Poprzedni temat «» Następny temat
Przydrożny bar
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-08-06, 19:57   Przydrożny bar



[Profil]
 
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-09, 18:49   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


rankiem 02/12/2018

Poprosiła Michaela, by pomógł jej dostać się do miejsca spotkania z Philem. Z jednej strony - Will nie chciał słyszeć, że miała by gdzieś iść sama, z drugiej wiedziała, że nie ma opcji by mężczyzna pojawił się w Bractwie, a z trzeciej.. W sumie trochę się bała. Czego? Nie miała do końca pewności. na pewno wyjścia z bezpiecznego terenu Bractwa po raz pierwszy od ponad miesiąca. Reakcji Phila. Ludzi naokoło. Miliona rzeczy tak naprawdę.
15 minut przed godziną spotkania pojawili się na miejscu, Imari poprosila Mike'a by sprawdził dla niej okolicę.. Ot, dla pewności. Przy okazji miał też poczekac na nią, gdzieś gdzie jest cieplej, ale z tym sobie poradzi ze swoją szybkością.
Na sobie miała jakąś ciepłą kurtkę, która zasłaniała rękę w gipsie, na głowie standardowo naciągnięty kaptur. Naprawdę praktycznie się z nim nie rozstawała.. Nie mogła znieść tego, że nie ma włosów.. Znaczy jasne, ma jeżyka, ale to nic nie zmienia..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-12-09, 19:27   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


2 grudnia ranek

Mike był trochę zdziwiony propozycją Imari by porobić za szofera, ale jednak czego nie robi się dla przyjaciół. Dziś można powiedzieć miał “luźniejszy” dzień, o ile w Bractwie można takowe mieć, więc pomóc swojej małej siostrzyczce dał na pierwszej liście dzisiejszego dnia. Oj odpłaci się jej. jako, że nie miał bladego pojęcia ile jej to spotkanie ma trwać, wziął ze sobą laptopa i górę żarcia, która spoczywała na tylnym siedzeniu auta.
Po dojechanie na miejsce, został również poproszony o zbadanie okolicy, westchnął tylko i powiedział:
-Oj coś czuje, ze prezent na święta to duży od ciebie dostanę. - zaśmiał się i tyle go było
Obadanie terenu zajęło chwilę, a potem mógł zdać jej raport, ze nie zobaczył niczego podejrzanego. Odprowadził ją wzrokiem i powiedział by jak coś krzyczała, czy coś zrobiła, to od razu przyjdzie z pomocą. Teraz jednak był tylko on, chipsy i komiksy online do przeczytania. Cóż zawsze to jakiś zapychacz czasu. Sam siedział w kapturze i z okularami, by czasem jakiś przejezdny go nie poznał, fotel odgiął sobie do wygodniejszej pozycji i był gotów w razie czego ruszyć jej na pomoc. A póki co pozostawało mu czekać. Nie Mike nie dopytywał się dokładnie z kim się spotykała, nie chciał być taki wścibski, no o ile Imari sama mu nie powiedziała kto to.
[Profil]
  [AB-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-12-16, 15:21   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


| 2/12, po godz. 10

Byłem poddenerwowany. Byłem cholernie poddenerwowany. Chłopcy mieli przejebane. I to nie tylko dziś rano, ale wczoraj… Właściwie od dawna w jakimś stopniu, ale teraz osiągnęło to maksymalne rozmiary. I nie czepiałem się ich, bo coś zrobili nie tak. Czepiałem się, bo oddychali. I NIE MÓWILI MI, CO SIĘ DZIEJE Z IMARI… A ja nie wiedziałem, a ona w końcu raczyła się ze mną spotkać i nie wiedziałem, czego się spodziewać. Jedynie, kurde, usiąść bezradnie, czekać i rwać płatki stokrotce, odliczając kochanie i niekochanie. A może to było troszu kochania? Albo nienawiść… Może nie wybaczyła mi Kanady.
Po załatwieniu swojego, pędziłem na łeb, na szyję, byleby znaleźć się we wskazanym barze jak najszybciej. Dziw albo nie, że nikt mnie nie zatrzymał… Tylko, gdzieś tam, podświadomie czułem, że za długo nie będzie ono trwało. Że szczęście. Zaraz Imarka pogardzi mną, a mi pęknie serce, rozleje się na brudne płytki i umrę sobie. Mogłem powiedzieć chłopakom, by nie mścili się potem na biednej i właściwie niczemu winnej Imarce. To ja – jak głupek-idiota największy – zakochiwałem się w nieodpowiednich kobietach… Nieodpowiednich – tak bardzo nietrafione słowo. Imarka była zbyt cudowna na bycie nieodpowiednią…
Wyskoczyłem z samochodu, kiedy tylko zatrzymał się na podjeździe. Zapomniałem się poprawić, ogarnąć, po prostu trzasnąłem drzwiami i ruszyłem ku drzwiom. Musiałem wyglądać jak Anioł Zemsty w wersji niesfornego, wymiętoszonego kociaka, ale trudno. Musiałem ją zobaczyć, musiałem się dowiedzieć, na czym stoję… I z początku jej nie zauważyłem, bo miała grubą kurtkę, kaptury. Ukrywała się? Kogo się bała? Tylko my – sexy chłopcy z mafii – mogliśmy siać tak wielki postrach na tym padole waszyngtońskich łez.
Rozejrzałem się wokół. Może nie podejrzliwy… Jakiś taki odruch. Z tyłu wciąż miałem broń po poranku. Zapomniałem ją wyjąć, ale może to dobrze. Może ma się przydać? Miałem jednak nadzieję, że nie.
Na– pierwszy, wstępny – widok Imarki jakby zmiękło mi serce. Nie czułem zdenerwownia, nie czułem żadnych namiastek stresu. Wręcz przeciwnie, czułość, miłość, ciepełko takie… Trwało to, póki nie wsunąłem się zgrabnie na miejsce naprzeciwko i nie spojrzałem głębiej pod kaptur, na jej twarz. Wtedy właśnie zalało mnie światło. Może inaczej, jebane tsunami wściekłości. Zalało, a jakby nie czułem nic… Mimo wszystko jednak, mimika mojej twarzy musiała wywrócić się właśnie o trzysta sześćdziesiąt stopni, a przy okazji przerazić moją towarzyszkę, bo tak ogromna złość się na niej malowała. Oczy pociemniały, usta się zacisnęły… i właściwie to nie miałem pojęcia, co tam się grzało w tej mojej łepetynie. Chciała mordować. Potrzebowała zemsty. Dużo krwi z zemsty. I wybaczenia. Olbrzymiego wybaczenia.
I ostatecznie nie powiedziałem nic. Nie byłem w stanie. Jedynie wyciągnąłem dłoń w kierunku jej policzka. Znacznie wolniej niż zwykle, jak gdybym bał się, że przez to wszystko, mogę ją jeszcze – nie daj Boże – uderzyć. Serio się o to bałem.
_________________
Oh, Imarka, don't let him steal your heart away.
I'm gonna learn to dance if it takes me all night and day.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-17, 20:29   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Oczywiście, że się stresowała, siedząc w tym gównianym barze z kubkiem ohydnej herbaty, którą ledwo potrafiła przełknąć. Ciasto, które stało przed nią okazało się za to całkiem dobre i całkiem świeże, ale stres ściskał jej żołądek dość efektywnnie, więc nie zjadła zbyt wiele, patrząc przez okno i czekając. W końcu Phil pojawił się w zasięgu wzroku, niemal odruchowo Imari przesunęła spojrzeniem po okolicy, czy nie pojawia się ktoś jeszcze, może drugi samochód.. ale nie. Nie miała pojęcia, że Phill jest zły.. to znaczy miała, od czasu jak napisał jej tamtego SMSa. Śledziła go wzrokiem aż do momentu, gdy usiadł naprzeciw niej. Obserwowała spod kaptura jak zmieniają się jego oczy i mina, jak uśmiech nagle tężeje.
Czy tego się bała..? Nie, raczej bała się zobaczyć w jego oczach.. odrazę, obrzydzenie, niechęć. Ale też nie widział, że jej włosy mają może maksymalnie dwa centymetry długości.. A blizna, cóż, zostanie na całe życie, to na pewno. Z czasem zblednie i tak dalej, ale obecnie była świeża i dośc widoczna.
Widać było, że w pierwszej sekundzie gdy podniósł dłoń chciała się odsunąć, odruchowo. Nie potrafiła nic poradzić na te głupie odruchy, denerwowały ją kosmicznie, jak już sobie je uświadamiała, ale równocześnie wydawało się, że jej organizm cały czas próbuje być w stanie gotowości. Tylko dlaczego? Żeby nie dac się tak zaskoczyć drugi raz?
Złapała jego dłoń w swoją, zanim zdążył dotknąć jej policzka i oparla ich złączone dłonie na blacie, opuszczając na nie wzrok.
- Mówiłam, że potrzebuję trochę czasu dla siebie - odezwała się w końcu, dopiero po kolejnej długiej chwili spoglądając na niego. Uśmiechnęła się lekko, ale może nie już tak ciepło jak zwykle. Może nie potrafiła? Może nadal bała się jego końcowej reakcji. Blizna wykrzywiła się, razem z grymasem jej twarzy, układając ją trochę inaczej niż zwykle.
- Ale jestem... - dodała jeszcze, wzruszając ramionami.
Jedną rękę chowała pod kurtką wciąż, rękaw miała wciągniety do środka by nie łapać zimna i nie wyglądać jeszcze dziwniej.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-12-20, 20:32   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


Myśli umykały przede mną, kiedy próbowałem je pochwycić i przyswoić. Jakakolwiek analiza zaistniałej sytuacji, tego, co mogło się wydarzyć, kto i dlaczego… Brakowało mi informacji, a oni, jak ostatnie niepotrzebne kundle, w żaden sposób nie przekazali mi, że Imarka, kiedy ja najprawdopodobniej sobie siedziałem i sączyłem whisky, była bita, torturowana i cięta przez jakiegoś bydlaka! Albo ich wielu! Powinienem był wiedzieć. Powinienem był ich powstrzymać. Nie pozwolono mi. Gdzie wtedy było moje szczęście?! Plułem sobie w twarz.
Szczególnie intensywnie, kiedy drgnęła i odruchowo się odsunęła. Była katowana. Bała się powtórki z rozrywki. Zacisnąłem mocniej wargi. Nienawidziłem tego. Tej parszywej bezradności, niemożności odmienienia losu. Rzadko miewałem ten uczuć, ale kiedy już następował, to było naprawdę podle.
- Przestań pieprzyć – rzuciłem do niej ostro. Nie mogłem się powstrzymać. Mówiła niepotrzebne rzeczy, bzdurne rzeczy w tak parszywych okolicznościach. Postanowiłem zejść jednak z tonem, patrząc na fakt, że to ona była tu ofiarą i że byliśmy w miejscu publicznym… Bała się mnie, że spotkaliśmy się publicznie? Ktoś jej nawciskał, że to ja? Czy to ktoś z mafii?
- Kto… Kto to zrobił? – zapytałem wprost. Konkretnie, bo w tej chwili potrzebowałem konkretów. Musiałem komuś rozmiażdżyć twarz na asfalcie. – Gdzie? Szukałem. Nie można cię było namierzyć – odparłem, jakby zagubiony pod koniec. Myślałem, że nasza władza potrafiła dotrzeć wszędzie, ale najwyraźniej się myliłem. Przez tę pomyłkę ucierpiała Imari. Moja biedna Imarka…
Bez słowa uprzedzenia wstałem i pociągnąłem ją za sobą, by dać jej tym samym znak, by uczyniła to samo. Bez zbędnego gadania, posłusznie i grzecznie. Dobre sobie…
- I zabieram cię do siebie. Dam obstawę. Nikt, powtarzam, nikt cię nie tknie. Nie pozwolę… – wyrzuciłem z siebie, myśląc, kto mógł jej to zrobić. Gdyby to było D.O.G.S. wiedziałbym. Ktoś ode mnie? Również bym wiedział. Ktoś by sypnął. Ktoś na pewno.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-20, 22:37   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zacisnęła palce na jego dłoni, nie podnosząc wzroku na mężczyznę. Być może widziała tę złość w spojrzeniu, nie skierowaną przecież w jej stronę, ale.. chyba nigdy nie widziała go tak wściekłego? Zmarszczyła nos, gdy zaklnął. Zapewne nie przez to, jakiego słowa użył, a jaki miał ton. Tak, mówiła głupoty, bo jak miała zaczać? Hej, porwali mnie, napakowali mutazyną i.. Jasne, już się śpieszy, żeby o tym opowiadać. Tym bardziej, że.. nikomu nie mówiła. Jasne, Will, Mike i Liam byli tam po nią, ale nie mieli pojęcia co się z nią działo - poza tym, co widzieli. A widzieli.. sporo. Udało im się trafić pewnie na ostatnią chwilę, po tym jak się czuła myślała, że nie byłaby w stanie przeżyć trzeciej dawki. A potem co? A potem piła.. I smród, smród mięsa, krwi, mutazyny, odchodów, rozprutych bebechów. Nie zapomni tego zapewne do końca życia. Ale jak miała by o tym mówić?
Cośtam cośtam, terapeutyczne wartości otwartej rozmowy, cośtam cośtam, bullshit. I call this bull-shit. Pani prawie-psycholog wątpi w psychologiczne metody.
Zanim zebrała się na odpowiedź, Phill pociągnął ją za sobą i do wyjścia. Ruszyła z nim, bo chyba wolała rozmawiać na zewnątrz. Chociaż może to mniej bezpieczne? Ciężko powiedzieć. Zatrzymała się jednak kilka kroków za drzwiami, nie puszczając jego dłoni.
- Nigdzie mnie nie zabierasz, bo.. zostaję tam, gdzie jestem - Imari potrafiła być okropnie uparta, chociaż czy to wiedział po tej kilkumiesięcznej relacji? Kto wie.
- Znaleźli mnie przez dark weeb, od kilku lat oferowałam swoje usługi i pomagałam innym, podali się za kogoś kto mnie potrzebuje i.. nie spodziewałam się, że ktoś może mnie wrobić - odwróciła wzrok. Tak, najwyraźniej była tak głupia i naiwna jak można się było spodziewać po jej blond włosach. Byłby świetny temat do żartów, gdyby nie.. No właśnie, gdyby nie wyglądała jak wygląda.
- Kartę do telefonu odzyskałam w sumie przypadkiem. Nie wiem gdzie to dokładnie było.. Nie wiem jak daleko od miejsca, w którym się z nimi spotkałam, bo mnie ogłuszyli. Testowali na mnie mutazynę - odwróciła wzrok, wbijając go gdzieś w przestrzeń parkingu.
- Ci, którzy to zrobili.. um.. nie żyją. Tak mi się wydaje.. Nie wiem kto to zlecał.. nie interesowałam się tym też.. - lekkie wzruszenie ramion, wróciła spojrzeniem na Phila, zagryzła wargę na moment. Do tej pory mówiła dość cicho, praktycznie półgłosem, nie musiała przecież krzyczeć, nie było po co.
- Takie wyjaśnienie ci odpowiada.. czy wolisz więcej detali? - może trochę złośliwe pytanie. W pełnym świetle dnia, na dworze, mógł dokładniej widzieć jej bliznę. I to, że żadne blond kosmyki nie ukrywają się nigdzie pod kapturem.
Nie była zadowolona z tego, że musiała o tym mówić i widac było, że czuje się z tym niekomfortowo, ale czy to coś niespodziewanego w tym przypadku? Raczej nie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2018-12-30, 18:48   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


Panowała nade mną furia. Furia, która na domiar złego nie mogła ujść, nie miała jak. Każdy gest, każde słowo spijałem z Imarki pogrążony w chęci zemsty, odegraniu się na tych, którzy wyrządzili jej tyle złego, ale, chwila, oni zginęli, nie było ich, przepadli. Nie mogłem rozciągać ich na jakichś prośredniowiecznych przyrządach, bawić się w jakąś porąbaną manicurzystkę czy skalpować centymetr po centymetrze, wcale się przy tym nie spiesząc. Odebrano mi nawet prosty strzał w głowę albo skręcenie karku, nie mówiąc już o zbiciu ich ryjów na kwaśne jabłko. Nie mogłem. Nie było ich. Przepadło.
Imari stała przede mną. Poturbowana. Co oni jej zrobili najlepszego? Pozbawili włosów. Okaleczyli. Zniszczyli psychicznie. Bała się! Bała się nawet mnie! MNIE! Ale fakt faktem, że obiecałem jej… Obiecałem. Jak mogłem być godny jej towarzystwa, skoro nie dotrzymałem słowa?
Proste słowo przepraszam nie było w stanie przejść przez me gardło. Wybacz nieco krótsze również nie. Ani sorry, ani nic. Mogłem jedynie bezradnie stać i patrzeć na to, czemu byłem winien. Piękna, czysta twarz Imarki ozdobiona nierówną i nadal świeżą raną… Włosy ścięte… Piękne blond pukle zniszczone. Cudownie zatapiałoby się w nich palce, a teraz? Jej spojrzenie… Nie mogłem wyrwać im serc własnymi rękoma. Potrzebowałem ich krwi.
KURWA!
Puściłem ją czy też wyrwałem z jej uścisku swoją dłoń. Ruszyłem w kierunku samochodu, rwąc sobie niemal włosy, zaś kiedy do niego dopadłem, zacząłem jak ten ostatni wariat, nabuzowany złością – bo tak też właściwie było – kopać opony. Z całej siły. W głowie mi huczało. I dobrze! Nie powinno przestawać! Bo obiecałem, nie dotrzymałem słowa, a teraz nawet nie mogłem się zemścić!
_________________
Oh, Imarka, don't let him steal your heart away.
I'm gonna learn to dance if it takes me all night and day.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-01-01, 15:43   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Mogłaby się spodziewać takiego wybuchu właściwie.. ale dziwnym trafem nie przyszło jej to w ogóle na myśl. Jakby, mimo rzeczy o których jej mówił tak czy inaczej (i o tych, o których podejrzewała, że nie wie, bo była pewna, że nie mówi jej wszystkiego), nie spodziewała się po nim tak agresywnych i gwałtownych reakcji. Być może dlatego, że nigdy nie miała okazji widziec go tak wściekłego.. i pragnącego zemsty. Nie wiedziała co o tym sądzić. Nie było to najprzyjemniejsze z jednej strony.. A z drugiej znaczyło to chyba, że mu jakoś zależy, tak? Co znów uważała za całkiem miłe. I ważne. Obserowała go w ciszy, zastanawiając się nad tym wszystkim, gdy Neumann wyżywał się na oponach swojego samochodu.
Zabawne. To ona oberwała, ale to jego będzie trzeba uspokajać. Czy nie tak wyglądało jej życie w sumie?
Westchnęła i ruszyła do niego dopiero po długiej chwili, dając mu się zmęczyć. Facetom to zwykle pomagało.
- Nic już nie zrobisz, mój brat się tym zajął.. dokładnie - skrzywiła się. To nie było ładne i budziło ją po nocach.. Cóż, zapotrzebowanie na środki nasenne w bractwie rosło.
- Nie mogłeś wiedzieć co się dzieje, a wkurzanie się teraz nie ma sensu. Żyję. Jestem cała, mam tylko kilka blizn i.. tyle - i złamaną rękę i zjechaną psychę, ale tego wiedzieć nie musiał. Znaczy, wiedział i tak, więc wolała nie powtarzać na głos, bo na pewno się domyślał.
Popatrzyła na plecy Ash, bo stanęła kilka kroków za nim.
- Ale.. - zamilkła na chwilę, nabierajac powietrza - Miło widzieć, że ci zalezy - tak, to była chyba jedyna dobra rzecz z tego wszystkiego. Gdyby mu nie zależało to podszedł by do tego bez tak skrajnych emocji.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2019-01-01, 17:53   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


Faktycznie przestałem, kiedy się zmęczyłem. Wystarczyło. Chyba. Choć mogłem wyjąć z bagażnika bejsbola i narobić jeszcze więcej szkód, oprócz obolałej nogi, wyżyć się jeszcze bardziej. Nie byłem jednakże aż takim furiatem. Chyba. Diabli mnie wiedzieli. Nie wkurwiałem się znowu tak często. Miałem raczej beztroskie życie, sam zaś byłem bardziej niż pewny siebie.
Odwróciłem się. Zziajany. Zmęczony też może? Oparłem się o samochód. Pacnąłem o niego ciężko, mając ochotę przyjebać jednak w szybę łokciem, ale się wstrzymałem. Patrzyłem na Imarkę… W jej oczy, bo nie zdzierżyłbym i chyba faktycznie bym złapał za kij, gdybym raz jeszcze obejrzał ją od stóp do głów.
- Brat? – zapytałem zdezorientowany, bo miałem wrażenie, śledząc niegdyś jej historię życia, że ten przepadł jak kamień w wodę. Po prostu wyglądało mi to na definitywną śmierć. Cóż, chyba zbyt prędkie założenia… Albo ktoś znowu chciał ją skrzywdzić, podszywając się po jej brata. Diabli…
Ale dobra. Prychnąłem kpiąco, bo co też to dziewczę wygadywało!
- Cała? – zapytałem przepełniony tym razem żalem. Zalewał mi płuca, wylewał się oczodołami i uszami. Masakra. – Wyglądasz jak bogini wszystkich nieszczęść. Mój kuzyn lepiej wyglądał po ulicznych walkach… I nie chodzi mi o to, że jesteś odrażająca. Jesteś śliczna jak zawsze… – zacząłem, ale przerwałem, bo mnie to po prostu skręcało w środku. I jeszcze byłem bezradny. I tak stałem znowu z ręką wyciągniętą w jej kierunku. Bezradnie. Ostatecznie jednak złapałem ją za przegub ręki.
- Jesteś śliczna. Nie powinnaś… To złe – stwierdziłem trochę tak… Sam nie wiedziałem. Popieprzyło mi się wszystko w głowie. Najgorsze było to, że potrafiłem sobie mniej więcej odtworzyć to, co z nią robili. Sam niekiedy robiłem podobne rzeczy ludziom, złym ludziom głównie, ale Imarka… Była taka delikatna, taka dziewczęca…
- Jedź ze mną. Mam dom. Mam ludzi. Będziesz bezpieczna. Powinienem cię był zabrać już wcześniej – mówiłem, zbliżając się do niej, delikatnie obejmując, przytulając. Nie jakoś mocno. Nie chciałem jej uszkodzić jeszcze bardziej. Starałem się też nie myśleć o jej połamanej ręce. – Proszę – dodałem szeptem wprost do jej ucha. Nie chciałem z niej, bron Bożu, robić niewolnicy swojej, zakładniczki czy coś. Po prostu chciałem zrekompensować to, co musiała przeżyć, i przy okazji zadbać o to, by to się więcej nie powtórzyło.
_________________
Oh, Imarka, don't let him steal your heart away.
I'm gonna learn to dance if it takes me all night and day.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-01-01, 22:09   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Na to zapewne by mu już nie pozwoliła, po co miał niszczyć sobie samochód? Zagryzła wargę i obserwowała jak oddycha ciężko, z jego ust unosila się gęsta para. Też nie spuszczała wzroku z jego oczu, uśmiechając się lekko, chociaż dość niepewnie. Na szczęście nie widział jak wygląda jej ręka, jak wygląda reszta blizn, since już znikały w większości. Najgorsze rzeczy zostały co prawda w jej głowie.. Mogłaby mu opowiedzieć co dokładnie się działo, ale po co? Po co ma go denerwować bardziej, niż już jest?
- Tak, brata.. dluga historia. Ale gdyby nie to, że jest kompletnym dupkiem.. I miałam jakieś urządzenie śledzące w telefonie, to by mnie nie znaleźli - pokręciła głową, odwracając na moment wzrok, gdy wróciła nim do Phila trafiła spojrzeniem na jego wyciągniętą dłoń. Nie spodziewała się tych słów, to na pewno, ale.. chyba były czymś czego potrzebowała, poniekąd. Być może chodziło tez o to kto je wypowiada. Uśmiechnęła się do niego, dając się objąć. Wolną dłoń odruchowo oparła mu na karku i przymknęła oczy. Lubiła bliskość ważnych dla niej osób i potrzebowała jej, bardzo. Uniosła twarz na tyle, by na niego spojrzeć i pokręciła głową.
- Nie chcę zamykać się gdzieś, jeśli w Bractwie mogę pomóc innym mutantom.. Może i poza nim, choć.. obecnie niechętnie o tym myślę.. - skrzywiła się lekko. Oparła czolo na jego mostku mniej więcej i odetchnęła głęboko.
- Czuję się.. okropnie. I wiem, że wyglądam nie lepiej.. - kolejny lekko skrzywiony uśmiech - Ale jak mnie zamkniesz gdzieś, gdzie nie będę mogła pracować z ludźmi to równie dobrze Will mógłby mnie nie ratować - zacisnęła na moment palce na jego karku. Nie ma takiej opcji, nie da się zamknąć w białej wieży, ze strażnikami u dołu albo gdzieś.. Nie. W bractwie jest jej siostra, brat, Alex, Mike, Liam i.. cała reszta ludzi, na których jej zależy.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2019-01-06, 14:02   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


Chwilę milczałem. Miałem wiele informacji do przetrawienia. William Hopper żył, Bractwo wciąż istniało, zaś Imarka dalej upierała się przy swoim. Nie chciałem ją mieszać w swoje interesy, ale jeśli dzięki temu miała stać się bardziej bezpieczna niż aktualnie, pomimo zaistnienia kolejnych niebezpieczeństw, to czemu nie? Chyba faktycznie byłem zdesperowany, skoro chciałem pchać ją w kręgi szemranych osób.
- Bractwo nie jest zbyt bezpiecznym miejscem, biorąc pod uwagę aktualny stan ich ostatniej miejscówki i liczbę ofiar z tamtej nocy. Poza tym mają jakiekolwiek pieniądze? Gdzie w ogóle mają teraz miejscówkę?! – zapytałem nieco kpiącym głosem. W moim świecie ludzie wybierali mnie, a nie jakieś Bractwo, które rozpieprzy się za miesiąc lub dwa. Yvonne trzymała w ryzach te dzieciaki, bez niej to był cyrk, rozsypujący się cyrk. Gdybym wcześniej wiedział, że to istnieje i że Imarka znalazła właśnie tam nowy dom, to już dawno wjechałbym jej na chatę, by ją stamtąd uprowadzić. Halo! Nie miałem pojęcia, co za miejsce ukrywa teraz tę grupeczkę mutantów, ale w najbliższym czasie miałem się tego dowiedzieć. Jeśli nie od Imari, to od ludzi ulicy.
Miałem dalej dyskutować na ten temat, ale padły słowa, które mnie zmroziły. Który to jż raz dnia dzisiejszego? Równie dobrze Will mógłby mnie nie ratować…
Odezwałem się dopiero po chwili milczenia.
- Wiem, że dałem ciała. Rozumiem – zacząłem, ale znowu zamilkłem. Nie miałem pojęcia, jak to ująć, by to do niej dotarło, ale też tak, by za wiele nie powiedzieć. Will przecież mógł ją podsłuchiwać i w ogóle. Co to za typ? I czemu sam nie pomyślałem, by podrzucić jej coś namierzającego…? Właśnie! Powinienem podrzucić jej coś namierzającego. Wiedziałbym, gdzie ją szukać i – jako bonus – gdzie szukać Bractwo. To otworzyłoby mi niewielki, ale jakiś ryneczek zbytu.
- Pozwól mi jednak to naprawić. Mogę zapewnić ci dach nad głową, bezpieczeństwo, a jeśli chcesz, to nawet całą armię mutantów, którym mogłabyś pomagać – odparłem hardo, bo jednak bardziej od namierzenia Bractwa wolałbym ją u swojego boku. Pogłaskałem ją po plecach. O ile cokolwiek czuła pod tą grubą kurtą. – Serio mi na tym zależy. Wiesz. – dodałem. Niełatwo było mi prosić. Zwykle nie prosiłem, tylko wymuszałem albo manipulowałem i wszystko szło sobie jak w zegarku.
_________________
Oh, Imarka, don't let him steal your heart away.
I'm gonna learn to dance if it takes me all night and day.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-01-06, 16:40   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Upierała się, ale pewnie nie mógł się spodziewać niczego innego. Zapewne też nie byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się co o nich myśli Neumann. Nie uważała Bractwa za cyrk, radzili sobie jak mogli, a nie chcieli prowadzić żadnych agresywnych działań względem rządu. Chcieli żyć, jak normalni ludzie, jak inni, nie jak terroryści czy zagrożenie dla społeczeńśtwa.. Jakoś w innych krajach się udawało.
Zacisnęła zęby na jego słowa.
- Wiesz, ze nie powinnam ci nic mówić, prawda? Radzimy sobie, jakoś - pokreciła głową, nie chcąc zaczynać tej rozmowy. Osobiście nie widziała by pewnie jakiegoś super dużego probelmu by powiedzieć Philowi co i jak, ale nie tylko o nią tu chodziło, a o całą resztę mutantów, żyjących w Bractwie. Zignorowała też jego kpiący ton.
- Nie obwiniam cię za to, zrozum - westchnęła lekko - Nie mozesz być wszędzie równocześnie - najwyraźniej obwiniał się o to całkiem mocno, jeśli cały czas to za nim chodziło.. I pewnie jeszcze jakiś czas będzie. Rozumiała go, poniekąd, choć mocno ją też dziwiło to, jak bardzo go to dotknęło. Będzie jej to pewnie siedziec w głowie..
Nadal naciskał na to, by Imari pojechała z nim. Wiedziała, że nie ma takiej opcji. Nie zostawiła by rodzeństwa i ważnych dla siebie osób.. a Phil..? Phil radził sobie doskonale, jak widać.
- Nie wszystko może być tak, jak tego chcesz, Phil - podniosła się na palcach i pocalowała go lekko w policzek, po czym cofnęła się, jeśli ją puścił.
- Będziemy w kontakcie, jestem pewna, że masz kupę roboty ze swoją.. organizacją - uśmiechnęła się, robiąc kolejne dwa kroki w tył i rozglądając się po okolicy, zawieszajac na moment wzrok na budynku, z któego wyszli, a potem na samochodzie, w którym czekał Michael.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



Jestem agentem, agentem Lucasa

Szczęście

69%

Call me maybe?





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
32

height / weight:
188 /84

Wysłany: 2019-01-10, 13:17   
   Multikonta: Aaron Bee
  

   1 Rok na Giftedach!


Puściłem ją, bo co mogłem poradzić? Jedynie stać i liczyć kroki, jej kroki, które oddalały nas od siebie. Niczym ostatnie uderzenia serca. Coraz cichsze, zanikające. I coraz wolniejsze…? Czy to było tylko złudzenie?
Imari…
Wiatr miał rozdmuchać moje myśli, rozwiać po świecie, zniknąć…
Widziałem, że potrzebowała opieki. Nie chciała jej. Co mogłem poradzić? Zmusić ją i patrzeć, jak mimo wszystko więdnie?
- Jeśli mi pozwolisz, to wszystko będzie mogło być tak, jak tego chcę – odparłem. Nie egoistycznie. Wcale to tak nie brzmiało. Bardziej jak nadzieja, która coraz bardziej mi umykała i nie dawała się złapać pomiędzy moje palce. Jedna decyzja Imarki, inna decyzja, a mógłbym zostać zbawiony. Wtedy bym złapał. I nie puścił. Nie wiem, jak w sumie ostatecznie bym zareagował, ale pewnie byłbym najszczęśliwszym facetem na tym świecie. Imari z Kanady… Blondwłosa, wątła piękność, która, kiedy spałem, najwyraźniej skradła moje serce. Najchętniej złapałbym ją ponownie i zamknął w swoich ramionach, czułbym ją swoim ciałem, ale zamiast tego stałem jak ten debil z miną godną biednego kundelka i czekałem na ostateczny wyrok. Nie zdziwię się, jeśli tu i teraz padnę pod kołami swego samochodu i umrę na złamane serce… Ach!
- Wolałbym mieć kupę roboty z tobą – dodałem jeszcze. Tak mi się wyrwało z piersi. Może nie błaganie, ale jakieś koło ratunkowe na pewno. Nie wiem, czy gotów bym był porzucić mafię dla Imari, zapewne nie, ale na pewno znalazłbym czas dla niej, na opiekę nad nią. – Zostań ze mną – dorzuciłem.
I zaraz też zacząłem mieć złe wizje w głowie. Bo jeśli Bractwo zostałoby zniszczone… Imari nie miałaby dokąd wrócić, prawda? Aż nazbyt złe wizje.
_________________
Oh, Imarka, don't let him steal your heart away.
I'm gonna learn to dance if it takes me all night and day.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2019-01-19, 21:54   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie. Świat tak nie działa, a.. mi jest dobrze tam, gdzie jestem - z Willem i resztą, która była jej bardzo bliska. To nie tak, że Phil nie był, ale jednak.. On był w innym miejscu, nie chował się po kątach, jego moc działała kompletnie inaczej do tego współpracował z DOGS, więc był kryty i tak dalej i tak dalej.. Ona nie miała tego luksusu, a po tym co stało się pod koniec października pewnie wszystko dla niej zmieni się na gorsze.. Nieważne, to nie był czas na myślenie o tym, zastanawianie się i rozpamiętywanie.
Wyglądał.. no, jak zbity pies. Naprawdę dobrze mu to szło. Zagryzła wargę patrząc na mężczyznę i jeszcze raz przesunęła spojrzeniem na czekający na nią samochód. Westchnęła i pokręciła głową do siebie, bo.. miała ochotę na to przystać, przez moment. I jasne, odnowili znajomość, jasne, coś nadal z obu stron było, ale czy ona potrafiła ot tak przejść nad tym do porządku dziennego, nad wszystkim co się działo u niej, u niego, z nimi? Czas. I może coś się zmieni, choć nie potrafiła powiedzieć w jaką stronę.
- Mi też na tobie zależy więc.. nie rób nic przesadnie głupiego, hm? - spojrzała na niego, przez moment wahając się czy nie podejść i nie cmoknąć go w policzek, ale darowała sobie. Nie wiedziała tylko czy robi to dla siebie czy dla niego. Nabrała powietrza w płuca, odwróciła się i ruszyła w stronę samochodu, którym przywiózł ją tutaj Michael.

/zt x3
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5