Poprzedni temat «» Następny temat
Kasyno "Starlight"
Autor Wiadomość
Leilah Addams



Justice and Vengeance are One.

Elektrokineza

75%

Ochroniarz





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

height / weight:
178/74

Wysłany: 2018-11-25, 23:27   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wydawało się, że wszyscy siebie znają, lub przynajmniej łączą ich jakieś bardziej skomplikowane relacje. Leilah na szczęście nie miała żadnych bliskich ani nawet dalszych połączeń więc mogła utrzymać swoje skupienie nienaruszone. A to właśnie było jej zadanie, szczególnie, że druga strona nie należała do najłagodniejszych. Trzeba więc było zachować czujność. Dlatego też Leilah nie miała najmniejszego zamiaru korzystania z propozcyji drugiej strony, mimo, że marzyła się jej whisky. To w dalszym ciągu nic nie wskazywało na to, że obsługa kasyna nie była przekupiona przez drugą stronę. Lepiej więc nie ryzykowac.
Rozejrzała się po sali, i chyba tylko jedyną kobietę, jaka była po drugiej stronie skądś kojarzyła, ale również za nic w świecie nie była sobie w stanie przypomnieć jej imienia, ani skąd na dobrą sprawę ją kojarzy. Nie chciała jednak pozostać rozproszona, a bez słowa obserwowała pomieszczenie, oraz drugą stronę, szczególnie to czy ktoś swoją postawą zdradza umiejętności bojowe. Jeżeli udało się coś takiego zaobserwować to zapewne u Dale'a jeśli już. Na razie jednak czekała bez słowa na to jak potoczy się ta rozmowa.
[Profil]
  [AB-]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-11-26, 23:13   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Duncan przysłuchiwał się chwilowej wymianie zdań, rozmawiali tylko przywódcy, oni nie mieli co mówić, bo nie było potrzeby. Byli w tym momencie narzędziem jakby coś poszło nie tak, zabezpieczeniem. Jednak bardziej bawiło go to, że Bractwo zachowywało się jakby miało kołki w tyłku wszczepione. Nie mógł powstrzymać lekkiego złośliwego uśmiechu, on w przeciwieństwie do reszty również wziął whisky z lodem. Bawiło go to jak bardzo ta druga strona im nie ufała. Nie musieli się kochać, ale w obliczu tego co działo się w Stanach, powinni razem zawiązać sojusz i pozbyć się ludzkiego ścierwa. Jednak Bractwo to pizdy były i zdawał sobie z tego sprawę.
Wlepił swoje spojrzenie w Hoopera, a potem po reszcie członków. Popierał słowa Papy w każdym calu, pod względem tych działań. Szkoda jednak będzie, jeśli kompromis będzie miał na nim wymusić by mniej miał zabawy z dręczenia ludzi. Jamie lubił znęcać się nad tym podrzędnym gatunkiem, ale ci tu naprzeciwko niego, to by chcieli żyć z nimi w harmonii i byleby nie szło do wojny i wszyscy żyli normalnie. Czy nie rozumieli, że byli obdarowani przez Bogów, przez coś wyższego? Ewoluowali i powinni być z tego dumni, a nie skrywać się jak szczury po kanałach…
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-11-30, 00:05   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Cóż, mamy wojnę - odpowiedział na wiadomość o tym, jaka to szkoda że Cassandra Gardner nie chodzi już po tym świecie. Trwała wojna, do walk dochodziło na każdym kroku, a ludzie umierali. Jakoś był w stanie pogodzić się z faktem, że Cassandra nie żyje, zwłaszcza jeśli dzięki temu Wallace i Josie mogły przeżyć. Zastanawiało go tylko, czy Delgado faktycznie sądził, że Hopper będzie za nią tęsknił, czy doskonale zdawał sobie sprawę z tego co mógł czuć względem któregokolwiek z Gardnerów i celowo o niej wspomniał.
Ciekawe było to co twierdził Marcos. Kłamał? Możliwe, że nie chciał pokazywać, jak nieudolny był... Ale może to była prawda. Ryzykowne działanie, a jednak wyniki sondaży gwałtownie przechyliły się na stronę antymutancką. Pozostawało mieć nadzieję, że Rebelia nie była aż tak głupia, żeby uznać taki plan za dobry pomysł.
I oto nadchodził moment, w którym w końcu przechodzili do prawdziwych negocjacji. Może i Bractwo za czasów Yvonne było pokojowe, ale sytuacja się zmieniła. Za czasów Colleen stało się impulsywne, za jego - ostrożne i wyrachowane. I teraz w końcu nadchodził moment, w którym ryzyko włączania się do walki zaczynało mieć sens. Oczywiście, Delgado nie mógł wiedzieć jak Hopper zapatrywał się na całą sytuację - i bardzo dobrze. Skoro był nieprzekonany, Marcos będzie musiał wyłożyć na ladę więcej, żeby go kupić.
- Zdajemy sobie sprawę, że konkurencja na obecnym etapie niczego nie wnosi i chociaż nie popieramy niektórych waszych działań, jesteśmy skłonni z wami współpracować w pewnych kwestiach. - Skłonni, ale nie zdecydowani. Pora, żeby Delgado zaczął wyciągać co ma do zaoferowania.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-12-01, 17:16   
  

   Talon na Aarona i balon


No tak, jeśli chodzi o sytuację z przed paru dni... Faktycznie Hopper miał powody, by być mu wdzięcznym. Można powiedzieć, że Fowler wyświadczył mu sporą przysługę. Czy oczekiwał czegokolwiek w zamian? Na razie nie, ale niewykluczone, że w przyszłości przyda mu się pomoc Williama. Był on w końcu osobą, którą lepiej mieć za przyjaciela, niż za wroga.
Wróćmy może jednak do teraźniejszości. Dale pozostawał cały czas skupiony, mimo tego, że jego spojrzenie błądziło gdzieś po okolicy. Zachowywał się jak rasowy żołnierz - w głowie już układał plany ewentualnej ucieczki, oraz miejsca z których najlepiej będzie się bronić. W końcu po to tutaj był, nie? By zapewnić bezpieczeństwo reszcie. Zupełnie jak na froncie - walczyło się po to, by Twoi koledzy wyszli z tego cało. Nie za siebie. Z drugiej strony... Czy faktycznie traktował rebelię jak towarzyszy? Nie do końca był pewien. Na pewno był im wdzięczny za nadanie mu celu, dzięki nim mógł po raz kolejny wrócić do walki i dzięki temu stał się silniejszy, przypomniał sobie kim jest.
Z rozmyślań wyrwały go słowa wypowiedziane przez Marcosa. Te dotyczące ostatniego ataku, oraz osobie, która zginęła... Cholera, czy mógł mieć na myśli Cassandrę?
Był przy tym. Doskonale wiedział kto odebrał jej życie. Wzdrygnął się mimowolnie na samo wspomnienie tego wszystkiego. No... Dobra, właściwie wzdrygnął się z powodu zimna. W ciągu kilku ostatnich dni targały nim jakieś dziwne dreszcze, dodatkowo... Zakręciło mu się w głowie. Co prawda w tej chwili nie przeszkadzało mu to jeszcze w normalnym funkcjonowaniu, ale całkiem niedawno miał jakiś dziwny... Atak? Oczywiście zignorował to, zwalił na zmęczenie, lub jakiegoś niegroźnego wirusa.
Dale nie chorował zbyt często, nie pamiętał kiedy ostatni raz dopadło go przeziębienie, czy grypa. No nic, pewnie samo przejdzie - jak zwykle.
Z pewnością przyda mu się teraz coś na rozgrzanie, skorzystał więc z propozycji i zamówił dla siebie whisky - podwójne. Chlał takie ilości alkoholu, że taka drobna szklaneczka nie powinna go zamroczyć.
W międzyczasie słuchał wymiany zdań przywódców. Kilka razy nawet chciał się wtrącić, ale... Chyba nie powinien. Dlatego też jego usta pozostawały zamknięte.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-02, 13:05   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Bo tak jak mówił Hopper, interesy Bractwa i Rebelii często zbyt mocno się od siebie różniły. Dlatego też Fay wróciła - chciała działać, ale nie w tak gwałtowny sposób, nie patrząc na nic wokół, dążąc po trupach do celu. Wizja wojny trochę ją przerażała, tak samo jak pomysł przyłączenia się do niej w bardziej aktywny i jawny sposób.
Jednak patrząc na ostatnie wydarzenia mieli inne wyjście? Mieli cokolwiek do stracenia? Skoro mutanci i tak ginęli, to warto było to robić w jakimś celu, prawda? Żeby inni nie musieli tego robić.
Po części w tej kwestii rozumiała Hoppera i jego motywację, by przyspieszyć to wszystko, żeby coś zmienić. Tylko... cóż, szkoda, że zaczął to robić dopiero, gdy urodziła mu się córka. Skoro został przywódcą bractwa i zaakceptował tą funkcję, to jednocześnie zgodził się, by działać dla tej grupy jak najlepiej potrafił. A wyglądało na to, że zdecydował się podjąć pewne kroki dopiero, gdy zaczął mieć w tym swój większy interes.
Wszyscy byli tak bardzo siebie warci, że nie miała pojęcia, czemu siedzą po przeciwnych stronach.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-12-03, 20:09   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kilka dni przed spotkanie zaczęła odczuwać objawy gry. Jak tylko pojawiły się pierwsze ból gardła oraz katar zaczęła brać jakieś leki na przeziębienie oraz walczyć z nimi. Zwłaszcza, jak dowiedziała się o swoim udziale w tym spotkaniu. Niestety choroba nie chciała jej podać się bez wygranej. Dlatego Esther większość objawów zakryła makijażem, a na pozostałe by wzięła leki. By nie pociągać nosem co chwilę. Inne można była łatwiej maskować zwykłą grę. Jednak chociaż miała wielką ochotę wziąć coś mocniejszego. To nie mogła musiała zadowolić się jakimś sokiem czy też wodą.
Esther pomimo choroby oraz tego, że jeszcze kilka miesięcy temu nie popierała radykalnych działań. Dzisiaj popierała je całkowici jak powiedziała Charlotcie nie zamierzała być już więcej ofiarą. Widziała, że jeśli nie zaczną działać to nic się nie zmieni. Kiedyś trzeba powiedzieć ,,dość" głośno i dosadny sposób. Dlatego tej chwili całkowicie popierała słowa Papy. Pomimo tego, że była za działaniem to rozumiała drugą stroną. Wątpiła jednak by to przyniosło jakiś skutek zwłaszcza, że ich wróg nie przebiera środkach. Czemu oni mają się ograniczać?
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-12-04, 23:50   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Sytuacja była podbramkowa. Na tyle, że trzeba było schować swoją dumę do kieszeni. Próbowano nas oskarżyć o ten nieszczęsny atak. Próbowano całą odpowiedzialność zrzucić na mutantów. I nawet, jeśli nasze sumienia nie były w pełni czyste - mieliśmy swój honor. Nam nie chodziło o śmierć niewinnych, a tego dopuszczono się podczas ostatniej tragedii. Nasz cel był dużo bardziej szlachetny i w obliczu wojny - miał szansę na spełnienie. Cóż jednak z tego, gdy wszyscy uzdolnieni byli zamykani, z dala od swoich bliskich? Gdy byli traktowani gorzej niż psy w Chinach?
Nie mogłem na to patrzeć. Nie mogłem patrzeć, jak moi ludzie cierpią.
- A podczas wojny wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. - Odparłem bez większego zastanowienia, przywołując uśmiech na usta. Z całą pewnością - i Hopper musiał to rozumieć. Jak bardzo nasze ścieżki w przeszłości mogły się krzyżować - dziś to nie miało znaczenia. Dziś ważniejsze było osiągnięcie celu.
- Potrzeba nam ludzi i informacji. Wam potrzeba informacji i środków. Oboje możemy sobie pomóc. - Dodałem po chwili, unosząc przyniesioną w przerwie, przy niezwykłej ciszy szklankę. Przed pozostałymi zapewne takowe również się pojawiły - niezależnie od tego, czy miały w sobie alkohol, czy też nie. Bez zastanowienia, wtopiłem się w swój trunek, po czym na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Powiedz, czego oczekujecie, a do przyszłego tygodnia otrzymasz dostawę. - Stwierdziłem dość sucho, jakbym już był przekonany o zawarciu sojuszu. Może to moja nazbytnia pewność siebie i zbyt częste korzystanie z mocy sprawiały, że byłem tak pewien swego?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-12-09, 20:38   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, Hopper nie miał zamiaru trzymać się dawnych urazów. Zbyt wiele przeżył, żeby widzieć jakikolwiek sens w kierowaniu się swoimi emocjami. Wspomnienia były przydatne, można było z nich wiele wyciągnąć, ale nie powinny ograniczać jego pola działania. Gdyby nie potrafił się do tego dostosować, od lat byłby martwy.
Ponownie, Hopper polemizowałby z tym stwierdzeniem. To, że ktoś mógł zostać twoim sojusznikiem nie oznaczało od razu, że zostanie przyjacielem. Mieli wspólne cele, ale kiedy już osiągną - kto wie jak będzie wyglądała sytuacja między nimi? Pomagając Rebelii, Hopper musiał nie dopuścić do tego, aby miała szansę stać się potężniejsza od Bractwa. Nie miał zamiaru pozwalać, żeby organizacja była zależna od czegoś, na co nie miał wpływu. A jeżeli ktoś w tym wszystkim miał zginąć, nie miał zamiaru pozwolić, żeby padło na jego ludzi.
Oczywiście, wypowiedzenie tego wszystkiego na głos byłoby drobnym faux-pas, chociaż sam Marcos Delgado najpewniej myślał o tej współpracy w bardzo podobny sposób. Mimo wszystko, lepiej było wyglądać, jakby faktycznie kupował tę wersję. Póki mogli się wzajemnie wykorzystywać, ten układ pozostawał korzystny. Trzeba było się tylko upewnić, kto ostatecznie, podczas rozłamu, który zakończy ich współpracę, mniej na tym wszystkim straci.
- Upadku rządu, bezpieczeństwa i władzy nad światem - zażartował. chociaż, oczywiście, na ten moment wszyscy mutanci tego oczekiwali. - Na początek myślę, że wystarczą leki - łącznie z czystą mutazyną. - Hopper nie mógł zapominać o tej epidemii grypy przetaczającej się przez Seattle. Na razie w Bractwie nie doszło do żadnego poważnego incydentu, ale wysoka gorączka i mutant z niszczycielską mocą, to było złe połączenie. - Oczywiście, bylibyśmy w stanie nieco więcej zdziałać pomagając wam w Seattle, gdybyśmy nie musieli korzystać z samochodów, których potrzebujemy w innych miejscach. - Ot, zwykłe logiczne spostrzeżenie... Aczkolwiek, Hopper nie miał zamiaru wykorzystywać środków, których potrzebowali do zdobycia zapasów, żeby pomagać Marcosowi Delgado.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Achilles Redfall



... not all monsters look like monsters. There are some that carry their monstrosity inside.

Manipulacja Kryształami

50%

Łowca





name:

Achilles Redfall

alias:
Red

age:
26

height / weight:
183cm/76kg

Wysłany: 2018-12-14, 16:49   
   Multikonta: Nope
  

   1 Rok na Giftedach!


Upadek rządu, bezpieczeństwo i władza nad światem. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Potrzeba ludzi i informacji. Gdyby Achilles nie wiedział lepiej, to mógłby pomyśleć, że bierze udział w spotkaniu dwóch szefów mafii czy gangu, niż w spotkaniu pomiędzy dwójką liderów ugrupowań zrzeszających mutantów. Choć jakby się tak nad tym zastanowić, to czy różnili się od nich tak bardzo? Ukrywanie się przed rządem, działanie niezgodnie z prawem (głupim, dyskryminującym prawem, ale prawem), knucie i spiskowanie, zawiązywanie sojuszy, walka ze służbami bezpieczeństwa. Jeszcze jak się weźmie po uwagę mutazyne czy inne środki, których potrzebowali, to normalnie mieliby handel narkotykami oraz innymi substancjami chemicznymi!
Pozytywem jednak był fakt, że przynajmniej nie zapowiadało się na jakąkolwiek agresje z którejś ze stron. Jasne, wciąż istniało ryzyko, że jakieś trzecie ugrupowanie dowiedziało się o tym spotkaniu, bo w końcu żyli w takim, a nie innym świecie. Służby musiały mieć jakieś metody do tropienia ludzi, w szczególności mutantów. Achilles może i był lekko paranoiczny, ale preferował to, niż bycie obiektem badań naukowych lub bycie martwym.
Choć śmierć byłaby chyba lepsza z tych dwóch opcji.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-12-19, 23:31   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Hopper z całą pewnością nie był materiałem na kompana po zakończeniu akcji. A przynajmniej na takiego nie wyglądał - tym bardziej teraz, gdy mogłem go poznać osobiście. Głowa na karku, trzeźwe myślenie, brak miejsca na choćby najmniejsze poluźnienie atmosfery i chwilę niepowagi.
I przecież... Dobrze to wszystko znałem. Od lat przybierałem dokładnie te same maski. A jednak... Chyba bractwo postrzegałem do tej pory nieco inaczej, niż moich dotychczasowych sojuszników.
- Jeśli czas będzie dla nas łaskawy, to może i to uda nam się osiągnąć. - Stwierdziłem dość sucho, nie ściągając uśmiechu z twarzy, nim kolejny raz zatopiłem swoje usta w szklance z trunkiem. Wtedy też wpiłem swój wzrok dokładnie w oczy bruneta - leki nie są problemem, czysta mutazyna już tak. Źródełko na dzień dzisiejszy jest wyczerpane. - Padło z mych ust, z cichym westchnieniem - Mogę wam jednak zagwarantować kilkanaście dawek czarnorynkowej spod rąk moich ludzi. Możesz być więc pewny, że nie będzie to najgorszy shit.
I w sumie... Nie kłamałem. Musiałem pamiętać też o swoich ludziach - w końcu widziałam jak po kolei i ich dopada ta paskudna choroba i to właśnie ich musiałem mieć na pierwszym miejscu. Nawet pomoc bractwa nie była ważniejsza od bezpieczeństwa mojej rebelii.
Słysząc kolejną prośbę, podrapałem się przez chwilę po własnym podbródku, nim z kieszeni marynarki wyciągnąłem markowy długopis, by napisać kilka słów na jednej z serwetek i podsunąć ją w kierunku Williama.
- Pięć samochodów. W każdym paczka z witaminkami, za równy tydzień do odbioru pod tym adresem. Jeśli nasza współpraca będzie owocna... Jestem gotów i w inny sposób wspierać bractwo, regularnie. Umowa stoi? - Zapytałem, przywołując kolejny raz uśmiech na moje usta i wyciągając dłoń w kierunku Axona.
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-25, 11:54   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie miała w planach włączać się w rozmowę. Znała swoje miejsce i wiedziała, że nie gra tu pierwszych skrzypiec, a jedynie robi za obstawę i towarzystwo.
W każdym razie miała zamiar siedzieć cicho i nie odzywać się niepytana. Cóż, przynajmniej do momentu w którym była omawiana kwestia dostawy. Szczególnie po słowach Marcosa, że czarnorynkowa mutazyna, którą mają dostarczyć ma nie być najgorsza... po prostu nie mogła się powstrzymać. Za dobrze siedziała w tym temacie, żeby go przemilczeć, dlatego najpierw odwróciła na chwilę głowę w stronę Hoppera, chcąc zobaczyć, czy rozważa tą propozycję na poważnie. Potem jednak zwróciła się do Marcosa.
- Nie będzie najgorsza, bo co? Bo może nawet uda jej się zadziałać? A co z tymi wszystkimi skutkami ubocznymi? - spytała, zaciskając usta w cienką linię. Nie dało sie przewidzieć jak taki preparat wpłynie na poszczególne osoby i nawet "nie najgorszy shit" będzie sto razy gorszy od czystego leku i... no po prostu nie można było się na to zgodzić. Czarnorynkowa mutazyna była po prostu niebezpieczna i nieprzewidywalna w skutkach, a ona, na swoje nieszczęście była tego najlepszym przykładem
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Achilles Redfall



... not all monsters look like monsters. There are some that carry their monstrosity inside.

Manipulacja Kryształami

50%

Łowca





name:

Achilles Redfall

alias:
Red

age:
26

height / weight:
183cm/76kg

Wysłany: 2018-12-26, 22:26   
   Multikonta: Nope
  

   1 Rok na Giftedach!


- Fuck. Kurde. Fay. Dlaczego się odezwałaś??!! To był już prawie koniec!! - krzyknął w swojej głowie Achilles, jak tylko Murphy się odezwała. Jakby zrobiła to jeszcze na spokojnie, uważając na swoje słowa, to może by ta cała sytuacja nie wyglądała tak źle, ale ona wprost ich zaczęła oskarżać! Tykanie kijem ojca chrzestnego mafii mutantów szefa ugrupowania rebelii nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Zwłaszcza podczas negocjacji, które były już tak blisko końca.
Najwidoczniej siła trzecia, mogącą wywołać chaos na tym spotkaniu, miała postać Fay Murphy, a nie służb wojskowych.
- Koleżanka mogła to ująć odrobinę taktowniej... ale ma trochę racji. Czarnorynkowe rzeczy bywają wątpliwej jakości. Zapewne sami zdajecie sobie sprawę z tego, że czasem dostawcy doprowadzają się do różnych rzeczy, byle zaoszczędzić i zyskać jak najwięcej. - zaczął powoli Achilles, spoglądając prosto na Marcosa. Starał się wyglądać jak opanowana osoba, która wcale nie kopała siebie w myślach za odezwanie się i miała na tyle szacunku, że kierowała swoje słowa do odpowiedniej osoby. Mógł zostawić tę kwestię Hopperowi albo komuś innemu. Nie musiał tłumaczyć słów Fay w bardziej... mniej oskarżający ton, ale już to zrobił, więc czemu by nie brnąć dalej?
Może nawet Hopper go nie zarąbie po tym wszystkim.
- Oczywiście nie chcemy was urazić. Z pewnością macie dostęp do jak najlepszej i najbezpieczniejszej mutazyny... ale tu chodzi także o bezpieczeństwo członków Bractwa. Już samo używanie czarnorynkowej mutazyny jest ryzykiem, więc warto się upewnić, jak duże ono będzie. - dodał mutant, zważając na słowa. Rebelia na pewno miała dostęp do dobrej mutazyny, może nawet do tej z najwyższej półki, ale taką zachowają dla siebie. Mimo wszystko stawiali na pierwszym miejscu siebie, zupełnie jakby zrobiło to Bractwo. Achilles ich nie winił za to. Tutaj chodziło o przetrwanie oraz chronienie swoich - nawet jeśli walczyli dla wszystkich mutantów.
W końcu ktoś musiał prowadzić tę walkę.
[Profil]
  [0+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-12-29, 00:41   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, szczerze mówiąc, Hopperowi też się nie spodobały słowa Marcosa. Nie potrzebował tej mutazyny dla siebie, nie musiała być idealnie czysta - ale to nie oznaczało, że weźmie cokolwiek z pocałowaniem ręki. Pojęcie nienajgorszy shit było nieco szerokie, a Hopper nie miał zamiaru brać kota w worku, zwłaszcza jeśli chodziło o jego ludzi, a tajemnicza choroba mogła przybrać nieoczekiwany obrót. Tym bardziej, że Delgado musiał mieć jakiś wpływ na rynek. Z tego co Axon wiedział, to była jedyna mutancka grupa przestępcza w mieście, a mutazyna była w oczywisty sposób nieprzydatna dla zwykłych ludzi, nie mówiąc już o zastępach mutantów traktujących substancje jak zwykły narkotyk. Nawet jeśli ludzie Delgado nie odpowiadali za produkcję, musieli mieć wpływ na dystrybucję - więc i bliskie kontakty z producentem. Zdaje się, że byli w stanie załatwić coś nieco lepszego, nieprawdaż?
W pewien sposób, słowa Fay były mu na rękę. Oczywiście, nie zachowywała się jak najrozsądniejsza osoba w towarzystwie mafioza... ale przecież mieli być przyjaciółmi. Niewzruszony słuchaj jej słów, nawet nie odwrócił się w stronę dziewczyny. Cokolwiek by się działo, Bractwo nie może wyglądać na niepewne i skonfliktowane. Lepiej niech Marcos pomyśli, że to była celowa prowokacja niż niesubordynacja. I chyba ton Fay był paradoksalnie lepszy od tego Achillesa. Hopper wolał zaryzykować, że zostaną uznani za roszczeniowych niż pokornych i łatwych do wykorzystania. Och, będzie musiał poważnie porozmawiać z tą dwójką, kiedy wrócą do Bractwa.
- W tym leży problem, Marcosie - zauważył Axon. - Jak mam prosić moich ludzi, żeby ryzykowali życia w twojej sprawie... - bo, och, Hopper przecież absolutnie nie był zainteresowany walką i nie próbował upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu - ...skoro nawet nie mogą być pewni, że dokonasz najlepszych starań, aby byli bezpieczni? Więc proszę, wyjaśnij moim przyjaciołom, dlaczego twój towar będzie bezpieczny - kontynuował spokojnym tonem. Cały czas równie pewny i niezachwiany, chociaż właśnie próbował wymusić na Delgado, że dostanie dokładnie to, czego chciał. W pewien sposób, stawiał go w trudnej sytuacji - jeśli nie zdobędzie tej cholernej, dobrej mutazyny, zakomunikuje członkom Bractwa, że nie szanuje ich żyć. Kto chciałby iść walczyć pod takim dowódcą? Równocześnie, Hopper jasno dawał do zrozumienia swoimi słowami, że nigdy nie wątpił w to, że ta nienajgorsza mutazyna była dobrej jakości. Fay i Achilles byli zaniepokojeni, ale wszystkie oskarżenia to była kwestia nieporozumienia i nadinterpretacji - ze strony Rebelii, oczywiście.
Sięgnął po karteczkę, zerknął na adres, schował ją do kieszeni. Skończyły się stare dobre czasy, kiedy jedno zerknięcie wystarczało, żeby zapamiętał coś na dobre... Cóż, trudno. Skinął głową, słysząc słowa Delgado. Zapasy nie były kwestią przetrwania Bractwa, raczej sympatycznym dodatkiem, który mógł zgarnąć dążąc do celu. Mimo wszystko, lepiej żeby Rebelia była przekonana, że właśnie tego potrzebowali, byli w kiepskiej sytuacji jeśli chodzi o jedzenie czy leki. Skoro trzeba było ich namawiać do dołączenia do walki, powinni dodatkowo dostawać coś w zamian, prawda? W najbardziej optymistycznym scenariuszu uda mu się wygrać tę wojnę i wykrwawić na niej Rebelię.
- Kiedy tylko moi ludzie będą przekonani - odpowiedział lekko. Cholera, niech tylko nie musi się znowu szczerzyć, bo mu policzki odpadną.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2019-01-02, 20:22   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Jamie przysłuchiwał się raz jednej stronie raz drugiej. Szczerze powiedziawszy po słowach samej Fay, miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Aż tak boją się, że Rebelia będzie chciała ich te wątłe duszyczki otruć? Skoro potrzebowali ludzi, to znaczyło, że potrzebowali ich żywych, a nie półżywych po dzikiej mutazynie. On sam wątpił by papa zrobił im takie świństwo. Może i mieli inne cele życiowe, ale najważniejsze jedno mieli wspólne. Oba ugrupowania zrzeszało mutantów, chciało dla nich jak najlepiej. Nie rozumiał tego, że te miękkie fujarki od razu krzywiły się za żartobliwe określenie.
Popił ze swojej szklaneczki i spojrzał się po wszystkich członkach bractwa. Nie zamierzał mieszać się w dyskusję bossów, bo naprawdę nie czuł do tego potrzeby. To tak jakby nie szanował Marcosa i jego słów. Jakby chciał je podważyć, jakby tylko chciał wejść w grę słowną z członkami tego lichego ulepka przeróżnych mutantów. Wyprostował się natomiast na swoim krześle i po chwili znów lekko umoczył swoje wargi w trunku. Tak naprawdę chętnie by walnął piękną Fay prosto w gębę. Za to, że poruszyła temat, jak już wszystko miało zmierzyć ku końcowi. Jednak niektórzy nie mają poszanowania dla swoich liderów i swoich pięknych buzieczek nie potrafią trzymać na kłódkę.
[Profil]
  [A-]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-01-05, 21:08   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Siedziała na swoim miejscu starając zbytni się nie wychylać ani też nie zwracać na siebie uwagi. Jedynie przysłuchiwała się tego co mówią poszczególne osoby. Nie da się ukryć, że przyda im się ludzi, bo większość jeszcze choruje. Więc trzeba spojrzeć w prawdzie oczy. Potrzebują zdrowych ludzi, a skoro lek jest nie osiągalny to raczej, że muszą się dogadać z Bractwem. Nawet jeśli Esther do końca nie ufała ludziom z bractwa. Ciągle miała w pamięci co wydarzyło się w lutym nawet jeśli mięło już tyle czasu. Nie potrafiła im zaufać i jedynie była wśród nich garstka, którym ufała. Większość z nich zdążyła poznać za nim przystąpili do bractwa lub też nim dowiedziała się, że do niego należeli. Wśród nich nich był na pewno Conor i Bradley. Jednak żadnego z nich nie był obecny na spotkaniu.
Kiedy ludzie z Bractwa zaczęli rozwodzić się nad jakością mutazyny miała naprawdę wielką ochotę się odezwać. Jednak powstrzymała się od wdania się z nim w dyskusje. Zwłaszcza, że nim zaczęli gadać o mutazynie spotkanie dobiegało ku końcowi. Na czym tej chwili najbardziej jej zależało. A nie kłócić się czy ta mutazyna jaką im proponują nie okaże się im totalną porażką. Naprawdę wątpili w to, że nie chcemy dla nich źle... Esther wierzyła, że chociaż była czarnorynkowa to na pewno Papa zadbał o najlepszą z najlepszych. Sam im przyznał, że potrzebował ludzi... Więc logiczne, że nie będzie truł ich i ryzował utratę zasobów ludzkich w obliczu wojny.
Nie zamierzała tego wszystkiego mówić, bo i po co. Pewnie i tak by jej nie uwierzyli. Zresztą głosy w tych rozmowach powinny należeć do Papy i głowy Bractwa. Nie do nich...
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5