Poprzedni temat «» Następny temat
John John's Game Room
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:20   John John's Game Room



[Profil]
 
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2019-07-06, 23:23   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


/ 22 marca 2019 - Wydarzenie tu opisywane ma miejsce ZA budynkiem.

Czas szybko upływał, że człowiek nie był wstanie za nim nadążyć. Sebastian nawet nie odczuł za bardzo, jak szybko zleciały dni i tygodnie od jego ostatniej operacji, która na całe szczęście, zakończyła się powodzeniem. O ile Anna o tym się dowiedziała, nie zapomniał tez o tym powiadomić Rocky, która była również skłona mu pomagać. A że postanowili na nowo zacząć swoją znajomość, tym bardziej stwierdził, że powinna o tym wiedzieć. Druga rzecz, nadal nie mógł przestać o niej myśleć. Może to też dlatego?
Poddając się codziennym rehabilitacjom, dostrzegał ich efekty. Nie tylko czuł swoje nogi, ale powoli mógł poruszać palcami od stóp. To dało mu już większą gwarancję, że jeszcze trochę a może i wstanie samodzielnie z wózka. Z utrzymywaniem równowagi nadal miewał problemy i z chodzeniem. Mimo to, nie poddawał się.
Tydzień wcześniej skontaktował się z Rocky, proponując jej spotkanie wieczorne w restauracji, w Seattle. Informując tym samym, że skoro będzie tam nocował w hotelu w sprawach biznesowych, mogliby wykorzystać ten czas i spędzić go razem. Ewentualnie pójść gdzie indziej. Rocky zgodziła.
Ten dzień nadszedł. Po spotkaniu z klientami, Sebastian wrócił do hotelu by się przygotować na wieczór. Dla pewności, zabezpieczył się w broń palną, chowając ją za paskiem spodni, za plecami. Ubrał się w koszulę, marynarkę i spodnie, na to zaś zakładając płaszcz. Nadal było zimno. A że nadal musiał poruszać się na wózku, tak tez okrył swoje nogi kocem. Stwierdzając iż jest gotowy i wziął wszystko co potrzeba, wyjechał z hotelu zmierzając w stronę umówionego miejsca. Niestety, podczas jechania chodnikiem, ktoś zablokował mu drogę. Podniósł głowę i na moment zamarł. Przed nim stał wysoki i dość dobrze napakowany mężczyzna.
- Proszę proszę, Pan Adwokat.
Rzekł nieprzyjemnie z cwanym uśmieszkiem gość.
Sebastian chcąc zachować zimną krew i uniknąć tego spotkania na dłużej, cofnął się wózkiem, natrafiając na kolejną przeszkodę za plecami. Obejrzał się, a tak stał kolejny mężczyzna, nieco mniej napakowany. Ten z kolei chwycił za uchwyty do pchania, chcąc zasygnalizować Morrisonowi, że nic z tego.
- Zdaje się, że nas poznajesz Morrison.
Rzekł ten, który już wcześniej się odezwał. Sebastian jednak milczał, zaciskając dłonie na obręczach kół tylnych.
- Czego chcecie?
Zapytał w końcu, być może nawet domyślając się, z jakiego powodu go zatrzymali.
- Porozmawiać. Mamy przecież jedną nie dokończoną sprawę, prawda?
Rzekł w odpowiedzi dość uprzejmie i niebezpiecznie, dając do zrozumienia, że Sebastian się z czegoś nie wywiązał odpowiednio. I powinien dostać za to nauczkę.
- Wydaje mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy już dawno. Nie mogłem nic więcej zrobić.
Bronił się nadal, próbując opanować strach i utrzymywać odwagę. Mimo to wiedział, że w takim stanie nie ma z nimi szans. Nie, kiedy jest nadal niesprawny fizycznie.
- Tak tak. Wyjaśnimy sobie w dogodnym miejscu.
Stwierdził mężczyzna, mając najwyraźniej gdzieś tłumaczenia Morrisona. Swojemu koledze dał znać, żeby skierował wózek Sebastiana za nim. Niestety Sebastian nie zamierzał z nimi nigdzie iść. Jako że na dłoniach miał rękawiczki, przesunął dłonie z obręczy na koła, nie chcąc pozwolić na zabranie jego osoby w nieznane miejsce.
- Nigdzie z Wami nie idę.
Odparł stanowczo. Mężczyzna stojący za nim i mający pchać jego wózek, miał rzeczywiście problem, kiedy Sebastian stawiał się blokując koła.
- Nie radzę się stawiać.
Doradził mu. Z kolei jego kolega podszedł do Sebastiana niezbyt zadowolony.
- Spodziewałem się, że pójdziesz po dobroci. Ale widocznie użycie nietypowego rozwiązania będzie tu konieczne.
Dodał mu nieco ciszej, pamiętając o tym że są na ulicy i przechodzą tutaj ludzie. Dlatego też zbliżając się do Sebastiana wyciągnął z kieszeni czarną opaskę zaciskową. W tym samym momencie, Morrison poczuł na swoim karku metalowe urządzenie, mogące przypominać lufę od broni. Jednakże stojący za jego plecami osobnik, przyłożył mu do karku rękojeść swojego noża składanego, którego niezbyt widać w zaciśniętej dłoni.
- Nie radzę kombinować. Jeden nieodpowiedni ruch, a przebije Ci gardło na wylot.
Dodał od siebie. Skupienie przenosząc także na otoczenie. Miał wrażenie, że niektórzy ludzie spoglądali w ich stronę, inni z kolei zdawali się omijać ich uznając iż ci tylko rozmawiają ze sobą, lub prowadzą niezgodną koleżeńską rozmowę.
- Połóż ręce na kolanach.
Rozkazał mu ten napakowany. Nie mając za bardzo wyjścia, Sebastian puścił koła i niechętnie ułożył swoje dłonie na swoich kolanach. W tym momencie mężczyzna wydający mu polecenie, zacisnął jego nadgarstki razem opaską zaciskową. Nie dbał o to, że mógł zacisnąć mocno i Morrisona mogłoby boleć. Przynajmniej miał pewność, że ten się tak szybko nie uwolni. Dopiero wtedy, mając pewność że prawnik nie wywinie im niespodziewanego numeru, mogli ruszyć dalej. Sebastian czuł się teraz niemal na przegranej pozycji, mając skrępowane ręce. Gdyby nie czarny jego strój i rękawice, być może ta opaska byłaby bardziej widoczna i ktoś zorientowałby się, że jest zakładnikiem? Ale czy w tym kraju są tak spostrzegawczy przechodnie?
Minęli dwie ulice, a także restaurację, gdzie miał się spotkać z Rocky. Raz rzucił okiem, sprawdzając czy może tam ona jest. Lecz nie dostrzegł jej. Został zaprowadzony o kolejne ulice dalej, tuż za budynek będący salonem gier. Nie ma to jak idealne miejsce do zagłuszania tego, co by chcieli zrobić. Choćby nawet go zabić. To by go nie zdziwiło w tych czasach. W tym kraju. Ciemna ulica, zaułek i gang. Żeby było jeszcze weselej, poza tymi dwoma co go sprowadzili, czekało na nich dwóch kolejnych mężczyzn dobrze zbudowanych i wytatuowanych. Seba poruszył dłońmi, sprawdzając jak mocno ma zaciśniętą opaskę. Niestety dość mocno, że nie dałby rady od tak się z tego uwolnić.
- Idealne miejsce na rozwiązanie sprawy, z której się nie wywiązałeś Morrison. Nie wiesz jak mnie cieszy Twój widok w takim stanie. Bezsilny, bezbronny. Niczym zwyczajny Pan Prawnik po wypadku. Czyżby Los Cie pokarał za schrzanienie roboty?
Zakpił sobie facet, który go tutaj zaciągnął, będący szefem swojego gangu. Czy może nawet i podlegający jakiejś mafii.
- Tłumaczyłem już, że Jackson sam sobie zaszkodził zatajając przede mną kilka faktów, przed którym nie miałem mocnych dowodów na udowodnienie jego niewinności. Nie współpracował ze mną jak należy.
Bronił się nadal, nie pojmując tego że sprawa z ponad dwóch lat na nowo jest wyciągana i wypominana.
- Owszem. Z tym, że obiecywałeś później że postarasz się o zmianę jego wyroku, by wyszedł wcześniej. Bądź od razu za kaucją.
Kontynuował szef gangu.
- Sąd odrzucał wniosek. Również ten z odwołaniem się do wyroku.
Nie dawał za wygraną. Czemu ma przed sobą tumanów nie pojmujących praw sądowniczych i prawniczych, mimo iż tłumaczył im to już dawno temu?
- To już nie ważne. Jackson nie żyje.
Wtrącił się inny mężczyzna, zupełnie nieznany Sebastianowi. Ten, który przebywał na tej ulicy czekając na nich. To co usłyszał Sebastian, było dla niego zaskoczeniem.
- To nie brzmi dobrze...
Stwierdził, czując że to nie skończy się teraz dla niego dobrze. A serce zaczęło mu walić. Nawet nie mógł poratować się swoją mocą, która raczej by mogła tylko pogorszyć jego sytuację.
- Owszem. Nie brzmi dobrze. Zamordowano go w więzieniu. Gdybyś wcześniej postarał się lepiej z obroną jego osoby, nie tylko on, ale i Ty zachowałbyś życie.
Szef gangu podszedł do niego bliżej, złapał za ramiona i wyrzucił z wózka na chodnik. Sebastian syknął upadając na twardą powierzchnie, podpierając się przedramionami na łokciach, jako że miał skrępowane ręce.
- Chcesz się odpłacić?
Usłyszał to pytanie, podnosząc zaraz wzrok na osobę zbliżającą się do niego. Ta twarz była mu znana. Brat jego klienta, który ostatecznie trafił do więzienia.
- Panowie, może dojdziemy do...
Nie dokończył, przy próbie podniesienia się chociażby do siadu. Poczuł silne kopnięcie w brzuch, co sprawiło że zwinął się z bólu. Na tym końca nie było. Kopnięcie się powtórzyło z dwa razy. Nogami jeszcze nie mógł sprawnie poruszać, więc nie miał jak się bronić fizycznie.
- Mówiłeś coś? Bo chyba nie słyszałem.
Zakpił sobie z niego dowodzący grupą. I sam po chwili zadał mu kopniaka w plecy. Kolejna fala bólu przeszyła ciało Morrisona, że skrzywił się na twarzy. Coś jednak nie dawało osiłkowi spokoju i kucnął, przeszukując prawnika aż znalazł ukrytą broń pod jego płaszczem.
- Proszę proszę. Ładna zabaweczka. Ciekawe czy naładowana.
Wycelował w nogi Sebastiana i puścił strzał w jego prawą łydkę. Sebastian stłumił krzyk, ale ból na twarzy od razu mu się wymalował, opierając czołem o zimny chodnik. Strzał ten mógł być zagłuszony przez przejeżdżający niedaleko samochód lub hałas dochodzący z gier automatycznych w budynku.
- Zakneblujcie go.
Wydał polecenie, gdzie jeden z mężczyzn podszedł do Sebastiana zdejmując swoją bandytkę. Zawinął ją i wcisnął w usta prawnika, zawiązując ją z tyłu głowy dość mocno. Gdy to wykonał, cofnął się a szef dał chłopakom pozwolenie na skopanie i zadanie bólu Morrisonowi, który nieudolnie próbował się podnieść na przedramionach i próbować zwiać. Otrzymane kopniaki w klatkę piersiową i brzuch przynosiły kolejne fale bólu i mdłości. Uderzenia z łomu doprowadzały to tego, że złamały mu kość przedramienia prawej ręki, gdy zasłaniał swoją głowę, bo tylko tyle mógł ze swojego ciała chronić. Ale czy to w czymś pomoże? Szef gangu stał i patrzył, czujność zachowując na to, gdyby ktoś zamierzał tu przyjść. Jego czworo towarzyszy, okładało ciosami i uderzeniami leżącego na ziemi Morrisona. Nie ważne jak elegancko był ubrany i skrępowany. Ich to nie interesowało. Najbardziej na nim mścił się brat zmarłego więźnia. Który nie przestawał uderzać i kopać w plecy, brzuch i nawet w klatkę piersiową. Naruszano nawet ranę na nodze po postrzale, zadając jeszcze więcej bólu, którego krzyki tłumił knebel. Sebastian już ledwo to wytrzymywał, czując jak krew zbiera mu się do ust, nie mówiąc już o tym, że miał poranione ciało. Nie był wstanie odkaszlnąć, prawie dławiąc się cieczą. Nikogo to nie obchodziło. Żebra również dawały o sobie znać, naruszając jego płuca. Najwyraźniej z kilka musiał mieć już złamanych. Gdy poczuł, że przestali, uchylił powieki, które nagle znów zamknął i jęknął z bólu. Padł w tym momencie kolejny strzał, trafiając go w prawy bark...
  
[Profil]
  [0+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-07-10, 10:21   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


// / 22 marca 2019

Przyjechała do Seattle już kilka dni temu, bo miała tutaj kilka spraw do załatwienia. Musiała kupić trochę ziół do swoich leków, jak i również spotkać się siostrą i dawnymi przyjaciółmi. Czasem dobrze było nie palić wszystkich mostów za sobą. Rocky udawała przed swoimi dawnymi przyjaciółmi, że dołączyła do lekarzy bez granic. To wyjaśniało jej ciągłe znikanie i nieodzywanie się do nich. A tak też mogła liczyć na ich pomoc przy zdobywaniu leków. Jako że Ricky jak to ona chodziła swoimi ścieżkami i nie mogła się spotkać miała sporo wolnego czasu. Poza tym, jak zobaczyła na wyświetlaczu numer Sebastiana bardzo się ucieszyła. Jeszcze bardziej na to, że chce się spotkać. Nie pamiętała już, kiedy było ich ostatnie spotkanie. Dni zlewały się jej w jedno, a tygodnie uciekały jak piasek przez palce. Zgodziła się na spotkanie bez najmniejszego zastanowienia.
Nie mogła się doczekać ich spotkania dlatego też im było bliżej tym bardziej się denerwowała. Czuła się jak jakaś nastolatka, która zaraz ma iść na swoją pierwszą randkę. Tylko problem w tym, że nie była nastolatką, a to nie była randka. Więc nie wiedziała czym się tak denerwuje. Do restauracji trafiła o umówionej porze. Niestety wychodziło na to, że Sebastian się spóźniał. Kelner ją poinformował, że jeszcze jej towarzysz nie przyszedł zaproponował szklankę wody.
- Nie dziękuje poczeka - powiedziała do niego zajmując miejsce przy stoliku. Nie wiedziała co się stało, że mężczyzna się spóźnia. Jednak początkowo stwierdzała, że może korki lub po prostu przez wózek. Powinni się umówić, że któreś przyjdzie po drugie i razem przyjść do restauracji. Tak byłoby o wiele bardziej praktycznie i nie czekałaby teraz. Minęło pięć minut po czasie jego nie było.
Piętnaście minut
Ciągle nie było widać Sebastiana, a Rocky coraz bardziej się martwiła. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Próbowała zadzwonić do niego, ale nie odbierał. Łapała ją poczta. Podeszła do kelnera zapytać się, czy nie zostawił jej jakieś wiadomość. Niestety kelner nie nic nie miała. Nie mogła czekać tak nieskończoność na Sebastiana i tak dała mu piętnaście minut studenckich. Poza tym martwiła się i nie wiedziała czemu nawet telefonu nie odbiera. Zostawiła informacje kelnerowi , że gdyby pojawił się pan Morrison, by mu przekazał, iż czekała na niego oraz, żeby do niej zadzwonił. Nie było sensu czekać nie skończoność, zwłaszcza że nie miała żadnej informacji. Nawet głupiego SMS, że się spóźni. Szła ulicom próbując jeszcze kilka razy się do niego dzwonić. Jednak nikt nie odbierał ciągle to samo kilka sygnałów i poczta. Nie wiedziała, czy wyszedł i zostawił telefon, czy też miał go wyciszony i nie słyszał.
Przechodziła właśnie koło jakiego kasyna, kiedy usłyszała dźwięk strzału z broni. Widziała jak kilku ludzi się rozgląda za źródłem dźwięku jednak idą dalej. Jednak ona by przysięgła, że dochodził za budynku, przy którym się znajdowała. Zamknęła na chwilę oczy by się upewnić.
Tak to na pewno za budynku
Pomyślała, bo wyraźnie czuła krew, która wypływa z rany. Nie wiedziała czemu ktoś strzelał, ale nie mogła pozwolić by ktoś zginął tak beznadziejną śmiercią. Odnalazła uliczkę, która prowadziła za budynek, bo widziała jak skręcała pełno na niej było koszy na śmierci. Słyszała jakieś głosy szła w ich kierunku cicho jak mogła. Zatrzymując się przy ścianie kasyna nie wiedziała czy osoba, która strzelała nadal tam jest. Nie miała też jak spojrzeć by się upewnić. Nie mogła liczyć na swoją moc by obliczyć ile tam znajduje się osób. Czuła jedną raną, bo krew wpływająca z rany ma inny wartości. Łatwiej było ją wyczuć nawet jak twoje serce bije jak oszalałe.
Rozejrzała się po rzeczach, jakie leżą, ale na pierwszy rzut oka nic jej nie pomagało. Skupiła wiec wbiła swoje dłonie w ścianę i skupiła się na krwi, która wypływała próbowała zwolnić lub nawet zatamować, aby osoba się nie wykrwawiła do czasu aż nie wymyśli co zrobić. Jednak była za daleko...
Westchnęła cicho i spojrzała w niebo.
- Wiem, że postępuję lekkomyślnie, ale nie mogę przejść obojętnie. Proszę cię tylko byś miała mnie swojej opiece - wyszeptała ledwo słyszalnie. Nie musiała mówić głośno, by jej modlitwa dotarła do nieba. Widziała, że jej babcia zawsze jest przy niej i ją chroni tak jak, kiedy była dzieckiem.
Wzięła jeszcze jeden wdech na odwagę i wyszła za krętu próbując od razu zorientować się ile osób jest rannych oraz ile jest napastniku. Widziała jedną raną osobę leżącą na ziemi.
- Zostawcie go, bo spotka was coś złego - powiedziała do mężczyzn. Nienawidziła, kiedy ludzie korzystają ze swojej liczebność i pastwią się nad jedną osobą. Myślą, że w grupie są ważni, silniejsi, a prawda jest taka, że są tchórzami. Bo nie mają odwagi pojedynkę zaatakować. Widziała, że jeden mężczyzna stoi z boku. Skupiła się na nim mając gdzieś, że jej oczy zrobią się czerwone. Niech doświadczy co to znaczy ból i bezradność. Początkowo chciała sprawić by poczuł jak drętwieją mu nogi, ale kiedy dostrzegła wózek inwalidzki i rozpoznała leżącej osobie Sebastiana. Poczuła jak narasta w nią gniew. Zamiast drętwienia zafundowała mu chorobę Hemolakria, ale wzmocniła ją jeszcze bardziej, bo krew nie tylko z oczów, ale też z uszów.
- Radzę mnie posłuchać jak nie chcecie się wykrwawić - powiedziała do nich. Nie zamierzała nikogo zabijać, bo nie była morderczynią. Jednak potrafiła im zafundować kilka nieprzyjemnych rzeczy. Krew odpowiada za wiele rzeczy nawet nie wiedzą jak może ich skrzywdzić.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2019-07-16, 22:34   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


Tego co się teraz wydarzyło, nikt nie brał pod uwagę. Kiedy telefon Sebastiana zadzwonił, od razu został przeszukany i urządzenie mu odebrano. Wyłączono i rzucono go o ścianę. Rozwalony, w kawałkach padł na chodnik. Nic dziwnego, że Rocky nie mogła się do niego więcej dodzwonić. A Sebastian w swojej sytuacji, nie mógł nic zrobić. Gdyby nie problem z nogami, bez problemu by sobie z nimi poradził. Za mało czasu miał, by opanować walki i obronę będąc na wózku inwalidzkim.
Leżąc na ziemi, zaciskał materiał jaki miał w ustach. Czuł ból na całym ciele. A z dwóch miejsc ubywało mu krwi. To byłby cud, jeżeli ktoś go znajdzie. Używanie mocy nie wchodziło w grę. Że też los nie obdarzył go czymś lepszym.
Rocky pokazując się w niebezpiecznej strefie znęcania nad prawnikiem, mogła dostrzec z czterech mężczyzn, gdzie jeden wyższy był bardzo dobrze zbudowany. To on posiadał broń i strzelał do Sebastiana. Akurat mogła widzieć, jak opuszcza dłoń i przenosi na nią swoje zainteresowane spojrzenie. Nie da się ukryć, że po jej pierwszych słowach, cała trójka ryknęła śmiechem. Przestali, kiedy śmiech jednego z nich zalał się krzykiem.
- Co u...
Byli w szoku. Jeden z towarzyszy nie był nawet wstanie dokończyć słów, kiedy wdział krwawiącego kumpla, tak po prostu. Wtedy zrozumieli, kiedy patrzyli na kobietę.
- To Diabeł!
Warknął jeden, nie ukrywając nawet strachu w sobie.
- Trzeba ją zabić!
Dodał drugi, nieco bardziej odważniejszy i już zmierzał w jej stronę, kiedy to został zatrzymany przez szefa grupy. Mężczyznę bardziej charakterystycznego przez mięśnie.
- Nie... Najlepiej będzie zapamiętać tę buźkę. Dla takich jak ona, są lepsze miejsca. Wycofujemy się. Morrison nauczkę już dostał. I nie zapomni tego, prawda?
Zakpił sobie z Sebastiana, na koniec naruszając kopniakiem jego ranę na barku. Wyczyścił broń w swoją bluzę u rzucił ją przy leżącym mutancie na chodnik. Wraz ze swoimi towarzyszami się wycofali, opuszczając uliczkę. Czekając jeszcze na to, by kobieta uwolniła ze swojej czarnej magii ich kumpla. Co więcej, szef grupy zdawał się nie przejmować takimi jak oni, jakby wiedział o mutacji szalejącej na świecie. Co innego jego towarzysze, którzy z jak największym łukiem, starali się ominąć kobietę i nie patrzeć jej w oczy. Ponoć patrzenie w oczy szatanowi, nie przynosi niczego dobrego. Tak mówiła babcia.
Sebastian ledwo już kontaktował. Przez uchylone powieki dostrzegł czyjąś sylwetkę, a bardziej jej nogi. Po głosie zrozumiał, że to Rocky. Tylko po co tu przyszła? Czemu się tutaj skierowała? Mogła przecież olać ich. Mężczyzna już nawet zapomniał o ich spotkaniu, które nie będzie miało już miejsca. Całe ich spotkanie nie tak miało wyglądać. O ile wcześniej czuł, że z ran sączyła się krew, tak teraz czuł dziwny zastój. Może już się wykrwawił? Tylko czemu nadal kontaktuje? Nadal słyszy? Widzi? Poruszył rękoma, by dosięgnąć materiałowego knebla i zsunąć go z ust. Udało mu się to, kiedy oprawcy poszli. Wtedy zaniósł się kaszlem i wypluł sporą ilość krwi. Nie ważne już, że twarz od tego miał ubrudzoną. Nic nie powiedział. Nie wiedział co i czy warto się odzywać. Dobrze jednak byłoby mieć wolne ręce, ale ten pasek uciskowy, bardzo mu w tym nie pomagał.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5