Poprzedni temat «» Następny temat
Tył kamienicy
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-02-09, 00:25   Tył kamienicy



[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-02-12, 18:07   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


// z rogatek

Misja ratunkowa była nieco szalona i mocno niedopracowana. Na szybko zajął się swoim przebraniem, by nikt go nie rozpoznał i oczywiście zdobył przepustkę. Nie można powiedzieć, żeby całość była prosta, łatwa i przyjemna, ale w grę wchodziło czyjeś życie. Miał przynajmniej nadzieję, że nie jechał tu na darmo. Najgorzej jak to wszystko okaże się jedną wielką pułapką. Nie chciałby spędzić tutaj więcej czasu. Gdy przejeżdżał przez kolejne ulice był nieco przerażony.
Ale nie przyjechał tu naprawiać świata. Jeśli całość jego planu się powiedzie i zemści się na organizacjach, które go torturowały to ta dzielnica szybko zostanie zlikwidowana, a mutanci tutaj uwolnieni. W każdym razie miał teraz misję i starał się nie myśleć i nie skupiać nad niczym innym.
Podjechał autem pod wskazaną w wiadomości tekstowej kamienicę i najpierw rozejrzał się nieco i wybadał teren. Ostatecznie nie miał większego wyjścia jak wejść do środka. Gdy już znalazł się na tyle kamienicy, napisał krótkiego SMS'a do Sally ze swoim położeniem. Nie wiedział czy może do niego zejść czy on musiał po nią iść? Nie wiedział nawet w jakim stanie była, dlatego martwił się co ma dalej robić.
Póki co po prostu stał w miejscu i czekał na dziewczynę.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-02-20, 21:58   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


W ostatnich dniach czuła się dosłownie niczym w jakimś kiepskim horrorze, w którym bohaterowie - a tak się składało, że najwyraźniej była jednym z nich - podejmowali naprawdę głupie i nierozważne decyzje. Oczywiście, nigdy jakoś specjalnie jej to nie przeszkadzało... Była impulsywna, robiła wiele rzeczy bez zastanowienia i uważała, że yolo było całkiem niezłym sposobem na życie, ale... Ale nie teraz. Teraz zaczynała po prostu się bać.
Ile jeszcze mogła siedzieć w opuszczonym mieszkanku, do którego opustoszenia sama się przyczyniła? Ile razy mogła jeszcze plątać się między przytomnością a jej brakiem? Ile razy mogła śnić dokładnie te same sny, budząc się obolała i przerażona? Nawet jeśli zawsze starała się dostrzegać pozytywne aspekty sytuacji, tym razem nie była w stanie tego robić.
Bała się... Zbyt mocno obawiała się tego, z czym nieustannie miała do czynienia. Pustego, ponurego mieszkania o przejmująco zimnych ścianach... Obcych, nieprzyjaznych ludzi w kamienicy, ale - o zgrozo - też tych, których początkowo miała za naprawdę przyjazne dusze. Własnej nieporadności, która wystawiała ją na niebezpieczeństwo i tego, w jak kiepskim stanie teraz była. Poobijana, poraniona, uszkodzona, nie do końca kontaktująca...
Potrzebowała opatrunków, leków i środków medycznych, jednak jednocześnie naprawdę mocno obawiała się ponownego wyjścia na korytarz. Nie po tym, co się z nią stało. Nie po tym, jak została zwiedziona i zaatakowana przez kogoś, komu - o dobry losie - pomogła niespełna kilkanaście dni wcześniej. Nie miała pojęcia, jak mogła wyjść z tej sytuacji....
Kompletnie nie pamiętając o jednej z najprostszych możliwości - skorzystaniu z telefonu komórkowego, który w chwili olśnienia znalazł się w jej dłoniach. Całe szczęście, naładowany. Potem pozostało już wybranie pierwszego dostępnego numeru i desperacki sms, mimo uszkodzenia dłoni. Wolała nie dzwonić, zbyt ciężko byłoby jej teraz mówić.
Sama nie wiedziała, jakim cudem zeszła - a właściwie, prawie się stoczyła - ze schodów, jednak po zadziwiająco krótkim czasie pojawiła się na miejscu spotkania. Posiniaczona, poobijana, praktycznie we wszystkich barwach tęczy... Z opuchlizną na nosie, rozbitą wargą, podrapaniami na całym ciele, ale przede wszystkim - złamanymi dwoma palcami w częściowo zmiażdżonej, prawie niesprawnej ręce. Krótko ujmując - wyglądała jak upiór i dokładnie tak się czuła, gdy usiłowała wykrzesać z siebie uśmiech, chwilę później zanosząc się suchym kaszlem. Cóż, aura tutaj zdecydowanie nie była sprzyjająca.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-02-25, 23:10   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


- Maysilee? - zapytał niepewnie, gdy na miejscu spotkania pojawił się jakiś upiór. Wyglądała tragicznie, była cała poobijana, posiniaczona i poraniona. Niestety jego przypuszczenia okazały się prawdziwe. Prosiła go o pomoc, bo sama nie dałaby rady opuścić tego miejsca. Coś się stało i choć nie wiedział jeszcze co to przypuszczał, że nic przyjemnego.
Podszedł do niej szybkim krokiem i w sumie nie wiedział jak się zachować. Przytulić? Uścisnąć dłoń? Żadne z tych metod powitania nie wydawały się odpowiednie. Omiótł ją wzrokiem, ale nie pokazał po sobie żadnych emocji. Wyglądała okropnie, ale jeszcze niedawno sam tak wyglądał, a nawet jeszcze gorzej, bo nie mógł sam się ruszyć, bo był wycieńczony po długim przetrzymywaniu. May była tutaj krócej, ale jej stan również nie był ciekawy. Dobrze, że udało mu się tutaj przybyć.
- Co się stało? - zapytał od razu, chcąc znać szczegóły. Czy byli tu bezpieczni? Czy mogli oczekiwać, że zaraz ktoś się na nich rzuci? Czy nie była to pułapka? Widział jej stan, ale oczekiwał chociaż krótkie zdanie, które pozwoli mu zorientować się w sytuacji.
Niby był przygotowany, ale wolałby wiedzieć na czym stoi. Miał nadzieję, że dziewczyna będzie w stanie go wprowadzić.
- Mam w samochodzie opatrunki - powiedział jeszcze, bo na pewno będzie musiał ją na szybko opatrzyć. Widząc jej usiłowanie uśmiechu, a zaraz kaszel, sam zaśmiał się nieco niezręcznie. W międzyczasie rozglądał się badawczo czy nikt nie wyskakuje zza rogu albo z okna. Chciał stąd jak najszybciej spieprzać i w głowie już miał tego okropnego żołnierza na rogatkach, który będzie szydził. Ale może przy odrobinie szczęścia trafią na kogoś innego.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-03-04, 00:09   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Mi też ciężko... - Zaczęła powoli, usiłując przywołać przy tym uśmiech na ustach, jednak przerywając dosłownie w połowie zdania, by znowu zanieść się kaszlem... Co chyba odrobinę zmniejszyło żartobliwy wydźwięk zamierzonych słów... - Się rozpoznać. - Cóż, nawet w najgorszym możliwym wydaniu nie wyglądała aż tak fatalnie.
Ba, nawet wtedy, gdy w wieku siedemnastu czy osiemnastu lat dorwała się do niezbyt ostrych nożyczek i fioletowej farby do włosów, usiłując ukazać swoją buntowniczą naturę i kończąc z nierównymi plamami na głowie i skórze. A musiała przyznać, że nie była wtedy okazem piękności. Teraz jednak zdecydowanie przechodziła samą siebie. Wolała nawet nie zastanawiać się nad tym, jak brudne były ubrania, które miała na sobie, mimo że jakimś cudem udało jej się zmienić zakrwawioną bluzkę na teoretycznie czyściejszą koszulę zabraną z mieszkania Thomasa.
Nie chciała tak o tym myśleć, ale... Jakiekolwiek ciuchy nie miały mu się już przydać, a ona... Mogła zakrwawiać je do woli, co też dosyć szybko zrobiła, kończąc na owinięciu jednej z rąk w poprzednio noszoną bluzkę, by jeszcze bardziej się nie brudzić. Mimo wszystko, zdecydowanie bardziej przydałyby jej się dodatkowe bandaże, ale wolała nie próbować ich zdobyć. Ostatnia chęć zabandażowania własnych ran skończyła się przecież ciosem w głowę i oprzytomnieniem na opustoszałej, przeraźliwie lodowatej klatce schodowej. Do tej pory czuła guz, który najwyraźniej nie zamierzał zejść zbyt szybko.
Powodując jeszcze większe zawroty głowy i to, że przez ułamek sekundy widziała Bradleya w liczbie mnogiej, nie do końca wiedząc, w którą stronę powinna skierować wzrok. Instynktownie wyciągnęła więc zdrową rękę, usiłując nawiązać jakikolwiek kontakt fizyczny, by skupić na czymś swoją uwagę.
- Przyszłam pomagać chorym. - Wyjaśniła, krzywiąc się przy tym i kiwając głową na podrabiany identyfikator jednego ze szpitali w Seattle, który profilaktycznie podpięła na brzegu kieszeni płaszcza. Teoretycznie miała papiery i przepustkę, ale nie wiedziała, kto dzisiaj siedział na bramkach. Ba, nie do końca orientowała się nawet, jaki był dzień. - Trafiłam na ognisko. Te ognisko. Zbiorowe szaleństwo, chaos, wściekli mutanci... Powiedzmy sobie, że to nie miało prawa wypalić. - Oczywiście, zazwyczaj była dużo bardziej pogodna i w życiu nie powiedziałaby tego w aż tak otwarty sposób, bo przecież wierzyła w ludzi, ale... No, właśnie. Nie za bardzo umiała dalej to robić, przynajmniej w tej chwili.
- Dobrze cię widzieć. - Dodała jeszcze, oddychając głęboko. - Naprawdę dobrze.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-03-09, 20:05   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechnął się, kiedy wypowiedziała całe zdanie. Nadal wyglądała jak ona, ale jednak jej stan nieco go zdziwił. Każdy w jej sytuacji wyglądałby fatalnie. Dla Bradleya najważniejsze było, żeby się stąd wydostać bezpiecznie i pomóc May. Sam wyglądał jeszcze gorzej od niej, kiedy bractwo go odbiło z rąk GC. Także nie ma prawa oceniać jej. Jeszcze nie wiedział co przeżyła i co się właściwie stało.
Gdy wyciągnęła do niego zdrową rękę, szybko sięgnął i ścisnął ją własną dłonią. Chciał jej okazać choć trochę wsparcia. Żeby wiedziała, że horror się skończył i już nie była sama. Mogła na nim polegać.
- Przykro mi, że cię to spotkało. Ale już wszystko dobrze. Zabiję każdego kto wejdzie nam teraz w drogę - powiedział całkiem poważnie. Nie radził teraz nikomu go atakować, bo aktualnie jego moc wróciła do pierwotnego stanu i dobrze szło mu kontrolowanie jej.
Kiedy powiedziała, że dobrze go widzieć, zrobił krok do przodu i delikatnie przytulił ją do siebie. Chciał jej okazać wsparcie i pokazać, że się nią zajmie i wszystko będzie dobrze. Wiedział, że trzeba ją jak najszybciej opatrzyć. Rozglądał się co chwila, żeby nie przeoczyć ataku, jeśli jakiś miał nastąpić. Nie chciał tutaj utkwić. Na szczęście jego moc była ofensywna i jeśli coś się przydarzy to mogła być kluczem do przeżycia.
- Musimy iść. Pomogę ci - powiedział i nastawił się, żeby mogła się na nim oprzeć. Objął ją jednym ramieniem, by było jej łatwiej iść. Po drugie mógł dzięki temu szybciej zareagować jeśli dziewczyna się potknie. Drugą rękę musiał mieć wolną i był w gotowości, żeby użyć swojej mocy.
- Opatrzymy rany i zbieramy się stąd - zarządził. Czekał aż będzie gotowa i ruszy przed siebie w stronę wyjścia, a w stronę auta. Miał nadzieję, że nie będzie żadnych przeszkód. Nie podobało mu się to miejsce, ale chyba nic dziwnego. Warunki były straszne. Musiał mieć oczy dookoła głowy, bo nie dość, że musiał bronić siebie to jeszcze był odpowiedzialny za drugą osobę.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-03-24, 19:07   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- To brzmi całkiem... - Wymamrotała w odpowiedzi, przerywając na moment w poszukiwaniu dostatecznie dobrego określenia. Gdy zaś kompletnie na nie nie wpadła, odkaszlnąwszy, uniosła lekko kąciki ust i stwierdziła prosto. - Zabójczo.
Być może nie była w najlepszym stanie emocjonalnym, ba, na pewno w nim nie była. Nigdy także nie popierała całej tej walki, wojny i tego makabrycznego rozlewu krwi, jednak zasłyszana deklaracja w dużym stopniu podniosła ją na duchu. Nie była, co prawda, rozweselona niczym dziecko w wesołym miasteczku - chociaż z pewnością czuła się niczym po zejściu z karuzeli - ale przynajmniej nie zachowywała się niczym robot.
Zarówno psychiczna, jak i fizyczna pomoc, cóż, każdy rodzaj pomocy był teraz jak najbardziej na miejscu, a ona była za to naprawdę wdzięczna. Gdyby nie własny stan, zapewne okazałaby to w jakiś bardziej energiczny sposób, ale w tym momencie wyłącznie podtrzymała ten nikły uśmiech. Spróbowała także odwzajemnić uścisk - przynajmniej na tyle, na ile mogła to zrobić, nie czując każdej, nawet najmniejszej kostki w swoim ciele. Cieszyła się, że trafiła na kogoś takiego, naprawdę się z tego cieszyła...
- Masz swoją przepustkę? Dali ci ją? - Wspierając się na nim, spojrzała badawczo na Bradleya. Nie chciała wplątywać go w kłopoty, zwłaszcza że sama teoretycznie miała odpowiednie papiery. Zawsze mogła spróbować coś wykombinować, gdy tylko... Faktycznie, gdy tylko jakoś się ogarnie. Nie mogła raczej podejść do rogatek wyglądając w taki sposób - z ranami wymagającymi opatrzenia i śladami krwi na rękach. Nie chciała nawet wiedzieć, jakby to wyglądało.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-04-09, 22:47   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Wzruszył lekko ramionami. Owszem, brzmiał zabójczo. Nie miałby problemów, żeby pozbawić kogoś życia, gdyby stanął im na drodze albo próbował zagrozić. Nie potrafił jej dobrze teraz rozszyfrować, ale wydawało mu się, że nieco ją uspokoił tym stwierdzeniem. Była to prawda, więc nie musiała się martwić. Nie pozwoli jej skrzydzić, więc mogła poczuć się nieco swobodniej. Choć w jej obecnym stanie domyślał się, że mogłoby być ciężko.
On nie wybierał ani pokoju ani wojny, po prostu został do niej wciągnięty. Nie miał wyjścia, więc ta sytuacja go zmieniła. Może na gorsze, ale teraz przynajmniej potrafił o siebie walczyć. No i nie tylko o siebie jak widać.
Jej stan był nie za ciekawy i w jakimś stopniu przypominała mu jego jeszcze sprzed kilku miesięcy. Także tym bardziej chciał jej pomóc, co dało się zobaczyć. Nie musiała mu dziękować ani być w żaden sposób wdzięczna, po prostu robił swoje. On trzymał ją stabilnie, więc nawet jeśli ona nie miała siły, żeby go trzymać, to on nadrabiał za nią.
- Tak, zdobyłem przepustkę. O to się nie martw - powiedział z delikatnym uśmiechem. Nie chciał, żeby zawracała sobie głowy takimi rzeczami.
- Na rogatkach powiedziałem, że przyjechałem po swoją dziewczynę, która nie wróciła do domu. Strażnik wspominał o ognisku, więc chyba nie zdziwi go twój stan. Niemniej lepiej opatrzymy te największe rany - powiedział jeszcze jakby czytając jej w myślach. A może po prostu myślał o tym samym?
Gdy w powolnym tempie dotarli do samochodu, otworzył drzwi i pomógł jej usiąść na tylnym siedzeniu. Samochód był w zaułku, ale i tak miał wrażenie, że cały czas ktoś patrzy.
- Wziąłem swoją koszulkę, możesz ją założyć - powiedział, wyciągając ubranie. Spodni nie miał, ale chyba czysta i pachnąca koszulka będzie miła w odczuciu. Wyciągnął też apteczkę i zaczął opatrywać jej rękę. Zaczął od usztywniania złamanych palców i obwiązywania ich bandażem.
- Co jeszcze oprócz ręki i twarzy musimy opatrzyć teraz? - zapytał, bo być może część obrażeń nie widział albo ukrywały się pod ubraniami. Nie chciał, żeby mu się wykrwawiła przecież, jeśli gdzieś sączyła się z niej krew. Wyglądał na skupionego, ale też na zatroskanego. Miał nadzieję, że bez problemu wyjadą z tego miejsca.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5