Poprzedni temat «» Następny temat
Garaż #1
Autor Wiadomość
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-04-23, 20:55   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Miałam świadomość, jaką nienawiścią darzył mnie ten chłopak. Miałam świadomość, ile złego spotkało go spod mojej ręki - mimo przecież dobrych intencji. Ważniejsze było dobro ogółu i moje dobro. Dobro ogółu Zawsze było ważniejsze od dobra jednostki.
Szczególnie, gdy tak jednostka wykazywała tak niebezpieczne właściwości.
Na własnej skórze to odczuwałam - zresztą, nie pierwszy raz. Nawet, jeśli to właśnie pod skrzydłami AlterGenu jego zdolności się rozwijały. Jedyne, czego dziś mogłam żałować, to nie tyle samej pracy, którą wkładałam w rozwój tego laboratorium i badań, co brak nalegania na równomierny rozwój nie tylko fizyczny u tych obiektów, ale i społeczno-emocjonalny.
Dzisiaj jednak, w zamkniętych ścianach departamentu znaleziono na to inne rozwiązanie...
Nie opierałam się, gdy chłodna okładka podręcznika dotknęła mojej twarzy. Bardziej wstydzić już się chyba nie mogłam, a na jego słowa... Nawet już nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Przepraszam. - Wydusiłam z siebie, podnosząc na niego swój przymrużony wzrok.
Dalej obawiałam się mutantów. Dalej bałam się okrutnego losu, który i mnie mógłby pokarać tym darem. Dalej nie czułam się pewnie i dalej nie wiedziałam, co się ze mną stanie. Aż do momentu, gdy chłopak podniósł te przeklęte narzędzia pozostawione przez blondyna.
Pokręciłam nerwowo głową, ledwie powstrzymując się przed zalaniem płaczem. Moje wargi drżały na samą myśl, że ten ból może znów się nasilić, że coś złego znowu może mi się stać. Jakby kurwa nie mogli mnie po prostu utopić, udusić, strzelić kulką w łeb.
Chciałam zdechnąć, mieć spokój, ale nie chciałam więcej cierpieć.
- Nie, proszę... - Wydukałam z siebie lekko piskliwym tonem, przyciskając plecy do ściany za mną. Pociągnęłam też nosem, zamykając usilnie swoje powieki - jakbym już się szykowała na najgorsze.
W końcu... Za dużo dla niego znaczyłam a wciąż byłam tak nieposłuszna...
I to mnie chyba najbardziej przerażało... Czy w sumie kara spod ręki Vincenta nie była dla mnie lepszą opcją?
- Rób... Co musisz. Tylko proszę... Proszę... Nie mów jemu. Nie zostawiaj mnie z nim... - wydukałam, ledwie słyszalnie, na chwilę łapiąc kontakt wzrokowy z brunetem - do czasu, gdy pierwsze łzy znów nie zaczęły cieknąć po moich policzkach.
A może... Może, jeśli zobaczy, że ten młodzieniec się uczy, sam... Sam mi jakoś daruje?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-04-24, 18:55   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


A to z pewnością byłoby ciekawe. Co, gdyby trauma, spowodowana niewolą, aktywowałaby w Caroline gen X? Co wtedy by myślała? Nadal by uważała, że ważne jest dobro ogółu i dobrowolnie się oddała do umieralni pokroju AlterGenetics? Poświeciłaby się w imię nauki ?
Tego raczej się nie dowiemy, bo skoro do tej pory nic się się z nią nie działo, to raczej nie miała predyspozycji do bycia mutantem.
Vincent widział jak ta się kuli i cofa, gdy podniósł smycz, którą jej nałożył Nicholas. Skurczybyk, miał talent do terroryzowania. Zdecydowanie musiał się z tego podszkolić, jeżeli miał mu na tym polu kiedykolwiek dorównać. A przecież nie widział, jak Nicholas wpierw groził jej wyrwanie języka, a potem czule całował w czółko czy inny policzek. Może i lepiej, bo mógłby być między nimi zgrzyt.
- Boisz się go, co ? - mruknął, obserwując, jak ta znów wpada w małą histerię. -To tylko dowodzi skuteczności jego metod. - zaczął bawić się zapięciem smyczy - A ja się szybko uczę
Och tak, Dolores zawsze mówiła, że był obiecującymi Obiektem. Pojętnym. Szkoda, że tak upartym i nieposłusznym..
.- Bo już mi dałaś nauczkę, za bycie zbyt miękkim, wiesz? -kiedy on chciał okazać jej więcej człowieczeństwa, niż tak naprawdę zasługiwała, kiedy zatroszczył się o środki higieniczne dla niej, odrobinę komfortu, ona uderzyła w jego najsłabszy punkt. Upokorzyła go, sugerując, że powinien się dowiedzieć tych informacji, od kobiety, która ostatecznie odebrała mu nawet dziewictwo.
- A więc...jak mam cię ukarać? - zapytał leniwie - Wolisz karę wyznaczoną przez mojego mentora? Czy mam wybrać coś z katalogu ulubionych kar twojej przełożonej?
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-04-24, 19:14   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


On nawet nie zdawał sobie sprawy, że to nie w tej smyczy leżał problem. Nie w tym kneblu. Nie w kolejnych ciosach czy cięciach. Nie... Nie w tym tkwił problem.
Cały mój lęk był ulokowany zupełnie gdzieś indziej. W miejscu, do którego sama nie miałam dojścia. W ciemnościach mojego własnego umysłu - przez co wzbierał na sile tysiąckroć. Bo najgorszy lęk jest przed tym, czego tak bardzo się nie rozumie...
Nie wiedziałam czemu te czułe gesty ze strony blondyna wywoływały u mnie takie przerażenie i obrzydzenie. Nie wiedziałam, czemu każdy jego gest zdawał się bardziej palić, niż ostrze godzące nawet moją godność. Absolutnie niczego nie wiedziałam...
I to chyba było najgorsze.
Zaczęłam przeklinać dni, gdy pracowałam z Dolores. Współpraca z tą piekielną blondynką sprowadziła mnie na złą drogę - prosto przed oblicze Vincenta i jemu podobnych. Gdzie to ja byłam na przegranej pozycji...
Moje wargi drżały, gdy ten tak lekko mówił o rzekomych naukach. Gdy tak bardzo był pewien swego. Gdy nie był już tym małym, struchlałym dzieciakiem, który płakał w kącie. Gdy to ja się nim stałam...
- Nie bądź jak on... - Wydusiłam z siebie piskliwym tonem. Mimo całej młodości, która została mu odebrana... Nie musiał stać się potworem, prawda? Nie musiał udowadniać, że AlterGen się wcale nie myliło.
Nawet, jeśli to właśnie my odpowiadaliśmy za taki stan rzeczy.
Przeklinałam się za swój niewyparzony język, spuszczając wzrok na ziemię i chlipiąc żałośnie. Nawet nie miałam nic na swoją obronę. Byłam skazana wyłącznie na siebie.
- Proszę, nie... Nie... Nie... - Dukałam, chyba już bardziej do siebie, zdając sobie sprawę, w jak bardzo patowej sytuacji się znalazłam. Chciałam, żeby to już był koniec, a tymczasem wpadłam w dziwny trans - jakby powtarzanie "nie" miało go jakkolwiek powstrzymać.
Ale może dziś mi się poszczęści, i choć się wykrwawię, nim znowu będą mnie miały dotknąć łapy jego mentora?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-04-24, 20:44   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Gdyby Vincent potrafił okazywać rozbawienie, z pewnością by to okazał. Problem w tym, że jak się czegoś nie robi, to się w końcu zapomina, jak się to robi.
- Czyli mam kryć ciebie, przed nim? - no chyba jej się coś w główce pojebało z hierarchią. Miałby darować i kryć występki zakładnika, przed kimś, kto był dla niego... ważny? Nie bał się tego przyznać przed sobą, ale prędzej da się obedrzeć ze skóry, niż to wypowie na głos. Nie zniósłby tego łagodnego, ale usatysfakcjonowanego uśmieszku Grenville'a.
To Nicholas go socjalizował, a przynajmniej próbował, bo była to praca bardzo niewdzięczna. To on z nim trenował, mimo tego, że zawsze istniało ryzyko poważnego urazu. To on był przy Edamsie, gdy prawie konał w gorączce i nie pozwolił chłopakowi się poddać....mimo, że sam tez chorował. To on podarował mu Pepper, która stała się dla niego nieocenionym wsparciem.
Innymi słowy, zawdzięczał mu wiele. Więcej, niż komukolwiek, kiedykolwiek.
Pochylił się nad nią i założył jej z powrotem knebel. Musieli być ostrożni , w końcu wrzaski, mogły ściągnąć czyjąkolwiek uwagę.
- Dla ciebie lepiej, jeżeli ja to zrobię - rzucił do niej i chwycił smycz - Więc bądź grzeczna.
Wiedział, że cios skórzanym, cienkim paskiem, potrafi boleć, a w zetknięciu z nagą skórą, zostawiać trwałe ślady. Takie właśnie zdobiły jego klatkę piersiową i plecy. Caroline mogła je kiedyś widzieć, choć zapewne nie zaprzątała sobie tym głowy. Zresztą, większą kolekcje blizn zebrał już, gdy ona odeszła z AlterGen.
Cios piaskiem spadł na jej bok. Materiał nie rozciął skóry, bo został zamortyzowany przez ubranie, ale z pewnością bolał. I to bardzo.
A potem kolejny i kolejny.
Gdy kara została wymierzona, poczuł jakby pasek wręcz parzył go w dłoń. Myśl, że właśnie zastosował jedną z metod, jaką stosowała wobec niego Dolores, sprawił, że poczuł mdłości. Odrzucił smycz, jakby z obrzydzeniem i zdjął knebel o ile, Caroline nie wrzeszczała jak opętana.
- Nie zdejmiesz więcej sama więzów - powiedział do niej sucho - Inaczej pożegnasz się z drugą nogą...i to nie ja ją złamię. Rozumiesz?
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-04-24, 21:29   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie wiem, w co wierzyłam. Że Edams po raz kolejny zmięknie? Że okaże litość? Że serio pójdzie mi na rękę?
Nie. To było zbyt abstrakcyjne, by mogło być prawdziwe. Ale mimo tego... Chyba głupio chciałam wierzyć, że bycie skazaną na niego, było dla mnie lepsze. Mniej bolesne, przynajmniej dla ducha.
Nawet sam sposób, w jaki zakładał ten knebel nie był tak upokarzający i bolesny. Nie ciągnął tak za włosy, nie używał tak wiele siły. Ja... Nawet już nie walczyłam, tylko pozwoliłam łzom płynąć. Nie mogłam się z nim nie zgodzić.
Dla mnie lepiej, jeśli on to zrobi...
Wrzask wydobył się z mojego gardła już przy pierwszym ciosie. Nie sądziłam, że to może tak piekielnie ciągnąć i boleć. Próbowałam się jakoś chronić - zasłaniając miejsce uderzenia rękami czy udem, jednak wszystko... Kompletnie na marne. Cios leciał za ciosem, zapewne dając mu się przez krótką chwilę wyżyć, zemścić, pomścić każdą ze swoich blizn. I zdawało się, że w żadne z tych miejsc wcale nie boli mniej...
Rozpacz, płacz, ból, cierpienie... To wszystko mi towarzyszyło. W tych krótkich chwilach żałowałam, że nie odważyłam się na bliższe zapoznanie z kimkolwiek, kto mógłby się okazać teraz dla mnie pomocą.
Dlaczego tak bardzo marnowałam swoje szanse?
Zaprzepaściłam wsparcie Vincenta, przez swój niewyparzony język.
Sebastian poświęcił dla mnie zdecydowanie zbyt wiele.
A Scott... On... On byłby w stanie mnie uratować. Ale przecież... Przecież jeszcze nic dla niego nie znaczyłam, prawda? Nawet mimo tego, że przed kilkoma dniami w barze prawie zabił tamtego oprycha...
Ale... Chyba nie miałam prawa wymagać tego samego dzisiaj. Tej samej linii obrony. Nie w stosunku do osoby, która właśnie stosowała prawo Hammurabiego...
W teorii to wcale nie było wiele. Ba. To co zrobił było niczym przy tym, co dzień wcześniej zaserwował mi blondyn. Nie wspominając nawet o bólu w kostce, który wciąż promieniował po zmuszeniu mnie do przejścia całego pomieszczenia na tej chorej nodze...
Mimo wszystko jednak, każde miejsce po tym pasku bolało. Ciągnęło. Paliło. Nie wiedziałam, czy to już moja paranoja, czy chłopak serio trafił mnie też w ten przeklęty napis na piersi - a przecież nie będę się przy nim rozbierać, by tego sprawdzić, prawda?
Otworzyłam załzawione oczy, jedynie lekko kiwając głową. Nie mogłam powstrzymać szlochu, choć jego słowa wyraźnie do mnie dochodziły. Mojej uwadze nie umknął też fakt, że smycz poleciała gdzieś w kąt. Czy to... Czy to znaczyło, że chociaż tę część kary już sobie daruje?
Oby...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-04-25, 14:48   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent czuł, że serce wali mu jak oszalałe. Niby już zadawał ludziom ból, ale było to albo podyktowane samoobroną, albo robił to w szale. Pierwszy raz, skrzywdził kogoś z pełną premedytacją, w stu procentach świadom swoich czynów. Pomyślał o Dolores. Jakim chorym pojebem trzeba być, by coś takiego ci sprawiało przyjemność, podniecało?
Edams odebrał kolejną naukę o samym sobie. Szybka, metodyczna eliminacja przeciwnika - tego był uczony i do tego szkolony, nie miał z tym problemu. Nie zdawał sobie sprawy, jak trudne będzie to, co robił teraz - zadawanie bólu, upokarzanie drugiego człowieka. Skoro jego oprawczyni, przychodziło to tak łatwo, z taką radością...a jednak, okazało się to trudniejsze niż myślał.
- Zacznij w końcu myśleć - syknął do niej, siadając obok, po turecku - Naprawdę ci nie zależy, by wyjść z tego żywą? Naprawdę wolisz tu zdechnąć?
Jeżeli faktycznie się poddała, to była jeszcze bardziej żałosna, niż myślał.
- Skup się. Jeżeli będziesz współpracować, nie będziesz odwalała takich numerów i strzelała sobie w kolano, to nie będziesz traktowana w taki sposób i w końcu będziesz wolna. Póki co, robisz wszystko, by tu po prostu zgnić. Myśl! - warknął, wyraźnie zirytowany...po prostu nią. I wszystkim co robi.
- Wstań i zjedz coś, napij się. Głodząc się, tylko pogarszasz swoje położenie. - podsunął jej jedzenie, choć czuł, że i tak go nie tknie.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-04-29, 20:55   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nigdy nie sądziłam, że los będzie dla mnie tak niełaskawy. A jednak - leżałam tu, w jakimś rozciągniętym dresie, zapłakana, z przetłuszczonymi już dawno włosami, z kolejnymi, zbierającymi się ranami i siniakami...
Poddałam się. Nie chciałam już walczyć. Nie chciałam już cierpieć. Nie miałam w sobie tyle samozaparcia, by odnaleźć w sobie siłę - tę siłę, którą przed kilkoma miesiącami wykazał się młody Edams. Byłam na przegranej pozycji i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
Tylko dlaczego do jasnej cholery nie mogli się mnie po prostu pozbyć?
Nie wstałam z posadzki. Kuliłam się za każdym razem, gdy chłopak podnosił swój głos, przytulając do piersi własne, skute dłonie.
Nie wiedziałam... Czy to ten drugi go czegoś "uczył"? W końcu słowa Obiektu 36 coraz bardziej zaczynały przypominać te blondyna. Współpracuj a będziesz wolna.. Tylko czy ja mogłam w to wierzyć? Moja ostatnia próba współpracy skończyła się tym, że jeszcze bardziej zjechano mnie z błotem, zapewniając, że właśnie stałam się zdrajcą. Więc czy miałam w ogóle po co stąd wychodzić?
Samo to wspomnienie na nowo wycisnęło ze mnie łzy, choć tak usilnie starałam się nie ryczeć. Podniosłam się, wciąż drżąc nieporadnie i podsuwając się plecami pod ścianę. Dalej nie wyobrażałam sobie przełknąć czegokolwiek, co dodatkowo utrudniał mi wciąż założony knebel. Ale w sumie... Zaczynało mi brakować wody. Tyle miał racji.
Nie mogłam sobie dalej odmawiać głównych potrzeb. Więc tylko pokiwałam swoją głową na znak zgody, pociągając swoim nosem.
Mógł być pewien jednego - z całą pewnością mnie czegoś nauczył, bo nawet nie próbowałam samodzielnie podnieść dłoni do tej szmaty...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-04-30, 13:32   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Wątpił, by cokolwiek dotarło do jej ptasiego móżdżka, ale przynajmniej już nie kombinowała. Westchnął cicho , po czym podsunął się do niej, ale tylko po to, by sięgnąć do knebla. Nie zdjął go, zdecydowanym, mocnym ruchem jak zwykle, ale było w tym coś delikatnego, co kompletnie do Edamsa nie pasowało. Przynajmniej pozornie, bo tylko Nicholas wiedział, jakie zmiany nastąpiły w jego podopiecznym, przez ten niemal rok.
Jaka szkoda, że tak naprawdę nie był wolny
Wciąż musiał się kryć jak szczur, wciąż wiódł życie uciekiniera. A jedynym jego grzechem było to, że był mutantem. Chciał zobaczyć świat. Chciał na własne oczy zobaczyć norweskie fiordy, wieżę Eiflla, wykąpać się w tropikalnym morzu Andamańskim. Chciał doświadczyć tego, o czym jedynie czytał.
- Jedz. I napij się - powiedział cicho i Caroline mogła mieć dziwną pewność, że chłopak już jej nie tknie.
Odsunął się nieco, bo przeszkadzała mu ta mniejsza odległość między nimi. Oparł się o ścianę, przenosząc spojrzenie gdzieś w drugi kąt pomieszczenia. Milczał dłuższą chwilę, pozwalając jej zaspokoić głód i pragnienie
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-04-30, 20:03   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba, Ricky
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


/ 6 luty 2019

Następnego wieczora, Nicholas przygotował Vanessę na spotkanie z Caroline. Jedyne czego od niej prosił, to by nie pokazywała swojej twarzy. Nie zdradzała swojego imienia, ani swojego taty i mamy. Kobieta będąca ich ofiarą, nie powinna zbyt wiele o nich wiedzieć. Dlatego też córce swojej nakazał noszenie szalika naciągniętego na twarz, bądź założenia maski na twarzy. Cokolwiek chciała. Nie chciał, by kobieta pracująca dla DOGS znała ich tożsamości i wygląd. Nie teraz. Tym bardziej nie chciał narażać swojej córki na dodatkowe niebezpieczeństwa.
Mógł się spodziewać jednego, że po wczorajszej akcji, Vincent będzie chciał iść zajrzeć do Caroline na jego zmianie.
Nicholas z Vanessą zajechali pojazdem na tyły garażu, parkując w mało rzucającym się w oczu miejscu, gdzie pewny kawałek drogi przeszli piechotą. Córkę prosił by ubrała się wystarczająco ciepło, gdyż noce bywają jeszcze zimne. Otworzył garaż i wpuścił młodą do środka. Gdy znaleźli się w środku, po zamknięciu drzwi spojrzał w stronę Vincenta i Caroline.
- Stało się coś, o czym nie wiem?
Zapytał poważnie ale i spokojnie, patrząc pierw na Caroline, a następnie na Vincenta. Dobrym pytaniem też było, dlaczego kobieta, nie ma na szyi obroży? Co więc zaszło pod jego nieobecność?
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2019-04-30, 20:11   
  

   1 Rok na Giftedach!


Była zestresowana to oczywiste, w końcu pierwszy raz tato zabrał ją by mogła się uczyć. By mogła umieć się bronić i w razie potrzeby wyciągnąć informacje. Cieszyła się, że może będzie mogła coś więcej niż to co robiła w domu. Gdy wysłuchała wszystkiego co musiała wiedzieć. Ubrała się odpowiednio. Z pokoju też zabrała swoją ulubioną chustę. Tak, by mogła się owinąć nią tak by nie było widać twarzy a tylko oczy. Gotowa w raz z tatą ruszyła na miejsce. Przed wejściem odpowiednio się ubrała i owinęła chustą twarz wchodząc do środka. Widząc Vincenta uśmiechnęła się lekko mimo, że tego nie dostrzegł, to mógł zobaczyć radość z jego widoku w jej oczkach. Zaraz potem przeniosła wzrok z ciekawością na kobietę. Stanęła obok taty uważnie obserwując kobietę. Musiała uważać by się nie zdradzić to raz, dwa by nie spanikować. W końcu nie miała czterech lat. Odebrali jej matkę na jej oczach. Miała okazję się zemścić chociaż w części.
[Profil]
  [AB+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-03, 15:39   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie szło nie zauważyć tej subtelnej różnicy między mężczyznami. Vincent... Był młody. Miał całe życie przed sobą, był tak bardzo niedoświadczony... Kierowały nim głównie emocje i to szło bardzo mocno wyczuć. Poza tym... Chyba naprawdę miałam z nim wspólnego więcej, niż sama byłam w stanie zrozumieć.
Może... Może dlatego nie wywoływał we mnie tak irracjonalnego lęku?
Zaraz... Tutaj chyba właśnie o to chodziło. Widziałam, co wywołuje u mnie strach, jeśli mowa była o tym chłopcu. Jego brak panowania nad sobą, jego siła, jego moc. Co się jednak tyczyło blondyna... Po prostu mnie brzydził i nawet nie byłam w stanie określić, dlaczego...
Pociągnęłam nosem, gdy tylko szmata została ze mnie zdjęta, dłońmi przecierając bolący bok. I jak bardzo on nie miał racji... Wciąż nie mogłam w siebie nic wmusić. Ból w żołądku, ten dziwny ścisk prawdopodobnie wywołany stresem i zwykłym poddaniem się w walce o życie... Przejęły nade mną kontrolę. Zmusiłam się jedynie do tego, by wziąć kilka łyków czegokolwiek, co było tu doniesione - woda? Inny napój? Nie ważne. Odwadniałam się tu każdego dnia, a ta paskudna woda z kranu stojąca w tej misce z całą pewnością mi nie służyła...
Zachłysnęłam się jednak już przy którymś łyku, gdy tylko dojrzałam otwierające się drzwi. Miałam wrażenie, jakbym robiła coś złego i zakazanego, za co znów spotka mnie kara. Odstawiłam naczynie, czy inną butelkę, uważnie obserwując wejście, by już po chwili dostrzec... Dziecko?
Rany boskie, czy on tu właśnie przyprowadził biedne, bezbronne dziecko?
Do jasnej cholery. Co on chciał tym osiągnąć? Czy w ten sposób kolejne pokolenia mutantów były wychowywane? Czy on się dalej dziwił, dlaczego ludzkość próbuje temu przeciwdziałać? Czy... Czy oni wychowywali małych terrorystów?
W moich oczach z całą pewnością malowało się przerażenie, gdy próbowałam opanować kaszel wywołany zachłyśnięciem. Modliłam się w duchu, by te ciemne scenariusze nie były prawdą, by nie w tym była rzecz. Gdy jednak tylko usłyszałam rzucone przez niego pytanie - na krótki ułamek sekundy zawiesiłam swój wzrok na Edamsie, jakbym chciała go znów prosić, by nie mówił. Byle nie jemu...
A wszystko po to, by znów spuścić swój wzrok na podłoże, próbując opanować własny oddech. Ja... Nie chciałam się odzywać wyraźnie do tego nie przymuszona, czy po prostu - pod zgodą.
Wiedziałam jedno - mogli mnie łamać. Tylko na litość boską - nie zostawiają mnie więcej sam na sam z tym potworem, który łamał znacznie więcej niż kości...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-05-04, 18:16   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Zapewne gdyby dane im było spędzić więcej czasu sam na sam, zapewne w końcu zeszłoby na temat lęków Caroline. Być może Edams mógłby jej podsunąć,co może być źródłem jego strachu. Pojawił się jednak Nicholas, więc McCoy sama musiała spróbować wydumać, skąd jej obrzydzenie.
Poczuł delikatną satysfakcję, gdy kobieta sięgnęła po wodę, gdy nagle usłyszał kroki...i to nie jednej osoby. Aktywował wektory, gotów atakować, ale okazało się, że wrócił jego...nazwijmy go opiekun. Do tego przytargał ze sobą swoją córkę. Edams spojrzał na niego przez ramię i zmrużył oczy. Czyżby Grenville, po wczorajszym wybuchu berserku, bał się zostawić chłopaka zbyt długo z własnym zakładnikiem?
Padło pytanie. Chłopak spojrzał krótko na kobietę, po czym wrócił spojrzeniem na mentora.
- Nic co wymagałoby Twojej interwencji. - odpowiedział krótko - Ja już się tym zająłem.
Dał wyraźnie do zrozumienia, że Obiekt 001 został już ukarany, więc ta kwestia została zamknięta. Pytanie tylko...
-Po co ją tu zabrałeś? - zapytał nieco ostrzej, jakby nie podobał mu się ten pomysł.
Stosunek Vincenta do Vanessy, wciąż był daleki do przyjaznego, ale też po świętach zaszły pewne zmiany. Teraz bardziej zachowywał się jak przesadnie surowy starszy brat. Zawsze to lepsze, niż rzucanie nią po ścianach jak kiedyś. Uznajmy to za progress.
Vincent wciąż stał między nimi a Caroline. Póki nie pozna powodu przyprowadzenia tu Vanessy, ani myślał się ruszyć.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-04, 21:25   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba, Ricky
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Ukazując się Vincentowi, Nicholas zatrzymał się nim podszedł bliżej, zachowując ostrożność, gdyby czasem młody wypuścił w jego stronę swoje wektory. Tym samym zatrzymał Vanesse, gestem ręki wyciągniętej ku jej osobie, nakazał nie podchodzenie bliżej.
Kiedy mężczyźni wymienili spojrzenia i młody miał pewność, że to jego opiekun, wtedy Grenville podszedł bliżej z córką, wysłuchawszy odpowiedzi na swoje pytanie. Co jednak, nie dokończa mu się podobało. Musiał jednak najpierw udzielić młodemu wyjaśnienia, dlaczego Vanessa też tutaj jest.
- Będzie się uczyć.
Krótko i z powagą padła odpowiedź. Tyle powinno młodemu wystarczyć na wyjaśnienia jej obecności. Z Vincenta, Nicholas przeniósł spojrzenie na Caroline. Nie mógł podejść do niej bliżej, skoro Vincent mu nadal stał na drodze.
- Rozumiem też, że Ty jej zdjąłeś obrożę?
Zapytał dość poważnie, przenosząc wzrok na jego oczy. Jakby chciał mieć w nich to potwierdzenie. A jeśli tak, to dlaczego to zrobił? Knebel miała zdjęty, bo musiała coś zjeść. Jest wstanie to zrozumieć. Ale obroża? Czy może kobieta była wstanie sama się z niej uwolnić? I jaką niby otrzymała karę? Nicholas nie ukrywał tego, że spojrzenie przeniósł na jej zdrową nogę. Jakby analizował, czy jest cała czy połamana.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2019-05-06, 10:17   
  

   1 Rok na Giftedach!


Stała tuż za ojcem gdy Vinc postanowił nieco się pobuntować. Dopiero gdy się uspokoił postanowiła wyjść nieco przed szereg. Stanęła niedaleko ojca i przyglądała się w milczeniu kobiecie. Niemal wwiercała w nią swoje ślepka jakby chciała dowiedzieć się, co ona czuje. Duże czarne oczka spoglądały na nią z zaciekawieniem. Czy wiedziała coś o mamie i wujku? Zaciekawiona przyglądała się co rusz jej mimice twarzy.
- Ja tutaj jestem...nie musisz mnie traktować jak powietrze. Poza tym, chcę się uczyć. Nie mam już pięciu lat.
Odparła spokojnie spoglądając na Vincenta.
- Tacy jak ona zabraniają mi się uczyć. Nie chcę siedzieć w pokoju i nadrabiać to, czego dzieci takich jak ona uczą się w szkołach, gdzie poznają innych rówieśników.
Mruknęła dając do zrozumienia, że nie odpuści. W końcu ile będzie siedziała nad książkami i czekała aż Vinc albo Nath sprawdzą jej wiedzę? Miała tego dosyć. A okazja by się nieco pomścić na kimś, kto odebrał takim dzieciom jak ona możliwość nauki...było okazją, jakiej nie odpuściłaby nigdy!
[Profil]
  [AB+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-06, 10:55   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Kuliłam się, przyciskając własne plecy do ściany. Moje dłonie wciąż spoczywały na obolałym od uderzeń boku, masując delikatnie skórę pod bluzką i na udzie. Nie podnosiłam swojego wzroku, który już wcześniej przepełniony był zmartwieniem i przerażeniem Nie potrafiłam też zapanować nad własnym strachem - tym bardziej, gdy usłyszałam tak delikatny, dziewczęcy głosik, który niemalże świdrował dziury w mojej głowie. W tej jednej chwili obecność blondyna niemal przestała mieć znaczenie. Przerażała mnie wizja, że do tego doszło. Że dzieciaki takie jak ona wychowywane są w nienawiści do ludzi. A przecież... Przecież wystarczyłaby terapia mutazynowa, prawda? Nikt nie chciał zabraniać edukacji - chodziło o zapewnienie bezpieczeństwa tym, którzy nie mieli jak się bronić.
Miałam świadomość, że nie zawsze było to osiągane najlepszymi metodami, ale... Tak trzeba było. Dobro jednostki było mniej ważne od dobra ogółu. Wciąż chciałam w to wierzyć. Wciąż musiałam w to wierzyć...
Zaszlochałam, nie mogąc z siebie wydać nawet jednego słowa. Bałam się tego, co miało nadejść. Nienawiść ze strony Vincenta byłam w stanie zrozumieć, miał swoje motywy, swoją walkę. A to maleństwo?
Zwykłe bestialstwo ze strony osób, które ją wychowywały. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że ta dziewczynka będzie w przyszłości odpowiadać za nie swoje wybory - bo ktoś inny kazał jej walczyć w wojnie, o którą sama się nie prosiła.
W wojnie naszego pokolenia...
Może tak naprawdę to my - dorośli - byliśmy potworami tego świata?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10