Poprzedni temat «» Następny temat
Skwer przed stacją metra
Autor Wiadomość
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

75%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2019-01-09, 18:43   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Z jednej strony było jej żal tych wszystkich ludzi, bo przecież szukali leku na chorobę. Na te samą, która też dawała jej się we znaki. Po za tym byli ogrodzeni od swoich bliskich... Jednak to było tylko jedna strona medalu. Druga nie mogła pojąć... DLACZEGO. Nic nie usprawiedliwia tego co tutaj się wyprawiało. Dwóch ludzi... takich jak ona i oni. Stracili życie. Za co? Za jakiś rzekome uzdrowienie jakim oszukuje ten facet. Lasair nie wierzyła, że krew tych ludzi może przywrócić do ją do zdrowia. Jeszcze widząc te twarz oraz czując każdy popchniecie, każdy dotyk tych ludzi. Tego wszystkiego było za dużo. Po prostu nie wytrzymała i miała dość tego, że ją popychali. Jak powiedziała tylko prawdę... A oni są głupcami. Mając gdzieś to, że tej chwili była chora. Przywoła wspomnienie goryla ze którego widziała przed zamknięciem. Korzystając z jego mocy-siły odepchnęła od siebie tych wszystkich, którzy odważyli się popchnąć. Miała jeden cel dorwać zabójców swoich rodziców i tych niewinnych ludzi.
[Profil]
    [A+]
 
Melanie Murray



Ja się tylko broniłam

Drapieżność

74%

Kundel D.O.G.S





name:

Melanie Murray

age:
27 years

height / weight:
166cm/63kg

Wysłany: 2019-01-10, 18:27   

Ból ją z jednej strony trochę sprowadził do brutalnej rzeczywistości, z drugiej... no wkurzyła się. Ktoś śmiał bić JĄ na JEJ terenie i to przy publice. Odruchowo warknęła, obierając sobie już całkiem za cel mężczyznę. To, co się działo bliżej ogniska straciło na znaczeniu, gdy zaczęła używać swojej mocy. W najgorszym wypadku koledzy będą musieli również ją spacyfikować.
Zabije, zwyczajnie zabije.
Może mutant wykazywał się w walce agresją, ale to ta jej najpewniej była silniejsza i bardziej naturalna. Furiacko rzuciła się na przeciwnika, zważając ledwie na tyle, by nie zostać sprowadzona jego uderzeniem do poziomu ziemi, jeśli nie uda się go uniknąć. Choćby miało się skończyć na chaotycznym okładaniu wroga z całej siły po twarzy lub wyrwaniem ręki ze stawu, musiała wyładować nadnaturalną agresję.


// Moc: Wzmocnienie drapieżnika - zwiększa się jej siła i wytrzymałość, osiągając poziom równy dużym drapieżnikom w rodzaju wilków, dodatkowo wyraźnie zwiększając jej agresję
[Profil]
  [B+]
 
Maria Ortega



-

żywa pochodnia

49%

-





name:

Maria Ortega

alias:
Elvira

age:
27

height / weight:
170/59

Wysłany: 2019-01-10, 23:05   
  

   1 Rok na Giftedach!


Tępo i trochę nieprzytomnie spojrzała jak Maysilee ląduje na ziemi, popchnięta przez jakegoś pieprzonego jegomościa. Z opóźnieniem, ale mimo wszystko, zrozumiała co się własnie stało i głęboko zakopana lojalna część jej samej, kazała jej zareagować.
- Ej! - Krótko bo krótko i niezbyt pomocnie, ale to zawsze coś! Gdyby trochę mniej wypiła, na pewno żwawiej reagowałaby na to co się właśnie dzieje. Pomogłaby koleżance wstać, odpłaciłaby typkowi za dotykanie Mays i za wczasu zauważyłaby dryblasa, który kierował się ku niej.
- Hej! - Niemal powtórzyła, to co usłyszała przed chwilą. Złapała za nadgarstki dryblasa, który poderwał ją z ziemi i zamajtała nogami. Zrobiło jej się za gorąco. Ze strachu, ze złości, z powodu rozpalającego się w niej ognia, nie wiadomo.
- Nie estem sszmat... - Na krótko zacisnęła powieki oraz usta i odwróciła twarz, żeby uchronić się przed pluciem faceta. Aż żołądek jej się podniósł z obrzydzenia. Maria wbiła pazury w ręce, próbując się wyrwać z jego łapsk, póki jej własne nie objęły płomienie i parzące mężczyznę.
- Spae cię ebańcu! - Wydyszała, zwracając na niego twarz. Z przyjemnością spojrzała na swoje dłonie i płomienie, które tak często ratowały ją z opresji.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-01-14, 00:26   

Uratowany przez dzwonek?
Dźwięk syren zdawał się oddziaływać wręcz z niezwykłą mocą na tłum, który do tej pory był tak zapatrzony w całe przedstawienie mające tu miejsce. Ci biedni, chorzy ludzie, którzy do tej pory próbowali się posilić ciałem zmarłej Goldhope, czując przyrost sił i ustępującą chorobę, przestając odczuwać ból, jako jedni z pierwszych ruszyli przed siebie, niemal biegiem, ku wzglęnej wolności. Nim jednak zniknęli - między drzewami i krzakami w skwerze, nawoływali pozostałych do tego cudownego leku, za dowód podając własne, lepsze samopoczucie. I rzeczywiście - ci, którzy byli w najgorszej sytuacji, nie mający sił na nic, próbowali się doczołgać do truchła kobiety - będąc świadomymi tego, że jeśli teraz tego nie zrobią, to choroba z całą pewnością zaprowadzi ich do robu w zaciszu cel Departamentu...
Ci, którzy wciąż potrafili poruszać się o włąsnych siłach, również byli ciągnięci wolą przetrwania - w kierunku odwrotnym od tego, z którego nadchodziły specyficzne, niebieskie światła i uciążliwe dźwięki. Jak było też widać - i Maisilee chciała w tym tłumie zniknąć - szorując kolanami i nadgarstkami po zimnym asfalcie, raniąc się coraz mocniej, a co gorsza - pakując się prosto pod nogi spanikowanych uciekinierów.
Nikt nie patrzył na biedną kobietę. Nikt się nie przejął, gdy jej drobne i chude ciałko chciało stąc uciec. Nawet ci, którzy się o nią potykali - nie reagowali, tylko parli dalej, do przodu. Griffith za to odczuła to przez bodźce bólowe - gdy twarzą uderzyła o ziemię, co wywołało krwawienie z nosa. Gdy ktoś nadepnął na jej lewą dłoń, niemalże ją miażdżąc i łamiąc jej dwa palce. Gdy ktoś skopał jej biedne nogi, powodując siniaki. Gdy przy kolejnym upadku, obito jej żebra po prawej stronie - niemal po niej przechodząc. Cały ten ból sprawił, że jej umysł niemal natychmiast otrzeźwiał - ale cóż z tego, skoro traciła siły, a wróg był coraz bliżej?
Pewne było jedno - Maria pozostała sama, tracąc swoją nową przyjaciółkę z oczu. Prawdopodobnie ta była już nawet za daleko, by zareagować na jakikolwiek krzyk czy wołanie o pomoc. Może właśnie to uwolniło w Ortedze tę niezwykłą siłę, o której do tej pory zapomniała?
Wzrok mężczyzny był mętny a ruchy mało zdecydowane. Z Elwirą wygrywał jedynie rozmiarem i siłą, co chciał pokazać przed tym tłumem, nie zważając na zbliżający się oddział Szwadronów. Wymierzył swój cios, wysoko unosząc pięść, ale dokładnie w tym momencie brunetka zareagowała - łapiąc go za przedramię i przypalając jego kurtkę. Gorąc bardzo szybko w niego uderzył, wywołując przeraźliwy krzyk, a tor jego ciosu znacznie obniżając. Nasza żywa pochodnia została upuszczona, jednak bardzo nieprzyjemnie została uderzona w splot słoneczny - co spowodowało nagły atak duszności i nudności. Co najgorsze - całe to zajście było dokładnie obserwowane przez zbliżające się posiłki panny Murray...
A gdy o niej mowa - dzika bestia się w niej przebudziła. Na szarżę próbowała odpowiedzieć szarżą, wydając z siebie dziki, niemal zwierzęcy ryk i pędząc na swego przeciwnika. Uchylenie się przed jego atakiem w tym szale bojowym zdawało się być niezwykle łatwe, jej ciało reagowało naturalnymi odruchami drapieżnika na polowaniu. A to polowanie miało się dziś zakończyć bardzo nieprzyjemnie...
Krótki skok i użycie siły w połączeniu z tą niezwykłą agresją sprawiły, że Melanie bardzo szybko znalazła się na mężczyźnie - okładając go pięściami, drapiąc i rozlewając jego krew po ulicy i chorych, którzy nie mieli szansy stąd odejść. Jej otępiony drapieżnością umysł kazał jej zabijać, kazał jej go wykończyć, kazał zakończyć polowanie. A gdy już twarz mężczyzny nie przypominała ludzkiej, dała całkowity upust swej zwierzęcej stronie - odrywając od tułowia jedną z rąk swego przeciwnika...
W korzystaniu ze swej mocy nie miała jednak szczęścia Lasair - która wciąż zmagała się z nieprzyjemnymi halucynacjami. Jej wizja przybrania siły goryla zakończyła się jedynie na krótkiej myśli, by po chwili... Nic się nie stało. A przynajmniej na to nie wyglądało. Roarkedaughter bowiem, zamiast skopiować moc umiejętnośći jednego z naczelnych, wykorzystała... Kameleona. Jej ciało zaczęło się nienaturalnie rozpływać, próbując zniknąć gdzieś pomiędzy przepychającymi się chorymi.
Przy samym ołtarzu jednak, na którym kobieta wciąż próbowała skupiać wzrok, właśnie miała stać się kolejna tragedia. Na nic były słowa sprzeciwu Jensena. Na nic była jego próba ochrony tej ostatniej kobiety. Zamaskowany Uzdrowiciel po prostu wepchnął blondynkę w płomienie, nie siląc się nawet na żaden komentarz. Nie siląc się na powiedzenie czegokolwiek. Nawet nie spojrzał za cierpiącą ofiarą, kórej wrzask rozniósł się po okolicy - po prostu się odwrócił, kierując swe kroki ku stacji metra - tak spokojnie, odrzucając po drodze lustrzaną maskę, która chroniła jego twarz - i tylko nieliczni mogli dostrzec cień uśmiechu malujący się spod jego kaptura...
Tobias jednak już nie miał czasu się nad tym zastanawiać, gdy płomienie ogarnęły i jego rękaw, topiąc plastikową powłokę jego kurtki. Czuł ból pochłaniający jego rękę i musiał reagować szybko - niemal zrywając z siebie to odzienie, co z całą pewnością pozostawi brzydkie blizny na jego skórze...
To jednak nie było najgorsze. Gorszy był krzyk - krzyk, który nie ustępował. Krzyk zkatowanej duszy skazanej na potępienie. Krzyk Promise'a, który tak mocno wżerał się w umysł bruneta - wyraźnie mu sygnalizując, że żywot tego chłopaka właśnie uległ końcowi.
To był krzyk, który będzie go nawiedzał jeszcze bardzo długo...

D.O.G.S. za to zaczęło reagować. Osemka zebranych szwadronowców, oporządzona, z wyciągniętą bronią wtargnęła w tłum reagując na każde niepoprawne zachowanie. Każdy przejaw użycia mocy był przez nich wyłapywany - zmierzali w kierunku każdego, kto wykazywał się agresją. Co było jednak przykre - pierwszą osobą, która poczuła pocisk paraliżujący na swoich plecach była ich koleżanka po fachu, skundlona Melanie. Widać nikt nie miał zamiaru ryzykować, że jej siła obróci się przeciw nim. Kolejny pocisk powędrował za to prosto w klatkę piersiową i tak ogarniętej nieprzyjemnymi torsjami Marii. W kogo wycelują następne strzały, gdy tłum stawał się coraz mniejszy, przez co jednostki stawały się coraz bardziej widoczne?
  
[Profil]
 
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka, kelnerka





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
168/50

Wysłany: 2019-01-15, 22:07   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Prawdopodobnie - ba! z całą, zdecydowanie jak największą pewnością - jeszcze nigdy aż tak bardzo się nie upiła. Oczywiście, nawet na trzeźwo podejmowała czasem skrajnie głupie decyzje, jednak ta również zdawała się przewyższać wszystkie dotychczasowe. W końcu wizyta w getcie sama w sobie należała już do ryzykownych, niepewnych wyczynów, ale... Ognisko pełne chorych, zdesperowanych mutantów o iście kanibalistycznym zapale?! Serio, Maysilee? Serio?!
Im bardziej w to brnęła, tym bardziej idiotyczne jej się to zdawało. Najgorsze, iż dopiero w tej chwili, bowiem wcześniej... Cóż, to brzmiało niczym najlepszy możliwy pomysł. Oczywiście, jeszcze wtedy, gdy wszelkie ogniska utożsamiała z miłymi, przyjaznymi aktami zażyłości pomiędzy mieszkańcami tej okolicy. Topionymi piankami, ziemniakami z popiołu, pieczonymi kiełbaskami czy innymi niezmiernie podobnymi daniami... Szkoda tylko, że jej mocno podpity umysł nie dopuścił do siebie myśli, iż w podobnym miejscu takie imprezy były raczej bardziej niż mniej niemożliwe.
Teraz już to wiedziała... Sunąc na kolanach i obcierając nadgarstki o twardy, popękany asfalt, obijała się o nogi kolejnych osób i wiedziała. Coraz bardziej z każdym kolejnym uderzeniem, kopniakiem czy zaryciem w ziemię. A przecież najgorsze miało dopiero nadejść... Minęło kilka zatrważająco krótkich chwil, nim tłum całkowicie pogrążył się w panice, a Maysilee boleśnie to odczuła. Wszyscy po prostu uciekali. Zupełnie tak jak ona, choć - co gorsza dla niej samej - wciąż jeszcze na własnych nogach. Nie tyłem, nie na klęczkach... Po prostu torując sobie drogę ku wyjściom i kompletnie nie patrząc na to, co deptali.
A Maya? Mimo otrzeźwienia, jakie - o zgrozo! - przynosił jej ten ból, wcale nie poderwała się na równe nogi. Nie była w stanie zrobić tego wcześniej, teraz także zdecydowanie nie wchodziło to w grę. Ostatkiem sił... Jakimś niezgłębionym - przynajmniej przez nią samą - instynktem zlokalizowała znajomą twarz w tłumie, łapiąc nogawkę uciekającej kobiety i jęcząc coś głośno, mimo krwi spływającej jej z nosa do ust. Nawet jeśli pomyliła osoby, potrzebowała pomocy w ewakuacji, a przecież ją tu znano. Musiała jakoś się stąd wydostać. Po prostu desperacko złapała - jak sądziła - koleżankę, usiłując podnieść się z ziemi. I jeśli tylko jej się to udało, zamierzała po prostu zdać się na tę - czy jakąkolwiek inną - pomóc.
_________________
« oh, what a shame »
What a rainy ending given to a perfect day...
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

75%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: Wczoraj 20:47   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Lasair widząc, że jej moc zadziała inaczej niż tego by chciała, bo zamiast zyskać siłę to wtapiała się w otoczenie. Czując moc swojego najlepszego przyjaciela, poczuła się jak w domu. Tęskniła za swoim małym gadzim Jamsem. Zamiast próbując przywołać moc goryla. Starała się pogłębić wtapianie się w otoczenie, by być jak najbardziej mniej widoczna.
Jeśli jej się to udało próbowała dalej wydostać się tego zbiorowiska, ale nie tracąc z oczu uzdrowiciela. Nienawidziła tej twarzy oraz tego co tutaj wyprawiał. Jak można zabijać niewinne osoby. Nawet dla zdrowia innych, to po prostu nie ludzkie, nie humanitarne i ogólnie obrzydliwe. Chociaż sama była chora to w życiu by nie odebrała by życia dla własnego zdrowia. Zamiast dołączać do tych kanibali to ruszyła za uzdrowicielem. Który próbował uciec... jak tchórz. Nie doczekanie jego... Nikt nie będzie zabiał ludzi, a później o tak sobie uciekał z miejsca przestępca. Powiadają życie za życie, jednak w tym będzie jeszcze większa rozkosz. Zwłaszcza, że ten morderca ma oblicze najbardziej znienawidzonej osoby przez Lasair.
[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6