Poprzedni temat «» Następny temat
Browar
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 21:42   Browar


[Profil]
 
 
Samara Hopper



Family means no one gets left behind or forgotten.

prekognicja

55%

czysta miłość do brata





name:

Samara Hopper

alias:
Mary Reynolds

age:
25 lat

Wysłany: 2017-12-16, 17:33   
   Multikonta: Jonny Nyman


#1

Stała niczym marmurowy posąg, pod jednym z budynków Fremont, zdegustowana lokalizacją, którą sama przecież wybrała na miejsce ich spotkania. Niedaleki aż tak bardzo jej mieszkaniu pub, ale dość odległy, żeby w obszernym Seattle nie ryzykowała przypadkowym spotkaniem w tych okolicach, jak dotąd był jej obcy. Już wiedziała dlaczego. Dochodzący ze środka smród oleju, wymieszanego z papierosami i starym drewnem wnętrza, docierał do niej nawet tutaj. Budził w niej wątpliwość czy, mimo panującego na zewnątrz chłodu, chciała wejść do środka. Chowając ręce do kieszeni grubego płaszcza podszytego kożuchem, skuliła ramiona, chowając twarz w postawionym na sztorc kołnierzu. Wargi popękane od nerwowego zagryzania ich w kąciku, już zdążyły zsinieć, a na policzki wstąpiły już plamy czerwieni. Dalekie od urokliwego rumieńca, jaki niewątpliwe wstępuje na dziewczęce policzki, ale nie jej własne. Czerwona na nosie, z opruszoną od śniegu czapką przeklinała psa, który dwie przecznice dalej porwał jej czapkę. Mimo to, jej twarz pozostawała nieludzko spokojna. Słysząc za sobą skrzypnięcie śniegu, obróciła się w tamtym kierunku, stabilnie, unikając niepotrzebnego wyrycia się na lodzie. Statyczna dotąd twarz, rozciągnęła się w nikłym odcieniu uśmiechu na jego widok. Takim, który zaraz zgasł, kiedy odchrząknęła, zbliżając się do niego.
- Już jesteś.
Przemknęła obok jego postury bez dedykowanego mu powitania, wyraźnie źle reagując na ten mróz. Idąc sztywno, o mało co nie wywalając się na wejściu do pubu, przytrzymała się klamki, otwierając przed nim drzwi, usunęła się w bok w zupełnym odruchu, niegodnym kobiety, która zamiast przepuszczać w drzwiach, powinna zostać puszczona przodem.
[Profil]
 
 
Len Rathaway



The best way to find out if you can trust somebody is to trust them.

Zmiana w nietoperza

60%

-





name:

Leonard "Len" Rathaway

alias:
Flying Fox

age:
27 lat

Wysłany: 2017-12-16, 21:17   
   Multikonta: -


(1)

Wzdrygnął się, gdy zawiał silniejszy wiatr i trochę mroźnego powietrza dostało mu się pod szal. W duchu przeklinał swoją tendencję do spóźniania się, przez którą teraz musi maszerować ulicami Seattle, zamiast siedzieć w cieplutkim (a przynajmniej cieplejszym) autobusie. Powtarzał też sobie, że przynajmniej rozrusza nogi, gdyż ostatnimi czasy ma wrażenie, że większość czasu spędził latając niż chodząc, co było absurdalne. Była to jednak marna próba pocieszenia samego siebie, gdyż miał wrażenie, że zaraz odmarznie mu nos i do końca życia będzie wyglądał niczym nieudany, owłosiony cosplay Voldemorta.
Na szczęście cel jego podróży był już w zasięgu wzroku. Spostrzegł również postać stojącą przed wejściem. Pomimo tego, że była od niego odwrócona tyłem, był prawie pewien jej tożsamości. Mimowolnie mróz zszedł na dalszy plan w jego umyśle, a na jego twarzy pojawił się uśmiech myśląc o ponownym spotkaniu ze swoją starą przyjaciółką. Nie, żeby była stara, w końcu była o dwa lata młodsza od niego - byłby hipokrytą, gdyby stwierdził, że się postarzała. Potrząsnął głową na swoje idiotyczne przemyślenia i zakradł się do sylwetki, od której teraz dzieliło go parę metrów z zamiarem zaskoczenia jej, chociaż, że zdawał sobie sprawę, że Mary nie będzie z tego powodu zadowolona. Niestety, jego niecny plan został zniszczony przez skrzypiący śnieg. Przez głowę ponownie przemknęła mu myśl o tym, jak zła jest zima.
Kiedy w końcu stanął twarzą w twarz z, jak zwykle, stoicką Sam, jego śmiech tylko się poszerzył, uwydatniając zmarszczki przy oczach. Jak dobrze było widzieć znajomą twarz!
- Mary! Jak dobrze Cię znowu widzieć. - odparł szczerze.
Kompletnie nie zraził się brakiem przywitania. Podczas ich szkolnych lat zdążył się już przyzwyczaić do takiego traktowania. Właściwie było ono genezą ich znajomości. Poza tym, gdyby musiał czekać na kogoś na takim mrozie, też byłby nieco humorzasty.
Gdy kobieta prawie potknęła się przy wejściu do baru, instynktownie wyciągnął w jej stronę rękę i przytrzymał ją za ramię. Puścił, kiedy tylko stanęła
- Widzę, że nie tylko ja nie mogę się doczekać wydostania z tego mrozu. - stwierdził rozbawiony. - Przepraszam. Długo na mnie czekałaś? - spytał, zapominając o jednej z najważniejszych zasad bycia gentelmenem, by przepuszczać panie w drzwiach. Zbeształ się mentalnie w myślach za swoją bezmyślność, gdy znalazł się już w środku. Miał przemożną ochotę uderzyć się w czoło. Stołem.
Przybrał na twarz szczery, przepraszający uśmiech.
- Robiłem wszystko w swojej mocy, żeby choć raz w życiu gdzieś się nie spóźnić, ale mam wrażenie, że moje starania w tym kierunku sprawiają, że spóźniam się jeszcze bardziej. Przepraszam.
Mówiąc to pokierował się w stronę baru, nie odrywając jednak swojego wzroku i uwagi od Sam. Następnie przejrzał ofertę miejsca wybranego przez pannę Hopper i zastanowił się nad tym, dlaczego wybrała ona akurat ten bar. Nie miał humoru na alkohol, ale też nie chciał siedzieć bez niczego. Znów spojrzał na nie-starą znajomą, patrząc na jej zaróżowiony od mrozu nos i policzki.
- Zamawiasz coś? Ja stawiam. - zaproponował, puszczając Mary łobuzerskie perskie oko.
Podświadomie wiedział, że obecnie chce jak najbardziej opóźnić rozmowę o mutantach, stresując się nieco ów tematu. Wiedział, że sam zaproponował to spotkanie właśnie, żeby poruszyć ten temat, jednak rozmowa o tym z osobą, która nie jest mutantem i nie należy do Bractwa sprawia, że mimowolnie jest lekko poddenerwowany.
- Jakiś konkretny powód, dla którego wybrałaś akurat to czarujące miejsce na nasze spotkanie? - spytał z nutką sarkazmu w głosie, z ciekawością rozglądając się po pomieszczeniu. Po czym zdał sobie sprawę, z tego, co wyszło z jego ust i zamarł. Dammit, Rathaway. - Nie, żebym narzekał, naprawdę! W sumie to nawet podoba mi się to miejsce. Jest przestrzennie i gustownie dobrali kolory.
Mentalnie skrzywił się na swój idiotyzm. "Gustownie dobrane kolory"? Kim ty jesteś? Ty Pennington? Dlaczego zawsze musi się błaźnić przy osobach, na których zależy mu, żeby nie mieli o nim złego zdania?
_________________
I GUESS I'M LEARNING.
I MUST BE WARMER NOW.
[Profil]
 
 
Samara Hopper



Family means no one gets left behind or forgotten.

prekognicja

55%

czysta miłość do brata





name:

Samara Hopper

alias:
Mary Reynolds

age:
25 lat

Wysłany: 2017-12-16, 22:26   
   Multikonta: Jonny Nyman


Na pięć jego zdań, ona nawet może i chciałaby wtrącić jakieś jedno swoje, ale swoje wypowiedzi dobierała ze znacznie większą rozwagą niż on. Dlatego zanim zdążyła się zastanowić, w jakie zdanie chce ułożyć konkretne słowa, jakie już miała w głowie, on zmieniał już kierunek rozmowy, która nagla zaczynała toczyć się na temat dalszy niż ten, który Samara chciała poruszyć. Z tego też powodu milczała. Otrzepując kosmyki włosów ze śniegu, patrzyła na niego. I robiła to bardzo intensywnie z niepodobnym do siebie zacietrzewieniem. Z jednego tylko powodu. Okulary zdążyły już jej zaparować od różnicy temperatur. Przetarła je niechętnie skostniałymi palcami w rękawiczkach przysłaniających tylko knykcie i odetchnęła z nieopisaną dla niej frustracją. Ale nic więcej. Jeszcze chwilę nie zdejmowała z siebie płaszcza, pozwalając ciepłu otoczyć jej ciało i dotrzeć do chociaż części jej komórek. Stała w progu, za drzwiami, słuchając słów mężczyzny z nadzwyczajną cierpliwością, w końcu, kiedy dał jej przestrzeń do odpowiedzi, otwierając usta, żeby tej mu udzielić. Zdała sobie jednak sprawę, że nie szykowała się na nią tak szybko, więc zacisnęła wargi, przygryzając ich kącik na krótką chwilę zastanowienia.
- Czy ja coś mówię? Nic się nie stało. Nawiązywałam przyjaźń z tą brukowaną kostką. Bardzo głęboką przyjaźń… - wnioskowała po stopniu przymarznięcia butów do podłoża. A żeby uniknąć podobnego zapuszczania korzeni w drzwiach baru, podążyła za mężczyzną, trzymając się go bardzo blisko. Nie z uwiązania, jeszcze nie zdążyła oswoić się z myślą o ponownym ich spotkaniu. W przeciwieństwie do niego, nie odczuwała ekscytacji, a na pewno nie w tych proporcjach, w jakich doświadczał jej on. Ponad wszystko, wyczuwała po sobie lekkie spięcie i dyskomfort. Powiedziałaby niechęć, gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego mężczyznę z poza jej rodziny. Przez sentyment do ich wspólnej nauki, jeszcze w szkole, od takiej interpretacji swojego samopoczucia się powstrzymywała.
Stając przed wystawką z różnego rodzaju alkoholami, zadarła głowę do góry, przyswajając sobie zawartość bogatego w alkohole menu. Mogła wybierać pomiędzy setkami nazw piw, których nie rozpoznawała, rumem, whiskey, a dziwnymi polskimi wódkami, o jakich słyszała tylko w żartach.
- Zdam się na Ciebie – zrzuciła odpowiedzialność wyboru ostatecznie na niego, przysiadając połową pośladka na hokerze, nie wiedząc jeszcze czy zajmą miejsce przy barze, czy udadzą się do jednego ze stolików, w których kierunku podążył teraz jej wzrok. Nie ukrywając, liczyła na bardziej intymną atmosferę. Nie ze względu na ewentualne czułości, jakie zamierzała okazywać po tylu latach rozłąki ze szkolnym przyjacielem, a raczej, w przeciwieństwie do niego, czekając na rozmowę o treści, jaką jej obiecał w konwersacji telefonicznej.
Mimo jej skupienia na tych rozmyślaniach, Len w jakiś sposób potrafił ściągnąć jej spojrzenie. Głęboka zieleń jej oczu osiadła na jego figurze na tle baru, kiedy sama oparła się na łokciu.
- Lubisz odcienie szarości, burości i wysłużonego, zmatowiałego drewna? – przepełniła ton pewną dozą sarkazmu, unosząc się na łokciu trochę do góry. – O gustach się nie dyskutuje, Len, ale szczerze… to nie Twój kolor.
Rozpinając powoli płaszcz, przyjęła na siebie chwilowe poczucie chłodu i wstała z miejsca, przewieszając sobie odzienie przez ramię. Nie wiedziała, że chwilę potem, wpatrywała się w jego twarz w milczeniu, przechylając głowę na bok. Instynktownie szukając na niej zmian. Wzrok miała głęboki, niezmącony nawet głośnymi dźwiękami rozmów wokół, czy właśnie podanym im przez barmana alkoholem. Zaraz jednak spuściła głowę rzucając bezgłośne:
- Przepraszam – choć nie była pewna, czy przepraszała siebie czy jego za swoją nieuwagę.
- Nie chciałeś chyba rozmawiać o romantycznych spelunach – skróciła jego opis baru w dwóch słowach – więc… o czym?
Od razu przeszła do konkretów, próbując zatrzeć wcześniejsze wrażenie dekoncentracji. Niewłaściwej jej przytomnemu umysłowi.
[Profil]
 
 
Len Rathaway



The best way to find out if you can trust somebody is to trust them.

Zmiana w nietoperza

60%

-





name:

Leonard "Len" Rathaway

alias:
Flying Fox

age:
27 lat

Wysłany: 2017-12-17, 00:06   
   Multikonta: -


Nie uważał siebie za gadułę. Być może mówił trochę więcej niż zwykle, kiedy był pod wpływem emocji, jakich, jakie odczuwał teraz, jednak kiedy chodziło o głębsze rozmowy, które zahaczały o wewnętrzne przemyślenia czy doświadczenia, to zdecydowanie wolał się wycofać i słuchać, niż sam być słuchanym. Wydaje się jednak, że z tej sytuacji nie wyjdzie bez uprzedniego ukazania kawałka siebie. Co niekoniecznie musi być złą rzeczą. Pytanie, które zadał Mary przez telefon dotyczące zaufania było jedynie teoretyczne, gdyż już wtedy jej ufał.
Prychnął śmiechem na wspomnienie przez jego towarzyszkę jej "głębokiej przyjaźni" z chodnikiem i pokręcił głową, rozbawiony, choć nadal czuł ukłucie poczucia winy, gdy zmierzył Hopper wzrokiem i zwrócił uwagę na niezdrowy kolor jej ust i dłoni.
Był nieco zaskoczony, kiedy zobaczył, jak blisko niego idzie Mary. Nigdy nie widział by kobieta była wylewna w jakikolwiek sposób, dlatego też trudno było mu ją odczytywać. Zdaje się, że teraz, po tych wszystkich latach, jest jeszcze bardziej opanowana, co z jednej strony było godne podziwu, gdyż trudno uzyskać taką kontrolę nad emocjami i ciałem (próbował - z marnym skutkiem), a z drugiej problematyczne do Leonarda.
Zwracając się do barmana poprosił o grzane wino, którego obecność na liście wypisanych alkoholi go przyjemnie zaskoczyła. Co prawda nie był zagorzałym fanem win, ale gorący trunek z pewnością sprawi, że jego znajoma i on pozbędą się mrozu, który nadal się ich trzymał.
Len zawsze lubił patrzeć ludziom prosto w oczy, kiedy z nimi rozmawiał, jednak z wiekiem zaczął z tego rezygnować, gdyż nauczył się, że ludzie czują się nieswojo, kiedy to robi. "Oczy są zwierciadłem duszy" czy coś. Nigdy natomiast nie czuł oporów, żeby patrzeć prosto w oczy Mary. Sam nie był pewien dlaczego. Czy miałoby to pomóc w rozszyfrowaniu tego, co w danym momencie myśli? A może chciał, żeby to ona wierzyła, że jest z nią szczery, gdyż nigdy nie sprawiała wrażenia osoby, która ufa łatwo? Może to i to?
Zaśmiał się w reakcji na sarkastyczną wypowiedź znajomej.
- Więc jaki jest mój kolor, o znawczyni kolorystyki? - spytał zaczepnie, nawiązując do ich wczorajszej rozmowy telefonicznej.
Odbierając ich zamówienie od barmana, nie zauważył cichych przeprosin Mary. Słysząc jednak bezpośrednie pytanie, spojrzał jej w oczy, by po chwili spojrzeć na blat baru i pokiwać głową, bardziej do siebie. Mógł się domyślić, że nic nie wnosząca pogawędka nie będzie czymś, co przypasuje pannie Hopper. Unikanie tego tematu to jak ignorowanie słonia w sklepie z porcelaną - niemożliwe. A jednak Len miał złudną nadzieję na odłożenie tego na później.
Rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegł wolny stolik w najdalszym kącie baru. Idealnie.
- Chyba będzie lepiej, jeśli się tam przesiądziemy. - powiedział z uśmiechem do Mary, wskazując głową najkonkretniej, jak to możliwe, stolik, który miał na myśli.
Po chwili postawił kufle po dwóch stronach stolika i usiadł. Chociaż temperatura wewnątrz nie była zbyt niska, nadal nie zdejmował kurtki. Być może po wypiciu wina ją zdejmie, ale na razie nie miał zamiaru, czując, że mogłoby to skutkować sennością. Zalety bycia Batmanem. stwierdził w myślach, wzdychając cicho.
Kiedy oboje się już wygodnie (lub mniej - grube nakrycie, które miał na sobie ograniczały jego ruchy) usadowieni, Len wziął łyk ze swojego kufla i próbował się nie skrzywić. Wino nie było złe, tylko trochę... za słodkie. Trochę za bardzo.
Z obiema dłońmi obejmującymi ciepły kufel, oparł się i spojrzał Mary w twarz. Nie w oczy. Na jego twarzy widniał słaby, nieco wymuszony uśmiech.
- Więc... chciałaś wiedzieć, co się zmieniło od czasu Nowego Jorku. - było to pół-pytanie, pół-stwierdzenie. - Zmieniło się bardzo dużo. Nie licząc wielokrotnej zmiany zamieszkania, studiowania patologii oraz tego, że pracowałem w policji... - przerwał, zdając sobie sprawę z tego, że robi dokładnie to, co przed chwilą postanowił przestać - zwleka z trafienie w sedno sprawy.
- Jestem mutantem. - wypalił bezmyślnie. Nie miał zamiaru tego zrobić, nie chciał być aż tak bezpośredni, to był impuls, decyzja, której nawet nie przeanalizował. Jeszcze nigdy nie powiedział nikomu o swoich mocach. Nigdy nie musiał - siostra była przy jego pierwszej przemianie, a członkowie Bractwa z góry zakładają, że jesteś jednym z nich, kiedy sam stajesz się jego członkiem.
Rozeznał się szybko w otoczeniu, upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje, po czym spojrzał Mary prosto w oczy, jego mięśnie napięte, instynktownie gotowy do ucieczki. Bo właśnie to robił przez ostatnie lata. Uciekał. Nawet jego moc zdawała się nadawać tylko do tego.

------

To był okropny pomysł, stwierdził spanikowany. Podnosząc się gwałtownie z siedzenia, zdążył jedynie wymamrotać "Przepraszam" po czym wyleciał z baru, jakby ogary piekielne deptały mu po piętach. Wkrótce potem był już w drodze powrotnej do Obozu.

[z/t]
_________________
I GUESS I'M LEARNING.
I MUST BE WARMER NOW.
[Profil]
 
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-06-14, 14:28   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


/początek kwietnia, o!

No w końcu dzień wolny! Viggo uwielbiał piątki takie, jak ten! Jego wspaniałomyślny szef postanowił zrobić dziś remanent i dał mężczyźnie wolne. Doskonale wiedział iż oberwie po pysku od swojego pracownika, gdy tylko spróbuje zmusić go do liczenia butelek, szklanek i bóg wie czego jeszcze, po za tym, przyznać trzeba było iż staruszek nie za bardzo wierzył w to, iż barman wykona to zadanie należycie. Viggo od rana mógł się pochwalić naprawdę świetnym humorem. Z samego rana udał się do klubu bokserskiego, by odnaleźć informatora który zaszedł mu ostatnio za skórę. No w końcu nie godzi się tak wystawiać jaśnie Pana Hetfielda, zwłaszcza w nocy w ciemnym parku! Gdy tylko obił mu porządnie przemądrzały łeb udało mu się dowiedzieć kilku interesujących go informacji, kilka z nich przekazał dalej, dostając za to całkiem niezłą sumkę pieniędzy. Było już późno po południu gdy dostał esemesa od swojego dobrego znajomego, równie szemranego co on sam to też umówił się z nim na wieczór.
I tak oto wszedł do browaru ubrany w koszulę, zapiętą tylko do pewnego momentu iż można było zobaczyć jego tatuaże na mostku i dekolcie. Rękawy miał podwinięte ukazując swoje przedramiona. Przywitał się z barmanem, cóż w tym fachu jest się jak jedna, wielka, najebana rodzina - każdy każdego kojarzył. Opisał mu na szybko Victora i poprosił by kierował go na drugą salę. O tej wieczornej porze zawsze była pusta i wiedział, iż będą mogli na spokojnie porozmawiać, bez nikogo kto by im przeszkadzał. Zamówił dla siebie piwo, po czym z kuflem udał się na drugą salę browaru, rozsiadając się w jednym z kątów pomieszczenia. Nie żeby się chował, wręcz przeciwnie! Najzwyczajniej w świecie narożna kanapa była o wiele wygodniejsza niż zwykle, proste krzesło. Opadł na siedzenie a po chwili, widząc postać swojego kumpla zamachał ręką by ten go znalazł. i tak by cię zobaczył matole...
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-15, 10:42   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Victor jak zwykle w swoim żywiole. Posiadał kilka zleceń, które akurat wymagały poszukiwań na terenie Stanów Zjednoczonych. Jak już miał przebywać w tym rasistowskim, nazistowskim kraju to mógłby odnowić kontakty. Tak też postanowił zobaczyć się ze starym przyjacielem Viggo, który jak On nie należy do ludzi o czystym sumieniu. Cóż... swój ciągnie do swojego.
Wszedł lokalu podchodząc do baru. Akurat był ubrany dość elegancko bo chodził w garniturze. Często się tak ubierał gdy załatwiał jakieś interesy. Tak się złożyło, że od jednego klienta wracał. Przy barze zamówił szklankę whiskey, po czym został poinformowany, że szukał go Viggo, który już siedział w odosobnionej strefie. Victor spojrzał w tamtą stronę i zauważył jak zaczął do niego machać. Wziął swój trunek i przysiadł się do niego.
- Witaj stary druhu. Dawno się nie widzieliśmy. Twoja szpetna gęba nic a nic się nie zmieniła. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
[Profil]
  [AB-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-06-15, 13:08   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo uśmiechnął się przyjaźnie do mężczyzny. Nie był nawet w stanie sobie przypomnieć, ile to czasu nie widział swojego przyjaciela, był niemal pewien iż minęło dobre kilka lat bądź miesięcy od ostatniego razu gdy mieli okazję spokojnie napić się piwa. Czas w ostatnich dniach mijał mężczyźnie naprawdę szybko a dzisiejszy dzień zaliczał z pewnością do udanych.
-Ty za to straszysz gębą coraz bardziej – Odgryzł się i upił łyk swojego piwa. Cóż, żaden z nich nie robi się młodszy, czyż nie ? Viggo oparł przedramiona o stół przez co jego towarzysz mógł ujrzeć niezliczoną ilość blizn na nich. Mężczyzna przyjrzał się uwaźnie swojemu towarzyszowi.
- To co się z Tobą działo? I co sprowadza Cię do Seattle? Już nie tropisz w Olympii? – Zarzucił go pytaniami chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co obecnie robił jego przyjaciel. No bo przecież może wiedziałby coś ciekawego co mogłoby mu pomóc, bądź on wiedział coś co mógłby sprzedać odpowiednim ludziom.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-16, 21:19   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Praca Victora miała swoje wady i zalety. Jedną z głównych wad był brak możliwości częstego kontaktu ze znajomymi, bo rodziny już nie miał, więc zostali mu już tylko znajomi. Dobrze było od czasu do czasu napić się i zrelaksować w dobrym towarzystwie.
- W mojej branży to komplement. - zaśmiał się, pijąc swój trunek ze szklanki. To prawda, już nie należeli do grupy młodych. Ciekawiło Victora ile jeszcze wytrzyma w swojej pracy. Dziesięć lat? Piętnaście? Cóż... nie był typem człowieka, który chciałby się ustatkować, przygruchać jakąś pannę, wybudować własne m4 i mieć gromadkę dzieci. Nie raz śniła mu się jego własna śmierć i zazwyczaj kończyła się tak samo. Za każdym razem lądował w jakimś rynsztoku z kulką w brzuchu. Nigdy siebie nie oszukiwał, że dożyje starości, był pewny, że nie to było mu pisane.
- A wiele różnych rzeczy. Podróżowałem po Europie, Azji i teraz wylądowałem w Stanach. Do Seattle przybyłem w interesach. Coraz ciężej jest zdobyć dobry sprzęt, przez co stał się droższy. Do Olympii jeszcze będę wracał, nie skończyłem tam. - odpowiedział spokojnie, a potem spojrzał na przyjaciela. - A co u Ciebie? Jak się interes kręci? - dodał upijając łyk whiskey.
[Profil]
  [AB-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-06-16, 22:50   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Zaśmiał się słysząc odpowiedź swojego przyjaciela.
- Może i komplement ale mało pomocny, jednego dnia w końcu ludzie zaczną uciekać na twój widok.. - Och jak on uwielbiał droczyć się z ludźmi! Zwłaszcza takimi jak jego przyjaciel, Viktor gdyż był on jedną z niewielu osób które rozumiały jego poczucie humoru.
Viggo słuchał uważnie krótkiej opowieści, po której pokiwał głową w zamyśleniu. Cóż, zazdrościł mu. Naprawdę chciałby móc swobodnie wrócić do swojej ojczyzny, zaszyć się w jakimś domku w górach i zapomnieć o wszystkim, co wydarzyło się po za granicami jego ukochanego kraju.
- Nieźle! Chciałbym się wyrwać z tego zasranego kraju. Potrzebujesz jakichś kontaktów? - Spytał od razu. Cóż, doskonale wiedział iż temat zleceń i interesów porusza się głównie, gdy ktoś czegoś potrzebuje, po za tym mógł się na coś przydać temu staremu prychowi.
- W barze melina jak zawsze. Po za barem nie jest za ciekawie. Ostatnie wydarzeni sprawiły że ludzie nie chętnie mówią a i słabsi wycofali się z interesów. Nie jest dobrze Viktorze, gdy dilerzy nie wychodzą na ulicę - Tu zrobił krótką pauzę i napił się piwa - Nie mniej dzisiejszy dzień był owocny, jeden informator mnie ostatnio wystawił więc musiałem mu dać nauczkę i sporo zarobiłem na tym, co mi wyśpiewał. No i zanosi się na to iż niedługo będę mógł skopać kilku Ruskich - Na wzmiankę o ludziach ze znienawidzonej rpzez niego Rosji w oczach Viggo pojawiła się dzika żądza krwi i mordu a uśmiech, który zagościł na jego twarzy przyprawiłby o ciarki nie jednego człowieka. Każdy zabity Rosjanin sprawiał, iż jego marzenie o wybiciu tego narodu przybliżał się do niego kroczek, po kroczu... Hej, naostrzcie nóż..
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-28, 22:44   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Czy naprawdę można było zazdrościć Victorowi? Zależy jak na to spojrzeć. Nigdy się nie ustatkuje, nigdy nie będzie mógł założyć rodziny, bo tak naprawdę nie istnieje. Jest poszukiwany w Ameryce północnej, południowej, a także Europie. Jedyne co zna i w czym jest dobry to życie po ciemnej stronie. Zna czarny rynek, przestępczy świat i nigdy z niego już nie wyjdzie. Mu to akurat nie przeszkadzało, bo nie zna innego życia, a nawet bardzo lubi to co robi.
- Jakbyś chciał się wyrwać to wal do mnie. Mogę Ci załatwić odpowiednie papiery, albo transport poza granicę. - był przemytnikiem i nie raz już przerzucał mutantów. Stany Zjednoczone to niebezpieczne miejsce, więc pomagał swoim "braciom", oczywiście gdy posiadali pieniądze, nie prowadzi wolontariatu.
Wyciągnął z kieszeni małe urządzenie, które po włączeniu zagłuszało wszelakie sygnały. Nikt nie mógł ich już podsłuchać. Victor wolał dmuchać na zimne, niż przypadkiem się oparzyć.
- Tak, przydałby mi się kontakt. Ktoś kto mógłby załatwić akta DOGS. Wiem tylko, że FBI i Interpol dzielą się z nimi wiadomościami. Takie akta nie tylko mogłyby być cenne, ale też pomocne w ich unikaniu. - chciałby wiedzieć ile DOGS wie na jego temat i czy powinien bardziej uważać. Zawsze był ostrożny, ale różnie to w życiu bywa.
[Profil]
  [AB-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-06-28, 23:46   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo zaznał życia 'normalnego' człowieka jak i takiego, jakie prowadził właśnie teraz, dwulicowego typka z kontaktami wszędzie i zadającego się z innymi podejrzanymi ludźmi. I szczerze mówiąc podobało mu się takie życie, po tym, co przeszedł nie byłby w stanie się ustatkować, grać kochającego męża i ojca, bez tych wszystkich blizn, koszmarów i złych wspomnień.
Uśmiechnął się na tę propozycję.
- Zastanowię się nad tym, miło by było zobaczyć stare śmieci.. - Odpowiedział lekko rozmarzonym tonem. Tęsknił za Skandynawią, gdyż było to jedyne miejsce gdzie tak naprawdę był szczęśliwy, tęsknił za górami, urokliwymi miasteczkami i fiordami. Za mroźną zimą i latem gdzie słońce nie zachodziło. Westchnął ciężko, doskonale wiedział iż powrót na stare śmieci wcale nie będzie łatwy, wiedział też że prawdopodobnie nigdy więcej nie ujrzy tych widoków.
Widząc jak Victor włącza urządzenie mężczyzna zmarszczył brwi. Doskonale wiedział co ta mała rzecz robi, to też domyślał się że jego przyjaciel chce poruszyć z nim jakąś ważną kwestię, przeznaczoną tylko i wyłącznie dla jego uszu.
Słuchał go uważnie, skupiając się na każdym, wypowiedzianym przez niego słowie.
- Potrzebujesz tylko swoich akt czy kogoś jeszcze? - Po tych słowach wziął duży łyk swojego piwa, w głowie przeglądał właśnie katalog swoich znajomych zastanawiając się który z nich mógłby spróbować coś takiego załatwić. W końcu dostanie się do bazy dogsów nie jest łatwym zadaniem..
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-07-11, 23:45   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Victor posiadał wiele talentów. Na pewno głównym było strzelanie z karabinu snajperskiego, ale zarabiał i tak na swoich umiejętnościach dotyczących przemytu. Przemytnik w dzisiejszych czasach mógł zbić fortunę. Nie musiał babrać się w sprzedaż, czy kupno, po prostu transportował obiekt z punktu A do punktu B i dostawał sporo kasy. Taki transport zazwyczaj był masowy, chyba że chodziło o ludzi. Taki transport był dość specyficzny.
- Chciałbym zobaczyć swoje akta, czy mają coś na mnie, a także chce wiedzieć czy istnieją akta niejakiej Darcy Goldhope. Jeżeli istnieją, też je chce. I do tego mam dwa pytania. Czy jest to możliwe i ile trzeba zapłacić? - przeszli do interesów. W ich branży rzadko kiedy spotyka się w sprawach towarzyskich. Zazwyczaj tylko w sprawach biznesowych. Czarny rynek był okropnym miejscem dla ludzi, którzy się nie znali i byli naiwni. Można się przyjaźnić, ale jeżeli interesy są sprzeczne, nawet przyjaciele mogą zamienić się we wrogów. Niczym polityka, tylko że w polityce nikt nikogo nie zabije.
[Profil]
  [AB-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-12, 14:15   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo natomiast tak jak jego przyjaciel specjalizował się w przemycie specjalizował się w handlu informacjami i pozyskiwaniu ich, w czym naprawdę przydatne były jego moce i ukryte talenty. W końcu każdy wyśpiewa wszystko pod wpływem niespotykanego bólu czyż nie ? Zwłaszcza gdy nie miał pojęcia skąd on pochodzi, bądź miał wrażenie ze jego wnętrzności trawią płomienie. To był zupełnie inny biznes, niż ten w którym siedział Vik, nie mniej potrafił być równie niebezpieczny.
Mężczyzna pogłaskał się po swojej brodzie, jak zawsze kiedy intensywnie myślał, czy w ogóle uda mu się to załatwić, w jego głowie przelatywali wszyscy jego informatorzy, cóż z pewnością nie będzie to łatwe zadanie,
- Nie będzie to łatwe, nie mam żadnego bezpośredniego wtyku ale mogę znać kogoś kto ma. Zajmie mi to jednak trochę czasu, tydzień bądź dwa na pewno. Wiesz jaka jest cena za nie łatwe, tydzień dwa. - to powiedziawszy Viggo napił się swojego piwa. Wlepił swoje spojrzenie w przyjaciela który, jako iż nie raz korzystał z jego usług doskonale wiedział jakie ma stawki.
Cóż on miał nadzieję iż z Viktorem nie zamienią się we wrogów gdyż prawdopodobnie oznaczałoby to, że oboje zginą. Mężczyzna znał najemnika dobrze i doskonale wiedział że byłaby to bardzo krwawa walka.
- Ktoś zaczął chodzić ci po piętach? - Spytał unosząc brew, cóż to byłą bardzo istotna informacja, jeżeli miał podjąć się tego zlecenia.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7