Poprzedni temat «» Następny temat
Stołówka
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-11-19, 01:40   Stołówka



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-11-24, 17:31   

/ 4 marca, po ataku na DOM

Spragnieni, wygłodzeni, na pewno czekali też na dobry posiłek. Wśród członków Rebelii, Bractwa i Armii X wyszukano zdolne osoby do przygotowywania jedzenia. Na pewno znalazły się kanapki, postarano się także o kocioł gorącej zupy, który pozwoli na rozgrzanie się każdemu. Napojów też nie będzie brakować, kiedy każda z grup przygotowywała się miesiącami na takie działanie, magazynują nie tylko dla siebie zapasy jedzenia i picia, ale mogą to też wykorzystać teraz dla innych.
Tutaj pilnowano żeby nikt nie przepychał się w kolejce. Każdy dostawał jednorazową miskę i sztućce, by następnie przejść w kolejce po posiłek i zająć miejsce przy stole. W przypadku braku miejsca, siadali na podłodze. Ale przynajmniej starano się, by każdy coś otrzymał i nie padł z głodu. Najbardziej też zadbać o to, by pacjenci przebywający w salach chorych, również otrzymali posiłek. W przypadku braków, wystarczyła informacja a wyznaczona do tego grupa, udała się na miasto lub swojej siedziby po zapasy.


/ post naprowadzający, stołówka czynna dla każdego, nie przepychać się, można pisać swobodnie, samotnie lub w grupie, patelni tutaj nie ma /
[Profil]
 
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-24, 22:50   
   Multikonta: Simon M.


Jeszcze przed dotarciem do nieznanego celu, mutant zdołał odzyskać świadomość. Czuł się nieco bardziej wypoczęty i z pewnością taka drzemka wyszła mu tylko na dobre.
Inni mieszkańcy DOMu towarzyszący Chrisowi w pojeździe nie byli świadomi tego, dokąd są zabierani. U jednych można było dostrzec radość z faktu przebywania poza murami, a u drugich niepokój, gdy znaleźli się przed fabryką. Obce miejsce, nie wiedzieli gdzie iść, co robić, jak się zachować, jednak członkowie trzech grup sprawnie kierowali uratowanych mutantów. Chris był jednym z nich i swoim zachowaniem w żaden sposób nie zwracał na siebie uwagi. Wyglądał na wystraszonego i trzymał się z boku, jednak w obecnej sytuacji nie było to nic niezwykłego - nie tylko on tak miał.
Gdy zaoferowano im pomoc medyczną, Chris jak to Chris, odstąpił miejsca tym, którzy bardziej jej potrzebowali, samemu zamierzając przyjść, gdy tylko sytuacja się ustabilizuje. Ograniczona liczba łóżek oraz medyków skłoniła mutanta, aby dokonał właśnie tego wyboru. Jego życiu bowiem nic nie zagrażało. Miał poparzony ogon z bąblami oraz rozszarpaną skórę po wybuchu broni w jego dłoni, ale od tego się nie umiera, a widział osoby w bardziej opłakanym stanie. Mogłoby się nawet obejść bez pomocy lekarzy.
Po otrzymaniu koca udał się więc do stołówki, aby nacieszyć czymś swój pusty żołądek. Kolejka była długa, ale należał do tych cierpliwych. Po otrzymaniu miski zupy oraz kromki chleba, usiadł na podłodze jak gdyby nigdy nic zaraz obok wolnego miejsca przy stole, czym zwrócił uwagę paru mutantów obok. Po jego gadzim ogonie pewnie paru pomyślało, że to jego zwierzęcy nawyk, a tak naprawdę znowu kierował się myślą o innych i zwyczajnie ustępował miejsca. Ukrył swój poparzony ogon pod przytulnym kocem. Ubrań w ten sposób nie wysuszy, ale chociaż było mu ciepło, co dla jego organizmu było to najważniejsze.
Gad sięgnął po łyżkę i spojrzał na swoje odbicie. Po brązowej tęczówce prawego oka mógł stwierdzić, że mutazyna nadal działała i częściowo blokowała jego moce. Dwukolorowe oczy jednym dodawały urody, lecz w jego przypadku...
- Kurde jaki ja jestem paskudny. - rzucił żartobliwie do samego siebie, uznając, że wygląda jak dwa zmieszane i niepasujące do siebie zestawy klocków.
Częstując się zupą doszło do niezbyt ciekawej sytuacji. Mutant już po jednej łyżce miał odruch wymiotny i zakrył usta dłonią. Gdyby tutejszy kucharz to zobaczył to byłoby niewesoło. Chris już od tak dawna nie miał nic dobrego w ustach, że jego kubki smakowe zwariowały po kontakcie z dużo bardziej odżywczym posiłkiem od tego, jaki dostawał w DOMie. Gad odłożył łyżkę do zupy i zabrał się za jedzenie chleba. Zupa lepiej zaczeka...
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-26, 11:58   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jednak dziewczynie było potrzebna pomoc i nie tylko jej, ale i również innych. Jak tylko się wydostali za mury to podszedł do nich Bradley wraz ze swoim towarzyszem. Tak więc w czwórkę dotarli do samochodu, który miał ich zabrać bezpieczne miejsce. Gdzie lepiej będzie oceniać stan rannych oraz przeprowadzać pierwszą pomoc. Jednak całą drogę do fabryki Esther zastanawiała się na dwie rzeczami. Czy Nickowi udało się wydostać na czas? Jak i również czy drugi z jej braci jest bezpieczny? Widziała Chrisa tylko przez chwilę jak rozmawiał z Nickiem i mamą Van w budce. Teraz trochę martwiło ją to, że nie miała żadnych wieść o swoich braciach. Liczyła, że tutaj może ich zastanie. Jednak jak tylko opuściła samochód przeszła się po fabryce. Widziała wielu rannych, wystraszonych ludzi, ale nigdzie tej dwójki. Może jeszcze nie dojechali stwierdziła. Dlatego też postanowiła udać się do stołówki i tam poczekać na jakieś wieść. Nim pojedzie do domu, bo resztę swoich rzeczy i zwierzaki.
Wchodząc na stołówkę nie była głodna tylko trochę zmęczona. Dlatego chciała wziąć jakiś kubek kawy i gdzieś przysiąc. Dotarłszy skąd unosił się zapach zupy i był chleb. Poszukała tego czego teraz najbardziej potrzebowała KAWY. Po czym ze swoją zdobyczą udała się aby zając miejsce. Rozejrzała się po zebranych jednak jej wzrok co rusz padał na męczyzne siedzacego na podłodze. Pozostali rozmawiali miedzy sobą przy stolikach bądź wspólnie milczeli. Jednak on wydawał się najbardziej samotny całym w tym towarzystwie. Esther podeszła do niego, a słysząc jego słowa uśmiechnęła się.
- Wcale nie jesteś - powiedziała z lekkim uśmiechem i zajęła miejsce przy stoliku obok niego. - Poza tym kucharz nie był zadowolony z tego, że ci nie smakuje jego zupa - dodała, chociaż sama jej nawet nie spróbowała.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-26, 20:03   
   Multikonta: Simon M.


Szczerze nie spodziewał się, że udało im się uwolnić aż tylu mutantów. Stołówka jak i inne pomieszczenia w fabryce szybko zapełniły się nowymi twarzami wraz z kolejnymi transportami, których końca nie było widać. Najwyraźniej Chris uczestniczył w o wiele większej akcji niż mu się wcześniej zdawało, gdy pomagał za murami DOMu. Czuł w duchu ulgę i ogromną radość, jednak wciąż skrycie wypatrywał w tym tłumie twarzy, które już kojarzył. Niestety daremnie. Czy tamta rudowłosa (Mary), która mu wtedy pomogła, dotarła bezpiecznie i była gdzieś w pobliżu? Co z tamtym zamaskowanym mężczyzną (Nickiem), który tak dzielnie dowodził pozostałymi? Mimo przebywania w tym tłumie, czuł się osamotniony i dość zagubiony. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy usłyszał nad sobą kobiecy głos. Po chwili owe zaskoczenie ustąpiło miejsca rozbawieniu w reakcji na słowa nieznajomej. Miło z jej strony, że miała dość odmienne zdanie.
- Zdążyłem już przywyknąć do wcześniejszego wyglądu. Oby mutazyna szybko przestała działać, bo czuję się jak nie w swoim ciele. Jak taki złodziej tożsamości. - odparł z cichym parsknięciem. Wyraźnie nie był przerażony faktem, że miał styczność z mutazyną. Wiedział że to tylko tymczasowe i nie jest to żaden powód do zmartwień. Czuł się tutaj bezpiecznie. Ufał ludziom, którzy mu pomogli i nie potrzebował teraz swojej mocy.
Nadgryzając kromkę chleba prawie się zakrztusił, usłyszawszy drobną uwagę kobiety. Czyli jednak ktoś zauważył, że miał mały problem z zupą...? Przypał.
- N-nie, to nie tak. W sensie...W-wręcz przeciwnie! Od bardzo dawna nie jadłem czegoś tak dobrego i trudno jest się przyzwyczaić. Będę musiał podziękować kucharzom. Naprawdę się postarali, mimo tylu osób do wykarmienia. Widać, że im na wszystkich zależy. - powiedział z podziwem, na moment odwracając wzrok w stronę kolejki. Zaraz jednak znowu spojrzał na dziewczynę i podrapał się po karku. Podziękuje jak kolejka się skróci. Nie będzie im przeszkadzać.
- Chcesz kanapkę? Trochę nadgryziona, ale długo się czeka na następne. Zasłużyłaś. - mówiąc te słowa o dziwo brzmiał zupełnie poważnie. Nie tylko zostawił wolne miejsce przy stole dla innych, ale i chciał poczęstować kogoś swoją porcją jedzenia. Jak nieznajoma odmówi (co było bardziej niż pewne) to ogoniasty się nie obrazi. Poprawił w międzyczasie koc, pod którym miał owinięty dookoła swoich nóg gadzi ogon. Nie zamierzał rozstawać się zbyt prędko z ciepłym okryciem. W czasie ataku i tamtej intensywnej ulewy dość mocno zmarzł.
- Widziałaś może tutaj taką niską rudowłosą tworzącą coś na wzór glifów, która trzymała się z zamaskowanym blondynem dowodzącym pozostałymi? Pomogła mi, ale postanowiła zawrócić, gdy odliczanie do ewakuacji dobiegało końca... nie pamiętam, co było dalej. Chyba zasłabłem. Oby nic im się nie stało... Zawdzięczam im swoje życie i pewnie nie tylko ja. - powiedział zmartwiony.
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-27, 19:59   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Sama nie spodziewała się, że uda im się uwolnić tylu mutantów, ale też wiedziała, że pojawili się nowy problem. Bo chociaż teraz siedzą sobie i część próbuje coś zjeść, ani liczą swoje rany. To nie należy zapominać, że tak naprawdę nie odzyskali całkowicie wolność. Nie będą mogli wrócić do swoich domów, rodzin, bo to będą pierwsze miejsce gdzie Rząd będzie ich szukał. Jednak nikt nie będzie ich do niczego zmuszać i narzucać. Będą mogli sami zdecydować o swoim losie i z tym, gdzie pójdą. Jednak tym będą się przejmować trochę później. Najważniejsze jest to, żeby wszyscy wrócili bezpiecznie. Estehr również wypatrywała w tumie swoich bliskich. Jednak na razie ich nigdzie nie widziała i nie chcąc tworzyć czarnych scenariuszy wolała z kim pogadać.
- Pewnie długo nie będzie trzymać. Zwłaszcza że nie zmieniłeś się całkowicie tylko w połowie - powiedziała do niego, bo sama miała kontakt z nią. Chociaż nie wpłynęła na jej wygląd tylko zablokowała dostęp do jej mocy. Czuła się jak ktoś obcy, jakby coś jej brakowało jej jakieś ważnego elementu.
- Jeśli tak zachwalasz zwykłą zupę to poczekaj aż spróbujesz jakiego burgera - powiedziała z lekkim uśmiechem. Cóż dla niej to była zwykła zupa, ale dla większość tych ludzi to był najlepszy posiłek od dłuższego czasu. Słysząc jego słowa sama spojrzała na innych ludzi. Jak się rozkoszują nim bądź próbują przełknąć. Widząc ten obraz jeszcze bardziej utwierdziła się tym, że ten atak był dobrą decyzją. Szkoda tylko, że ludzie nie widzą tego, co ona teraz. Może zmieniłoby się ich nastawienie do ludzi obdarzonych mocą.
Słysząc jego słowa o kanapce i to jak ją reklamuje miała ochotę się roześmiać. Jednak tylko się uśmiechnęła i...
- Nie dzięki mnie wystarczy sama kawała. Ale ty się nie krępuj jedz do woli oraz spokojnie wystarczy dla wszystkich - powiedziała do niego. Rzeczywiście nie była głodna tylko potrzebowała kofeiny, dlatego też zdecydowała się pozostać po kawie.
- Masz na myśli Mary? Nie wiedziałam jej ani tego blodyna - powiedziała chociaż domyśliła się, że chodzi jej o Nicka. Chociaż byli tam inni blondyni zamaskowani. To ostatnio Mary widziała z Nickiem i to on dowodził całą akcą nie licząc tych z armii. Poza tym dziwnie czuła się określając brata po jego kolorze włosów. Jednak nie wiedziała, jakie Nick miał podejście do swoich danych i tym, że byli rodzeństwem. Nie wielu o tym wiedziało. Dlatego wolała na razie to pozostawić tajemnicy. - Czemu się zawróciła? - zapytała się z ciekawość, bo skoro wyszła i mogła wsiąść do auta to czemu tego nie zrobiła.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-27, 21:54   
   Multikonta: Simon M.


Dziewczyna nie przyjęła kanapki, ale odmowa ani trochę nie zasmuciła mężczyzny, który powrócił do ostrożnego spożywania swojej kanapki, jakby wciąż nie był przekonany, że to dla niego. Mutantowi przeszło przez myśl czy nie spróbować zabrać ze sobą porcji kanapek ze stołówki i nie dostarczyć ich tym, którzy byli albo zbyt zmęczeni albo zbyt ranni, aby o własnych siłach zdołać wyczekiwać w kolejce. Pomysł wydawał się wręcz idealny, choć Chris musiał przez tę chwilę zatroszczyć się o siebie i swoje własne zdrowie, jeśli chciał pomóc innym. Fajnie się złożyło, że napotkał kogoś do towarzystwa. Taka rozmowa to spora odmiana po tym całym dzisiejszym chaosie, jaki oboje przeżyli. Chris od razu sprawiał wrażenie bardziej żywego niż kilka minut wcześniej, mając możliwość by z kimś porozmawiać.
Pokiwał lekko głową, usłyszawszy imię rudej dziewczyny. Nie przedstawiła mu się, podobnie jak tamten blondyn, ale wierzył, że nieznajoma może coś wiedzieć o ich losie. Okazał się być on jednak zagadką, ponieważ i ona jeszcze ich nie spotkała. Mutant spuścił wzrok, wyraźnie zmartwiony brakiem informacji. Kompletna niewiedza czasem jest gorsza od prawdy.
- Do samego końca chciała uratować jak najwięcej osób. Pewnie uznała, że póki miała siły to mogła się jeszcze na coś przydać. Gdybym ja miał w sobie tyle odwagi co ona czy tamten mężczyzna to może i ja bym dał radę jeszcze komuś pomóc. Albo chociaż ją powstrzymać. Za bardzo ryzykowała. - wytłumaczył cichym tonem, nie chcąc, aby ktokolwiek inny z otoczenia to usłyszał. Tamci mieli swoje zmartwienia. Nie bardzo chciał się dzielić z nimi własnymi.
- No ale. - odchrząknął, bo poczuł, że atmosfera zrobiła się nieprzyjemnie gęsta. - Na pewno są twardzi. Dadzą radę. Muszą. - uderzył się w pierś i uniósł dumnie głowę. Szczegółem było to, że chwilę wcześniej włożył do ust kanapkę i nie wyglądało to zbyt klimatycznie, a na dodatek uderzył się akurat pokaleczoną ręką, przez co drgnęła mu zabawnie powieka i kącik ust wykrzywił się w grymasie lekkiego bólu. Szybko dokończył tę nieszczęsną kanapkę i zerknął w stronę kolejki.
- Może jak będziemy stąd wychodzić to weźmiemy kilka kanapek dla tych bardziej poszkodowanych? Na pewno się ucieszą. - uśmiechnął się na samą myśl. - Oczywiście jeśli chcesz. Nie zmuszam. Pewnie masz teraz sporo na głowie. - dodał uprzejmie i zaśmiał się cicho, dając jej możliwość wyboru. Nie musieli opuszczać stołówki już teraz. Nieznajoma prawdopodobnie jeszcze nie zdążyła wypić do końca swojej upragnionej kawy, więc mogli nadal kontynuować rozmowę. Chrisowi nigdzie się nie spieszyło.
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-29, 10:28   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och tak zwykła rozmowa potrafi z działać cuda... Jak na przykład, że człowiek przestanie się zamartiwać tylko się skupi właśnie na niej. Chociaż Esther rozmawiała z mężczyzną to cały czas myślała o swoich braciach. Jakoś nie mogła przestać się martwić o tych dwóch. Zwłaszcza że dopiero co odnalazła z nimi kontakt, a nie chciała znowu ich tracić. Dlatego też co jakiś czas zerkała w stronę wejścia, czy przypadkiem któreś z nich nie wchodzi. Niestety jak nie było ich tak nie było... Lecz rozmowa z mężczyzną miała też inne zalety, bowiem też trochę przypominał jej przyjaciółkę. Nie tylko dlatego, że miał widoczną mutację, ale tym, że najpierw myślał o innych, a na samym końcu o sobie. Takich ludzi było potrzeba temu światu, może byłoby mniej zła na nim, a więcej dobrym.
- A ja myślę, że masz odwagę. Widziałam cię przed komisariatem ani przed chwilę się nie zawahałeś. Poza tym przeciwstawiłeś się DOGS, a do tego też trzeba mieć odawgę - powiedziała do niego. Czyli Mary cofnęła się by pomóc innym. Ciekawe czy przeżyła wybuchy i czy jej bracia są z nią. Może wiedziała gdzie podział się Christian. Skoro na komisariacie pojawiła się tylko z Nickiem.
- Oby - powiedziała pół szeptem... Oby dali radę i dotarli tutaj w jednym w kawałku. To, że byli twardzi to na pewno, ale... Czy to wystarczy?
- Ty naprawdę jesteś jedyny swoim rodzaju... Wydostałeś się z piekła i zamiast trochę pomyśleć o sobie to i dalej myślisz o innych. Chętnie ci pomogę, ale wcześniej zgłosisz się do medyków by opatrzyli twój ogon - powiedziała do niego, bo skoro sam nie potrafi się o siebie zatroszczyć to ktoś musiał pomyśleć o nim za niego. Przecież opatrzenie ogona nie zajęłoby długo, a ona mogła zając miejsce kolejce przez ten czas.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-29, 19:14   
   Multikonta: Simon M.


Słowa dziewczyny miały dużo sensu. Każdy, kto dziś przeciwstawił się DOGS wykazał się nie lada odwagą, bez względu na to czy kierowała nim wizja wolności czy zemsty na swoich oprawcach. Stanięcie do walki za swoich braci, próba oswobodzenia się z tych niewidzialnych kajdan, jakimi ich zakuto. W DOM-ie próbowano złamać mutantów, utwierdzić w przekonaniu, że nie ma już dla nich nadziei. Choć nie obeszło się bez rozlewu krwi, udało się dokonać tego, co dotąd wydawało się niemożliwe. Opuścić mury, uratować dziesiątki, jak i nie setki mieszkańców. Wspólnymi siłami dokonali czegoś wielkiego.
A Christopher? Zamrugał zdezorientowany, jakby nie przypominał sobie sytuacji przed komisariatem. Na pewno nie w całości. Stres, poczucie zagrożenia życia... bardzo możliwe, że wiele drastycznych obrazów jego mózg wymazał już z pamięci i to dlatego wydawał się być taki... normalny. Zbyt normalny jak na kogoś, kto właśnie opuścił DOM i najprawdziwsze pole bitwy. Widział przecież tych rozstrzelanych ludzi i funkcjonariuszy rozerwanych na strzępy po wybuchu granatu oraz doświadczył bólu zadanego przez drugiego człowieka. Może to dla niego lepiej, że owa trauma wywołała u niego jedynie zaniki pamięci? Chris dzięki temu nadal potrafił uśmiechać się do innych, pomagać i żartować. Wciąż był po prostu sobą i te zdarzenia go nie zmieniły.
Uśmiechnął się promiennie na słowa dziewczyny odnoście jego nawyku do wiecznej chęci niesienia pomocy, która w jego przypadku była niemal jak uzależnienie.
- Już tak mam. Po prostu lubię pomagać innym. Nie ma w tym nic niezwykłego. - wyznał skromnie z nieskrywanym rozbawieniem. Wspieranie innych zawsze uważał za najważniejsze i nigdy dotąd nie zdarzyło się by był obojętny na czyjąś krzywdę. Był to jego naturalny, ludzki odruch. Spojrzał na wspomniany ogon, który nie wyglądał najlepiej po bliskim kontakcie z ogniem jednego z kundli i najwyraźniej próba chowania go na niewiele się zdała przy spostrzegawczej nieznajomej. Ktoś mu tu robi niezłą konkurencję w pomaganiu. - Zwolniłem kolejkę do medyków dla tych bardziej potrzebujących ich opieki. Zagoi się. Od tego się nie umiera. - machnął obojętnie ręką, a po krótkiej, niezręcznej chwili ciszy dodał - ... bardzo będzie boleć? - zapytał szeptem niczym dziecko, które wkrótce czeka wizyta u tego strasznego i złego dentysty.
_________________
  
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-30, 12:10   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hmm... Odwaga? Czasem ciężko jest stwierdzi, kiedy ona właściwie jest, a czasem też łączy sobą głupotę. Przecież nie kiedy ludzie mówią, że sami nie wiedzą, czy to było nadwyraz odważne, czy też głupie. Jednak trzeba pamiętać o tym, że nie tylko ci, co idą na pierwszy atak, bądź pozostają do samego końca są odważni. Bowiem nawet ci z ostatniego szeregu mogą i są również odważni. Jakby nie patrzeć są tutaj... a nie muszą. Mogli siedzieć przed telewizorem i dalej oglądać steki bzdur. Bądź zajmować się innymi sprawi. Ci, co w DOM-ie odważyli się wyjść na ulice zobaczyć co się dzieję. Też byli odważni, tak samo jak ci, co walczyli o ich wolność. Poza tym tylko ślepy by nie zauważył jakich warunkach ci ludzie żyli.
Człowiek można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego-ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi. Właśnie to zostało dzisiaj udowodnie w DOM-ie pozbawiono ich wszystkiego co ludzikie. A jednak nie byli wstanie odebrać im możliwość wyboru. Ilu dzisiaj tych wystraszonych ludzi musiało wybrać własną drogę. To, czy wolą oddalić się bezpiecznie poza DOM, czy wesprzeć ich w ataku.
- Jest w tym coś, ponieważ większość ludzi współcześnie woli myśleć o sobie i o własnych potrzebach czasem idąc nawet po trupach do swojego celu. Ty jednak myślisz o innych co jest niezwykłe dziesiejszych czasach i dobre - powiedziała powinno być więcej takich ludzi. Jednak i ci czasem powinni pomyśleć też o sobie. Bo jeśli sami tego zrobią nikt za nich rónież tego nie uczyni.
- Fakt od oprzenia się nie umiera, ale jeśli chcesz mieć sprawny ogon i zdrowy, powinieneś o nim pomyśleć - powiedziała nie chciała go straszyć. Więc wolała przemilczeć, że może dojść do innych skutków. Których lepiej nie przywoływać i tylko zapobiegać. - Mamy równie wspaniałych medyków co kucharzy więc na pewno nie będzie mocno boleć. Jak się boisz mogę iść z tobą - powiedziała całkowicie poważnie. - Jak mam iść z tobą to lepiej jakbyś znał moje imię. Jestem Esther - powiedziała, bo jeszcze zacznie ją na swój własny sposób opisać tak jak nie dawno to robił z Mary i Nickiem.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-11-30, 14:50   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/głowny hol

Tak, wybrała się na mały spacer z torbą pełną rzeczy potrzebnych do ewentualnej pomocy. Taką torbą jaką normalni ludzie nosza na siłownie. Problem był tylko taki, że ta była cholernie ciężka dla Imari, więc kobieta dreptała powoli. Miejmy na uwadze jej niedowagę, prawdopodobna anemię i tak dalej. Wyglądała więc trochę jak dziecko z za duzym plecakiem, który ze sobą dalej targa, mimo wszystko, chyba tylko dlatego, że jest tak uparta.. Ale jak panna Blanc miała misję, to mogło się palić, a i tak pomogła. Co już raz doprowadziło ją.. cóż, prawie do śmierci, gdyby nie "trzech muszkieterów", którzy ją uratowali.
Obecnie, ubrana w lekko przydużą kurtkę, bo było jej całkiem chłodno, jakieś bojówki i wygodne buty, pojawiła się w stołówce. Niesforne, blond loki krótkiej fryzury opadały jej na twarz i oczy, tworząc całkiem uroczą, ale znienawidzoną przez Imari fryzurę. Głównie dlatego, że ich długość nie była jej wyborem.. a wiadomo, niektóre kobiety są przeczulone na punkcie własnych włosów.
- Um.. hej - odezwała się po chwili. - Robię.. mały obchód, żeby sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje pomocy... przydam się na coś? - stanęła dwa kroki za drzwiami stołówki, ogarniając wzrokiem sytuację. Nie wydawała się super pewna siebie w tym momencie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-30, 20:54   
   Multikonta: Simon M.


Nieznajoma bez wątpienia była mądrą i doświadczoną przez życie osobą. Jej pogląd na świat oraz społeczeństwo potrafił pozytywnie zaskoczyć. W jej słowach istotnie było bardzo dużo prawdy. Ludzie bywali okrutni oraz interesowni, często kierując się przede wszystkim myślą o sobie, a nie o innych. Christopher był jednak zbyt ufny i naiwny, aby w pełni mógł zrozumieć wypowiedź dziewczyny. W jego oczach każdy człowiek był dobry, pomocny... tylko że... miał może gorszy dzień i stąd takie zachowanie. Chris zazwyczaj znajdował na nie wytłumaczenie, usprawiedliwiając takich ludzi. Może znalazł już nawet usprawiedliwienie dla tego kundla, który przysmażył mu ogon? Bardzo możliwe.
Ogoniasty mutant nie ukrywał swej radości na wieść, że nieznajoma może mu towarzyszyć. Z całą pewnością doda mu to nieco odwagi w nowym miejscu oraz zmotywuje do tego, by nie histeryzował tam jak mała dziewczynka. Przy znajomych trochę mniej wypada, prawda? Radość mutanta wzrosła jeszcze bardziej, gdy kobieta przedstawiła się. Niby nic niezwykłego, ale sądząc po szczęściu na twarzy mężczyzny raczej nieczęsto mu się to zdarzało. W DOMie prawie nikt nie myślał o nawiązywaniu znajomości, co Christophera chyba najbardziej bolało. Samotność była dla niego dużo trudniejsza do zniesienia niż jedzenie, jakie tam dostawał.
- Esther. Bardzo ładne imię. - pochwalił szczerze i uśmiechnął się ciepło, a poparzony ogon, który dotąd leżał mizernie na podłodze zaczął stukać o podłoże. - Jestem 4637c, miło móc kogoś poznać. - powiedział, unosząc dłoń w geście przywitania się. Rodzice raczej nie tak go nazwali, ale mężczyzna mówiąc to brzmiał tak płynnie i naturalnie, jakby nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Oj gdyby tylko Esther wiedziała, jaka kara potrafiła spotykać mieszkańców za choćby zwracanie się do siebie po imieniu, gdy w pobliżu znajdował się mniej tolerancyjny patrol... Choć może się tego domyślała.
Mutant powoli podniósł się z podłogi wraz ze swoim kocem.
- Kawa smakowała? - rzucił z zainteresowaniem, zerkając na kubek, lecz po chwili jego uwagę zwróciła postać stojąca przy drzwiach. Mimo tłoku i zamieszania panującego w stołówce, zarówno Esther jak i Chris zdołali usłyszeć słowa blondynki, ponieważ znajdowali się blisko wyjścia. Chris przez dłuższą chwilę zawiesił wzrok na jej nietypowej fryzurze. Musiał przyznać, że wyglądało to całkiem uroczo, ale może to i lepiej, że nie skomentował tego na głos. Lepiej dla niego.
- Hej, hej. Chcieliśmy właśnie odwiedzić medyków. Są jakieś wolne miejsca? To nic poważnego i nie powinniśmy zająć dużo czasu. Badanie ogólne dla pani obok i jakieś opatrunki dla mnie - powiedział jaszczur, odsłaniając lekko swój koc i ukazując ukryty pod nim ogon. W kilku miejscach widoczne były pęcherze oraz zwęglone, gadzie łuski. Chris chciał również, aby ktoś upewnił się, że z Esther jest wszystko w porządku. W jej przypadku na pewno nie obeszło się bez zadrapań i siniaków. Przydałoby się chociaż odkazić co większe rany. Lepiej było dmuchać na zimne.
Odstawił swoją zupę na stół. Może ktoś się pokusi, skoro jej praktycznie nie ruszył. Powoli podchodząc do wyjścia gwałtownie zatrzymał się przy nieznajomej i wyczuwszy dziwną, nieczęsto spotykaną woń ... próbował powąchać włosy dziewczyny. Na szczęście nie zrobił tego tak nachalnie, że był w zasięgu oberwania z liścia, tylko zbliżył się na tyle, by namierzyć źródło specyficznego zapachu. Wyczuł egzotyczne owoce, a to był zapach, z którym od bardzo dawna nie miał styczności. Niewątpliwie bardzo go zainteresował. Potem jak gdyby nigdy nic obejrzał się za Esther. Najwyraźniej u Chrisa było to normalne zachowanie...
_________________
  
[Profil]
    [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-12-02, 21:43   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dobrze, że Christopher nie powiedział jej tego głośno, że była kimś mądrym. Nie uważała się za taką osobę i wiedziała, że jeszcze wiele musi się nauczyć. A już zwłaszcza tego... Jak ponownie cieszyć się życiem? Bo faktycznie doświadczoną przez życie była. Straciła braci, bo ci zniknęli z jej życia dopiero nie dawno dowiedziała się co z nimi się działo i odzyskała ich. Teraz znowu obawiała się, że może ich stracić... Jak straciła An czy Conora oraz rodziców. Miała nadzieję, że za chwilę staną w drzwiach. Na razie tak się nie działo i próbowała zająć czymś swoje myśli.
- Wątpię by twoi rodzice dali ci numer na imię. Jak masz naprawdę na imienia? Nie pytam o to jak nazywali cię tam w DOMu - powiedziała do niego, bo chciała poznać jego prawdziwe imienia. Nie wyobrażała sobie, że można kogoś nazywać numerem. Jeśli nie miał imienia to zawsze można mu było jakieś wymyśleć.
- Tak bardzo smaczna i bardzo brakowało mi kofeiny - odpowiedziała na temat kawy. Bo cóż tego jej brakowało i dobrze było rozkoszować się nią z każdym łykiem. Chociaż to nie był jej ulubiona to jednak kofeina to kofeina nieważne w jakiej kawie. Ważne, że była i została dostarczona do organizmu.
- Mów za siebie... Mnie nic nie jest - powiedziała do niego, bo dobrze, że się zgłosił. Tylko szkoda, że ją również. Nie chciała marnować czasu lekarce. Zwłaszcza że nic jej nie dolegało i miała się dobrze.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-12-03, 22:45   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Imari i Esther zapewne znały się - chociaż jako tako - skoro Imari spędzała od dłuższej chwili sporo czasu w rebelii. Nawet jeśli specjalnie nie rozmawiały, to pewnie znały się z imienia.
Blondynka spojrzała na nią i Chrisa, a raczej jak na razie mężczyzny, którego imienia nie znała. I.. ogon? I to gadzi. Uniosła wyzej brwi, robiąc dwa kroki w ich stronę, zaciekawiona. Jak zawsze, moce innych byly czymś, co ją strasznie interesowało. To się nadal nie zmieniło, choć.. cóż, depresja od jakiegoś czasu zbierała swoje żniwo i Mercy niewiele robiła w kierunku rozwoju swojej wiedzy.
Na swoje szczęście mutacja Christiana była mocno widoczna i mocno zwierzęca. Więc.. tak, zaskoczył ją, Imari zrobiła krok w tył ze zdziwioną miną, ale szybko się pozbierała. To znaczy w miarę szybko, na ile mogła. Zmarszczyła nos w lekkim niezadowoleniu. Co, śmierdzi?! Przecież siebie samej teraz wąchać nie bedzie..
- Esther.. jesteś pewna, że wszystko ok? Obejrzę was obu, dobrze? - zaproponowała kobiecie i spojrzała na nią, martwiąc się, że ta po prostu jest uparta..
- Możemy iść do pokoju medyków, chociaż tam jest teraz.. gorzej niż tutaj. Albo ogarnę was tutaj i pójdziecie dalej, specjalnie wzięłam torbę - wskazała na przeważajaca ją prawie czarną sportową torbę, którą miała przewieszoną przez ramię.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-12-04, 00:33   
   Multikonta: Simon M.


Mężczyzna nie przedstawił się Esther od razu i zamiast tego udał się w kierunku drzwi w oczekiwaniu na otrzymanie odpowiednich instrukcji od jasnowłosej. Jak nowa znajoma wspomniała o rodzicach oraz prawdziwym imieniu, ogoniasty mutant wyglądał na bardzo zmieszanego, jakby nie potrafił od razu odpowiedzieć na to pytanie. Cóż, w ciągu paru miesięcy jego zwierzęca natura sprawiła, że przestał myśleć o istnieniu jakiejkolwiek rodziny poza murami DOM-u, przystosowując się do nowego otoczenia. Żył z dnia na dzień, akceptując tamtejsze realia. Tylko dzięki temu nie posiadał obroży jak inni mieszkańcy. Uważano go bowiem za zupełnie nieszkodliwego, ale jak dzisiaj sam się przekonał... gdzieś w środku pragnął zmiany. Pragnął być wolny i dzięki temu był tutaj z pozostałymi.
Skinął głową na słowa nowo przybyłej dziewczyny, kiedy mimo sprzeciwu Esther wciąż oferowała jej możliwą pomoc.
- No weź, nie bądź taka. Jeszcze uwierzę, że sama boisz się lekarzy! - powiedział do niej jaszczur z serdecznym uśmiechem. Oczywiście tylko żartował i jeśli Esther faktycznie nie chciała pomocy... ten jeden raz jej odpuści.
- A i przypomniałem sobie. Jestem Chrisss. Dla przyjaciół Krzysiek. Albo Krzychu... byle nie Gekon. - zaznaczył, grożąc palcem, choć przy jego przyjacielskim tonie nie dało się wziąć tych słów na poważnie. Chris rozejrzał się po stołówce. Tylu ludzi, tyle zapachów. Robiło się coraz tłoczniej. Z jednej strony to dobrze, bo to oznaczało, że transport wciąż dojeżdżał i była szansa na przybycie Nicka, Mary i pozostałych, a z drugiej... ktoś przechodzący obok przypadkowo nadepnął na ogon jaszczura, nie dostrzegając go w narastającym zamieszaniu. Chrisowi drgnęła powieka, ale udawał, że nic się nie stało i wciąż uśmiechał się do dziewczyn.
- Masz w tej torbie żelki? Albo picie? Strasznie mnie suszy. - wyciągnął dłonie w kierunku torby i jeśli Imari nie zareagowała na czas, jaszczur zaczął w niej grzebać. Mogła się równie dobrze odsunąć i wtedy gad by odpuścił. Bez względu na reakcję, uwagę mutanta po chwili przykuł zmywak nieopodal, a dokładniej kran. Oddalił się od dziewczyn i postanowił się z niego napić. Nieźle jednak musiał się zdziwić, gdy bieżąca woda się nie pojawiła. Po kilku nieudanych próbach odkręcenia wody jak cywilizowany człowiek, chwycił kłami kran i zaczął go podgryzać, jakby miało to jakkolwiek pomóc.
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5