Poprzedni temat «» Następny temat
Garaż #1
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-05-06, 20:55   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Mierzyli się z Nicholasem spojrzeniami. Wciąż czuł wewnętrzny niepokój, spowodowany użyciem smyczy na kobiecie, a teraz musiał zachować spokój. Jeszcze Grenville pomyśli, że Edams przestał być zdolny do pewnych działań.
- Nie - odpowiedział krotko - Ustaliliśmy jednak, że sam podejmę decyzję o rodzaju kary. Zapewniam cię, że już ją otrzymała.
Choć nie byli zawsze w stu procentach zgodni, Grenville doskonale wiedział, że chłopak jest wobec niego lojalny i z pewnością go nie okłamie. Cokolwiek Edams zrobił, nie było na pierwszy rzut oka widoczne.
Przeniósł spojrzenie na Vanessę.
- Wiem, że tu jesteś. Wiem, że nie masz pięciu lat. Masz za to niewiele więcej. - tu spojrzał na Nicholasa, jakby samym spojrzeniem chciał wyrazić dezaprobatę. Oni mieli swoją przeszłość i urazy, ale po co wciągał w to młodą?
Zszedł z drogi Nicholasowi, by podejść do dziewczynki. Spojrzał na nią z góry, lecz po chwili zrobił coś, na co do tej pory się nie zdobył. Wyciągnął dłoń i położył ją mocno na włosach dziewczynki, jak to robią czasem starsi bracia.
- Uczyć się, co ? - mruknął bezosobowo. Celowo nie używał jej imienia, by nie zdradzać Caroline jej personaliów- Nie szalej za bardzo, młoda. Twoja moc jest jeszcze niestabilna - powiedział cicho - Kontrola nad sobą, to najlepsze co posiadasz - zmierzwił jej włosy, po czym zabrał dłoń i włożył ręce do kieszeni.
Nie miał takiego szczęścia. Moc bardzo często przejmowała kontrolę nad nim i jego emocjami. Taki w końcu mieli cel w AlterGen - by był niepowstrzymany. W codziennym życiu jednak, było to bardzo, bardzo trudne. Żaden mebel w jego pokoju, nie był w całości, przez jego wybuchy złości, lub utraty kontroli w nocy.
Przeniósł spojrzenie na Nicholasa, po czym w milczeniu udał się na kanapę, którą zwykle okupywał. Wygrzebał z torby podręcznik szkolny i wydawał się zatopić wśród oceanu wiedzy
[Profil]
  [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-06, 22:25   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


Caroline siedziała skulona w kącie i bardzo wystraszona. Jego obecność mocno musiała na nią wpłynąć, że jej strach sięgał zapewne zenitu. Dobrze. Zasłużyła na to, by wiedzieć gdzie jest jej miejsce. Wykazywała się sporą odwagą na pyskowanie, ale przy nim już nie potrafiła tego okazywać.
Nie da się ukryć, że Nicholasowi nie spodobała się odpowiedź Vincenta. Kobieta widocznie sama zdjęła obrożę a Vincent musiał ukarać w taki sposób, że tego nie było widać.
- Nie jesteś aby zbyt łagodny?
Zwrócił mu uwagę, podążając za jego osobą wzrokiem, kiedy zszedł mu z drogi i zatrzymał przy Vanessie. Dał mu jednak spokój, kiedy ten ulokował się na kanapie. Nicholas westchnął, licząc że wróci on do siebie. Nie jego była zmiana. Cóż poradzić.
Nie zastanawiając się dłużej, podszedł bliżej Caroline i kucnął przed nią. Rozejrzał się po jej legowisku, sprawdzając czy używała wody, przebyła się, przewijała podpaski i tak dalej. Ostatecznie jego wzrok spoczął na jej twarzy. Zapłakanej. Nic się w tym przypadku nie zmieniło.
- Masz coś na swoje usprawiedliwienie?
Zapytał spokojnie. Zanim poprosi córkę o zapewnienie opieki nad tym biednym człowiekiem. Nicholas nie uważał, że sprowadza na złą drogę Vanessę. Jest na tyle duża, że ma prawo znać i uczestniczyć już w tak drastycznych akcjach i sytuacjach.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

10%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
9 lat

Wysłany: 2019-05-06, 22:42   
  

   1 Rok na Giftedach!


Van milczała uważnie przyglądając się temu co się dzieje. Gdy będzie odpowiedni moment, odpowiedni czas, na pewno swoje powie i zrobi. Nie spodziewała się jednak tego, co zrobi Vincent. Jego gest totalnie ją zaskoczył. Musiała przyznać, że poczuła się naprawdę przyjemnie.
- Nie marudź...
Mruknęła wywracając oczyma. Rozbawiona przyglądała się przez chwilę Vincentowi. Uśmiech na jej twarzy gdyby był widoczny przypominałby właśnie pięknego wygiętego bananika. Dosłownie, szczęście miała wypisane w oczach przez zasłoniętą twarz nie było za dużo widać.
- Przecież ja zawsze jestem delikatna nie wiesz? Czasem tylko mi nie wychodzi...skutki uboczne co poradzić...
Uśmiechnęła się rozbawiona. Ciekawa jak zareaguje na ów wiadomość kobieta. Van doskonale zdawała sobie sprawę, jak uspokoić swoją moc, jak reagować i co robić by wyciągnąć z niej jak najwięcej i jak ją wyciszyć.
- Oj tam, nie przejmuj się...postaram się nie uszkodzić tej Pani. Przynajmniej nie tak mocno. Ale jeśli będzie miła dla nas to pewnie nie będzie takiej potrzeby.
Przygryzła nieco dolną wargę.
[Profil]
  [0-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-06, 22:54   
   Multikonta: Sam


To... To był jakiś żart, prawda? Czemu takie małe dziecko miało by tak swobodnie mówić o robieniu krzywdy drugiej osobie?
Czułam się paskudnie w całej tej sytuacji. Nie traktowano mnie tu jak człowieka. Byłam raczej obiektem, o który - jak widać - można było się pokłócić. Zwykłą zabawką, wobec której stawiano różne plany - niekoniecznie takie, które się pokrywały. Tylko, na litość boską, czemu?
Wpijałam się w tę ścianę jeszcze bardziej, jakbym chciała w niej zniknąć, jakbym chciała stać się jej częścią.
- Du... Dusiłam się... - Odpowiedziałam dość niepewnie, nie podnosząc swojego wzroku. Nie chciałam na niego patrzeć. Nie chciałam widzieć jego wzroku. Z całą pewnością było jednak po mnie widać, jak puchnę - niezależnie od tego, czy to wina dotychczasowych ciosów, czy zatrzymującej się w organizmie wody, od mojego powstrzymywania się przed jedzeniem i piciem.
Dopiero teraz też zaczęłam się przeklinać za moje słowa sprzed kilkunastu godzin. Bo jak widać - dopiero teraz miałam spotkać się z rzeczywistą karą. Tym razem zamiast silnych wektorów Obiektu 36... Postawiono przede mną dziecko. Dziecko, które już w tym momencie zaczęło we mnie wzbudzać przerażenie.
Bo czy może być coś gorszego, niż małoletni wychowany w tej kulturze agresji?
Już po Vincencie zdołaliśmy się przekonać, że nie...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-08, 23:49   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


Vincent zanurzył się w swojej lekturze. Caroline ze strachu bała się z nim rozmawiać, lecz odpowiedzi udzieliła. Z kolei Vanessa była tylko rozmowna i zainteresowana nową osobom. Cóż miał zrobić, skoro atmosfera zrobiła się trochę dziwna?
Westchnął i następne co zrobił, to podsunął Caroline przyniesione przez Vincenta jedzenie i picie.
- Jedz.
Wydał jej polecenie. A czy je spełni, nie dbał o to. Mogła zagłodzić się na śmierć, ale to już wtedy podejdzie pod samobójstwo. Nie będzie to jego winą, skoro dostarczają jej posiłki i napoje, by przetrwała.
Wstał by dać jej na razie spokój i zwrócił się do Vanessy.
- Możesz z nią porozmawiać. Na razie nic jej nie rób.
Dał szansę córce, by mogła poznać więźnia. A tym samym będzie obserwował, jak córka radzi sobie z rozmową z osobą tak obcą i wrogą co Caroline.
Nicholas oddali się pod ścianę, by oprzeć plecami i schować ręce do kieszeni.
Jak widać, na razie odpuścił zadawania jej porządnej kary, o której wspominał poprzedniego dnia. Ale nie spuszczał z niej wzroku. Wpatrywał się, jakby tym samym zastanawiał co z nią zrobić.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

10%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
9 lat

Wysłany: 2019-05-09, 11:13   
  

   1 Rok na Giftedach!


Vanessa spokojnie stała i słuchała tego co mówiła kobieta i jak się zachowywała. To samo tyczyło się ojca i jej kochanego brata, który o dziwo, musiała przyznać, że naprawdę robił postępy. Uśmiechnęła się lekko gdy tato pozwolił jej porozmawiać z nieznajomą. Odprowadziła wzrokiem tatę i podeszła bliżej do kobiety.
- Jestem Lilith a Ty? Jak masz na imię?
Zagadnęła nie spuszczając z niej wzroku. Było jej niewygodnie, nie mogła jednak zdejmować chusty, którą miała na twarzy.
- Powiesz mi, czym się zajmujesz?
Dodała przykucając sobie przed nią na tyle, że mogła sobie usiąść wygodnie. Zaciekawiona spoglądała na kobietę z zadumą. Kim była i czym się zajmowała? Czy miała coś wspólnego z mordowaniem takich jak ona? Czy to właśnie przez nią jej matka znajduje się od lat z dala od niej? Czy ona miesza ludziom w głowach sprawiając, że stają się jak kukiełki? Była ciekawa tego wszystkiego. Nie mówiła ojcu ile wie w tej sprawie, nie chciała by się martwił, że więcej poświęca uwagi na to co się dzieje niż na naukę. W końcu na poznanie wroga miała czas. Na razie jej zadaniem było skupić się na nauce i doskonaleniu swoich zdolności. Owszem, starała się jednak jak każdy i ona miała chęci na to by dowiedzieć się co tak naprawdę jej zagraża.
[Profil]
  [0-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-10, 00:47   
   Multikonta: Sam


Dalej kłóciłam się z własnymi myślami. Dalej nie mogłam zrozumieć, co tu do końca się dzieje. To... To było tak surrealistyczne i absurdalne, że to musiało mi się śnić. Tak. To musiał być jakiś głupi koszmar. Nie widziałam dla tego innego wyjaśnienia. Próbowałam się nawet uszczypnąć, gdzieś przy nadgarstku - na tyle, na ile pozwalały mi wciąż założone kajdanki. Ale mimo kolejnych uściśnięć paznokci - to dalej trwało...
Przełknęłam głośniej ślinę na jego polecenie. Szkoda tylko, że to wcale tak nie działało. Dalej miałam wrażenie, że jeśli cokolwiek spróbuję połknąć - wypluję to jeszcze szybciej, z całą obecną zawartością mojego żołądka. I nie zmieniał tego nawet fakt, że już po chwili mężczyzna ode mnie odszedł...
Mój wzrok szybko jednak zawiesił się na tym dziecku, które wydawało się podchodzić do tego wszystkiego... Zdecydowanie zbyt lekko. Pociągnęłam swoim nosem i szczerze... Zgłupiałam?
Co miałam mówić? Aż w to nie wierzyłam, ale szukałam spojrzeniem odpowiedzi w oczach Vincenta jak i tego drugiego oprawcy. Czy mogłam? Czy miałam? O co w tym wszystkim chodziło?
Nim jednak doczekałam się jakiejkolwiek odpowiedzi, mój organizm chyba sam zdecydował o tym, co najlepsze. Bo co, jeśli zaraz znowu dostanę gorzej za to, że nie odpowiadam?
- Caroline. - Rzuciłam dość krótko, lekko ochrypniętym głosem. - Jestem... Jestem lekarzem. - Dodałam po chwili najogólniej jak potrafiłam. I na moje wargi cisnęła się masa pytań - ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że tu to nie ja miałam prawo głosu...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

10%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
9 lat

Wysłany: 2019-05-11, 13:52   
  

   1 Rok na Giftedach!


- Lekarz...wiesz, moja mama i tato zawsze mówili, że lekarze pomagają ludziom. Ale to nie jest prawda. Ty jesteś taka sama prawda?
Spojrzała na nią z powagą na twarzy.
- Na pewno nie pomagasz. Gdybyś pomagała, nie byłabyś tutaj.
Stwierdziła z powagą na twarzy nie spuszczając z oczu kobiety. Skoro tato nic nie mówił i Vincent się nie odzywał mogła mówić dalej. A miała co powiedzieć...oj miała.
- Czemu zamiast pomagać niszczycie takich jak ja? Czemu zabijacie takich jak ja? Przecież nikt, nikomu krzywdy nie robi jeśli na to nie zasłużył. Wy to robicie. Zabijacie, odbieracie rodziców...niszczycie nas. Czemu?
Zapytała ciekawa co jej powie. Nie chciała jej krzywdzić, ale jeśli będzie musiała...cóż, lepiej niech kobieta się zastanowi nad odpowiedzią i to bardzo dobrze, bo jeśli powie coś nie tak...nawet ojciec jej nie powstrzyma.
[Profil]
  [0-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-13, 14:05   
   Multikonta: Sam


Czy mogło być gorzej?
Wciąż wierzyłam w swoje rację. Z każdą chwilą jaką tu spędzałam utwierdzali mnie w przekonaniu, że się nie mylę. Dawali mi dowody na to, że mutanci nie są gotowi na życie w społeczeństwie, że sprawiają zagrożenie, że nie możemy czuć się bezpiecznie. Na litość boską - przyprowadzając tu te dziecko, tak przepełnione nienawiścią do ludzi dawali mi na to istny dowód - bo to dziecko kiedyś stanie do tej nierównej walki, ale nie po to, by "wyrównać" te prawa, które rzekomo im się należą - ale by pozbyć się ludzkości, którą dziś znamy.
By pozbyć się słabszego ogniwa...
Wiedziałam, że jestem na straconej pozycji. Niezależnie od tego co powiem, i tak będzie źle.
Już ten blondyn pozbawił mnie wszystkiego. Ta mała... Nie mogłam dać się sprowokować. Nie teraz. Nie przy nim.
Moje wargi tylko wykrzywiały się w nieprzyjemnym grymasie, gdy tym delikatnym, dziewczęcym głosem padały kolejne oskarżenia w moją stronę. Dziecko drogie, nie byłoby mnie tutaj, gdyby ta dwójka nie postanowiła sobie zrobić ze mnie kozła ofiarnego.
- Nie można uratować każdego. - Odparłam jedynie na jej zarzuty, wlepiając w jej oczy własne spojrzenie. Mówienie o zniszczeniach i śmierci z osobą, która nie powinna tego tak doświadczać... Była trudna. - Czym zasłużyły sobie ofiary czwartego lipca, gdy mutanci po raz pierwszy się pokazali? Czy tę historię też Ci opowiadano? Czy tamten rozlew krwi miał sens? Nie można odpowiedzieć na Twoje pytania, nie znając odpowiedzi na moje. - Stwierdziłam w końcu, ledwo powstrzymując się przed płaczem. Prawda była taka, że gdyby nie ten strach budowany latami, może dzisiaj to wszystko wyglądałoby inaczej? Tak, sama też popełniłam błędy. Ale moje nastawienie się nie zmieniło - wciąż wierzyłam, że ważniejsze jest dobro ogółu od dobra jednostki.
Może dlatego tak łatwo było mi pogodzić się z porażką?
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

10%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
9 lat

Wysłany: 2019-05-13, 21:47   
  

   1 Rok na Giftedach!


Słowa kobiety nie zrobiły na niej żadnego wrażenia. Dla Van kobieta była tylko jedną z wielu winnych, którzy pracowali w "więzieniu" mszcząc się nad takimi jak ona. Sprawiając, że stawali się wrogami swoich pobratymców. Mieszali im w głowach sprawiając, że Ci nie poznawali swoich. Byli ich bronią, nienawidzili siebie wzajemnie mając jedynie na uwadze swoich "Panów". Van aż gotowała się od środka słysząc słowa kobiety. Wiedziała jednak, że musi panować nad sobą. Przynajmniej na tyle, na ile potrafi.
- A czym zasłużyłam sobie ja? Zabraliście moją mamę gdy byłam mała, odebraliście mi ją...wszystko widziałam. Sądzi Pani, że co kilkuletnie wówczas dziecko czuło? Ile razy budziłam się z krzykiem i płaczem? Ile razy wołałam przez sen mamę? Ile razy tęskniłam i tęsknie za nią? Gdyby Pani miała uczucia, gdyby była chociaż trochę normalną osobą nie pozwoliłaby Pani na takie coś. Nie pozwoliłaby Pani na odbieranie dzieciom rodziców.
Odparła chłodno. Spojrzała na nią z powagą na twarzy. Nie powiedziała imienia matki. Nie musiała mówić. W końcu wiele jest kobiet, które "znikają" na oczach dzieci ukrytych przez rodzinę. Tak było z Van.
- Jak to jest...jak to jest być kimś, kto niszczy rodziny? Okalecza innych, pozbawiając ich możliwości normalnego życia? Odbierając im człowieczeństwo? Żąda Pani odpowiedzi na swoje pytania ale nie odpowiada na moje. Proszę postawić się na miejscu kilkuletniego dziecka, które jest świadkiem tego co robicie. Tego, jak umundurowani zabierają rodziców na oczach dziecka. Czy sądzi Pani, że takie osoby jak ja mają chęci na to by współczuć? Zniszczyliście nasze dzieciństwo. Pozbawiliście nas normalnego życia. Nie możemy uczyć się jak inne dzieci, tkwimy w swoich pokojach uczeni przez innych takich jak my. Tkwimy by nie odstawać w wiedzy jaką posiadają nasi rówieśnicy. Brak tolerancji, który tak bardzo próbujecie wmówić mutantom...pomyliliście raczej strony. Nie my jesteśmy nietolerancyjni.
Wycedziła przez zęby starając się zachować spokój. Uniosła się z miejsca i odwróciła do kobiety plecami. Musiała ochłonąć, musiała wziąć wdech i wydech by nie zrobić krzywdy więźniowi. Musiała odreagować na czymś innym. Ujęła w dłonie metalową puszkę pewnie po jakiejś konserwie i po prostu na niej wyładowała wściekłość, która odbiła się wybuchem mocy.
- Nie dotykajcie tego...
Ostrzegła spoglądając na ojca i Vincenta ostrzegawczo. Nie zwróciła się do nich jak do rodziny, nie mogła. Musiała udawać zupełnie obcą osobę. Co nie było takie łatwe, bo naprawdę miała chęci wtulić się w ojca i wykrzyczeć wszystko co w niej teraz siedziało.
- Mam tylko nadzieję, że kiedyś poznam tą sukę, która skrzywdziła tak bliskie mi osoby i odpłacę jej pięknym za nadobne.
Odparła przenosząc wzrok na kobietę nie przejmując się tym, że naprawdę mogła zabrzmieć jak starsza niż jest. Niestety życie pozbawione normalności sprawia, że każdy odtrąca swoje dzieciństwo przeradzając się zbyt wcześnie z poczwary w motyla.
[Profil]
  [0-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-16, 01:49   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


Nicholas zajął miejsce na kanapie, powalając córce na samodzielne porozmawianie z ich więźniem. Słyszał o tym mówiły i jak się przedstawiały. Ale kiedy Caroline zaczęła znów się mądrzyć tłumacząc całą ich sytuację przez pryzmat tego, co jej nagadano, uwagę bardziej skupił na swojej córce, by zaobserwować jej reakcję. Pilnowała się. A złość z użyciem mocy przelała na puszkę po konserwie. Zmarszczył brwi, widząc ten czyn.
- Uspokój się. Nerwy tu nic nie zdziałają.
Powiedział do córki, po czym zwrócił się do Caroline, przenosząc na jej osobę swoje niebieskie oczy.
- Będziesz tak miła i podasz nam lokalizację AlterGen?
Zapytał spokojnie. Nawet wyjął z plecaka notes i długopis by zanotować. Ewentualnie podać córce by przekazała to Caroline i ona napisała adres. Tylko czy jej pismo przez panujący w organizmie strach, będzie czytelne?
[Profil]
  [AB+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-17, 00:11   
   Multikonta: Sam


Ta mała nawet nie zdawała sobie sprawy, jaką krzywdę mi robi. Jak bardzo podnosi moje nerwy. Jak bardzo wpływa na moje samopoczucie. Co jednak gorsze - nawet nie mogłam się bronić. Byłam tu sama, skazana na ich łaskę. A jakiekolwiek słowo zgodne z moim sumieniem z całą pewnością nie mogło wpłynąć dobrze na moje zdrowie.
Siedziałam więc, wciąż skulona pod tą ścianą, wciąż masując bolący bok i wciąż wpatrując się w te biedne, niewielkie oczka przepełnione nienawiścią i bólem. Moja warga drżały a moje własne ślepia przepełniały się szkłem. Powstrzymywałam się jednak wciąż przed płaczem - nawet, jeśli pojedyncze łzy i tak wypychały się z moich powiek. Raz za razem pociągałam nosem, próbując zapanować nad własnymi emocjami, a nieprzyjemny grymas wdarł się na moją twarz.
Tak, nie wszystkie działania organizacji przeciwmutanckich działały humanitarnie, ale... Ale tu wciąż wchodziło bezpieczeństwo ogółu nad komfort jednostki. A ja dalej w to wierzyłam.
- A czym zawiniły sobie dzieci, których rodzice giną w zamachach? - Zapytałam, znowu odparowując jej pytanie. Prawda była taka, że to była cicha wojna już od lat - i co najgorsze, każda ze stron miała swoje racje. Z jednym jednak mogłam się zgodzić - to nie dzieci powinny odpowiadać za błędy dorosłych.
- Nic o mnie nie wiesz. Nie wiesz, co robię. Ocenianie jednak z całą pewnością Wam wszystkim przychodzi z taką łatwością, czyż nie? - Zapytałam w końcu, przerzucając swój wzrok z tej małej brunetki na blondyna. - Skoro nie jestem niczym dobrym i niszczę życia, to równie dobrze możecie mnie pozbawić mojego. Oznaczałoby to, że wcale nie jestem tak cenna, jak się wydaje, prawda? Na cholerę więc dalej mnie tu trzymacie?! - Wyrzuciłam z siebie w końcu, chyba w tym momencie zaczynając ignorować tę dziewuszkę. Nie mogłam jednak znieść tej presji - nie tylko fizycznie, przez kolejne upodlenia i rany, ale głównie... Psychicznie. Niszczyli mnie, pozbawiając mnie wszystkiego - raz za razem.
Gdy jednak to dziecko złapało tę puszkę, by po chwili dać popis swojej mocy - mimowolnie skuliłam się jeszcze bardziej, piszcząc nieintencjonalnie. Nie wytrzymałam też w tym momencie, w końcu uwalniając wszystkie łzy kryjące się do tej pory pod moimi powiekami.
Na pytanie mężczyzny też nie byłam w stanie wiele odpowiedzieć, poza kręceniem głową - nie tyle z niezgody, co po prostu... Ze zwykłego niedowierzania w absurd tej sytuacji.
Oni serio nasłali na mnie dziecko. Postawili przede mną dziecko, licząc, że w ten sposób zmienię swoje poglądy? Widząc, do czego prowadzi wychowanie wśród tych obdarzonych?
Nie, to kurwa nie mogła być prawda.
- Przecież... Przecież on uciekł... - Mruknęłam przez łzy i kolejne szlochy. Powinien znać ten adres, prawda? Powinien wiedzieć, gdzie to jest. Przynajmniej tyle podpowiadały mi teraz resztki mojego rozsądku...
_________________


I have lost
my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

71%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-05-17, 10:15   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Vincent nie wsłuchiwał się szczególnie w tą uroczą konwersację, która nieco przypominała okładanie się łopatkami w piaskownicy. W końcu wdawanie się w dyskusję z 9-letnim dzieciakiem....
Nie żeby sam się czasem żarł z Grenville'ówną jak smarkacz, skąd. Co złego to nie on.
Przyzwyczajony też był do chwiejności nastrojów McCoy, więc też nie reagowała. Póki Nick jej nie chce zatłuc, nie miał zamiaru się wtrącać.
Kiedy jednak zeszło na temat jego ucieczki z AlterGen, uniósł spojrzenie znad podręcznika. Stratosfera musiała chwilę poczekać.
- Przywieziono mnie do AlterGenetics, jak miałem trzynaście lat. Cześć samochodu w której ja siedziałem nie miała okien, do tego Dolores zadbała bym się nie rozglądał. Jak mnie wprowadzono do laboratorium, nie wyszedłem przez niemal siedem lat i jak zapewne pamiętasz, Obiektom nie podawało się lokalizacji, w której się znajdują. Uciekając nie rozglądałem się za bardzo, tylko liczyłem na odrobinę szczęścia. Wiedziałem jedynie z rozmów laborantów, że najbliżej jest Seattle i cudem udało mi się tu trafić. - powiedział spokojnie - Choć nie powiem, szybko się zorientowali, że uciekłem. Mieli mnie schwytać żywego, niekoniecznie w całości - odsłonił rękaw, gdzie na ramieniu, prócz starych bliznami po eksperymentach, miał najświeższą, gdzie kula przeszyła mu ramię na wylot. Wyglądała dość paskudnie, ale łatano go w warunkach raczej polowych. Dokładnie w tym garażu, gwoli ścisłości. - Gdybym miał mniej szczęścia, trafiłbym z powrotem do tego piekła, a po kolejnym oraniu mózgu, do organizacji wojskowej, kontrakt był już niemal klepniety.
Patrzył na Caroline, tym swoim beznamiętnym, pustym spojrzeniem.
- Mów. Dokładna lokalizacja AlterGen. Pracowałaś tam odpowiednio długo. - powiedział chłodno
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

10%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
9 lat

Wysłany: 2019-05-17, 10:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Słyszała głos ojca, jego troskę ale nie mogła się uspokoić, nie potrafiła. Czemu? Ta baba...tak, baba bo nikim innym dla Van ona nie była. Uważała, że tylko dzieci bez daru są ważniejsze?! Zacisnęła palce na puszcze, która aż sczerniała. Odwróciła się w stronę kobiety lekceważąc słowa ojca i Vincenta.
- Uważasz, że tylko dzieciaki bez daru są ważne? Wszystkie jesteśmy ważne. Każdy z osobna. Ale oczywiście co taka pusta barbie jak Ty może o tym wiedzieć? Ty widzisz dzieci, które nie zagrażają nikomu, smarkaczy, którzy na widok takiej dziewczynki jak ja zaczną rzucać kamieniami. Widzisz w nas wrogów. Czemu? Nie potraficie żyć w zgodzie z nami. Traktujecie nas jak pionki do gry. Przydatnych faszerujecie jakimiś świństwami sprawiając, że stają się jak maszyny do zabijania. A inni...inni lądują w młynku do mięsa! Sądzisz, że nie wiem? Mylisz się...wiem co robisz. Jesteś taka sama jak Ci, dla których pracujesz. Krzywdzisz i ranisz innych. Odbierasz dzieciom rodziny i dom. Sprawiasz ich sierotami. A gdy tacy wpadną Wam w dłonie stają się waszą bronią. Myślisz że o niczym nie wiem? Mylisz się.
Wykrzyknęła wściekła podchodząc do kobiety. Stanęła przed nią z uwagą ją obserwując.
- Płaczesz? Boisz się nas? Boisz się mnie? Czemu? Przecież nie zrobiłam jeszcze nic co by mogło do tego doprowadzić. Sądzisz, że uczą mnie jak mścić się nad innymi? Mylisz się. Jestem tutaj tylko po to by przekonać się jak tacy jak Tobie podobni potrafią łgać w żywe oczy. Jak potrafią wciskać fałsz dla własnego dobra. Nikt, nigdy nie mówił mi, że wszyscy ludzie są źli. Uczą mnie, że nie każdy człowiek jest potworem. Ale wiesz...uważam, że się mylą. Wiesz czemu?
Przykucnęła przed kobietą spoglądając jej teraz centralnie w oczy.
- Bo gdyby byli szczerzy i uczciwi nie byłabyś tutaj. Nie pracowałabyś dla tamtych ludzi z AlterGen.
Odparła przenosząc wzrok na brata. To co zobaczyła sprawiło, że aż się zagotowała.
- I co? Uważasz, że jesteście bez skazy? Krzywdzicie nas. Skrzywdziliście go bo co? Bo tak się wam podobało? Bo jest mutantem? Bo nie urodził się taki jak Ty? Szczerze? Dobrze, że taki nie jest jak Wy przynajmniej jest kimś, na kim można polegać. Ale co tacy jak Ty możecie o tym wiedzieć? Dla Was liczy się tylko to, jak zniszczyć drugiego człowieka.
Wycedziła chłodno by po chwili przenieść spojrzenie gdzieś w dal. Na pytanie ojca uniosła głowę przenosząc ponownie wzrok na kobietę.
- Więc?
Uniosła wzrok czekając na odpowiedź kobiety i na to aż znów zacznie biadolić. Jeśli tak będzie...skończy się to dla kogoś boleśnie.
[Profil]
  [0-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

82%

Poszukiwany





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-18, 12:13   
   Multikonta: Brian, Liam, David
  

   1 Rok na Giftedach!


To że Vincent uciekł, nie musiało znaczyć że znał drogę do Alter Genetics. Nicholas z nim już na ten temat rozmawiał i wiedział, że młody walcząc o swoją wolność, nie zwracał uwagi na otoczenie w jakim się znajduje, chcąc być jak najdalej od miejsca będącego dla niego więzieniem. Sam również wtrącił się do rozmowy, wyjaśniając dlaczego nie zna miejsca położenia ośrodka laboratoryjnego.
Nicholas ze spokojem wysłuchał Caroline i Vincenta, lecz w przypadku wylewu zdań Vanessy nie ukrywał zaskoczenia. Nie tego po córce się spodziewał. Mówiła tak, jakby wiedziała więcej, to tak na prawdę było inaczej. Nie wiedziała nic. Bądź nie wszystko. Nie miał pojęcia skąd kilka informacji wzięła, czy może specjalnie wyolbrzymiała wszystko.
- Wystarczy.
Przerwał córce tym razem wstając i podchodząc do niej.
- Usiądź obok Vincenta.
Polecił młodej a sam kucnął przy Carolne, podając jej notes z długopisem.
- Proszę byś wyraźnie napisała mi dokładną lokalizację Alter Genetics. I przy okazji miejsce zamieszkania tej całej Dolores.
Tym razem poprosił Caroline, choć spojrzeniem wręcz żądając by wykonała jego polecenie. A podejrzewał, że tak szybko mu nie odmówi i raczej nie będzie się stawiać.
W sytuacji, jeżeli Vanessa będzie chciała się Nicholasowi postawić i drążyć dalej swoje wywody, spojrzeniem ją uciszy. Chcąc by już odpuściła i uspokoiła się.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6