Poprzedni temat «» Następny temat
Dawny gabinet Mózgu Bractwa
Autor Wiadomość
The Gifted



Sprawy techniczne i fabularne.

Konto Specjalne

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-02-02, 20:15   Dawny gabinet Mózgu Bractwa


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-02, 20:58   
  

   2 Lata Giftedów!


| z bramy głównej.

Nadal nie mogłam się nadziwić, że Axon faktycznie zgodził się z nami współpracować. Nadal nie mogłam się też nadziwić, że po prostu, tak o, wzięłam go, nie myśląc o konsekwencjach. Prawda była jednak taka, że brak konsekwencji i nic nie robienie mogło się okazać gorsze niż rzeczywiste problemy związane z "zatrudnieniem" Axona, bo już mi było wszystko jedno. Mogło być źle, albo jeszcze gorzej, ale to i to było okropną perspektywą, więc postanowiłam podjąć ryzyko. A, niech mnie mają za głupią idiotkę. Już i tak nie wzbudzałam respektu wśród mieszkańców Bractwa, ale przynajmniej starałam się coś robić. Tak to sobie właśnie usprawiedliwiałam, żeby nie mieć absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Najwyżej pożałuję, ale jakbym go nie zwerbowała to też bym żałowała.
Bądź co bądź droga do biura upłynęła nam w ciszy. Najwidoczniej ani ja, ani Axon nie wiedzieliśmy, co możemy sobie powiedzieć. Ja byłam zbyt zaskoczona, za bardzo nie wiedziałam co robić, a tym bardziej co mówić, dlatego postanowiłam milczeć, a na pewno do momentu, gdy dojdziemy do biura.
Nie spędzałam w tym miejscu zbyt wiele czasu. Nie umiałam jakoś przesiadywać w gabinecie mamy, które przecież stało się moim. Na całe szczęście mieliśmy tu też pusty pokój z komputerami i z całą papierologią Bractwa, którą Axon mógł śmiało przejąć. Byle tylko nie wykorzystał tego przeciw nam...
- Okej, tutaj mamy główne biuro Bractwa. - oznajmiłam mu, gdy znaleźliśmy się przed budynkiem - W środku będziesz miał gabinet i znajdziemy ci też jakieś miejsce do spania. Dam ci też mapę obozu, ciężko się połapać na początku. - dodałam i wzruszyłam ramionami. Chciałam go jakoś wprowadzić w nasze życie, ale było mi głupio, bo przecież był znacznie bardziej inteligentny ode mnie i nie za bardzo chciałam robić z siebie idiotkę, choć przecież już dawno to zrobiłam
Weszliśmy do środka i wpuściłam chłopaka pierwszego do pokoju, który od teraz miał być jego gabinetem.
- Warunki nie są najlepsze, ale mam nadzieję, że to ci wystarczy. Mamy dwa komputery i cała papierologia Bractwa jest w tym pokoju. Wszystkie dane jakie mamy, wszystkie dokumenty. - wyjaśniłam mu i zaraz weszłam do pokoju za nim, z pudełka na jednej z półek wyjmując mapę Bractwa. Uśmiechając się łagodnie podałam mu ją do rąk.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-03, 12:20   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Absolutnie nie przeszkadzało mu to, że Colleen nie próbowała ciągnąć rozmowy. Mógł stawiać czoło ludziom, którzy chcieli go zabić mając do dyspozycji tylko swoją broń i trzeźwy umysł, ale to luźne, towarzyskie pogawędki sprawiały, że miał ochotę uciekać. Nie znosił tych wszystkich sztucznych uprzejmości i zajmowania się nudnymi tematami bez żadnej wagi czy znaczenia, po prostu czuł jak marnuje czas. Kiedyś aż tak mu to nie przeszkadzało, ale od kilku miesięcy coraz bardziej czuł nad sobą zegar odliczający mu resztkę czasu. Powinien go przeznaczyć na szukanie rozwiązań swoich problemów, a nie na dywagacje nad tegoroczną pogodą w Olympii.
Idąc do biura Bractwa zapamiętywał trasę i ułożenie budynków, tworząc sobie w głowie mapę okolicy. Zwykle się nie gubił, zbyt dobrze pamiętał gdzie jest i jak w to miejsce trafił - jednak te ciągle pojawiające się w jego mózgu neurony miały jakieś plusy, o ile akurat nie przyprawiały go o kolejne migreny. Przynajmniej kiedy będzie umierał, to ciągle będzie pamiętał jak dojść spod jego szkoły do tej budki z paskudnymi hot-dogami. Kto by nie chciał mieć takiej supermocy?
Budynek biura właściwie był taki, jakiego się spodziewał. Nigdy tu fizycznie nie był, ale nie raz dawał znać ludziom z tego budynku, że ma ich na oku. Sama ta perspektywa była dość dziwna, a z drugiej... nawet całkiem ekscytująca, chociaż Will nie był w stanie stwierdzić co było w tym budynku takiego niezwykłego. Ot, po prostu większy domek, w którym Bractwo urządziło sobie centrum dowodzenia.
Bardziej intrygujące mogło być to, że to biuro zostało już przez kogoś urządzone (kogoś, kto uważał wieszanie lampek choinkowych nad biurkiem za dobry pomysł). Kim mógł być poprzednik Willa i co się z nim stało? W najlepszym wypadku dostał coś innego do roboty, w najgorszym był martwy. Jak na razie nie miał zamiaru pytać o to Colleen.
Kiedy zobaczył ilość papierowych danych, wydał z siebie coś pomiędzy parsknięciem a ciężkim wzdychnięciem.
- Nie słyszeliście może o cyfryzacji danych?
Będzie się w stanie w tym połapać, ale będzie musiał na to dzień, może nawet dwa, a późniejsze odnajdywanie potrzebnych dokumentów zajmie masę, masę czasu. Podobny problem będą mieli w razie ewentualnej ewakuacji: nie wezmą ze sobą tyle makulatury, a dokładne zniszczenie tego wszystkiego to nie będzie kwestia kilku sekund. Cóż, przeniesienie wszystkich danych na dysk na razie też nie wchodziło w grę, Will miał ważniejsze rzeczy do roboty. Może jakiś biedak dostanie zadanie domowe.
Hopper wziął mapę od Colleen i dokładnie się jej przyjrzał. Może nie miał pamięci fotograficznej, ale póki jego mutacja działała i tak zapamiętywał rzeczy dużo szybciej niż inni ludzie. Przeanalizował kilka ścieżek, po których najprawdopodobniej będzie najwięcej chodził i oddał mapę Colleen.
- Okay, to chyba wystarczy - rzucił. - Na czym pracują wasi informatycy? Możemy potrzebować w najbliższym czasie sporo mocy obliczeniowej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-03, 18:39   
  

   2 Lata Giftedów!


Oparłam się o framugę drzwi, przyglądając się pomieszczeniu, które od dzisiaj biało być gabinetem Willa. Kiedyś James tu urzędował, sama osobiście zawiesiłam mu te śmieszne światełka choinkowe, żeby dodać temu smutnemu pokojowi trochę uroku. Oboje postanowiliśmy, że to miejsce będzie jednak lepsze dla Axona. Chciałam zapewnić mojemu nowemu mózgowi tyle prywatności, ile to możliwe, a James może korzystać z mojego gabinetu jak coś. Tak chyba było najwygodniej. Bądź co bądź nie myślałam o tym, żeby Axon interesował się, kto tu wcześniej urzędował, więc też nie miałam zamiaru opowiadać mu o moim Doradcy, który swoją drogą podczas dzisiejszej akcji strasznie zawalił i nawet trochę się martwiłam, co się z nim stało. Będę musiała się tego wiedzieć później, bo teraz priorytety były inne.
Uśmiechnęłam się lekko na komentarz Axona dotyczący papierowych danych.
- Nie przejmuj się, połowa z tego jest już przeniesiona na komputery. Te najważniejsze informacje, czyli wszystko co dotyczy przeprowadzonych akcji, informacje na temat D.O.G.S. jakie mamy. No, generalnie wszystko. Na papierze też to jest, dodając informacje o członkach Bractwa. No, ale połowa z tego jest na komputerach. - wyjaśniłam - Generalnie możesz porozmawiać z naszymi informatykami na ten temat, oni siedzą w tym dużo bardziej niż ja. - dodałam, spuszczając wzrok, znowu robiąc z siebie idiotkę i niedouczoną panią Przywódczynię, która nie wie dokładnie, jakie informacje znajdują się w komputerze, a jakie znajdują się w wersji papierowej.
Przyjęłam od Axona mapę, którą mi oddał, najwidoczniej zapamiętując wszystko w błyskawicznym tempie. W porządku, już i tak mi imponował, a ja się czułam głupia, nie musiał bardziej.
- Nie mamy najlepszych komputerów na świecie. - przyznałam szczerze, odpowiadając na jego pytanie - Mogę cię zaprowadzić i ci pokazać, ale to nie jest nic lepszego niż to, co ty masz tutaj. - dodałam, głową wskazując na komputery znajdujące się w pomieszczeniu.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-03, 20:01   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W ciągu ostatnich trzydziestu minut po raz pierwszy porozmawiał z Colleen na żywo, ale już zdążył się zorientować, że nie znosi kiedy tak spuszcza wzrok. Czuł się wtedy, jakby to była jego wina, jakby zrobił albo powiedział coś nie tak. Cóż, ostatnie jedenaście lat nie pomogło mu w nawiązywaniu nie-patologicznych relacji, ale cholera, nie mogło być z nim aż tak źle.
O czym on w ogóle myślał? To że Colleen z jakiegoś bezsensownego powodu źle się tutaj czuła, nie było jego winą. Powinna wziąć się w garść i przestać zachowywać się jak mała dziewczynka w pokoju pełnym dorosłych. Jej matka nie żyła, Marie miała teraz zarządzać Bractwem. Czas dorosnąć i zacząć się zachowywać jak przywódca, a przynajmniej nauczyć się na takiego wyglądać. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nasunęło mu to na myśl wydarzenia sprzed dziesięciu lat, kiedy zginęli jedyni ludzie którymi był jeszcze w jakiś sposób związany, a on sam przeżył tylko dlatego, że był przydatny. Może po prostu wtedy się nauczył tego, co teraz musiała przyswoić Colleen: jak przekonać kogoś innego, że panujesz nad sytuacją, kiedy sam nie masz pojęcia co robisz i jesteś pewien że zginiesz.
- Zaufam Ci na słowo - odpowiedział na propozycje Colleen. Poza tym, że to było właściwie bezcelowe, to po prostu nie miał ochoty tego robić. Najchętniej wziąłby się do pracy. Miał masę rzeczy do zrobienia, powinien się nimi zająć.
Oparł się o biurko. Powinien najpierw dowiedzieć się wszystkich istotnych szczegółów, które za chwile mu się przydadzą. Praca nie ucieknie, tak samo zaginieni sprzed dziesięciu lat czy ci całkiem świeży, z początku roku.
- Prowadzicie jakieś badania? Sprzęt rządowy, te obroże albo mutazyna? - spytał, niby mimochodem.
Nie było sensu się oszukiwać, od zablokowania mutacji zależało jego życie. Problem w tym, że ta uliczna, łatwa do zdobycia mutazyna była zbyt zanieczyszczona, żeby mógł ją przyjmować od tak, zwłaszcza że jeśli miał zamiar wziąć coś, co może mu zwiększyć ciśnienie krwi, to szybciej, ładniej i mniej boleśnie będzie sobie od razu strzelić w głowę. Bractwo mogłoby mu załatwić coś lepszego, a przynajmniej wystarczająco dużo świętego spokoju, żeby mógł ją oczyścić. Poza tym, oni też na tym zyskają. Jeśli Will będzie mógł się zająć sprawą na poważnie na pewno odkryje sporo przydatnych informacji, może nawet będzie w stanie stworzyć coś, co będzie blokowało mutazynę. Bractwu przydałaby się jakaś porządna technologia.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-03, 21:09   
  

   2 Lata Giftedów!


Trochę nie do końca rozumiałam, dlaczego aż tak bardzo traciłam pewność siebie przy Axonie. Cóż... chyba zbyt mocno i dosadnie uświadamiał mi, że nie jestem dobrą Przywódczynią, że nie umiem się w to bawić, a decyzja mojej matki była błędna. Miałam pełną świadomość tego, że powinnam się ogarnąć, że powinnam zacząć myśleć trzeźwo, starać się i udowadniać innym, że nadaję się do tego, co robię, a nie wręcz przeciwnie. Oczywiście, musiałam to robić, musiałam zachowywać się profesjonalnie i w ogóle, ale... ale nie umiałam. Po prostu nie wiedziałam jak zacząć, gdzie zacząć, co robić, by się ogarnąć, by naprawdę zacząć zachowywać się jak Przywódczyni Bractwa, by już na poważnie być jak moja matka...
Chciałam rządzić dobrze, tak, żeby wszyscy byli bezpieczni, by dobrze im się żyło w Bractwie. Chciałam... ale najwidoczniej na chęciach się kończyło, bo nie wiedziałam, jak tego dokonać.
No, wracając jednak do zaistniałej sytuacji. Axon stwierdził, że mi zaufa na słowo, a ja wtedy spojrzałam na niego.
- Axon, musimy sobie ufać, żeby to wypaliło. - powiedziałam, tym razem patrząc mu prosto w oczy - Nie musimy być przyjaciółmi i nie musisz mi opowiadać historii swojego życia, ale chcę, żebyśmy sobie zaufali. Chcę też, żebyś wiedział, że możesz na mnie liczyć, jak każdy w Bractwie. Zrobię wszystko, żebyście byli bezpieczni i żeby wam się dobrze żyło. Mam nadzieję, że też mogę na ciebie liczyć. - stwierdziłam, że mu poopowiadam o zaufaniu i dobrych relacjach, ale naprawdę wierzyłam w to, co mówiłam. Musieliśmy sobie ufać, musieliśmy sprzymierzyć się wobec wspólnego wroga, żeby przetrwać. Nie mogłam się zastanawiać, czy Axon nas zdradzi jutro, czy w przyszłym tygodniu, bo w ten sposób zupełnie nigdzie nie dojdziemy.
- Chcieliśmy. - powiedziałam i pokręciłam przecząco głową, tym samym odpowiadając na jego pytanie - Przede wszystkim nie mamy warunków, a po drugie to zbyt niebezpieczne, by w jakikolwiek sposób uzyskać dostęp do mutazyny, jaką używają na mutantach w D.O.G.S.. Nie ma opcji, żebym narażała kogokolwiek, by zdobyli mutazynę, czy obroże. - dodałam, starając się nie spuszczać z niego wzroku. Naprawdę nie chciałam uciekać. Już i tak miał mnie za desperatkę.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-03, 22:33   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, uwielbiał kiedy ludzi nagle zbierało na szczerość. Co to było, gadka motywacyjna? Już chyba nawet wolał tą Colleen ze wzrokiem spuszczonym w ziemię od tej mówiącej o zaufaniu i pracy zespołowej, o tym, że zrobi dla nich wszystko. Po pierwsze: nie zrobi. Musiałaby mieć za sobą jakiś uraz mózgu nasilający empatię do jakichś niebotycznych poziomów, a z tego co mu było wiadomo, nie pojechała jeszcze ratować kociątek i sierot w Afryce. A po drugie, na pewno nie ufała nikomu całkowicie. Ludzie tak nie mają, nie dzielą się z kimś wszystkimi swoimi sekretami, nie ważne jak byli blisko. Nie bez powodu mówi się, że człowiek to samotna wyspa.
- Jasne - odpowiedział unosząc brwi, lekko wykrzywiając usta i kiwając głową.
Chyba nawet nie próbował sprawić, żeby to brzmiało jakoś przekonywująco. Nie trzeba było znać Willa szczególnie dobrze, żeby zorientować się, że ufanie innym ludziom nie było jego szczególnie mocną stroną, z resztą podobnie jak liczenie na innych czy w ogóle jakakolwiek gra drużynowa. Nawet jeśli trafiał do jakiejś grupy, to już dawno minęły czasy w których można było go nazwać jej częścią, teraz zwykle było mu raczej bliżej do kogoś pomiędzy obcym a outsiderem i chyba mu to szczególnie nie przeszkadzało. Miał swoje sekrety, cenił swoją prywatność, a to było dla niego ważniejsze niż relacje międzyludzkie. Z resztą, kiedy żyje się takim życiem jak Hopper, lepiej jest się nie przywiązywać.
Cudnie. Po prostu słodko. Był wręcz zachwycony odpowiedzią Colleen. To by było chyba na tyle, jeśli chodzi o próby ratowania sobie życia. O ile jeszcze byłby w stanie zaimprowizować sobie odpowiednie warunki, nie takie rzeczy robił, to już z dobrym materiałem badawczym był poważny problem. Mógłby spróbować oczyścić mutazynę, choć to może zająć sporo czasu i być dość trudne, biorąc pod uwagę że właściwie nie miał pojęcia czym ona tak naprawdę jest. Na razie lepiej nie drążyć zbytnio tego tematu, nie było sensu zwracać na to uwagi Colleen, więc pokiwał tylko głową. Zajmie się tym sam jutro, ewentualnie pojutrze jeśli czeka go szczególnie dużo roboty.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-03, 22:45   
  

   2 Lata Giftedów!


Okej. Chciałam. Starałam się. Postanowiłam wydusić z siebie słowa motywacji i pokrzepienia, w które szczerze wierzyłam. Naprawdę uważałam, że żeby Bractwo mogło odpowiednio funkcjonować, wszyscy jego członkowie muszą sobie chociaż trochę wzajemnie ufać. Żyliśmy, bo byliśmy razem, bo byliśmy społecznością. Dlatego jeszcze nie byliśmy szczurami laboratoryjnymi, dlatego właśnie większość z nas przeżyła i była w stanie żyć nawet względnie szczęśliwie. Zaufanie - to ono było podstawą naszych sukcesów, praca zespołowa była ważna i szczerze w nią wierzyłam, a jako Przywódczyni postanowiłam podzielić się tym z moim nowym Mózgiem, który postanowił skwitować to tylko i wyłącznie jednym słowem...
Jasne.
Nie mialam najmniejszego zamiaru go zmieniać, wpływać na niego, motywować, czy cokolwiek takiego. Chciałam, żeby rozumiał, że to, żebyśmy mogli liczyć na siebie wzajemnie było ważne. Zdecydował się do nas dołączyć i byłam mu za to piekielnie wdzięczna, ale nie mógł być tylko i wyłącznie jednostką. Musiał działać z nami, chociaż w małym stopniu i miałam nadzieję, że z czasem to zrozumie.
Teraz jednak postanowiłam dalej nie drążyć tego tematu. Nie chciałam naciskać, nie chciałam już więcej go zanudzać, bo z pewnością właśnie to teraz robiłam. Było już dość późno, pewnie oboje byliśmy mocno zmęczeni. Zobaczymy, co przyniesie jutro.
- Tutaj możesz spać. Pokój 104. Będziesz miał współlokatorów, nie mamy wolnych domków, mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać. - powiedziałam, znów otwierając mapę i pokazując mu palcem na hotel. Po chwili mapę znów zamknęłam i odłożyłam ją na miejsce.
- Jak chcesz to się tu jeszcze porozglądaj. - powiedziałam - Jakbyś czegokolwiek potrzebował to pisz, albo pukaj do mnie do domku. Jest zaznaczony na mapie, więc już pewnie wiesz, gdzie to jest. - dodałam - Dobranoc. - pożegnałam się i obdarzyłam go łagodnym uśmiechem.
Naprawdę strasznie chciałam, żeby nam się udało...
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam, postanawiając skończyć ten piekielnie długi dzień.

/ zt.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-04, 00:04   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okay, Colleen dostaje oficjalnie jakiegoś plusika czy punkt za brak prób zmiany nastawienia Willa. Chyba obydwoje wiedzieli jak bardzo to było bezsensu, a żadne z nich nie miało ochoty na zbędne wykłady.
Szczerze powiedziawszy, cholernie mu to będzie przeszkadzać, ale nie miał zamiaru się wykłócać, zwłaszcza że najprawdopodobniej nie będzie miał z nimi zbyt wiele do czynienia. Od kiedy jego migreny zaczęły się robić cięższe, częstsze i mniej spodziewane, starał się unikać światła, które mogło je wyostrzyć albo nawet wywołać. Jak na razie wystarczało później chodzić spać i później wstawać, okazjonalnie jakieś okulary przeciwsłoneczne, ale prawdziwa zabawa zacznie się w lato, kiedy dni będą nieznośnie długie i jasne. O ile oczywiście dożyje do lata.
- Dobranoc - rzucił na odchodne, chociaż doskonale wiedział, że przez najbliższe kilka godzin nie pójdzie spać.
Kiedy Colleen wyszła, zabrał się do pracy. Zaczął od sprawdzenia czy przypadkiem nie ma programu zapisującego kolejność wciskanych klawiszy (stare, dobre nawyki), ale tak jak przypuszczał, nie mieli tutaj czegoś takiego. Albo mieli, ale tak dobre, że nie był w stanie tego znaleźć, czyli nie był też w stanie tego jakoś obejść ani oszukać. Zerknął więc czy w bazie mają coś o jakimś Hopperze, ale jak łatwo się domyślić, życie Willa nie mogło być takie proste. Poczytał sobie jeszcze co mają o mutazynie. Nie spodziewał się niczego szczególnie odkrywczego i właściwie nie trafił na nic, o czym do tej pory nie słyszał. Cóż, spróbowanie nijak mu nie zaszkodziło. Dopiero po tym wszystkim zaczął przeglądać pliki Bractwa i robić coś faktycznie dla nich.
Kiedy opuszczał to biuro, w zasadzie było już bliżej świtu niż zmierzchu. Praca była dobra, nie musiał wtedy zawracać sobie głowy innymi, mniej wygodnymi rzeczami, ale musiał się choć trochę przespać.

/zt
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-15, 19:10   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/wieczór 04.03

Już od tygodnia była na powrót czysta, co dało się wywnioskować z jej zamyślonego spojrzenia i dziwnie rozdrażnionej postawy. I jeśli do alkoholu nie ciągnęło jej wcale, to musiała przyznać przed samą sobą, że wypalenie zielska było jednym z najgłupszych pomysłów na jakie wpadła ostatnimi czasy. Tak jak mówiła Fay – samo zioło rzeczywiście nie było szkodliwe. Właściwie to nawet nie żałowała – chociaż, nie miałaby nic przeciwko, gdyby towaru było więcej – że się skończyło. To odlot jaki zaliczyła, choć nie należał do tych najsilniejszych w jej życiu, przywoływał tęsknotę. Tęsknotę do czegoś znacznie mocniejszego. Być może właśnie dlatego przez ostatnich kilka dni ten metalowy krążek, który symbolizował jej 15 miesięczną abstynencję (swoją drogą czuła się źle ze samą sobą, że nie zwróciła go do placówki, prosząc o nowy, bardziej akuratny – 7 dniowy), nie opuszczał jej rąk nawet na sekundę. Nawet teraz, gdy szła do gabinetu Hoppera i paliła papierosa, obracała żetonem między palcami.
Było już prawie ciemno, a jasny, okrągły księżyc wręcz idealnie komponował się z jej nastrojem. Być może to właśnie dlatego wybrała okrężną drogą, przeciągając ją o dobrych kilka (może nawet kilkanaście) minut. W każdym razie, nie do końca wiedziała jak miała się czuć z tym co zaraz miało nastąpić. Z jednej strony czuła dziwną (znienawidzoną przez siebie) euforię, której towarzyszyło przyspieszone bicie serca. I chociaż bardzo chciała to zwalczyć, zdusić w zarodku i zabić, nie było to takie łatwe. Już od wczoraj węzeł, który zaciskał się na jej żołądku był jakby ciaśniejszy. Nigdy nie sądziła, że będzie aż tak wyczekiwać spotkania z Hopperem, jak w tym momencie. Nawet teraz, gdy o tym myślała.. miała wrażenie, jakby jacyś mali obcy przejęli władzę nad jej umysłem i to wszystko to było zwykłe nieporozumienie.
Natomiast z drugiej strony towarzyszyło jej całkiem sprzeczne uczucie. Był na nią zły. Był na nią zły i zachowywał się jak rasowy dupek. Nie chciał jej w swoim mieszkaniu i nie odzywał się przez tak długi czas. Nie była głupia i doskonale wyczuła moment, w którym dziwne szumienie w jej głowie ustało. Już od trzech dni wiedziała, że Hopperowi powróciły wszystkie objawy choroby. A mimo tego nie zadzwonił wcześniej. Dlaczego? Dlaczego tego nie zrobił? To ją tylko utwierdziło w przekonaniu, że miał ją kompletnie gdzieś. Teraz tylko znowu chciał ją wykorzystać, by potem zniknąć na kolejne dni. A ona nie miała zamiaru się nawet sprzeciwiać. Rany, ta świadomość niemożliwie ją wkurzała. A jeszcze bardziej wkurzał ją sam fakt, że nie powinno ją to w ogóle obchodzić. Ale obchodziło. To było najgorsze.
Matilde zgasiła papierosa butem, jednocześnie wsuwając odwykowy krążek do kieszeni przetartych na kolanach dżinsów, po czym pewnym krokiem (i z torebką z bronią w środku na ramieniu) weszła do budynku. Nie obchodziło ją, że była spóźniona. Skoro on mógł ją ignorować przez tyle czasu, to ona zwyczajnie w świecie mogła pomylić godziny, czy też nacisnąć na klamkę bez wcześniejszego pukania. I to zrobiła. Weszła do środka, zamykając za sobą drzwi, po czym oparła się plecami o ścianę naprzeciwko biurka, przy którym siedział Hopper i założyła dłonie na wysokości klatki piersiowej. A potem.. po prostu wbiła w niego wzrok, powoli wznosząc brew ku górze. Zupełnie jakby na coś czekała. Nie wiedziała tylko na co.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-15, 22:07   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Stało się. W końcu dokonał tego, co próbował osiągnąć od kiedy tylko dowiedział się, że umiera: znalazł swoją rodzinę. Wystarczyło tylko, żeby to zamknął i znikała ostatnia rzecz, przez którą musiał tak rozpaczliwie trzymać się życia, ciągle o nie walczyć i przedłużać dzień za dniem. Nie musiał już pakować się w to powolne umieranie od którego nie istniał żaden trwały ratunek. Nie będzie tracił kontroli nad swoim ciałem, nad swoim umysłem, nie oszaleje i przynajmniej do samego końca będzie sobą. Powinno mu ulżyć, prawda? Już nie był zdany na ten swój marny los, znowu odzyskał jakąś kontrolę nad swoim życiem. Dlaczego w takim wypadku czuł się równie beznadziejnie co wcześniej?
Ból głowy stał się jeszcze bardziej uciążliwy niż wcześniej, najprawdopodobniej przez kontrast z tym surrealistycznym tygodniem, podczas którego czuł się naprawdę dobrze. Brał więcej kodeiny niż powinien, ale to ciągle było niewystarczająco. Chyba w końcu zaczął sobie uświadamiać, że już od jakiegoś czasu powinien przerzucić się na coś mocniejszego. Wcześniej tego nie robił, cholernie nie chciał się uzależnić, nawet na te ostatnie miesiące życia. Cóż, ten problem chyba też już nie istniał. Wystarczyło zamknąć kwestię Claire i Sarah i był już wolny. Metadon wydawał się całkiem niezłą opcją, miał długi okres półtrwania. Prawdopodobnie nawet przestałby potrzebować mocy Wallace.
Właśnie. Wallace. Już po tym jak się przespali obiecał sobie gdzieś w duchu, że będzie jej unikał możliwie jak najdłużej. Świetnie mu to wyszło, biorąc pod uwagę że dwa dni później osobiście zawiózł ją do swojego mieszkania. Miał zamiar trzymać się jak najdalej od niej, ostatnie czego potrzebował w tamtym momencie, to kolejne zawirowania w jego życiu. Problem w tym, że ciągle nie zdobył nowych leków, a już powoli zaczynał chodzić po ścianach, miał coraz większe problemy ze skupieniem się na czymkolwiek. Poza tym... czuł, że powinien był to w jakiś sposób zamknąć. Powiedzieć jej, że to koniec leczenia, że jest wolna, nie wyda jej ani Cassandry. Wszystko miało wrócić do tej gównianej normy, przynajmniej w jej życiu.
Zadzwonił do niej, umówił się na następny wieczór w swoim gabinecie w Bractwie - nie chciał jej zapraszać do mieszkania, ostatnie czego potrzebował, to żeby natknęła się na jego siostry. I oto była, spóźniona wpakowała się bez jakiegokolwiek pukania, nawet nie uraczyła go jakimkolwiek przywitaniem. No tak. Był po prostu kolejnym kolesiem z Bractwa z którym się przespała, po prostu bardziej irytującym. Odwrócił się do niej na swoim krześle, ale oczywiście nie mogło to wyglądać zbyt efektownie, prawda? Rama głośno i wysoko zaskrzypiała, na chwilę potęgując ból głowy Hoppera.
- Cześć - powiedział w końcu.
Właściwie nawet nie wiedział, czego się spodziewał. Nie miał nawet pojęcia jak poprowadzić tę rozmowę, co właściwie powinien zrobić. Powinien jej się w ogóle z czegokolwiek tłumaczyć?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-15, 22:43   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby tylko wiedziała, co takiego planował Hopper to z pewnością, by się tutaj nawet nie pojawiła. Nie leczyła go z przymusu, wbrew temu co sądził. Wciąż była wolnym człowiekiem, robiącym co jej się żywnie podobało. I najwyraźniej człowiekiem, który z jakiegoś dziwnego powodu oszczędzał całą swoją moc właśnie dla tego gnojka. Odmawiała leczenia innym ludziom, ale nie motywowała się dłużej tym samym, czym do tej pory. Miała już gdzieś ból. W gruncie rzeczy to właśnie cierpienie przypominało jej, że wciąż jest jeszcze częścią tego chorego świata. Teraz jednak pojawił się zupełnie inny czynnik. Bo teraz zupełnie nieświadomie całą swoją moc przechowywała właśnie dla Hoppera.
I gdy usłyszała z jego ust to niezręczne cześć, jej brwi mimowolnie się zmarszczyły, z kolei czerwone usta lekko rozchyliły. Przez moment jakby całkowicie złagodniała, a to raczej nie należało do tych spodziewanych i typowych dla niej reakcji. Dlaczego takie głupie i nic nieznaczące cześć tak bardzo ją wyprowadziło z równowagi? William nie mógł jej dłużej ignorować. Mówił do niej i patrzył na nią i to.. to chyba Wallace wystarczyło. Poczuła się znacznie lepiej, zupełnie jakby coś urosło w jej klatce piersiowej, jakby serce ponownie zaczęło bić. To było cholernie dziwne uczucie. Mimo tego dość szybko odzyskała rezon i powróciła do pozornie obojętnego wyrazu na twarzy.
– Założę się, że boli jak cholera – skwitowała, bo nie umknęło jej uwadze to jak bardzo się skrzywił na ten nieprzyjemny i drażniący dźwięk. Usta Matilde mimowolnie uniosły się ku górze, co mogło sprawić wrażenie, jakby odczuwała z tego powodu dziwną satysfakcję. Było to jednak mylne wrażenie. Zwykła bzdura. Chyba nawet zaczęła go.. żałować? Ale cóż się dziwić, w końcu była emocjonalnie ułomna. Ale nie przeszkadzało jej to za bardzo. Nie było przecież nic gorszego od zdradzenia swoich prawdziwych uczuć, z kolei politowanie i współczucie nigdy nie były jej dobrymi najlepszymi koleżankami. Wallace opuściła wreszcie dłonie, porzucając tą ofensywną postawę, po czym odbiła się plecami od ściany i zaczęła ściągać rękawiczki z dłoni. Czy był jakiś lepszy znak na pokazanie mu, że była gotowa? Że mogła mu oddać wszystko co miała? Oczywiście chodziło jej o moc. Tak, o moc. Zdecydowanie. A potem.. tak po prostu podeszła do niego, wcześniej rejestrując spojrzeniem, że nie było tutaj za dużo mebli, więc nie pozostawił jej wyboru. Dokumenty, które walały się na jego biurku po prostu dłonią zgarnęła w jakiś kąt, nie dbając o to, czy pogniecie mu papierki, czy zrzuci je na podłogę. Nie obchodziło jej to. Po prostu oparła się pośladkami o róg biurka, by potem wspiąć się nieco i usadowić wygodnie. I gdy zobaczyła jego minę, wzruszyła bezradnie ramionami.
– No co? Chcesz żebym ci zemdlała? – musiała gdzieś usiąść, nie? A skoro on siedział na krześle to jej zostało biurko, to była prosta matematyka. Mógł ją zaprosić do mieszkania. I gdy tak siedziała naprzeciwko, niewiele wyżej Hoppera, ich spojrzenia się zrównały. Matilde nie wiedziała co dokładnie poczuła w tamtym momencie, ale zrobiło jej się nieco gorąco. Być może jednak to nie był dobry pomysł? Znowu byli tak cholernie blisko. I tym razem naprawdę nie miała co zrobić z łydką, którą zahaczała o jego nogę… Ale starała się to ignorować. Z dziwnie wesołym wyrazem na twarzy wyciągnęła rękę w jego kierunku, jednocześnie wyrzucając z siebie:
– Swoją drogą, beznadziejnie się tu urządziłeś.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-16, 16:50   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper przez chwile miał wrażenie, że Wallace jakby opuściła gardę. Wyglądała trochę mniej butnie, trochę mniej czujnie, jakby w końcu przestała czekać na jakiś wyimaginowany atak. Wyglądała lepiej. Cóż, najwidoczniej to było tylko złudzenie, bo kiedy lepiej się przyjrzał powróciła stara, dobra Wallace, wiecznie gotowa podkreślić jak niewiele ją obchodził i jak bardzo go nienawidziła.
- Dzięki, Sherlocku. Jak na to wpadłaś? - odpowiedział cienkim, sarkastycznym i nieprzyjemnym uśmiechem na ten jej złośliwy uśmieszek. Nie ma to jak Wallace, osądzająca go za to że kogoś zabił, nawet nie zadająca sobie trudu, żeby sprawdzić okoliczności, ale w zamian za to dosłownie ciesząca się z tego, że umierał. To był właśnie ten tym obrońców moralności, których rozpaczliwie potrzebowali.
Szczerze mówiąc, autentycznie się ucieszył, że Wallace po prostu ściągnęła rękawiczki i miała zamiar to załatwić możliwie jak najszybciej. Nie potrzebowali spędzać ze sobą więcej czasu niż to było konieczne, prawda? Ona miała swoje życie na głowie, on miał jeszcze trochę kwestii do ostatecznego zamknięcia. Powinien jej jakoś powiedzieć, że to było ich ostatnie leczenie, ale właściwie nie miał pojęcia jak zacząć. Chyba tego dnia nawet nie miał za bardzo pojęcia, co powinien zrobić. Po prostu myśl, że to już koniec była w tamtym momencie dziwnie surrealistyczna i przytłaczająca, jeszcze bardziej niż przez te ostatnie kilka miesięcy. Ale przecież tak było, prawda? Nie istniał na to lek, jedyną sensowną opcję przedłużenia życia mogło mu zapewnić DOGS, ich lekarze i ich mutazyna. Jeżeli nie chciał dać się złapać, mógł wybierać tylko pomiędzy rodzajami śmierci. Czy to źle, że nie chciał tej najbardziej bolesnej, najbardziej rozciągniętej w czasie, gdzie sam byłby świadkiem swojego żałosnego upadku? To było jedyne rozwiązanie. Nie istniało lepsze.
Nawet nie zawracał sobie głowy syfem, jaki robiła mu tutaj Wallace. Chyba już pogodził się z tym, że była bardziej siłą przyrody niż człowiekiem, a on mógł sobie co najwyżej stać z boku wymachując pięścią w kierunku nieba. Oczywiście, gdyby łaskawie go poinformowała o tym, jak bardzo rozpaczliwie potrzebuje czegoś do siedzenia, to odstąpiłby jej krzesło. Albo na przykład wziął jakieś które stało na korytarzu, tuż za tymi pięknymi drzwiami. Może jakoś ewentualnie wytrzymałaby te piętnaście sekund. Ale nie, oczywiście. Musiała sobie usiąść na jego biurku, w jakiś sposób wręcz drażniąco blisko. Przecież to nie było przecież nic wielkiego. Ledwie kilka dni wcześniej jechali razem samochodem, byli wtedy całkiem blisko siebie. Jakiś irytujący głosik z tyłu głowy podpowiedział mu, że jeszcze kilka dni wcześniej uprawiali seks, wtedy też byli całkiem blisko siebie. Zignorował tę myśl, podobnie jak to, że Wallace szturchała go łydką. Zamiast tego po prostu wyciągnął rękę, żeby chwycić za tę jej chłodną dłoń. Ot. Po prostu kontakt fizyczny wymagany przy używaniu mocy Wallace, nic specjalnego. Nie wiedzieć czemu, myśli Hoppera jakoś samoistnie zaczęły wędrować w kierunku tego co mu powiedziała przy ostatnim leczeniu, że podobno całowanie działa lepiej. Oczywiście, wtedy powiedziała to tylko po to, żeby go zirytować, ale w zasadzie, kto wie czy kłamała... Tak z naukowej ciekawości...
- W zasadzie nic tutaj nie zmieniałem, to - wykonał jakiś nieokreślony gest ręką w stronę światełek - jest dzieło Colleen. - Marie była świetnym tematem, żeby zająć jego nadreaktywny, genialny mózg. W zasadzie wszystko było wybitnym tematem, żeby odciągnąć jego myśli od siedzącej naprzeciwko Wallace.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-16, 18:50   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– To proste – wzruszyła ramionami z pierwszorzędną obojętnością, by zaraz potem wydąć dolną wargę w podkówkę i tym przesiąkniętym cynizmem głosem dodać:
– Jestem najgenialniejszym człowiekiem na ziemi.
Tak, to były dokładnie te same słowa, którymi ją oczarował przy ich pierwszym spotkaniu, kiedy tak grzecznie i niewinnie prosił ją o przysługę, a ona okazała się być nieczułą, życzącą mu śmierci zołzą. Zresztą teraz też nią była, nie? W końcu cieszyła się z jego śmierci, prawda? I wtedy Wallace zupełnie nieświadomie wywróciła oczami. I gdyby potrafiła czytać jego myśli, to prawdopodobnie zaczęłaby myśleć o nim znacznie gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Swoją drogą to było niesamowite, jak bardzo nie potrafili siebie nawzajem rozgryźć. Ilekroć Matilde myślała, że Hopper nie będzie w stanie niczym już jej zaskoczyć, że wreszcie poznała ten jego pomylony sposób postępowania, on.. po prostu wyskakiwał z czymś kompletnie innym, robił coś jeszcze głupszego. Coś co pozostawiało ją z szeroko otwartymi ustami i cisnącymi na czerwono pomalowanych wargach obelgami.
Teraz nie było lepiej. Ten jego irytujący uśmiech sprawiał, że najzwyczajniej w świecie chciała mu przywalić. Ten człowiek, jak nikt inny, doprowadzał ją do szewskiej pasji. A ona z jakimś trudnym do wytłumaczenia uporem nie mogła sobie pozwolić na zdradzenie mu, jak bardzo na nią działał. Pewnie właśnie dlatego w odpowiedzi na jego urocze wykrzywienie kącików ust, ona uraczyła go równie uroczym, sardonicznym uśmiechem. Nawet nie wiedziała, kiedy w jej pokręconym umyśle pojawiło się przeświadczenie o tej ciężkiej do wytłumaczenia rywalizacji. Kto, komu bardziej przytknie. Ale przecież.. w gruncie rzeczy, rzeczywiście go żałowała. To pewnie dlatego tak nią gardził. Bo była słaba, bo nie powinna współczuć takiemu dupkowi jakim był. Mogła się założyć, że po prostu czytał jej myśli i całą swoją postawą chciał jej przekazać, by wzięła się w garść. Tak, to miało sens.
Ale czy rzeczywiście robiła wszystko, by dodatkowo go wkurzyć? To nie było coś na czym jej jakoś bardzo zależało. A przynajmniej tak się Matilde wydawało. Ale jakimś dziwnym trafem podświadomie wybierała właśnie te rozwiązania, wypowiadała te słowa, które rzeczywiście mogły napytać jej biedy. A rozrzucenie jego rzeczy z biurka i usadowienie się stanowczo zbyt blisko było tylko dobrym na to dowodem. I kiedy mężczyzna podał jej tą dłoń, Wallace po chwili zawahania wsunęła swoje palce w jego, niemal od razu odczuwając to przyjemne ciepło.
– Oczywiście, że tak – odparła z tą trudną do wytłumaczenia goryczą w głosie, jednocześnie nie mogąc powstrzymać się przez prychnięciem. Te światełka, te gałązki, to wszystko było takie.. takie żałosne. I nie zamierzała tego ukrywać. Nie zamierzała ukrywać tego, jak bardzo gardziła Colleen i jej wystrojem. Nie zamierzała też ukrywać jak bardzo denerwowało ją to, że o niej wspomniał. Ze wszystkich jednak sił starała odrzucić od siebie myśl, że mężczyzna trzymał te wszystkie ohydne światełka tylko po to, by się przypodobać Marie. Ale przecież wszyscy faceci to robili. Wszyscy chcieli jej się przypodobać. On pewnie też.
– Wygląda chujowo – dodała, zupełnie jakby pokazywanie swojego negatywnego nastawienia było jej pieprzonym obowiązkiem. A potem z tą marsową miną wpatrywała się w jego twarz, nie spuszczając wzroku z jego oczu nawet na sekundę. W pewnym sensie była wręcz pewna, że mogła w jego tęczówkach dostrzec swoje odbicie. I choć tak nagle uderzyła w nią chęć powtórzenia tego, co zaszło między nimi w samochodzie, doskonale zdawała sobie sprawę, że musiała najpierw coś wyjaśnić.
– Słuchaj, Hopper. Nie przespałam się z nikim po tamtej nocy z tobą – wyrzuciła z siebie zupełnie nieoczekiwanie, jednocześnie nieco nieudolnie siląc się na ten niewzruszony ton głosu, którego ludzie używali, by powiadomić kogoś, że za oknem pada deszcz.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-17, 20:23   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Westchnął ciężko, kiedy usłyszał odpowiedź Wallace. Czemu ona zawsze była taka? Za każdym razem musiała zrobić wszystko, byle by tylko bardziej go zirytować. Urządziła sobie jakiś konkurs? Jak dużo razy dam radę zirytować Williama Hoppera przed jego śmiercią? Może prowadziła sobie jakąś listę w kajeciku, kto ją tam wie? W końcu to była Wallace. Mogłaby zacząć to robić tylko po to, żeby gdzieś zostawić ją na wierzchu, tak żeby na nią trafił i wkurzył się tym, jak bardzo Matilde celebrowała te wszystkie swoje małe zwycięstwa.
- Zapomniałaś o pierdolonym - dodał przemiłym tonem głosu, nie chcąc dać po sobie poznać jak bardzo irytowało go to, że zaczęła go teraz cytować. O nie, ten dzień nie trafi do jej kajecika. Swoją drogą, czemu ona to w ogóle tak dobrze zapamiętała? Mogłaby coś przekręcić, łatwiej byłoby mu coś wyłapać i uświadomić jej, jak daleko w tyle była za nim. A tak? Mógł co najwyżej wytknąć jej brak tego jednego słowa.
Och, oczywiście musiała się jeszcze bardziej wykrzywić. Nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu odpuściła przyznając mu jakiekolwiek prawo do bycia niezadowolonym, kiedy ktoś czerpie autentyczną satysfakcje z jego bólu. W końcu po co mu to? Był dupkiem, to w sumie całkiem dobrze że umierał. Zawsze więcej tlenu dla Matilde Wallace, ewentualnie dla tych pięciu osób które ewentualnie zdarzało jej się czasami lubić. A reszta wszechświata? Niech sobie zdycha, co oni ją obchodzą.
Znowu to robiła. Znowu próbowała go jak najbardziej zirytować, żeby pięć minut później zacząć splatać ich palce. Musiała mieć niesamowitą frajdę bawiąc się nim w taki sposób, wysyłając mu miliard sprzecznych komunikatów na sekundę. Mogłaby mu chociaż tego oszczędzić i zdecydować się że cały czas go nienawidzi. Czy to było aż takie trudne? Czy naprawdę oczekiwał aż tak wiele? Chyba tak. bo wtedy Wallace straciłaby takie niesamowite źródło rozrywki jakim był Hopper. Jak ona się pogodzi z jego śmiercią? Kogo będzie mogła wtedy irytować, doprowadzać do szewskiej pasji, tylko po to, żeby za chwile wręcz romantycznie zacząć splatać z tym kimś palce? Jakoś dziwnie się poczuł z myślą, że faktycznie mogłaby to zrobić. Po prostu... ta chęć zamordowania się była tak jakby ich, a równocześnie jakby coś ich do siebie... Nie, to nie było to. To było po prostu dziwnie.
Szczerze powiedziawszy, Hopper nie sądził że zwykła wzmianka o Colleen aż tak zirytuje Wallace. O cokolwiek toczyły tą swoją wojenkę, to była zwykła dziecinada. Will aż za dobrze pamiętał to cudowne wyjście Matilde z zebrania. Jeśli tak koniecznie potrzebowały, to niech się nienawidzą, ale niech chociaż spróbują udawać, że zachowują się profesjonalnie. Przynajmniej czasami. Hopper starał się nawet nie myśleć jak bardzo to wszystko się posypie, kiedy tylko z Bractwa znikną ostatnie chłodno myślące osoby, zwłaszcza że - cóż - on umierał, a Shepard postanowił rozpłynąć się w powietrzu.
Jedno trzeba było przyznać Wallace: te światełka były naprawdę tragiczne.
- Taaa, powiedziałem jej to - przyznał po prostu.
Chwila. Swoją drogą to zachowanie Wallace było nieco podejrzane. Jasne, mogła jej nie lubić, ale przecież zgodziła się wyleczyć dla niej Dale'a. I fakt, zachowywała się na zebraniu jak rozwydrzona nastolatka, ale z tego co Hopper zdążył już zauważyć, to nieszczególnie odbiegało od jej normy. Przynajmniej nie aż tak, żeby Wallace jej szczerze nienawidziła i zaczynała prychać na jakiekolwiek wzmianki o Marie. Czy ona...? Nieee, to przecież było niemożliwe. W końcu to była Wallace. Z drugiej strony, to aż za dobrze wszystko tłumaczyło. Ona była zazdrosna. O niego. Jakoś zapanował nad swoją mimiką, chociaż kąciki ust z jakiegoś powodu same mu się unosiły. Miał już przetestować swoją teorię nonszalancko zaczynając opowiadać coś o Marie, kiedy Wallace nagle wyskoczyła z tą swoją petardą.
- Och - odpowiedział, jakże inteligentnie. Chyba próbował pobić poziom ich rozmowy o krwi na jego koszulce, ale właściwie nie za bardzo miał pojęcie, co mógłby zrobić albo powiedzieć. Nawet za bardzo nie wiedział, co sobie pomyślał albo co poczuł. Po prostu... przyswoił tę informację.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8