Poprzedni temat «» Następny temat
Diabelski młyn
Autor Wiadomość
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-19, 02:16   
   Multikonta: Sam


- Nie musiałeś tego robić. - Powtórzyłam niczym mantrę, głęboko w to wierząc. Są... Muszą być inne sposoby! Sama wiedziałam o tym aż za dobrze. - Mogłeś... Mogłeś ich po prostu ogłuszyć, na litość boską, nawet ja mogłam to zrobić! - Wyrzuciłam z siebie po chwili, zdecydowanie za bardzo podniesionym tonem jak na mnie. Chyba jednak stara Jules potrafiła przejąć nade mną kontrolę... Przecież... Normalnie wpadłabym teraz w panikę i histerię, a jednak... Próbowałam znaleźć jakieś rozwiązanie?
Chyba... Mimo targających mną uczuć... Podobało mi się to.
- To... To jak odrzuciłeś moją dłoń... To nie był tylko pokaz, Scott. Nie chodziło o Twój słaby punkt. - Odparowałam na jego słowa, skupiając swoje spojrzenie na jego oczach. Chciałam móc dostrzec w jego oczach, że się mylę. Że wcale o to nie chodziło. Że wcale nie podobało mu się to, co im robił. Że wcale nie chciał być tym potworem. Tak bardzo chciałam zobaczyć w jego tęczówkach siłę, która by mi powiedziała, że jestem w błędzie. - W tym... Wcale nie chodziło o mnie. Tobie... Tobie to się podobało. Widziałam to w Twoich oczach. - Dodałam po chwili łamiącym się głosem, by w końcu wziąć głębszy wdech. Opierałam się już o ścianę, masując obolałą kostkę i starając się opanować własny oddech. To wszystko... Było teraz zbędne. A ta uliczka - niezależnie od tego jak bardzo kameralna się wydawała - nie była wcale dobrym miejscem na kłótnie.
- Nie, mój ukochany. Ty tu czegoś nie rozumiesz. Skoro byłeś dla nich tak cenny - nie tknęliby Cię. Za wiele by stracili. To Ty się dałeś ponieść emocjom. To Ty pokazałeś im swoją słabość... - Westchnęłam, bojąc się samej siebie i tego, jak bardzo dawna panna Kane rozjaśniała mój umysł. To... To było dziwne i przerażające. Jakby dwie obce dusze walczyły w moim ciele o przewagę. I co najgorsze - każda z nich znała D'Amico. Każda z innej strony. I każda potrafiła stworzyć własny obraz tego jegomościa, tworząc przerażająco spójną całość.
- Proszę, powiedz to. - Stwierdziłam na jego słowa. On... Musiał to powiedzieć na głos. To on musiał się z tym pogodzić. Przecież... Obiecał mi, że będzie inny. Że nie jest tą osobą, o której czytałam raporty. Czyżby właśnie zmienił zdanie?
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-19, 02:28   
   Multikonta: Dale/James


To co powiedziała, to, że nie musiał... Cholera jasna, gdzieś w głębi duszy wiedział, że Caroline ma rację, ale... Ale jakaś jego częśc nie potrafiła tego zaakceptować.
On nie widział innych sposobów - taki właśnie był, w taki sposób rozwiązywał problemy. Ciężko mu było spojrzeć na świat inaczej i na pewno nie będzie łatwo mu dojść do tego, że są inne wyjścia. Nie tak od razu.
- To by nie zadziałało. Teraz przynajmniej się zastanowią zanim spróbują znowu... - odparł dalej próbując postawić na swoim, chociaż powiedział to już z mniejszą mocą.
Czuł się jak zbity pies, gdy tak na niego krzyczała, co było w zasadzie dość zabawne - nie przestraszył się tamtych mężczyzn, bardziej go ruszały krzyki takiej drobnej istotki.
Odwrócił wzrok nie mogąc dłużej wytrzymać jej spojrzenia.
Cholera jasna, czy ona zawsze musiała tak mądrze mówić, zawsze musiała trafiać w punkt?
- Nie... To nie tak... - odparł znacznie ciszej. Naprawdę przemknęło mu przez myśl, że nie może im pokazać jak wiele jest dla niego warta, ale... Cholera, nikt nie byłby w stanie go wtedy powstrzymać. Chyba powinien po prostu jej wtedy posłuchać, ale zatracił się w gniewie, zupełnie jak narkoman, który łapczywie sięgał po kolejną dawkę adrenaliny...
- W tym wszystkim nie chodziło o mnie. Nie mogłem im pozwolić Cię tknąć, gdy jeden z nich podszedł do Ciebie, ja... Nie wytrzymałem, straciłem wszelkie hamulce, chciałem ich zranić... To zawsze... To przez całe moje życie chodziło o Ciebie... - ostatnie słowa wyrzucił z siebie szeptem. Nie podnosił na nią wzroku, wzdrygnął się tylko lekko, gdy kazała mu dokończyć zdanie, powiedzieć to, czego nie chciał mówić.
Nie potrafił. Nie przeszło by mu przez gardło to słowo. Jak mógłby jej powiedzieć, że lepiej by było, gdyby od niego odeszła?
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-20, 00:32   
   Multikonta: Sam


Nie zadziałałoby...
Ja... Sama nie wiem. Jeszcze niedawno powiedziałabym, że wiele rzeczy może nie zadziałać. Przecież aż za dobrze wiedziałam, że to była prawda. Moje szczęśliwe życie, założenie rodziny? A jednak... Chciałam uwierzyć, że mam na to szansę, chciałam spróbować. Chciałam podjąć to ryzyko. A on? Zdawałoby się, jakby w ogóle nie chciał się zmienić - mimo swoich wcześniejszych deklaracji.
- Pamiętasz... Jak woziłeś mnie na kierownicy swojego roweru po osiedlu, bo zepsułam mój własny? - Zapytałam, przywołując jedno z mglistych wspomnień w swojej głowie. - Pamiętam, jak się przewróciliśmy i jak wybiłam sobie zęba. Pamiętam, jak płakałam. I pamiętam, jak złapałeś mnie za rękę, mówiąc, że razem to naprawimy. Że schowamy ten ząb w naszej kryjówce, że przyjdzie wróżka zębuszka i dostanę od niej prezent na osłodę mojej straty. I wiesz co? To rzeczywiście nie mogłoby zadziałać. A jednak nawet wtedy znalazłeś sposób, by jednak zadziałało. - Stwierdziłam z dość ostrym wyrzutem, kolejny raz przecierając nos o własny rękaw. Nie wiem, czy po dzisiejszym dniu nie będę się brzydzić własnego swetra, od tych wszystkich smarków...
Mimo wszystko jednak, bolał mnie fakt że zatracił przez te wszystkie lata dawnego siebie. Że nie był już tym gościem, który patrzył poza schematy. Że nie potrafił się znowu wcielić w tę pierdzieloną wróżkę zębuszkę i znaleźć inne rozwiązanie niż złość, atak i agresja...
- Skoro to nie tak, to jak? Powiedz mi, bo ja nie rozumiem. - Poprosiłam po chwili, wciąż świdrując go wzrokiem. Ja... Nie sądziłam, że było to możliwe, ale czułam się nim tak bardzo zawiedziona, czułam się tak bardzo zła... - Scott... Nie możesz. Nie możesz zła usprawiedliwiać mną. Po prostu nie możesz. - Wyrzuciłam z siebie już mocno załamanym głosem. Świadomość, że on posuwał się do tak złych czynów przeze mnie... Była nie do zniesienia - nawet mimo mojego pokracznego rozumienia moralności. Zaszlochałam, jednocześnie próbując powstrzymać się od płaczu, ale to było takie trudne... Ta krzyżówka tych dwóch skrajnych osobowości nie radziła sobie z tymi wszystkimi emocjami. Każda miała inne remedium na swoje krzywdy i żadna nie potrafiła przejąć pełni kontroli. Czy to dodatkowo budziło we mnie frustrację?
- Wiesz co... Skoro jesteś tak dobry we wróżeniu. To powiedz, czy... Czy... Czy mutant i rządowiec zadziałają? - Zapytałam, ponownie próbując wymusić na nim powiedzenie tego, czego tak bardzo się bał, albo wycofania się z tej nieskończonej groźby. Ja... Ja nie wiem czemu tak bardzo o niego walczyłam, nie wiem czemu nie chciałam odpuścić. Ale musiałam wiedzieć - czy to uczucie jest obustronne - czy jednak jego wewnętrzna potrzeba mordu była silniejsza, niż wszelkie uczucia do mnie...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-20, 00:51   
   Multikonta: Dale/James


Tak strasznie nie miała pojęcia o tym świecie w którym żył Scott. Dlaczego nie mogła tak po prostu zrozumieć, że on rządzi się kompletnie innymi prawami? To nie było takie proste - odróżnić dobro od zła. Czasem trzeba było się stać najgorszym potworem, by inni Cię nie zjedli. I w takich kręgach właśnie się obracał, przecież Caroline powinna wiedzieć co to znaczy wejść między wrony...
A jednak nie potrafiła mu odpuścić - wolała dalej drążyć temat.
Wysłuchał jej słów i pokiwał głową z niedowierzaniem, a nawet pozwolił sobie na cichy krótki śmiech.
Tylko ona potrafiła doprowadzić go do czegoś takiego - na zmianę czuł się przy niej malutki, jak taki zbity pies - tylko po to, by za chwilę znów się wściec.
- Wszystko to pamiętam. Nie wracaj do tego, proszę. Nie teraz. - warknął wbijając w nią wzrok.
Spędził każdy pieprzony dzień na szukaniu jej, to zawsze było dla niego najważniejsze, a teraz... Teraz przypominała mu wesołe chwile z dzieciństwa? To wydało mu się tak cholernie nie na miejscu, nie potrafił tego słuchać... Nie chciał tego słuchać.
A jeśli chodzi o samo wspomnienie, które przywołała... Tak, dokładnie tak - był w stanie przenosić dla niej góry, każdego dnia przełamywał schematy, byleby tylko ujrzeć jej uśmiech, by sprawić jej radość.
Tylko, że wtedy byli mali i mimo wszystko... Życie było troszkę prostsze niż teraz.
- Okej. Powiedzmy, że masz rację. Podobało mi się to i tak - prawdopodobnie bym to powtórzył, gdybym musiał. - powiedział nie spuszczając z niej wzroku.
Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów i wyciągnął z niej jednego, którego zaraz ulokował między wargami i odpalił drżącymi dłońmi.
Zaciągnął się kilka razy chcąc się uspokoić - zanim wyładuje się na niej.
- Dlaczego mnie o to wszystko pytasz? Sama odpowiedz sobie na to pytanie - zadziałają? Potrafiłem spędzić prawie całe swoje życie na szukaniu Ciebie, więc chyba możesz poświęcić parę chwil na zastanowienie się nad tym. - warknął. Sam nie wiedział skąd bierze się ta złość i dlaczego zachowuje się jak kobieta w ciąży, dlaczego Caroline wzbudza w nim tak skrajne emocje.
Może dlatego, że mu na niej zależało, może dlatego, że nigdy nie czuł tak wiele na raz...
- Poza tym chyba już nie jesteś rządowcem. Inaczej od razu byś mnie wydała - a może na to przyjdzie jeszcze czas? - celowo ją prowokował, uderzał w nią tak samo jak i ona w niego, chociaż... Cholera, chociaż nie powinien tego robić.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-20, 01:21   
   Multikonta: Sam


Doskonale zdawałam sobie sprawę, że świat nie jest wyłącznie czarny albo biały. Otaczały nas rozmaite odcienie szarości i naszym zadaniem było się w nim odnaleźć. Problem jednak w tym, że ja... Ja nie chciałam być na tym ciemnym spektrum. Wierzyłam w wyższe dobro - a za takie nie mogłam uznać tego, co wydarzyło się ledwie kilka minut temu.
Nie żyłam w jego świecie, nie znałam jego rzeczywistości. Ale wiedziałam, jak działają grupy przestępcze - zbyt wielu zwyrodnialców w końcu spotkałam na swojej drodze. Pracując dla Dolores, potem dla Rządu, między kolejnymi szwadronowcami i kundlami. Nie raz łatałam pokrzywdzonych żołnierzy, by potem przeprowadzać zabiegi na tych, którzy ich do tego doprowadzili. Wysłuchałam niejednej historii życia i jego utraty. I właśnie dlatego wiedziałam, że zbyt cenne jednostki nie są warte zabijania - nigdy. A on... Mógł ich nastraszyć, mógł ich unieszkodliwić, nie musiał... Nie musiał ich tak krzywdzić.
I nie musiał tak krzywdzić mnie.
Jego ton... Ta agresja... To bolało. Nie powinno, przecież dobrze wiedziałam z kim się związuje, a jednak... Miałam nadzieję, że taki nie będzie. Że będzie dawnym sobą - radosnym, może nieco niepoprawnym, ale jednak - odnajdującym szczęście w niewielkich sukcesach.
Nie zrozumiał mnie. Nie pojął, dlaczego o tym mówiłam. Odebrał to... Jako atak.
A dla mnie to była nauczka. On... On wcale nie był dobrym zakotwiczeniem dla odzyskania moich wspomnień.
- Jak sobie życzysz.- Odparłam jedynie, pociągając swoim nosem i próbując wstać z krawężnika, co przychodziło mi z niemałym trudem, gdy nie mogłam ciężaru swojego ciała opierać na chorej nodze. - Wiesz kto jeszcze by powtórzył swoje chore gierki? - Zapytałam, kuśtykając w kierunku mężczyzny. Widziałam, jak targają nim nerwy, ale przecież... I ja nie byłam ich pozbawiona. I nie widziałam dla nich innego ujścia, niż przez moje własne usta.
- Nie, nie mogę. - Odpowiedziałam w końcu na jego pytanie, przełykając głośniej ślinę. Miałam wątpliwość, czy podchodzenie bliżej dobrze się dla mnie skończy, ale z drugiej strony... Czy moje życie miało jakikolwiek sens, jeśli miałabym stracić wszystko? - Nie mogę. Bo to Ty mi grozisz swoim "albo", którego sam boisz się wypowiedzieć. I to Ty nie potrafisz spojrzeć poza stały schemat. Czy skoro nie ma innego wyjścia niż droga przez atak, czy w Twoim świecie Rządowiec i mutant mogą zadziałać? - Powtórzyłam swoje pytanie, nieco je uściślając. Każde słowo paliło moje struny głosowe, każde słowo wydawało się tak ciężkie i nieprzychylne, ale... Musiałam to wiedzieć. Musiałam - póki nie było za późno.
A może już tak się stało?
Nie... Nie mógł tego zrobić. Czy on właśnie podważał moją wierność i zaufanie? Znaczy... Nie mogłam powiedzieć, że o tym nie myślałam, ale przecież... Przecież... Chyba bym się nie odważyła, nie z nim.
Czemu więc czułam tak wielką złość?
- Może powinnam?! - Zapytałam, zdecydowanie za mocno podnosząc swój głos. - Jak na razie to mi udowadniasz, że każdy pierdolony mutant jest agresywną maszynką do zabijania! - Wyrzuciłam mu po chwili, by w końcu nie móc już się powstrzymywać przed niczym - przed płaczem, przed krzykiem, przed żalem. - Mam Ci przypominać, kto mi to zrobił?! Przez kogo dziś taka jestem?! Czym się kurwa od nich różnisz?! - Zapytałam wciąż krzycząc, odchylając dekolt mojego swetra w taki sposób, by brzeg mojej blizny był spod niego widoczny. Kulałam, a to też przecież było doskonale widać. Do dziś zresztą miałam koszmary, z których wciąż budziłam się zalana potem - czego on sam mógł nie raz przy mnie doświadczyć. Czemu więc musiał pociągać właśnie za te sznurki? Czemu musiał pobudzać te lęki, które przejmowały nade mną tak silną kontrolę?
I czemu, akurat teraz to Jules musiała przejąć kontrolę, podczas gdy to łzy Caroline były najlepszym remedium na wpłynięcie na niego?
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-20, 01:45   
   Multikonta: Dale/James


Szary, paskudny, pełen rozczarowań - taki właśnie jest świat. Scott po utracie Jules widział tylko i wyłącznie te ciemne barwy, przywykł do nich. Tak często spoglądał w ciemność, że stał się nią - jego dusza pękała na coraz drobniejsze części z każdym następnym okropnym czynem.
I przez te wszystkie lata tylko chęć odnalezienia Julie sprawiała, że nie stał się takim kompletnym potworem - miał gdzieś w sobie jeszcze cząstke... Dobra? Albo po prostu... Cząstke, która nie jest jeszcze do końca zepsuta.
Był jednym z nich - jednym z przestępców najgorszego sortu, typem z pod ciemnej gwiazdy, a jednak zdecydowała się przy nim zostać - przynajmniej do tej pory.
Za samo to powinien ją nosić na rękach, powinien się zmienić, ale... Ale nie potrafił tego zrobić.
Miała rację - podobało mu się to, powrót do swojej starej tożsamości, to, że mógł po raz kolejny użyć siły, w brutalny sposób pokazać swoją wyższość... Wtedy czuł, że jest sobą.
Tylko, że to przecież nie on. To nie Scott, dlaczego łatwiej mu było łamać kości, niż robić cokolwiek innego? Dlaczego przemoc była najprostsza?
- Jak... Jak możesz? Dobrze wiesz, że chciałem Cię przed nim obronić. - wycedził tylko przez zaciśnięte zęby. Doskonale wiedział o kogo jej chodzi i nie potrafił zrozumieć jakim prawem mu to wytyka. Przeciez od zawsze był za nią, zawsze chciał ją obronić przed ojcem, tylko... Tylko był na to za mały.
To zabrzmiało zupełnie tak, jakby był za to odpowiedzialny - tak to właśnie rozumiał.
Wreszcie stanęli na przeciwko siebie - twarzą w twarz - a brunet wytrzymał jej spojrzenie i wysłuchał kolejnych słów. Ponownie podniósł papierosa do ust i zaciągnął się. Wyrzucił go gdzieś na bok.
- Nie jesteś tylko rządowcem, a ja nie jestem tylko mutantem. - oczywiście, że to mogło zadziałać. Był tego pewien, tak jak był pewien tego, że nie chce, by go zostawiała. Bał się tego, nie chciał już być sam - nie, gdy wreszcie zobaczył jak dobrze jest... Kochać.
Gniew nie pozwolił mu jednak tak po prostu tego wszystkiego zakończyć - tej całej dyskusji, chociaż pewnie powinien to zrobić. Nie, lepiej iść w zaparte, prawda?
- A więc to zrób. Po prostu to zrób, wydaj mnie, skoro nie jestem wart więcej niż każdy pierdolony mutant. A czym się od nich różnię? Tym, że ja morduje takich skurwysynów jak oni. Odpłacam im tym samym, niszcze ich tak jak oni niszczą innych. Z resztą... Ty chyba też im coś zrobiłaś, co? Odpowiedz mi na pytanie - czym Ty różnisz się ode mnie?! Rządowe papierki dają Ci prawo do krzywdzenia innych, to już jest w porządku, tak?! Ilu takich jak ja pokroiłaś?! Dziesięciu, dwudziestu, stu? Może zostaniesz honorowo odznaczona za przyprowadzenie Ducha? Śmiało! - wystawił w jej kierunku ręce tak, by zasugerować jej, że może je skuć.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-20, 19:22   
   Multikonta: Sam


Nie tylko on tracił siebie. Ja... Ja miałam wrażenie że nie jestem już sobą - ani tą dawną, która nosiła imię Julie, ani ostatnią, przedstawiającą się jako Caroline. Nie byłam żadną z nich, będąc jednocześnie każdą. To olbrzymie utrudniało mi odnalezienie siebie w tym świecie. Jules wskoczyłaby za niego w ogień - idąc w zaparte, stawiając czoła wszelkim przeciwnościom by razem w końcu wyjść na prostą, ale Caroline... Miała inne priorytety. Nie mogła się z tym pogodzić, bojąc się zmutowanych i tego, co nimi kierowało. Obdarzeni byli niczym zwierzęta - i udowadniali mi to nie tylko pacjenci, nie tylko Vincent, ale i Scott. Stał się bestią, na moich oczach z zimną krwią krzywdząc tamtych ludzi. A przecież - nawet jeśli byli zbirami - powinien ich czekać proces i więzienie, a nie rozlana krew i cierpienie.
A on? On chciał nieść wyłącznie to - niczym jeździec apokalipsy, przynosząc zgubę swoim wrogom. I nie rozumiał nic z tego, co próbowałam mu przedstawić. Złość i przemoc kierowały nim tak bardzo, że zamiast doszukać się analogii, widział w moich słowach wyłącznie atak i żal - którego wbrew pozorom wcale nie miałam. Przynajmniej nie względem tej odległej przeszłości.
Żałowałam go wyłącznie za tą zbłądzoną i połamaną duszę, która nie potrafiła znaleźć ujścia dla swojego gniewu innego, niż zadawanie bólu...
- I obroniłeś. Ale widzisz jakie to ma skutki? Co zrobiło to z Tobą i ze mną? - Zapytałam, gdy moje oczy szkliły się odbijając każdy blask dochodzącego w tę uliczkę światła. - Przemoc nie jest odpowiedzią na wszystko. - Dodałam po chwili, przełykając ślinę i próbując się uspokoić. Próbując zrobić to za nas oboje, ale... Nie potrafiłam. Nie teraz, gdy wszelkie granice zostały przekroczone.
- Zamknij się! - Wyrzuciłam z siebie, w tym samym momencie gwałtownie zbliżając się do niego o kolejny krok, by już po chwili moja dłoń - jakby wcale nie należała do mnie - powędrowała z impetem prosto do jego twarzy. Uderzenie z otwartej ręki, mimo że prawdopodobnie nie robiło na nim wrażenia pod względem siły po wszystkich tych latach życia w ciągłej walce, odbijało się jednak echem w mojej głowie. Płakałam, gniew rozsadzał moją klatkę piersiową a serce biło nieznośnie, powodując wręcz fizyczny ból. Płakałam - ale mój czas stanął w miejscu gdy zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam. To... To nie byłam ja. Ja się tak nie zachowywałam. Czemu więc... Czemu on mnie do tego zmusił?
Mój szloch ustał. Nie wiedziałam co się dzieje. Moją głowę przepełniały słowa, myśli i obrazy... Widziałam każdą ranę, którą zadałam, każdy szew, który zszywałam, każde badanie, które przeprowadziłam. Widziałam ból, płacz i rozpacz. Widziałam bezradność, zwątpienie i odpuszczanie. Widziałam, do czego doprowadziła Dolores, Rząd, ja... Widziałam - i nie mogłam tego znieść. Bardziej, niż swojej bolesnej przeszłości...
Spojrzałam na swoją dłoń, gdy czas ponownie ruszył, po chwili przerzucając wzrok na mężczyznę. Było mi... Wstyd. Ja... Ja zrobiłam dokładnie to, czego wymagałam, by on nie robił. Dałam się ponieść emocjom. Pozwoliłam, by gniew mną zawładnął i uwolniłam go w najgorszy możliwy dla mnie sposób. Sposób, którego sama sobie chyba nie wybaczę...
- Scott, ja... - Zająknęłam się, samej nie wiedząc, co powinnam powiedzieć. Ja... Przegrałam.
Przegrałam z tym okrutnym światem i jego logiką...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-20, 20:04   
   Multikonta: Dale/James


A Scott tak po prostu kochał je obydwie - w jednym ciele i właściwie nie miało dla niego większego znaczenia która aktualnie dochodzi do głosu.
Od zawsze była mu przeznaczona - chciał w to wierzyć. Takie rzeczy podobno dzieją się tylko w filmach, miłość od pierwszego wejrzenia i takie tam, ale... Cóż, jemu się właśnie to przytrafiło. Odkąd pierwszy raz ją zobaczył wiedział, że nie będzie w stanie pokochać nikogo innego tak mocno. Kiedyś nie rozumiał tego uczucia, zastanawiał się dlaczego nie potrafi o niej zapomnieć, ale teraz... Teraz już wiedział.
To prawda - zachowywał się jak jakaś bestia, brakowało mu naprawdę wiele - właściwie czasem miał wrażenie, że składa się z samych wad, ale czy nie byli w stanie tego wszystkiego pokonać?
- Nie... Nie mogłem tego przewidzieć, nie wiedziałem, że to się tak skończy, że to wszystko zniszczy... - powiedział kręcąc głową. Miała pieprzoną rację - tak naprawdę to, że ją obronił tamtego dnia nic nie znaczyło - to nic nie naprawiło, wręcz przeciwnie... Wszystko pogorszyło.
Julie straciła pamięć, a Scott... Scott zatracił siebie. Utonął w tym cholernym bagnie przemocy, nienawiści...

Chyba użył zbyt mocnych słów, posunął się o jeden krok za daleko, ale... Musiał to zrobić. To wszystko siedziało gdzieś głęboko w nim, zdawał sobie sprawę z tego, że ją rani, nie umiał jednak przestać.
I wreszcie Caroline nie wytrzymała.
Twarz trochę go zapiekła, a głowa przekręciła się lekko w bok z powodu uderzenia.
Zaniemówił. Nie spodziewał się tego po niej, wszystkiego, ale nie tego.
Zacisnął zęby i przymknął na moment oczy oddychając ciężko.
Wrócił do niej spojrzeniem i nie mówiąc nic...
Po prostu objął ją i mocno przytulił do siebie.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-20, 20:41   
   Multikonta: Sam


Przemoc nie jest odpowiedzią na wszystko.
A jednak ja pozwoliłam by i nade mną przejęła kontrolę. Złość mnie zaślepiła - dokładnie tak jak jego jeszcze przed kilkoma minutami. I nawet, jeśli ja nie wykazywałam się tak wielką okrutnością i bezwzględnością - nie usprawiedliwiało to faktu, że w najgorszy sposób uwolniłam swoje emocje.
Bałam się jego reakcji. Wystraszyłam się samej siebie. Sama... Sama nie wierzyłam, że byłabym do tego zdolna. Moje działania w Alter Genetics? Moja praca w DOGS? Nawet, jeśli nie zawsze była dobra - mogłam ją tłumaczyć wyższym dobrem. To wszystko miało swój cel - nawet, jeśli ten był osiągany w niehumanitarny sposób. Chciałam wierzyć że moje działania będą przełomowe - tak, jak przed wieloma laty przez równie nieludzkie podejście otrzymaliśmy w końcu aspirynę.
Wyższe dobro...
Ale przecież... Ta złość nie mogła nieść za sobą niczego dobrego. A może... Może jednak się myliłam?
Spodziewałam się, że się odwróci i odejdzie. Spodziewałam się, że mi odda. Spodziewałam się, że za tę zniewagę poleje się krew.
Ale nie spodziewałam się, że on... On mnie tak po prostu obejmie.
Nie odtrącałam go. Nie mogłam. Zamiast tego utonęłam w jego ramionach, znowu pozwalając sobie na płacz - tym razem spowodowany wyłącznie ulgą. Miałam wrażenie że wszystkie złe emocje ze mnie wyszły razem z tym jednym ciosem, który nigdy nie powinien paść. A jednak - ten cios i mnie obudził, i mi otworzył oczy.
- Przepraszam... - Wyłkałam, wciąż nie wyściubiając nosa spoza jego objęć. Nie chciałam już z nich wychodzić - bo to właśnie tu czułam się maleńka, ukryta przed światem i złem - nawet tym złem, które wychodziło prosto od nas.
Już po chwili jednak, mocno pociągając nosem przerwałam tę chwilę bliskości, odsuwając się od niego na pół kroku. Patrzyłam na jego ręce, podnosząc je w podobny sposób, w jaki jeszcze przed kilkoma chwilami je prezentował. Objęłam jego nadgarstki moimi dłońmi, starając się uspokoić swój oddech i powstrzymać od kolejnych łez. Moje palce zacisnęły się na przegubach jego dłoni i dopiero wtedy podniosłam swój wzrok, wzdychając ciężko.
- Jedyne co może Cię uwięzić, to moje objęcia. - Stwierdziłam lekko łamiącym się głosem, by w końcu wypuścić jego ręce i podnieść swój wzrok na jego oczy. Widziałam, jak jego skóra lekko zmieniła barwę na cieplejszą i tam, gdzie jeszcze przed chwilą moja ręka wyładowała całą swą złość - teraz chciałam oddać to, co było we mnie dobre. Pogładziłam go delikatnie po policzku, jakby to miało zmazać dowody mojej przegranej. Moja warga drżała w zwątpieniu, gdy przez tą chwilę godziłam się z własnymi czynami. - Musimy... Musimy się opamiętać. My... My nie możemy w sobie budzić tego co najgorsze. Obiecaj mi... Obiecaj, że staniemy się lepsi. - Wyrzuciłam z siebie w końcu, mając na myśli nie tylko to, że on musi się zmienić - przede wszystkim chodziło teraz o mnie. Nie chciałam by najgorsze cechy obu moich osobowości przejmowały nade mną kontrolę - chciałam z nich wyciągnąć to, co najlepsze. A do tego potrzebowałam pomocy - jego pomocy.
W końcu jednak moja dłoń się zatrzymała. Czułam ciepło jego skóry. Widziałam jego wzrok. Czułam, jak oboje cierpimy. A jednak... Jednak coś mnie do niego pchało. Stanęłam na palcach a drugą dłonią oparłam się o jego ramię, by móc sobie jakkolwiek pomóc, gdy na jego ustach złożyłam delikatny i niepewny pocałunek - o ile tylko on mi na to pozwolił...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-20, 21:06   
   Multikonta: Dale/James


To wszystko co mówiła o przemocy, że nie jest na wszystko odpowiedzią, że nie jest wyjściem... Cholera, mieli tak różne poglądy, inaczej postrzegali świat.
Dla niego przemoc zawsze była jedyną drogą, tylko dzięki niej przetrwał.
Ona niepoprawnie wierzyła w to, że jest inne wyjście, że istnieje na tym świecie coś takiego jak dobro i zło, że możemy wybrać...
I mimo tego, że pochodzili z dwóch kompletnie różnych światów... Scott pragnął jej uwierzyć, pragnął się dla niej zmienić - szkoda tylko, że łatwiej było powiedzieć niż zrobić.
Jak mógłby od niej odejść?
To, że tak mocno przyciągnął ją do siebie wydało mu się czymś naturalnym, czymś zupełnie na miejscu... Doskonale rozumiał, że przekroczyła granicę, gdy podniosła na niego rękę - swoje własne granice.
Wiedział, że to musiało być dla niej cholernie ciężkie, ale i... Być może potrzebne?
Być może tego właśnie potrzebowała i nie ważne, że to on stał się tym kimś na kim się wyładowała - jeśli tylko miało jej to pomóc był w stanie się poświęcić.
- Nie masz za co. Oboje przegięliśmy. - wyszeptał tylko cicho. Znów poczuł spokój, gdy ich ciała się zetknęły wszystko po raz kolejny wydało się prostsze, a te ciężkie słowa, które padły ledwie kilka chwil wcześniej... Przestawały mieć znaczenie, oddalały się.
Wypuścił Caroline ze swoich ramion i zawiesił na niej wzrok, gdy podniosła jego ręce do góry.
- Co Ty... - rzucił zdziwiony, a kajdanki zatrzasnęły się na jego nadgarstkach. Nie mógł się powstrzymać, kąciki jego ust delikatnie podniosły się do góry.
- W nich mogę być uwięziony na zawsze. - stwierdził cicho i przymknął oczy, gdy jej dłoń znalazła się na jego policzku.
Dlaczego tak nie mogło być zawsze?
Dlaczego ich życie musiało być wypełnione bólem, dlaczego się tak strasznie kłócili, skoro... Przecież byli razem szczęśliwi, kochali się - nawet ślepy by to zauważył.
Wysłuchał jej następnych słów i pokiwał głową w milczeniu. Przytulił twarz do jej dłoni, a chwilę później poczuł jej wargi na swoich.
Objął dziewczynę w pasie i przyciągnął do siebie, by po chwili pogłębić pocałunek.
Po paru chwilach odsunął swoje usta od jej ust i zajrzał jej w oczy.
- Tak... Obiecuję. Staniemy się lepsi, zrobię wszystko co w mojej mocy, by tak było. - powiedział pewnym głosem, był jej to winien - zasługiwała na to. Po prostu... Nie mógł już być tym kim kiedyś, musiał stać się kimś lepszym. Dla niej.
- A teraz... Myślę, że powinniśmy stąd iść. Mogą nas szukać. - czas na brutalny powrót do rzeczywistości, huh?
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-20, 23:07   
   Multikonta: Sam


Chciałam wierzyć, że te dwa światy mogą się ze sobą połączyć. Że mogą się przeniknąć - dokładnie tak jak to, co działo się od kilku dni w mojej głowie. To, co wydawało się tak niemożliwe i irracjonalne jednak się spełniało. Czy nie mogło tak samo stać się z jego życiem? Gdyby tylko dopuścił do siebie tę myśl, gdyby tylko wyszedł poza własne ramy, gdybym tylko okazała się bardziej cierpliwa i nie wymagała od niego natychmiastowej zmiany...
Nie mogliśmy od siebie odejść. Mimo tak wielu przeciwności los pchał nas wzajemnie w nasze ramiona. Mimo ostrych słów, niewybaczalnych czynów, różnic społecznych i poglądowych... Za bardzo do siebie pasowaliśmy - na zupełnie innym poziomie.
Dusza.
Dusza rozerwana na dwoje, umieszczona w odrębnych ciałach. Dusza, która szukała swej drugiej połowy i dopiero przy niej - może być szczęśliwa. Razem tworzyliśmy całość, która mimo swej kruchości była niezwykle silna. Nawet, jeśli liny którymi próbowaliśmy się związać czasem popuszczały - wiedzieliśmy, że w końcu uda nam się odnaleźć ten spokój - gdy wszystkie rany zostaną zagojone, a dusza nawet bez szyć będzie w całości.
A przynajmniej tak to chciałam postrzegać, zgodnie ze starą, filozoficzną mądrością.
- Ale... I tak nie powinnam. - Stwierdziłam dość smutno na jego słowa. Nawet jeśli on nie miał mi tego za złe, ja nie mogłam sobie wybaczyć. Bo to przecież nie byłam ja. Ale na szczęście... Chyba dla nas obojga większe znaczenie miało to, co dopiero miało nadejść.
Nie wyrwał mi się. Nie odwrócił. Nie zwątpił - mimo, że na pewno był zdziwiony. Pozwolił mi wykonać ten dziwny gest, który teraz... Teraz wydawał mi się tak potrzebny. Mimo własnych wątpliwości, mimo, że sama zadawałam sobie nie raz pytanie o to, czy jednak nie powinnam go wydać - chciałam utwierdzić i siebie i jego, że to jedyny sposób na jego zniewolenie. Uśmiechnęłam się więc, gdy bez oporów mi się podał. Czy to nie dziwny sposób na okazanie sobie uczuć?
A już po chwili czas mógł znowu stanąć w miejscu. Uliczka przestała istnieć, krew przelana jego dłońmi odeszła gdzieś w zapomnienie, tak samo jak moja negatywna reakcja. Zagubiliśmy się - na krótką chwilę, by jednak rzeczywistość znów nas uderzyła.
- Nie pragnę niczego więcej. - Odparłam, nie przestając się uśmiechać, gdy ślady po łzach na moich policzkach zaczęły wysychać. - I.. Chyba masz rację. Ale wiesz co jest najgorsze? - Zapytałam po chwili, pociągając swoim nosem. - Moja kula tam została... - Dodałam z rezygnacją w głosie, samej nie wiedząc, czy to może na nas sprowadzić jakieś problemy. Miałam nadzieję, że i na to Scott znajdzie jakieś dobre rozwiązanie...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-21, 21:54   
   Multikonta: Dale/James


I czasami to wystarczy. Po prostu w to uwierzyć.
Nie ma co ukrywać - będzie im cholernie ciężko, ale oboje dobrze o tym wiedzieli, jeśli tylko odnajdą w sobie siłę na to by walczyć z tymi wszystkimi przeciwnościami... Będzie dobrze.
Jak widać na załączonym obrazku życie na każdym kroku pokazuje im, że nie powinni być ze sobą, że to nie ma prawa bytu, ale wcale nie zamierzali się poddać. I oby tak dalej.
- Przestań, to już nie ważne. - powiedział cicho chcąc ją uspokoić. W zasadzie... Ten pojedynczy cios był chyba potrzebny. Zupełnie jakby w ten sposób przestawiła mu w głowie te kilka szarych komórek i zmusiła go do myślenia - od razu przeszła mu cała złość, a te mocne słowa, którymi jeszcze przed chwilą rzucał bez opamiętania... Wydały mu się niepotrzebne. Odeszły gdzieś w zapomnienie i znowu ogarnął go spokój i to przyjemne uczucie... Spełnienia?
Znowu jej wszystkie wady gdzieś znikały, a on widział same pozytywy. Znów była jego i nic innego się nie liczyło. Może powinna częściej wypłacać mu takiego liścia? Może wtedy będzie dobrze?
Ano - dziwny sposób na okazywanie sobie uczuć, ale hej, powiedzmy to sobie wprost - oni nie byli do końca normalni.
W każdym razie... Poddał jej się całkowicie już dawno temu, mimo tego, że nigdy tego nie powiedział - tak właśnie było, był cały oddany jej, zniewolony, zakochany do nieprzytomności.
I tak było mu dobrze - po prostu dobrze.
- Tak będzie. Słowo. - powiedział z mocą mając nadzieję, że nie zawiedzie jej po raz kolejny, nie... Wiedział, że zrobi wszystko by jej nie zawieść. Ciężko mu było patrzeć na jej łzy, na cierpienie, nie chciał być powodem zmartwień.
I musiał się zmienić - choć to nie będzie proste. Rozumiał ją, czy to coś dziwnego, że nie chce być z potworem? To co przed chwilą zobaczyła, to... To i tak była tylko część tego co mógłby jej zaprezentować, najgorsze instynkty i tak zostały ukryte głęboko w nim. I oby tak pozostało na zawsze.
- Cholera... - zaklął pod nosem słysząc o kuli. Zostawili dowód na miejscu zbrodni. Z drugiej strony... Doskonale wiedział kim jest szef tamtych osobników i prawdopodobnie wszelkie dowody magicznie znikną - nie chciałby, żeby ktoś zaczął zadawać pytania.
O ile nie trafi się jakiś gliniarz - służbista, choć na chwilę obecną... I tak większość była kupiona. W takim właśnie świecie żyli - mrok, brud, korupcja, ulica pełna złych gości i zdecydowanie zbyt mało tych dobrych...
- Nie przejmuj się tym. Sprawa powinna rozwiązać się sama, a jeśli nie... Coś wymyślimy. - rzucił po chwili zamyślony i potrząsnął głową jakby chcąc wygnać z niej te wszystkie złe myśli.
- A jeśli chodzi o drogę powrotną bez kuli... Chyba jakoś damy radę, księżniczko. - puścił jej oczko, po czym podszedł do niej i po prostu wziął ją na ręcę uśmiechając się lekko.
Huh. Chyba daleko mu do księcia, czy innego rycerzyka na białym koniu, ale... Czasem mogli poudawać, nie?

//z.t
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6