Poprzedni temat «» Następny temat
Chińska restauracja
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 12:35   Chińska restauracja



[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

kontrola ognia

88%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-22, 00:57   
   Multikonta: Agent Łukasza
  

   1 Rok na Giftedach!


| 7 kwietnia, po południu

Bądźmy wolni, bądźmy poetami naszego życia. Płyńmy, lećmy, śpiewajmy, tańczmy, bawmy się i inne takie ceregiele. Przede wszystkim róbmy to, czego pragniemy, czego pragnie nasze serce.
Czy ja pragnąłem Cass? – oto było pytanie. Na pewno chciałem, by jednak dziś tu przyszła, zadowoliła mnie swoją osobą, swoim towarzystwem. No wiecie. Chyba. Czułem się trochę niepewnie, czekając tak na nią w tej chińskiej restauracji. Zanadto odkryty taki, z jednej strony obawiając się najazdu D.O.G.S. – moich ziomków, z drugiej czułem oddech stresu na swojej szyi, który ściśle współpracował z moimi uczuciami. Zaciskało mi się w środku wszystko, tak ugh. Chyba mniej mnie, znacznie mniej spinała ta akcja w D.O.G.S. Bleh, chyba za często ich wspominałem, zagnieździli mi się w głowie. Gorsze od jakich gryzoni.
Cass… Nie wiem, czemu ona. Może poczułem z nią bliskość przez to otarcie się o śmierć? A może, dlatego że nikt inny nie zdawał się być ta odpowiednią osobą? Nie miałem zbyt wielu znajomych czy tam „przyjaciół”, więc kiedy tak siedziałem i myślałem, za dużo myślałem – tak na marginesie, to zaczynałem wymyślać dziwne rzeczy. Lepiej już było się skupić na takiej Sam, najgorszej siostrze ever. Tylko, że myślenie o niej, z kolei mnie niemiłosiernie wkurwiało i przypominało mi o tych bezsensownych dyskusjach z nią i ciągłych sprzeczkach. Niby była spoko, ale momentami mnie tak wkurwiała… Nikt nie potrafił mnie chyba tak wkurwić jak ona.
Zamówiłem wodę i czekałem. Poprawiłem nieco swoją koszulę też i skoczyłem do łazienki, bo fryz też powinien się zgadzać. Ponadto musiałem sobie opłukać twarz, bo robiło się duszno tak. Wszystko przez to, że zaczynałem myśleć nad tym, od czego zacznę i to tak, no, miałem ochotę się nawet wycofać z tego całego głupiego pomysłu. Niby było dobrze, ale jednak czułem niepewność, bo tak na dobrą sprawę, to kto by chciał z takim Aaronem… paskudną, ciołkiem i w ogóle, ale z kolejnej jakoś sobie tego nie wyobrażałem nie zrobić, bo to już było częścią mnie. Chyba właśnie powinienem płynąć, płynąć z prądem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-22, 13:46   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#20

Po tym dniu zdecydowanie powinna mieć dosyć wszystkich, których nazwiska zaczynały się na Bart, a kończyły na owski. Kobiet, mężczyzn, psów, kotów, dzieci... Jeśli któreś z rodzeństwa miało rybki akwariowe, kleszcze lub inne tasiemce, tego także powinna mieć serdecznie po dziurki w nosie. Poranne spotkanie z pijaną-skacowaną-nawaloną-cholera-wiedziała-czym Samanthą wielu ludziom wystarczyłoby za wszelkie możliwe atrakcje.
A jednak... W przeciwieństwie do Sam, która stawała jej kością w gardle i powodowała chęć całkowitego wyparowania z tej planety, Cassandra naprawdę na swój sposób lubiła tego drugiego Bartowskiego. Oczywiście, raczej szczerze by się do tego nie przyznała, niewątpliwie woląc utrzymywać z nim te pełne przekomarzań relacje, jednak kiedy otrzymała od niego wiadomość, zastanawiała się wyłącznie pół godziny - nie miliony minut.
Ostatecznie, trochę wcześniej powiedziała sobie przecież, że będzie unikać podobnych ludzi, którzy zawsze robili wokół siebie niesamowicie dużo szumu - w pozytywnym i negatywnym sensie - bo skoro zamierzała pozostawać w ukryciu... Cóż, wielkie akcje nie były jej w smak. Tak samo jak zwracanie na siebie uwagi otoczenia. Nie była także w humorze na cokolwiek i to już nawet przed spotkaniem z Samanthą.
A jednak - sama nie wiedziała, kiedy tak właściwie dała się przekonać na zjedzenie czegoś w chińskiej restauracji, faktycznie pojawiając się na miejscu. Tym razem już bez psa, który został pod opieką sąsiadki z mieszkania obok.
Wynajem czegoś, co nie było motelem, jednak zdecydowanie się przydawało. Ludzie byli tam dużo milsi, nawet jeśli nie oznaczało to, iż mogła im w stu procentach ufać. Nadal wolała przedstawiać się jako Carrie, nie Cassie, jednocześnie myśląc o tym, by poprosić wreszcie Fay o załatwienie jakichś lewych dokumentów. Oczywiście, mogła to zrobić we własnym zakresie, ponownie prosząc ojca o pomoc, ale nadal wzbraniała się przed nadmiernym wykorzystywaniem go. Tym bardziej, im częściej myślała o powrocie do domu rodzinnego.
Tego dnia zresztą także przemknęło jej to przez myśl, gdy szykowała się do wyjścia. Z pewnością byłoby jej tam łatwiej, ale... Jednocześnie oznaczałoby to przyznanie się do kompletnej porażki na każdej płaszczyźnie życia. Wystarczyło już, że zawaliła większość z nich, nie musiała robić tego w jeszcze większym stopniu. Choć niewątpliwie tym ryzykowała... Na przykład spotykając się z Bartowskim, do którego stolika wreszcie dotarła.
- Hej. - Mruknęła, patrząc wprost na niego, a potem wychylając się lekko, żeby rzucić okiem na tył jego głowy. - Wszystko okej?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

kontrola ognia

88%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-25, 18:40   
   Multikonta: Agent Łukasza
  

   1 Rok na Giftedach!


Nerwy – tak, to one. Zakradły się, przejęły władzę, totalnie mnie sparaliżowały, kiedy wpatrywałem się we wchodzącą do restauracji Cassandrę. Fatalnie. Zaliczałem powoli życiową porażkę, a to dopiero był początek tego, co miałem zrobić. I co dalej, kiedy wszelkie jakiekolwiek pierwsze słowa, jakie mógłbym do niej wypowiedzieć, umknęły z mojej strony. Jezu, co ja tu… Z głowy, nie ze strony. Może lepiej mogłem coś zapisać w ramach pomocnej ściągi? Może wtedy nie byłoby takiego kategorycznego outu z głowy.
Wstałem. Wpierw napiłem się wody, dopiero wstałem. Chyba zapomniałem wykrzesać z siebie jakikolwiek uśmiech, bo Cass zaczęła sprawdzać, czy wszystko w porządku z moją głową. Chyba na pewno nie tak to miało wyglądać. Chyba miałem być bardziej profesjonalny, hardy i odważny. Ugh. Halo! Przecież powinienem taki być non stop. W Bractwie raczej za takiego mnie mieli. I buca, ale no… Ćśś. Wszystko nie tak.
- Okeeej? Niby co miałoby być? – zapytałem nieco beztrosko, nieco sztucznie tak wciąż, bo stres. Najwyraźniej Cass była w stanie mnie zjeść, skoro dopadały mnie takie nerwy.
A co do mienia coś być... To faktycznie mogło być, skoro przy naszym ostatnim (?) spotkaniu ledwo co uszedłem z życiem?
Cóż, w końcu się uśmiechnąłem i dodałem:
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Po prostu zapraszam cię na kolację, a raczej spóźniony obiad… – Mówiłem już raczej normalnym tonem, ale trochę za dużo jak na moje standardy. – Zasłużyłaś - zauważyłem jeszcze, po czym wskazałem jej stolik. Drgnąłem nawet na tyle, by odsunąć jej krzesło.
- Jest dobrze – powtórzyłem, co by nie było i chyba by się trochę pocieszyć, dodać sobie otuchy.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-30, 15:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie trzeba było być jasnowidzem ani nawet specjalnie znać się na ludziach, by dostrzec coś naprawdę dziwnego w zachowaniu Aarona, a przecież Cass nie była tu nawet pięciu minut. Dopiero zdążyła dołączyć do mężczyzny, rzucając okiem na niego i jego ogólny stan, a następnie zadając mu proste, raczej bezpośrednie pytanie. Czy wszystko było z nim w porządku? Zdecydowanie na to nie wyglądało, ale… Nie zamierzała przecież na niego naciskać, skoro sam nie chciał mówić.
Cóż, mogła spodziewać się tego, co usłyszała. Miała w końcu do czynienia z mężczyzną, zaś ci - prawdopodobnie w znacznej, wręcz aż nazbyt dużej liczbie przypadków - nie mieli skłonności do przyznawania się do tego, co leżało im na wątrobie. Społeczeństwo w jakimś stopniu robiło z nich wielkich wojowników, którym nie wypadało okazywać jakiejkolwiek słabości, a niektórzy faktycznie w to wierzyli. Wcześniej nie sądziła, by Aaron był kimś takim, ale teraz? Nadal liczyła na to, iż czegokolwiek się dowie, bo miała naprawdę serdecznie dosyć dziwnej atmosfery podczas spotkań z ludźmi, jak i również jeszcze dziwniejszych zachowań ludzi o nazwisku Bartowski.
Jeśli już o to chodziło, nie wiedziała nawet, czy warto było wspominać Aaronowi o jego siostrze. Z początku chciała to zrobić. Nie tylko, aby dowiedzieć się, czy zawsze taka była albo zwrócić jego uwagę na problemy, jakie wyraźnie miała Samantha, lecz także dla czystego poskarżenia mu się. W końcu to jego bliźniaczka prawie ją pobiła, wydzierając się przy tym i snując jakieś niestworzone historie. Powinien coś o tym wiedzieć.
Dostrzegając jednak jego nietypowe zachowanie, postanowiła chwilowo zrezygnować z tego pomysłu, siadając na wskazanym przez niego miejscu i rzucając krótkie dzięki, choć bez wyraźnego uśmiechu - zarówno na twarzy, jak i w głosie. Nie wiedziała w końcu, co powinna myśleć o tym całym spotkaniu, a jego kolejne słowa zdecydowanie do niej nie przemawiały. Nie wisiał jej w końcu żadnego obiadu czy tam żadnej kolacji. Zwłaszcza że to ona miała w tym wypadku większe możliwości postawienia mu czegoś do jedzenia. Z prostego względu, warto dodać, po prostu miała więcej pieniędzy niż przez ostatnie dwa lata łącznie. Nie chciała jednak urazić jego dumy, dlatego tym razem odpowiedziała mu uśmiechem.
- To nie było nic takiego, co zasługiwałoby na uhonorowanie obiadem, serio. Trzeba sobie w końcu pomagać w biedzie. - Mruknęła, czując się trochę dziwnie z takim publicznym siedzeniem w knajpie, zwłaszcza że przez ostatnie tygodnie zamawiała wszystko na wynos, nie chcąc aż tak rzucać się w oczy. Prawdopodobnie miała już początki jakiejś paranoi, ale w tej sytuacji nie było o to przecież specjalnie trudno. Każdy starał się dbać o swoją dupę.
- Co słychać u Alby? - Nie chcąc siedzieć w krępującej ciszy, rzuciła pierwsze lepsze pytanie, jakie przyszło jej do głowy. W końcu Aaron mógł naprawdę długo opowiadać o swojej Albeczce, to był zarazem dosyć neutralny i całkiem niezły temat.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

kontrola ognia

88%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-07-04, 20:12   
   Multikonta: Agent Łukasza
  

   1 Rok na Giftedach!


Najwyraźniej przeliczyłem swoje możliwości. Nie miałem zielonego pojęcia, jak zacząć, mimo że milion razy chyba wyobrażałem sobie ten konkretny moment. Szaleństwo. Cóż, a przy okazji też czułem się dziwnie z tą świadomością, że stres dawał mi właśnie po dupie, nie pozwalając racjonalnie myśleć i funkcjonować. Poniekąd czułem się bezbronnym, co było tak absurdalne… i jednocześnie przerażające w opór.
Ponownie napiłem się wody i o mało co się nie zakrztusiłem, kiedy Cass zapytała o Albę. Postanowiłem jednak nieco odłożyć w czasie to, co miało nadejść i podniosłem ze stołu wcześniej przyniesione przez kelnerkę karty.
- Może wpierw coś zamówimy? – zaproponowałem, stwierdzając też, że to trochę tak słabo zabrzmiało. Sztywno. Za sztywno? Czy brzmiałem na zdenerwowanego, czy to był tylko mój wymysł? - Jak najbardziej się należy. Mogłem zginąć… – zauważyłem, przypominając sobie przy okazji te wszystkie niezbyt komfortowe sytuacje, które zaczęły mnie kaskadowo prześladować, kiedy… W sumie odkąd między mną a Colleen zaczęło się źle robić? Czy to te picie… Niezbyt rozważnie było wbijać pijanym na spotkanie Bractwa, bo to spowodowało wizytę w D.O.G.S., a ta z kolei była poniekąd winą mojego niemalże zezgonowania. Ugh. Było tak blisko. Pomyśleć, że nigdy więcej nie ujrzałbym Alby czy Cass. Po prostu przestałbym istnieć. Albo poszedłbym do piekła.
- U Alby dobrze… Ale ten stres… – Sam nie wiedziałem. Dostrzegałem niejaką zmianę w niej, ale też raczej nie powinienem tego osądzać, skoro wcześniej tak naprawdę to jej za dobrze nie znałem. Właściwie, dopiero się poznawaliśmy. Miałem swoje obawy, ale to raczej czcze takie wynikające z niewiedzy?
- Cass…andro, zaprosiłem cię tu nie tylko dlatego, by jakoś ci podziękować za to uratowanie… – zacząłem, by przerwać te złe rozmyślanie. Były rzeczy, w które nie zamierzałem sobie pozwolić wątpić i to, co zrobię będzie jedną z nich. Nie pozwolę… Tylko że to chyba za wcześnie. Wpierw powinniśmy chyba pogadać jakoś tak na luzie? Pouśmiechać się? Powspominać stare dobre czasy i takie tam?
Zawahałem się. Widocznie się zawahałem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Aiden Henderson



I tried to be someone else, but nothing seemed to change.

Wicedyrektor D.O.G.S.





name:

Aiden Henderson

age:
30

height / weight:
190/83

Wysłany: 2018-08-08, 23:00   
   Multikonta: Mike/Jamie


// 14 kwiecień godziny wieczorne

Aiden dziś skończył pracę dość wcześnie jak na swoje możliwości. DOGS przezywało chwilowo złotą erę i dalej cieszyło się z wygranej nad Bractwem, chociaż minął miesiąc. Tak naprawdę nic zbyt ciekawego się nie wydarzyło, było trzeba namierzyć niedobitków i zebrać jeszcze więcej mutantów do badań, niestety to nie była jego działka już, tak samo jak badanie. On miał po prostu odwalać czarną robotę za Dyra, a część obowiązków stosować na sowich asystentów. Niestety cierpiał na przypadłość nazywającą się pracoholizm, dlatego ciężko było mu się wymknąć wcześniej z pracy, no o ile nie miał jakiejś sprawy czy czegoś do załatwienia. Taką sprawa okazało się dzisiaj Vince, jeden z mutantów, z którym nawiązał naprawdę pozytywną więź podczas badań i prania mózgu... Aiden naprawdę chłopaka polubił i co jak co nawet uczył go czytać i pisać. Dziś jednak osobiście wypisał mu przepustkę, którą musieli zaakceptować i miał nadzieję, że stawi się w tej eleganckiej chińskiej restauracji.
Ubrany w drogi garnitur przyszedł nieco wcześniej. Podejrzewał, ze Vince mógł czuć się trochę zmieszany tą restauracją, jednak Aiden chciał go trochę wyciągnąć do takich miejsc, sprawdzić jego reakcję jak się zaadoptuje. Wiedział, ze lubił imprezy i pić, ale czy potrafił się zachować? Poza tym chciał z nim porozmawiać, dawno nie miał tej okazji, a dziś się natrafiła. Co prawda nie powinien spoufalać się z mutantami, a na dodatek ze swoimi byłymi podopiecznymi, jednak chciał się dowiedzieć jak sobie radzi.
Zajął stolik na uboczu i dostał herbatę i kartę, porozmawiał po chińsku, ze czeka na kogoś i póki co podziękował za obsługę.
_________________
[Profil]
  [B+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-08-22, 01:24   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Ukryj: 
Aaron Bartowski napisał/a:
Najwyraźniej przeliczyłem swoje możliwości. Nie miałem zielonego pojęcia, jak zacząć, mimo że milion razy chyba wyobrażałem sobie ten konkretny moment. Szaleństwo. Cóż, a przy okazji też czułem się dziwnie z tą świadomością, że stres dawał mi właśnie po dupie, nie pozwalając racjonalnie myśleć i funkcjonować. Poniekąd czułem się bezbronnym, co było tak absurdalne… i jednocześnie przerażające w opór.
Ponownie napiłem się wody i o mało co się nie zakrztusiłem, kiedy Cass zapytała o Albę. Postanowiłem jednak nieco odłożyć w czasie to, co miało nadejść i podniosłem ze stołu wcześniej przyniesione przez kelnerkę karty.
- Może wpierw coś zamówimy? – zaproponowałem, stwierdzając też, że to trochę tak słabo zabrzmiało. Sztywno. Za sztywno? Czy brzmiałem na zdenerwowanego, czy to był tylko mój wymysł? - Jak najbardziej się należy. Mogłem zginąć… – zauważyłem, przypominając sobie przy okazji te wszystkie niezbyt komfortowe sytuacje, które zaczęły mnie kaskadowo prześladować, kiedy… W sumie odkąd między mną a Colleen zaczęło się źle robić? Czy to te picie… Niezbyt rozważnie było wbijać pijanym na spotkanie Bractwa, bo to spowodowało wizytę w D.O.G.S., a ta z kolei była poniekąd winą mojego niemalże zezgonowania. Ugh. Było tak blisko. Pomyśleć, że nigdy więcej nie ujrzałbym Alby czy Cass. Po prostu przestałbym istnieć. Albo poszedłbym do piekła.
- U Alby dobrze… Ale ten stres… – Sam nie wiedziałem. Dostrzegałem niejaką zmianę w niej, ale też raczej nie powinienem tego osądzać, skoro wcześniej tak naprawdę to jej za dobrze nie znałem. Właściwie, dopiero się poznawaliśmy. Miałem swoje obawy, ale to raczej czcze takie wynikające z niewiedzy?
- Cass…andro, zaprosiłem cię tu nie tylko dlatego, by jakoś ci podziękować za to uratowanie… – zacząłem, by przerwać te złe rozmyślanie. Były rzeczy, w które nie zamierzałem sobie pozwolić wątpić i to, co zrobię będzie jedną z nich. Nie pozwolę… Tylko że to chyba za wcześnie. Wpierw powinniśmy chyba pogadać jakoś tak na luzie? Pouśmiechać się? Powspominać stare dobre czasy i takie tam?
Zawahałem się. Widocznie się zawahałem.


| :box:

Cóż, zdecydowanie nie chciała nikogo zabić prostym pytaniem o to, jak miała się Alba - bądź co bądź, ponoć aaronowa miłość życia - latego też nagła reakcja mężczyzny na wspomniane słowa sprawiła, że Cassandra drgnęła zaniepokojona i gotowa do tego, by zareagować. Sama nie wiedziała, jak. Sama nie wiedziała, na co i po co dokładnie, jednakże - dosłownie w mgnieniu oka - jej podejrzenia, co do nietypowego zachowania Bartowskiego, zostały powiązane z panną Delgado. Coś musiało w tym być, przynajmniej tak to sobie teraz tłumaczyła, jeszcze baczniej obserwując nie wnętrze sali, nie nadchodzącą kelnerkę, nie ich stolik czy zawartość menu, a towarzyszącego jej człowieka.
- Często tu bywasz? - Spytała, mimo wszystko starając się nie wyglądać jak ktoś, kto dosłownie pożerał go wzrokiem. Skłaniając się ku chwilowemu podtrzymaniu tematu jedzenia, spuściła też spojrzenie na ładny, dosyć czytelnie umiejscowiony jadłospis, odchrząkując cicho. - Może coś polecasz? Poza kremem przeciw UV, bo dosłownie promieniejesz wdzięcznością. - Nie chciała, by był aż tak spięty, w pewnym sensie zestresowany, dlatego ponownie odchrząknęła, próbując napotkać jego spojrzenie. - To naprawdę nic takiego, zwłaszcza że nie poszło najlepiej, jak mogło.
Owszem, pomogła mu, ale nie była zbyt zadowolona z tego, co się wtedy stało. Do tej pory łapała się na myśleniu o tym, jak inaczej mogła postąpić, co innego dało się zrobić, żeby nie doprowadzić do aż tak tragicznie wyglądających chwil. I łapała się na jeszcze większej nienawiści do DOGS, do ich wynalazków, sposobów działania, wszystkiego, co wiązało się z tym przeklętym rządem. Genetically Clean czy może jednak Departament Bezpieczeństwa Genetycznego? Momentami nie wiedziała, kto był gorszy.
- Zżera nas wszystkich. - Przytakując kiwnięciem głowy, dokończyła - jak sądziła - myśl mężczyzny, jednocześnie znowu zaczynając mu się przyglądać. Tym intensywniej, im dalej posuwał się w swojej wypowiedzi. Nie po to ją tu zaprosił? Cóż, raczej nie była zdziwiona, ale tym bardziej chciała wiedzieć… - O co chodzi?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7