Poprzedni temat «» Następny temat
Dom Myśliwego
Autor Wiadomość
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-12-17, 21:56   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Liam nie miał kontroli nad reakcjami swojego organizmu i Christopher okrutnie to wykorzystywał. Sztywniejąca męskość sugerowałaby, że ofiara czerpała z tego jakąś przyjemność, aczkolwiek były to błędne przypuszczenia. Chris doskonale znał to uczucie. Wiedział, że Liam tego nie chciał i była to jedynie mimowolna reakcja organizmu na przeprowadzaną stymulację. Dotykanie jego męskości, obserwowanie i czucie jak zaradnie rośnie mu w dłoni do zadowalających rozmiarów sprawiało oprawcy niemałą satysfakcję, choć tym razem chciał czegoś więcej niż samej erekcji mężczyzny.
Zamierzał doprowadzić Ellswortha do niekontrolowanego wytrysku. Christopher nie oszczędzał Liama, poświęcając jego męskości bardzo wiele należytej uwagi. Nikt nie chciałby doznać ejakulacji na oczach wroga i na nieszczęście związanego mężczyzny, stało się to, czego tak bardzo się obawiał. Doświadczył orgazmu i oddał spermę wprost w usta oprawcy. Christopher potraktował to jako swój mały sukces, a Liam prócz upokorzenia z pewnością odczuł ulgę, co było słyszalne w jego uspokajającym się, choć wciąż szybkim oddechu.
Oprawcy wciąż było mało i nie pozwolił mężczyźnie na chwilę wytchnienia po doznanym orgazmie, przystępując do kolejnych czynności. Polubił dotykanie i smakowanie jego członka, lecz nigdy nie chciałby go poczuć w sobie. Tu była jasna granica. Chris nie tylko interesował się tyłkiem Liama, ale także nim całym, stąd też poświęcał czas również innym zakamarkom jego ciała, szczególną uwagą darząc mięśnie na brzuchu, udach oraz ramionach.
Po tej oralnej zabawie na zamianę ról nawet nie było co liczyć. Skrępowany więzień musiał wkrótce znieść seks analny na stole. Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni. Kręcenie głową przez Liama było całkowicie ignorowane. Czy sam knebel w ustach to było dla mężczyzny za mało, aby zrozumiał, że w tym miejscu jego zdanie nie miało najmniejszego znaczenia? Chris jednak sam go zachęcał do prób udzielania odpowiedzi, odzywając się do niego. Dawał mu złudne nadzieje, że być może tym razem go wysłucha. Zakpił z sytuacji, w jakiej się znajdował. Nie mógł walczyć, ani słownie zaprotestować. Był skazany na cierpienie i nieustające upokorzenie.
Trzymając go za szyję z użyciem pazurów nie szczędził mu bólu. Penetrował go szybko, brutalnie, bez jakichkolwiek zahamowań. Christopher nie był dla niego łagodny, nie widząc w nim wartościowego kochanka, a traktując go jak niewolnika pozbawionego wszelkich praw, z którym pod tym dachem mógł robić co tylko zapragnął. To on ustalał reguły. Liam czuł jak pokryty żyłami penis oprawcy pracowicie stymulował jego prostatę, nie dając jej ani chwili wytchnienia. Miał o wiele więcej energii niż Liam, który był pozbawiony snu, wody oraz jedzenia. Różnica sił stawała się coraz bardziej odczuwalna, a im więcej Ellsworth protestował, tym silniejsze odczuwał zmęczenie.
Chrisa podniecała ta nieustająca czynność, jego oddech również przyspieszył i serce potężnie waliło w piersi. Zagryzł wargę, usiłując tym sposobem stłumić swoje dźwięki doznawanej rozkoszy. Seks z drugim facetem to było jedno z jego najpiękniejszych doświadczeń. Kobieta mu tego zdecydowanie nie zastąpi.
- Chociaż w tym jesteś dobry, kretynie.
Syknął z satysfakcją przez zaciśnięte zęby. To był pierwszy komplement, jaki Liam otrzymał od Chrisa od momentu porwania. Nie był to taki, który chciałby usłyszeć. Jaszczur puścił na moment szyję Ellswortha, aby oprzeć obie ręce na blacie i pochylić się nad nim. Ponownie zaczął kąsać i ssać namiętnie skórę na jego szyi, pozostawiając na niej ślady po kłach i tak zwane "malinki". Oczywiście nie przestawał w tym czasie penetrować jego odbytu.
Trwało to około 9 minut, zanim Chris doszedł w odbycie swojego partnera, wlewając w niego swoją spermę. Ciepły, lepki płyn zalał ponownie jego spragnione i obolałe wnętrze. Tak, jak zostało to uczynione wczoraj. Chris doznał orgazmu, którego chciał. Dyszał nad Liamem usatysfakcjonowany, wkrótce opadając na niego swoim zmęczonym ciałem. Taki stosunek potrafił pochłonąć mnóstwo energii i zanim oprawca ponownie będzie mógł doznać takiego wytrysku, minie pół godziny lub nawet więcej. Takie są już realia... Na szczęście Liama, ponieważ mogło to oznaczać przerwę od tych chorych tortur.
Chris jak zawsze nie spieszył się z wyciągnięciem z partnera swojego penisa, przylegając do piersi Ellswortha swoim ciałem i nieprzyjemnie przygniatając go. Tylko on czerpał z tego wszystkiego przyjemność, podczas gdy kamera bezustannie ich nagrywała. Po dłuższej chwili Chris nieco odsunął się od mężczyzny, aby sperma mogła w końcu wyciec z Liama. Samoistnie lub też "wypchnięta" przez partnera, który chciał się jej jak najszybciej pozbyć ze swojego ciała. Później Christopher odpiął łańcuch, który przez cały ten czas uwierał jego jądra i przerzucił go na jedną stronę stołu, uwalniając mężczyznę od bólu związanego z silnym uciskiem towarzyszącym mu przez cały ten czas. Christopher po udanym seksie był w lepszym humorze i mu tego oszczędził. Czy Liam tego chciał, czy nie, oprawca pomasował dłonią jego mosznę, chcąc tym jedynie poprawić krążenie i upewnić się, że ten łańcuch mu za bardzo nie zaszkodził. Nie chciał go przez przypadek uczynić bezpłodnym... Byłaby to spora strata dla tak atrakcyjnego mężczyzny. Christopher w międzyczasie spojrzał na niego, chłodnym wzrokiem oceniając jego ogólny stan. Jak to zniósł i czy wciąż się nadawał.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2020-12-21, 01:29   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Nie chciał. Zdecydowanie Liam nie chciał dojść w takim momencie, w ustach swojego oprawcy. Czuł obrzydzenie, upokorzenie i drżał na ciele, ze świadomością że nie może nic zrobić. Zdany był na łaskę Varcera. Próbował dojść do siebie po tym upokarzającym wytrysku i chciałby, żeby to był koniec. Nie mógł znieść tej myśli że to się stało. Ale nad niczym nie mógł zapanować. Nie kiedy jest się związanym pasami rzemiennymi, wysychającymi i zaciskającymi się mocno na ramionach przez klatkę piersiową, niemal wżerającymi się w skórę. Mając skute kajdanami nadgarstki ze sobą za plecami i jeszcze leżąc na nich na stole, dociskając do blatu. Gdzie łańcuch wcześniej przytwierdzający go do mebla, znajdował się teraz luźno przy szyi drażniąc wszelkie rany, szczególnie od poparzenia, a drugi który unieruchamiał uda, znajdował się pod jądrami mocno napinając część intymną wyżej na podbrzusze, sprawiając mężczyźnie ogromny ból. Gdzie nogi nie dość, że w kostkach złączone kajdanami i metrowym łańcuchem, wisiały luźno zapięte na dodatkowych łańcuchach pod sufitem, uniemożliwiając wykonywanie czegokolwiek tylko mieć je wyżej nad ciałem. Dodając do tego, że od jednej strony kajdan przy kostce, zwisał luźno długi łańcuch przytwierdzony do podłogi. Na domiar złego, Liam nie mógł nic widzieć ani powiedzieć, pozbawionym będąc dwóch zmysłów. Opaska na oczach była na tyle mocno zawiązana, że o dziwo przy poruszaniu głową, nie zsuwała się z oczu. Knebel mocno zapięty i wzmocniony kłódką, nie miał prawa wypaść, nie pozwalając Ellsworthowi wydobyć z siebie głosu czy zrozumiałego słowa, tłumiąc go. Liam znajdował się zdecydowanie na przegranej pozycji. Nie miał jak bronić się przed torturami i gwałtem oprawcy.
Liam przyjemności nie czerpał z faktu, że jego męskość była "pieszczona" przez wroga i przerywana co jakiś czas gdy sztywniała i nabierała swojej objętości. Czy nawet jak została doprowadzona do szczytu. Dla niego to był ból. Wzmocniony w momencie, kiedy jego jądra doznały nieprzyjemnego ucisku przez wżerający się łańcuch. Podduszanie odbierało mu możliwość oddychania, co sprawiło że ciało spięło się jeszcze bardziej i szukało ucieczki. Liam coraz mocniej zaciskał dłonie w pięści, jakby miało mu to pomóc w wytrwaniu do samego końca tortury. Tak, poruszanie się jeszcze Christophera w jego wnętrzu potęgowało to wszystko. Tyłek promieniował bólem a krwi było znacznie więcej.
Liam nienawidził tego, co z nim robiono. Jak go traktowano. Nienawidził jak ktoś w niego wchodził i rządził się jego odbytem. To było zdecydowanie upokarzające.
Trudno było stwierdzić, czy to ból na ciele był najgorszy, tak zwany gwałt czy ogarniająca ciemność i niewiedza co będzie dalej. Trzy czynniki, które mogły łatwo kogoś złamać i zmusić do uległości, posłuszeństwa, zniewolenia. Liam starał się nie ulec żadnej z nich. Do ciemności był niby przyzwyczajony, ale nie w takich sytuacjach. Już ten strach odczuł, kiedy Thomas próbował go przekonać do tego typu zabaw, również zasłaniając oczy. Niewiele z tego pamiętał, ale sama opaska na oczach unienoźliwiająca widzenie, napędzała go strachem przed utratą wzroku całkowicie. Lęk ten pojawił się dopiero po przejściu nieznanej choroby wirusowej, jaka dotknęła go w zeszłym roku. Jego opiekun uczył go walki z zasłoniętymi oczami, wiedząc o jego limitach mocy i szkolił go w tym celu, że jeżeli taki stan rzeczy będzie miał miejsce, by mężczyzna umiał sobie z tym poradzić. Teraz i tak to mu w niczym nie pomoże. Obezwładniony, nie pokona w taki sposób Varcera.
Christopher nie przestawał i uderzając mocno w jego wnętrzu, brutalne naruszał jego czułe miejsce. Serce Liamowi waliło mocno, oddech przyspieszał ponownie a w momencie, kiedy poczuł iż dłoń spod żuchwy odsunęła się, odkaszlnął w miarę możliwości przez knebel łapiąc z trudem powietrze. Było mu tym samym ciężko. Ciało było rozgrzane, pocił się dodatkowo od nadmiaru wszystkiego. Słyszał co Chris powiedział, mając ochotę mu odpyskować, co tym razem knebel w jego ustach był dla Varcera wybawieniem. Nie usłyszałby tych słów by się pierdolił gdzie indziej.
Podgryzanie, ssanie, kąsanie nie należało do przyjemnych w porównaniu z gwałtem. Ślady w danych miejscach były widoczne. Liam czuł to co mu robił swoimi zębami. Ukłucia, ciągnięcia, przygryzania. Aż do momentu, kiedy Christopher osiągnął swój szczyt możliwości i wpuścił się w niego. Ellsworth poczuł ciepło jego spermy w sobie. Leżał głęboko oddychając i próbując się samemu uspokoić. Ciało jednak drżało samo w sobie i reagowało wbrew jego woli. Odczuł po chwili ciężar ciała oprawcy na sobie, co nie ułatwiało w ogóle niczego. Bardziej naruszało jego rany że jęknął słyszalnie, na ucisk przy jądrach oraz ból w żebrach. Nie miał pojęcia jak długo tak Chris na nim leżał, ale w końcu łaskawie postanowił z niego zejść i "wyjść". Sperma wypłynęła z odbytu Liama zmieszana z krwią. Ciecz ta na pewno też pozostawała na męskości Chrisa. Liam na wymuszone pozbycie się obcego nasienia nie miał siły tego zrobić, więc wypływało samodzielnie, tyle ile zdołało. Poranione miejsce mocno dawało o sobie znać pulsując nieopisanym bólem, gdyby więc Liam zdecydował się na samodzielne wypchnięcie z siebie obcego nasienia, sprawiłby sobie tym sposobem jeszcze więcej cierpienia.
Kolejną ulgę Liam odczuł w momencie zdjęcia łańcucha uciskającego pod jądrami, które kolorystycznie nie wyglądały już zadowalająco. Jakby ich prawie nie czuł. Mieć nadzieję, że nie doszło tam do żadnych uszkodzeń. Gdy zaś Christopher je dotknął by "zbadać", Liam poruszył się niespokojnie, jak wrażliwy na dotyk, obawiając się że ten znów mu coś zrobi. Bolało, w miejscu gdzie wcześniej uwierał łańcuch i pozostawił po sobie dość mocny zaczerwieniony odcisk.
Na spoconej twarzy Liama, pomimo zasłoniętych oczu i knebla w ustach, można było doszukać się nadal cierpienia, wycieńczenia, zmęczenia, bólu, bezsilności, bezradności. Ciało krzyczało z bólu, najbardziej poranione w miejscach z wczoraj i dzisiaj. Czy mógł liczyć na koniec? Nie wiedział. Ta ciemność w oczach była wielką niewiadomą. Jego ciało źle już reagowało na obcy dotyk.
_________________
Tengfei Yu Rong
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-01-03, 21:06   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Czy kiedykolwiek miało się to skończyć? Chris nie odliczał, nie zastanawiał się nad tym, ile dni im jeszcze pozostało zanim ostatecznie zadecyduje, co uczyni z Liamem. Dzień, dwa, tydzień... W istocie czuł się na tę chwilę bezkarny w swoich poczynaniach, lecz nie zapominał o tym, z kim miał do czynienia. Spoglądając teraz na jego wykończoną i pełną bólu twarz wciąż zdawał sobie sprawę, że Liam nie był bezdomną sierotką, której zniknięciem nikt nie będzie się przejmować. Miał pewnie dotychczas u swego boku osoby, u których zaginięcie mężczyzny może wzbudzić niepokój oraz pobudzić do działania. Było oczywiste, że zaczną go szukać. Czy Chris był na to jakkolwiek przygotowany?
Choć Ellsworth tego nie wiedział, Christopher kompletnie zniszczył jego telefon tuż po tym, gdy uznał go w czasie jazdy za bezużyteczny i nie potrafił go odblokować. Nie był informatykiem, więc szybko sobie odpuścił dalsze próby uzyskania dostępu do urządzenia i doszczętnie zniszczył telefon przy użyciu tradycyjnego młotka oraz spaleniu pozostałości w ognisku przed domem. Tym sposobem ostatecznie nie został wysłany żaden sygnał, który mógłby choć w przybliżeniu podać ich obecną lokalizację. Chris nie znając przynależności Liama, nie spodziewał się działań ze strony Bractwa, a policji. To jej unikał, nie chcąc wylądować za kratkami.
Skoro ulżył Liamowi, pozbywając się łańcucha z jego jąder, nic nie stało na przeszkodzie, aby go tam trochę podotykać. Nie robił tego dla satysfakcji, a w celach medycznych. Sprawdzając ich stan, ku jego zadowoleniu ta drobna wpadka nie powinna zaszkodzić zdrowiu partnera na dłużej, lecz na pewno będzie jeszcze przez pewien czas odczuwalna. Ból był okropny, ale na tym to chyba miało polegać.
- Spokojnie, dzieci jeszcze będziesz mógł mieć.
Pocieszył go żartobliwie, wyciągając w międzyczasie chusteczki z kieszeni swoich spodni. Tym razem nieco za bardzo się ubrudzili w trakcie tego stosunku. Krew Liama pozostała na członku Christophera, więc mężczyzna postanowił ją choć odrobinę wytrzeć, zanim zaciągnie na siebie spodnie. Nie chciał ich jakoś bardzo poplamić, ponieważ je lubił, a krew była wyjątkowo trudna do zmycia. Wiedział, że powinien się tam dokładnie umyć, aby krew całkowicie zeszła i uniknąć ewentualnych infekcji, ale to za chwilę. Miał jedną rzecz do ogarnięcia.
- Okropnie nabrudziłeś.
Stwierdził, spoglądając na tyłek Liama, z którego bezustannie wyciekała krew. Zresztą nie tylko z niego, bowiem mężczyzna był cały pokryty ranami i stół wyglądał jak zabrany prosto z rzeźni. Kilka większych plam krwi widocznych było również na podłodze. Ellsworth nawet nie trudził się w wypychaniem podarowanego nasienia. Nie miał sił, aby to robić i wszystko wypłynęło wraz z krwią samoistnie, co Chrisa bardzo zadowoliło. Kolejny ich cel został osiągnięty.
Kiedy już założył spodnie, wiedział, że musieli troszeczkę poczekać z kolejnym razem. Jasne, najchętniej pieprzyłby Liama nieprzerwanie 24 godziny na dobę, jednak organizm miał swoje limity. Co więc mu teraz pozostało? Widząc, że Liam nadal krwawił, wywrócił oczami i odszedł od niego. Poszedł po pręt, którym go wcześniej uderzał i przypalał. Nie był już taki gorący jak wcześniej, ale powinien spełnić swoje nowe zadanie, mimo że wciąż lekko się żarzył.
Chris nie uprzedził Liama przed tym, co zamierzał uczynić tym razem. Od razu włożył metalowy pręt parzącą stroną w jego przymusowo wyeksponowany odbyt. Wsunął go jeszcze nieco głębiej, upewniając się, że choć w większości zatamował wypływające z Liama płyny. Taka drobna alternatywa tego, co miał w dupie ostatniej nocy.
- Poczekaj tutaj.
Polecił mu, jakby Liam miał jakikolwiek inne wyjście, a następnie opuścił piwnicę, tradycyjnie ją za sobą zamykając w ramach bezpieczeństwa. Chris nie wchodził w szczegóły dokąd się wybierał. Nie musiał. Chciał się nieco umyć. Seks z krwawiącym partnerem był niewątpliwie ciekawym i emocjonującym doświadczeniem, jednak wolał mieć swojego członka czystego, mając już w planach dalsze zabawianie się Liamem. Dbał o swoją higienę i unikał występowania infekcji, w przeciwieństwie do higieny kochanka.
Wrócił po paru dłuższych minutach, zastając mężczyznę na swoim należytym miejscu. Liam wciąż był przywiązany do stołu, a jego nogi wisiały w rozstawie.
- Chodź, jeszcze dzisiaj tego nie robiliśmy.
Rzucił do niego tajemniczo, odpinając łańcuch pod jego szyją, a w następnej kolejności uwalniając zawieszone dotąd nogi. Nie czekał na specjalne zaproszenie i od razu chwycił mężczyznę za kostkę, ciągnąc go ku sobie i zrzucając tym samym ze stołu. Chris zaraz po tym jak Ellsworth wylądował na posadzce, chwycił go za włosy, ciągnąc ku górze i ewentualnymi kopnięciami sprowokował go do przybrania pozycji klęczącej, pomimo tego, że mężczyzna wciąż posiadał pręt między pośladkami. Czy ta pozycja wydawała się Liamowi znajoma? Powinna.
Szykowała się zamiana knebla - ta jedna z niewielu okazji, kiedy Ellsworth po odblokowaniu kłódki i wyciągnięciu przedmiotu z ust otrzymywał choć chwilową szansę na zaczerpnięcie oddechu i ewentualne odezwanie się. Czy wykorzystał ją? A może przemilczał cały proces wymiany i wiedząc, że nie miało to sensu i pozwolił Chrisowi działać? Oprawca dał mu na to zaledwie kilka sekund, nim w jego ustach znalazł się znany mu otwarty knebel. Ręce za plecami, opaska na oczach, knebel w ustach i łańcuch łączący obie nogi. Gdyby Liam był w lepszym stanie, z całą pewnością mógłby teraz wstać, lecz ból dolnej części jego ciała mu to uniemożliwiał. Organizm wręcz nalegał, aby jak najmniej się poruszał.
- Spraw, aby mi stanął szybciej. Tracimy czas.
Warknął do niego, umiejscawiając dłoń na jego długich włosach. Ton Christophera z żartobliwego zrobił się oschły. Czyżby zaczynał zdawać sobie sprawę z upływającego czasu? A może Liam zrobił w międzyczasie coś, co mu się nie spodobało? Jeśli Ellsworth odsuwał głowę jak zawsze miał w zwyczaju, Chris mu siłą dopomógł z nabraniem jego męskości do ust. W związku z tym, że był świeżo po wytrysku, sprawienie, aby członek ponownie nabrał satysfakcjonujących rozmiarów zajmie im zdecydowanie dłużej niż ostatnio, co oznaczało dłuższą katorgę doświadczaną przez Liama.
Gdy już zaczęli i Chris zabawiał się ustami mężczyzny od jakichś czterech minut, nagle po pomieszczeniu rozległ się dźwięk... telefonu. Słyszalny był z górnego odzienia oprawcy. Christopher zmarszczył nos poirytowany.
- Ja pierdole...
Przeklął. Ktoś miał świetne wyczucie czasu, aby dzwonić w takim momencie. Niemniej mogło to być ważne, więc Chris wciąż trzymając Liama za głowę blisko swojego krocza, wyciągnął drugą ręką telefon ze swojej czarnej bluzy. Imię, które wyświetliło się na ekranie od razu sprawiło, że zmienił swoje nastawienie i humor mu się polepszył. Od razu odebrał połączenie. Przyłożył urządzenie do ucha, na nowo zaczynając posuwać swoją męskością w ustach mężczyzny.
- Cześć skarbie. Co tak wcześnie? [...]
Liamowi się nie wydawało. Chris właśnie rozpoczął luźną rozmowę telefoniczną, gwałcąc go oralnie w tym samym czasie. Oprawca celowo nadziewał Liama mocniej na swojego członka, gdy przestawał mówić, aby mężczyzna pod nim nie wydawał żadnych głośniejszych dźwięków i nie zdradzał swoim zachowaniem swojej obecności ani tego, co właśnie razem robili. Z samej rozmowy Liam niewiele mógł się dowiedzieć, choć na pewno próbował. Niestety nie słyszał nawet czy Chris rozmawiał z kobietą, czy z mężczyzną. Mógł mieć jednak pewność, że łączyła ich jakaś bliższa relacja, ponieważ oprawca zwracał się do osoby po drugiej stronie "skarbie", "kochanie". Christopher o dziwo znał takie słowa. Miał przy tej rozmowie tak naturalny ton głosu, jakby właśnie przycinał żywopłot w ogrodzie, a nie wyżywał się seksualnie na drugim człowieku.
Wydawała się to być rozmowa dosłownie o niczym z rodzaju "jak się spało" i "co jadłeś na śniadanie", lecz w pewnym momencie padły dość istotne słowa.
- [...] Jasne, jak jesteś przy kasie to możesz wpaść. Mam coś specjalnego i myślę, że Ci się spodoba.
Odparł spokojnie, stukając pazurem palca wskazującego głowę Liama i zerkając na niego z góry. Uśmiechnął się kącikiem ust wymownie. Osoba po drugiej stronie była bardzo zainteresowana niespodzianką i powinna wkrótce się tu pojawić.
- Będziemy mieli gościa.
Szepnął do Liama, po czym zakończył połączenie i włożył telefon z powrotem do kieszeni. Jeśli Liam w trakcie tej rozmowy próbował zwrócić na siebie uwagę, rozmówca albo tego nie słyszał, albo to celowo ignorował.
Chris pokusił się na jeszcze chwilową zabawę ustami Liama, zanim od niego odstąpił. Liczył, że uda mu się doznać erekcji i zaliczyć mężczyznę kolejny raz, jednak nastała drobna zmiana planów. Oprawca szarpnął włosami partnera w bok, sprawiając, że ten boleśnie upadł na posadzkę, a sam założył spodnie i zapiął pasek. Spoglądając na więźnia, z czystym sumieniem mógł stwierdzić żewyglądał tragicznie. Cały pokryty krwią oraz ranami...
- Musisz się przed nim jakoś prezentować, Ellsworth. Umyję Cię.
Powiedziawszy to, wykorzystał fakt, że Liam wciąż leżał na ziemi i wysunął powoli pręt z jego odbytu, odkładając go poza zasięg więźnia. Całe szczęście, że wszystko niezbędne do chociażby powierzchownego przemycia ran mieli już na miejscu. Wiadro z wodą, w której podtapiał wcześniej Liama oraz gąbka, z której Chris nieraz korzystał, aby zmyć z tutejszych powierzchni ślady spermy, krwi bądź lubrykantu.
Po postawieniu wiadra bliżej Liama i zamoczeniu w nim gąbki, Chris rozpoczął od przemywania karku partnera. Skóra na nim była pogryziona, a tarcie i drażnienie jej gąbką niewątpliwie sprawiało ból, nawet jeśli Christopher próbował być przy tym zabiegu względnie delikatny. Następne były plecy - całe posiniaczone i poranione od traktowania ich szpicrutą. Potem klatka piersiowa - podrapania przez pazury oprawcy oraz w wielu miejscach przypalona przez rozgrzany pręt. Na koniec Chris starannie umył pośladki Liama, na których znajdowała się krew z ran po brutalnej penetracji. Już nie sposób było zliczyć, ile rzeczy Chris mu tam dotychczas włożył.
Przemył jego ciało, mimo iż niektóre świeże rany łatwo na nowo nasączą się krwią i ponownie poplamią skórę Liama szkarłatną cieczą. Chris zerknął na jego ciało krytycznym spojrzeniem. Samo przemycie ran to zdecydowanie było za mało przy jego obecnym stanie. Potrzebny był bandaż, który powierzchownie zakryje co gorsze rany oraz coś do odkażenia ich, skoro Chris chciał mieć pożytek z mężczyzny na dłużej. Przy takich obrażeniach nietrudno było o groźną infekcję.
- Pójdę po apteczkę. Mam nadzieję, że myślałeś o tym samym i będziesz ten jeden raz współpracować.
Kimkolwiek była osoba, z którą Christopher wcześniej rozmawiał, sprawiło to, że oprawca nagle zaczął zajmować się Liamem. Postępował w inny sposób niż poprzez wyżywanie się na nim i upokarzanie. Autentycznie zaczął próbować choć minimalnie naprawić szkody, jakie dotychczas wyrządził.
Wróciwszy z apteczką, zaczął odkażać otwarte rany Liama przy pomocy klasycznej wody utlenionej, która zaczynała się pienić i szczypać przy kontakcie ze skaleczoną skórą zarówno na plecach oraz karku, jak i na klatce piersiowej. Na pewno bolało, ale dużo mniej niż ostatni wybryk Chrisa z solą.
Po dezynfekcji zaczął owijać korpus mężczyzny bandażem, którego musiał zużyć naprawdę sporo, aby zakryć nim rany na klatce piersiowej oraz plecach. Chris w czasie tych wszystkich procesów kładł Liama lub pomagał mu przybrać pozycję siedzącą, w zależności od tego, czym się akurat zajmował, aby mieć dostęp do konkretnych partii ciała. Było to bardzo pracochłonne i wyczerpujące zadanie. Ciekawe, co o tym wszystkim mógł myśleć Ellsworth. Czy Chris zamierzał go wkrótce wypuścić? A może przestraszył się tym, że ktoś miał tutaj lada moment przyjechać i próbował po sobie posprzątać? Drugą teorię obalał ton jego głosu w czasie rozmowy telefonicznej. Chris wdawał się wręcz zachwycony wieścią, że ktoś miał pojawić się w ich leśnej posiadłości. Gdyby mutant chciał ukryć fakt więzienia tutaj Liama, prawdopodobnie zostawiłby go w piwnicy i poszedł na górę, udając, że był dzisiaj sam. Kim więc był ten tajemniczy "gość"? I o jaką kasę tutaj chodziło?
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-01-04, 22:42   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
To prawda. Liam posiadał znajomych i brata, którzy na pewno zauważą jego zniknięcie. Kto wie czy już to zarejestrowali, kiedy nie wrócił do Bractwa i nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na wiadomości. Nie miał nawet pojęcia, że jego urządzenie komunikacyjne zostało doszczętnie zniszczone. Bez tego nie można było go w żaden sposób namierzyć. Liam w tej sytuacji zdany był na siebie. Choć kto wie, czy miejscowe kamery coś pomogą i zarejestrowały zdarzenie jego uprowadzenia? Czy może byli jacyś świadkowie? Jedynie Thomas mógłby odnaleźć jego pozostawiony pojazd na parkingu. Ale co dalej? Jak go odnajdą? Czy jest szansa na to, że Chris go wypuści żywego?
Liam pomimo opaski na oczach zacisnął powieki, zmuszony do zniesienia dotyku Chrisa na swoich jądrach. I ten tekst. Gorszego nie mógł wymyślić? Czy próbował go w ten sposób pocieszyć? Ellsworth miał już chłopca na wychowaniu, który teraz pozostał... sam. Jedyna nadzieja w jego podopiecznych, które się nim zajmą, nie wiedząc czy Alex podjąłby się tego. Wiedział, że na pomoc w opiece nad małym mógł liczyć na Chloe, Annę, Zacka i Michaela. Znając podejście Alexa, nie chciał go męczyć pozostawiając mu pod opieką Tengfei'a, kiedy musiał pilnie opuścić siedzibę. Ale teraz, było zupełnie inaczej. Nie mógł tam wrócić, będąc więzionym w nieznanym sobie miejscu, przez dawnego znajomego.
Gdyby nie knebel, to kurwa za zabrudzenia Liam zjechałby bardziej Chrisa, za zwalanie na niego winy, bo przecież nie zrobił tego specjalnie i umyślnie. Ktoś go przecież poranił od środka i sprawił, że pojawiły się rany. Bolesne. Choć szczerze powiedziawszy, Liam tak naprawdę nie miał pojęcia o co mogło do końca chodzić. Czy o to, że krew ze spermą wypływała z jego odbytu na stół, czy może chodziło o męskość Chrisa? Nie widział nic, nie miał jak tego się dowiedzieć i ocenić. Ale ten moment wykorzystał dobrze by uspokoić swój oddech i bijące serce, póki nie był dotykany. Nie zmieniało to jednak tego, że odbyt cały czas pulsował bólem. Ciało z trudem uspokajało się i dochodziło do siebie. A im mniej się ruszał, też mniej bolało. Zwłaszcza w okolicach poparzeń, poranionych i poharatanych pleców oraz w przypadku zapewne pękniętych żeber, albo i jednego. Jeżeli zaś chodziło o wyzbycie się ze swojego wnętrza obcego nasienia, mógłby to zrobić resztkami sił, zadając sobie dodatkowego bólu. Tylko po co, skoro jest na skraju wytrzymałości? Wolał te siły pozostawić na później, gdyż czuł, że to nie koniec.
Wydawałoby się, że Chris na jakąś chwilę sobie odpuści, bo przecież swoje wycisnął z siebie i na kolejny raz tak szybko nie zapowiadało się. Lecz znów niespodziewanie zaskoczył Liama. Poczuwszy jak coś jest mu wkładane w odbyt, ciało wygięło się w górę, również z głową naciągając sobie łańcuch na szyi, drażniąc bardziej rany w danym miejscu. Liam jęknął zaciskając znów dłonie w pięści, powieki i zęby na kneblu. Oddech i serce znów przyspieszyły swoją pracę. Wypalanie wnętrza było jeszcze boleśniejsze niż wcześniej, gdyż Liam tam miał już naruszone i nowo powstałe rany. Z powodu wiszących nadal nóg, nie miał jak się od tego obronić, uciec. Poruszał nimi w powietrzu jakby chciał się skulić, przyciągnąć je do siebie. Drżał z doznania nowej fali bólu i dyskomfortu, w postaci pręta w tyłku. Głowę przechylił na bok, kiedy oprawca przestał grzebać i pozostawił obce ciało w jego wnętrzu. W takim zaś stanie, Liam został pozostawiony samemu sobie. Słyszał jak Christopher wychodził z piwnicy i zamknął za sobą drzwi.
Żarty Varcer mógłby sobie odpuścić. Liam będąc cały obolały, nie widział w chwili obecnej dla siebie możliwości kombinowania i ucieczki. Próbował jednak coś z rękoma zrobić, ale narobił sobie jedynie większego problemu i bólu. Rzemienie mocno się wrzynały w jego ramiona, co nie pozwalało mu na jakikolwiek ruch rękoma. Czuł że bolą go od tego stawy, usilne będąc związane za plecami ręce i przez kajdany na nadgarstkach. Nawet nie było szans "wypluć" z ust knebla. Był tak zapięty i głęboko umiejscowiony, że szanse na pozbycie się go były zerowe. Również opaska z oczu nie chciała się zsunąć. Przeklął w myślach na beznadziejność swojej sytuacji. Nie zapominając o tym, że był spragniony i głodny. Lecz organizm teraz nie był wstanie tego zarejestrować na pierwszym miejscu, kiedy ciągle zajmował je ból i stres. Nie przełknął by nic z podanego posiłku. Bardzo możliwe, że zacznie tracić na wadze.
Ellsworth długo nie pozostał sam. W tej ciemności mu towarzyszącej usłyszał otwieranie drzwi i ponowne zamknięcie. Po chwili kroki i słowa, kiedy mężczyzna znalazł się tuż przy nim. Co miał na myśli mówiąc "tego"? Serce zabiło mocniej, dając mu przed oczami obraz dnia wczorajszego. Już mu się nie podobało. Pytanie tylko, czy mowa o seksie oralnym, czy kolejnej fali uderzeń na plecach?
W tym momencie dało się poczuć jak żelazny łańcuch znika spod jego szyi, odrywany od rany, dodając nowego uczucia pieczenia i szczypania. Następnie Liam poczuł, że jego nogi uwalniane są od wiszących kajdan. Długo tak nie poleżał po ich uwolnieniu, czując następnie ciągnięcie za kostki po stole, gdzie nagle i niespodziewanie uderzył ciałem o posadzkę. Wydobyło się z jego ust przytłumione przez knebel syknięcie z bólu. Nie dane było mu dojść do siebie po upadku ze stołu, ponieważ zaraz poczuł ból na głowie spowodowany złapaniem za włosy i zmuszeniem do podniesienia się w pozycję klęczącą. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ przeszkadzał w tym pręt w tyłku. Nawet kopnięcia w tym nie pomagały, gdyż Liam jak już musiał, chciał usiąść na swoich nogach - nie mógł. Pręt wystający z jego odbytu, posiadający prawdopodobnie długość 60 centymetrów, wystawał w większej części, zmuszając go do klęczenia na osłabionych nogach, nie do siedzenia na nich. Klęczał więc ciężko oddychając, będąc tym samym pochylonym do przodu. Nie miał też wyprostowanych nóg podczas tej pozycji, ale kucnął do takiego stopnia jak dotykał prętem o posadzkę. Pozycja była mu bardzo znajoma, choć też i bardzo niewygodna. Wiedział co się święci.
Charakterystyczny klik z tyłu głowy dał Liamowi do zrozumienia, że kłódka została otwarta. Tym samym poluzowany pasek i wyjęcie knebla. Miał chwilę na rozruszanie swojej szczęki, czując nieprzyjemne uczucie posiadania tak długo otwartych ust. Nim jednak Chris założył mu nowy, Liam odezwał się.
- Błagam... Przestań... Nie wytrzym...
Przemówił głosem pełnym bólu, zmęczenia, wycieńczenia, cierpienia a także z nutą chrypy. Nie dokończył swoich słów, ponieważ przerwane zostały, kiedy poczuł że Christopher chce mu coś znów włożyć. Kręcił głową i wycofywał się tak, że próbując się nawet odsunąć od niego na kolanach i kręcąc głową. Z boku można było stwierdzić, że Liam próbował od tego uciec. Niestety, kiedy chciał się szybciej cofnąć, zapomniał i kucnął bardziej do tyłu przez co pręt w tyłku dotknął posadzki i wcisnął mu się głębiej raniąc wnętrze. Liam syknął z bólu po czym przechylił się na bok, upadając na lewe ramię. Być może stracił równowagę, albo już nie kontrolował ruchów z osłabienia. Chris musiał sporo się nagimnastykować, by założyć Liamowi knebel pierścieniowy. Otwarty jak ostatnim razem. Liam znów przegrał z Chrisem i otwarty knebel znalazł się w jego ustach powodując większy przepływ powietrza i nie możliwość zamknięcia ust. Po zapięciu paska, Liam usłyszał znajome kliknięcie, co świadczyło o założeniu tam kłódki. Varcer zapewne niezadowolony z tej sytuacji, musiał na nowo postawić go do pozycji klęczącej. Obolały Ellsworth nadal opierał się. Długo to jednak nie trwało i ostatecznie został przywrócony do poprzedniej pozycji, ze znacznym trudem utrzymując odpowiednią pozycję klęczącą. Ale tym razem nic go nie trzymało jak ostatnim razem od sufitu.
Po usłyszanych słowach, chciał znów zaprotestować. Poczuł jednak dłoń na swoich włosach i wymuszenie do przyjęcia w usta penisa oprawcy. Nie pozwolił sobie na to. Jak ostatniego dnia, tak i teraz Liam odsuwał głowę do tyłu. Nawet nie zamierzał wykonać polecenia. Chris niestety musiał zmusić go do tego. Odbyła się wtedy powtórka z dnia ostatniego. Czując członka Chrisa w swoich ustach i to pewnie głęboko włożonego, Liam znów zaczął się dławić, dusić, krztusić. Zacisnął mocniej powieki i dłonie w pięści. Zęby zaś na kneblu, co ratowało w sumie Chrisa przed przegryzieniem mu męskości. Kiedy oprawca zaczął działać, Liam czuł tylko jedno - obrzydlistwo i mdłości. Chciał od tego uciec...
Nadzieja jednak się pojawiła na moment. Zadzwonił telefon Varcera. Liam już myślał, że przerwie. Że odbierze i wyjdzie stąd. Tak się nie stało. Chris odebrał połączenie, ale czynności nie przerywał.
Pomimo bólu w tyłku i na ciele, a także dławiąc się przez męskość Chrisa, Liam próbował cokolwiek wyłapać z odbywającej się rozmowy telefonicznej. Nie pozwalało mu to się skupić, kiedy członek Chrisa wchodził głębiej w jego gardło. To bolało. Jakby jego przełyk był poszerzany na siłę. Tego dnia nie był wstanie złapać tchu, jakby dusił się. Ciało nawet reagowało instynktowne drżąc od tego doznania.
Dźwięków z siebie Liam nie był wstanie wydobyć, choćby tylko dławienia się i krztuszenia, co mogły nie być za bardzo słyszalne dla rozmówcy po drugiej stronie słuchawki.
Zdawało się że rozmowa trwa dość długo, lecz pewne zdanie ożywiło umysł Liama, słysząc o tym, że ktoś ma tutaj przybyć. Serce jego spanikowało bijąc mocno. I jeszcze ta mowa o pieniądzach. O co chodziło? Czemu nie mówią konkretniej? Co Chris chce pokazać specjalnego? Poczuwszy stuknięcie palca o swoją głowię sprawiło że zalał go zimny pot. Co jest kurwa grane? Liam zamarł na wzmiankę o prawdopodobnym pojawieniu się gościa. Nie było czasu na analizę sytuacji, kiedy Chris nie przestawał go brutalnie męczyć. Aż nagle... przestał.
Liam poczuł mocne szarpnięcie za włosy, po chwili upadł mocno na posadzkę syknąwszy z bólu, jednocześnie kaszląc i łapiąc powietrze przez otwarty knebel. Jama ustna była uwolniona od penisa oprawcy. Serce biło mocno i próbowało się uspokoić. Oddech Liam miał ciężki. W głowie kłębiły się pytania i obawy, co teraz będzie. Nie widział się jak wygląda ale faktycznie, ran na ciele miał dużo. Każde miejsce czuł. Najbardziej boleśnie odczuwalne były plecy i odbyt. Pozostając na posadzce, Liam przysunął do siebie nogi, skuliwszy się, jakby tym samym chciał znów zakryć swoją męskość. Bał się? Bał się tego co może nadejść - niewiadomego od nieznanej osoby.
Pręt został z jego tyłka wyjęty i nie brutalnie, ale dość delikatnie. Liam wyczuł różnicę w czynach Chrisa. Podczas przemywania ran, Varcer musiał to robić gdy Liam leżał albo siedział. Pionu Liam nie był wstanie utrzymać. Przemywanie ran szczypało, gdyż były przez gąbkę naruszane. Najgorzej Liam znosił przemywanie pleców i odbytu, przez co jego ciało uciekało od dotyku. Trzeba było go przytrzymać albo pozwolić mu leżeć. Prawdą było też to, że przemyte rany zostały na nowo otwarte pomimo zaschnięcia. Szczególnie widoczne to było na plecach. Krew znów pojawiała się kropelkami czy drobnym strumyczkiem. Ellsworth zdecydowanie potrzebował opatrunku. Chris słusznie zauważył, że przy otwartych ranach może wdać się infekcja i Liam nie przeżyje tu więcej niż kilka dni cierpienia gorszego niż tortury.
Słysząc o apteczce, Liam nie zareagował. Nie pokazał po sobie czy będzie współpracować czy nie, ale nie mając na nic sił, nie robił niczego do powrotu Chrisa. Siedział lub leżał tak jak go zostawiono. Liam nawet nie zastanawiał się, kim była osoba jaka miała przyjść. Jego myśli teraz krążyły wokół ran. Bo kiedy Chris wrócił i zaczął przemywać wodą utlenioną, syknięcia czy jęki z ust Liama były bardzo słyszalne. Ciało zareagowało instynktowną ucieczką w momencie przemywania pleców. To było piekło. Może nie tak samo jak sól ale rany pieniły się mocniej niż na przedniej części ciała. Oddech mocniej przyspieszył a nogi Liam poczuł że ma jak z waty. Bardziej się pochyli bądź skulił. Czuł, że nie wytrzyma, że odpłynie. To kwestia czasu.
Założenie bandaża też graniczyło z cudem. Ponieważ krępujące go rzemienie w ramionach nie zostały zdjęte. Chris musiał na siłę przez ramiona przecisnąć bandaż, co dodawało Liamowi dodatkowego bólu. Dało się też zauważyć, że w miejsca wiązania stały się zaczerwienione. Jakby wrzynały się w skórę lub ją mocno drażniły przez mocne zaciśnięcie. Żeby plecy mogły zostać w całości opatrzone, konieczne było przeprowadzenie bandaży przez barki, by tors i plecy były całkowicie opatrzone. Bandaż był dla Liama uchronieniem od zimna robiąc jako prowizoryczne odzienie, ale z drugiej strony trochę uciskał mu fragmenty ciała. Jedyny tego plus jaki miał zastosowanie, to usztywnienie klatki piersiowej, by żebra mogły się zregenerować, oraz uchronienie od nieustannego krwawienia. Pozostawiony otwarty knebel, jak poprzedni kulkowy, nie pozwalał na kontrolowanie śliny, która spływała mu z ust po brodzie. Liam czuł się jak dręczone i śliniące się zwierzę. Okropnie.
Kiedy cały proces przygotowania Liama został zakończony, stało się coś, czego Chris na pewno nie przewidział, a był przez swoją ofiarę uprzedzany. Liam w pewnym momencie, jeżeli siedział, stracił przytomność od nadmiaru bólu. Organizm jego był tak wycieńczony, że osunął się na posadzkę. A jeżeli leżał, po prostu nie reagował na nic cokolwiek mu robił Chris... Nie wytrzymał tego wszystkiego. Bądź mógł zadziałać jeden ze skutków ubocznych mutazyny. Kto wie, co w obecnym momencie jest faktyczną przyczyną utraty przytomności Ellswortha.
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-01-05, 23:34   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Wcześniej było mu szczerze obojętne, w jakim stanie ostatecznie skończy Liam. Mógł zachorować, mógł skończyć pokaleczony lub także umrzeć. Wszystko zależało od tego, ile organizm uwięzionego mężczyzny był w stanie znieść i po jakim czasie Chris stwierdzi, że się nim wystarczająco nacieszył. Na nic takiego się jednak nie zapowiadało. Pomimo tego, że oprawca zaczynał powtarzać swoje wcześniejsze czynności, wciąż w trakcie ich trwania był tak samo podniecony jak za pierwszym razem. Wystarczyło te parę minut w ustach Liama, aby Christopher ponownie doznał erekcji i jego wrażliwa męskość ładnie nabrzmiewała oraz pulsowała w przełyku partnera. Dla Ellswortha oznaczało to jedynie większe trudności w złapaniu tchu, większe męczarnie i nieuniknione odruchy wymiotne, z kolei dla Chrisa niebywałą rozkosz, którą Liam mu wtedy zapewniał. Dzięki kneblowi w kształcie pierścienia ofiara nie miała zbyt wiele do gadania ani też nie miała możliwości przerwania tego.
Telefon wydawał się więc wybawieniem, gdy chwilę po zakończeniu rozmowy mężczyzna postanowił odpuścić dalsze tortury, mimo że nie było pewne na jak długo. Popęd oprawcy naturalnie się zmniejszył, gdy ich czynność została przerwana i męskość Chrisa nie kontynuowała penetrowania wilgotnego gardła Ellswortha. Christopher nagle postanowił skupić się na czymś zupełnie innym. Nie zdążył wypróbować na Liamie innej pozycji ani nawet nacieszyć się oralnym seksem, jednak to, co miało wkrótce nadejść, miało przynieść o wiele lepsze doznania i korzyści, więc tym razem grzecznie odpuścił i oszczędził mu wrażeń. Ta zabawa im przecież nigdzie nie ucieknie. Jak nie teraz, to później do tego wrócą.
Skupiając się na odkażaniu i opatrywaniu ran, Christopher nie miał czasu na zabawy w psychiczne znęcanie się nad mężczyzną jak to robił do tej pory. W końcu im szybciej uporałby się z ranami więźnia, tym szybciej mógłby zrealizować swój nowy plan. Mimo to w trakcie zakładania bandaży nawet przez myśl mu nie przeszło, aby pozbyć się skórzanych pasków, które krępowały Liama w celu usprawnienia tego procesu. Swoje bezpieczeństwo cenił bardziej niż wygodę i wolał zachować środki ostrożności na wypadek, gdyby Liam chciał wykorzystać jakąkolwiek lukę lub chwilę nieuwagi oprawcy. Christopher zapewnił przez to większą dawkę bólu swemu partnerowi, ponieważ siłą przeciskał bandaż przez jego ramiona. Opatrywał go i odkażał rany, owszem, ale nie sprawił tym, że cały ból magicznie zniknął. Wręcz przeciwnie. Przez te wszystkie czynności Liam ponownie poczuł wszystkie swoje rany na ciele. Zarówno te stare jak i nowe. Na klatce piersiowej, udach, odbycie, karku i plecach. Zalała go kolejna fala okropnego bólu, którego nie dało się opisać żadnymi słowami. Rozrywanie ze skóry to wciąż mało powiedziane. Liam mógł tylko jęczeć i zaciskać zęby na kneblu.
To było spore poświęcenie, jednak skrępowany mężczyzna musiał się przecież ładnie prezentować przed ich przyszłym gościem, pokazując swoje wszystkie męskie walory. Pokaleczone ciało było raczej mało kuszące i należało to czym prędzej zmienić.
Chociaż tors zakrywały bandaże, wciąż widoczna była jego muskularna, piękna sylwetka i cel oprawcy został osiągnięty. Niełatwo znaleźć w pełni uległego osobnika o takiej aparycji. Tacy zawsze chcieli coś w zamian... A wyszło na to, że Liam miał starczyć na dłużej niż jaszczur początkowo planował. Musiał więc o niego nieco bardziej zadbać. Zatroszczyć się i sprawić, by jego przydatność była jeszcze bardziej efektowna niż do tej pory. Musiał dać z siebie więcej. Zachowywać się tak, jakby doświadczał syndromu Lima i zaczynał czuć jakąś więź z porwanym.
Chris był zadowolony ze swojego końcowego dzieła. Liam został umyty oraz dokładnie opatrzony. Skoro mieli to za sobą, oprawca zamierzał dać mu chwilę wytchnienia przed pojawieniem się specjalnego gościa, lecz gdy zamierzał już chwycić za smycz i zaciągnąć mężczyznę w odpowiednie miejsce, gdzie miał zregenerować siły, Liam niespodziewanie upadł na posadzkę bez życia. Christopher spojrzał zaskoczony, przez moment nie rozumiejąc, co się właściwie stało. Stał zupełnie zdezorientowany. Po kilku sekundach potrząsnął głową i zmarszczył brwi w gniewie, szybko uznając, że Liam symulował. Musiał symulować. Stchórzył i postanowił innej metody uniknięcia bólu niż dotychczas
- Wstawaj.
Rozkazał mu zdenerwowany, kopiąc go z brutalną siłą przy użyciu prawego buta. Jeśli Ellsworth chciał tym sposobem wzbudzić u niego litość to źle trafił. Christopher liczył, że mężczyzna w odpowiedzi się poruszy, stęknie, zareaguje jakkolwiek, ale wciąż leżał nieruchomo. Chris trącił go nogą raz jeszcze, delikatniej, jednak Liam tak samo jak wcześniej pozostawał w bezruchu. Pojawiły się wtedy słuszne obawy w głowie Varcera.
Oprawca przykucnął nad nim i przykładając palce do szyi sprawdził puls. Słabo wyczuwalny, ale mężczyzna żył. Był tylko nieprzytomny. To i tak nie napawało oprawcy większym optymizmem.
- Kurwa mać...
Syknął przez zaciśnięte zęby, wstając i przeplatając palce za schyloną głową. Nie przewidział, że do tego dojdzie. Nie w takim momencie, gdy zaraz miał pojawić się jego wspólnik. Wierzył, że skoro Liam wytrzymał tyle czasu to pociągnie jeszcze trochę. Przecież dobrze mu szło. Wszystko psuł. Obrzydliwy egoista.
- Pieprzony...
Zaczął cedzić, lecz przerwał szybko. Wyzwiska i groźby nie miały od teraz żadnego znaczenia. Liam i tak nie mógł ich usłyszeć. W pomieszczeniu zapadła wręcz grobowa cisza. Chris westchnął i przetarł twarz dłonią. Musiał znaleźć wyjście z tej sytuacji. Myśleć trzeźwo i nie dać się ponieść emocjom. Postanowił wsunąć ręce pod nieprzytomnego mężczyznę i zanieść go na stary materac, który od początku w założeniu miał służyć za łóżko Liama. Po ułożeniu go na plecach, rozgoryczony wywalił na bok leżące na posłaniu stare prezerwatywy. Nie był w nastroju, aby o tym teraz myśleć. Taki trup był bezużyteczny. Liam musiał czym prędzej dojść do siebie, jeśli miał mieć jakąkolwiek wartość.
Christopher po chwili wiedział już, co należało zrobić. Wyszedł z piwnicy, aby ogarnąć dla Ellswortha środek przeciwbólowy w strzykawce. Jako że miał pojęcie jak odpowiednio przygotować mutazynę, ta czynność nie sprawiała dla niego problemu. Gdy wrócił do nieprzytomnego mężczyzny, spryskał okolice nadgarstka środkiem dezynfekującym. Upewnił się, że w strzykawce nie znajduje się uwięziona bańka powietrza i powoli wstrzyknął mu do żyły leki, wprowadzając je do krwiobiegu, po czym przytrzymał miejsce ukłucia wacikiem. Oby to coś dało. Sam nie potrafił określić czy bardziej martwił się teraz o Liama czy o siebie. Wiedział jednak, że nie mógł teraz odwołać zaproszenia. Potrzebował tej kasy, a odwołanie spotkania zepsułoby dodatkowo jego relację, a także ogólną reputację.
W czasie, gdy Ellsworth leżał nieprzytomny, Chris wykorzystał ten czas, aby posprzątać piwnicę i jednocześnie zająć w ten sposób swoje myśli. Musiał umyć stół oraz jego okolice, a także poukładać rzeczy na swoich miejscach. Sporo roboty, gdyż krew nie należała do substancji prostych do usunięcia. Tylko co jakiś czas spoglądał w stronę Liama, licząc, że choć odrobinę się poruszy. Za wiele jednak wymagał, oczekując tego już teraz. Wykończony torturami i brakiem snu organizm potrzebował odpoczynku i była to jedyna rzecz, nad którą Chris nie miał tutaj kontroli. To go irytowało. Nienawidził tego uczucia i w końcu go ono dopadło.
Gdy wycierał szmatką krawędź stołu, rozległ się stłumiony dźwięk dzwonka dochodzący z parteru. Chris odruchowo spojrzał na zegarek na swojej ręce i spojrzał na czas. Minęły ponad dwie godziny odkąd Ellsworth stracił świadomość. Wytarł palce o szmatkę i odłożył ją na stół, kierując się na górę i zamykając Liama w piwnicy. Kiedy był już na górze przed frontowymi drzwiami, otworzył je i dostrzegł znajomą twarz. Postawny mężczyzna w kwiecie wieku o brązowych oczach i przenikliwym spojrzeniu. Szatyn w eleganckim garniturze i wzroście 190 centymetrów. Wyglądem starszy od Christophera oraz Liama, z delikatnym, zadbanym zarostem.
- No proszę, Marcus we własnej osobie.
Powiedział do niego Chris, wyraźnie zadowolony z jego wizyty. Oboje podali sobie rękę, zaciskając mocno dłonie.
- Uznałem, że warto będzie sprawdzić jak się miewasz i widocznie przybyłem w dobrym momencie. Przez telefon wspomniałeś o kimś "specjalnym" i z miłą chęcią urozmaicę sobie dzisiejszy dzień. Jest w środku?
Mężczyzna bardzo szybko przechodził do rzeczy i już próbował dostrzec we wnętrzu mieszkania wspomnianą osobę. Chris uchylił drzwi i gestem dłoni zaprosił gościa do środka.
- Oczywiście, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw formalności. Wchodź i zaraz przygotuję coś do picia.
Ta rozmowa powinna się toczyć za zamkniętymi drzwiami, więc gdy już oboje znaleźli się w środku, Chris wskazał Marcusowi miejsce na kanapie. Odbywała się przyjacielska rozmowa przy piwie w trakcie której Christopher zachowywał się bardzo naturalnie. Niegroźnie i wręcz sympatycznie. Jego na co dzień ciepła, wrodzona barwa głosu zawsze budziła zaufanie u innych. Nic dziwnego, że Liam na parkingu nie odczuwał zagrożenia emanującego od Christophera. Sprawiał wrażenie dobrego człowieka. Nie tylko w słowach, ale i w mowie ciała. Potrafił wcielać się w różne role.
- [...] A więc sobie jakiegoś upolowałeś?
Padło w pewnym momencie pytanie od Marcusa.
- Owszem. Jest inny od tych wcześniejszych. Typowy samiec alfa, któremu trzeba było dosadnie pokazać, gdzie jest jego miejsce. Jest w trakcie szkolenia. Myślę, że gdyby dać mu szansę to w przyszłości będzie można się na tym ogierze ładnie dorobić. Takich jak on jest mało na rynku. Większość to typowe, wątłe lizusy dobrowolnie dające dupy lub oczekujący tego samego w zamian. Osobiście mnie tacy znudzili. Chciałem zmiany, prawdziwej walki i zwyczajnego urozmaicenia i się tego doczekałem. Jak chcesz możesz go już sobie obejrzeć i wtedy ustalimy cenę. Nie będziesz przecież płacić za kota w worku.
Odparł Christopher, upijając kolejny łyk alkoholowego trunku.
- No proszę, zaciekawiłeś mnie. Liczę, że to nie są tylko puste słowa. Chcesz więc, żebym przy okazji nieco pomógł w szkoleniu?
Zapytał klient, spoglądając na niego z tajemniczym uśmiechem. Chris go odwzajemnił.
- Jak my dobrze się rozumiemy... Twoją rolą byłoby wyszkolenie go w takim zakresie, w jakim ja nie mogę i wiele więcej, jeśli tylko starczy Ci sił. Jestem pewien, że się nie zawiedziesz. Nie tylko jego narwany charakter robi wrażenie...
Odparł Chris, unosząc lekko jedną brew. On już miał okazję dokładnie przetestować i obejrzeć każdy zakamarek ciała Liama. Nadeszła więc kolej na klienta i zarazem jego bliskiego przyjaciela. Wkrótce obaj spojrzeli na siebie porozumiewawczo i Marcus skinął głową. Zgarnęli po puszce piwa i bez słowa udali się do piwnicy, gdzie czekał na nich nadal nieprzytomny Liam. Po otwarciu drzwi przez Christophera, oczom Marcusa ukazała się dobrze znana mu piwnica, ponieważ nie był tu po raz pierwszy. Była czysta, jakby nic wcześniej nie miało tu miejsca. Jedynie w najdalej położonym i zacienionym kącie pomieszczenia leżała nieruchoma sylwetka zabandażowanego mężczyzny na materacu.
- Możesz do niego podejść. Jest nieprzytomny.
Rzucił Christopher bez zbędnych kłamstw, dając mu wolną rękę. Akurat z tym faktem nie było potrzeby się kryć, ponieważ oboje nie byli święci i dobrze się znali. Marcus stojąc nad Liamem przyjrzał się mu uważnie z góry. Niemal od razu wpadł mu w oko, choć chętnie zobaczyłby go bez opaski. Sam fakt istnienia licznych obrażeń i bandaży kompletnie zignorował.
- Nie wiedziałem, że wolisz starszych.
Skomentował z rozbawieniem Marcus, zerkając na moment na Christophera. Mimo iż Liam posiadał opaskę, widać było po jego sylwetce, że nie był kolejnym małolatem zaciągniętym tutaj przez kolegę. Był wyższy, silniejszy.
- Ten od dawna mi się podobał. Problem tkwił w tym, że to typowy dominant. Nie poszedłby na ugodę, więc nie pytałem.
Mruknął Chris, opierając się plecami o ścianę naprzeciwko i otwierając swoją puszkę. Przyglądał się wszystkiemu z boku i dał czas, aby Marcus dokładnie obejrzał Liama. Niczym towar na wystawie. Fakt, że mężczyzna był nieprzytomny w dużym stopniu to ułatwiał i Marcus mógł dotykać leżącego gdzie tylko chciał.
- Mogę mu ściągnąć opaskę?
Padło nagle pytanie, na które Chris wzruszył ramionami i zaśmiał się cicho.
- Śmiało, rób co chcesz. Za niedługo będzie Twój.
Po otrzymaniu pozwolenia, Marcus ściągnął opaskę z oczu Liama i mógł ujrzeć jego nieskazitelną twarzyczkę w całej okazałości. Był przystojny, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Zaczął gładzić dłońmi ramiona mężczyzny oraz klatkę piersiową, badając jej wspaniała muskulaturę. Pomimo bandaży, wciąż dało się wyczuć pod opuszkami palców wyrzeźbione mięśnie. Był idealny. Bardzo w typie Marcusa. Chris doskonale o tym wiedział, stąd wynikła jego propozycja.
- Ma bardzo wysoki próg bólu. Na tym także praktykowałem BDSM, stąd te rany. Padł parę godzin temu, ale i tak wytrzymał znacznie więcej niż przeciętniak. Wkrótce powinien dojść do siebie. Dałem mu już odpowiednie leki. To tylko kwestia czasu, aż się wybudzi.
Poinformował Chris w międzyczasie, a widząc wyraźny zaciesz na twarzy Marcusa, uniósł brew i uśmiechnął się zaczepnie.
- 350 dolarów za całą noc to chyba uczciwa cena?
Zapytał go prosto z mostu. Na tyle wycenił sobie Liama. Marcus spojrzał na Christophera z zamysłem. Oferta była wysoka, lecz dla jego portfela nie była to praktycznie żadna strata. Od samego początku coś jeszcze chodziło mu po głowie i zamierzał podzielić się swoim pomysłem.
- Dam więcej, ale pod pewnym warunkiem. Chcesz się przyłączyć i dodatkowo umilić nam ten wspólny czas?
- Proponujesz trójkąt?
- Owszem, podzielimy się nim na starych zasadach.
Christopher uniósł brew i zerknął na Liama spod przymrużonych powiek, uśmiechając się delikatnie. Ta wizja bardzo mu się spodobała. Właściwie była perfekcyjna... Ellsworth na pewno by to sobie zapamiętał na bardzo długo. Zdominowany przez dwóch mężczyzn w tym samym czasie. Bezbronny, pozbawiony prawa głosu. Marcus nawet nie musiał dodatkowo płacić, aby Christopher na to poszedł, ale skoro już zaoferował dodatkowe pieniądze...
- Zgoda, kiedy się obudzi to możemy się za niego zabrać.
- Jak za starych, dobrych czasów...
- Mhm...
Tylko czy Liam był w trakcie tej rozmowy nadal nieprzytomny? A może już tylko udawał i pozostawał w bezruchu z obawy przed tym, że oprawcy coś zauważą zareagują? Bez względu na to, Chris i Marcus oddalili się od niego i zaczęli coś między sobą szeptać. Gdy skończyli pewne tajemnicze ustalenia, stanęli przed sobą i niespodziewanie zaczęli dzielić między sobą namiętne pocałunki, ściągając sobie wzajemnie ubrania i dotykając się wzajemnie. Niczym prawdziwa, pełna pasji para. Jeśli Liam był przytomny, miał ten widok tuż przed sobą. Jeśli nie, czekała go spora niespodzianka.
Gdy mężczyźni rozebrali się do samych bokserek, odłożyli złożone ubrania na krzesło, które w pewnym celu przysunęli bliżej nieprzytomnego mężczyzny. Następnie położyli się tuż obok Ellswortha. Chris po lewej, a Marcus po prawej, zajmując wolną przestrzeń na materacu w miarę możliwości. Właśnie w ten sposób czekali, aż Liam się w pełni wybudzi lub choć odrobinę poruszy. To było jak oczekiwanie wyrok. Im obu za to humor bardzo dopisywał. Tłumili śmiech, jakby właśnie robili głupi żart koledze ze szkoły. A była to jedynie niewinna zapowiedź prawdziwych kłopotów, które dopiero miały nadejść.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-01-06, 00:38   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Niestety metody Christophera przyczyniły się do tego, że pogłębiający się próg bólu u Liama był trudny do zniesienia i tak osłabił mu organizm, że stracił przytomność. To mógł być główny czynnik tego stanu, którego Liam już nie wytrzymał. Nikt jednak nie pomyślałby w tej sytuacji, że również podawanie mutazyny mogło mieć w tym swój udział. Cokolwiek Christopher postanowił zrobić, Liam nie reagował. Kopnięcia nie pomagały. Liam nie skulił się ani też nie wydał z siebie żadnego dźwięku. To był pierwszy raz w jego życiu, kiedy organizm nie wytrzymał tej fali bólu, jaką doświadczył w ciągu tych paru obecnych godzin. A Christopher go nie oszczędzał. W dodatku opatrywanie pleców nie należało do przyjemnych i naciąganie jego ramion, by przeciągnąć bandaże. W dodatku był przecież spragniony i głodzony.
Liam nie zrobił tego świadomie, ale na pewno jego dusza cieszyła się z osiągniętego celu, jako że ciało nie miało siły znosić więcej bólu. Przeniesiony został na materac, być może odczuwając tym razem miękkość pod ciałem. Gdyby Liam był świadomy czynów Chrisa, zapewne byłby zaskoczony i wdzięczny, że dano mu spokój. Ale nie ma co ukrywać, że najchętniej spieprzałby z tego miejsca.
Podanie leków było bardzo dobrym pomysłem, dzięki temu Liam nie pocił za bardzo od bólu, a jego sen był w miarę spokojniejszy. Ukłucia strzykawki Liam także nie poczuł. Choć żeby podać mu lek zastrzykiem przez nadgarstek, Varcer musiał Ellswortha przekręcić na bok aby mieć dostęp do jego rąk, skoro ulokował go na materacu na plecach. To także było nie małym wyzwaniem. Liam przespał spore kilka godzin, których potrzebował w nadmiarze jego organizm. Jeden z tego był minus, że posiadając otwarty knebel w sytuacji kiedy głowa Liama leżała na boku, powodowała wypływanie śliny na materac.
Oczekiwany gość Christophera pojawił się w końcu i obaj panowie postanowili pierw sobie porozmawiać na górze. Gdyby Liam odzyskał przytomność, zapewne próbowałby się stąd wyrwać. Lecz nie. Organizm nie zregenerował się jeszcze w pełni. Przez to Ellsworth nie słyszał momentu jak obaj panowie zawitali do piwnicy. Nie poczuł, jak był dotykany i badany. Jego ciało zdecydowanie prezentowało sobą dobry okaz, jak wyrzeźbione mięśnie, co świadczyło tym jak dbał o swoje ciało. Pomijając to, jak zabandażowane miał rany. Zdjęcie opaski z oczu, ukazało zamknięte powieki i lepiej widoczny obraz zmęczonego i wyczerpanego bólem i cierpieniem człowieka na twarzy. Teraz, spał spokojnie. Jego klatka piersiowa się spokojnie unosiła i opadała. Christopher nie mylił się, że Liam przy takiej wytrzymałości zniósł jego tortury dnia poprzedniego i dzisiejszego, aż osiągnął limit.
Liam nie słyszał rozmowy na temat ustalania ceny, jakoby chcieli nim handlować. Takie metody były od dawna zakazane. To było wręcz niemieszczące się w głowie. Dobrze więc, że Liam tego nie słyszał. Organizm także oszczędził mu widoku obmacujących się mężczyzn. Tak samo tego, jak się ułożyli obok niego.
Minęło jeszcze dużo czasu, aż Liam zaczynał dawać oznaki odzyskiwania przytomności. Poruszył głową, zacisnął powieki i powoli je otworzył. Poruszył rękoma, ale nadal odczuwał opór. Dziwnym trafem nie odczuwał całego bólu ciała jak parę godzin temu. Czuł za to uciskający go na całym torsie i udach bandaż. Oraz w pozostałych miejscach, gdzie miał założony. No i rzemienie na ramionach. Nie to zaś było czymś, co go niepokoiło. Miał wrażenie, że nie jest sam. Otworzył oczy. Nie miał na nich opaski! Zmrużył powieki, jakby próbował odzyskać ostrość, mając przed sobą widok piwnicznego sufitu. Przekręcił głowę na lewą stronę, a tam ujrzał twarz Christophera. Przekręcił na prawo i ujrzał nieznajomego mężczyznę. Starszego od siebie. Znów przeniósł spojrzenie tym razem pytające, szokujące i nie rozumiejące, co tym razem odwala? Czy to ten, z którym wcześniej rozmawiał? Serce Liamowi zabiło mocniej. Najgorzej, że nie mógł nic powiedzieć. Nie mógł nic zrobić. Ugiął nogi w kolanach, czując ciągnący się za nimi łańcuch, jakby już szykował się do obrony konkretnego miejsca. Liam także poczuł, jak bardzo sucho miał w ustach, przez posiadany knebel otwarty. Podjął próby podniesienie się, co jednak skończyło się na niczym. Związany mocno, jeszcze uciskany przez bandaż nie miał za wiele możliwości poruszania się. Przy czym poczuł swoje biedne żebra. Opadł zrezygnowany mrużąc oczy, oddychając szybciej. Co Chris kombinował? Dlaczego obok niego leżeli oboje rozebrani? Po tych pytaniach, jednak szybko się domyślił. Nie bez powodu próbował się podnieść i raczej uciec od nich.
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-01-10, 12:28   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Liam nie zareagował od razu wielką paniką i wyrywaniem się, dostrzegając dwóch mężczyzn obok siebie. Prawdopodobnie dlatego, że jego organizm pomimo wybudzenia się wciąż był wyczerpany, obolały i tak samo niedożywiony. Nie zrozumiał od razu, co się wokół niego działo, co dla pozostałej dwójki było całkiem urocze i niewinne. Chwilę zajęło, nim więzień ocknął się na tyle, aby odruchowo spróbować ochronić dolne partie ciała przed niechcianym dotykiem, a jego oddech przyspieszył. Dobrze wiedział, że znalazł się w bardzo niebezpiecznej sytuacji i kimkolwiek był mężczyzna towarzyszący Christopherowi, na pewno nie przybył tutaj, aby pomóc Liamowi.
Jego ruchy były ograniczone i już nawet nieco powolne po nie tak dawnych doświadczeniach z przeszłości. Mężczyźni jednak nie byli od razu zainteresowani tym, o czym pewnie pomyślał. Chcieli spędzić z nim odrobinę czasu na niewinnych pogawędkach. Ot jakby nie działo się nic złego.
- Przyjemnie się spało, Liam?
Wymruczał Christopher do jego ucha, leżąc na boku i obejmując go ramieniem na wysokości klatki piersiowej. W ten sposób Marcus poznał imię nieszczęśnika, którym mieli się wkrótce zająć i należycie wytresować. On także nie chciał być bierny, więc umieścił swoją dłoń na policzku Liama, nakierowując jego twarz ku swojej. Chciał spojrzeć mu w oczy i wyczytać z nich emocje towarzyszące mężczyźnie. Strach, niepewność, gniew? A może biedny Ellsworth był zbyt wykończony, by nawet to okazywać i jego twarz wydawała się martwa, obojętna, pozbawiona wyrazu?
Jeśli gdzieś w jego głowie kłębił się cień nadziei, że być może ten drugi człowiek okaże mu więcej współczucia - był w błędzie. Marcus bez względu na jego sposób patrzenia, złożył mu delikatny pocałunek na czole, muskając go przy okazji swoim drobnym zarostem. Był obojętny na to, przez co dotychczas przeszedł mężczyzna. Nie zabierał dłoni. Nie zamierzał, zmuszając Liama do znoszenia dotyku obcego mężczyzny na swej twarzy oraz patrzenie na niego.
- Miło mi Cię poznać, Liam. Ciekawe czy jesteś wyjątkowy jak mówi Chris. Przekonamy się co takiego potrafisz?
Powiedział zagadkowo Marcus, lecz wtem leżący Christopher postukał go palcem na ramieniu, zwracając mu uwagę. Klient nieco za bardzo się spieszył z przejściem do rzeczy, z kolei Chris nie chciał powtórki z rozrywki w postaci mdlejącego Liama. Ryzyko było zbyt duże, a z nieprzytomnego było niewiele pożytkuuu.
- Nie tak szybko, Marc. Dopiero się obudził. Daj mu chwilę na dojście do siebie. Jeszcze nie jest na to gotowy.
Odezwał się chłodnym tonem, powoli podnosząc się z materaca wraz ze swoją puszką. Marcus posłał mu pytające spojrzenie, lecz Chris zaraz naprostował swe słowa.
- Musi co jakiś czas przyjmować mutazynę. Liam jest obdarzonym i za jakieś 20 minut przestanie ona działać jeśli nie dostanie kolejnej dawki.
Wyjaśnił mężczyzna. Na te słowa Marcus od razu odsunął się od Ellswortha, przestając go dotykać. Przestraszył się? Możliwe. Mimo to po krótkiej chwili na jego twarzy pojawiła się lekka irytacja.
- Jest odmieńcem? Czemu nie podałeś mu jej od razu jak spał? Mam teraz z tym czekać jak debil?
Zapytał srogim głosem, na co Chris wywrócił niechętnie oczami. To nie do końca tak działało.
- Był ledwo żywy. Podawanie mojej mutazyny w takim stanie mogłoby go zabić. Jasne, wina leży po mojej stronie, ale wkrótce to naprawię.. Przez te 20 minut możesz sobie obczaić nagrania na tamtej kamerze. Przekonasz się, ile potrafi znieść Liam. Sprawdź przy okazji, które z nich nadadzą się na stronę, a które chcesz sobie zatrzymać.
Odparł Christopher, choć wątpił, że przekona tym Marcusa. Nie miał jednak innego pomysłu na ten moment. On też chciałby już zająć się tresurą, ale niedawna utrata przytomności przez Liama sprawiła, że Christopher musiał improwizować i zarazem bardziej uważać. Marcus jednak o dziwo wydawał się być szczerze zainteresowany materiałem, jaki udało się im stworzyć przed jego przybyciem i odchodząc od Liama zgarnął kamerę, zajmując sobie miejsce na krześle i analizując nagrania.
Uwięziony mężczyzna mógł słyszeć nagrane własne jęki bólu i protestu, które wydobywały się z jego gardła. Dźwięk był bardzo dobrej jakości, podobnie jak obraz. Niestety tylko na niewielu ujęciach została uchwycona twarz oprawcy i możliwe było usunięcie tych fragmentów bez utraty większej ilości materiału. Marcus był pod wrażeniem tego, co zobaczył. Nie była to żadna gra aktorska a najbardziej prawdziwe reakcje więzionego mężczyzny na doświadczane tortury i stosowaną wobec niego przemoc. Przerażające, ale i niezwykle działające na wyobraźnię.
A skoro ten problem mieli z głowy i wspólnik miał zajęcie, Chris zanim podał mutazynę zamierzał przynajmniej napoić świeżo wybudzonego, spragnionego mężczyznę. I to nie w sposób, w jaki robił to do tej pory, zmuszając go do seksu oralnego i połykania spermy lub zanurzając jego głowę w wiadrze zimnej wody. Miał inny pomysł, o czym wkrótce mieli się przekonać.
Oprawca domyślał się, że oddychanie przez otwarty knebel dodatkowo wysuszyło jego gardło, a ślina mimowolnie wyciekała na zewnątrz. Człowiek mógł żyć więcej bez jedzenia niż wody, więc nawodnienie organizmu miało duże znaczenie, jeżeli Chris chciał przechować Liama na dłużej.
- Podnieś się. Spokojnie, jeszcze nie zaczynamy.
Powiedział do niego, chwytając go za smycz, z którą była połączona skórzana obroża na szyi Ellswortha. Choć wypowiedź była wyjątkowo łagodna jak na Chrisa, tak jego działania już niestety nie. Brutalnie szarpnął smyczą w górę, zmuszając mężczyznę do podniesienia się. Zrobił to ponownie i ponownie. Tyle, ile to wymagało, aby Liam wykazał choć odrobinę własnej inicjatywy w podniesieniu się o własnych siłach. Chris już potem zadbał, aby mężczyzna ponownie się nie wywrócił, używając swojego uda jako oparcia.
Kiedy Liam już w miarę stabilnie klęczał bądź - co bardziej prawdopodobne - siedział na materacu, Chris podsunął mu pod nos swoją puszkę z piwem, z której wcześniej sam pił. Charakterystyczny, mocny zapach alkoholowego trunku pobudził zmysły węchu Ellswortha. Liam być może zaprotestował i nie chciał przyjmować alkoholu. Możliwe, że obawiał się, iż coś zostało tam dosypane. A może zaskoczył Christophera i czym prędzej chcąc ugasić swoje silne pragnienie, grzecznie się napił, choć z trudem, zważywszy na posiadany knebel? Mógł zaprotestować, owszem, ale czy i w tym przypadku, kiedy otrzymał wyjątkową szansę na nawodnienie się? Jeśli nawet i Ellsworth próbował odsunąć głowę, Chris chwycił go drugą ręką za włosy i zmusił do napicia się. Zmuszanie do tego Ellswortha nie powinno być trudne, gdyż w innym przypadku zacząłby się krztusić podawanym trunkiem i kasłać. W trakcie nalewania cieczy do jego ust, prawdopodobnie trochę alkoholu wylało się na posadzkę oraz spłynęło mu po podbródku w trakcie, bez względu na to czy Christopher go do tego zmuszał czy nie. Knebel robił swoje i uniemożliwiał nawet swobodne napicie się.
Marcusa ten widok nawet rozbawił i domyślił się, co dodatkowo kierowało poczynaniami Chrisa. Nie chciał go wyłącznie utrzymać przy życiu, a sprawić, by stał się nieodłączną częścią ich zabawy. Skoro oni pili, mógł to również robić Liam. Mogli bawić się wspólnie w inny sposób. Nie musieli przecież skupiać się wyłącznie na seksie. Może ich więzień nieco się zrelaksuje pod wpływem tej substancji, zanim zaczną w niego wchodzić dwaj faceci i robić z nim inne, niemniej szalone rzeczy. Mieli dla siebie mnóstwo czasu, a trzeci z mężczyzn miał niepowtarzalną szansę się wyluzować, zatracając swe zmysły i racjonalne myślenie w alkoholu.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-01-14, 22:53   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Liam nie miał jak zareagować inaczej, kiedy leżał na plecach i nie mógł nawet podnieść się normalnie. Objęty po chwili ramieniem przez Chrisa w ogóle nie mógł unieść swojego ciała. Nie pomagały w tym także skute kajdankami ręce za plecami i samo mocne związanie rzemieniami. Jedynie jeszcze mógł poruszać nogami, pomimo ograniczeń łańcuchowych. Spojrzał na rękę go obejmującą, na tyle ile mógł i westchnął z rezygnacją opadając głową z powrotem na materac.
To nie był widok, jaki Ellsworth chciał zobaczyć po otworzeniu oczu.. Niespodzianką dla niego było, że w ogóle mógł cokolwiek zobaczyć. Że nie miał opaski na oczach. Nic cokolwiek mu robiono nie było za jego zgodą, a wbrew temu.
Na pytanie Christophera, Liam spojrzał gniewnie ale i niepokojem. Jak on może o coś takiego pytać, kiedy warunki są fatalne? A on nie może nawet słowa powiedzieć? Osłabienie, pragnienie dawały o sobie znać, a nawet głód. Zołądek żywiący się tylko strachem i stresem o swoje życie. Przez utratę sił, Liam nie miał jak się bronić.
Czując po chwili obcy dotyk dłoni na swoim policzku, chciał od niego uciec, kręcąc głową i marszcząc brwi. Ostatecznie gość Christophera chwycił mocno i zmusił do spojrzenie sobie w oczy. Z Liama mógł wyczytać wściekłość, strach, niepewność, bezsilność, cierpienie i temu podobne cechy. W myślach Liam jednak przeklinał, że jego moc nadal nie działała. Dzięki temu dotykowi, poznałby największe lęki tego, który teraz się nad nim próbuje znęcać, słownie. Tym samym i jemu było poznać imię nieznajomego. Przy próbie składaniu pocałunku na czole, Liam chciał od tego gestu uciec głową, ale chyba nie był w stanie, kiedy silna dłoń trzymała jego twarz.
Kiedy Christopher wstał, Liam poczuł ulgę i trochę oddechu. Lecz słysząc o mutazynie i mając już możliwość poruszania głową, po prostu zamknął oczy i oparł tył o materac. "Szlag..." - przeklinając w myślach. Że też Chris tym razem o tym pamiętał. Zepsuł mu cały plan. Obaj go na moment zostawili w spokoju i Varcer miał rację, Liam musiał dojść do siebie. A kiedy też i Marcus się oddalił, Liam mógł czuć się chwilowo “bezpieczny”.
Leżąc na plecach z otwartymi ustami przez knebel, czując cały czas suszę, ze zmrużonymi oczami patrzył w sufit. Słuchając ich rozmowy. W miarę możliwości, rozglądał się szukając słabych punktów miejsca. Starając się zapamiętać ważne dla siebie szczegóły. Co gdzie się znajduje. Varcer jednak nie zamierzał go na długo pozostawić samego. Zbliżył się i złapał za smycz, szarpiąc mocno, wymuszając na Liamie podniesienie się do pozycji siedzącej. Liam nie udawał że to było trudne, ale też nie ułatwiał i stawiał opór. Aż w końcu Chris musiał użyć siły by go posadzić. Trudno w tym przypadku o dobrowolną pomoc w podniesieniu się, będąc skrępowanym. Nie pomogły nawet zapewnienia Chrisa, że "jeszcze" nie zaczynają. Potwierdził mu tym, że jednak chcą TO zrobić. Z nim. Liam od razu odwrócił głowę i spuścił, powodując że zebrana ślina pociekła mu po brodzie. Nie chciał znów przechodzić przez to piekło.
Varcer nie zamierzał dać mu spokoju. Podsuwając puszkę z piwem, sprawił że Liam jeszcze bardziej odsuwał się. Serce mu zabiło mocniej, bo przecież jest na odwyku i nie wolno mu pić alkoholu. Jego zapach był uderzający w nozdrza. To nie był dobry moment, aby pić procenty. Chciał zachować trzeźwość umysłu póki jeszcze może. Mimo iż zapach przyciągał, umysł się buntował. Christopher nie zamierzał tego tolerować, gdyż Liam poczuł silne szarpnięcie za włosy i odchylenie głowy. Przez knebel nie był wstanie uniknąć wlewanego mu do jamy ustnej napoju. Dławił się nie chcąc połykać, możliwe że nawet wypluwając część napoju, brudząc siebie czy materac. Może i nawet samego Varcera? Jeżeli miał pić cokolwiek, wolał aby to była woda, nie alkohol. Jeśli zaś został zmuszony do połykania, nie mając wyjścia, musiał zamknąć oczy i z bólem pozwolić by alkohol przeleciał przez jego żołądek. Było można dostrzec niezadowolenie i niechęć u Liama, który zamknął oczy, szczerze mając tego wszystkiego dość…
Warto jeszcze zwrócić uwagę na bandaż, jakim Liam został opatrzony. Na plecach w wielu miejscach przesiąkł krwią. Było to dość widoczne, jako że podczas przemywania i oczyszczania, świeże rany uległy otwarciu. W mniejszej, ale podobnej sytuacji było z miejscami od przodu. W pozycji siedzącej i nie mając opaski na oczach, Liam był teraz wstanie ujrzeć rany na swoim ciele. Szczególnie na nogach, udach, od poparzeń, podrapań, uderzeń, skaleczeń. Jakby co wyszedł z niebezpiecznej zabawy podwórkowej.
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-02-05, 01:14   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Liam bezustannie próbował stawiać opór nawet przy takich banalnych czynnościach jak podawanie czegoś do picia. Dokładnie tak samo jak pierwszego dnia, kiedy Christopher chciał mu ofiarować w niecodzienny sposób mały poczęstunek. Ellsworth postępował zupełnie tak, jakby Chris do tej pory nie zrobił żadnego postępu. Wydawać się mogło, że organizm skrępowanego mężczyzny powinien już instynktownie chcieć zaspokoić swoje pragnienie czymkolwiek, lecz wola Liama wciąż pozostawała wystarczająco silna, aby się opierać. Oprawca to widział.
- No pij to kurwa.
Warknął do niego, jeszcze zanim chwycił go za włosy i zmusił do odchylenia głowy. Nie zamierzał się z nim cackać tylko dlatego, bo chciał go utrzymać dłużej życiu. Zamierzał dać mu to jasno do zrozumienia. Skoro Liam się opierał z przyjęciem płynów, Chris przekona go do picia tak samo jak to zrobił w przypadku podjęcia stosunku - siłą i bezwzględnością. Mutant nauczył się, że tylko w ten sposób zmusi Liama do współpracy i uspokoi jego waleczne zapędy.
Jednakże już po pierwszych łykach klękający mężczyzna zakrztusił się podawanym alkoholem i wypluł jego nadmiar ze swoich ust, mocząc zarówno siebie jak Chrisa na wysokości krocza. To było obrzydliwe. Mutant zacisnął zęby, z trudem powstrzymując się od natychmiastowego przywalenia mu z pięści. Tym razem ucierpiała puszka, którą go poił - chwilę po tym zdarzeniu została zgnieciona w dłoni Chrisa i tym samym ochlapała twarz pijącego Liama. Na szczęście lub też nieszczęście Liama, udało mu się wypić trochę podarowanego trunku i zmniejszyć pragnienie jeszcze zanim Chris to uczynił. Alkohol czy nie - były to cenne płyny, których jego wycieńczony organizm od dawna się domagał.
Chris wyrzucił uszkodzoną puszkę w kąt i kopnął Liama prosto w klatkę piersiową, wywracając go na plecy. Lądowanie miał miękkie, bo na materacu, ale samo uderzenie mogło odebrać mu na moment dech w piersiach. Oburzony sytuacją oprawca odwrócił się do niego plecami i skierował się w stronę ułożonych na stole ubrań, w których powinna znajdować się zabezpieczona mutazyna. Marcus, który oglądając sobie nagrania zwyczajnie przegapił akcję z piwem, dopiero po kopnięciu Liama przez Chrisa uniósł swój wzrok lekko zdezorientowany. Zobaczył też wtedy mokrą plamę na bokserkach drugiego mężczyzny.
- Co Ty, zlałeś się?
Zapytał, będąc lekko rozbawiony tym widokiem.
- Opluł mnie.
Odparł Chris oschle. Po tej sytuacji nie był w nastroju na takie żarty. Wolał o tej akcji czym prędzej zapomnieć. Zaczął szukać zabezpieczonej strzykawki w swoich spodniach na stole, na ten moment traktując Marcusa jak powietrze.
- Cwany. W ogóle znalazłem fragment, gdzie gość odczepił jeden z łańcuchów bez Twojej wiedzy. To było duże zaniedbanie z Twojej strony, ale też nie każdy wpadłby oraz odważył się na takie rozwiązanie. Uparciuch. Widocznie nie podoba mu się, że to Ty przejmujesz inicjatywę.
Stwierdził spokojnie Marcus z uniesionymi kącikami ust, poniekąd podziwiając pomysłowość i zawziętość Liama. W końcu uwolnienie się z tego łańcucha nie dawało mu zbyt wiele możliwości. Na pewno miał świadomość, że nie uciekłby swemu oprawcy i poniósłby konsekwencje. A mimo wszystko to jednak uczynił i uderzył Christophera tyłem głowy prosto w żuchwę, dzielnie stawiając mu opór przeciw jego działaniom. Ryzykował, ale widocznie był gotów podjąć wszelkie ryzyko.
Jaszczur tylko prychnął cicho na te słowa i kontynuował przeszukiwanie swoich ubrań. Nie chciał o tym słyszeć. Liam nie był tym typem kochanka, który zasługiwał na jakiekolwiek komplementy, lecz Marcus zwyczajnie o tym nie wiedział. Przekraczając próg domu nie znał dokładnej relacji, jaka łączyła obu mężczyzn. Nie wiedział rónież o tym, że Liam nie był przypadkowym nabytkiem, a wrogiem, który miał na sumieniu życie kogoś bliskiego Christopherowi. Mimo to towarzysz szybko zarejestrował niezadowoloną minę, która była ona wręcz niepodobna u pasiastego.
- ...Nie lubisz go?
Zapytał Marcus, spoglądając na niego.. Chris jakby przez chwilę się zawahał, bo zaprzestał grzebania w kieszeniach. W pewnym sensie lubił Liama, ale czy było w tym coś więcej niż tylko łóżkowe fantazje, które chciał z nim zrealizować od dobrych kilku lat? Wątpliwe. Jeśli kryło się za tym coś więcej, śmierć Jamesa już dawno to zaprzepaściła. Nie czuł z nim żadnej bliższej więzi.
- Nie lubię. Dlatego go tu trzymam.
Odparł Christopher, mając już poszukiwaną strzykawkę z mutazyną w dłoniach. Nie zamierzał wchodzić w żadne szczegóły, uznając to za zbyteczne. Marcus czując ten ponury nastrój, odstawił kamerę na stojak i ją włączył, nakierowując obiektyw bezpośrednio na Liama. Potem chwycił Chrisa za ramiona i zaczął je masować od tyłu, aby jakoś go rozluźnić. W końcu wszyscy powinni się świetnie bawić, a taka atmosfera zdecydowanie temu nie sprzyjała. Poczuwszy relaksujący dotyk drugiego mężczyzny, na twarzy Christophera mimowolnie pojawił się delikatny uśmiech i odwrócił głowę do wspólnika. Marcus go odwzajemnił.
- Heej, trzeba było tak od razu, że chodzi o osobiste porachunki. Jeśli chcesz to będę mniej delikatny niż zazwyczaj.
Zaproponował od siebie Marcus. Wspólnik miał to do siebie, że w przeciwieństwie do jaszczura znał umiar, ale potrafił robić wyjątki w sytuacjach takich jak ta. Chris do tej pory nie sądził, aby relacje między nim a Liamem miały dla niego większe znaczenie, ale okazało się to być wartościową informacją, dzięki której zaistniała szansa na bardziej rozmaite sposoby traktowania więźnia. Christopher czuł, że w obecności Marcusa wcale nie będzie musiał się specjalnie powstrzymywać.
- W porządku, więc na początek go przytrzymaj, a ja zajmę się resztą.
Liam już nie mógł się dłużej nacieszyć spokojem i wiedział, co się święci. Cała uwaga miała ponownie skupić się na nim. Gdy obaj mężczyźni podeszli do materaca, Marcus z pewnymi trudnościami odwrócił Liama na brzuch, aby Chris miał dostęp do jego nadgarstków. Przytrzymał mocno skrępowane ręce, natomiast Christopher usiadł na udach Liama, aby miał większą kontrolę nad sytuacją i było mu wygodniej. Wbił igłę w żyłę na nadgarstku mężczyzny i powoli wpuścił do jego organizmu czarnorynkową substancję. Ellsworth już w tym momencie przekonał się, że stawianie oporu dwóm mężczyznom było o wiele trudniejsze niż wtedy, gdy miał do czynienia wyłącznie z jednym. Marcus również mógł poszczycić się sporą siłą, którą zamierzał wykorzystać.
Po pomyślnym wykonaniu zastrzyku, Christopher zwrócił złote ślepia ku wspólnikowi.
- Załóż mu ponownie opaskę na oczy. Będzie mniej kombinował.
Polecił Chris, podnosząc się z zamiarem odłożenia strzykawki na miejsce, a Marcus z miłą chęcią wykonał swoje zadanie, zakrywając oczy Liama. Opaska wydawała się bardziej naciągnięta niż wcześniej. Bolało, ale dzięki temu zyskali gwarancję, że nie zostanie zbyt łatwo ściągnięta.
- A co z kneblem? Nie mam do niego klucza.
Zawołał Marcus do Chrisa, który właśnie do nich wracał. Jaszczur uśmiechnął się niewinnie, spoglądając na Liama z góry. Zamyślił się przez chwilę.
- Zostaw, zostaw. Będzie z niego pożytek.
Powiedział, klękając obok Liama i czochrając go po włosach. Ellsworth powinien zrozumieć ten jasny przekaz. Oznaczało to tyle, że jego czas już nadszedł. Christopher z bliska otrzymał kolejną okazję, aby dostrzec przesiąkające krwią bandaże na plecach mężczyzny, lecz jego zdaniem jeszcze nie było konieczności, aby je zmienić. Zresztą to nie był szpital. Chris nie miał aż tyle bandaży, aby je co chwila wymieniać.
Liam już nie mógł tego zauważyć, ale oprawcy za pomocą gestów dłoni i mimiki twarzy właśnie ustalali swoje role. Mężczyzna mając od teraz zawiązane oczy nie mógł stwierdzić, który z nich był odpowiedzialny za konkretne działania. Nawet już nie był pewien kto po której stronie się znajdował, bo słyszał, jak się przemieszczali w międzyczasie.
Nagle poczuł uścisk dwóch męskich dłoni na swoich pośladkach. Ktoś je objął palcami i zacisnął z pożądaniem, zachwycając się ich mięsistą, jędrną strukturą. Ellsworth widocznie dbał o całe swoje ciało, aby było ono w zdrowej kondycji, stąd i pośladki naturalnie osiągnęły zdrowy, zadowalający wygląd.
Następnie poczuł język zabawiający się okolicami jego odbytu oraz nim samym. Możliwa krew zdawała się nie być tutaj przeszkodą. Ktoś był go bardzo spragniony i nie odkładał tego na później. Delektował się nim i dawał o sobie znać. Potem Liam wyczuł kolejny dotyk z niespodziewanej strony. Coś jakby usiłowało dostać się pod jego zabandażowany brzuch od boku. Czyjaś ręka? Nie... Coś tam wpełzało niczym wąż. Łatwo można było się domyślić, że to ogon Chrisa właśnie stopniowo oplatał tors mężczyzny z ramionami włącznie. Jedna pętla i pół - na tyle długi był ogon mutanta, który owinął się wokół bezbronnego ciała Liama. Zacisnął się, ale nie na tyle, aby pozbawić go tchu, choć mogła to być tylko kwestia czasu. Osoba objęła go za miednicę i pociągnęła uniesiony tyłek bardziej ku sobie. Sekundy dzieliły Liama od zorientowania się, co zaraz mogło się wydarzyć. Ellsworth momentalnie poczuł, jak ktoś bez żadnego uprzedzenia włożył w niego swoją męskość, poszerzając poranione już wcześniej wnętrze. Chris, a może tym razem był to Marcus? Ellsworth nie był w stanie tego określić. Zapewne nie było to dla niego istotne i pragnął się jedynie uwolnić, zaprotestować, przerwać to, zanim rozpocznie się na dobre. Wtedy ktoś chwycił go za włosy i zmusił do utrzymania głowy na tej samej wysokości, co tyłka, ale nie było to takie łatwe jak mogło się wydawać
- Trzymaj go.
Odezwał się Christopher, a chwilę później Liam poczuł jak osoba z tyłu obejmuje jego ciało, kładąc dłonie na jego piersiach i siłą własnych ramion trzymając górną część nad materacem, nie przestając go jednocześnie posuwać. Wspomniany osobnik przyspieszył, oddychał szybko przez usta i wzdychał, gdy mógł wreszcie znaleźć się bliżej ciała partnera. To był Marcus, który właśnie zabawiał się odbytem Liama. Nie wkładał tak głęboko jak Chris, ale sprawiał wrażenie dużo bardziej żwawego. To także on go wcześniej smakował i zabawiał jego szparkę, wkładając swój ciepły język między soczyste pośladki.
Chris natomiast chciał dokończyć to, czego nie udało mu się zrobić wcześniej z powodu niespodziewanego telefonu. Chciał mieć Liama przed sobą, odczuwając przed nim większą władzę. Chciał nacieszyć się widokiem jego zmęczonej twarzy i poczuć ponownie jego język oraz gardło. Gdyby nie pierścień, nie byłoby to możliwe, a tak... Mógł to robić ile tylko zapragnął. Kiedy chciał i jak chciał. Wsunął swojego członka przez otwarty knebel mężczyzny. Od razu poczuł pewną różnicę. Usta Liama były lepiej nawilżone dzięki poczęstowaniu go alkoholem. Dzięki temu jego penis przyjemnie wchodził i było to o wiele przyjemniejsze niż poprzednim razem. Niestety przyjemniejsze tylko dla niego, bo Liam ponownie zaczął się krztusić, kiedy obcy obiekt napierał na jego gardło.
Chris nie dawał mu taryfy ulgowej pomimo tego, że mężczyzna wcześniej zemdlał i był wyraźnie osłabiony. Oprawca pozostawał tak samo brutalny jak poprzednim razem.
- Zlizuj to, co wcześniej na mnie wyplułeś, chuju.
Warknął, dostrzegając ten sam protest jaki wystąpił poprzednio. Chris nie zapomniał tego, co Liam mu wcześniej zrobił, gdy "zaoferował" mu napicie się z puszki piwa. Ellsworth zakrztusił się i opluł go piwem, więc teraz miał to posprzątać, starannie wszystko z niego zlizując. Co było zauważalne, Christopher zrobił się dużo bardziej wulgarny w stosunku do więźnia, jakby nienawiść do niego jedynie się pogłębiała.
Liam był teraz zdany na łaskę nie jednego mężczyzny, a dwóch. Dwóch oprawców, wspólników. Jeden wcale nie mniej brutalny od drugiego. Był gwałcony przez nich obu w tym samym czasie. Podzielili się nim jak rzeczą, towarem... Mało tego, jedna ze stron miała za tę czynność zapłacić. Jego zdanie nie miało żadnego znaczenia. Nigdy nie miało i nigdy mieć nie będzie. Z całej trójki był tutaj najniższy rangą i należał do nich. Marcus napiął smycz od tyłu i pociągnął w swoją stronę. Obroża naciskała na gardło Liama. Ledwo był w stanie wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, a zaciskający się skórzany pasek na krtani dodatkowo utrudniał mu możliwość zaczerpnięcia powietrza.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-02-07, 00:30   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Nie będzie pił alkoholu, nawet jeżeli będzie u kresu przetrwania, mając świadomość jak to się skończy. A jednak przy takich dramatycznych przeżyciach, wolał zachować trzeźwość umysłu. Może i jego organizm chciał i pragnął jakiegokolwiek napoju, to Liam nie chciał by było nim piwo. Niestety z dwa może łyki zmuszony był przełknąć ale krztusząc się jednocześnie, co spowodowało odwrotny skutek dla Chrisa od zamierzonego. Liam dławiąc się wypluł zawartość i zmuszał się by nie połknąć wszystkiego. Nie dość, że ubrudził siebie to jeszcze i tak już wkurzonego Chrisa. Nie jego wina! Otwarty knebel w niczym nie pomagał.
Liam przy szarpnięciu za włosy zmrużył powieki czując ból na głowie. Później i tak oprawca go puścił, że mógł w miarę możliwości jakoś odkaszlnąć. Zgnieciona puszka faktycznie trochę ubrudziła jego twarz. Liam musiał na moment zamknąć powieki, aby nie dostać po oczach. Lecz odruchowo też odwrócił głowę, jakby w obawie, że może zaraz tym oberwać w twarz. Jednak było inaczej. Christopher kopnął go w klatkę piersiową z taką siłą, że opadł do tyłu na materac, krzywiąc się z bólu. To dlatego, że naruszone zostało pęknięte żebro. Liam przewrócił się na bok skulił się i próbował złapać powietrze, zaciskając powieki gdyż ust nie mógł ani zębów. Jedynie na kneblu. Odwrócony był twarzą do dwóch oprawców, gdzie jeden przeglądał nagranie z kamery.
Wykorzystując moment spokoju i dojścia do siebie, słuchał o czym rozmawiali. Nawet zmusił się do tego aby podnieść do siadu, choć było to trudne i bolesne, to jakoś usiadł na lewym pośladku. Tyłek go nadal bolał, lecz przez działanie jeszcze środka przeciwbólowego, nie odczuwał tego piekielnego bólu. Włosy opadały mu po bokach twarzy. Rozejrzał się w celu sprawdzenia w jak beznadziejnej jest sytuacji. Widział ten łańcuch podpięty do jego nogi i podłogi.
"Jak mam się stąd wydostać?" - pomyślał, lecz wtedy gdy usłyszał pytanie dotyczące jego osoby, przeniósł na nich spojrzenie. Szczególnie na zastygłego Christophera. To co odpowiedział, sprawiło nieco bólu wewnętrznego znajomości. Ale było do przewidzenia za śmierć Jamesa. Liam spuścił głowę i przeniósł wzrok w stronę końca materaca. Raz jeszcze się rozejrzał, szukając jakiejś możliwości by się uwolnić. Liam był świadom tego, że na długo nie dadzą mu spokoju. Że znów będzie przez nich męczony. Ile by dał aby to się w końcu skończyło. Chciał wrócić do siebie. Do tych, którzy zapewne martwią się o niego.
Liam wiedział jaka była prawda i dlaczego tutaj jest. Choć nie potrafił zrozumieć takiego postępowania ze strony znajomego. Słyszał jakie padły odpowiedzi. Spojrzał ponownie w ich stronę z pozycji siedzącej. Nic z tych słów nie wróżyło niczego dobrego. A widząc że obaj się kierowali do niego, serce zabiło mu mocniej. Szczególnie na widok strzykawki w dłoni Varcera. Energicznie zaczął kręcić głową "NIE" i próbował się nawet wycofać. Choćby pod ścianę, gdyby mógł i był wstanie wstać i się ruszyć. Już nawet odsuwał się nogami na materacu, zostając szybko pochwyconym przez ręce niejakiego Marcusa, który pokazał mu swoją siłę i położył go pierw na bok a potem na brzuch, trzymając mocno za ręce. Liam czuł jego uścisk, ale próbował się z niego wyswobodzić. Lecz kiedy poczuł zaraz ciężar ciała na swoich udach a potem wbicie igły w nadgarstek, oparł głowę o materac mrużąc oczy. Domyślił się, że to musiała być mutazyna. Czuł to samo nieprzyjemnie jej rozprowadzenie po swojej kończynie jak ostatnim razem.
Kolejne polecenie jakie usłyszał, zmusiło go znów do działania. Podniósł szybko głowę i chyba pierwszy raz z przerażeniem spojrzał na Marcusa kręcąc głową z błaganiem aby nie zakładał mu tej opaski. Nawet próbował powiedzieć "Błagam nie", co było słyszalne jako jęki i nic niezrozumiałego. Tak czy inaczej, nic to nie dało i znów widział ciemność. Jęknął z bólu, gdyż za mocno został mu zawiązany materiał. Serce przyspieszyło bicia a strach się nasilał. Wiedział co go czeka. Że to już czas. Christopher nawet mu o tym powiedział dosadnie, czochraniem przepoconych włosów. Nie chciał czuć jego dotyku, odwracając głowę na różne boki jak się dało. Lecz zaraz zapadła dziwna cisza i słyszał jedynie ich przemieszczanie się. A potem, silne łapska na swoich pośladkach. Coś mokrego lizało jego porządnie okaleczony odbyt, co dodało więcej nieprzyjemnych dreszczy i nowego bólu. Jeden z nich dopierał się do jego odbytu. Liam próbował się wyczołgać spod niego, ale jego uścisk mocno go trzymał za dupę. Następnie coś wśliznęło się pod jego klatkę piersiową i zrozumiał że to ogon Varcera.
Mimo podania mu wcześniej leków przeciwbólowych, naruszanie miejsc boleśnie poranionych, było odczuwalne, lecz znośne. W tej chwili Liam nie był wstanie określić, który z nich się uczepił jego tyłka. Przez owinięcie ogonem jego torsu, Liam nie wiedział dlaczego Chris to robi, skoro i tak boleśnie krępowały go skórzane rzemienie, które zdążyły już dawno wyschnąć. O dziwo uścisk nie był tak mocny, co może Liama trochę zdziwiło. Zaraz po tym poczuł dotyk na miednicy i wymuszenie podniesienia tyłka i nóg do pozycji klęczącej. Nie podobało mu się to, że pozostała część jego ciała była podtrzymywana w dość inny sposób. Ale nie to było teraz problemem. Ktoś postanowił wejść w jego tyłek powodując ból i przymusowe poszerzanie otworu, przy czym spłynęła z tego miejsca strużka krwi. Liam syknął przez knebel z bólu, opierając czołem o materac i zaciskając zamknięte powieki, a dłonie mocniej w pięści. Bolało jak ostatnim razem, gdy Chris w niego wchodził. Tutaj odczuwał różnicę. Nie było głębiej ale ciaśniej i boleśniej, jakby odbyt poszerzano mu bardziej. Znów nie miał jak się od tego wybronić. Liam próbował robić na złość, zsuwając swoje nogi by Marcus nie miał tak łatwo jak w niego wejść. A i tak wykonali technikę podtrzymywania jego ciała na równym poziomie. Czuł dodatkowy dotyk na klatce piersiowej a potem chwycenie za włosy z jednoczesnym posuwaniem w jego odbycie. Bolało. Nie było też czasu na zastanawianie się, mając zaraz znajomego na wyczucie penisa w ustach. Chris i jego słowa. Liam zgodnie z tym co przewidział jego oprawca numer jeden, krztusił się, dusił, dławił, miał odruchy wymiotne kiedy miał głęboko wkładany. Nie był w stanie uwolnić się od jednej i drugiej strony. Próbował uciec od Chrisa, cofając głowę ale tym samym nadziewał się bardziej na Marcusa. Jak i w odwrotną stronę. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Jednocześnie bolał go tyłek, gardło i mocno zaciśnięte materiałem oczy. Nawet podjęte próby przewrócenia się na bok nie bardzo pomagały. Ellsworth jednak postanowił spróbować raz jeszcze, ale nieco inaczej obierając technikę. Podkulił nogi bliżej swojego brzucha, poparł się następnie stopami o uda Marcusa i odepchnął mocno, sprawiając sobie ból i Christopherowi, mocniej nadziewając się na jego penisa z naciskiem na jego jajka i być może przewalając go z nóg do tyłu. Zadławił się bardziej i zranił gardło, ale może popsuł im tę przyjemność? Nie chciał pozwolić by ciągle robiono z niego obiekt zabaw. Nie był nim. A skoro Marcus trzymał go też za smycz naciągając, mógł polecieć z nim do przodu. Istniało też ryzyko, że mogło dość do skręcenia karku. Liam oto nie dbał. Nie on będzie miał wtedy problem, jeżeli im w takim momencie zginie.
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-02-16, 22:13   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Chris nie zamierzał Liamowi tego odpuścić. Niedokończone wcześniej sprawy musiały zostać kontynuowane. Oprawca bardzo lubował się w zabawianiu się ustami kochanka, o czym sam Liam niestety musiał przekonać się na własnej skórze. Mężczyzna o gadzim ogonie pod tym względem był jego zupełnym przeciwieństwem. On to uwielbiał, podczas gdy Ellsworth tego unikał. U Chrisa bez seksu oralnego właściwie nie było zabawy. To wtedy czuł najbardziej satysfakcjonującą wyższość nad partnerem. Przy seksie analnym partner nie musiał praktycznie nic robić i jedynie w pełni się oddawać, a tym skromnym sposobem Ellsworth musiał dawać coś również od siebie. Odruchowe odsuwanie głowy było prowokacją do tego, aby oprawca mógł ją siłą ponownie zbliżyć do krocza. I tak do skutku, aż dojdzie do wytrysku lub członek będzie na tyle nabrzmiały, aby mogli przejść do dalszego etapu, ponieważ więzień nie miał pojęcia, co będzie dalej. Wbrew własnej woli Liam sam go do tego przygotowywał, podczas gdy Chris bez większego wysiłku czerpał z tego fizyczną oraz psychiczną przyjemność.
Oczywiście tutaj bez knebla byłoby znacznie lepiej, jednakże Liam z pewnością nie zgodziłby się na dobrowolne zaspokajanie potrzeb Christophera. Był uparty. Wręcz chamski, skoro trzeba było posuwać się do takich radykalnych środków jak otwarty knebel. Ze względu na naturę mężczyzny, trzeba było się przy nim dobrze zabezpieczać, ale czego innego można było się spodziewać po łóżkowym dominancie? Że zacznie grzecznie słuchać poleceń? Że nagle stanie się uległy i ułożony? Taki był urok jego charakteru. Samego Liama. To był facet nie tylko z wyglądu. Miał swoje własne zdanie i potrafił o tym przypominać swymi protestami, co dla Chrisa było wyjątkowo atrakcyjne. Ellsworth musiał jednak pierw zawalczyć o swoje i obaj mężczyźni nie zamierzali dać mu cienia szansy. Z góry narzucili mu jego rolę. Oni ustalali tutejsze reguły.
Christopher oblizał górną wargę i uśmiechnął się złośliwie, obserwując spod przymrużonych powiek jak Liam był zmuszany do częstowania się jego sztywniejącą i pulsującą męskością, będąc jednocześnie brutalnie penetrowanym od tyłu. Ten widok oraz uczucie jego wilgotnego języka na swej wrażliwej skórze z pewnością zapamięta sobie na długo. Liam był w tym naprawdę dobry, a zarazem jego opór tylko zwiększał pożądanie. Oddech Christophera był głośny, wyraźny, a serce przyspieszyło od aktywnej pracy biodrami. Spojrzał też z uśmiechem na Marcusa, który w pewnym momencie pociągnął smycz ku sobie, zmuszając Liama do bolesnego wygięcia kręgosłupa w łuk.
Liam z tego powodu ledwo mógł zaczerpnąć oddech. Praktycznie zacząłby się dusić bez względu na to czy miałby penis w ustach czy nie. Chris obserwując jego męki, zadecydował wtedy, że z łaski postara się szybciej skrócić jego męki i spuści się w jego gardle, lecz nagle stało się coś, czego obaj oprawcy się nie spodziewali. Liam w akcie desperacji odepchnął się stopami od bioder Marcusa prosto na Christophera. Gdyby Marcus chwilę wcześniej nie poluzował nieco smyczy, Liam prawdopodobnie skręciłby sobie w tym momencie kark, ale pewnie wtedy nawet o tym nie myślał. Na jego szczęście tak się nie stało i los dał mu w końcu szansę na rewanż. Na zemstę, na którą tyle czasu przyszło mu czekać.
Stało się to w ułamku sekundy i nie sposób było zareagować na czas. Chris zachłysnął się powietrzem i zanim zdążył wydusić z gardła krzyk z powodu niewyobrażalnego bólu przyciśniętych jąder, przewracając się do tyłu upadł prosto na pobliską murowaną ścianę, uderzając o nią tyłem głowy. To oprawcę poważnie zamroczyło, zdezorientowało. Ogon oplatający mężczyznę poluzował się i puścił Ellswortha, opadając bezwładnie na bok. W tym samym czasie również Chris osunął się na posadzkę, wijąc się i trzymając się kurczowo swojego krocza.
Nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Nawet krzyku. Tylko jęki przez zaciśnięte zęby, które starał się stłumić, nie chcąc okazywać przed kimkolwiek słabości. Ani przed Liamem, ani przed Marcusem. A już szczególnie bardziej przed samym sobą. Skulił się w sobie, zaciskając mocno powieki. Ten ból... Jego nie dało się ukryć. Stęknął głośno.
- Chris!
Zawołał Marcus, który w momencie, gdy doszło do odbicia się Liama od jego bioder poczuł silne szarpnięcie i upadł torsem na jego plecy. W przeciwieństwie do Chrisa, on nie ucierpiał w żaden sposób i szybko się podniósł. Wcześniejsze szarpnięcie naturalnie sprawiło, że jego penis wysunął się z odbytu mężczyzny i przerwał ich akt. Liam jednym ruchem zaprzestał gwałtu na nim i odwrócił od siebie ich uwagę. Tylko co będzie dalej? Przez opaskę na oczach nie mógł ocenić faktycznego stanu sytuacji. Sądząc po zamieszaniu, jakie wywołał swoim czynem, może wreszcie udało mu się wykluczyć Christophera z tej chorej gry?
Marcus po podejściu do Chrisa chwycił go za przedramię i próbował pomóc mu wstać, jednak mężczyzna nadal nie chciał zabrać rąk z poszkodowanego miejsca, pozostając na twardej, brudnej ziemi. Nawet nie spojrzał w stronę wspólnika.
- Nic ci nie jest?
Zadał najgorsze pytanie, jakie mógł zadać w takim momencie. Chris zacisnął zęby mocniej, z trudem powstrzymując się od przelania zgromadzonego gniewu na niego i przywalenia mu w twarz najmocniej jak potrafił. Musiał zaczerpnąć kilka głębszych oddechów, nim się odezwał.
- Miałeś go trzymać...
Wydusił z siebie. W jego głosie słychać było czystą nienawiść. Gdyby Marcus trzymał za smycz mocniej zamiast dawać jakiekolwiek przywileje, nie doszłoby do tego. Miał w ten sposób ograniczyć działania Liama, a nie traktować to jedynie jako formę erotycznej zabawy.
Chris powoli zabrał ręce ze swojej męskości, która wciąż pozostawała sztywna. Właściwie po odsłonięciu jej okazało się, że mutant miał dłonie pokryte we własnej spermie. Lepka, biała maź pokrywała w niewielkiej ilości jego palce, którymi wcześniej trzymał się krocza. Czy to była jego reakcja na ból? A może do wytrysku doszło akurat sekundę przed atakiem? Którakolwiek wersja byłaby prawdziwa, przy tym osobniku już nic by nie zdziwiło. Nawet to, że mógł odczuwać satysfakcję z doświadczania tego samego bólu, jaki dawał swojej ofierze.
Jednak wcale nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Nie wtedy, gdy coś nie szło po jego myśli. Wytrysk niczego tu nie zmienił. Liam znowu to zrobił. Znowu zawalczył o swój honor pokazał bardziej dosadnie, że mu się tutaj wcale nie podobało i nie godził się na przetrzymywanie w tym miejscu. Christopher powoli wstał i bez słowa odszedł od materaca, na którym przebywał Liam. Nie przemieszczał się naturalnie, widać było, że się chwiał na nogach.
Marcus śledził go wzrokiem, wciąż klęcząc na jednym kolanie przy miejscu, gdzie chwilę wcześniej leżał Chris. Spoglądał na towarzysza w milczeniu i z lekkim niepokojem, jakby się czegoś obawiając. Milczenie Christophera nigdy nie było dobrym znakiem. Mutant po drodze zabrał z ziemi swoje bokserki i zatrzymał się, aby je na siebie założyć. Rezygnował? Ewidentnie było słychać, jak się od nich oddalał.
- Chris, wyluzuj.
Marcus próbował jakoś na niego wpłynąć, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Mimo że Liam nie miał wizualnego wglądu na sytuację, zapewne rozumiał, że jego działania przyniosły efekty.
- Nie bierz tego tak do sie...
Wspólnik Chrisa z jakiegoś powodu nagle zamilkł, kiedy kroki ustały. Liam mógł usłyszeć jak mężczyzna, który do tej pory znajdował się naprzeciw niego odsuwał się, przesuwając swoje ciało po ziemi. Jakby z obawy przed czymś. Christopher wracał, zmierzając w ich kierunku. Nie były obecne przy tym jakiekolwiek wulgaryzmy, gadanie ze strony drugiego mężczyzny. Panowała grobowa cisza.
- Chris, nie rób niczego głup...
Potężna fala bólu momentalnie zalała plecy Liama, gdy oprawca uderzył w niego znanym mu już metalowym prętem niemal z całej swojej siły. Po jednym uderzeniu od razu nastąpiło kolejne. Liam nie miał jak się przed tym obronić. Jak uciec, zasłonić, mimo prawdopodobnego pojawienia się takowych odruchów. Uderzeń było sześć, a każde z nich tak samo silne i bezwzględne.
Marcusowi odjęło mowę, ale zarazem poczuł ogromną ulgę, ponieważ był przekonany, że Chris szedł właśnie po niego. To w końcu on zawinił i nie dopilnował Liama, więc myślał, że wspólnik wyżyje się na nim. Albo go nawet zabije. Wyglądało jednak na to, że karę poniósł wyłącznie więzień, czego Marcus pomimo swej ulgi nie potrafi zrozumieć.
Gdy Chris skończył uderzać Liama prętem, chwycił za jego smycz i ze względu na jego ciężar z trudem zaczął go ciągnąć po betonowej posadzce. Bez względu na to czy Ellsworth był przytomny czy nie, Christopher zamierzał kontynuować. Pozbył się dotychczasowego knebla i zastąpił go kneblem z kulą. Również na kłódkę. Przez Liama odechciało mu się korzystać z poprzedniego i pewnie prędko do niego nie wróci. Skoro Ellsworth tak z nimi pogrywał, przejdą od razu do rzeczy.
- Weź to metalowe krzesło tutaj pod ścianę.
Polecił Christopher, a Marcus bez sprzeciwu wykonał polecenie. Nie chciał w żaden sposób prowokować mutanta. Następnie wspólnie posadzili na krześle Liama. Chris gestem ręki kazał wspólnikowi czekać z Liamem i w domyśle pilnować, aby ten nie próbował zejść (jeżeli był przytomny), a tymczasem sam poszedł po linę. Za jej pomocą przywiązał mężczyznę do krzesła na wysokości klatki piersiowej i starannie zawiązał z tyłu, po czym odwrócił krzesło oparciem do ściany. Tak, aby Liam był zwrócony do nich przodem. Jeżeli Ellsworth był nieprzytomny z powodu odniesionych obrażeń - poczekali, a jeśli pozostawał choć po części świadomy, mogli ze spokojem kontynuować.
- Ty też poniesiesz karę.
Zwrócił się Christopher do Marcusa, który był tymi słowami zaskoczony i szczerze zaniepokojony, ponieważ ton głosu gadziego mutanta pozostawał chłodny. Wyszło na to, że miał mieć założone kajdanki za plecami i gdy do tego doszło bez żadnych oporów, wtedy zrozumiał, co się szykowało. To nie był pierwszy raz.. Po założeniu mu kajdanek, Chris wskazał mu palcem Liama.
- Wsiadaj na niego.
Powiedział, a tymczasem poszedł po swoją szpicrutę. Marcus jednak nie posłuchał mężczyzny od razu jak to robił dotychczas. Zamiast tego stał jak głupi. Wahał się. Robił to już wcześniej, ale przecież jako klient powinien mieć możliwość podejmowania samodzielnego wyboru, a obecnie wyglądało to tak, jakby nie mógł sam o niczym decydować. Szczerze nie miał na to ochoty. Nie teraz, gdy wolał czuć się dominantem i pokazywać przewagę nad słabszym od siebie.
Chris widząc to zachowanie, uderzył go szpicrutą prosto w łopatkę. Pospieszał go. Uderzony mężczyzna odwrócił się do niego, posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie, ale w bezpośredniej konfrontacji z lodowatym spojrzeniem Chrisa szybko przestał stawiać dalszy opór. Wiedział, że Chris nie odpuści. Nie chciał jednak tego robić na sucho, więc po tym krótkim konflikcie zapytał o lubrykant i zadbał o odpowiednie nawilżenie, aby mieć z tego chociaż więcej przyjemność i nie odczuwać niepożądanego bólu. Widocznie Marcus mógł sobie na to pozwolić, natomiast Ellsworth już nie. On nigdy nie otrzymał takiej możliwości. Wspólnik Christophera stanął w rozkroku nad siedzącym na krześle Liamie i w dość nieporadny sposób próbował z pomocą uwięzionych za plecami rąk chwycić jego członka i wsadzić go tam, gdzie należy. Okazało się to jednak zbyt problematyczne i Chris im w tym pomógł. Chwycił za męskość Liama i zanim go wsadził, obejmując go całą dłonią zaczął go masturbować, aby penis mężczyzny nadawał się do penetracji. Marcus posłusznie czekał, aż Chris uzna, kiedy mogli zacząć i kiedy otrzymał sygnał, ostrożnie usiadł na mężczyźnie, czując w sobie jego czubek jego członka.
Wchodził stopniowo coraz głębiej. Marcus stęknął i zacisnął zęby. Wciąż nie czuł się przygotowany. Nie był wystarczająco pobudzony. Robił to wolno i jakby zdawał się opierać. W tym momencie poczuł kolejne uderzenie szpicruty na swoich plecach. Chris chciał, aby się pospieszył, a jakiekolwiek przedłużanie tego skutkowało kolejnymi uderzeniami. Marcus wkrótce zaczął ujeżdżać mężczyznę pod sobą, będąc zwrócony do niego twarzą. Ból pojawiał się na przemian z rozkoszą. Grymasy cierpienia oraz przyjemności pojawiały się raz za razem, a czasem na siebie nachodziły. Ewidentnie mu się to spodobało, mimo początkowej niechęci.
Chris jednak w ramach kary nie dawał Marcusowi odczuwać zbyt wielkiej przyjemności i co jakiś czas przypominał mu o swojej obecności poprzez bicie go trzymanym przez siebie przedmiotem. Mając wgląd na wszystko z boku, posiadał możliwość pilnowania, aby Liam nic nie kombinował ze swoimi nogami. Przykładowo próba przewrócenia krzesła spełzłaby na niczym. Sama jego budowa utrudniała przewrócenie go. Stojący z boku mężczyzna dodatkowo dbał o to, aby kochankowie zachowali równowagę. Czy to przez opieranie wolnej ręki na plecach Marcusa, chwytaniu go za ramię czy kładzeniu ręki na krześle.
Christopher uderzał szpicrutą również Liama, tyle że po udach, jeśli akurat naszła go ochota lub dostrzegał najdrobniejszą formę protestu. Ellsworth tym razem miał robić po prostu swoje. Przecież teraz spełniał się w swojej prawdziwej roli. Niech więc da od siebie jak najwięcej i pokaże przed nimi swoją samczą naturę. Zwłaszcza przed mężczyzną, który znajdował się na nim.
Na twarzy Chrisa wreszcie pojawił się cień uśmiechu. Obserwowanie Liama podczas tej czynności było dziwnie satysfakcjonujące. Coś nowego, pociągającego... Ta sytuacja różniła się od tych, jakie przeżyli do tej pory. Sam Ellsworth za to raczej nie był zadowolony z tego, co mu robili, a to skutkowało potencjalnymi, poważniejszymi ranami ze strony stojącego obok oprawcy.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-02-17, 01:25   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Dopiero co chwilę temu Liam odzyskał przytomność, a już zaczęli go dręczyć. Niby dochodził do siebie, ale nadal nie był w pełni sił. Głodzenie zaczynało dawać się we znaki, że osłabiało jego organizm. Podobnie jak brak uzupełnienia organizmu o płyny, obolałe ciało i w wielu miejscach poranione. Liam nigdy nie myślał, że znajdzie się w tak beznadziejnej sytuacji. Że przyjdzie mu walczyć o swoje życie i nie pozwolić, by robiono nim co się podoba jego oprawcom. Jest tutaj już drugi dzień i jeszcze nie miał zrytej na dobre psychiki.
Jeden wziął go od tyłu, drugi od przodu. Ellsworth znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Czuł się jak nadziany przez pal z jednej i z drugiej strony niczym szaszłyk. Nie dał panom tej satysfakcji. Nie widział ich min ale słyszał westchnięcia i może też jęki? Co gorsza, przez Chrisa wciąż się dławił. Przez Markusa tracił możliwość oddychania z powodu pociągnięcia za obrożę. Miał cholernie tego dość. Zaryzykował trick, który się zdecydowanie powiódł. Poleciał do przodu, ciągnąc za sobą Markusa, czując jego ciężar na sobie. Słysząc także upadek mężczyzny przed sobą i jego uderzenie o ścianę? Chris dziwnie milczał. Liam odniósł wrażenie, że musiał sprawić mu porządny ból, słysząc zaniepokojenie w głosie Marcusa. A może i uderzenie o ścianę sprawiło, że Christopher stracił przytomność? Byłoby to zbyt piękne.
W tym samym momencie mając wolne usta, Liam odkaszlnął i łapał powietrze, dzięki temu ratując się od uduszenia przez cholernych napaleńców go gwałcących. W miarę możliwości podniósł się do siadu na materacu, lecz będąc trochę pochylonym. Oddychał głęboko przez otwarty knebel, nie widział ale słyszał ich dialog. Co znaczyło, że Varcer jednak przeżył swój upadek. Nie on jednak się odzywał, ale ten drugi, Marcus. Liam analizował sytuację przez jego ton głosu i pytania. Nie wiedział jednak, co planuje Christopher. W końcu jednak odezwał się tonem nienawiści i wściekłości. Liam stęknął cicho z powodu bólu odczuwanego w odbycie, kiedy próbował się trochę poprawić. Rany tam cały czas były świeże i wciąż bolał go tyłek.
Późniejsze milczenie Varcera stawało się być niepokojące. Słowa jego towarzysza nie napawały Liama pozytywnością. Jeden z nich może oberwać. Czemu czuł, że to będzie on? Serce Liamowi zabiło mocniej, kiedy zapanowała grobowa cisza.
Niespodziewane uderzenie w plecy poskutkowało jękiem Liama z bólu i zaciśnięciem przez niego powiek pod opaską, dłoni w pięści i zębów na otwartym kneblu. Ellsworth na swojej siedzącej pozycji długo nie wytrzymał i za każdym uderzeniem pochylał się bardziej na bok, ciężej oddychając. Głowę bardziej chowając w materac. Najgorsze, że nie mógł nic zrobić. Powiedzieć, krzyknąć, obronić się. Myślał że odpłynie. Christopher nie szczędził mu bólu i nowych ran, naruszając także obecne. Bandaż na plecach zaczerwienił się bardziej. Liam jęknął przy ostatnim uderzeniu, czując ból w ramionach. Gdyby nie opaska na oczach, widziałby mroczki. Był w tej chwili bez sił a ciało zadrżało na nową falę bólu. Oddech tym samym nieco przyspieszył a on pragnął tylko zasnąć. Nie czuć tego co znów mu przyszło.
Nie dane mu było nawet odpocząć. Od razu poczuł szarpnięcie w okolicy szyi i wyciągnięcie go z materaca na betonową posadzkę. Mimo stawiania oporu, znalazł się na podłodze dalej od miękkiego legowiska. Plecy od góry, a także całe ręce je chroniące były zaczerwienione i pulsowały bólem. Na pewno pojawią się nowe siniaki. Z kolei na plecach otworzyły się rany a bandaż nabrał nowych barw czerwieni.
W kolejnym kroku była ponowna zmiana knebla. Kliknięcie i odpięcie paska, po czym wyjęcie otwartego. Nim został mu założony z powrotem kulkowy, Liam zdążył powiedzieć tylko jedno słowo.
- Przestańcie...
Nie dokończył. Mimo protestu i kręcenia głową, został znów uciszony. Mocne zaciśnięcie paska za głową, kliknięcie kłódki. Liam westchnął z bolesną rezygnacją. Chwilę później poczuł jak został złapany za ramiona, podniesiony i posadzony na czymś twardym. Musiało to być wcześniej wspomniane krzesło. Z powodu bólu pleców i rąk, nie był wstanie siedzieć prosto, pozostając nieco pochylonym do przodu. Im dalej od oparcia tym lepiej. Nie było jednak tak dobrze, kiedy poczuł owinięcie liny wokół swoich ramion i klatki piersiowej, wymuszając pozycję prostą do oparcia krzesła. Liam skrzywił się z bólu, gdyż świeże rany dotknęły obcego materiału i zapewne chłodnego. Mutant szarpnął się, jakby sprawdzał więzy. Niestety, nie było szans się uwolnić, nie miał nawet na to siły. Dość mocno był przywiązany, że nie miał nawet możliwości się poprawić by siedzieć wygodniej. Znalazł się w wymuszonej pozycji siedzącej. W między czasie słyszał, że ten cały kumpel Chrisa też ma ponieść karę. Dowiedział się o tym dość szybko i nie wyobrażał sobie by tak to miało się skończyć.
Czując ciężar ciała drugiego mężczyzny, po słowach 'wsiadaj na niego", Liam zaczął protestować, kręcąc głową w geście błagalnym "nie", próbując to powiedzieć przez zagłuszający go knebel. Zamarł w momencie, kiedy poczuł dłoń Chrisa na swojej męskości, który doprowadzał do nabrzmienia jego penisa. Serce mu zaczęło walić mocno. Oddech przyspieszył. Odchylił głowę nie chcąc czuć tego co mu robił. Jego męskość twardniała. Reakcja organizmu działała sama od siebie. Następnie czuł jak jego członek jest nakierowany na czyjś odbyt, ciasny. Nie było to dla niego nic przyjemnego. Mężczyzna siedzący na nim po pewnej chwili zaczął się na nim poruszać. Liam odwrócił głowę na bok, jakby wiedział i czuł jak to się może skończyć. Dlatego ciągle protestował i kręcił głową "nie". Nawet głowę odwrócił na bok. Błąd Christophera, który nie zamierzał słuchać Liama. Zapomniał o czymś istotnym.
Nie chodziło tu o jakieś przyjemności, których Liam nie odczuwał. Nie kiedy się jest gwałconym wbrew własnej woli i wykorzystywanym. Tu chodziło o coś innego. Liam poruszył nogami, ale pewnie został w nie uderzony szpicrutą. Walił na to. Nie zamierzał siedzieć grzecznie, kiedy obecnie miał inny problem. Szurał nimi, próbował nawet zwalić z siebie Marcusa. Głowę miał pochyloną jakby opierał na torsie ujeżdżającego go niewyżytego konia. Jeżeli celem tej dwójki było sprawienie, by Liam doszedł i wpuścił się w Markusa, trwało to dość długo aż Liam... wpuścił się, ale nie spermą, tylko moczem...
Na twarzy Liama malowało się nie tylko cierpienie towarzyszące mu od dnia wczorajszego i ból, ale i wstyd. Powstrzymywał się tak długo jak tylko mógł. Tym razem już nie był wstanie. Nie było tego zbyt dużo, z powodu małej ilości wypitych płynów dnia poprzedniego. Zapewne jego oprawca nie będzie z tego zadowolony, nie mówiąc już o jego kumplu. To nie była jego wina. Organizm zrobił swoje.
  
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2021-02-21, 00:45   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Ilekroć Liam otrzymywał szansę na odezwanie się po ściągnięciu knebla, tak jego słowa ani razu nie zostały wysłuchane. Tak było i tym razem, gdy obaj mężczyźni zupełnie zignorowali jego błagania o zaprzestanie dalszych działań. Ani razu nie pozwolono mu dokończyć zdania, które chciał wypowiedzieć. Wykrztusić ze swej krtani. Jego własne potrzeby schodziły na dalszy plan. Były mało istotnym tłem, podczas gdy dwójka oprawców skupiała się przede wszystkim na tym, aby zadowolić się jego kosztem. Zależało im wyłącznie na dobrej zabawie.
Obecną różnicą było jednak to, że Chris w podobny sposób zaczął traktować Marcusa i Liam nie był już jedyną ofiarą. Pozycja, jaką Christopher wybrał dla mężczyzn była bardzo niewygodna zarówno dla osoby na górze, jak i tej na dole. O to mu chodziło. Liam protestował, walczył. Szorował bosymi stopami po betonowej posadzce, możliwie samemu się tym raniąc i drażniąc skórę. Starał się zrzucić z siebie Marcusa, lecz bezskutecznie. Kolega Christophera był zbyt ciężki, a także mógł jednocześnie podeprzeć się stopami. Chris jednak nie był obojętny na niesubordynację Liama i wykorzystywał każdą okazję, aby uderzyć go z boku w odsłonięte uda, które w przeciwieństwie do torsu pozostawały nie zabandażowane i były narażone na wszelką krzywdę.
Marcus w tym samym czasie pracowicie ujeżdżał Liama, nie stawiając już żadnych oporów i dając się ponieść doświadczanej rozkoszy. Odchylając głowę i zamykając oczy uwalniał z siebie błogie jęki i westchnienia, czując jak twarda męskość partnera pod nim poszerza jego odbyt i się w nim zagłębia. Przyjemność jakiej doświadczał była tak silna i niekontrolowana, że o mało sam nie odchylił się za bardzo do tyłu. Przed upadkiem uchronił go Christopher, bez słowa opierając wolną dłoń na poranionych plecach Marcusa, co sam mężczyzna zdawał się nie zauważać, nie zwalniając ze swoimi ruchami. Chciał więcej, chciał szybciej... Zagryzał wargę, gdy jego własna męskość sztywniała do granic swych możliwości. Chris na tym etapie już tylko stał i obserwował ich chłodnym wzrokiem niczym doświadczony hodowca. Jakby czekał na moment, aż jego ogier obficie obdarzy partnera nad sobą swoim cennym nasieniem. Christopher wiedział, że organizm Liama naturalnie będzie chciał sobie ulżyć. Stymulacja robiła swoje, a trudno było zaprzeczyć temu, że Marcus się na tym doskonale znał i należycie wykonywał swoją czynność.
Poczuwszy gwałtownie napływające ciepło w swym wnętrzu, mężczyzna stęknął z rozkoszy i nie powstrzymując się już dłużej wypuścił swoją spermę wprost na klatkę piersiową Liama. Trysnęła ona obficie i szybko, przecinając powietrze długim strumieniem. Ilość ciepła, jaką w sobie poczuł, była nieziemsko satysfakcjonująca i orgazm, a zarazem wytrysk mężczyzny trwał dłużej niż zazwyczaj. Gdy sobie ulżył, nie chciał schodzić z partnera, chcąc się nacieszyć tym uczuciem jak najdłużej. Nie chciał wypuścić z siebie jego płynów. Myślał, że doznał orgazmu niemal w tym czasie, jakim dokonał Ellsworth.
Chris dostrzegając po wszystkim odmienny wyraz twarzy Liama nie był zaskoczony. To jasne, że się wstydził... Miał czego, dając się ponieść prymitywnym instynktom. Najważniejsze jednak, że spełnił swoje zadanie. Christopher po oddaniu kochankom chwili wytchnienia, stanowczym uderzeniem szpicruty w plecy Marcusa postanowił zepsuć mu przyjemność i sprowadzić go na ziemię. Zasiedział się na swoim nowym partnerze.
- Zejdź z niego. Szkoda czasu.
Powiedział mutant z zadowoleniem w głosie. Marcus powoli zaczął się podnosić, aby po zakończonej rundzie łagodnie wysunąć z siebie członka Ellswortha. Wtedy ich oczom ukazało się coś, czego z pewnością nie chcieli zobaczyć. Wypływająca sperma była dziwnie płynna, miała konsystencję wody, a w powietrzu szybko zaczął unosić się zapach moczu. Marcus zamarł, wciąż mając główkę penisa w swoim odbycie. Spojrzał z niedowierzaniem na Chrisa, który wydawał się nie mniej zaskoczony takim obrotem spraw. Obaj zrozumieli, do czego doszło.
- On się we mnie odlał. Powaliło Cię czy jak?!
Siedzący mężczyzna od razu podniósł głos, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce. Nic dziwnego, skoro jeszcze chwilę temu, nieświadomy niczego, pokazywał jak bardzo mu się to podobało. Chris jednak nie odezwał się, cofając się jedynie o krok.
- Czy Ty masz jakiekolwiek pojęcie o przetrzymywaniu ludzi? Pomyślałeś o tym, że on też czasem sra?! Nie tak się umawialiśmy!
- Nie sądziłem, że zrobi to w takim momencie. Myślałem, że zr-
Chris próbował się tłumaczyć, jednakże Marcus co chwila wtrącał swoje trzy grosze. Głos Christophera pozostawał spokojny, ale w jakiś dało się wyczuć gromadzony w nim gniew. Zapewne na Liama.
- Ale zrobił! Ten chuj wykorzystał pierwszą okazję, aby się zemścić. Zapomnij o kasie. Nie jestem kundlem czy niewolnikiem, aby mnie tak traktowano.
- Uspokój się, możemy negocjować.
Mutant starał się załagodzić sytuację.
- "Negocjować"? Kpisz sobie ze mnie? Jedyną negocjacją jaką bym przyjął byłoby patrzenie jak sra sobie w Ciebie i nagranie tego. Zobaczylibyśmy czy dalej byłbyś taki chętny do współpracy. Nie godziłem się na takie fetysze.
- Usunę to nagranie. I radzę spuścić z tonu. Był seks? Był. Spodobało Ci się, więc swój cel osiągnąłeś. Widocznie to lubisz, żaden wstyd.
Odparł Christopher ze wzruszeniem ramion i z nonszalanckim uśmiechem, wprowadzając tym Marcusa w lekkie zmieszanie. Przed Chrisem nie musiał mieć żadnych sekretów, jednak usunięcie tego nagrania wiązało się z zachowaniem tajemnicy tylko dla nich, co dla pokrzywdzonego mężczyzny widocznie było ważne. Chris starał się obrócić całą sytuację w niewinny żart, nowe doświadczenie. W końcu Marcus nie został fizycznie ranny, aczkolwiek poczuł się mocno upokorzony.
- Chris, tego nie było w umowie. Daruję Ci to tylko ze względu na starą znajomość, ale baw się dalej sam.
Powiedziawszy to, Marcus zszedł na dobre z Liama i odwrócił się do Chrisa plecami, pokazując mu swoje skute kajdankami nadgarstki. Liczył, że mężczyzna będzie taki miły i mu z nimi pomoże. Miał dość wrażeń na dziś.
- Rezygnujesz? A co z jego treningiem?
Widocznie dopiero teraz Chris zaczynał rozumieć, że Marc nie żartował i był gotów zostawić wspólnika samego.
- Sam wymagasz treningu. Wybacz, ale nie masz pojęcia jak się obchodzić z takimi jak ten gość.
- Możesz mnie tego nauczyć. Dzięki temu spędzimy więcej czasu razem we trójkę. Dla odmiany, dam Ci nim w pełni porządzić i puścić Twoje własne wodze fantazji, hm..?
Mruknął Chris z nutką podrywu, niechętnie odblokowując przy jego kajdanki. Nim Marcus zabrał swoje dłonie, mutant delikatnie chwycił za palce jednej z nich, jakby próbując go powstrzymać przed odejściem. Mężczyzna odwrócił ku niemu twarz i chwilowo zawahał, ale zdania nie zamierzał zmienić.
- ... Muszę to przemyśleć. Nie tak wyobrażałem sobie ten pomysł. Rób z nim co chcesz, nie będę się Wam w to mieszać. Zadzwoń, gdy będziesz już wolny albo jakimś cudem się dogadacie.
- Marcus, nie gniewaj się.
Chris ostatni raz spróbował go powstrzymać, odrzucając szpicrutę na bok i obejmując mężczyznę w pasie, opierając zarazem swój podbródek na jego ramieniu. Zmienił strategię, próbował być czuły. Partner jednak delikatnie, ale i stanowczo uwolnił się z jego uścisku, dając mu tym do zrozumienia, że i to nic nie da.
- Zadzwoń.
To były ostatnie słowa, jakie Marc wypowiedział, zanim pospiesznie się ubrał z zamiarem opuszczenia piwnicy. Chris już mu nie przerywał, a jedynie stał i wpatrywał się w jego poczynania. Wraz z zatrzaśnięciem się drzwi, ze złością wypuścił powietrze przez nos i spojrzał na Liama.
- Zadowolony? Jednego mniej.
Powiedział do niego, przywracając swoją uwagę do przywiązanego do krzesła i dodatkowo skrępowanego mężczyzny. Nabałaganił, ale nie tak, Christopher on tego chciał. Nie tak, jak powinien był to zrobić. Bezużyteczny odpad. Nie tylko Liam mógł czuć się tutaj upokorzony, a wszyscy, którzy brali w tym udział. To całe oddanie moczu... oprawca nawet nie przypuszczał, że mogło do czegoś takiego dojść.
- Czyli wracamy do moich starych metod. Pewnie się za nimi stęskniłeś.
Zaczął rozwiązywać liny, które dotychczas zmuszały Liama do siedzenia na krześle. Jedna po drugiej, aby mógł zrobić to, co zamierzał. Gdy już to zrobił i żadna siła nie zmuszała już więźnia do pozostawania na krześle, silnym szarpnięciem za ramię, zrzucił go z siedzenia na zimną, brudną posadzkę. Następnie zaczął szukać wzrokiem czegoś, czego mógłby na tą chwilę użyć. Nie miał bowiem ustalonego planu. Eksperymentował pod wpływem gromadzących się w nim mieszanych emocji. Szukał nowości, zmian... i wtedy go olśniło...
Niedawno był remont szopy na narzędzia za domem. Dostrzegłszy pojedynczą deskę, zaczął szukać po szafkach narzędzi budowlanych. Liam nie słyszał nic prócz otwieranych szuflad oraz brzęku gwoździ w słoikach. Christopher mając przygotowany arsenał, wrócił do leżącego Liama.
To, co zaplanował, nie miało już żadnego erotycznego zabarwienia. Miało stać się okrutną torturą w najczystszej postaci. Nauczką za to, co Liam dzisiaj zrobił i nic więcej. Tym razem Christopher postanowił związać jego nogi tuż pod kolanami za pomocą własnego skórzanego paska od spodni. Liam przez cały ten czas leżał na brzuchu, dokładnie w tej samej pozycji, w której upadł. Wtedy też Chris wykorzystał jego obecną pozycję i siadając na jego udach, postanowił uwolnić biedne ręce Ellswortha. Zarówno z kajdanek, jak i z pasków. Uwięziony mężczyzna czuł, że jego dłonie były całe odrętwiałe.
Oprawca nie dał mu zbyt wiele czasu na poruszenie palcami i poprawienie krążenia w górnych kończynach. Zamiast tego zszedł z mężczyzny i obrócił go na plecy, aby ponownie na nim usiąść, tym razem na obandażowanym brzuchu. Opierał się przy tym jednym kolanem na posadzce, a stopę drugiej nogi oparł na nadgarstku lewej ręki. Prawą kończynę Ellswortha, Chris owinął za pomocą swojego ogona, również na wysokości nadgarstka. Dzięki temu miał wolne obie ręce.
Liam był całkiem wygodny, temu nie zaprzeczy.
- Okropnie mnie dzisiaj zawiodłeś. To była szansa na początek pięknej współpracy, a Ty dwa razy to zepsułeś. Trzeciego już nie będzie, Ellsworth...
Oprawca uniósł jedną rękę mężczyzny trzymaną przez ogon i uniósł ją nad głowę. Właśnie wtedy Liam poczuł, że dłoń leżała na jakiejś desce lub innej drewnianej powierzchni. Z doświadczenia nabytego w piwnicy mógł spodziewać się, że zaraz zostanie uwięziony w jakichś zatrzaskach i tyle, ale to miało być coś dużo gorszego.
Jeśli Ellsworth spróbowałby się wyrwać i zamierzałby uderzyć Chrisa, przy obecnym położeniu nie miałby szans wymierzyć mu z pięści w twarz. Mógł wykorzystać silny rozmach i podnieść swój tors z ziemi, lecz Chris zdążyłby wtedy wykonać unik na czas, a i gwarancji nie było, że Liam dobrze by to uderzenie wymierzył i nie trafił w powietrze.
Bez względu na to jak bardzo by się szarpał (o ile nie sparaliżował go strach), Chris kontynuował. Potrzebował wolnej ręki, aby przyłożyć gwóźdź do wewnętrznej strony dłoni mężczyzny, stąd wykorzystanie stopy do przybicia więźnia. Liam czuł dziwne, ale delikatne ukłucie na skórze. Wiedział jedynie, że Chris mu coś przystawiał do jego dłoni, ale nie dał mu szansy na głębsze zastanowienie się, gdyż sekundę później nastąpiło uderzenie młotka. Tak silne, że kilkucentymetrowy gwóźdź zaczął przebijać Liamowi rękę, wywołując ogromną falę bólu, której żaden człowiek nie mógł opisać słowami. Chris uderzył młotkiem ponownie i ponownie, aby gwóźdź wszedł jak najgłębiej, przebijając się przez warstwę mięśni i kości, docierając do deski. Silny ogon na nadgarstku starał się powstrzymywać dłoń przed wyrwaniem się w odruchowej reakcji na ból. Krew wypłynęła strumieniem z dziury na ręce, która zaczęła drżeć, a palce niekontrolowanie poruszać. To świadczyło o tym, że mogły zostać uszkodzone nie tylko kości oraz mięśnie, ale i nerwy. To nie był dobry znak.
Potem nadeszła kolej na drugą rękę i Chris postąpił w ten sam sposób jak w przypadku poprzedniej. Przybijał Liama do deski, nie zważając na jego stłumione przez knebel krzyki i usilne próby zrzucenia go. Zszedł dopiero wtedy, gdy zabieg został zakończony... Przybity mężczyzna leżał na ziemi z rozstawionymi rękoma i złączonymi nogami. To wręcz do złudzenia przypominało ukrzyżowanie.
Oprawca potrzebował teraz wiertarki, aby zrobić z deski większy pożytek. W tak dużej, dobrze wyposażonej piwnicy prawie niczego nie brakowało. Dobór odpowiedniego wiertła, które wykona wystarczająco szeroki, otwór także nie było problemem. Chris po podłączeniu wiertarki wykonał po obu stronach deski dwa otwory, przez które zamierzał przepleść średniej grubości łańcuch. Na szczęście Liama, Chris nie wykorzystał owej wiertarki bezpośrednio na nim, ale obawy co do tego mógł mieć przez cały ten czas, gdy słyszał jej pracę.
Gdy Christopher skończył i dobrał łańcuch, postanowił podnieść deskę wraz z mężczyzną, co było większym wyzwaniem niż dotychczas. Musiał się nagimnastykować, aby utrzymać Liama na nogach i jednocześnie umiejętnie zawiesić łańcuch na metalowym haku w ścianie. Gdy deska została zawieszona przy pomocy łańcucha oraz haka, Liam pozostał tam wraz z nią. Sięgał nogami posadzki, kolana mógł lekko zgiąć, lecz wiązało się to z powiększaniem się ran na dłoniach. Był jak eksponat, trofeum. Ranny, nagi, upokorzony. Pozbawiony wzroku oraz mowy. Zmuszony do utrzymywania się na własnych nogach.
Christopher otarł twarz ze zmęczenia. Pomysł, jaki zrealizował, wcale nie należał do łatwych. Musiał się nieźle napracować, aby zawiesić drugiego mężczyznę w obecnym miejscu. Spoglądając na wykończoną twarz Liama, Chris położył dłoń na jego zabandażowanej piersi. Postukał w nią pazurem palca wskazującego w okolicach serca.
- Trochę tak powisisz. Przyzwyczajaj się. Właśnie wydałeś na siebie wyrok.
Powiedziawszy to odgarnął kosmyki włosów z jego twarzy, aby mieć na nią lepszy widok. Uśmiechnął się kącikiem ust, lecz Liam z powodu opaski na oczach nie był w stanie tego dostrzec. Od tego momentu plany Chrisa wobec niego całkowicie się zmieniły. Ellsworth nie miał już spędzić w tym miejscu trzech dni jak początkowo zakładał, a znacznie więcej. Zamierzał spędzić z nim kilka tygodni... Christopher planował przez ten czas zadbać o to, aby to on zadecydował, kiedy Liam zostanie odnaleziony, o ile sam więzień dotrwa do tego czasu. Nieważne, w jakim stanie wróci do swoich. Wystarczy, że będzie jeszcze oddychać. To był już jedyny czynnik, na którym Chrisowi zależało.
Zacisnął palce na podbródku Liama i uniósł jego głowę.
- Zajrzę do Ciebie wcześnie rano. Postaraj się do tego czasu nie zdechnąć. Dostaniesz coś do żarcia.
Zdradził mu swoje plany. Liam prawdopodobnie już dawno stracił poczucie czasu, jednak w praktyce oznaczało to zostawienie go samego w ciemnościach przez najbliższe 6 godzin. Po przekazaniu tej wiadomości, Chris po prostu opuścił piwnicę, aby zająć się swoimi sprawami. Zostawił po sobie spory bałagan. Tym razem nie miał ochoty tego sprzątać. Nie było takiej potrzeby. Zajmie się tym kiedy indziej...
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Liam Ellsworth



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
35 lat

height / weight:
193/88

Wysłany: 2021-02-21, 20:50   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba, Rick
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


+18

Ukryj: 
Gdyby nie ignorowano jego słów i potrzeb, nie mieliby takiej niespodzianki, jaka spotkała Markusa. O ile on czuł rozkosz i przyjemność, tak Liam tylko ból i obrzydzenie. Za wiele też nie szorował stopami po posadzce i zaprzestawał w momencie otrzymania uderzeń w uda ze szpicruty, aż w końcu odpuścił, będąc świadomym, że nic to nie daje a skaczący w nim facet robi swoje dalej. Liam z ledwością wytrzymywał. Nie chciał nic z siebie wypuścić, lecz organizm robił swoje. Jego penis był tak twardy, tak nabrzmiały że dał wyczekiwany i bardzo nawet zadowalający efekt Markusowi. Z jedną różnicą, że tutaj bardziej poleciał mocz, może i zmieszany ze spermą. Liam próbował opanować oddech, który był po całym akcie przyspieszony. Mimo zasłoniętych oczu i knebla w ustach, było mu wstyd i czuł się fatalnie. Nie mówiąc już o tym że cierpiał z nadmiaru bólu i wykorzystywania. A tyłek wciąż go bolał, nawet jak na nim siedział, na twardym krześle.
Należy także wspomnieć o tym, że nim Ellsworth doszedł do finału, Markus wypuścił z siebie jako pierwszy swoje soki wprost na klatę Liama. Mężczyzna czuł, że coś ciepłego i mokrego na niego spływa. Dobrze choć tyle, że nie trafiło go w twarz, ale było obrzydliwe. Dla Liama nie było tutaj nic z przyjemności. Z jakiegoś jednak powodu, znów poczuł wewnętrzną satysfakcję, że w ten nieświadomy i nieplanowany sposób, doprowadził do kłótni między tą dwójką. Nie widział, ale doskonale słyszał ich rozmowę. Znów coś poszło nie po myśli Christophera. Z jednej strony super, że jest on do bani. Ale z drugiej, świadomość Liama go ostrzegała, że oberwie mu się za to. Już wyłapał z ich rozmowy, że Chris jest wewnętrznie wściekły. Mimo opanowania, ton mówił co innego. Przynajmniej, Liam pozbył się intruza w dość interesujący sposób. Co znaczyło, że nie ważne ilu by chciało go gwałcić, nie pozwoli sobie. Był jednak świadom i gdzieś w głębi czuł także strach przed karą, jaka może go czekać z rąk Varcera. Nie jego wina, że organizm decydował wbrew jego woli. Wiele razy nie pozwolono mu coś powiedzieć i dokończyć. Tego właśnie są takie skutki.
Nie da się także ukryć faktu, że poruszana kwestia pieniędzy mu się nie spodobała. Nie miał jednak jak zapytać o szczegóły, o co w tym interesie chodziło czy zaprotestować. Liam już kręcił głową, że nie zgadza się na jakieś trójkąty. Ale nie wiedział, czy oni to widzą. Zasłonięte oczy przepaską mu w tym także nie pomagały. Choć jeżeli tak, to pewnie zignorują. Nie chciał być czegoś uczony. On chce wolności.
Tak czy inaczej, słyszał prośby Chrisa. Nieugiętość Markusa, a potem jego wyjście które świadczyło o trzaśnięciu drzwiami. Słowa oprawcy nie były pocieszające. Liam ledwo co przez ten czas ich rozmowy doszedł do siebie, a jego serce zabiło mocniej ze strachu. Energicznie zaczął kręcić głową że "nie tęsknił". Miał już dość chłosty i innych rodzajów tortur, nawet tych jakich Chris na nim nie wykorzystał. To oznaczało jeszcze więcej bólu.
Czując rozwiązywanie lin i poluzowania więzów, Ellsworth próbował dłońmi się czegoś z krzesła złapać. Często mają one jakieś szczeble w postaci oparcia. Tu na swoją niekorzyść, nie wyczuwał nic takiego, co zwiększyło jego obawy. Niespodziewanie poczuł szarpnięcie za ramię i zrzucenie z mebla, na którym siedział, uderzając ciałem o zimną posadzkę, że syknął z bólu i oparł głowę o zimny beton. Leżał tak w obawie co będzie, słysząc jedynie otwieranie i zamykanie szaf czy szuflad. Przeszukiwanie czegoś i przemieszczanie się oprawcy po pomieszczeniu. Rzucanie lub położenie czegoś na podłodze w pobliżu jego osoby. Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo się bał, że stres niemal zjadał jego żołądek. Nie widział nic, pozbawiony również mowy, nie wiedział czego się spodziewać. To było najgorsze uczucie jakie kiedykolwiek odczuwał i doświadczał. Bał się o swoje życie? Czy że może nigdy nie zobaczyć już małego Tengfeia, ukochanego Alexa, brata Thomasa oraz bliskich z bractwa? Czy on to przetrwa? Czy może lepiej się stało, że to dotknęło jego a nie ich? Przynajmniej są bezpieczni, nic im nie grozi...
Kroki Chrisa zbliżały się, Liam wtedy poczuł jak przekłada mu coś pod kolanami, gdy leżał na brzuchu. To musiał być pasek, który następnie został mocno zaciśnięty. Skrzywił się z bólu, bowiem to sprawiło, że nie mógł nogami swobodnie już poruszać. Poczuł po chwili ciężar ciała Christophera na swoich udach, gdzie w tym momencie uwolnił jego ramiona od rzemieni, ukazując czerwone ślady, bardzo widoczne jako odciski po mocnym wiązaniu. Tak samo uwolnione zostały jego nadgarstki. Miał wolne, ale odrętwiałe ręce. Wznowiony został obieg krwi, który potrzebował czasu aby ręce wróciły do pełnej sprawności. Nie zmieniało to jednak tego, że przy tym bolały go też stawy. Christopher nie zamierzał na nic czekać i Liam poczuł jak ten wstaje, przewraca go na plecy, zadając na nich kolejny ból, gdyż mimo bandaża, przylegały do twardej powierzchni i zimnej. Podobna sytuacja z wymuszeniem opierania się plecami do oparcia krzesła.
Coś w tym wszystkim było nie tak. Liam zaraz po tym jak Chris ponownie na nim usiadł i nie przyjemnie, że był to brzuch, dając w tym miejscu uścisk obolałych mięśni, poczuł że jego nadgarstki znów są uwięzione. Poruszył rękoma, w momencie uczucia blokady, z jednej strony od stopy, a z drugiej od ogona. Strach wzrastał, po usłyszeniu słów oprawcy a następnie czując, że jego prawa ręka została przesunięta nad głowę, nieco dalej a dłoń położona jej zewnętrzną stroną do czegoś drewnianego. Zacisnął dłoń w pięść jakby to miało mu w czymś pomóc, nie chcąc niczego Chrisowi ułatwiać. W tym samym też momencie, próbował coś powiedzieć, knebel jednak mu to uniemożliwiał. Chciał się usprawiedliwić, zaprotestować, może nawet i przeprosić. Nic z tego. Christopher zdawał się go ignorować i robić swoje. Musiał uderzyć albo zrobić coś, aby Liam otworzył dłoń. Zbyt wiele siły Ellsworth nie miał aby z nim walczyć. Gdy zmuszony do otwarcia dłoni, poczuł coś ostrego, mógł pomyśleć, że chce mu coś w tym miejscu wstrzyknąć. Uderzenie młotka sprawiło, że z gardła Liama wydobył się przytłumiony przez knebel bolesny krzyk cierpienia. Opaska na oczach była teraz zbawiennym cudem, która wchłaniała pojawiające się spod powiek łzy. Ciało zadrżało dostrzegalnie, a dłoń narażona na przebijanie gwoździem, chciała uciec. Varcer musiał mocno trzymać, aby dokonać swojego planu. Gwóźdź przebijał mięśnie, kości i może nawet nerwy, powodując również ubytek krwi z rany, wypływającej z nowej rany. Ciało Liama dodatkowo się wygięło a druga ręka także szukała uwolnienia, aby móc przywalić temu posrańcowi. Krew spływała z ran na drewniany materiał i posadzkę. Liam przez knebel krzyczał z każdym wbijanym momentem ostrego elementu coraz głębiej. Protestował błagalnym i przytłumionym krzykiem, by Chris przestał. Dodatkowo kręcił głową żeby tego nie robił. Taka sama sytuacja była w przypadku przybijania jego drugiej dłoni do deski...
Oddech Liama zdecydowanie przyspieszył, serce waliło jak młot. Trudno powiedzieć czy bardziej od tego Chrisowego. Liam czuł, że lada moment odleci. To był ból nie do wytrzymania i nie do opisania. Pojawiło się w głowie mutanta pytanie: Czy tak czuł się Jezus jak go ukrzyżowano? Różnica między nimi była taka, że Jezus miał dodatkowo koronę cierniową, a Liam knebel, opaskę na oczach i obrożę na szyi z przypiętą krótką smyczą.
Strach u Liama się zwiększył, kiedy usłyszał wiertarkę. Normalnie odwracał głowę od dźwięku jakby intuicyjnie wyczuwał, gdzie ten wariat wierci. Na całe szczęście, nie robił mu dziur w brzuchu, czy nie wiadomo gdzie. Kolejnym etapem jaki Liam odczuł, była próba podniesienia go do pozycji siedzącej. Było to nie tyle co dla Chrisa trudne, ale dla Liama bardziej bolesne. Ponieważ deska, musiała być naprawdę mocna, stabilna i wytrzymała niczym belka, stała się ciężkim koszmarem dla Liama, sprawiającym ból w dłoniach niemożliwa do utrzymania, jak jedynie musiała być podpierana o jego kark. Unoszenie jej, zmuszało do poruszania rękoma ale w tej samej odległości. Szczerze mówiąc, Liam nie robił nic, nawet nie pomagał. Drżał na ciele z bólu i nie miał jak od tego uciec. Christopher nie zważał na to i robił wszystko, by ten swój cel osiągnąć.
Ostatecznie i jakimś cudem Liam został postawiony do pionu. Czuł opór nad głową. Ręce miał w wymuszonej pozycji, nie pozwalającej na ich zmianę wyciągnięte prosto przybite do deski. Z ran na dłoniach spływały strumyki krwi, pozostawiając swoje czerwone ślady na rękach aż dotarły do bandaża pod pachami. Ewentualnie krew skapywała na posadzkę. Stopami dotykał zimnej podłogi betonowej, ale nie mógł nimi za bardzo poruszać. Jedynie stać prosto i nie pozwolić na ugięcie kolan, ponieważ sprawi to naciągnięcie ran na dłoniach i nową falę bólu. Już czuł nawet bez kombinowania. Był w tej chwili bez szans. Zdany na łaskę Varcera. Głowa Liama była opuszczona. Jakby poddawał się i był bez siły. Wymęczony na dobre, że pragnął w tej chwili tylko umrzeć.
Mutant poczuł dotyk na swojej klatce piersiowej, ale nie zareagował. Słowa te jednak do niego dotarły. Zaraz też poczuł odgarnianie kosmyków włosów, przepoconych. Po chwili poczuł mocne dotknięcie za podbródek i wymuszenie podniesienia głowy, że pewnie był twarzą na równi z Chrisem, choć tego nie widział. Uświadomiony został w tym, że nadeszła pewnie noc i znów pozostawiony będzie sam sobie. Głodzony kolejny raz. Wolał już zdechnąć, niż czekać na poranne śniadanie. To było na tyle, kiedy Chris zostawił go w spokoju i oddalił się. Trzaśnięcie drzwi od piwnicy dało sygnał, że oprawca go opuścił. Gdyby Liam mógł mówić, wyrzuciłby z siebie jedynie możliwe słowo, które zostało wypowiedziane w jego głowie "Kurwa"... Łzy znów spłynęły mocząc opaskę. Nie mogąc też zapanować nad śliną, gdzie ta spływała mu z ust przez knebel po brodzie i na posadzkę. Czuł że traci chyba czucie w dłoniach. Albo mu się zdawało? Ledwo mógł poruszać palcami. Nigdy by nie pomyślał, że Christopher będzie zdolny do tak okrutnych czynów. Nigdy...
Noc Liam przetrwał w koszmarze. Nie mógł zasnąć. Gdy to następowało, nogi uginały się pod kolanami a dłonie otrzymywały uścisk przez gwoździe bólem budząc go. Co zmuszało jego organizm ponownie do ustania w pionie. Totalny dyskomfort. Bolały go plecy i stawy barkowe. Kimał i z trudem kontaktował. To był kolejny dzień jak nie otrzymał wody. Kolejny bez jedzenia. Słabł powoli i bladł w oczach, gdyż dochodziła do tego bardzo powolna utrata krwi. Możliwe także, że mógł powoli tracić na wadze...
[Profil]
  [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: Dzisiaj 0:39   
   Multikonta: Simon, Zack
  

   2 Lata Giftedów!


// +18

Ukryj: 
Mijał dzień za dniem. Każdy następny wydawał się być dłuższy od tego poprzedniego. Czy była już noc? A może dzień? Ranek, wieczór? Liam od dawna nie potrafił tego określić. Nie miało to zresztą żadnego znaczenia. Oprawca przychodził do niego o różnych porach z różnymi zamiarami. Czasem tylko po to, aby zmienić mu opatrunki bądź siłą zmusić do przyjęcia podawanego pokarmu, a czasem z zamiarem torturowania go fizycznie oraz psychicznie. Nie było dnia, kiedy Christopher dawał Liamowi spokój i go nie odwiedzał. Gdy któregoś dnia stan mężczyzny był krytyczny i dalsze zadawanie bólu mogłoby go zabić, Chris skupiał się na słownej przemocy oraz molestowaniu go, jednak gdy tylko te poważniejsze rany zdążyły się nieco zasklepić, zdarzało się, że ponad połowę swego czasu Christopher spędzał na torturowaniu mężczyzny winnego śmierci jego przyjaciela.
Metody miał różne, mniej lub bardziej oryginalne. Przypalał go zapalniczką podczas palenia przy nim papierosów. Wkładał igły pod paznokcie zarówno rąk, jak i nóg. Podduszał, zatykając mu drogi oddechowe lub łapiąc za gardło. Wielokrotnie pozbawiał go możliwości snu, polewając go lodowatą wodą lub uderzając w twarz, gdy tylko mężczyźnie choć na chwilę zdarzyło się przymknąć powieki. Drapał, gryzł, a czasem i korzystał ze swego ogona. Warto zaznaczyć, że Christopher nie skupiał się na zadawaniu jak najbardziej rozległych obrażeń, a na samym wywoływaniu u mężczyzny bólu. Miało to na celu utrzymać organizm więźnia przy życiu, skoro miał pozostać z nim na dłużej i nie zdechnąć przy pierwszej lepszej okazji.
Kiedy podczas bandażowania Liam unikał dotyku bądź zachowywał się jakkolwiek problematycznie, zginając się na przykład z bólu, Christopher kaleczył jego skórę nożyczkami, które pierwotnie miały służyć do cięcia opatrunku. Nacinał wtedy skórę jak kawałek papieru lub wbijał ich ostrza w okolicach przedramion, pozostawiając na nich paskudne rany, jakby miało to Liama jakkolwiek powstrzymać przed odruchami własnego ciała. Był to dowód, że cokolwiek Liam nie robił, zdawał się nie spełniać żadnych oczekiwań Christophera. Ciągle był karany, bity i głodzony. Ani jego protest, ani bezczynność niczego nie zmieniały. Jakby żadna z jego decyzji nie była tą dobrą.
Oprawca uderzał szpicrutą z ćwiekami bądź metalowym rozgrzanym prętem po każdym odsłoniętym fragmencie jego ciała. W dniach odbywania kar, po przymusowym karmieniu go, wkładał mu palce do ust i prowokował wymioty, aby mężczyzna mimo przyjęcia pokarmu nie był w stanie całkowicie zaspokoić swojego głodu. Gadzi mutant osobiście kąsał i rozdrapywał pazurami stare rany oraz bandaże. Z każdym kolejnym dniem do starych metod dochodziło coś nowego, przez co tortury stopniowo się wydłużały. Ta systematyczność zdawała się nie mieć końca.
Odkąd Marcus ich opuścił, jedynym na czym Chrisowi zależało było utrzymanie Liama przy życiu. Nic więcej. W tym celu wyznaczał sobie pewne granice oraz poznawał zarazem granice Liama. Uczył się na własnych błędach kosztem zdrowia mężczyzny. Gdy coś poszło nie tak, Christopher to zapamiętywał i zmieniał swoją strategię.
A jeśli chodziło o fizjologiczne potrzeby Ellswortha... oprawca dbał o nie. Metalowe wiadro pełniło funkcję toalety. Odkąd pasek od spodni Chrisa nie więził jego nóg, Liam był zmuszony pozostać w rozkroku, aby między jego nogami zmieściło się wiadro, które w razie potrzeby zachowa względną sterylność reszty pomieszczenia. Czy był sens uczyć Liama sygnalizować konieczność opróżnienia się? Wcale... Podczas wielu z przebytych tortur organizm pod wpływem skurczów i bólu potrafił to zrobić niespodziewanie. Jeśli zaś chodziło o oddawanie moczu, Liam miał wolną drogę. Chris co jakiś czas mył starannie posadzkę wokół niego. Tak samo często opróżniał wiadro, jednak zważywszy na małą ilość pobieranego pokarmu oraz płynów, potrzeby te stały się rzadkością.
Co istotne, w czasie tych ostatnich 7 dni poświęconych na krzywdzeniu więźnia ani razu nie doszło między mężczyznami do zbliżenia. Christopher owszem, molestował go, dotykał jego męskości oraz wypowiadał do niego zbereźne rzeczy. Wkładał mu także w odbyt wibrator, palce lub cokolwiek innego, co akurat miał pod ręką, ale od pamiętnego dnia z Marcusem, ani razu nie spróbował odbyć z nim stosunku. Nie tylko dlatego, że pozycja Liama to uniemożliwiała, ale też z tego względu, że Chris czuł wobec niego wstręt, pogardę. Dominacja dominacją, ale w tamtej chwili osobisty uraz wobec niego był silniejszy od fizycznych potrzeb, jakie dotychczas na nim zaspokajał.
Dzień 11 pobytu Liama w piwnicy miał się wyróżniać od pozostałych dwiema nowymi torturami wymyślonymi przez Christophera. W drugiej jednak nie miało chodzić wyłącznie o ból fizyczny bądź psychiczny jak było dotychczas, a o coś znacznie więcej. Tego dnia Liam już zdążył zmierzyć się z biczem oraz... złamaniem palców obu rąk, co było pierwszą z zaprezentowanych Liamowi nowości. Metoda była prosta i niebezpiecznie skuteczna. Chris nauczył się jej jeszcze będąc za murami DOMu, kiedy był świadkiem tortur przeprowadzanych przez DOGS na mieszkańcach. Włożył między palce mężczyzny niewielkie kawałki drewna i wystarczyło potem dostatecznie mocno zacisnąć jego dłonie, aby doszło do złamania. Chrupnięcie łamanych kości Ellswortha było dla Christophera cudownym dźwiękiem. Tym sposobem jeszcze bardziej ograniczył możliwości mężczyzny, nie okazując odrobiny współczucia. Szczerze powinien był to zrobić już na początku, błędem było, że nie uczynił tego wcześniej...
- I tak ich nie potrzebujesz.
Usłyszał obojętny ton Chrisa po dokonanym czynie. Dłonie Liama nie pełniły tutaj żadnej istotnej funkcji. Dotychczas tylko przeszkadzały, kiedy to ponad tydzień temu Liam za ich pomocą uwolnił się z jednego łańcucha, ściągnął opaskę oraz próbował zrobić to samo z kneblem. Czy ośmieliłby się zrobić to samo również teraz? Po tym wszystkim, czego zdążył doświadczyć? Niewykluczone. Czegokolwiek jednak nie robił, Chris nie chciał w żaden sposób ukrócić jego męk. Mógł go po prostu zabić, ale zamiast tego utrzymywał swego wroga przy życiu. To była większa kara niż sama śmierć.
- Stęskniłem się trochę za Twoim głosem... Pogadamy sobie, co Ty na to? Chciałbym poznać odpowiedzi na kilka moich pytań. Myślę, że dojrzałeś już do tego, aby mnie nie wkurzać i zrobisz dokładnie to, co Ci karzę, hm..?
Christopher przyłożył dłoń do twarzy Liama i potarł kciukiem jego policzek, jakby miał do czynienia z kapryśnym dzieckiem. Chris brzmiał miło, przyjaźnie, ale to nie był pierwszy raz. Droczył się z nim i Ellsworth o tym wiedział. Ten ton głosu słyszał już wcześniej.
- Masz powiedzieć dokładnie to, co chcę usłyszeć. W przeciwnym razie... no cóż..
Liam poczuł jak przez jego ciało przeszedł impuls elektryczny od strony ramienia. Paralizator... Tylko tego brakowało. I wtedy Liam dowiedział się, na czym będzie opierać się dzisiejszy dzień. Chris jeszcze nie wykorzystywał w swoich torturach elektryczności, a miał jeszcze coś w zanadrzu poza samym paralizatorem... ale zaczną delikatnie. Na spokojnie. Oprawca chciał uciąć z mężczyzną małą pogawędkę. Ellsworth za długo w ostatnim czasie milczał.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 5