Poprzedni temat «» Następny temat
Las przy drodze
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 19:29   

Tak bardzo chciałam sobie wszystko przypomnieć. Chciałam pamiętać i chciałam, by to co mówił Dale było prawdą. Patrzyłam na niego kątem oka i w życiu nie powiedziałabym tego na głos, ale naprawdę chciałabym, by nasza miłość była faktem, a nie kłamstwem, które miało mnie złamać, uśpić moją czujność. Ale nie pamiętałam nic pozytywnego, co ponoć nas łączyło. Więc nawet jeżeli chciałam wierzyć w to, co mówił… nie mogłam. Pamiętałam jak chciał mnie zabić. Nic więcej. Nic dziwnego więc, że kompletnie mu nie wierzyłam, nie ufałam mu. Nawet, jeżeli naprawdę tego chciałam, bo cholernie potrzebowałam kogoś, kto szczerze chciałby mi pomóc, kto by o mnie zadbał, kto by mnie kochał… Ale czy tą osobą był Dale? Szczerze w to wątpiłam.
Jasne, odstawił ten cały cyrk z płaczem, padaniem na kolana i całą resztą sztuczek, które niby miały udowodnić mi jego miłość, ale… nie uratował mnie. Pojęcia nie miałam, kiedy zostałam zamknięta w laboratorium, ale wydawało mi się, że stało się to całkiem dawno temu, a on wcale mi nie pomógł. Cholera, chyba nawet nie próbował, więc to, co do mnie czuł z pewnością nie było miłością. Zakochany człowiek by mi pomógł. A mi nie pomógł nikt, nie miałam nikogo.
Dale stanowił dla mnie zagrożenie, ale mimo to postanowiłam odpuścić, chociażby chwilowo. Skoro chciałby mnie zabić w tym lesie, to już by to zrobił, co nie? Był przecież znacznie silniejszy ode mnie, no i na pewno był mutantem z mocą, która pomogłaby mu w pokonaniu mnie. Ja… ja byłam fizycznie cholernie słaba, z mocy korzystać nie mogłam i jedyne co miałam to broń. Zabiłby mnie w ciągu chwili, a jednak tego nie robił, więc musiał mieć inne plany wobec mnie (może nawet dużo gorsze?). Dlatego zdecydowałam się opuścić pistolet i po prostu iść obok niego, jak gdyby nigdy nic.
Do czasu, aż się odezwał. Zatrzymałam się. Gwałtownie. I cała moja chęć do jakiegoś spokojniejszego rozegrania tego wszystkiego gwałtownie zniknęła. Beze mnie daleko nie zajdziesz. Nie miał racji. Z nim było mi łatwiej, ale wiedziałam, że bez niego również sobie poradzę. Uciekłam z tej pierdolonej furgonetki, z tego cholernego laboratorium, więc skoro to przeżyłam… byłam w stanie przeżyć wszystko.
- Pierdol się. – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy, znów w niego celując. Nasz chwilowy pokój nie potrwał długo, no cóż. Zniknęła mi ochota na rozmowę z nim, na jechanie z nim gdziekolwiek. Wiedziałam, że poradzę sobie bez niego. Dlatego powoli zaczęłam się wycofywać, chcąc uciec w las. Wciąż jednak patrzyłam na mężczyznę, wciąż w niego celowałam. Musiałam odsunąć się na bezpieczną odległość i dopiero wtedy ruszyć biegiem przed siebie.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 20:19   
  

   Talon na Aarona i balon


Colleen nie była jedyną osobą z ich dwójki, która chciałaby, by jej pamięć powróciła.
Nie mógł znieść tego, że osoba na której mu cholernie zależało mogła na niego patrzeć z nienawiścią. Wszystko co razem przeżyli nie miało już najmniejszego znaczenia. To znaczy... Nie miało znaczenia dla niej.
On pamiętał wszystko jakby to było wczoraj. Pamiętał ich pierwsze spotkanie, pierwszą wspólną noc nad jeziorem, walentynki, które spędzili razem. Niestety... Pamiętał również jak zaczęło się wszystko psuć zaraz po tym, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży.
Pamiętał jak potraktowała go po tym, gdy odarto go z człowieczeństwa. Po trzech dniach spędzonych z Verą. Swoją drogą... Nawet nie mógł jej powiedzieć o tym, że się zemścił. Za wszystkich, których dorwała Neumann.
Do czego ich to wszystko doprowadziło? W którym momencie sprawy tak kolosalnie się spierdoliły?
Chciał o nią zadbać - naprawdę tego chciał, ale nie mógł tego zrobić będąc traktowany jak zakładnik. Dlatego - mimo tego, że powinien być spokojny i zachowywać się w inny sposób... Powoli zaczynał reagować na to wszystko impulsywnie. Taki już był - porywczy... Przez to naprawdę wiele tracił, ale nie zawsze. Czasem to, że nie potrafił się pohamować nie było takie złe. Jak będzie tym razem? Zaraz miał się dowiedzieć.
Dziewczyna gwałtownie zatrzymała się, a on zacisnął zęby odwracając się wolno w jej kierunku.
Złapał z nią kontakt wzrokowy i przez moment milczał. Nie mogła odejść - a doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie planuje to zrobić.
No dobra... Więc teraz albo nigdy.
Nie mógł pozwolić jej odejść, więc postawił wszystko na jedną kartę.
Zbliżył się do niej dość szybko tak, że lufa dotykała teraz jego klatki piersiowej.
- Więc zrób to. Co będzie dalej? Masz na sobie te cholerną obrożę, a jesteśmy w pobliżu miejsca, gdzie Cię przetrzymywali. Pobiegniesz sobie dalej w las? Kto Ci to zdejmie? Gdzie się udasz, skoro nic nie pamiętasz? - powiedział patrząc jej twardo w oczy. Gwałtownością swoich ruchów zmusił ją do tego, by plecami oparła się o drzewo. Lufa cały czas dotykała jego klatki piersiowej, a on... Podniósł jej dłoń do góry tak, że teraz była wycelowana w sam środek jego czoła.
- Śmiało. Zastrzel jedyną osobę, która może Ci w tej chwili pomóc. Ale zanim to zrobisz... Spójrz. - powiedział i sięgnął pod swoją koszulkę. Zerwał z szyi złoty naszyjnik na którym wisiał mały medalionik. Otworzył go i odwrócił w jej kierunku. W środku znajdowało się jej zdjęcie, a medalion kiedyś należał do niej. Dostała go od swojej matki, zanim tamta umarła. Jeśli to nie sprawi, że się zastanowi nad tym wszystkim... To już nie wiedział co.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 20:48   

Serce waliło mi jak oszalałe. Denerwowałam się. Byłam wściekła. Odczuwałam cholerne zmęczenie, a wiedziałam, że jeszcze przez dłuższy czas nie odpocznę. Było źle, bardzo źle, a mogło być jeszcze gorzej. Zdecydowałam się na ucieczkę. Nie miałam zamiaru żyć na jego łasce i na dodatek w ciągłej niepewności. Był dla mnie kompletnie obcą osobą, z tym wyjątkiem, że wciąż pamiętałam ostrze butelki, które przyciskał do mojej szyi. I to wspomnienie kompletnie mnie nie przekonywało do tego, żebym z nim została. Stawał się nerwowy, poirytowany… Wybuchał. Wściekał się, bo nie byłam tak chętne do współpracy jakby sobie tego życzył? Był zły, bo mu nie wierzyłam, bo jego plan nie działał tak, jak powinien?
Nic o nim nie wiedziałam. Patrzyłam mu w oczy, celowałam w niego i odczuwałam niemal fizyczny ból, bo naprawdę chciałam pamiętać. Chciałam zrozumieć swoje wspomnienia, ale one przychodziły zupełnie niespodziewanie, nie mogłam ich ot tak, po prostu, wywołać, choćbym nie wiem jak chciała. Dlatego musiałam uciekać. Nie miałam pewności, że mężczyzna chce dla mnie dobrze, a zdążył mnie już porządnie wkurwić tymi swoimi głupimi tekstami. Byłam w stanie poradzić sobie ze wszystkim i…
Pojawił się nagle przy mnie, napierając na mnie, zmuszając do tego, bym zaczęła się cofać. Lufa pistoletu dotykała jego klatki piersiowej, a ja w końcu zatrzymałam się na drzewie. Kompletnie zdezorientowana. Patrzyłam mu w oczy, jeszcze bardziej nie rozumiejąc tego, co robił. Był silny. I szybki. I nie miałam kompletnie żadnych szans, no, chyba… chyba, że bym teraz wystrzeliła. Przecież teraz celowałam w jego głowę, zginąłby od razu. No i nawet przez chwilę chciałam to zrobić, ale wtedy on zaczął mówić, a ja mimowolnie skupiłam się na jego słowach.
Wiedziałam, że miał rację. Oczywiście, że ją, kurwa, miał. Ale ja nie chciałam w to wierzyć. Chciałam udawać, że wszystko było dobrze, że wszystko było w porządku, bo najwidoczniej właśnie taka byłam. Zacisnęłam dłoń na broni jeszcze mocniej, nie chcąc, by do mnie mówił, by kontynuował, a wtedy on wyjął jakiś cholerny wisiorek spod koszulki. Otworzył go, pokazał mi…
Blokada drogowa. Znaleźli nas. Ktoś nas wydał. Patrzę w prawo, na miejsce pasażera, gdzie siedzi moja mama. Obronię nas. Pokonam ich. Wychodzę z auta i faktycznie to robię. Policja nie ma już pistoletów, wszystkie odwrócone są w ich stronę, a wtedy… Samochód z moją matką w środku wybucha. To była pułapka. Pierdolona pułapka. Ci, którzy nas zaatakowali już nie żyją. Biegnę przed siebie. Uciekam. Muszę ratować swoje życie. Muszę wracać do Bractwa. Biegnę, a w dłoni ściskam wisiorek z moim zdjęciem w środku, który mama podarowała mi na dwa tygodnie przed tą cholerną misją.
Wisiorek, który właśnie pokazywał mi Dale.
Upuściłam broń. Tak po prostu. Oba pistolety upadły na trawę, a wraz z nimi ja. Osunęłam się na ziemię, nie będąc w stanie znieść tego wspomnienia. Łzy płynęły mi po policzkach, a ja czułam się tak, jakby wcale mnie tu nie było. Jakbym umarła wraz z utratą pamięci.
Moja mama nie żyła. Od dawna.
Kim byłam?
Kim był Dale?
Czym było Bractwo?
Pomocy.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 21:00   
  

   Talon na Aarona i balon


A więc jednak poskutkowało. To co zrobił było... Cholernie niebezpieczne, ale jak widać przyniosło oczekiwany efekt.
Mogła go zabić, ale tego nie zrobiła. Postanowiła go wysłuchać, przecież... Przecież wiedziała, że ma rację. Mógł jej pomóc, bardzo tego chciał, ale potrzebował odrobiny zaufania z jej strony. Być może po tym wszystkim dojdą do jakiegoś porozumienia?
Colleen upuściła broń, a zaraz po tym opadła na ziemię, a Dale natychmiast zrobił to samo.
Chciał ją teraz przytulić do siebie. Mocno, po prostu poczuć, że znowu są dla siebie i wtedy wszystko byłoby dobrze, ale... Wiedział, że na to jeszcze o wiele za wcześnie.
- Ja... Colleen, musisz mi zaufać. Skąd miałbym ten wisiorek, gdybym nie był dla Ciebie kimś ważnym? Myślisz, że to tylko część jakiejś gry? Nie chcę Ci zrobić krzywdy, chcę Ci pomóc, musisz... Musisz mi po prostu na to pozwolić. - powiedział cicho i tak spokojnie jak tylko potrafił. Być może powinien jej teraz dać parę chwil na to, by doszła do siebie po tym wszystkim, ale... Niestety czas nie był ich sprzymierzeńcem. Z każdą minutą spędzoną w tym lesie ich szanse na bezpieczną ucieczkę malały.
Co powinien jej teraz powiedzieć? Nie miał pojęcia, ale... Wiedział doskonale, że dadzą sobie z tym wszystkim radę. Razem. Nawet jeśli Colleen nigdy sobie nie przypomni... Zaczną wszystko od nowa. Tak po prostu.
Wolno sięgnął dłonią w jej kierunku po to, by oprzeć ją na jej ramieniu. Jeśli mu na to oczywiście pozwoli, jeśli nie - po prostu ją cofnie.
- Musimy iść dalej... Poukładamy to wszystko w Twojej głowie, pomogę Ci jak tylko będę umiał. - po poprzedniej irytacji w jego głosie nie było ani śladu. Zrozumiał, że ona po prostu się boi. Czy mógł jej się dziwić? Sam w takiej sytuacji pewnie byłby przerażony.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 21:20   

Wszystko co do tej pory sobie przypomniałam, nie miało już dla mnie kompletnie żadnego znaczenia. Co z tego, że to pamiętałam, skoro nie pamiętałam kompletnie całej reszty? Przypomniałam sobie jakieś kompletnie nieistotne szczegóły, a to, co było ważne… Nie pamiętałam żadnych ważnych wydarzeń z mojego życia. Boże. Ta pieprzona utrata pamięci cholernie mnie bolała. Siedziałam na tej wilgotnej, zimnej trawie i rozpadałam się na kawałki. Dlaczego ja?
Zamknęłam oczy, ukrywając twarz w dłoniach. Dale do mnie mówił, ale kompletnie go nie słyszałam. Chciałam tu zostać. W tym cholernym lesie. Chciałam tu siedzieć już do końca życia. Trudno, niech ktoś mnie zabije. Śmiało. Byłam zbyt zmęczona, za słaba. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie swojego życia. Dale był dla mnie obcym człowiekiem, a jednak miał wisiorek od mojej matki, jednak nie potrafiłam go zabić. Wciąż miałam obrożę, nie mogłam używać swojej mocy. Bolała mnie każda część ciała. Ważyłam tyle, ile powinna ważyć zdrowa dwunastolatka. Cholera, ja nawet nie wiedziałam ile mam lat… Przytłoczyło mnie to wszystko. Ci ludzie z laboratorium mnie zniszczyli. Znów nie chciało mi się walczyć, znów marzyłam o śmierci. Po co w ogóle uciekałam z tej furgonetki? Po co kłamałam, gdy grupa mutantów, która nas zaatakowała spytała o moje imię? Mogłam im powiedzieć. Mogłam przyznać się, że nie wiem, a oni by mnie zabili, nie było by problemu…
Dale mnie dotknął, a ja drgnęłam tak, jakby co najmniej mnie poparzył. Podniosłam gwałtownie głowę, przerażona. Co robił? Chciał mnie skrzywdzić?
Zostań.
Byliśmy nad jeziorem. Byłam pijana, a Dale siedział obok. Objął mnie ramieniem.

Wciągnęłam głośno powietrze w płuca, zaskoczona kolejnym wspomnieniem. Dale. Ja. Nie pamiętałam wiele, ale… ale widziałam nas razem. I chyba wcale nie próbował mnie wtedy zabić.
- Ja… jestem strasznie zmęczona. Nie mam już siły uciekać. – powiedziałam, zapłakana, patrząc mu w oczy. Musiałam mu zaufać. Nawet jeśli miał mnie zabić. Trudno. Będzie, co będzie…
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 21:36   
  

   Talon na Aarona i balon


To właśnie ta cała reszta była w tej chwili najważniejsza. Musiała prędzej czy później to wszystko sobie przypomnieć jeśli mieli mieć jakąkolwiek szansę na przeżycie. Będą jej szukać, w tej chwili prawdopodobnie jest najbardziej poszukiwaną mutantką na całym świecie. On... Cóż, pomaga jej w uciecze, poza tym ma zamiar wyciągnąć dziś drugą mutantkę prosto z łap D.O.G.S. Nie będą mieli lekko, będą potrzebowali ludzi, którzy kiedyś byli jej wierni. Przyjaciół. Na pewno wiele osób im pomoże, gdy dowiedzą się, że ich była przywódczyni przeżyła. Ale zanim tak się stanie... Dale musiał pomóc jej odzyskać pamięć. A przynajmniej spróbować - bo przecież nie wiedział czy to w ogóle jest możliwe. Wolał jednak myśleć, że to chwilowa amnezja. Być może wywołana jakimiś środkami, które prędzej czy później przestaną działać? Cholera, bardzo chciał w to wierzyć. To by znaczyło, że muszą tylko przetrwać przez pewien czas, a potem... A potem wszystko do niej wróci i będzie lepiej, łatwiej. Oby miał rację.
Dale oparł dłoń na jej ramieniu, a dziewczyna wzdrygnęła się. Delikatnie przesunął palcami po jej ręce i westchnął cicho. Czekała ich naprawdę cholernie długa droga... Zdawał sobie z tego sprawę i powoli zaczynało go to przytłaczać. Czy chociaż raz w życiu nie mogło być trochę łatwiej? Dlaczego wszystko co robi jest prawie jak droga przez piekło?
- Musisz być silna, Col. Musimy tylko dostać się do samochodu, potem wszystko pójdzie jak z płatka, zobaczysz. - powiedział chcąc ją pokrzepić, chociaz doskonale wiedział, że jak z płatka to na pewno nie będzie.
Zebrał z ziemi jeden z pistoletów i podniósł się. Ukrył go powoli za paskiem z tyłu spodni patrząc na nią przez cały czas. Jakby chciał jej spojrzeniem przekazać, że nie wykorzysta tej broni przeciwko niej.
Potem nachylił się nad nią i ukrył w jej kieszeni drugi pistolet. Następnie... Wziął ją na ręce.
- Pomogę Ci. Po prostu... Odpocznij. - powiedział szeptem przyciskając jej ciało do swojego.
Jej bliskość, znajome uczucie jej dotyku... Zapomniał już jak to jest, nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek to poczuje. Nie mógł nawet o tym marzyć, a jednak stało się. Była znowu razem z nim, wróciła do niego. Nawet to ich spotkanie... Czy było przypadkowe?
Powoli zaczynał wierzyć w przeznaczenie. Miał jedną szansę na milion, by spotkać ją w tym lesie i... Odnalazł ją. A może ona odnalazła jego?
Ruszył wraz z Colleen na rękach w kierunku samochodu, który na szczęście nie był zbyt daleko.
Znaleźli się przy jego renault, a on jedną ręką otworzył drzwi od strony pasażera obok kierowcy i usadził ją na fotelu. Wyciągnął pistolet zza paska i położył go obok deski rozdzielczej tak, by móc po niego szybko sięgnąć w razie potrzeby.
Zajął miejsce za kierownicą i odpalił silnik.
- Droga trochę potrwa, możesz się zdrzemnąć jeśli tego potrzebujesz. - powiedział mając świadomość tego, że pewnie nie ufa mu jeszcze na tyle, by spać w jego obecności. Warto było jednak spróbować.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 21:57   

Znów się poddałam. Przez cały mój czas spędzony w laboratorium nie miałam ani siły, ani chęci by walczyć o swoje życie. Robiłam dokładnie to, czego chcieli ode mnie mężczyźni w fartuchach. Biernie słuchałam ich poleceń, potakując i zgadzając się ze wszystkim, co ze mną robili. Raz tylko, tylko raz się sprzeciwiłam i zdecydowałam się ich zaatakować. Nie zdążyłam, a ból był tak ogromny, że przez trzy dni byłam nieprzytomna. A może więcej? Nie wiedziałam, bo kompletnie straciłam poczucie czasu. Nie wiedziałam, kiedy mnie porwali. Nie wiedziałam, kiedy straciłam pamięć. Nie wiedziałam, ile dni, miesięcy, czy lat spędziłam w laboratorium. Kompletnie nic nie wiedziałam. I właśnie przez to straciłam nadzieję. Ta niewiedza doprowadziła do tego, że wcale nie chciałam się starać, walczyć o swoje życie… Łatwiej było się poddać.
I teraz czułam się dokładnie tak samo, a może nawet i gorzej. Nie siedziałam w zamknięciu, ale co za różnica? Nic się nie zmieniło. Znów byłam na łasce kogoś innego, po prostu mężczyźni w fartuchach zmienili się w Dale’a, od którego chyba zależało moje życie. Ja… mi było już wszystko jedno. Naprawdę mógł mnie tu zostawić, a najlepiej to jakby mnie zastrzelił. W końcu bym odpoczęła.
Jego dotyk sprawiał mi ból. Nie chciałam, by mnie dotykał, bo odczuwałam jakąś chorą tęsknotę za czymś, czego nie pamiętałam. Zacisnęłam oczy, chcąc uciec przed tym bólem, nie chcąc go pokazywać, ale łzy totalnie mnie zdradzały. Cierpiałam. Bardzo. Fizycznie, psychicznie… Cierpiałam w każdej możliwej formie, a on twierdził, że muszę być silna, że będzie dobrze.
Gówno prawda. I nawet bym mu to powiedziała, gdyby nie fakt, że już nawet nie chciałam się odzywać. Po co? Byłam tak strasznie zmęczona… Chciałam po prostu zasnąć… I może mogłam sobie na to pozwolić?
Uniosłam powoli powieki, akurat w momencie, gdy Dale podnosił z ziemi pistolet, gdy wstawał. Uśmiechnęłam się nieznacznie, patrząc mu w oczy. Dobrze. Chciał mnie zabić. To był dobry pomysł. Bardzo dobry.
Myliłam się, niestety. Drugi pistolet włożył mi do kieszeni, a potem po prostu wziął mnie na ręce, a ja nie miałam siły, by protestować. Dlaczego to robił? Mógłby mnie zostawić… Tak byłoby łatwiej, lepiej. Oparłam jednak głowę na jego klatce piersiowej, nie będąc w stanie dłużej utrzymać jej w powietrzu.
Jezioro. Jestem pijana. Opieram głowę na jego ramieniu, a potem on obejmuje mnie ramieniem. Pocałował mnie.
To były moje wspomnienia? Czy sny? Spałam, czy przypominałam sobie rzeczy, które kiedyś faktycznie wydarzyły się w moim życiu? Tego też nie wiedziałam.
Dźwięk otwieranych drzwi. Dale po prostu włożył mnie do środka, na fotel pasażera. Mógł ze mną zrobić co chciał, a mnie to totalnie nie obchodziło. Jedyne czego nie chciałam, to wracać do tego cholernego laboratorium… I chciałam spać, bardzo.
I chyba faktycznie zasnęłam. A może zemdlałam?
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 22:08   
  

   Talon na Aarona i balon


Z tym, że akurat w tej chwili mogła się tak po prostu poddać. Może jeszcze tego nie rozumiała, ale z nim nic jej nie groziło. Wiedział, że poradzi sobie z każdym niebezpieczeństwem, które czycha na drodze. Był w tym po prostu dobry - ukrywał się nieprzerwanie od wielu lat, nauczył się jak to robić i... Mógł też ukryć kogoś innego.
Gorzej z tą pieprzoną obrożą, musiał się zastanowić jak to zdjąć, oraz... A co jeśli miała chip? Podobnie jak Brian? Kto pomoże to sprawdzić, kto jej to wyjmie, jeśli tak jest?
Z każdą następną chwilą pojawiało się coraz więcej niewiadomych, a Dale miał wrażenie, że zaraz wybuchnie mu głowa.
Dodatkowo tej nocy miał uwolnić Sam, to właśnie dziś. Czas nie działał na jego korzyść, a nie mógł przecież tak po prostu jej tam zostawić, bo odnalazł Colleen. One... Obie były dla niego cholernie ważne, chociaż darzył je innym rodzajem miłości.
Musiał wymyślić gdzie je ukryć i co począć dalej, ale... Ale jeszcze nie teraz.
Teraz pozwolił sobie na ten komfort i przez chwilę przestał o tym wszystkim myśleć. Przecież powinien być szczęśliwy, prawda? Odzyskał ją, po tak długim czasie siedziała obok niego na fotelu pasażera i spała. Była... Była znów przy nim. Zerkał na nią raz na jakiś czas i uświadamiał sobie z każdą następną minutą jak cholernie mu jej brakowało. Zrozumiał, że to... To jest coś na całe życie. Nie wyobrażał sobie już życia bez niej, nie teraz, gdy ją odnalazł. Jakby... Stał się ponownie kompletny, jakby była najważniejszym elementem układanki.
Uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli. Dadzą radę. Zawsze dawali.
Sięgnął po cichu do schowka tak, by jej nie obudzić i wyjął z niego awaryjnego papierosa wraz z zapalniczką. Uchylił trochę okno i rozpalił go delektując się dymem. Tego potrzebował.
Minęło sporo czasu, zanim dotarli na miejsce. To była pierwsza kryjówka, która przyszła mu do głowy. Przeniósł wzrok na Colleen. Nie miał serca jej budzić, ale... Musiał.
Gdzie się znaleźli? Black Lake Bible Camp. Stara siedziba bractwa, która już jakiś czas temu przestała być obserwowana. Dale przywłaszczył sobie jeden z domków robiąc z niego swoją kryjówkę. Ludzie pracujący w rządzie widocznie myśleli, że nikt nie będzie taki głupi, by tutaj wracać, ale... Fowler doskonale wiedział, że najlepiej ukrywać się na widoku.
Raczej nikt nie powinien ich tu znaleźć, przynajmniej nie dzisiaj, nie jutro. Powinni mieć czas na to, by zastanowić się co dalej.
- Col... Jesteśmy na miejscu... - powiedział cicho czekając, aż się obudzi. Czy to miejsce pomoże jej odzyskać pamięć? Przez kawał czasu było jej domem. Oby tylko nie wywołało jej szoku.
z/t x2
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7