Poprzedni temat «» Następny temat
Coffee Roasting Co.
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2021-01-24, 22:00   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Kurwa kurwa kurwa. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Nie dość, że byli ewidentnie otaczani, tak młoda jeszcze traciła nad sobą panowanie. Miał już kilka razy okazję jej dotknąć, gdy moc była aktywna - nic przyjemnego. Kolejna blizna do kolekcji. Przy tej ilości, którą posiadał, nie było to nic nadzwyczajnego, ale to nie było tak, że lubił je kolekcjonować.
Tak czy siak - głupi by nie zauważył, że ich otaczali. Zwłaszcza, że kilku uzbrojonych typów, wypadło prosto na nich. Nie miał zamiaru nawet próbować wdawać się w walkę. Gdyby był sam - być może....ale nie jak byli tu Joker i Van. Zwłaszcza Van. Nie mógł jej narazić na uwięzienie, pranie mózgu czy nawet śmierć. Wystarczy, że naraził ją, samym pojawieniem się publicznie.
Niemal natychmiast po komunikacie Jokera, zrobił to samo co on - odbił się wektorami i dosłownie wystrzelił w miejscu, by wylądować po drugiej stronie samochodu.
- Na lewo - rzucił do podopiecznych i tam od razu się biegiem skierowali. Nie patrzyli za siebie - byle jak najszybciej się wtopić w tłum.
Patrolował te okolice wiele razy. Wiedział gdzie są ciemne zaułki, wiedział gdzie są ślepe uliczki. Wiedział też najistotniejsze - nie mogli naprowadzić napastników na Lagunę. Musieli uciekać w zupełnie przeciwnym kierunku.
- Tędy - znów gwałtowny skręt w skrót, między dwoma uliczkami.
Gdzie uciekać? Do fabryki ? To kawał drogi stąd, za miastem....ale lepszego pomysłu nie miał. To oznaczało, że musieli załapać jakiś transport I TO SZYBKO.
- Musimy się dostać do punktu w fabryce. - wydyszał, nie przestając biec obok Jokera i Vani,
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2021-01-25, 17:10   
  

   1 Rok na Giftedach!


Van była obecnie jak w transie, po prostu wykonywała polecenia robiąc to co mówili jej opiekunowie. Gdy miała skakać, skakała, gdy miała czekać, czekała. Nie wiedziała co robić, jak zareagować, czy powiadomić tatę i jak powiadomić bo niestety nie miała nawet telefonu przy sobie. Gnała niemal na oślep za Jokerem mając u boku zaraz Vincenta. Obejrzała się za siebie by zobaczyć co się dzieje, to był błąd, potknęła się o własne nogi i niemal runęła na twarz. Gdyby nie to, że trzymała się kurczowo Jokera pewnie zaryłaby twarzą w chodnik a tak, skończyło się tylko na niebezpiecznym pochyle ku przodu. Ojć było blisko! Vincent wspomniał coś o fabryce, ale Vania nie chciała w ogóle słuchać, szukała miejsca gdzie mogą się ukryć, ale nie było gdzie! Przerażona spojrzała znów za siebie z nadzieją, że uda się im jakoś umknąć. Uzbrojonych było pełno i wszędzie, tak przynajmniej to widziała. Nie wiedziała co robić, jak im pomóc, jak sobie pomóc, rozgrzewała się coraz bardziej a to też nie było dobre, Wiedziała, że ich spowalnia, wiedziała że gdyby nie ona byliby bezpieczni a tak? Musieli ryzykować własne życia po to by jej nic się nie stało. Może gdyby się nie upierała że chce też iść to by ich nie spotkali. A tak? Nie wiedziała co ma myśleć. Gnała więc po prostu u boku "braciszków" z nadzieją, że zdołają się gdzieś ukryć.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2021-01-25, 21:45   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Kilka strzałów zostało posłanych za nimi, ale tym razem to oni mieli element zaskoczenia po swojej stronie. Przynajmniej przez chwilę, bo wyszkoleni ludzie Departamentu szybko ogarnęli się, że muszą działać. Mutanci skręcili w lewo jak kazał Vincent, a potem w jeszcze inną ulicę. Z oczywistych względów to on biegł przodem. Znał tą okolicę i jako jedyny mógł kompetentnie wybierać drogę. Joker ciągnął za sobą Van, ale był gotów wziąć ją znowu na ręce gdy tylko poczuł, że młoda nie nadąża albo gdy usłyszał z tyłu strzały. Te bardzo szybko się rozległy. DOGSi nie chcieli trafić w ludzi więc pozostawali ostrożni, ale jednak kilka kul i strzałek z mutazyną świsnęło im koło uszu. Mieli szczęście, że w okolicy przebywało dużo ludzi, ale musieli bardzo uważać, bo cywile szybko umykali na boki, do budynków lub padali twarzą na ziemię.
Pościg składał się z dwóch vanów oraz czterech ludzi goniących ich na pieszo. Wbrew pozorom nie mijało się to wcale z celem, bo znajdowali się w mieście, w dość ruchliwej części. Samochody oraz piesi utrudniali poruszanie się pojazdem, a motorów najwidoczniej nie mieli. Nie te spodnie. Pozostawało więc biegać. Gdy trójka mutantów wskoczyła w uliczkę stanowiącą swego rodzaju skrót między ulicami samochody pościgowe pojechały dalej prosto, najpewniej próbując objazdem dostać się w miejsce, gdzie prowadzi wąskie przejście. Przez tę krótką chwilę zanim piesza część pościgu dotarła do zakrętu mieli względny spokoju kiedy to Vincent wspomniał o fabryce. Joker nie wiedział jednak gdzie to jest. Mógł co najwyżej kojarzyć, że gdzieś poza miastem.
-Pociągi? Autobusy?- zasugerował najprostsze środki transportu. Raczej odpadało wskoczenie do jednego z nich. Kierowca niekoniecznie musiałby ruszyć widząc, że uciekają. Chociaż z drugiej strony jakby mu zagrozić? Zwykli ludzie panicznie wręcz bali się mutantów więc wystarczyłoby dać do zrozumienia, że są właśnie opisywanymi w mediach potworami. To by się mogło udać. Pozostawało tylko jakiś złapać. Do samej fabryki nie dotrą w ten sposób, ale na pewno będą mogli wydostać się z miasta.
Gdy wybiegali na następną ulicę zamierzając szybko przebiec na drugą stronę usłyszeli pisk opon i klakson, a chwilę potem samochód osobowy uderzył w wysuniętego na przód Vincenta. Na szczęście szybkość nie była duża, a kierowca miał niezły refleks. Do tego chłopak został uderzony tylko "kantem" pojazdu. Skończyło się więc na pokulaniu po jezdni i kilku otarciach. Obiekt 54 momentalnie doskoczył do opiekuna.
-Vincent? Możesz wstać?- chwycił Edamsa wolną ręką za ramię i pociągnął w górę pomagając wstać. Gwałtownie, twardo. Robił tak już w AG, ale teraz było to podszyte zupełnie innymi intencjami. Chodziło o to, by jak najszybciej mogli biec dalej. Wciąż jednak oznaczało to konieczność zatrzymania się i utratę tak cennej przy ucieczkach przewagi. Czwórka biegnąca za nimi wyskoczyła ze skrótu z bronią gotową do strzału więc mutanci ruszyli dalej w tym szaleńczym pościgu ledwo zdążając przed jednym z pościgowych vanów nim znów zagrodził im drogę. Joker machnął wektorem w stronę kierowcy. Przebił szybę, ale samego człowieka ledwo musnął. Zabrakło mu zasięgu, by porządnie typa zdzielić. Wciąż spowolnił pojazd. Jednak sam też oberwał. Kula utkwiła w ramieniu RS12, który tylko syknął i biegł dalej, ale z pewnością bolało. Postrzał zawsze boli.


Skopiowane moce Jokera:
Ukryj: 

nr kopii/nazwa mocy/liczba użyć/maksymalna liczba użyć
1. Wektory Vincenta 2/2
2. Wektory Vincenta 0/2
3.
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2021-01-25, 22:45   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Biegli ile sił w nogach i powietrza w płucach. Nie patrzyli za siebie, bo to tylko mogło spowolnić. Vincent czuł jak adrenalina napędza jego ciało, wyostrza zmysły, tak jak wtedy, gdy uciekał z Alter Genetics. Wtedy tez kierował się głównie intuicją, która go nie zawiodła.
Słyszał strzały, przyrzekłby nawet, że koło ucha świsnęła mu strzałka z mutazyną, ale biegli dalej szaleńczo, jakby uciekali Śmierci we własnej osobie. Trochę tak w sumie było - jak ich złapią, to po nich.
Kiedy Van się zatoczyła i prawie, że upadła, spojrzał przez ramię krótko. Na szczęście obyło się bez upadku, ale ta chwila nieuwagi wystarczyła, by władować się pod osobówkę. Znów dopisało mu szczęście, bo nie była to duża prędkość, pojazd ledwie go zahaczył, ale wystarczyło by się wywrócił i trochę potłukł. Nawet jeżeli miało boleć, to teraz tego nie czuł.
Ledwie zdążył zanotować co się stało, Joker już go dźwigał do góry. Kiepski moment na przebłysk wspomnień, ale jednak wróciły. Biała sala eksperymentalna, on i Shugart, po dwóch stronach barykady. Chłopak szarpnięciem zmusza go do posłuszeństwa, do powstania po kolejnym ciosie.
Nie. To było kiedyś. Teraz musiał mi zaufać w 100%, inaczej nie wyjdą z tego żywi.
Kiwnął głową i znów biegli a w tym całym chaosie, Edams próbował obmyślić plan. Nie mogli się władować do komunikacji publicznej, pewnie już wszędzie o nich trąbią. Musieli się zmyć po angielsku.
- Wektory - wydyszał - Złapiemy się jakiejś ciężarówki i ukryjemy pod podwoziem. Tak udało mi się uciec z AG.
Wpadli do jakiejś ciemnej uliczki, kolejny skrót.
- Trzymasz się? - wysapał do Vani, starając się utrzymać tempo
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2021-02-02, 18:03   
  

   1 Rok na Giftedach!


Gnała jak długa przed siebie, starając się biec w miarę szybko by nie spowalniać chłopaków, ale niestety była raz że młodsza dużo młodsza, a dwa wolniejsza. Jednak nadążała za nimi przynajmniej na tyle, na ile pozwalał jej wzrost. Nie mówiła nic, nie odzywała się tylko zerkała co rusz jak daleko jest pościg. Do momentu. Gdy niespodziewanie coś świsnęło jej koło ucha krzyknęła zaskoczona rozgrzewając się jeszcze bardziej. Drżała wystraszona, ale naraz skręcili w boczną uliczkę którąś z kolei już, a Van odetchnęła chociaż na chwilę. Wybiegli nagle z bocznej uliczki. Jedno co usłyszała Van to pisk opon i głuche uderzenie. Dosłownie wszystko działo się na jej oczach. Widziała, jak auto pędzi i uderza w Vincenta. Krzyk Vanessy było zapewne słychać na najbliższe kilometry. Pognała w stronę "brata" tuż za Michaelem.
- Jesteś cały? Nic Ci nie jest?
Spanikowana ze łzami w oczach przyglądała się mu uważnie. Na szczęście jak się okazało, był cały. Jednak ona mu nie wierzyła. Zawsze mówił jej że wszystko gra a w rzeczywistości nigdy nic nie grało. Nie dali jej długo się zastanawiać nad tym wszystkim bo zaraz biegli dalej. Na pytanie Vincenta skinęła głową.
- Dam radę.
Przyznała zaraz.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2021-02-05, 21:20   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Biegli już jakiś czas, gonieni przez dwa samochody i czwórkę ludzi. Kolejne strzały sypały się w ich kierunku. Głównie mutazyna, ale przynajmniej jeden z goniących na pieszo miał ostrą amunicję. Pozostawali jeszcze ci w vanach. Jedyną przewagę nad tymi w pojazdach dawały mutantom ruch w centrum Seattle oraz możliwość wskoczenia w wąskie uliczki, w których samochody nie mogły się poruszać. Niestety, takich miejsc była ograniczona liczba.
Edams prowadził ich najwyraźniej wiedząc dokąd powinni zmierzać i jakoś bardzo nie kulejąc po drobnej stłuczce, której doświadczył. Adrenalina czy tamto uderzenie faktycznie nie było aż tak poważne? Później się sprawdzi. Najważniejsze, że złamania nie ma. A wiadomo, że nie ma, bo wtedy nawet adrenalina nie pomogłaby biec prosto. To dobrze, bo nie mogli sobie pozwolić na zwalnianie w takiej sytuacji. Często ledwo się wyrabiali. Pościg może nie dosłownie, ale deptał im po piętach. Wysportowani. W związku z tym trzeba było oszczędzać oddech, ale jakoś musieli wybrać strategię. Co zrobić? Gdzie biec? Którędy? Nie każdą odpowiedź można było przekazać na migi. Musieli się czasem odzywać choć brzmiało to bardziej jak rzężenie starego kaszlaka.
-Vanessa da radę?- pytanie nie takie bezpodstawne, bo uchwycenie się spodu pojazdu nie jest wcale takie proste, nawet dla wysportowanej silnej osoby.
-Będzie trzeba na chwilę zniknąć z oczu żeby nie wiedzieli za czym gonić. sapnął.
Nie mogli po prostu wskoczyć jakiejś ciężarówce na dach czy uczepić się podwozia. Być może dałoby im to chwilę odpoczynku, ale nie pozbyliby się pogoni. Tym bardziej, że Departament ma uprawnienia żeby kazać zatrzymać pojazd, na którym znajdują się uciekinierzy.
Tymczasem zbliżali się do supermarketu, o którym Vincent wiedział, że wieczorem mają dostawy z położonego niedaleko Seattle magazynu, do którego ciężarówka potem wraca. Może gdyby zgubić ogon dałoby się tam chwilę zaczekać na upragniony transport? Albo będą mieli szczęście i gdy dobiegną na miejsce tir będzie już podstawiony. Jeśli nie, to w niedalekiej okolicy było też kilka przystanków autobusowych. Te też mają w miarę wysokie i szerokie podwozie. Jednak autobusy miejskie nie wywiozą ich poza teren Seattle.
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2021-02-06, 12:05   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie wiedział jakim cudem, ale przy potrąceniu chyba niczego nie połamał. Cud, albo wciąż go trzymała adrenalina. Był wytrzymały, miał zdecydowanie wyższy próg bólu niż przeciętny człowiek. Był też wysportowany, a mimo to pościg im deptał po piętach. Nie mogli uciekać w nieskończoność. Musieli obmyślić strategię. Trudno jednak skupić się w pełnym biegu.
- Da. - rzucił z przekonaniem. Nawet jak nie był do końca pewien, chciał by młoda dała z siebie wszystko. Pomogą jej wektorami, gdyby opadła z sił.
Wtedy też zobaczył znajomy supermarket i gdzieś mu z tyłu głowy zaświeciła się lampka. To może być sposób. Tylko muszą działać szybko. Jeżeli tir już czekał, musieli się szczególnie spieszyć.
- Musimy ich zgubić, szybko - wydyszał - I wrócić tutaj
Wbiegli w kolejną wąską uliczkę dojazdową między budynkami. Spojrzał krótko w górę. Wyjscia ewakuacyjne. Gdyby wybili się wektorami, mogą się wspiąć, uciec wyżej i skryć się gdziekolwiek.
- Góra ! - krzyknął do Michaela i wydłużył wektory.
Vanessa mogła nagle poczuć jak wielka, niczym niedźwiedzia łapa, chwyta ją w pasie i nagle wyleciała z Vincentem w powietrze. Udało mu się chwycić i podciągnąć, zaraz to samo stało się z Van.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2021-02-20, 13:17   
  

   1 Rok na Giftedach!


Gnała ile miała sił w nogach, chociaż i te powoli ją opuszczały. Nigdy nie miała powodu by tak szybko biec, nie miała też podstaw do tego, by ćwiczyć bieganie. A teraz...teraz przydałoby się jej to jeszcze bardziej. Jednak w momencie, jak coś świsnęło jej koło ucha wystraszona pisnęła i przyspieszyła jeszcze bardziej wydając z siebie resztki sił. Rozgrzane ciało nie ustawało z przerażenia i strachu. Jednak starała się skupić na tym co mówili jej chłopacy co miała robić. Biegnąc słuchała uważnie słów obojga. W ogóle Michael traktował ją, jakby jej tam nie było. Na co aż miała chęci parsknąć wściekle bo przecież mógł jej zapytać prawda?
- Dam radę.
Wysapała nim odezwał się Vincent. Nawet gdyby nie dała nie przyznałaby się do tego, musieli uciec, i to czym prędzej nie przejmowała się tym, czy ona da radę, ważne by oni byli bezpieczni. Musieli uciec by ona mogła być pewna, że nic im nie będzie groziło. Biegnąc tak poczuła nagle jak coś ją ponosi. Wiedziała że to Vincent. Uśmiechnęła się pod nosem pamiętała ich pierwsze spotkanie, jednak tym razem nie wylądowała gdzieś na ścianie a trzymał ją żelazną dłonią, robiąc wszystko by ją ocalić. Odwróciła głowę by zobaczyć jak daleko są Ci co ich gonili.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2021-02-24, 02:12   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


“Nawet gdyby nie dała nie przyznałaby się do tego.” Właśnie dlatego Joker pytał Vincenta. No ale widocznie i Edams był pewien, że dziewczynka jakoś sobie poradzi. Niech będzie i tak. Pojazdów pościgowych nie widzieli już jakiś czas więc wydawało się prawdopodobne, że manewrując w przejściach niemożliwych do przebycia dla samochodów zdołali je zgubić. Jednak pieszy pościg nie odpuszczał. No, może oprócz podstarzałego doktoranta, który tak z dwa zakręty temu zaczął zostawać w tyle. Chyba nie nadawał się do końca do swojej roboty. Zamiast niego jednak do pościgu dołączyła część załogi z vanów. Grupa ta w przeciwieństwie do mutantów była wypoczęta i jeśli nie nastąpi jakaś zmiana, to było tylko kwestią czasu aż ich dogonią.
Pomysł na zmianę się pojawił. Vincent złapał Vanessę, po czym wybił się wektorem dzięki czemu zdołał doskoczyć do metalowych wyjść ewakuacyjnych krzycząc do Jokera żeby zrobił to samo. RS12 posłusznie wyskoczył pomagając sobie skopiowaną mocą. Drabinka schodząca na samą ulicę była zawieszona na pewnej wysokości tak aby pierwszy lepszy złodziej nie mógł po prostu przy pomocy rusztowania ewakuacyjnego dostać się na dowolne piętro przez okna. Powinno to więc dać im pewną przewagę. Jednak z pewnością nie mogli zostać tutaj. Na widoku i wręcz prosząc się o wystrzelanie jak kaczki, co potwierdzały strzały posłane w górę, częściowo rykoszetujące od metalowej konstrukcji. Obiekt 54 nie zastanawiał się długo. Potrzebowali osłony. Rozbił pierwsze lepsze okno.
-Do środka.
Powiedział krótko mimo krzyku jakiejś młodej kobiety. Sam wpadł zaraz za nimi do salonu małego mieszkanka połączonego z kuchnią. Na stoliku kawowym widać było planszówkę, w którą grała kobieta z jakimś małym chłopcem. Dalej było przejście do korytarza, a na nim uchylone drzwi do łazienki i dwoje drzwi, pewnie do sypialni. W każdym razie nikogo innego w mieszkaniu nie było. Umysł Jokera cały czas szukał potencjalnych wyjść. Nie zdążą dotrzeć do wyjścia z klatki schodowej w takim czasie żeby to miało sens. Pod oknem pewnie nadal ktoś na nich czeka. Na dach? Pułapka. Byli w stanie używać wektorów żeby ułatwiać sobie poruszanie, ale jemu zostały w najlepszym razie jedynie 3 takie super-skoki przed wystąpieniem efektów nadużycia.
Jeśli RS12 nie został zatrzymany, złapał dzieciaka kulącego się przy opiekunce/mamie/kimkolwiek ta kobieta była dla niego. Ciągnąc młodego za ramię przeszedł przez nie jak burza, przewracając stojące na drodze krzesło nie przejmując się tym, że przy okazji rozlał też jakiś sok, po czym otworzył drzwi wejściowe na oścież. Kobieta próbowała zaprotestować, ale jeśli nikt inny nie dał jej w twarz zrobił to sam Joker.
-Chcesz żeby przeżył to powiesz im, że pobiegliśmy na górę.- rozkazał.
Nie warknął. Po prostu wydał polecenie. Równocześnie wciągnął dzieciaka do łazienki wyraźnie oczekując, że Vincent i Vanessa wejdą za nim. Ponieważ chłopiec się nie uciszał, chwycił go inaczej, przyciskając przedramię do szyi- odbierając dostęp do tak niezbędnego przy krzyku oddechu. Młody mógł być mniej więcej w wieku Vanessy, a z kolei Vincent mógł mieć znowu przebłyski z AG, bo widział już nie raz jak 54 traktuje tak inne obiekty.
Plan był prosty. Przeczekać aż główny pościg pobiegnie na górę szukać wiatru w polu, a następnie wrócić do uliczki, z której tu wskoczyli. Nawet jeśli zostawią kogoś pod oknem to wciąż będzie to raczej liczba, którą będą w stanie pokonać. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Skopiowane moce Jokera:
Ukryj: 

nr kopii/nazwa mocy/liczba użyć/maksymalna liczba użyć
1. Wektory Vincenta 2/2
2. Wektory Vincenta 1/2
3.
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2021-02-28, 21:44   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Joker działał szybko. Nie dawał mu nawet chwili do namysłu. Vincent miał wrażenie, że to wszystko dzieje się poza nim. Przyblysk - wchodził przez wybite okna, kobieta krzyczała. Kolejny przebłysk- Joker bierze dzieciaka jako zakładnika, sprzedaje matce liścia. Kolejny, już byli w łazience, dzieciak nie mógł złapać oddechu...
Patrzył na przerażone dziecko i widział siebie. Nie raz był świadkiem, jak Joker tak traktował inne Obiekty. Nie raz przecież tak traktował jego. Sytuacja była teraz inna, tak samo jak relacja jego i Shugarta, ale w tej chwili, trudno było mu zachować dystans.
- Przestań, udusisz go - warknął, mając wrażenie, że to ktoś inny mówi za niego, używając jego ust. - Martwy na nic się nie przyda - sprostował szybko cierpko.
Nie. Jebać dzieciaka. Musiał mieć teraz jasny umysł. Musiał uratować Vanessę przed tym, co spotkało jego. Przed niewolą, upokorzeniem, bólem.
Teraz wszystko zależało od tego, czy intrygaw Jokera się uda.
- Jak to nie wypali, macie uciekać, rozumiesz ? - wymamrotał cicho do Jokera - Masz ją zabrać w bezpieczne miejsce i jak ucichnie, odstawić całą i zdrową do domu. - choć, jak zwykle, jego ton był raczej zmierzły, to jednak trudno było nie zauważyć, że bardzo zależy mu na bezpieczeństwie tego dziecka. - Zatrzymam ich tak długo, jak się da.
Nie było co się oszukiwać - to Joker miał tu większy zmysł taktyczny, przez co miał większą szansę bezpiecznie przetransportować Greenville do Laguny.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2021-03-11, 20:51   
  

   1 Rok na Giftedach!


Vanessa nie znosiła przemocy względem dzieci, w końcu one nic nikomu nie zrobiły prawda? Co innego sprawa się miała, jak bili się między sobą, to już inna bajka! Van gnała za chłopakami starając się dotrzymać im kroku ale nie było to takie proste. Ostatecznie kilka razy się wręcz potknęła o własne nogi, jednocześnie pchnięta siłą własnego ciała przed siebie, jednak ani razu nie upadła na szczęście! Gdy wparowali jak jacyś przestępcy do mieszkania Vann doznała totalnego szoku. Michael uderzył kobietę, która przecież chciała chronić własne dziecko, a ten...ten złapał dzieciaka za kark ściskając do takiego stopnia, że tchu mu brakło. Przerażona Van krzyknęła i dopadła z łapkami do Michaela nieco parząc mu dłonie.
- Puść go! Mnie też tak będziesz dusił?! Zostaw! To dziecko!
Krzyczała zła spoglądając na "brata" by ten, coś zrobił. Jednocześnie krocząc za nimi do łazienki. No co jak co, ale nie chciała by brali ich za niebezpiecznych a właśnie to pokazał Michael. Więc jak mieli się inni ich nie bać? Skoro właśnie takim zachowaniem pokazywali, że są silniejsi od nich? Nic dziwnego, że się ich bali, mutanci byli postrzegani jako zło, którego trzeba się pozbyć.
- Nie możemy tutaj zostać, zróbcie coś...
Wydukała starając się też uspokoić oddech i własne ciało, które zaczynało robić się coraz bardziej rozgrzane.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2021-03-13, 05:03   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Fortel wszedł w życie. Dzieciaka udało się zaciągnąć do łazienki chociaż nie bez sporu. Vanessa zdenerwowana doskoczyła do Jokera krzycząc i atakując go swoją mocą. RS12 odepchnął ją lekko. Nie na tyle żeby się przewróciła, ale tak żeby się odsunęła.
-Nic mu nie będzie.
Nie miał może takich moralnych rozważań jak Vanessa, ale nie zamierzał małego zabić tylko uciszyć. To byłaby niepotrzebna śmierć, a do tego kobieta narobiłaby pewnie hałasu gdyby dzieciak nie przeżył. Nie, nie. Joker w najgorszym razie doprowadziłby go do nieprzytomności. Jednak już w łazience na polecenie Vincenta posłusznie przełożył dłoń z gardła chłopaka na jego usta. Zresztą ten był już na tyle zestrachany, że tylko łapał powietrze i czekał na ratunek trzęsąc się jak galareta.
Na zewnątrz pomieszczenia dało się słyszeć głosy, a na klatce schodowej odbijające się echem kroki.
-Departament Bezpieczeństwa Genetycznego. Gdzie oni pobiegli?- spytał męski głos.
Nie bawili się w zbyt dużą uprzejmość.
-Z-zabrali Tima! Zabrali mi dziecko! Musicie go ratować! - panikowała kobieta.
Joker przez ścianę obserwował poruszające się aury na tyle, na ile pozwalało zbrojenie w betonowym wieżowcu. Jego prawa dłoń, która dotychczas spoczywała na ramieniu chłopca przesunęła się bliżej karku. Wciąż nie zrobił mu krzywdy (prócz traumy psychicznej), ale szykował się żeby w razie czego móc zagrozić, że skręci mu kark.
-Proszę się uspokoić. Pomożemy mu, tylko musi nam Pani powiedzieć gdzie są.- odezwał się inny, chyba bardziej kompetentny interakcjach z cywilami.
-Na górę! Złapali go, otwarli drzwi i pobiegli na górę!- zawodziła.
Joker nieznacznie się rozluźnił, ale wciąż obserwował przebiegające obok drzwi sylwetki. Rozmowę z Van zostawił Vincentowi. Wyraźnie lepiej sobie z nią radził.
Co do planu, wydawał się działać. Pościg pobiegł wyżej, a w pomieszczeniu z kobietą został chyba tylko jeden człowiek. Nie widzieli go, ale słyszeli jak męski głos zapewnia kobietę, że wszystko będzie dobrze i wypytywał czy używali jakiś mocy. Kobieta wymyślała raz mówiąc, że chyba nie, a raz że na pewno jakieś mentalne, bo ich sparaliżowało. Tak czy inaczej, drużyna miała mniej celów i ograniczony czas zanim tamci się zorientują.
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2021-04-06, 12:16   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Normalnie może i by próbował jakoś załagodzić sytuację między Van a Jokerem, ale teraz nie było na to czasu. Gdy Greenville zaczęła parzyć jego kompana, ten chwycił ją mocno za nadgarstek.
- Van, uspokój się. Nie mamy wyboru - wysyczał i już siedział cicho, czekając na rozwój wydarzeń.
Słyszeli wyraźnie męski głos. Widać reszta poleciała na dach. Dał znać Jokerowi na migi, że trzeba pryskać. Aktywował wektory na pełną moc i wyjrzał ostrożnie za winkla. Jeżeli faktycznie był tylko jeden mężczyzna, sięgnął po niego mocą i mocno uderzył tak, by jedynie stracił przytomność. Nie chcą tu trupów, to tylko pogorszy sprawę - przekieruje na nich całą winę. Oni tylko chcieli zjeść gofry, do kurwy nędzy.
Jeżeli mężczyzna padł i mieli drogę wolną, zwrócił się do Jokera.
- Trzymaj smarkacza do ostatniej chwili - mruknął półgębkiem. Nie chciał by kobieta zdradziła ich krzykiem. Wyminęli ją i kiedy upewnili się, że na schodach jest czysto, dał znać Michaelowi, że czas na nich. Czy Joker puści ofiarę, czy nie, zostawił już jemu - wydawał się mieć większe doświadczenie w szantażach emocjonalnych.
Jeżeli jakimś cudem udało się wydostać, kolejnym punktem był wcześniej wspomniany market i okolice dworca.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2021-04-06, 12:39   
  

   1 Rok na Giftedach!


Była wściekła, gdy Joker odepchnął ją od siebie. Jak mógł tak traktować tego chłopca? Przecież równie dobrze, mogłaby to być ona w łapach Departamentu prawda? A jednak na szczęście nie była. Chociaż pewnie tamci by byli zaskoczeni gdyby nagle zaczęła ich parzyć do takiego stopnia, że na ich ciałach pojawiłyby się bolesne pęcherze wypełnione substancją, która boleśnie by tylko podrażniła ranę. Gdy Vincent syknął łapią ją za nadgarstek warknęła wściekła na niego i wyrwała dłoń. Spojrzała przepraszająco na chłopca i już posłusznie tylko dreptała u boku przybranego brata. Słysząc słowa jakie padały od tamtego mundurowego zesztywniała ze strachu. Był tak blisko wystarczyło przecież tylko wyjrzeć przez drzwi...wspomnienia o bestii z ulicy wróciły. Widok zabitej Echo i zjadanego przez jaszczura mundurowego aż wstrząsnął Vanną. Mimo to odgoniła myśli od siebie przecież była teraz tutaj, nie mogła myśleć o tym co miało miejsce dawno temu.
[Profil]
  [AB+]
 
Michael Shugart



Wolność to niewola

Joker

71%

przydupas





name:

Michael Shugart

alias:
Joker/ obiekt 054

age:
19

height / weight:
182/75

Wysłany: 2021-04-08, 12:35   
   Multikonta: Mary Pond, Jane Hills, Heaven Reed


Młoda wyraźnie niezadowolona, ale odpuściła i grzecznie czekała w ciszy. Plan Jokera mógł zadziałać bardzo dobrze albo bardzo źle. Wystarczyło żeby kobieta za bardzo zaufała funkcjonariuszom i zagrała w ruletkę życiem dzieciaka albo żeby jej aktorstwo było niezbyt przekonujące. Na szczęście nie zdradziła ich prawdziwej pozycji, a w graniu przerażonej matki z pewnością pomogło jej to, że naprawdę obawiała się o życie syna. Trzeba przyznać, że całkiem dobrze to ogarnęła, zwłaszcza jak na jej sytuację. Wskazała, że pobiegli na górę i dodała, że mają zakładnika. Przez to będą musieli poruszać się ostrożniej żeby przypadkiem nie sprowokować uciekinierów do drastycznych posunięć.
W salonie faktycznie pozostał z kobietą tylko jeden człowiek. Ten, który siedział przed kawiarnią gdy jedli gorfy. Ten, który zapoczątkował pościg. Nie miał na sobie munduru, a jedynie broń za paskiem. Stał bokiem do wejścia do łazienki i skupiał się na kobiecie więc nie zauważył Vincenta. Dało się słyszeć głuche łupnięcie i mężczyzna zatoczył się, po czym upadł pod własnym ciężarem. Kobieta krzyknęła zaskoczona, ale sama stłumiła ten krzyk własną dłonią. Spojrzała w ich kierunku opuchniętymi od płaczu oczami. Na widok dziecka żywego i nie zranionego bardzo się ucieszyła.
Joker puścił Vincenta i Vanessę przodem. Alejka pod oknem ma szczęście była pusta. RS12 wziął pistolet DOGSa i dopiero wtedy wypuścił chłopca, by podążyć za swoim opiekunem. Ta chyba na razie wolała nikogo nie alarmować, bo nie słyszeli żeby krzyczała po pomoc. Mogli uciekać dalej, podążając zapewne za Vincentem.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5