Poprzedni temat «» Następny temat
Art of The Table
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2020-07-21, 18:29   Art of The Table






Droga restauracja z otwartą kuchnią i wyszukanym menu. Szczególnie znana jest z menu degustacyjnego pozwalającego spróbować drobnych porcji wielu dań przy równoczesnym podziwianiu kunsztu szefa kuchni.
[Profil]
 
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-21, 18:30   
   Multikonta: Mary Pond


15 czerwca, około godziny 16

Art of The Table, jedna z najdroższych restauracji w mieście. Jane uważała, że ojciec przesadził z wyborem miejsca, ale niewiele mogła poradzić. Pan Hills miewał tendencję do pozostającej w rozsądnych ramach, ale jednak pewnej przesady gdy chodziło o okazywanie wdzięczności osobom, które uznał za dobre. A tamten mężczyzna… Bradley, nie mógł być zły skoro ocalił jego córkę nie wiedząc kim jest i najwidoczniej nie oczekując niczego w zamian.

Biały, wypucowany na błysk samochód zatrzymał się przed restauracją. Kierowca zaraz wysiadł by otworzyć drzwi pasażerce. Jane wysiadła i poprawiła sukienkę, która nieznacznie się podwinęła.
- Spędzimy tu przynajmniej półtorej godziny. Dam Ci znać gdy będziemy oczekiwać na rachunek.- powiedział do szofera Pan Hills, który wysiadł z przeciwnej strony samochodu. Nie mógł przewidzieć ile dokładnie potrwa spotkanie więc i dokładnej ramy czasowej nie mógł podać. Wiedział jednak, że szofer zrozumie. Był jedną z najdłużej pracujących dla rodziny Hills osób i dobrze wiedział czego jego pracodawca oczekiwał.
-Oczywiście.- odczekał aż odsuną się od samochodu, po czym wsiadł i odjechał zostawiając ojca z córką oraz dwoma ochroniarzami, którzy ukrywania swojej obecności uczyli się chyba od samego Draxa ze Strażników Galaktyki, bo łatwo było przegapić moment gdy i oni wysiedli z pojazdu. Cała czwórka weszła do środka.
Rezerwacja była zrobiona na dwa stoliki. Jeden był dla Hillsów i ich gościa, a przy sąsiednim mieli zasiąść ochroniarze. Dostali pozwolenie na zamówienie sobie jedzenia na koszt pracodawcy. Taki mały bonus za bycie miłym dla Jane, mimo że formalnie nie było to ich obowiązkiem. Kelner zaprowadził grupę w odpowiednie miejsce- do stolików przy oknie gdzie czekały już menu. Pan Hills celowo wybrał takie miejsce, że stolik ochroniarzy oddzielał ich od innych stołów w lokalu co zwiększało prywatność rozmowy. Poinformował też kelnera, że przyjdzie jeszcze jedna osoba do ich stolika. Bradowi wystarczy więc powołać się na nazwisko tych, którzy go zaprosili.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-07-21, 19:43   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// 15 czerwca

Brad początkowo nie zdawał sobie sprawy, że zmierza do jednej z najdroższych restauracji w mieście. Niby się domyślał, że dziewczyna, a raczej jej rodzina jest nadziana, ale myślał, że spotkają się w miejscu... mniej rzucającym się w oczy. Ale było za późno, bo właśnie stał przed restauracją i zastanawiał się, czy jednak stąd nie uciec. Czego się bał? Nie podejrzewał dziewczyny o zastawienie na niego pułapki. Niemniej martwił się, czy ktoś go nie rozpozna. Za nic nie chciałby wrócić do więzienia i tortur. Pamiętał jak długo musiał do siebie dochodzić po ostatnim razie, kiedy niemal zniszczyli w nim człowieczeństwo. Do tej pory nie odzyskał go w pełni i chyba już nigdy tego nie zrobi. Nie był tym samym człowiekiem.
Aktualnie był delikatnie ucharakteryzowany, żeby jego twarz nie rzucała się w oczy. Miał zgoloną brodę, dzięki czemu wyglądał młodziej, dodatkowo miał na sobie okulary i czapkę z daszkiem. Wyglądał więc całkiem przeciętnie i nie rzucał się w oczy. No, może teraz, gdy wchodził do drogiej restauracji, na którą nie było go stać. Od razu zaczepiła go kelnerka, która zaczęła dość nieprzyjemnie, pytając go protekcjonalnie, czy może w czymś pomóc. Jej fałszywy uśmiech może kiedyś by go zabolał, ale teraz miał ją gdzieś. Zresztą gdy tylko powiedział nazwisko dziewczyny, kelnerka zmieniła swoje nastawienie o 180 stopni. Zaczęła trajkotać i od razu zaczęła go prowadzić do stolika.
Nie ma co ukrywać, że im bliżej do stolika, tym czuł większy niepokój, zwłaszcza że zobaczył, że dziewczyna nie jest sama. To jednak pułapka? Niemożliwe... mężczyzna był sporo starszy, wyglądał na jej ojca albo wujka. Ale czemu przyszli razem? Z drugiej strony to oczywiste - nie ufał mu i chciał mieć córkę na oku. Co prawda Brad spodziewał się raczej ochroniarza, ale teraz już nie było odwrotu. Podszedł do stolika z pokerowym wyrazem twarzy i spojrzał najpierw na Jane, a potem na mężczyznę.
- Witaj Jane - uśmiechnął się do niej przyjaźnie i zwrócił się w kierunku mężczyzny. - Pan to pewnie zmartwiony... ojciec? Zapewniam, że z mojej strony nic jej nie grozi.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-21, 20:00   
   Multikonta: Mary Pond


Tia, jak ktoś liźnie bogactwa potrafi poczuć się wyższy od innych. Jednak takie zachowanie względem klienta, nawet wyglądającego jakby pomylił adresy było wysoce nieprofesjonalne. Gdyby kierownik to zauważył to babeczka w najlepszym razie dostałaby upomnienie, a gdyby któryś z klientów pokusił się o skargę na nią to mogłaby nawet stracić pracę. Kelner to pierwsza twarz restauracji i jeśli on nie potrafi zachować się właściwie, to rzutuje to na wizerunek całego lokalu.
Jane poznała Bradleya i dała znać swojemu ojcu. Zresztą ten sam się pewnie domyślił skoro kelnerka prowadziła go wprost do ich stolika. Gdy podszedł do stolika Pan Hills wstał żeby się przywitać. Mutant pewnie zauważył też, że dwójka mężczyzn siedzących przy stoliku obok również zwróciła na niego uwagę, ale to mogło też wynikać z samego faktu, że szedł w ich kierunku. Nie zostali głośno przedstawieni jako ochroniarze. Mieli być tylko dwójką klientów, którzy akurat usiedli obok.
-Tak. Richard Hills.- odpowiedział na pytanie i od razu się przedstawił wyciągając rękę do pewnego uścisku -Domyślam się, ale chciałem też osobiście podziękować. Usiądźmy.- powiedział wskazując dłonią ich stół, przy którym sam zaraz usiadł.
-Cześć. Cieszę się, że nic Ci nie jest.- Jane uśmiechnęła się szeroko do Brada. Czułaby się winna gdyby go wtedy złapali i gdy do niej zadzwonił poczuła ogromną ulgę. Nie wiedziała wprawdzie, że mężczyzna jest poszukiwany, ale wciąż Departament zablokował całkiem spory kawał dzielnicy byleby nie dać nikomu uciec.
-Proszę wybrać na co ma Pan ochotę. Na mój rachunek.- powiedział Pan Hills aby mieć pewność, że gość się nie speszy cenami -Przyznam, miło poznać osobiście jeden z dowodów na to, że nie każdy obdarzony jest taki jak stara się Was przedstawić rząd. Mam nadzieję, że takie otwarte spotkania nie są dla Pana zbyt problematyczne.- zaczął rozmowę.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-07-21, 23:28   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Brad nie zamierzał robić awantury z powodu zachowania kelnerki, która w zasadzie nie powiedziała niczego niemiłego, ale tonem i sposobem bycia dała Bradowi do zrozumienia, że chyba pomylił lokale, przynajmniej dopóki nie usłyszała z kim ma się spotkać. Niemniej naprawdę miał ją gdzieś. Rzadko przejmował się ludźmi, którzy nic dla niego nie znaczyli. I tak prawdopodobnie nigdy więcej jej nie zobaczy, więc po co miałby zaprzątać nią sobie głowę.
Bradley poczekał, aż mężczyzna wstanie i pierwszy wyciągnie rękę. Mimo że Brad był osobą wchodzącą jako ostatnia to jednak jego rozmówca jest znacznie wyżej w hierarchii społeczeństwa, poza tym jest starszy, dlatego Grey wyciągnął dłoń jako drugi, żwawo ją ściskając w geście zapoznania.
I tak, zauważył dwóch ochroniarzy, którzy siedzieli przy sąsiednim stoliku. Starali się być dyskretni, ale Brad miał oko i ich zachowanie było raczej łatwe do odczytania. Poza tym nie sądził, żeby Hills z córką byli tu sami po tym co ostatnio jej się przytrafiło.
- Bradley Grey - podał swoje prawdziwe imię i nazwisko, bo i tak podał je Jane, więc nie było sensu teraz silić się na zmianę tożsamości.
Nie spodziewał się, że jej ojciec przyjdzie specjalnie, żeby go poznać i podziękować. Nie potrzebował tego i czuł się raczej nieswojo. Niemniej usiadł, gdy pan Hills to zaproponował.
- Dzięki. Rany szybko się goją - uśmiechnął się do dziewczyny, która również się odezwała. Jeśli chodzi o niego to miał zwyczajną wprawę w uciekaniu DOGS, więc musieliby użyć naprawdę wyjątkowych kroków i nieprzewidywalnych, żeby go schwytać.
- Cóż, w innym przypadku byłoby mnie stać tylko na wodę - zaśmiał się, ale po chwili kiwnął z powagą głową. Nie zamierzał udawać, że ma więcej kasy niż w rzeczywistości. Poza tym skoro go tu zaprosili to chyba jasne, że liczyli się z tym, że zapłacą. - Dziękuję.
Zaczął przeglądać kartę i widząc ceny, zaczął się zastanawiać kto do cholery ma tyle kasy... ale no właśnie siedział z takim kimś.
- Rząd ma bardzo małe pojęcie jacy naprawdę są mutanci - powiedział wprost, skoro Hills to wyciągnął. I tak znał prawdę, więc będzie łatwiej się porozumieć.
- Potrafię o siebie zadbać. Chociaż unikam miejsc, które mogą zwrócić na mnie uwagę - dał tym chyba jasno do zrozumienia, że jest poszukiwany. Z drugiej strony, gdyby w tym momencie coś Bradowi odwaliło, w ciągu kilkunastu sekund mógłby zabić pana Hillsa. W ciągu minuty mógłby zabić wszystkich w tym pomieszczeniu. Na szczęście jego stan umysłu był obecnie stabilny.
- I nie musi mi pan dziękować. Zrobiłbym to ponownie, bez względu na wdzięczność lub jej brak - wzruszył delikatnie ramionami. Sam do końca nie wiedział, dlaczego pomógł wtedy dziewczynie. Chyba dlatego, że była jedyną aż tak przerażoną i zagubioną osobą. Przy tym spojrzał na Jane. - A Ty jak się czujesz?
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-23, 21:11   
   Multikonta: Mary Pond


Póki co Pan Hills wyglądał na zadowolonego z gościa. Pewny uścisk dłoni i żadnego peszenia się na środowisko pewnie zupełnie odmienne od jego standardowego. Nawet jeśli Bradley czuł się nieswojo przez jego obecność to nie dawał tego po sobie poznać i spokojnie prowadził konwersację. Żart z tego, że byłoby go stać tylko na wodę nie był potrzebny. Pan Hills nie lubił tak otwartego podkreślania różnicy w poziomie życia. Zbył to przejściem do dalszego toku rozmowy.
-I zdaje się niezdolny do przyznania się do swoich błędów.- zgodził się z wypowiedzią o rządzie. Przez jeden z tych błędów jego córka była w niebezpieczeństwie, mimo że Departament miał zapewnić jej ochronę. Zdążył już sobie z reprezentantem DOGS porozmawiać o interesach. Ten jeden plus całej tej historii, że teraz płacą mu więcej. Wciąż nie było warto, ale skoro już się stało to mógł chociaż coś pozytywnego z tego wyciągnąć.
Informację o unikaniu zwracania na siebie uwagi zapamiętał. Oczywiście domyślał się co Bradley ma przez to na myśli.
-Cóż, w takim razie zatrudnienie Pana jako ochroniarza dla Jane nie wchodzi w grę. Podobnie jak zbyt częste spotkania.- zaznaczył po czym dodał jeszcze sprostowanie -Rodzina Hillsów jest obserwowana przez PSY. Zwłaszcza Jane.- trochę żałował. Z tego co na razie zdążył dowiedzieć się o Bradleyu był osobą dobrą i kompetentną. Byłby w stanie śpiewnąć taką stawkę, że przebiłby jego dotychczasowe miejsce pracy ze spokojem. Jednak, tak jak nie byłoby problemu z mutacją, tak z poszukiwaną twarzą już na pewno. Nie mógłby pełnić swoich obowiązków.
-Mimo wszystko gdyby Pan czegoś potrzebował, proszę zadzwonić.- podsunął Panu Grey wizytówkę. Jego telefon jest bezpieczniejszy niż Jane. Dziewczyna nie odzywała się za bardzo dając ojcu trochę pola żeby poznał Brada. Jednak zapytana oczywiście odpowiedziała.
- Dobrze. Żadna poważną krzywda mi się tam nie stała. Najbardziej ucierpiała duma.- uśmiechnęła się choć chyba nie tak całkiem szczerze. Może i fizycznie nic jej się nie stało, ale niechęć do czarnych vanów jej pewnie zostanie-Departament wyznaczył mi psychologa, ale i tak chodzę do osobnego terapeuty.- dodała. Ciekawe, że DOGS aż tak się nią interesowało po tym wypadku. Czyżby jakieś ślady sumienia? Bo Brad raczej nie wiedział o szczególnej sytuacji między Hillsami, a rządem.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-07-27, 23:18   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Cóż, w swoim środowisku Brad był znany ze swojej kamiennej twarzy. Mało kto potrafił odczytać, co czuje i myśli, a sam mało komu ufał, żeby się zwierzać. Także często miał opinię twardego gościa bez serca. I chciał być tak postrzegany, bo wtedy mniej osób próbuje cię zaczepić. W tej sytuacji tym bardziej nie pokazywał co naprawdę myśli. Okazywał szacunek, od czasu do czasu lekko się uśmiechnął i emanowała od niego pewność siebie. Teraz miał już pewność, że nie przyszedł tu, żeby go złapać albo na niego donieść. Chciał podziękować za uratowanie córki, więc niech tak będzie.
- Do błędów i do porażek - doprecyzował odnośnie rządu. Dobrze wiedzieć, że mężczyzna nie pała do nich szczególną sympatią. W innych okolicznościach mógłby być w tarapatach, ale obecnie czuł się całkiem bezpiecznie, choć zachowywał czujność i obserwował otoczenie.
- O ile nie jest mi pan w stanie zapewnić jakiegoś rodzaju immunitetu, to owszem, ochrona Jane nie wchodzi w grę - kiwnął głową. Sam wybrał to życie, choć rząd mu tego wcale nie ułatwił. Prześladowanie mutantów, jego młodzieńcze błędy przekreśliły szanse na "normalne" życie.
- Mogę spytać, dlaczego jesteście obserwowani? - zmarszczył brwi, bo nie do końca rozumiał dlaczego tak ich kontrolowali. Ale skąd miał wiedzieć, skoro z Jane zdążył zamienić kilka słów po uratowaniu jej... nie było czasu, żeby opowiadać sobie wzajemnie o życiorysach. Ale teraz była okazja, by dowiedzieć się więcej.
Bradley wziął wizytówkę i krótko ją obejrzał, po czym kiwnął głową i wsadził do kieszeni. Kto wie, może kiedyś się przyda pomoc kogoś wpływowego? Jeśli Brad się czegoś nauczył w swoim życiu to na pewno to, że warto mieć znajomości, najlepiej wszędzie, gdzie się da.
- To dobrze, że fizycznie nic ci nie jest, choć z doświadczenia wiem, że to psychiczne obrażenia najtrudniej się leczy - powiedział do Jane spokojnym tonem, z takim zrozumieniem w głosie. Cóż, sam przeżył traumę w wieku nastoletnim, a nie miał niestety pomocy wykwalifikowanej kadry psychologów, która mogła mu pomóc.
- Twoi ochroniarze niezbyt dobrze się spisali tego dnia. Tamci ludzie nie byli zbyt rozgarnięci, biorąc pod uwagę, że wzięli mnie za "swojaka" - prychnął z oburzeniem. No ale taka była jego rola i dzięki temu mógł pomóc Jane.
- Od kiedy to Departament tak się angażuje i pomaga mutantom? - zapytał, wyraźnie zaskoczony ich rolą w życiu Hillsów. Myślał, że ich ulubieni mutanci to tylko tacy, którym wyprali mózg i są im całkowicie posłuszni.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-28, 10:46   
   Multikonta: Mary Pond


Podczas rozmowy do ich stolika podszedł kelner żeby zebrać zamówienia, siłą rzeczy przerywając im na chwilę rozmowę. Pan Hills i Jane nie mieli problemu ze wskazaniem czego chcą. Nie czekali na Brada długo, ale jednak mieli te dodatkowe minuty żeby się namyślić. No i opisy dań nie brzmiały dla nich jak jakiś żargon fizyków kwantowych. Na szczęście kelner spytany co poleca miał gotowe propozycje zawężając wybór do dwóch pozycji obiadowych co już powinno ułatwić. Dodatkowo Pan Hills poprosił kelnera o zaproponowanie wina do posiłków jego i Bradleya zerkając na gościa by skontrolować czy taki napój mu odpowiada. Jane nie była pełnoletnia więc wybrała sok owocowy.
-Samą mutację mógłbym zatuszować, ale poszukiwanej twarzy nie byłbym w stanie obronić.- Departament był w stanie na wiele przymknąć oko. Już teoretycznie przymykali oko na pozytywne wyniki testów Jane pozwalając jej zostać w domu. Jednak mieli pewne granice i to na pewno była jedna z nich.
-Wszystkie wpływowe osoby w kraju są obserwowane. Zwłaszcza te, które mają z nimi jakąś umowę.- odpowiedź dość wymijająca, ale Pan Hills nie chciał tak po prostu zdradzić natury jego współpracy z rządem. Ten temat był jednym z cięższych w ich domu i nie dzielenie się nim z ledwo poznaną osobą było raczej oczywiste. Richard był niezłym kłamcą. Nie drgnęła mu nawet powieka. Jane przeciwnie. Zareagowała na pytanie zerkając w kierunku ojca jakby zastanawiając się co takiego odpowie. Jeśli mimo to Brad nie skomentował głośno, rozmowa mogła toczyć się dalej w spokojnej atmosferze.
-Staram się skupić na obecnych zajęciach. Rok szkolny się kończy i oczywiście nauczyciele stają na głowie żeby mieć za co wystawić oceny końcowe.- w jej sytuacji chyba trudno zrobić coś więcej. Jak wspomniała wcześniej, chodzi do terapeuty i wątpliwe by Hillsowie płacili jakiemuś konowałowi więc powinna się raczej pozbierać. Co do ochroniarzy:
-Dlatego już dla nas nie pracują.- zaznaczył Pan Hills.
-Szybko udało się znaleźć nowych. Chodzą teraz za mną WSZĘDZIE.- dodała Jane wyrażając pewne niezadowolenie. Nastoletnie problemy-Ale chyba wolę tak niż...- przynajmniej nie była durnym bahorem. Zawsze to coś. Jej rodzice cenili zdolność widzenia szerszego obrazu więc przekazywali tą umiejętność córce. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalały im ich ramy czasowe.
Swoim następnym pytaniem Bradley trafił idealnie w jeden z najbardziej bolesnych punktów rodzinnego tabu. Jane momentalnie uciekła wzrokiem. Nawet Panu Hills drgnęły brwi choć głos pozostał opanowany.
-Jane nie jest mutantem.- zaznaczył kładąc dłoń na ramieniu córki żeby ją uspokoić. Nie był najbardziej emocjonalnym i otwartym ojcem w dziejach, ale też Jane była do tego przyzwyczajona więc doceniała takie gesty -Jest na jakiejś ich liście, ale nigdy nie byli w stanie wskazać momentu gdy używała tej swojej mocy, już nie mówiąc o stwierdzeniu jaka miałaby ona być. Wymachują tylko wynikiem testu, który sami przeprowadzili grożąc, że ją zabiorą.- wyjaśnił w końcu całą sytuację. Z początku nie chciał, starając się zachować tą rodzinną sprawę w rodzinie, ale na to pytanie trudno było zareagować lepiej. Powiedzenie prawdy najmniej zepsułoby klimat przy stole.
-Jedyne co mogłem zrobić to zadbać żeby im się to nie opłacało.- to... wiele tłumaczy. Niestety sugeruje też, że DOGS dostaje coś od Hillsów.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-07-28, 23:29   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Gdy kelner podszedł do stolika Brad wybrał danie z przeciętnej półki cenowej. Nie chciał brać najdroższego, bo nie był cebulakiem, ale nie wziął też najtańszego, bo szanował zarówno siebie, jak i mężczyznę, który ten posiłek kupował. Wybrał więc jeden z posiłków, który ostatecznie polecał kelner, więc chyba wszyscy byli zadowoleni. Wino też mu odpowiadało, więc tylko kiwnął delikatnie głową.
- Zrozumiałe - odparł tylko, bo nawet gdyby to było możliwe to i tak miał inne plany i cele, niż robienie za ochroniarza nastolatki. Nawet gdyby dostawał niebotyczne pensje. Jego celem nie było przecież wzbogacenie się i wytworne życie tylko zemsta i zniszczenie DOGS. Tego raczej nie zrobi w zaciszu swojej hipotetycznej willi.
Kiwnął głową na odpowiedź, że wpływowe osoby są obserwowane. Nie był w stanie tego zweryfikować, więc przyjął taką odpowiedź. Choć drugie zdanie sugerowało, że Hillsowie w jakiś sposób współpracują z rządem. Zauważył nagłe zerknięcie Jane na ojca, ale nie drążył tematu. Ostatecznie to ich sprawa komu wchodzą do łóżka. Nie zamierzał nikogo umoralniać, zwłaszcza że sam miał wiele za uszami.
- Oprócz zwykłych zajęć, powinnaś także zacząć się uczyć jakiejś samoobrony - napomknął od niechcenia, bo z jednej strony nic mu do tego, ale z drugiej jeśli Hills chciał mieć większą pewność, że jego córeczka jest bezpieczna to musieli podjąć odpowiednie kroki.
- Dobry ochroniarz nie musiałby chodzić za tobą krok w krok. Ważne że byłby obok, gdybyś tego potrzebowała - odpowiedział Jane. Ot taka mądrość. Choć zdawał sobie sprawę, że tacy pracownicy to rzadkość. Swoją drogą docenił dojrzałość dziewczyny, która mimo że nie lubiła mieć na głowie ochroniarzy to tolerowała ich z godnością i zrozumieniem, że nie ma innej opcji.
- Z całym szacunkiem, ale myli się pan. Jest mutantem. A wiem to, bo użyła na mnie swojej mocy, gdy ją ratowałem. Zwiększyła moje możliwości - wyjaśnił pokrótce. Z jednej strony to zaskakujące, że nie mieli pojęcia, a z drugiej skoro całe życie była pod kloszem to niby jak miała się dowiedzieć? Patrzył na nią ze współczuciem, bo jej życie legnie teraz w gruzach idealnego światka. Ale uważał, że lepiej będzie, jeśli będą świadomi.
- Czyli z własnej woli pomaga pan organizacji, która prześladuje i torturuje mutanty, takie jak pana córka - podsumował przez zaciśnięte zęby. Jego ręka ukryta pod stołem, spoczywająca na kolanie zacisnęła się gwałtownie, choć jego negatywne emocje w tym momencie nie stworzą żadnego zagrożenia dla nich. Starał się uspokoić, bo przecież rozumiał, że mężczyzna robi to dla bezpieczeństwa swojej rodziny.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-29, 19:49   
   Multikonta: Mary Pond


-Próbowałam, ale to raczej nie jest dla mnie.- stwierdziła Jane gdy Bradley wspomniał zajęcia samoobrony - Raczej nie jestem wojownikiem. Niewiele z nich wynosiłam.-no cóż. Mogła poznać jakąś teorię stojącą za tą całą samoobroną, mogła nawet na ćwiczeniach zdołać zastosować część z tych uderzeń, bloków czy innych technik, ale leżało to daleko poza jej zakresem zdolności, a tym bardziej zainteresowań. Ostatecznie nigdy nie zapadało jej to w pamięć. To by wyjaśniało dlaczego nie sprawiała takiego wrażenia. Nie umiała walczyć i po tych kilku próbach była przekonana, że nie będzie w stanie się nauczyć.
Informacja, że Jane jest mutantem wstrząsnęła obojgiem. Richard uniósł brwi w niedowierzaniu. Zerknął na córkę, ale ta pokręciła głową. Wyglądała na skołowaną i przestraszoną. Czy ten człowiek mógł kłamać? Bo dziewczynie wierzył, że o czymś tak ważnym by mu powiedziała. Jego dłoń zsunęła się z ramienia Jane, ale tylko po to, żeby objąć ją.
-Jest Pan pewien?- zwrócił się do Brada. Wyglądał chłodniej niż jeszcze przed chwilą, ale nie oskarżał o nic. Rozmowa zeszła z łagodnego small talku na bolesne wyboje. Westchnął otrzymawszy pewnie odpowiedź twierdzącą -To by tłumaczyło powtarzalność wyników.- ostatecznie w samym trybie ich życia niewiele to zmieniało. Oczywiście DOGS się nie dowiedzą o tym newsie. Na pewno nie od rodziny Hills.
-Ta…- mruknęła Jane przechylając się w stronę ojca. Tak, potrzebowała tego objęcia.
- Jak się Pan pewnie domyśla, wolelibyśmy zachować to w tajemnicy.- zaznaczył, choć Brad z pewnością o tym wiedział. I gdy wydawało się, że rozmowa nie potoczy się w groźniejsze rejony, pojawiło się oskarżenie. W pewnym sensie Grey miał rację. Rodzina Hills postępowała w pewnym stopniu egoistycznie i to jeszcze zanim DOGSi zapukali do ich drzwi. Jednak czy to nie naturalne w pierwszym momencie martwić się o siebie i swoich bliskich?
-Rozumiem, że Pan by z własnej woli pozwolił żeby zamknęli Pańską córkę w miejscu, w którym nawet nie mógłby się Pan z nią kontaktować nie mówiąc już o chronieniu jej?- postawił jak on sam to widzi -Słyszałem już oskarżenia, że rodzice chętnie i z własnej woli oddają swoje dzieci- nawet gdy w rzeczywistości postawiono ich w sytuacji bez innego wyjścia. Pewnie też bym otrzymał łatkę okrutnego rodzica gdybym pozwolił zabrać Jane. Nie zrobiłem tego, a i tak jestem stawiany w złym świetle. Zresztą, skoro już rzucamy oskarżenia, to mutant spalił jeden ze sklepów mojej żony. To mutant zabił mojego kuzyna. To mutanci dopuścili się ataku w 2014 roku. Nie twierdzę, że wszyscy mutanci zasługują na dyskryminację, ale tacy na pewno.- mógł być wdzięczny Bradleyowi za ocalenie córki, ale takie oskarżenia jak to przez niego rzucone były bardzo nie na miejscu. Sprowadzając to do odpowiedniej formy Grey oskarżył Hillsów, że woleli chronić własną córkę niż obcych ludzi. No kurde niespodzianka.
Kelner przynoszący ich zamówienia chyba tylko cudem nie odbił się od atmosfery pomiędzy biznesmenem, a jego gościem. Postawił odpowiednie talerze przed odpowiednimi osobami, życzył smacznego i odszedł od stolika. Hills w kontakcie z obsługą porzucił na chwilę twarde spojrzenie w imię zwykłej uprzejmości dla człowieka, który przyniósł im jedzenie.
-P-proszę, nie walczcie. To nie jest tu potrzebne…- włączyła się Jane gdy kelner odszedł od stołu.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-07-29, 22:53   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


- W takim razie polecam lekcje strzeleckie i ćwiczenie celności - odpowiedział Jane. Rozumiał, że nie każdy jest stworzony do walki wręcz i samoobrony jako takiej. Ale zawsze ojciec mógł ją zaopatrzyć w mały pistolet, którego będzie mogła użyć w przypadku zagrożenia. Zawsze to bezpieczniejsza opcja niż pozostawianie jej bezbronną. Ale ostatecznie to ich decyzja, a Bradley'owi nic do tego. Po prostu następnym razem może nie być w pobliżu.
Widząc ich zaskoczenie, Bradley zrobił niepewną minę. Naprawdę nie mieli pojęcia. Ale czy naprawdę przypuszczali, że testy DOGS mogą się mylić? Odpuścili tylko dlatego, że nie mogli odkryć jej mocy.
- Jestem pewny. Nawet teraz czuję się w jej towarzystwie lepiej, choć nie umiem tego wyjaśnić. Wpływa tylko na mutantów - patrzył na nią badawczym wzrokiem. Nie wiedział dokładnie jak jej moc działa, jakie są jej limity i jak ją wyzwolić, ale mogliby do tego dotrzeć podczas treningów.
- Jasne. Nawet radzę, by to pozostało w tajemnicy. Jeśli DOGS się dowie o jej mocy to nie dość, że ją zabiorą to jeszcze zrobią z niej maszynę, która będzie ładowała ich ogary - ostatnie słowo wypowiedział z pogardą, ale nie dla mutantów, którym wyprali mózg, tylko dla DOGS za to jak ich wykorzystują do swoich celów, jednocześnie wmawiając światu, że są terrorystami.
- To o to się pan martwi? O światło, w jakim jest stawiany? - prychnął z oburzeniem. - Znalazłbym sposób, żeby ją chronić bez współpracy z rządem, nawet jeśli przyszłoby się nam ukrywać lub wyjechać. Myśli pan, że sam nie miałem wyboru? Mogłem wygrać życie w dostatku, o ile współpracowałbym z DOGS i robił wszystko czego by sobie zażyczyli, w tym zabijać swoich. Ale wolę się ukrywać i pełzać jak robak do celu, a w niczym nie pomagać tym skurwielom.
Mówił cicho, ale stanowczo. Jego ton miał w sobie niewidzialne igiełki, które w wersji materialnej już by zabiły jego rozmówce. Nie planował takiego obrotu spraw, ale też nie zamierza siedzieć cicho, wysłuchując takich bzdur. Dla niego nie na miejscu było wybielanie się tylko dlatego, że próbuje chronić swoją córkę.
- Nie twierdzę, że nie ma złych mutantów, ale tak samo jest cała masa złych ludzi, którzy zabijają, podpalają, gwałcą i kradną. Ale przez nich nie zakładamy od razu, że cała rasa ludzka jest zła. To w przypadku mutantów już można to zakładać? Łapią każdego, torturują i wyniszczają, piorą mózgi, by mutanty służyły im jako bezmózgie maszyny. Ludzie nas dyskryminują, a nie mają pojęcia jak to jest dorastać z mocami, nad którymi nie ma się żadnej kontroli.
Trochę się rozgadał, ale za chwilę przyszedł kelner, więc Brad zacisnął usta i właściwie zastanawiał się nad wyjściem, bo mężczyzna nie był wart jego czasu.
Ale wtedy odezwała się Jane i przypomniał sobie, że to z nią chciał się tu spotkać, a teraz stała z boku tego konfliktu, gdy dopiero się dowiedziała, że jednak jest mutantem.
- Wybacz Jane, ale musisz zrozumieć, że teraz to także twoja przyszłość - przeprosił ją za swoje uniesienie, po czym policzył do dziesięciu na uspokojenie i zaczął jeść swój posiłek.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-07-30, 02:40   
   Multikonta: Mary Pond


-Nie pozwoliliby na broń.- powiedziała Jane. No tak. Miała przecież DOGSów na głowie. Nie daliby potencjalnej mutantce broni do ręki. Nawet takiej jak młoda Hills. Zatem ostatecznie musiała mocniej polegać na ochroniarzach. Co do tajemnicy, to na szczęście zgadzali się, że nie zamierzają dzielić się tą wiedzą z kimkolwiek. Choć co do jednego nie miał racji.
-Nie zabraliby jej.- podkreślił Pan Hills -Nawet by nie spróbowali.- gdyby spróbowali, Hills ART momentalnie zrywa umowę. Żadnych nowych dostaw, a nawet tych złożonych już zamówień mógłby nie zrealizować. DOGS grają na nim, ale on na nich również. Już samo to co zaszło było wystarczającym argumentem, by zmienić treść umowy na taką mniej dla nich opłacalną. Jakkolwiek tamta sekta nie dowiedziałaby się o naturze umowy Hillsów z Departamentem, najpewniej było to spowodowane wyciekiem z ich strony.
-Nie ma dla mnie większego znaczenia opinia publiczna na temat mojej osoby. Jestem biznesmenem, nie celebrytą. Wskazywałem na lukę w Pańskim rozumowaniu. Wyciąga Pan wnioski znając tylko część sytuacji. Jestem zły, bo współpracuję z DOGS. Tak samo zły byłbym gdybym nie próbował odzyskać Jane. Bo tak się składa, że umowę podpisałem po to, by mogła wrócić do domu.- westchnął. Bradleyowi całkowicie umknęło faktyczne znaczenie słów Pana Hills -Dla Pana wszystko jest takie proste? Rzucić każdą inną sprawę po to, by mieć ciastko i zjeść ciastko? Co z firmą, żeby nie rozwodzić się nad sprawami osobistymi? Zostawiam ją w rękach zarządu: w ciągu niecałego roku zaczyna w zasadzie należeć do Departamentu. Widziałem jak dzieje się to kilku innym firmom na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Rząd ma sposoby by przekonywać ludzi. Zamykam firmę, oczywiście zakładając, że byłbym w stanie to zrobić: w jednej chwili tysiące ludzi traci pracę, w tym pewnie i mutanci. Równocześnie kilka innych firm traci dużego dostawcę lub klienta. Nie byłby to krach giełdowy pokroju Czarnego Czwartku, ale kraj i bez tego trzęsie się w posadach.- jego ton pozostawał opanowany i gładki choć twardy i chłodny jak marmur. Natomiast co do dalszej tyrady Bradleya o dobrych i złych mutantach…
-Ani razu temu nie zaprzeczyłem.- wspomniał, zresztą zgodnie z prawdą. Powiedział nawet wprost: “nie twierdzę, że wszyscy mutanci zasługują na dyskryminację” i nie miał tu na myśli jedynie Jane. I to on nie był wart czasu Pana Greya? Człowieka, który może i jest dobry, ale myśli wężej niż mu się wydaje, a przy tym nie słucha swojego rozmówcy? W końcu jednak przyszło jedzenie i Jane zaznaczyła, że nie chce konfliktów. Uśmiechnął się dumny z tego, że postanowiła się wtrącić w tą dyskusję i ją przerwać. To akurat było potrzebne.
Przyszłość… oboje się nie zgadzali z tym zdaniem Bradleya. Dobrze wiedzieli ile to zmieni w ich sytuacji. Dokładnie nic. I tak byli traktowani jakby Jane była mutantem. Takim z bogatym i wpływowym rodzicem, ale wciąż. Regularne odwiedziny lekarzy departamentu, chipy, mutazyna, te sprawy. Akurat tego układu nie zamierzali zmieniać.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-09-30, 22:39   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


- Nie możesz mieć jakiegoś tajnego pistoletu? - zapytał Jane ze zmarszczonym czołem. Czy DOGS musieli o wszystkim wiedzieć? Czy była pod stałym nadzorem i nic się przed nimi nie ukryje? Nie wiedział jak ten jej areszt dokładnie działa.
Hillsowie mogą być pewni, że Brad nie będzie próbował jej zdemaskować. Sam był ścigany przez DOGS i nie życzy tego żadnemu innemu mutantowi. Ostatnio coraz częściej zresztą zdarza mu się ratować swoich pobratymców.
- Jest pan niezastąpiony w swojej branży? Jeśli nie to możliwe, że bardziej by im się kalkulowało zabranie Jane - nie wiedział dokładnie jak działa ten ich biznes i czy pan Hills ma monopol czy jest jednym z wielu biznesmenów w tej branży. Nie obchodziły go zbytnio szczegóły, po prostu wkurzał go sam fakt, że pomaga wrogiej organizacji.
- To nie jest luka, dla mnie liczą się fakty. Może pan sobie tłumaczyć swoje postępowanie i usprawiedliwiać się sytuacją kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast znaleźć inne rozwiązanie, postanowił pan współpracować z Rządem zamiast z nimi walczyć, bo tak jest łatwiej i wygodniej - podsumował Brad chłodnym tonem. Nie znał się na biznesie, ale mógł zrobić milion innych rzeczy, może nawet upozorować śmierć Jane, by ją chronić? DOGS nie mieliby karty przetargowej i choć musiałaby się ukrywać i zmienić tożsamość, to z zasięgami jej ojca pewnie byłoby to nawet stosunkowo proste.
- Jeśli przedkłada pan zdrowie i życie wszystkich zagrożonych przez DOGS mutantów nad interesy kraju czy możliwość zatrudnienia dla tysięcy... to raczej nie znajdziemy wspólnego języka - owszem, praca była ważna, gospodarka i kraj również, ale nie jeśli miało to być okupione krwią i życiem mutantów. Oczywiście człowiek inaczej do tego podchodził, w końcu sami byli bezpieczni. Hipokryzja do kwadratu.
- DOGS radzili sobie przed panem i będą sobie radzić również po panu. To dokładnie tak jakby przykładał pan rękę do niewolnictwa - w zasadzie dosłownie tak jest, bo większość mutantów straciła wolność, a niektórzy dosłownie są w niewoli i robią to, co im DOGS każe.
Dziwiło go to, że pan Hills podchodzi do tego z taką lekkością. Jakby w ogóle go to nie ruszało, jakby nie miał sumienia i moralności.
- Jeśli będziesz chciała kiedyś poznać swoją moc albo ją rozwijać to daj mi znać. Znajdę sposób i odpowiednich ludzi - powiedział do Jane, kiedy ostatecznie stwierdziła, że nie chce konfliktów. Czasami są nieuniknione. Brad nie był z tych ludzi, którzy udają, że coś jest ok, kiedy ewidentnie coś mu nie pasuje.
Niemniej przyszło jedzenie, więc najbliższe kilka minut Brad spędził w milczeniu, pochłaniając swój posiłek. Kończąc danie postanowił, że nie będzie nalegał ani walczył w żaden sposób o Jane. Była już na tyle duża, że raczej potrafiła zdecydować co chce robić, a skoro pasował jej obecny układ to nie miał nic do gadania.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-10-02, 23:10   
   Multikonta: Mary Pond


-Nie mogę i nie chcę.- doprecyzowała. To, że w jego otoczeniu wszyscy byli wojownikami nie znaczy, że każdy napotkany przez niego człowiek mógłby. Niektórzy nie mają tego we krwi. Ba! Są tacy, którzy nawet mając pistolet i tak by z niego nie korzystali. Ze strachu. Jane nie miała w sobie walki i zarówno ona, jak i jej ojciec to wiedzieli.
-Nie rozumie Pan jak działa wielkoskalowa ekonomia. Miejsca pracy nie pojawią się znikąd, zrywanie umów, zwłaszcza wieloletnich jest kwestią w najlepszym razie miesięcy, a zarząd ma często większą władzę nad firmą niż jej oficjalny właściciel.- zimno w głosie zostało stopniowo zastąpione swobodniejszym tonem. Jakby rozmawiali o czymś zupełnie zwyczajnym-Pan tymczasem przedkłada dobro stosunkowo niedużej grupy ponad bezpieczeństwo pozostałych obywateli. Jako jeden z tych "pozostałych obywateli" nie mogę Pana w tym popierać.- Brad chciał czy nie, tak brzmiały jego słowa. Mówił jak fanatyk. Zapatrzony w sprawę swojej grupy, z której część niezaprzeczalnie siała zamęt ignorował wzmiankę o kilku tysiącach ludzi lądujących na bruku oraz ogólny zamęt w branży, który odbiłby się na Amerykanach zwiększonymi cenami. Zmiany rzędu kilku procent, ale jak Hills wspomniał- ekonomia kraju i tak już ledwo stoi.
-Zresztą jak Pan sam zauważył, Departament istniałby i działał sprawnie bez mojego wkładu, a tak mam dostęp do pewnych spraw.- tym argumentem o działaniu DOGS Brad strzelił sobie w kolano. Sam zaznaczył, że bez pomocy Hills ART działałoby równie sprawnie. Kilka groszy więcej w zamian za bezpieczeństwo córki? Śmieszna cena. Rozważał rozwinięcie tematu, nawet powiedzenie o swojej ofercie, ale Grey to zdecydowanie nie był człowiek, z którym chciałby współpracować. Dodatkowo Jane przerwała temat. I słusznie. Sądząc po tym jak głęboko sięgała dyskusja mogła się ona zmienić w coś bardziej zwracającego uwagę, a tego żadne z nich nie chciało. W dodatku przyszło jedzenie, a przy samym jedzeniu nie przystoi się kłócić. Oddał rozmowę córce. W końcu to z nią przyszedł się spotkać.
-Nie.- pokręciła głową choć trudno powiedzieć czy naprawdę nie chciała czy chodziło o obecność ojca -Dziękuję za propozycję, ale to będzie niebezpieczne jeśli będziemy się widywać zbyt często.
Wyglądała na zawiedzioną i łatwo było pomyśleć, że chodzi właśnie o trening umiejętności. W rzeczywistości miała nadzieję, że ojciec przedstawi swoją ofertę. Jednak po tej dyskusji wiedziała już, że nie ma na to szans. Może sama by o tym powiedziała? Nie. Na pewno nie przy ojcu. Nawet gdyby Brada nagle olśniło i przeprosił to Richard miał wyrobione zdanie na jego temat i nie było ono przychylne. Mutant pomógł jego córce, ale myślał wąsko i rzucał się na każdego kto miał cokolwiek do czynienia z przeciwną stroną. Może nie dosłownie, ale wciąż okazywał wyraźną wrogość i niechęć zrozumienia.
-I tak bym nie przyniosła żadnego pożytku Waszej sprawie. Choć spotkałabym się jeszcze kiedyś. Tak po prostu.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-10-07, 23:45   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


To nawet nie chodzi o wojowników, bo posiadanie pistoletu nie czyni z nikogo wojownika. Chodzi bardziej o samoobronę. Coś w stylu, jak kobiety nocami mają przy sobie gaz pieprzowy albo paralizator. Nie świadczy to od razu, że są wojowniczkami, po prostu dbają o swoje bezpieczeństwo. Według Brada Jane również powinna, ale kiwnął jedynie głową na jej słowa i nie zamierzał jej namawiać. Miał swoje zdanie, ale nikomu go nie narzuci.
- Oczywiście, że nie nie rozumiem. Rząd zaczął mnie ścigać zanim mogłem nawet aplikować na studia - wzruszył lekko ramionami, bo jego brak wykształcenia pewnie był jakąś wykładnią w tej dyskusji. Rozumiał rzeczy po swojemu, na chłopski rozum. Czy był inteligentny? Raczej tak, ale to nie znaczy, że miał wiedzę potrzebną do podobnej dyskusji. Aczkolwiek swoje zdanie zawsze wyrażał swobodnie.
Fanatykiem nie był z czystej definicji. Bo owszem, wyznawał żarliwie swoje ideę, ale nie był nietolerancyjny, o ile ktoś nie robił mu krzywdy. Nie chodził przecież nocami i nie zabijał ludzi, którzy ośmielili się mieć inne poglądy. On tylko dbał o swoją grupę mniejszości, jaką byli mutanci. Musieli zacząć walczyć i bronić się, jeśli mieli kiedykolwiek wyjść z tego bagna. Niewolnictwo też w pewnym momencie zostało zniesione. A jednak Rząd pozwalał sobie na tworzenie ogarów, z których robił bezmyślne stworzenia. Odbierał tym samym wolność obywatelom, a to było niedopuszczalne.
- Bzdura. Troszczę się o swoich, bo jeśli się nie postawimy to nas zdepczą. I nie stawiam nas ponad innych, chcę zwykłej równości, bo jesteśmy obywatelami tego państwa w równym stopniu. A jednak nasze prawa są nagminnie łamane - mówił również neutralnym tonem, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie, a nie o ważnych sprawach tego świata.
- Doprawdy? I jaki użytek pan robi z tych dostępów? Pomaga w jakiś sposób uciśnionym mutantom? Czy wyłącznie sobie i swojej rodzinie? - zapytał, marszcząc badawczo brwi. Nie znał go i nie chciał oskarżać, ale z tego co pan Hills tutaj mówił to głównie chodziło mu o bezpieczeństwo jego rodziny i o gospodarkę kraju. I jasne, że gdyby nie on to znaleźliby inną firmę, ale przynajmniej on nie miałby na sumieniu pomocy Rządowi, który jawnie łamie prawa obywatelskie, zastrasza, więzi, torturuje i robi wiele rzeczy, które skrzętnie ukrywa. A tacy jak Hills mu w tym pomagają. To chyba świadczy o już o samym człowieku, a z tym nie zamierzał dyskutować.
Gdy przeniósł całą uwagę na Jane wiedział, że nie tak wyobrażała sobie tę rozmowę. Niestety Brad nie był potulnym barankiem, który wszystko łyknie i będzie wdzięczny za każdą kroplę z nieba. Nie wiedział o żadnej ofercie i niczego nie oczekiwał. Przyszedł się spotkać z Jane, ale teraz miał szerszy obraz na jej otoczenie. Oraz na to, że w dalszym ciągu nie będzie potrafiła sama o siebie zadbać, gdyby doszło do sytuacji takiej jak ostatnio. A niestety nie zawsze znajdzie się rycerz na białym koniu, który zdoła ją uratować. I oby nie kosztowało to jej życia. Widział już kobiety, które z łagodnych owieczek stawały się krwiożerczymi lwicami. Nie jest to kwestia charakteru tylko uporu i okoliczności. Nawet owca przyparta do muru potrafi ugryźć.
- Nie mówiłem o sobie, ale rozumiem - kiwnął głową. On by jej nie uczył, raczej się do tego nie nadawał. Ale wiedział, że dziewczyna myśli podobnie jak jej ojciec, bo skoro wychowywała się w takiej rodzinie, to jak inaczej ma myśleć? Nie była w tym miejscu, co Brad. Nie przeżyła tego wszystkiego, całe swoje życie była chroniona, podczas gdy Brad mógł liczyć tylko na siebie. Nie mógł jej za to winić oczywiście.
- Naszej sprawie - powtórzył cicho, bardziej do siebie. Pozostało mu mieć nadzieję, że nigdy nie będzie to "jej sprawa". Poza tym nie zamierzał też jej w żaden sposób wykorzystywać do swoich celów. Pomyślał o tym, żeby trenowała dla samej siebie, żeby znała swoje możliwości i potrafiła ich użyć. - Oczywiście, że możemy jeszcze kiedyś się spotkać. Masz mój numer. Jeśli nie będę odpowiadał to znaczy, że jestem... w nieprzyjaznym środowisku.
Chociaż na ewentualne, kolejne spotkanie mogłaby przyjść bez ojca. Ich poglądy skrajnie się różniły i było niemożliwe, żeby się dogadali. Nie wiedział jak się potoczy jego dalsze życie, ale jego działania były ryzykowne, więc nie ukrywał, że w pewnym momencie mógł zostać porwany albo nawet zabity. Tzw. ryzyko zawodowe.
- Mam jeszcze tylko pytanie...- spojrzał znów na jej ojca, zupełnie neutralnym tonem oraz wyrazem twarzy. - Co będzie, jeśli coś się panu stanie? To nie jest groźba oczywiście, po prostu zastanawiam się, co będzie z bezpieczeństwem Jane, jeśli pana zabraknie.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5