Poprzedni temat «» Następny temat
Mary Pond
Autor Wiadomość
Mary Pond
Administrator



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-12-12, 19:51   Mary Pond
   Multikonta: Michael Shugart, Jane Hills, Heaven Reed
  

   2 lata Giftedów!


Nieduża kawalerka. Wydzielić można kuchnio-salon gdzie część kuchenna jest oddzielona od części salonowej stołem oraz nagłą zmianą kafelków na udającą drewno wykładzinę, nieduży pokoik, w którym ledwo wchodzi łóżko, szafka nocna i półki na ubrania oraz łazienkę z kabiną prysznicową wychodzącą niemal wprost na małą pralkę. której z kolei nie da się otworzyć na oścież, bo sedes jest za blisko. Dobrze, że drzwi się otwierają na zewnątrz, bo w przeciwnym razie obijałyby szafeczkę zawieszoną nad umywalką. Gdy Mary je wynajmowała było to jedyne wolne. W przeciwnym razie wzięłaby jeszcze mniejsze- bez dodatkowego pokoju, ale za to z nieco większą łazienką. I tak sypiała w kuchnio-salonie, co widać po zazwyczaj rozłożonej kanapie.
Właścicielka generalnie utrzymuje to miejsce w czystości. Nie ma grubej warstwy kurzu czy plam brudu i jest regularnie wietrzone, ale za to zdarza się, że kanapa nie jest pościelona albo suszarka czeka kilka dni na zdjęcie z niej suchych ubrań. Okazjonalnie można zobaczyć na jednej ze ścian albo na podłodze symbol mandali, ale dziewczyna stara się sprzątać te ślady używania mocy.
[Profil]
    [B+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
14

height / weight:
171/70

Wysłany: 2021-02-10, 23:39   
   Multikonta: Varcer, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// 21 czerwca, 2019 roku. Kontynuacja wątku z tematu Bar.

Czekanie na zakończenie Mary pracy zdawało się trwać wieczność, jednakże Simon dobrze wiedział, na co się pisał. To był jego pomysł, aby na nią zaczekać przed barem i przez cały ten czas ani przez chwilę tego nie żałował. Wcale nie wyglądał na zniecierpliwionego i łatwo znajdował sobie zajęcia, dzięki którym mógł zająć swoje myśli. Chodził po okolicy, obejrzał kilka sklepów i kupił sobie nawet kanapkę, aby nie czekać z pustym żołądkiem.
To właśnie po zakupie tejże kanapki, Simon usiadł na przydrożnej ławce nieopodal baru, skąd miał doskonały widok na osoby wchodzące i wychodzące z budynku, w którym pracowała Mary. Do tej pory nastolatek nie bardzo rozumiał, czego dokładnie miała tyczyć się ich rozmowa. Pomimo iż wiedział, że raczej będzie należała ona do przyjemnych - chciał jej wysłuchać. Nie próbował się od tego w jakikolwiek sposób wymigać. Może nie miał na tyle odwagi, a może po prostu wyczuł świetną okazję na spędzenie więcej czasu ze swoją idolką. Dla młodego to pewnie wciąż była jakaś atrakcja, nawet jeśli spotykał ją w cywilu.
Częstując się powoli kanapką, nastolatek zauważył, że zaczął przyciągać uwagę. Jednakże nie ludzi, a miejskich gołębi, które liczyły na drobny poczęstunek. Zaczęły się gromadzić przed ławką nastolatka i dobroduszna natura chłopaka nie pozwalała mu patrzeć na głodne ptaki obojętnie, nawet jeśli miały one miano "miejskich szczurów". Zaczął więc rzucać im kawałki kanapki, które nadawały się dla nich do jedzenia, a te ochoczo zjadały wszystko do ostatniego okruszka.
Po pewnym czasie nagromadził się wokół Simona niemały głodny tłum i właśnie taki widok zastała Mary, kiedy udało się jej odnaleźć wzrokiem chłopaka. Blondyn natychmiast zauważył obecność rudowłosej przy drzwiach baru i czym prędzej popędził w kierunku mutantki z zacieszem na twarzy. Gołębie natomiast wzbiły się w powietrze, gdy tylko chłopak podniósł się z ławki, dzięki czemu nie musiały konfrontować się z szarżującym nastolatkiem.
- Mary, Mary, Mary!
Krzyczał w biegu aż zatrzymał się przed nią. W pośpiechu pogrzebał w kieszeniach bluzy i uniósł obie ręce, w których znajdowały się ptasie pióra. Klasyczne szare, brązowe, białe... pewnie Simon je zbierał z ziemi, gdy tylko jakieś zobaczył. Raczej ich ptakom nie wyrywał.
- Patrz jakie fajne. Chcesz jakieś? Myślisz, że gdybym uzbierał ich wystarczającą ilość to mógłbym stworzyć z nich skrzydła? A może zachować parę na jakiś naszyjnik? Naszyjniki są fajne. Jak sądzisz? Lepsze białe czy brązowe? Myślę, że takie pióra świetnie oddawałyby...
Zamarł, gdy sobie o czymś przypomniał. Odwrócił głowę za siebie i zobaczył jeden ze swoich największych koszmarów, o którego istnieniu dowiedział się dopiero teraz. Zostawił na ławce resztki kanapki, a gołębie, które jeszcze chwilę wcześniej uciekły czym prędzej skorzystały z okazji i zaatakowały niepilnowane jedzenie. Simon na własnych oczach został zdradzony przez nowo zdobytych przyjaciół.
- M-moja kanapka..!
Jęknął żałośnie, patrząc jak gołębie rozszarpują kanapkę niczym wygłodniałe sępy. Pewnie i tak resztki tej kanapki skończyłyby w brzuchu ptaków zamiast blondyna, ale mogły chociaż poczekać. Kto by pomyślał, że zaufanie i ciapowatość Simona jako pierwsze wykorzystają zwierzęta, a nie Rząd.
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond
Administrator



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2021-02-11, 22:39   
   Multikonta: Michael Shugart, Jane Hills, Heaven Reed
  

   2 lata Giftedów!


Mary po krótkiej rozmowie z Nicholasem wyszła z baru. Zastanawiała się czy Blondie faktycznie jej w tej kwestii zaufa i odpuści sobie śledzenie chłopaka czy jednak go sprawdzi. Nie wiedziała ku czemu by się raczej skłaniała. Dla spokoju ducha postanowiła mu zaufać. Krzywdy Simonowi nie zrobi na pewno.
Gdy tylko wyszła na zewnątrz zobaczyła jak młody blondyn zrywa się ze swojej ławeczki, przy której karmił gołębie i biegnie w jej stronę. Od razu na powitanie pokazał jej pióra zadając przy tym szereg pytań, z których przynajmniej jedno miało oczywistą odpowiedź. Na razie jednak zwróciła uwagę na coś innego.
-Masz je od tamtych gołębi? Jesteś pewien, że nie przenoszą żadnych chorób? Dzikie zwierzęta czasem mają.- wspomniała wskazując na latające szczury, które Simon przed chwilą karmił -Wyparzymy je u mnie, ok?
Sama zbierała kiedyś różne skarby i była uczona żeby zawsze dopilnować, by przy okazji nie sprowadzić do domu jakiegoś choróbska, armii moli czy innych meszek. Większość rzeczy po prostu odkażała spirytusem lub wyparzała we wrzątku bądź parą wodną. Już miała kontynuować co sądzi o pomyśle zbudowania skrzydeł gdy blondyn przypomniał sobie o swojej kanapce. Ta została skradzione przez gołębie. Westchnęła widząc jak chłopak się zmartwił.
-Jeśli jesteś głodny to niedaleko mojego mieszkania jest pizzeria. Możemy zamówić jakąś na wynos.- zaproponowała kierując już się powoli w odpowiednim kierunku. Zostawiła tu decyzję chłopakowi, bo sama co prawda była głodna, ale miała też coś w domu. Po prostu nie było to nic na tyle reprezentatywnego, że dałaby to gościom. Na razie nie zaczynała tematu poważnej rozmowy. Wolała z tym zaczekać aż będą u niej, w spokojnej przestrzeni. I przede wszystkim zamkniętej, dzięki czemu Simon w razie czego nie ucieknie. Mary wątpiła żeby chciał więc bardziej chodziło jej o dyskrecję.
-Wracając do skrzydeł to raczej kiepski pomysł. Już pomijając, że potrzebowałbyś dużo piór, takie skrzydła byłyby za duże, niepraktyczne i bardzo ciężkie. Już raczej powinieneś podglądać szybujące wiewiórki.- podpowiedziała -Ale i tak nie próbuj tworzyć czegoś takiego samemu, dobrze?
Ostatnio zmieniony przez Mary Pond 2021-02-14, 02:25, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
    [B+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
14

height / weight:
171/70

Wysłany: 2021-02-13, 19:56   
   Multikonta: Varcer, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


Simon nie miał żadnych oporów przed podzieleniem się z Mary swoim znaleziskiem, jakim były zwyczajne ptasie pióra. Chłopak jednak pokazał je z takim entuzjazmem, jakby były one jakimś zaginionym pirackim skarbem i skrywały w sobie magiczną moc. Liczył, że Mary przyjmie ten skromny podarunek, lecz mutantka powstrzymała się, a jej pytania nieco zbiły chłopaka z tropu. Choroby? Że ot tak z piór? Chciał jej przecież zrobić tylko niespodziankę.
- Jak to wyparzymy..? Pióra są dość delikatne. Jesteś pewna, że się nie zniszczą..?
Zapytał niepewnie, widocznie pierwszy raz słysząc o takiej procedurze. Zbliżył pióra do swej piersi, jakby bronił własne dzieci. Trochę się zmartwił o ich przyszły los.
- T-to nie tak, że twierdzę, że nie masz racji! Po prostu... To dość nietypowe. Nie słyszałem o tym...
Tłumaczył się, pochylając pokornie głowę i spoglądając na pióra trzymane w dłoniach. Mary mogła dostrzec jak bardzo nastolatek ją idealizował i niemal skarcił się za to, że miał czelność zwątpić w jej wiedzę i myśleć samodzielnie. To, co Mary powiedziała, dało mu jednak do myślenia i od tego momentu nastolatek postara się nie dotykać dłońmi swojej twarzy, ani tym bardziej miziać się po niej znalezionymi piórami jak to miewał w zwyczaju.
Mimo to chciał te chorobotwórcze, radioaktywne pióra jakoś wykorzystać i już zdążył zaproponować od siebie kilka rozwiązań, gdy nagle przypomniał sobie o kanapce. Mógł pobiec i ją ratować jak na prawdziwego bohatera przystało, ale obdziobana kanapka z ziemi jakoś tak mniej zachęcała do konsumowania jej. Poza tym nie potrafił się gniewać na te ptaki, więc nawet ich nie przegonił ani nie przeklął z dystansu. Ot dał im za wygraną... W końcu to były tylko zwierzęta.
Myślał już, że aby zaspokoić swój głód, będzie musiał kupić drugą kanapkę ze swoich kieszonkowych, gdy nagle Mary wyszła z dość niespodziewaną propozycją. Simon uśmiechnął się szeroko i aż podskoczył w miejscu, unosząc ręce w górze.
- Wohoo, pizza! Ty tak poważnie?! Ale nikomu nie powiesz, tak? Mama by mnie zabiła jakby się dowiedziała.
Jego oczy wręcz zaiskrzyły i cieszył się jak małe dziecko. Wypad na pizzę z Mandala Girl? To musiał być sen. Sądząc po tym ogromnym entuzjazmie, blondyn chyba już nawet zapomniał, po co właściwie mieli się spotkać i traktował to jako wspólną wycieczkę, zabawę. Jakby już wcześniej nie był wystarczającą przylepą. Już czekał aż Mary zacznie ich prowadzić w odpowiednim kierunku, kiedy to nawinął się jeszcze temat skrzydeł, o których wcześniej wspomniał Simon. Mary już dobrze znała chłopaka i przewidziała jego zamiary, bo aż było widać jak go na moment zgasiła, gdy odradziła mu realizację tego typu projektów na własną rękę. Ewidentnie zamierzał to zrobić, o ile już nie robił. Skinął głową w zgodzie.
- Okej, nie będę. Ale latające wiewiórki są dość nudne. I wyglądają głupio z tymi fałdami pod pachami nawet jeśli są one praktyczne...
Marudził pod nosem w odpowiedzi, ale zaraz entuzjazm do niego powrócił i uśmiechnął się na samą myśl o swoich pomysłach, które bezustannie powstawały w jego głowie.
- Nie muszę mieć skrzydeł, które wzbiją mnie w powietrze. Potrzebuję tylko czegoś, co usprawni moje manewry. Z całą resztą sobie poradzę.
Powiedział dumnie z uniesionym podbródkiem. W tym momencie stąpali po dość cienkim lodzie, poruszając tego typu tematy w miejscu publicznym. Niby jeszcze nic nie zostało powiedziane wprost, jednak kto wie, kiedy mogliby się zagalopować - w szczególności Simon, sądząc po tym, co niedawno zrobił w barze.
- Obecnie jestem jak taki Szczerbatek. No wiesz, ten z "Jak wytresować smoka" - na pewno oglądałaś. Taki czarny smok bez fragmentu ogona, który bez drobnej pomocy nie potrafił latać. Ale jeszcze zobaczą na co mnie stać jak tylko znajdziemy rozwiązanie tego problemu. Będziemy wtedy partnerami, będę Cię chronić podczas większych akcji i będzie z powietrza takie "łup"! "Puff"! "Hszu"!
Zaczął chodzić wokół Mary i wymachiwać pięściami w niewidzialnych przeciwników. Nawet nie zdążył się rozkręcić, bo już drugi półobrót skończył się tym, że chłopak grzmotnął nogą w pobliski znak drogowy, a metaliczny brzęk rozbrzmiał po okolicy. Simon złapał się za nogę, stojąc na drugiej niczym bocian i syknął z bólu.
- To było zaplanowane.
Powiedział łamiącym się głosem, robiąc śmiertelnie poważną, męską minę i nie dając po sobie poznać, że to nawet zabolało. Nie było to nic groźnego, Simon co najwyżej dorobił się przyszłego siniaka pod kolanem. Po krótkiej chwili stanął na drugiej nodze i mógł normalnie chodzić. Można powiedzieć, że młody dostał takiego kontrolnego kopniaka od życia, który mu się w sumie należał, ponieważ nieco za bardzo poniosła go fantazja. Powinien pierw poważnie zastanowić się nad szkoleniem z samoobrony pod okiem Sebastiana. Może wtedy żaden znak drogowy nie ośmieli się go zaatakować.
  
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond
Administrator



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2021-02-14, 03:37   
   Multikonta: Michael Shugart, Jane Hills, Heaven Reed
  

   2 lata Giftedów!


-Gdybyśmy wyparzyli je we wrzątku to możliwe, że tak, ale my to zrobimy inaczej, nad parą wodną.- uspokoiła chłopaka -Tata mi kiedyś pokazał. Jak byłam mała, znalazł martwego myszołowa. Oskubał i przyniósł pióra do domu. Zrobiłam z nich chyba pióropusz na jakiś bal przebierańców albo projekt na kółko artystyczne…
Fakt, że nie była pewna co z nimi zrobiła sugerował, że było to bardzo dawno. Miała dosłownie kilka lat. Z pięć? Może trochę więcej. W każdym razie pamiętała, że taka sytuacja miała miejsce. Nie wiedziała, że jest to technika dość często stosowana przez amatorów łucznictwa tradycyjnego. Ostrożne umycie piór w wodzie z mydłem, potem “rozczesanie” żeby ponownie połączyć promienie, a na końcu wyparzenie parą wodną. Jednak ta wiedza nie była jej potrzebna żeby zastosować tą metodę. Na pewno wolała nie zostawiać chłopaka z takimi piórami gdzie kij wie czy ptaki faktycznie nie były na coś chore albo nie miały pasożytów. W sumie ta metoda, o której mówiła bardziej pomagała na to drugie. Jaja moli w szczególności. Tym niemniej na pewno nie zaszkodzi. Nadprogramowa skrucha Simona nie umknęła uwadze Mary. Nie była pewna jak na to zareagować.
-Słuchaj, to niemożliwe, żeby ktokolwiek wiedział wszystko. Nie słyszałeś, bo widocznie nigdy o tym nie słyszałeś.
Miała nadzieję, że takie wytłumaczenie wystarczy, ale coś czuła, że potrzeba więcej niż dwa zdania aby całkowicie pozbawić chłopaka tego dziwnego ubóstwiania jej. To jej schlebiało, ale na dłuższą metę czuła się z tym dziwnie. Temat na szczęście szybko zszedł na jedzenie. Blondyn ucieszył się z pizzy jakby nie mogąc uwierzyć.
-No jasne. Raz na jakiś czas nie zaszkodzi, a nie mam akurat w lodówce nic takiego żeby dać gościom. Pizza wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Jakie smaki lubisz? Od razu zamówię. Jak dotrzemy powinny akurat być.
Mary oczywiście nie zamierzała nikomu donosić, że Simon zjadł u niej pizzę choć nie do końca rozumiała dlaczego matka miałaby zaraz młodego za to zabić. Przecież nic mu się od jednej pizzy nie stanie. Byłaby w stanie to pojąć gdyby chłopak miał problemy z nadwagą, ale zdecydowanie ich nie ma. Normalny, zdrowy dzieciak. Już bardziej by zrozumiała niepokój wywołany chęcią zrobienia sobie skrzydeł żeby móc latać jak tamte gołębie, u których wymienił kanapkę na pióra. Pomysł z błonami jak u latającej wiewiórki wydały mu się nudne. Nie da się ukryć, że wyglądały mniej pięknie niż ptasie skrzydła jak u jakiegoś anioła, ale musiał istnieć powód, dla którego niektórzy miłośnicy sportów ekstremalnych skaczą z samolotów czy wysokich wzniesień z takimi właśnie błonami, a nie z długimi sztywnymi konstrukcjami przypiętymi do ramion. Na upartego są jeszcze paralotnie, ale one chyba też nie do końca się wpisywały w pomysł Simona.
-Na pewno byłyby wygodniejsze w obsłudze. Byłbyś zwinniejszy.
Może i pragmatyczna odpowiedź, ale nie da się ukryć, że skrzydła raczej w tym przypadku nie spełniałyby swojej funkcji, a już na pewno nie w takiej formie, w jakiej wyobraził je sobie Simon. Ruda była gotowa zaryzykować stwierdzenie, że wręcz przeciwnie. Nawiązanie do “Jak wytresować smoka” rozbawiło Mary, ale nie zmieniło jej zdania. Tym bardziej, że zakończyło się boleśnie wyglądającym kopnięciem w znak. Simon próbował zrobić dobrą minę do złej gry, ale widać było i słychać, że go zabolało.
-Oczywiście.
Uśmiechnęła się, ale ze śmiechem zaczekała aż było pewne, że Simon nie ma problemów z chodzeniem. Na szczęście oprócz siniaka raczej nic mu nie groziło więc mogli iść dalej bez dzwonienia na jakieś pogotowie.
-No, a skoro jesteśmy już przy “Jak wytresować smoka” to widziałeś drugą część?
Było możliwe, że nie, bo premiera filmu przypadła akurat na 2014 rok kiedy to Ameryka miała ważniejsze sprawy na głowie, ale z tego co kojarzyła ludzie później nadrabiali tą zaległość więc może Simon też.
-Tam Czkawka używał takiego mechanizmu, który mógłby Cię zainteresować. Jak na moje wyglądał całkiem dobrze.
Dodała. Jeśli Simon nie widział to może obejrzą kiedyś razem. Ruda nie miała nic przeciwko. To był również naprawdę dobry film choć nieco mniej przyjemny od części pierwszej.
Na miejsce dotarli bardzo szybko. Mary nie miała daleko do swojego miejsca pracy. Nawet spacerkiem wychodziło poniżej 20 minut. Po drodze dziewczyna zadzwoniła żeby zamówić im pizzę z odbiorem. W ten sposób nie będą czekać na miejscu. Jedzenie odebrali w knajpce, która chyba była przygotowana głównie pod dowóz, bo kuchnia zajmowała więcej miejsca niż jadalnia. Tym niemniej pachniało naprawdę przyjemnie. Mary zapłaciła i odebrała dwa pudełka ze średnimi pizzami oraz sosy pomidorowe- łagodny i ostry. Z tak gotowym zestawem przeszli na drugą stronę ulicy i po kilku metrach dotarli do wejścia na klatkę schodową, w które skręciła Ruda. W bramie stało dwóch ulicznych filozofów w dresach, ale nie zaatakowali ich. Byli zajęci każdy swoim piwkiem oraz rozmową, zapewne o wielkich tajemnicach wszechświata. Mary otworzyła wejście krótkim kodem i poprowadziła Simona po schodach na drugie piętro. Budynek miał windę, ale na drugie już szybciej dotrą pieszo niż jakby mieli czekać. Tam Mary otworzyła drzwi do swojego malutkiego królestwa. W sumie to nie licząc rozłożonej kanapy i naczyń na suszarce obok zlewu to panował względny porządek.
-No to zapraszam. Wstawić wodę na jakąś herbatę?- zaproponowała przepuszczając chłopaka żeby zamknąć za nim drzwi.
Jedzenie postawiła na stole i sięgnęła talerze z suszarki na naczynia. Zerkała na reakcję Simona niby to niezainteresowana jak wygląda chłopak, któremu właśnie psuto idealny obraz jego ulubionego bohatera. Miała nadzieję, że nie przestraszy się za bardzo.
[Profil]
    [B+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
14

height / weight:
171/70

Wysłany: 2021-02-17, 14:17   
   Multikonta: Varcer, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


Chłopak zrobił tak wielkie oczy, jakby właśnie poznał jedną z największych tajemnic świata, gdy Mary w skrócie wyjaśniła na czym polegało wyparzanie piór i jako ciekawostkę wspomniała o myszołowie. Znalezienie piór drapieżnego ptaka to by dopiero było coś! Ale takich to pewnie nie odnajdzie się ot tak na ulicy przy ławce i trzeba byłoby się dużo bardziej postarać.
Potraktowanie piór parą wodną brzmiało już mniej brutalnie niż wrzucenie ich do czajnika, więc tutaj młody już się uspokoił. Skoro Mary powiedziała, że to nim nie zaszkodzi to musiała to być prawda. Za to wzmianka mutantki o tym, że nie istnieje człowiek, który wiedziałby wszystko o wszystkim, chłopak tradycyjnie wpuścił jednym uchem, a wypuścił drugim. Było to wręcz widać po jego wiecznie zachwyconej mordzie, kiedy spoglądał na dziewczynę. Według niego księga nieograniczonego źródła wiedzy stała tuż przed nim.
- Uuuu...
Wyraził podziw jej doświadczeniu, nadal patrząc na Mary co najmniej jak na jakieś bóstwo. Szkoda, że wbrew pozorom Simon nie potrafił uwierzyć we wszystko, co mówiła rudowłosa, ponieważ jakakolwiek samokrytyka w jej wykonaniu od razu spotykała się z oburzeniem chłopaka. Wtedy od razu stawał w jej obronie. Aż strach pomyśleć jakby reagował na anty-fanów Mandala Girl.
Simon zgodził się na pizzę bez zastanowienia. Mary słusznie mogły zaskoczyć słowa blondyna, ale taka była prawda - jego matka nie pozwalała mu na jedzenie takich rzeczy, mimo że chłopak był zdrowy i nie miał problemów z nadwagą. Zanim jednak nastolatek podzielił się sekretem, jaki smak pizzy lubił, coś innego rzuciło mu się w uszy. Mary nie miała nic w lodówce dla gości? To tak się da?
- Jak to nie masz? Jesteś wegetarianką?
Zapytał zupełnie poważnie, niewinnie, nawet nie uświadamiając sobie, że zabrzmiało to tak, jakby jedzenie dla wegetarian było niezdatne do spożycia przez rasę ludzką. Nim jednak otrzymał jakąkolwiek odpowiedź, jego rozgadana natura od razu zmusiła go do udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie.
- W sumie... sam nie do końca wiem jaką pizzę lubię. Nie miałem zbyt wielu okazji, aby z nimi eksperymentować.
Wymamrotał zamyślony. Żadne konkretne smaki na ten moment nie przychodziły mu do głowy, ale można było się domyślić, że nie było to nic ekskluzywnego. Postukał się palcem po podbródku i zaraz uśmiechnął się szeroko do Mary.
- Już wiem! Chcę taką samą co Ty!
Zaśmiał się, zamierzając brać w ciemno, cokolwiek by to nie było.
Matka Simona nie miała pojęcia, że ten planował tworzenie amatorskich konstrukcji, które umożliwiłyby lepsze zastosowanie jego mocy. Nastolatek miał pełno pomysłów, jednak wciąż nie zaczął realizacji jakiegokolwiek z nich, zapewne dzięki jeszcze żył. Starał się połączyć praktykę z estetyką, lecz nie można było mieć wszystkiego i skrzydła, jakie sobie wymarzył, byłyby wyjątkowo problematyczne.
Jego popisy tym razem zakończyły się jedynie na grzmotnięciu nogą w znak, a nie jak ostatnim razem wylądowaniem na drzewie w parku. Chwilę zabolało, ale potem chłopak mógł bez problemu kontynuować wędrówkę wraz z Mary. Gdy już przeszli kawałek w chwilowej ciszy, padło pytanie o drugą część filmu "Jak wytresować smoka". Czy ją widział..?
- A kto nie widział?!
Rzucił zachwycony, kiedy okazało się, że Mandala Girl była w temacie i wiedziała, o jakim fikcyjnym stworzeniu wcześniej wspominał Simon.
- Racja, wyglądał ekstra... Może powinno się zainspirować jeszcze dalej i przy okazji pomyśleć o jakiejś lekkiej zbroi? W sensie... ochronie? Bo upadki są jednak dość bolesne, nieważne gdzie się upadnie... Nie wiem jak temu zaradzić.
Mruknął, pocierając swoje lewe ramię. Nie miał zbyt wielu okazji do lotów, jednak jeszcze nigdy nie udało mu się bezpiecznie wylądować na swoich nogach. Za każdym razem kończyło się to upadkiem. Mniej lub bardziej kontrolowanym.
Droga do celu zajęła im około 20 minut, przy czym zatrzymali się na moment w knajpce, aby Mary mogła odebrać wcześniej złożone zamówienie. Gdy dwa pudełka ze średnimi pizzami znalazły się w rękach dziewczyny, Simon nalegał, aby to on je nosił. Pewnie z czystej uprzejmości, albo może i chciał pokazać jaki był silny, jakby gdyby jedno pudełko ważyło 30 kg. Mary miała możliwość podjęcia wyboru i bez względu na czym stanęło - spokojnie kontynuowali spacer.
Okolica stopniowo robiła się coraz mniej radosna i kolorowa. Blondyn na widok dwóch podejrzanych osób przy bramie bez słowa schował się za plecami Mary, obawiając się kłopotów. Dwaj mężczyźni jednak nie byli nimi w żaden sposób zainteresowani i pozwolili im iść dalej, na co Simon odetchnął z ulgą. Odnosił wrażenie, że się zgubili. Albo że mieszkanie Mary znajdowało się gdzieś dalej, w innej dzielnicy niż ta. Nie miał jednak odwagi, aby zasugerować dziewczynie, że może skręcili w złą uliczkę. Dlatego też był dziwnie cichy przez resztę drogi.
Gdy jednak już weszli na klatkę schodową, wątpliwości zostały rozwiane. To musiało być tutaj. Zatrzymali się przed drzwiami na drugim piętrze i mutantka otworzyła je. Simon w pierwszych chwilach zawahał się przed przekroczeniem progu mieszkania. Nie z obawy, co tam zastanie, a przez sam fakt, że była to najprawdziwsza siedziba Mandala Girl. Wziął głęboki wdech i zamknął oczy, jakby nurkował w głęboką wodę. Wszedł do środka i gdy uchylił powieki... Szczerze go zatkało.
Mieszkanie Mary okazało się malutkie. Nawet mniejsze od tego, w którym mieszkał Simon. Było przy tym bardzo skromnie urządzone. Żadnej kosmicznej technologii, robotów asystentów, hologramów czy cokolwiek innego, co mógł wyobrażać sobie Simon.
- T-tak, chętnie.
Wyjąkał, gdy usłyszał pytanie o herbatę. Kiedy jednak Mary zostawiła chłopaka i skupiła się na przygotowaniu poczęstunku, Simon po swoim chwilowym szoku już śmielej przechadzał się po mieszkaniu. Uważnie omiótł wzrokiem mieszkanie. O dziwo nie wyglądał na załamanego, lecz zamyślonego. To musiała być wyjątkowo sprytna przykrywka. Nie da się na to. Był na to za mądry.
Aby to udowodnić, zrobił coś bardzo nietypowego. Podszedł do pierwszej lepszej ściany i zaczął ją obmacywać, jakby szukał jakiegoś przycisku. Następnie przyłożył do niej ucho i postukał w nią. Nic podejrzanego... Może powinien spróbować wyciągać książki i któraś z nich odblokuje tajne przejście? Jednak on nie był z tych, którzy zaczną dotykać cudzych rzeczy bez pytania. Miał więc mały problem. Tu jego możliwości już się skończyły.
- Okej, a teraz tak na serio. Gdzie Twoja prawdziwa siedziba..? No wiesz, taka w stylu kryjówki Batmana..?
Zapytał cicho, spoglądając na Mary nieco zagubiony w tym wszystkim. Zamiast usiąść przy stole jak człowiek, chłopak w pierwszej kolejności molestował ściany. Chyba trudno było mu się zmierzyć z tą brutalną rzeczywistością, nawet gdy prawdę miał tuż przed swoimi oczami.
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond
Administrator



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2021-02-20, 16:36   
   Multikonta: Michael Shugart, Jane Hills, Heaven Reed
  

   2 lata Giftedów!


Czyli naprawdę będzie trzeba się bardziej postarać, by wyjaśnić chłopakowi, że Mary nie jest wcale taka świetna. Samokrytykę puszczał mimo uszu albo, co zdarzało się częściej, atakował. Chyba będzie trzeba porozmawiać o tym z Davidem, bo szczerze mówiąc, ruda nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. Nie wchodził jej aż tak z butami w życie, jeśli się narzucał wystarczyło powiedzieć, ale taka fascynacja inną osobą jest po prostu niezdrowa.
-Nie, nie jestem. Po prostu zwykle kupuję w miarę na bieżąco.- wyjaśniła -Poza tym co bycie wegetarianem ma z tym wspólnego?
Zaskoczył ją takim powiązaniem. Ona po prostu miała w lodówce tylko jednoosobową porcję makaronu z sosem, a poza tym to trochę surowych składników, chleb tostowy i trochę obkładu. Już wolała zamówić pizzę. To coś co może nie zdarzało się często w domach rodzinnych, ale u samotnie żyjącej młodej osoby, która dopiero niedawno znalazła sobie własne mieszkanie była to norma, że nie zawsze był w domu zapas. Co do smaku pizzy, Simon zażądał takiej samej jak ona. Była nawet w stanie to zrozumieć. Skoro nieczęsto jadł to danie to trudno żeby miał swój ulubiony wariant. Z tego powodu zrezygnowała ze swojej faktycznie ulubionej na korzyść czegoś nieco bardziej neutralnego. Wiedziała, że mimo wszystko pizza z burakami i kozim serem jest dość często niedoceniana, a hawajska wywołuje kontrowersje w prawie każdej grupie.
-To może zamówimy dwie i zjemy na pół. Serowa i salami-pieczarki?- zaproponowała.
Wybrała dość proste, raczej lubiane przez większość ludzi, ale może blondyn miał uczulenie na pieczarki czy coś więc dała mu szansę w razie czego zgłosić jakieś uwagi. Jeśli nie było sprzeciwu to zadzwoniła żeby zamówić co chcieli. Dwie średnie, takie jak ustalili, z odbiorem własnym, na wynos. Potem mogli wrócić do rozmowy o smoczym latającym chłopcu i jego zbroi. Simon wspomniał, że upadki bolą i rozważał wymyślenie jakiejś zbroi. Pewnie dodatkowa pianka pomogłaby przy niskich wysokościach, ale i tak nie uchroniłaby go przed poważnymi uszkodzeniami spowodowanymi zderzeniem z ziemią.
-Zbroja to ciekawy pomysł, ale jak będziesz spadał na łeb, na szyję to nawet najlepsza zbroja Ci nie pomoże. Przede wszystkim musisz nauczyć się upadać.-poradziła -Jak chcesz, możemy czasem to poćwiczyć. Albo mógłbyś znaleźć sobie jakiś kurs aikido lub innego judo. Pierwsze czego uczą na takich zajęciach to właśnie przewracania się. To jest potrzebne żeby nie zrobić sobie potem krzywdy przy trenowaniu przewrotów w parach. No i wyrabia zdrowe nawyki. W sumie to byłoby chyba lepiej jakbyś znalazł jakiś klub prowadzący takie zajęcia. Miałbyś salę, instruktora i tak dalej.
Miała dziwne wrażenie, że mimo ostatniego zdania chłopak wybierze pierwszą opcję. Trochę nawet żałowała, że wspomniała o ćwiczeniu z nim, bo nie miała za bardzo na to czasu, warunków ani uprawnień. Idąc na specjalne zajęcia chłopak miałby pewność, że będzie miał dostęp do odpowiednio wyposażonej sali i instruktora, który przeszedł odpowiednie szkolenie, a co najważniejsze, takie spotkania byłyby regularne. Owszem, miała pewne umiejętności i uczyła się ich na ulicy lub w starych, opuszczonych budynkach pod okiem grupy starszych dzieciaków zajaranych tematem, które z pewnością nie miały na to papierów, ale pamiętała jak to się potrafiło czasem skończyć. Poza tym przy jej grafiku obawiała się o regularność tych zajęć.
Gdy dotarli w jej część dzielnicy, Simon stał się dziwnie milczący. Podczas odbierania pizzy, podczas zanoszenia jej do właściwego budynku i na właściwe piętro, a także po wejściu do samego mieszkania MandalaGirl. Najpierw go zatkało, a potem zaczął szukać tajemnych przejść podczas gdy ona wstawiała wodę na herbatę, wyciągała kubki i rozstawiała pizzę na stole. Nie mogąc samemu nic znaleźć, chłopak zapytał gdzie jest jej tajna siedziba. Mary zaśmiała się krótko. Czuła, że nie powinna, ale ta reakcja sama się jej wyrwała. Westchnęła widząc jak kolorowe marzenia blondyna rozpadają się na jego oczach.
-Bruce Wayne miał majątek swoich rodziców i był właścicielem ogromnej firmy inwestycyjnej. Ja jestem kelnerką w barze. Bat Cave jest daleko poza moimi możliwościami.
Podkreśliła przepaść dzielącą ją od komiksowego bohatera. Starała się być polityczna, ale wyglądało na to, że Simona czekało kolejne nieprzyjemne zderzenie z rzeczywistością. To będzie długi wieczór.
-Usiądź. Zjemy coś i wtedy porozmawiamy. Wygląda na to, że z jednego tematu zrobiły nam się dwa.
Mimo ciężaru słów uśmiechała się ciepło. Nie chciała go takim komunikatem odstraszyć.
[Profil]
    [B+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
14

height / weight:
171/70

Wysłany: 2021-02-24, 01:21   
   Multikonta: Varcer, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


Simon uniósł obie brwi na pytanie Mary dotyczące wegetarianizmu.
- Jak to co? Oni jedzą takie specjalne jedzenie, które podobno nie wszystkim smakuje, więc pomyślałem, że to o to chodzi... A o co..?
Zapytał, przechylając głowę, lecz mutantka zapewne wiedziała, że chłopak powinien to zrozumieć, kiedy będą już na miejscu. Nastolatek spekulował, że coś musiało być specyficznego w jej jedzeniu, nie natomiast, że dziewczynie go po prostu... brakowało. I to nawet nie dlatego, że była biedna. W końcu mieszkała sama i nie była jakąś wiewiórką, aby robić sobie zapasy. Nie była też przygotowana na gości.
Zaproponowane smaki pizzy od razu spodobały się chłopakowi i najwyraźniej były mu już znajome.
- O! To brzmi świetnie! Kurcze, robię się bardziej głodny na samą myśl. Wszystko przez Ciebie!
Zarzucił jej, szczerząc się jednak z rozbawieniem. W przeciwieństwie do zakupu kanapki z pobliskiej knajpy, na pizzę będzie trzeba nieco dłużej poczekać, ale z pewnością było warto.
Jego pomysł ze zbroją zdawał się przypasować Mary, jednakże mutantka miała pewne zastrzeżenia. Brzmiały dziwnie, ponieważ zdawać by się mogło, że zbroja przecież powinna uchronić niemal przed wszystkim, więc czemu i nie przed upadkiem? Poza tym... "nauczyć się upadać"? To było głupie. Przecież on nie do tego dążył.
- Ale ja chcę latać, nie upadać!
Wtrącił się nastolatek ze swoimi tłumaczeniami, po chwili unosząc w górę ręce niczym ptak rozpościerający swe skrzydła. Chłopak uwielbiał gestykulować, choć często robił to mimowolnie, kiedy czuł się swobodnie w czyimś towarzystwie. Jednak propozycja kursu brzmiała jak ta z kategorii nie do odrzucenia.
- Nie gadaj, że znasz karate. Od kiedy?
Widocznie nie spamiętał nazw, jakimi posłużyła się mutantka i całość podsumował jako "karate". Gdy zadał owe pytanie, Mary już dobrze znała spojrzenie, jakie mu towarzyszyło - Blondyn najchętniej już teraz by to sobie zanotował, wcielając się w swoją rolę dziennikarza/detektywa. Wypytywał ją i pewnie niektórzy byliby już tym zmęczeni, lecz w jego głosie słychać było zwykłą ciekawość. Nawet nie zwracał uwagi na to, kiedy niektóre pytania pozostawały bez odpowiedzi. Jakby sam zdawał sobie sprawę ze swej niepotrzebnej dociekliwości.
Choć podróż po nieznanej i mało przyjaznej okolicy była nieszczególnie miłym doświadczeniem, tak znalezienie się w mieszkaniu Mandala Girl wynagrodziło ewentualny stres, jaki przez ten czas towarzyszył nastolatkowi. Początkowo był zaskoczony warunkami, w jakich żyła mutantka, ale potem... w sumie robił to, co było do niego podobne. Niby nastolatek, ale zachowywał się jak dziecko.
Zamiast wpadać w nagłą histerię, że jego idolka nie była taką superbohaterką, jaką ją sobie wyobrażał, Simon na spokojnie zaczął analizować sytuację - oczywiście w typowy dla siebie sposób. Zaczął poznawać nowy teren, który był niepokojąco zwyczajny. Wręcz podejrzany. Simon wkrótce zadał Mary pytanie, na które nie potrafił samodzielnie odnaleźć odpowiedzi. Było to dość naiwne myślenie, bo przecież gdyby mutantka faktycznie skrywała tu jakiś sekret, wcale nie musiałaby o nim mówić.
- N-nie musimy tam iść... Byłem trochę zbyt nachalny, że o to zapytałem. Przepraszam.
Tłumaczył się ze spuszczoną głową. Simon widocznie dalej wiedział swoje, ale jego przeprosiny były jak najbardziej szczere. Uniósł wzrok, kiedy Mary poprosiła, aby usiadł i wspomniała o jakimś dodatkowym temacie. Jak bardzo przeskrobał..? Pewnie już by się obawiał tej rozmowy, gdyby nie ciepły uśmiech, przyjazny Mary.
Simon spojrzał ostatni raz na ścianę, przy której stał i powoli od niej odszedł, jakby był już bliski rozwiązania tej zagadki i mu przerwano. Zajął jednak wskazane miejsce bez większego oporu, zerkając to na Mary, to na jakiś element jej mieszkania, który przykuł jego uwagę. Nagle jakby zapomniał o głodzie i pizzy przed sobą. Wydawał się nieco zagubiony, jednak nie rozczarowany czy przerażony takim stanem rzeczy. W pewien sposób zaciekawiło go otoczenie, którego wcale się nie spodziewał zastać. Z boku mogło wyglądać to zabawnie, może nieco nienaturalnie, kiedy Simon przenosił wzrok ze zwykłej lampy do części kuchennej, gdzie inny przedmiot codziennego użytku rzucił mu się w oczy. Być może to jednak wciąż była dla niego jakaś atrakcja. W końcu... mieszkanie Mandala Girl to wciąż mieszkanie Mandala Girl, jakiekolwiek by ono nie było.
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
Nastolatek zwrócił oczy ku niej. Wydawał się szczerze nie rozumieć sytuacji, dla której zostało realizowane to spotkanie. Fajnie, że była pizza, zobaczył mieszkanie Mary i w ogóle, ale Simon przypomniał sobie, że nie był to zwykły "kumpelski wypad" i musiało chodzić o coś poważniejszego, skoro nie mogli omówić tego w barze ani gdzieś na zewnątrz.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7