Poprzedni temat «» Następny temat
Grupa III
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

70%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-10-10, 08:36   
   Multikonta: Alex Parker


Zaczął czuć narastającą panikę. Moc wektorów słabła, co nigdy mu się nie zdarzyło, jedynie przy silnych przeciążeniach mocy. Niby trzymał się dość mocno własnymi rękoma, ale właśnie tracił swoją główną broń. Do tego na łeb sypał mu się gruz, bo ta banda idiotów stałą na krawędzi. Na dole zaś czaiło się coś, z czym prawdopodobnie sobie nie poradzi, bo w każdej chwili może oderwać się od ściany i spaść z niewiadomo jakiej wysokości.
Podsumowując - zarządził odwrót.
- Na dole coś jest - syknął do nich, bo wciąż był zasięgu ich słyszalności i zaczął się wspinać do góry. - OdsuńciE się !
Czy uda mu się dotrzeć do nich? Czy może tu zakończy się jego smutny żywot ? Przyspieszył, wiedząc, że jego życie zależy wyłącznie od niego. Już był nauczony, że trzeba liczyć wyłącznie na siebie.
_________________
[Profil]
  [0+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-10-11, 19:57   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Miejsce w jakim się znaleźli, kiedy z Vincentem dogonili dziewczyny, nie prezentowało się rewelacyjnie. Przepaść? Nieprzyjemnie. Nawet nie było niczego, czym mogliby sobie pomóc na zejście. Dzięki latarce, Brian oświetlił okolicę. Zareagował dopiero na słowa młodego chłopaka, który palną niesamowitą głupotę. Brian się nie odzywał, słuchając wymiany zdań między ową trójką. Głupota jaką wykonał chłopak, było samobójczym zrzuceniem się w przepaść. Ale czy na pewno? Pewny był swojego działania i nie widać było po nim, jakoby miał mieć jakiś strach przed śmiercią. Interesujące działanie było też jednej z dziewczyn, która dotknęła młodego i wspomniała o jakiejś więc i komunikacyjnej. I jeszcze próbowała nawiązać relacje przedstawiając się? Miło. Imię jej zapamięta bo... jest mutantem. Idealna okazja, aby ich wrzucić do tej pustki na sam dół. Trzech mutantów byłoby mniej. O ile ta druga dziewczyna, też nim była.
Pytanie tylko, czy on sam dałby wtedy radę się wydostać z tej przeklętej wizji?
Na prośbę dziewczyny od psa, poświecił jej dół przepaści. Tyle że ze światłem drugiej osoby nie za wiele to dawało. Ale tym samym Brian widział w jaki sposób chłopak schodzi. Miał pewność już co do dwóch mutantów. Nic tylko strzelić w łeb i niech spada.
Tak czy inaczej, słysząc głos młodego, który widocznie zamierzał wracać na górę, oznaczało chyba kłopoty? Brian zmarszczył brwi i cofnął się, ww pierwszej chwili zamierzając olać dziewczyny, lecz z drugiej, lepiej by nie domyślali się kim jest...
- Wycofajcie się.
Zalecił dziewczynom, by schowały się za wejściem do tego miejsca, sam wszedłby za nimi. Nie uśmiechało mu się pracować z mutantami, ale w tej sytuacji chyba nie miał wyjścia. Co jednak z chłopakiem? Jeżeli udałoby się mu dotrzeć do nich, to najwyżej podejdzie do niego wciągnie go na górę. .
[Profil]
  [A+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

70%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-13, 16:55   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP


Właściwie w momencie kiedy Shivali poczuła narastającą panikę, już była pewna co się dzieje. Wiedziała, że nie może poddać się panice, musi zachować zimną krew. Tym razem nie mogła popełnić żadnego błędu.
- Odsuńcie się - zawołała, zanim jeszcze dotarł do nich głos Vincenta. Dziewczyna uklęknęła na jakimś cud stabilniejszym kawałku ziemi, mając nadzieję że nie pogorszy tym już i tak tragicznej sytuacji chłopaka, i wyciągnęła w jego kierunku ręce. To przecież nie było tak daleko, a jeżeli faktycznie miał zaraz spaść, to było lepsze niż nic. Poza tym, w tej pozycji, gdyby porządnie chwycili się za ręce, byłaby go w stanie przynajmniej utrzymać, jeśli nie wciągnąć. - Złap mnie - równocześnie powiedziała i przekazała tę wiadomość telepatycznie, nieco jak mgliste wrażenie czy wizję. - Pomóżcie mi go wciągnąć! - zawołała do reszty grupy. W końcu jeśli chcieli jak najszybciej się schować, powinni jak najszybciej wciągnąć chłopaka. Proste, prawda? I dopiero kiedy Vincent był już cały i zdrowy, dziewczyna zeszła z widoku. Oczywiście, o ile zdążyła.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

73%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

age:
25 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-10-13, 22:33   
   Multikonta: Margaret
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Wzięła od dziewczyny telefon z latarką, kierując jego światło w dół, starając się coś dostrzec. Wtedy też Vincent postanowił zejść na dół, czemu nie była przeciwna, bo przecież miał te swoje wektory i nie powinno mu to sprawić większego problemu. Kto by przypuszczał, że ich moce nagle zaczną nawalać i cały misterny plan pójdzie w pizdu? No nikt.
Przez krótką chwilę nie wiedziała, co robić. Z jednej strony mężczyzna mówił, żeby się ukryli, z drugiej Shivali chciała Edamsa wyciągać. Co, jeśli obojgu się nie uda? Zostanie tu z osobą, którą zna najsłabiej i której ufa najmniej. Czy to było lepsze od potencjalnego zagrożenia, zmierzającego w ich kierunku? No niekoniecznie, dlatego postanowiła pomóc Shiv w wyciąganiu Vincenta, jednocześnie swoją mocą starając się wpłynąć trochę na Bono, żeby go uspokoić i uciszyć.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-15, 23:11   

Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu sugerującemu, iż już za moment Vincent tak po prostu spadnie na łeb, na szyję, rozbijając sobie głowę i łamiąc członki… Szło mu zadziwiająco dobrze. Pomimo praktycznego braku mocy, Edams nad wyraz skutecznie wspinał się ku krawędzi, przy której czekała na niego Shivali - gotowa, by pomóc mu znaleźć się na w miarę bezpiecznym podłożu. Powoli, aczkolwiek sukcesywnie, przesuwał się w kierunku kobiety, usiłując zignorować narastające napięcie…
Niestety, nie tylko on miał powody do obaw, choć niewątpliwie znalazł się w najgorszym położeniu. Niespokojny, ujadający pies zdecydowanie przyciągał uwagę. Co gorsza, nie tylko Fay, która z marnym skutkiem usiłowała go uspokoić. Ciężkie odgłosy kroków zbliżały się coraz bardziej…
I chyba wyłącznie Brian miał na tyle dużo logiki, by aż tak mocno ich nie ignorować. Faktycznie, najrozsądniej byłoby gdzieś się schować, przeczekać ewentualne zagrożenie i liczyć na to, że chociaż trójce z nich uda się przetrwać. O ile, oczywiście, faktycznie znaleźli się w niebezpieczeństwie. Lepiej było jednak nie kusić dodatkowo losu i nie sprawdzać, czy osoba powodująca te odgłosy faktycznie nie była źle nastawiona.
Szkoda, że głos rozsądku był praktycznie niczym wobec kobiecej chęci uratowania kompana. Szło im tak dobrze, Vincentowi szło tak dobrze… Za dobrze…
To była dosłownie chwila, ułamek sekundy pomiędzy pojawieniem się ciemnej postaci, a hukiem wystrzału skierowanego wprost we wspinającego się chłopaka. Vincent nie miał nawet możliwości uchylenia się przed kulą, która trafiła go idealnie w sam środek pleców. Czuł ból, otumanienie, niedowierzanie… Lecz przede wszystkim - czuł, jak bezradnie leci w dół… Pociągając za sobą jedną z pomagających mu kobiet…
Shivali, która miała pecha trzymać go mocniej, znajdując się znacznie bliżej niż Fay, także nie miała czasu, by zareagować. Czując szarpnięcie, całkowicie straciła równowagę, po czym poleciała w dół wprost za ratowanym mężczyzną. Nie miała nic, czego mogłaby się złapać. Wszelkie próby spowolnienia upadku także nie przynosiły skutku. Było na to za późno.
Murphy i Kersey mogli wyłącznie obserwować, jak ciało postrzelonego towarzysza uderza o wystającą część kamiennego schodka - jednego z ostatnich, jakim najwyraźniej udało się pozostać na swoim miejscu - po czym odbija się od niego, uderzając o ziemię kilka centymetrów od grubego, metalowego prętu wystającego z podłogi. Wciąż żywy, choć poturbowany, półprzytomny i pozbawiony części powietrza w płucach, Vincent był zaś kolejnym świadkiem tego, co stało się w przeciągu kilkunastu kolejnych sekund.
Nyberg nie miała bowiem tyle szczęścia, co on. Lecąc w dół niczym marionetka, uderzyła prosto w metalową pułapkę, nadziewając się na nią niczym na abstrakcyjny, makabryczny rożen. Pręt przebił jej brzuch, wychodząc na wylot przez plecy… I chociaż nadal jeszcze żyła, jej losy - podobnie jak jej towarzysza - były już przesądzone. Musiała o tym wiedzieć… Co gorsza, czując śmierć podwójnie… I gdzieś przez szum w uszach, przez otumaniający ją ból, usłyszała przerażone:
- O mój Boże… - Znała ten łamiący się głos. Fay także wyjątkowo dobrze go kojarzyła. Tak samo jak pobladłą twarz, jaką ujrzała w świetle padającym na dół z latarki. Mężczyzna, choć ubrany niczym kloszard, niewątpliwie był im obu znany. Wyglądając jak ktoś, kto miał właśnie zwymiotować, wyraźnie gubił się w patrzeniu raz na Shivali, raz na Vincenta, a raz w górę. Zupełnie tak, jakby nie do końca wiedział, komu chciał pomóc.
Znacie Leona? Każdy go zna! On zawsze fajne pomysły ma…
[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

70%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
20

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-10-16, 08:09   
   Multikonta: Alex Parker


Już był blisko, już chwycił dłoń kobiety, która postanowiła mu pomóc...Padł strzał. Poczuł ból promieniujący na całe ciało, nad którym już nie panował. Leciał bezwładnie, nieświadomie ciągnąć za sobą biedną Shivali w ramiona śmierci.
Nawet go w sumie aż tak nie zabolało, gdy uderzył w wystającą część schodka, dopiero spotkanie z ziemią sprawiło, że stracił powietrze w płucach. Chwilę później, dołączyła do niego Nyberg, choć miała jeszcze mniej szczęścia niż on. A pomyślał, że to niemożliwe...
Umierał, patrząc jak razem z nim, robi to Shivali. Nie mógł już pomóc ani jej, ani sobie. Bardziej jednak żal mu było dziewczyny, która wyciągnęła do niego pomocną dłoń.
Nie miał za wiele czasu, by się zastanawiać nad tym, jak przeżył swoje życie, co go spotkało i jak bardzo ponury był to koniec. Wyciągnął do dziewczyny rękę, chcąc jej w tych ostatnich chwilach dodać otuchy, lecz opadła ona na ziemię, z jego ostatnim oddechem.
RIP
[Profil]
  [0+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

73%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

age:
25 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-10-22, 11:15   
   Multikonta: Margaret
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Szło im kiepsko. Może gdyby drugi z mężczyzn trochę im pomógł, jakoś udałoby się podciągnąć Vincenta i razem, w czwórkę schować zanim zostaliby zauważeni. Ona i dziewczyna, która przedstawiła się jako Shivali same nie dawały rady. Edams może nie należał do najcięższych, ale grawitacja i zła pozycja robiły swoje i nawet kładąc się przy brzegu dziury był problem, żeby go utrzymać.
Może gdyby mieli trochę więcej czasu, jakoś by im się to udało, ale słysząc odgłos wystrzału już było wiadomo, że jest po wszystkim. Chłopak poleciał w dół, to samo Shivali i mimo, że Fay próbowała ją jeszcze łapać zanim ta spadła, nie udało jej się to, została z kawałkiem materiału w dłoni, jakby w zwolnionym tempie patrząc, jak dwójka znajomych traci życie po spotkaniu z kamienną podłogą.
Widok był straszny. Vincent już się nie ruszał, ale Shiv... ona jeszcze żyła, a Fay nie miała pojęcia, jak mogłaby jej pomóc. Czy była jakakolwiek szansa, żeby zejść na dół zanim się wykrwawi? Może gdyby miała moce Matildy, ale w tej sytuacji.... sama się przeraziła, że naprawdę zaczęła rozważać wyciągnięcie pistoletu i zakończenie cierpień dziewczyny.
Wciąż będąc w szoku podniosła się znad krawędzi do pozycji siedzącej i dopiero wtedy zwróciła uwagę na osobę, która oddała strzał. Kiedyś był jej przyjacielem, potem stał się zdrajcą, a teraz... nawet nie ostrzegł, nic nie powiedział, po prostu ich zabił. Nie wiedziała, o co chodziło w tym dziwnym świecie, czemu się pojawił, ale jedno było pewne - nic już ich nie łączyło.
- Odsuń się od nich - powiedziała drżącym głosem, wyciągając zza paska ukryty pod kurtką pistolet, odbezpieczając go i kierując ku Leonowi. Nie wiedziała, czy to działanie ma jakikolwiek sens, czy Hawthorne mógłby zrobić tamtej dwójce coś jeszcze gorszego, ale wolała mieć się na baczności. To nie był już człowiek, którego znała, jeśli nie chciała, żeby ona sama i mężczyzna, z którym tu trafiła skończyli martwi na dole, musiała się pilnować, chociaż nie było to proste zadanie, gdy od widoku krwi robiło jej się słabo, a spotkanie po latach wytrąciło ją z równowagi tak mocno, że ledwie była w stanie utrzymać pistolet.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

70%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-24, 13:26   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP


Nie spodziewała się tego. Jak mogła się spodziewać, że jej próba pomocy skończy się spadaniem w przerażającą ciemność i tak koszmarnym bólem. Pewnie gdyby uderzyła się w głowę wszystko skończyłoby się dla niej błyskawicznie, straciła by przytomność, a tak... Nie mogła powstrzymać krzyku, kiedy pręt przebił jej ciało na wylot. Kompletnie nie panowała nad mocą i jej panikę mogli odczuć wszyscy, z którymi była połączona świadomością (i od których nie oddzielała ją bariera jawa-wizja). Dziewczyna nie mogła powstrzymać łez spływających jej po twarzy. Nie była w stanie się ruszyć, chyba coś złamała, wszystko ją bolało, a najgorsza była ta przerażająca świadomość umierania na lodowatej podłodze. Nigdy się stąd nie wydostanie, pewnie nawet nikt nie znajdzie jej ciała, rodzice nie będą wiedzieli co się z nią stało, James... James będzie wiedział, że jej już nie ma. O Boże, tak bardzo chciała, żeby teraz tutaj z nią był, poczuć jego obecność w jakikolwiek sposób... Zamiast tego, była tylko pusta, ją pochłaniająca coraz bardziej, aż w końcu nie zostało nic.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-10-24, 17:15   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Tego nikt by się nie spodziewał, że dwójka towarzyszy zakończy tak swój żywot. Mógł pomóc, ale było i tak za późno. Dziewczyny nie posłuchały i próbowały pomóc chłopakowi. Strzał usłyszany od dołu, sprawdził że wszystko nagle się zmieniło. Nie rozumiał jednego. Czuł dziwne uczucie umierającej dziewczyny tam na dole. Powstrzymywał się, ale mimo to podszedł do krawędzi ostrożnie, by spojrzeć w dół. Leżała przebita prętem. O ile można było ją z tej wysokości zobaczyć. Dostrzegł także innego mężczyznę, kompletnie mu nie znanego. Wycofał się do wyjścia, którym weszli. Obejrzał jednak za Fay, która słowami zwróciła na siebie uwagę.
"Specjalnie zwraca na siebie uwagę?" - stwierdził w myślach. Jej wybór. Dla niego oni nie byli nikim bliskim, i cholernie był wściekły, że dał się wrobić w moc tej całej Shivali, że jego wnętrze było niespokojne.
Wyjął latarkę i oświetlił sobie obie głębie korytarzy, mając nadzieję, że znajdzie inne przejście by się wydostać z tego popieprzonego wymiaru.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-26, 21:55   

Pomimo bycia zdrajcą i mordercą - temu po prostu nie dało się zaprzeczyć - mężczyzna w dole wyglądał na naprawdę przejętego własnym uczynkiem. W świetle latarki, jakie w tym momencie niewyraźnie padało na jego twarz, robił się raz siny, raz zielony, a raz wręcz całkowicie biały na twarzy. Dłoń, w której trzymał opuszczony pistolet, drżała mu niczym u człowieka ogarniętego naprawdę silną gorączką, a usta poruszały się, choć nie wybrzmiało przez nie ani jedno słowo. Prócz tego, co powiedział na samym początku, oczywiście.
Patrząc na umierającą dwójkę, która wreszcie w męczarniach opuściła ten padół łez, nie od razu uświadomił sobie, iż znalazł się na muszce. Nie od razu zwrócił nawet uwagę na ton wypowiedzi Fay. Trwał po prostu przez chwilę w tej posągowej pozycji, dopiero po kilkudziesięciu sekundach kierując swój wzrok w stronę kobiety. Kiedyś się znali, kiedyś się przyjaźnili, a teraz? Wyraźnie żałował, a na jego twarzy wymalowało się nieme przepraszam, gdy z gardła wydobyło się głośne i wyraźne:
- Są tutaj. - Leon wiedział już, iż była to przegrana rozgrywka. Kierując słowa do mikrofonu ukrytego pod materiałem na ramieniu, miał gdzieś to, co zrobi Murphy. Mutanci i tak nie mieli żadnych szans. To było przesądzone już w chwili, w której grupa rebeliantów napadła na ośrodek D.O.G.S., a przecież upłynęło od tego tyle czasu... Tak długo i tak dawno, zupełnie niczym w zupełnie innym życiu.
Nie w tym, które miało się teraz skończyć. To nie kobieta miała jednak pierwsza się o tym przekonać. Stojący dalej od niej - a jednocześnie bliżej jedynego zdroworozsądkowego wyjścia - Brian postanowił oświetlić sobie korytarz latarką. Nie zobaczył w nim jednak żadnego ze znajomych widoków. Zamiast tego, całą przestrzeń objęło coś w rodzaju czerwonawego, niezbyt przenikliwego dymu, który wolno sunął w ich kierunku. Mężczyzna nie mógł wiedzieć, czym była ta upiornie wyglądająca chmura, jednak z pewnością wyczuwał, iż nie chodziło o nic przyjemnego. Jeśli zaś zdecydował się wyciągnąć rękę w jej kierunku, na całej jego dłoni pojawiły się olbrzymie, ropne pęcherze, które boleśnie pękały przy każdym bardziej gwałtownym ruchu... By zrobić miejsce następnym - magicznie pojawiającym się na ich miejscu...
Nie mieli możliwości ucieczki. Jedyna droga prowadziła już tylko w dół...
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-10-27, 21:14   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Sytuacja z każdą chwilą okazała się być fatalna. Nie dość, że korytarz nie miał innych przejść to jeszcze pojawiało się coś, co sprawiało wrażenie wybuchu? Coś gorącego i parzącego zbliżało się w ich stronę. Nie wystawiał ręki, nie chcąc za bardzo ryzykować swoim ciałem czy jego częścią.
- Szlag...
Przeklął nieco wściekły na zaistniałą sytuację. Wrócił go Fay i zaczął oświetlać otoczenie pomieszczenia, doszukując się jakiejkolwiek możliwości na zejście. Jeżeli nie było żadnej liny, drabiny, schodów, to może przyciski w ścianach? Podszedł do nich i dotykał, czy coś się stanie. Ale też nie zapomniał o dziewczynie, która uparcie była skupiona na jednym celu.
- Zorientowałabyś się w końcu w jak fatalnej sytuacji jesteśmy.
Rzucił do niej uwagę. Ale co zrobi, to już będzie jej sprawa. Bo na razie pozostawało im tylko zginąć. Skacząc w dół, albo iść dać się usmażyć. Nie tak wyobrażałby swój koniec. Zostawił w końcu ścianę, jeżeli nic nie dało poszukiwanie magicznego kamiennego "guzika". Spojrzał w dół, nie podchodząc za bardzo do krawędzi. Nie chcąc ryzykować swoim upadkiem. Słyszał, że ten nieznajomy kogoś poinformował. Nie rozumiał, o to w tym wszystkim chodzi. Jeżeli ci szukali mutantów, to dwóch już zabili. Ale jego nie powinni.
[Profil]
  [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

73%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

age:
25 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-11-02, 11:26   
   Multikonta: Margaret
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Dlaczego tak bardzo ją to uderzyło? Przecież wiedziała, że Leon był zdrajcą, już zawiodła się na człowieku, którego myślała, że zna. A teraz? Zrobił to ponownie i nie miało większego znaczenia, czy żałował czy nie. Stało się.
Podniosła się z ziemi w tej samej chwili, gdy Brian powiedział, żeby wreszcie się ruszyła. Skup się, zaraz tu będą, trzeba stąd wyjść. Tylko którędy? Korytarz najwidoczniej był odcięty, ale może... może mogli jeszcze wrócić? Czy klatka schodowa, którą zeszli tu z dachu była już zasypana? Może mogliby przemknąć się innym piętrem? Znaleźć jakieś okno, bezpieczne wyjście... cokolwiek.
Jeśli chodziło o szukanie, to w tym zdecydowanie lepiej mógł się sprawdzić Bono. Lepszy węch, lepszy słuch, dlatego po raz kolejny spróbowała nawiązać z nim połączenie i posłużyć się nim do poszukania wyjścia, tym razem nie bacząc na to, czy mężczyzna zobaczy jej upiorne, mleczne tęczówki czy też nie. Tym będzie martwić się później.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-11-05, 23:42   

Niestety, pomimo desperackich prób znalezienia jakiegokolwiek zejścia w dół, wejścia na górę, ukrytego przejścia czy czegokolwiek w tym rodzaju, zdawało się, iż los całkowicie przestał im sprzyjać. Złowrogi dym coraz szybciej sunął w kierunku Fay i Briana, cicho pełznąc wszędzie, gdzie tylko był w stanie się wcisnąć. W każdą szczelinę, każdy zakamarek... Wypełniał wszystko, nie pozostawiając jakiejkolwiek drogi ucieczki. Tymczasem dźwięk kroków, jaki dochodził z dołu, zaczął coraz bardziej się oddalać. Zdrajca odchodził...
Pozostawiając resztę osób - i psa, który ponownie poddał się władzy swojej właścicielki, zaczynając węszyć w poszukiwaniu wyjścia - na pewną śmierć. Niestety, Bono wyraźnie nie mógł dotrzeć do czegoś, co przeoczyli ludzie obok niego. Mimo usilnych prób ze strony Murphy, stworzenie zaczęło plątać się o własne łapy, w pewnym momencie zbyt mocno zbliżając się do mgły, której opary najwyraźniej wystarczyły, by go skrzywdzić.
Mimo kontroli Fay, pies zaskomlał przeraźliwie, momentalnie zaczynając ślinić się niczym przy wściekliźnie. Z tą różnicą, iż to, co wypluwał z pyska, nie było zwyczajnie białe czy przezroczyste. Jego ślina, czy czymkolwiek była ta spieniona ciecz, miała krwisto czerwony kolor z domieszkami wręcz zgniłej żółci. Zupełnie tak, jakby zwierzę pluło jednocześnie krwią i ropą. Kobieta mogła poczuć, jak mocno cierpiało, kiedy ostatecznie upadło na ziemię, wijąc się i skowycząc. Umierało... Była tego pewna. A dokładnie ten sam los miał czekać także ich samych. Długa i powolna śmierć w męczarniach lub znacznie szybsze, choć czy prostsze wyjście - dziura ziejąca w dole...
Co zamierzali zrobić?
  
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2018-11-06, 16:31   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David


Mężczyzna z dołu wycofał się. Dziwna gorąca mgła była coraz bliżej. Nie miał pojęcia skąd się ona wzięła. Gdy kierowali się tymi korytarzami, nie widział żadnej rury ani pokrętła. Więc co jest grane?
Widząc zachowanie psa, normalnie sam był zszokowany tym, jak skończył. Jeżeli Fay chciała podejść do kundla, Brian od razu ją powstrzyma, chowając w swoim objęciu. Zostali sami, zdani bardziej na los śmierci. Albo oddadzą się gorącu mgły, albo skoczą. Kersey spojrzał w dół, po czym znów w stronę korytarza. Zaś na końcu na dłoń, gdzie trzymał nadal broń. To było trzecie wyjście. Zaraz przy tym spojrzał na nowo poznaną towarzyszkę, jako że i ona posiadała w swojej dłoni to samo co on.
- Chyba nie mamy wyboru...
W głosie już dawał do zrozumienia, że czeka ich tylko jedno. Nawet nie sądził, że miałoby przyjść mu zginąć z mutantem. Kobietą, której nie znał. To nie było łatwe podjęcie decyzji. Niby wcześniej kierował się zlikwidowaniem wszystkim mutantów, tak kiedy przychodzi nawet i jego koniec, o dziwo wszystko staje się dla niego inne. jakby ta cała nienawiść do mutantów, zeszła na inny plan.
[Profil]
  [A+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

73%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

age:
25 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-11-11, 00:09   
   Multikonta: Margaret
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Fay zaczynała panikować. Ile czasu mieli, zanim tamci się tu zjawią? I co potem, znowu trafi do ośrodka DOGS? O ile w tym dziwnym świecie w ogóle coś takiego jeszcze istniało, bo być może w tym przypadku nikt nawet nie będzie zadawać pytań i od razu dostaną kulkę między oczy.
Mimo to chciała jeszcze coś zdziałać. Mając kontrolę nad Bono chciała jeszcze coś dostrzec, wywęszyć, usłyszeć... cokolwiek, czego ona sama nie potrafiła zauważyć. Dziwna mgła od razu ją zainteresowała i domyślała się, że nie niesie za sobą niczego dobrego, jednak... spodziewała się gazu łzawiącego, może usypiającego. Nie spodziewała się tego, że po zbliżeniu gardło i drogi oddechowe, a zaraz potem wszystko inne zapłonie żywym ogniem, Bono będzie się dławić i krztusić... powoli umierać. A ona odczuje to na własnej skórze, bo w momentach takich jak ten połączenie stawało się nadzwyczaj mocne, jak gdyby konające zwierzę trzymało się jej kurczowo, nie chcąc być samo w ostatnich chwilach swojego życia. Po części potrafiła to zrozumieć, naprawdę, ale jednocześnie nie potrafiła polubić tego fragmentu natury swojej mocy. Przeżywała śmierć stanowczo zbyt wiele razy, a dzisiaj miało się to wydarzyć nawet nie raz, a dwa. Za pierwszym razem zwijając się z bólu razem z Bono, za drugim, gdy mgła dotrze do niej samej.
Najgorsze, że nawet nie potrafiła tego przerwać. Nawet, gdy jej towarzysz zginął, ona nadal czuła to wszystko, nie potrafiąc się z tego otrząsnąć. Właściwie to dziwiła się, że nie straciła przytomności, zazwyczaj właśnie tak to działało. A teraz? Ból był tak silny, tak wyraźny, że nie pozwalał nawet się od siebie odciąć.
Nie słyszała zbytnio co mówił do niej mężczyzna, z którym tu wylądowała. Wiedziała tylko, że mgła zbliża się do nich i że tym razem nie uda jej się z tego wydostać. No bo jakie miała opcje? Zginąć tutaj, albo piętro niżej, od upadku z wysokości.
Żaden wybór nie był dobry, ale jakiegoś musiała dokonać, ten ostatni raz. Podobno trzeba być w pewien sposób odważnym, żeby odebrać sobie życie, ale Fay... nie, ona po prostu bała się po raz kolejny przeżywać to, co kilkanaście sekund wcześniej z Bono. Wcale nie czuła się dzielna podnosząc broń i lokując sobie jej koniec w okolicy podbródka, by po chwili zaciskając mocniej powieki pociągnąć za spust.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
KLIK! PRZENIOSĘ CIĘ DO LINKÓW!
MUTANTY SIĘ CIESZĄ, ŻE CIEBIE POWIESZĄ! MUTANTYYY!
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6