Poprzedni temat «» Następny temat
Kasyno "Starlight"
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-11-17, 18:06   Kasyno "Starlight"



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-17, 18:07   

Był późny wieczór 30go listopada.
I ten wieczór miał przejść do historii mutantów...

Dwa skajne zgromadzenia - Bractwo, walczące od lat o równouprawnienie ludzi i zmutowanych, oraz Rebelia - przekonana o wyższości osób z aktywowanym genem X nad człowieczeństwem, dziś miały połączyć siły w walce przeciw wspólnemu wrogowi. Przeciw temu, który grozil im wszystkim...
Rozmowy między przywódcami trwały już od długich tygodni - nim mogli się spotkać twarzą w twarz, musieli ustalić zasady, którymi będą się kierować - w końcu do tej pory ich interesy stawały sobie na drodze. W końcu jednak doszli do porozumienia, na miejsce spotkania wybierając kasyno przy jednej z dróg międzystanowych. Mrok nocy, tłumy ludzi z półświatku, litry alkoholu i narkotyków przechodzące przez cały ten przybytek - to wszystko pozwoliło im bez problemu wmieszać się w tłum, tak długo, jak nikt ze zwołanych nie będzie wykazywał specyficznych zachowań. Przez neutralnego dostawcę, do lokalu zostały dostarczone strzałki z mutazyną w ilości sztuk ośmiu - wystarczające, by odciąć mutanta od jego mpocy na czas tego zebrania, a jednocześnie na tyle słabe, by nie zaszkodzić mu na dłuższą metę. A wszystko w imię bezpieczeństwa i pokojowych negocjacji...
By jednak nikt nie przeszkadzał w tym specyficznym spotkaniu, przywódcy obu zgromadzeń wynajęli jeden z Dark Roomów - zwykle wykorzystywanych do pokera w towarzystwie pięknych panien. Dziś jednak, gra będzie się tu toczyć o znacznie ważniejszą rzecz - ich wspólną egzystencję...
Wszyscy zaproszeni już dawno przekroczyli próg tego pomieszczenia, z niewielkim wkłuciem na ramieniu. Bractwo - zasiadając po stronie Williama Hoppera, a Rebelia - Marcosa Delgado.

Czy zdołają jednak dojść do porozumienia, nim wróg odpowie własną siłą?
[Profil]
 
 
Achilles Redfall



... not all monsters look like monsters. There are some that carry their monstrosity inside.

Manipulacja Kryształami

50%

Łowca





name:

Achilles Redfall

alias:
Red

age:
26

height / weight:
183cm/76kg

Wysłany: 2018-11-18, 10:57   
   Multikonta: Nope
  

   1 Rok na Giftedach!


W sumie Achilles trochę się dziwił, że został wybrany przez Willa... przepraszam, przez Axona, do wzięcia udziału w tym spotkaniu jako obstawa, ale co on się będzie kłócił z ich przywódcą. Najwidoczniej musiał on za pomocą tej swojej mutacji obmyślić jakiś niezawodny plan działania i akurat tak się zdarzyło, że był potrzebny do jego realizacji. Dodatkowo nie miał nic innego do roboty, więc nie sprzeciwiał się za bardzo. Przywdział najlepszy garnitur jaki posiadał (a był to jedyny jaki posiadał) załatwiony specjalnie na tą okazję. Z jakiegoś powodu przywódcy Bractwa i Rebelii zdecydowali się spotkać w kasynie... po części Redfall mógł zrozumieć, dlaczego wybrali to miejsce. Dużo ludzi, względnie neutralne i jakby wybuchły jakieś zamieszki, to wmieszałaby się jeszcze ochrona, co oznaczało również różne służby.
A tego chyba każda ze stron chciała uniknąć.
Mało tego, oboje zdecydowali się na obustronne użycie mutazyny. Kto i skąd ją załatwił, tego chłopak nie wiedział, ale miał nadzieję, że to nie był jakiś szajs tylko taka porządna. Nie widziało mu się chorowanie czy nawet umieranie od spartaczonego leku, jak to często służby mówiły zwykłym ludziom.
- Jak Hooper to spierniczy i będziemy musieli walczyć o życie, to sam go zabije dwa razy. - pomyślał Achilles, jak wstrzykiwali mu mutazyne. Jest tylko obstawą, nie będzie się odzywał nieproszony... nie powinno być trudno... raczej...
[Profil]
  [0+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-11-18, 12:32   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W końcu jakieś zadanie dobre dla niej, Nie wojna, nie walka, a negocjacje i rozmowy, w których miała wziąć udział jako ta osoba znana całkiem nieźle przez obie strony, obdarzona przez nie pewną dozą zaufania. Dlatego też miała szczere nadzieje, że ten wieczór okaże się przełomowy, że obie strony dojdą do jakiegoś porozumienia, co jej osobiście byłoby bardzo na rękę. Miło byłoby naprawdę poczuć tą współpracę, a nie mieć wrażenie, że lawiruje gdzieś pośrodku, między młotem, a kowadłem, z każdym mając trochę wspólnego.
Kazali ubrać się elegancko, jednak bez zwracania na siebie uwagi, więc ubrała ciemnoszarą sukienkę z długim rękawem i trójkątnym dekoltem, długości do kolan. Z butami było gorzej, bo najchętniej postawiłaby na coś płaskiego, jednak ostatecznie ubrała obcasy, wygodne, nie zsuwające się z nogi i nie przesadzone z wysokością. Powinny się sprawdzić, nawet w przypadku potrzeby szybszego ulotnienia się z tamtego miejsca.
Największym problemem była chyba dla niej mutazyna, która miała być podana każdemu z obecnych. Nie była zadowolona z faktu, że znowu ma być sztucznie odcięta od mocy, była mocno spięta w momencie zastrzyku, ale okej, przeżyła i to, mając nadzieję, że będzie to jedyna nieprzyjemna rzecz tego wieczora, a reszta pójdzie już z płatka. No ale wszystko przed nimi...
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Leilah Addams



Justice and Vengeance are One.

Elektrokineza

75%

Ochroniarz





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

height / weight:
178/74

Wysłany: 2018-11-18, 15:54   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


A więc Will wybrał łowcę, ten może być przydatny i informatorkę. Ciekawe jakie były jej prawdziwe umiejętności bojowe. Od dyplomacji (o, zgrozo!) miał być Hopper, więc reszta obstawy powinna slużyć ochronie, a nie posiadać jakieś mniej sprecyzowane funkcje. No nic, trzeba pracować z tym co jest. No i ten elegancki ubiór którego nie znosiła. Była żołnierzem a nie pieprzonym dyplomatą. W końcu wybrała taki strój. Będzie w maire elegenacko, ale co najważniejsze nic nie będzie krepować jej potencjalnych kopnięć i uderzeń z pięści. No i jak ktoś z drugiej strony będzie sie ślinił na widok jej nóg zamiast być skupionym to drugie dobrze prawda? Przynajmniej kasyno wydawało się być dosyć dobrym neutralnym miejscem - publicznym i z własną ochroną. Zawsze trzeba jednak pamiętać, że ta ochrona mogła zostać przekupiona przez druga stronę, dlatego jeżeli to zależałoby od Leilah to zadecydowałaby o przeniesieniu spotkania w ostatniej chwili. No, ale nic znowu trzeba pracować z tym co jest. No i ta mutazyna wcale się jej nie uśmiechała. Zdecydowanie wolałaby usmażyć na odległość drugą stronę. Dobrze, że i bez tego potrafi wpuścić wpierdol. Bo jednak ona, jako szef ochrony zawsze przygotowywała się na najgorsze, w końcu od tego była. Teraz po prostu stawiłą się na miejscu spotkania.
[Profil]
  [AB-]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-11-18, 20:11   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nastał listopad czas zadumy, wspomnień oraz refleksji. Jednak czy to nie jest odpowiedni też okres na negocjacje pokojowe pomiędzy dwoma skrajnymi zgromadzeniami - Rebelią, a Bractwem. Chyba tak, ale w życiu różnie bywa, nie zawsze jest tak jak się chce. O rozmowach pomiędzy przywódcami można było usłyszeć długo przed ustaleniem daty i miejsca spotkania. Sama Esther była zaciekawiona, jak mogą one pójść czy dojdą do porozumienia i takie tam. Jednak większym zaskoczeniem dla dziewczyny była wiadomość to, że ma również wziąć udział w tym. Po pierwszym szoku nawet się ucieszyła, że będzie mogła wziąć udział nawet jako obstawa. Chociaż czy Papa potrzebował jakiejkolwiek eskorty. Nie wyglądał na człowieka, który nie potrafi sam o siebie zadbać. Chociaż przywódca Rebelii wyglądał na człowieka, który nie potrzebuje ochrony, a pomimo tego bierze ze sobą. To znaczy, że nie tak miało być, a Esther nie zamierzała tego kwestionować. Po prostu pójdzie i nie będzie się odzywać.
Cała ta impreza miała odbyć się na neutralnym gruncie do tego celu wybrano kasyno. Nigdy nie była w takim miejscu nawet nie wiedziała jak należy się w nich zachowywać. Wszystkie wyobrażenia o nich posiadała wyłączenie z filmów. Wiedziała tylko tyle, że byle jak nie może się ubrać, a szkoda. Chętnie ubrałaby jakieś wygodne spodnie, koszulkę i bluzę. Pewnie, gdyby się tak ubrała to nie przeszła nawet progu. Czy tego chciała, czy też nie... Musiała postawić na sukienkę. Wybrała nie zbyt długą czarną z przezroczystym paskiem i ozdobą przy szyi. Do tego założyła srebrną kurtkę skórzana i kozaki do kostki, bo przecież to był listopad - jesień. Pogoda nie sprzyjała krótkim rękawa czy też cienkiej odzieży.
Strój nie był zbyt dużym wyzwaniem dla Esther. Większym okazało się dla niej mutazyna, którą nie miała wcześnie styczność. Nie wiedziała jak będzie się po niej czuć. Nawet nie była pewna czy chce ją przyjmować, ponieważ nie uśmiechało się jej pozbawianie się swojej mocy. Może na początku chętnie podałaby się zastrzyku, ale teraz nie uśmiechało się jej to. Niestety nie miała w tej sprawie za wiele do powiedzenia, bo wszyscy mieli ją przyjąć tak było ustalone i koniec, kropka. W czasie zastrzyku odwróciła wzrok, a po nim pomasowała ramię. Ciesząc się, że już jest po nim oraz modląc się by jego działanie jak najszybciej się skończyło.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-11-18, 20:48   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Relacje bractwo-rebelia trwały od jakiegoś czasu. Jamie o tym wiedział, nie było to tematem tabu. U nich w organizacji wszyscy mieli do siebie zaufanie, w końcu nie od tak zostawało się członkiem tutaj, a on sam cóż.. Wiedział, ze Papa naprawdę go lubił ze wzajemnością, wiec nawet go nie zdziwiło jak powiedział mu by był jedną z osób towarzyszącym na spotkaniu. Znali się dłużej niż z niektórymi tutaj, Jamie ufał mu bez pamięci i wręcz czasem uważał go za swojego osobistego guru, za którym wskoczyłby nawet w piekielny ogień.
Ubrał się w garnitur, w końcu to nie pierwszy raz jak będzie w kasynie. Parę razy ze swoimi klientami kiedyś witał w takich miejscach jako osoba do towarzystwa, więc znał tutejszą etykietę. Może i nie podobała mu się mutazyna, która miał dostać pierwszy raz w swoim młodym wieku, ale nie obawiał się tym samym o brak obrony. Nie był osobą, co bez mocy nie da sobie rady w życiu. Nie na darmo od małego ćwiczył sztuki walki i zaszedł w nich wysoko. Jako ochroniarz na spokojnie spełniłby swoje zadanie. Myślał też, czy by sztyletu nie zwędzić w bucie, ale zrezygnował z tego. Nie zamierzał narobić Papie kłopotów. Wszedł prawdopodobnie z całą resztą do tego Dark Roomu. Usiadł po prawicy Marcosa i przypatrzył się innym. Swój wzrok skupił na Fay, bo ją znał. Czyżby bawiła się na dwa fronty, czy sama nie wiedziała gdzie miała swoją dupę dłużej zagrzać?
Duncan nie zamierzał się odzywać nieproszony, to miała być wymiana zdań liderów i szanował to, jednak miał baczne patrzenie na zgromadzone tutaj osoby. Był wyprostowany i dość wyraźnie rozluźniony, pomimo tego, ze czuł się trochę nieswojo. Nie czuł cząsteczek tlenu otaczające go wokół, nie byłby w stanie wyczyścić tego pomieszczenia z tlenu, jego moc jakby rozpłynęła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-11-18, 23:56   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przez ostatnie kilka dni działo się zdecydowanie więcej niż powinno. Ten wybuch, jego konsekwencje, to jak szybko musiał załatwiać kogoś zaufanego, kto odbierze poród miesiąc wcześniej. Śmierć Gardner, to w jakim stanie była po nim Wallace... A równocześnie, sama Josie. Najchętniej, przez najbliższy tydzień, Hopper nie ruszałby się od nich na krok. Problem w tym, że nie mógł sobie na to pozwolić. To nie była kwestia Bractwa. Gdyby robił to tylko dla Bractwa, bez zastanowienia by to przełożył czy wysłał kogoś za siebie. Problem leżał w tym, że jeśli Hopper miał zamiar doprowadzić do tego, żeby jego córka była bezpieczna i nigdy nie musiała się ukrywać, musiał zacząć działać. Czy mu się to podobało czy nie - potrzebował tej współpracy z Delgado. Poprosił Mercy, żeby miała oko na Matilde. Nie mógł być w dwóch miejscach na raz, nie ważne jak chujowo się z tym czuł.
Ale przecież nie mógł dać po sobie tego poznać, prawda? Musiał być zdecydowany i pewny, nie tylko przed Delgado, ale też przed swoimi ludźmi. Wszystko miał pod kontrolą, oczywiście. Jakaś przeszłość? Czyżby Delgado aż za dobrze znał się z Gardnerem? Skąd ten pomysł? Kim w ogóle był Gardner?
Cóż, jedyny plus był taki, że przynajmniej otoczenie dodawało mu pewności siebie. Nie pierwszy raz był w kasynie, nie raz pokerem zarabiał na życie. Garnitur mu nie przeszkadzał, zwłaszcza pozbawiony krawata - części ubioru stworzonej tylko po to, żeby w walce było cię prościej obezwładnić. Oprócz tego, był jedyną osobą na sali, której absolutnie nie przeszkadzała mutazyna i która miała dostęp do swoich zdolności. Był geniuszem. Umiał myśleć. To był wystarczająco dobry powód, żeby jego wewnętrzna pewność siebie zaczęła dorównywać tej, którą roztaczał dokoła. Poza tym, świadomość że właśnie grał o wysokie stawki... Tak, William Hopper stanowczo to lubił, nawet jeśli to oznaczało, że może bezpowrotnie zamknąć sobie drzwi.
- Marcos - skinął mu głową, siadając na jednym z krzeseł. Rozpozna go? Pozostanie dla niego tylko Axonem? Bez znaczenia, Hopper nie miał zamiaru dawać po sobie niczego poznać.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-11-19, 23:23   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Młodziki mogły tego nie rozumieć. Mogły nie wiedzieć, co ma na celu to spotkanie. Mogły się dziwić, że to właśnie oni zostali przeze mnie wybrani.
Prawda była jednak taka, ze rebelię traktowałem jak swoją drugą rodzinę - szczególnie od czasu, gdy Beth ponownie zniknęła, a moja ustawowa narzeczona...
No właśnie. To był największy problem. Gdy to moi ludzie stali za zamachami mogłem zrobić wszystko, by nie ucierpieli w nich postronni. By przedstawiciele naszego gatunki przetrwali. By zapewnić im bezpieczeństwo. Gdy jednak pojawiali się uzurpatorzy, próbujący się pode mnie i moją zgraję podszywać - mogli być pewni, że to się dobrze nie skończy.
Tym bardziej, gdy jedną z ofiar była moja przyszła-niedoszła partnerka...
Dojazd do kasyna nie był problemem, tak samo, jak odpowiedni ubiór czy przyjęcie mutazyny. To... Była dla mnie codzienność? Tak, chyba mogłem to tak nazwać. Zasiadłem przy stole, po stronie tych moich młodzików. Oni jeszcze nie wiedzieli, że tu nie chodzi tylko o bezpieczeństwo. Negocjacje... Wymagały spojrzenia z więcej, niż jednej perspektywy. Dlatego stawiałem na tak wiele charakterów, na tak wiele osobowości.
Uśmiechnąłem się, gdy z drugiej strony stołu padło moje imię. Doskonale się znaliśmy - nawet, jeśli do tej pory nie było do tego osobistej sposobności. Każdy z nas miał swoich informatorów. Każdy z nas miał swoje powody. I każdy z nas - miał swoje cele.
- William. - Odparłem, tak samo spokojnym i zdecydowanym tonem. Kąciki moich ust wciąż nie zmieniły pozycji. Musiałem wyglądać... Wyjątkowo przyjaźnie, jak na głowę mafii. - Cieszę się, że w końcu mogę poznać na żywo słynnego Axona. - Dodałem po chwili, nim przerzuciłem wzrok na młodą Fay. Huh? Gramy na dwa fronty? Choć czy Dale nie robił właśnie tego samego?
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. I że nie obrazisz się, jeśli zamówię dla wszystkich... Coś na rozluźnienie? - Zapytałem, nie odrywając swojego wzroku od Hoppera. Zabawne... Jeszcze kilka lat temu, nie miałbym oporów, by go udusić własnymi rękoma. Dzisiaj jednak... Gardnerowi nie byłem już niczego dłużny. Może właśnie dlatego brunet mógł się czuć u mojego boku wyjątkowo bezpiecznie?
Jak to było? Trzymaj przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej, czyż nie?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-11-20, 14:23   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szła zaraz za Hopperem, zaciskając palce na ramieniu, które chwilę wcześniej zostało przekłute igłą. Po każdym takim razie z mutazyną mówiła sobie, że to koniec, że nigdy więcej nie da sobie tego zrobić, niestety później i tak wychodziło różnie. Dzisiaj jednak sytuacja była o tyle inna, że wiedziała na co się pisze. Miała wybór, albo to, albo zostanie w Bractwie i zgodziła się na to pierwsze.
Zastanawiała się jak jej obecność zostanie odebrana przez drugą stronę. Niby nigdy nie kryła się z tym, gdzie przynależy, że interesy Bractwa bardziej pokrywały się z jej przekonaniami, a z Rebelią miała bliski kontakt tylko przez jej członków i zdarzało jej się działać tak, żeby im pomóc. W życiu jednak nie pozwoliłaby sobie na konflikt interesów czy działania, o które miałaby żal któraś ze stron. Budowanie mostów było o wiele bardziej w jej stylu, niż ich palenie, drążyła do posiadania wszędzie dobrych znajomych, niżeli wrogów. Liczyła, że inni też to widzą, inaczej jej pobyt tutaj trochę mijał się z celem.
Zresztą, skoro rozmowy między przywódcami trwały już jakiś czas, jednak nie twarzą w twarz, to Fay chyba miała w tym jakiś udział, prawda? W obecnych czasach lepiej było chyba zaufać pośrednikom, niż telefonom.
Zajęła pierwsze lepsze miejsce, nawet się nad tym dobrze nie zastanawiając, po prawej stronie Hoppera, nie czując się ani trochę skrępowana całą tą sytuacją i miejscem. W kasynie może jeszcze nie była, ale podobała jej panującą tu atmosfera. Adrenalina, zabawa, zakłady... jakby wojna na zewnątrz wcale nie miała miejsca, jakby spotkali się tu dla rozrywki, a nie dlatego, że zginęli ludzie. I to w dodatku ktoś, kogo tak dobrze znała, z kim przez tyle czasu dzieliła pokój w obozowym domku. Wydaje się, jakby od tamtego czasu minęły wieki.
Rana po tym wydarzeniu nie była jeszcze zasklepiona mimo, że nie pozwalała po sobie tego poznać. Dołączyła do innej, cały czas otwartej po wyjeździe i utracie kontaktu z Ronnim, oraz braku wiadomości o Penny. Kolejna strata.
Pochwyciła spojrzenie Marcosa, jednak nie odezwała się. Nie miała nic na sumieniu, nie musiała się tłumaczyć. Nie chciała też odzywać się niepytana, bo jednak spotkanie dotyczyło głównie przywódców, reszta była tylko dla ewentualnej pomocy. Na razie nie wydawało się, żeby Hopper takowej potrzebował.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-21, 16:28   
  

   Talon na Aarona i balon


Dale nawet nie próbował zrozumieć dlaczego Marcos wybrał właśnie jego. Być może chciał go sprawdzić, a może chodziło o jego umiejętności? Chciał mieć za swoimi plecami żołnierza, gdyby zrobiło się nieciekawie, czy też nie do końca mu ufał i pragnął zobaczyć jego reakcje na widok dawnych przyjaciół?
W końcu... To ludzi należących do bractwa kiedyś Fowler traktował jak rodzinę.
Mimo wszystko - zgodził się bez wahania. Choć bardziej właściwe będzie stwierdzenie, że bez szemrania wykonał rozkaz. Z tego składało się jego życie - z rozkazów. Swojego czasu sam je wydawał, w tej chwili wypełniał od kogoś innego bez sprzeciwów. Jak przystało na porządnego trepa.
Ubrany w eleganckie ciemne buty (wymyślcie sobie jakie, nie znam sie), jeansy w podobnym odcieniu, koszulę w kratę i czarną marynarkę wszedł do kasyna wraz ze swoimi nowymi towarzyszami broni.
Czy tak właściwie popierał ich sprawę? Można tak powiedzieć. Chyba po prostu poparłby w tym momencie wszystko co pozwoli mu znowu znaleźć się na froncie. I dzięki dołączeniu do rebelii dostał to czego chciał. Mamy w końcu wojnę, nie?
Bez słowa pozwolił wbić sobie strzykawkę zawierającą środek, który miał go pozbawić mocy. Nie była mu potrzebna - potrafił sobie poradzić i bez niej, chociaż można śmiało stwierdzić, że potrafiła ułatwić wiele spraw. Nie zabrał ze sobą tego dnia żadnej broni.
Zajął miejsce gdzieś w pobliżu członków rebelii i obrzucił spojrzeniem wszystkich z bractwa. Oczywiście znał każdego z nich - z widzenia, ze słyszenia, lub osobiście. Kiwnął ledwo zauważalnie głową Hopperowi i odwrócił wzrok czekając aż się zacznie.
Gdzieś tam w duchu modlił się, by ten wieczór zakończył się spokojnie.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Achilles Redfall



... not all monsters look like monsters. There are some that carry their monstrosity inside.

Manipulacja Kryształami

50%

Łowca





name:

Achilles Redfall

alias:
Red

age:
26

height / weight:
183cm/76kg

Wysłany: 2018-11-22, 21:11   
   Multikonta: Nope
  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy dwójka przywódców zaczęła wymieniać się powitaniami w postaci wypowiedzenia imienia drugiej osoby, niczym ojcowie chrzestni czy głowy ugrupowań z filmów gangsterskich, Achilles zaczął przyglądać się obstawie pana Marcosa. Byli kompletnym przeciwieństwem trójki towarzyszącej Hopperowi, bo gdzie w ich skład wchodziły dwie kobiety i jeden mężczyzna (aka. jego), tak to w Rebelii mieli dwóch mężczyzn i jedną kobietę.
Bardzo znajomą kobietę.
Co jak co, ale Achilles Eshter znał. Może od niedawna, ale znał. Nie raz spotkał ją w kawiarni, choć znajomość była nowiutka niczym świeżo wydrukowana książka. Po prostu podczas jednej z krótkich wymian zdań, chłopak rzucił żartem odnoszącym się do jego ulubionej książki i o dziwo kelnerka zrozumiała! Ba, nawet odpowiedziała własnym, przez co zaczęli częściej dyskutować na temat literatury, sugerowali sobie nawzajem nowe książki czy po prostu w spokoju czytali obok siebie.
Redfall nie spodziewał się tylko, że jest ona mutantką... że też ten los taki przewrotny. Ciekawe, czy będą mieli szansę o tym porozmawiać, jeśli wszystko pójdzie gładko.
A znając życie, tak rzadko kiedy bywało.
[Profil]
  [0+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-11-24, 00:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Oczywiście, Hopper zauważył Dale'a. Cóż, widzieli się lewie kilka dni wcześniej, a Will był mu niesamowicie wdzięczny za to co zrobił. Gdyby nie on, sytuacja mogłaby się skończyć tragicznie. Tymczasem... miał córeczkę. Jocelyn Dahlia.
William. A więc go rozpoznał. Przyjazny uśmiech? Próbował sprawić, żeby Hopper nie myślał o tym, że jego ludzie próbowali go zabić? Nieszczególnie skutecznie. A może próbował go przekonać, że nie powie Gardnerowi kogo znalazł? Niepotrzebnie. Hopper doskonale zdawał sobie sprawę, że sytuacja między mężczyznami musiała być... napięta. Nie wierzył, że Delgado i Cassandra mogli być w jednym mieście, a Gardner nie szepnąłby do swojego kolegi, żeby chociaż miał na nią oko. Tymczasem, dziewczyna nie żyła, możliwe że przez działania ludzi samego Marcosa, choć Hopper nie był tego taki pewien. Tak czy siak, na miejscu Delgado nie wchodziłby w drogę Joshuy przez najbliższe kilka miesięcy. Może i stary wróg podany na tacy nieco polepszyłby mu humor... ale Hopper nie był na tacy. Od kiedy dołączył do Bractwa, każdy atak na niego, był atakiem na całą organizację - właśnie dlatego zaczął się w to bawić. Na ten moment Delgado miał więcej do zyskania zmieniając sojusznika, niż współpracując z kimś z drugiego końca kraju. Nie musieli się lubić. Wystarczy, że chcieli się wykorzystać.
- Cóż, nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie dane nam się spotkać - odpowiedział luźno. Nie, kiedy obydwoje będą żywi. Jak on nienawidził takich pozornie beztroskich pogawędek... Ale tym razem nie mógł dać tego po sobie poznać. Och, to spotkanie będzie fascynujące. - Nie piję, ale śmiało, jestem pewien że reszta nie ma nic przeciwko - dodał. Zachowywał się jakby nie ufał Delgado? Cóż, trudno, tak czy siak nie mógł pić. Niech Marcos szuka sobie w tym ukrytych motywów, jeśli chciał. - Ad rem, sądzę, że zdajesz sobie sprawę w jak granicznej sytuacji znajduje się ten kraj, a zwłaszcza nasz stan. - Wystarczyło tylko popchnąć z odpowiedniej strony i właśnie po to Hopper tutaj był. Dopiero teraz sytuacja była wystarczająco niestabilna, więc pora, żeby Bractwo - zregenerowane w ciągu ostatnich miesięcy, nie tak wyniszczone jak reszta stron konfliktu - przyniosło swoje zabawki do piaskownicy.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-11-24, 20:35   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Esther jakoś nie przeszkadzało to, że była jedyną kobietą reprezentującą rebelię. Może nie miała z kim pogadać jak się ubrać i o wyborze butów. Jednak dała radę jakoś sama to ogarnąć wystarczyło wypisać wyszukiwarkę kasyno i popatrzeć na ilustracje jak są ubrane kobiety. Pierwszym planie zastanawiała się nad długą ale przecież nie szła do kasyna by wydawać pieniądze. Tutaj chodziło o coś więcej dlatego zrezygnowała z niej na krótką.
Do Dark Roomu weszła w towarzystwie panów zajęła tam jakieś miejsce. Nie przywiązując do niego zbyt wiele uwagi. Chyba siedział po drugiej stronie Papy, bo jedną zajmował Jamie, a ona druga. Jednak nie było to ważne, bo zaraz po zajęciu miejsca co inne bardziej zaprzątało jej umysł.
Wśród przedstawicieli Bractwa nie dostrzegła Conoro nie była jeszcze pewna czy to dobrze czy też nie. Jednak zamiast niego dostrzegła dwie inne znajome twarze. Jedną, kobiety kojarzyła z wydarzeń maja. Kiedy to znalazła się jakby innej rzeczywistość. Jedynie ją kojarzyła nawet nie znała imię. Inna sprawa się miała mężczyzny, którego znała. Achillesa Esther znała dobrze, bo wiele razy rozmawiali o książkach, a czasem schodzili na inne tematy. Jednak nigdy żadne z nich nie wydało się z tym, że jest mutantem. Dlatego zaskoczyło ją lekko jego pojawienie się, ale starała się to ukryć. Później ze sobą pogadają teraz były ważniejsze sprawy. Mianowicie głowy ich organizacji zaczęły wymieniać się wzajemnie uprzejmościami. Chociaż Esther nie widziała jakie dokładnie relacje ich łączą. To dało się w tym wszystkim dojrzeć nutę nieufność i te wszystkie dobre słówka. Wydawały się jej tylko grą... a może się myliła.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
46

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-11-25, 19:57   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy. W końcu... Tu chodziło o biznes. O nic więcej. Nie musieliśmy się lubić, nie musieliśmy dzielić jednej idei - ważne było, by osiągnąć jeden, wspólnie pożądany efekt. A gdy chodziło o tego typu zyski... Cóż, milszego człowieka ode mnie pewnie ciężko było znaleźć.
- Na zdrowie więc. Zamawiajcie co chcecie. Na mój rachunek. - Stwierdziłem dość ciepło, rozglądając się po wszystkich przybyłych. Wiadomo przecież, że każda rozmowa łatwiej przebiega po jednym czy dwóch głębszych - przynajmniej do czasu, aż obie strony są w stanie się zrozumieć. Samemu również nie zamierzałem siedzieć o suchym pysku, zamawiając whisky z lodem. Dziś wyjątkowo - pojedyncze.
- Gdybym nie znał obecnej sytuacji, w życiu byśmy się tu dziś nie spotkali. - Skwitowałem krótko jego słowa, na chwilę przerzucając swój wzrok na talię kart pozostawioną na środku blatu. - Szczególnie ostatnie wydarzenia nie napawają mnie optymizmem. Gdy zabijają naszych, oskarżając mutantów o każdy możliwy atak - nie mogę przejść obok tego obojętnie. I wierzę, ze to samo tyczy się Ciebie. Tym bardziej... Gdy w ostatnim ataku zginęła, jak wierzę, ważna dla nas obu osoba. - Nie zamierzałem owijać w bawełnę. Wiedziałem, że Cassandra miała jakieś powiązania z bractwem, wiedziałem, ze pakowała się wraz z nim w kłopoty. I wiedziałem, ze dziś wącha kwiatki od spodu, nim nasz układ został finalnie... Zrealizowany. To nie znaczyło nic dobrego. I nie zamierzałem czekać, aż odbije się to na mnie czkawką.
- Wiem, ze wy nie popieracie tak radykalnych działań, jakie my podejmujemy. W obecnej sytuacji jednak chyba już nie ma czasu na czekanie i dyplomację. A przy połączeniu sił - jesteśmy w stanie zdziałać więcej. - Mój wzrok powrócił na Hoppera, dokładnie mu się przyglądając. W sumie ciekawe - nigdy nie sądziłem, że tak pożądany przez Gardnera człowiek może być tak zwykły i przeciętny w swoim wyglądzie. Owszem, może i geniusz, ale może właśnie ta prostota pozwalała mu się tak długo ukrywać?
Żałowałem jedynie, że dziś na swoją moc liczyć nie mogę - ile ułatwiłaby tę dyskusję? O tym mogłem tylko pomarzyć...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6