Poprzedni temat «» Następny temat
Będzie dobrze, przecież musi być
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-21, 18:35   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wiedziałam że muszę wziąć się w garść. Kochałam i Samanthe i Rocky. Wiedziałam że oddalabym za Nie życie. Nawet mając niedokończone sprawy i rozterki nie było to ważne po prostu chciałam być potrzebna. Nie chciałam uciekać chciałam być trwać i pomagać.
Ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie była Samantha. Widziałam że z Dałem jest coś nie tak. Nie znałam ani jego ani na medycynie ale widać było że to zjezdzanie na bok nie było naturalne.
Nie wiem czy byłam gotowa na spotkanie z Sam, ale wiedziałam że im prędzej tym lepiej zwłaszcza jeśli nawet moja siostra uważa że powinnam tam być. Przy niej przy Sami. Nie wiem czy będę przydatna ja lub moją moc, ale wiedziałam że wsparcie przydaje się zawsze.
Zdziwiłam się wypowiedzią która usłyszałam od mężczyzny ale w sumie każdy się zmienia prawda? Nawet ja nawet moja siostra nawet najgłupsze zwierzę nauczy się czegoś jeśli postawi się go w sytuacji zagrożenia. Nie odezwała się tylko pokiwalam głową i patrzyłam przez okna dokąd jedziemy. Byłam pewna jednej rzeczy. Gdybym mogła ucieklabym stąd ale trzeba przezwyciężać swój strach i przechodzić granice.
Stanęliśmy i kawałek trzeba było dojść odruchowo włożyłam kaptur na głowę. Przecież schronienie musi być bezpieczne. Gdy Dale otworzył klapę od schronu byłam w szoku. Aż tak się chowają? Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Odruchowo schowalam ręce do kieszeni. I stając na ziemi rozejrzalam się z przestrachem.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-11-21, 19:38   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ostatnie dni nie należały do łatwych. Z tyłu mojej głowy wciąż ukrywała się ta głupia obawa, że oni wiedzą, że oni mnie znajdą, że ja za to zapłacę. Nie mogłam przywyknąć do faktu, że jestem względnie wolna - nawet, jeśli stałam się więźniem tego schronu.
Nie mogłam wyjść. Nie, gdy pod moją skórą wciąż ukrywał się ten paskudny, mały chip, który od razu zdradzi moje położenie. Nie, gdy ryzykowałam nie tylko własnym życiem...
Zaczynałam się jednak przyzwyczajać do samotności i dźwięku wydawanego przez generator. Dale... Załatwiał sprawy. Chyba nieszczególnie mnie wtajemniczał w swoje misje i wycieczki - szczególnie, gdy sama na głowie miałam inne problemy. W końcu... Minęło zaledwie kilka dni, odkąd oni wygrali - odkąd odebrali mi wszystko.
Miałam wrażenie, jakbym wciąż czuła ból w podbrzuszu, a jednak te ślady krwi, które wciąż malowały się pod moimi powiekami - wydawały się dziwnie odległe i nierealne. Jakby to wszystko wcale nie miało miejsca. A jednak - to, czego najbardziej się teraz bałam nie miało już szansy się ziścić - nie, gdy to nowe życie, które nosiłam pod swoim sercem, po prostu odeszło.
Jakie było ich nieszczęście, że nie wiedzieli, do czego jest zdolna kobieta, która straciła wszystko.
Z całą pewnością - nie przypominałam dawnej siebie. W moich oczach brakowało blasku, mięśnie pewnie zdawały się wręcz zanikać, a skóra na moich policzkach, ramionach, obojczykach czy żebrach po prostu się zapadała. Ile straciłam kilogramów przez ostatnie kilka miesięcy? Sińce i zadrapania nie chciały się już goić, a blizny były bardziej widoczne na bladej skórze. Włosy zdążyły mi już odrosnąć, a brak należytego dbania o nie również rzucał się w oczy - choćby przez splątane i rozdwojone końcówki. Cały mój organizm był wycieńczony - nie tylko tragizmem samego getta i tortur ze strony Rządu, ale i stanem, w którym jeszcze niedawno byłam.
Powinnam się chyba cieszyć, że znów byłam sama. A jednak... Czułam jakąś dziwną pustkę, która budziła we mnie złość.
Słyszałam, jak wejście zostaje otwarte. Niby wiedziałam, że to musi być Dale, ale jednak paranoja nawet teraz mnie nie opuszczała. Rzuciłam to, czymkolwiek się zajmowałam, podchodząc do jednej ze ścian - tak, dla bezpieczeństwa, gdybym jednak musiała się stąd zabrać z niepoznaką. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast rosłego mężczyzny przed moim wzrokiem stanęły dwie drobne kobietki.
Nogi z całą pewnością się pode mną ugięły. Śniłam, czy jednak umarłam? Czy możliwym było, że te ostatnie nieobecności Fowlera był spowodowane właśnie poszukiwaniem tych dwóch?
- Ricky... - Ledwo przeszło przez moje gardło, gdy praktycznie mimowolnie moje ciało ruszyło w jej kierunku, niemal natychmiast zamykając ją w moich chudych objęciach. Tyle szczęścia, że zbyt duże koszulki Dale'a choć odrobinę ukrywały tę tragedię, jaką sobą prezentowałam. - Jezu, Ty żyjesz... - Dodałam po chwili, czując jak serce mi wali w piersi, a pod powiekami zaczynają zbierać się łzy.
Nie miały teraz znaczenia nasze dawne kłótnie, nie miały znaczenia żadne waśni. Ona żyła. One żyły.
Potrzebowałam chwili, nim znad głowy kruszyny dostrzegłam też jej siostrę, stojącą tuż obok. Nawet, jeśli nie żywiłam do niej sympatii - rany, jak ja się cieszyłam, że ona wciąż dycha! Czy dlatego po chwili i ją przytuliłam w tym wielkim miśku, który zaczęłam tworzyć przy samej framudze drzwi?
- Wy żyjecie, wy naprawdę żyjecie, rany boskie... - Skrzeczałam nad ich uszami, czując ulgę gdzieś w swoim środeczku. Po prostu... Zobaczenie żywych, całych i zdrowych znajomych mi gęb było teraz... Takie wyzwalające.
I z całą pewnością oddawało to moje spojrzenie, które już po chwili skierowałam w kierunku blondyna. Nie musiałam nic mówić - już z samego mojego spojrzenia mógł wyczytać, jak bardzo jestem mu wdzięczna - za sam fakt, że je znalazł i dał mi możliwość własnymi rękoma sprawdzić, że one wciąż stąpają po tym padole nieszczęść zwanym Ameryką...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-11-30, 00:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dale wszedł do schronu zaraz za bliźniaczkami, po czym zamknął klapę - tym razem od środka.
Miejsce może i faktycznie nie było pięciogwiazdkowym hotelem, ale było względnie bezpieczne. Dostanie się tutaj nie należało do najprostszych zadań, ba, samo odnalezienie bunkra powinno sprawić trudność ich prześladowcom. Miejsce to było łatwe do obronienia, wejście stanowił ciasny korytarzyk, więc ewentualni przeciwnicy musieliby wchodzić pojedynczo, przez co łatwo byłoby ich wystrzelać. Poza tym istniało drugie wyjście o którym na razie nie powiedział nawet Sam.
Kwestia czystości schodziła więc na drugi plan.
Oparł się o ścianę i przez parę chwil obserwował tą całą scenę, a nawet uśmiechnął się delikatnie, gdy Sam na niego spojrzała. Oczywiście wiedział co chce mu w ten sposób przekazać. Była po prostu wdzięczna, ale... Ale przecież wiedziała, że zrobiłby dla niej absolutnie wszystko. Przecież byli rodziną, prawda? Był gotów za nią zamordować, oraz zginąć, więc odnalezienie kogoś kto był dla niej ważny to pikuś. Nawet jeśli nie zawsze pochwalał ten ich cały związek.
Postanowił dać im chwilę sam na sam.
Przeszedł do drugiego (równie ciasnego co poprzednie) pomieszczenia i złapał za stojącą na stole butelkę whisky.
Tak sobie teraz myślę... Czy był w tym miesiącu, roku tygodniu chociaż jeden dzień w którym Dale nie był pod wpływem alkoholu? Huh... No, może i kilka by się znalazło, ale... Tak było po prostu łatwiej. Naoglądał się w życiu tyle cierpienia, to co się działo ostatnio, to wszystko... To wszystko sprawiało, że miał ochotę zaszyć się gdzieś na tydzień i chlać. Nie myśleć o niczym. Jednak tak się chyba nie dało.
Opadł na krzesło i uniósł flaszkę do ust. Wypił kilka łyków i skrzywił się, ale nie do końca z powodu alkoholu. Bolał go bark.
Ściągnął z siebie kurtkę i cały czas się krzywiąc pozbył się koszulki, by przyjrzeć się ranie. Jak na jego oko nie wyglądała najlepiej, ale... Nie z takich sytuacji wychodził cało.
Sięgnął po paczkę papierosy, wyciągnął jednego i odpalił go.
Przesunął wzrokiem po swoim brzuchu, klatce piersiowej.
Jego ciało zdobiło tak wiele blizn, a każda z nich była osobną historią.
Gdy tak na siebie patrzył... Czasem po prostu myślał sobie, że chciałby być kimś innym.
Do czego zaprowadziła go ta cała wojna? Kiedyś wierzył w pewne ideały, wierzył w swój kraj, pojechał za niego walczyć. Za zwykłych szarych obywateli, a co dostał w nagrodę?
Został potraktowany jak zwykły bandyta. A może nim właśnie był?
Potrząsnął głową by wyrzucić z niej te wszystkie myśli i westchnął cicho pod nosem czekając, aż dziewczyny skończą wymianę uprzejmości.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-12-23, 10:16   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam czego się spodziewać. Zwłaszcza nie tego. Chuda wszystko na niej wisiało. Wyglądała jak chodzący trup. Dosłownie a jej włosy były na tyle długie, że ledwo ją poznawalam.
Stałam ją wrota trzymając się kurczowo swojej bluzy gdy tą mnie przytulila. Poczułam to. Każda jej kość wystawala a ja ją czułam na sobie. Gdy tą przytulił Rocky cofnelam się o krok i rozejrzalam a wtedy Dale nas ominął i wyszedł z tego pomieszczenia. Popatrzyła na Sam. To była tragedia. Chodzaca tragedia.
- czemu miała bym nie żyć? - zapytałam i spojrzalam na Rocky znacząco.
Minelam je i poszłam za Dalem. Widziałam jak zdjął koszulkę. Choć wyglądał imponująco w ubraniu paradujac bez niego był jeszcze gorszych dla większości kobiet. Odchrzaknelam i spojrzałam na jego bark. Domyslilam się, że to dlatego autem zjeżdżal odrobinę w bok.
- To przeze mnie prawda? To wszystko ? - pokazałam rękami na bunkier a słowa kierowałem do mężczyzny. - i to też? - wskazałem palcem na jego ramię.
- gdybym coś zrobiła.....- powiedziałam nadal głośno ale bardziej do siebie..
- Rocky! - zawolalam siostrę by spojrzalana Dale'a
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-12-30, 11:13   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Rocky nie wiedziała czego się spodziewać tego budynku. Mężczyzna mówił, że Sam nie jest za dobrze... Jednak nie określi co dokłądnie jej dolegał, a stwierdzenie ,,nie za dobrze" może być różnie interpretowane. Zależność przez kogo jest wypowiadane. Zresztą wystarczyło spojrzeć na ten budynek by wiedzieć, że nie żyją zbyt dogodnych warunkach. W takim miejscu nie trudno o komplikacje zdrowotne, a jeśli któreś z nich jest ranę bądź było to mogło dojść do zakażenia. Wchodząc coraz bardziej do tego ,,bezpiecznego" miejsca Rocky miała wiele pytań i niestety brak odpowiedzi.
Samo zobaczenie na własne oczy kobiety wywołało szok. Zdecydowanie można było śmiało stwierdzić, że Sam miała swoje lepsze dni i okres życia. Zauważyła jak Dale ich mija jednak nie skomentowała tego. Jednak po kolei nie da się zajmować się obojgiem równocześnie.
- Tak - odpowiedziała kobiecie, zwłaszcza że inne słowa nie przychodziły jej do głowy. Nie po tym jak Samantha ją przytuliła. WŁAŚNIE JĄ... Rocky już prędzej spodziewała się, że Bartkowski skupi się wyłącznie na jej siostrze. - Co ci dokładnie dolega, bo twój towarzyszył stwierdził, że nie jest za dobrze- zapytała się dziewczyny swojej siostry. Zastanawiając się jednocześnie czy znajdą tutaj czystą wodę i czy kobiety nadal są razem.
Usłyszała jak Ricky ją woła z innego pomieszczenia... Czy nie mogła poczekać. Co miała biegać od jednego do drugiego. Przeszło przez głowę Rocky.
- Dobra chodźmy zobaczyć co chce, a później spróbuje wam pomóc - powiedziała do Samanthy. Wiedziała, że nie tylko ona potrzebuje pomocy, jak i jej towarzysz. Przecież widziała jak prowadził samochód jak lekko pohyla swoją sylwetkę i stara się nie nadwerężać jednej strony. Takie rzeczy to lekarze zauważają, ba każdy by dostrzegł jak umiał by patrzeć.
Poszła do pomieszczenia gdzie była Ricky i Dale od razu spojrzała na bark mężczyzny.
- Które z was jest gorszym stanie to od tego zacznę. Drugim zajmiesz się Ricky oczyścisz rany i na mniejsze z nich założysz opatrunek. Zostaw trochę tego alkoholu, bo może przydać się na później - powiedziała do wszystkich, bo jakoś trzeba było to ogarnąć. Im szybciej to zrobią, tym większa szansa, że nie złapią czegoś w tym budynku.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-01-05, 00:58   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam co myśleć, jak reagować. To wszystko... Działo się jakoś tak... Samo. Nie miałam na to większego wpływu. Po prostu... Zobaczenie jakichkolwiek znajomych i niewrogich (a przynajmniej nie całkowicie) twarzy było teraz dla mnie taką radością, takim szczęściem...
- Przekazałam Twojej znajomej przepustkę... Myślałam, że się chociaż odezwiesz, a jak nie dostałam po tym żadnego znaku życia... Byłam pewna, że... Że już za późno.... - Wydukałam, wciągając ciężko powietrze w płuca. Wszystko wskazywało na to, że jest martwa. Że już jej nie ma. Ja... Po takim czasie chyba powinnam być zła, ale nie potrafiłam, nie po tym wszystkim, co mnie spotkało. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by znowu stracić wszystko...
Nie umknęło mi spojrzenie, jakim Ricky obdarowała Dale'a. Nie mogłam powiedzieć, bym była temu obojętna, ale... Czy mogłam się jej dziwić? Zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądam. Doskonale wiedziałam też, że Fowler przyciągał wzrok niejednej kobiety. Musiałam jednak odsunąć te myśli gdzieś na bok, a najlepiej... W ogóle o tym wszystkim zapomnieć. A tak się złożyło, że Rocky dała mi ku temu świetną sposobność.
- Ja przeżyłam ostatnie kilka miesięcy w tym stanie, kilka godzin dłużej mi nie zaszkodzi. Ale jego ranie powinien się przyjrzeć ktoś, kto lepiej sobie radzi z zszywaniem żywych tkanek. - Zarzuciłam, niby mimowolnie, wskazując swoją głową w kierunku blondyna. Liczyłam, że brunetka przez chwilę się na nim skupi, dając mi możliwość spędzenia tych kilku minut u boku... Mojej kruszyny - o ile wciąż mogłam ją tak nazywać.
Poza tym, wiedziałam przecież, że jeśli Rocky w ogóle zechce mi pomóc... Będę musiała zabrać jej od groma czasu. W końcu nie rozchodziło się teraz wyłącznie o ten pierdolony chip, przez który ostatnie kilka dni swojej wolności, spędziłam w tej kolejnej celi. Rozchodziło się też... O znacznie poważniejsze problemy.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2020-01-06, 21:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


I tak sobie nasz drobny pijaczek zastanawiał się nad sensem życia w samotności, jednak nie dane mu było na długo utonąć w swoich własnych myślach.
Po paru chwilach do pomieszczenia weszła blondynka, a Dale leniwie przesunął na nią wzrok.
Uniósł do góry jedną brew słysząc jej słowa, a nawet uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
- To, moja droga, są konsekwencje. One zawsze prędzej czy później nas dopadają. - odparł nie odrywając od niej wzroku. Co chciał jej w ten sposób przekazać?
To chyba wiedział tylko on. Być może chodziło mu właśnie o jej wyjazd, o to, że tak po prostu zniknęła. Może o sytuacje polityczną, może o to, że wszystko co znał już dawno temu się rozpadło... Tak, czy inaczej wcale nie zamierzał jej nic tłumaczyć. Resztę swoich myśli zachował dla siebie.
- Myślę, że nie byłabyś w stanie nic zrobić. - dodał po chwili i wzruszył ramionami, przez co po raz kolejny się skrzywił. Bark doskwierał, ale... Alkohol sprawiał, że zdarzało mu się zapomnieć o tym, że jest ranny.
Chwilę później w pomieszczeniu zrobiło się trochę ciasno, ponieważ dziewczęta postanowiły do nich dołączyć.
Słysząc, że powinien zostawić trochę alkoholu Dale podniósł butelkę do ust, by wlać w siebie ostatnie parę łyków, po czym wręcz teatralnie westchnął głośno i odstawił flaszkę na stół.
A jeśli Sam myślała, że te jej 'mimowolne' stwierdzenie zostanie przez niego niezauważone to była w błędzie. Jasne, cholernie się zmieniła, no bo kto po takim czymś by się nie zmienił... Ale znał ją. Znał ją bardzo dobrze, chyba mógłby nawet śmiało stwierdzić, że jest jedną z osób, które znają ją najlepiej. I dlatego rozumiał dokładnie o co jej chodzi. Chciała spędzić choć parę chwil ze swoją... Byłą? Obecną? Kto je tam wie. Nic dziwnego, skoro została przez nią po prostu olana. Swoją drogą zabawne jak można tak potraktować osobę, którą podobno się kocha. Czy kochało? Yh. Pokręcone to wszystko.
Tak czy inaczej... Postanowił dać jej tą szansę.
- Chodź, znajdziemy jakiś czystszy kąt, przy odrobinie szczęścia może znajdzie się jakiś nóż, czy igła z nitką... - rzucił nieco rozbawiony i ruszył w głąb bunkra (który swoją drogą wcale taki mały nie był!) wskazując głową Rocky, by ruszyła za nim. Niech sobie gołąbeczki porozmawiają.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2020-01-09, 20:03   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Alkohol naprawdę mógł się przydać do oczyszczania ran oraz do wypicia jako środek znieczulający. Widząc jak mężczyzna wypija całą butelkę pokręciła głową. Jednak nie skomentowała tego wyczynu mężczyzny. Tylko zapytała, którego pierw zająć się, bo to, że oboje potrzebowali pomocy wiedzieli chyba wszyscy. Pytanie było kto bardziej i kto będzie tym pierwszym. Samantha od razu stwierdziła, żeby Dale był pierwszy. Widać było, że na razie trzyma się dobrze oraz ona i jej siostra mają sporo do wyjaśnienia.
- Rix zajmij się jej ranami znajdź coś do odkarzania może mają jeszcze jakiś nie wypity alkohol - rzuciła do siostry, by nie spędziły tego czasu tylko na plotkowaniu, ale czymś bardziej owocnym. Jak oczyszczanie ran, bo nie wiedziała ile ich ma kobieta i jakim one są stanie.
Dopiero potem poszła do za mężczyzną poszukać tego czystego kąty. Tylko wątpiła by znaleźli jakieś bardziej sterline miejsce. Cóż ważne by było ciche i ewentualnie nie za brudzone.
- Jak nie macie niczego to mogę skoczyć do apteki i kupić kilka rzeczy. Bo wątpię by jakaś nitka i igła były dobre - powiedziała jasne mogły się nadawać do zszycia ubrań, ale co innego jeśli chodzi o ranę. Poza tym... musiała jeszcze sprawdzić, czy nie ranie nie znajduje się kula.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2020-01-14, 15:04   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, ale wiedziałam, że wyglądało to wszystko bardzo bardzo źle.
Kiwnęłam głową siostrze na zgodę. Wiedziałam że wszyscy stanęli przeciwko mnie i wbrew mojemu postanowieniu musiałam zbliżyć się do Samanthy. Rozejrzałam się za jakimiś butelkami z alkoholem i chcąc nie chcąc znalazłam kilka otwartych butelek, ale nie bardzo chciałam ich używać. Nie byłam pewna czy chce używać czegoś co stało tu nie wiadomo ile.
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Samanthe.
- Taaaak.. Nie dostałam żadnej przepustki, ale to może dlatego że nie było mnie w kraju. - powiedziałam próbując nie patrzeć jej w oczy. Patrzyłam na wszystko, na ręce, nogi szyje czy długie włosy, ale nie w oczy.
- Macie tu jakiś alkohol nadający się do odkarzania ran? - zapytałam wiedząc, że Sami lubi pić. W sumie nie musiała, bo jej moc była zastępstwem co nie bardzo podoba mi się do tej pory. Wyciągnęłam scyzoryk, a z siebie ściągnęłam kurtkę i bluzę. Nie miałam przy sobie żadnych opatrunków ale z tego co wiedziałam od siostry nie każdy materiał nadawał się do opatrywania.
Ściągnęłam z siebie koszulkę i przez te parę sekund kiedy zimne powietrze dotknęło mojej skóry dostałam ciarek. Szybko założyłam z powrotem bluzę i zapięłam się pod samą szyje.
Scyzorykiem odcięłam kawałek materiału i złożyłam go jako gazę. Gdybym dostała alkohol faktycznie mogłabym tym coś zdziałać. Jeśli nie to sama nie wiedziałam co mogę zrobić.
- Wybacz po prostu wyjechałam do Australii i dopiero co wróciłam tutaj. Miałam dużo do przemyślenia, nie wiedziałam że tak źle to wszystko tu wygląda. - powiedziałam nadal uciekając wzrokiem od jej spojrzenia. Nie miałam odwagi? A może po prostu czułam się winna? Obstawiam że obydwa po trochu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-01-15, 21:20   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Alkoholu i konserw w takich miejscach nigdy nie brakowało. Już nawet nie chodziło o to, że to jedna z kryjówek Dale'a - po prostu... Te procentowe trunki najlepiej utrzymują zdatność do spożycia, nawet, jeśli potrafią człowieka nieźle struć. Poza tym... Nie byłam pewna, czy przez ostatnie kilka dni i ja w moich nerwach nie nafaszerowałam kilku butelek z wodą dodatkowym woltażem...
Słysząc, że dziewczyny nie było w kraju, nie wiedziałam... Nie wiedziałam, czy powinno mi ulżyć, że to wszystko ją ominęło, czy jednak powinnam być zła? Jeśli zła, to za to że ryzykowała wracając, czy za to, że wyjechała bez żadnego znaku? Huh, Roseberry znikanie już chyba miała we krwi.
Czy w moim życiu zbyt wiele osób nie wykazywało się tą umiejętnością?
- Nie miałaś możliwości mi tego przekazać? Ja... Zresztą, nieważne... - Darowałam sobie dokańczanie. Bo niby co miałam powiedzieć? Martwiłam się? Odchodziłam od zmysłów? Martwiłam się o nią, czy o to, że to ja zostanę sama?
Nie wiem, po prostu kurwa już nie wiem...
- Tam, pod blatem... - Odpowiedziałam na jej pytanie, samej zajmując miejsce na tym materacu na ziemi. To nie było tak, że jakiekolwiek moje rany wymagały dokładnego odkażenia, w końcu większość zdążyła się już zagoić. Ale w tych okolicznościach... Chyba nawet opatrzenie tych resztek zadrapań mnie urządzało. Cokolwiek, byle poświęciła mi choć kilka chwil na rozmowę.
Najgorsze, że ona... Ona się nie zmieniła. Dalej była piękna, gdy ja stoczyłam się na kompletne dno. Czy rzeczywiście nie byłoby lepiej, gdybym przed miesiącami dokonała swojego żywota?
Do ran, które wciąż mogły się sączyć z całą pewnością należała ta pod okiem - która już chyba mimowolnie się otwierała przy byle uderzeniu czy gwałtownym ruchu. A może to rzeczywiście wina złego gojenia? W oczy mogły się też rzucić zadrapania na moich knykciach, czy gojący się siniak po szyją. Z całą pewnością część zadrapań nie zagoiła się też na moich plecach.
Czego jednak nie przewidziałam, czy może... O czym kompletnie zapomniałam, to te paskudne blizny rysujące się na moich przedramionach. Te same blizny, które przypominały mi jak nisko upadłam i jak bardzo nie potrafię nad sobą panować. Może liczyłam że przez tatuaże nie będą się tak rzucać w oczy? A może byłam po prostu głupia?
- Wiedziałaś w jakie piekło zamienia się Ameryka. Widziałaś, co Rząd z nami zrobił. Wiesz, co zrobili Twojej siostrze. Jak możesz mówić, że nie wiesz, jak źle tu było? - Wszystkie te słowa po prostu cisnęły się do mojego gardła, nie mogłam ich powstrzymać. Byłam rozgoryczona, byłam zła. Przez tyle miesięcy byłam przekonana o tym, że straciłam wszystko, tylko po to żeby teraz się dowiedzieć, że... "musiała wszystko przemyśleć"?
Z całą pewnością moje spojrzenie się zaszkliło. Najgorsze... Najgorsze, że wiedziałam, że dobrze zrobiła wyjeżdżając,
- Nie wiem Ricks... Nie wiem, czy powrót to był dobry pomysł. Tam... Tam byłaś bezpieczna... - Wyrzuciłam z siebie w końcu, a w moim głosie można było usłyszeć bezradność - nie ważne, jak bardzo nie chciałam tego pokazywać.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2020-01-16, 00:22   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Idąc w głąb bunkra uśmiechnął się sam do siebie, gdy usłyszał słowa Rocky. Może mają jakiś alkohol?
Cholera jasna, tutaj mogło zabraknąć naprawdę wiele rzeczy, ale na pewno nie alkoholu. Nie od dzisiaj wiadomo, że Dale lubi się uraczyć czymś mocniejszym, więc po prostu miał tego pełno.
Nie raz i nie dwa musiał się tutaj zaszyć - był poszukiwany od wielu lat, najróżniejsze służby próbowały go dorwać, a jeśli akurat nie miał ogona ze strony rządu, to dawni znajomi sobie o nim przypominali.
Dlatego ta kryjówka była odpowiednio wyposażona - i wbrew temu co myślała Panna Roseberry - miał łeb na karku, więc przed sprowadzeniem tutaj Sam postanowił zadbać o takie rzeczy jak podstawowe przyrządy medyczne, opatrunki, oraz specjalne igły wraz z nićmi do szycia ran.
Nie była to pierwsza rana postrzałowa w jego życiu, nie pierwszy raz musiał ukryć kogoś, lub siebie i nie pierwszy raz ktoś go opatrywał w takich warunkach.
Pchnął mocno metalowe drzwi po ich lewej stronie i zapalił światło, które było tak jasne, że na początku aż raziło w oczy.
W pomieszczeniu było czysto, z pewnością był to najczystszy pokój w całym bunkrze. W środku nie było nic poza blaszanym stołem na którym znajdowały się właśnie te podstawowe przyrządy medyczne takie jak skalpel, igła, nici, gazy, środek odkażający, butelka alkoholu (która swoją drogą przyrządem medycznym nie była, ale się przydawała!), bandaże i tego typu sprawy.
Złapał za krzesło i przesunął je tak, by znajdowało się dokładnie pod lampą, po czym na nim usiadł - wciąż bez koszulki.
- Wycieczka do apteki nie będzie potrzebna. - mruknął tylko i złapał za butelkę wódki.
Odkorkował ją i wlał w siebie kilka łyków, po czym postawił ją z powrotem na stole. Wiedział, że to będzie boleć, ale już nie takie rzeczy przeżywał.
- Sam co prawda wyjmowała mi z tej rany kulę, ale... Sam nie wiem. Może zostały jakieś pozostałości, albo rana została źle odkażona? W każdym razie... Nie goi się tak jak powinna i cały czas czuję ból. - wystarczyło się przyjrzeć, by zobaczyć, że szwy zostały niezbyt dokładnie zaciśnięte, że jego skóra w pobliżu rany jest opuchnięta.
Oczywiście nie można było winić Sam - nie była w najlepszym stanie, gdy go opatrywała, nie przyprowadził jej tutaj, szyła w warunkach 'polowych', a potem po prostu nie było czasu na to, by się nim zajmować.
- Dziękuję. Za to, że nam pomagasz. - powiedział po chwili, ponieważ... Cholera, chyba nie był dla nich najmilszy, a koniec końców Rocky przyszła tutaj, żeby im pomóc. Zasługiwała na wdzięczność.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2020-01-22, 19:35   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Może mają jakieś alkohol... Inaczej by zabrzmiało, jakby powiedziała, że może wszystkiego nie wypili. Dlatego też za powiedziała tak, a nie inaczej. Jasne spodziewała się, że tego mają pod dostatkiem. Patrząc na to, jaki mężczyzna przed chwilą dał pokaz oraz pamiętając, że Bartowski miał z nim problem. Nie wiedziała jak jest obecnie, bo przecież nie miała kontaktu z kobietą od dłuższego czasu.
Co do zaopatrzenia bunkra to cóż nie jej oceniać. Na pierwszy rzut oka nie wygląda ona zachęcającego. Poza tym nie raz słyszała, że ludzie gorszych warunkach zajmowali się swoimi ranami, a nie którzy używali do opatrunków brudnej odzieży. Co według Roseberry było istną głupotą i nierozwagą. Ten sposób mogli jeszcze bardziej sobie zaszkodzić.
Poszła z Dalem do pomieszczenia, które ją pozytywnie zaskoczyło nie tylko swoją czystością i tym, że był jasny. Bardziej chodziło tutaj o jego asortyment było wszystko czego potrzebowała aby zająć się jego i Sam ranami.
- Właśnie widzę, że jesteście przygotowani - powiedziała do niego przeglądając cały zestaw. - Skoro zajmowała się raną tutaj to możemy wykluczyć zakażenie rany? - dopytała się słuchając uważnie słów Dale. Lekarz zawsze przeprowadza wywiad. Chociaż i tak później sprawdzi co z jego krwią. Jednak na razie chce dowiedzieć się jakie narzędzia zostały wcześniej zastosowane. Słysząc, że robiła to rana kobieta i zakładając, że tuż po akcji. Pewnie działa niepewną ręką, pośpiechu więc równie dobrze mogła coś uszkodzić przy wyciąganiu rany.
- Nie masz za co dziękować - powiedziała do niego, bo według siebie robiła to co do niej należy i większość osób również by im pomogli.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6