Poprzedni temat «» Następny temat
Kasyno "Starlight"
Autor Wiadomość
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2019-01-07, 21:21   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Prychnąłem, słysząc słowa wydobywające się z pięknej buźki Fay. Och, jakaż ona była niedoświadczona w tym świecie i jak mało wiedziała! Nie mógłbym jednak powiedzieć, że te młodzieniaszki mi nie zaimponowały - choćby swą odwagą, by w ogóle zabrać głos. Choć zdecydowanie rozważniej byłoby to przekazać bezpośrednio swojemu przełożonemu, ale co ja tam mogłem wiedzieć, po latach w tym biznesie.
- Oh, moja droga, mała Murphy. Gdyby zależało mi na wybiciu was, właśnie teraz leżałabyś martwa. Po tych słowach. - Skwitowałem krótko jej wątpliwości, by po chwili posłać niesamowity uśmiech w kierunku jej towarzysza, który tak bardzo chciał jej bronić. Uniosłem też swoją szklankę, na znak toastu, by po chwili upić z niej kilka łyków - aż nie ostały się jedynie kostki lodu. Skrzywiłem się nieco, poprawiając na swoim miejscu, a łokcie podparłem o blat stołu.
- Widzisz Axonie, w tym jest problem. Wojna z Europą i mi nie służy, jak wiele dobrego nie przyniosłaby mojej wizji. - Rozpocząłem swą tyradę, nie zdejmując uśmiechu z ust, ale powracając wzrokiem na przywódcę bractwa. - Źródełko się wyczerpało. Czystej mutazyny nie mam nawet ja, a jak zapewne sam - i mi się czasem przydaje na... Nieprzyjemne skutki moich mocy. - Dodałem po chwili, wzdychając ciężko, i zaczesując swoje włosy do tyłu. - Została tylko czarnorynkowa. Ale mogę Ci zagwarantować, że w obecnej chwili to najczystszy towar w Stanach. Przynajmniej, jeśli mówimy o ilościach hurtowych. - Uśmiechnąłem się po raz kolejny, by teraz przejrzeć wzrokiem po zebranych przeze mnie ludziach. Dobrze widziałem minę Jamiego i miałem świadomość, co może ona znaczyć. Chciał działać. A ja nie mogłem do tego dopuścić. Nie w tej chwili.
- No, ale jeśli nie chcesz tej współpracy drogi Williamie.. Mogę zabrać swoje zabawki. - Wyrzuciłem z siebie w końcu, podnosząc się z miejsca i wstrząsając swoimi ramionami. Miał to być prosty sygnał - albo dojdziemy do porozumienia, albo to spotkanie dobiegło końca...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-01-08, 01:21   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Okej, to że Rebelia chciała ich zaopatrzyć w watliwej jakości mutazyne to jedno, co podniosło jej ciśnienie. Inna sprawa gdy nagle Achilles zaczął ją tłumaczyć. Co, przepraszam bardzo? Mogła ująć to taktowniej? A co niby złego było w zapytaniu o skutki uboczne preparatu, który na ogół okazywał się gorszy niż efekty mutacji, przeciwko której miał służyć? Nie omieszkała posłać Redfall'owi chłodnego spojrzenia które dość dosadnie mówiło, że nie potrzebowała jego pomocy. Bo na kogo dzięki niemu wychodziła? Na dziecko, które powiedziało coś złego w towarzystwie dorosłych i trzeba było się na nim wstawić. Podziękowania.
Postawa Hoppera o wiele bardziej jej się podobała, chociaż miała wrażenie, że i on w tym momencie momencie prowadził swoją gierkę i tylko wykorzystał to, że postanowiła się odezwać.
Aż w końcu sam Delgado zabrał głos i... na jego słowa Fay jedynie delikatnie się uśmiechnęła.
- Oh, w to nie wątpię, Papo. Myślę, że gdybyś chciał miałeś już wiele okazji - odparła jedynie - Mimo to nigdy nie podejrzewam cię o taki zamiar i teraz też tego nie robię. Po prostu aż za dobrze zdaję sobie sprawę, jak złe potrafią być te preparaty. Jednak jeśli ufasz im na tyle, żeby samemu je zażyć, to ja czuję się przekonana - zakończyła swoją krótką wypowiedź, wzruszając lekko ramionami i posyłając krótkie spojrzenie Willowi. Jej zdanie pewnie nie miało jakiegoś super znaczenia, ale tego wcześniej chciał - potwierdzenia. Niezależnie od tego czy było to szczere czy tylko na pokaz w ramach tej wielkiej gry i negocjacji, które niby się tu odbywały.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-01-18, 02:13   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nieszczególnie przestraszyły go pogróżki Delgado. Oczywiście, że Marcos mógłby ich zabić właśnie w tym miejscu - tak samo jak Hopper mógłby doprowadzić do wybicia tych kilku przedstawicieli Rebelii. Obydwie strony ryzykowały… ale równocześnie, nikt nie miał powodu nikogo zdradzać. Przeszłość przeszłością, obydwoje nie byli tak głupi, żeby ciągle nią żyć. Liczyła się przyszłość, a Hopper miał zamiar osobiście porozstawiać figury na szachownicy. Zapominał już o większych krzywdach, a tym razem w grę nie wchodziło tylko jego życie.
Nie był pewien czy ufa Marcosowi w tej sprawie, ale jeśli miałby obstawiać - mówił prawdę. Miał zbyt wiele do stracenia, jeśli gdzieś nagle pojawiłaby się czysta mutazyna, a z drugiej strony - mógłby im wmówić że wyśle czystą. Jeśli tylko byłaby wystarczająco dobra, różnica byłaby nie do wykrycia - oczywiście, gdyby akurat Hopper nie postanowił jej wziąć i nie dostał wylewu, ale cóż, Delgado nie miał powodu sądzić że ktokolwiek w Bractwie jest w takim stanie, żeby ta odrobina robiła różnicę - a mógłby dużo łatwiej zyskać ich przychylność. Zła wiadomość była taka, że w takim wypadku na rynku nie było już czystej mutazyny. Jeśli z jakiegokolwiek powodu moc Mercy zawiedzie, Will nie miał żadnej alternatywy. Jakieś cztery-pięć miesięcy życia albo gwałtowna śmierć, jeśli spróbuje to zatrzymać. Cudownie.
Za to zagrywkę Marcosa z tym całym wstawaniem, uznał za co najmniej śmieszną. Nikt nie żądał czystej mutazyny, co najwyżej Murphy chciała się upewnić, że będzie bezpieczna. I po raz kolejny, skoro rozmowy zabrnęły tak daleko, to było dość oczywiste, że obydwie frakcje wzajemnie się potrzebowały. To był zwyczajny blef, łatwy do przejrzenia, a Hopper nie miał zamiaru dać się na niego złapać. Siedział z tym swoim firmowym niewzruszonym spokojem prowadzącym go przez ostatnie osiem lat życia.
- Mówiłem bezpieczny, nie nieskazitelnie czysty - zauważył nonszalancko. - Zabawne, zawsze uważałem że ludzie twojego pokroju uważnie słuchają rozmów - dodał, nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiechu. Jego pokroju, bo przecież Hopper był nowy w grach o tak dużą stawkę, przecież on się dopiero tego uczył. I oczywiście, to przecież było niemożliwe, żeby Marcos Delgado właśnie próbował go zmanipulować w tak banalny sposób, żeby zyskać przewagę pod koniec negocjacji. Nie, z pewnością po prostu nie słuchał co było mówione przy tym stole i na co dzień zachowywał się równie melodramatycznie. - Tak jak mówiłem, skoro moi ludzie są przekonani, umowa mi pasuje. - Bo najwidoczniej ktoś tutaj potrzebował przypomnienia co było mówione kilka minut temu. - Masz coś do dodania czy możemy w końcu to załatwić? - spytał. I nie, nie miał zamiaru wstawać przed tym symbolicznym uściśnięciem sobie dłoni. W tym momencie to on był tutaj konkretny i zdecydowany, nie miał zamiaru odpuszczać nawet w tak błahej sprawie. Próbując odebrać mu przewagę, Marcos właśnie wcisnął mu jej jeszcze więcej w ręce.
Swoją drogą, fakt że Delgado też musiał korzystać z mutazyny był godny odnotowania.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2019-01-21, 11:11   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- Myślę, że na dzień dzisiejszy nie ma już czego dodawać, drogi Axonie. - Wzruszyłem ramionami, spoglądając na przywódcę Bractwa. Nie było sensu sztucznie przeciągać tego spotkania. Warunki były jasne, umowa dogadana, a brunet... Zaczynał mi już działać na nerwy. Nie warto było tego psuć w takim momencie, a brak moich mocy przy negocjacjach bardzo mi nie odpowiadał. Przez to... Rozmowa nie przebiegała dokładnie w oczekiwany przeze mnie sposób.
Wyciągnąłem swoją dłoń, na znak przymierza z Hopperem i ku dobiciu naszej umowy. Gdy tylko doszło do uścisku rąk, uśmiechnąłem się delikatnie. - Współpraca z Tobą to sama przyjemność. - Wyrzuciłem z siebie, oczywiście bez jakiegokolwiek sarkazmu, to skądże.
Zamierzałem dotrzymać swojej części. Samochody z niezbędnymi lekami i zapasem mutazyny będą czekać w umówionym miejscu i o ustalonym czasie. Pozostawało mi tylko wierzyć, że członkowie tego ugrupowania nie zawiodą mnie, gdy ja ich będę potrzebować...

[wszyscy z/t]
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5