Poprzedni temat «» Następny temat
McSorley's Pub
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-12, 11:57   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Czekam więc z niecierpliwością i otwartymi drzwiami! - Oznajmiłam radośnie na jego deklarację. Sama świadomość, że ma się choć jedną osobę, dla której warto trzymać choć jedną zamkniętą butelkę w kuchni napełniała mnie dziwnym optymizmem. Ten jednak szybko minął, ze względu na kolejne pytanie przyjaciela.
- No... Tak nie bardzo. Dziewczynę. - Odpowiedziałam z lekkim zażenowaniem, pocierając opuszkami palców brzeg swojej szklanki, po czym złapałam ją w dłoń, biorąc zdecydowanie za duży łyk. Skrzywiłam się na to, jednocześnie odgarniając swoje włosy do tyłu. - Zjebałam z nią tak samo, jak z Aaronem. - Dodałam w końcu uśmiechając się smutno. Tak to już ze mną było - sama podkładałam sobie kłody pod nogi, bojkotując każdą, ważną dla mnie relację. Może właśnie dlatego wpadłam w alkoholizm? Kolejne trunki nie pytały - one rozumiały.
Szybko jednak przeszliśmy na temat, który skutecznie odwracał moje myśli od wszystkiego, co ja złe uczyniłam.
- Nigdy nie wiesz, gdzie znajdzie się jakiś debil liczący na łut szczęścia. Nie chcę stracić kolejnej osoby, na której mi zależy. Nie przez taką głupotę. - Stwierdziłam dość smutno, patrząc Dale'owi w oczy. On mógł się czuć pewnie, może i miał swoją super moc. Ale ja byłam tylko człowiekiem. Człowiekiem, który stracił zdecydowanie zbyt wiele. No i lata temu pewnie sama okazałabym się tym debilem... Uścisk dłoni mężczyzny niby dał mi chwilę ukojenia. Wciąż jednak nie mogłam się przestać martwić, co zapewne Fowler mógł wyczytać z mojej twarzy. Po co jednak mamy przed sobą butelkę, czyż nie?
Na pytanie mego kompana, przechyliłam swoją szklankę dopijając to, co w niej zostało. Niech się dzieje wola nieba, czy jak to tam było... Odstawiłam szklankę na blat z lekkim hukiem, po czym chwyciłam niedokończoną przez nas butelkę, dokładnie ją zakręcając i chowając do torby. W końcu za to płacimy, nie? Mamy pełne prawo zabrać ją ze sobą. Uśmiechnęłam się do przyjaciela, zabierając wszystkie swoje rzeczy.
- Idziemy. - Oznajmiłam, po czym razem udaliśmy się w stronę wyjścia, wcześniej opłacając nasz rachunek...

[z/t x2]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Febe Duarte



I'm perfectly able to hold my own hand.

Manipulacja przewodnictwem nerwowym

77%

wolontariuszka





name:

Febe Duarte

alias:
Hodgkin

age:
28

height / weight:
178/65

Wysłany: 2018-06-16, 17:33   

5. kwietnia popołudnie
Była świeżakiem i nic nie wiedziała, ostatnie tygodnie przypominało bieganie, gdy wszystko na około się wali i do tego zaczęło się palić. Robiła to, co akurat wypadło do zrobienia - koce do rozdania, zapasy do uporządkowania i spisania, nie gadanie o wszystkich zabitych, co akurat było proste, jak i podpinanie kabli. Febe bardzo starała się nie myśleć, że dołączenie do Bractwa w tej chwili było błędem, sama nie poradziłaby sobie lepiej, na pewno nie w momencie, gdy skończyłyby jej się pieniądze.
Jedynym plusem jej sytuacji, jako nowej twarzy, było w miarę bezpieczne przejście się do Westside do Walmartu, gdzie niepokojąco łatwo wpisała się w grono jego dziwnej klienteli czy sklepu z elektroniką, gdzie na zapleczu odebrała paczkę. Pakunek był mały, ale dość ciężki, więc zakładała, że to dyski, ale nie zaglądała. Nikt jej z czasu nie rozliczy, więc ustawiła się na spotkanie ze znajomą, którą miała nadzieję wypytać o sytuację w mieście, jak na razie poza godziną policyjną więcej nie wiedziała.
Z plecakiem obciążonymi zakupami weszła do pubu, na oko oceniła to jako miejscówka dumnej biedoty pochodzenia irlandzkiego. Znakomicie, brzmiało jak połowa jej rodziny. Oczywiście kamery pojawiły się i tutaj, choć barman postawił przed jedną dumę dublińskiej gorzelni, zresztą kogo było tu stać na Jamesona. Wątpliwe, aby bywalcy stąd wspierali sprawę mutantów, raczej był to zwyczajny pasywny i złośliwy bunt niższej warstwy społeczeństwa. W końcu zajęliby się zasiłkami, a nie dziwadłami.
Febe zamówiła ciemne piwo i odeszła z nim do stolika w głębi lokalu, z którego widział drzwi wejściowe. Wyrobiła się trochę wcześniej przed wyznaczonym terminem. Zresztą nie wiedziała czy Sam była bardzo przywiązana do punktualności. Wzięła sceptycznie łyk piwa, wolałaby kawę, ale takie zamówienie mogłoby obrazić barmana i trzech starszych bywalców siedzących przy barze, a tego by nie chciała.
_________________
Febe Duarte
You should be happier now, with no one to pray to. Or would you love to break your knees from begging and praying? Just like a reverend, like a reverend on the radio. Your heart will never say so. Your heart will never let go.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-16, 18:30   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wciąż nie czułam się komfortowo wychodząc. Wciąż miałam wrażenie, że wszyscy mnie obserwują. Że źle się dzieje. Że w każdej chwili mogę kogoś narazić na niebezpieczeństwo. Otrzymując jednak wiadomość od Febe - nie mogłam jej zignorować. Przed kilkoma miesiącami wiele ryzykowała, by mi pomóc. Już nie raz miałyśmy szansę razem pracować, przez moją współpracę z FPTP i jej.... Przypadłość.
Wiedziałam jednak, że nasze dzisiejsze spotkanie będzie wyglądać inaczej, niż jakiekolwiek wcześniejsze. Dzisiaj nie byłyśmy wolnymi ludźmi. Nie przy tej ilości kamer, patroli, przy moim nowym nabytku... Nim weszłam do pubu, podparta na kulach, upewniłam się, że w kieszeni mojej kurtki wciąż znajduje się niewielka, zwinięta karteczka. Od niej dzisiaj wiele zależało...
Przełknęłam głośniej ślinę, po czym popchnęłam drzwi od tego wątpliwej jakości lokalu. Hah. Zabawne. To właśnie tu spotkałam się po latach z Dalem. Miałam tylko nadzieję, że tym razem historia nie zatoczy koła...
Rozejrzałam się po lokalu, próbując namierzyć pannę Duarte. Wciąż miałam wątpliwości, czy w ogóle powinnam była odpowiadać na jej wiadomość. W końcu... Dalej miałam wszyte to dziwne urządzenie, pod skórą na karku.
Zatrzymałam się na sekundę przy barze, prosząc o jedno piwo. Nie byłam pewna, czy powinnam je pić, jednak... Samo przebywanie w tym lokalu zdawało się mnie do tego zmuszać. W sumie powinnam się cieszyć - w końcu pierwszy raz od kilku dni nie dokuczał mi ani kac, ani to dziwne upojenie. Czyżby w końcu się uspokoiło?
Całe szczęście barman sam zaoferował się z doniesieniem trunku do stolika, na co uśmiechnęłam się, machinalnie, bez emocji. Nie minęła też sekunda, gdy ruszyłam swoim ślimaczym tempem ku stolikowi zajętemu przez mą dzisiejszą towarzyszkę.
- Hej. - Rzuciłam, niby lekko, zajmując wolne miejsce naprzeciwko. Mimo wszelkich starań, nie udało mi się ukryć bólu, jaki malował się na mojej twarzy w trakcie siadania. Niby minął już miesiąc od moich nieszczęsnych... przeżyć? Wciąż jednak boleśnie odczuwałam ich skutki.
Gdy tylko barman doniósł ten nieszczęsny kufel, przesunęłam nim po stole w taki sposób, by móc zostawić jak najbliżej kobiety krótką notkę:
Ukryj: 
Nie mów za dużo. Oni wiedzą.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Febe Duarte



I'm perfectly able to hold my own hand.

Manipulacja przewodnictwem nerwowym

77%

wolontariuszka





name:

Febe Duarte

alias:
Hodgkin

age:
28

height / weight:
178/65

Wysłany: 2018-06-20, 22:24   

Powinna wstać, podejść i pomóc, ale czuła się zbita z tropu, gdy zobaczyła Sam kulejącą. Pacyfikacja FPTP odbyła się przed tygodniami i w przekazach nikt się nie chwalił brutalnością podjętych środków przymusu bezpośredniego, jak to ładnie określały prorządowe szmatławce. To powinno wypłynąć, w FPTP byli ludzie, nie same mutanty i postulowali pokojowe rozwiązanie, a w zamian zostali potraktowani, jak przestępcy. Nie była idealistką, ale konstytucja, podstawowe prawa właśnie poszły się kochać, skoro wystarczy machnąć stanem wyjątkowym i terroryzmem. Powinna uciekać i może nie powinny się spotkać, bo właśnie ściąga na Sam jeszcze większe problemy, o ile jeszcze się dało.
W końcu gdy barman eskortował do stolika dziewczynę, Febe podniosła się i odsunęła krzesło, a potem zajęła z powrotem swoje miejsce. Spojrzała na karteczkę, która dyskretnie została jej podsunięta, postarała się nie spinać. Nie bawiła się w ledwie widoczne gesty, wszystko byle nie dać pretekstu. Oparła się wygodniej o krzesło, lekko się uśmiechnęła, miała nadzieję, że wydawała się zachowywać naturalnie.
- Dobrze cię widzieć. Czujesz się lepiej, niż wyglądasz czy odwrotnie? - zagadnęła spokojnie.
- Nie spodziewałam się, że barman jest takim dżentelmenem - nie dodawała dalszej części, że w przeciwieństwie do innych, jak Duarte podejrzewała ci inni byli trepami z DOGSów.
- Dostałaś się tutaj bez problemu? Mam trochę wyrzuty sumienia, że tak cię fatygowałam, bo postanowiłam sobie pochodzić po okolicznych szlakach.
Febe starała się używać, jak najbardziej neutralnych stwierdzeń, nie wiedziała czy poza podglądaniem ich mogą również podsłuchiwać. Równocześnie dalej siedziała swobodnie, popijając małymi łykami. Z zewnątrz starałą się wyglądać całkowicie normalnie, bez przyciągania uwagi.
_________________
Febe Duarte
You should be happier now, with no one to pray to. Or would you love to break your knees from begging and praying? Just like a reverend, like a reverend on the radio. Your heart will never say so. Your heart will never let go.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-21, 14:30   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Tak w sumie... Dziś jest całkiem nieźle. - Stwierdziłam z lekkim uśmiechem na ustach, bo rzeczywiście - dziś czułam się całkiem dobrze. Nie dokuczał mi ból głowy, wzrok mi nie wirował a żołądek się nie buntował. Co prawda... Może i bardziej odbierałam symptomy bólowe, ale w sumie chyba wolałam to od wiecznego nawalenia i niemiłosiernego kaca.
Tak. To zdecydowanie było lepsze.
- Powiedzmy, że jestem tu już znanym bywalcem. - Pozwoliłam sobie na żart, bo - rzeczywiście - barman z pewnością już mnie kojarzył. W przeciągu ostatnich kilku miesięcy stanowczo zbyt często odwiedzałam ten lokal. No... Przynajmniej do czasu tych... Nieszczęśliwych wypadków.
- Nie mam tu daleko, więc wiesz. Żaden problem. - Odparłam po chwili na jej pytanie, przywołując na twarz choćby cień uśmiechu, co by nie wydać się kompletnie pustym w środeczku ludziem. Co prawda, szansa na to, że zdołam się zachowywać tak radośnie jak niegdyś, była niemal znikoma, ale czemu choćby nie spróbować poudawać?
- Wracasz na stare szlaki, czy chcesz poznać nowe? - Zapytałam, próbując wybadać teren. Nie bardzo jeszcze wiedziałam, czemu miało służyć to spotkanie. W końcu sama byłam chwilowo na uboczu od wszelkich dziwnych wydarzeń. No i... Miałam świadomość, że jakiekolwiek posunięcia choćby trochę zbliżone do tych, które podejmowałam za czasów FPTP mogą się dla mnie źle skończyć. Nie miałam jednak sumienia odmówić, komukolwiek, kto kiedykolwiek zrobił coś dla mnie. Tym bardziej teraz, gdy choć przez chwilę miałam całkowicie trzeźwy umysł...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Febe Duarte



I'm perfectly able to hold my own hand.

Manipulacja przewodnictwem nerwowym

77%

wolontariuszka





name:

Febe Duarte

alias:
Hodgkin

age:
28

height / weight:
178/65

Wysłany: 2018-06-28, 20:52   

Skinęła głową, przynajmniej tyle, że nie ciągnęła ją ledwo żywą na peryferie miasta. Co prawda Febe przyjęła, że Sam mówi tylko o obrażeniach, które były widoczne, nie miała bladego pojęcia, że u znajomej aktywowała się mutacja. Może byłaby w stanie domyślić się, że zdarzenia z poprzedniego miesiąca mogłyby się do tego przyczynić, ale jej myśli krążyły wokół wielu tematów na raz. Pomimo jej uporczywych starań, aby zajmować się jedną sprawą na raz, dalej kołatało jej z tyłu głowy, że oni wiedzą i będzie musiała kluczyć, zanim wróci do magazynów. Nie wykluczała, żeby spędzić noc w pustostanie, a przynajmniej przeczekać parę godzin.
- O, może już jesteś w programie lojalnościowym barze, jakieś zbieranie pieczątek i dziesiąte piwo gratis - albo, co bardziej przydatne, nagły atak słabej pamięci stałej obsady McSorley’a w razie pogawędki z dogsami. O ile ci ostatni nie dysponowali środkami, dzięki którymi nie musieli się zniżać do zadawania pytań bywalcom tej speluny w pół drogi do mordowni.
Sięgnęła po swoje piwo, nie rozglądała się po bokach, Febe wątpiła, żeby była w stanie dostrzec ogon, gdyby taki przydzielili agenci Sam, więc po prostu przyglądała się swojej rozmówczyni. Coś się zmieniło, nie znały się tak dobrze, żeby mogły w sobie tak łatwo czytać.
- Nowe, choć nie tak odległe od starych szlaków, trochę trudniejsze przy obecnych warunkach. Chyba praktycznie ja jedna z naszych starych znajomych dalej w to brnę? - Chciała się dowiedzieć czy coś jeszcze zostało ze struktur FPTP, najwyraźniej, jeśli ludzi nie odstraszyła pacyfikacja organizacji i odwrót głównej sponsorki, to musieli się przyczaić.
- Poza tym udało ci się w końcu ogarnąć ze spadkiem po babci? Szkoda, że nie mogłam wiele więcej pomóc. - Nie wiedziała, że to niedawno z Bractwa miał odejść jej brat, którego tak Samantha szukała. Jak na razie Febe dalej nie wiedziała za dużo o przeszłości Bractwa, wszyscy starali jakoś pozbierać wszystko razem i raczej nikt nie wchodził z obcą na trudne tematy.
_________________
Febe Duarte
You should be happier now, with no one to pray to. Or would you love to break your knees from begging and praying? Just like a reverend, like a reverend on the radio. Your heart will never say so. Your heart will never let go.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-12, 22:55   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Gdyby tylko Febe wiedziała, że Rząd wcale nie musi tu wysyłać swoich ludzi na przeszpiegi... W końcu ja byłam dla nich teraz idealną maszynką do zbierania informacji - jak bardzo tego nie chciałam. To pierdzielone ustrojstwo pod moją skórą, które codziennie mi przypominało, jak bardzo zjebałam, wciąż przecież działało. Wciąż wysyłało jebany sygnał, przez który wiedzieli gdzie jestem. Mogłam tylko liczyć na to, że spotkanie w Pubie zostanie raczej potraktowane jako moja normalna aktywność, tym bardziej, gdy z pewnością wszyscy już wiedzieli o moich problemach z alkoholem...
Na wymuszony żart, czy może raczej... Próbę nakierowania na jakiekolwiek "wtyki", jedynie wzruszyłam ramionami, przyciągając ku sobie kufel z piwem i biorąc z niego głębszy łyk. Wciąż miałam wyrzuty sumienia, ale w końcu... W końcu mogłam się czegoś napić, bez ciągłego uczucia nawalenia...
- Chyba tak. - Odparłam, raczej smutno, wbijając swój wzrok w blat stołu. Dalej było mi wstyd. Dalej czułam się źle sama ze sobą. Niby wiedziałam, że podpisanie tamtych dokumentów nie do końca było moją wolą, a jednak... Miałam wrażenie, że to właśnie przeze mnie cierpiał Aaron. Że to właśnie przez moje decyzje również znaleziono haki na FPTP. Po prostu... Czułam się winna tego wszystkiego, mimo, że przecież dobrze wiedziałam... Nie byłam w tym sama.
- Szczerze... Od jakiegoś czasu prawie nie mam z nikim kontaktu. Prawie nie wychodzę z domu. Jeśli potrzebujesz noclegu albo pracy, obawiam się, że nie dam rady Ci nic skołować. - Dodałam po chwili, jakbym rozmawiała ze starą znajomą ze studiów, która właśnie zjechała do miasta z poszukiwaniu szczęścia. Był to jednak jedyny sposób, by cała ta rozmowa nie wydała się podejrzana dla zbyt gumowych uszu. W końcu... Już raz, przez zbyt pewne zachowanie ktoś bliski mi ucierpiał. Heh. Zabawne, że akurat w tym samym miejscu...
- Tia... Powiedzmy. Ale chyba przyniosło to więcej problemów, niż oczekiwałam. - Odparłam z westchnięciem, próbując przywołać jakikolwiek uśmiech na ustach. - Powiedz mi lepiej, czy ostałaś się gdzieś na dłużej, czy dalej koczujesz? - Cóż. Byłam ciekawa, czy mam szansę na jakąkolwiek pozytywną relację, gdzie nie jestem osądzana. W końcu ostatnio nic w moim życiu nie wychodziło. Przydałby się w końcu jakiś zwrot, ku lepszemu...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2020-05-19, 13:14   

22 maja

Ten dzień był nieco lepszy niż wczorajszy. Kupiła sobie nowe ciuchy na tyłek. Mogła sobie w końcu normalnie zjeść. Oczywiście nie wynajmowała pokoju bo nie chciała ryzykować jeszcze za bardzo utraty pieniędzy. Nie wiadomo jak szybko uda się jej znaleźć pracę. Poza tym, pieniądz szybko się rozchodzi a ona musiała być zabezpieczona. Przeciągnęła się lekko czując się naprawdę lepiej. Do tego nie musiała się bać o to, że skrzydła zniszczą jej nowe rzeczy bo szczerze. Nie miała się czym martwić. Nikt jej tutaj nie znał, nikt nie zwracał uwagi. Uśmiechnęła się lekko i zamówiła sobie naleśniki i dużą pepsi. Usiadła do stolika i zaczęła jeść czekając na swojego znajomego. Nie spieszyła się bo nie miała powodu do tego, miała dużo czasu bardzo dużo.
[Profil]
  [A+]
 
Gabriel Lacroix



I'm the Blood Red Sandman coming home

zadawanie bólu wzrokiem i wampiryzm

78%

Likwidator mutantów





name:

Gabriel Lacroix

alias:
Dark Prince/Beast

age:
30

height / weight:
180/70

Wysłany: 2020-05-25, 21:29   

/22 maj/

Gabriel układał sobie w głowie co musi zrobić by zbliżyć się do Ester. Była ona siostra osoby, która miał.znaleźć z Aaronem. Fakt, że kobieta nie wracała do swojego domu nie ułatwiał jej. Zastanawiał się czy nie skonsultował się ze swoim partnerem z misji.
A w życiu! Nie dam mu tej satysfakcji - pomyślał.
Lacroix jeszcze znajdzie sposób by złapać ta rudą kobietę i przycisnąć ją by wyśpiewała wszystko o swoim bracie.
Jednak teraz Dark Prince miał spotkanie prywatne. Załatwił dla Jupiter ładowarkę.
Ruszył pod wskazany adres gdzie sam zaproponował.
Zaraz wszedł do środka i ujrzał kobietę.
Gabriel zamówił sobie kawę i domowej roboty kanapkę.
Następnie ruszył do swojej znajomej.
- Witam piękną panią. - rzekł.
Zaraz bez pytania się przysiadł. Następnie podał jej ładowarkę.
- Mam jeszcze gazety publicystyczne i takie gdzie szukają tłumaczy - powiedział i z plecaka wyjął sporo makulatury i położył na stoliku.
_________________



Dark Prince
<tbody></tbody>
Don't get too close. It's dark inside. It's where my demons hide
[Profil]
  [B+]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2020-05-26, 16:26   

Właśnie zajadała się z apetytem gdy nagle dostrzegła swojego nowego znajomego. Uśmiechnęła się na jego widok i oblizując usta przeniosła na niego wzrok.
- Nie jestem taka piękna. Ludzie biorą mnie za jakiegoś potwora z tatuażami.
Wyszczerzyła się pod nosem bo szczerze, nie wiedzieli połowy o niej a oceniali ją tylko ze względu na tatuaże. Ale miała to gdzieś, przeżyła znienawidzenie przez rodziców więc co mogło być gorszego? A no tak, wpakowanie jej do pudła przez nich osobiście. Ale wracając do sprawy. Gdy tylko dosiadł się do niej wywalając na stolik stos papierów uniosła brew. Cóż, ciekawe..będzie miała w czym przebierać.
- Dzięki.
Dodała podnosząc ładowarkę i pakując ją do kieszeni.
- Sporo tego. Ale będzie w czym szukać. Nie wiem w prawdzie mówiąc jestem Ci sporo wdzięczna...nie wiem, jak mogłabym Ci się odwdzięczyć?
Zapytała przenosząc na niego wzrok z uśmiechem na ustach.
[Profil]
  [A+]
 
Gabriel Lacroix



I'm the Blood Red Sandman coming home

zadawanie bólu wzrokiem i wampiryzm

78%

Likwidator mutantów





name:

Gabriel Lacroix

alias:
Dark Prince/Beast

age:
30

height / weight:
180/70

Wysłany: 2020-05-28, 17:57   

- Wiesz nie trzeba do siebie brać to co myślą inny. Gdybym ja tak robił pewnie bym zwariował - mówiąc to zaśmiał się.
Choć Gabriel ostatnio często zastanawiał się nad sobą. Cóż... nie zmieni tego co zrobił i zawsze będzie bezdusznym potworem. Choć umie przywierać maski i... cóż przez przejścia w swoim domu stał się kim się stał, a D.O.G.S kiedy go złapało po prostu go jeszcze udoskonaliło.
Czy on miał człowieczeństwo? Raczej miał. Tak to by przecież nie pomógłby Jupiter. Naprawdę przypadkowe spotkanie ze swoim bratem o którym przez D.O.G.S zapomniał. Pytanie w końcu kto tu był większym potworem on czy całe to zgromadzenie.
Jednak Lacroix nie chciał nad tym się zastanawiać, a także, że jak Jupiter dowie się z jakiej organizacji jest to ucieknie gdzie pieprz rośnie. Nawet jak by ją ugryzł to pewnie by dostał w twarz i więcej by jej nie zobaczył. Taka osoba jak Gabriel nie zasługiwał na szczęście nawet i na zwyczajnych znajomych. Na razie jakoś dobrze mu idzie i relacji, która się zaczęła tworzyć pomiędzy nim i Czarnulką nie zepsuł.
Niby Gabriel uśmiechał się, ale to, że to, że chciała mu się odwdzięczyć zaskoczyło go. Jednak nie było widać tego po jego mimice twarzy.
- Nie ma sprawy, po prostu... chciałbym się nie raz z tobą widywać. To mi wystarczy - powiedział.
Serio Gabriel? nic więcej nie chcesz? - usłyszał jakby głosik w swojej głowie. Oczywiście od razu to coś spacyfikował i po prostu olał.
- I co zamierzasz dalej? - zapytał.
_________________



Dark Prince
<tbody></tbody>
Don't get too close. It's dark inside. It's where my demons hide
[Profil]
  [B+]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2020-05-30, 13:26   

Musiała przyznać, że faktycznie był inny. Nie oczekiwał niczego w zamian nie licząc oczywiście spotkań raz na jakiś czas. No ale czemu nie? W końcu od czasu do czasu spotkać się na kawie czy coś czemu nie? Towarzyskie spotkania mile widziane.
- Niby tak, ale wiesz jak to jest. Jeden coś powie, inny dołoży i masz z rondelka kocioł. A nie chciałabym by gestapowcy mnie dopadli przez to, że straciłam na chwilę rozeznanie w sytuacji.
Westchnęła uśmiechając się lekko.
- Wiesz...czemu by nie. Spotkać się od czasu do czasu na kawie i pogadać.
Skinęła głową z uśmiechem na ustach.
- Da się zrobić.
Dodała i upiła odrobinę coli przenosząc wzrok na mężczyznę. Sama miała już na tyle dobrze, że jej skrzydełka były bezpiecznie "schowane". Nie musiała się zatem obawiać nagłego wyskoku z tekstem "mamo, mamo zobacz anioł!". Tsa...anioł, ciekawe jak bardzo upadła, skoro miast białych otrzymała czarne? No ale odgoniła myśli przenosząc wzrok na Gabriela.
- Co zamierzam? Zgłosić się za pracą, odłożyć na wynajem mieszkania. A potem normalnie żyć. Z dala od problemów o ile to jest w ogóle możliwe.
Przyznała z powagą.
[Profil]
  [A+]
 
Gabriel Lacroix



I'm the Blood Red Sandman coming home

zadawanie bólu wzrokiem i wampiryzm

78%

Likwidator mutantów





name:

Gabriel Lacroix

alias:
Dark Prince/Beast

age:
30

height / weight:
180/70

Wysłany: 2020-06-22, 21:34   

- No tak, no tak. Coś wiem na ten temat - odparł Gabriel.
Niestety Francuz wiedział jak to jest. Nawet jakby chciałby kiedy być miły i się starał. Zawsze był ten najgorszy, bo gdyby ludzie widzieli jego kły szybko by uciekali, a inny mutanci cóż... już mi przykleili plakietkę złola, dupka, psychopaty itd.
O czym jeszcze mógł pogadać z Jupiter? Jakoś nie miał pomysłu. Od zawsze ludzie nie bardzo chcieli z nim rozmawiać. A on sam? Często nie miał humoru i wolał swoje towarzystwo i swojego głosu w głowie. No tak to był jego przyjaciel i wróg w jednym. No ale co poradził jak Gabriel niby wygląda na porządnego mężczyzny i urodą grzeszy, ale ma nierówno pod sufitem. No, ale lepiej nie straszyć Jupiter. Pewnie kiedyś dowie się kim jest tak naprawdę Francuz i wtedy go znienawidzi. No, ale taki los bruneta.
- Wiesz dużo bym dał za własne mieszkanie i za... nie ważne - odrzekł.
To fajnie, że chociaż w jakiś sposób mógł pomóc Jupiter.
_________________



Dark Prince
<tbody></tbody>
Don't get too close. It's dark inside. It's where my demons hide
[Profil]
  [B+]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2020-06-26, 21:23   

- Nie zawsze można mieć wszystko co się chce prawda? Czasem trzeba zacisnąć zęby i brnąć dalej.
Westchnęła cicho i przeniosła wzrok na bruneta.
- Wiesz, ja też chciałabym posiadać dom, ale niestety. Do Polski nie wrócę, tutaj...tutaj jestem skazana na tułaczkę. Wszędzie coś się dzieje, nigdzie nie jest bezpiecznie.
Przyznała z powagą na twarzy a słysząc o tym, że nie tylko chciałby własny dom uniosła brew.
- Co takiego?
Uniosła brew, chciała by z siebie wyrzucił to co mu leży na wątrobie ale czy to zrobi nie wiedziała, w końcu nie znała go za dobrze, szczerze? W ogóle go nie znała. Do tego też Aarona, którego miała okazję poznać. Ale co począć, obaj wydali się jej całkiem uprzejmi i chętni do pomocy.
[Profil]
  [A+]
 
Gabriel Lacroix



I'm the Blood Red Sandman coming home

zadawanie bólu wzrokiem i wampiryzm

78%

Likwidator mutantów





name:

Gabriel Lacroix

alias:
Dark Prince/Beast

age:
30

height / weight:
180/70

Wysłany: 2020-07-03, 23:54   

- Tak trzeba, albo po prostu przeciwstawić się i walczyć - przyznał.
Zamyślił się.
- Jeśli spotkasz ludzi co utrzymają dla siebie twój sekret i nie będziesz się wychylać da się przetrwać. Tylko uważaj na tą organizacje. Zawsze jest jeszcze Bractwo czy Rebelia - odparł.
Ostatnie zdania powiedział szeptem by Jupiter tylko go słyszała.
Mało, że się nie wkopał.
- Sprawa jest dość skomplikowana i...prawdopodobnie nie ma dla mnie ratunku. Dlatego jak już się rozejdziemy to patrz uważnie czy ktoś cię nie śledzi. Po prostu nie chce być przeze mnie miała kłopoty - wyjaśnił.
Może trochę na okrętkę ale wyznał jej co jest grane.
Poza tym jak od kogoś dowie się co on robi to ich racja się skończy i już nie odnowi.
Może u ludzie uważają Gabriela za potwora, ale ten potwór czuję się samotny. Nawet krótka rozmowa czy milczenie też coś dają.
_________________



Dark Prince
<tbody></tbody>
Don't get too close. It's dark inside. It's where my demons hide
[Profil]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7