Poprzedni temat «» Następny temat
Będzie dobrze, przecież musi być
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

85%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-21, 18:35   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wiedziałam że muszę wziąć się w garść. Kochałam i Samanthe i Rocky. Wiedziałam że oddalabym za Nie życie. Nawet mając niedokończone sprawy i rozterki nie było to ważne po prostu chciałam być potrzebna. Nie chciałam uciekać chciałam być trwać i pomagać.
Ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie była Samantha. Widziałam że z Dałem jest coś nie tak. Nie znałam ani jego ani na medycynie ale widać było że to zjezdzanie na bok nie było naturalne.
Nie wiem czy byłam gotowa na spotkanie z Sam, ale wiedziałam że im prędzej tym lepiej zwłaszcza jeśli nawet moja siostra uważa że powinnam tam być. Przy niej przy Sami. Nie wiem czy będę przydatna ja lub moją moc, ale wiedziałam że wsparcie przydaje się zawsze.
Zdziwiłam się wypowiedzią która usłyszałam od mężczyzny ale w sumie każdy się zmienia prawda? Nawet ja nawet moja siostra nawet najgłupsze zwierzę nauczy się czegoś jeśli postawi się go w sytuacji zagrożenia. Nie odezwała się tylko pokiwalam głową i patrzyłam przez okna dokąd jedziemy. Byłam pewna jednej rzeczy. Gdybym mogła ucieklabym stąd ale trzeba przezwyciężać swój strach i przechodzić granice.
Stanęliśmy i kawałek trzeba było dojść odruchowo włożyłam kaptur na głowę. Przecież schronienie musi być bezpieczne. Gdy Dale otworzył klapę od schronu byłam w szoku. Aż tak się chowają? Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Odruchowo schowalam ręce do kieszeni. I stając na ziemi rozejrzalam się z przestrachem.
_________________

<img src="https://78.media.tumblr.com/b4b0497bdafd6e9e2d59249754f90d95/tumblr_ogzrorODto1uykuwmo1_400.gif" style="width: 280px;box-shadow: 1px 1px 10px 1px #343438;border-bottom: 5px solid #222222"><div style="font-family: 'Lekton';text-align:center;color:#343438;font-size:10px;text-transform: uppercase;padding: 5px;line-height: 10px;width:280; ">Ricky Roseberry
<div style="width:270px;margin-top: -50px;text-align:right;">
<a href="https://kiity-cat.tumblr.com/" style="font-family: Tahoma; color:#444444; font-size: 10px;text-decoration:none;text-align:right;">
[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-11-21, 19:38   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Ostatnie dni nie należały do łatwych. Z tyłu mojej głowy wciąż ukrywała się ta głupia obawa, że oni wiedzą, że oni mnie znajdą, że ja za to zapłacę. Nie mogłam przywyknąć do faktu, że jestem względnie wolna - nawet, jeśli stałam się więźniem tego schronu.
Nie mogłam wyjść. Nie, gdy pod moją skórą wciąż ukrywał się ten paskudny, mały chip, który od razu zdradzi moje położenie. Nie, gdy ryzykowałam nie tylko własnym życiem...
Zaczynałam się jednak przyzwyczajać do samotności i dźwięku wydawanego przez generator. Dale... Załatwiał sprawy. Chyba nieszczególnie mnie wtajemniczał w swoje misje i wycieczki - szczególnie, gdy sama na głowie miałam inne problemy. W końcu... Minęło zaledwie kilka dni, odkąd oni wygrali - odkąd odebrali mi wszystko.
Miałam wrażenie, jakbym wciąż czuła ból w podbrzuszu, a jednak te ślady krwi, które wciąż malowały się pod moimi powiekami - wydawały się dziwnie odległe i nierealne. Jakby to wszystko wcale nie miało miejsca. A jednak - to, czego najbardziej się teraz bałam nie miało już szansy się ziścić - nie, gdy to nowe życie, które nosiłam pod swoim sercem, po prostu odeszło.
Jakie było ich nieszczęście, że nie wiedzieli, do czego jest zdolna kobieta, która straciła wszystko.
Z całą pewnością - nie przypominałam dawnej siebie. W moich oczach brakowało blasku, mięśnie pewnie zdawały się wręcz zanikać, a skóra na moich policzkach, ramionach, obojczykach czy żebrach po prostu się zapadała. Ile straciłam kilogramów przez ostatnie kilka miesięcy? Sińce i zadrapania nie chciały się już goić, a blizny były bardziej widoczne na bladej skórze. Włosy zdążyły mi już odrosnąć, a brak należytego dbania o nie również rzucał się w oczy - choćby przez splątane i rozdwojone końcówki. Cały mój organizm był wycieńczony - nie tylko tragizmem samego getta i tortur ze strony Rządu, ale i stanem, w którym jeszcze niedawno byłam.
Powinnam się chyba cieszyć, że znów byłam sama. A jednak... Czułam jakąś dziwną pustkę, która budziła we mnie złość.
Słyszałam, jak wejście zostaje otwarte. Niby wiedziałam, że to musi być Dale, ale jednak paranoja nawet teraz mnie nie opuszczała. Rzuciłam to, czymkolwiek się zajmowałam, podchodząc do jednej ze ścian - tak, dla bezpieczeństwa, gdybym jednak musiała się stąd zabrać z niepoznaką. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast rosłego mężczyzny przed moim wzrokiem stanęły dwie drobne kobietki.
Nogi z całą pewnością się pode mną ugięły. Śniłam, czy jednak umarłam? Czy możliwym było, że te ostatnie nieobecności Fowlera był spowodowane właśnie poszukiwaniem tych dwóch?
- Ricky... - Ledwo przeszło przez moje gardło, gdy praktycznie mimowolnie moje ciało ruszyło w jej kierunku, niemal natychmiast zamykając ją w moich chudych objęciach. Tyle szczęścia, że zbyt duże koszulki Dale'a choć odrobinę ukrywały tę tragedię, jaką sobą prezentowałam. - Jezu, Ty żyjesz... - Dodałam po chwili, czując jak serce mi wali w piersi, a pod powiekami zaczynają zbierać się łzy.
Nie miały teraz znaczenia nasze dawne kłótnie, nie miały znaczenia żadne waśni. Ona żyła. One żyły.
Potrzebowałam chwili, nim znad głowy kruszyny dostrzegłam też jej siostrę, stojącą tuż obok. Nawet, jeśli nie żywiłam do niej sympatii - rany, jak ja się cieszyłam, że ona wciąż dycha! Czy dlatego po chwili i ją przytuliłam w tym wielkim miśku, który zaczęłam tworzyć przy samej framudze drzwi?
- Wy żyjecie, wy naprawdę żyjecie, rany boskie... - Skrzeczałam nad ich uszami, czując ulgę gdzieś w swoim środeczku. Po prostu... Zobaczenie żywych, całych i zdrowych znajomych mi gęb było teraz... Takie wyzwalające.
I z całą pewnością oddawało to moje spojrzenie, które już po chwili skierowałam w kierunku blondyna. Nie musiałam nic mówić - już z samego mojego spojrzenia mógł wyczytać, jak bardzo jestem mu wdzięczna - za sam fakt, że je znalazł i dał mi możliwość własnymi rękoma sprawdzić, że one wciąż stąpają po tym padole nieszczęść zwanym Ameryką...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-11-30, 00:58   
  

   Talon na Aarona i balon


Dale wszedł do schronu zaraz za bliźniaczkami, po czym zamknął klapę - tym razem od środka.
Miejsce może i faktycznie nie było pięciogwiazdkowym hotelem, ale było względnie bezpieczne. Dostanie się tutaj nie należało do najprostszych zadań, ba, samo odnalezienie bunkra powinno sprawić trudność ich prześladowcom. Miejsce to było łatwe do obronienia, wejście stanowił ciasny korytarzyk, więc ewentualni przeciwnicy musieliby wchodzić pojedynczo, przez co łatwo byłoby ich wystrzelać. Poza tym istniało drugie wyjście o którym na razie nie powiedział nawet Sam.
Kwestia czystości schodziła więc na drugi plan.
Oparł się o ścianę i przez parę chwil obserwował tą całą scenę, a nawet uśmiechnął się delikatnie, gdy Sam na niego spojrzała. Oczywiście wiedział co chce mu w ten sposób przekazać. Była po prostu wdzięczna, ale... Ale przecież wiedziała, że zrobiłby dla niej absolutnie wszystko. Przecież byli rodziną, prawda? Był gotów za nią zamordować, oraz zginąć, więc odnalezienie kogoś kto był dla niej ważny to pikuś. Nawet jeśli nie zawsze pochwalał ten ich cały związek.
Postanowił dać im chwilę sam na sam.
Przeszedł do drugiego (równie ciasnego co poprzednie) pomieszczenia i złapał za stojącą na stole butelkę whisky.
Tak sobie teraz myślę... Czy był w tym miesiącu, roku tygodniu chociaż jeden dzień w którym Dale nie był pod wpływem alkoholu? Huh... No, może i kilka by się znalazło, ale... Tak było po prostu łatwiej. Naoglądał się w życiu tyle cierpienia, to co się działo ostatnio, to wszystko... To wszystko sprawiało, że miał ochotę zaszyć się gdzieś na tydzień i chlać. Nie myśleć o niczym. Jednak tak się chyba nie dało.
Opadł na krzesło i uniósł flaszkę do ust. Wypił kilka łyków i skrzywił się, ale nie do końca z powodu alkoholu. Bolał go bark.
Ściągnął z siebie kurtkę i cały czas się krzywiąc pozbył się koszulki, by przyjrzeć się ranie. Jak na jego oko nie wyglądała najlepiej, ale... Nie z takich sytuacji wychodził cało.
Sięgnął po paczkę papierosy, wyciągnął jednego i odpalił go.
Przesunął wzrokiem po swoim brzuchu, klatce piersiowej.
Jego ciało zdobiło tak wiele blizn, a każda z nich była osobną historią.
Gdy tak na siebie patrzył... Czasem po prostu myślał sobie, że chciałby być kimś innym.
Do czego zaprowadziła go ta cała wojna? Kiedyś wierzył w pewne ideały, wierzył w swój kraj, pojechał za niego walczyć. Za zwykłych szarych obywateli, a co dostał w nagrodę?
Został potraktowany jak zwykły bandyta. A może nim właśnie był?
Potrząsnął głową by wyrzucić z niej te wszystkie myśli i westchnął cicho pod nosem czekając, aż dziewczyny skończą wymianę uprzejmości.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5