Poprzedni temat «» Następny temat
Zrujnowany budynek
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-12-16, 20:10   Zrujnowany budynek



[Profil]
 
 
Nancy Flanagan



Vis pacem para bellum

zmiana w cień

85%

kpt. zastępca dowódcy





name:

Nancy Flanagan

alias:
Shadow

age:
29 lat

height / weight:
165 | 53

Wysłany: 2017-12-17, 00:21   
   Multikonta: Kira Kovacs, Arielle Duncan


Nancy zjawiła się, jako pierwsza w miejscu, które stało się jej nowym miejscem zamieszkania, bo domem siedziby Departamentu Genetycznego nazwać nie mogła. Zdradziła swoich przyjaciół, żeby jej najbliższa osoba mogła przeżyć. To był trudny wybór, ale nie miała innego wyboru. Jej ojciec doskonale wiedział, jaki był najlepszy dla niej czynnik "motywujący".
Bała się dzisiejszego treningu. Była w Szwadronach niecały miesiąc, cały czas odstawała wyszkoleniem od innych. Dalej się uczyła wszystkiego, co jako dowódca powinna była umieć.
Ubrana była oczywiście w mundur polowy Niebieskich Szwadronów z oznaczeniem stopnia wojskowego, kapitan, oraz oddziału do którego należała. Włosy związała w koński ogon tak, żeby nie przeszkadzały je w trakcie treningu.
Pomimo swoich obaw czekała na resztę uczestników oparta o nieotynkowaną ścianę rozpadającego się budynku.
[Profil] [WWW]
  [A+]
 
Iris Penderghast



-

-

77%

-





name:

Iris Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2017-12-18, 21:33   

Iris zdążyła przyzwyczaić się do tego, jakie miejsca wybiera sobie szwadron treningowy na swoje "zajęcia". Tym razem był to zrujnowany budynek na poligonie. W sumie nie musiały z Siri iść aż tak daleko, w końcu siostra przyszła po nią na strzelnicę, której budynek znajdował się nieopodal. A że blondynka była już ubrana (szare, cienkie i lekko obcisłe dresy; mocne, ale wygodne buty; zwykła czarna koszulka oraz ciepła, zapinana na suwak bluza z kapturem) w miarę na tego typu czynności tego dnia, to też nie musiały nigdzie po drodze zachodzić. Właśnie. Jeśli o tę ciemniejszą stronę lustra chodzi - Iris jak tylko zobaczyła żywsze iskierki w oczach siostry wiedziała, że albo zostały wezwane na odprawę do nowego zadania, albo będą miały wymagający trening. W duchu westchnęła ciężko na myśl o tym drugim - naprawdę nie przepadała za wysiłkiem fizycznym. Co nie znaczy wcale, że jest leniwa i nie ma kondycji, wręcz przeciwnie - tyle lat przymusowych ćwiczeń zrobiło swoje.
Docierając na miejsce, trzymała siostrę za rękaw (oby długi!), niemal kicając radośnie obok niej. Mimo wszystko wolała robić cokolwiek, niżeli siedzieć tyłkiem w jednym miejscu, więc cieszyła się na takie spędzenie dnia.
Szturchnęła lekko siostrę w ramię, spojrzeniem wskazując jej panią Flanagan.
Patrz, to ta nowa. - wskazała jej ruchem dłoni, robiąc nieokreślony dla innych gest, bardzo dobrze rozumiany przez tę dwójkę. Gdy podeszły w końcu na tyle blisko, by móc się jako tako przywitać, Iris posłała Dowódczyni oddziału infiltracji lekki, acz przyjazny uśmiech. Nie odezwała się jednak, nie odczuwając aż takiej potrzeby wyjścia z małego światka jej i Siri. Nie odstępując siostry na krok, rozejrzała się uważnie po okolicy, szukając ich dzisiejszego trenera.
[Profil]
 
 
Siri Penderghast



Maybe life isn't for everyone

kontrola energii kinetycznej

77%

Bez reszty oddana dowódcy





name:

Siri Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2017-12-18, 22:51   

Z niemałą przyjemnością pozostawiła za sobą parne pomieszczenia, zamieniając je na otwarte przestrzenie koszar. Styczniowe zimno przeszyło ją do kości, a policzki i nos zaczęły piec. Nie mogła się powstrzymać i żarliwie napełniła płuca mroźnym powietrzem, raz, drugi i trzeci. Śnieg zalegający na ziemi niszczył nieco sielski obrazek, rażąc oczy mocną bielą, widać jednak było, że lata jego świetności bezpowrotnie minęły i niedługo zniknie całkowicie. Coś jej to przypomniało... lecz umknęło równie szybko, co machnięcie skrzydeł motyla.
Zerknęła na stojącą u boku siostrę, nie mogąc powstrzymać się od rzucenia jej niezadowolonego spojrzenia. Były ubrane podobnie - w te niezbyt puszyste dresy, ciężkie buty i bluzy - jednak Siri nie zostawiła rozsądku w łóżku i mając na względzie panoszące się dookoła mrozy, wybrała cieplejszą odzież. Było jednak za późno, by wrócić się po stosowniejsze okrycie, toteż poprzestała tylko na zdegustowanym prychnięciu i ruszyła przed siebie żwawszym krokiem. Nie mogła pozwolić, by spóźniły się choćby i o kilka sekund. Jeśli zaszłaby taka potrzeba, bez wahania oddałaby Iris część odzienia albo znalazła inny sposób, by ją rozgrzać.
Na szczęście trening prawdopodobnie sprawdzi się w tym zakresie najlepiej, chyba że góra zafunduje im małe urozmaicenie zajęć w postaci wysłania w teren.
Jakkolwiek nieprofesjonalnie wyglądało leciutkie podskakiwanie Iris w połączeniu z typowo żołnierskim chodem Siri, ta nie potrafiła być poirytowana na tę uroczą sprężynkę. Okoliczności nie były maksymalnie oficjalne, można więc było pozwolić sobie na trochę swobody.
Oczywiście, w pewnych granicach. Brak okazania szacunku osobie wyższej rangą w pojmowaniu dziewczyny był równie bluźnierczy, co popełnienie jednego z siedmiu grzechów głównych. A za takie zachowanie można było uznać posłanie w stronę pani Flanagan skromnego, irysowego uśmiechu. Tylko uśmiechu.
Jak to się mówi, mleko się rozlało, więc jedyne, co mogła teraz uczynić, to je posprzątać.
Wyprostowała się jak struna i z kamienną twarzą zwróciła w stronę niewiele starszej kobiety.
- Pani kapitan. - Patrząc jej prosto w oczy swoim pustym wzrokiem, kiwnęła głową w geście szacunku. Nie dało się wprawdzie nie słyszeć, o czym szeptały ściany na temat nowego dowódcy oddziału Infiltracji, jednak po Siri trudno było stwierdzić, że słyszała cokolwiek. Nauczono ją pozostawiać swoje zdanie sobie samej, bo w większości przypadków nikogo ono nie obchodziło. Poza tym i tak była zbyt profesjonalna na uskutecznianie tak żałosnego procederu, jakim było łączenie prywaty z pracą.
Uznając, że może się już oddalić, musnęła nadgarstek siostry w niemej prośbie o pokierowanie się w stronę pozostałych członków oddziału, tam, gdzie było ich miejsce. Kilkanaście kroków dalej nie czekając na trenera, uraczyła się małą rozgrzewką, zwieńczoną zatrważającą ilością pompek robionych podpierając się raz na jednej, raz na drugiej ręce.
_________________
can I trust what i’m given:
when faith still needs a gun,
whose ammunition justifies the wrong?
[Profil]
 
 
Jaden Osbourne



I cannot change what will happen. I can only change how I act in the face of it

Termokineza

75%

A na co to komu?





name:

Jaden Osbourne

alias:
Celsius

age:
25

Wysłany: 2017-12-18, 23:28   
   Multikonta: nope


/Początek/

Niejednemu człowiekowi i mutantowi rzedła mina na myśl o czekającej go kilkugodzinnej musztrze na zimnym, styczniowym powietrzu. Czemu, ach czemu nie dało się spędzić stycznia przy kominku, z kubkiem ciepłej czekolady w ręku. Znacznie przyjemniejsza perspektywa niż ganianie dookoła starego, brzydkiego budynku. W towarzystwie ludzi i mutantów, których... niekoniecznie dało się polubić. W takim przypadku kominek i czekolada naprawdę kusiły. Ciężko oprzeć się pokusie.
Inną opcją był wyjazd do ciepłych krajów. W Afryce zdarzały się chłodniejsze miesiące, ale ogólnie było tam ciepło. Dużo cieplej niż w Seattle. Kto miał kasę mógł jechać sobie na całą zimę do Afryki. Jeździć na wielbłądach i zwiedzać piramidy. Ten komu brakowało funduszy musiał myśleć nad alternatywnymi sposobami przecierpienia zimna. Hmm. Rosjanie przesiadywali w łaźniach parowych. Bez względu na to, jaka pogoda panowała na zewnątrz. Podobno potrafili być na tyle twardzi, że siedzieli w rozgrzanym pomieszczeniu, nawet gdy na dworze było gorąco. Niestety w tych stronach brakowało łaźni, więc znowu nic z tego.
Następną opcją w szeregu opcji było zaproszenie Jadena na trening. Temperatura nie stanowiła dla niego większego problemu. Gdyby przyłożył się odpowiednio do zadania jego towarzysze poczuliby się normalnie jak w tropikach. Jaden był znacznie tańszy od biletu lotniczego, chociaż bardziej nieprzewidywalny od samolotu.
Póki co, Jaden pogwizdując sobie jakąś melodię raźnym krokiem dotarł na miejsce dzisiejszej musztry. Podobnie jak Nancy miał na sobie mundur, z tymże jego mundur zdobiły oznaczenia porucznika. Gdzie mu tam do kapitana!
A właśnie... Skoro o kapitanach mowa.
- Ka - pi - ta - nie! - w każdą głoskę słowa kapitan włożył małą dawkę nonszalancji. Niczym dzieciak, którego rozśmieszyła cudaczna fryzura ciotki, ale z powodu wpojonych mu dobrych manier powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem. Tak dla zachowania pozorów, zdecydował się zasalutować - Widzę, że zdecydowałaś się pojawić się na poligonie, madam. Jestem zaskoczony. Sadziłem, że zmęczyło cię całe to dowodzenie i zostaniesz dzisiaj w łóżku.
Na koniec teatralnie westchnienie. Jakby naprawdę leżało mu na sercu samopoczucie i zdrowie dowódcy. Miał zupełnie odmienne zdanie niż Siri co do szacunku wobec przełożonych. Dowódca powinien zasłużyć sobie na szacunek podwładnych. Pokazać im, że warto go szanować. Przed Nancy jeszcze sporo pracy.
Bacznie po otoczeniu. Posłał w stronę sióstr Penderghast przyjazny uśmiech. Wyglądało na to, że oprócz ich czwórki, reszta członków Szwadronów nadal nie dotarła na poligon. Tudzież postanowiła pozostać dzisiaj w łóżkach.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-19, 20:17   

Na miejscu treningu pojawił się, także Friedrich Weller. Tego dnia był wyjątkowo poważny, tak jakby nie był to po prostu kolejny, zwykły trening, jakich było już wiele. Sama obecność głównodowodzącego Niebieskim Szwadronem była niezwykła. Drugą taką rzeczą było miejsce, w którym odbywał się trening. Zbyt małe, żeby pomieścić cały Szwadron. Kolejna to fakt, że na miejscu pojawiła się garstka i to nie, dlatego że zaspali, jak uważał Jaden.
- Szykuje się zadania do wykonania, dlatego dzisiaj odbędziecie specjalny trening. Cała wasza czwórka. - Fredrich upewnił się, że nikt mu nie przeszkodzi w dalszym mówieniu. Odczekał chwilę, a następnie znowu zabrał głos.
- Dzięki tutaj obecnej pani kapitan zdobyliśmy nowe, cenne informacje na temat Bractwa, czego nie możemy, nie wykorzystać. Czas ruszyć do akcji. Zadanie będę nadzorował osobiście. Szczegóły otrzymacie w późniejszym terminie. - Tymi słowami Friedrich zakończył rozmowę na temat zadania. Jego asystent, który do tej pory stał za nim wręczył całej czwórce słuchawki oraz małe mikrofony, które miały służyć im do porozumiewania się.
- Wasz trening ma was nauczyć współpracy przed zadaniem. W budynku znajduje się wasz cel. Macie go wyprowadzić, żywego. Ma ochronę. Kiedy w słuchawce usłyszycie yellow zadanie się zacznie. Na waszym miejscu nie stałbym tak na widoku. - Asystent przekazał im cel oraz założenia treningu, po czym oddalił się razem z głównodowodzącym zostawiając żołnierzy samym sobie.
[Profil]
 
 
Iris Penderghast



-

-

77%

-





name:

Iris Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2018-01-02, 22:06   

Niedługo po wyjściu z budynku zaczęła żałować, że jednak nie ubrała nic cieplejszego. Najchętniej cofnęłaby się do pokoju i zgarnęła jakieś lepsze ciuchy, ale że siostra nie dała jej na to czasu, to też lepszym rozwiązaniem okazało się nonszalanckie przytulenie się do boku ciemnowłosej bliźniaczki i grzanie sobie zmarzniętych łapek pod jej bluzą. Cóż, przy siostrze nie widziała czegoś takiego, jak przestrzeń osobista - w tym momencie była to wyimaginowana rzecz, wręcz nieistniejąca w danej czasoprzestrzeni. Bo po co. Tuliła się tak do niej, gdy ruszyły do miejsca spoczynku swojego oddziału, a odkleiła dopiero, jak ta zaczęła robić prywatną rozgrzewkę, nie idąc w jej ślady. Co to, to nie, już woli sobie poskakać w miejscu, jak ten kicaj na łące.
Tak czy siak, w między czasie nie próżnowała z wywracaniem pięknych oczek na zachowanie Siri. W tym duecie to ona robi za poważną, a Iris pozostaje rola tej rozrywkowej i wyluzowanej panny. Z jednej strony to było dobre, z drugiej nierzadko obrywało jej się od Siri, jak i dowództwa za swoje przewinienia. W sumie Siri także, ale z innych powodów... Cóż, siostry Penderghast może były oddane służbie jak mało kto, ale miały swoje nietypowe charakterki, które wpędzały je w kłopoty, zwłaszcza połączone razem.
Obdarowała Jadena odwzajemnionym, uroczym uśmiechem, nie licząc nawet na to, że siostra w ogóle zwróci na niego swoją uwagę. Jej spojrzenie niemal od razu powędrowało po tym w stronę przybyłego Dowódcy i jego asystenta. To było dziwne. Acz stało się mniej dziwne, gdy zaczął mówić. Zerknęła na siostrę z lekkim uśmieszkiem w kącikach ust, unosząc przy tym jedną z brwi.
Misja, misja!, zdawały się mówić rozweselone iskierki w jej oczach. Oderwała na moment spojrzenie od Siri, by odebrać urządzonko od asystenta pana Dowódcy, po czym wsadziła słuchawkę do ucha, stukając w nie lekko palcem. Wyszczerzyła ząbki w szerokim uśmiechu, spoglądając na Siri z ekscytacją. No, w końcu ten trening nie będzie taki typowy, jak zawsze. Poczekawszy, aż siostra założy własne urządzonko, pociągnęła ją lekko w stronę jakiegokolwiek schronienia.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5