Poprzedni temat «» Następny temat
Caged
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-05, 17:11   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Emocje wygrywają. Zawsze. Szczególnie wtedy, gdy tracisz nadzieję. Ostatnie kilka dni byłam tu sama - nie odzywano się do mnie nawet, gdy tace z jedzeniem były podsuwane przez te paskudną szparę w drzwiach. Od kilku dni jego tu nie było. Złudne poczucie bezpieczeństwa i spokoju? Czy sposób na jeszcze gorsze złamanie?
Stracenie zmysłów nie było niczym trudnym. A jednak... Teraz, przez te krótkie chwile, gdy miałam tu kogoś bliskiego, gdy mogłam to z siebie wyrzucić, jak źle się przy tym nie czułam, jak bardzo nie było mi wstyd... To chyba pomagało. Samo zobaczenie przyjaznej twarzy, krótka rozmowa, ciepłe objęcie... Tak bardzo tego potrzebowałam, tak bardzo chciałam to przeciągnąć w czasie, co jednak nie było mi dane.
Akurat teraz, w chwili, gdy zaczynałam pękać, gdy chciałam się otworzyć... Musiał wejść on. Mimowolnie spięłam całe ciało, które niemal automatycznie odpowiedziało bodźcami bólowymi - z ręki, spod oka, z każdego siniaka i gojącego się zadrapania. Chciałam się odsunąć, nie chciałam, by i Brian miał przeze mnie problemy. Już raz oglądałam, co robią z moimi bliskimi. Już raz musiałam patrzeć, jak ktoś przeze mnie cierpi. Nie mogłam pozwolić, by to się powtórzyło. Nie teraz. Nie z Kerseyem. Nie z moją ostatnią nadzieją...
Nie miałam odwagi płakać. Nie przy Huxleyu. Po prostu wstałam. Wstałam zaciskając pięści na tyle, na ile było to możliwe. Spuściłam wzrok, a wargi zacisnęłam w cienką linijkę. Tłumiłam w sobie szloch, próbując powstrzymać się przed wypływającymi spod powiek łzami. Przez głowę przechodziła mi masa czarnych scenariuszy - co teraz będzie?
- Ja... - Wydusiłam z siebie jedynie zachrypniętym, wciąż nie do końca uspokojonym tonem. Chciałam się poddać. Zgodzić na wszystko co chcą. Tak, żeby wyglądało, że to wszystko zasługa mojego starego drucha. Byle nie miał problemów... I wtedy... Wtedy mnie to trafiło.

Co, jeśli to od początku był ich plan?

Co, jeśli Kersey wcale tu nie był z ciekawości? Nie był tu z powodu naszej dawnej relacji? Nie był tu dla mnie, a dla siebie?
Nie dałam rady wydusić z siebie już żadnego słowa. Próbowałam analizować sytuację, co wcale nie było takie proste. Ja... Musiałam wiedzieć, że nie jestem jedynie drogą do awansu w tej zapchlonej organizacji...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-08, 21:36   

Co on tutaj robił? Czy przypadkiem Iwan nie mógłby zadać dokładnie tego samego pytania? Brew mężczyzny wzniosła się wysoko ku górze i zarówno Brian, jak i Samantha mogli wiedzieć co to znaczyło w jego wykonaniu. To on tutaj żądał odpowiedzi.
Mimo wszystko Huxley sięgnął do kieszeni po list otrzymany od swojego przełożonego i wyciągnął rękę w kierunku Kersey’a. Nie zamierzał jednak podchodzić. Jeśli ten się chciał przekonać, to on musiał zrobić ten pierwszy krok. Zwłaszcza, że jego sytuacja nie była najlepsza. Ogar leniwie wbił wzrok w twarz Bartowski, jakby oczekiwał, że dziewczyna powie coś niesamowicie istotnego. Ta jednak wydawała się zapomnieć języka w gębie, więc Huxley musiał ją wyręczyć.
– Tęskniłaś za mną? – z ust Iwana wydobył się niski, wyprany z jakichkolwiek emocji ton. To był prawdopodobnie pierwszy raz kiedy było im dane usłyszeć barwę jego głosu. Mężczyzna porozumiewawczo wskazał Brianowi na drzwi. Nie chciał widowni w tym co miał teraz wykonać. Niech Kersey spada. Miał już wystarczająco kłopotów.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-08, 23:53   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdy Iwan pojawił się w celi, Brian poczuł napięcie mięśni u Samanthy, kiedy jeszcze ją obejmował. Odsunęła się a później wstała. Chciała coś powiedzieć, ale nie była wstanie dokończyć. Po zadaniu pytania przybyłemu mutantowi, Brian oczekując odpowiedzi, rozpoznał jego spojrzenie. I to właśnie mu się nie spodobało. Również wstał i stanął na przejściu Iwanowi do Samanthy. Pomiędzy nimi. Lecz wtedy ten wyciągnął w jego stronę list.
- Bez jaj...
Domyślał się o co mogło chodzić. Brian odebrał list zdrową prawą dłonią i mimo posiadania zabandażowanej lewej, jakoś rozwinął papier i przeczytał treść. To polecenie mu się nie spodobało. Nie w przypadku Samanthy. Obejrzał się za nią, by wciąż widzieć w niej małą wystraszoną dziewczynkę. W dość paskudnym stanie, obolałą i poranioną.
Ponownie skierował spojrzenie na Ogara, który jedynie liczył na to, że Brian zostawi ich samych. Akurat.
- Odpuść jej. Widzisz chyba w jakim jest stanie.
Czyżby zaczął jej bronić? Być może. Jednakże próbował tym samym obejść ten problem w innym kierunku. O ile się uda i Iwan ustąpi. To widocznie pierwszy raz, kiedy mu się stawia. I nie ważne, czy jest pupilkiem szefa. Brian w tej sytuacji też ryzykował.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-10, 23:35   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie nadążałam za własnymi myślami. Tak bardzo chciałam wierzyć, że Kersey mnie obroni. Że będzie tym rycerzem ratującym z opresji, bohaterem, za którego miałam go przed laty. Przez tyle lat widziałam w nim kogoś znaczącego, kogoś, do kogo chciałam się upodobnić. Tyle lat wierzyłam w jego siłę, samej próbując osiągnąć choć jej ułamek.
I te wszystkie lata teraz przestawały mieć znaczenie...
Mimo, że tak usilnie chciałam wierzyć w ten obraz mężczyzny sprzed lat, dziś nie umiałam. Doświadczenie mnie nauczyło, że nie może być zbyt kolorowo. A może to właśnie moje przeżycia z tego miejsca wzbudzały we mnie ten brak zaufania? Już za pierwszy razem mnie złamali. Już za pierwszym razem ze mną wygrali. Zdradziłam wszystko, w co wierzyłam, przez sam wzgląd na mojego brata. Przez wzgląd na to, co z nim robili, jak go krzywdzili. Krzyk Aarona, widok jego obolałego ciała - choć przecież tylko na nagraniach - to już było za dużo. Odgrażanie się zaszkodzeniem kruszynie... Nie mogłam na to pozwolić. Dlatego zrobiłam to, co chcieli.
Dziś jednak nie mieli tej siły. Aaron zniknął. Ricky też. Czy to znaczyło, ze mogli chcieć dojść do swoich celów inną drogą? Czy tym razem miałam dostać marchewkę zamiast bata?
W sumie sprytny plan. Jeśli serio nakłonili Briana do takiej zagrywki, mieliby każde moje słowo, każdy gest, każde działanie... Za darmo. Bez kolejnych tortur, bez marnowania czasu. Za samo odzyskanie dawnego przyjaciela.
Tylko czy mogłam kolejny raz zdradzić wszystko, w co wierzę, tylko za te chwile "normalności"?
Podniosłam mój zaszklony wzrok na Huxleya, nawet, jeśli Brian stanął nam na drodze. Moja dolna warga z całą pewnością drżała, a moje brwi ściągały się ku sobie. Ciężko było mi utrzymać stały oddech, a łzy wciąż pakowały mi się pod powieki. Walczyłam sama ze sobą, byle nie dać po sobie poznać, jak bardzo jestem przerażona. Nie mogłam tego zrobić. Nie, przed tym psem. Nie po raz kolejny... Już za wiele satysfakcji z tego wyciągnął.
- Na chuj tak tracić siły. Od razu mnie zabij. Więcej i tak się nie dowiecie, a tak, sprawiam wam tylko problemy. - Wyrzuciłam z siebie bez większego pomyślunku, nie odrywając wzroku od tego agresora. Nie wiem, serio nie wiem, czy to obecność Briana tak na mnie wpłynęła? Czy poczułam się przez chwilę jak przed laty na ulicach Seattle, gdy mój niewyparzony język nie raz już nas pakował w kłopoty? Niemal od razu jednak zaczęłam żałować każdej głoski, każdej sylaby, czując nieprzyjemny ścisk w żołądku. Gwałtownie spuściłam wzrok, dłonie uwalniając z uścisku, i krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
Tak nagle, zrobiło mi się tak strasznie niedobrze...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-12, 18:48   

Ogar spoglądał na całą tą sytuację, czując rosnącą wewnątrz satysfakcję. Dawno nie czerpał z niczego tak wielkiej przyjemności jak teraz z wyrazu twarzy Kersey’a. I tego jego bez jaj. Gdyby tylko się uśmiechał… pewnie posłałby mu najbezczelniejszy z możliwych uśmiechów. A tymczasem? Tymczasem jedynie jego dwukolorowe oczy niebezpiecznie zabłyszczały. Nie zamierzał słuchać Briana. Miał tutaj sprawę do załatwienia i nic co mógł zrobić ten śmieszny pionek bez żadnej znaczącej pozycji nie miało go powstrzymać. – W czym problem? – ale cóż, skoro chciał na to patrzeć, Iwan nie zamierzał mu zabraniać. Przecież był tylko kundlem, prawda? Tak. Już dawno nie przepełniała go aż tak wielka satysfakcja. Mężczyzna odepchnął się od ściany, by podwinąć rękawy swojej koszulki i zrobić krok w kierunku Samanthy.
– Miałbym zabić swoją ulubioną maskotkę? – prychnął pod nosem. To był chyba lepszy dzień Ogara bo dawno nie był tak rozmowny jak dzisiaj. Ciemnoskóry podrapał się po szyi, by po chwili wyrzucić z siebie nonszalanckie naaah. – Śmierć to łaska, a ty na nią nie zasługujesz. Nie, dopóki nie powiesz wszystkiego co wiesz, a tymczasem… – i nawet nie dokończył. Samantha mogła tylko dostrzec jak jego twarz znowu staje się pozbawiona emocji, a potem… potem poczuła uderzenie. Pięścią. Prosto w twarz.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-12, 20:47   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy usłyszał słowa Sam, spojrzał na nią nieco zaskoczony tym, ze w takiej sytuacji potrafiła jeszcze się stawiać i prowokować. Zapomniała do kogo mówi?
Wywróciłby oczami i powiedziałby coś, chcąc jej zwrócić uwagę, co zrobiła źle. W tym jednak momencie wyminął go Huxley i od razu przeszedł do działania. Kiedy Bartowski otrzymała cios w twarz, jego samego ruszyło. Nie wiedzieć jak to się stało, nagle zagrodził drogę Ogarowi. Fakt, w takiej pozycji nic nie mógł zrobić. Był tylko pionkiem. W obecnej sytuacji z ranną lewą dłonią po nieudanej ostatniej misji złapania mutanta, niewiele mógłby jej pomóc. Ale próbował. Chcąc załagodzić sytuację.
- Siłą niczego nie zdziałasz.
Nie powinien tego robić. Nie powinien wchodzić w drogę komuś, kto ma lepsze układy z szefem i jest przez niego doceniany. A nawet z jego rozkazu tutaj wysłany. Brian jednak chciał go uświadomić, że rozmową można wiele zyskać niż pięściami. Najwyżej on dostanie oberwie. Wiedział że zrobił źle. Że powinien się odsunąć i zniknąć teraz z tej celi. A mimo to, postawił się. Nie mógł widocznie znieść faktu, jak Samantha jest poniżana i bita. Tak jak kiedyś ją ratował, tak i teraz sporo ryzykował. Idiota.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-12, 23:32   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie tak, że się zapominałam. To nie tak, że chciałam prowokować. To wcale nie było tak.
Przez tą krótką chwilę chyba po prostu wierzyłam, że wolę tu zdechnąć, niż dalej być ich zabawką. Śmierć była lepsza, niż wszystko, co mnie tu czekało. Ale och... Jak bardzo się myliłam. Zrobią wszystko, by zachować we mnie ostatnie tchnienie, bym tylko się podleczyła, by całą tyradę zacząć od początku. Czemu jeszcze się tego nie nauczyłam?
Czemu jego słowa bolały? Dlaczego poczułam się tak brudna, gdy tylko nazwał mnie swoją maskotką? Z moich ust niemal natychmiast wydostało się ciche jęknięcie, tak żałośnie brzmiące. Cała moja garda, cała pewność siebie - po prostu wyparowała. Byłam tutaj, uwięziona, już zawsze skazana na jego łaskę...
Każde kolejne słowo raniło jak szpilka wbijana gdzieś głęboko, mająca mnie rozedrzeć na strzępy, od środka. Rany, oni tak dobrze wiedzieli, jak Cię złamać, jak Ci uświadomić, jak wielkim zerem jesteś. Zatracałam siebie, traciłam werwę, moje wargi zaczynały drżeć a oczy już miały zajść kolejnymi łzami, gdy jednak...
Ból uderzył pierwszy.
Upadłam. Upadłam, gdy przed moimi oczami zrobiło się ciemno, a to dziwne drętwienie i uczucie gorąca rozlewało się po mojej twarzy. Jak to kurewsko bolało! Ciepła maź zaczęła spływać do moich ust, po mojej brodzie, na moje ubranie, nim zdążyłam podnieść dłonie do tego nieszczęsnego nosa. Przyrzekłabym, że dalej kręciło mi się w głowie, a sama nawet nie słyszałam własnego krzyku i szlochu.
To tak kurewsko bolało.
Tak bolało...
I nawet nie byłam w stanie dostrzec, w co też pakuje się ten mój bohater z przeszłości.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-16, 21:54   

– No to popatrz – odpowiedział z cwanym uśmiechem. Może właśnie w tym tkwił problem Briana? Miał beznadziejne poglądy i dlatego jego pozycja w Departamencie była tak krucha? Cóż, miał więc niesamowitą okazję, by się czegoś nauczyć. Lekcja pierwsza: mutanci to ścierwo. Samantha Bartowski to ścierwo. Ogar nie spodziewał się jednak, że ten cały Kersey postanowi mu wejść w drogę. Mężczyzna wzniósł wysoko brew. Nie rozumiał, czy gościu szukał zaczepki czy co próbował osiągnąć. Ale… nie tędy droga.
– Nie będzie zadowolony – powiedział chłodnym tonem głosu, wbijając wzrok w tęczówki mężczyzny. Nie musiał nic dodawać. Kersey doskonale wiedział, że kiedy tylko szef się o tym dowie… z Brianem będzie naprawdę źle. A potem… Huxley po prostu zrobił krok w bok, by z całej siły kopnąć leżącą na podłodze Sam w brzuch.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-17, 23:38   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Do tego buca nic nie docierało. Od razu przechodził do działania, kiedy Brian chciał spróbować go powstrzymać bez używania siły. Jednego ciosu zadanego Sam, nie powstrzymał. Ale kolejny już zamierzał. Bardzo dobrze też wiedział, kto nie będzie zadowolony z jego zachowania. Tak i tym razem, kiedy Ogar postanowił go wyminął i kopnąć jego biedną Sam w brzuch, Brian znów mu zagrodził i nie pozwolił wykonać tego czynu. Jeżeli byłoby to konieczne, odepchnąłby go od niej.
- Wiem... Ale ja nie wtrącam się do Twoich konwersacji, kiedy jesteś sam na sam z nimi. Ale w tej chwili to ja przebywam z nią i proszę byś nie wtrącał się. Nawet jeżeli dostałeś polecenie.
Rzekł dość poważnie. Zdając sobie sprawę z tego, że może mieć problemy z przełożonymi. Już dostał ostrzeżenie słowne, bowiem wiedział że ten tutaj to kabel i donosi niemal o wszystkim szefowi. Ale choć ten jeden raz, pozwoliłby mu normalnie pogadać z przyjaciółką z przeszłości. Już nie ważne jakie go z nią trzymały więzi, bowiem to dla DOGS nie jest ważne, a jedynie informacje. Lecz czy tym sposobem faktycznie da się coś zyskać, niż gnębienie i nieustanne bicie? Czy ten mutant, nie potrafił zrozumieć tak prostych słów, jakie kierował do niego Kersey? Narażając swoją posadę w organizacji? Patrzył na Huxleya ze stanowczością i pewnością tego co robi. A także gotowym ponieść konsekwencje z tego co obecnie czyni.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-18, 16:00   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Chyba już prawie przywykłam do tego poniżania. Prawie przywykłam, do kolejnych ciosów, ran i bólu. To już prawie była dla mnie normalność.
Dlaczego więc dzisiaj Brian musiał wszystko zepsuć?
Dlaczego dzisiaj znów odczuwałam gorycz, znów czułam wstyd, znów czułąm determinację, by to zmienić? Dlaczego musiał właśnie tutaj budzić we mnie te wszystkie emocje i cechy, które wcale mi tu nie służyły?
Dlaczego... Dlaczego po raz kolejny stawałam przed tym ciężkim wyborem?
Nie mogłam przestać płakać. Krew nie chciała przestać spływać. W głowie dalej mi się kręciło, choć oczy już mogłam otworzyć. Mój obraz był zamazany, lecz słuch ponownie ze mną współpracował. Słyszałam słowa Kerseya i wiedziałam, że Huxley nie będzie z nich zadowolony. Widziałam ten krok w bok, widziałam, że nadchodzi kolejny cios. Mimowolnie spięłam mięśnie, tylko...
Co dalej?

Jeśli ponownie dostałam - z całą pewnością poczułam, jak posiłki z ostatniego tygodnia próbują się uwolnić. Może nawet złapanie oddechu miałam znacznie utrudnione? Odkaszlnęłam, wypluwając zdecydowanie zbyt wiele śliny. Całe jednak szczęście, że przez łzy ta i tak się tak bardzo nie odznaczała. Tym bardziej, gdy leżałam już niemal przykuta do ziemi...

Gdyby jednak Brian go powstrzymał, kierując do niego te słowa... Moja dusza z całą pewnością łamałaby się na coraz mniejsze kawałeczki. Wiedziałam, do czego Ogar jest zdolny. Wiedziałam, że z nim się nie pogrywa. Dlaczego więc Brian się stawiał? Dlaczego przekładał mnie ponad swoje wartości?
Czy... Czy ja nie powinnam więc zrobić tego samego?
Wciąż miałam wątpliwości, czy to nie był ich plan. Czy tego nie ukartowali. Ale czy mogłam ryzykować, by i mój przyjaciel poczuł siłę tego kundla?
- Będzie... - wyjęczałam przez łzy, odsuwając jedną ze swych dłoni od nosa, wycierając w rękaw krew z twarzy. Żałosny szloch wydarł się z mojego gardła, gdy niechcący podrażniłam ledwie zranione miejsce. - Zadowolony... - Dokończyłam, łapiąc haust powietrza, nim kolejne słone krople mieszały się ze szkarłatnymi śladami na mojej skórze. Zacisnęłam mocniej powieki, moje wargi drżały a w gardle czułam nieprzyjemny ścisk. W moich ustach zbierała się ślina, mająca ten nieprzyjemny, metaliczny posmak...
- Zrobię... Co chcecie... - Mówiłam dalej przez łzy, próbując uspokoić oddech. Próbując jakkolwiek nad sobą zapanować. To... Nie przychodziło jednak wcale zbyt łatwo. W pewnym momencie podniosłam jednak swój przymrużony wzrok, prosto na mojego oprawcę. Po raz pierwszy, odkąd tu wszedł mogłam zabrzmieć tak zadziornie i pewnie, nawet mimo łamiącego się od bólu głosu.
- To jednak na pewno nie jest Twoją zasługą, Ty jebany kundlu!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-23, 20:04   

– Chyba sobie kpisz, koleś – Ogar czuł się znacznie pewniej. Mimo, że był tylko kundlem, był świadom przewagi jaką miał nad Brianem. Więc, kiedy Kersey próbował go powstrzymać, Huxley nie zamierzał tak bezczynnie stać. Korzystając ze swojej mocy, z impetem popchnął mężczyznę na ścianę, co z pewnością miało zakończyć się drobnym i niezwykle bolesnym urazem głowy.
– Wypierdalaj stąd – wycedził przez zaciśnięte zęby, mając nadzieję, że tym razem Kersey będzie miał na tyle oleju w głowie, by po prostu stąd wyjść. Miał już przechlapane, a każda sekunda jedynie go przybliżała do jeszcze gorszych konsekwencji. Co do samej Samanthy… Ogar poczuł narastającą satysfakcję. Kąciki jego w pewnym sensie nawet uniosły się do góry. Mimo pomyślnego obrotu spraw, nie omieszkał jednak wymierzyć Sam kolejnego ciosu – tym razem w żebra.
– Więc gadaj, bo twój przyjaciel zmarnował nam już wystarczająco dużo czasu – a potem jakoś nie mógł się powstrzymać parsknięcia lodowatym śmiechem. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z tego co tak właściwie powiedziała. Huxley mimo wszystko postanowił uświadomić drogą Samanthę i wyrzucić z siebie pozbawione emocji: – kiedy z tobą skończę, będziesz dokładnie taka sama, jebany mutancie.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-24, 23:15   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Uderzenie było na tyle mocne, że zderzenie ze ścianą było bolesne. Nie tylko dla jego pleców ale i głowy. Skrzywił się z bólu znacznie i od razu sięgnął ręką w obolały tył głowy. W dodatku przez jakiś moment zrobiło mu się ciemno przed oczami. Przekaz zrozumiał dość jasno. Z mutantem o takiej sile to mógł nie mieć szans. Tym bardziej, że to pupilek przełożonego. Brian był w tej chwili na siebie wściekły, że nie mógł pomóc Sam. Żeby jednak nie pogarszać i tak już swojej jak i jej sytuacji, postanowił się wycofać. Nim jednak to zrobił, usłyszał słowa swojej małej. Od razu na nią spojrzał, gdy obraz mu się poprawiał. Choć głowa jeszcze bolała. Nie wierzył, że się nagle zgodziła. I to pewnie ze względu na niego. Z jednej strony się cieszył, z drugiej współczuł jej. Przez co musiała przechodzić.
Wyjść, nie wyszedł ostatecznie. Jedynie odsunął się, by nie wchodzić Ogarowi już w drogę. Jeżeli jeszcze bardziej będzie mu przeszkadzał, wyleci z roboty i nie będzie miał jak i raczej Sam pomagać. Co tak właściwie się z nim działo? Aż tak jej obecność wpływała na niego i go zmieniała? Że nawet był wstanie poświęcić swoje stanowisko?
Kiedy zaś była znów bita, po prostu patrzył, z przeproszeniem w oczach, że nie może jej inaczej pomóc. Mógłby tutaj zabić Ogara. Ale to nie skończyłoby się dla niego zbyt dobrze. Wiedział o tym.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-11-25, 22:11   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian nawet nie zdawał sobie sprawy, w jakiej sytuacji mnie postawił.
Teraz nie chodziło tylko o mnie. Chodziło o niego.
Już tak długo znosiłam to cierpienie. Tak długo znosiłam ubliżanie. Tak długo znosiłam kolejne ciosy, by dzisiaj... Po prostu pęknąć. Kolejny raz mnie złamali. Kolejny raz pozwoliłam się sprzedać. Kolejny raz znaleźli mój słaby punkt.
Kolejny raz... Zdradziłam...
Nie mogłam już nawet zapłakać. Nie, gdy kolejne uderzenie nastąpiło tak niespodziewanie i to w takim miejscu. Mogłabym przysiąc, że przez chwilę znów zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłam nawet złapać oddechu. Miałam wrażenie, że się duszę, a ból rozlewał się po mojej klatce piersiowej w zatrważającym tempie... Odkaszlnęłam - krwią - tylko już nawet nie wiedziałam, czy idzie ona z płuc, czy to tylko wynik zranionego wcześniej nosa...
To znowu tak bardzo bolało...
Krótki wdech - ból. Krótki wydech - to samo. Ale przynajmniej... Przynajmniej Briana już zostawił - po tym jednym odepchnięciu.
Tylko czemu on tu dalej musiał być?!
Nie chciałam się odezwać w jego kierunku ani jednym słowem. Nie chciałam, by Ogar zobaczył, jaka relacja mnie łączy z Kerseyem. Niech lepiej myśli, że to po prostu szwadronowiec o zbyt miękkim sercu.
- Jebana... Goldhope... - Wycedziłam przez zęby, między kolejnymi świszczącymi wdechami, gdy kolejne łzy zalewały moje policzki. Wydawało mi się takie oczywiste, że jestem tutaj przez nią, że nawet nie powstrzymywałam się przed mówieniem o niej. Przecież to się układało w logiczną całość, prawda? Złapali mnie właśnie wtedy, gdy szłąm do niej po pomoc. Gdy miała mi wyciąć to ustrojstwo. Bym była wolna. A teraz co?
Gówno.
Nie miałam nic z tych rzeczy, którymi mydlono mi oczy. - Kurwa... Niby mutkom... Pomaga... - Dodałam po chwili, robiąc przerwę po niemal każdym słowie. Ale... Mówienie było takie trudne, gdy nawet wzięcie oddechu wydawało się przeszkodą nie do obejścia...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-29, 20:36   

Chyba nawet nie muszę wspominać jak wielką satysfakcję odczuł Ogar, kiedy Kersey wreszcie postanowił się wycofać. Miał go w garści, miał nad nim przewagę. Chyba nie było przyjemniejszego uczucia od władzy, a tą... tą Iwan zdobywał w przerażającym tempie. Huxley – mimo, że nie zaszczycił Briana spojrzeniem – doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna wciąż tutaj był. – Czym jest do cholery Goldhope? – wyrzucił tym swoim nonszalanckim tonem głosem. Ogar chociaż był wielkim dryblasem o potężnej sile, nie grzeszył rozumem. Więc jak się nie trudno domyślić, wziął Goldhope za jakąś tajną organizację. Drugie Bractwo? Coś się wykluło w podziemiach?
– Gadaj. Gadaj wszystko co o tym wiesz. – warknął, schylając się nad nią, by zacisnąć palce na jej włosach i mocno ją pociągnąć do góry. Potrzebowała motywacji. A czy była lepsza motywacja od bólu? Nawet nie zamierzał udawać, że nie sprawiało mu to przyjemności. Każdy ciężki oddech, każde jęknięcie, każdy szloch, każdy grymas… Tak… to było niczym pokarm. Ogar wbił swoje ślepia w tęczówki Sam, doskonale dając jej do zrozumienia co się miało stać, jeśli zacznie się wywijać od odpowiedzi.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-30, 21:48   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Goldhope? Nie do końca wiedział o kim mówiła Samantha, ale zrozumiał że miała namyśli jakąś osobę. Ktoś, kto pomaga mutantom. Czyżby zamierzała wydać kogoś innego? Jej znajomego czy wymyślała, by uwolnić się od cierpienia? Jakiż to był ból serca dla Briana, musząc patrzeć jak Ogar traktuje jego małą Sam.
Słuchając jednak pytania ze strony kundla, uniósł brew ku górze. Czy on umiał myśleć? W obecnej chwili wyglądało to tak, że gadał głupoty. Byleby tylko poznęcać się nad mutantem.
- W taki sposób nie wyciągniesz od niej informacji.
Odezwał się, chcąc widocznie przypomnieć o swojej obecności. Chcąc wybawić nieco Sam od kolejnego cierpienia. Ale nie zbliżał się. Zaciskał dłonie w pięści, jakby chciał zadziałać, ale nie mógł. Powstrzymywały go tutejsze zasady, oraz świadomość, że jeżeli przekroczy nie dozwoloną granicę swoich praw, może już więcej Sam nie zobaczyć. Wtrącając się, chciał widocznie pokazać, że siłą nie trzeba wyciągać od kogoś informacji, ale przez rozmowę i budowanie zaufania. Nikt tutaj nie musiał wiedzieć, co ich łączyło w przeszłości. A mógł dopiero jakimś cudem zdobyć jej zaufanie. Ogar wszystko zepsuł.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5