Poprzedni temat «» Następny temat
Caged
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



All my life I was afraid to die, and now I come alive inside these flames...

Miałam nie pić - żartowałam...

3%

Krawcowa/F.P.T.P.





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-05, 17:11   
   Multikonta: Vera. 3Ch0
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Emocje wygrywają. Zawsze. Szczególnie wtedy, gdy tracisz nadzieję. Ostatnie kilka dni byłam tu sama - nie odzywano się do mnie nawet, gdy tace z jedzeniem były podsuwane przez te paskudną szparę w drzwiach. Od kilku dni jego tu nie było. Złudne poczucie bezpieczeństwa i spokoju? Czy sposób na jeszcze gorsze złamanie?
Stracenie zmysłów nie było niczym trudnym. A jednak... Teraz, przez te krótkie chwile, gdy miałam tu kogoś bliskiego, gdy mogłam to z siebie wyrzucić, jak źle się przy tym nie czułam, jak bardzo nie było mi wstyd... To chyba pomagało. Samo zobaczenie przyjaznej twarzy, krótka rozmowa, ciepłe objęcie... Tak bardzo tego potrzebowałam, tak bardzo chciałam to przeciągnąć w czasie, co jednak nie było mi dane.
Akurat teraz, w chwili, gdy zaczynałam pękać, gdy chciałam się otworzyć... Musiał wejść on. Mimowolnie spięłam całe ciało, które niemal automatycznie odpowiedziało bodźcami bólowymi - z ręki, spod oka, z każdego siniaka i gojącego się zadrapania. Chciałam się odsunąć, nie chciałam, by i Brian miał przeze mnie problemy. Już raz oglądałam, co robią z moimi bliskimi. Już raz musiałam patrzeć, jak ktoś przeze mnie cierpi. Nie mogłam pozwolić, by to się powtórzyło. Nie teraz. Nie z Kerseyem. Nie z moją ostatnią nadzieją...
Nie miałam odwagi płakać. Nie przy Huxleyu. Po prostu wstałam. Wstałam zaciskając pięści na tyle, na ile było to możliwe. Spuściłam wzrok, a wargi zacisnęłam w cienką linijkę. Tłumiłam w sobie szloch, próbując powstrzymać się przed wypływającymi spod powiek łzami. Przez głowę przechodziła mi masa czarnych scenariuszy - co teraz będzie?
- Ja... - Wydusiłam z siebie jedynie zachrypniętym, wciąż nie do końca uspokojonym tonem. Chciałam się poddać. Zgodzić na wszystko co chcą. Tak, żeby wyglądało, że to wszystko zasługa mojego starego drucha. Byle nie miał problemów... I wtedy... Wtedy mnie to trafiło.

Co, jeśli to od początku był ich plan?

Co, jeśli Kersey wcale tu nie był z ciekawości? Nie był tu z powodu naszej dawnej relacji? Nie był tu dla mnie, a dla siebie?
Nie dałam rady wydusić z siebie już żadnego słowa. Próbowałam analizować sytuację, co wcale nie było takie proste. Ja... Musiałam wiedzieć, że nie jestem jedynie drogą do awansu w tej zapchlonej organizacji...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-08, 21:36   

Co on tutaj robił? Czy przypadkiem Iwan nie mógłby zadać dokładnie tego samego pytania? Brew mężczyzny wzniosła się wysoko ku górze i zarówno Brian, jak i Samantha mogli wiedzieć co to znaczyło w jego wykonaniu. To on tutaj żądał odpowiedzi.
Mimo wszystko Huxley sięgnął do kieszeni po list otrzymany od swojego przełożonego i wyciągnął rękę w kierunku Kersey’a. Nie zamierzał jednak podchodzić. Jeśli ten się chciał przekonać, to on musiał zrobić ten pierwszy krok. Zwłaszcza, że jego sytuacja nie była najlepsza. Ogar leniwie wbił wzrok w twarz Bartowski, jakby oczekiwał, że dziewczyna powie coś niesamowicie istotnego. Ta jednak wydawała się zapomnieć języka w gębie, więc Huxley musiał ją wyręczyć.
– Tęskniłaś za mną? – z ust Iwana wydobył się niski, wyprany z jakichkolwiek emocji ton. To był prawdopodobnie pierwszy raz kiedy było im dane usłyszeć barwę jego głosu. Mężczyzna porozumiewawczo wskazał Brianowi na drzwi. Nie chciał widowni w tym co miał teraz wykonać. Niech Kersey spada. Miał już wystarczająco kłopotów.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-08, 23:53   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Gdy Iwan pojawił się w celi, Brian poczuł napięcie mięśni u Samanthy, kiedy jeszcze ją obejmował. Odsunęła się a później wstała. Chciała coś powiedzieć, ale nie była wstanie dokończyć. Po zadaniu pytania przybyłemu mutantowi, Brian oczekując odpowiedzi, rozpoznał jego spojrzenie. I to właśnie mu się nie spodobało. Również wstał i stanął na przejściu Iwanowi do Samanthy. Pomiędzy nimi. Lecz wtedy ten wyciągnął w jego stronę list.
- Bez jaj...
Domyślał się o co mogło chodzić. Brian odebrał list zdrową prawą dłonią i mimo posiadania zabandażowanej lewej, jakoś rozwinął papier i przeczytał treść. To polecenie mu się nie spodobało. Nie w przypadku Samanthy. Obejrzał się za nią, by wciąż widzieć w niej małą wystraszoną dziewczynkę. W dość paskudnym stanie, obolałą i poranioną.
Ponownie skierował spojrzenie na Ogara, który jedynie liczył na to, że Brian zostawi ich samych. Akurat.
- Odpuść jej. Widzisz chyba w jakim jest stanie.
Czyżby zaczął jej bronić? Być może. Jednakże próbował tym samym obejść ten problem w innym kierunku. O ile się uda i Iwan ustąpi. To widocznie pierwszy raz, kiedy mu się stawia. I nie ważne, czy jest pupilkiem szefa. Brian w tej sytuacji też ryzykował.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



All my life I was afraid to die, and now I come alive inside these flames...

Miałam nie pić - żartowałam...

3%

Krawcowa/F.P.T.P.





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-10, 23:35   
   Multikonta: Vera. 3Ch0
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Nie nadążałam za własnymi myślami. Tak bardzo chciałam wierzyć, że Kersey mnie obroni. Że będzie tym rycerzem ratującym z opresji, bohaterem, za którego miałam go przed laty. Przez tyle lat widziałam w nim kogoś znaczącego, kogoś, do kogo chciałam się upodobnić. Tyle lat wierzyłam w jego siłę, samej próbując osiągnąć choć jej ułamek.
I te wszystkie lata teraz przestawały mieć znaczenie...
Mimo, że tak usilnie chciałam wierzyć w ten obraz mężczyzny sprzed lat, dziś nie umiałam. Doświadczenie mnie nauczyło, że nie może być zbyt kolorowo. A może to właśnie moje przeżycia z tego miejsca wzbudzały we mnie ten brak zaufania? Już za pierwszy razem mnie złamali. Już za pierwszym razem ze mną wygrali. Zdradziłam wszystko, w co wierzyłam, przez sam wzgląd na mojego brata. Przez wzgląd na to, co z nim robili, jak go krzywdzili. Krzyk Aarona, widok jego obolałego ciała - choć przecież tylko na nagraniach - to już było za dużo. Odgrażanie się zaszkodzeniem kruszynie... Nie mogłam na to pozwolić. Dlatego zrobiłam to, co chcieli.
Dziś jednak nie mieli tej siły. Aaron zniknął. Ricky też. Czy to znaczyło, ze mogli chcieć dojść do swoich celów inną drogą? Czy tym razem miałam dostać marchewkę zamiast bata?
W sumie sprytny plan. Jeśli serio nakłonili Briana do takiej zagrywki, mieliby każde moje słowo, każdy gest, każde działanie... Za darmo. Bez kolejnych tortur, bez marnowania czasu. Za samo odzyskanie dawnego przyjaciela.
Tylko czy mogłam kolejny raz zdradzić wszystko, w co wierzę, tylko za te chwile "normalności"?
Podniosłam mój zaszklony wzrok na Huxleya, nawet, jeśli Brian stanął nam na drodze. Moja dolna warga z całą pewnością drżała, a moje brwi ściągały się ku sobie. Ciężko było mi utrzymać stały oddech, a łzy wciąż pakowały mi się pod powieki. Walczyłam sama ze sobą, byle nie dać po sobie poznać, jak bardzo jestem przerażona. Nie mogłam tego zrobić. Nie, przed tym psem. Nie po raz kolejny... Już za wiele satysfakcji z tego wyciągnął.
- Na chuj tak tracić siły. Od razu mnie zabij. Więcej i tak się nie dowiecie, a tak, sprawiam wam tylko problemy. - Wyrzuciłam z siebie bez większego pomyślunku, nie odrywając wzroku od tego agresora. Nie wiem, serio nie wiem, czy to obecność Briana tak na mnie wpłynęła? Czy poczułam się przez chwilę jak przed laty na ulicach Seattle, gdy mój niewyparzony język nie raz już nas pakował w kłopoty? Niemal od razu jednak zaczęłam żałować każdej głoski, każdej sylaby, czując nieprzyjemny ścisk w żołądku. Gwałtownie spuściłam wzrok, dłonie uwalniając z uścisku, i krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
Tak nagle, zrobiło mi się tak strasznie niedobrze...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-12, 18:48   

Ogar spoglądał na całą tą sytuację, czując rosnącą wewnątrz satysfakcję. Dawno nie czerpał z niczego tak wielkiej przyjemności jak teraz z wyrazu twarzy Kersey’a. I tego jego bez jaj. Gdyby tylko się uśmiechał… pewnie posłałby mu najbezczelniejszy z możliwych uśmiechów. A tymczasem? Tymczasem jedynie jego dwukolorowe oczy niebezpiecznie zabłyszczały. Nie zamierzał słuchać Briana. Miał tutaj sprawę do załatwienia i nic co mógł zrobić ten śmieszny pionek bez żadnej znaczącej pozycji nie miało go powstrzymać. – W czym problem? – ale cóż, skoro chciał na to patrzeć, Iwan nie zamierzał mu zabraniać. Przecież był tylko kundlem, prawda? Tak. Już dawno nie przepełniała go aż tak wielka satysfakcja. Mężczyzna odepchnął się od ściany, by podwinąć rękawy swojej koszulki i zrobić krok w kierunku Samanthy.
– Miałbym zabić swoją ulubioną maskotkę? – prychnął pod nosem. To był chyba lepszy dzień Ogara bo dawno nie był tak rozmowny jak dzisiaj. Ciemnoskóry podrapał się po szyi, by po chwili wyrzucić z siebie nonszalanckie naaah. – Śmierć to łaska, a ty na nią nie zasługujesz. Nie, dopóki nie powiesz wszystkiego co wiesz, a tymczasem… – i nawet nie dokończył. Samantha mogła tylko dostrzec jak jego twarz znowu staje się pozbawiona emocji, a potem… potem poczuła uderzenie. Pięścią. Prosto w twarz.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-12, 20:47   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Kiedy usłyszał słowa Sam, spojrzał na nią nieco zaskoczony tym, ze w takiej sytuacji potrafiła jeszcze się stawiać i prowokować. Zapomniała do kogo mówi?
Wywróciłby oczami i powiedziałby coś, chcąc jej zwrócić uwagę, co zrobiła źle. W tym jednak momencie wyminął go Huxley i od razu przeszedł do działania. Kiedy Bartowski otrzymała cios w twarz, jego samego ruszyło. Nie wiedzieć jak to się stało, nagle zagrodził drogę Ogarowi. Fakt, w takiej pozycji nic nie mógł zrobić. Był tylko pionkiem. W obecnej sytuacji z ranną lewą dłonią po nieudanej ostatniej misji złapania mutanta, niewiele mógłby jej pomóc. Ale próbował. Chcąc załagodzić sytuację.
- Siłą niczego nie zdziałasz.
Nie powinien tego robić. Nie powinien wchodzić w drogę komuś, kto ma lepsze układy z szefem i jest przez niego doceniany. A nawet z jego rozkazu tutaj wysłany. Brian jednak chciał go uświadomić, że rozmową można wiele zyskać niż pięściami. Najwyżej on dostanie oberwie. Wiedział że zrobił źle. Że powinien się odsunąć i zniknąć teraz z tej celi. A mimo to, postawił się. Nie mógł widocznie znieść faktu, jak Samantha jest poniżana i bita. Tak jak kiedyś ją ratował, tak i teraz sporo ryzykował. Idiota.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



All my life I was afraid to die, and now I come alive inside these flames...

Miałam nie pić - żartowałam...

3%

Krawcowa/F.P.T.P.





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-12, 23:32   
   Multikonta: Vera. 3Ch0
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


To nie tak, że się zapominałam. To nie tak, że chciałam prowokować. To wcale nie było tak.
Przez tą krótką chwilę chyba po prostu wierzyłam, że wolę tu zdechnąć, niż dalej być ich zabawką. Śmierć była lepsza, niż wszystko, co mnie tu czekało. Ale och... Jak bardzo się myliłam. Zrobią wszystko, by zachować we mnie ostatnie tchnienie, bym tylko się podleczyła, by całą tyradę zacząć od początku. Czemu jeszcze się tego nie nauczyłam?
Czemu jego słowa bolały? Dlaczego poczułam się tak brudna, gdy tylko nazwał mnie swoją maskotką? Z moich ust niemal natychmiast wydostało się ciche jęknięcie, tak żałośnie brzmiące. Cała moja garda, cała pewność siebie - po prostu wyparowała. Byłam tutaj, uwięziona, już zawsze skazana na jego łaskę...
Każde kolejne słowo raniło jak szpilka wbijana gdzieś głęboko, mająca mnie rozedrzeć na strzępy, od środka. Rany, oni tak dobrze wiedzieli, jak Cię złamać, jak Ci uświadomić, jak wielkim zerem jesteś. Zatracałam siebie, traciłam werwę, moje wargi zaczynały drżeć a oczy już miały zajść kolejnymi łzami, gdy jednak...
Ból uderzył pierwszy.
Upadłam. Upadłam, gdy przed moimi oczami zrobiło się ciemno, a to dziwne drętwienie i uczucie gorąca rozlewało się po mojej twarzy. Jak to kurewsko bolało! Ciepła maź zaczęła spływać do moich ust, po mojej brodzie, na moje ubranie, nim zdążyłam podnieść dłonie do tego nieszczęsnego nosa. Przyrzekłabym, że dalej kręciło mi się w głowie, a sama nawet nie słyszałam własnego krzyku i szlochu.
To tak kurewsko bolało.
Tak bolało...
I nawet nie byłam w stanie dostrzec, w co też pakuje się ten mój bohater z przeszłości.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
KLIK! PRZENIOSĘ CIĘ DO LINKÓW!
MUTANTY SIĘ CIESZĄ, ŻE CIEBIE POWIESZĄ! MUTANTYYY!
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5