Poprzedni temat «» Następny temat
Rogatki
Autor Wiadomość
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-10-04, 11:21   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Hmmm…. Istnieje takie powiedzenie, że kobietą nigdy się nie do godzi. Chyba ma w sobie ziarno prawdy. Człowiek ratuje jej życie, zasłania własnym ciałem. Ona ma do niego pretensje. Stwierdziłem, że lepiej się nie odzywać, bo jeszcze oberwę od niej z rykoszetem. Zdecydowałem się zająć zabezpieczaniem swojego ramienia. By móc zrobić to co powiedziałem. Sprawdzić, czy komuś nie potrzeba pomocy oraz czy znajdują się tutaj ci, którzy nas atakują. Poczułem przepchnięcie, a następnie zauważyłem brata, który próbuje dostrzec do swojej ukochanej. Mówi się, że kochanką nie należy przerywać, ani wchodzi miedzy nimi. Dlatego też wolałem to uszanować i zobaczyć jak sprawy się rozwiną. Kiedy Penelope chwyciła za broń i wycelowała w Nicka. Zareagowałem automatycznie. Korzystając z wody, którą sama mi podarowała skierowałem ją na broń by i jej dłoń by ją przymrozić. Co też miała uniemożliwić jej strzelenie z niej.
- Nie wie kim jesteś, ani ona sama jest ma wyprany mózg. Jeśli myślałeś, że rzuci ci się na szyję musiałeś się mocno rozczarować - powiedziałem do Nicka, by wiedział na czym stoi i jak wygląda sytuacja z Peny, a raczej z Rebeccą. Po czym spojrzałam na kobietę... - Przestawiam ci twojego męża Nicholasa i ojca twojej córki. A bym zapomniał on ci nie miesza głowie - zwróciłem się Penelope. No cóż skoro nie umieli między sobą tego załatwić to wypadało by się wtrąć. Nawet jeśli osoby trzecie nie powinny się wtrącać miedzy małżonków.
[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-10-05, 02:21   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie ufał kobiecie i nie zamierzał jej wierzyć na słowo. Mogła mieć dobre intencje, ale równie dobrze mogła ich prowadzić w pułapkę. Będzie obserwował jej ruchy i pozostanie ostrożnym.
Pomysł nie przypadł mu do gustu, ale był trochę lepszy od tego, żeby ich całkiem zostawić. Nie żeby Brad się przejmował ich losem, po prostu chciał zapunktować, żeby zostać przyjętym do rebelii. Pięć osób, które postanowiło zostać to zaledwie garstka, ale nie zamierzał narzekać. W tej sytuacji potrzebują każdą ilość pomocy. Także bez gadania ruszył przed siebie, zaraz za Vincentem. Skoro wziął się za rządzenie to proszę bardzo. Brad nie będzie się wcinał, zwłaszcza że był tu na "próbnym". Poza tym to do niego potem będą ewentualne pretensje, o ile przeżyją.
Co do kobiety, patrzył na nią w dalszym ciągu podejrzliwie.
- Zanim zapytasz to uprzedzam, że nie zamierzam ci ufać - warknął do niej, bo nie interesowało go skąd wiedziała o szczegółach.
- Brad - odpowiedział, po zanotowaniu jej imienia. Powiedział jej swoje imię tylko dlatego, żeby w ferworze walki była w stanie go zawołać w razie potrzeby. O ile nie prowadzi ich w pułapkę. Jego twarzy nie widziała, bo nadal miał na niej maskę.
Miał ochotę iść tą cichą drogą, ale musieli oczyścić front dla reszty. Wiedział, że jego umiejętności bardziej przydadzą się tutaj, więc po prostu ruszył do walki.
Brad wytworzył sobie tarczę, która miała ochraniać go przed pociskami i na pewniaka ruszył najbardziej środkową drogą, prawdopodobnie skupiając na sobie większość strażników. Uważał, żeby nikt go nie zaszedł od tyłu, bo każdą kulę przyjmował na tarczę.
Drugą rękę z kolei miał wyciągniętą przed siebie i jednym sprawnym ruchem przekręcał głowy wrogom, łamiąc im przy tym kark i bezpośrednio zabijając. Próbował to zrobić z jak największą ilością strażników.
Jeśli udało mu się to bez większych trudności, pierwsze co zrobił w środku to rozejrzał się dokładnie, by wiedzieć co gdzie jest. Stanął w najbardziej ukrytym miejscu jakie znalazł po czym obserwował ilu wrogów jest w środku i gdzie znajduje się centrum całego zamieszania. Dopiero po rozeznaniu zdecyduje o następnym ruchu.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-10-06, 00:17   

Dzień dopiero się zaczynał, a już nosił na sobie widmo końca.
Doskonale mógł odczuć to Nicholas, widząc swą dawną miłość - tak znajomą, a jednak tak zupełnie obcą. Ta sama twarz, choć nosząca już więcej zmarszczek, włosy układające się wciąż w te same fale, ale jej głos, determinacja i fakt, że byli teraz wrogami... To nie było miłe uczucie. Stali naprzeciw siebie, a choć moc Penelope zelżała - wcale nie oznaczało to końca walki, gdy pistolet z ładunkami mutazynowymi został skierowany prosto w stronę mężczyzny. Na nic zdawały się jego krzyk i prośba - aż do czasu, gdy w porachunki między małżonkami postanowił się włączyć Christian - oblewając otrzymaną wodą broń kobiety, a po chwili ją zamrażając. Pistolet zdawał się teraz na nic, ale przynajmniej palce kobiety zostały oszczędzone. Jak jednak ta zareaguje na dezercję swego partnera? Czy weźmie do siebie jego słowa a wydarzenia z ostatnich dni do niej jakoś przemówią? Czy jednak wizja pracy dla Rządu zakorzeniła się w niej na tyle głęboko, że już nie będzie w stanie jej odpuścić?

W nieco lepszej sytuacji okazał się być Christopher - który bez większych problemów przejął broń od rannej strażniczki, a sam jego przyjazny gest kobieta odebrała... Z dziwnym ciepłem. Odwzajemniła uścisk jego dłoni, po chwili wyrzucając z siebie tylko ciche "dziękuję", gdy z jednej ze swoich kieszeni wyciągnęła mały pęk kluczy. Dwa wyglądały dość normalnie ale jeden miał dziwny, okrągły kształt. Varcer nie potrafił go skojarzyć, ale pewien był jednego - to nie był zwykły klucz. Musiał robić coś ważnego, a za swoją dobroć właśnie został nagrodzony. Niestety - nie mógł już się dowiedzieć, co dokładnie ma to znaczyć - bo umysł kobiety odszedł już w nieco lepszą rzeczywistość, gdy ta utraciła świadomość - prawdopodobnie nie tylko od nerwów, ale i utraconej krwi i przemarznięcia na tym deszczu.
Bez większych problemów udawało mu się jednak unikać patroli, jak i unieszkodliwiać wszystkie widziane przez sieie kamery - a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie trzeba więc było wiele czasu, by pomiędzy mijanymi zwłokami strażników, znalazły się też resztki elektroniki, obiektywów i kabli - aż do czasu, gdy dotarł pod sam komisariat. Przez chwilę ukrywał się za zakrętem, obserwując budynek, gdzie... Nie wiedzieć czemu, nie było już standardowej liczby patroli - pozostały jedynie dwa. Chociaż chwila - czy winą nie można tu obarczyć działającego alarmu?
Wystarczyła zaledwie chwila cierpliwości, by przedstawienie się jednak zaczęło. Do tej pory bardzo sceptycznie nastawiony do wszystkiego Bradley wyszedł przed szereg, nie bacząc na wszelkie niebezpieczeństwa. Czy było to jednak rozważne?
Wbrew założeniom, nawet pomimo mniejszej frekwencji funkcjonariuszy przed budynkiem - nie wszystko poszło zgodnie z planem - bo nawet jeśli oboje byli gotowi na obronę przed kulami, żaden nie mógł przewidzieć tego, co miało się za chwilę zdarzyć.
Pierwsze pociski odbiły się od tarczy wytworzonej przez Greya, jednak z mniejszym szczęściem spotkał się jeden z zabranych przez Was mutantów - który już po chwili padł na ziemię, wijąc się w bólu. Na Wasze nieszczęście, na tę chwilę słabości w Waszej drużynie szybko zareagował jeden z kundli, który niemal natychmiast przybrał postać niedźwiedzia, rzucając się na bezbronnego już mieszkańca. Moglibyście spytać - czy mogło być gorzej? No i na Waszej nieszczęście - jak najbardziej. Zwierzoludź był w stanie wyczuć swą nową ofiarę, całkowicie ignorując wciąż ostrzeliwanego członka Bractwa, a skupiając swoje wściekłe spojrzenie na Vincencie - na którego niemal natychmiast rozpoczął swój bieg. Wielkie cielsko poleciało na chuderlawego chłopaka i nawet jego wektory nie zdołały go powstrzymać.
Czy ledwo przybyły Christopher pomoże swoim nowym sojusznikom w tej sytuacji?
Jak też zachowa się Lasair - czy poprowadzi grupę pozostałych mutantów tyłem, torując mniej oczywistą drogę, tak jak początkowo planowała?

W tyle od wszystkich tych wydarzeń wciąż jednak znajdowały się nasze bohaterki. Leilah, która wciąż błądziła pomiędzy uliczkami Dzielnicy nie wiedzieć czemu nie mogła już natrafić na żaden patrol, a światła, które wcześniej widziała już dawno się rozmyły. Krocząc jednak w głąb tego getta, w końcu natrafiła nie tylko na martwych członków szwadronów, ale i zniszczoną elektronikę walającą się po chodnikach. Czy to mógł być dla niej trop?
W nerwach wciąż jednak przyszło walczyć Mary oraz Esther. Pierwsza z dziewcząt drżącymi dłońmi chciała poradzić sobie z bronią trzymaną przez jednego ze strażników, ale ku jej zdziwieniu - nie tylko nie udało jej się zabezpieczyć tego pistoletu za pierwszym razem, ale i sam wystrzelony pocisk był... Dziwny. Mała strzałka, która wyleciała z lufy potłukła się uderzając o beton. Niemal bezbarwna formuła nie miała zbyt przyjemnego zapachu i nawet mimo początkowego zakłopotania - nie trzeba było być geniuszem, by w końcu się domyślić, czym jest ta substancja - mutazyna. W środku broni wciąż powinno znajdować się kilka strzałek - przydatnych albo do unieszkodliwienia agresywnego kundla, albo do ulżenia w bólu mutantom, których mutacje nie są dla nich wcale przyjazne...
Już po chwili jednak siła zdawała się do Was powracać. Może to widok bardziej pokrzywdzonych dodawał Wam energii? Widziałyście błysk w oczach zebranych, część z nich zaczęła wstawać i pomagać swym pobratymcom. Bez większego zastanowienia, zaczęli zabierać swoje najcenniejsze przedmioty i kierować się do wyjść. Co bardziej sprawni niemal natychmiast ruszyli ku górze, ale... Nikt nie chciał wyjść poza teren hostelu.
- Zabiją nas. - Mogłyście usłyszeć jeden z głosów, niosący się gdzieś z tyłu tłumu. Tak bardzo jak chcieli stąd uciec - tak też nie chcieli zginąć podczas próby. Mimo Waszych zapewnień - bali się ruszyć sami ku wyjściu. Bali się czyhających patroli - tym bardziej teraz, gdy alarm wył niemiłosiernie odbijając się echem w każdej głowie.
Co więc przyjdzie Wam zrobić? Rozdzielicie się, czy może jednak pozostaniecie drużyną? Wyprowadzicie tę grupę ku wolności, czy jednak ruszycie dalej - tam, na komisariat, gdzie trwała już walka?

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (9.10 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.



Rzuty:
Ukryj: 


Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 68%
Opanowanie: 70%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 100%
Opanowanie: 88%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli) -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 70%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna


[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-10-06, 09:27   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż.... Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Mógł się spodziewać wszystkiego - patroli, ostrzału, tornada, trzęsienia ziemi, Hiszpańskiej inkwizycji, ale z pewnością, nie spodziewał się w środku miasta ataku.... niedźwiedzia. A raczej mutanta, który przybrał jego formę i zmiótł go z nóg, jakby był szmacianą laleczką. Siła z jaką go przygwoździł do ziemi, na moment mu odebrała oddech.
Szczęściem w nieszczęściu, szkolony był do działania w silnym stresie, w warunkach odbiegających od normy. Z pewnością nielegalne bojówki na bliskich Wschodzie, nie popierdalały na niedźwiadkach, ale... Nie pozwolił sobie, na chwilę przerażenia, która mogłaby go kosztować życie. Skrócił wektory do minimum, tak by zwiększyć ich siłę maksymalnie. Silne kończyny próbowały zepchnąć z niego opasłe zwierzę ( średnio 300-400 kg wagi, chyba, że to była jakaś miniaturka) a on sam wycelował broń tam, gdzie najmniej było chroniącego go cielska i grubego futra - w szczękę i strzelał. Wiedział, że może w tym chaosie liczyć tylko na siebie.
Nie mógł tu umrzeć i to w tak żałosny sposób. Nie ma mowy. To było jeszcze bardziej żałosne, niż śmierć na to listopadowe choróbsko.
[Profil]
  [0+]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-10-06, 13:27   
   Multikonta: Brak


Ukrywając się za zakrętem, Christopher miał możliwość obserwowania sytuacji na terenie komisariatu bez narażania się na przedwczesne wykrycie. Mógł też złapać oddech i zastanowić się, jakie zastosowanie mógł mieć klucz podarowany przez strażniczkę. W tamtej chwili dopytywanie kobiety zapewne na nic by się zdało ze względu na jej stan zdrowia, lecz musiała zarazem wierzyć, iż mężczyźnie uda się znaleźć rozwiązanie. Może więc zagadka wcale nie była taka trudna jak się początkowo wydawała? Mężczyzna odrzucił opcję, jakoby ten klucz otwierał jakieś drzwi. Jego nietypowy wygląd, tak bardzo odbiegający od pozostałych jakie otrzymał budził pewne wątpliwości co do tego. Na dodatek liczba drzwi w DOMie była tak ogromna, że mutant musiałby sprawdzić wszystkie ważniejsze budynki na terenie dzielnicy, a i tak nie miał pewności, że byłby to właściwy trop. Musiał szukać bliżej, zwęzić obszar swoich podejrzeń i skupić się na konkretach. Sejf..? W takim miejscu z pewnością mieli lepsze zabezpieczenia niż zwykły klucz. To nie to...
Do czego mogła mieć dostęp pracowniczka ochrony? Pomysły jaszczurowatego zaczynały się kończyć, wywołując na jego twarzy grymas niczym u urażonego dziecka, które lada moment ze wściekłości miało się zalać łzami. Christopher wiedział, ze posiadał coś ważnego, ale czuł, że zawiedzie. Nie tylko siebie i mutantów, ale i strażniczkę, która pokładała w nim nadzieje, powierzając mu swój pęk kluczy.
Odrywając się od tego chaosu myśli, jaszczur wrócił spojrzeniem do patroli nieopodal. Rozbłysk błyskawicy na niebie oświetlił na moment okolicę, a do czułych ślepi jaszczura dotarło światło, które odbiło się od obroży jednego z kundli. Chris otworzył szeroko oczy. Czy to mogło być to...? Niektórzy strażnicy byli w posiadaniu pilotów, które były w stanie kontrolować obroże. A co jeśli posiadali również coś, co potrafi je bezpiecznie zdjąć? Skoro pilot by do tego nie służył to co innego jak nie klucz?
Musiał odłożyć to na później. Szybko schował się ponownie za ścianą, gdy rozległ się dźwięk wystrzałów. Gdy wychylił się ponownie, ujrzał jak mężczyzna z tarczą i towarzyszącymi mu ludźmi pędzili wprost na komisariat, wspólnie unieszkodliwiając wszystkich kundli, którzy stanęli im na drodze. Zamaskowany mężczyzna (Nicholas) spod rogatek nie kłamał. To byli ich wybawcy. Złote oczy wręcz zaiskrzyły, jak gdyby ujrzały prawdziwych superbohaterów w akcji.
Szybko pojawiły się jednak pierwsze komplikacje. Jeden z mutantów oberwał i nie będąc w stanie się jakkolwiek obronić padł następnie ofiarą... niedźwiedzia? Było za późno, aby go uratować, lecz Chris pospiesznie obmyślił strategię, zanim ten sam mutant przemieniony w niedźwiedzia zaatakował kolejnego człowieka. Gdy i tamten został powalony na ziemię i jego życie zawisło na włosku, był już tylko impuls i nogi zamaskowanego gada same zerwały się do biegu.
Wyłonił się zza zakrętu z bronią z mutazyną w dłoni. Ulica została w większości oczyszczona z przeciwników i pasiasty powinien bezpiecznie dobiec do niedźwiedzia od tyłu. Jeżeli postrzał w szczękę w wykonaniu Vincenta okazał się niecelny bądź sam w sobie nieskuteczny i zwierzę nadal nie odpuszczało, Christopher bez jakiejkolwiek szpanerskiej, bohaterskiej odzywki, która mogłaby ostrzec przeciwnika, zdecydowanym ruchem strzelił w kierunku kilkuset kilogramowego niedźwiedzia pociskiem z mutazyną. Wielkość przeciwnika i sam fakt, że stał on w miejscu sprawiały, że praktycznie niemożliwym byłoby w niego nie trafić.
Christopher wcześniej wahał się, czy marnowanie mutazyny już na pierwszym przeciwniku to dobry pomysł, lecz kolce i kły na nic by się nie zdały przy tak grubej tkance tłuszczowej. Na dodatek zabici na ulicach funkcjonariusze prawdopodobnie upuścili broń, która mogła zostać wykorzystana przez mieszkańców DOMu i stać się źródłem dodatkowych pocisków z mutazyną. Z resztą w grę mogło wchodzić życie tego człowieka. Później będzie się martwić o głupią amunicję.
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-10-07, 00:24   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie spodziewał się tego, że Rebecca podniesie na niego broń. Automatycznie w tym momencie uniósł ręce do góry, aby nie strzelała. Po jej słowach, zrozumiał jak bardzo prawdę mówiła mu Vanessa i Esther. A teraz jeszcze potwierdził to Christian. Dzięki jego działaniu, broń została zamrożona. Nicholas w duchu odczuł ulgę, nie odrywając wzroku od ukochanej jemu kobiety. Jednocześnie z bólem serca patrząc na to, że go zapewne nie rozpoznawała.
- Mnie również nie pamiętasz?
Rzekł, nadal odczuwając ten ból w sercu, że mogłaby i jego nie pamiętać. Zsunął także chustę z twarzy, by pokazać jej swoją twarz, która powinna jej pomóc w przypomnieniu sobie utraconych wspomnień. Skoro widok Vanessy jej nie pomógł, to może jego zadziała? Tak czy inaczej, musi ją stąd zabrać. Przedstawiać się nie musiał, jako że brat go w tym wyręczył.
- Przyszliśmy Was ratować. Tak jak obiecałem. Póki jest szansa, musicie stąd uciekać.
Spojrzał na brata, zauważając u niego prowizoryczny opatrunek na ramieniu. Za dobrze to nie wyglądało. I tak ważne że przeżył tutejszy wybuch. Zaraz jednak wrócił spojrzeniem na Rebeccę. Przystąpił powolny krok w jej stronę.
- Proszę Cię, zaprzestań używania mocy, źle to się dla Ciebie i dla nas skończy. Nasza córka czeka na Ciebie w domu.
Próbował dotrzeć swoimi słowami do Rebecci, z ostrożnością do niej podchodząc i wyciągając prawą rękę. Jeżeli jednak podejmie atak, cofnie się i będzie bronił.
Swoim towarzyszom ufał, że nie zawalą sprawy. Czekał jednak od nich na komunikat, kiedy uratowani przez nich mutanci, zjawią się blisko rogatek, aby pomóc im uciec dalej.
[Profil]
  [AB+]
 
Mary Pond



-

Glify

65%

bezrobotna, szuka pracy





name:

Mary Pond

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2019-10-07, 20:18   
   Multikonta: -


Mary była zaskoczona na widok amunicji zawartej w broni, ale oczywiście domyśliła się co to takiego. Trochę mniej przydatne niż się spodziewała, ale nie zamierzała wybrzydzać. Nadal nadawało się całkiem dobrze do neutralizacji kundli, a to już było coś. Posiadanie broni nie czyniło z niej dużo groźniejszego przeciwnika, ale mimo wszystko czuła się minimalnie pewniej mając coś takiego ze sobą. No i nie musiała się aż tak bardzo martwić, że kogoś trafi, bo przynajmniej nie było to śmiertelne.
Jeśli chodzi o ludzi w hostelu… zdecydowanie nie dziwiła się, że się boją. Ona na ich miejscu byłaby przerażona. Zakładając, że wciąż by żyła, bo DOM zdecydowanie nie był miejscem na dożycie spokojnej starości. Widząc stan tych ulic, budynków i ludzi naprawdę nie potrafiła się dziwić ich postawie. Nie mogła teraz kazać im iść gdzieś samym. Jeśli natrafią na jakikolwiek patrol, nawet pojedynczy, będzie to dla sporej części z nich wyrok. Nie mogli się przecież bronić. Nie teraz, po tylu dniach w miejscu pozbawiającym człowieczeństwa. Nie byliby w stanie pokonać ani nawet uciec żadnemu z wyszkolonych kundli DOGS.
–Rozumiem, że przeprowadzają teraz ważny atak, ale ja nie zostawię tych ludzi.- powiedziała Esther -Jeśli wolisz pójść atakować komisariat to jasne, idź. Tam też jesteśmy potrzebne. Ja dołączę gdy będą już bezpieczni.- powiedziała cicho. Jej zamiarem było żeby tylko dziewczyna, do której kierowała swe słowa usłyszała, ale całkiem prawdopodobne, że kilku najbliżej stojących mutantów również usłyszało. Nie mówiła w końcu szeptem. Po prostu nie podnosiła głosu tak jak przed chwilą. Nie wiedziała czy jeśli pójdą z nimi to to wystarczy żeby namówić ich do ewakuacji, ale nie zamierzała odejść nie próbując tego. Poza tym gdzieś w głębi odezwała się chęć opóźniania dołączenia do rebelii pod komisariatem. Była w stanie zrozumieć swój czyn, ale nie zmieniało to faktu, że dwójka ludzi to zdecydowanie więcej niż chciała mieć na sumieniu. A jeśli pójdzie pod komisariat pewnie bezpośrednio przyczyni się do kolejnych trupów w tym przeklętym miejscu.
[Profil]
    [B+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

70%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
21

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-10-10, 08:17   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie chodziło tutaj tylko o ten cały komisariat, bo tamci powinni sobie poradzić. Mieli ewakuować jak największą liczbę ludzi za nim wkroczy Armia. Jednak za wiele by nie zdziałały gdyby każdą grupkę ocalałych odprowadzały. Traciliby tylko cenę minuty. Widząc strach w oczach ludzi z hostelu oraz słysząc słowa Mary miała mętlik głowie. Wiedziała, że nie mogą odprowadzić ich, a rozdzielanie nie było też dobrym pomysłem. Jednak też oni się nie ruszą i nie pójdą sami za bardzo strach ich paraliżował. Z jednej strony Esther to rozumiała. Wystarczyło tutaj kilka minut by zobaczyła na jakich warunkach żyją tutaj ludzi. Była też druga strona medalu. Bowiem ci ludzie posiadali jakieś moce na pewno zdołali by się obronić.
Goth próbowała wymyślić najlepsze rozwiązanie dobre dla nich wszystkich tak, by wszystkie strony były zadowolone.
- Tutaj nie chodzi tylko o ten cały komisariat nasi sobie poradzą mają wsparcie. Mówię, że większość oddziału DOGS zostanie tam skierowanych by bronić ich główną siedzibę. Powinniśmy pomyśleć o innych mutantach, bo po to tutaj jesteśmy by uwolnić jak największą liczbę ludzi. A nie zrobimy tego jak będziemy każdą grupę odprowadzać - powiedziała do Mary zdawała sobie sprawę, że ci ludzie słyszą jej słowa. Pewnie niektórzy z nich uważa, że nie zależy jej na ich losie. Jednak tak nie było starała się myśleć obiektywnie.
Zależało jej na wszystkich udręczonych ludziach, by każdemu dać szanse.
- Nikt was nie zabiję, bo wy to zrobicie przed nimi. Za rogiem leżą dwa ciała strażników dwójka z was co potrafią strzelać i ich stan zdrowia na to pozwala weźmie ich broń. Będzie ochraniać resztę. Zabijać na drodze strażników. Poza tym droga do Rogatek jest oczyszczona więc i one są przez zabezpieczone. Więc dotrzecie bezpiecznie i będziecie wolni - powiedziała do nich cóż liczyła, że może chociaż część z nich znajdzie sobie wolę przetrwania, a za nimi pójdzie reszta. Będą mili broń, swoje moce... - Chyba że chcecie iść z nami, ale wtedy nie macie gwarancji, że nie zginiecie - powiedziała mogli stąd uciec lub podążać z nimi szukając innych mutantów i kierując się dłuższą drogą na komisariat. Tak by, jak największa część DOMu była stąd ewakuowana.
Esther nie chciała odprowadzać ich, bo nie widziała w tym sensu. Bowiem traciliby tak czas, który mogli by poświęć na ratowanie innych. Jeśli Mary się uprze iść ich odprowadzi nie będzie jej zatrzymywać nawet jeśli nie uważa to za dobry pomysł.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-10-10, 22:57   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Czekać dłużej nie zamierzał. Wolał rzucić się w wir walki. Bradley nie zwracał uwagi na padające ciała. Ludzie, którzy z nimi poszli i chcieli walczyć byli zdani na siebie. Mężczyzna nie zamierzał ich teraz bronić, ponieważ doskonale wiedzieli na co się piszą. A jeśli byli na tyle naiwni, by myśleć, że będzie to bułka z masłem to tym bardziej nie byłoby mu ich szkoda. Miał swoje problemy, bo był ostrzeliwany, więc jego tarcza była bardziej potrzebna. Widział jak kundel zmienia się w niedźwiedzia, ale gdy ruszył w drugim kierunku to kompletnie stracił nim zainteresowanie. Jego celem było zabicie jak najwięcej strażników, a zwierzak póki co nie był jego problemem.
Wobec tego ponowił próbę i korzystając ze swoich mocy sięgnął do najbliższej stojącego strażnika i swoją mocą chciał skręcić mu kark. Po tym zrobił jeszcze kilka kroków do przodu i skupił się na 3 strażnikach przed sobą, a właściwie na ich broni. Wykonał niezbyt skomplikowany gest ręką i wypowiedział inkantację zaklęcia, które w jego zamiarze miało zamienić ich broń w gumowe atrapy tych samych broni, czyniąc je przy tym bezużytecznymi.
Jeśli mu się to udało to parł dalej do przodu, by pokonać jak najwięcej strażników na drodze oraz wejść do środka komisariatu.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Leilah Addams



Justice and Vengeance are One.

Elektrokineza

75%

Ochroniarz





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

height / weight:
178/74

Wysłany: 2019-10-11, 01:04   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nigdy chyba nic nie idzie zgodnie z planem, Leilah wiedziałą o tym doskonale jeszcze z czasów jak była żołnierzem bardzo daleko stąd, za wielką wodą, zdawała więc sobie sprawę, że improwizacja zarówno kiedy się atakuje jak i wtedy kiedy się broni jest po prostu kluczowa. Dlatego trzeba było bezustannie szkolić swoje umiejętności by taka improwizacja po prostu była skuteczna.
Teraz Leilah szła chyba na samym końcu wciąż rozglądając się za siebie, czy jednak ktoś nie czekał do tej pory w ukryciu i iich nie okrąża. Tyły powinny być mocno pilnowane bo walka w okrążeniu z tylu i z przodu zazwyczaj nie wróży niczego dobrego.
W trakcie rozglądania się zauważyła oprócz trupów, których to widok napawał jej serce radością, również porozrzucaną elektronikę. Podniosła kilka części i zbadała je z bliska, po czym zaczęła podążać ich śladem. Ale co przy tym wszystkim najważniejsze wypatrywała również jakichkolwiek słupów bądż kabli elektrycznych, które mogłaby zerwać i podładować się. Po takim wzmocnieniu byłaby gotowa walczyć dłużej używając swoich mocy albo wykonac potężniejsze ataki. W ogóle marzyło sie jej odnalezienie jakiejś skrzynki transformatorowej, do której mogłaby się dobrać i pobrać eenergię elektyczną z całego kompleksu, przepalając ją jednocześnie. Ona czułaby się jak po dobrym obiedzie, a ci tam wewnątrz pewnie musieliby siedzieć na zasilaniu alarmowym.
[Profil]
  [AB-]
 
Penelope Mares



uległość kukiełki służy manipulantom

atomokineza

84%

Ogar/kundel





name:

Penelope Mares

alias:
Penny; Obiekt 478g; Rebecca McAdams

age:
30

height / weight:
175 / 70

Wysłany: 2019-10-11, 11:34   

Pomyśleć, że ten dzień zaczął się normalnie i to miało być zwykła zmiana na Rogatkach. Niestety jak w życiu bywa nigdy nic nie idzie tak jak powinno. Wszystko wali nam się na głowę. Miałam pracować sprawdzać kto wychodzi i wychodzi, a nie powstrzymywać agresorów. Terroryści nie przebierali w środkach... Najpierw ten wybuch, później słychać było strzały. Trzeba było ich powstrzymać tylko czemu mój towarzysz nic nie robił.
Nie dział aż do czasu, kiedy Chris zdecydował się zaatakować MNIE. Ostrzegano mnie przed nim, bo już stanął przeciwko naszych.
Pierwsze co poczułam to chłód więc opuściłam broń, bo i tak nie było z niej pożytku. Spojrzałam na niego, a on znowu zaczął gadać swoje o tym, że nie jestem tym za kogo się uważałam. Naprawdę nie mógł sobie odpuść i musiał to robić przy naszym wrogu. Jednak jedno nie dawało mi spokoju. Czemu jego głos był taki znajomy i czemu Chris był taki pewny, że to nie jego moc.
Słuchałem jego słów nie wiedziałam czemu ale czułam, że powinnam go pamiętać. Jednak go nie znałam nic nie mówiło mi jego imię.
- Przestańcie - powiedziałam do nich, bo czułam iż ból głowy coraz bardziej mi doskwiera. - Jaka córka moje dziecko nie żyję - dodałam po chwili.
Zamiast zaprzestać używanie mocy jeszcze bardziej to rozpętałam, byle tylko oni się zamknęli i nie gadali o tych głupot. Nie byłam Rebeccą, tylko Penelopą.
  
[Profil]
  [A+]
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

75%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2019-10-11, 12:16   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Nie zamierzała go pytać, czy zamierza jej ufać, czy te nie, ponieważ miała gdzieś jego, jak i jego testosteron. Miała inny cel w tym wszystkim niż przejmowanie się jakimś facet. Zawsze twardo szła do przodu nie zbaczając ze swojej drogi. Tym razem było podobnie chciała znaleźć uzdrowiciela i go zabić. Pierwszy raz w życiu pragnęła tak mocno czyjeś śmierci, że nie mogła odpuść. Nawet szansa wyrwania się z tego piekła nie była silniejsza od chęci zemsty. Dlatego też pozostała w tym miejscu, śledziła ich i zdecydowała się im pomóc. Nawet jeśli jednego z nich miała głębokim poważaniu. Ale niech nie bierze tego do siebie, bo sam przyznał, że nie zamierza jej ufać.
Widząc, że część z nich chce ruszyć z nimi oraz jednak podjęli jakieś działania, a nie chodzili i usuwali tylko przypadkowe patrole. Jeśli chciało się zniszczyć DOM trzeba było zaatakować jego serce. A za takie miejsce właśnie Lasair uważała komisariat. Miała też nadzieję, że może w jednej celi siedzi ten cały ,,Uzdrowiciel", bo szukała go już od wielu miesięcy i nie mogła trafić na żaden ślad jego osoby.
Atak na komisariat już na starcie poniósł za sobą ofiary. Pierwszą z nich był mieszkaniec DOMu, który zdecydował się za nimi iść. Cóż widząc jak jego ciało pada na ziemię poczuła smutek, żal oraz coś rodzaju poczucia winny. Jednak nie mogła tym dłużej się przejmować i stać, bo właśnie trwał atak. Niestety będąc DOMu nie miała możliwość spotkania zwierząt, które jej by pomogło. Widząc niedźwiedzia naprawdę chciała by to był prawdziwy jego siła mogła jej się bardzo przydać. Jednak niestety to nie był prawdziwy, a do tego zaatakował Vincenta. Nie myśląc za wiele wzięła pierwszy lepszy kamień, by rzucić w zwierzoludzia i zwrócić jego uwagę na siebie. By chłopak miał szanse uwolnienia się spod jego ciężaru.
[Profil]
    [A+]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-10-12, 12:36   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Wtrącanie się miedzy zakochanych nigdy nie jest dobre, a zazwyczaj najbardziej odbija się to później na tej osobie. Jednak nie mogłem stać i patrzeć jak brachol sobie nie radzi. Nie wiedziałem co zrobili kobiecie, ale przerażało mnie to, że nikogo nie poznaję. Nawet swoją miłość. Ciągle pamiętając jaką kiedyś parę tworzyli. Nie chciałem zrobić jej krzywdy, ale też nie zamierzałem pozwolić by skrzywdziła mi brata. Cóż najważniejsze, że wszystko się udało, a Rebecca czy Peny jak się tam nazywa upuściła broń.
Słysząc słowa o obietnicy uśmiechnąłem się, bo trochę mu zajęło. Jednak dobrze, że tutaj był nawet jeśli nie tak sobie to wyobrażał. Poza tym pomimo tego, że miałem opatrunek na ramieniu nie zamierzałem uciekać i ich tutaj zostawić. Również byłem pewny, że jego ,,żona" nie opuści miejsca posterunku nawet wizją córki. Której zresztą nie pamięta. Jeśli Nick myślał, że ona pójdzie to musiał się rozczarować słysząc jej słowa.
- Zamiast się wkurzać i wypierać wszystkie informację. To wyluzuj i spróbuj spojrzeć na to z rezerwą. Twoja córka i tego tutaj idioty, Vanessa - powiedziałem do kobiety. Szukając wyjścia jakby ją powstrzymać, by przestała używać swojej mocy.
- Jakiś pomysł? - spytałem się brata, bo przecież znał ją dłużej i w końcu ją kochał.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-10-12, 18:53   

Bestia została uwolniona.
Już chciała wedrzeć swoje ostre pazury w skórę chłopaka pod sobą. Już miała zacisnąć szczęki na jego gardle. Już miała dokończyć swojego dzieła - podobnież, jak z poprzednim mutantem, gdy jednak ten chłopaczek odnalazł w sobie siłę, by jednak się postawić. Nie było to łatwe, gdy tak wielki ciężar niemal uniemożliwiał mu oddychanie, a przed jego oczyma pojawiały się mroczki, ale jednak - broń okazała się silniejsza od dzikiej furii. Czy Vincent nie powinien tego odebrać jako istną naukę dla samego siebie? Czy jego tryb berserkera nie mógł odnaleźć tu odniesienia?
Nie tylko krew mutanta spłynęła na młodego Edamsa. Cielsko zwierzoludzia z pełną swoją wagą go przygniotło, a przy obecnych okolicznościach - nawet jego wektory nie były wystarczające silne, by go uwolnić. Mógł jedynie utrzymywać bestię nad sobą na tyle, by móc złapać kolejne ciężkie oddechy. Czymże jednak było złamane żebro przy jego dotychczasowych obrażeniach?
Nim jednak inni zdołali się zorientować, że wróg już leżał martwy - Christopher starał się wycelować w niego swoją nowo nabytą bronią. Jak mógł się jednak spodziewać - nie wszystko działało tak, jak mógł to sobie wymarzyć. W końcu swój oręż zdobył po bardzo krwawym wybuchu, czyż nie? Teraz miał na własnej skórze odczuć tego niewielki zalążek - gdy w nieco wygiętej lufie zatrzymała się strzałka, a ciśnienie wewnątrz broni rozsadziło ją od środka - wyraźnie raniąc dłoń chłopaka. Na jego nieszczęście - resztki z surowicy zawartej w strzałce osiadły na licznych rankach na jego skórze, powoli dostając się do jego krwiobiegu. Ale hej - to zawsze lepiej niż dostać bezpośrednio taką strzałką, prawda?
Nie lada odwagą chciała się też wykazać nasza droga Lasair - która bez chwili zastanowienia chwyciła za kawałek gruzu, jakich było pełno w tej okolicy, by po chwili cisnąć nim prosto w sierściucha. Kto wie - gdyby w tym samym momencie jego czaszka nie została przebita na wylot, pewnie nawet by się tym przejął. W tych okolicznościach jednak, kamień odbił się od jego pleców, by po chwili wylądować tuż za głową Vincenta.
Za kobietą wciąż jednak stała trójka mutantów, gotowa do działania. Gdy ta była kierowana empatią, i w nich obudziły się heroiczne dusze - chcąc za wszelką cenę bronić tych, którzy zajęli się tą nierówną walką. Na szczęście - jeszcze nie było im to dane. Wtem bowiem niczym nie strudzony Bradley ruszył przed siebie, wciąż naginając swoją tarczę przed kolejnymi postrzałami, by po chwili - próbować zabić jednego ze strażników, a pozostałych rozbroić. Czego jednak nie mógł się spodziewać, to nagłe wsparcie, jakie okazało się przybyć ze środka budynku...
To... To był wybuch. Czyżby Pan Grey niezapowiedzianie wykorzystał kolejny granat? Nie, przecież nie mógł go nagle wysadzić za zamkniętymi, strzeżonymi drzwiami, prawda? Ciało Warlock Lorda, nawet pomimo użycia swej tarczy nie zdołało się oprzeć temu wysadzeniu - wyrzucając go na kilka metrów w tył, podobnie jak zebranych przy nim mutantów. Co jednak mogliście odebrać za istną szansę, specjalnie dla Was - również przedstawiciele Niebieskich Szwadronów wylądowali na ziemi z impetem. A sprawca całego zamieszania już po chwili miał się ukazać w wysadzonych drzwiach.
Jego sylwetka dla niektórych mogła być dziwnie znajoma. Czy członkowie rebelii pamiętali wyniosłego piromaniaka? Czy wśród członków Bractwa wciąż krążyły plotki o nietrzeźwym ataku na siedzibę Rządu? Czy imię Aaron wciąż odbijało się w niektórych głowach echem, z cichą nadzieją, by jego pomysły już nigdy nie wchodziły w życie? Jeśli tak, to.. Co tu robił?
Tę scenę miała szansę oglądać Leilah, która nieco spowolniona przez swoje poszukiwania źródeł energii dotarła tu z eleganckim spóźnieniem - idealnie na rozkręcenie się zabawy. Wbrew jednak swoim oczekiwaniom - nie udało jej się odnaleźć tak silnych źródeł, na jakie liczyła. W końcu DOM był miejscem, gdzie wielu mieszkańców żyło bez takich luksusów, jak prąd. Ale kto wie? Może wewnątrz posterunku znajdzie tak cenne dla siebie "pożywienie"?

Komplikacje nie tylko miały miejsce w sercu tej dzielnicy. Również przy wejściu sytuacja nie malowała się kolorowo. Chociaż Christian wraz z Nicholasem próbowali przemówić do rozsądku kobiety - nie wychodziło im to najlepiej, bowiem opanowanie kobiety drastycznie spadało. Widać brakowało im tej delikatności, jaką niejeden psycholog mógł się pochwalić. Moc Penelope wymykała się spod kontroli - burzowe chmury poszerzały swój obszar, wyraźnie wykańczając swą władczynie. Grzmoty, które słychać było z kilkudziesięciu metrów potrafiły zjeżyć niejeden włos na głowie, a ulewa wraz z wiatrem znacznie przybrała na sile, przez co budka nie była już dla Was żadnym schronieniem. Mokliście, tak samo jak ulice przed Wami. Marzliście, tak samo jak mutanci zamknięci w tym miejscu przez ostatnie kilka miesięcy. Pewne było jedno - Blondynka musiała odnaleźć spokój ducha - nie tylko dla bezpieczeństwa tych, których chciała chronić, ale i dla samej siebie.

Był to też pierwszy raz, gdy nasze rudowłose piękności nie potrafiły odnaleźć wspólnego języka. To tutaj dopiero można było zauważyć ich różnice w myśleniu jak i doświadczeniach. Rówieśniczki, choć względnie podobne kierowały się innymi priorytetami.
Po tym, gdy każda z nich zabrała głos w tej krótkiej dyskusji, nie trzeba było wiele czasu, by zauważyć, wobec kogo mutanci żywią więcej sympatii. Mieszkańcy, niemal jednym murem zebrali się wokół Mary, prosząc ją o pomoc i dziękując za jej decyzję. Za nie pozostawienie ich na łaskę tego okrutnego losu, przez który znaleźli się w tym piekle - podczas gdy Esther spotkała się z wyjątkowo nieprzyjemnymi komentarzami i buczeniem, jakoby miała niby współpracować ze Szwadronowcami, by oni stali się żywym mięsem armatnim. Widać było, że bardziej ufali tej kobiecie, która obiecała ich wyprowadzić na wolność.
To była Wasza droga. Czy mimo wszystko odnajdziecie na niej wspólną ścieżkę? A może jednak rozejdziecie się na rozstaju, gdy każda podąży w wybranym przez siebie kierunku?

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (15.10 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
W zależności od decyzji podjętych przez Mary oraz Esther - ich historia może ulec modyfikacjom, które zostaną uwzględnione przez MG bezpośrednio w ich postach. Zależnie którą drogę obiorą - mogą być świadkiem wydarzeń dziejących się pod komisariatem lub pod rogatkami.



Rzuty:

Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 68%
Opanowanie: 70%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 100%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli) -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 60%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna


[Profil]
 
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-10-12, 22:20   
   Multikonta: Brak


Jeden celny strzał z mutazyną powinien wystarczyć, by agresywny mutant stracił swoją zdolność przemiany i stał się nieszkodliwy, lecz dotychczasowe szczęście Christophera momentalnie go opuściło. Uszkodzona broń eksplodowała bezpośrednio w jego dłoni. Huk skomponował się z głośnym krzykiem jaszczura, który z bólu zgiął korpus i prawie upadł na kolana, przyciskając zranioną dłoń do swej piersi i sycząc przez zaciśnięte kły. Skóra na niej była dotkliwie rozszarpana i sączyła się z niej krew. Nie był w stanie nią poruszać. Nawet przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że mogło do tego dojść. Pistolet przecież wyglądał na sprawny, ten plan nie mógł się nie udać.... A jednak.
Christopher pokazał, że daleko było mu do silnego wojownika, który takich urazów doświadczał na co dzień. Zraniona ręka wciąż drżała, a po twarzy zaczęły spływać pierwsze łzy. Wyglądało to tak, jakby w jednym momencie stracił całą wolę walki. Skończył zgrywać wielkiego bohatera, godząc się z porażką i wizją tego, że nie zdoła już pomóc uwięzionemu mężczyźnie, będąc kompletnie bezużytecznym?
Błąd... Kły dotychczas wyszczerzone w grymasie bólu i strachu nabrały groźniejszego wyrazu. Może i był ranny, ale wciąż mógł działać. Wciąż był w stanie coś zrobić i nie zamierzał odpuścić. W końcu wrócił na teren DOMu właśnie po to, by wesprzeć innych, wiedząc jakie mogą być tego konsekwencje dla niego samego. Ranna dłoń nie czyniła go niezdolnym do podejmowania jakichkolwiek akcji.
Niewiele myśląc, ból oraz gniew wybudziły w nim nowe siły, które zmusiły go do działania. Z rozbiegu rzucił się na cielsko martwego już niedźwiedzia z zamiarem zsunięcia go z leżącego mężczyzny. Zaczął pchać lewym barkiem oraz zdrową prawą ręką cielsko kilkuset kilogramowego zwierzęcia z całych swoich sił, podczas gdy buty ocierały się o podłoże. Wydawało się to kompletnie pozbawione sensu. Chris nie miał na tyle siły, by samemu zdołać uwolnić obcego spod takiego ciężaru. Był jednak wyjątkowo uparty i zdesperowany, może też dziki gniew zmuszał go do tak irracjonalnego działania. Cokolwiek nim kierowało, miał silną wolę walki, której nie dało się tak łatwo złamać. Być może ktoś się do niego przyłączył i również chciał pomóc Vincentowi.
Wspólnymi siłami udało im się unieść zwierzę na tyle, by Vincent był w stanie się oswobodzić. Christopher w międzyczasie zdołał zlokalizować ogonem rękę mężczyzny, oferując mu dodatkową pomoc.
- Chwyć za ogon. - rzucił przez zaciśnięte kły. Wystarczyło lekkie zaciśnięcie palców, by silny ogon sprawnie oplótł się wokół przedramienia mutanta, aby potem jaszczur był w stanie wysunąć go spod niedźwiedzia. Vincent był już wolny i mógł wreszcie złapać oddech.
Christopher nie liczył na podziękowania. Zamiast tego szybko skupił swój wzrok na komisariacie, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk wybuchu dobiegającego właśnie z tego budynku. W drzwiach dostrzegł tajemniczą postać, na której widok pochylił swój korpus i zasyczał, gotów do ataku, jeżeli okaże się on konieczny. Był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sytuacji i samą mocą obcego.
Przez krótką chwilę poczuł się dziwnie ospały i obraz przed nim stał się niewyraźny. Potrząsnął głową i zamrugał, co jednak niewiele dało. Burza przybierała na sile i właśnie doświadczał jak niska temperatura wpływała na jego organizm. "Nie teraz..." To był naprawdę kiepski moment. Jak tak dalej pójdzie to z opóźnionym czasem reakcji stanie się dziecinnie łatwym celem. Czy mężczyzna spod rogatek zawiódł i nie zdołał powstrzymać osoby odpowiedzialnej za tę pogodę?
Bez względu na wszystko, jeżeli Vincent ruszy w stronę komisariatu, gad będzie mu towarzyszył podczas walki. Wycofanie się i tak już nie wchodziło w grę. Jeśli na swojej drodze spotka funkcjonariuszy, którzy będą usiłowali ich powstrzymać, ranna ręka nie powinna być przeszkodą w walce i gad zamiast niej będzie korzystać z drugiej oraz ze swojego ogona. W międzyczasie nawet ściągnął maskę, gotów przejść do bardziej nieczystych zagrywek w postaci gryzienia. A warto podkreślić, że gryźć to on potrafił bardzo mocno. Szczątki elektroniki i ślady kłów na niej mówiły same za siebie.
_________________
  
[Profil]
    [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5