Poprzedni temat «» Następny temat
Główna alejka
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:31   Główna alejka



[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-10-08, 19:59   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


/13 października

Wychodzenie z Bractwa w tym stanie nie było najbezpieczniejsze i Wallace zdawała sobie z tego sprawę. Nie czuła się najlepiej i podejrzewała, że jej ciąża mogła sprawiać pewne problemy, ale z drugiej strony… to chyba była ostatnia okazja, by wyjść z Bractwa i kupić kilka rzeczy dla dziecka. Potrzebowała podstawowych rzeczy, których w Bractwie można było ze świecą szukać. Poczynając od czegoś takiego jak pampersy, przez śpioszki po głupie kocyki i grzechotki. Musiała zaryzykować. Dwie godzinki nie miały jej aż tak bardzo zaszkodzić, nie? Umówiła się z jednym z wolontariuszy, że spotkają się na parkingu o określonej porze i wtedy bezpiecznie wrócą razem do siedziby. Sama ta akcja wydawała się być tak bezpieczna, że Wallace nie obawiała się właściwie niczego. Czuła się tu bezpiecznie i bynajmniej nie uważała, że coś złego może jej się stać… I tu właśnie tkwił problem, czyż nie? Gdyby pomyślała bardziej, gdyby zastanowiła się dwa razy to może doszłaby do nieco innych wniosków i wycofałaby się z tego wszystkiego? Ale cóż… To była Wallace. Czego można się było po niej spodziewać?
Trzymając w rękach kilka wypełnionych dziecięcymi rzeczami toreb, Wallace wsiadła do windy, by zjechać na niższe piętro. Ot, zwyczajna, nieinwazyjna czynność. Co złego mogło się stać? Właściwie… właściwie dużo. Z jakiegoś powodu, winda w połowie drogi się zatrzymała i nie zamierzała drgnąć nawet o centymetr. Przez pewien czas Matilde po prostu grzecznie stała i czekała aż to się samo naprawi, nie zwracając za bardzo uwagi na swoich towarzyszy. Ale wtedy z jakiegoś powodu zerknęła na zegarek i okazało się, że było całkiem późno. Wtedy… wtedy Wallace nacisnęła czerwony guziczek, wołający o pomoc w wyniku czego rozbrzmiał drżący i upierdliwy dzwonek. A potem… a potem wcisnęła jeszcze raz i jeszcze raz. I cóż, zamierzała wciskać do skutku. Miała gdzieś bębenki uszne ludzi, którzy zostali z nią tutaj zamknięci.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-10-24, 17:49   
   Multikonta: Aaron Bee


| 13 piździernik, chyba popołudnie

Szczęśliwi czasu nie liczą… Ale jeśli już o szczęściu mowa, to niezła sprawa sobie z tym była, co nie? Tak trochę się nudziłem, chodząc z jakąś modelką po sklepach. Mała i nudna galeria w Olympii, przywodziła mi na myśl taką nudną wieś. Nie, że miałem coś przeciwko wiesi… Nie, wręcz przeciwnie, potrafiła być fajna i inspirująca, ale chodziło mi w tym przypadku o coś nudnego takiego, no. I ponurego. I może jebiącego gównem.
Ale wróćmy do szczęścia, bo przecież niezła sprawa sobie z nim była. Bo kiedy tak chodziłem znużony, słuchałem blablabla i próbowałem nie umrzeć, to przypomniało mi się, że mam super moc i, no, utknąłem w windzie. Hasztag, albo coś zepsułem z mocą, albo szczęście w nieszczęściu i ten tegesy. A kiedy rozbrzmiały dzwonki wzywające niebiańskich strażników windy, to już wiedziałem, że to drugie. Nie widziałem jeszcze twarzy delikwentki, ale samo jej dzikie zachowanie wskazywało na to, że nie miałem do czynienia z szarą masą społeczeństwa. Postąpiłem krok w jej kierunku i sam zacząłem wraz z nią naciskać niczym opętany ten czerwony guzik.
Przez myśl mi przeszło, że zaraz ci niebiańscy strażnicy przestaną być cierpliwi, machną ręką i spierdolą stąd, pozostawiając nas1 samych sobie. Ja bym tak zrobił.
Chciałem wystukać jakąś melodię, ale czarnowłosa była nieugięta. I znajomo cuchnęła. I była w ciąży. Ciężarówek to ja chyba nie znałem… na ten czas, ale może to ja, to dziecko… Nieee… Nie mogłem nikogo zapłodnić. To nie byłoby raczej łutem szczęścia.
- Ty… – zacząłem, łapiąc ją za ramiona i zmuszając do obrócenia się. Nie jakoś znowu gwałtownie, bo przy nadziei przecie niewiasta była. – My się chyba znamy, ale…
…nie wiem skąd? – Cóż, reszta zdania pozostała już w mojej głowie, bo ze zgrozą odskoczyłem od kobiety i też odruchowo skrzyżowałem sobie palce na znak krzyża, bo ten nekromanta, to chyba jednak znał się na rzeczy. Zwątpiłem już w niego. Nie mogłem nie. Ile to czasu minęło? On jakby zapadł się pod ziemię z hajsem… A tu paczcie! Matylda Smark-Smark Wallace, a raczej Matylda Jestem-w-ciąży-a-przecież-nigdy-nie-miałam-być Wallace.
- BOŻE! DIABLI POMIOT! – wyrwało mi się, bo jak Matylda była martwa, to pewnie poszła do piekła, a jak poszła do piekła i wróciła z piekła, to z kim innym mogła być w ciąży jak nie z samym diabłem?! Co ja najlepszego zrobiłem?! Chyba powołałem do życia antychrysta, który zniszczy świat, sprowadzając apokalipsę. Pięknie.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-10-24, 18:46   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Wallace była zbyt pochłonięta wciskaniem tego małego guziczka, by zwracać uwagę na tych pechowców, którzy z nią tutaj utknęli. Nie interesowali ją ci ludzi i bynajmniej nie zamierzała się socjalizować, ani nawiązywać żadnych przyjaźni. I o zgrozo, wyglądało na to, że tylko ona myślała w tego typu kategoriach. Starała się nie zwracać uwagi na mężczyznę, który starał się jej ukraść miano najbardziej irytującej osoby w windzie i sam napierdalał tym guziczkiem jak głupi. Cóż, może im częściej będą to robić, tym szybciej ktoś zauważy? Wątpiła w to, ale nie miała nic przeciwko.
A przynajmniej nie miała nic przeciwko do momentu, gdy delikwent złapał ją za ramiona. To niesamowicie podniosło Matilde ciśnienie. Nawet się za bardzo nie zastanawiała. W jej głowie od razu pojawiła się czerwona lampka. Niebezpieczeństwo. Jakiś debil ją dotykał! Jakiś debil śmiał w ogóle oddychać tym samym powietrzem co ona. Nie panując za bardzo nad sobą, puściła trzymane torby i z chwilą, w której obróciła się w jego kierunku, wymierzyła mu cios kolanem w brzuch.
– Zabieraj te łapsk… – zaczęła, ale kiedy tylko zobaczyła twarz mężczyzny, całkowicie odjęło jej mowę. Przez kilka sekund stała tak z uchylonymi ustami i inteligentnie mrugała powiekami, by dopiero po chwili zrobić krok do tyłu i wpaść plecami na poręcz. CO ON TUTAJ DO CHOLERY ROBIŁ? Matilde spanikowała i była naprawdę bardzo bliska ucieczki. Oczywiście, wtedy sobie przypomniała, że ta cholerna winda się zablokowała. Cudownie.
– Ash… – zaczęła, ale wtedy usłyszała krzyk swojego kuzyna i aż poczerwieniała ze złości. Pomiot diabła? Wallace zacisnęła mocno usta w cienką linijkę. Jak on tak śmiał gadać o jej dziecku, huh? I jako kontrargument po prostu wyrzuciła z siebie wściekłe: – w ogóle się nie zmieniłeś, Ashley. Ciągle jesteś takim samym idiotą.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-11-03, 22:02   
   Multikonta: Aaron Bee


- A TY ZA TO JESTEŚ GRUBA! – odgryzłem się, choć zaraz zdałem sobie sprawę z tego, że to moje odgryzienie się było mało zgryźliwe i właściwie to wcale w związku z zaistniałym faktem, ŻE MATYLDA, KURDE, WALLACE JEST W CIĄŻY. Co to się porobiło?! Upadek świata, jak nic. Ona chyba była ostatnią osobą na świecie, która powinna się rozmnażać, a skoro ona się rozmnożyła… czy tam jest w jego tracie, to makabra jakaś. Więcej takich pełzających Wallace’ów. Bozia mnie chyba jednak każe.
- I zresztą dalej jesteś wariatką. To bolało! – poskarżyłem się, głaszcząc łapką po swoim biednym bobo. Poprawiłem zerówki na nosie i kontynuowałem to automacanko. Krótko, bo zaraz sobie przypomniałem o pogrzebie Matyldy, o osiedlowym nekromancie z Seattle i utracie nadziei na jej powrót. Nie wiem w ogóle, po jakiego diabła sprowadzałem ją z powrotem. Jedynie mnie biła, wyzywała i była niegrzeczna.
Ale, bądź co bądź, typek spisał się świetnie. Nawet mówiła, a nie bełkotała jak jakieś bezmózgie zombie! Po prostu była swojską bezmózgą Matyldą, o!
- Weee… Ale to niesamowite. Jak tam było? Byłaś w piekle? Chyba zacznę studiować nekromancję, bo to, kurwa, wymiata – stwierdziłem, macając ją po policzku. Mięciutki, cieplutki… Na czole były nawet zmarchy złości. Albo starości. – No, powinnaś mi tu dziękować, wredzie. To ja opłaciłem szamana, co to cię tu sprowadził z powrotem na ziemię. I powinnaś mnie przeprosić, bo nie ładnie to tak bić tu kuzyna! I uśmiechnij się chociaż trochę. Im częściej to będziesz robiła, tym sprawniej wejdzie ci to w krew… i przynajmniej ociupińkę będziesz wyglądała jak człowiek – pouczyłem, bo nie mogłem nie, patrząc na tę jej powątpiewającą minę. Miała okropne to spojrzenie. Niemalże dostawałem kompleksów na jego widok.
- No co? Głodna jesteś? Czy w piekle było milutko i cieplutko? – zapytałem, a przy okazji też trzymałem ręce w pogotowiu w razie kolejnych ciosów. Nie chciałem stracić swojej płodności. Kiedyś może też się rozmnożę? Zobaczę.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-11-04, 19:43   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


– Jestem w jebanej ciąży, czego się kurwa spodziewać? – Matilde wycedziła przez zaciśnięte zęby. Tylko Ashley był w stanie wymyśli tak absurdalną obelgę. Nie widziała go przez lata, w zasadzie może i nawet miała dość przyjemne wspomnienia z czasów ich dzieciństwa, ale w tym momencie naprawdę wolałaby utknąć w tej pieprzonej windzie z kimkolwiek, byle nie z nim. Była gruba, phi. Pierdol się, Neumann. I szczerze? W ogóle nie było jej przykro, że mu przywaliła. W zasadzie to nawet uśmiechnęła się w ten na wpół cyniczny, a na wpół niesamowicie uroczy sposób. Dość szybko ten uśmieszek zszedł z jej twarzy, a zamiast tego brwi stopniowo zaczęły wznosić się coraz wyżej. Że co, kurwa, proszę? W piekle? Czy on był naćpany? Od kiedy on w ogóle ćpał? To ona w ich rodzinie była zdeprawowana. Nieważne jakim idiotą był Ashley, rola czarnej owcy rodziny była już dawno zajęta. I gdy tylko mężczyzna zaczął tykać jej policzek, Matilde odruchowo pacnęła otwartą dłonią jego rękę.
– Nie umarłam, idioto – tego już było za wiele! Uśmiechać się? A czym ona była? Szafą grającą, która robi co jej ktoś każe? I to na zawołanie? – Po prostu stwierdziłam, że mam cię serdecznie dość i postanowiłam wyjechać, gdzie pieprz rośnie, byle nie utrzymywać z tobą dłużej kontaktu – wzruszyła obojętnie ramionami, tym razem rzeczywiście szeroko się uśmiechając. Okej, w zasadzie było kompletnie inaczej, a o tym, że ojciec upozorował jej śmierć dowiedziała się kilka miesięcy temu, ale hej… mogła przynajmniej wyjść na kogoś badass. I zaraz, zaraz…
– Zapłaciłeś komuś za mnie? – to było całkiem słodkie i rozczulające, ale… ale była sobą. I nie zamierzała tego okazywać. Zamiast tego parsknęła śmiechem. – Jesteś niesamowicie głupi skoro myślałeś, że to zadziała. I swoją drogą… ktoś cię zrobił w chuja. Gratulacje, Ashley. A piekło to ci zaraz dopiero urządzę. – mimo wszystko jakoś odczuwała niesamowitą potrzebę rzucenia się mu na szyję. Zdusiła ją jednak w sobie. Jak właściwie wszystkie ludzkie odruchy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-11-06, 20:03   
   Multikonta: Aaron Bee


Dzicz nad dzicze, kurwa, a nie jakieś wściekłości i lamenty Matyldy W. Wciąż nie mogłem wyjść z podziwu, że była tu cała, (powiedzmy) zdrowa (choć tam miałem wątpliwości odnośnie jej zdrowia psychicznego i ogólnie stanu ciążowego, bo to raczej przy jej możliwościach było bardziej anomalią niż nadzieją) i jak zwykle cięta. Chyba nie było drugiego takiego osobnika, który nie byłby tak nietaktowny jak ona. A, nie, ja jeszcze byłem. Gruba pipa z piekła…
Ale dobra, bo się wziąłem zbulwersowałem trochę. Mówiła mi tu takie rzeczy o wyjeżdżaniu z dala ode mnie, kiedy ja serio-serio myślałem, że ona umarła i że jej już nie ma! A ona sobie tylko wyjechała. I jeszcze mi tu śmiała żartować, że to z mojej winy, kiedy ona przecież tak czule i prawdziwie mnie kochała! Bardziej niż własną matkę!!!
- Zołzo, byłem na twoim jebanym POGRZEBIE!!! NIE ŚMIEJ SIĘ Z TEGO!!! – pragnąłem zauważyć poważnie niepoważnym tonem albo takim może bardziej niepoważnie poważnym, bo jednakże bardziej byłem przy tym poważny niźli niepoważny i to na powadze bardziej mi zależało. A najbardziej to już w ogóle na Matyldzie, która nie wiem, co tam sobie myślała w tej swojej główce, mówiąc mi takie rzeczy. – Takim prawdziwym pogrzebie z zawodzącymi babkami i twoją rodziną, i ze mną, i trumną, i cmentarzem… PRAWDZIWY POGRZEB! Smutno mi było. Chyba nawet trochę płakałem… No, dawaj! Niech cię tu wyściskam! – zawyłem w końcu rozczulony czy też rozbawiony, czy też stęskniony. Porwałem Matyldę, tę Wallace w ramiona i zacząłem ściskać w ramionach, zapewne kusząc ją do zadania mi kolejnych ciosów w mniej lub bardziej czułe miejsca. Ale co mi tam! Wytargałem ją przy okazji trochę.
- I nie śmiej się ze mnie, bo ja to w dobrej mierze… a nie głupi. Kiedy wszelkie racjonalne środki się kończą, to próbuje się tych radykalnych, no! Ja mam to przemyślane, dobrze przemyślane – stwierdziłem, pacając tego pacana w nosa. Wallace była żywa.
- To gdzie ten ojciec tego dziecka? Chyba powinienem z nim pogadać… Na zdrowe pięści – zasugerowałem po chwili, bo mi tak przyszło do głowy, rozbawiony taki. A może jednak powinienem na poważnie? Przecie nie wiedziałem, co to za okoliczności… tego zajścia. Badum…
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-11-08, 19:34   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Kiedy Ashley zaczął mówić o jej pogrzebie, o zawodzących babkach, o tym jak płakał, o trumnie… Wallace nie mogła powstrzymać parsknięcia śmiechem. To było po prostu chore. Nie dość, że jej rodzice ją zabili, to jeszcze wyprawili jej pogrzeb?! Pochowali ją, pogrzebali, kiedy tak naprawdę była całkowicie zdrowa i żywa? To… to było naprawdę pojebane.
– Nigdy nie przyszło ci do głowy, by zajrzeć do trumny, ciołku? – przecież to było takie proste, prawda? Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że jej rodzice posunęliby się do aż tak desperackich kroków, by się jej pozbyć. Przecież i tak nie zamierzała tam wracać. A jednak… to tak cholernie bolało. I Wallace nienawidziła tego uczucia. Nie chciała czuć sentymentu. Właściwie, nie chciała nic czuć. Dziewczyna przez krótką chwilę mierzyła twarz kuzyna nieodgadnionym spojrzeniem. – Wyobrażam sobie jak bardzo zanosiłeś się płaczem, gdy wygłaszałeś mowę pogrzebową o tym jak świetną i nieskazitelną byłam osobą. – sarkazmu ciąg dalszy, huh? Ale kiedy Neumann zaczął ją ściskać, odbierając jej dopływ tlenu, przez krótką chwilę nic nie zrobiła. Nie wyrywała mu się, nie odpychała go na drugi koniec windy. Po prostu stała w tym pieprzonym miejscu, pozwalając mu się przytulać. Chyba też tego potrzebowała. Poczuć, że ma jakąś rodzinę. Miała Hoppera, to jasne. Ale oprócz tego nikogo innego nie interesowała. A teraz… tak to było dobre uczucie. Mimo wszystko po kilku sekundach, Wallace znowu uderzyła go w brzuch. – No już, gamoniu. Tylko się nie rozklej tutaj.
Nie zamierzała komentować jego dobrej wiary. Ale najwidoczniej nie była aż tak beznadziejna, skoro chciał ją przywrócić do życia, nie? Nie spodziewała się, że tak dobrze jej będzie z tą myślą. Ale to nie miało znaczenia. Dziwnym trafem się tutaj spotkali, dziwnym trafem się odnaleźli, ale… nie mogła mu ufać. Nawet nie wiedziała co tutaj robił.
– Czy ty właśnie dyskretnie mnie pytasz o to, czy jestem samotną, beznadziejną matką? – Matilde potrząsnęła głową. Ale z drugiej strony… kiedy ostatnio się widzieli, Wallace była pogrążona w depresji po śmierci Aarona Whitemore’a. – Ojciec dziecka sprałby ci tyłek, więc nie warto – odpowiedziała w końcu, delikatnie się… zaraz – zaraz!, uśmiechając. Matilde wzruszyła lekko ramionami. Tyle mu wystarczyło . Nie była samotna, nie była aż tak żałosna, jak mógłby myśleć. – Co właściwie tutaj robisz, huh? – nie w windzie, tylko co on wyprawiał w Seattle? Brunetka zmrużyła bystro oczy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-11-22, 20:03   
   Multikonta: Aaron Bee


Też się cieszyłem, że ją widzę… I miziam. Ale tak bez podtekstów miziam. To było mizianie na poziomie rodzinnym i nic więcej, co by nie było! Już wiele rzeczy mi zarzucano, ale ja i Wallace… Nie, nie! Kategoryczne nie! Była moją kuzynką, zmartwychwstale-niezmartwychwstałą i tak miało zostać! Niepotrzebne były jakieś dodatkowe udziwnienia i komplikacje, poza tym fuj! O czym to ja w ogóle myślałem?! A kysz, złe myśli!
- Może powinienem zażądać zwrotu pieniędzy? – zapytałem zamyślony lekko w odpowiedzi na jej wyobrażanie sobie, jak to się zanosiłem płaczem na jej pogrzebie. Bezczelna! Ale ona taka była. W mojej rodzinie ogólnie byli sami outsiderzy… Albo gromadzili się w pary jak moi rodzice. Nawet nie miałem pojęcia, w jakiej części świata się aktualnie znajdowali. Zapewne unikali w tej chwili Stanów ze względu na utrudnienia z wyjazdami w różne dziwne miejsca i zapewne zapomnieli, że mieli kochającego ich syna, czyli mnie. Halo!, ja wciąż istniałem!!!
- Aua! – jęknąłem, kiedy dostałem od niej po raz kolejny. Nie rozczulała się, tylko po prostu przywalała z całej siły. Jędza. – Mogłabyś mnie kochać, a nie. I jestem pewien, że żaden ojciec twojego dziecka nie skopałby mi dupy… Pakowałem trochę, kuzyneczko. Wyobraź sobie, że jestem sobie, powiedzmy, szefem prawdziwie prawdziwej mafii, więc muszę być po prostu silny-silny i jestem! A gdyby to nie zadziałało, mam swój urok i szczęście – zacząłem się chwalić, bo nie mogłem nie. Przy czym, kiedy to przed Imarką ciężko było mi się otworzyć i cokolwiek jej wydukać, tak przed Matyldą nie miałem jakichkolwiek oporów mówić o czymkolwiek, mimo że z niej większa była wariatka, mniej stała i ogólnie miała większe predyspozycje wszystko wygadać na prawo i lewo niż Imarka. Chyba. Tak przynajmniej je obie widziałem.
- A wee… Ja tu mieszkam! Wróć, w Seattle mieszkam, a w windzie… W windzie utknąłem sobie z tobą – zauważyłem, po czym kontynuowałem swoją wylewność, bo dawno się z Mati nie widziałem i miałem jej naprawdę wiele do powiedzenia. – I byłem sobie z taką nudną jak flaki z olejem modelką na zakupach, ale na szczęście utknąłem z tobą w windzie i teraz jest już mniej nudno. A ogólnie, mój podopieczny zrobił siebie klientem D.O.G.S., więc staram się go mieć na oku, ale to ciężka sprawa. Z tego też powodu często bywam ostatnio w Olympii. A ty co tu robisz? Nie ma ciekawszych miejsc do zachodzenia w ciąże? – zapytałem tak trochę ciekawski, bo, no, niecodzienny to widok patrzeć na zaciążoną Matyldę. Raczej niemożliwy… A jednak!
- Ale ty dziwnie wyglądasz z tym brzuchem. Jak nie ty – dodałem, bo nie mogłem nie.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-11-24, 12:37   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


– Nie uwierzyłabym w to nawet za milion lat – skwitowała z cynicznym uśmieszkiem, otwarcie wątpiąc w jego przechwalanie się. On i szef mafii? Och proszę. Wciąż był takim samym niezdarą i fajtłapą, jak jeszcze kilka lat temu. Nie musiała nawet więcej spędzać z nim czasu, by zrozumieć, że on absolutnie nic się nie zmienił. Ona go uderzała, zwymyślała, a on po prostu… się rozczulał. – Chyba jęczenie i zawodzenie – odparła z przekąsem. Ashley i urok osobisty? Och błagam. W końcu byli jedną rodziną. Byli spokrewnieni. W ich żyłach nie płynęło nic, co miałoby jakikolwiek związek z urokiem. Nie ciągnęła jednak tematu Hoppera, bo tak było bezpieczniej. Poza tym chyba nie chciała aż tak bardzo zgnębić biednego Neumanna. Niech sobie tam myśli, że ma jakiekolwiek szanse. Serio. Do ich spotkania i tak nie miało dojść, więc chociaż teraz jeden raz nie zamierzała mu zabraniać żyć w dziecięcej fantazji.
– Pracujesz dla rządu? – spytała bez zastanowienia. Sama nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła się jeszcze bardziej… dystansować. Nie chciała się zdradzać ze swoją mocą, więc nie zrobiła kroku do tyłu. Nie cofnęła się. Ale nie potrafiła dłużej czuć tej dziwnej namiastki szczęścia. Nie potrafiła dłużej na niego patrzeć jak na kochanego fajtłapę.
– Kupowałam rzeczy dla dziecka – powiedziała po prostu, dopiero teraz zwracając uwagę na rozrzucone po podłodze windy torby. Matilde schyliła się, by wszystko podnieść. A kiedy Ahley rzucił tą uwagę, Wallace zmusiła się, by posłać mężczyźnie lekki uśmiech. – Też nie mogę się do tego przyzwyczaić – taka była prawda. Ale z jakiegoś powodu nie chciała się z nim dzielić żadnymi informacjami. Nie, póki była przekonana, że robił dla DOGS. Że mógł ją zniszczyć. Wallace westchnęła ciężko. – Wiesz kiedy nas uwolnią? Nie mogę się już dłużej na ciebie patrzeć. – urocza jak zwykle, czyż nie?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-12-02, 14:05   
   Multikonta: Aaron Bee


Ale sucho, za sucho. Matyldę nagle jakby coś ugryzło w tyłek, ale nie przejąłem się ttym zanadto, bo mnie wzięło na dosyć skomplikowane – i babskie – rozkminy. Wzruszyłem nawet ramionami na ten rząd, bo właściwie, tak do końca… od początku tamtego i ten teges, to ja pracowałem chyba dla wszystkich po trochu w ostatecznym rozrachunku. Najbardziej, oczywiście, poświęcałem się organizacji przestępczej, czego akurat nie było widać, bo nawijałem ciągle na okrągło o moim puci-puci Lucasie… Bo on też jakby był na pierwszym miejscu, ale jednak takim drugim pierwszym. Ciekawe, czy w ogóle nie zapomniał o tej maseczce dziś. Miał nałożyć rano…
- A coś potrzebujesz od rządu? Zawsze mogę zacząć pracować dla ciebie – odparłem zawadiacko, ruszając nawet brewkami, jak gdybym miał tym faktem zyskać w oczach Matyldy. Upsik, szkoda, że jednak nie i że o tym nie wiedziałem. – Ale rząd to rząd… Raczej rzadko z nimi pracuję, bo oni są niczym stado dzikich psów. Nie wiesz, kiedy postanowią cię zagryźć – dodałem zniesmaczony, bo przez to musiałem uważać w tych dzikich relacjach z D.O.G.S. i tak dalej. Byłem mutantem, no, to też komplikowało… Choć nie, w moim przypadku jedynie ułatwiało. Huehue.
- Ale, Matylda, ja ci mówię serio, na życie twoje, skoro jednak żyjesz, że ja jestem szefem-mafiozem. Może mam nad sobą szefa szefów, ale bycie szefem to i tak osiągnięcie. I wiem niemal wszystko. Aby nie wiedziałem, że żyjesz i że wpadłaś – stwierdziłem, wskazując na ten jej brzuszek. Boże, jaki on był tak słodko zaokrąglany. Jak piłeczka. – I agentem jestem. Mogę uczynić z ciebie gwiazdę! – odparłem niepoważnym tonem, ale poważnie, bo gdyby taka Mati chciała, to ja myślę, że showbiznes czekał na nią. Ludzie kochali zgredów. Taki Grumpy Cat chociażby… Choć porównywać Wallace do kota? Przepaść.
Uruchomiłem, że tak się wyrażę, swoją moc. Skoro jej się spieszyło, to nie było co przedłużać… Szczególnie, że to poniekąd moja wina, że ją winda na moment zatrzymała. Chociaż? Może jednak nie? Musiałem trochę od niej wyciągnąć, zaprzyjaźnić się, oswoić dziką bestię. Chyba moje szczęście zmieniło w tej chwili kurs… Ups.
- Winda zadziała w swoim czasie. Wciąż nie mam kontaktu do ciebie, a ty masz… inny skrzyw pyszczka niż zwykle. Wszystko w porządku? Mogę pomóc. Serio-serio mam kontakty – wyrzuciłem z siebie. Z początku może wyrażałem się niepoważnym tonem, ale z każdym kolejnym słowem poważniałem, by w końcu wwiercić się w nią swoimi poważnymi paczałkami. To jak, Wallace? Mówisz czy chcesz umrzeć w tej windzie? Albo w niej urodzić…? – mogłyby mówić moje oczy.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/55

Wysłany: 2018-12-04, 19:25   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Czy potrzebowała coś od rządu? Tak, zdecydowanie. Potrzebowała spokoju. Ale tego raczej nie był w stanie jej zapewnić, nie? Bo pracował z nimi. Polował na takich jak ona. Mógł ją… mógł ją wydać, a wtedy to wszystko po prostu szlag trafi. Rodzina, czy nie rodzina. Nie mogli utrzymywać żadnych kontaktów. Najlepiej jeśli jak najszybciej rozejdą się w swoje strony i nigdy więcej nie spotkają. Taki był plan. A przynajmniej… Wallace miała taki plan.
– A więc po prostu jesteś ich suką – skwitowała, bo na to wszystko wskazywało, prawda? Robił co chcieli, ale nie był wystarczająco ważny, by zagrzać tam stanowisko na dłużej. Czyli było jeszcze gorzej niż myślała na początku. I te jego zapewnienia… to wcale jej nie pomagało. Wcale jej nie imponowało. Była przerażona. Była naprawdę przerażona tym, co Ashley mógł zrobić, gdyby tylko wyszło na jaw, że jest… mutantką.
– Tańczysz jak ci zagrają, odwalasz brudną robotę, a oni płacą ci ochłapami… – prychnęła pod nosem. – I to ma być powód do dumy, huh? – wiedziała jak działały mafie. Pamiętała zasady tej, w której robił Aaron. A przecież i tak nie miał tak najgorzej skoro szef wszystkich szefów był jego rodziną. Nie chciała nawet myśleć o tym jak oszukiwali Phila. Ale cóż… jakoś jej tego nie było szkoda.
– Gwiazdki to ty zaraz zobaczysz przed oczami – dodała tym buntowniczym tonem głosu. Chyba naprawdę mu padło na mózg skoro rzucał jej takie propozycje! Wallace z chęcią przywaliłaby mu jeszcze raz.
– Nie potrzebuję twoich kontaktów – powiedziała tak po prostu. Nie chciała kłopotów. Na pewno przydałoby jej się kilka rzeczy, ale nie od kogoś kto pracował w DOGS. Nie od kogoś, kogo nie widziała tyle czasu i nie wiedziała czego właściwie się spodziewać. – Potrzebuję wyjść z windy i wrócić do swojego życia. A za dwa miesiące… cóż. – wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok na swój brzuch. Ale w jej świecie nie było miejsca dla Phila. I chciała, by to zrozumiał. Do tego spotkania nie powinno dojść. Wolała, żeby wciąż myślał, że była martwa. Tak byłoby lepiej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: Dzisiaj 13:44   
   Multikonta: Aaron Bee


Nie podobało mi się nastawienie Matyldy. Zawsze musiała mieć inne zdanie niż reszta społeczeństwa. Postrzegała mnie w kompletnie inny sposób. Moim skromnym zdaniem, totalnie niepoprawny, bo że ja suką? Albo że papa Delgado miałby mnie oszukiwać? Może miał swoje sekrety… Każdy je miał! Ale byłem fair traktowany przez niego i właściwie posiadałem bardzo ogromną swobodę działania. Po prostu hajs musiał się zgadzać i tyle. Zgadzał się. Podobnie, reputacja była? Była! Wszystko pięknie.
I ta suka to mnie nawet trochę bardzo obraziła.
- IGNORANTKA! – wyrzuciłem z siebie głośno, po czym surowym spojrzeniem ją obdarzyłem. Srogiego palca nawet uniosłem! – Niczyją suką nie jestem. Oni nie wiedzą, że jestem mutantem. Chyba. Przynajmniej nie ma mnie w ich aktach. Ale nie! Lepiej kłapać ozorem, że jestem jakąś suką! A wiesz co? Idź i sama sobie nią zostań, a przy moim szczęściu, pewnie tak się stanie! I wtedy będzie, Aszli pomusz! Aszli nie pomosze, bo Aszli szuczka! O!
Obruszyłem się, no. Może trochę za bardzo, ale nie mogłem nie, kiedy Matylda mnie tak obrażała. Że miałbym się oddawać D.O.G.S.’om jak jakiś niewolnik albo Lucas? Nigdy. Wszelkie interesy z nimi musiały być, powiedzmy, na moich warunkach.
Winda zadrżała niebezpiecznie, ale zaraz potem ruszyła. Jeśli tak bardzo Matylda nie potrzebowała kontaktu ze mną, mimo że robiłem wszystko, co mogłem, by ją przywrócić do życia – niewdzięczna! – to proszę bardzo. Niech idzie, żyje i rodzi sobie beze mnie! Nie zamierzałem nawet manipulować szczęściem, by ją do czegokolwiek zmusić! O nie! Nie potrzebowałem jej do szczęścia. Miałem Lucasa. Lucas był niesamowity! Fay miałem jeszcze. I Mayę. I całą mafię. Oni przynajmniej mnie kochali i chcieli odwiedzać, trzymać ze mną.
- Powodzenia – rzuciłem jedynie i wskazałem jej drzwi, bo zamierzałem jechać pięterko wyżej. Do mojej tępej blond towarzyszki.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6