Poprzedni temat «» Następny temat
Targ
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-24, 15:19   Targ



[Profil]
 
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-05-05, 16:29   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


8 marca.

Trudno powiedzieć, że to zaplanowała. Valerie nigdy nie należała do osób układające skomplikowane plany. Pomysł pojawił się w jej głowie nagle, najpierw jako kompletnie szalona myśl, z którą z czasem zaczęła się co raz to bardziej oswajać, aż w końcu stwierdziła: pierdolę, uciekam! Tak, tak, dobrze czytacie, uciekła, przed własną rodziną.
Nie rozmawiali z Willem już praktycznie tydzień, jedynie posyłając w swoją stronę jakieś monosylaby lub ułamki informacji. Wiedziała tylko, że go nie będzie przez parę dni. Nie miała pojęcia gdzie i z kim jechał, szczerze - była tak zła, że mało ją to obchodziło. Na odchodne rzuciła mu tylko krótkie "okej", po czym trzasnęła mu drzwiami przed nosem i to by było na tyle jeśli chodzi o normalne relacje pomiędzy nimi.
Była wściekła. Od czasu tej kłótni, kiedy przyprowadził Sarah do mieszkania. Sarah, która wcale nie studiowała w Kanadzie jak wmawiali jej Hopperowie, która wcale nie była normalna, tylko też był mutantem i na dodatek była ranna. Do tego przepysznego tortu dodajmy jeszcze wisienkę w postaci "o, hej, jestem Will, umieram, haha nic z tym nie zrobicie" i otrzymujemy piękny deser w postaci wkurzonej Valerie. Pierwsza gorąca reakcja dosyć szybko zmieniła się w pasywną agresje w najlepszym wydaniu. Aż w końcu Hopper wyjechał, zostawił ją samą w mieszkaniu, a on chwyciła plecak i wyszła. Wiedziała, że ją znajdzie prędzej czy później. Wiedziała też, że nieźle go wkurwi i taki był zasadniczo był cel.
Nie wiedziała do końca co ze sobą zrobić. Jak każdy nastoletni uciekinier z domu, po pierwszym przypływie emocji za bardzo nie miała pomysłu co ze sobą zrobić. Chodziła po mieście z ogromnym turystycznym plecakiem, z gotówką było już trochę ciężko, no i... była mutantem w Stanach, musiała się pilnować.
Ruszyła w stronę targu. Mijała go zawsze z daleka, kiedy biegała po dzielnicy, nigdy jednak tam nie zaszła. Skoro już miała tyle wolnego czasu równie dobrze mogła wrócić do oglądania miasta, nie wspominając już o tym, że zachowywanie się jak turysta bardzo pasowało do jej aktualnego turystycznego wizerunku. Wyjęła telefon, pstryknęła parę zdjęć i nie chowając go do kieszeni, powolutkim spacerkiem ruszyła przed siebie, starając się wiele nie myśleć o tym co powinna zrobić ze sobą później.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-06, 13:25   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#15

W przeciwieństwie do ostatnich dni, tym razem nigdzie się nie spieszyła. Powoli - choć nie ślamazarnie; po prostu tak, aby już jej nieduży pies mógł za nią nadążyć - kręciła się między straganami. Może nie tak barwnymi i przepełnionymi przeróżnymi przedmiotami, jak to zapamiętała z czasów, gdy jeszcze beztrosko mieszkała w centrum Seattle, jednak nadal zdecydowanie przyciągającymi wzrok. Budki i stoiska stały dosyć blisko siebie, zostawiając przy tym na tyle dużo miejsca, aby stworzyć złudzenie czegoś na kształt labiryntu. Zimowa aura wciąż jeszcze nie opuściła całego miasta, co dopiero mówić o ryneczku, na którym nadal roiło się od świecących, kolorowych lampek, błyszczących łańcuchów i girland światełek choinkowych - wyprzedaż, teraz o pięćdziesiąt procent taniej - oraz innych kiepsko sprzedających się pozostałości po odległych świętach. Już niedługo miały je zapewne wyprzeć inne, bardziej wielkanocne, pstrokate ozdoby, jednakże najwyraźniej - przynajmniej w odbiorze sprzedawców - nie była na to jeszcze dostatecznie dobra pora.
Cassandrze zresztą w niczym to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, przeceny były dla niej czymś wyjątkowo korzystnym. Nie, nie ze względu na chęć wyposażenia się w nowe bibeloty do ozdabiania mieszkania. Nie miała już przecież nawet własnego pokoju, wynajmując coś w niezbyt zachęcająco wyglądającym motelu, do którego dosłownie nie chciało się wracać. Paradoksalnie rzecz jednak ujmując, rynkowe okazje zachęcające innych ludzi... Były dla niej znacznie bardziej korzystne niż dla całego tego towarzystwa. Dostrzegając możliwość oszczędzenia na ozdobach, niektórzy tracili głowę, skupiając się wyłącznie na buszowaniu w obniżkach. Stawali się nieuważni, rozkojarzeni, nie zwracali uwagi na otoczenie... A Cass tylko na to czekała.
Nigdy nie zamierzała zostać tego typu osobą. Nawet w młodości, kiedy znajomi z dzielni zarabiali dokładnie w taki sposób, nie próbowała im w tym dorównać. Owszem, imponowali jej, jednak czymś znacznie większym od lepkich łapek. Nieistotne, jak źle by to nie zabrzmiało, robili z tego pewnego rodzaju sztukę. Właśnie dlatego tak często im się przypatrywała, dla jaj dając im pokazywać sobie niektóre sztuczki. Nie pomyślałaby wtedy, że kiedykolwiek jej się to przyda...
A jednak. Wyrwanie się z Bractwa bez większych nakładów finansowych. Pokój w motelu - zdecydowanie nie najtańszym, a raczej takim, w którym nikt o nic nie pytał; za bezpieczeństwo, nawet wątpliwe, się płaciło - jedzenie na wynos, kupowane z braku dostępnej kuchni i obrzydzenia do karaluszego bufetu w tymczasowym miejscu zamieszkania... A teraz jeszcze przygarnięty pies. Pieniądze topniały jak lód. Wreszcie zwyczajnie nie miała wyboru. Nie mogła napisać do ojca o przelew - i tak by tego zresztą nie zrobiła - potrzebowała gotówki. Nieważne, jak zdobytej. Ważne, że mającej przedłużyć trochę jej... Bytowanie.
Kilka razy zwyczajnie wyślizgnęła portfel z kieszeni jakiegoś dupkowato wyglądającego faceta - byli niczym wyjęci z kopiarki, wszyscy tak samo naburmuszeni, wszyscy drący się na żonę i/lub dzieci przy stoiskach - potem odciążając go od gotówki, dyskretnie ścierając odciski i upuszczając resztę nietkniętej zawartości. Ot, gdzieś w tłumie. Nie obawiała się, że sprzedawcy ją wydadzą. Sami mieli dostatecznie dużo za uszami.
Przez czas, jaki spędziła w tym miejscu, udało jej się uzbierać całkiem zgrabną sumkę. Niezbyt dużą, jednak dostateczną, aby mogła w spokoju opuścić targ. Nie chciała jednak kończyć tego tak po prostu. W pewnym sensie celebrując sukces, postanowiła wypróbować jeszcze jeden numer - udany czy nie - wybierając cel w postaci samotnego, gburowatego mężczyzny i... Potykając się o smycz swojego psa, wpadając na niego tak, aby podczas wspólnego podnoszenia się... Cóż, zwinąć mu portfel, jednocześnie nie przestając przepraszać, nim nie odszedł z wściekłością.
Nie zauważył... To był dobry dzień.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-05-06, 19:51   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Przez chwilę czuła się naprawdę normalnie. Pierwszy raz od kiedy postawiła stopę na amerykańskiej ziemi, myśli kompletnie odpłynęły z jej głowy, a ona dała porwać się chwili. Szła przez tłum, nie myśląc o niczym konkretnym, zatrzymując się koło różnych straganów i oglądając wystawione na nich rzeczy. Zapomniała nawet, że tego dnia był dzień kobiet, przypomniał jej o tym dopiero jeden ze starszych panów sprzedających różne smakołyki, który specjalnie z tej okazji, każdej przedstawicielce płci pięknej dawał darmowe ciastka z wróżbą. Valerie przyjęła swoje z wdzięcznym uśmiechem. Powoli przełamała ciastko i wyjęła ze środka zwinięta w rulonik kartkę papieru. Wsadziwszy jedną z połówek do ust, zajęła się rozwijaniem wróżby.
Podróżujesz nie po to by zobaczyć nowe, lecz by patrzeć inaczej na stare.
Wpatrywała się w osłupieniu w słowa, będąc w szoku jak bardzo okazały się być one celne. Czy to był przypadek, czy... Rozejrzała się niepewnie, na chwilę krzyżując spojrzenie ze starszym panem, który zajęty był już obsługa kolejnych klientów. Nie, to niemożliwe... a jednak, jaka była szansa, że akurat to ona trafi na to ciastko? Nie wierzyła w magie, wierzyła w mutantów. I w zbiegi okoliczności. Zwinęła papierek z kulkę i wrzuciła do kieszeni płaszcza. To wszystko wina Willa i Sarah, stała się przez nich za dużą paranoiczką, w każdym teraz widziała czającego się na nią mutanta z D.O.G.S. czy jak to tam inaczej oryginalnie nazwali.
Wzięła głęboki oddech i ponownie ruszyła przed siebie, jednak już nie tak rozluźniona jak wcześniej. Zacisnęła parę razy dłonie, starając się spuścić trochę napięcia. Nigdy nie czuła się pewnie w miejscach publicznych, szczególnie kiedy była pod wpływem silnych emocji, bardzo łatwo mogła się wtedy niekontrolowanie teleportować i o ile w Kanadzie jedynie wywołałoby to szok, tutaj mogło skończyć się przecież kulką w łeb, a przynajmniej tak jej się wydawało... Zeszła z głównej drogi i stanęła pomiędzy straganami, starając się uspokoić galopujące w niebezpieczną stronę myśli. Val, od kiedy jesteś taką panikarą, co? przymknęła powieki i wzięła kilka głębokich oddechów, nie potrzebowała dużo czasu, żeby przemówić sobie do rozsądku. Znała swoje możliwości i wiedziała, że na razie nikt nie ma żadnych podstaw do tego żeby uważać, że kimś kim nie jest, a była przecież tylko kanadyjską turystyką, prawda?
Już miała wyjść ze swojej małej kryjówki, kiedy centralnie pod jej nogami pojawiło się małe kłębowisko rąk i nóg. Odruchowo odsunęła się na bok, stając obok wesoło merdającego ogonem psa, kiedy kobieta i mężczyzna próbowali pozbierać się z ziemi. Blanc odruchowo schyliła się, aby któremuś z nich pomóc, kiedy nagle dostrzegła szybki ruch dłoni blondynki, w której nagle pojawił się portfel mężczyzny, który klnąc pod nosem właśnie odwracał się i odchodził. Valerie z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w kobietę, nie dowierzając w pierwszej chwili z jaką łatwością udało jej się obrobić faceta, zanim w ogóle dotarła do niej niemoralność tego czynu.
-Hej! - zawołało oskarżająco wyciągając palec wskazujący w jej stronę i odwracając się jednocześnie w stronę faceta, z zamiarem krzyknięcia za nim.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-06, 21:39   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie wiedziała, co tak właściwie ją podkusiło. Teoretycznie miała już przecież wystarczający zarobek, aby być w stanie utrzymać siebie i psa przez - cóż, może przy sporym oszczędzaniu - kilka najbliższych dni. Daj palec, a zabiorą rękę być może niezbyt dobrze tu pasowało, bo w końcu nikt dobrowolnie nie ofiarował jej zawartości swojego portfela czy jakiegokolwiek wsparcia finansowego, ale w gruncie rzeczy... Rozchodziło się o coś podobnego. To był ryzykowny, jednak zdecydowanie łatwy zarobek. No, przynajmniej do czasu, gdy nie trafiały się jakieś zaniepokojone obywatelki. Wtedy sytuacja błyskawicznie zaczynała wymykać się spod kontroli.
Nie zamierzała dać się wkopać. Nie pod sam koniec pracy, zwłaszcza że ryzykowała czymś znacznie większym i gorszym od zwyczajnej ulicznej awantury. Nie mogła narazić się przecież na kontakt z policją czy jakimikolwiek stróżami prawa, ponieważ wtedy przywłaszczenie sobie cudzych pieniędzy z pewnością nie byłoby jej najpoważniejszym problemem. Zapewne wylądowałoby gdzieś na samym końcu długaśnej listy oskarżeń, która ciągnęłaby się za nią aż do ośrodka badań genetycznych, oddziału zamkniętego w siedzibie D.O.G.S., celi w uroczym budyneczku Genetically Clean czy płytko wykopanego grobu gdzieś przy jakiejś opuszczonej kopalni piachu.
Zareagowała praktycznie instynktownie. Nie zważając na oskarżycielski ton głosu dziewczyny - a może raczej młodej kobiety; nie umiała tak szybko określić czyjegoś wieku - który z pewnością mógł zwrócić na nie uwagę otoczenia, dosłownie rzuciła się na szyję nieznajomej. Nie, nie po to, aby ją udusić. Choć niewątpliwie miała przez chwilę ochotę, aby to zrobić, wybrała łagodniejszą formę poradzenia sobie z sytuacją. O! Hej!, jakie towarzyszyło jej podczas tego skoku na cudzą przestrzeń osobistą, było nad wyraz przyjacielskie. Zupełnie tak, jakby miała do czynienia z dawno niewidzianą osobą, która właśnie przypadkiem znalazła się w tej samej okolicy. Cass miała nadzieję, że wyjdą przez to na kogoś więcej niż złodziejkę i kapusia. Prawdę mówiąc, wolała być już uznana za czyjąś nadmiernie emocjonalną psiapsiółeczkę.
- Nawet nie próbuj... - Syknęła wprost do ucha blondynki, nadal serdecznie ją ściskając. Na tyle długo, aby upewnić się, że mężczyzna - którego wzrok znowu skierował się w ich stronę - zacznie ponownie się oddalać. Najlepiej jak najdalej, a przynajmniej poza zasięg piskliwego krzyku praworządnej obywatelki, którą wreszcie puściła, odsuwając się o krok i mocniej ściskając psią smycz.
- To nie szkółka niedzielna. - Dodając, zmierzyła nieznajomą spojrzeniem, lekko pokręciwszy przy tym głową. Nie zamierzała wdawać się w dyskusje na temat moralności popełnionego czynu ani tym bardziej zostawać tu dłużej. Zdecydowanie wolała wycofać się, póki jeszcze miała na to co najmniej kilkanaście sekund...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-05-11, 20:30   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Nie zdążyła nawet otworzyć ust, żeby zawołać okradzionego mężczyznę. Zamiast tego gwałtownie wciągnęła powietrze i cofnęła się o krok przytłoczona nagłym ciężarem. Serce wykręciło kołowrotek w jej piersi, a krew gwałtownie uderzyła do głowy, wprowadzając ją w stan szoku oraz gotowości do obrony. A w jej przypadku obrona równała się nagłemu zniknięciu i pojawieniu się parę metrów dalej. Odruchowo zacisnęła powieki, skupiając wszystkie swoje myśli nie na potencjalnej samoobronie, a na pozostaniu w miejscu w którym stała. Zaskoczenie, strach, nagłe, gwałtowne emocje - to wszystko sprawiało, że jej moc działała losowo i bez ostrzeżenia, a ostatnie czego sobie życzyła w tej chwili to udowodnienie Willowi, że miał rację! No i przy okazji byciu porwaną i torturowaną.
Wcisnęła ręce pomiędzy siebie a kobietę próbując ją od siebie odepchnąć. Nie zamierzała niczego jej ułatwiać, z drugiej strony nie zamierzała też nadmiernie zwracać na siebie uwagi. Z czym z pewnością wiązałoby się zgłoszenie tej sytuacji na policje, wziąwszy pod uwagę, że ofiara "napadu" zdążyła się już ulotnić z miejsca zbrodni. Jedyne co więc jej pozostało to pójście w jego ślady i zniknięcie z tagu, zanim ktoś zainteresuje się tym razem jej interakcją z kobietą, szczególnie że Blanc w tej chwili nie zachowywała się jakby była jej najlepszą psiapsiółą, szamotając się w jej "przyjacielskim" uścisku.
Zamarła słysząc te ciche słowa, wypowiedziane prosto do jej ucha. W normalnej sytuacji Valerie za pewne wystraszyłaby ta niewypowiedziana groźba, ostatnimi dniami jednak co raz więcej było w niej buntowniczej Claire niż pokornej Valerie, więc słowa złodziejki wprowadziły ją w stan lekkiego zirytowania.
-Włoską mafią też bym tego nie nazwała. - odpysknęła i korzystając z okazji że kobieta w końcu ja puściła, a ona sama ma wolne ręce wcisnęła je do kieszeni płaszcza, sprawdzając czy telefon nadal jest tam gdzie powinien. Przezorny zawsze ubezpieczony, nawet jeśli "napastniczka" jedynie objęła ją za szyję, mw końcu mogla jakoś wyszkolić tego swojego kundla... nigdy nic nie wiadomo. A Val nie zamierzała tracić jedynego urządzenia, które gwarantowało jej kontakt z rodzeństwem, szczególnie że to nie ona była tym Hopperem którego los obdarzył super pamięcią do numerów i innych pierdów. -Skończyłyśmy już, czy może teraz mnie porwiesz i zaczniesz żądać okupu, capo? - zapytała sarkastycznie, sama nieco zdziwiona skąd nagle w niej pojawiła się taka brawura. Eh, powinna podkulić ogon i odejść jak gdyby nigdy nic się nie stało, ale nie, zachciało jej się mieć ostatnie zdanie. Świetnie.

trochę bezwen wybacz ;c
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-13, 01:03   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


|ja też nie jestem w formie, także <5>
postaram się wydusić z siebie więcej w następnym poście


- Faktycznie. - Nieznacznie skinęła głową, wymownie unosząc przy tym jedną brew, nim dopowiedziała. - Bardziej... Amerykańską, ale... Kto by w to wnikał. - Paradoksalnie, mała blondyneczka zapewne nie miała nawet pojęcia, jak blisko prawdy była w tym momencie. Bądź co bądź, Cassandra miała przecież wyjątkowo ścisłe kontakty z rzeczywistą mafią, nawet jeśli w tej chwili działała całkowicie sama. Widoczne czy nie, wychowanie na pewno robiło swoje, zwłaszcza w otoczeniu, w jakim dorastała Gardner. Kobieta nie sądziła jednak, by została rozgryziona. Wręcz przeciwnie, słowa nieznajomej przyjęła - raczej słusznie, przynajmniej jak na jej oko - jako zwyczajną pyskówkę z przypadkowym nawiązaniem do rzeczywistości. To zaś było całkiem zabawne. Nawet w okolicznościach, w których nikomu nie powinno być raczej do śmiechu.
Ją to jednak rozbawiło, zwłaszcza że chwilę później, cóż, dziewczyna dostarczyła Cass jeszcze kilka powodów do lekkiego uśmiechu. Klepanie się po kieszeniach, wkładanie rąk do ich wnętrza, sprawdzanie, czy cała zawartość nadal tam była... Nieistotne, w jaki sposób upewniała się blondynka. Istotne, jak odruchowo i błyskawicznie to zrobiła. Zupełnie tak, jakby brała pod uwagę możliwość, że Cassie - nie mająca przecież dodatkowej pary rąk wyrastającej z ud czy okolic bioder - mogła okraść także ją. I chociaż prawdopodobnie należało po prostu odejść, nie zwracając już na siebie uwagi, Gardner nie potrafiła nie parsknąć cicho pod nosem.
- Widzę, że doceniasz moje umiejętności, ale nie. - Nie musiała raczej kończyć myśli, bo obie wiedziały, o co jej chodziło. Mimo to, dodała coś jeszcze, puszczając przy tym oczko w kierunku towarzyszki. - Ruszam tylko wyjątkowych sukinsynów. - Pocieszne babcie, starsi panowie o lasce, ciężarne kobiety, niepełnosprawni, dzieci, widocznie biedni, mili... Nawet złodziejaszki, nieistotne, jak zdesperowane, miały swój pokrętny kodeks. Ona też się go teraz trzymała, nawet jeśli - mimo wszystko - psychicznie nie zaliczała się do tego grona. Nie była ponad tym, nie czuła się lepsza od swojego ulicznego towarzystwa z Albuquerque, po prostu nie wiązała z tym swojej przyszłości. Nie na zbyt długo. To było przejściowe... Taką miała nadzieję.
- Doceniam to, jak dobrze wychowała cię mama, ale nie musisz pytać o takie rzeczy. Wystarczy sobie iść. - Społeczne interakcje były obecnie na tyle niewygodne dla Cassandry, że ta naprawdę nie zamierzała wdawać się w zbytnie pyskówki. Ostatnim, czego mogła teraz chcieć, było robienie sceny i zwracanie jeszcze większej uwagi otoczenia. Dlatego zwyczajnie machnęła głową w kierunku przeciwnym do tego, jaki sama zamierzała obrać. - Spadaj, mała. Nie daj się oskubać.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-05-27, 19:19   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


W typowo buntowniczo-nastoletni sposób odpowiedź kobiety skwitowała jedynie wywróceniem oczami. Czuła, że zachowuje się jak nie ona. Bardzo rzadko odzywała się w niej buntownicza, nieco chamska natura, ale jak widać skoro już była w trakcie Wielkiej Ucieczki Mającej Zrobić Na Złość Willowi to nie była do końca sobą. Może w końcu zrywała z siebie nieco grzeczne kanadyjskie wdzianko i dawała błyszczeć swojej bucowatej amerykańskiej naturze? Normalnie jeszcze chwila i pójdzie na burgera do maca w zestawie z colą supersize.
Słysząc jak kobieta parsknęła śmiechem, Val przestała obmacywać się po kieszeniach i skrzyżowała ręce na piersi, posyłając w jej stronę nieco pytające bardzo zirytowane spojrzenie. Zapewne dopiero wieczorem, kiedy emocje z niej opadną zda sobie sprawę z tego ile razy mogłaby w przeciągu tej krótkiej wymiany zdać zostać pobita albo coś w tym guście, gdyby nie trafiła na jakże kulturalną okradająca tylko skurwysynów panią złodziej.
-Oh, od razu mi lepiej. - mruknęła, wywracając oczami, jak to miło wpaść czasem na żeńskiego Robin Hooda. Dzień od razu staje się lepszy.
Blanc zacisnęła lekko dłonie na ramionach, ręce nadal mając skrzyżowane na piersi. Pomimo całej swojej pyskówy trochę jednak się bała, a sam fakt strachu sprawiał, że zaczynała być szczególnie świadoma swojej mocy, co wprowadzało ją w stan lekkiej paniki. Sprawy nie polepszało to jak bardzo była świadoma faktu, że jeden skok na terenie Stanów to praktycznie wyrok śmierci. Ah, głupia, po co o tym myślisz!
Musiała stąd jak najszybciej zniknąć. -Ta, Szkoda, że nie żyje. - wyrzuciła z siebie odruchowo i uśmiechnęła się bez cynicznie, po czym od razu przecisnęła się obok psa nieznajomej i ruszyła przed siebie. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że dłonie jej lekko drążą. Przyspieszyła, chcąc jak najszybciej wynieść się z Chintown. Śpieszyła się tak bardzo, że przestała zwracać uwagę na otoczenie, co poskutkowało wejściem prosto w plecy jakiejś wyjątkowo postawnej kobiety. Val drgnęła zaskoczona, szybko wyrzucając z siebie jakieś przeprosiny. Miała wrażenie, że tłum co raz bardziej się zagęszczał, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na zbliżający się wielkimi krokami atak paniki. Wielokrotnie je miała w dzieciństwie, nagle ją paraliżowało, miała problemy z oddychaniem, nie mogła wstać z łóżka, później zaczęła sobie z nimi radzić, do tego stopnia że mogła mieć jeden w trakcie lekcji biologii i nikt nawet sobie z tego nie zdawał sprawy. Ten jednak był inny. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając szparę pomiędzy straganami w którą się wcisnęła. Jeden z nich miał blaszane ściany, o które oparła przedramiona, pomiędzy które wcisnęła głowę.
W głowie miała taką pustkę, że nawet nie była pewna czy cały czas po prostu tak szybko szła, czy może idąc podświadomie przeniosła się o metr lub dwa.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-28, 01:23   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Jej kontakt z młodymi dziewczynami, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa - nawet nastoletnimi, był w ostatnim czasie dosyć mocno ograniczony. Bądź co bądź, nie było ich zbyt wiele w Bractwie, tym bardziej w obozowym szpitaliku, w którym Cassandra spędzała większość czasu, nim ostatecznie opuściła organizację.
Pamiętała jednak, jaka sama była w podobnym wieku, w tym momencie unosząc brwi, ale nijak nie komentując min czy gestów rozmówczyni. Jakby nie mówić, sama była dużo bardziej zbuntowana. Okolica zamieszkania, towarzystwo w szkole, a nawet samo wychowanie - to robiło swoje. Z wielu dawnych cech wcale zresztą nie zrezygnowała, unosząc nieznacznie kącik ust, gdy do jej uszu dotarły sarkastyczne odzywki blondynki. To było nawet całkiem… Urocze. Gdyby nie słowa, jakie usłyszała chwilę później, nie mając nawet zbytniej okazji na nie zareagować.
Z początku nie zamierzała też powstrzymywać dziewczyny przed odejściem. Wręcz czuła ulgę z powodu tego, że ta postanowiła wreszcie ją opuścić. Niestety, jeszcze przez chwilę, obserwując plecy oddalającej się postaci, dostrzegła coś, co sprawiło, że mimowolnie przeszły ją ciarki. Jak na złość, nie mogła nawet stwierdzić, iż coś jej się przywidziało. Nie, nie było takiej opcji i - co gorsza - jeśli ona to zauważyła, nie miała pojęcia, kto jeszcze mógł. Przechodziło tędy przecież tylu ludzi...
Nie powinna interesować się sprawami innych. Skoro obrończyni uciśnionych chciała właśnie w taki sposób zakończyć swoje - zapewne dosyć krótkie, patrząc na oko - życie, to była tylko i wyłącznie jej sprawa. Zmienianie tego zdecydowanie nie było przecież w interesie Cassandry, która już dawno przestała bawić się w bycie dobrym człowiekiem. Kiedyś faktycznie taka była. Przyjacielska, pomocna, towarzyska, gotowa do poświęceń w imię celów znacznie większych od niej samej… A ludzie to wykorzystywali.
Kiedy po raz kolejny dostała przez to cios prosto w plecy, a piach znowu sypnął jej w oczy, zaczęła się wycofywać. Nie, nie powoli. Musiała to zrobić dosyć gwałtownie, praktycznie momentalnie… I może dlatego wciąż jeszcze nie pozbyła się całkowicie tego dawnego Ja. Gdyby robiła to stopniowo, pewnie byłoby znacznie łatwiej. Przyzwyczaiłaby się do tego zobojętnienia, przestałaby przejmować się innymi ludźmi.
Tymczasem teraz utknęła gdzieś pomiędzy tym, co było, a tym, co powinno być dla jej własnego dobra. Walczyła z dawnymi instynktami, częstokroć przegrywając to wewnętrzne starcie i robiąc głupoty, za które zazwyczaj jej się obrywało. Zamiast odwrócić spojrzenie, zająć się własnymi sprawami i zapomnieć o tym, czego była świadkiem, faktycznie bawiła się w pieprzonego bohatera. Nawet jeśli tak pokręconego jak Robin Hood.
To było życie blondyny, jej własny los, jej interes, jej cyrk i jej małpy. Jak na złość, Cass doskonale o tym wiedziała, powtarzając to sobie kilka razy - nawet wtedy, gdy szybkim krokiem ruszyła za nieznajomym, chwilę później przechodząc w coś pomiędzy zwykłym chodem, a stawianiem sporych, energicznych susów. Nie chciała zwracać na siebie uwagi, choć i tak pewnie to robiła. Zawsze pokutowała za chęć pomocy. Za każdym chrzanionym razem. Tym razem pewnie także nie miało się obejść bez wyjątku.
Co gorsza, sama nie wiedziała, czemu tak właściwie to robiła. Nie wzruszyła się bowiem nagłym wyznaniem o braku matki ani zdecydowanie nie polubiła dziewczyny od pierwszego wejrzenia. Wręcz przeciwnie, osierocenie nie wywarło na niej większego wrażenia, ponieważ jej własna matka równie dobrze też mogła być martwa. Może nawet była? To już wiedzieli inni ludzie, tak zwana nowa, lepsza rodzina kobiety, która zostawiła ją we wczesnym dzieciństwie. Blondynka przeszkodziła jej także w pracy, narażając ją na złapanie, więc - oczywista oczywistość - nie pałały do siebie raczej zbyt dużą sympatią. Mimo to, Gardner za nią ruszyła, starając się mieć ją w zasięgu wzroku…
Co nie było tak łatwe, jak się mogło zdawać. W pewnym momencie myślała nawet, że ją zgubiła. Że nierozsądna, pozbawiona instynktu samozachowawczego - ha, jakby sama go miała - pannica ostatecznie przepadła jak kamień w wodę. Kto wie, może tak byłoby nawet lepiej. Nie mieszałaby się w cudze sprawy, niczym by nie ryzykowała… A jednak. Dokładnie w momencie, w którym o tym pomyślała, ponownie dostrzegła dziewczynę, wciskając się za nią w prześwit pomiędzy stoiskami, choć nie od razu po tym, gdy ta weszła między nie.
Potrzebowała paru chwil, by znaleźć się bliżej, nie zrównując się z nieznajomą, gdyż wąska przestrzeń na to nie pozwalała, ale wyciągając rękę, by złapać ją za rękaw, jednocześnie od razu wydając z siebie uciszający syk. Nie potrzebowała dodatkowej uwagi otoczenia.
- Ogłupiałaś? - Ponownie syknęła, tym razem formułując już jednak słowa. - To Seattle, nie Europa, dziewczyno. Tu się tego nie robi. Chcesz skończyć w puszce?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-05-28, 22:50   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Un, deux , trois, quatre, cinq, six, sept... zaczęła liczyć po cichu po francusku. Jako obywatelka Kanady miała ten język jak obowiązkowy przez wiele lat, nie posługiwała się nim jednak jakoś wyjątkowo płynnie. Liczby znała za to doskonale. Wymienianie ich wielokrotnie uspokajało jej umysł, sprawiało, że skupiała się na obcym sobie języku i zapominała o sobie. Nie inaczej było w tej sytuacji.
Umysł skupiwszy na dwudziestkach, zaczęła powoli przesuwać się w stronę drugiego wyjścia ze "swojego" zaułka. Nie dane jej było jednak spokojne opuszczenie tego miejsca. -..vingt-huit... - wyrwało jej się nieco głośniej, kiedy poczuła szarpnięcie za rękaw i automatycznie wyszarpując rękę. Jej twarz przybrała wyraz szczerego zdziwienia, kiedy ponownie ujrzała stojącą przed sobą drobną blondynkę, a do jej rollercoasteru emocji dołączyła również trwoga, kiedy dotarł do niej sens słów kobiety,
-Czego? Ogarniania lekkiego ataku paniki po przemaglowaniu przez nieznajomą? - z uporem rżnęła głupa, nawet jeśli szło jej to wyjątkowo beznadziejnie, nawet jeśli już na samym początku lekko się zająknęła. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła jej się myśl musiałaś nieświadomie skoczyć, zagłuszała ją jednak jak tylko mogła, bo a) oznaczałoby to, że Will miał rację, b) gdyby przyznała to przed samą sobą, no cóż... sprawy przybrałby jeszcze gorszy obrót.
-Chodźmy stąd. - Zareagowała odruchowo. I chociaż przed chwila były bądź nie bądź "nieprzyjaciółmi", teraz nagle Valerie zrobiła z niej swojego sojusznika. Gdzieś w swojej pokrętnej, nieco blond-logice, uznała, że skoro tamta zamiast porazić ją paralizatorem, zaciągnąć na posterunek i zgarnąć immunitet za wszystkie swoje przekręty, postanowiła ją ostrzec to... no cóż, nie robiło to z niej może idealnego sojusznika, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, najwyżej potem bardzo tego pożałuje, trudno.
Blanc przecisnęła się na drugą stronę, stając teraz na tyłach straganów. Chodnik był tu mniejszy, jednak ludzi również było mniej, przez co miało się wrażenie, że po tej stronie płóciennych namiotów i blaszanych chat jest więcej miejsca, niż po drugiej. Kiedy kobieta do niej dołączyła, wyrzuciła z siebie tylko, pozornie pozbawione sensu krótkie pytanie: -Jak daleko? się przeniosłam, jaka jest szansa, że ktoś poza kobietą mógł wziąć to za coś więcej niż większy krok, lekki podskok, cokolwiek i...
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-02, 19:45   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Już na pierwszy rzut oka dało się zobaczyć, że Cassandra nie zamierzała kupić jakichkolwiek głupich tekstów. Niestety, aż za dobrze wiedziała, co widziała. Nic nie miało tego zmienić, tym bardziej typowe rżnięcie głupa, gdy sytuacja nie była za dobra. Dlatego parsknęła cicho, po prostu posyłając dziewczynie dosyć jasne spojrzenie i nieznacznie kręcąc przy tym głową. Nawet nie wdawała się w dyskusje, całe szczęście, najwyraźniej nie musząc tego robić. Fasada pękła szybciej niż Cass mogła zakładać. Całe szczęście, bo wolała faktycznie skryć się gdzieś za blaszakami niż nadal stać w tym samym miejscu.
- Trochę… - Nie miała miarki w oczach, jednak zmrużyła je, jednocześnie usiłując jakoś określić odległość, o którą mogła przesunąć się dziewczyna. Nie było to jednak wcale takie łatwe, jak mogło się zdawać. Zwłaszcza w sytuacji, w której i ona nie była najspokojniejsza. Bądź co bądź, ktoś mógł dostrzec jej związek z blondyną, tym samym wpędzając je obie w kłopoty. Co gorsza, nie mogła nawet powiedzieć, że o tym nie pomyślała, bo byłoby to kłamstwem. Podążając za nieznajomą, była w pełni świadoma tego, co hipotetycznie mogło mieć miejsce. Mimo to, nadal postanowiła wmieszać się w nie swoje sprawy. Ot, typowa ona. Teraz na dodatek przez chwilę zamyślona.
- Dwa, może dwa i pół metra, nie więcej. - Określiła ostatecznie, nie przestając marszczyć czoła. - Na tyle, by było to widać. - Prawdopodobnie towarzyszka była już tego świadoma, w końcu zauważyła ją przynajmniej jedna osoba, jednakże Cass nawet zbytnio się nad tym nie zastanowiła. Po prostu to powiedziała, chcąc podkreślić istotę problemu, jaki mogły mieć w tym momencie. To nie była już kradzież czyjegoś portfela, oskubanie ludzi z kiepsko chronionej kasy, pozbawienie zegarka, oszustwo czy coś z tych rzeczy.
Paradoksalnie, nawet ograbiając kogoś na grube miliony - co jeszcze jej się, niestety, nie zdarzyło - nie byłaby tak bardzo na celowniku, jak będąc mutantem. Ludzie z aktywnym genem X popełniali zbrodnię samym oddychaniem. Wystarczyło, że żyli, aby błyskawicznie uznano ich za największych wrogów publicznych. A gdy któryś z nich, o zgrozo, prezentował jeszcze swoje umiejętności? Niektórym burzyła się estetyka i musieli coś z tym zrobić.
Jak już wspominała, to nie była Europa. To nie była też Kanada czy jakiś z mniej restrykcyjnych, bardziej przyjaznych krajów. To były Stany i, co gorsza, Seattle - jedno z najbardziej fatalnych miejsc na danie ponieść się emocjom. Dostrzegała, że dziewczyna była zdenerwowana. Nie dziwiła jej się zresztą, ponieważ sama starała się unikać niebezpiecznych sytuacji, nawet jeśli te same jej się zdarzały.
Pomimo świadomości tego wszystkiego, nie do końca wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Nie ukrywała, że nie była najlepsza w pocieszaniu. Już od długiego czasu, życie po prostu jej nie rozpieszczało. Musiała trochę stwardnieć, choć nadal miała trochę za miękkie serce i miękką dupę. Mimo to, już od dawna nie poświęcała aż tyle czasu na mówienie innym, że miało być dobrze. Pracując dla Bractwa, miała styczność z tak dużą ilością nieszczęścia i śmierci, że to… Zwyczajnie nie miało sensu. Mogła mówić naprawdę wiele rzeczy, jednak jeśli przynajmniej połowa z nich i tak nie odnajdywała pokrycia w rzeczywistości, to wszystko traciło istotę. Dlatego teraz postanowiła działać, nie paplać, wpierw zadając podstawowe pytanie.
- Masz się gdzie zaszyć? Na teraz? - Nie to, że była Matką Teresą czy zbierała ludzi z ulicy. Adoptowała już psa, który teraz trzymał się blisko niej i obserwował okolicę, mokrym nosem trącając rękę drugiej dziewczyny. - Lepiej tu nie stać. To parszywa okolica. - Pomimo natłoku ludzi, radosnej atmosfery i innych takich, to naprawdę była parszywa okolica, głównie dla mutantów. Częste patrole, spora ilość monitoringu… Naprawdę kiepska lokalizacja.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-06-07, 16:42   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


W napięciu wpatrywała się w kobietę, czekając na jej następne słowa. Wszystko wokół niej zamarło, kiedy tamta zrobiła tę trwającą w nieskończoność pauzę. Aż w końcu... dwa, może dwa i pół metra, nie więcej. Valerie wypuściła przez nos powietrzę, a wraz z nim nieco napięcia. Dwa i pół metra to nie było tak dużo, to były dwa spore kroki, może trzy jak ktoś ma krótkie nogi. Skinęła głową, ze zrozumieniem, coś w jej głowie przeskoczyło. Starała się odzyskać kontrolę nad sytuacją, opanować ją i tym samym nabrać nieco pewności siebie. Sięgnęła do zewnętrznej kieszeni plecaka i wyciągnęła z niego czarną baseballówkę, zwinęła blond włosy z niedbały kok i wsunęła go pod czapkę. Wiedziała, że nie dawało to wiele, jednak jej jasne włosy były dosyć charakterystyczne, z pewnością ułatwiały odróżnienie jej z daleka wśród tłumu ludzi.
-Tak. - odparła odruchowo, myśląc o mieszkaniu Willa w którym siedziała przez ostatnie parę dni. -Nie. - dodała równie szybko. -Eh, to skomplikowane, wole tam nie iść od razu. - sprostowała, ponownie sięgając do plecaka i wyciągając z niego okulary przeciwsłoneczne, które wcisnęła na nos. Zaczęła też nieco szarpać się z płaszczem, który niedbale zwinęła i zaczęła upychać do środka. Ledwo się mieścił, jednak udało jej się zapiąć plecak i ponownie założyć go na plecy. Miała na sobie bordową bluzę z kapturem, nieco cienką jak na taką marcową pogodę, jednak w tej chwili była zbyt rozgrzana od emocji, żeby się tym przejmować. Nie wyglądała kompletnie inaczej - ale trochę, to jedyne co mogła w obecnej chwili zdziałać.
-Jasne. - rzeczowo odparła i ruszyła przed siebie. W tej chwili funkcjonowała na trybie zadanie - wykonanie. Wszelkie pozostałe myśli i refleksje nie były potrzebne. Szły przez jakiś czas w milczeniu, niezbyt szybko, niezbyt wolno. Jakby szły w jakimś konkretnym kierunku, a nie tylko spacerowały.
Dużo czasu nie zajęło im opuszczenie targu. Znajdowały się stosunkowo blisko wyjścia. Skręciły w jedną z mniejszych uliczek i przez chwilę kręciły się po ulicach chinatown, nie rozmawiając o niczym konkretnym, w końcu chodzenie w ciszy nie wyglądało zbyt naturalnie.

//świątynia
[Profil]
  [0-]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2021-01-06, 12:12   

Najnowszy/

W końcu mogła się porozumieć lepiej niż ostatnio, chociaż musiała przyznać że nauka była męcząca już w ogóle jeśli nie miało się możliwości nauki normlanie czy od kogoś. Musiała trenować sama, wieczorami w ciemnych pomieszczeniach opuszczonych budynków gdy telefon mogła jeszcze spokojnie używać do wyczerpania baterii, czy nawet szpitalne sale, które nie były zajęte. Była zadowolona z tego, że wszystko zaczynało się powoli układać. Nie musiała się o nic martwić o nic niepokoić, no prawie, w końcu jakoś musiała też sobie radzić prawda? Nawet odważyła się założyć sobie konto bankowe na które mogła wpłacić pieniądze, które udało się jej ukraść od przypadkowych ludzi, W końcu wycieczka do Polski była dość niebezpieczna to raz, dwa za daleko. Nie miała już takiej presji i nacisku by wybierać się tak daleko. Poza tym, podróż normalnym transportem też odpadała. Udało się jej nawet zdobyć pracę w jednym z klubów nocnych. Poza tym nie wiedziała czy tutejsze służby już ją szukały czy jeszcze udało się jej uniknąć kłopotów. Ale nigdy nie wiadomo. Na razie korzystała z życia i nie miała zamiaru od tak odpuszczać. Dzisiaj postanowiła wykorzystać okazję na małe zakupy poza tym, pierwszą wypłatę trzeba było opić jakoś też prawda? Tak też zadowolona ruszyła na zakupy na targ. Wybrała jakąś bluzkę, spodnie, bieliznę. Gdy wpadła nagle na świetny pomysł, a może by tak poszukać dobrego tatuażystę? Zrobiłaby sobie jakąś dziarę nie za dużą co by z kasą wyrobiła no i oczywiście nie za drogiego.
- Salon tatuaży tani ale dobry?
Zapytała łamiącym angielskim ale za diabła sprzedający nie zrozumiał o co jej chodzi. Zagryzła wargę próbując jeszcze raz tym razem zrozumiał, jednak ona jego odpowiedzi w ogóle. Westchnęła pod nosem zrezygnowana tylko uśmiechnęła się do mężczyzny by grzecznie podziękować.
- Matko bosko a już miałam nadzieję...
Mruknęła w ojczystym języku zrezygnowana.
[Profil]
  [A+]
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2021-01-16, 13:58   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


// 2 lipca 2019

Pogoda pięknie dopisywała, słonecznie i cieplutko. Ale że było się w pracy, nie można było ubierać się jak na kort tenisowy. Sebastian na sobie miał białą koszulę z krótkim rękawem, rozpiętą pod szyją i kremowe spodnie, marynarkę zostawił w samochodzie, wraz z torbą do pracy. Zaraz po swoich godzinach spotkań i odpracowaniu ośmiu za biurkiem, mógł udać się na targ by zrobić popołudniowe zakupy, nowe zapasy. A że mieszkał sam, czas go nie gonił. Na wieczór też powinien się przygotować na przyjmowanie klientów, do swojego salonu na tatuaż. Od tego miesiąca postanowił wznowić swoją drugą pracę, jako że z chodzeniem już problemu nie miał. Ale miał jeszcze na siebie uważać, nie biegać i nie szaleć. Stosował się do zaleceń swojego lekarza, co dzięki temu widać efekty. Najlepsze, że jego lekarz nadal nie wiedział o jego mutacji. To jest takie piękne!
U miłej starszej pani, kupił sobie siatkę pysznych jabłek. U kolejnej parę świeżych warzyw. Idąc dalej, widział dziewczynę próbującą chyba się z kimś dogadać. Ładna była, to musiał przyznać, ale nie przyszedł tutaj po kobiece okazy, ale na uzupełnienie swojej lodówki. Ruszył więc dalej, możliwe że zbliżając się w stronę pięknej nieznajomej. Nie myśląc nawet o tym by zaczepiać, podrywać. Bo nawet nie wyglądała mu na taką, co by się zgubiła. Ale mogła poszukiwać jakichś informacji.
[Profil]
  [0+]
 
Jupiter Braun



-

skrzydła/magma

42%

-





name:

Jupiter Braun

alias:
sukkub

age:
22

height / weight:
167/55

Wysłany: 2021-01-16, 17:42   

Westchnęła pod nosem totalnie zrezygnowana, za nic nie mogła się dogadać a jej język jak się okazało w ogóle nie był taki do porozumienia jak to twierdził Gabriel po ich rozmowie. Nie wiedziała czemu, ale miała wrażenie, że tamten mutant był dziwnym człowiekiem, bardzo dziwnym. A ona co do ludzi się nie myliła. Pytanie tylko czy powinna mu na tyle zaufać by pozwolić mu się bardziej zbliżyć? Nie wiedziała, mimo że na to już pozwoliła bo to dzięki niemu miała telefon, dzięki niemu zaczęła wszystko na nowo. Nie wiedziała co ma myśleć. Ale jedno wiedziała. TATUAŻ musiał być! Nowe miejsce, nowe możliwości, nowe życie. Uśmiechnęła się mimo problemów sama do siebie i dostrzegła mężczyznę całkiem blisko niej stojącego i przyglądającego się czemuś na targowisku. Nieśmiało podeszła i lekko szturchnęła go w ramię.
- Przepraszam, może Pan...tatuaż, gdzie tanio ale dobrze?
Powtórzyła kolejny raz z nadzieją, że może on się zorientuje i będzie wiedział o co jej chodzi. Dla ułatwienia jeszcze pospiesznie pokazała na tatuaż skrzydeł, które wychodziły spod jej bluzy zakładając się niemal na łopatce.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6