Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczona stacja
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-02-24, 22:30   Opuszczona stacja



[Profil]
 
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-02-24, 23:41   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


|17.01

To zdecydowanie nie był jeden z tych przyjemnych, pięknych poranków, jakich można byłoby się spodziewać po wypowiedziach ludzi zapowiadających pogodę w różnych stacjach telewizyjnych. Wręcz przeciwnie - już od późnego wieczoru poprzedniego dnia nieustannie lało. Nie był to śnieg, nie był to też do końca deszcz, a coś pomiędzy nimi. Wielkie, kluchowate, mokre płatki czegoś, które z głośnym chlupotem uderzały o wszystko, co znalazło się na ich drodze. A tak się składało, że Maysilee nie zabrała ze sobą parasolki.
Prawdę mówiąc, było to całkiem naumyślnym zabiegiem. W tym momencie wolała bowiem po prostu założyć - teoretycznie wodoodporną - kurtkę, aniżeli męczyć się z parasolem, którego i tak nie mogła prawidłowo utrzymać w ręce. Odkąd tylko jedna z nich była całkowicie sprawna, Griffith musiała wybierać pomiędzy własnymi suchymi ubraniami a pomocą ludziom, do których - jakby nie patrzeć - przyjechała wraz z inną dziewczyną z Bractwa.
Prawdę mówiąc, dosyć mocno zastanawiała się przy tym nad pozostaniem w domu. Nie była w nastroju, by integrować się z ludźmi, a tym bardziej, by wspierać ich w ewentualnym dołączeniu do ich organizacji. Kiedy jednak dowiedziała się, że niedawna choroba dosyć mocno przetrzebiła grono ludzi, którzy mogliby zająć się wsparciem... Po prostu spróbowała wziąć się w garść. Nie sądziła jednak, że miała przy tym napotkać aż takie problemy.
Już od samego początku wszystko szło w złym kierunku. Wystarczył rzut oka na grono zebrane przez sojuszników Bractwa - chude, blade, poprzebierane w luźne, mocno zużyte, prawdopodobnie zdobyczne ubrania upodabniające ich do zakapturzonych dresów - by dostrzec, że nie za bardzo radzili sobie z sytuacją. Potrzebowali wsparcia... Potrzebowali Bractwa, natomiast Bractwo... Bractwo naprawdę potrzebowało mobilizacji i kogoś więcej, niżeli dwóch małych dziewczyn wysłanych na rozeznanie.
Mimo to, Maya zajęła się swoim, przechodząc pomiędzy skrytymi przed deszczem ludźmi i poszukując tego, kto dał im cynk o całej zbiórce.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-26, 23:05   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Prawda była taka, że gdyby nie ci ludzie to już dawno, by nie żył. Po wyrwaniu się z tego piekła na ziemi, Jensen zawdzięczał im naprawdę dużo. Nie był jednak do końca pewien czy na to wszystko zasługiwał. Wolność – był wolny. Ale… za jaką cenę? Czy to co zrobił było tego warte? Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że o wiele lepiej byłoby zginąć jak ten cholerny zdeptany ciężkim butem karaluch, niż żyć ze świadomością zdrady. Wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju. Nie mógł spać, nie mógł jeść, nie mógł normalnie funkcjonować. A świadomość, że ci, których tak wydał, od kilkunastu dni ratowali jego życie… To go dodatkowo niszczyło. Powoli wracał do sił. Może wciąż nie był okazem zdrowia, ale przynajmniej każdy najmniejszy podmuch wiatru nie groził mu złamaniem.
Wiedział jednak, że jeśli ma żyć jak człowiek, pomoc tych ludzi nie miała się na nic zdać. Kupili mu tygodnie, ale to wciąż było za mało. Za mało, by żyć jak włóczęga i nie mieć stałego miejsca pobytu. Potrzebował od nich o wiele, wiele więcej niż to co mu dawali. A ta świadomość… to znowu wręcz wierciło mu dziurę w żołądku. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli kiedyś się dowiedzą co zrobił… nie będzie dla niego żadnego ratunku. Pewnie znowu wróci do getta. A tego miał nie przeżyć. Chciał wreszcie żyć, ale paradoksalnie, był jeszcze bardziej zniewolony niż miesiąc temu.
Powiedziano mu, że pojawi się ktoś do pomocy. Powiedziano mu, że zabiorą go stąd. Powiedziano mu, że ma szansę wyjść na prostą. Ale nawet w najbardziej surrealistycznych snach nie spodziewałby się, że kiedy tak siedział skulony w kącie rozpadającego się budynku, znowu natrafi spojrzeniem na tą niesamowicie błękitną parę oczu…
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-02-27, 00:21   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie miała bladego pojęcia, jak długo wpatrywała się w jednego z mutantów, zawieszając spojrzenie na jego oczach i nawiązując ten dziwny, niezrozumiale znajomy kontakt, nim odwróciła wzrok. Nie chciała przecież być nachalna, zwłaszcza że większość z tych ludzi nie wyglądała zdrowo czy korzystnie. Nie musiała im tego przypominać, a jednak... Jednak nie potrafiła wyzbyć się tej pojedynczej myśli, która ponownie przyciągała ją w tamtym kierunku. Tym razem jednak zdecydowanie skuteczniej, gdyż Maysilee bez większego zawahania ruszyła w stronę mężczyzny, dostrzegając ciemną plamę w okolicach jego ramienia.
Krew? Błoto? Woda albo inna ciecz? Nie była pewna, ale przecież po to się tu znalazła - miała pomagać, a jeśli jednocześnie mogła przy tym zaspokoić własną ciekawość... Zamierzała z tego skorzystać. Coś w tym człowieku zdawało jej się takie... Znajome, nawet mimo za dużych ubrań i kaptura, który częściowo zasłaniał jego twarz. Dawno nie doznała takiego uczucia, praktycznie od chwili, kiedy na moment zamieszkała w getcie. To było dziwne, ale nie nieprzyjemne wrażenie. Znacznie bardziej przypominało coś na kształt uporczywego brzęczenia z tyłu głowy, niżeli migotanie czerwonej lampki. A ona była ciekawska, nawet w tym stanie psychicznym.
Zbliżając się do swojej ofiary, przejrzała wzrokiem swoje zasoby w torbie, która teoretycznie miała robić za apteczkę, po raz kolejny dochodząc do wniosku, że mieli więcej mutantów pod opieką niż dostępnych środków medycznych czy też jedzenia. To nie wyglądało zbyt dobrze i najprawdopodobniej należało skontaktować się z trzonem Bractwa, by cokolwiek z tym zrobić, ale... Ale to nie było już jej zadanie, stety czy też nie, bo to nie ona została wyznaczona do dowodzenia ich niedużą akcją. Ona była tu wyłącznie na doczepkę, na swój sposób nawet ciesząc się, że nie musiała podejmować wszystkich decyzji. Znacznie lepiej czuła się w roli pomocnika...
Dokładnie tak jak w tej chwili, przykucając na ziemi obok skulonego mężczyzny i wyciągając dłoń z zamiarem delikatnego muśnięcia palcami jego ramienia, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie musiała jednak tego robić. Z ręką zawieszoną tuż nad szorstkim materiałem bluzy, dosłownie zamarła, po raz kolejny napotykając jego spojrzenie... Z tą różnicą, że teraz już wiedziała, mimowolnie wstrzymując oddech i jak w transie poruszając palcami, by dotknąć policzka Thomasa. Musiała poczuć, że to nie było złudzenie...
- Ty... - Wydusiła z siebie, nie musząc chyba mówić nic więcej. Proste, dźwięczne słowo wyrażało dostatecznie dużo - od niedowierzania i szoku, poprzez konsternację, poczucie wini i wreszcie ulgę, naprawdę dużą ulgę... Wręcz niewspółmierną do ich obecnej sytuacji.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5