Poprzedni temat «» Następny temat
Skrzyżowanie
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 21:39   Skrzyżowanie


[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-09, 20:14   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


<- Uliczka miedzy budynkami.

Garaż Coltona nie był imponujący, ale zawierał w sobie dokładnie to, czego Vincent potrzebował. Były tam co prawda motor w częściach, który tylko zajmował miejsce, ale była też kanapa, na której mógł się w miarę wygodnie przespać, mała lodówka, w której być może upoluje coś do jedzenia, szafki, które mógł przetrzepać, gdy zostanie sam i umywalka, która była teraz najistotniejszym elementem wyposażenia.
Edams wszedł za towarzyszem do środka i pierwsze co, to odkręcił kran i zaczął pić wodę ze stulonych dłoni. Sądząc po tym, jak łapczywie to robił, był bardziej niż spragniony. Dopiero po zaspokojeniu najpilniejszej potrzeby,otarł usta, ściągnął zakrwawioną bluzę i koszulkę przez głowę, co nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że technicznie, mógł używać tylko jednej ręki. Pobladł jeszcze bardziej, ale najmniejszy grymas nie wykrzywił jego twarzy. Nauczony doświadczeniem, wiedział, że może liczyć tyko na siebie, Jak zemdleje - będzie dupa.
Pod nieco przydużymi ubraniami, skryta była atletyczna sylwetka, lecz całe ciało poznaczone były bliznami - jedne będące śladem nieludzkich eksperymentów, inne efektem tortur i znęcania się nam nim psychopatów, pokroju Doktora Morte.
Chwycił koszulkę, znalazł miejsce, w którym nie była uparana juchą i za pomocą zębów, oderwał spory kawałek materiału, który miał posłużyć za przyszły opatrunek.
- Masz jakiś alkohol...nici ? Cokolwiek? - zapytał, bo to była w tym momencie podstawa, która dawała jakiekolwiek szanse na przetrwanie.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-11, 17:00   
   Multikonta: Fay, Marg


To miejsce nie miało być imponujące. Miało być praktyczne, miało służyć do zostawienia pracy i wszystkich brudów, których nie chciał przynosić do domu i pokazywać Młodej. Było na uboczu, wśród innych garaży, więc nikt za bardzo nie zwracał na to miejsce uwagi, dlatego rzeczy, które się tu działy, mogły spokojnie pozostać nieodkryte.
Colt zaparkował przed bramą, do wejścia jednak używając drzwi wyciętych w jednym z jej skrzydeł. Gdy znalazł się w środku razem z Vincentem, pozwolił mu się rozejrzeć i trochę ogarnąć, sam podchodząc do szafek, gdzie trzymał dość ubogo wyposażoną apteczkę. Większość rzeczy z niej została już po prostu zużytych, a Colt w ostatnim czasie jakoś nie uzupełnił zapasów. Skąd miał wiedzieć, że zachce mu się zaopiekować jakimś przybłędą? Ostatecznie jednak znalazł jakieś bandaże, trochę gazy, szarą taśmę i zaczętą butelkę z alkoholem. Powiedzmy, że styknie.
- Jakby co to koło lodówki jest zgrzewka wody - powiedział, gdy chłopak zgasił pierwsze pragnienie kranówą. Ale no to mówił tak na przyszłość - Z nićmi może być problem - mruknął tylko, nogą przesuwając w stronę kanapy całkiem sporą skrzynkę z narzędziami, żeby można było gdzieś wszystko ładnie położyć. Nawet przykrył ją czystym ręcznikiem, żeby było bardziej fachowo.
- Zamiast drzeć ubrania, sprawdź najpierw czy jest rana wylotowa. Powinna być, bo w karabinie energia wystrzału jest tak duża, że w większości przypadków przechodzi na wylot, w przeciwieństwie do zwykłych pistoletów, ale na wszelki wypadek sprawdź. I siadaj, żebyś nie rozwalił sobie głowy, jak zasłabniesz - powiedział rzeczowo, sam zajmując miejsce na kanapie, no bo co miał zrobić, teraz już nie miał wyjścia i musiał to doprowadzić do końca.
- Dobra, plan jest taki. Odkażamy, potem taśma, na to bandaż. Powinno dać radę do jutra, a potem się zobaczy, co dalej - powiedział, ściągając z siebie kurtkę i zarzucając ją na oparcie. Rękawy koszulki podsunął do góry i sięgnął po gazy i butelkę z aloholem, gotowy, żeby zaczynać.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-11, 20:30   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie było nici. To był mały problem. Musiał jakoś zatamować krwawienie, a nie mógł sobie ot tak wkroczyć do państwowego szpitala, oznajmiając, że mają go opatrzyć. Kolejną kwestią problematyczną było to, że zaczął słyszeć niepokojący szum w uszach, a przed oczyma pojawiały się mroczki. Oznaczać to mogło tylko jedno - stracił dużo krwi. Za dużo.
Kolana mu zadrżały i usiadł na kanapie. Tyle miesięcy planowania a nie przewidział, że może dojść do takiej sytuacji. Zapewne założył, że jak już go trafią, to będzie oznaczać niepowodzenie i albo śmierć, albo powrót do laboratorium, gdzie by się tym zajęto. Czując potworne zmęczenie, za radą Colta sprawdził ranę, bo jakoś nie było ku temu okazji. I nie miał, dla samego siebie, dobrych informacji.
- Przeszło na wylot - wymamrotał nieco nieprzytomnie, wykonując ruch, jakby sam chciał się opatrzyć, ale zwyczajnie...nie miał siły. Musiał przełknąć dumę i niechęć do czyjegoś dotyku. Pokiwał jedynie głową, przykładając zdrową dłoń do zlanego zimnym potem czoła i pozwolił Coltonowi działać.
Do bólu był przyzwyczajony. Zadawano mu go wiele razy, na tysiące różnych sposobów. Nigdy jednak nie stracił zbyt dużych ilości krwi, ludzie z laboratorium chcieli go trzymać we względnie dobrym stanie. Zbyt osłabiony, dawałby mierne efekty w eksperymentach.
Podczas opatrywania Vincent nawet nie jęknął. Starał się przy tym oddychać głęboko i ignorować ból, tak by jego świadomość nie uciekła.
- Dzięki... - powiedział cicho, gdy Payne już kończył.
Dawno nie miał okazji, by komuś podziękować, naprawdę.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-12, 19:45   
   Multikonta: Fay, Marg


Świetnie, przeszło na wylot, przynajmniej wyciąganie kulki miał z głowy. Mimo to... cóż, nie był lekarzem, a w tej sytuacji, gdy chłopak tracił krew... cóż, mógł wyglądać spokojnie, jednak mijało się to nieco z prawdą. Nawet działanie instynktowne niezbyt się sprawdzało, bo nie za bardzo umiał wybrać, które działanie było bardziej logiczne. Ostatecznie najpierw przemył ranę alkoholem, następnie postarał się, żeby skóra po obu jej stronach była czysta, żeby mógł użyć taśmy. Tak, zdawał sobie sprawę, że otwarta rana i klej to średnie połączenie, więc zrobił w pasku taśmy nacięcia i podwinął ją tak, że w miejscu, gdzie miała stykać się z raną tego kleju nie było. Był on jedynie na końcach, które przykleił do zdrowej skóry. W efekcie rana została tak jakby... ściągnięta? Jej końce złączone ze sobą, zupełnie jak przy zszyciu. Przynajmniej w teorii. A jak to zda egzamin to się zobaczy.
Wszystko ładnie zabandażował i po dłuższym czasie zmagań odsunął się od chłopaka, dumny ze swojego dzieła. Co tam, że pacjent prawie mu tu zszedł, Payne uważał, że naprawdę dobrze mu ten opatrunek wyszedł.
- Podziękujesz jak dożyjesz jutra - rzucił, bo chyba pierwsza noc po takich ranach była najbardziej znacząca. Jeszcze nie było wiadomo, czy chłopak nie dostanie gorączki, czy nie wdało się zakażenie. Colt nie umiał tego ocenić - A na razie chyba powinieneś się przespać. Ja też muszę spadać, najwyżej wpadłbym jutro z jakimś żarciem i ciuchami - powiedział, sprzątając prowizoryczny stolik i idąc do zlewu, żeby przemyć ręce z krwi.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-13, 10:46   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Edams pokiwał nieco niemrawo głową. Czuł się potwornie zmęczone i senny. jeżeli tak miała wyglądać jego wielka ucieczka z laboratorium, ku lepszemu życiu, to kiepsko to chyba zaplanował - wykrwawienie po paru godzinach i śmierć w jakimś garażu.
Musiał wytrzymać. Nie mógł się poddać, nie teraz, gdy w końcu udało mu się uciec.
Spojrzał jedynie na Coltona i opadł na kanapę, gdzie dosłownie w sekundzie zasnął, jakby ktoś mu odciął zasilanie. I spał tak do rana, nie mając szczęśliwie żadnych, niepokojących snów.
Obudził się dopiero ranem, dnia następnego. Kark miał cały sztywny, plecy obolałe, w zasadzie wszystko go bolało, ramię promieniowało bólem, ale żył. Jakkolwiek podle by się nie czuł, była to jego pierwsza noc na wolności i należało się z tego cieszyć. Jęknął cicho, siadając ostrożnie na kanapie. Być może to, ile musiał wytrzymać w laboratorium, sprawiło, że udało mu się przetrwać tą noc. A skoro przetrwał tą, to przetrwa następne.
Wstał powoli i sięgnął po butelkę wody, z której napił się łapczywie. Żołądek miał zaciśnięty z głodu, ale musiał poczekać na swojego wybawcę. Podszedł do drzwi i uchylił je ostrożnie. Zimne, poranne powietrze wdarło się do środka, wywołując gęsią skórkę i sprawiając, że Edams poczuł się bardziej żywy niż kiedykolwiek. Promienie słońca oślepiały go i aż krzyczały, by wyszedł na zewnątrz i poczuł ich więcej...
Nie.
Cofnął się i zamknął drzwi z powrotem. Nie mógł ryzykować. Był osłabiony, w zasadzie pozbawiony niepokrwawionych ubrań i byłoby wybitną głupotą zaprzepaścić szansę, którą otrzymał od losu. Pół dnia, dzień, dwa tutaj go nie zabiją a zwiększą szansę na przetrwanie.
Położył się więc z powrotem, wbijając spojrzenie w dach. I czekał.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-13, 19:24   
   Multikonta: Fay, Marg


Resztę sprzątania Colt załatwił po cichu, gdy chłopak zasnął. Trochę ogarnął garaż, chowając walające się po blatach rzeczy i nakrywając motor prześcieradłem, żeby wszystko chociaż sprawiało wrażenie względnej czystości. On mógł nocować w takich warunkach, nie przeszkadzało mu to, jednak zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy byli tacy, jak on.
Zanim wyszedł, rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie w kierunku Vincenta i podszedł do kanapy, na której spał, początkowo jedynie mając zamiar zabrać swoją kurtkę, jednak ostatecznie wziął koc, który był przewieszony o oparcie i rozłożył, przykrywając chłopaka. Potem pojechał do siebie.

* * *


Następnego dnia rano nadal czuł skutki poprzednich podróży portalem, a w dodatku kończyły mu się zapasy, które miałyby mu z tym faktem pomóc i... tak jakoś Vincent niestety zszedł na drugie miejsce zaraz po załatwieniu sobie dodatkowych kilku gram koki. No niestety, bez tego i tak byłby nie do życia, a tak mógł już przyjść do Edamsa, co prawda przed 13:00, ale już z bandażami, ciuchami, które Colt już nie nosił, a na oko powinny być dobre na gówniaka i toną śmieciowego żarcia w postaci bułek, frytek i innych cudów zapakowanych w trzy papierowe torby z Burger Kinga.
- Już jestem, jestem, miałem kilka rzeczy do załatwienia - rzucił na dzień dobry, otwierając metalowe drzwi garażu i wciakając się przez nie do środka. W sumie to myślał, że chłopak będzie jeszcze spał, ale ten już był na nogach i najwyraźniej trochę sobie poczekał. Ekhm... ups?
- Nie wiem, co lubisz, więc wziąłem to, co sam lubię - powiedział, wzruszając ramionami i kładąc torby z żarciem na skrzynce na narzędzia aka stoliku, torbę z ciuchami na podłodze obok kanapy, a medykamenty na siedzisku.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-13, 20:04   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Faktycznie Coltonowi trochę zeszło. Szczęśliwie, w międzyczasie Edams uciął sobie kolejną drzemkę i obudził się chwilę przed przyjściem wybawcy. Nie miał też w sumie pojęcia, która jest godzina - nie miałani zegarka, ani telefonu, ani niczego co by mogło mu pomóc w ustaleniu pory dnia. Cóż...przynajmniej odespał emocje dnia poprzedniego.
Kiedy VIncent poczuł zapach śmieciowego jedzenia, żołądek znów mu się zacisnął z głodu, Nie jadł takiego żarcia...chyba od czasu trafienia do laboratorium! Tam go żywiono zupełnie inaczej - miał osiągać jak najlepsze efekty, jako obiekt, więc frytki, hotdogi, pizza i inne tego typu nie wchodziły w grę. Siedem lat bez fastfoodów! Macie pojęcie, co to oznacza dla amerykańskiego nastolatka?!
Opatrywanie musiało poczekać. Nic tak nie smakowało jak żarcie utopione w tłuszczach trans.
I wiedzcie jedno- dawno nie jadł czegoś tak smacznego. Payne mógł odnieść wrażenie, że chłopak zaraz się rozpuści jak ten ser na cheesburgerze. Był w tym momencie jak Rafaello - jego zaangażowanie w posiłek wyrażało więcej niż tysiąc słów. Nie wyglądał,jakby go głodzono, ale z pewnością go nie rozpieszczano w AlterGen.
I nie, nie był zbyt rozmowny, ale to Payne już zdążył zauważyć.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-13, 21:26   
   Multikonta: Fay, Marg


- To smacznego... czy coś - mruknął tylko, gdy chłopak już zdążył dobrać się do jedzenia. I Colt mu nie żałował, bo kupił tego wszystkiego w chuj dużo, że i pewnie dla bezdomnego, który kręci się w pobliżu garaży coś się znajdzie. Ale no, na tą chwilę miał się najeść Vincent i po części też Payne. Niby po wciągnięciu ścieżki nie chciało mu się jeść, ale ostatecznie zmuszał się do wszamania porcji. W końcu nie był narkomanem, nie? Nie miał zamiaru wyglądać jak ci wszyscy, wychudzony, z zapadniętymi policzkami, wyłupiastymi oczami i zepsutymi zębami. Dlatego też diety i wyglądu pilnował.
Sięgnął do jednej z toreb i wyciągnął pierwszego lepszego burgera i trochę od niechcenia zaczął jeść.
- Więc... to Alter Genetics... właściwie to czym się zajmują? Sprzedają mutantów, tak? Wiesz komu? - spytał między jednym a drugim kęsem, zerkając na chłopaka. Był ciekawy tego i owego, żeby potem mieć jakieś informacje do przekazania Marcosowi i reszcie rebelii, którą z pewnością chłopak mógłby zainteresować.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-14, 10:31   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Był zbyt głodny na uprzejmości. Wiedział, że jedzenie takiej ilości na raz, przy pustym żołądku, może skończyć się bardzo nieprzyjemnie, ale w tej chwili po prostu się opychał. Jadł w milczeniu, póki Colton nie zadał pytania.
Poczuł powiew niepokoju. Musiał jednak zdusić w sobie nadmierną podejrzliwość. W końcu nie dość, że Payne mu uratował tyłek, to teraz go przenocował i karmił. Nie, żeby był najbardziej wdzięczną osobą na świecie...ale chciał choć trochę zrekompensować mu ryzyko jakiego się podjął, ukrywając poszukiwanego obiektu badawczego.
- Um... - oblizał palce i na chwilę zamilkł, jakby zastanawiał się nad każdym słowem, które wypowie -Prowadzą eksperymenty na mutantach. Ci którzy się nadają do walki, lub mogą być w niej przydatni są przeznaczeni do przyszłej sprzedaży organizacjom wojskowym, nie wiem jakim konkretnie. Nie wtajemniczali nas - co było raczej oczywiste. Byli tylko szczurkami laboratoryjnymi. -Tak finansują badania. Ci co się nie nadają do sprzedania, zwykle zdychają po jakimś czasie. Każdego w końcu zamęczą na śmierć - mówił o tym tak bezbarwnym głosem, jakby wymieniał listę produktów do kupienia w supermarkecie.
- Wiem tyle, że z DOGS mają na pieńku. Gdzieś 4 lata temu weszli do AlterGen, ale udało się nas ukryć, a wydać im najbardziej wyeksploatowane i bezużyteczne Obiekty...więc na pewno się im nie pochwalą o mojej ucieczce. Wiedzą, że by mnie już nie odzyskali. - wziął frytkę do ust
Wykonał ruch ręką, jakby chciał sięgnąć po Colę (która nadal była w torbie), ale w porę sobie przypomniał, że nie powinien jej teraz nadwyrężać. Ostatecznie...nie czuł takiego bólu, który by go obezwładniał. Odetchnął głęboko i po chwili kubek przyfrunął posłusznie tuż obok niego.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-14, 11:35   
   Multikonta: Fay, Marg


Dał się Vincentowi trochę najeść, żeby nie było. Ale ostatecznie też przybrał taktykę, że może jeśli zada pytania podczas posiłku, chłopak odpowie na nie tylko po to, żeby mieć to z głowy i móc jeść dalej. Takie myślenie chyba miało przyszłość, nie?
Organizacja z opowieści chłopaka brzmiała dla niego jak coś pomiędzy Genetically Clean, a DOGS. Niby prywatne, ale jednak wykorzystujące mutantów na najróżniejsze sposoby. Cóż, domyślał się, że na nich dwóch świat się nie kończy, jednak niepokojące było, że coś takiego znajdowało się na ich podwórku.
- Rozumiem, że ty byłeś tym nadającym się do walki? Przeznaczonym na sprzedaż? - uniósł brwi, bo coś takiego mówiła wczoraj kobieta ścigająca Vincenta, ale ostatecznie wolał się upewnić, niż domyślać - Jak uciekłeś? Na pewno wiesz, gdzie oni się znajdują, hmm? - spytał, dokładając burgera i nachylając się trochę do przodu na plastikowym krześle, na którym siedział, opierając łokcie na kolanach - Wiem, że to sporo pytań, ale... tak się składa, że im więcej mi powiesz, tym lepiej będę mógł tobie pomóc - zaczął bo widział, że chłopak nie jest szczególnie chętny do współpracy i idzie mu to dosyć opornie - Jest pewna... organizacja? Grupa osób, mutantów, którzy chcą coś zrobić w sprawach podobnych do twojej. I nie mówię tu o pożal się Boże Bractwie, tylko o czymś o wiele lepszym, bardziej nastawionym na skuteczne działanie. Moglibyśmy zapewnić ci bezpieczeństwo, ale muszę wiedzieć więcej - zakończył, opierając się na krześle. Właściwie to nie wiedział jeszcze na czym Rebelia będzie się skupiać i czy rzeczywiście może pomóc Vincentowi, ale... no cóż, dotrzymywanie obietnic nigdy nie było jego mocną stroną. To znaczy... nie kłamał, żeby nie było. Po prostu nie był pewny przedstawianej przez siebie prawdy.
No i znowu był świadkiem użycia przez gówniaka mocy, po raz kolejny nie ukrywając zaciekawienia.
- Skoro to nie telekineza, to co? Jak właściwie to działa? - spytał, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-14, 12:25   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Póki co, Coltonowi całkiem nieźle szło urabianie gówniaka. Wyspany, nakarmiony i nie wykrwawiający się na śmierć, wydawał się nieco bardziej skory do współpracy. Nieco, bo wciąż odpowiadał z pewnym oporem.
Pokiwał głową.
- Miałem trafić do kupca na dniach. - zjadł kolejną frytkę. - Wiem. - kiwnął znów głową - Dokładnego adresu nie znam, ale na mapie bym go znalazł. Przygotowywałem się od dłuższego czasu do ucieczki, usypiałem ich czujność, czekałem tylko na dobry moment. - pociągnął napoju przez słomkę. - Był mały pożar w podziemiach, skorzystałem z zamieszania, uczepiłem się podwozia pick-upa dostawczego. No, ale dość szybko zauważyli, że zniknąłem - tak czy siak, wystarczyło. Był wolny, póki co.
Na jego kolejne słowa znów zamilkł, obserwując go uważnie. Przez te siedem lat, otrzymywał jedynie strzępki informacji, wyrwane z rozmów przechodzących laborantów. Wiedział o Bractwie tyle, że istnieje i jest prześladowane. Wiedział, że było DOGS i GC i nienawidził ich już z całego serca. I tyle.
- AlterGen też zapewniało, że "wyleczą mnie" dla mojego własnego bezpieczeństwa. - powiedział nieco ponuro. - Skuteczne działanie? Czyli ? - zapytał, nie odnosząc się specjalnie do reszty wypowiedzi. Tylko to go interesowało. Pragnął zemsty, ale pragnął też całym sercem wolności. Chciał móc wyjść na ulicę, bez obawy, że zaraz go wsadzą w kaftan.
Obserwował Coltona przez dłuższą chwilę, p o czym mężczyzna mógł poczuć na klatce piersiowej...dotyk. Jakby dłoń, ale znacznie większa, jakby należała do kogoś gabarytów Pudzianowskiego. Za chwilę poczuł obok drugą.
- Zwizualizuj sobie to...jako dodatkową parę rąk...o znacznie większym zasięgu. Ty ich nie widzisz, ja je tak. - Payne poczuł, że dłonie się wycofały a Edams wyraźnie coś śledził wzrokiem. - W laboratorium nazwano tą moc "wektorami". Mogę dzięki nim się wspinać, wykonywać długie skoki...czasem mogą mnie obronić a mogę też nimi atakować...albo zabić. - koc , który nieznacznie zsunął się z jego poznaczonych bliznami ramion, sam "magicznie" wrócił na swoje miejsce. - Kiedy się wścieknę, nie panuję nad sobą...ani nad tym co robię. - podsumował na koniec, by zaznaczyć, że nie jest to obarczone ryzykiem, dla samego Payne'a. Nie był pewien, czy podczas ataku szału, rozróżni wroga od przyjaciela. Wrogów miał wielu, przyjaciół żadnych.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-10-04, 18:41   
   Multikonta: Fay, Marg


- To już coś. Mapa, opis tego miejsca... serio nie potrzeba mi wiele, żeby to sprawdzić - powiedział, kiwając lekko głową. Miał zamiar wyciągnąć od Vincenta jak najwięcej, potem znaleźć te laboratoria i przekazać wszystko Delgado, żeby w imię Rebelii mogli zrobić z tym porządek. Czy coś. Coltonowi to w sumie obojętne, grunt, że z akcji mógł czerpać profity.
Na kolejne słowa chłopaka, Payne z początku jedynie się zaśmiał. Tak, tak, podobne hasła miało większość tego typu organizacji, ta nie była oryginalna. Szkoda tylko, że żadnej nie udało się spełnić obietnic i kogokolwiek w cudowny sposób uleczyć.
- Sorry, ja tylko tworzę portale, niestety nie potrafię cofnąć mutacji - rzucił, chociaż po tonie jego głosu nie było słychać żalu z tego powodu. Bardziej kpił z nieufności chłopaka po tym wszystkim, co Colt dla niego zrobił.
- Każde działanie. Wszystko, co uderzy w tych, którzy ograniczają nasze prawa - powiedział pewnie, kiwając głową, jednocześnie sięgając po jedno z opakowań z frytkami.
I wszystko byłoby fajnie, gdyby nagle nie poczuł czegoś dziwnego z przodu, na klatce piersiowej. Cholernie dziwne uczucie biorąc pod uwagę to, że przecież niczego tam nie widział. Mimo, że domyślał się, że to sprawka Edamsa, i tak chciał się od tego odsunąć, odpędzić... Ulżyło mu, gdy chłopak zabrał łapska, dając spokój jego przestrzeni osobistej.
- Ciekawe, nie powiem - mruknął chociaż... Jakoś tak juz nie mógł spojrzeć na chłopaka w ten sam sposob, co wcześniej, bez wyobrażania sobie długich, dodatkowych rąk wyrastających z jego pleców. Cóż... mutacji nie przewidzisz.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-10-04, 20:48   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Pokiwał głową. Jeżeli mógł się przyczynić do zniszczenia tego przedsionka (albo trzeciego kręgu) piekła, to zrobi wszystko. Choćby po to, by inni nie przeżyli tego co on. A przede wszystkim dla zemsty. Pałał jej chęcią od wielu lat i nie uważał, by ta lepiej smakowała na zimno. Wciąż podsycana, szukała ujścia.
Tak samo wizja działania w organizacji, która uderza w uciskających takich jak on, wydawała się kusząca. Nie było lepszego rozwiązania niż ukaranie tych, którzy przez lata, traktowali ich jak zwierzęta. Pierwszy raz od dawna czuł się tak bardzo żywy i gotowy do kontrataku.
Do tej pory, miał tylko jeden cel - uciec. Teraz przyszedł czas na słodką zemstę. Świat wolny dla mutantów.
- To co mam zrobić? - zapytał odstawiając puste opakowanie po frytkach.
Wlepił spojrzenie w Coltona, jakby oczekiwał, że ten teraz, zaraz, zabierze go do siedziby tych, z którymi się trzymał.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-10-06, 08:54   
   Multikonta: Fay, Marg


Trochę zaskoczzyło go pytanie Vincenta, ale z drugiej strony czy powinien się dziwić, skoro chłopak przez lata był trzymany i wykorzystany w tamtejszych laboratoriach? To oczywiste, że chciał się odegrać, zakończyć sprawę raz na zawsze chociażby tylko po to, żeby przez resztę życia nie musieć oglądać się za siebie. ale no niestety, chwilowo było to niemożliwe. Nie wystarczyło wstać, pójść tam i zrobić rozpierdol. Jakiś czas temu próbowano tego z dogs i jak to się skończyło?
- Jak to co? Siedzieć na tyłku i nie wystawiać nosa poza garaż. Już zapomniales, że wczoraj zrobiłeś kulkę? - spytał, unosząc lekko brwi ku górze. Ha, a mówią, że to on działał nierozwaznie, a tu proszę.
- Zobaczę, co da się zrobić w twojej sprawie, a tymczasem... muszę się zbierać - dodał jeszcze tylko, odkładając frytki i podnosząc się z miejsca. Miał jeszcze kilka rzeczy do załatwienia na dzisiaj, więc też nie mógł siedzieć jakoś szczególnie długo - Zajrzę wieczorem. Może uda mi się znaleźć dla ciebie jakąś lepszą miejscówkę - dodał jeszcze tylko i odszedł kilka kroków w kierunku drzwi, myślami będąc już w innym miejscu. A potem jakby nigdy nic podłoga pod nim się otworzyła i chłopak wskoczył do powstałego tam, okrągłego portalu.

//zt
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,73 sekundy. Zapytań do SQL: 8