Poprzedni temat «» Następny temat
Główna alejka
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:31   Główna alejka



[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen

age:
27 lat

height / weight:
170/59

Wysłany: 2018-10-08, 19:59   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


/13 października

Wychodzenie z Bractwa w tym stanie nie było najbezpieczniejsze i Wallace zdawała sobie z tego sprawę. Nie czuła się najlepiej i podejrzewała, że jej ciąża mogła sprawiać pewne problemy, ale z drugiej strony… to chyba była ostatnia okazja, by wyjść z Bractwa i kupić kilka rzeczy dla dziecka. Potrzebowała podstawowych rzeczy, których w Bractwie można było ze świecą szukać. Poczynając od czegoś takiego jak pampersy, przez śpioszki po głupie kocyki i grzechotki. Musiała zaryzykować. Dwie godzinki nie miały jej aż tak bardzo zaszkodzić, nie? Umówiła się z jednym z wolontariuszy, że spotkają się na parkingu o określonej porze i wtedy bezpiecznie wrócą razem do siedziby. Sama ta akcja wydawała się być tak bezpieczna, że Wallace nie obawiała się właściwie niczego. Czuła się tu bezpiecznie i bynajmniej nie uważała, że coś złego może jej się stać… I tu właśnie tkwił problem, czyż nie? Gdyby pomyślała bardziej, gdyby zastanowiła się dwa razy to może doszłaby do nieco innych wniosków i wycofałaby się z tego wszystkiego? Ale cóż… To była Wallace. Czego można się było po niej spodziewać?
Trzymając w rękach kilka wypełnionych dziecięcymi rzeczami toreb, Wallace wsiadła do windy, by zjechać na niższe piętro. Ot, zwyczajna, nieinwazyjna czynność. Co złego mogło się stać? Właściwie… właściwie dużo. Z jakiegoś powodu, winda w połowie drogi się zatrzymała i nie zamierzała drgnąć nawet o centymetr. Przez pewien czas Matilde po prostu grzecznie stała i czekała aż to się samo naprawi, nie zwracając za bardzo uwagi na swoich towarzyszy. Ale wtedy z jakiegoś powodu zerknęła na zegarek i okazało się, że było całkiem późno. Wtedy… wtedy Wallace nacisnęła czerwony guziczek, wołający o pomoc w wyniku czego rozbrzmiał drżący i upierdliwy dzwonek. A potem… a potem wcisnęła jeszcze raz i jeszcze raz. I cóż, zamierzała wciskać do skutku. Miała gdzieś bębenki uszne ludzi, którzy zostali z nią tutaj zamknięci.
_________________
Wallace jest w 8 miesiącu ciąży.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Agent Lucasa



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-10-24, 17:49   
   Multikonta: Aaron Bee


| 13 piździernik, chyba popołudnie

Szczęśliwi czasu nie liczą… Ale jeśli już o szczęściu mowa, to niezła sprawa sobie z tym była, co nie? Tak trochę się nudziłem, chodząc z jakąś modelką po sklepach. Mała i nudna galeria w Olympii, przywodziła mi na myśl taką nudną wieś. Nie, że miałem coś przeciwko wiesi… Nie, wręcz przeciwnie, potrafiła być fajna i inspirująca, ale chodziło mi w tym przypadku o coś nudnego takiego, no. I ponurego. I może jebiącego gównem.
Ale wróćmy do szczęścia, bo przecież niezła sprawa sobie z nim była. Bo kiedy tak chodziłem znużony, słuchałem blablabla i próbowałem nie umrzeć, to przypomniało mi się, że mam super moc i, no, utknąłem w windzie. Hasztag, albo coś zepsułem z mocą, albo szczęście w nieszczęściu i ten tegesy. A kiedy rozbrzmiały dzwonki wzywające niebiańskich strażników windy, to już wiedziałem, że to drugie. Nie widziałem jeszcze twarzy delikwentki, ale samo jej dzikie zachowanie wskazywało na to, że nie miałem do czynienia z szarą masą społeczeństwa. Postąpiłem krok w jej kierunku i sam zacząłem wraz z nią naciskać niczym opętany ten czerwony guzik.
Przez myśl mi przeszło, że zaraz ci niebiańscy strażnicy przestaną być cierpliwi, machną ręką i spierdolą stąd, pozostawiając nas1 samych sobie. Ja bym tak zrobił.
Chciałem wystukać jakąś melodię, ale czarnowłosa była nieugięta. I znajomo cuchnęła. I była w ciąży. Ciężarówek to ja chyba nie znałem… na ten czas, ale może to ja, to dziecko… Nieee… Nie mogłem nikogo zapłodnić. To nie byłoby raczej łutem szczęścia.
- Ty… – zacząłem, łapiąc ją za ramiona i zmuszając do obrócenia się. Nie jakoś znowu gwałtownie, bo przy nadziei przecie niewiasta była. – My się chyba znamy, ale…
…nie wiem skąd? – Cóż, reszta zdania pozostała już w mojej głowie, bo ze zgrozą odskoczyłem od kobiety i też odruchowo skrzyżowałem sobie palce na znak krzyża, bo ten nekromanta, to chyba jednak znał się na rzeczy. Zwątpiłem już w niego. Nie mogłem nie. Ile to czasu minęło? On jakby zapadł się pod ziemię z hajsem… A tu paczcie! Matylda Smark-Smark Wallace, a raczej Matylda Jestem-w-ciąży-a-przecież-nigdy-nie-miałam-być Wallace.
- BOŻE! DIABLI POMIOT! – wyrwało mi się, bo jak Matylda była martwa, to pewnie poszła do piekła, a jak poszła do piekła i wróciła z piekła, to z kim innym mogła być w ciąży jak nie z samym diabłem?! Co ja najlepszego zrobiłem?! Chyba powołałem do życia antychrysta, który zniszczy świat, sprowadzając apokalipsę. Pięknie.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen

age:
27 lat

height / weight:
170/59

Wysłany: 2018-10-24, 18:46   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Wallace była zbyt pochłonięta wciskaniem tego małego guziczka, by zwracać uwagę na tych pechowców, którzy z nią tutaj utknęli. Nie interesowali ją ci ludzi i bynajmniej nie zamierzała się socjalizować, ani nawiązywać żadnych przyjaźni. I o zgrozo, wyglądało na to, że tylko ona myślała w tego typu kategoriach. Starała się nie zwracać uwagi na mężczyznę, który starał się jej ukraść miano najbardziej irytującej osoby w windzie i sam napierdalał tym guziczkiem jak głupi. Cóż, może im częściej będą to robić, tym szybciej ktoś zauważy? Wątpiła w to, ale nie miała nic przeciwko.
A przynajmniej nie miała nic przeciwko do momentu, gdy delikwent złapał ją za ramiona. To niesamowicie podniosło Matilde ciśnienie. Nawet się za bardzo nie zastanawiała. W jej głowie od razu pojawiła się czerwona lampka. Niebezpieczeństwo. Jakiś debil ją dotykał! Jakiś debil śmiał w ogóle oddychać tym samym powietrzem co ona. Nie panując za bardzo nad sobą, puściła trzymane torby i z chwilą, w której obróciła się w jego kierunku, wymierzyła mu cios kolanem w brzuch.
– Zabieraj te łapsk… – zaczęła, ale kiedy tylko zobaczyła twarz mężczyzny, całkowicie odjęło jej mowę. Przez kilka sekund stała tak z uchylonymi ustami i inteligentnie mrugała powiekami, by dopiero po chwili zrobić krok do tyłu i wpaść plecami na poręcz. CO ON TUTAJ DO CHOLERY ROBIŁ? Matilde spanikowała i była naprawdę bardzo bliska ucieczki. Oczywiście, wtedy sobie przypomniała, że ta cholerna winda się zablokowała. Cudownie.
– Ash… – zaczęła, ale wtedy usłyszała krzyk swojego kuzyna i aż poczerwieniała ze złości. Pomiot diabła? Wallace zacisnęła mocno usta w cienką linijkę. Jak on tak śmiał gadać o jej dziecku, huh? I jako kontrargument po prostu wyrzuciła z siebie wściekłe: – w ogóle się nie zmieniłeś, Ashley. Ciągle jesteś takim samym idiotą.
_________________
Wallace jest w 8 miesiącu ciąży.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Agent Lucasa



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-11-03, 22:02   
   Multikonta: Aaron Bee


- A TY ZA TO JESTEŚ GRUBA! – odgryzłem się, choć zaraz zdałem sobie sprawę z tego, że to moje odgryzienie się było mało zgryźliwe i właściwie to wcale w związku z zaistniałym faktem, ŻE MATYLDA, KURDE, WALLACE JEST W CIĄŻY. Co to się porobiło?! Upadek świata, jak nic. Ona chyba była ostatnią osobą na świecie, która powinna się rozmnażać, a skoro ona się rozmnożyła… czy tam jest w jego tracie, to makabra jakaś. Więcej takich pełzających Wallace’ów. Bozia mnie chyba jednak każe.
- I zresztą dalej jesteś wariatką. To bolało! – poskarżyłem się, głaszcząc łapką po swoim biednym bobo. Poprawiłem zerówki na nosie i kontynuowałem to automacanko. Krótko, bo zaraz sobie przypomniałem o pogrzebie Matyldy, o osiedlowym nekromancie z Seattle i utracie nadziei na jej powrót. Nie wiem w ogóle, po jakiego diabła sprowadzałem ją z powrotem. Jedynie mnie biła, wyzywała i była niegrzeczna.
Ale, bądź co bądź, typek spisał się świetnie. Nawet mówiła, a nie bełkotała jak jakieś bezmózgie zombie! Po prostu była swojską bezmózgą Matyldą, o!
- Weee… Ale to niesamowite. Jak tam było? Byłaś w piekle? Chyba zacznę studiować nekromancję, bo to, kurwa, wymiata – stwierdziłem, macając ją po policzku. Mięciutki, cieplutki… Na czole były nawet zmarchy złości. Albo starości. – No, powinnaś mi tu dziękować, wredzie. To ja opłaciłem szamana, co to cię tu sprowadził z powrotem na ziemię. I powinnaś mnie przeprosić, bo nie ładnie to tak bić tu kuzyna! I uśmiechnij się chociaż trochę. Im częściej to będziesz robiła, tym sprawniej wejdzie ci to w krew… i przynajmniej ociupińkę będziesz wyglądała jak człowiek – pouczyłem, bo nie mogłem nie, patrząc na tę jej powątpiewającą minę. Miała okropne to spojrzenie. Niemalże dostawałem kompleksów na jego widok.
- No co? Głodna jesteś? Czy w piekle było milutko i cieplutko? – zapytałem, a przy okazji też trzymałem ręce w pogotowiu w razie kolejnych ciosów. Nie chciałem stracić swojej płodności. Kiedyś może też się rozmnożę? Zobaczę.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen

age:
27 lat

height / weight:
170/59

Wysłany: 2018-11-04, 19:43   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


– Jestem w jebanej ciąży, czego się kurwa spodziewać? – Matilde wycedziła przez zaciśnięte zęby. Tylko Ashley był w stanie wymyśli tak absurdalną obelgę. Nie widziała go przez lata, w zasadzie może i nawet miała dość przyjemne wspomnienia z czasów ich dzieciństwa, ale w tym momencie naprawdę wolałaby utknąć w tej pieprzonej windzie z kimkolwiek, byle nie z nim. Była gruba, phi. Pierdol się, Neumann. I szczerze? W ogóle nie było jej przykro, że mu przywaliła. W zasadzie to nawet uśmiechnęła się w ten na wpół cyniczny, a na wpół niesamowicie uroczy sposób. Dość szybko ten uśmieszek zszedł z jej twarzy, a zamiast tego brwi stopniowo zaczęły wznosić się coraz wyżej. Że co, kurwa, proszę? W piekle? Czy on był naćpany? Od kiedy on w ogóle ćpał? To ona w ich rodzinie była zdeprawowana. Nieważne jakim idiotą był Ashley, rola czarnej owcy rodziny była już dawno zajęta. I gdy tylko mężczyzna zaczął tykać jej policzek, Matilde odruchowo pacnęła otwartą dłonią jego rękę.
– Nie umarłam, idioto – tego już było za wiele! Uśmiechać się? A czym ona była? Szafą grającą, która robi co jej ktoś każe? I to na zawołanie? – Po prostu stwierdziłam, że mam cię serdecznie dość i postanowiłam wyjechać, gdzie pieprz rośnie, byle nie utrzymywać z tobą dłużej kontaktu – wzruszyła obojętnie ramionami, tym razem rzeczywiście szeroko się uśmiechając. Okej, w zasadzie było kompletnie inaczej, a o tym, że ojciec upozorował jej śmierć dowiedziała się kilka miesięcy temu, ale hej… mogła przynajmniej wyjść na kogoś badass. I zaraz, zaraz…
– Zapłaciłeś komuś za mnie? – to było całkiem słodkie i rozczulające, ale… ale była sobą. I nie zamierzała tego okazywać. Zamiast tego parsknęła śmiechem. – Jesteś niesamowicie głupi skoro myślałeś, że to zadziała. I swoją drogą… ktoś cię zrobił w chuja. Gratulacje, Ashley. A piekło to ci zaraz dopiero urządzę. – mimo wszystko jakoś odczuwała niesamowitą potrzebę rzucenia się mu na szyję. Zdusiła ją jednak w sobie. Jak właściwie wszystkie ludzkie odruchy.
_________________
Wallace jest w 8 miesiącu ciąży.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Agent Lucasa



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil As Ash Ashl Ashle Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-11-06, 20:03   
   Multikonta: Aaron Bee


Dzicz nad dzicze, kurwa, a nie jakieś wściekłości i lamenty Matyldy W. Wciąż nie mogłem wyjść z podziwu, że była tu cała, (powiedzmy) zdrowa (choć tam miałem wątpliwości odnośnie jej zdrowia psychicznego i ogólnie stanu ciążowego, bo to raczej przy jej możliwościach było bardziej anomalią niż nadzieją) i jak zwykle cięta. Chyba nie było drugiego takiego osobnika, który nie byłby tak nietaktowny jak ona. A, nie, ja jeszcze byłem. Gruba pipa z piekła…
Ale dobra, bo się wziąłem zbulwersowałem trochę. Mówiła mi tu takie rzeczy o wyjeżdżaniu z dala ode mnie, kiedy ja serio-serio myślałem, że ona umarła i że jej już nie ma! A ona sobie tylko wyjechała. I jeszcze mi tu śmiała żartować, że to z mojej winy, kiedy ona przecież tak czule i prawdziwie mnie kochała! Bardziej niż własną matkę!!!
- Zołzo, byłem na twoim jebanym POGRZEBIE!!! NIE ŚMIEJ SIĘ Z TEGO!!! – pragnąłem zauważyć poważnie niepoważnym tonem albo takim może bardziej niepoważnie poważnym, bo jednakże bardziej byłem przy tym poważny niźli niepoważny i to na powadze bardziej mi zależało. A najbardziej to już w ogóle na Matyldzie, która nie wiem, co tam sobie myślała w tej swojej główce, mówiąc mi takie rzeczy. – Takim prawdziwym pogrzebie z zawodzącymi babkami i twoją rodziną, i ze mną, i trumną, i cmentarzem… PRAWDZIWY POGRZEB! Smutno mi było. Chyba nawet trochę płakałem… No, dawaj! Niech cię tu wyściskam! – zawyłem w końcu rozczulony czy też rozbawiony, czy też stęskniony. Porwałem Matyldę, tę Wallace w ramiona i zacząłem ściskać w ramionach, zapewne kusząc ją do zadania mi kolejnych ciosów w mniej lub bardziej czułe miejsca. Ale co mi tam! Wytargałem ją przy okazji trochę.
- I nie śmiej się ze mnie, bo ja to w dobrej mierze… a nie głupi. Kiedy wszelkie racjonalne środki się kończą, to próbuje się tych radykalnych, no! Ja mam to przemyślane, dobrze przemyślane – stwierdziłem, pacając tego pacana w nosa. Wallace była żywa.
- To gdzie ten ojciec tego dziecka? Chyba powinienem z nim pogadać… Na zdrowe pięści – zasugerowałem po chwili, bo mi tak przyszło do głowy, rozbawiony taki. A może jednak powinienem na poważnie? Przecie nie wiedziałem, co to za okoliczności… tego zajścia. Badum…
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen

age:
27 lat

height / weight:
170/59

Wysłany: 2018-11-08, 19:34   
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Kiedy Ashley zaczął mówić o jej pogrzebie, o zawodzących babkach, o tym jak płakał, o trumnie… Wallace nie mogła powstrzymać parsknięcia śmiechem. To było po prostu chore. Nie dość, że jej rodzice ją zabili, to jeszcze wyprawili jej pogrzeb?! Pochowali ją, pogrzebali, kiedy tak naprawdę była całkowicie zdrowa i żywa? To… to było naprawdę pojebane.
– Nigdy nie przyszło ci do głowy, by zajrzeć do trumny, ciołku? – przecież to było takie proste, prawda? Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że jej rodzice posunęliby się do aż tak desperackich kroków, by się jej pozbyć. Przecież i tak nie zamierzała tam wracać. A jednak… to tak cholernie bolało. I Wallace nienawidziła tego uczucia. Nie chciała czuć sentymentu. Właściwie, nie chciała nic czuć. Dziewczyna przez krótką chwilę mierzyła twarz kuzyna nieodgadnionym spojrzeniem. – Wyobrażam sobie jak bardzo zanosiłeś się płaczem, gdy wygłaszałeś mowę pogrzebową o tym jak świetną i nieskazitelną byłam osobą. – sarkazmu ciąg dalszy, huh? Ale kiedy Neumann zaczął ją ściskać, odbierając jej dopływ tlenu, przez krótką chwilę nic nie zrobiła. Nie wyrywała mu się, nie odpychała go na drugi koniec windy. Po prostu stała w tym pieprzonym miejscu, pozwalając mu się przytulać. Chyba też tego potrzebowała. Poczuć, że ma jakąś rodzinę. Miała Hoppera, to jasne. Ale oprócz tego nikogo innego nie interesowała. A teraz… tak to było dobre uczucie. Mimo wszystko po kilku sekundach, Wallace znowu uderzyła go w brzuch. – No już, gamoniu. Tylko się nie rozklej tutaj.
Nie zamierzała komentować jego dobrej wiary. Ale najwidoczniej nie była aż tak beznadziejna, skoro chciał ją przywrócić do życia, nie? Nie spodziewała się, że tak dobrze jej będzie z tą myślą. Ale to nie miało znaczenia. Dziwnym trafem się tutaj spotkali, dziwnym trafem się odnaleźli, ale… nie mogła mu ufać. Nawet nie wiedziała co tutaj robił.
– Czy ty właśnie dyskretnie mnie pytasz o to, czy jestem samotną, beznadziejną matką? – Matilde potrząsnęła głową. Ale z drugiej strony… kiedy ostatnio się widzieli, Wallace była pogrążona w depresji po śmierci Aarona Whitemore’a. – Ojciec dziecka sprałby ci tyłek, więc nie warto – odpowiedziała w końcu, delikatnie się… zaraz – zaraz!, uśmiechając. Matilde wzruszyła lekko ramionami. Tyle mu wystarczyło . Nie była samotna, nie była aż tak żałosna, jak mógłby myśleć. – Co właściwie tutaj robisz, huh? – nie w windzie, tylko co on wyprawiał w Seattle? Brunetka zmrużyła bystro oczy.
_________________
Wallace jest w 8 miesiącu ciąży.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
KLIK! PRZENIOSĘ CIĘ DO LINKÓW!
MUTANTY SIĘ CIESZĄ, ŻE CIEBIE POWIESZĄ! MUTANTYYY!
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5