Poprzedni temat «» Następny temat
Las przy drodze
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 19:29   
  

   2 Lata Giftedów!


Tak bardzo chciałam sobie wszystko przypomnieć. Chciałam pamiętać i chciałam, by to co mówił Dale było prawdą. Patrzyłam na niego kątem oka i w życiu nie powiedziałabym tego na głos, ale naprawdę chciałabym, by nasza miłość była faktem, a nie kłamstwem, które miało mnie złamać, uśpić moją czujność. Ale nie pamiętałam nic pozytywnego, co ponoć nas łączyło. Więc nawet jeżeli chciałam wierzyć w to, co mówił… nie mogłam. Pamiętałam jak chciał mnie zabić. Nic więcej. Nic dziwnego więc, że kompletnie mu nie wierzyłam, nie ufałam mu. Nawet, jeżeli naprawdę tego chciałam, bo cholernie potrzebowałam kogoś, kto szczerze chciałby mi pomóc, kto by o mnie zadbał, kto by mnie kochał… Ale czy tą osobą był Dale? Szczerze w to wątpiłam.
Jasne, odstawił ten cały cyrk z płaczem, padaniem na kolana i całą resztą sztuczek, które niby miały udowodnić mi jego miłość, ale… nie uratował mnie. Pojęcia nie miałam, kiedy zostałam zamknięta w laboratorium, ale wydawało mi się, że stało się to całkiem dawno temu, a on wcale mi nie pomógł. Cholera, chyba nawet nie próbował, więc to, co do mnie czuł z pewnością nie było miłością. Zakochany człowiek by mi pomógł. A mi nie pomógł nikt, nie miałam nikogo.
Dale stanowił dla mnie zagrożenie, ale mimo to postanowiłam odpuścić, chociażby chwilowo. Skoro chciałby mnie zabić w tym lesie, to już by to zrobił, co nie? Był przecież znacznie silniejszy ode mnie, no i na pewno był mutantem z mocą, która pomogłaby mu w pokonaniu mnie. Ja… ja byłam fizycznie cholernie słaba, z mocy korzystać nie mogłam i jedyne co miałam to broń. Zabiłby mnie w ciągu chwili, a jednak tego nie robił, więc musiał mieć inne plany wobec mnie (może nawet dużo gorsze?). Dlatego zdecydowałam się opuścić pistolet i po prostu iść obok niego, jak gdyby nigdy nic.
Do czasu, aż się odezwał. Zatrzymałam się. Gwałtownie. I cała moja chęć do jakiegoś spokojniejszego rozegrania tego wszystkiego gwałtownie zniknęła. Beze mnie daleko nie zajdziesz. Nie miał racji. Z nim było mi łatwiej, ale wiedziałam, że bez niego również sobie poradzę. Uciekłam z tej pierdolonej furgonetki, z tego cholernego laboratorium, więc skoro to przeżyłam… byłam w stanie przeżyć wszystko.
- Pierdol się. – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy, znów w niego celując. Nasz chwilowy pokój nie potrwał długo, no cóż. Zniknęła mi ochota na rozmowę z nim, na jechanie z nim gdziekolwiek. Wiedziałam, że poradzę sobie bez niego. Dlatego powoli zaczęłam się wycofywać, chcąc uciec w las. Wciąż jednak patrzyłam na mężczyznę, wciąż w niego celowałam. Musiałam odsunąć się na bezpieczną odległość i dopiero wtedy ruszyć biegiem przed siebie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 20:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Colleen nie była jedyną osobą z ich dwójki, która chciałaby, by jej pamięć powróciła.
Nie mógł znieść tego, że osoba na której mu cholernie zależało mogła na niego patrzeć z nienawiścią. Wszystko co razem przeżyli nie miało już najmniejszego znaczenia. To znaczy... Nie miało znaczenia dla niej.
On pamiętał wszystko jakby to było wczoraj. Pamiętał ich pierwsze spotkanie, pierwszą wspólną noc nad jeziorem, walentynki, które spędzili razem. Niestety... Pamiętał również jak zaczęło się wszystko psuć zaraz po tym, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży.
Pamiętał jak potraktowała go po tym, gdy odarto go z człowieczeństwa. Po trzech dniach spędzonych z Verą. Swoją drogą... Nawet nie mógł jej powiedzieć o tym, że się zemścił. Za wszystkich, których dorwała Neumann.
Do czego ich to wszystko doprowadziło? W którym momencie sprawy tak kolosalnie się spierdoliły?
Chciał o nią zadbać - naprawdę tego chciał, ale nie mógł tego zrobić będąc traktowany jak zakładnik. Dlatego - mimo tego, że powinien być spokojny i zachowywać się w inny sposób... Powoli zaczynał reagować na to wszystko impulsywnie. Taki już był - porywczy... Przez to naprawdę wiele tracił, ale nie zawsze. Czasem to, że nie potrafił się pohamować nie było takie złe. Jak będzie tym razem? Zaraz miał się dowiedzieć.
Dziewczyna gwałtownie zatrzymała się, a on zacisnął zęby odwracając się wolno w jej kierunku.
Złapał z nią kontakt wzrokowy i przez moment milczał. Nie mogła odejść - a doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie planuje to zrobić.
No dobra... Więc teraz albo nigdy.
Nie mógł pozwolić jej odejść, więc postawił wszystko na jedną kartę.
Zbliżył się do niej dość szybko tak, że lufa dotykała teraz jego klatki piersiowej.
- Więc zrób to. Co będzie dalej? Masz na sobie te cholerną obrożę, a jesteśmy w pobliżu miejsca, gdzie Cię przetrzymywali. Pobiegniesz sobie dalej w las? Kto Ci to zdejmie? Gdzie się udasz, skoro nic nie pamiętasz? - powiedział patrząc jej twardo w oczy. Gwałtownością swoich ruchów zmusił ją do tego, by plecami oparła się o drzewo. Lufa cały czas dotykała jego klatki piersiowej, a on... Podniósł jej dłoń do góry tak, że teraz była wycelowana w sam środek jego czoła.
- Śmiało. Zastrzel jedyną osobę, która może Ci w tej chwili pomóc. Ale zanim to zrobisz... Spójrz. - powiedział i sięgnął pod swoją koszulkę. Zerwał z szyi złoty naszyjnik na którym wisiał mały medalionik. Otworzył go i odwrócił w jej kierunku. W środku znajdowało się jej zdjęcie, a medalion kiedyś należał do niej. Dostała go od swojej matki, zanim tamta umarła. Jeśli to nie sprawi, że się zastanowi nad tym wszystkim... To już nie wiedział co.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 20:48   
  

   2 Lata Giftedów!


Serce waliło mi jak oszalałe. Denerwowałam się. Byłam wściekła. Odczuwałam cholerne zmęczenie, a wiedziałam, że jeszcze przez dłuższy czas nie odpocznę. Było źle, bardzo źle, a mogło być jeszcze gorzej. Zdecydowałam się na ucieczkę. Nie miałam zamiaru żyć na jego łasce i na dodatek w ciągłej niepewności. Był dla mnie kompletnie obcą osobą, z tym wyjątkiem, że wciąż pamiętałam ostrze butelki, które przyciskał do mojej szyi. I to wspomnienie kompletnie mnie nie przekonywało do tego, żebym z nim została. Stawał się nerwowy, poirytowany… Wybuchał. Wściekał się, bo nie byłam tak chętne do współpracy jakby sobie tego życzył? Był zły, bo mu nie wierzyłam, bo jego plan nie działał tak, jak powinien?
Nic o nim nie wiedziałam. Patrzyłam mu w oczy, celowałam w niego i odczuwałam niemal fizyczny ból, bo naprawdę chciałam pamiętać. Chciałam zrozumieć swoje wspomnienia, ale one przychodziły zupełnie niespodziewanie, nie mogłam ich ot tak, po prostu, wywołać, choćbym nie wiem jak chciała. Dlatego musiałam uciekać. Nie miałam pewności, że mężczyzna chce dla mnie dobrze, a zdążył mnie już porządnie wkurwić tymi swoimi głupimi tekstami. Byłam w stanie poradzić sobie ze wszystkim i…
Pojawił się nagle przy mnie, napierając na mnie, zmuszając do tego, bym zaczęła się cofać. Lufa pistoletu dotykała jego klatki piersiowej, a ja w końcu zatrzymałam się na drzewie. Kompletnie zdezorientowana. Patrzyłam mu w oczy, jeszcze bardziej nie rozumiejąc tego, co robił. Był silny. I szybki. I nie miałam kompletnie żadnych szans, no, chyba… chyba, że bym teraz wystrzeliła. Przecież teraz celowałam w jego głowę, zginąłby od razu. No i nawet przez chwilę chciałam to zrobić, ale wtedy on zaczął mówić, a ja mimowolnie skupiłam się na jego słowach.
Wiedziałam, że miał rację. Oczywiście, że ją, kurwa, miał. Ale ja nie chciałam w to wierzyć. Chciałam udawać, że wszystko było dobrze, że wszystko było w porządku, bo najwidoczniej właśnie taka byłam. Zacisnęłam dłoń na broni jeszcze mocniej, nie chcąc, by do mnie mówił, by kontynuował, a wtedy on wyjął jakiś cholerny wisiorek spod koszulki. Otworzył go, pokazał mi…
Blokada drogowa. Znaleźli nas. Ktoś nas wydał. Patrzę w prawo, na miejsce pasażera, gdzie siedzi moja mama. Obronię nas. Pokonam ich. Wychodzę z auta i faktycznie to robię. Policja nie ma już pistoletów, wszystkie odwrócone są w ich stronę, a wtedy… Samochód z moją matką w środku wybucha. To była pułapka. Pierdolona pułapka. Ci, którzy nas zaatakowali już nie żyją. Biegnę przed siebie. Uciekam. Muszę ratować swoje życie. Muszę wracać do Bractwa. Biegnę, a w dłoni ściskam wisiorek z moim zdjęciem w środku, który mama podarowała mi na dwa tygodnie przed tą cholerną misją.
Wisiorek, który właśnie pokazywał mi Dale.
Upuściłam broń. Tak po prostu. Oba pistolety upadły na trawę, a wraz z nimi ja. Osunęłam się na ziemię, nie będąc w stanie znieść tego wspomnienia. Łzy płynęły mi po policzkach, a ja czułam się tak, jakby wcale mnie tu nie było. Jakbym umarła wraz z utratą pamięci.
Moja mama nie żyła. Od dawna.
Kim byłam?
Kim był Dale?
Czym było Bractwo?
Pomocy.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 21:00   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


A więc jednak poskutkowało. To co zrobił było... Cholernie niebezpieczne, ale jak widać przyniosło oczekiwany efekt.
Mogła go zabić, ale tego nie zrobiła. Postanowiła go wysłuchać, przecież... Przecież wiedziała, że ma rację. Mógł jej pomóc, bardzo tego chciał, ale potrzebował odrobiny zaufania z jej strony. Być może po tym wszystkim dojdą do jakiegoś porozumienia?
Colleen upuściła broń, a zaraz po tym opadła na ziemię, a Dale natychmiast zrobił to samo.
Chciał ją teraz przytulić do siebie. Mocno, po prostu poczuć, że znowu są dla siebie i wtedy wszystko byłoby dobrze, ale... Wiedział, że na to jeszcze o wiele za wcześnie.
- Ja... Colleen, musisz mi zaufać. Skąd miałbym ten wisiorek, gdybym nie był dla Ciebie kimś ważnym? Myślisz, że to tylko część jakiejś gry? Nie chcę Ci zrobić krzywdy, chcę Ci pomóc, musisz... Musisz mi po prostu na to pozwolić. - powiedział cicho i tak spokojnie jak tylko potrafił. Być może powinien jej teraz dać parę chwil na to, by doszła do siebie po tym wszystkim, ale... Niestety czas nie był ich sprzymierzeńcem. Z każdą minutą spędzoną w tym lesie ich szanse na bezpieczną ucieczkę malały.
Co powinien jej teraz powiedzieć? Nie miał pojęcia, ale... Wiedział doskonale, że dadzą sobie z tym wszystkim radę. Razem. Nawet jeśli Colleen nigdy sobie nie przypomni... Zaczną wszystko od nowa. Tak po prostu.
Wolno sięgnął dłonią w jej kierunku po to, by oprzeć ją na jej ramieniu. Jeśli mu na to oczywiście pozwoli, jeśli nie - po prostu ją cofnie.
- Musimy iść dalej... Poukładamy to wszystko w Twojej głowie, pomogę Ci jak tylko będę umiał. - po poprzedniej irytacji w jego głosie nie było ani śladu. Zrozumiał, że ona po prostu się boi. Czy mógł jej się dziwić? Sam w takiej sytuacji pewnie byłby przerażony.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 21:20   
  

   2 Lata Giftedów!


Wszystko co do tej pory sobie przypomniałam, nie miało już dla mnie kompletnie żadnego znaczenia. Co z tego, że to pamiętałam, skoro nie pamiętałam kompletnie całej reszty? Przypomniałam sobie jakieś kompletnie nieistotne szczegóły, a to, co było ważne… Nie pamiętałam żadnych ważnych wydarzeń z mojego życia. Boże. Ta pieprzona utrata pamięci cholernie mnie bolała. Siedziałam na tej wilgotnej, zimnej trawie i rozpadałam się na kawałki. Dlaczego ja?
Zamknęłam oczy, ukrywając twarz w dłoniach. Dale do mnie mówił, ale kompletnie go nie słyszałam. Chciałam tu zostać. W tym cholernym lesie. Chciałam tu siedzieć już do końca życia. Trudno, niech ktoś mnie zabije. Śmiało. Byłam zbyt zmęczona, za słaba. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie swojego życia. Dale był dla mnie obcym człowiekiem, a jednak miał wisiorek od mojej matki, jednak nie potrafiłam go zabić. Wciąż miałam obrożę, nie mogłam używać swojej mocy. Bolała mnie każda część ciała. Ważyłam tyle, ile powinna ważyć zdrowa dwunastolatka. Cholera, ja nawet nie wiedziałam ile mam lat… Przytłoczyło mnie to wszystko. Ci ludzie z laboratorium mnie zniszczyli. Znów nie chciało mi się walczyć, znów marzyłam o śmierci. Po co w ogóle uciekałam z tej furgonetki? Po co kłamałam, gdy grupa mutantów, która nas zaatakowała spytała o moje imię? Mogłam im powiedzieć. Mogłam przyznać się, że nie wiem, a oni by mnie zabili, nie było by problemu…
Dale mnie dotknął, a ja drgnęłam tak, jakby co najmniej mnie poparzył. Podniosłam gwałtownie głowę, przerażona. Co robił? Chciał mnie skrzywdzić?
Zostań.
Byliśmy nad jeziorem. Byłam pijana, a Dale siedział obok. Objął mnie ramieniem.

Wciągnęłam głośno powietrze w płuca, zaskoczona kolejnym wspomnieniem. Dale. Ja. Nie pamiętałam wiele, ale… ale widziałam nas razem. I chyba wcale nie próbował mnie wtedy zabić.
- Ja… jestem strasznie zmęczona. Nie mam już siły uciekać. – powiedziałam, zapłakana, patrząc mu w oczy. Musiałam mu zaufać. Nawet jeśli miał mnie zabić. Trudno. Będzie, co będzie…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 21:36   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To właśnie ta cała reszta była w tej chwili najważniejsza. Musiała prędzej czy później to wszystko sobie przypomnieć jeśli mieli mieć jakąkolwiek szansę na przeżycie. Będą jej szukać, w tej chwili prawdopodobnie jest najbardziej poszukiwaną mutantką na całym świecie. On... Cóż, pomaga jej w uciecze, poza tym ma zamiar wyciągnąć dziś drugą mutantkę prosto z łap D.O.G.S. Nie będą mieli lekko, będą potrzebowali ludzi, którzy kiedyś byli jej wierni. Przyjaciół. Na pewno wiele osób im pomoże, gdy dowiedzą się, że ich była przywódczyni przeżyła. Ale zanim tak się stanie... Dale musiał pomóc jej odzyskać pamięć. A przynajmniej spróbować - bo przecież nie wiedział czy to w ogóle jest możliwe. Wolał jednak myśleć, że to chwilowa amnezja. Być może wywołana jakimiś środkami, które prędzej czy później przestaną działać? Cholera, bardzo chciał w to wierzyć. To by znaczyło, że muszą tylko przetrwać przez pewien czas, a potem... A potem wszystko do niej wróci i będzie lepiej, łatwiej. Oby miał rację.
Dale oparł dłoń na jej ramieniu, a dziewczyna wzdrygnęła się. Delikatnie przesunął palcami po jej ręce i westchnął cicho. Czekała ich naprawdę cholernie długa droga... Zdawał sobie z tego sprawę i powoli zaczynało go to przytłaczać. Czy chociaż raz w życiu nie mogło być trochę łatwiej? Dlaczego wszystko co robi jest prawie jak droga przez piekło?
- Musisz być silna, Col. Musimy tylko dostać się do samochodu, potem wszystko pójdzie jak z płatka, zobaczysz. - powiedział chcąc ją pokrzepić, chociaz doskonale wiedział, że jak z płatka to na pewno nie będzie.
Zebrał z ziemi jeden z pistoletów i podniósł się. Ukrył go powoli za paskiem z tyłu spodni patrząc na nią przez cały czas. Jakby chciał jej spojrzeniem przekazać, że nie wykorzysta tej broni przeciwko niej.
Potem nachylił się nad nią i ukrył w jej kieszeni drugi pistolet. Następnie... Wziął ją na ręce.
- Pomogę Ci. Po prostu... Odpocznij. - powiedział szeptem przyciskając jej ciało do swojego.
Jej bliskość, znajome uczucie jej dotyku... Zapomniał już jak to jest, nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek to poczuje. Nie mógł nawet o tym marzyć, a jednak stało się. Była znowu razem z nim, wróciła do niego. Nawet to ich spotkanie... Czy było przypadkowe?
Powoli zaczynał wierzyć w przeznaczenie. Miał jedną szansę na milion, by spotkać ją w tym lesie i... Odnalazł ją. A może ona odnalazła jego?
Ruszył wraz z Colleen na rękach w kierunku samochodu, który na szczęście nie był zbyt daleko.
Znaleźli się przy jego renault, a on jedną ręką otworzył drzwi od strony pasażera obok kierowcy i usadził ją na fotelu. Wyciągnął pistolet zza paska i położył go obok deski rozdzielczej tak, by móc po niego szybko sięgnąć w razie potrzeby.
Zajął miejsce za kierownicą i odpalił silnik.
- Droga trochę potrwa, możesz się zdrzemnąć jeśli tego potrzebujesz. - powiedział mając świadomość tego, że pewnie nie ufa mu jeszcze na tyle, by spać w jego obecności. Warto było jednak spróbować.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 21:57   
  

   2 Lata Giftedów!


Znów się poddałam. Przez cały mój czas spędzony w laboratorium nie miałam ani siły, ani chęci by walczyć o swoje życie. Robiłam dokładnie to, czego chcieli ode mnie mężczyźni w fartuchach. Biernie słuchałam ich poleceń, potakując i zgadzając się ze wszystkim, co ze mną robili. Raz tylko, tylko raz się sprzeciwiłam i zdecydowałam się ich zaatakować. Nie zdążyłam, a ból był tak ogromny, że przez trzy dni byłam nieprzytomna. A może więcej? Nie wiedziałam, bo kompletnie straciłam poczucie czasu. Nie wiedziałam, kiedy mnie porwali. Nie wiedziałam, kiedy straciłam pamięć. Nie wiedziałam, ile dni, miesięcy, czy lat spędziłam w laboratorium. Kompletnie nic nie wiedziałam. I właśnie przez to straciłam nadzieję. Ta niewiedza doprowadziła do tego, że wcale nie chciałam się starać, walczyć o swoje życie… Łatwiej było się poddać.
I teraz czułam się dokładnie tak samo, a może nawet i gorzej. Nie siedziałam w zamknięciu, ale co za różnica? Nic się nie zmieniło. Znów byłam na łasce kogoś innego, po prostu mężczyźni w fartuchach zmienili się w Dale’a, od którego chyba zależało moje życie. Ja… mi było już wszystko jedno. Naprawdę mógł mnie tu zostawić, a najlepiej to jakby mnie zastrzelił. W końcu bym odpoczęła.
Jego dotyk sprawiał mi ból. Nie chciałam, by mnie dotykał, bo odczuwałam jakąś chorą tęsknotę za czymś, czego nie pamiętałam. Zacisnęłam oczy, chcąc uciec przed tym bólem, nie chcąc go pokazywać, ale łzy totalnie mnie zdradzały. Cierpiałam. Bardzo. Fizycznie, psychicznie… Cierpiałam w każdej możliwej formie, a on twierdził, że muszę być silna, że będzie dobrze.
Gówno prawda. I nawet bym mu to powiedziała, gdyby nie fakt, że już nawet nie chciałam się odzywać. Po co? Byłam tak strasznie zmęczona… Chciałam po prostu zasnąć… I może mogłam sobie na to pozwolić?
Uniosłam powoli powieki, akurat w momencie, gdy Dale podnosił z ziemi pistolet, gdy wstawał. Uśmiechnęłam się nieznacznie, patrząc mu w oczy. Dobrze. Chciał mnie zabić. To był dobry pomysł. Bardzo dobry.
Myliłam się, niestety. Drugi pistolet włożył mi do kieszeni, a potem po prostu wziął mnie na ręce, a ja nie miałam siły, by protestować. Dlaczego to robił? Mógłby mnie zostawić… Tak byłoby łatwiej, lepiej. Oparłam jednak głowę na jego klatce piersiowej, nie będąc w stanie dłużej utrzymać jej w powietrzu.
Jezioro. Jestem pijana. Opieram głowę na jego ramieniu, a potem on obejmuje mnie ramieniem. Pocałował mnie.
To były moje wspomnienia? Czy sny? Spałam, czy przypominałam sobie rzeczy, które kiedyś faktycznie wydarzyły się w moim życiu? Tego też nie wiedziałam.
Dźwięk otwieranych drzwi. Dale po prostu włożył mnie do środka, na fotel pasażera. Mógł ze mną zrobić co chciał, a mnie to totalnie nie obchodziło. Jedyne czego nie chciałam, to wracać do tego cholernego laboratorium… I chciałam spać, bardzo.
I chyba faktycznie zasnęłam. A może zemdlałam?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 22:08   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Z tym, że akurat w tej chwili mogła się tak po prostu poddać. Może jeszcze tego nie rozumiała, ale z nim nic jej nie groziło. Wiedział, że poradzi sobie z każdym niebezpieczeństwem, które czycha na drodze. Był w tym po prostu dobry - ukrywał się nieprzerwanie od wielu lat, nauczył się jak to robić i... Mógł też ukryć kogoś innego.
Gorzej z tą pieprzoną obrożą, musiał się zastanowić jak to zdjąć, oraz... A co jeśli miała chip? Podobnie jak Brian? Kto pomoże to sprawdzić, kto jej to wyjmie, jeśli tak jest?
Z każdą następną chwilą pojawiało się coraz więcej niewiadomych, a Dale miał wrażenie, że zaraz wybuchnie mu głowa.
Dodatkowo tej nocy miał uwolnić Sam, to właśnie dziś. Czas nie działał na jego korzyść, a nie mógł przecież tak po prostu jej tam zostawić, bo odnalazł Colleen. One... Obie były dla niego cholernie ważne, chociaż darzył je innym rodzajem miłości.
Musiał wymyślić gdzie je ukryć i co począć dalej, ale... Ale jeszcze nie teraz.
Teraz pozwolił sobie na ten komfort i przez chwilę przestał o tym wszystkim myśleć. Przecież powinien być szczęśliwy, prawda? Odzyskał ją, po tak długim czasie siedziała obok niego na fotelu pasażera i spała. Była... Była znów przy nim. Zerkał na nią raz na jakiś czas i uświadamiał sobie z każdą następną minutą jak cholernie mu jej brakowało. Zrozumiał, że to... To jest coś na całe życie. Nie wyobrażał sobie już życia bez niej, nie teraz, gdy ją odnalazł. Jakby... Stał się ponownie kompletny, jakby była najważniejszym elementem układanki.
Uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli. Dadzą radę. Zawsze dawali.
Sięgnął po cichu do schowka tak, by jej nie obudzić i wyjął z niego awaryjnego papierosa wraz z zapalniczką. Uchylił trochę okno i rozpalił go delektując się dymem. Tego potrzebował.
Minęło sporo czasu, zanim dotarli na miejsce. To była pierwsza kryjówka, która przyszła mu do głowy. Przeniósł wzrok na Colleen. Nie miał serca jej budzić, ale... Musiał.
Gdzie się znaleźli? Black Lake Bible Camp. Stara siedziba bractwa, która już jakiś czas temu przestała być obserwowana. Dale przywłaszczył sobie jeden z domków robiąc z niego swoją kryjówkę. Ludzie pracujący w rządzie widocznie myśleli, że nikt nie będzie taki głupi, by tutaj wracać, ale... Fowler doskonale wiedział, że najlepiej ukrywać się na widoku.
Raczej nikt nie powinien ich tu znaleźć, przynajmniej nie dzisiaj, nie jutro. Powinni mieć czas na to, by zastanowić się co dalej.
- Col... Jesteśmy na miejscu... - powiedział cicho czekając, aż się obudzi. Czy to miejsce pomoże jej odzyskać pamięć? Przez kawał czasu było jej domem. Oby tylko nie wywołało jej szoku.
z/t x2
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2020-09-10, 21:30   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


/ 17 czerwca 2019

Droga jaką obrał Sebastian na miejsce docelowe trwała jakąś godzinę, może i więcej. Ale dzięki temu wyjechali z miasta i mogli zajechać nieco dalej w kierunku lasu. Przez całą drogę leciała popowa muzyka w mieszanką rocka amerykańskich gwiazd. Włączył coś neutralnego, nie znając gustu młodzieży, a też pewnie za wiele nie rozmawiali. Na to przyjdzie czas na miejscu.
Kiedy stwierdził, że mogliby się zatrzymać, zjechał na pobocze i wjechał pojazdem na ścieżkę dla pojazdów przeznaczoną, prowadzącą w głąb lasu. W końcu myśliwi też musieli jakoś dostać się do wnętrza przyrody w różnych sytuacjach. Mijali teraz same drzewa przepuszczające popołudniowe promienie słońca. Chyba, że było pochmurno, to nie świeciło nic.
- Zatrzymamy się tutaj.
Zadecydował i zgasił pojazd. Wysiadł i skierował do bagażnika aby wyjąć z niego kulę do chodzenia. Poczekał aż młodzi się wygrzebią, po czym zablokował pojazd i mogli przejść się spacerkiem do jakiegoś bardziej odkrytego terenu jak polana. Przy okazji Sebastian sprawdził, czy mają tu zasięg, bo bardzo może się przydać, gdyby doszło do zgubienia się w lesie.
- Przypomnij mi młody, ty masz dar lewitacji?
Zapytał Simona podczas tego krótkiego spaceru jaki przyszło im teraz pokonać we wnętrzu przyrody.
[Profil]
  [0+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
15

height / weight:
171/70

Wysłany: 2020-09-12, 00:00   
   Multikonta: Varcer
  

   2 Lata Giftedów!


Ponad godzina jazdy w takim nie do końca jeszcze zgranym towarzystwie mogła się trochę dłużyć. Możliwe, że ktoś raz na jakiś czas się odezwał na mniej istotny temat, nastąpiła krótka wymiana zdań i znowu zapadała cisza. Tyle dobrego, że grała muzyka. Nieco rozluźniała atmosferę.
Simon w tym czasie jak nie oglądał przemieszczającego się krajobrazu za oknem, tak robił coś na telefonie. Możliwe, że przeglądał internet i co jakiś czas wymieniał wiadomości ze swoim kolegą, z którym parę tygodni temu był na wyjeździe. Nic szczególnego, ale jeśli Mary postanowiła siedzieć obok niego na tylnym siedzeniu, tak niespecjalnie chciał, aby patrzyła co on tam takiego stuka. Na szczęście o to, że pisał komuś o tym treningu nie musiała się martwić. Jeśli padło pytanie na ten temat, odpowiedzią Simona było pokazanie ostatnio wysłanej wiadomości, w której było... zdjęcie Aleca, psa Davida. Widocznie żadna istotna rozmowa.
Wkrótce dotarli na miejsce. Simon po wyjściu z auta i zatrzaśnięciu drzwi rozejrzał się dookoła. Wszędzie rosły same drzewa.
- Ale przecież tutaj nic ni...
Przerwał, przypominając sobie, że przecież właśnie o to im chodziło. Celem ich podróży było właśnie wspomniane "nic". Żadne biuro, żadne boisko. Sama natura. Simon jednak nie wyglądał na zawiedzionego, bo chwilę po opuszczeniu pojazdu zaczął odważnie podążać leśną ścieżką, unosić spojrzenie ku koronom drzew i wsłuchiwać się w dźwięki dookoła. Na twarzy chłopaka widniał lekki uśmiech. Ostatnio bardzo polubił takie wyjazdy na łono natury.
Zostawił dwójkę dorosłych parę metrów za sobą, ale oczywiście ani nie zbaczał ze ścieżki, ani nie znikał im z oczu. Ot chciał czym prędzej odkryć dokąd zmierzali. Zatrzymał się jednak i obrócił za siebie, usłyszawszy pytanie Sebastiana. Uśmiech zniknął mu z twarzy a zamiast niego pojawiło się lekkie zmieszanie. Trochę jak u ucznia, który właśnie otrzymał od nauczyciela niespodziewane pytanie sprawdzające jego uwagę na lekcji.
- Em, nie. To coś z wiatrem, ale latać też umiem!
Odparł czym prędzej z szerokim uśmiechem. "To coś z wiatrem", czyli Simon zapewne sam nie wiedział jak to nazwać.
- Umiem kontrolować ruch powietrza dookoła siebie. Tworzyć podmuchy za pomocą rąk i tym podobne.
Wykonał jakieś dziwne ruchy rękoma, które chyba miały inicjować używanie mocy. Ot wyciągnięte przed siebie otwarte dłonie. Dało się zauważyć, że przy tych udawanych "strzałach" źle stawiał nogi. W taki sposób, że raczej prędko by się przewrócił, gdyby tej mocy faktycznie użył. Może nie przykładał do tego dużej wagi przy tak skromnej prezentacji, a może był to błąd, który w przyszłości trzeba będzie skorygować. Zaraz potem Simon kontynuował swój marsz, choć tematu nie zakończył.
- To zabrzmi trochę głupio, ale potrafię w pewien sposób odczuć strumienie wiatru, które nas otaczają. Czuję, że napotykają tutaj opór i rozpraszają się, gdy próbuję je wezwać. W tym miejscu mój dar jest bardzo osłabiony.
Stwierdził nastolatek, obserwując drogę przed sobą. Nie musiał w widoczny sposób używać mocy, aby przeprowadzić tego rodzaju test. Polegało to na niczym innym jak minimalnym użyciu mocy w celu stworzenia wokół siebie wiru, którego centrum był sam chłopak. Jeśli ruch powietrza był słaby, oznaczało to, że wiatr napotykał przeszkodę. Na otwartej przestrzeni taki problem by nie istniał.
- Podobnie było w parku. Taki stan wymaga użycia ode mnie większej ilości energii oraz skupienia, aby móc coś zdziałać. Wtedy bardzo łatwo o limit...
Zagryzł lekko wargę, bo właśnie przyznał się Mary do tego, że doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka, jakiego tamtego dnia popełnił. Był jednak pewien problem, którego nigdy nie potrafił przewidzieć.
- ... Ale nie wiem, gdzie jest moja granica. Nigdy wcześniej nie miałem okazji tego sprawdzić. Sam raczej boję się w takie odludne miejsca przychodzić, dlatego zwykle ćwiczyłem w domu. Mama za każdym razem nieźle się wścieka, gdy mnie przyłapie na korzystaniu z mocy.
Zaśmiał się nerwowo, spoglądając na pozostałych.
  
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-09-13, 15:08   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Dotarli na miejsce. Droga nie była jakoś szczególnie długa, ale dobrze, że wzięli samochód, bo dotarcie tutaj autobusami byłoby problematyczne. Jak sama nazwa wskazuje komunikacja miejska porusza się przede wszystkim po mieście, może w najbliższych okolicach. Środek lasu raczej nie jest ich naturalnym środowiskiem. Kawałek od miasta skręcili w leśną ścieżkę żeby oddalić się od głównej drogi. Potem wystarczyło jeszcze pójść kawałek pieszo wgłąb lasu i mogli uznać, że są sami. Było już popołudnie, ale w poniedziałek i do tego niezbyt słoneczne więc mogli raczej spokojnie założyć, że są sami. Mary była nieco zawiedziona, bo spodziewała się bardziej konkretnego i krytego miejsca, ale środek lasu i tak spełniał najważniejsze warunki- z dala od ludzi i bez czegoś co można łatwo zniszczyć.
Po drodze Sebastian zaczął wywiad jaka dokładnie jest moc Simona. Spytał o lewitację więc najwidoczniej dostrzegł zdolności chłopaka w o wiele subtelniejszej sytuacji niż ona. W takiej, w której nie było czuć silnych powiewów wokół blondyna tylko pewnie skakał wyżej, miał wyjątkowo lekki upadek lub coś w tym stylu. Czyli akcja z drzewem prawdopodobnie była niechlubnym wyjątkiem. W duchu odetchnęła z ulgą. Simon kontynuował wyjawiając jeszcze kilka faktów o swoich umiejętnościach. Zatem potrafił wyczuwać ruchy wiatru w otoczeniu. Nieźle. Z pewnością przydatne. Tylko dlaczego uważał, że to brzmi głupio?
-Nie ma w tym nic głupiego. To się zdarza dość często, że mutant jest w stanie wyczuwać zjawiska związane z jego mocą. Jeden z moich znajomych włada ciepłem i potrafi rozpoznawać dokładną temperaturę obiektów w swoim otoczeniu. Analogicznie skoro Twoja moc wiąże się z powietrzem to nic dziwnego, że potrafisz wyczuć jego ruch.- zapewniła chłopaka, że jego słowa wcale nie były dziwne -Co do osłabienia, na otwartej przestrzeni wiatr ma szansę się rozpędzić. Dlatego na przykład przy zbiornikach wody lub na pustyni prawie zawsze wieje. Tutaj, jak sam zauważyłeś wiatr rozbija się na pniach drzew. Najlepiej by było znaleźć jakąś polanę żeby ten efekt był mniejszy.- tutaj spojrzała na Sebastiana. Zabrał ich tutaj głównie żeby nie byli w mieście, ale może bywał w tym lesie częściej i kojarzy tą okolicę. Raczej nie był grzybiarzem, ale często osoby pracujące w biurze przepadały za leśną zielenią. Była miłą odmianą od szarego miasta.
Co do późniejszych słów chłopaka, to Mary nie zareagowała jakoś bardzo na jego uwagę o parku choć w duchu przewróciła oczami. Nauczenie go panowania nad mocą będzie nie tylko kwestią wyjeżdżania z nim do lasu żeby miał gdzie ćwiczyć, ale też wbicia mu do łba ostrożności, której brak może być niezwykle zgubny.
-Odbicie się od granicy swoich możliwości może być bardzo groźne, ale lepiej żebyś zrobił to w kontrolowanych warunkach.- zgodziła się. W zasadzie to z tego właśnie względu miała w plecaku dużą butelkę wody, puszkę coli, jedzenie (w tym kilka tabliczek czekolady), podstawową apteczkę rowerową i lek przeciwbólowy. Starała się w miarę możliwości przygotować na każdy efekt przedobrzenia z mocą jaki znała. Oby w przypadku Simona nie było to nic co wysłałoby go do szpitala.
[Profil]
    [B+]
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2020-09-15, 00:09   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


Kiedy wysiadali z samochodu i Simon chciał zapewne powiedzieć, ze nic tu nie ma, Sebastian spojrzał na niego z uśmiechem i jedynie pokręcił głową. Skoro młody i tak przerwał swoją wypowiedź, to najprawdopodobniej zrozumiał powód wybrania lasu. Dzisiaj im pogoda dopisywała, więc dobrze się złożyło na spacer po lesie. Świeże powietrze, przyroda, spokój, cisza i tylko oni. Co jakiś czas jedynie Morrison zaglądał do telefonu posiadając w nim mapę.
Przy okazji mogli sobie trochę porozmawiać na temat daru posiadanego przez Simona. Nie była to lewitacja a kontrola nad wiatrem. Czyli dobrze kojarzył, ale źle zapamiętał. Fakt, przypuszczenia Mary okazały się słuszne. Sebastian nie miał okazji zobaczyć w pełnej okazałości moc Simona a jedynie jej namiastkę.
Interesujące też, że chłopak wyczuwał swój żywioł. Więc mógł mieć zdecydowaną kontrolę nad jego kierunkiem, kontrolą, cofaniem i wprawianiem w ruch.
W rozmowę wtrąciła się także towarzyszka wyprawy, która szczerze powiedziawszy - wyręczyła Morrisona w udzielaniu odpowiedzi. Interesującą się okazała dziewczyną, posiadającą taką wiedzę. Ona na prawdę nie jest jego dziewczyną?
- Lepiej bym tego nie ujął.
Pochwalił dziewczynę, posyłając jej uprzejmy uśmiech. I w końcu do tarli do docelowego miejsca, jakim okazało się nie tylko pole ale bardziej łąka pełna kwiatów. Wysokich po kolana falujących na wietrze.
- Idealnie.
Stwierdził z przekonaniem Sebastian, chowając telefon.
- Na początek myślę, że powinna być rozgrzewka. Tak jak widzisz, wiatr potrafi wprawić wszystko w ruch. Musisz poznać swoje granice od najprostszych umiejętności użytkowania zdolności po najtrudniejsze. Najprostszym jest zwyczajny powiew, który pozwala roślinom się położyć. Jak jak mi pokazywałeś to całe czary mary, spróbuj wprawić w ruch rośliny by położyć część łąkowych kwiatów. Nie jestem specjalistą od żywiołów i tutaj sam musisz odczuć granice jak długo możesz używać najprostszej zdolności. Sukcesem będzie położenie całej łąki. Czyli, robiąc na prawdę porządny podmuch. Brzmieć to może jak wyścig na powietrze z matką naturą.
Skończył z westchnieniem. I czekał, czy Simon podejmie się tego zadania. Przecież było proste. Wystarczyłoby się dobrze zastanowić.
[Profil]
  [0+]
 
Simon Miles



Sometimes the wind will take you, or sometimes the wind will carry you.

Aerokineza

Uczeń





name:

Simon Miles

alias:
Apollo

age:
15

height / weight:
171/70

Wysłany: 2020-09-19, 21:13   
   Multikonta: Varcer
  

   2 Lata Giftedów!


Wyjaśnienie działania swojego daru nie było dla chłopaka proste i nastolatek nie wiedział czy był w stanie dokładnie to opisać. Odczuwanie ruchu powietrza wydawało się być poza granicami znanych ludzkich zmysłów. To prawie tak jak opisywać osobie niewidomej kolory. Brzmiało nierealnie, wręcz fantastycznie... no i może dlatego Simon stwierdził, że nawet głupio. Nie mając dotąd do czynienia z mutantami, nie znał tych wszystkich możliwości, jakie potrafiły przynosić dary.
Mary uświadomiła go, że zjawisko jakiego doświadczał, wcale nie było takie nierealne i niektórzy mutanci mieli podobnie jak on. Słuchając jej blondyn uniósł obie brwi zaskoczony. Władanie ciepłem? Rozpoznawanie temperatury obiektów?
- Prawdziwa termowizja!
Wtrącił się chłopak pełen podziwu. Dał jej jednak mówić dalej. Skinął głową na trafną analizę jego własnej mocy. Moc Simona miała mniej ograniczeń, gdy nastolatek przebywał na otwartej przestrzeni. Mógł wtedy używać swej mocy przy mniejszym wysiłku, jednak miało to swoje drugie dno. Nie istniała moc idealna.
- Dokładnie tak. Tylko że umm... wtedy mam inny problem.
Jeśli chciał otrzymać fachową pomoc oraz trening, powinien informować ich o wszelkich komplikacjach, jakie mogą napotkać. Sam jednak nie wiedział o swojej mocy wszystkiego, jednak z pozoru nawet szczątkowe informacje mogły okazać się bardzo pomocne.
- Gdy przywołany wiatr nie napotyka żadnego oporu, może być dla mnie zbyt silny i w bardzo krótkim czasie mogę stracić nad nim kontrolę. W kilka sekund... To miało różne skutki.
Wiatr to istotnie nieprzewidywalny żywioł o bardzo chaotycznej naturze.
- ... Czasem wiatr po prostu rozpraszał się i wszystko było dobrze, a czasem nie wiedziałem jak go zatrzymać. To drugie zdarzyło się kilka razy, gdy moc sama z siebie się aktywowała. To było na samym początku, gdy dopiero oswajałem się z darem. Wtedy pomagał mi mój najlepszy przyjaciel, John. On... też był mutantem. Chodziliśmy razem do klasy, dopóki... no wiesz...
Simon posmutniał, spoglądając na Mary. Mówił o swoim przyjacielu w czasie przeszłym. To, że spojrzał akurat na nią powinno dla niej stanowić odpowiedź do czego nawiązywał - do zaginięć uczniów w szkołach. O ile nastolatek był do tej pory bezpieczny i nic mu się nie stało, niestety stracił w tych tajemniczych okolicznościach bliskiego przyjaciela. Jedynego, który był mutantem takim jak on. Sama jego obecność pomagała mu się odnaleźć i zaakceptować to, kim się stał.
Nastolatek jednak zamierzał kontynuować.
- Trochę się na tym znał, bo siedział w tym wszystkim dłużej ode mnie. Nie wiem jak, ale domyślił się, że wtedy trzeba mnie rozproszyć. Raz wbiegł prosto w wir i mnie złapał za ramiona, a innym razem rzucił we mnie podręcznikiem do geografii. To drugie zadziałało natychmiast i nie musiał się głupio narażać.
Zaśmiał się lekko, wspominając te szalone przygody dwóch młodych mutantów.
- Wiecie, mając znowu kogoś u boku czuję się naprawdę bezpiecznie i nawet się tak nie boję tego całego szkolenia!
Wyznał rozpromieniony, uśmiechając się do towarzyszącej mu dwójki.
- Zobaczycie, jeszcze pokażę Mandala Girl na co mnie stać. Trening, trening, trening i będzie dobrze!
Powtarzał do siebie. Zacisnął dłonie w pięści z ekscytacji i przyspieszył tempa. Właśnie z takim nastawieniem dotarł na kwiecistą polanę, przy której Sebastian postanowił się zatrzymać.
Wysłuchał bardzo uważnie instrukcji mężczyzny, spoglądając to na niego, to na polanę znajdującą się przed nimi. Zginanie kwiatków brzmiało dość łatwo, wręcz śmiesznie, ale położenie roślinności na całej łące? Tu blondyn już nie był taki pewny swoich umiejętności. Zamierzał jednak podjąć to wyzwanie.
W pierwszej kolejności, Simon wyszedł kilka kroków naprzeciw, aby mieć lepsze pole do działania. Ustawił się w lekkim rozkroku i wyciągnął przed siebie jedną rękę na wysokości twarzy. Stał nieruchomo i dziwo... nic się nie działo. Wiatr nadal powiewał tak, jak chciała tego natura. Simon po chwili namysłu i obserwacji opuścił dłoń i zaczął iść na prawą stronę łąki.
- Z tamtej strony chyba będzie najlepiej. Będzie bardziej zgodnie z aktualnym ruchem wiatru.
Wyjaśnił, niepewnym krokiem udając się w wybrane przez siebie miejsce. Istotnie wyczuwalne było, że z poprzedniego stanowiska wiatr muskał twarze od przodu, więc użycie mocy równałoby się z większym oporem. Miejsce, jakie wybrał Simon było o tyle lepsze, że wiatr wiał bardziej od strony pleców.
Spróbował ponownie i tym razem faktycznie użył swojej mocy. Uniósł obie ręce, co prawdopodobnie miało zwiększyć siłę wiatru. Niewidzialne strumienie powietrza oplotły jego ramiona i znajdowały ujście na krańcach jego dłoni, tworząc swego rodzaju działo z nieustającym powiewem wiatru. Pierwsze łodygi kwiatów oraz wysoka trawa zaczęły się kłaść i przylegać do ziemi, a zaraz po nich gięły się rośliny rosnące dalej. To nie było trudne i szło bardzo sprawnie, choć im dłużej Simon używał mocy i próbował zwiększyć zasięg jej działania, tym większe skupienie pojawiało się na jego twarzy. Używając daru wolał się nie odzywać.
Obecnie zasięg użycia mocy nie przekroczył połowy polany i już widoczny był pewien opór. O ile początek szedł sprawnie to im dalszy teren Simon próbował objąć swoją mocą, tym wolniej było widać postępy. Polana wcale nie była tak wielka, więc wydawało się, że powinien sobie poradzić. Tak twierdził Sebastian.
Chłopak widząc, że nadal nie przekroczył tej niewidzialnej linii dzielącej łąkę na pół, zagryzł wargę i zmarszczył brwi, starając się bardziej. Przecież to nie powinno być takie trudne. Simon jednak sobie nie radził. Uniesione ręce zaczęły drżeć, a z ust nastolatka wymknęło się ciche stęknięcie, jakby odczuwał wysiłek lub jakiś ból. Mimo to kontynuował. Stałe używanie mocy wymagało od niego więcej niż zastosowanie paru silniejszych podmuchów, ale za to powinno być bezpieczniejsze.
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-09-21, 14:17   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Chłopak wydawał się zaskoczony i zadowolony z jej komentarza o mocach i dodatkowych możliwościach, które potrafiły przynosić. Sebastian również pozytywnie zareagował na tę krótką analizę chociaż był pod mniejszym wrażeniem niż Simon. Pewnie też miał już kontakt z jednym czy drugim mutantem w swoim życiu i w przeciwieństwie do młodego nie była to dla niego całkiem nowa wiedza. Gdy wspomniał o swoim przyjacielu pokiwała głową. Pamiętała o tej sprawie, starała się znaleźć jakieś rozwiązanie, ale póki co go nie miała żadnego. Ostatecznie może stanąć na tym, że faktycznie będzie prosiła Bractwo i Rebelię o pomoc. Na razie jednak skupiła się na treningu przed nimi.
-Czyli w razie problemów przywalić Ci w głowę?-uniosła brew choć w gruncie rzeczy nie żartowała. Utrata panowania nad mocą może być niezwykle groźna, zarówno dla otoczenia, jak i dla samego mutanta więc jeśli miałoby do takiej sytuacji dojść, to nawet pozbawienie chłopaka przytomności będzie lepszym rozwiązaniem niż patrzenie i pozwalanie mu żeby kontynuował -W miarę jak Twoja kontrola nad mocą będzie rosła, takie sytuacje będą przytrafiać się rzadziej.- to już była oczywistość, ale chciała zapewnić Simona, że z odpowiednim treningiem z pewnością da radę zapanować nad swoim darem. W zdecydowanej większości przypadków rozwój mocy był najlepszym sposobem na zapobieganie wypadkom z nią związanym.
Na polanie Sebastian zaproponował pierwsze ćwiczenie. Położenie kwiatów na całej łące. Trochę dużo, ale też nie wymagali przecież od młodego żeby faktycznie osiągnął to dzisiaj. Miał do tego dążyć, a jak się nie uda to nic się zaraz nie stanie. Bezpieczniej byłoby zacząć od ćwiczeń związanych czysto z kontrolą, wymagających bardziej skupienia niż sięgania po pełną skalę, ale tutaj nie musieli się o to martwić. Nie było czego niszczyć za bardzo. Da im to pewien pogląd na to jak dużą skalę blondyn jest w stanie z siebie wykrzesać, a do tego w ten sposób może uda się znaleźć jego limit i dowiedzieć się jakie skutki uboczne ma jego zdolność. Wtedy będą mogli zdecydować co dalej, a może nawet odesłać go do domu z pracą domową.
Simon miał z początku problemy. W zasadzie nie działo się nic gdy widać było po jego pozie i minie, że powinno dziać się coś. Cóż, nie spodziewała się fajerwerków już na pierwszym spotkaniu. W końcu są tutaj właśnie dlatego, że chłopak ma problem z władaniem nad swoim darem. Zmienił jednak pozycję oraz kierunek i faktycznie po chwili zaczęło wiać mocniej. Kwiaty na łące zaczęły się giąć, ale niestety, nie na całości. Zdołał objąć swoją mocą niespełna połowę obszaru gdy progres stanowczo zwolnił, wręcz się zatrzymał. Simonowi zaczęły trząść się ręce, a na jego twarz wypłynął grymas świadczący o bólu lub dużym wysiłku. Mary zmarszczyła brwi. Chcieli się dowiedzieć jaki jest jego limit, ale chyba nie chcieli uderzyć o niego tak wcześnie.
-Zatrzymać go?- skontrolowała z Sebastianem. Jeśli ten się zgodził, zawołała do chłopaka żeby zrobił sobie przerwę. W razie potrzeby nawet podeszła bliżej.
[Profil]
    [B+]
 
Sebastian Morrison



-

Iluzja Tożsamości

80%

Prawnik/Przemytnik





name:

Sebastian Morrison

alias:
Seba/Bastian

age:
32

height / weight:
190/90

Wysłany: 2020-09-22, 22:28   
   Multikonta: Brian/Liam/Nicky/David


Słuchając wyjaśnień i nowych informacji na temat mocy Simona, Sebastian zauważył przy okazji problem z przyjacielem chłopaka, który najprawdopodobniej zaginął. Widział to porozumiewawcze spojrzenia i jedynie mógł domyślać się, o co chodziło. Albo został złapany, zginął albo zaginął. Wątpliwe by zdradził i zostawił młodego samemu sobie, skoro także był mutantem. Ten temat jednak postanowił zostawić, gdyż nie on tutaj był celem przybycia w to miejsce.
- Zawsze tak działa. Dekoncentracja lub pozbawienie kogoś przytomności, rozprasza działanie mocy. Wszystko dzieje się nie w Twoim ciele fizycznym, ale umysłowym. Dopóki myślisz o działaniu mocy i się jej boisz, ona będzie przejmowała nad Tobą kontrolę. To nazywane jest strachem. Jeżeli go pokonasz, opanujesz moc.
Nie miał do końca pojęcia, czy to podziała na użytkownika żywiołów, ale patrząc na siebie i to jak on sam do tego doszedł, wszystko dzieje się w umyśle. To my decydujemy o tym, jaka będzie nasza moc. Zignorujemy jej obecność, czy zaakceptujemy? Opanujemy, czy pozwolimy aby ona opanowała nas?
Nie dawał Simonowi wskazówek, jak ma wykonać proste zadanie dla użytkownika żywiołu powietrza. Chciał zobaczyć tym sposobem, jak działa intuicja młodego i czy jest wstanie sam znaleźć sposób na użytkowanie swojej mocy i pomaganie sobie naturą w otwartej przestrzeni. Zadanie domowe będzie miał, ale o tym później.
Simon dawał radę przechodząc w miejsce z którego najlepiej wiało. Ale jego zasięg nie przekraczał nawet połowy polany kwiatów. Mimo tego, chłopak nie poddawał się. Skupiał coraz bardziej, chciał pociągnąć dalej, ale ciało fizyczne tego nie wytrzymywało. I musiała też odezwać się Mary. A miał nadzieję, że będzie siedziała cicho i tylko obserwowała. Nie zatrudniał asysty do uczenia Simona. Spojrzał na dziewczynę, ale nic nie powiedział. Westchnął tylko cicho, chowając rękę do kieszeni. Druga opierała się na kuli do chodzenia. Zwrócił się do Simona.
- Nie rób na siłę. Jeżeli czujesz opór i to jest Twój limit, przerwij.
Podniósł trochę głos, gdyby chłopak przez wiatr mógł go nie usłyszeć czy coś, albo za bardzo byłby skupiony na swoim celu.
- Będziesz działać, jeżeli straci kontrolę i nie będzie umiał sobie sam poradzić z mocą. Okej?
Zaproponował Mary taki układ, przenosząc na nią neutralne spojrzenie. Jak już tutaj jest i chce być przydatna, to była na chwilę obecną taka opcja najlepszej współpracy. On nie mając jeszcze aż tak sprawnych nóg, nie rzuci się Simonowi na pomoc. Więc w pewnym stopniu pomoc dziewczyny może okazać się przydatna.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 7