Poprzedni temat «» Następny temat
Recepcja
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:19   Recepcja





Recepcja jest dosyć obszernym miejscem, ale zachowanym w ciepłych i przyjaznych barwach, aby ludzie poczuli się tutaj bardziej pewnie.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-24, 13:12   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// 13 kwietnia

To wszystko trwało już zdecydowanie za długo. Ciągłe obracanie się przez ramię, pilnowanie, by nie odwiedzać nietypowych dla mnie miejsc, unikanie moich bliskich... To nie było życie, które chciałam kontynuować. Czy właśnie dlatego, mimo wszechogarniającego mnie strachu, skierowałam swoje kroki akurat tutaj?
W końcu... Szpital nie był niczym nietypowym dla kogoś, kto wciąż poruszał się o kulach, kuśtykając na prawą nogę, zmagał się z paskudnym bólem żeber po złamaniach, jak i wciąż miał zabandażowaną dłoń, byle chronić wcześniej pęknięty palec... Moja rekonwalescencja nie przebiegała zgodnie z planem, głównie przez moje problemy z panowaniem nad ledwo uaktywnioną mocą. Jak na złość, ciągle naruszałam ledwo gojące się rany, a mój stan psychofizyczny również nie sprzyjał zdrowieniu. Chyba właśnie dlatego, gdy choć dzisiejszego ranka obudziłam się bez bólu pod czaszką i uczucia wzlotu, podjęcie decyzji nie zajęło mi dużo czasu.
Jeszcze za mojej działalności w FPTP słyszałam doniesienia o nietypowej pani doktor, która to ponoć mutantom pomaga. Nigdy nie wchodziłam jednak głębiej w ten temat, nie chcąc nikogo bardziej narażać, niż było to konieczne. Teraz jednak, gdy siedziałam przed recepcją, znając jej nazwisko... Zaczynałam się bać. Czy na pewno dobrze robiłam? Z jednej strony miałam niemal stuprocentową pewność, że nie zostałabym oszukana. A jednak... Samo przesłuchanie w biurze D.O.G.S. wzbudziło we mnie wystarczająco dużo wątpliwości, jak i problemów czy zaburzeń... Jeden dzień, a odwrócił moje życie całkowicie do góry nogami.
Zastanawiając się nad tym, wiedziałam jednak, że wiele już do stracenia nie mam. Nie powinni namierzyć Ricky. Nie powinni znaleźć Aarona i Alby. Nie powinni zrobić krzywdy już nikomu mi bliskiemu. A ze mną? Ze mną mogli zrobić co chcieli, odkąd odebrali mi nawet godność...
Zostałam więc, na tym niewygodnym krzesełku przed recepcją, szukając na plakietkach przechodzących pracowników tylko jednego nazwiska - Goldhope...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-08-19, 23:47   
   Multikonta: ronnie/billy


Darcy z pewnością czułaby się trochę wkurzona, gdyby usłyszała, że jej imię i nazwisko pada w takich rozmowach. Usilnie wmawiała sobie, że naprawdę lubi swoje życie i powinna zrobić wszystko, żeby utrzymać się z dala od tego konfliktu, nie chcąc dopuszczać do siebie informacji, że chcąc nie chcąc i tak jest jego częścią. Powoli zaczynało jednak do niej dochodzić to, że chcąc w jakiś sposób pomagać nie ucieknie od tego, że przestanie być anonimowa, a w czego konsekwencji w końcu będzie musiała wybrać stronę konfliktu, nawet jeśli chciała trzymać się na uboczu.
Starała się pomagać. Mogła robić więcej, ale te absolutne minimum sprawiało że jej sumienie pozostawało nasycone. Nie na długo. Bo nocami, gdy nie mogła zmrużyć oka, zastanawiała się nad tym, że tak naprawdę jest tchórzem. Nie chciała się narażać, ale nie potrafiła też odwrócić wzroku. Dlatego robiła to wszystko. Nawet wbrew sobie. Jednak mimo wszystko jej sumienie nie powinno pozostać czyste, bo inni mutanci żyli w okropnych warunkach, podczas gdy ona miała pracę, ciepły kąt, ubrania, złudne poczucie bezpieczeństwa, chociaż podobnie jak wszyscy jej pobratymcy też cały czas obracała się za siebie. To było najgorsze kłamstwo jakie sobie fundowała. Myślała, że może żyć normalnie, ale prawda była taka, że to kwestia czasu, gdy pojawi się jakiś problem. W szpitalu zostaną przeprowadzone badania albo ze zwykłych powodów medycznych ktoś będzie musiał zbadać jej krew. Ktoś w końcu zauważy, że ukrywa się pośród ludźmi, dlatego musiała przestać przed tym uciekać.
Zdawało się, że to miał być kolejny zwykły dzień. Wykonywała swoje obowiązki, kręcąc się po ostrym dyżurze. Nie zdając sobie sprawy z tego, że kłopoty niebezpiecznie się do niej zbliżają i kryły się pod postacią jednej z jej potencjalnych szpitalnych pacjentek. Zdawało się, że kobieta czegoś szukała. Prawdopodobnie lekarza, bo na pierwszy rzut oka widać było, że jest w fatalnym stanie. - Wszystko z Panią w porządku? - zapytała, zaczepiając krótkowłosą kobietę. - Mogę w czymś pomóc?
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-20, 00:12   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Siedziałam jak na szpilkach, wypatrując tej jednej plakietki, tego jednego nazwiska. Z każdą mijającą minutą bałam się coraz bardziej, popadając w coraz większą paranoję. Może po prostu powinnam była wyjść? Może powinnam była darować? Życie samotnika nie jest wcale takie złe. Jakoś się toczy, no nie? W końcu i tak byłam nic nie znaczącym śmieciem, i tak nikt nie chciał mieć ze mną nic wspólnego - ani mój brat, ani moja ukochana. Dali mi o tym wyraźnie znać. Co więc mi pozostawało, poza wtórowaniem im i odpychaniem ich coraz bardziej? Jeśli to im mogło zapewnić bezpieczeństwo, chyba byłam w stanie podjąć to ryzyko...
Tylko co, jeśli jednak odzyskają we mnie wiarę? Co, jeśli zobaczę się z nimi jeden raz, drugi, trzeci? Czy wtedy im nie zagrożę?
Nie wiem, czy to te rozmyślania całkowicie pozbawiły mnie skupienia, czy winne temu było zmęczenie? Gdy usłyszałam głos w moim kierunku, wyrwałam się z tego dziwnego transu, spoglądając w górę. Wtedy też moim oczom ukazała się nie tylko ta drobna kobietka, ale i jej plakietka.
Darcy Goldhope.
Zerwałam się ze swojego miejsca, dość nerwowo, niczym uczeń wyrwany do odpowiedzi z działu, którego kompletnie nie zna, niechcący potrącając własną kulę, która z hukiem uderzyła o ziemię. Tyle dobrze, że byłyśmy w szpitalu, więc raczej nie zrobiło to na nikim większego wrażenia...
- Rany, przepraszam... - Wydukałam tylko, nie bardzo mogąc się samej schylić po to ustrojstwo, przez wciąż odczuwalne bóle w klatce piersiowej. Kobieta z całą pewnością była w stanie dostrzec, w jak paskudnym stanie byłam.
- Pani Goldhope... Darcy... Ja... - Nie wiedziałam jak zacząć, mówiąc do niej półszeptem. Coraz ciężej przychodziło mi oddychanie w tych nerwach, a po moich skroniach już zaczął spływać zimny pot. - Tak. Ja... Potrzebuję Twojej pomocy. Niekonwencjonalnej... - Odpowiedziałam w końcu na jej pytanie, najbardziej subtelnie jak byłam w stanie. I tylko liczyłam, że ta drobna kobietka mnie zrozumie i wcale nie okaże się zwykłą pułapką...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-08-23, 23:50   
   Multikonta: ronnie/billy


Darcy sięgnęła po kulę, która upadła i podała ją kobiecie. Jej brwi powędrowały wysoko w górę, słysząc że ta zwraca się do niej po imieniu. Nie znała jej, a mało który pacjent sobie na to pozwalał. Jednak gdy usłyszała jej dalsze słowa jej brwi powędrowały jeszcze wyżej i machinalnie obróciła się, sprawdzając czy aby nikt nie przysłuchuje się ich rozmowie. - Poczekaj. - spojrzała na nią znacząco. - Przejmij moich pacjentów, Polly. Zajmę się tą panią. - powiedziała do jednej ze stażystek, praktycznie wpychając jej w rękę plik z papierami, który trzymała w dłoniach. Następnie uśmiechnęła się sztucznie do Sam i zapraszającym gestem wskazała jej jedno z pomieszczeń i gdy obie się w nim znalazły, pośpiesznie zatrzasnęła za sobą drzwi. - Pierwsza zasada: nie przychodzicie do szpitala. - powiedziała, zasuwając rolety. Obróciła się do brunetki, krzyżując ramiona na piersiach. Jej wyraz twarzy nieco złagodniał. - Więc co to za niekonwencjonalna sprawa? - zapytała ciszej.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-24, 21:03   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ja... Ja już po prostu nie wiedziałam, co mam robić. Byłam zdesperowana. I przecież... Widok osoby w takim stanie jak mój obecny nie był niczym nadzwyczajnym w szpitalu, no nie? A nawet nie wiedziałam, jak inaczej złapać kontakt z panią doktor.
Mimo tego... Czułam się paskudnie po jej reakcji. Było mi wstyd? Zwątpiłam, czy dobrze robię? Sama nie wiedziałam. Ale dałam się wciągnąć do tego gabinetu, wcześniej przejmując swoją kulę i samej chyba się już powoli stresując. Oby tylko nikt nie miał problemów, jeśli były tu jakiekolwiek płyny...
- Przepraszam... Ja... Nie wiedziałam jak złapać z Tobą kontakt. Wcześniej działałam w FPTP i... - Nawet nie zdążyłam kontynuować, czy może nawet nie chciałam? Chyba zaczynałam powoli gadać od rzeczy.
Przełknęłam głośniej ślinę, dłonią przejeżdżając po własnym karku, by po chwili spojrzeć w oczy Goldhope.
- Podczas aresztowań byłych działaczy... Cóż... Nie tylko skończyłam z siniakami i złamaniem, ale też zostawili mi prezent. Czy... Czy byłabyś w stanie... Czy mogłabyś... To jakoś usunąć? - Zapytałam z wyczuwalnym przerażeniem w głosie. Rana już dawno się zabliźniła, a mną wciąż kierował strach. W końcu... Widziałam, jak skończył Aaron. A co jeśli mnie czekał dokładnie ten sam los? Próbowałam w tym czasie się jakkolwiek nachylić, by pokazać dziewczynie o czym w ogóle mowa. - To... To jakiś chip. Mają mnie ciągle na oku. Dlatego tu przyszłam. W końcu... Szpital dla kaleki to normalne miejsce, nie? - Dodałam po chwili, śmiejąc się z własnej bezradności. Czy to w sumie nie było dziwne, że tylko tu czułam się względnie bezpieczna?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-08-24, 23:56   
   Multikonta: ronnie/billy


Być może w tym momencie Darcy nie wydała jej się najmilszą osobę, jednak… Pracowała tutaj i strasznie bała się, tego że ktoś mógłby dowiedzieć się czym zajmuje się po godzinach. Naprawdę chciała kontynuować tą szaradę i wciąż udawać zwykłą, szarą obywatelkę. Bractwo upadło. W wiadomościach huczało o kolejnych łapankach, zatrzymaniach. Czuła oddech DOGS na swoim karku, dlatego właśnie zachowywała się w taki sposób jak teraz. Naprawdę nie szukała kłopotów, ale chyba sama się w nie pakowała, pomagając niektórym ludziom. Niepotrzebnie. Sumienie było jedną z najmniej pomocnych ludzkich odruchów.
Pokiwała szybko głową, słysząc jej słowa. - Więc jesteś człowiekiem, prawda? - zapytała, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczyma, zastanawiając się czy ona zdaje sobie sprawę kim jest Darcy i czy wie o tym, że jest mutantką.
- Oni ci to zrobili? - przesunęła wzrokiem po kulach, stojących obok. Nie zdziwiła się, gdyby tak było. Przecież widziała na własne oczy jak wygląda dzieło DOGS. To było cholernie niesprawiedliwe, że w telewizji to Mutanci byli przedstawiani jako terrorystów, gdy to co potrafili zrobić pracownicy rządu powodowało ciarki na plecach. W takich momentach przypominała sobie dlaczego nie powinna się więcej bać. Oni chcieli, żeby się bała.
Podeszła do niej ostrożnie, starając się wymusić uśmiech, gdy kobieta próbowała niezdarnie zażartować. - Tak. To całkiem dobry pomysł. - powiedziała łagodnie. - Wydaje mi się, że widziałam cię w telewizji, ale za nic nie pamiętam jak się nazywasz. - ciągnęła, dotykając jej karku, starając się wyczuć pod skórą miejsce, w którym został zaszczepiony jej czip. Starała się odciągnąć uwagę kobiety rozmową. - Wiesz coś o tym co ci zaszczepili? Trudno będzie wyciągnąć coś o czym nic nie wiem. Patrząc na jego umieszczenie, może być tak jakby przyczepiony do kręgosłupa, by uniemożliwić jego usunięcie. - powiedziała, starając się nie wchodzić w fachową terminologię i mówić tak, aby Sam ją zrozumiała. - Jeśli tak jest usunięcie go to może nie być taka łatwa sprawa. I może nieść za sobą ryzyko. Nie jestem neurochirurgiem. - popatrzyła uważnie na brunetkę. Chciała, żeby zdawała sobie sprawę z tego o co ją prosi i jakie mogą być tego konsekwencje.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-25, 00:50   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jesteś człowiekiem, prawda?
Trzy słowa. Trzy krótkie słowa, przez które mimowolnie w moich oczach zaczęły zbierać się łzy, a moje wargi ścisnęły się w cienką linijkę, powstrzymując mnie przed wydaniem jakiegokolwiek żałosnego dźwięku.
- Już nie. - Odparłam słabo, pociągając nosem i po chwili przecierając go własnym nadgarstkiem. - Po nich już nie... - Kontynuowałam, próbując nie zrzucać maski tego twardziela, którym rzekomo zawsze byłam. A szczególnie w ostatnich dniach miałam wrażenie, że ginął, gdzieś w odmętach wciąż narastających problemów. Byłam słabsza, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. A aktywacja genu wcale w tym wszystkim nie pomagała...
- Co do samych kul... Nie mam pewności. Wszystko po tym, to... To już tak... - Odpowiedziałam na jej pytanie, po wzięciu głębszego wdechu. Dzisiaj, po przeszło miesiącu od tego przesłuchania ostała się jedynie blizna na ramieniu, bolące żebra i nienaturalnie zrośnięty mały palec u lewej ręki, który niemal jak na rozkaz wyciągnęłam przed siebie, pokazując dziewczynie. Dobrze, że chociaż pierścionki na pozostałych palcach choć trochę odwracały od tego uwagę...
Siniaki, skaleczenia... To wszystko już zginęło, przynajmniej fizycznie. Choć nie raz budziłam się, wciąż czując ten ból. Wciąż czując strach. Wciąż widząc te dłonie, które były za to wszystko odpowiedzialne...
- Sam. Sam Bartowski. Przepraszam, powinnam była od razu, ale... Sama rozumiesz... - Wydusiłam z siebie, po jej kolejnych słowach. No tak... Przeklęty marsz. Przeklęta telewizja. I przeklęte gazety. Łatwo było zrobić kozła ofiarnego z kogoś, kto nie może się bronić.
- Ja... Nie wiem nic. Prawie... Prawie nic... Znaczy... - Sama zwątpiłam, czy powinnam mówić o sytuacji z baru. - Zdaję sobie sprawę, że to może być... Niebezpieczne. Ale już chyba wolę zdechnąć albo zostać warzywem, niż cały czas oglądać się za ramię. Ja... Ja już tak nie mogę. Ja... Muszę się izolować. Niemal nie wychodzę z domu. Serio, już tak dłużej nie mogę. Doktor Goldhope... Darcy... Proszę... - Wydukałam, chyba wpadając w mały atak paniki, gdy moje oczy znowu się szkliły. Desperacja w tym momencie to było mało powiedziane, gdy zaczynałam żałować, że przeżyłam to przeklęte przesłuchanie...
- Ja... Wydaje mi się... Że nie powinno nic się z tym dziać. Ja... Znam kilka osób, którym już je usunięto. Tylko jedna na tym bardzo źle wyszła... Ale ostatecznie wyszedł z tego cało... - Chyba... - Dodałam w swoich myślach, wspominając Aarona. Przyrzekłabym, że następnego dnia był u mnie, choć słaby i obolały. Choć moje oczy już wiele nie rejestrowały. Ale... To chyba nie mogło mi się śnić?
Bałam się też wspomnieć o konsekwencjach. Bo... Co jeśli... Co jeśli mi odmówi? Czy już zawsze będę skazana na wieczną obserwację?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 7