Poprzedni temat «» Następny temat
Rogatki
Autor Wiadomość
Marian Cook



There are four ways to conquer the world: By Power, By Intelligence, By Respect and by Cooking.

Gastrofereza

72%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2019-11-17, 12:01   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Marian starał się biec osłabiony, ale każdy ruch powodował u niego ból i pewne nieprzyjemne uczucie, które odczuwa się po zjedzeniu ultra ostrego wielkiego kebsa z podejrzanej budki obok stacji kolejowej. Początkowo nie zauważył jego wybawiciela, nie umiał się skupić na niczym innym jak tylko parciu przed siebie, na czystej woli przetrwania. Jeśli ktoś by mu pomógł przyjąłby pomoc z radością- nie zważając kto mógł to być. Ale jakie było jego szczęście, gdy uświadomił sobie kim był jego wybawca!
- Mm, siem-%$!#@
Dokonawszy "magicznej sztuczki" Marian wypuścił popularnego kolorowego ptaka z klatki zwanej ustami, nie trafiając na szczęście pociskiem w Brada. W ręku trzymał kurczowo Patelnię, zaś druga znajdowała się ja ramieniu Brada. Nigdy nie chciał nikogo pakować w tarapaty, ale.... Będzie gorzej jeżeli tego nie zrobi. Ucieczka i dobry, działający kibelek to w tym momencie jego jedyne marzenia.
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-11-17, 16:51   
  

   1 Rok na Giftedach!


Mieli mało czasu i Brad doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo swojej gruboskórności i ogólnego skurwysyństwa, nie mógł zostawić Mariana na pastwę losu. Nie dlatego, że miał takie dobre serduszko, ale dlatego, że Marian pomógł mu, gdy on tego potrzebował. Zrobił to bezinteresownie, ale w głowie Brada zawsze była świadomość, że ma wobec niego dług wdzięczności.
- Wiedziałem, że to przez ciebie tak mnie rozbolał brzuch - westchnął po małym przedstawieniu ze strony Mariana. Skrzywił się z obrzydzeniem widząc wymiociny towarzysza, ale sam był w dość dobrej kondycji, więc praktycznie ciągnął Mariana za ramię. Ten pewnie nie miał pojęcia co się dzieje, ale Bradowi włączył się sprint w nogach. Jedną rękę miał wolną i nią w razie potrzeby mógł użyć swoich mocy, a drugą trzymał Mariana. Chłopak ledwo stał na nogach. Dobrze, że nie był jakimś pakerem tylko bardziej chudzinką, dzięki temu Brad miał teraz łatwiej. Biegł przed siebie, chcąc jak najszybciej stąd spieprzać, mając Mariana praktycznie pod pachą. Dźwięk czołgów skutecznie pchał ich do przodu. Brad aktualnie nie zważał nawet czy Marian rzyga czy sra pod siebie. Będą brudni i śmierdzący, ale przynajmniej nie w łapskach DOGS.
Widział, że Vincent i Nicholas biegli do pozostałych, by przejść przez mur i uciec z tego piekła. Będąc więc ogarniętym i świadomym sytuacji, ruszył za nimi najszybciej jak się dało.
Wtedy usłyszał wybuch granatu i gdy dotarli na miejsce zobaczył, że ich drużyna zrobiła dziurę w murze, dzięki czemu mogli stąd uciekać. Pobiegli więc do tego miejsca i gdy tylko mieli okazję przeszli przez mur, szukając najbliższego schronienia.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-11-17, 18:48   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szlag by to. Jednak jeszcze bardziej się skomplikowało. Szczęśliwie, nie musiał się tym zbytnio przejmować. Co prawda mieli uratować jak najwięcej mutantow, ale Nick dał mu wyraźny sygnał do odwrotu. Chcąc, nie chcąc, uznał, że lepiej go posłuchać. W końcu Grenville nigdy go nie zawiódł, ani nie wydał polecenia, które by go skrzywdziło.
- Jasne - kiwnął głową - Nie odwal niczego głupiego - bo choć Vinc wydawał się mieć serce z kamienia i był emocjonalną amebą, to jednak byłoby mu żal, gdyby Grenville poświęcił się, w jakimś żałosnym akcie heroizmu.
Nie czekając na dalszą zachętę, uruchomił wektory w trybie tarczy i wziął nogi za pas. Sorry Ricky, sama się rzuciłaś w ramiona tego piromaniaka.
[Profil]
  [0+]
 
Leilah Addams



Justice and Vengeance are One.

Elektrokineza

75%

Ochroniarz





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

height / weight:
178/74

Wysłany: 2019-11-18, 13:09   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Te kilka minut to zarówno dużo jak i mało czasu na polu walki, Leilah doskonale wiedziała o tym z doświadczenia. Jednak jedyne sensowne co mogli zrobić to po prostu wycofać się, mając nadzieję, że w trakcie wycofywania się nie zdarzy się żadna przykra niespodzianka. Już chyba sensacje żołądkowe były w takim momencie wystarczająco nieprzyjemną niespodzianką. Niemniej jednak nie pozostało nic innego by nad nimi zapanować siłą woli i ruszyć najszybszą i najlepszą trasą ewakuacyjną z powrotem tam skąd przyszli. Leilah szła pierwsza, najwyraźniej nikt inny nie odkrył tej trasy jednak niedługo potem dało się słyszeć zbliżające się kroki. Leilah przystanęła by zobaczyć kto za nią podąża, jednak gdy okazało się, że nie są to wrogie siły kontynuowała swój marsz. Wiedziała, że ma dużo rzeczy do przemyślenia, jednak to zostanie na później, na razie trzeba skupić się na bezpiecznym wydostaniu się stąd i to właśnie Leilah robiła.
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-11-19, 00:18   

Czasem odwaga przychodzi zbyt późno - gdy ostatnia szansa znika już za zakrętem...


Z całą pewnością coś o tym mógł wiedzieć Nicholas - który ostatkiem swojej woli próbował wyperswadować Aaronowi heroiczne zachowanie przy ratowaniu biednej i bezbronnej Ricky. Czy mógł być pewien tego, że Bartowski nie zrobi dziewczynie żadnej krzywdy, a może stawiał na jedną kartę? Czy Greenville miał czas na takie zagrywki, gdy zza rogu - dosłownie wychylało się niebezpieczeństwo? Lufa czołgu z całą pewnością była już widoczna na ulicy, dając Inferno znak, że nie jest już sam, a to przeciągane przedstawienie miało się właśnie opłacić - no, chyba że blondyn jednak da jeszcze nogi za pas, pozostawiając młodą Roseberry na łaskę Rządu. A może i ta kruszyna była teraz niedoceniana i wciąż chowała asy w rękawie?
Z całą pewnością - to był ostatni moment, by dać jakikolwiek popis.<br
W lepszej sytuacji był Vincent - który kierując się rozkazami swojego mentora, w zaledwie kilka chwil dobił do grupy kierowanej przez Mary. Dziewczyna mogła się cieszyć - dziura w murze była na tyle duża, że wszyscy mutanci zdołali się przez nią przecisnąć z zaledwie kilkoma zadrapaniami na skórze. Tych z całą pewnością nie widziała jednak Lasair - która dopiero teraz, gdy emocje mogły zacząć opadać zaczęła odczuwać ból płynący z każdego poparzenia i obicia na jej ciele. Ale hej - przynajmniej była wolna, prawda?
Tą wolnością nie cieszył się jednak Christopher, który - przyszpilając się plecami do muru - walczył z własnymi myślami i chęcią powrotu do znanych sobie, zniszczonych ulic. Czy ostatnie osoby przechodzące przez to prowizoryczne wyjście zwrócą uwagę na biednego jaszczurowatego, czy skierują się jednak dalej - ku uliczkom, gdzie czeka na nich nowe życie?

Nie straszne były jednak żadne przeciwności naszemu drogiemu Bradleyowi - który nawet przed obliczem wymiotującego Mariana nie zrażał się do przyjętej przez siebie misji, bez problemu wyprowadzając swego kompana poza teren DOMu, gdzie mógł dołączyć do wciąż zranionej Leilah i próbującej ją wesprzeć Esther. To... To już był prawie koniec. Wystarczyło poprowadzić tych najmniej zorganizowanych, rannych i bezbronnych do bezpiecznego miejsca - tak, jak nakazał "koordynator" przepuszczający wszystkich przez wyrwę.
To był ostatni krok - do wolności.

A o wolności z całą pewnością marzył też już Christian - który będąc pod okiem tego młodzika, który niezmiernie przejął się losem swojego kompana od broni, mimo wszystko myślami krążył gdzieś na polu bitwy. Czy właśnie dlatego oczy mu się zaświeciły, gdy usłyszał, że... Może odejść?
- Nie powinienem, kapitan będzie zły, ale... Ty tu jesteś bezpieczny, prawda? A tam... Tam są terroryści! Masz rację, ruszam! - Wyrzucił z siebie, salutując niedbale i niemal natychmiast biegnąc w kierunku samochodów, które już dawno zniknęły w uliczkach. To była szansa, którą Spivey mógł wykorzystać na znalezienie uwolnionych grup mutantów, lub... Powrót do kanałów.
A tam w nie lada opałach była biedna i obita Penelope. Jej ciało praktycznie bezwiednie leżało w zimnej i brudnej wodzie zbierającej się na podłożu, gdy wściekły i przerażony tłum zdawał się tracić nad sobą kontrolę. Mimo, że mężczyzna który jeszcze przed chwilą krzyczał na naszą drogą Mares twierdził, że oni mogą być ponad tym - chyba a im nie wychodziło. Nie, gdy mieli przed sobą zdrajcę własnego gatunku, gdy mieli przed sobą tego, kto mógł być i ich oprawcą. Nie minęła sekunda, gdy jakaś drobna kobieta padła na kolana przed blondynką, niemal próbując paznokciami zedrzeć z niej mundur, krzycząc coś o mordercach i płacząc wniebogłosy.
Czy Spivey zdoła dostać się do kanałów, nim inni pękną podobnież do tej nieznajomej, obwiniając Obiekt 478G o wszelkie nieszczęścia?

___________ - PÓŁ MINUTY - Rozbrzmiał ostatni komunikat w krótkofalówkach strony atakującej, gdy z oddali udało się usłyszeć dźwięki odrzutowców.
To... To była ostatnia szansa.

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (22.11 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.




Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 92%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 45%
Opanowanie: 70%
Inne:
znaczące obrażenia: wybity nadgarstek, porażenia od prądu (mod -1)
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 88%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu, wybicie lewego barku
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli), pistolet mutazynowy -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 51%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 99%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 96%
Opanowanie: 86%
Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.
Numer porządkowy: 13
Dane: Marian Cook
Żywotność: 70%
Opanowanie: 70%
Inne: patelnia
Numer porządkowy: 14
Dane:
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:


[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-11-19, 20:53   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Udało się ! Nie wiedział jak cudem, ale udało się ! Dojrzał znajome twarze i podjeżdżającego vana, który wyglądał dokładnie tak, jak ten z opisu Nicholasa.
Przyspieszył i zrównał się z całą grupą, starając się nie myśleć za wiele o losie mentora.
Poradzi sobie. Musi. Ma córkę, która na niego czeka i rodzeństwo, które nudy odzyskać.
- Ruchy, robi się gorąco ! - wydyszał - Mają czołg w gotowości!
Jakby nie było gorąco od początku...
Edams minął się z Mary i wskoczył do vana. Widząc nową twarz i jej niezdecydowanie, odezwał się.
- Jedz z nami. Mamy bezpieczna kryjówkę. Chyba, że wolisz tam wrócić - wskazał na DOM i zniknął już w samochodzie

/Zt
[Profil]
  [0+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

85%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-20, 12:56   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedziałam nie wiedziałam co się dzieję. Aaron on.. był... jest moim przyjacielem, a chciał mnie wykorzystać jako zakładnika? Łzy płynęły mi do oczu. Samantha? Niebezpieczna? Co oni mu zrobili. Jak mogli. Najpierw Sami teraz on. Zacisnęłam pięści. Wiedziałam że muszę mu się wyrwać. Nie było innego wyjścia. Kochałam go jak brata nadal kocham ale nie pozwolę mu pogrążyć wszystkich których kocha. Zacisnęłam zęby z nerwów patrząc wprost na mężczyznę, który dowodził. {Uśmiechnęłam się lekko choć w tym momencie mogło to wyglądać bardziej niż grymas niezadowolenia.
Byłam pewna. Znałam Aarona, Wiem że nie spodziewa się zbyt wiele od kobiet. Nie pamięta tego że był moim trenerem i znam jego prawie wszystkie chwyty. Nie raz pokazywał mi jak uwolnić się z takiego przetrzymywania.
Wzięłam głęboki wdech.
- Wybacz Aaron. - mówiąc to nastąpnęłam mu na nogę najmocniej jak mogłam. Następnie złapałam mu dłoń i wykręciłam ją zakładając dźwignie. Nie miałam zbyt wiele sił ale dlatego stworzono własnie te chwyty. Nie chciałam zrobić mu krzywdy więc odepchnęłam go i spojrzałam na Niego.
- Zastanów się kogo trenowałeś i z kim podzieliłbyś się informacjami o tym że zostałeś oskarżony o morderstwo przyjaciela, którego nie zrobiłeś. - mówiłam i wyciągnęłam dłoń w stronę Nicka by złapać sięjego ramienia. Nie byłam w stanie iść sama, a lufa czołgu która pojawiała się zza budynku nie zapowiadała nic dobrego.
- Zastanów sięczy wrogowi pomógłbyś wyjść z depresji i czy cieszyłbyś się z tego że twoja siostra i przyjaciółka są razem. Zastanów się czy na pewno to co oni mówią to prawda. - mówiłam i szłam obok Nicka tak by go zasłonić, nie wiem czemu ale miałam przeczucie że mi Aaron nic nie zrobi. W końcu poznał mnie. Podszedł.
- Wróć do nas. Wróć do Alby mnie i Sami, która została przez nich poszkodowana bo chcieli dorwać siędo ciebie. Wróć. - skończyłam mówić. Miałam nadzieję że to co mówię przywróci mu kawałek wspomnienia, że da rade odwrócić się i iść z nami jako przyjaciel. ale nie byłam pewna.. Niczego nie mogłam być pewna.
Ale nadal zasłaniałam sobą Nicka. Jeśli zaatakuje Jego to nie będzie znał odpowiedzi na dręczące go pytania.
_________________

<img src="https://78.media.tumblr.com/b4b0497bdafd6e9e2d59249754f90d95/tumblr_ogzrorODto1uykuwmo1_400.gif" style="width: 280px;box-shadow: 1px 1px 10px 1px #343438;border-bottom: 5px solid #222222"><div style="font-family: 'Lekton';text-align:center;color:#343438;font-size:10px;text-transform: uppercase;padding: 5px;line-height: 10px;width:280; ">Ricky Roseberry
<div style="width:270px;margin-top: -50px;text-align:right;">
<a href="https://kiity-cat.tumblr.com/" style="font-family: Tahoma; color:#444444; font-size: 10px;text-decoration:none;text-align:right;">
[Profil]
  [A-]
 
Mary Pond



-

Glify

65%

bezrobotna, szuka pracy





name:

Mary Pond

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2019-11-20, 13:34   
   Multikonta: -


Mary doglądała przebiegu ewakuacji jej grupy. Obyło się na szczęście bez większych problemów. Wszyscy przeszli na drugą stronę i tam pewnie znaleźli sobie pierwszą, tymczasową kryjówkę. W międzyczasie ktoś do nich dołączył. Rozpoznała młodego chłopaka, którego widziała po wyjściu z komisariatu. Był pewnie z oddziału Blondie.
-Gdzie reszta?- spytała go od razu. Miała nadzieję, że nic im nie jest. Mimowolnie pomyślała o tym, że dowódca jej nie odpowiedział -Wiesz o jakimś punkcie zbornym, do którego mamy się udać?- to jest druga ważna rzecz. Sama kojarzyła kilka względnie ustronnych miejsc, ale jeśli pójdą tam z całą tą grupą to ich ustronność może nie wystarczyć. Najlepiej byłoby wyprowadzić ich wszystkich z miasta, ale to oznaczało pielgrzymkę ulicami Seattle z ludźmi, których kondycja musiała być na skraju wyczerpania. Nie ma szans, by zostało to niezauważone. Całość została jednak rozwiązana przez podjechanie samochodu.
Mary była raczej sceptycznie nastawiona. Biały van kojarzył się że sztampowych filmów z wanną z lodem i rozcięciem na brzuchu. Poza tym spodziewała się, że będą musieli iść pieszo do jakiegoś punktu. Stąd tym bardziej nie ufała pojazdom. Jednak ten chłopak najwyraźniej rozpoznał samochód. Cóż, wiedział o akcji więcej od niej.
-Pakujcie się. Szybko.- poleciła jeśli zauważyła jakąś niepewność u innych.
Co do tego jaszczurzego mutanta wtulonego plecami w mur, też musiała coś zrobić. Rzuciła okiem w lewo i w prawo oceniając czy ma czas.
-Jeśli tu zostaniesz to na pewno. Chodź, musimy uciekać.- starała się brzmieć łagodnie, ale adrenalina i konieczność pośpiechu nieco zaostrzyły jej ton. Wyciągnęła do niego rękę licząc, że poda swoją i będzie mogła go pociągnąć za sobą. Był od niej silniejszy, ale tu chodziło o wolę i determinację, nie siłę fizyczną. Musiała przekonać go, że nie jest sam i że nie jest tu groźniej niż w dzielnicy. Gdy już uda się odciągnąć gada do wozu odetchnęła. Czyżby to był już koniec?
-A co z blondynem?- spytała chyba nawet gotowa wyskoczyć z auta i się cofnąć. Nadal miała sporo glifów. Pytanie jak bardzo ryzykowała? DHL (chłopak popierający wejście do dostawczego samochodu) wspominał, że w dzielnicy są czołgi.
-Jedźcie, ja zaczekam czy ktoś jeszcze wyjdzie.- powiedziała pewnie. Dzięki temu, że nie musiała nikogo przenosić górą, wciąż zostało jej dużo glifów do wykorzystania. Dała im odjechać, po czym znalazła sobie bezpieczne miejsce, z którego nie była zbytnio widoczna, a sama widziała wyjście.
-Ewauowani mutanci bezpieczni. Czekam przy wyjściu.- powiedziała przez krótkofalówkę.

Wykorzystane glify: 7/20
[Profil]
    [B+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

kontrola ognia

88%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2019-11-20, 18:26   
   Multikonta: Agent Łukasza
  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy tak stałem z ramieniem zaciskającym się na jej szyi, przez moją głowę przemknęły dwie myśli. Pierwszą z nich było to, że dziwnie było mi stać i grozić Ricky śmiercią, jak gdyby to było coś niepoprawnego… i zarazem znajomego, dziwnego, z kolei jak gdybym już to kiedyś robił. Robił, a jednak nie powinienem? Awrr. Można było od tego było dostać migreny. Nic, kompletnie nic nie składało mi się w logiczną całość, więc można było do tej sterty syfu było dodać podirytowanie.
A to jeszcze nie wszystko! Pozostawała ta druga myśl – że mój plan się powiedzie. Sklecony na szybko, niewystarczająco przemyślany, zdecydowanie pełen desperacji, ale genialny w swojej prostocie. Niestety, nie wziąłem poprawki na to, że miałem do czynienia z terrorystami, mutantami pragnącymi wojny, zniszczenia tego świata, wszystkiego, co ludzkie. Typ się odwrócił od Ricky, miał ją gdzieś i myślał, że rzucone wielce skruszenie wybacz mogłoby załatwić sprawę.
Spinało mnie to niesamowicie. Działo się dokładnie to, co powinienem był przewidzieć, kiedy ja, jak ostatni kretyn, miałem nadzieję, że może jednak, że mieli jakieś zasady, jakiś honor, braterstwo.
I Ricky! Sprawnie wykorzystała moje zamyślenie, wyswobadzając się z mojego uścisku. Byłem w szoku, niemałym szoku, zaś jej słowa, chaotyczne, ale zbyt szczegółowe i rozbudowane w swojej historii, by mogły być wymysłem, wypłynęły z jej ust, zasypując mnie całą falą niewiadomych. Wyłapałem z tego głównie imię Alby i Sam, i zarys historii, której raczej nikomu nie opowiadałem – to, jak stałem się mutantem. Przeklęty sukinsyn.
Przeklęci mutanci!
Pokręciłem głową.
- Ricky, nie rób tego. Jeśli faktycznie się przyjaźnimy, to nie uciekaj – rzuciłem do niej, robiąc krok w ich kierunku, rozkładając ręce na boki i odpalając swoje karwasze. Buchnęły płomienie. – Rozejrzyj się. To nie D.O.G.S., to oni, to zawsze oni powodują wojny, niosą ból i cierpienie. Straty! Ci ludzie mają rodziny – krzyknąłem do niej, do nich, pokazując im rękoma ciała leżące wokół. Może którekolwiek, może oboje zauważą w tym rację, a może nie?
Odetchnąłem głęboko i wypuściłem powietrze wraz z całą swoją wściekłością. Wydawać by się mogło, że ogień dmuchnął z karwaszy jeszcze mocniej… Tylko że to nie były one, to moja moc, to ja… Pan Mutant. Posłałem ogień czym prędzej w ich kierunku, by zagrodzić im ewentualną drogę ucieczki. W zamyśle, miała stanąć przed nimi ognista chmurka.

EDIT.
Jeśli nie udało mi się ich zatrzymać tym sposobem, zamierzałem za nimi pójść. Nie miałem planu. Śledzić? Przeszkodzić z ucieczce? Zabić? Wszystko zależało od okoliczności, od tego, co ujrzę w następnych kwadransach swojego życia, stąd wyciągnąłem na wszelki wypadek broń z poważniejszą amunicją, aniżeli strzałki z mutazyną. Trzymałem ją w pogotowiu.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
Ostatnio zmieniony przez Aaron Bartowski 2019-11-21, 13:56, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
  [AB-]
 
Christopher Varcer



I always had an affinity for lizards. I've always felt somewhat close to them. They're reptiles. I find myself feeling somewhat reptilian at times.

Gadzie atrybuty

80%

D.O.G.S Zwykły mieszkaniec DOM'u





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-20, 20:51   
   Multikonta: Simon M.


Christopher nie wiedział, co miał zrobić. Czuł się bezradny i pozostawiony sam na sam z własnymi lękami. Zachowywał się teraz jak tchórz, beksa, ale przecież był tylko zwykłym mutantem. Żadnym strategiem czy wojownikiem, który był na takim polu bitwy już wcześniej i mógł racjonalnie myśleć oraz działać, gdy z każdej strony słychać było strzały, wybuchy oraz wycie syren alarmowych. Mało kto z nas zachowywałby w tych warunkach zimną krew, prawda?
Zimny mur zdawał się być bezpieczną przystanią. Mutant obserwował jak uwolnieni mutanci biegli resztkami sił przez otwartą przestrzeń. Czy dobrze zrobił? Czy faktycznie im pomógł? A może przyczyni się do ich schwytania i otrzymają najwyższy wymiar kary za próbę ucieczki? Nogi się pod nim ugięły i nawet nie spostrzegł od razu, że rudowłosa dziewczyna nadal była w pobliżu. Zorientował się dopiero, gdy ta wyciągnęła do niego rękę. Chris był przerażony na tyle, że nawet nie dotarły do niego jej słowa, lecz sam gest uniesionej kobiecej dłoni sprawił, iż mutant powoli jej sięgnął. Gdy tylko ich palce się zetknęły, dłonie zacisnęły się i razem zaczęli biec. Gad poczuł przypływ nowych sił, przestał się opierać i po prostu biegł, nie oglądając się za siebie.
Znaleźli się przy pojeździe, który według słów młodzika (Vincenta) miał ich wszystkich zabrać w bezpieczne miejsce. W środku siedziała już grupa uratowanych mutantów, a jeden z nich wyciągnął do nich rękę, sugerując, by się pospieszyli i weszli do pojazdu. Jaszczur widząc znajomych sobie mutantów wszedł i znalazł się między nimi, lecz Mary postanowiła pozostać.
- Nie bądź głupia! - powiedział gad błagalnym tonem. Logiczne, że nie chciał, aby dziewczynie coś się stało. Dopiero mu pomogła.
Bez względu na to czy pojazd ruszył czy nie, Chris siedząc na wykładzinie wkrótce zasłabł z wyczerpania i nadmiaru emocji, przez co nie doczekał momentu, w którym odliczanie do ewakuacji się zakończyło. W jego przypadku dobrze się złożyło. Organizm mógł odrobinę odpocząć i Chris nie będzie świadkiem tego, co prawdopodobnie spotka tych, którzy nie zdążyli na czas się ewakuować. Zapewne ocknie się w środku lub pod koniec trasy.

//z.t//
_________________
[Profil]
    [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-11-21, 01:42   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


Nicholas nie miał czasu by negocjować i przekonywać kundla do zmiany decyzji, nawet jeżeli posiłkował się zakładnikiem. Czas naglił. Grenville widział w oddali zbliżający się czołg, co dało mu do zrozumienia, dlaczego mieli nie wracać przez rogatki. Nie to teraz było ważne. Wycofywał się i zamierzał biec do wyjścia, kiedy ponownie spojrzał na dziewczynę, wyswobodzoną z ręki mutanta. Dostrzegł zmianę sytuacji, wiec wrócił do niej, w ostatniej chwili dając jej oparcie w swoich ramionach, pozwalając by dokończyła swoją przemowę do znajomego jej kundla. Trzymając Ricky w pasie i cofając się z nią, Nicholas zauważył iż stojący na przeciwko kundel, użył swojej mocy. Dało to do zrozumienia, że broń nie będzie tu potrzebna. Schował ją za plecami w spodnie, wcześniej szybko zabezpieczając.
- Wstrzymaj na moment oddech.
Rzekł do dziewczyny, tym razem biorąc ją na ręce. Widział że jest słaba, więc nie będzie wstanie biec. Ostrzegł ją jednak przed tym co zamierza zrobić i chce by pierw ona jedno wykonała. Jakkolwiek zatka sobie nos czy usta, ne jego sprawa. Byleby się nie udusiła w jego ramionach.
Analizując wiatr, wszystko zależy od czego po czyjej stronie będzie korzystny.
- Wszyscy mamy rodziny. Sam się rozejrzyj, co po sobie zostawiasz.
Rzucił na koniec, w między czasie tworząc przed sobą barierę w postaci mgły trującej. Ziejący ogniem z dłoni mutant, mógł zauważyć przed sobą gęstniejącą nagle ciemną mgłę. Nicholas używając mocy to wytworzenia zadymionej ściany, chciał zyskać na czasie, by móc uciec z Ricky na rękach. W ostatecznym starciu, zwiększył jej zasięg, by kundel nie widział jego drogi ucieczki. Z drugiej strony, ten dym został skierowany wprost na mutanta, by nawdychał się trującego smogu i osłabił jego organizm.
Mogło to nawet mieć miejsce w tym samym czasie, kiedy Nicholas użył swojej mocy przeciwko kundlowi, zaś po tym cofnął się, odwrócił i wybiegł do wyjścia przez dziurę w murze z Ricky na rękach.
Jeżeli atak kundla go nie dotknął, bez problemu powinien wyjść przez dziurę w murze i przekazać Ricky komuś, kto zabierze ją do samochodu. Nie jechał z nikim. Rozejrzał się by znaleźć znajome twarze. Potrzebował kogoś i chyba natrafił na Mary, podchodząc do niej.
- Chodź ze mną. Jest jeszcze jedna grupa w ukryciu do zabrania z tego piekła.
Zwrócił się do niej i nie czekając na pytania i decyzję, ruszył biegiem wzdłuż muru od zewnętrznej strony, kierując się do rogatek. Uważając na to, by nie zostać wykrytym. Jedyne czego i kogo próbował odnaleźć to brata Christiana lub grupę czekających mutantów z jego Rebeccą.
Jeżeli ich odnajdzie, zamiarem będzie wyprowadzenie ich wszystkich w stronę czekających pojazdów. W przypadku zagrożenia, że zostaliby zauważeni, utworzyłby ciemnej mglistej ściany trującego smogu, z trudem utrzymując go w otwartej przestrzeni, by nikt nie próbował dostać się tu do uciekających jak i utrudnić znaczą widoczność. I wtedy znów jako ostatni, ruszyłby za pozostałymi, pozostawiając wrogów za sobą. Chyba, że koleżanka okaże się pomocna w tej sytuacji ze swoimi glifami.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-11-21, 21:18   
  

   1 Rok na Giftedach!


Brad wolał zdecydowanie w tę stronę - że Marian rzyga i sra pod siebie, niż w drugą, że miałby zalewać się własną krwią. Co prawda taki stan również go osłabiał, ale przecież nie umrze. Nie na warcie Brada, który leciał z nim przed siebie byleby jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie muru. Chociaż był w całkiem dobrym stanie to nie miał dziś ochoty pojedynkować się z czołgami. Jego moc miała limity, a nie zamierzał tu ginąć jak pies.
Gdy wybiegli na ulicę, zobaczył Leilah i Esther. Jedna wspierała drugą i z tego co widział to Leilah ucierpiała.
- Spadajmy stąd - rzucił do dziewczyn i podszedł do Lei z drugiej strony i objął ją ramieniem, pomagając tym samym podtrzymywać ją drugiej koleżance. Miał teraz dwie osoby do podtrzymywania i zero możliwości na obronę, ale na szczęście zobaczył czarnego vana, który zgodnie z planem miał ich zawieźć w bezpieczne miejsce. Nawet nie zamierzał odgrywać bohatera i czekać na kogokolwiek, bo nawet nie wiedział kto już przeszedł a kto nie. Był zbyt skupiony na swojej sytuacji.
Gdy tylko znaleźli się przy aucie, Brad pomógł wpakować się do niego kobietom i Marianowi, a potem sam wsiadł i odjechał bezpiecznie z tego przeklętego miejsca.

z/t
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-11-21, 22:08   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Czy mogło być jeszcze prościej niż początkowo uważałem? Miałem wrażenie, że dzisiaj chyba jest jakiś mój dzień. No nie liczące tego złamania. Jednak patrząc na to ile dzisiaj mi wyszło to chyba jest pryszcz porównaniu z tym wszystkim. Zawsze mogłem skończyć gorzej. Więc nie miało co się tym złamaniem przejmować. Zagoi się ono do wesele. Jedno jest pewne miałem wrażenie, że może mi się na prawdę udać. Wystarczyło spojrzeć na tego chłopaka jak rwał się na pole bitwy. Kogo oni teraz przyjmują? Aż mi było go żal wiedziałem jakie będzie miał problemy. Jednak nie mogłem się nim przejmować. Na swojej głowie miałem bandę mutantów w kanale i pewną kobietę, która przy pierwszej okazji urwie mi łeb.
Nic nie mówiłem tylko wysłuchałem słów młodzika i odczekałem chwilę aż ten pójdzie zniknie za rogatkami. Dla pewności rozejrzałem się po okolicy. Jednak większość udała się do centrum. Oby Nick wydostał się w porę i zrozumiał przekaz. Nie głupio było tak na próżno się narażać. Odliczone do trzydziestu... Nikt się nie pojawił. Raz jeszcze rozejrzałem się i skierowałem się za budynek. Lepiej będzie z stamtąd obserwować i mieć na uwadze czy nikt nie podąża za mną. Głupotą było by myśleć, że zawsze się jest bezpiecznym nawet jeśli nikogo się nie widzi. Jak upewniłem się, że nikogo nie ma oraz nikt za mną nie podąża dopiero teraz podążyłem do wejścia prowadzącego do kanałów. Gdzie zostawiłem Peny wraz z bandą uciekinierów. Chociaż my teraz również nimi byliśmy. Jednak kobieta bardziej by pasowało do niej określenie ,,porwanej" bądź ,,Uprowadzonej". Podbiegłem do włazu by je raz jeszcze odtworzyć. Duchu modląc się by nie było całkowicie domknięte i udało mi się je otworzyć.
Po czym zejść do dołu i sprawdzić co dzieję się tam z nimi. Czy są grzeczni... Zastanowić się co dalej. Nie dostałem od brata żadnych instrukcji, ani co zamierza zrobić. Jedynie polecenie zabierz ich w bezpieczne miejsce. Tylko co dalej... Nie mogą, nie możemy spędzić całego dnia w kanałach.
[Profil]
  [A+]
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

75%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2019-11-22, 18:22   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Powoli coraz, bardziej Lasair zaczynała naprawdę wierzyć, że po tylu miesiącach może odzyskać wolność. Naprawdę żałowała, że teraz Jamesa nie było przy niej... Jednak miała nadzieję go odnaleźć to był jej przyjaciel. Teraz nic nie stało jej na drodze. No nie licząc tych ran i jej misji. Jednak najpierw pozbędzie się tej obroży, chipu i dopiero zaplanuje swoje dalsze kroki. Jak na razie wszystko szło po ich myśli. Mutanci jedne po drugim wychodzili przez dziurę w ścianie. Gdy końcu jakiś młody chłopak zaczął ich pospieszać, bo robi się gorąco i mają czołgi. Cóż gdyby tym chłopakiem nie był ten co jeszcze jakiś czas tem uratował jej życie. Wyjaśniła mu co znaczy powodować zamieszenie. Jednak spróbowała uspokoić i kierować do auta, do którego przed chwilą wskoczył chłopak. Słysząc słowa swojej towarzyszki. Spojrzała na nią czy była pewna swojej decyzji. Jeśli chciała zostać nie będzie jej namawiać. Każdy miał wolny wybór.
- Daj znać później, że żyjesz- powiedziała, bo skoro wszyscy jadą do tej bezpiecznej kryjówki to będzie okazja by jej towarzyszka dała znak. Inaczej Lasari będzie miała wątpliwość czy dobrze zrobiła nie wciągając jej na siłę do auta.
[Profil]
    [A+]
 
Leilah Addams



Justice and Vengeance are One.

Elektrokineza

75%

Ochroniarz





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

height / weight:
178/74

Wysłany: 2019-11-24, 00:39   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czasu do ewakuacji coraz mniej, jednak Leilah nie poruszała się tak szybko jakby chciała. Chyba adrenalina jaką odczuwała do tej pory na polu walki zaczęła z niej schodzić i zraniona noga dawała się jej bardziej we znaki niż dotychczas. Oczywiście wtedy kiedy liczył się szybki odwrót, Zawsze takie same pieprzone szczęście.
Wtedy dosyć niespodziewanie usłyszała za sobą głos i pytanie czy nie potrzebuje pomocy. Była na siebie wściekła, że dała się pochłonąć na tyle mocno rozmyślaniom, że nawet nie zauważyła podejścia Esther.
Przez chwilę się jej przyglądała walcząc ze sobą czy powinna wygrać duma czy rozsądek. Noga dawała się jednak mocniej we znaki, a głupota byłoby tracenie czasu w tym momencie.
-Może trochę, dzięki. Pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiesz powiedziała i rzuciła jej poważne spojrzenie by nie było wątpliwości, że żartuje. Potem w miarę możliwości wsparła się na Esther i miejmy nadzieję ruszyły przed siebie w stronę, w którą powinny się ewakuować.
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5