Poprzedni temat «» Następny temat
Who are you?
Autor Wiadomość
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-07-25, 18:08   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Myślę, że większość mutantów nie potrafi być już taka, jak kiedyś. Jednych spotykały gorsze, innych trochę lżejsze problemy.. Ale każdemu z nas daleko do tych bestroskich dziecki z kiedyś - to było dla niej jasne, choć tez czasem robiło jej się smutno i melancholijnie, że nie może do tego wrócić i cofnąć czasu..
- Ale są rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, prawda? Tak jak te wspomnienia.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-07-25, 18:17   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, fakt. Każdy mutant w pewien sposób doświadczył trudów dorastania i ekspozycji mocy. Jedni musieli żyć w ukryciu, innych schwytano jak Vincenta i albo prano im mózg w DOGS, albo trafiali do prywatnych placówek typu AlterGen, gdzie na nich eksperymentowano. Część też niestety ginęła w mniej lub bardziej drastycznych okolicznościach.
- Przyjemność ? - spojrzał na nią, jakby... nie bardzo rozumiał. - Czyli ?
I wytłumacz teraz komuś, co to oznacza czuć przyjemność.
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-07-25, 18:23   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- jedzenie corndogów, nasze spotkania, zabawy z twoim psem.. To sa dobre wspomnienia i robienie tych rzeczy sprawiało ci wtedy przyjemność, lubiłeś to robić. Teraz, myślę, tez masz takie rzeczy - wyjaśniła jak dziecku. Nie bedzie mu dawać definicji ze słownika, ale coś, co mogł zrozumiec w swojej sytuacji i z tymi wspomnieniami.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-07-25, 22:54   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak... To chyba było dla niego wtedy "przyjemne". Tak mu się przynajmniej wydawało. Czyli to było coś, co lubił robić.
- Chyba.... Chyba tak. - powiedział nieco niepewnie
Cóż takiego mu teraz sprawiało przyjemność ?
- Lubię... czytać. Uczyć się i poznawać nowe rzeczy. - to było akurat do przewidzenia, patrząc na ilość księgozbiorów w jego otoczeniu. Odcięty niemal siedem lat od świata, chciał nadrobić wszystko, co go ominęło.
- Lubię Twój głos. Lubię go słuchać - tak, nie domyślał się, że te uwagi mogą być niestosownego. Pamiętajmy, że był socjalną amebą, choć i tak było lepiej niż kiedyś.
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-07-25, 23:00   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- To dobrze, to jest ważne. Ta ciekawość świata może ci bardzo pomóc w przyszłości - pokiwała głową, troche jak nauczycielka, ale tez trochę nią była dla Vincenta.
Parsknęła lekko na następne słowa.
- To się zmieniło, kiedyś mówiłeś odwrotnie. Powiedziałeś... że skrzeczę. Byłeś o coś na mnie zł, ale nie pamiętam o co..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-07-25, 23:15   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Pewnie gdyby potrafił odzywać rozbawienie, to by to zrobił. No, ale nie umiał, a próba uśmiechu, mogłaby się skończyć nadwyrężeniem mięśni twarzy, więc nie narażajmy go na takie poważne urazy.
- Naprawdę? - zdziwił się - No...ale teraz nie skrzeczysz - dodał wspaniałomyślnie. No komplement najwyższych lotów.
Nie tylko zmienił się więc jej głos, ale też wygląd. Wspominała przy ich spotkaniu w styczniu, że ktoś ją porwał. To wtedy dorobiła się tej blizny i ogolonej głowy. Teraz jej włosy już odrastały i nie wyglądała kompletnie jak facet.
- Dziękuję... że mi pokazałaś te wspomnienia. - bąknął wbijając wzrok w swoje kolano
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-07-25, 23:22   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Naprawdę. Dziękuję - odpowiedziała. Nie znajdzie tego wspomnienia, takiej możliwosci nie bylo, wiec musial wierzyc jej na słowo - Pokłócilismy sie wtedy na kilka dni..Nawet nie wiem o co - napiła się wody, która miała w szklance jeszcze.
- Nie ma sprawy, w końcu tym się zajmuję - zmięła w dłoni zakrwawioną chusteczkę i wrzuciła ją w kieszeń.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-07-25, 23:35   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To zawsze był jakiś rodzaj dobrej wiadomości, wiedzieć, że kiedyś był radosnym, normalnym dzieciakiem. Miał rodzeństwo, przyjaciół, miał psa, lubił łazić po drzewach...
Z tego wszystkiego, pozostał jedynie pies, choć już nie ten sam. Pepper spała pewnie przy kominku, wygrzewając się bezwstydnie.
Edams spojrzał na kobietę. Mówiła, że to nic takiego z tym krwawieniem...
- Chyba powinnaś odpocząć. Twoje ciało każe ci zrobić sobie przerwę. - zauważył
Wykonała kawał dobrej roboty, ale to zapewne wyczerpało jej możliwości.
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-07-25, 23:49   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie, to po prostu duzy skok po wspomnieniach. Przecież odpoczywam, siedze i nic nie robię poza rozmową z tobą - uspokoila go.
Lubila tego malego psa, poznala go juz przeciez .Nadal zalowala ze nie ma wlasnego, ale wiedziala ze to ani czas ani miejsce. Ani na psy ani na cokolwiek innego. . Ta świadomosc byla bolesna.
- Jak Pepper? - zapytala nagle, zmieniajac temat, zeby czasem nie marudzil jej o te chusteczke.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-07-26, 13:31   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż... Nie miał powodu by ją cisnąć, by się położyła. Byli co prawda kiedyś przyjaciółmi, ale teraz to była bardzo dziwaczna relacja uczeń=nauczycielka. Co w sumie było dość zabawne, bo fizycznie różnica wieku się między nimi zatarła.
- W porządku. Jednak nie jest tak głupia, jak myślałem. Zaczyna wykonywać polecenia i w ogóle....
Rozmawiali potem już o sprawach przyziemnych i miło zakończyli spotkanie.
Tego wieczoru, podczas patrolu, uprowadzili z Nicholasem Caroline. Kolejne kilka dni wywróciło życie Edamsa do góry nogami i kazało na nowo poukładać sobie wszystko w głowie.

10.02

Siedział nad ćwiczeniówką z historii, jednak zamiast wypełniać informacje o wojnie secesyjnej, patrzył się nieco ponuro przed siebie. Obracał ołówek między palcami, znów walcząc z tymi irytującymi wahaniami nastroju - od poczucia złości, po zagubienie, apatię i znów wracając do ataku złego humoru i to tak silnego, że miał ochotę rzucić krzesłem, najlepiej w kogoś kogo nie lubi. Tak się skupił na tej myśli, że aż złamał przypadkiem ołówek, co jeszcze bardziej go zdenerwowało.
[Profil]
  [0+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-08-05, 14:31   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Imari
Pojawiła się później niż miała, dlatego zaczął ćwiczyć sam. Dotarła na miejsce później i od razu poszła do Vincenta.
- hej - dostrzegła jego bardziej niz zwykle niezadowolona minę - cos sie stało? - nie miała pojęciapojęcia co się odwalilo

Vincent
Wciąż czuł jak buzuje w nim gniew, ale też wyżywanie go na Bogu ducha winnej Imari, nie było dobrym pomysłem. Ani ona na to nie zasłużyła, a on powinien nauczyć panować się nad sobą. Odrzucił połamany ołówek na bok i zaczął szukać po stole nowego.
- Sprawy Rebelii - mruknął wymijająco.
Gdyby tylko mógł teraz to wszystko wykrzyczeć i wiedziałby, że mu to pomoże, to by to zrobił. Jasnym jednak było, że tylko by się nawrzeszczał, Imari by się zamknęła w sobie i pewnie więcej nie przyszła, a to była jedna z niewielu przyjemności w jego życiu.

Imari
Podała mu nowy ołówek bez słowa i usiadła naprzeciwko niego. Nie odzywała się dając mu pracować i rozwiązywać zadania, które mial przed sobą.
Odezwała się dopiero po kolejnych 15 minutach.
- jesteś zły? - zapytała tylko, nie robiąc podchodów naokolo.

Vincent
Trudno było mu się skupić, ale ostatecznie, w pocie i trudach, a czasami i oburzeniu ( dopiero WTEDY znieśli niewolnictwo ?!) udało mu się wypełnić kilka ćwiczeń. W końcu jednak Imari wróciła do tematu. Pewnie dlatego, że przez cały ten czas, niebezpiecznie pulsowała mu żyłka na skroni, a napięte bice świadczyły o tym, że chcą komuś przyjebać.
- Nie na Ciebie - powiedział siląc się na spokój. - Jestem zły na... kogoś innego - nie chciał mówić źle o Nicku, zwłaszcza przy kimś spoza Rebelii. No i nawet różnica zdań, nie mogła zmienić jego stosunku do opiekuna.
- Schwytaliśmy byłą pracownicę AlterGen.... I mamy odmienne zdania, co do metod przesłuchiwania jeńców. - kolejny ołówek stanął przed ryzykiem złamania na pół.

Imari
Obserwowała to uważnie, jego reakcje, napięte mięśnie.
- macie tutaj miejsce, gdzie możesz bezpiecznie trenować? - zapytała jakby bez związku z tym, co do niej mówił. Nie oceniała, nie komentowala .

Vincent
To pytanie, takie ni z gruchy ni pietruchy, kompletnie go zbiło z pantałyku. Co ona z tym tak nagle ?
- Tak... Trenujemy regularnie w magazynie w piwnicach... Czemu pytasz? - nie da się ukryć, że go zaskoczyła. Czyżby chciała, by to on ją czegoś nauczył ?

Imari
- nie chcesz tam wyrzucić z siebie emocji? Widzę, ze cie nosi. Szkoda, żeby ktoś oberwal bo był w złym miejscu i czasie- zaproponowała.

Vincent
Ach, no chyba, że o to chodziło. Biedna Imari się bała, że oberwie rykoszetem, haha ! Ta myśl, w pewien sposób wydała mu się zabawna. Potem jednak to przemyślał i uznał, że chyba jednak nie.
- Nie. I nie martw się, nie mam zamiaru Tobą rzucać po pokoju - powiedział już nieco spokojniej
Zamilkł na moment, bawiąc się cudem ocalałym ołówkiem.
- Nie chcę żebyś mnie widziała w takim stanie. Wtedy przestaniesz przychodzić, a ja chcę byś tu była. - zaznaczył prawidłowa odpowiedź w ćwiczeniowce

Imari
- nie o to chodzi, po prostu czasem nie ma sensu zamykać w sobie emocji, a lepiej je z siebie wyrzucić- odpowiedziała. To nie tak, że się bała... chociaż pewnie trochę tez. Wycofywala sie widząc agresję, to fakt. Teraz jednak chciala mu pomóc, jak to ona

Vincent
Vincent patrzył na nią chwilę, po czym pokręcił głową.
- Zabrzmi to pewnie patetycznie, ale zostałem wyszkolony, by emocje w sobie tłumić, nie okazywać. Jedyne co mogłem okazywać to gniew, bo on nakręcał stan berserku i to im akurat pasowało - wzruszył ramionami.
Tak, Nick już to z nim przerabiał. I nie wyszło.
- Dlatego Nick tak mi truje, bym zaczął walczyć ze wstrętem przed bliskością, przede wszystkim fizyczną. Liczy, że mnie to odblokuje. -prychnął wyraźnie zirytowany.

Imari
- rozumiem.. zakładam, że znasz siebie lepiej niz ja Ciebie- skinela glowa na jego słowa, nie miała co marudzić o to, mial większe doświadczenie.
- może ma rację..? Próbowałeś? Nie ma nikogo, kogo dotyk Ci nie przeszkadza? - przekrzywila lekko głowę w bok.

Vincent
O ile pierwsza część jej wypowiedzi mu podpasowała, bo Imari zapewniała mu odpowiednią strefę komfortu, tak już przy drugim, poczuł się nieco przyciśnięty do ściany. Nie były to denerwujące mądrości" Dobrej Cioci, Nicholasa" , ale jednak....
- Nie. Kiedy córka Nicholasa, chciała się do mnie przytulić, przeleciała przez pół baru. - mruknął. Nie był z tego dumny, ale nie powinna go tak zaskakiwać - Czasami jej się zdarza zapomnieć i próbuje mi wleźć na plecy i już nią nie rzucam, ale wciąż tego nie cierpię. - odłożył ołówek na bok, bo i tak nie mógł się już skupić na wojnie secesyjnej.

Imari
Zamilkla, kiwajax lekko glowa. Skoro tak to co miała by z tym zrobić?
- dobrze, że już tak nie reagujesz. To zawsze jakiś krok do przodu - uśmiechnęła się do niego lekko.
- A masz jakiś inny sposób na rozładowanie emocji?

Vincent
No dla małej Van, to z pewnością lepiej. Wtedy nie dość, że przeleciała przez pół baru, to jeszcze dostała po łbie za głupie pomysły. Tak, powtarzamy się, nie był z tego specjalnie dumny, ale wybrała sobie naprawdę fatalny moment. Biedna Van, tylko chciała go przytulić jak braciszka.
- Poza ćwiczeniami fizycznymi ? - podrapał się po gładkim podbródku, bo to co mu wyrastało, było godne pożałowania i wymagało natychmiastowego zgolenia. Równie urodziwe co dziewiczy wąs
- Nie, chyba nie. Zamykam się u siebie i czekam aż przejdzie. Tak dla dobra otoczenia.
Nick kiedyś się nawinął na niego, jak się wkurwił. Złamane żebro trochę się goiło

Imari
- mam Cię dzisiaj w takim wypadku zostawić samego? - zadała kolejne pytanie wprost ale przez ten czas nauczyła się że mówienie naokolo z nim nie przynosiło żadnych rezultatów. Więc postanowiła tego nie robić, przynajmniej w większości przypadków.

Vincent
Uniósł ku niej spojrzenie. Dopiero teraz do niego dotarło, że w sumie mogła tak to odczuć. Do tej pory nigdy nie przejmował się specjalnie, czy kogoś urazi. Chyba może to uznać za pewien sukces.
- Nie. - powiedział cicho i wbił spojrzenie w ćwiczeniowkę - Nie chcę żebyś sobie szła.
Tu zapewne, na moment, zapadła jakaś tam cisza, bo wątpimy, by Imari nagle się jakoś rozgadała. W końcu jednak przemówił.
- W sumie...to lubię jak jesteś obok. Więc Twój dotyk przeszkadzałby mi najmniej. - w sumie odpowiedział jej na pytanie zadane nieco wcześniej, broń Boże nic nie sugerował.
Bo jakby się tak zastanowić, to naprawdę lubił te godziny spędzone przy książkach. I to jej dłoń trzymał, gdy przywracała mu wspomnienia i jakoś to przeżył.

Imari
- cieszę się- uśmiechnęła się do niego. Wydawało się, że ta odpowiedź jej sie podoba. - mi zawsze pomagało przytulenie sie do kogos, ale nie sądzę, że Ty odbierasz to tak samo

Vincent
Widział jej uśmiech, ale gdyby go próbował odwzajemnić, mogłaby pomyśleć, że jej "uczeń" zaraz zechce ją zamordować. Takie skrzyżowanie psychopaty z buką na amfetaminie. No więc tego nie zrobił, ale przecież wiedziała, że tego nie potrafi.
- No nie. - stwierdził, bo taka była prawda. Dla niego to byłaby pewnie męczarnia. - I co... przytulasz się do kogoś i jest ci lepiej ? - zapytał z powątpiewaniem
Po prostu tego nie rozumiał. Co takiego było w tuleniu, że to niby miało być remedium na wszelkie zło

Imari
Nie musiał się uśmiechać, wiedziała że to mu w ogóle nie wychodzi. Tak samo jak rozmowy o uczuciach i tak dalej. Ale starał się i widziała to po nim.
- Tak. Wytwarza się hormon szczęścia. Uspokajasz sie wtedy. Czujesz się lepiej - wyjaśniła - zazwyczaj tez uspokajam sie na tyle, że przysypiam. Ale...O ile ty nie lubisz dotyku, jak ja go bardzo lubiłam.

Vincent
Hormon szczęścia. Czytał o tym, więc to nie była żadna ściema. Ponoć wytwarza się też przy jedzeniu czekolady. U niego to chyba tylko to by działało, bo na myśl o tuleniu się do kogoś, miał mordercze myśli.
- Lubiłam ? - zauważył użycie formy przeszłej - Czyli... Już nie lubisz ? To przez to, że cię porwali? - cóż, co jak co, ale on nieco na ten temat wiedział. Siedem lat, to kawał czasu.

Imari
Odwróciła wzrok w bok, spojrzała po książkach.
- Nie wiem - wzruszyła ramionami lekko, jakby to Nie było nic takiego. - troche sie wszystko zmieniło.. i po prostu jeszcze nie umiem tego poskładać.

Vincent
Czyli.... Twierdziła , że przytulanie jest fajne, ale sama już tego nie robi, bo coś się zmieniło. Logika kobiet. Aż zamrugał, ale szczęśliwie tego nawet nie skomentował.
- Ah - stwierdził, jak zwykle, gdy nie wiedział, co powiedzieć.
Wyglądało jakby temat był faktycznie zakończony, bo nawet wrócili do wojny secesyjnej, gdy Vincent mruknął pod nosem.
- Byłoby o wiele prościej, gdyby dało się tego nauczyć...jak tych dat, albo pojęć geograficznych.
Jemu, będącemu odciętemu od strefy intymnej i emocjonalnej, nie odczuwającego braku fizyczności, byłoby o wiele łatwiej, gdyby to było podobne do takiego wkuwania dat. Zero stresu

Imari
Nie potrafiła teog wyjaśnić. Dobrze wiedziała, jak normalnie lubiła sie przytulac i utrzymywac kontakt fizyczny. Dobrze wiedziała tez, jak bardzo tego teraz unika.
- Być może się da. To znaczy tak, jak nauczono cię reszty rzeczy.. bo przeciez nie byłes taki. Może zwyczjanie potrzebujesz więcej czasu.. żeby twoje ciało i mózg się przestawiło. W końcu spędziłeś tam kilka lat, prawda? Nie da się tego odkręcić ot tak. To normalne - uspokoiła Vincenta, bo w sumie tak uważała. I tak robił szybkie postępy i radził sobie z różnymi rzeczami coraz lepiej.
- Hej, chciałbys oberjzeć film? Może jakąś adaptację historyczną, a potem przeczytasz o tym z książek i wyłapiesz błędy..

Vincent
- Siedem lat. - policzył szybko w głowie - Jakoś nie widzę tych "korepetycji" - stwierdził a w jego głosie zabrzmiała...nie, nie nutka rozbawienia, ale z pewnością powiedział to mniej ponuro, jakby samo wyobrażenie było dość zabawne. "Teraz położę dłoń na Twoim policzku, proszę nie zabij mnie" Hyh.
- Nie mamy tu telewizora, ale Nick mi skombinował laptopa, może być ? - zapytał

Imari
- Tak, laptop wystarczy - zgodziła się. - A co do korepetycji.. wiem, że to brzmi śmiesznie. Ale może jakoś da się to.. zorganizować. Kto wie. - rozłożyła ręce - Może coś wpadnie mi do głowy - dodała jeszcze, ale obecnie nie miała za bardzo pomysłu na to. Poza tym Vincent sam musiał tez chciec to zmieniać, żeby to miało sens. Bez tego byłoby kompletnie bezcelowe.
Edams zapewne przyniósł laptopa, Imari miała ze sobą pendrive, bo planowała podrzucić mu filmy i tak, ale skoro był rozkojarzony i niezadowolony, to zamiast siedziec nad książkami i ćwiczeniami może rozluźni się oglądając coś.

Vincent
Na jej uwagę, że znajdzie się ktoś do korepetycji z dotyku, wydarzyło się coś dziwnego. Wydobył z siebie coś pomiędzy parsknięciem a prychnięciem, był to jednak niezaprzeczalnie rodzaj rozbawienia. Coś wydało mu się zabawne i to w pewien sposób okazał, pierwszy raz od 8 lat !
Usiedli przy laptopie, odpalili film i oglądali. Vincent założył ręce za głowę, patrząc się w ekran. Pierwszy raz siedzieli tak blisko siebie, ale Edams był zainteresowany filmem, więc tego nie zanotował. Mogła się więc mu przyjrzeć dokładniej, jeżeli chciała. Fizycznie był w 100% dojrzały. Ciało miał wyćwiczone, choć niemal każdy jego fragment, był poznaczony bliznami. Kilka niewielkich miał też na twarzy, głównie policzkach i okolicach skroni. Nie widziała też jego "numeru seryjnego", bo miał go na torsie, a tego okazji widzieć nie miała.
I choć ciało, choć oszpecone, miał jak najbardziej w całości, tak skazy na psychice, widoczne były do teraz. Nawet, gdy od niemal roku, cieszył się względną wolnością, wciąż nie potrafił sobie z pewnymi rzeczami poradzić

Imari
Oglądała film razem z nim, jasne, zerknęła kilka razy na chłopaka, ale nie przyglądała mu się nachalnie bo było by to co najmniej niekomfortowe. Wpatrywala sie w ekran, ale zaczęła przysypiać, niechcący opierając się o Vincenta

Vincent
Wojna secesyjna okazała się dla Imari nie tak fascynująca. Kobieta zaczęła przysypiać i oparła się o niego. Edams wstrzymał oddech, czując kobiecy dotyk na skórze. Nawet jeżeli jej zapach był bardzo przyjemny, to wciąż czuł się bardziej niż skrępowany.
W końcu panika dała za wygraną, złapał ją za twarz i zepchnął na podłogę.
Hehe, a tak serio, to tego nie zrobił, ale w sumie taka reakcja nie była niemożliwa!
Czuł, że serce mu wali jak oszalałe i to nie było miłe doświadczenie. Zacisnął powieki i oddychał głęboko, by uspokoić myśli.
Uspokój się. Przecież cię nie ugryzie. Co najwyżej ty ją.
Podniósł powieki i odwrócił głowę w jej stronę. Nie była podobna ani do Dolores, ani do Delilah. W sumie nie była podobna do żadnej z kobiet, które spotkał w życiu. Fakt, że całkiem niedawno była łysa, pewnie w tym nieco pomagał.
Fakt, że nie uruchomił wektorów i jej od siebie po prostu nie odepchnął, był co najmniej imponujący. Całą siłę woli skupiał na nie pozwoleniu, by to przejęło nad nim kontrolę, tak jak było w przypadku małej Van. Taki rodzaj sprawdzianu powiedzmy.

Imari
Nie miała pojęcia, co dzieje się w głowie biednego Vincenta. Gdyby wiedziała, pewnie od razu by sie odsunela i dała mu miejsce dla siebie, którego tak potrzebował. Nie chciała w końcu robic mu na złość..
Przebudziła sie dopiero po kilkunastu minutach, z których pewnie Edams nic nie pamiętał., bo za bardzo myślał o tym ze Imari sie o niego opiera.
Poderwala sie od razu i cofnęła, jeszcze zaspana.
- przepraszam - spojrzała na monitor- duzo przegapiłam?

Vincent
Dla niej to było kilkanaście minut, dla niego to była wręcz wieczność. Gdzieś tam w tle leciały jakieś historyczne fakty, a on siedział sparaliżowany, tłumacząc sobie, że musi dać radę.
W końcu, po jakimś tysiącleciu, kobieta sama się obudziła.
- Eyyy...- wymamrotał, czując jak paraliż bardzo powoli ustępuje. - N..nie wiem.

Imari
Popatrzyła na niego, odsunela sie jeszcz3, siadajac po turecku przodem do niego na kanapie.
- oparłam sie o Ciebie, prawda? Jak sie czujesz? - włączyła pauze w filmie, widząc że.i tak nic z t3go teraz nie wyciągną, więc bez sensu żeby leciał dalej. Widziała tez ze Vinc raczej nie czuje się najlepiej i wolała z nim najpierw porozmawiać.

Vincent
Dopiero teraz poczuł, jak mu od tego wszystkiego zaschło w gardle. Do tego czuł dziwne osłabienie, całą tą sytuacją.
- Zmęczony...- wymamrotał - ...ale nie fizycznie. - liczył, że ta zrozumie o co mu chodzi, w końcu była całkiem mądra.
Zaczął odzyskiwać pełnie władzy nad ciałem i spokój zaczął do niego wracać.
- Nie budziłem cię specjalnie. - przyznał - Chciałem zobaczyć, ile jestem w stanie się kontrolować. - brzmiało niby groźnie, ale jedyne co mogło jej grozić, to zepchnięcie na ziemię. Kiedyś to co innego.

Imari
- rozumiem. Bardzo źle? Nie sądziłam że zasnę... - minę miała całkiem przepraszającą. Nie chciała mu przecież zrobic na złość. Nie myślą tez ze tak ja zmoze i zaśnie mu na ramieniu.

Vincent
Poruszył ostrożnie dłonią. Mimo specyficznych "mróweczek", przemykających od jego ramienia, aż po końcówki palców, wszystko było w porządku.
- Nie... Było lepiej, niż bym się spodziewał. Gdyby to był ktoś inny, to pewnie byłoby gorzej. - cóż, mogła to uznać za komplement.
I siedział sobie, jak ten biedny, zagubiony chomiczek, tyle że cholernie niebezpieczny.
- Wojna secesyjna, nie jest zbyt porywająca - powiedział jej na pocieszenie, bo jego też nieco znudziła. Już ciekawsza była wędrówka Froda i Sama do Mordoru

Imari
- chyba mogę to uznać za komplement. Cieszę się że mimo wszystko wytrzymałes. I obiecuje nie zasypiać juz tak. Ale fakt, film nie porywa.. Miałam nadzieję że będzie fajna różnicą dla tego co normalnie robisz i jak się uczysz.

Vincent
Teraz, kiedy już "zagrożenie" minęło, poczuł się lepiej.... Ale też nieco pewniej. Bo jednak dał sobie radę. Nie stchórzył, nie odepchnął jej, wytrzymał... więc to było wykonalne. Trudne, czasochłonne, stresujące, ale jednak wykonalne.
- Nie...- pokiwał przecząco głową -W sumie dobrze się stało. - powiedział, ale też jej nie wyjaśnił, czemu.
To mogła być dla kogoś kompletna głupota, ale dla niego, to było takie małe zwycięstwo.

Imari
- tak? - Uniosła brwi pytająco - dlaczego tak myślisz? - byla ciekawa jak to sobie wytłumaczył i jak do tego podszedł. W końcu zareagował bardzo dobrze.

Vincent
Vincent przez chwilę milczał, układając sobie dokładnie w głowie, jak to przekazać i czy w ogóle. Ostatecznie jednak przemówił.
- No...skoro to się wydarzyło...i jakoś dałem radę... znaczy, że jest to wykonalne. - wyjaśnił najprościej jak mógł - Z Tobą było mi łatwiej...ale to oznacza, że być może, kiedyś, będę w stanie reagować... normalnie.
Może to będą miesiące, raczej lata, ale być może uda mu się odkryć w tym wszystkim przyjemność, z bycia z kimś blisko.
- Więc... dzięki.

Imari
- mówiłam, że jest. Tylko moze nie tak szybko. Ale jeśli nie czujesz się z tym dobrze, to będę się mocniej pilnować. To nie jest twoja wina, że tak się czujesz - uspokoiła go bo czemu miałby się stresować czymś, co nie jest zależne od niego.

Vincent
Pokiwał głową. Teraz, gdy miał już za sobą pierwsze koty za płoty, myślał o tym zdecydowanie bardziej optymistycznie.
- W porządku. - powiedział cicho i możnaby uznać, że temat zamknięty, gdy jeszcze na koniec zapytał, nieco niepewnie, co w sumie było w pewien sposób urocze, bo zwykle nie wydawał się zakłopotany.
- Czy..to będzie dla Ciebie problem...jak kiedyś spróbujemy jeszcze raz ?
Cóż, dobrze było wiedzieć na czym stoi, inaczej będzie musiał kombinować coś innego

Imari
Parsknela, nagle rozbawiona jego mina.
- nie, absolutnie nie. Po prostu daj mi znać - zapewniła go, zeby sie czasem tym nie martwił i nie stresowal, że będzie chciał cos takiego jeszcze raz zrobić.
- chcesz wracać do ćwiczeń czy koniec na dziś?

Vincent
Gdy parsknęła śmiechem, poczuł się jeszcze bardziej pogubiony, ale szczęśliwie zgoda została wyrażona i to dość jasno, więc nie musiał się martwić. Poczuł bardzo przyjemną lekkość ducha i postanowił to zanotować, jako kolejny postęp
- Chyba mam już dość wojny secesyjnej. - stwierdził i to nie dlatego, że podczas tego Imari urządziła sobie na nim drzemkę.
- Chcesz się czegoś napić? - w przypadku Vinca nie musiało chodzić o alkohol. Chłopak kiedyś jej wspomniał, że on plus procenty, to połączenie równie bezpieczne, co kopnięcie wkurwionego niedźwiedzia w rzyć, więc jeżeli chciała coś bąbelkowego dla siebie, musiała o tym wspomnieć

Imari
- jasne, chętnie- pokiwała glowa. Ona też raczej nie piła alkoholu, głównie dlatego ze miała słabą głowę A w bractwie było go mało.
- jak ci się tu żyje, tak w ogóle? Poza... altergen - sumie to radził sobie dobrze, ale nie miała pojęcia jak się w sumie czuje, tak właściwie. Czy pasuje mu bycie tutaj czy jednak wolał by być gdzieś indziej, a po prostu poza laboratorium.

Vincent
W Rebelii alkoholu nie brakowało, bo mieli zapasy jeszcze z funkcjonowania baru. Miał on się zresztą niedługo otworzyć. Nikt jednak tu nie nadużywał, bo każdy wiedział, że w każdej chwili, może nastąpić atak i muszą być w pełni sił.
Przyniósł im po szklance wody i usiadł obok niej, podając jej napój.
- Tutaj ? - zamyślił się na moment - Wydaje mi się, że nie mogłem lepiej trafić. A trafiłem tu czystym przypadkiem. Kiedy przywracałaś moje wspomnienia, mignęła nam scena z tego dnia.. - przypomniał jej - jak klęczałem ranny na ziemi a z portalu wyszedł mężczyzna i podał mi dłoń. To był Colt, pomógł mi, gdy uciekłem z AlterGen. Gdyby nie on, pewnie by mnie schwytali. Opatrzył mnie i ukrył, a potem, gdy dowiedział się, jakie mam moce, zdecydował, że przydam się tutaj...a potem trafiłem pod skrzydła Nicholasa, który jest...moim opiekunem, powiedzmy.
Cóż, to chyba było najlepsze określenie.
- Nie jest to wolność, której pragnąłem... zwłaszcza, że od jeńca wiemy, że Alter Gen powiadomiło DOGS o mojej ucieczce i nie mogę już tak swobodnie się poruszać po mieście. Dopóki jednak, nie wywalczymy sobie tej wolności, tak będzie. A wywalczymy, nieważne jakim kosztem - powiedział z pełnym przekonaniem.
Wiedział, że bractwo nie pochwalalo ich niektórych metod działania.... Ale lepiej było walczyć, niż siedzieć tchórzliwie w ukryciu.
- Wszystko jest lepsze od bycia w AlterGen - powiedział cicho,a jego oczy pociemniały - To straszne miejsce. Traktują tam mutantów jak zwierzęta... Pozbawiają tożsamości, znakują jak bydło, dzielą na tych, na których mogą zarobić lub nie... Na tych niepotrzebnych lub słabych przeprowadzają eksperymenty tak straszne, że Obiekty... znaczy mutanci umierają w męczarniach.
Ci przydatni i silniejsi...w tym ja... też są poddawani podobnym eksperymentom, do tego działa się na ich psychikę, by wierzyli, że nikt ich nie chce, że im nikt nie pomoże, że są nikim... pozbawia się ich emocji, by łatwo ich kontrolować. Ja miałem trafić do jakiejś paramilitarnej organizacji wojskowej na Bliskim Wschodzie. - skrzywił się - Pomyśl tylko... Mutant, który nie boi się śmierci, ma moc, której nie widzą inni, która potrafi siać postrach i zamęt.... Nie odczuwający emocji, wyrzutów sumienia, wyszkolony do walki, gotów zabić bez mrugnięcia okiem. To całkiem smakowity kąsek dla takich ludzi.

Imari
Nie spodziewała się, że Vincent tak się przed nią otworzy, ale to było miłe zaskoczenie. Znali się w sumie już trochę, choć z tym jakie mial problemy by ufać ludziom spodziewała się, że będzie gorzej. Być może po prostu nie zrobiła, jak dotąd, niczego co sprawiło by, że Edams zastanowił by sie nad ufaniem jej.
- Właśnie ten koszt mnie martwi... - pokrecila lekko głową, opuszczając wzrok. Westchnęła, chyba bardziej do siebie, bo nie tłumaczyła tego dalej.
Pokiwała glowa na jego dalsze słowa. No tak, to by było przydatne, osoba z takimi umiejętnościami w strefie otwartych walk..
Wyciągnęła do niego dłoń, ciekawa czy sam z siebie poda jej swoją, bez wyraźnego powodu. Czy przyjmie taka, nieznana mu w sumie, formę wsparcia?

Vincent
No tak. Ludzie z Bractwa byli raczej pacyfistami. Rebelii do tego było bardzo daleko. Vincent zdecydował nadawał się do drugiego kręgu. Nienawiść, jaką pałał do ludzi, ujście mogła znaleźć wyłącznie w zemście i walce o godne życie.
- Jeżeli nic się nie zmieni, nigdy nie będziemy mogli żyć normalnie. - powiedział spokojnie. - Albo to sobie wywalczymy, albo zginiemy - wzruszył ramionami.
Kiedy ta podała mu dłoń, spojrzał na nią, co najmniej zdziwiony. Nie zrozumiał o co jej chodzi. Chyba, że....
- Ee... podać ci szklankę? - nie żeby miała ją bliżej, ale może z jakiegoś powodu nie chciała wstawać? Dziwna kobieta

Imari
- A nie myślisz, że tego właśnie boją się ludzie? Że nasze moce są na tyle niebezpieczne, ze nie możemy z nimi żyć wśród reszty społeczeństwa? - zapytała. Na jego słowa o szklance parsknela krótko.
- nie. Chciałam sprawdzić czy podasz mi rękę - wyjaśniła wprost.

Vincent
- I bez tego nas nienawidzą. Zaczęli nienawidzić, nim komukolwiek zrobiliśmy krzywdzę - powiedział nieco smętnie. W końcu, kto by podejrzewał takiego małego, wesołego, skaczącego po drzewach Vincencika, że może kiedyś stać się maszyną do zabijania. Nigdy by się nią nie stał, gdyby ludzie go takim nie stworzyli.
Na jej tłumaczenie, po co podała mu dłoń, zdziwił się jeszcze bardziej. I dalej nie rozumiał, biedny chomik.
- Ah... Znaczy... Chcesz użyć swojej mocy? Po co?- bo ostatnio po to jej podawał dłoń. Nie wiedział, że można ją podać ot tak, żeby poczuć się lepiej.

Imari
Kolejne parsknkecie, pokrecenie głowa.
- nie. Mówiłam ci o tym, że przez dotyk mozna poczuć się lepiej. Byłam ciekawa czy będziesz chciał sprawdzić te teorię. - wyjaśniła, znów wprost. Nie miało sensu obchodzenie tematy naokolo przy nim.
- nie w każdym kraju tak jest przecież. Więc da się inaczej..

Vincent
- Byłoby łatwiej gdyby pozwalali wyjechać. Z chęcią bym stąd uciekł. - tak. Zobaczyłby na własne oczy norweskie fiordy i zamki Hiszpanii...
Ach. No tak. Teoria przyjemności z dotyku. Coś dla niego abstrakcyjnego i niemożliwego.
- Ah... Nie załapałem - tak, to chyba już zdążyła zauważyć. - Więc...- wyciągnął niepewnie dłoń i ujął jej, ale poziom cringu był u niego teraz w wartościach ekstremalnych.

Imari
Parsknela, obrocila jego dłoń wnętrzem to góry.
- to musi wyjść naturalnie, wiesz? Wtedy ma sens. Ale.. masz strasznie szorstkie dłonie.. pewnie przez treningi. Mógłbyś zacząć o nie dbać.. - zaproponowała. W końcu psychika to jedno, ale jeszcze został wygląd.

Vincent
Patrzył na ich ręce, wciąż czując się cholernie niekomfortowo. Chyba to na chwilę obecną, było dla niego za dużo. Dłonie miał zniszczone, głównie od ćwiczeń i wcześniejszych eksperymentów. Nigdy nie zwracał na to uwagi.
- Dbać ? - zapytał, bo w sumie nie bardzo też wiedział, co miałby robić.
Znaczy znał zasady higieny, mył się codziennie, golił, używał antyperspirantu, miał czyste i obcięte paznokcie, ale jakieś kremy do rąk, to już lekka abstrakcja.
- Może...jak będę robić to częściej, to stanie się to bardziej... naturalne. Bo póki co jest...dziwne. - wymamrotał

Imari
- dbać. Używać kremy do rąk.. Mam jeden ze sobą, jeśli chcesz? - zaproponowała. Obejrzała jego dłonie jeszcze raz, a pot3m puściła.
- to możliwe. Przyzwyczaisz sie do tego I nie będziesz tak zwracał uwagi. Jeśli chcesz, to możemy sprawdzić. Ale nic na siłę- uśmiechnęła się. Wyprostowała sie I przeciągnęła.

Vincent
- Krem do rąk? Brzmi... Kobieco - stwierdził, bo jakoś tak nie wyobrażał sobie, wklepywać sobie w łapki, substancji nawilżających. To chyba robiły kobiety, nie ? W każdym razie tak zanotował, mając to dwanaście lat i potem nie było jak zrewidować poglądów. W końcu trochę się zmieniło przez to siedem lat.
- To... może spróbujemy. Jak będziemy się uczyć czy czytać czy cokolwiek, możesz mnie spróbować złapać za rękę...no i zobaczymy - zaproponował
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5