Poprzedni temat «» Następny temat
Hard Rock Cafe
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 12:41   Hard Rock Cafe



[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-06, 17:39   

// Przed Artemis


Piątkowy wieczór w Hard Rock Cafe zawsze wyglądał tak samo – mniej lub bardziej poważny band przygrywał o w miarę ludzkiej godzinie, rozgrzewając publikę do czerwoności przed wejściem na scenę muzycznego giganta, jakim dzisiaj miała być Tracy Chapner, co oznaczało wyjątkowo spokojny przebieg pracy przy równie przyjemnych rytmach, różniących się nieco bardziej od stuprocentowo rockowych klimatów, jakie na co dzień oferowali.
Podleciała z szerokim uśmiechem do długiej lady, za którą obecnie przesiadywał Ryan, rosły mężczyzna z charakterystycznym, trzydniowym zarostem i masą tatuaży na lewym ramieniu.
- Dwie corony, trzy heinekeny i, słuchaj teraz uważnie, bo w to nie uwierzysz… – wyprostowała się, jak do musztry, przyłożyła zwiniętą w piąstkę dłoń do mostka i odchrząknąwszy z wyciągniętą przed sobą kartką z zamówieniem, dramatycznie udała głos zmartwionej matki: - …koniecznie cieplutki soczek jabłkowy ze słomką dla Bryanka, aby gardziołko go nie bolało, bo dzisiaj tak okropnie kaszlał! – przyłożyła wierzch dłoni do czoła, wzdychając ostentacyjnie, czemu zawtórował urywany śmiech Ryana. Sugestywnie machnął palcami na nią, a Sage podała mu przez blat kartkę z nabazgranym zamówieniem.
- Przysięgam, kierownik powinien zrobić coś z tymi dzieciakami – mruknął z niedowierzaniem przyglądając zapiskom Ackerman, po czym rozejrzał się po najbliższych stolikach. Faktycznie, spora rodzinka z pojedynczym dzieckiem na dwunastce. – Jak tak dalej pójdzie, zaraz będziemy sprzedawać happy meal’e i frytki bez przypraw, bo brzuszki przecież bolą… Bleh! – skwasił się, wywalając ostentacyjnie język na brodę. – Po tym zamówieniu zmiana?
Sage uniosła zdumiona wzrok, przerywając poprawianie czarnej, firmowej koszulki Hard Rock Seattle.
- Chcesz jednak dzisiaj obsługiwać stoliki? – Ryan przytaknął w odpowiedzi. – Myślałam, że dalej zdobywasz doświadczenie z lania drinków? – zauważyła z czepliwym tonem, siadając na stołku, jak sama Oprah z podejrzliwym uśmieszkiem i machnęła porozumiewawczo dłonią na szklankę z wodą i kostkami lodu, która znajdowała się przy kasie po drugiej stronie.
- Zapomnij. Chapner na scenie oznacza masę rybek w stawie. – tu miał rację. – Założyłem się z Joshem, że zdobędę dzisiaj osiem numerów, a wtedy witajcie dwa tygodnie wolnego!
Pokręciła głową z rozbawieniem, zaczesując uciekający z wysoko zawiązanej kitki kosmyk włosów za ucho i dziękując z uśmiechem za podaną szklankę. Wypiła dwa krótkie łyczki, obracając się w bok i rozglądając po głównej sali, gdzie tymczasowo nie przybywało nowych ludzi, a większość stolików została już przez nią obsłużona. Uroki pracy na pół etatu – jesteś w teorii od mieszania drinków i lania alkoholu, w praktyce zapierdzielasz na każdym możliwym urzędzie w trakcie największej tabaki. Gastronomia.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-09, 18:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


Bradley często przychodził do tego typu miejsc. W końcu gdzieś musiał jeść. Jako facet nie miał do tego drygu i choć wiedział, że najlepsi szefowie kuchni to właśnie mężczyźni, bla, bla, bla. On nie potrafił gotować i już. Także jak nie jadł na stołówce w bractwie to jeździł do przeróżnych lokali. Na szczęście jego wizerunek nie przypominał mutanta i nie był szczególnie poszukiwany w tym momencie, więc mógł się bez problemu udać do Hard Rock Cafe na piwko i jedzonko, o ile mają jakiejś w karcie, ale przypuszczał, że zawsze coś się znajdzie.
Ubrany w koszulę, wszedł do pomieszczenia na luzie. Nie zamierzał dzisiaj nikogo zaczepiać, ale jak to bywa plany mu się zmieniły, gdy zobaczył ładną dziewczynę.
Przybrał swoją standardową minę tajemniczego macho i podszedł do stojącej do niego tyłem kobiety. W momencie kiedy na niego spojrzała, on zaczął działać, nie dając nawet dojść jej do słowa.
- Hej. Właśnie zauważyłem, że mnie zauważyłaś i chcę tylko zauważyć, że ja również cię zauważyłem - powiedział z uśmiechem, a widząc jej minę zaśmiał się cicho.
- Wiem, wiem. Ale bywają gorsze. Słuchaj tego: Musisz mieć na imię Google, bo masz wszystko czego szukam - dziewczyny różnie reagowały na tego typu teksty. Niektóre ignorowały, niektóre się śmiały, inne komentowały z zażenowaną miną. Dopiero mała część dała się na to poderwać. Brad zupełnie nie rozumiał dlaczego, przecież to takie urocze!
- A tak poważnie to cześć, jestem Bradley. A ty? - zapytał podając jej rękę na przywitanie. Może nie był to najbardziej błyskotliwy podryw, ale hej, starał się nawet. I trzeba docenić również styl, bo nie były to znane teksty w stylu "jesteś z Alaski? Bo stamtąd są fajne laski" albo "gdyby wystawała ci metka to na pewno byłoby na niej napisane made in heaven".
Tak czy siak patrzył na nią przyjaźnie, ale im dłużej przyglądał się jej twarzy, tym bardziej odnosił wrażenie, że skądś ją zna.
[Profil]
  [A-]
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-09, 19:44   

Zimna woda była zbawieniem w trakcie tej krótkiej przerwy. Założywszy jedną nogę na drugą, zerknęła w kierunku sceny, gdzie dźwiękowcy wprowadzali ostatnie korekty przy głośnikach, kontrolowali kable przy mikrofonach i instrumentach muzycznych, bo za skiepszczoną pracę kierownik potrąci im z pensji. Kostki lodu brzdęknęły, gdy odstawiła szklankę na blat już do połowy opróżnioną, zerkając w drugim kierunku, kiedy usłyszała kroki za sobą. Oho, klient, nie ma wolnego… A może?
Nie była zszokowana ani zdegustowana, bardziej zdumiona, że ktokolwiek właśnie próbował ją zagadać z pomocą jednego z najbardziej oklepanych pick-up line’ów. Oniemiała i aż zamrugała dwa razy w niedowierzaniu, kiedy zaserwował jej manewr wyszukiwarki Google, zdecydowanie przenosząc poziom tej konwersacji na kompletnie inny pułap… Może depresję.
Przechyliła głowę, rozchylając usta, gotowa odwrócić przeciwko niemu zagrywkę w ten nieco bardziej zawadiacki sposób, gdy głośne stuknięcie czterech butelek zagłuszyło pytanie Bradley’a. Thud! Thud! Thud! Thud! Pojawił się nierenomowany, samozwańczy bodyguard, barman i kelner w jednym.
- A ona ma tu zamówienie do zrealizowania.
Stanowczy ton Ray’a, który nastroszył się, jak wściekły jeżozwierz lub rosomak, na widok podrywającego jego dobrą koleżankę z pracy, był chyba wystarczający, aby zasugerować mężczyźnie, aby trzymał się z daleka.
- Uprzykrza ci się? – spojrzał na Sage, która z trudem powstrzymała parsknięcie śmiechem, gdy tak wrogo zmierzył Bradley’a od góry do dołu, jakby zaraz miał go zmiażdżyć gołymi rękami. – Kolego, nie wiesz, że niegrzecznie jest zaczepiać ludzi w pracy bez powodu?
Sage przeszła w bok, odsuwając od siebie szklankę z wodą i sięgnęła po buzujące butelki, układając je na okrągłej tacy z wgłębieniem, pozwalając sobie na uśmiech półgębkiem.
- Jak powiedział, jestem tą od realizowania zamówień. – mrugnęła do mistrza sucharów podrywu, zabierając procentowe toboły ze sobą i odeszła od długiej lady, celem ukojenia pragnienia klientów, siedzących obok stołu z Bryankiem, który niecierpliwie kopał w krzesło swojego wujaszka, domagając się jak najszybciej obiecanych frytek, nie mogąc jednak wyzbyć się wrażenia, że ten cały Bradley to gość, którego powinna skądś znać.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-09, 22:23   
  

   1 Rok na Giftedach!


Dziewczyna zdecydowanie nie doceniła jego kunsztu ani geniuszu. Nawet nie zdązyła skomentować jego zaczepki. Swoją drogą nie była chyba taka zła, a on na tyle nachalny, żeby barman AKA ochroniarz rzucił się damie na ratunek. Kilka słów i przedstawienie raczej nie rzucało na niego cienia psychicznego podrywacza, który nie da jej spokoju? A może teraz byli na to bardziej wyczuleni? Tego nie wiedział, ale wywrócił oczami, gdy podszedł do niego wyrośnięty typek. Mógłby go pokonać z palcem w nosie, ale nie zamierzał robić tu zbiegowiska ani tym bardziej scen.
- Kolego, jestem tu klientem, więc trochę grzeczniej. Poza tym nie wiedziałem, że to twoja dziewczyna, wyluzuj - odparł jedynie i usiadł przy barze czy gdzieś.
- Zapamiętam - mruknął na jej słowa, ignorując wyskok rycerza w lśniącej zbroi. Przynajmniej wiedział z jaką kobietą ma do czynienia. Nie oczekiwał od niej, że padnie mu w ramiona naturalnie, ale nie pogardziłby jakimś uśmieszkiem.
Gdy wróciła za bar, odłożył kartę i czekał aż do niego podejdzie. W końcu tak jak powiedział, był tu klientem a nie jakimś casanovą. Chciał połączyć przyjemne z pożytecznym, ale nic na siłę.
- Dla mnie burger z frytkami i piwo - złożył zamówienie, po czym czekał na realizację. Bo skoro od tego była, to nie zamierzał jej przeszkadzać.
- Wiem, że to zabrzmi jak kolejny słaby podryw, ale mam wrażenie, że już się gdzieś widzieliśmy - powiedział, analizując jej twarz i próbując umiejscowić ją w jakimś miejscu w przeszłości. Na pewno nie z czasów więzienia. Tam nie miał okazji poznać zbyt wiele osób. To musiało być wtedy, gdy włóczył się po świecie szukając swojego miejsca.
Może była jedną z dziewczyn, którą kiedyś podrywał? Musiał sobie przypomnieć skąd ją zna, inaczej nie zaśnie przez tydzień. W międzyczasie obserwował kątem oka samozwańczego wybawcę, który chyba nie był zbyt zadowolony, że Brad został w ich pubie. Miał ochotę mu pokazać środkowy palec, ale nie chciał sobie psuć dnia ani wplątywać się w jakieś bójki. Nie mógłby użyć mocy, więc prawdopodobne, że sam również by ucierpiał w tym starciu.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-13, 18:35   

Nie uległ czarującemu podejściu Ray’a, więc należały mu się za to punkty. Odbębnienie obowiązku ze stolikiem małego Bryanka zajęło jej nie więcej, niż kolejne trzy minuty zanim zamieniła się miejscami z kolegą za barem.
- Ale jesteś tego pewna?
Jego wątpliwe spojrzenie, którym łypał na Bradley’a mówiło samo za siebie, wywołując jednak więcej rozbawienia na twarzy Ackerman, niż powinno. Poklepała kolegę po ramieniu, zapewniając, że nic złego się nie stanie, zabrała swoją szklankę z wodą, którą dopiła w drodze po drugiej stronie lady, nim stanęła przed ich mistrzem tekstów na podryw.
- Klasyk. – odparła z niewielkim uśmiechem, sięgając po czysty kufel piwa. – Lane może być? – pstryknęła w szkło, które cicho szczęknęło, jednocześnie podchodząc do tablicy zamówień, gdzie składano jedzeniowe życzenia klientów. Wystukała odpowiednią kombinację, zawieszając na moment palec nad przyciskiem „wyślij”, gdy zadał jej pytanie. Spojrzała na niego, marszcząc delikatnie brwi. Nie tylko ona miała zatem takie wrażenie? – Może – powiedziała z przekąsem, przyglądając się jego aparycji. Może gdyby nie miał brody... – Bywasz w teatrze muzycznym? Może stamtąd mnie znasz? – bo nie jeden klient kojarzył ją z tego całego RagnaROCK’a, gdzie grała śpiewającego wikinga, stającego po stronie Thora ramię w ramię walcząc z Lokim. Kliknęła realizację zamówienia i wróciła do lady, przekładając szkło z ręki do ręki w zastanowieniu analizując jego rysy, nawet zmrużyła oczy i śmiesznie wykrzywiła usta w zadumie. – Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie wydajesz się znajomy. – to albo oboje mieli nierówno pod sufitem i po prostu kojarzyli kogoś łudząco podobnego.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-04-18, 20:33   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ray niewątpliwie byłby jego ulubionym pracownikiem w tym miejscu, gdyby od razu na wstępie nie próbował go stąd wyrzucić. Liczy się dobre pierwsze wrażenie? No to trochę wtopa. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, podobno.
- Masz dość nachalnego obrońcę. Często zachowuje się jak pies stróżujący, czy tylko gdy wyczuje potencjalną konkurencję? - zapytał rozbawiony zachowaniem mężczyzny. Co najmniej jakby Brad był jakimś bezczelnym oprychem, który zasadza się na niewinne kobiety. Bez przesady, niewinne słowa raczej nie robią z niego kryminalisty!
- A co, można tu zjeść coś bardziej ambitnego? - zapytał z ciekawością. Co prawda teraz zwyczajnie miał ochotę na burgera i piwo, więc nie zamierzał z tego rezygnować, ale z drugiej strony dobrze wiedzieć, gdyby polecała coś wykwintniejszego. Na pytanie, czy może być lane piwo kiwnął głową i poczekał aż dziewczyna położy przed nim kufel, po czym wypił kilka łyków. Orzeźwiające i idealne na takie chwile relaksu.
- Nie, nie bywam tam niestety - pokręcił głową, wciąż zastanawiając się i analizując jej twarz. Coś mu zaczynało świtać, jakby miał to na końcu języka.
Uśmiechnął się z satysfakcją, że nie jest żadnym creepem, tylko ona również go kojarzy. To znaczyło też, że nie pomylił ją z kimś innym i naprawdę kiedyś się spotkali.
- Czekaj, czekaj... nie pracowałaś ostatnio w Columbia Tower Club? Kuchnia włoska, całkiem fajne jedzenie? - zapytał, ale nie był do końca przekonany, że tam mógł ją zobaczyć w roli kelnerki. Chociaż kto wie, czy sobie nie dorabia?
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-07-28, 20:02   
   Multikonta: Imari


15.04
początek

Imogen czasem pojawiała się w miejscach takich, jak to. Hard Rock Cafe nie był podrzędną speluną, gdzie podeszwy butów kleiły się do podłogi. Takich nie lubiła. Wpadała wypić piwo albo jakiegoś drinka, preferując słodkie alkohole. Weszła do środka, ubrana w białą luźną koszulę, czarne jeansy rurki i szpilki. Była tutaj, żeby posiedzieć więc mogła sobie na wysokie buty pozwolić. Nie zamierzała ani specjalnie chodzić dzisiejszej nocy ani też tańczyć, nic podobnego, więc mogła ubrać się ładniej. Na to wszystko miała czas rzadko, bardzo rzadko, pochłaniała ją całkiem praca. Właściwie - nie miała wiele poza nią. Chwile samotności traktowała niemal z nabożną czcią, a tutaj.. dobrze się siedziało, nawet jeśli czasem ktoś podchodził, jeśli już pominął jej absolutnie suczy wyraz twarzy, który raczej nie zachecał do nawiązywania kontaktów. Obecnie usiadła przy barze, założyła nogę na nogę, czerwoną torebkę powiesiła na małym haczyku pod blatem i zamówiła któregoś z drinków z karty, rozglądając się po pomieszczeniu.
[Profil]
  [A+]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-07-29, 16:17   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


// 15 kwietnia

Ponad miesiąc temu był atak mutantów na DOGS w czasie, którego dałem się omamić. Zapomniałem dla kogo pracuje i po której stronie powinienem stać. Zostałem przez to ukarany i w sumie ciesze się, że w ten sposób, a nie, że to odbiło się bez Esther. Nie mogłem przez jakiś czas wychodzić po za mury, przez co wpadałem monotonie. Ponieważ te same budynki, ludzie, drzewa, ścieżki, wszystko było każdego dnia takie samo. Rano trening, później służba, a wieczorem zazwyczaj albo wychodziłem pobiegać po lesie lub siedziałem koszarach patrząc w sufit. Dopiero dzisiaj rano zostałem poinformowany, że wieczorem będę mógł wyjść. Ucieszyłem się jednak nie wiedziałem co chce bardziej robić. Czy sprawdzić informacje o siostrze czy też zostać w mieście. Wolałem jednak nie ryzykować i nie opuszczać Seattle. Dlatego na początku pojeździłem trochę na deskorolce po ulicach miasta, aż w końcu zdecydowałem się zatrzymać na jakieś piwo lub coś innego. Musiałem jedynie pamiętać, że jutro wcześnie wstaje i nie przeholować. Wolałem się nie narażać przełożonym, bo tym razem nic się takiego nie stało. Zostałem ukarany ja, a nie ktoś z mojego otoczenia. Więc lepiej nie sprawdzać cierpliwość góry...
Wszedłem do puby standardowym stroju dla siebie, jakiś czarna koszulka, spodenki i oczywiście adidasy. Cóż mój strój był luźny i wygodny sam raz na deskorolkę i wypicie jakiegoś trunku. Jednak kompletnie nie nadawał się na jakieś ważniejsze spotkanie. Jednak wolałem ten styl niż mundury i kiedy tylko mogłem ubierałem się właśnie w ten sposób. Kiedy przekroczyłem próg lokalu stanąłem jak wryty. Wyglądałem tak jakbym zobaczył ducha... po przecież zdaję się widziałem ducha. Stałem tak dobre kilka minut wpatrując się rysy kobiety, którą tak dobrze znałem, o której wielokrotnie myślałem, a co najważniejsze byłem przekonany o jej śmierci tak samo jak naszej córki.
-Autumn- powiedziałem do siebie nie mogąc wyjść z szoku widokiem tej kobiety. Dopiero głos jakieś faceta, który ,,delikatnie poprosił" bym się przesunął przywrócił mnie do rzeczywistość. Jednak nie wszedłem głąb lokalu. Nie mogłem... Musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza wolnego od dymu tytoniowego. Wyszedłem przed lokal by oprzeć się o jego ścianę. - To nie możliwe... Autumn Seymour nie żyje... Przecież widziałem i oni to potwierdzi - mówiłem sam do siebie próbując siebie przekonać, że coś mi się zdawało. Bym wszedł do tego lokalu i zachowywał się normalnie, a nie jakieś wariat. - Ta kobieta musi być do niej cholernie podoba - tak to brzmiało najbardziej prawdopodobnie. Wiedziałem, że musiałem się ogarnąć i wejść do środka, bo nigdy sobie daruje jeszcze tego nie zrobię. Kilka głębszych wdechów, gadki motywującej by nie zachowywać się jak palant i wróciłem do lokalu. Opanując pierwszy szok byłe wstanie zachowywać się miarę normalnie. Pewnie oczy mnie zdradzały o tym, że do normalność mi daleko. Usiadłem koło kobiety głowie przekonując siebie, że to nie jest Autumn. To nie mogła być moja kochana Autumii.
Gdy barman zapytał się co dla mnie poprosiłem o coś mocniejszego... Tak wiem jutro rano pobudka i trening. Powinienem nie pić sam przecież jeszcze nie tak dawno twierdziłem piwo, może dwa. Nie więcej... Jednak widok tej kobiety, która była kopią Autumn Seymour nie dawał mi spokoju. Musiałem zyskać odwagi by zagadać... Upewnić się, że to nie ona, bo innym wypadku zwariuje.
[Profil]
  [A+]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-07-29, 18:10   
   Multikonta: Imari


Chwilę już tu spędziła, kończąc właśnie pierwszego drinka. Siedziało jej się całkiem dobrze, we względnym spokoju, odwróconej plecami do sali. Dlatego tez nie widziała wchodzącego Spiveya, który potem zniknął na kilka minut zanim zdecydował się wrócić. Zbyt zajęta przegladaniem karty drinków nie obejrzała się tez na osobę, która się do niej dosiadła. Ubrana zupełnie odmiennie od tego, co miał na sobie Chris, w trakcie pobytu w Bractwie ubierała się inaczej, stylem dopasowując się bardziej do niego, co też było częścią całej maskarady. Obecnie już choćby jej stanowisko nie pozwalało na ubieranie się w podobny sposób.
Uniosla wzrok na barmana, Chris mógł zobaczyć jej profil. Kompletnie nie skupiła się na jego głosie, gdy zamawiał, zbyt skupiona na własnych myślach. Wiedziała jednak, ze ktoś siedzi niedaleko. Jeśli usiadł tu, bo tak to nie zamierzała nawiązywać kontaktu. Jeśli chciał ją zaczepić, to jeszcze musiał najwyraźniej zebrać się na odwagę. Jeśli tego nie zrobi to nie ma problemu, jeśli zrobi to Imogen go spławi. Dlatego tez nie patrzyła w ogóle na mężczyzne siedzącego obok. Chris mógl dostrzec, że Imogen ma dość wysportowaną sylwetkę, coś co zapewne odróżniało ją od tej kobiety sprzed kilku lat.
Ale po chwili odezwała się do barmana, a głos.. głos miała ten sam. Ciepły, trochę niższy niż typowy kobiecy głos, ale bardzo przyjemny i niektórych przyprawiajacy o ciarki. Czasem pojawiała się w nim lekka chrypka.
Zamówiła jednego z drinków, kelner coś odpowiedział, Imogen roześmiała się niewymuszenie, być może znała pracownika. I ten śmiech Chris także znał doskonale. Być może śnił mu się po nocach w jakiś sielankowych snach.. W zamazanych wspomnieniach..
Postawiono przed nią wysoką, ozdobną szklankę ze słomką, którą ujeła w dłoń i przysunęła do siebie.
[Profil]
  [A+]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-07-29, 20:05   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Dopiero jak zbliżyłem się bliżej zauważyłem kilka różnic pomiędzy kobietą, a moją kochaną Autumn. Inaczej się ubierała i chyba w życiu nie widziałem swojej ukochanej w szpilkach. Nie mówiąc o stroju nawet sylwetka się różniła. Może to wydawać się dziwnie, że po trzech latach widzę tyle różnic pomiędzy ukochaną Autumn, a kobietą siedzącą koło mnie. Nawet fakt jak ignorowała to, że przysiadłem się. Nic nie powiedziała nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. Jednak potrzebowałem upewnienia się, że to nie jest ona... Potrzebowałem dowodów na to, że tak bardzo za nią tęsknie, że widzą ją podobnej do niej kobiecie. Jednak to co zauważyłem do tej pory mogło się zmienić przez lata. Sam miałem dłuższe włosy, więcej tatuaży i nie byłem tym uśmiechniętym dupkiem. Raczej wokół mnie unosiła się aura straty. Nawet trzy lata nie są wstanie załagodzić bólu po utracie ukochanej i dziecka... Jeszcze widząc jak maleńkie ciałko dziecka upada na ziemie...
Nim barman postawił przed de mną szklankę otrząsnął głową pozbywając się tych obrazów mojej głowy. Wystarczyły mi to, że widzę je każdego dnia. Zastanawiałem się jak zagadać do kobiety. Po wypiciu zawartość szklanki jednym dłuszkiem.
- Trzy lata to szmat czasu... Nie prawdaż Autmi - postanowiłem być sobą i postawić na szczerość. Imię, a raczej zdrobnienie powiedziałem ten specyficzny sposób jaki mówiłem to przed trzema latami. Przecież zawsze wolałem być szczery, a nie bawić się jakiś gierki czy manipulacje. Jeśli to nie będzie ona na pewno mnie to szybko uświadomi. Jeśli ona to nie wiem co zrobię. Jednak ten śmiech, ten głos sprawiały, że rana na sercu boleśnie o sobie przypomniała. Ponieważ jak tylko usłyszałem ten dobrze mi znajomy głos oraz śmiech co często nawiedzały mnie na jawie. Poczułem ukłucie w klatce piersiowej. Ponieważ naprawdę kochałem kobietę i nasze dziecko. Tamtego dnia tak na prawdę nie walczyłem w obronie bractwa lecz ich... Jednak zawiodłem moją malutką Anne i Autumn... Zawiodłem je nie byłe wstanie ich uchronić.
[Profil]
  [A+]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-07-29, 20:28   
   Multikonta: Imari


Trzy lata to szmat czasu by zapomnieć, ale ona nigdy nie zapomniała. Strata dziecka była dla niej ogromnym ciosem, z którego ciężko było się otrząsnąć, dodatkowo nie mogła słowem odezwać się do kogokolwiek na ten temat. Dziecko było tajemnicą. Obecnie jednak myślami była daleko od tamtych chwil, które wracały czasem nocą, w snach..
Dlatego też znajomy głos, znajome zdrobnienie nie używanego od czasu ataku imienia... wyglądała zupełnie inaczej, nosiła się inaczej. Ciężko powiedzieć ile z tamtego było w grą, a na ile wtedy była sobą, a teraz trochę kimś innym.
Wtedy nie nosiła szpilek, nie wyglądała jak ktoś na bardzo odpowiedzialnym stanowisku i nie pijala wymyślnych drinków.
Trzy lata a jakby całe życie temu, trochę jakby tamto wcale nie było jej.. tylko jakimś filmem, serialem.. zdarzyło się komus innemu.
Zmroziło ją na moment, przez chwilę pomyślała że to może ktoś z tamtego bractwa, ale nie, tylko Chris ją tak nazywał. Kilka sekund zawahania, nie wiedziała jak zareagować. Udawać głupią? Zbyć go? Czy była w stanie wmówić mu, że nie jest osobą, którą mu się wydaje, że jest? A może jej też się tylko wydaje i on bierze ja za kogoś innego, a ona jego..
Obróciła się na stołku w jego stronę, z jedną dłonią wciąż na nózce kieliszka do drinka. Zmierzyła mężczyznę wzrokiem, zaskoczenia nie musiała nawet udawać, naprawdę. Jakie były na to szanse...?
Uniosla wzrok na jego twarz i niedowierzaniu ustąpił kompletnie zdziwiony uśmiech, którego, o dziwo też nie musiała udawać.
- ....Chris...? - wyszeptała praktycznie, jej słowa zginęły w muzyce lecacej w tle. Chlonela wzrokiem jego twarz, sylwetkę, rysy, mimike. Inna ale tak dobrze znaną...
[Profil]
  [A+]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-08-01, 15:39   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Nie ważne ile lat upłynie czy tylko trzy lata czy też więcej człowiek nie jest wstanie zapomnieć o takiej tragedii. Jaką jest strata dziecka, ponieważ nasz umysł jest tak zbudowany, że nie jesteśmy wstanie zapomnieć tych złych rzeczy. Pamiętamy to co przykre, co sprawiało nam ból. Chyba nie istnieje większy ból niż strata dziecka. Każdy radzi sobie z tym inaczej. Nie którzy chodzą na terapię, inni po padają w depresje i inne choroby. Gdyby nie służba DOGS i świadomość, że Esther żyję i muszę zatroszczyć się o jej bezpieczeństwo. Sam bym się załamał... Jednak ani razu przez te trzy lata nie winiłem mutanta, który zabił moją córkę. Nie mogłem... Za bardzo wiedziałem co znaczy utrata mocy, by go winić. Atak na Bractwo był dużą trumna dla nie doświadczonego mutanta, który jeszcze nie opanował swojej mocy. Ten hałas: krzyków, strzałów i innych dźwięków potrafił być trudny dla wrażliwej osoby. Tak naprawdę on również był ofiarą tak samo jak moja córka. Winiłem za to rząd ale nic nie mogłem z tym zrobić, bo przecież dla nich pracowałem. Jednak mogłem całkowicie gardzić GC. Przecież pracując dla rządu dowiedziałem się, że to oni mieli potrzebne informacje o ich Bractwie, to z ich inicjatywy wyszedł ten atak. Nie miałem pojęcia skąd organizacja GC miała te dane. A już w ogóle nie podejrzewałem, że zdobyła je dzięki mnie i mojej miłość do Autumn. Która wcale się tak nie nazywała...
Początkowo myślałem, że kobieta zaraz go oleje, lub powie, że nie jest tą osobą za którą ją uważam. Jednak wystarczyło jedno jej spojrzenie oraz to jak się odwróciła. Wystarczyło to jak wypowiedziała moje imię... To wszystko potwierdziło, że moja ukochana Autumii żyję i ma się dobrze. W głowie pojawiło się zbyt wiele pytań by wiedzieć, które chce zadać.
- We własnej osobie - powiedziałem patrząc na twarz kobiety, którą kiedyś tak kochałem i chyba nadal kochałem. Nigdy żadnej kobiety prócz Estehr nie kochałem tak, że był bym wstanie zginąć za nią. Autumii, Esther i Anna te trzy kobiety były najważniejsze moim życiu... Esther nadal jest przecież pracuje dla rządu dla niej... dla jej bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o Autumii to chyba nigdy nie przestałem jej kochać nawet myśląc, że nie żyje tak samo tyczyło się mojego kochanego słoneczka - Anny. Ile bym dał by okazało się, że moja córeczka jakoś przeżyła ten atak, że gdzieś tam jest i ma około pięć lat (bo zakładam, że miała od 1 do 2 lat). Oddał bym wszystko jednak równie mocno jak tego pragnę wiem, że jest to nie możliwe. - Autumii... proszę powiedz, że to naprawdę ty - wiedziałem, że mogę teraz wyglądać żałośnie miałem to gdzieś. Chciałem by to była naprawdę ona... Chciałem móc ją przytulić przekonać się, że tutaj jest żyję... Chciałem ją pocałować i poczuć się jak dawany ja... Chciałem... Sam nie wiem co jeszcze chciałem. Było tego tak dużo jak pytań. - Myślałem, że nie żyjesz... tak bardzo mi ciebie brakowało. Kocham cię... - powiedziałem patrząc tak dobrze mi znane oczy, które nadal kochałem... Kochałem ją, bo nigdy nie przestałem kochać.
[Profil]
  [A+]
 
Imogen Ruiz



-

urok osobisty/feromony

75%

asystentka Very Neumann





name:

Imogen Ruiz

alias:
Lamia

age:
29

height / weight:
169 / 52

Wysłany: 2018-08-01, 16:06   
   Multikonta: Imari


Powtarzała sobie w glowie, że była do tego szkolona, ale nie. Nie do TEGO. Nie do czegoś takiego, nikt nie powiedział jej nigdy, że stanie przed nią duch, trup, osoba, która łączyła ją z tamtą akcją i z tamtym światem tak mocno i której nigdy, przenigdy więcej nie powinna była zobaczyć. Wolała nic nie mówić, bojąc się, że gdy się odezwie powie coś, czego nigdy nie powinna. Wspomnienia tamtego życia uderzyły ją ze zdwojoną siłą. Krótka robota pod przykrywką to coś innego niż spędzenie trzech lat w tym wszystkim i udawanie... udawanie? kogoś innego. A może wcale nie udawała. Czasem nie była pewna, w tych malutkich ułamkach czasu, kiedy pozwalała sobie na zastanawianie się nad tym.
Nie uważała, że Spivey wygląda żałośnie, ani trochę. Chociaż ton miał zupełnie inny teraz, błagalny wręcz, pełen smutku. Uśmiechnęła się ciepło i wyciagnęła do niego dłoń, wnętrzem do góry.
- Ja, Śnieżynko - zapewniła go. Głupie przezwisko, które pewnie używała, żeby go zirytować, bo nie należało do najbardziej męskich i poważnych jakie mógł sobie wyobrazić, ale teraz chyba jednoznacznie potwierdzało, że to ona.
Serce dudnilo jej w piersi, szumiało w uszach i zagłuszało muzykę. Miała nadzieję, że podejdzie do niej przez tę wyciągniętą zapraszajaco dloń kobiety. Mówiła mało, ale ciężko się dziwić, była zaskoczona i chwilowo nie potrafila znaleźć się w tej sytuacji ani trochę.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-08-01, 18:24   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Śnieżynko... kiedyś mnie to irytowało, wkurzało, ale pomimo tego nigdy nie mogłem gniewać się na Autmi. Jednak tej chwili odniosło przeciwny skutek. Miałem ochotę skakać z radość... bo to naprawdę była ona... Nigdy nie byłem zbytnio religijni, bo nie mogłem uwierzyć. Dlaczego Bóg pozwala na taką niesprawiedliwość? Czemu pozwala by jego dzieci cierpiały? Jednak teraz miałam ochotę dziękować jemu, że moja kochana Autmi żyje.
Miałem wrażenie, że dla mnie przestał istnieć cały świat..., że liczy się tylko to tu teraz. Przestali istnieć ludzie otaczający nas, ani też nie słyszałem muzyki. Jednie co teraz się liczyła to Autumii siedząca przed de mną. Tylko ona... i jej wyciągnięta dłoń. Jej delikatna dłoń, która tyle razy trzymałem w swoje.. która tyle miłość potrafiła dawać. Dla mnie to co nas łączyło było prawdziwe. Nie miałem poczucia, że to mogło być grą. Byłem pewny miłość kobiety do mnie, równie mocno jak ją kochałem.
Widząc wyciągnięta dłoń w moją stronę poczułem przypływ odwagi by dotknąć kobiety. By przekonać się na własnej skórze, że to jest Autumii. Przekonać się o tym, że to nie jest sen... A nawet jeśli to nie chciałem nigdy się z niego budzić. O ile moja miłość będzie ze mną.
Och Autmi... Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cię kocham... ile bym był wstanie dla ciebie zrobić. Tylko dla jednego twojego uśmiechu.
Musnąłem palcami policzek kobiety delikatnie... jakbym się bał, że zaraz zniknie jak bańka mydlana. Przejechałem palcami po jej policzku oddając się delikatnie tej pieszczocie. Patrząc w jej oczy...
Nie wiem skąd tyle odwagi w mnie... może dała mi ta dłoń, a może alkohol. Jednak pozwoliłem sobie pocałować swoją ukochaną. W głowie mając świadomość, że przecież mogła się z kimś związać.
- Kocham cię... proszę nie odchodź - powtórzyłem wyznanie raz jeszcze... oraz prosiłem by nie odchodziła by została ze mną. Chociaż wiedziałem, że to nie możliwe. Musze pracować dla rządu... muszę być ich kundlem na każde zawołanie. Jednak też nie chciałem opuszczać ukochanej po tym jak los znowu nas połączył.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5