz przenosić Statue Wolności palcem. Ale nie uprzedzajmy faktów, bo jeszcze dużo przed nami.
Spojrzał głęboko w jej oczy, uśmiechnął się i nalal lampkę wina.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 14:11   
  

   2 Lata Giftedów!


I nagle sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni, a ja nie wiedziałam jak - i czy w ogóle chcę - to zatrzymać. Dlatego postanowiłam się po prostu poddać. Postanowiłam całkowicie zaufać Armo i nawet cieszyłam się na to, co miało nadejść. Bez słowa zgodziłam się na to, by zamknąć oczy, by on poprowadził mnie w nieznane. Śmiałam się, raz po raz, rozbawiona zaistniałą sytuacją. Byłam głupia, naiwna, czy po prostu raz na jakiś czas zdecydowałam się ponieść chwili? Ciężko było stwierdzić, ale nie chciałam teraz nad tym rozmyśleć. Miałam jeszcze sporo czasu przed akcją, więc faktycznie... czemu by go nie wykorzystać na mały relaks, zamiast na zadręczanie się śmiercią mamy, zerwaniem z Aaronem i wszystkim, czym zdecydowanie zadręczać się nie chciałam?
Bądź co bądź szliśmy tak przed siebie, aż w końcu dotarliśmy... gdzieś. Było ciemno jak cholera, więc nawet nie miałam możliwości odgadywania, gdzie mogliśmy się znajdować. Usiadłam tam, gdzie mi polecił, wsłuchując się w te wszystkie szmery, stukoty i hałasy, aż w końcu... światło się zapaliło, a ja zaśmiałam się zaskakująco wesoło na widok, który mnie spotkał.
- Armo! Nie mogę pić przed taką misją! - powiedziałam z udawanym wyrzutem, ale byłam mu wdzięczna za to, co przygotował. Dawno nie spotkała mnie taka niespodzianka.
- Na posiłek się zgadzam, ale nie możesz mnie upić przed wojną. - odpowiedziałam mu, pół żartem, pół serio, patrząc na mężczyznę. Naprawdę byłam mu wdzięczna za to, jak starał się mnie naprawić.
- Wszystko zależy od powodzenia misji, bo jak mi się nie uda, to będziesz musiał załatwić całą ciężarówkę wina! - powiedziałam i choć protestowałam przed alkoholem, postanowiłam przyjąć od Armo lampkę wina. Od jednej się przecież nie upiję, nie przesadzajmy.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Armo Romanov



Władza jest niczym sama w sobie, jeśli nie potrafisz nad nią panować.

Buff

87%

Brak





name:

Armo Romanov

alias:
Buff

age:
40

Wysłany: 2018-01-16, 14:53   
   Multikonta: Brak


Cieszyl się że dziewczyna trochę odpocznie, brakowało jej pewnie trochę szaleństwa w tym wszystkim, zupełnie się jej nie dziwił. Reakcja na to co dla niej i jej śmiech rozswietlil serce mężczyzny, on też miał gorsze dni, a takie wyjście na spontanie, dawało mu dużo satysfakcji i endorfin.
- Oj, od paru lampek jeszcze nikt się nie upił, szczegolnie że to nie jest zwykle wino. To takie wino mocy.
Zażartował i odkrecil butelkę, a na etykiecie zamiast nazwy wina był narysowany coś jakby ludzik otoczony mocą, tyle że rysunek był narysowany jak przez trzy latka.
- Widzisz??
Zaśmiał się sam do siebie, przez nieudolność swojego talentu artystycznego. Nie miał nigdy talentu do rysowania, ale jako forma poprawy humoru powinno to dzialac. Wyciągnął rękę po ser i zamoczyl go w miodzie po czym zjadł pół małego serka i popatrzył na Collen pytająco.
- Chcesz?
Zapytał się i zamoczyl go znowu w miodzie. Po czym odkrecil się do dziewczyny. Z tego wszystkiego zapomniał że siedzą w grubych ubraniach. Poczekal aż Marie, będzie jadła mu z ręki i ściągnął z siebie płaszcz i kamizelkę zostając w koszuli, butach i spodniach.
- Pozwolisz?
Zapytał, ale chwytając już za kurtkę lub co tam ona ma. W środku było dość ciepło, a na dodatek alkohol też zacznie robić swoje, a Armo nie chciałby żeby jego przyjaciółka się spocila. Wypił lampkę, poczekal aż ona wypije i nalal kolejne.
- Musimy je koniecznie wypić, bo moc nam osłabienie.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 15:03   
  

   2 Lata Giftedów!


Musiałam myśleć racjonalnie. Naprawdę nie powinnam się upić, ale błogi odpoczynek, relaks... to wszystko tak mnie kusiło. Prawda jest taka, że powinnam uciec z krzykiem kategorycznie zabraniając Armo wtrącania się w moje życie, a już na pewno w dzień misji. Powinnam to zrobić, ale wizja odpoczynku i picia wina tak bardzo mnie kusiła... Nic się nie stanie, jak trochę odpocznę, prawda? To wszystko wydawało się takie nienaturalne, takie nierealne... Jednak rzeczywiście się działo. Może mężczyzna miał trochę racji? Może ja naprawdę powinnam trochę odpocząć?
- Mhm, prawie ci w to uwierzyłam, rysunek jest prawie realistyczny. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego złośliwie. Wino mocy... Teraz to dopiero wymyślił! Nie mogłam pić, dwie lampki wina i więcej nie dotknę, nie ważne jak bardzo Armo by mnie namawiał. Chciałam odpocząć, marzyłam o tym. Chciałam przestać być odpowiedzialna za cały świat, chciałam przestać przejmować się Bractwem, Aaronem, chciałam po prostu przestać czuć i wiedziałam, że wino by mi w tym pomogło, ale... ale to nie był jeszcze ten czas, musiałam poczekać na błogi spokój, teraz nie mogłam sobie na niego pozwolić.
Upiłam kilka szybkich łyków wina pozwalając na to, by alkohol rozgrzał mnie od środka. Przymknęłam oczy oddychając głęboko i ciesząć się tą chwilą, którą, jak dobrze wiedziałam, już niedługo będę musiała zakończyć.
Pozwoliłam Armo nakarmić mnie serem, a następnie zgodziłam się, by zdjął ze mnie kurtkę i tym samym zostałam w czarnym swetrze i czarnych spodniach. Tak, nadal nosiłam żałobę i nie wydawało mi się, żebym kiedykolwiek przestała.
Dwa łyki wina później moja lampka była pusta, ale nie na długo, gdyż Armo szybko wykorzystał okazję i dolał mi alkoholu.
- Moc to mi osłabnie, jak wypiję jeszcze jedną, więc to jest moja ostatnia lampka, nawet nie próbuj mi wcisnąć kolejnej. - powiedziałam żartobliwie, ale wzrok miałam poważny. Naprawdę nie mogłam sobie pozwolić na tyle luzu, nie przed misją, na której miałam zwerbować Axona. To było zbyt ważne dla Bractwa.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Armo Romanov



Władza jest niczym sama w sobie, jeśli nie potrafisz nad nią panować.

Buff

87%

Brak





name:

Armo Romanov

alias:
Buff

age:
40

Wysłany: 2018-01-21, 09:49   
   Multikonta: Brak


Cieszył się że dziewczyna w końcu sobie żartuję i kpi sobie z niego jak za dawnych czasów. Bardzo mu tego brakowało, te chwile uświadomiły mu tylko jak bliska jest dla niego Collen, to nie zwykła kobieta która dowodzi grupą, ale rodzina. Może nie była w tej rodzinie matka, ale na pewno jakąś kuzynka jak najbardziej. Gdy dziewczyna wypila to co miała wypić, postanowił zatkac butelkę, dopil swój kieliszek i puścił oko do dziewczyny.
- Jak wszystko się uda to je dopijemy, dobrze?
Wstał z łóżka i zaczął sprzątać wszystko co poustawial, teraz chciał żeby dziewczyna się odprezyla całkowicie przed misja. Odsunął stolik, wyrzucił butelkę do kosza i podszedł do Marie.
- Ułóż się na łóżku wygodnie, najlepiej na brzuchu i zamknij oczy.
Wiedział że ciemnowłosa mu ufa i nie zamierzał tego zawieść, wiedział też że mimo iż atmosfera jest wesoła to ona w środku była spięta. Podszedł więc do ściany, zgasil światło i wrócił do kobiety. Gdy ona już leżała, dosiadł jej tyły by móc zacząć masować.
- Ufaj mi tak zawsze.
Szepnął jej męskim ciepłym głosem i wrócił do zajęcia głównego. Złapał ja za dół sweterka i jednym sprawnym ruchem ściągnął go z niej i ładnie położył obok. Jego palce momentalnie poleciały do karku, barków i łopatek. Z uwagi iż jej stanik nieco mu przeszkadzał, rozpial go i zsunal tylko ramiączka by nie obtarly jej skóry.
- I jak przyjemnie?
Zapytal pochylajac się nad jej uchem, podczas masowania. Jeśli kobiecie się spodobało, dokończył masaż całych pleców i ucalowal ja w kark. Następnie kazał się jej odwrócić, ściągnął buty jeśli jakieś miała i wymasowal jej stópki.
- Obiecałem Ci że będziesz jak nowo narodzona. Wiesz to jeszcze nie jest taki najlepszy masaż jaki potrafię. Ale teraz nie mamy czasu na takie ekscecy i nie mam ze sobą swoich przyborów. Ale obiecuję, następnym razem porzadniej Cię wygniote. Lecz mimo że pewnie jeszcze nie czujesz ten masaż pobudzil Twoje zakończenia nerwowe. Podczas kolejnego użycia mocy, powinnaś wkładać mniej wysiłku, bo przyjdzie Ci to gładko.
Pierdyknal swój monolog i nagle się zamknął, bo doszedł do wniosku że co chwilę coś gada, a przecież ona pewnie też chciała coś powiedzieć. Popatrzył na dziewczynę taka roztrzepana, która dopiero się ogarniała.
- Jesteś najpiękniejsza kobieta jaka spotkałem w życiu.
Spojrzał jej głęboko w oczy, zbliżył się do niej, złapał ja za głowę i ucalowal w czoło. Odsunął się trochę i dalej na nią patrzył, oparł się rękoma za sobą.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-21, 11:15   
  

   2 Lata Giftedów!


Chciałam pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, ale... nie umiałam. Jasne, żartowałam, śmiałam się, nawet pozwliłam sobie na dwie lampki wina, ale to nie był odpoczynek. Byłam spięta i szczerze wątpiłam, by Armo mógł coś na to zaradzić. Jedynie Alba mogłaby pomóc mi się wyluzować, ale wiedziała, by nie mieszać mi w głowie bez mojej wyraźnej prośby, a ja... a ja w sumie to nie do końca chciałam się wyluzować w stu procentach. Stres mnie napędzał, motywował, a dzisiaj bardzo potrzebowałam tej motywacji, żeby nie spieprzyć akcji z Axonem, żeby go nie wystraszyć, i żeby namówić go, by do nas dołączył. Musiało mi się udać i może właśnie dlatego nie umiałam sobie pozwolić na to, by po prostu odpuścić? By odpocząć? By wyluzować?
Mimo to jednak postanowiłam spróbować.
Robiłam to, co Armo mi mówił. Położyłam się, dałam się wymasować i w ogóle, ale wtedy... łzy napłynęły mi do oczu. To nie było odpowiednie, nie mogłam tak robić. Kochałam Aarona, nadal o nim myślałam. Jak więc mogłam pozwalać na to, by inny mężczyzna mówił o mnie w taki sposób? Dotykał mnie tak? To nie było odpowiednie, to było nie na miejscu. Moje serce nadal wyrywało się do chłopaka, którego zostawiłam, z którym zerwałam... Nie mogłam sobie pozwolić na żadne intymne sytuacje związane z jakimkolwiek innym mężczyzną, absolutnie nie mogłam, a na pewno jeszcze nie teraz.
- Armo... Ja muszę wyjść. - powiedziałam i zaczęłam nerwowo zakładać na siebie części garderoby, które mężczyzna ze mnie zdjął. Cholera... traktowałam go jak starszego brata, a on chyba chciał traktować mnie zupełnie inaczej. Nie mogło tak być między nami, nie mogło.
- Nie możemy się spotykać w taki sposób, ja kocham Aarona, cholera, naprawdę go kocham. - dodałam, a w moich oczach szkliły się łzy. Nie chciałam odtrącać Armo, naprawdę nie chciałam go ranić. Z drugiej jednak strony... Jak mogłabym na siebie spojrzeć w lustrze, gdybym pozwoliła mu na więcej? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Aaron z resztą też nie.
- Przepraszam. - powiedziałam i nim zdążył w jakikolwiek sposób mnie zatrzymać, mnie już nie było.

/ zt.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-04, 21:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/14 lutego

Walentynki. Magiczny dzień wypełniony różowymi karteczkami w serduszka i skomplikowanymi, wielogodzinnymi rytuałami godowymi, które miały za zadanie doprowadzić do aktu kopulacji. Pary trzymały się za ręce, zakochani wyznawali sobie miłość, a kelnerzy dostawali rekordową liczbę nadgodzin, żeby restauracje były w stanie poradzić sobie z takim ruchem. Cukiernie zarabiały fortuny na ciastkach w kształcie serduszek, kwiaciarnie podniosły ceny czerwonych róż, a drukarnie sprzedawały swój najnowszy hit, miliony kartek z napisem "Dla tej wyjątkowej".
Tymczasem, Hopper rzygał w toalecie.
Dal niego bowiem był to ten magiczny dzień, w którym ciśnienie krwi w jego czaszce postanowiło nadprogramowo wzrosnąć, a on wił się po podłodze w męczarniach. To święto nie było jednak aż tak wyjątkowe, bądź co bądź zdarzało się częściej niż raz do roku.
Kiedy tylko Will zorientował się że jego dzisiejszy ból głowy nie da się tak łatwo zagłuszyć jego standardowym zestawem leków, zasłonił okna i łyknął trochę za dużo tabletek na nadciśnienie.
Tylko trochę, bo wiedział że nie może z nimi przesadzać jeśli nie chciał dostać zapaści.
Tchnięty dziwną myślą rozłożył też swoją broń - nie sądził że za chwilę będzie w stanie ją złożyć z powrotem, a chyba wolał nie zostawiać sobie takiej pokusy szybkiego odpędzenia bólu.
Nie minęło zbyt dużo czasu zanim już właściwie nie był w stanie ustać na nogach i zaczął rzygać dalej niż widzi. Znał objawy na pamięć, potrafił je sobie przypomnieć nawet w takim stanie. Zaburzenia równowagi. Sztywność karku. Zaburzenia widzenia. Zaburzenia świadomości. Coś dużo tych zaburzeń, nie? Nudności i wymioty. Bra... bra... Jak się to cholerstwo nazywało? Bradykardia. I ból głowy. Pierdolony ból głowy, dzięki któremu masz ochotę palnąć sobie w łeb. Właściwie, to nawet nie potrzebujesz takich luksusów. Wystarczy Ci pędzący samochód albo tłum rozwścieczonych przeciwników mutantów.
Te dni podczas których mutacja dawała mu znać, że już za kilka miesięcy go zabije były naprawdę super. Serio. Kiedy indziej - tak się w ogóle mówi? Nie ważne. Kiedy indziej Will miał okazję porozmyślać o tym, jakie żałosne życie wiedzie? Najgenialniejszy człowiek świata bez studiów, który sam, własnoręcznie spieprzył wszystko, co dostał od życia. Mógłby zacząć nazywać się odwrotnym Midasem: jak czegoś dotknie, zamienia to w gówno. Ej, może to tak naprawdę była jego moc?
Zorientował się że trzyma w ręce pudełko z kodeiną. Albo w sumie nie, właściwie nie był w stanie przeczytać co było na opakowaniu. Właściwie, to nie był w stanie sobie przypomnieć sobie skąd ją teraz wziął. Zabrał ją ze sobą kiedy jeszcze dobrze się czuł czy jakoś się do niej doczołgał? Nieistotne. Łyknął tabletkę. W zasadzie nie był pewien czy już jakiejś nie łyknął, ale hej, skoro nie czuł się naćpany, to znaczyło że jeszcze nie przesadził. Chyba, właściwie to nie wiedział. Zasadniczo, jak na geniusza to naprawdę mało wiedział. Na przykład: jak nie zrażać do siebie ludzi. Aaalbo: jak nie spierdolić każdej możliwej relacji. Robią z tego jakieś internetowe kursy?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Sally Halloway



I find it kinda funny, I find it kinda sad The dreams in which I'm dying are the best I've ever had

wizje astralne

50%

powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie





name:

Sally Halloway

alias:
vision

age:
25

Wysłany: 2018-02-08, 14:20   
  

   Wygrała, bo Ronnie nie patrzył


/14.02

Osobiście? Sally nie chciała mieć nic wspólnego ze świętem zakochanych. Przypominało to jej tylko jak bardzo była samotna. Szczególnie teraz, kiedy Ronnie znikną, Bóg wie gdzie i na jak długo. Alba i Colleen były chyba pochłonięte własnymi sprawami i Halloway nie miała zamiaru wchodzić w to ze swoimi butami. Tak, zdecydowanie samotność doskwierała jej bardziej niż zwykle. Zdawała sobie sprawę, e tak naprawdę to nie miała przy osoby, która mogłaby kupić jej tego cholernego kwiatka i tandetnej czekoladki w kształcie serduszka. Niby to nie było takie ważne, ale jednak.
Dlatego siedziała dzisiaj w szpitaliku, licząc, że może chociaż tutaj się na coś przyda. Przeglądała zapasy, robiła porządek w lekarstwach, bandażach i innych tego typu artykułach. Przekładała je chyba z milion razy. I faktycznie miała się przydać. Przyszedł do niej jeden z mieszkańców obozu i powiedział, że w pokoju obok chyba ktoś źle się czuje, bo cały czas wymiotuje. Jak wiadomo, ściany mają uszy. A tak naprawdę były zbyt cienkie, aby zachować jakąkolwiek prywatność. Spakowała więc wszystko co może być potrzebne, łącznie z butelką wody. Podejrzewała, że to najszybciej pomoże przy dolegliwości nowego pensjonariusza. Chwilę później znalazła się pod drzwiami odpowiedniego pokoju. Zapukała dwukrotnie. - Wchodzę - poinformowała, a następnie nacisnęła klamkę i weszła do środka. Ostrożnie ruszyła w głąb pokoju, orientując się, że tam musi znajdować się "poszkodowany". W pierwszej chwili ona sama zesztywniała, patrząc się na mężczyznę, który znajdował się w małej łazience blisko muszli klozetowej. Spodziewała się spotkać tutaj każdego, ale nie jego. Chociaż, dlaczego? Prawdopodobieństwo było to samo. Czuła jak zapiekły ją oczy. Po chwili dopiero dopadła do bruneta, wyrywając mu opakowanie z rąk. Przełknęła ślinę. - Ile tego wziąłeś? - spytała słabym głosem. Owszem, chciała krzyczeć, ponieważ nie wiedziała jak inaczej poradzić sobie z natłokiem emocji. Położyła dłonie na jego policzkach, zmuszając go do spojrzenia na jej twarz. Czy w ogóle był w stanie rozpoznać Sally? - Danny, powiedz co Ci jest? - spytała. Skąd miała wiedzieć, że tak naprawdę miał na imię Will. Zresztą w tym momencie wydawało się to być najmniejszym problemem. Musiała go zabrać z tej cholernej podłogi.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-08, 21:44   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Prawdopodobnie nawet by nie zauważył, że ktoś wszedł do pokoju, gdyby nie to przeklęte światło. Syknął gwałtownie kiedy jego ból głowy nagle się nasilił. Zacisnął powieki, ale niewiele to dało, to cholerne światło ciągle sączyło się przez cienką skórę. Jęknął na myśl o tym, że będzie musiał wstać i pójść do drugiego pokoju, właśnie w kierunku światła, żeby je wyłączyć. Zadanie wydawało mu się równie proste, co wspinaczka na Kilimandżaro.
Uchylił powieki dopiero kiedy usłyszał, że ktoś idzie w jego kierunku. Nie miał broni, był nieprzygotowany, jeśli po niego przyszli... Tak czy siak nie byłby w stanie nic z tym zrobić, nie teraz. Z resztą, był w samym środku terenu Bractwa. Jeśli coś by się działo, usłyszałby. O ile Colleen go nie zdradziła.
Jeśli to był ktoś od niej, to kwestia minut zanim dowiedzą się, w jak kiepskim jest stanie. Spróbował przyjrzeć się sylwetce, ale to było praktycznie awykonalne przez to cholerne światło. Miał wrażenie jakby cały świat przyśpieszył - nie, jakby to on zwolnił i nie był w stanie nadążyć za rzeczywistością. Obraz nie był płynny, jakby jakiś pięciolatek powycinał po kilka klatek z filmu. Teraz już nie kręcą na filmie. Zorientował się, że postać zabiera mu leki dopiero kiedy nie miał ich w ręce.
- Hej... - powiedział próbując je złapać. Axon, człowiek który nie dał się złapać rządowi przez jedenaście lat... Mógł sobie tylko wyobrażać jak żałośnie wyglądał w tym momencie.
Poczuł dłonie na swojej twarzy zanim jeszcze je zobaczył. Usłyszał pytanie, ale niewiele go ono obchodziło, było coś istotniejszego. Powiedziała: Danny. Nie przedstawiał się nikomu w Bractwie, znali go po prostu jako Axona. W tej sylwetce, w tym głosie... było coś znajomego. Zaryzykował, otworzył szerzej oczy - dosłownie w sekundzie tego pożałował - ale to wystarczyło.
Parsknął śmiechem. Mocniej rozbolała go od tego głowa, ale cholera, co miał innego zrobić? Ludzie często śmieją się w dziwnych momentach, żeby odpędzić strach, zakłopotanie albo kiedy zdadzą sobie sprawę, jak bardzo są w dupie. Will właściwie nie wiedział z jakiego powodu się śmieje.
To była Ally, ostatni raz widział ją... dawno. Czy ona tu faktycznie była? Może jednak przesadził z kodeiną? Wtedy nie powinno tak boleć. Ciśnienie krwi zaczynało niszczyć jego mózg? To by znaczyło, że stanie się to, czego bał się najbardziej, że za niedługo zacznie wariować. Nie był w stanie wziąć tego na poważnie, nie w tym momencie. Popełni rytualne sudoku później, kiedy już będzie w stanie załamywać się nad własnym losem.
- Mogłabyś zgasić światło? - spytał tym swoim półprzytomnym, lekko bełkotliwym głosem.
Właściwie nie obchodziło go to czy Sally faktycznie tu była. To nie było w tym momencie istotne. Bardziej zastanawiało go czy miała zamiar go zamordować gołymi rękami. Choć nie, chyba była na to zbyt dobra. Wyszedł bez słowa wyjaśnienia czy pożegnania... ale czy to nie było dla nich najlepsze możliwe wyjście? On od zawsze szedł na dno, ona miała przed sobą resztę życia. Powinna żyć dalej, póki nie była aż tak zniszczona i cyniczna.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Sally Halloway



I find it kinda funny, I find it kinda sad The dreams in which I'm dying are the best I've ever had

wizje astralne

50%

powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie





name:

Sally Halloway

alias:
vision

age:
25

Wysłany: 2018-03-04, 22:55   
  

   Wygrała, bo Ronnie nie patrzył


Fala emocji i wspomnień uderzyła w nią, kiedy tak patrzyła na niego. Nie sądziła, że spotka na swojej drodze Daniela. A co w tym było najśmieszniejsze? Nie potrafiła w tym momencie go nienawidzić. Chyba w palecie wszystkich emocji i uczuć, nienawiść nie występowała. Nie wiedziała tylko jak ma mu pomóc. Zamurowało ją, tak po prostu i chyba nie ma się co dziwić. Nie tego spodziewała się, wchodząc do pokoju nowego członka bractwa. Wszystkiego, ale nie tego. A chyba jeszcze bardziej z pantałyku zbił ją wybuch śmiechu Daniela. Naprawdę aż tak bardzo go to bawiło?Sama Sally nigdy nie marzyła o ponownym spotkaniu. Dlaczego? Bo bała się, że będzie za bardzo bolało.
- Jasne - wykrztusiła, znajdując wyłącznik światła. Po chwili pokój spowiła ciemność, do której jej oczy musiały się przyzwyczaić. Wzięła kilka głębszych wdechów, a następnie wróciła do Willa. Czuła jak trzęsą się jej ręce, ale próbowała zignorować ten fakt i znalazła gdzieś ręcznik. Zmoczyła go wodą, po czym zaczęła delikatnie ocierać mu twarz. Musiała improwizować, gdzieś tam znalazła pewnie jakiś kubeczek, w którym trzymało się szczoteczki do zębów i napełniła go wodą. Za specjalnego wyboru nie miała. Nie czas też było na pytania i poważne rozmowy, kiedy widziała w jakim był stanie. - Danny, słyszysz mnie? Błagam, mów do mnie - mówiła półszeptem, aby nie drażnić jego wyczulonych zmysłów. Pod jego usta podstawiła wcześniej wspominany kubeczek z wodą. - Musisz się trochę napić - starała się mówić łagodnym, spokojnym głosem. Starała się nad sobą panować, ale jakoś nie bardzo jej to wychodziło. Na razie kucała przed nim, próbując wlać w niego chociaż trochę wody. Bała się, cholernie się bała. Nie tak wyobrażała sobie ich spotkanie po latach, bo nie czarujmy, pewnie jakoś sobie wyobrażała moment, w którym spotkają się po raz kolejny.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 7